Site icon NFL Blog

Wszystkie oczy na RG3

Wreszcie! Pierwszy tydzień prawdziwego footballu za nami. A w nim kilka niespodzianek, ale tylko jedna prawdziwa sensacja. Robert Griffin III spisał się zdecydowanie najlepiej z pierwszorocznych debiutantów i poprowadził swoich Redskins do nieoczekiwanego wyjazdowego zwycięstwa w Nowym Orleanie. Ponadto w podsumowaniu kolejki niespodziewanie kompletni Patriots, porażka mistrzów na inaugurację, kiepski początek Packers i problemy QB debiutantów. Zapraszam!

 

1. RG3 is for real

Washington Redskins zapłacili Rams królewski okup za drugie miejsce w drafcie, które spożytkowali na rozgrywającego Roberta Griffina III. Ten odpłacił im fenomenalną grą w debiucie. Podał na 320 jardów, 2 TD, nie popełnił żadnej straty i bardzo niewiele błędów, a jego Redskins sensacyjnie wygrali na trudnym terenie w Nowym Orleanie 40:32.

Inna sprawa, że Saints nie byli w stanie wygenerować żadnej presji na QB rywali. Wygląda na to, że obrona Saints nie uległa poprawie, a nieobecność charyzmatycznego trenera Seana Paytona (zawieszony na cały sezon) jeszcze pogarsza sprawę. W tej sytuacji znów cały ciężar drużyny na barkach dźwigać będzie Drew Breese, który akurat na inaugurację miał nieco słabszy dzień. Oczywiście jak na niego, bo wielu innych rozgrywających byłoby dumnych z takiego występu.

 

2. Wyjątkowo nieskoordynowane podania

W zeszłym roku w obliczu braku offseason z powodu lockoutu, obrona, zwłaszcza przeciw podaniom, nie stała na najwyższym poziomie, co pozwoliło wyprodukować cała masę rekordów. Jednak w tym roku część rozgrywających boleśnie się przekonała, że formacje defensywne wróciły do dawnej formy. Nie licząc debiutantów (o nich osobno za chwilę) najciężej przyswojenie tej prawdy poszło Michaelowi Vickowi z Eagles, który rzucił cztery piłki w ręce rywali oraz Mathewowi Staffordowi z Lions, który zaliczył 3 INT. Co ciekawe obaj zdołali wygrać swoje mecze, podając na touchdown w ostatnich minutach.

 

3. NFL to nie NCAA

A przekonali się o tym boleśnie wszyscy debiutujący QB, za wyjątkiem wspomnianego wcześniej RG3. Andrew Luck, Ryan Tannehill i Brandon Weeden posłali w sumie w ręce rywali aż dziesięć podań. Najlepiej z tej trójki wypadł Luck, który oprócz 3 INT posłał jedno podanie na TD i zaliczył ponad 300 jardów górą (choć na kiepskiej skuteczności). Tannehill z Weedenem wypadli fatalnie. Zwłaszcza Weeden, który posłał do celu jedynie nieco ponad 1/3 podań, zaliczył 4 INT i ogólnie miał katastrofalny dzień. A gdyby był w stanie wygenerować cokolwiek pozytywnego w ataku, to świetna obrona Browns wygrałaby mecz za niego.

Na tym tle stosunkowo dobrze spisał się Russel Wilson, niespodziewany podstawowy QB Seattle Seahawks. Co prawda ekipa ze stanu Waszyngton przegrała z Cardinals, ale Wilson miał niezłe momenty przeciwko naprawdę solidnej obronie Arizony. Oczywiście miał też momenty słabsze, ale u debiutanta to nie do uniknięcia.

Jednak oceniając debiutantów trzeba pamiętać, ze Griffin z Wilsonem mają zdecydowanie silniejsze drużyny, zwłaszcza w obronie, niż pozostała trójka, choć i obrona Browns pokazała, że jest niczego sobie.

 

4. Payton kontratakuje?

Payton Manning w swoim debiucie w barwach Broncos pokazał wszystkim niedowiarkom (w tym mi), że wciąż jest w nim życie. Poprowadził swoją ekipę do pewnego zwycięstwa nad twardą defensywą Pittsburgh Steelers, wyglądając momentami jak ten stary Manning, MVP ligi i Super Bowl. Zobaczymy co będzie po kilku tygodniach, ale jak na razie akcje Denver Broncos skoczyły gwałtownie w górę.

 

5. Mistrzowie polegli na inaugurację

W pierwszym, rozegranym jeszcze w środę spotkaniu, New York Giants przegrali u siebie z Dallas Cowboys. Jak na razie to właśnie Cowboys sprawiają najlepsze wrażenie ze wszystkich ekip w NFC East. Dobry mecz rozegrał QB Cowboys Tony Romo i to mimo że jego O-line uparła się, że potrzeba mu trochę bliskiego kontaktu z obrońcami rywala. Z kolei pierwsza linia obrony Giants po staremu siała spustoszenie, póki nie zabrakło im sił. Mistrzowie mają zdecydowanie zbyt krótką ławkę w tej formacji.

 

6. Patriots załatali dziury

Z ogromną radością obejrzałem pierwszy mecz Patriots z Tennessee Titans. W porównaniu z zeszłym sezonem drużyna jest o niebo lepsza. Brady, jak to Brady robił swoje, choć w jednej akcji rywale rozbili mu nos. A miałby jeszcze lepsze statystyki, gdyby nie upuszczone na początku meczu dwa podania.

Brandon Lloyd jest zdecydowanie lepszym WR od Deiona Brancha i to mimo paskudnie upuszczonego podania, które złapane dałoby mu pierwsze TD w barwach Patriots. Nieco niewidoczny był Wes Welker, ale ten zawodnik na pewno zrobi swoje. Jak zwykle największe zagrożenie nadchodziło ze strony duetu Rob Gronkowski – Aaron Hernandez. Obaj bostońscy TE złapali po jednym podaniu na TD i mieli najwięcej jardów w akcjach podaniowych ze wszystkich reciverów.

Niespodziewanie dobrze wypadła O-line, która całkiem nie najgorzej chroniła Brady’ego (choć kilka razy się zachwiała), a także torowała drogę Stevenowi Ridleyowi. Drugoroczny RB może nie ma tak pewnych rąk jak BenJarvus Green-Ellis, ale za to jest zdecydowanie szybszy i dynamiczniejszy, co pozwoliło mu na zdobycie 125 jardów. Na pewno będzie w tym roku jednym z kluczowych ogniw ofensywy.

Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie nowa obrona. Obawiałem się o jej kondycję po odejściu Andre Cartera i Marka Andersona. Niepotrzebnie. Dwaj debiutanci, Chandler Jones i Dont’a Hightower zastępują ich więcej niż godnie. W drugiej kwarcie ten pierwszy wymusił fumble, które ten drugi odzyskał i doniósł do pola punktowego rywali. Ponadto obaj odgrywali niezwykle istotną rolę w obronie przeciwko akcjom biegowym. Pierwsza linia obrony Patriots pozwoliła rywalom na przebiegnięcie, uwaga, 20 jardów w całym meczu. Chris Johnson, jeden z najlepszych RB w lidze w 11 próbach przeszedł 4 (słownie: cztery) jardy. Większość jego biegów kończyła się wręcz stratą jardów.

Nieco słabiej wyglądała secondary, która popełniła kilka błędów na początku meczu, ale potem dopasowała się poziomem do D-line i linebackerów. Jednak to właśnie tu jest potencjalny słaby punkt tej drużyny, która poza tym wygląda na gotową do ponownego marszu do Super Bowl.

Oczywiście Titans nie byli najmocniejszym przeciwnikiem, jednak nie należą też do słabeuszy i mają realne szanse na włączenie się do walki o play-off. Przekonujące zwycięstwo na wyjeździe to bardzo dobry prognostyk na resztę sezonu.

 

7. Falstart Packers

Moja druga ekipa zainaugurowała sezon dość kiepsko, przegrywając u siebie mecz, który może się powtórzyć w finale NFC. San Francisco 49ers nie stracili nic ze swoich atutów z zeszłego roku, kiedy niespodziewanie wdarli się do finału NFC, a do tego poprawili grę podaniową i ofensywę w Red Zone.

Packers mieli nieco słabszy dzień w ataku. Aaron Rodgers zagrał dobrze, ale już nie na tym niebotycznym poziomie, który zapewnił mu tytuł MVP w zeszłym sezonie. Przede wszystkim zawiódł, nie potrafiąc poprowadzić wyrównującego drive’u w końcówce, gdy dostał taką okazję. Martwi słaba dyspozycja ataku biegowego. Cedrick Benson walił głową w mur, pozostali gracze nie spisywali się lepiej. Fakt, że przeciwko obronie 49ers każdy RB wygląda jakby walił głową w mur, więc z ferowaniem ostatecznych wyroków watro poczekać przynajmniej do drugiego meczu.

Niezbyt podobała mi się dyspozycja obrony, zwłaszcza podaniowej. Alex Smith nie jest rozgrywającym tej klasy, by mieć z nim takie kłopoty. Dodatkowo WR Michael Crabtree i Randy Moss zdecydowanie za łatwo uciekali swoim obrońcom. Duża w tym „zasługa” Nicka Perry’ego. Debiutant został przesunięty z pozycji DE na linebackera i tak jak gra przeciwko biegowi i wywieranie presji na Smitha szły mu nawet nieźle, tak w sytuacjach gdy musiał wesprzeć obronę podaniową gubił się zupełnie, pozwalając na łatwe podania na krótkie i średnie dystanse. Perry odciążył nieco Claya Matthewsa, który zanotował aż 2,5 sacka, jednak większość w końcówce. Przez trzy kwarty Matthews był niemal niewidoczny.

Za wcześnie jeszcze by bić na alarm, ale w drugiej kolejce na Lambou Field przyjeżdżają Chicago Bears. Jeśli tego meczu Packers nie zdołają wygrać, Mike McCarthy będzie musiał rozważyć głębsze zmiany.

Exit mobile version