NFL tydzień 9: Pyrrusowe zwycięstwo Indianapolis Colts

W NFL pozostały już tylko trzy niepokonane drużyny. Choć to i tak rekord. Nigdy wcześniej w historii ligi nie zdarzyło się, żeby trzy drużyny na raz miały bilans 8-0. A co ciekawe nie grają w tym roku przeciwko sobie, więc teoretycznie możliwa jest sytuacja, w której wszystkie trzy wygrają swoje mecze do końca sezonu. Teoretycznie, bo wątpliwe, by którejkolwiek z tych ekip udało się osiągnąć niepokonany sezon.

New England Patriots mają w perspektywie dwa trudne wyjazdy do Nowego Jorku (na mecze z Giants i Jets), a także megatrudny wyjazd do Denver. Cincinnati Bengals na drodze do idealnego sezonu mogą stanąć Cardinals lub Broncos (oba mecze na wyjeździe). Z kolei Carolina Panthers mają przed sobą trudne wyjazdy do Nowego Jorku (Giants), Nowego Orleanu i Atlanty. Do tego w NFL nigdy nie można wykluczyć jakiejś przypadkowej wpadki w meczu z teoretycznie znacznie słabszym rywalem.

Z grona niepokonanych w niedzielę wypadli Denver Broncos. Wydawało się, że futbolowi bogowie nie mogli zaplanować tego lepiej. Peyton Manning w barwach swojego nowego klubu przyjeżdża w miejsce, w którym odniósł największe sukcesy, do drużyny którą wyniósł ponad rządzących wcześniej w mieście koszykarskich Pacers. Na tym stadionie miał wygrać, podać na 284 jardy albo więcej i odebrać Brettowi Farve’owi dwa rekordy, które jeszcze pozostały do odebrania: największej liczby jardów podaniowych w karierze oraz największej ilości zwycięstw w roli startowego QB. Na miejscu był przedstawiciel Pro Football Hall of Fame, który miał po meczu błyskawicznie zawieźć pamiątki do Canton w stanie Ohio, by już w poniedziałek rano znalazły się na wystawie.

Colts popsuli jednak święto swojego byłego rozgrywającego. Broncos doznali pierwszej porażki w tym roku, a do rekordu podaniowego zabrakło Peytonowi dosłownie trzech jardów. To zwycięstwo mogło stanowić zwrot w bardzo nieudanym sezonie drużyny Chucka Pagano. Mogło, bowiem okupili wygraną stratą swojego rozgrywającego. Wyraźnie zmobilizowany Andrew Luck zagrał najlepszy mecz w tym roku, kilkukrotnie zdobywając brakujące jardy biegiem. I właśnie podczas biegu w pierwszej akcji czwartej kwarty, Luck został bardzo mocno (ale legalnie) uderzony przez defensorów Broncos.

Początkowo nic nie wskazywało, że coś mu się stało. Szybko wstał, a w następnej akcji podał do Ahmada Bradshawa, ponownie wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. Jednak po meczu czuł się coraz gorzej, więc został skierowany na badania. Wykazały one, że Luck ma pękniętą nerkę i naderwane mięśnie brzucha. To i tak nie najgorzej, bo po takim uderzeniu większość z nas pewnie szukałaby kręgosłupa w jednym endzone, a głowy w drugim. Niemniej jednak QB Colts czeka przerwa od dwóch do sześciu tygodni.

Drużyna z Indianapolis po raz pierwszy zagrała jak ekipa, którą przed sezonem typowałem do mistrzostwa NFL. Pomogła zmiana ofensywnego playcallera. Te obowiązki przejął Rob Chudziński i wreszcie Andrew Luck wyglądał na faceta, który wie co ma robić w kieszeni. Nie silił się na big playe, brał co mu dawała obrona, choć potrafił podjąć rozsądne ryzyko. Wciąż brakowało mu czasu w kieszeni (dostał aż 11 legalnych uderzeń, nie licząc tackli po biegach), ale pozbywał się piłki na tyle szybko i zdecydowanie, że nie miało to znaczenia.

Do tego zadziałała wreszcie gra biegowa. Choć 3 jardy na próbę Franka Gore’a nie robią wielkiego wrażenia, to jednak było to wystarczająco, by zdobywać kluczowe pierwsze próby i dać nieco więcej swobody Luckowi.

W pierwszej połowie Colts zagrali niemal idealnie. Zdobyli 17 punktów, nie tracąc żadnego, w żadnej serii ofensywnej nie pozwolili Broncos na zdobycie nawet 30 jardów i raz przechwycili podanie Peytona Manninga. Jedyny błąd popełniły special teams, które pozwoliły na punt return na TD w chwili, gdy kończyła się pierwsza połowa.

W drugiej odsłonie Broncos grali znacznie lepiej. Ich trzy pierwsze serie ofensywne przyniosły punkty i kiedy Peyton Manning wraz z ofensywą wychodził na boisko na sześć minut przed końcem meczu przy trzypunktowym prowadzeniu Colts, wyglądało na to, że oba wspomniane na początku rekordy są w zasięgu ręki. Jednak wówczas kapitalnym przechwytem popisał się Darius Butler. Colts zdołali spalić cały pozostały na zegarze meczowym czas (w czym pomogła im kara za holding przy field goalu) i dowieźli zwycięstwo do końca.

Warto zauważyć, że po spotkaniu na jedno spotkanie został zawieszony Aquib Talib, który z premedytacją dźgnął jednego z rywali palcem w oko. Jak dla mnie jeden mecz to trochę mało za tak chamskie zachowanie, ale nie od dziś wiadomo, że NFL ma problemy z wartościowaniem występków osób ze swojej „rodziny”.

 

R.E.L.A.X?

Tak rok temu Aaron Rodgers uspokajał fanów Packers zaniepokojonych dwoma porażkami w trzech spotkaniach otwierających sezon. Tym razem sam Rodgers jest wyraźnie sfrustrowany. W meczu wyjazdowym z Panthers poprowadził comeback, ale kiedy miał szansę na wyrównujące przyłożenie spanikował pod presją i zamiast podać do niekrytego Randalla Cobba posłał piłkę prosto w ręce Thomasa Davisa, linebackera Panthers. Kiedy zobaczył tę sytuację za linią boczną, wściekły rzucił tabletem o ziemię.

Cóż, nawet najlepszym zdarzają się błędy. A Rodgers, który w tym meczu został pięć razy zsackowany i dostał 14 QB hitów miał prawo obawiać się presji. Linia ofensywna Packers, przez rokiem jedna z najlepszych w lidze, w ostatnich meczach ma spore kłopoty. Jasne, defensywy Broncos i Panthers należą do ligowej czołówki w wywieraniu presji na rozgrywającego, ale za wiele było nieporozumień, za często rywale przebijali się niemal nietknięci środkiem.

Możecie zapytać co za różnica, czy przebijają się środkiem czy na zewnątrz? Dośc zasadnicza. W przypadku presji z zewnątrz QB zawsze może zrobić krok naprzód, a tackle może „powieźć” pass rushera, wypychając go za rozgrywającego. Jeśli presja pójdzie środkiem po prostu nie ma dokąd uciekać. I właśnie w takiej sytuacji bardzo często znajduje się ostatnio Rodgers.

Po fatalnym meczu w Denver, także przeciwko Panthers ofensywa zaczęła katastrofalnie. Jeśli nie liczyć drugiego posiadania, kiedy kreatywny playcalling wprowadził nieco zamieszania w szeregach Panthers, ofensywne posiadania Packers kończyły się następująco: 3&out, 3&out, 3&out, fumble, 3&out, koniec pierwszej połowy. Bez Jordiego Nelsona, który rozciągał bardzo obronę, reciverzy Packers mieli spore problemy z uwolnieniem się od krycia.

Fatalnie w tym sezonie spisuje się Eddie Lacy. Nie wiem czy to kwestia braku formy i wagi (Mike McCarthy upiera się, że nie), czy jakiegoś urazu, ale Lacy’emu bardzo brakuje siły i przyspieszenia. Nawet kiedy ma ścieżkę biegową, nie potrafi przełamać tackli, które rok temu zrzuciłby z siebie bez problemu. W niedzielę znacznie lepszym i dynamiczniejszym biegaczem od niego był James Starks i należy się spodziewać, że to on zajmie miejsce w pierwszym składzie Packers.

Green Bay zaczęli grać lepiej w drugiej połowie. Było to w dużej mierze efektem przyspieszenia tempa gry i wejścia w no-huddle. Kiedy snapy następowały szybciej, defensorzy Panthers mieli mniej czasu na reakcje na ustawienia Packers, a to ułatwiało robotę Rodgersowi, który szybko i precyzyjnie rozdzielał kolejne piłki. Świetny efekt dała też tradycyjna zagrywka przeciwko agresywnemu defensywnemu frontowi czyli RB screen, łącznie z 30-jardowym zyskiem w jednej z akcji. Zabrakło nieco do skutecznego odrobienia strat, ale druga połowa powinna stać się wskazówką dla ofensywy Green Bay.

Trudno za to powiedzieć co zrobić z obroną, która od trzech tygodni gra fatalnie. Jeszcze dwa tygodnie temu byli drugim najlepszym pass rushem w NFL, ale od dwóch tygodni nie zaliczyli sacka. W trzech ostatnich meczach oddali w sumie 1475 jardów, co jest najgorszym wynikiem w historii klubu.

Panthers wciąż pozostają niepokonani. Cam Newton niespodziewanie prowadzi naprawdę solidną ofensywę, ale wciąż nieco mu brakuje, by wejść na następny poziom. W meczu z Packers mógł rozstrzygnąć mecz wcześniej i uniknąć nerwów w końcówce. Sztandarowym przypadkiem jest sytuacja na 4:52 do końca trzeciej kwarty, kiedy bez żadnej presji przestrzelił w endzone zupełnie niekrytego Jerricho Cotchery’ego. TD dałby Panthers trzy posiadania przewagi, a tak pozostali w zasięgu dwóch posiadań piłki. Gdyby Newton rzucał celniej, Panthers mogliby powalczyć nawet o Super Bowl, jednak zbyt często przerzuca swoich reciverów, co zapewne zemści się w playoffach.

Dla Packers był to najtrudniejszy moment w sezonie. Teraz przychodzi czas na mecze z łatwiejszymi rywalami, a póki mają w składzie Rodgersa, są groźni dla wszystkich. Jednak muszą coś poprawić, zwłaszcza w obronie, inaczej znów ich sezon skończy się gdzieś przed Super Bowl.  

W skrócie:

1. Minnesota Vikings wykorzystali potknięcie Packers i po wygranej z St. Louis Rams wskoczyli na prowadzenie w NFC North. Zwycięstwo okupili stratą Teddy’ego Bridgewatera. Młody rozgrywający Vikings dostał uderzenie w głowę, które trudno określić inaczej jak celową i nieuczciwą zagrywkę. Podobno po uderzeniu Teddy na moment stracił przytomność i doznał wstrząśnienia mózgu. Wywołało to zrozumiałą wściekłość trenera Mike’a Zimmera, który w mało zawoalowany sposób wskazał na koordynatora defensywy Rams, Gregga Williamsa, jako winnego całego zajścia. Williams był jednym z głównych uczestników „Bountygate”, gdy jako koordynator defensywy Saints miał płacić swoim graczom za celowe powodowanie kontuzji u rywali. 2. Pittsburgh Steelers wygrali strzelaninę z Oakland Raiders. Ten wynik może być kluczowy w końcówce sezonu, bo te dwie drużyny zapewne znajdą się w gronie walczących o dzikie karty do playoffów. Bohaterem meczu był Antonio Brown, który pobił klubowe rekordy, łapiąc 17 piłek na 284 jardy. Był to drugi najlepszy występ recivera w tym stuleciu, po Calvienie Johnsonie z Lions, który dwa lata temu przeciwko Cowboys złapał 14 piłek na 329 jardów. Steelers okupili wygraną kolejną w tym roku kontuzją Bena Roethlisbergera. QB Pittsburgha skręcił kostkę, ale być może wykuruje się na niedzielny mecz z Browns. Mimo to Steelers szykują się do meczu z Browns, jakby to Landry Jones miał być pierwszym rozgrywającym.

3. New England Patriots liczyli, że mecz z Redskins wygrają łatwo i bez urazów. O ile to pierwsze im się udało, o tyle to drugie już nie. Więzadła w kolanie zerwał RB Dion Lewis, odkrycie sezonu. Fantastyczny passing back nie zagra już w tym roku, co jest ogromnym ciosem dla ofensywy Pats. Mecz z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu opuścił też OT Sebastian Vollmer. W efekcie Pats kończyli mecz z pięcioma zdrowymi OL w składzie, na LT grał czwarty OT Cameron Fleming, a na RT występował Brian Stork, nominalny center, który znalazł się w składzie pierwszy raz w tym sezonie, który zaczynał na liście kontuzjowanych. Jak na razie Tom Brady radzi sobie z problemami w o-line, ale przeciwko Bills, Broncos, Texans czy Jets będzie miał z tym spore problemy.

4. Colin Kaepernick zaczął na ławce mecz przeciwko Atlanta Falcons. 49ers wygrali, a jego backup, Blaine Gabbert spisał się przyzwoicie. Na miejscu Kaepernicka nie martwiłbym się zbytnio. Zmiennicy z reguły nieźle wypadają w swoim pierwszym meczu, bo rywale nie są gotowi na ich styl gry. A Gabbert to wciąż zawodnik, którego pamiętamy z tak uroczych zagrań:

5. Jeśli zastanawialiście się, czemu Saints nie są wymieniani w gronie potencjalnych playoffowych drużyn, mimo niezłej ofensywy i Drew Breesa w składzie to kolejna cyrkowa sztuczka ich defensywy powinna Wam to pokazać (Titans wygrali ten mecz po dogrywce)

Komentarze

NFL tydzień 9: Pyrrusowe zwycięstwo Indianapolis Colts — 4 komentarze

  1. 1. Gregg Williams powinien być wyrzucony z nfl. Nie oglądam Rams co niedzielę, ale nie sądzę bym błądził zakładając, że robią tak co tydzień. Rok temu przez całe 60 minut próbowali „tanimi strzałami” wyjąć z meczu z Giants Beckhama.

    2. Pełna zgoda co do presji na QB.
    Wg PFF Eli miał najgorszą ochronę w całej lidze w 2011 (roku zakończonym z Lombardim):
    https://www.profootballfocus.com/blog/2012/02/22/ranking-the-2011-offensive-lines-part-1/

    Dodaje to trochę do legendy młodszego Manninga z tamtego sezonu. Kto jednak oglądał wtedy GMen co tydzień wie, że o ile po bokach miał chyba dwóch najgorszych tackles w lidze, tak „mała kieszeń” funkcjonowała przyzwoicie. Dzięki temu Giants dojechali wtedy do playoffów, bo „gra górą” to była jedyna statystyka, w której byli w czołówce nfl.

    3. Obiektywnie – Giants nie mają czego szukać niedzielę. Brady – który ponoć jest dobry w tym roku – nie grał jeszcze w swej karierze przeciwko tak słabej defensywie nowojorczyków. Wrócił JPP, ma wrócić Prince, ale w ostatnim meczu stracili do końca sezonu swojego najlepszego DT. Brady (tak jak Eli) pozbywa się super szybko piłki więc kulejący pass-rush go pewnie nie sięgnie. Poza tym GMen nie mają pojęcia jak kryć środek boiska, więc Gronk może być gwiazdą kolejki w FF, a Tomek (który w tym tygodniu przyznał, że przegrane SBs wciąż go prześladują – szczególnie SB42) za wyzwanie może przyjąć pobicie wyniku Breesa, który nawciskał nam 7 przyłożeń.

    Ale hej, to są Giants, nie stawiałbym przeciwko nim ostatniej koszuli. Poza tym, nawet jeśli przegramy, odbijemy sobie w lutym :D

    4. Trochę mnie zaskoczyłeś przemilczając to, co zrobił Dan Quinn przeciwko Niners.

    • Szczerze mówiąc gdzieś mi umknęła decyzja Quinna przy pisaniu tego tekstu. No ale moje zdanie w tym temacie znasz ;)

  2. Szczerze mówiąc chętnie przeczytałbym o decyzji Quinna. Ciekaw jestem waszej opinii na ten temat.
    Wg mnie miał 3 możliwości:
    1. grać dołem, co było obarczone ryzykiem patrząc na ich skuteczność w tym elemencie gry podczas meczu.
    2. grać podaniem, co na szybko wydawało się być najlepszym rozwiązaniem, lecz z powodu pkt. 1 było też obarczone dużym ryzykiem odczytania zagrywki oraz
    3. FG + szukanie szansy na zablokowanie ataku 49ers.
    Wybrał opcję 3, której prawdopodobieństwo powodzenia było składową kilku czynników (trafiony FG, zablokowany atak SF, wejście w zaasięg FG i znów trafiony FG). Dużo szans na niepowodzenie, dlatego nie grałbym tego.
    Niemniej gdyby w ostatniej próbie Gabbert nie zdobył 1 downa mogłoby się udać.
    Nie mam wiedzy jak statystycznie wyglądały wybory 1 i 2, więc osobiście oglądając mecz w tym momencie mówiłem, że ryzykowałbym podanie do Freemana przy zwiększonej liczbie receiverów. Ciekaw jestem waszego zdania.

    • Wg tego kalkulatora:
      http://wp.advancedfootballanalytics.com/winprobcalc1.php

      decyzja Dana Quinna zmniejszyła szansę Falcons o plus minus 20%.

      Po kopie przegrywali punktem i Niners zaczynali nową serię na linii 20 jarda 3 minuty przed końcem meczu. Szanse na wygraną Falcons w tym momencie: 18%

      Scenariusz alternatywny:
      Sokoły nie zdobywają przyłożenia. Niners prowadzą 4 punktami i mają piłkę na linii 4. jarda przed własną endzone. Falcons wymuszają punt. Mają piłkę 2 minuty przed końcem meczu gdzieś w okolicach środka boiska. Szanse na wygraną: 39%.