NFL, tydzień 10: Kto rządzi w NFC?

Eagles, Saints, Rams, a może Vikings? A z tyłu Seahawks, zawsze groźni, mimo utraty Richarda Shermana. Tegoroczna rywalizacja w czołówce NFC jest pasjonująca. Czy to możliwe, by cztery najlepsze zespoły NFL w tym sezonie były w jednej konferencji?

W podsumowaniu tygodnia przyjrzymy się kompletnie zwariowanej końcówce meczu Jaguars – Chargers. Wyjaśnię, czemu imponujące wyjazdowe zwycięstwo Patriots nie oznacza powrotu do mistrzowskiej formy. A poza tym jak zwykle tydzień w skrócie. Zaczynamy jednak od rzutu oka na szczyt NFC.

 

7-9, 7-9, 4-12, 8-8. To bilans czterech najlepszych obecnie drużyn NFC w ubiegłym roku. W tym sezonie Eagles, Saints i Rams już poprawili albo wyrównali zeszłoroczną liczbę zwycięstw. Vikings brakuje jednego, a powinni je zanotować jeszcze w listopadzie. Te cztery drużyny razem wzięte mają na koncie tylko 7 porażek w 36 meczach.

Co więcej grają naprawdę dobry futbol. Może nie idealny, ale ogląda się je z przyjemnością, co przed rokiem wcale nie było takie oczywiste.

Zacznijmy od tych z najlepszym bilansem. Eagles mieli w tym tygodniu wolne. Grają najlepiej w lidze, choć nie wszystkie metryki to pokazują. Są bardzo dobrzy w ataku, solidni w obronie i w czołówce special teams. Są jedną z dwóch najbardziej kompletnych drużyn w lidze. Nie mają wyraźnych słabości, przynajmniej jak do tej pory.

Jednak przed Orłami trudne testy. Według Football Outsiders do tej pory mieli trzeci najłatwiejszy kalendarz w lidze. Pierwsze dwa mecze po utracie LT Jasona Petersa zagrali przeciwko słabym San Francisco 49ers i pogrążonym w kryzysie Denver Broncos. Jednak teraz FO oceniają ich pozostały kalendarz jako 10. najtrudniejszy w lidze. Kolejny miesiąc pokaże z jakiej gliny są ulepieni. Wyjazdy do Dallas, Seattle i Los Angeles (Rams) to ciężka perspektywa. Dwie wygrane byłyby świetnym rezultatem, trzy wysłałyby jasny sygnał do reszty ligi.

Eagles na pewno na to stać. Już w zeszłym roku grali znacznie lepiej, niż wskazywałby ich bilans 7-9. Wszystkie modele statystyczne zapowiadały progres i faktycznie tak się stało. W tym roku okrzepli w systemie Douga Pedersena, w drugim sezonie lepiej gra QB Carson Wentz. Sprawdziły się nowe nabytki: LeGarette Blount, Alshon Jeffery, Chris Long. Kolejne cztery tygodnie (po drodze jeszcze mecz z Bears) pokażą, czy w Philly faktycznie mamy kandydatów do mistrzostwa.

O ile dobrego sezonu Eagles można się było spodziewać, to postawa Vikings jest pewnym zaskoczeniem. Przed rokiem świetnie zaczęli, ale gaśli w miarę upływu czasu. Głównie przez serię kontuzji, które osłabiły defensywę oraz fatalną o-line, która niweczyła wysiłki QB Sama Bradforda.

W  tym roku ze zdrowiem jest lepiej, co nie znaczy, że idealnie. Sam Bradford wylądował na liście kontuzjowanych, tak samo jak rookie RB Dalvin Cook, który miał świetny początek sezonu oraz DT Shariff Floyd (ten ostatni nie gra już dwa lata i nie wiadomo czy kiedykolwiek jeszcze zagra). Jednak w NFL nie ma drużyn zdrowych, są tylko bardziej i mniej osłabione, a Vikings mimo wszystko należą do tych zdrowszych. Znacznie lepiej gra o-line, a defensywa, choć nie tak dobra jak na początku sezonu 2016, jest w czołówce. Z kolei Stefon Diggs i Adam Thielen mogą być obecnie najlepszym duetem WR w lidze.

Jeśli coś może ich zatrzymać to problemy na rozegraniu. Bradford już w tym roku nie zagra. Teddy Bridgewater to fantastyczna historia, ale ostatnio grał w sezonie 2015. Case Keenum… to Case Keenum. Na trudnym terenie w D.C. grał całkiem nieźle i Vikings wysoko prowadzili. Jednak potem rzucił dwa fatalne INT. Zwłaszcza pierwsze było wyjątkowej urody. To stało się iskrą dla comebacku Redskins, który na szczęście dla Minnesoty wytrzymała ofensywa, ale zupełnie niepotrzebnie zrobiło się nerwowo.

Wikingowie dostali dar od losu w postaci kontuzji Aarona Rodgersa. Jeśli nie zdarzy się katastrofa, wygrają NFC North. Jednak z czterech czołowych drużyn są moim zdaniem najsłabsi, chyba że Bridgewater jakimś cudem wróci do dyspozycji z 2015 r.

Jeśli postawa Vikings jest zaskoczeniem, to gra Saints i Rams zakrawa wręcz na sensację.

O Rams pisałem już w tym roku kilka razy. Trener Sean McVay zrewolucjonizował postawę tej drużyny, a Todd Gurley i Jared Goff powinni wystawić mu ołtarzyk za uratowanie ich karier. Do tego kąśliwa defensywa pod wodzą DC Wade’a Philipsa, jednego z najlepszych offseasonowych transferów w całej NFL. O ile dobrej gry defensywy i special teams można się było spodziewać, o tyle postawa ataku jest całkowitym zaskoczeniem. Football Outsiders uznają ich za najlepszą drużynę w futbolu. Jedynie Rams i Eagles mają wszystkie trzy formacje (ofensywa, defensywa, ST) w TOP10 NFL.

Jednak przed Rams najtrudniejsza część sezonu zasadniczego. W ciągu miesiąca grają z pozostałymi trzema zespołami z „wielkiej czwórki” NFC (plus wyjazd do Arizony), a zaraz potem jadą do Seattle. Co ważne, Vikings mają na wyjeździe, ale Saints i Eagles u siebie.

Ekipa z Nowego Orleanu już, wydawałoby się, zapomniała o potędze z przełomu dekad. Cztery z pięciu ostatnich sezonów skończyli z bilansem  7-9, niczym drużyna prowadzona przez Jeffa Fishera, nie Seana Paytona.

Historycznie, jeśli Drew Brees dostaje w Nowym Orleanie ponadprzeciętną defensywę, playoffy są pewne. W tym roku dostał absolutnie topową obronę na czele z niedocenianym Cameronem Jordanem i niemal pewnym defensywnym debiutantem sezonu Marshonem Lattimorem. Football Outsiders klasyfikują ich na ósmym miejscu w lidze, tak samo sytuują się pod względem straconych jardów, a jeśli chodzi o oddawane punkty są na piątym miejscu.

Jednak tegoroczny atak Saints to zupełnie inna formacja niż przez ostatnią dekadę. Drew Brees dalej jest groźny. Czwarty w lidze w passer rating, dziewiąty w QBR, czwarty w ANY/A. Jednak Saints to nie ta sama powietrzna nawała, do jakiej przywykliśmy. Brees gra nieco słabiej. Oczywiście w jego wypadku „nieco słabiej” to i tak poziom nieosiągalny dla większości QB w lidze. Jednak zdarza mu się kilka słabych rzutów na mecz, których nie oglądaliśmy wcześniej.

Ofensywa Saints, jak nigdy wcześniej, opiera się na RB. Niekoniecznie na grze biegowej. Po nieudanym eksperymencie z Adrianem Petersonem, backfield opanował duet Mark Ingram – Alvin Kamara. Biegają, blokują, łapią screeny. Full Service.

W niedzielę w Buffalo ci nowi Saints pokazali się w pełnej okazałości. Kamara i Ingram wybiegali 237 jarów i 4 TD. Biegowe TD dołożył nawet Brees. W pewnym momencie NO zagrali ponad 20 kolejnych biegów. Niemal każdy wchodził na ok. 10 jardów. Bills byli bezradni.

Oczywiście Saints nie pobiegaliby, gdyby nie Drew Brees. To zagrożenie z jego strony zapobiegło betonowaniu tackle boxa przez defensywę Buffalo. Zresztą WR Michael Thomas też zgromadził 100 jardów. Jednak tegoroczni Saints to wreszcie formuła odporna na słabszy dzień Breesa. QB Saints to jeden z najlepszych rozgrywających swojego pokolenia. Nigdy nie był na samym szczycie, nigdy nie został MVP. Ale jak mało kto zasłużył na drugi tytuł. W tym roku ma wreszcie szansę.

Kto może zagrozić „wielkiej czwórce”? Seahawks są zawsze niebezpieczni, jak długo mają zdrowego Russella Wilsona. Jednak bez jakiejkolwiek namiastki o-line muszą polegać na obronie, a ta straciła Richarda Shermana, który w czwartek przeciwko Cardinals zerwał ścięgno Achillesa. Pytanie czy z zapaleniem ścięgna powinien w ogóle grać w tym meczu.

Dallas Cowboys stracili na sześć meczów Ezekiela Elliotta. Jednak ważniejszą stratą okazał się LT Tyron Smith. Przeciwko Atlancie z lewej strony o-line Cowboys ziała dziura, w której szalał Adrian Clayborn. Clayborn powinien postawić piwo (albo cała skrzynkę) Smithowi, bo w kontrakcie ma bonus 750 tys. dolarów za osiem sacków w sezonie. W niedzielę zaliczył sześć. Jeśli Smith szybko nie wróci do zdrowia, Cowboys nie będą się liczyli. Prescott to dobry QB, ale nie ma magicznych zdolności Wilsona do gry bez o-line.

Carolina Panthers mają bilans znacznie lepszy niż gra. 7-3 trzyma ich w walce o dziką kartę, ale Cam Newton nie ma komu podawać, jego o-line jest podejrzanej jakości, więc i on gra w kratkę. Zaledwie w czterech meczach zdołał przekroczyć 200 jardów górą. Mogą wywalczyć miejsce w playoffach, ale za wiele tam nie zwojują.

 

Imperium kontratakuje?

Mile High Stadium było kryptonitem dla Supermana Brady’ego. Na tym stadionie zawsze grał słabo, a Pats mieli problemy, niezależnie od realnej siły Broncos. Dlatego manto, jakie w niedzielę na oczach całych Stanów zebrali u siebie Denver, jest dla wielu świadectwem tego, że Patriots wracają na właściwe tory. Nie tak prędko.

Nikt nie wątpi w możliwości ofensywy Patriots. Mimo 40 lat na karku Tom Brady jest w tej chwili najlepszym zdrowym QB w NFL. Mają bardzo szeroki backfield i dodali TE Martellusa Bennetta, co zwiększa głębię składu na skrzydłach. Jednak problemem była i jest defensywa.

W niedzielę obrona Patriots nie spisywała się najlepiej. W pierwszej kwarcie Emmanuel Sanders robił co chciał. Pass rush nie był w stanie wywrzeć presji na rozgrywającym. Gdyby w miejsce Brocka Osweilera Broncos mieli jakiegoś kompetentnego QB, mecz mógłby się skończyć gorzej dla ekipy Billa Belichicka. Broncos notowali 5,6 jarda na snap przy 5,9 jarda Pats. Denver lepiej biegali i byli skuteczniejsi w trzecich próbach.

Tak naprawdę mecz rozstrzygnęły special teams. Obrona NE traci w miarę niewiele punktów, bo dostaje najlepszą pozycję startową w NFL. Przeciwko najsłabszym w tym względzie Broncos ofensywy mają średnio nieco ponad 10 jardów mniej do przejścia Jednak w niedzielę ST Patriots osiągnęły znacznie więcej niż kilka-kilkanaście jardów różnicy na serię ofensywną.

Odzyskana piłka po nieudanym łapaniu puntu, 103-jardowy kickoff return na TD, zablokowany punt Broncos. To były kluczowe momenty, po których Broncos nie byli się w stanie podnieść. 21 punktów różnicy z 25, którymi skończył się mecz. Tak wybitny mecz special teams zdarza się niesłychanie rzadko. Znacznie częściej Malcolm Butler będzie gubił krycie, d-line miała problemy z naciskaniem na rozgrywającego, a po drugiej stronie zapewne pojawi się lepszy rozgrywający niż Osweiler.

Tom Brady i spółka mają bilans 7-2 i jeśli meteoryt nie zrówna z ziemią Gilette Stadium, to ponownie wygrają AFC East. Ale mówienie, że odzyskali mistrzowską formę wciąż jest na wyrost.

 

Wszystkomająca końcówka

Dramaturgią z końcówki meczu Jaguars – Chargers można spokojnie obdzielić całą kolejkę. A jednocześnie obie drużyny zrobiły co w ich mocy… by to spotkanie przegrać.

Jags rozgrywają jeden z najlepszych sezonów od lat. Ich obrona nie ma sobie równych. Obciążają ich głównie konserwatywny trener bez wyobraźni i katastrofalna ofensywa. Blake Bortles i spółka grają tak słabo, że zmuszają sztab szkoleniowy do podejmowania ryzyka:

Na dwie minuty przed końcem spotkania Chargers prowadzili 17:14. I wówczas, w pierwszej akcji po two minute warning, Blake Bortles rzucił INT. Jaguars mieli jeszcze trzy timeouty, więc wiadomo było, że odzyskają piłkę. Na szczęście Chargers postanowili uatrakcyjnić końcówkę i w pierwszej akcji… zgubili piłkę.

Naturalnie ofensywa Jaguars nie mogła skorzystać z prezentu ofensywy. Najpierw Marquise Lee nie złapał długiego podania do pola punktowego. Sędziowie rzucili flagę, w której można się było domyślać DPI. Więc Lee wykonał gesty w stronę rywala, za które zarobił 15-jardową karę. Tymczasem sędziowie po naradzie… oznajmili, że nie ma DPI. Tym sposobem 2&10 z 22 jarda stało się 3&25 z 37 jarda. Bortles, nie chcąc być gorszym od swojego recivera, rzucił kolejne INT.

Pamiętacie jak mówiłem o trzech timoutach? Jags dalej je mieli, więc odzyskali piłkę na 50 sekund przed końcem meczu. Oczywiście wydatnie pomogli im Chargers, którzy wykonali trzy przewidywalne biegi, zamiast próbować zdobyć pierwszą próbę kończącą mecz po jakiejś play action. No cóż, w NFL jeśli grasz, żeby nie przegrać, to zapewne nie wygrasz.

Tym razem spięcie w mózgu miał DE Chargers, Joey Bosa, który zarobił 15-jardową karę za kompletnie bezsensowny nieprzepisowy atak na rozgrywającego. Pozwoliło to Jags wejść w zasięg skutecznego FG, który wyegzekwował Josh Lambo, na początku sezonu zwolniony z… Chargers. Dogrywka.

W dogrywce piłkę dostali Jaguars, którzy w 8 akcjach zdobyli wszystkiego 24 jardy i puntowali z połowy boiska na 10 jard Chargers. W sytuacji 3&9 A.J. Bouye przechwycił podanie Philipa Riversa i prawie wrócił z nim na TD. Tyle że jego kolega z defensywy Aaron Colvin zarobił 15 jardów za prowokację, więc z pewnego FG zrobiło się kopnięcie nieco trudniejsze. Na szczęście dla Jacksonville Lambo dopełnił dzieła zemsty. Już dawno nie widziałem tak szczęśliwego kickera.

Ta końcówka była po prostu idealna: komedia omyłek i czystej głupoty po obu stronach, niesamowite zwroty akcji i kolejna łamiąca serce fanów porażka Chargers w samej końcówce. Nikt tak jak oni nie potrafi przegrywać zaciętych końcówek. Ale może gdyby choć raz spróbowali być agresywni, utrzymaliby przewagę do końca?

 

Tydzień w skrócie:

1. W barwach Patriots po półrocznej przerwie znów zagrał Martellus Bennett. TE został zwolniony z Green Bay Packers za „nieujawnienie problemu medycznego”. To upoważnia GB do odzyskania części wypłaconego mu signing bonusu. Sytuacja jest o tyle wątpliwa, że Bennett nie grał tydzień temu. Podobno po konsultacjach z niezależnymi lekarzami postanowił operować kontuzję ramienia, którą klubowy lekarz Packers ocenił jako „nadającą się do gry”. Operacja zakończyłaby sezon Bennetta. W odpowiedzi Packers go zwolnili. Bennett skarży się wszem i wobec na Packers, ale przeciwko Broncos zagrał, czyli jakby… przyznał rację GB? Wiele wskazuje na to, że Bennett po prostu chciał się wynieść z klubu po kontuzji Arona Rodgersa. Moim zdaniem wina leży tu po stronie zawodnika, co rzadko się zdarza w NFL, gdzie zawodnicy traktowani są jak niewolnicza siła robocza i jeśli ktoś zachowuje się nie w porządku, to raczej jest to klub.

2. Z notatnika statystyka:

  • Eli Manning zaliczył 208 start z rzędu. Wyrównał tym samym osiągnięcie swojego brata Peytona. Z rozgrywających dłuższą serię startów miał tylko Brett Favre
  • Matt Ryan przekroczył 40 tys. jardów podaniowych w karierze. Jest 19. zawodnikiem w historii NFL z tym osiągnięciem. Z tego grona Ryan potrzebował najmniej meczów na dotarcie do tego progu
  • Philip Rivers ma na koncie 4 tys. celnych podań w karierze. To ósmy taki przypadek w historii NFL.
  • Larry Fitzgerald to szósty zawodnik w historii NFL, który zebrał 15 tys. jardów po złapanych podaniach.

3. Para efektownych chwytów:

4. Pierwsze zwycięstwo w tym sezonie odnieśli San Francisco 49ers, którzy pokonali New York Giants. Obie drużyny poważnie zaangażowały się w walkę o #1 w drafcie, ale na tym polu wciąż bezkonkurencyjni są Cleveland Browns. Ci długo trzymali się w meczu przeciwko Detroit Lions, ale jak długo trener Hue Jackson ordynuje QB sneak z odległości 2,5 jarda na 15 sek. przed końcem połowy bez przerw na żądanie, tak długo ich #1 jest bezpieczny.


Komentarze

NFL, tydzień 10: Kto rządzi w NFC? — 4 komentarze

  1. Z tym ocenianiem siły kalendarza to jest ciekawie. Przed sezonem oceniano, że Eagles mają 1 lub 2 najtrudniejszy kalendarz, ale w wyniku tego, że większość spotkań wygrali, to pogorszył się bilans ich przeciwników i siła kalendarza im spadła ;-)
    Redskins na ten przykład są w tym sezonie mocni, ale z Eagles 2 razy przegrali i mają dużo gorszy bilans niż mogliby mieć, gdyby grali w innej dywizji.

    • To prawda, jeśli oceniać tylko wygrane i porażki. Football Outsiders, z których danych korzystam, opierają się o DVOA. Oczywiście zmieniło się to od startu sezonu (i cały czas zmienia, bo DVOA jest aktualizowane po każdym meczu), ale mimo wszystko więcej mówi niż W-L

  2. Ani słowa o wygranym challenge’u Foxa?

    Czy mi się wydaje, że Hundley powoli się aklimatyzuje w NFL i z każdym meczem jest coraz lepszy? Jeśli wygra z Ravens, to z Bucs i Browns też powinno byc dobrze. A potem jest szansa na Rodgersa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *