PLFA: Koniec nudnego sezonu

Weekendowym meczem barażowym między Kozłami Poznań i Outlaws Wrocław zakończyła swoje rozgrywki Topliga. W PLFA I zostały już tylko baraże o utrzymanie. Choć wciąż gra PLFA II i ósemki w formacie seniorskim i juniorskim, powoli możemy zacząć podsumowywać ten sezon z perspektywy Topligi i PLFA I. Zapraszam na mój subiektywny wybór plusów i minusów.

Niestety ten sezon nie zachwycił i był jednym z nudniejszych, które pamiętam, jeśli nie najnudniejszym. Ale żeby nie było, że tylko narzekam, najpierw to, co mi się w tym sezonie podobało.

 

Plusy

  1. IFAF Champions League 2016, Panthers Wrocław - Milano SeamenPanthers Wrocław z mistrzostwem IFAF Champions League. Niezależnie od tego, jak oceniamy tegoroczne rozgrywki krajowe, na arenie międzynarodowej Pantery osiągnęły fantastyczny sukces. Zasłużona wygrana w rywalizacji z zagranicznymi klubami pokazuje, że nasz futbol amerykański poziomem dołącza do europejskiej średniej, a przede wszystkim cały czas rośnie. Można marudzić, że to słabszy puchar niż BigSix Europe, można narzekać, że sukcesy Celticu i Rangersów w europejskich pucharach w kopaną nie oznaczały, że szkocka liga była silna. Niemniej triumf wrocławian pokazał całej Europie, że PLFA to nie jest pocieszny młodszy brat, tylko liga, w której robią dobrą robotę.
    Czytaj więcej: Panthers Wrocław wygrali Ligę Mistrzów!
  2. Statystyki! Przeszło to jakoś zupełnie bez echa i część z Was pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale od tego sezonu mamy pełne statystyki z każdego meczu Topligi! (Z nieznanych dla mnie przyczyn nie ma tylko z Superfinału) Mamy nie tylko cyferki z meczów, ale i wartości zbiorcze, dla każdej drużyny, liderów ligowych i wszystko o czym do tej pory mogliśmy tylko pomarzyć. Do poprawy jest niezbyt czytelna i wygodna forma prezentacji, ale merytorycznie ma to ogromną wartość. Znajdziemy nie tylko jardy, skuteczność podań itp, ale statystyki defensywne, łącznie z liczbą tackli, fumbli itp., wszystkie wartości ze special teams, a nawet pokazanie, jak w danej dziedzinie gry radzą sobie przeciwnicy danej drużyny. Po prostu mega!
    Z tego miejsca ogromne podziękowanie dla wszystkich, którzy te statystyki przygotowują. To masa ciężkiej, niewdzięcznej roboty, wymagającej naprawdę fachowej wiedzy. Pracy ogrom, a chwała żadna, bo czy kto z Was wie, kto robił te statystyki? Mała podpowiedź: ich nazwiska znajdziecie w raportach meczowych zaraz po nazwiskach sędziów. Jeszcze raz dzięki naszym statystykom, a efekty ich pracy możecie obejrzeć w Centrum Statystyk PLFA. Polecam.
  3. Beniaminkowie PLFA I. W sezonie 2015 trzech z czterech beniaminków PLFA I spadło z powrotem do PLFA II. Wyjątkiem byli Seahawks Sopot, którzy dopiero w finale ulegli Kraków Kings. W tym cała trójka beniaminków… zagrała w półfinałach. Outlaws Wrocław, Warsaw Dukes i Gliwice Lions nie tylko włączyli się do walki w wyższej lidze, ale nadawali jej ton przez cały sezon. W grupie północno-zachodniej Dukes i Outlaws grali, jakby to wciąż była PLFA II, na południowym wschodzie Lions z sukcesami odprawili w walce o półfinał Rebelsów. Przed rokiem pojawiły się sugestie, że PLFA I jest za bardzo skostniała i za mocna na drużyny z PLFA II. Nic bardziej mylnego.
  4. Przetasowania na styku Topliga – PLFA I. Nie od dziś wiemy jak gigantycznym skokiem sportowym i organizacyjnym jest dołączenie do Topligi. Przez ostatnie trzy sezony mieliśmy tylko dwóch beniaminków. teraz będziemy mieli kolejnych dwóch i ośmiozespołową Topkę. Można powątpiewać, czy Outlaws Wrocław podołają organizacyjnie, ale zarząd klubu zapewniał mnie, że dadzą radę. Sportowo są gotowi. Falcons mają nawet papiery, by namieszać w czołówce, a’la Lowlanders 2015 i 2016.
    Na plus należy też zapisać spadek Kozłów. Mam duży szacunek do tej zasłużonej ekipy, ale sportowo od dwóch lat kompletnie nie pasują do najwyższego poziomu rywalizacji. Zobaczymy jaki będzie ich dalszy los. Najrozsądniej wyglądałaby fuzja z Patriotami i walka w PLFA I, ale zdaję sobie sprawę, że jest tutaj dużo czynników pozasportowych, które stoją na przeszkodzie.
  5. Lowlanders Białystok. Koronny dowód na to, że Toplidze dobrze robi świeża krew. W tym sezonie zrobili kolejny krok do przodu, pewnie pokonali Eagles i zabrakło im jedynie kropki nad „i”, by sensacyjnie wyeliminować Seahawks Gdynia w półfinale (najpierw nie potrafili spalić zegara w końcówce czwartej kwarty, a potem pozwolili gdynianom przemaszerować całe boisko w 1,5 minuty). Niemniej pewne zwycięstwo nad Warsaw Eagles zdecydowanie postawiło ich w roli trzeciej siły w krajowym futbolu amerykańskim. Zobaczymy jak będzie dalej, zwłaszcza że wszystko wskazuje, że z drużyną w kiepskim stylu pożegna się rewelacyjny Jabari Harris.
  6. Box Videos. Wreszcie doczekaliśmy się na magazyn ligowy z highlightami kolejki. Denis Czarzasty, Dawid Biały i reszta ekipy odwalają niesamowity kawał roboty, z kolejki na kolejkę lepszy. Szkoda, że nie pod auspicjami ligi, ale nie można mieć wszystkiego. Polecam polajkować profil BoxVideos na Facebooku.

 

Minusy

  1. Nuuuudy! Niestety nasza liga jest jedną z najnudniejszych w Europie. O ile za pewną niespodziankę można uznać dobrą postawę beniaminków PLFA I (patrz wyżej), o tyle po ustaleniu hierarchii także na zapleczu Topligi wiało nudą. Ile wyników z ręką na sercu możemy uznać za niespodzianki? Wygrana Kings w Krakowie nad Lions? Zwycięstwo Seahawks Gdynia we Wrocławiu? W Topce zwycięstwami w sezonie zasadniczym podzielili się Panthers i Seahawks, w PLFA I Oulaws i Dukes. Poza tymi dwiema parami oraz wspomnianą porażką Lions, zespoły wyżej notowane wygrały komplet spotkań z tymi notowanymi niżej.
    Jednak najgorsze były blowouty. Futbol to sport, w którym blowouty się zdarzają. Trochę szkoda pogromu w finale, bo ten mecz oglądało pewnie trochę „niedzielnych” kibiców, ale sam blowout w finale nie byłby specjalnym powodem do niepokoju (patrz Super Bowl 2014).
    Niestety blowouty w Toplidze i PLFA I to norma, nie wyjątek. Jeśli śledzicie mój profil Facebookowy to na pewno zauważyliście, że w ciągu sezonu wrzucałem statystyki związane z liczbą zaciętych meczów. Jak to wygląda na koniec sezonu? Zaledwie sześć meczów sezonu zasadniczego  w Topce i PLFA II zostało rozstrzygniętych różnicą jednego przyłożenia (8 pkt. lub mniej), kolejne sześć różnicą dwóch przyłożeń (9-16 pkt.). Aż pięć z tych dwunastu spotkań to mecze Seahawks Gdynia, którzy dostarczali kibicom zdecydowanie najwięcej emocji.
    Z drugiej strony aż 32 spotkania kończyły się różnicą +35 pkt. Wyglądałoby to jeszcze gorzej, gdyby nie moja arbitralna decyzja, żeby za jedno posiadanie uznać 8 pkt. (z reguły liczy się je jako 7 pkt.), a za blowout mercy rule (normalnie +20 można uznać za blowout).
    Nie tylko liczby zawieszone w próżni wyglądają fatalnie, ale i ich porównanie do ościennych lig. Oczywiście nie ma się co równać z NFL, bo tam masa mechanizmów nam niedostępnych (draft, salary cap, dystrybucja dochodów) obliczona jest na wyrównanie poziomu. Ale wziąłem również na warsztat niemiecką GFL, czeską ČLAF i austriacką AFL. We wszystkich ligach wziąłem pod uwagę dwa najwyższe poziomy rywalizacji i wyłącznie sezon zasadniczy. Oto wynik w formie tabelarycznej i graficznej:
    PLFA 2016PLFA 2016Mam nadzieję, że ruch klubów między ligami nieco zmieni te proporcje. Jednak to nie wystarczy. Czas już chyba spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć sobie, że w jedenastkach gramy na poważnie, bawić się można w ósemkach. W wielu miastach namnożyło się po prostu za dużo klubów. Jestem w stanie zrozumieć zawodnika, który chce grać, a nie grzać ławę, bo to jego jedyna nagroda za ciężkie, pełne wyrzeczeń treningi. Ale to prowadzi do sytuacji jak Kozły Poznań 2015 i 2016.
    Czas chyba na kolejne fuzje. Jeśli Devils i Giants potrafili pogodzić różnice między nimi, to czemu nie miałoby się tak stać w przypadku klubów warszawskich, poznańskich czy szczecińskich? Oczywiście nie chodzi tu o wprowadzenie zasady „jedno miasto, jeden klub”, bo najwyraźniej Wrocław czy Trójmiasto są w stanie zapewnić odpowiedni poziom sportowy z dwoma. Ale właśnie, dwoma, a nie trzema. Warszawa to potężny rynek, ale tylko w jedenastkach mamy tam cztery kluby plus dwa w aglomeracji (Wyszków i może trochę na wyrost zaliczam do tego Radom), co odbija zwłaszcza na Orłach, które od kilku lat tracą kontakt z krajową czołówką.
    Innym sposobem na wyrównanie poziomu jest ruch zawodników z niżej notowanych klubów do tych lepszych. Rafał Rogaczewski, Jakub Mazan i Bartek Trubaj to tylko trzy przykłady diamentów, które można tak wyłowić. Ale tu na drodze stają kompensacje, które takie ruchy utrudniają, choć niewątpliwie stanowią dla macierzystych klubów pewne zabezpieczenie.
    Tak czy inaczej, jeśli ponad 80% meczów nie towarzyszą niemal żadne emocje, to nie ma co liczyć na przyciągnięcie fana. I tu dochodzimy do drugiego punktu.
  2. Frekwencja. Zostawmy Superfinały. Na zwykły mecz Topligowy przychodzi ok. 500 osób, nawet mniej. Jeśli odejmiemy juniorów, skład B oraz rodziny i przyjaciół zawodników, to kibiców niezwiązanych osobiście z klubem będzie maksymalnie 200-300. Na tym nie da się budować ligi. Potencjał niewątpliwie jest. We Wrocławiu na Ligę Mistrzów przychodziło ok. 2-3 tys. ludzi i, w przeciwieństwie do Superfinałów, nie wiązało się to z jakąś mega mobilizacją całego środowiska. Przytłaczająca większość to miejscowi fani. Ale to wymaga emocjonującego produktu i przyzwoitego stadionu. Z całym szacunkiem, ale nie mam ochoty tracić trzech godzin z weekendu na oglądanie meczu Panthers – Kozły na stadionie przy Niskich Łąkach, gdzie trybuny ustawione są tak, że nie widać 1/4 boiska. Nie mam dobrego pomysłu jak to zmienić, ale najwyraźniej o ile poziom sportowy i organizacyjny drużyn idzie w górę, o tyle całość nie stanowi na tyle dobrego produktu, by przypadkowego kibica zatrzymać na dłużej.
  3. Transmisje. Wiele razy o tym mówiłem i pisałem. Muszą być transmisje na żywo ze wszystkich spotkań. Kibic (i sponsor!) musi wiedzieć, że może ten mecz obejrzeć z każdego miejsca na świecie. Tymczasem nawet w Topce zdarza się brak transmisji albo przekaz w jakości „białe piksele gonią niebieskie”.
  4. #pozdrodlakumatych. Albo #cicomajawiedziecwiedza. To kolejny aspekt, który nieco odrzuca kibica „Janusza”. PLFA stanowi dość hermetyczne, zamknięte środowisko, do którego trudno się dostać. Widać to szczególnie na facebookowych „Pasjonatach Futbolu Amerykańskiego”, gdzie gracze często lekceważą „głupie” pytania niedzielnych kibiców albo debatują między sobą na tematy, których zwykły kibic nie rozumie. Radek Gołąb z USSports.pl też ostatnio narzekał, że trudno wydostać od klubów jakiekolwiek informacje.
    W tym przypadku kibic to klient, który ma prawo czuć się dopieszczonym. Warto byłoby choćby częściej aktualizować strony internetowe, a nie tylko facebookowe profile czy publikować werdykty Komisji Dyscyplinarnej na stronie PLFA. Nie mówię tu nawet o protokołach, ale fajnie, gdyby przeciętny kibic mógł się zorientować kto został zawieszony i dlaczego z oficjalnych kanałów, a nie mniej lub bardziej wiarygodnych plotek z internetu. To oczywiście tylko przykłady, ale kibic musi się poczuć częścią społeczności ligowej, a nie intruzem. Także „Janusz”, który na mecz przyjdzie z galerii handlowej, zapije hot doga piwem i nie odróżnia holdingu od bloku w plecy.

Większość sezonu 2016 za nami. Pozostaje nam emocjonować się PLFA II i mieć nadzieję, że za rok będzie lepiej, czego sobie i całemu futbolowemu środowisku z całego serca życzę.

Komentarze

PLFA: Koniec nudnego sezonu — 4 komentarze

  1. Blog o NFL, a wciąż posty na temat nudnej PLFA, nawet tego nie czytam. Litości.

  2. Ciekawe jaki byłby wynik gdyby zorganizować mecz o złoty puchar między mistrzem NFL a mistrzem PLFA!