NFL, tydzień 14: Pyrrusowe zwycięstwo Eagles

Z Wielkiej Czwórki NFC (Eagles, Vikings, Saints, Rams) tylko Orły wygrały w tym tygodniu. Jako pierwsza drużyna w tym sezonie zapewnili sobie awans do playoffów, są już też pewni pierwszej od 2013 r. wygranej w dywizji. Jednak fani w Philly są w fatalnych nastrojach. A powodem jest kontuzja Carsona Wentza, który w najlepszym wypadku straci resztę tegorocznych rozgrywek.

Na cztery minuty przed końcem trzeciej kwarty meczu Eagles – Rams quarterback Orłów rzucił się do przodu, by zdobyć przyłożenie, które wyprowadziłoby jego drużynę na prowadzenie po stracie 14 punktów z rzędu. Zdołał wylądować w endzone, ale kara dla jednego z liniowych anulowała punkty. Co gorsza został uderzony z dwóch stron przez obrońców (w pełni legalnie). Wyraźnie odczuł to zderzenie, ale cztery akcje później w czwartej próbie podał na przyłożenie do Alshona Jeffery’ego.

To było jego ostatnie podanie w tym sezonie. Zszedł do szatni. Wstępna diagnoza: zerwane więzadło ACL w kolanie, została później potwierdzona przez rezonans. To koniec sezonu dla Wentza, który w najlepszym wypadku wróci w sierpniu, w najgorszym może opuścić początek sezonu 2018. Czy to również koniec sezonu dla Eagles?

 

Na razie Orły są w dość komfortowej sytuacji. Na trzy kolejki przed końcem sezonu mają jedną wygraną przewagi nad Vikings i dwie nad Rams, Saints i Panthers. Z wszystkimi tymi zespołami mają lub powinni mieć na koniec sezonu tiebreaker na plusie. W kalendarzu zostali Giants, Radiers i Cowboys, czyli trzy drużyny z mniejszymi lub większymi problemami, poza Raiders bez szans na playoffy. Oczywiście mogę sobie wyobrazić kompletną implozję drużyny w stylu Raiders 2016, ale to mało prawdopodobne z kilku powodów.

Po pierwsze drugi rozgrywający. W Oakland był to Connor Cook. W Philly jest Nick Foles. Foles to jeden z najlepszych backupów dostępnych na rynku. Serio. Oczywiście jego magiczne pół sezonu z 27 TD i 2 INT pod Chipem Kellym było nieosiągalnym więcej wypadkiem przy pracy. Jego reputację zrujnowało fatalne pół sezonu w Rams (7 TD – 10 INT – 69.0 rtg w 11 startach). Jednak patrząc na tegoroczne wyczyny Jareda Goffa i Case’a Keenuma możemy się chyba umówić, że meczów quarterbacków u Jeffa Fishera nie bierzemy pod uwagę. Poza tym Foles jest mało mobilnym, całkiem doświadczonym rozgrywającym (36 startów). Ma ponadprzeciętne ramię, choć bez rewelacji, potrafi wejść w rytm i seryjnie podawać dobre piłki, ale szczyt jego możliwości to „Alex Smith u Jima Harbaugha”.

Wokół Folesa jest niezła infrastruktura. Zacznijmy od trenera Douga Pedersena, który w dwa lata nie tylko posprzątał bajzel po Kellym, ale wyprowadził drużynę do ścisłej czołówki NFL. Stworzył zespół, którego nie musi ciągnąć QB. Oczywiście dobra gra Wentza była ważnym elementem dotychczasowych sukcesów, ale nie musiał dźwigać wszystkiego na swoich barkach jak Russell Wilson w Seahawks. Teraz trener będzie musiał nieco przebudować playbook, wykreślając z niego większość bootleagów, opcji i tym podobnych zagrań. Foles to klasyczny pocket passer, znacznie mniej atletyczny niż Wentz. Jednak Pedersen powinien sobie poradzić.

Atak Orłów może sobie poradzić bez Wentza, choć na pewno będzie tu spadek skuteczności. Jednak bardzo dobra o-line toruje ścieżki dla LeGarette Blounta i Jay Ajayiego, a Alshon Jeffery, Nelson Agholor, Torrey Smith i Zach Ertz stanowią korpus reciverów będący marzeniem większości rozgrywających w NFL.

Co więcej Eagles mają bardzo zbilansowaną drużynę. Dysponują czołowymi special teams w lidze, a ich obrona jest 5. w NFL pod względem traconych punktów i 4. pod względem oddawanych jardów. To właśnie obrona stanęła w niedzielę na wysokości zadania, gdy Wentz zszedł z boiska. Sack-fumble Chrisa Longa na połowie Rams umożliwiło Orłom zwycięskie trafienie z pola, które postawiło ich w bardzo komfortowej sytuacji w tabeli. Jared Goff momentami kompletnie się gubił w kieszeni, a rozgrywający mają przeciwko Eagles passer rating 78,8 w całym sezonie (4. wynik w lidze). To poziom pomiędzy Joe Flacco i Mitchem Trubiskym.

Czy Eagles przestają być faworytami NFC? W Vegas średnie zakłady na mistrzostwo Eagles były w niedzielę rano przyjmowane w stosunku 4-1. Obecnie to ok. 14-1, czyli nieco słabiej niż Rams, z którymi Orły wygrały w niedzielę na wyjeździe. Vegas wciąż stawia na Philly jako szóstą najlepszą drużynę NFL, ale już nie pierwszą. Dużo zależy od tego czy Foles i spółka utrzymają pierwsze miejsce w NFC. We współczesnej NFL różnica między grą u siebie i na wyjeździe to średnio 2,6 pkt., a w przypadku Eagles od 1990 równo 2 punkty. To może się wydawać niewiele, ale mecz z Rams rozstrzygnęły własnie dwa punkty (nie liczę przyłożenia po odzyskanym fumble z zerami na zegarze). A już na pewno lepiej grać w Philadelphii niż w Seattle czy Nowym Orleanie.

Kontuzja Wentza będzie zapewne miała wpływ na nagrodę MVP. Można powiedzieć z całą pewnością, że Wentz jej już nie wygra. Moim zdaniem i wcześniej nie do końca zasługiwał (6. passer rating, 6. ANY/A, 26. skuteczność podań), ale do niedzieli była to kwestia do dyskusji. Teraz samodzielnie na prowadzeniu jest Tom Brady, choć kilka takich meczów jak przeciwko Dolphins i straci pierwsze miejsce. Antonio Brown to najlepszy reciver w lidze, ale nawet Calvin Johnson z rekordowymi 1964 jardami w 2012 r. nie dostał nawet jednego głosu na MVP. Mamy wielu fantastycznych running backów, ale żaden nie ma tak nieprawdopodobnego sezonu, by zagrozić Brady’emu. Wilson ciągnie za sobą cała drużynę, ale ma tak trudne zadanie, że popełnia dużo błędów, a Seahawks są na granicy playoffów. W tej sytuacji Brady musiałby kompletnie zawalić końcówkę sezonu, by nie dostać trzeciej nagrody MVP w karierze.

 

Tydzień w skrócie:

1. Czy porażka Patriots w Miami to najbardziej sensacyjne rozstrzygnięcie meczu w tym sezonie? Jeśli nie, to na pewno w czołówce. NE zagrali chyba najsłabszy mecz w roku. Na pewno najsłabszy był Brady, kompletnie nie działała gra biegowa i o-line. Jay Cutler z kolei zagrał zdecydowanie najlepszy mecz w barwach Dolphins. Paradoksalnie dla Miami to zwycięstwo jest raczej kłopotliwe, bo pogarsza ich pozycję w drafcie. Z kolei Patriots i tak zajmą pierwsze miejsce w AFC, jeśli wygrają wszystko do końca. Poważniejszym problemem jest dyspozycja Brady’ego. Czy to jednorazowa wpadka czy 40-letni rozgrywający już odczuwa zmęczenie sezonem? Dowiemy się za tydzień.

2. Największym beneficjentem porażki Patriots są Pittsburgh Steelers. Ekipa z Pensylwanii stoczyła kolejny typowy dla AFC North ciężki bój przeciwko Ravens. Ostatecznie po comebacku w czwartej kwarcie Stalowi wygrali jednym punktem. W efekcie wygrana u siebie przeciwko Patriots za tydzień daje im pewne pierwsze miejsce w AFC i trzy tygodnie, w których mogą dać starterom odpocząć. Ben Roethlisberger podał na 506 jardów. To już trzeci mecz z ponad 500-jardową zdobyczą w jego karierze (rekord NFL). Tyle że potrzebował do tego aż 66 podań, najwięcej z grona „500-jardowców”. Zaledwie siedmiu graczy w historii rzuciło w meczu 66 lub więcej podań i tylko trzech w XXI wieku. Pytanie jak wpłynie to na dyspozycję Big Bena przeciwko Patriots.

3. Kluczowe zwycięstwo w czwartkowy wieczór odnieśli Atlanata Falcons. Po zaciętym meczu zdołali pokonać New Orleans Saints i to mimo trzech przechwytów Matta Ryana. Najlepszym graczem Falcons był linebacker Dion Jones, który zamknął mecz atletycznym przechwytem we własnym endzone. Wstrząśnienia mózgu w pierwszej serii meczu doznał RB Saints Alvin Kamara, co mocno ograniczyło ofensywę NO.

4. Tabelkę playoffową dodatkowo komplikuje wygrana Panthers nad Vikings. Obrona Caroliny wymusiła trzy straty Case’a Keenuma, a Cam Newton kapitalnym, 62-jardowym biegiem z zone read ustawił Panthers na pozycji do zwycięskiego przyłożenia w końcówce meczu.

5. Nikt nie uwierzy w szczerość walki NFL z uszkodzeniami mózgu, jak długo zdarzać się będą takie sytuacje. QB Texans Tom Savage wyglądał jak po cięzkim knockoucie, a mimo to pozwolono mu wrócić do gry. Nawet w UFC zawodnik z taką reakcją zostałby zdjęty z maty. NFL ma z tym problem.

6. W Buffalo Bills i Colts grali w zaspach padającego śniegu. Oczywiście internet bawił się przednie, na pewno lepiej niż zawodnicy i kibice na stadionie.

7. Green Bay Packers wygrali drugi mecz po dogrywce z rzędu. W efekcie wciąż mają szanse na playoffy, choć uczciwie trzeba przyznać że niezbyt wielkie. Rosną one znacząco, jeśli w niedzielę zagra Aaron Rodgers. W momencie pisania tego tekstu nie było jeszcze wiadomo jaka będzie decyzja lekarzy.

8. Pokonanymi w dogrywce byli Cleveland Browns, którzy prowadzili już 14 punktami. Nie udało im się uczcić nowego GM-a. Więcej o zmianie na szczycie futbolowego pionu w Cleveland możecie przeczytać w tekście Nowy GM Cleveland Browns jest skazany na sukces

9. Z notatnika statystyka:

  • Larry Fiztgerald Watch: Larry jest już na trzecim miejscu na liście jardów po złapanych podaniach w karierze. Przed nim jeszcze Terrell Owens (do przegonienia w przyszłym sezonie) i Jarry Rice (absolutnie poza zasięgiem).
  • Philip Rivers wskoczył na dziewiąte miejsce na liście jardów podaniowych w karierze. Więcej już w tym roku nie zwojuje, ale w przyszłym sezonie do przeskoczenia jest John Elway z przewagą ok. 2 tys. jardów

 

P.S. Dzisiaj tekst krótszy niż zwykle, ale jestem po dość ciężkim leczeniu zęba i nie mam sił na więcej. Odbijemy sobie w playoffach ;)

Nowy GM Cleveland Browns jest skazany na sukces

Cleveland Browns zwolnili z funkcji Generalnego Managera Sashiego Browna. W jego miejsce do drużyny przyszedł były GM Kansas City Chiefs, John Dorsey. Nowy dowódca futbolowego pionu Browns trafia na niemal wymarzoną sytuację. Może się jednak potknąć o to samo, co stało się zgubą Browna – trener i właściciel.

Dorsey jest już piątym GM-em Browns w tej dekadzie. Tylko jeden wytrzymał więcej niż dwa sezony. Odkąd Browns wrócili do ligi w 1999 r. mieli dziewięciu GM-ów (razem z Dorseyem). Odkąd w 2012 r. Jimmy Haslam kupił drużynę, zdążył wyrzucić z pracy czterech GM-ów. Tak się nie da budować drużyny z aspiracjami.

Sashi Brown został ściągnięty do Cleveland, by coś zmienić. Jego projekt od początku był długoterminowy i zwalnianie go w drugim roku pracy jest dowodem na kompletne niezrozumienie jego wizji przez kierownictwo. Brown próbował zbudować drużynę o solidnych podstawach, która przez lata będzie walczyła o najwyższe cele. I niewykluczone, że mu się to udało, ale to nie on zbierze za to pochwały.

Zobacz tekst z archiwum: Moneyball odbudowuje Cleveland Browns

Brown postawił w CLeveland na analityczne, a nie „typowo futbolowe” podejście. Inwestował w linie, gromadził wybory w drafcie i czyścił salary cap, bo to jest statystycznie najlepsza strategia. Browns przegrywają jak zwykle. Ale mają masę wolnych dolarów, solidną o-line, zwłaszcza jeśli do zdrowia wróci Joe Thomas, a Myles Garett i Emmanuel Ogbah stanowią tandem, który może napędzać obronę Browns jeszcze przez lata.

W dwóch ostatnich sezonach Cleveland wybrało w drafcie 24 zawodników. W drafcie 2018 mają 12 wyborów z czego pięć w pierwszych dwóch rundach w tym, najprawdopodobniej, #1. Spotrac.com szacuje, że Browns 2018 będą mieli pod czapką 108,6 mln dol. wolnego miejsca!

To wymarzona sytuacja dla Dorseya. Będzie miał masę młodych, zdolnych zawodników. Oczywiście jakaś część się nie sprawdzi, ale część będzie miała duży potencjał. Przy takiej ilości wyborów coś trzeba trafić, choćby przypadkiem. Polec może na wyborze trenera.

Brown nie docenił roli trenera. W futbolu nawet najlepszy zawodnik nic nie zdziała bez pomocy kolegów i solidnego schematu. Hue Jackson nie jest dobrym Head Coachem. Jego pierwszą zbrodnią było zatrudnienie Gregga Williamsa. Po Bountygate ten człowiek nie powinien być trenerem dzieciaków z podstawówki, a co dopiero DC w klubie NFL. Drugą zbrodnią było traktowanie rozgrywających. Karuzela QB w tegorocznych Browns wyglądała na sabotaż z premedytacją.

Rola trenera w NFL jest nie do przecenienia. Począwszy od Billa Belichicka przez Pete’a Carrolla, aż po Douga Pedersona czy Seana McVaya. Dobry szkoleniowiec to fundament drużyny. Myślę, że McVay byłby w stanie osiągnąc z tegorocznymi Browns znacznie lepszy wynik niż 0-12. W tej drużynie jest potencjał. Nawet tak krytykowany QB DeShone Kizer spisuje się lepiej niż przed rokiem Jared Goff w podobnie ciężkich warunkach. A czasem zdarza mu się odpalić naprawdę piękną długą piłkę.

 

Historia Dorseya w Browns może potoczyć się podobnie jak historia Trenta Baalke w San Francisco 49ers. Baalke dołączył do drużyny w 2010 r. Zastąpił na stanowisku GM-a Scota McCloughana, krytykowanego za brak sukcesów i m.in. niepowodzenie pierwszego wybranego przez niego gracza, czyli Alexa Smitha.

Baalke objął drużynę i po roku wymienił trenera Mike’a Sinletary’ego zastąpił Jim Harbaugh. Niners zagrali w trzech finałach NFC z rzędu (w 2012 nawet w Super Bowl). Baalke dostał nagrodę „GM-a roku” za sezon 2011. Czy faktycznie to Baalke zbudował tę drużynę? Rzut oka na historię draftów Niners pokazuje, że większość najważniejszych zawodników trafiło do SF za kadencji McCloughana. Alex Smith, Frak Gore, Vernon Davis, Patrick Willis, Joe Staley, Dashon Goldson czy Michael Crabtree to wybory „poprzedniego” reżimu.

Baalke zaczął nawet nieźle. Wynalazł Mike’a Iupatiego i NaVorro Bowmana w 2010 r. i Colina Kaepernicka oraz Aldona Smitha w 2012 r. Jednak poza tym jego wybory okazywały się kiepskie. Na powierzchni trzymał go najlepszy wybór w jego karierze, czyli Harbaugh, który odbudował Alexa Smitha i stworzył prawdziwego contendera w San Francisco po raz pierwszy od odejścia Steviego Younga na emeryturę.

Kiedy trener i GM starli się w walce o władzę, właściciele klubu uwierzyli, że to Baalke jest architektem sukcesu. Jednak GM nie dobierał nowych, dobrych graczy, choć nie sposób mu odmówić, że skutecznie gromadził wybory. W efekcie skład personalny Niners pozostawiał wiele do życzenia, a gdy odszedł Harbaugh, drużyna kompletnie się rozsypała i nie pozbierała do dziś. Baalke pozostaje bezrobotny.

Dorsey to ceniony fachowiec od skautingu. Musi jednak pamiętać, że dobry trener to połowa sukcesu. Brown o tym nie pamiętał.

 

Jednym z największych zarzutów wobec Browna jest brak QB w Cleveland. Zarzucano mu, że oddał wybory, z którymi Eagles wybrali Carsona Wentza, a Texans Deshauna Watsona. Tyle że Wentz i Watson w Browns zapewne nie spisywaliby się lepiej niż Kizer. Ba, gdyby jakimś cudem Brows zdołali wehikułem czasu podebrać 23-letniego Toma Brady’ego w drafcie 2000 i przenieść go do Browns w roku 2017 r., Brady zapewne w trzy lata byłby poza NFL i sprzedawał ubezpieczenia.

Wentz i Watson to dobrzy zawodnicy, a w swoim czasie mogą być nawet wielcy. Jednak pierwszy korzysta z przyjaznego systemu ofensywnego i świetnej linii, a drugi ze znakomitych WR-ów. Nie odbierając klasy żadnemu z nich obawiam się, że w Cleveland nie mieliby tak dobrego startu.

 

John Dorsey staje przed trudnym zadaniem. Musi wybrać nowego trenera, znaleźć mu rozgrywającego nie zniszczonego przez Hue Jacksona, a następnie przekonać właściciela, by pozwolił mu robić swoje. Pozycję startową w Cleveland ma wyśmienitą dzięki pracy poprzednika. Ważne, by nie popełnił jego błędów.

NFL, tydzień 13: Druga porażka Eagles

Philadelphia Eagles przez trzy kwarty nie zdołali zdobyć przyłożenia w Seattle i zakończyli na zachodnim wybrzeżu swoją serię dziewięciu wygranych z rzędu. Seahawks zaliczyli imponującą wygraną, ale wciąż są na drugim miejscu w swojej dywizji.

Najważniejsze w 13 tygodniu były oczywiście rozstrzygnięcia na szczycie NFC. Zajmiemy się jednak również ciężkim tygodniem New York Giants, fatalną kontuzją Ryana Shaziera, głupotą co niektórych zawodników oraz przejrzymy kilka kamieni milowych w karierach przyszłych członków Galerii Sław. Zaczynamy jednak od meczu, po którym Eagles spadli z pierwszego miejsca w NFC.

Nie było to może najefektowniejsze spotkanie w tym roku. Nie trzymało w napięciu od początku do końca. Ale był to kawał naprawdę solidnego widowiska. Przyjemnie było patrzeć, jak dwóch dobrych trenerów próbuje się przechytrzyć, a gdyby nie kilka błędów Eagles, goście mogliby nawiązać wyrównaną walkę. Przecież to oni zanotowali w tym meczu więcej jardów (425:310) na lepszej średniej (5,7:5,3).

Jednak w kluczowych momentach to obrona Seattle stawała na wysokości zadania. Tak było, kiedy na otwarcie drugiej połowy Eagles maszerowali po wyrównanie, gdy Carson Wentz zgubił piłkę na jeden jard od pola punktowego rywala. Tak było, gdy dwie dobre serie ofensywne Eagles kończyły się nieudanymi czwartymi próbami.

Seahawks udowodnili, że potrafią grać w obronie bez Kama Chancellora i Richarda Shermana. Ich brak było widać, ale nie tak dramatycznie. Dobrze zagrał ich pass rush, który aż 12 razy powalał Carsona Wentza na murawę (trzy sacki). Na linii wznowienia akcji tytaniczne pojedynki staczali DE Michael Bennett i RT Lane Johnson. Chwile słabości miał LT o niewymawialnym imieniu, czyli Halapoulivaati Vaitai, ale nie wypadł najgorzej, a zastępowanie Jasona Petersa to trudne zadanie.

Eagles zagrali poniżej swojego tegorocznego poziomu. W pierwszej połowie mieli ogromne problemy z grą górą. Mają również problemy z obsługą meczu. Każda drużyna ma człowieka, którego jedynym zadaniem jest szukanie sytuacji, gdzie potencjalnie można rzucić czerwoną flagę, czyli żądanie sprawdzenia wątpliwej decyzji sędziowskiej na powtórce. Jak w takim razie ten człowiek mógł przegapić to:

Trudno mieć pretensje do sędziów. Gdy oglądałem tę akcję, nawet przez myśl mi nie przeszło, że jest to podanie do przodu. Ale na powtórce widać to wyraźnie. Gdyby Eagles zakwestionowali decyzję sędziów, Seahawks musieliby odkopywać. A tak cztery akcje później zdobyli przyłożenie, które właściwie rozstrzygnęło losy meczu.

Eagles spadli na drugie miejsce w NFC. W tym tygodniu zostają na zachodnim wybrzeżu, bo w najbliższą niedzielę grają w Los Angeles z Rams. Ewentualna porażka zepchnie ich poza miejsce dające wolne w pierwszej kolejce playoffów.

Seahawks wciąż walczą o playoffy. Jak na razie są na piątym miejscu w konferencji, ale tuż za nimi czają się Falcons, którzy mają kluczowy tiebreaker – wygrali bezpośredni mecz. W ofensywie wszystko zależy od Russella Wilsona. Trudno powiedzieć, by on prowadził tę ofensywę. On jest tą ofensywą. W niedzielę dostał kilka bolesnych ciosów od obrony Eagles. Seattle nie są w stanie ochronić swojego rozgrywającego, ale to niezły twardziel.

 

Saints znów na czele NFC South

Tylko przez tydzień Panthers towarzyszyli ekipie z Nowego Orleanu na czele dywizji. Saints przez cały mecz przeciwko Camowi Newtonowi i spółce kontrolowali sytuację. Alvin Kamara i Mark Ingram, czyli „Zoom & Boom”, jak sami o sobie mówią, znów niepodzielnie panowali w ofensywie Saints. Urwali 145 jardów i 3 TD w 23 biegach oraz złapali 11 piłek na 103 jardy. Kamara to nie tylko niemal stuprocentowy Rookie of the Year, ale i kandydat do All Pro.

Saints będą w styczniu piekielnie niebezpieczni właśnie przez tą wszechstronność. Przecież mają jeszcze w składzie Drew Breesa. Kandydat do Hall of Fame w tym roku jest w cieniu swoich running backów, ale nie ma wątpliwości, że w razie potrzeby będzie potrafił pociągnąć za sobą drużynę.

Dzięki wygranej w Superdome NO mają komplet wygranych przeciwko Panthers, co oznacza de facto dwa mecze przewagi w tabeli dywizji. To spora zaliczka, ale może być potrzebna, bo Saints mają jeszcze przed sobą oba mecze z Falcons.

Tymczasem Atlanta skomplikowała sobie sytuację, gdy nie dali rady Vikings na własnym boisku. Szczerze mówiąc spodziewałem się lepszego meczu. Tymczasem obie drużyny zagrały defensywnie, bojaźliwie, a największe gwiazdy, czyli Julio Jones i Adam Thielen, byli niemal niewidoczni. Niemal, bo Thielen popisał się kapitalną ścieżką w czwartej kwarcie, po której złapał podanie, które zakończyło szanse Falcons na zwycięski powrót.

Vikings nie dadzą już sobie wyrwać NFC North, ale teraz ich celem jest pierwsze miejsce w całej NFC. Zostały im jeszcze m.in. wyjazdy do Charlotte (Panthers) oraz do Green Bay, gdzie w Wigilię może już grać Aaron Rodgers, ale to i tak do zrobienia.

Z kolei Falcons są w ciężkiej sytuacji. Mają przegrany jeden mecz z Panthers, a przed nimi drugie spotkanie z Panthers i oba mecze z Saints. Seahawks są mecz do przodu i mają tiebreaker (wygrana bezpośrednia). Wiele wskazuje na to, że aktualni wicemistrzowie NFL w styczniu będą mogli jechać na wakacje, choć skreślać ich jeszcze nie można.

 

Jak potraktować ikonę drużyny

Można mieć wątpliwości, czy Eli Manning to materiał na Hall of Fame. Nie ulega jednak wątpliwości, że zapisał niejedną piękną kartę w historii New York Giants i jest najlepszym rozgrywającym w historii tej drużyny (sorry, Phill Simms). Tym bardziej dziwi galimatias, w jak drużynę wpakowali ex-HC Ben McAdoo i ex-GM Jerry Reese. Ex, bo obaj zostali zwolnieni w poniedziałek rano (czasu nowojorskiego).

Wcześniej zdążyli posadzić na ławkę Manninga po 210 startach z rzędu (od 2004 r.) co stanowiło drugą najdłuższą serię quarterbacka w historii NFL. Posadzić, bo rzekomo „chcieli sprawdzić inne opcje”. Tyle że sprawdzanie rozgrywającego z tak katastrofalną linią ofensywną nic nie pokaże. A fakt, że zamiast Manninga wystawili Geno Smitha… Jeśli ktoś w Nowym Jorku nie wie do czego jest zdolny Geno Smith, to może da mu się jeszcze opchnąć w pakiecie Marka Sancheza?

McAdoo i Reese już pożegnali się z drużyną. Co ciekawe wygląda to, jakby zostali wyrzuceni z pracy za złe potraktowanie Manninga, a nie za to jak żałosny widok przedstawiają Giants, których fani przed sezonem przebąkiwali nawet o mistrzostwie. Bez wątpienia w Nowym Jorku czas na zmiany, ale niesmak pozostał.

Czy Eli Manning będzie za rok rozgrywającym Giants? Prawdę mówiąc nie widać innego kandydata, choć NYG będą zapewne wybierać z dość wysokim numerem (nawet #2), więc może wezmą QB. Jednak nawet gdyby Eli był lepszy od swojego brata Peytona, to za taką linią ofensywną wiele nie zdziała. To nie jest Aaron Rodgers czy Russell Wilson, który może kupować czas atletyzmem i improwizować.

Wielcy QB rzadko kończą jak John Elway, który odjechał w stronę zachodzącego słońca z drugim pierścieniem mistrzowskim. Czy nawet tak jak Peyton, który fatalny sezon i posadzenie na ławce powetował sobie triumfalnym powrotem i mistrzostwem. Znacznie częściej jak Joe Montana, Dan Marino, Troy Aikman czy Brett Favre: kuśtykające cienie samego siebie, często niechciani w macierzystych klubach i żegnający się z nimi w atmosferze skandalu. W którą narrację wpisze się Eli? Jak na razie bliżej mu do tej drugiej.

 

Czy Ryan Shazier będzie chodził?

W drugiej akcji defensywnej poniedziałkowego meczu Pittsburgh Steelers – Cincinnati Bengals LB Stalowych, Ryan Shazier, wykonał tackle, jakich w każdym meczu wykonuje przynajmniej kilka.

Jednak tym razem coś poszło nie tak. Technika nie była najlepsza. Shazier momentalnie złapał się za dolny odcinek pleców, a jego nogi wyglądały na sparaliżowane. Linebacker został od razu przewieziony do szpitala w Cincinnati i to mimo że stadion Bengals jako jedyny w NFL ma możliwość wykonania pełnej diagnostyki (rezonans) na miejscu. Shazier podobno rusza „trochę” kończynami, ale jak wyjaśnia dr David Chao, były klubowy lekarz Chargers, fakt, że nie odzyskał pełnego zakresu ruchu jest mocno niepokojący. Tu gra nie toczy się o powrót Shaziera na boisko w tym czy przyszłym sezonie, ale o normalne życie i możliwość samodzielnego chodzenia.

Takie sytuacje przypominają nam boleśnie, że sport, którym się ekscytujemy, naraża zdrowie i życie naszych ulubieńców. Zresztą każdy zawodowy sport to przeciążenia organizmu na granicy ludzkich możliwości przez lata, do tego (nie oszukujmy się) wspierane szkodliwą i podejrzaną farmakologią. Futbol amerykański jest niebezpiecznym sportem, zwłaszcza w NFL, gdzie zderzają się wielcy, szybcy i silni faceci w kwiecie wieku. Jednak i inne zawodowe sporty zbierają krwawe żniwo, tak w trakcie sportowych karier, jak i po ich zakończeniu.

Coraz głośniej mówi się o potencjalnym problemie CTE w piłce nożnej, gdzie zawodnicy wykonują po kilkaset „główek” w ciągu sezonu, co daje podobny efekt jak liczne zderzenia kaskami w futbolu amerykańskim. Neurologiczne skutki wciąż nie są dobrze poznane. Podobnie jak w sportach walki, a Muhammad Ali był tego najlepszym przykładem.

Ryan Shazier zarobił w ciągu czterech lat ponad 9,5 mln dolarów. Po odliczeniu podatków zostanie jakieś 5-6 mln. Czy to wystarczająca cena za lata poświęceń i częściowy paraliż w wieku 25 lat? Trudno mi żałować zawodnikom tych pieniędzy, choć sam nigdy takich nie zarobię. Wiem jednak, że właściciele klubów zarabiają setki milionów dolarów ryzykując cudzym zdrowiem i życiem. Mogą, a wręcz powinni się podzielić.

 

Tydzień w skrócie:

1. Wyścig do playoffów w AFC West to zawody żółwia, ślimaka i leniwca. Ktoś musi wygrać, ale aż żal patrzeć. LA Chargers wymęczyli zwycięstwo z Browns, a Oakland Raiders z sypiącymi się Giants. Chiefs kontynuują zapaść, tym razem przegrali z Jets. A Denver Broncos triumfalnie kroczą od jednego do drugiego rozgrywającego. Każdy gorszy od poprzedniego, ale każdy „osobiście wybrany” przez GM-a Johna Elwaya. Strach się bać.

2. Podobno głupich nie sieją. Rob Gronkowski zaliczył bardzo dobry mecz w Buffalo (9/147), ale skończył brutalnym uderzeniem w głowę leżącego rywala po akcji. Powinien za to wylecieć, zostanie zawieszony na jeden mecz. Rozumiem jego frustrację, bo sędziowie puszczają obrońcom każdy holding na Gronku, ale takie zachowanie nie przystoi weteranowi. Jeden mecz zawieszenia to w tej sytuacji za mało i piszę to jako kibic Patriots świadom, że dwumeczowe zawieszenie wyłączyłoby Gronka z kluczowego meczu ze Steelers. Takie zachowania muszą być ostro piętnowane, zwłaszcza w kontekście ryzyka dla zawodników, o którym pisałem wyżej. Gronk straci na skutek zawieszenia prawie 300 tys. dolarów z tegorocznej pensji.

3. Przebić próbował go Marcus Peters. Po tym jak sędziowie rzucili flagę na holding podczas dwupunktowego podwyższenia Jets, Peters podniósł flagę i cisną nią w trybuny. Po czym z głupawym uśmieszkiem zszedł do szatni, choć nie został wyrzucony z boiska. Wrócił po chwili, ale bez skarpetek. Szkoda słów.

4. Z notatnika statystyka:

  • Tom Brady jako czwarty QB w historii dotarł do granicy 65 tys. jardów podaniowych. Przed nim dokonali tego Brett Favre, Peyton Manning i Drew Brees
  • A jeśli przy Breesie jesteśmy, to wskoczył na drugie miejsce na liście celnych podań w karierze. Wyprzedził Peytona Manninga, przed nim już tylko Favre ze 173 celnymi podaniami przewagi
  • Larry Fitzgerald Watch: już czwarte miejsce na liście rec yards w karierze. Dodatkowo został trzecim zawodnikiem w historii (po Tonym Gonzalezie i Jerrym Rice), który złapał 1200 piłek w karierze
  • Frank Gore jest już na piątym miejscu na liście najlepszych biegaczy wszechczasów. Wyprzedził Jerome Bettisa i LaDaniana Tomlinsona. Jest jedynym zawodnikiem w TOP10 tej klasyfikacji, który nie zasiada jeszcze w Pro Football Hall of Fame

5. W NCAA rozstrzygnęła się walka o mistrzostwa poszczególnych konferencji i czas na playoffy. W półfinałach zmierzą się Clemson i Alabama oraz Oklahoma i Georgia. Spore kontrowersje wzbudziła obecność Alabamy, która nie grała w meczu o mistrzostwo konferencji SEC (wyeliminował ją Auburn). Pominięci zostali za to mistrzowie konferencji Big Ten, Ohio State. Co ciekawe Alabama jest uważana przez wielu ekspertów za faworyta playoffów, a jej porażka z Auburn uważana jest za wypadek przy pracy.

NFL, tydzień 12: Jak gra współczesny RB

NFL to liga rozgrywających. To oni są największymi gwiazdami i oni dostają największe pieniądze. W hicie 12 kolejki NFL to QB Drew Brees był jedynym graczem na boisku mającym status legendy. Ale przyćmili go dwaj młodzi running backowie, gracze z pozycji, która wymiera.

Według Spotrac.com przeciętny running back w NFL zarabia 1,46 mln rocznie. Jeszcze gorzej mają fullbackowie, zarabiający 1 mln. Są opłacani gorzej niż kickerzy (1,66 mln) i puterzy (1,79 mln). Jedynie long snapperzy (0,77 mln) są wyceniani niżej niż biegacze.

Running back stał się w NFL dobrem szybkozbywalnym.

Jednak dotyczy to dinozaurów. Przyszłość tej pozycji pokazali Alvin Kamara i Todd Gurley. Obaj są wyróżniającymi się przedstawicielami nowej fali RB, takich jak David Johnson, Le’Veon Bell, Christian McCaffery, Ezekiel Elliott czy Kareem Hunt. Równie groźnych jako tradycyjni biegacze, co jako reciverzy z backfieldu, czy nawet ze slotu.

Każdy z wymienionych zawodników miał swoje chwile. Ale pojedynku na tak wysokim poziomie jak starcie Gurleya z Kamarą nie widziałem od dawna.

Cześć z tego to kwestia stawki. W Koloseum w LA spotkały się dwie drużyny z mocno dodatnim bilansem (8-2 i 7-3), liderzy swoich dywizji, niemal pewniacy do playoffów. Obie ekipy zanotowały w tym roku spektakularne odrodzenie – Rams w ataku, Saints w obronie. Na ławce trenerskiej stary wyga Sean Payton kontra młokos Sean McVay (kiedy Payton dostał pierwszą posadę trenerską, McVay dopiero wyrastał z pieluch). I wreszcie Drew Brees, jeden z najbardziej produktywnych rozgrywających w historii kontra Jared Goff, cudownie zmartwychwstały #1 draftu 2016.

Prawdę mówiąc mecz nieco rozczarował. Nieco, bo zapowiadał się epicko, a wypadł jedynie dobrze. Choć na tle pozostałych spotkań tego tygodnia należałoby chyba powiedzieć, że bardzo dobrze.

Rams kontrolowali przebieg meczu od samego początku. Według modelu Pro-Football-Reference prawdopodobieństwo wygranej LA nie spadło przez cały mecz poniżej 60%, a w drugiej połowie utrzymywało się powyżej 80%.

Saints mieli problemy z podtrzymywaniem serii ofensywnych, a Rams konstruowali dłuższe, metodyczne posiadania piłki. Podobnie jak wcześniej ustawiali się błyskawicznie na linii wznowienia akcji, by McVay zdołał podać Goffowi ewentualne audible zanim radio zostanie odcięte (kiedy na zegarze odmierzającym czas do snapu pozostaje 15 sekund). Nie można powiedzić, by LA całkowicie zdominowali linię wznowienia akcji, ale osiągnęli tam przewagę. Jeśli chodzi o ochronę rozgrywających obie drużyny grały na dość zbliżonym poziomie, ale Rams wygrali w grze biegowej.

Czyste statystyki tego nie pokażą, bo wykrzywia je 74-jardowy bieg Kamary po przyłożenie, kiedy Brees zmienił zagrywkę widząc błąd w ustawieniu obrony Rams. Jednak poza tym Kamara wybiegał 13 jardów w czterech próbach, a Mark Ingram 31 w 11. Tymczasem Todd Gurley zanotował po ziemi 74 jardy w 17 próbach, przy czym żaden bieg nie był dłuższy niż 14 jardów.

Kamara był za to nie do zatrzymania w grze podaniowej. Złapał wszystkie sześć kierowanych do niego piłek na 101 jardów i przyłożenie. W sumie miał piłkę w rękach zaledwie 11 razy, ale zdobył 188 jardów i 2 TD. Po tym meczu wysunął się na prowadzenie w wyścigu po nagrodzę dla najlepszego debiutanta sezonu w ofensywie przed Kareema Hunta.

Tak Kamara jak Gurley dokonywali cudów zręczności. Unikali jednego powalenia za drugim niczym wirujący derwisze. Po ich akcjach dłonie same składały się do oklasków.

Indywidualnie minimalnie lepiej wypadł Kamara niż Gurley (128 jardów z gry), ale drużynowo to Rams byli wyraźnie lepsi. To co musi martwić fanów Saints to słaba postawa Drew Breesa. Niemal połowa jego jardów to krótkie podania do Kamary, po których młody RB robił swoje. Kiedy w końcówce trzeba było gonić, Brees nie potrafił poprowadzić drużyny. Za to niemal pociągnął ją na dno, ale obrońcy Rams nie złapali żadnej z piłek, które podawał prosto do nich.

Oczywiście po jednym meczu trudno wyciągać wnioski na temat upadku Breesa, zwłaszcza że to wciąż trzeci najlepszy passer rating NFL. Jednak w tym sezonie jego statystyki „pompują” krótkie podania do RB. Z reguły Brees musiał brać na barki całą drużynę, w tym roku ma mnóstwo pomocy. Jednak cały rok widać, że rozgrywający Saints gra nieco słabiej. Nie na tyle, by wypaść z czołówki NFL, ale na tyle, by mogło to mieć znaczenie w styczniu.

Rams są w trakcie ciężkiej serii. Za dwa tygodnie podejmują Eagles, a za trzy jadą do Seattle. Na karku w dywizji siedzą im Seahawks, tylko jedno zwycięstwo z tyłu. Jeszcze bardziej skomplikowana jest sytuacja w NFC South. Tam Panthers dogonili Saints, a Falcons mają tylko jedną wygraną mniej od tego duetu. Te trzy drużyny stoczą między sobą jeszcze cztery pojedynki w tym roku (Saints – Falcons zobaczymy dwa razy).

 

Koniec realnych nadziei Cowboys

Przed rokiem Dallas Cowboys wyglądali na rodzącą się potęgę. W tym? Niespecjalnie. Ezekiell Elliott odsiaduje sześciomeczowe zawieszenie. LT Tyron Smith zmaga się z urazem pleców. OG Zack Martin doznał wstrząśnienia mózgu. Ofensywa gra bez pomysłu, reciverzy nie potrafią się uwolnić od krycia, obrona bez Seana Lee nie istnieje, a jakimś cudem cała winą zostaje obarczony Dak Prescott.

To nie znaczy, że Prescott gra dobrze. Ale, jak pokazał nam ten sezon, otoczenie ma kolosalny wpływ na grę QB, zwłaszcza młodego. Rozgrywający Cowboys posłał w czwartek dwa fatalne INT. Ale to nie on jest tu głównym problemem.

Dallas wciąż mają jeszcze szanse na playoffy. Ale są w kompletnej rozsypce i ich udział w postseason w mocnej w tym roku NFC byłby ogromnym zaskoczeniem. Dla ich fanów bolesny mógł być fakt, że stracili nadzieję w tradycyjny mecz w Święto Dziękczynienia. Sympatykom Kowbojów świąteczny indyk stawał w gardle, gdy patrzyli jak ich drużyna zbira solidne lanie od LA Chargers.

„Ładowarki” są w niesamowitym gazie. Pojechać do Dallas w Święto Dziękczynienia i wyjechać z trzema przyłożeniami zaliczki to nawet w obecnej dyspozycji Cowboys spory sukces. Philip Rivers, którego ramię wyglądało na kompletnie wyeksploatowane, nagle odnalazł drugie życie. Podał na 434 jardy, z czego aż 172 złapał Keenan Allen. Obrona LA bardzo się poprawiła i nie ogranicza się już tylko do duetu Melvin Ingram – Joey Bosa.

Po fatalnym starcie 0-4 Chargers wygrali 5 z 7 ostatnich meczów. A byłoby jeszcze więcej, gdyby nie ich niepokojąca tendencja do strzelania sobie w stopę. Tak czy inaczej są zaledwie jeden mecz za Chiefs w nagle ciekawej AFC West. Przy ogólnej mizerii w AFC Chargers nie tylko mają szansę wejść do playoffów, ale i w nich namieszać.

 

Tydzień w skrócie:

1. W niedzielny wieczór (albo poniedziałkowy ranek, jeśli patrzeć z polskiej perspektywy), Green Bay Packers stawili niesamowity opór Pittsburgh Steelers. Był to zdecydowanie najlepszy mecz w krótkiej karierze QB Bretta Hundleya. Steelers znów byli blisko kompromitującej porażki ze znacznie słabszym rywalem, a uratował ich kolejny świetny mecz Antonio Browna (169 jardów, 2 TD) i trafiony FG z 53 jardów, gdy zegar meczowy pokazywał już tylko zera. GB bez Aarona Rodgersa nie są drużyną na miarę playoffów, ale wciąż jest nadzieja. Przed meczem Rodgers podawał dalekie piłki. Może wrócić do gry za trzy tygodnie. Jednak wcześniej jego koledzy muszą wygrać z Buccaneers i Browns, by w ogóle miał po co wracać. Do zrobienia.

2. W Kansas City minorowe nastroje. Chiefs przegrali u siebie z Bills. Dla KC to piąta porażka w sześciu ostatnich meczach. Kibice domagają się posadzenia na ławkę Alexa Smitha. Smith to QB o znacznych i powszechnie znanych ograniczeniach, ale czy Patrick Mahomes faktycznie będzie lepszy? Kibice Chiefs powinni być ostrożni czego sobie życzą. Warto pamiętać, że Smith to pierwszy QB Chiefs, który wygrał mecz w playoffach odkąd swoją karierę kończył tu legendarny Joe Montana, a lata 2007-2013 to takie tuzy jak Brodie Cole, Tyler Thigpen, Brady Quinn i Matt Cassell. Na tym tle Smith to całkiem przyzwoity rozgrywający.

3. W zeszłym roku Aquib Talib zerwał łańcuszek z szyi Michaela Crabtree, co skończyło się bijatyką. W tym sezonie już na początku spotkania Denver i Oakland WR Raiders ostro zablokował Taliba, który… zerwał łańcuszek z szyi Crabtree, co skończyło się bijatyką.

4. Paxton Lynch zaliczył tegoroczny debiut na QB w barwach Denver Broncos. Od razu zrobił coś, co nie udało się w tym roku żadnemu rozgrywającemu w NFL, czyli… rzucił INT przeciwko Raiders.

5. Jimmy Garoppolo wszedł po raz pierwszy na boisko w barwach 49ers w samej końcówce meczu z Seahawks. Efekt: 2/2, 18 jardów i TD. Zobaczymy czy zdoła to utrzymać przy większej próbie.

6. Cleveland Browns, San Francisco 49ers i New York Giants to pierwsze w tym roku drużyny, które straciły matematyczne szanse na playoffy. Gratulujemy!

7. Puszczanie w prime timie meczu Texans – Ravens powinno być zakazane.

8. Mohamed Sanu jako podający? W karierze 6/6, 228 jardów, 3 TD, passer rating 158,3

NFL, tydzień 11: Niedzielne mecze na szczycie NFC zawiodły

Zapowiadał się kapitalny weekend ze starciami wagi superciężkiej w NFC. Niestety w obu niedzielnych meczach mieliśmy podobny scenariusz – wyrównana, defensywna pierwsza połowa i kompletna dominacja w drugiej. W poniedziałek było znacznie lepiej i byliśmy o krok od dogrywki.

W podsumowaniu 11 kolejki skupimy się NFC, ale przyjrzymy się również bliżej sprawie Taroda Taylora. Poza tym jak zwykle garść statystyk, efektownych akcji i piąta rocznica najsłynniejszego fumble w historii. Zaczynamy jednak od spotkania dwóch drużyn, które zaczęły niedzielę z bilansem 7-2.

 

Ważne zwycięstwo Wikingów

Vikings są mocni. To wiedzieliśmy już wcześniej, ale nie do końca wiedzieliśmy na ile mocni. Do wczoraj mieli na koncie tylko jedno zwycięstwo przeciwko rywalowi z dodatnim bilansem (Saints podczas ich słabego startu) oraz wyraźną porażkę w Pittsburghu i u siebie z Detroit.

W meczu z Rams byli od ekipy z LA lepsi w każdym elemencie gry: defensywie, ofensywie, a nawet special teams, gdzie wyraźnie słabszy dzień miał John Hekker, punter Rams i najlepszy w tym elemencie specjalista w NFL. Vikings zaliczyli szóstą wygraną z rzędu i świetnie rozpoczęli serię czterech trudnych meczów: teraz czekają ich wizyty w Detroit, Atlancie i Charlotte (Carolinie).

Wikingów znów prowadził Adam Thielen, który tym sezonem udowadnia, że zasługuje na postawienie go w jednym szeregu z Antonio Brownem, Julio Jonesem, DeAndre Hopkinsem i A.J. Greenem. Jak na razie Thielen gra na poziomie All-Pro. W dziesięciu meczach ma na koncie 916 jardów i 3 TD. A miałby  więcej, gdyby miał dobrego QB.

Nie zrozumcie mnie źle, Keenum gra nieźle jak na swoje możliwości. To solidny backup, który został postawiony w roli startera. Robi więcej dobrego niż złego, nieźle troszczy się o piłkę (1,7 INT%, 1,6 Sack%), ale szczytem jego możliwości jest „nie zepsuć”. W niedzielę to Thielen kilkukrotnie kreował chwyty w sytuacji, kiedy powinien dostać znacznie lepsze podanie. Symptomatyczna jest sytuacja z połowy trzeciej kwarty, gdy mecz wciąż był na remisie:

Przy dobrym podaniu Thielen zdobyłby dodatkowe 25 jardów i TD, bo przy piłce w tempo jest rozpędzony i ma tylko jeden na jednego z dobiegającym safety, co stawia go w bardzo korzystnej sytuacji. Tymczasem Keenum wyrzuca go niemal na aut i gdyby nie klasa WR Vikings, mogłoby się skończyć na niezłapanym podaniu i puncie.

Poza Thielenem trzeba pochwalić obronę Minnesoty. Rams dopiero pierwszy raz w tym sezonie zdobyli mniej niż 10 punktów. Obrona Vikings, podobnie jak Seahawks w piątym tygodniu rozgrywek, nie czekała na to, co zrobią Rams, tylko atakowała. Dobrze rozpracowali zmyłki McVaya i agresywnie szli do reciverów łapiących screeny i tym podobne zagrywki. W efekcie liniowi Rams nie nadążali z blokami i zamiast długich akcji, kończyło się na tacklach na krótki zysk albo wręcz stratę.

To nie znaczy, że ofensywa Rams została kompletnie zatrzymana. Cooper Kupp najpierw zaliczył fumble na jeden jard od pola punktowego Vikings, a potem upuścił kluczowe podanie w trzeciej próbie na połowie rywala. Obie te sytuacje zdławiły obiecujące serie Rams w sytuacji, gdy daleko było do rozstrzygnięcia meczu.

Ogólnie za grę defensywy, zwłaszcza w drugiej połowie, Vikings należą się najwyższe noty. Zdominowali linię wznowienia akcji, przez co Goff momentami wyglądał jak ten zagubiony debiutant z zeszłego sezonu. Oczywiście przed rokiem w takiej sytuacji wziąłby pięć sacków, dwa fumble i dwa INT, więc i tak widać u niego spory postęp. Z kolei Todd Gurley, który w tym roku zdobywa z gry średnio 129 jardów na mecz, w niedzielę zaliczył tylko 56 jardów przy 15 biegach i 3 złapanych piłkach.

Dla Rams ta porażka to sygnał ostrzegawczy, ale daleko jeszcze do paniki. Gorzej, jeśli za tydzień nie zdołają wygrać u siebie z Saints. Wówczas mogą stracić prowadzenie w dywizji na rzecz Seahawks, które, dzięki Falcons, póki co utrzymali. A nawet jeśli je utrzymają, to porażka z Vikings i ewentualna z Saints mogą być kluczowymi tiebreakerami przy ustawianiu drabinki playoffowej w NFC.

 

Wentz górą w pojedynku młodych QB

Prawdę mówiąc pojedynek reklamowany jako Wentz vs. Prescott został rozstrzygnięty raczej przez różnicę w klasie ich kolegów. Jednak z dwójki drugorocznych quarterbacków lepiej spisał się Wentz.

Statystycznie Wentz (14/27, 168 yds, 2TD) wyglądał dużo lepiej niż Prescot (18/31 145 yds, 3 INT). Jednak w pierwszej połowie obaj wyglądali równie źle, głównie przez kolegów. Upuszczone podania zatrzymywały obie ofensywy. Po obu stronach lepiej szła gra po ziemi. Prescott zaliczył INT po dropie kolegi, z kolei obrońcy Dallas nie zdołali złapać podania Wentza prosto do nich.

Jednak w drugiej połowie Eagles zagrali znacznie lepiej. Kompletnie zdominowali linię wznowienia akcji po obu stronach piłki. Gra biegowa Philly była nie do zatrzymania, a Wentz wykonał kilka dobrych podań więcej niż Prescott i tym razem jego koledzy zdołali je złapać. Zwłaszcza podanie na TD do Jeffery’ego przy 4&5 to wysoka klasa, tak u podającego, jak u odbierającego.

W Cowboys widać brak Ezekiella Elliotta, jednak głownie w zubożeniu playbooka. Alfred Morris nie biega gorzej niż Elliott, ale nie stanowi takiego zagrożenia w rożnego typu akcjach podaniowych, głownie screenach. To ułatwiło życie obronie Eagles, a utrudniło Prescottowi, który cały wieczór musiał umykać d-line Orłów. To nie Elliotta najbardziej brakowało, a LT Tyrona Smitha. Jason Garett dał na lewą stronę wsparcie, ale to wytrąciło z rytmu cała ofensywę, a Prescott i tak zebrał cztery sacki i siedem uderzeń.

Eagles potwierdzili, że są obecnie najlepszą drużyną NFL. Pokazali, że potrafią pojechać na trudny teren i wyjechać z przekonującym zwycięstwem. Nawet kiedy nie szła gra górą, potrafili zmontować dobre serie ofensywne. Tymczasem Cowboys bez Smitha i LB Seana Lee mogą mieć spore problemy z awansem do playoffów.

Na koniec ciekawostka: kicker Eagles doznał kontuzji, więc Orły po przyłożeniach musiały grać za dwa. W dwupunktowych podwyższeniach mieli skuteczność 3/4, a byłoby 4/4 gdyby nie niefrasobliwość Zacha Ertza, który zgubił piłkę tuż przed polem punktowym. Ciekawe czy to skłoni Douga Pedersona do częstrzego grania za dwa? W końcu zdobył sześć punktów z akcji, które normalni przyniosłyby maksymalnie cztery punkty.

 

Falcons wywożą cenne zwycięstwo z Seattle

Odkąd w 2012 r. w Seattle znalazło się czterech kluczowych graczy ich defensywy (Earl Thomas, Richard Sherman, Kam Chancellor, Bobby Wagner), Seahawks tylko cztery raz stracili u siebie 34 punkty lub więcej. Symptomatyczne, że wszystkie miały miejsce w trzech ostatnich latach, a ani razy nie zdarzyło się to w latach 2012-2014. W sezonach 2012-14 tylko pięć razy stracili więcej niż 20 punktów i to licząc razem z playoffami.

Tym bardziej dużym sukcesem Falcons jest zafundowanie rywalom 34 punktów. Oczywiście mieli trochę ułatwione zadanie. Richard Sherman jest wyeliminowany na resztę sezonu z zerwanym ścięgnem Achillesa, a Kam Chancellor ma problemy z karkiem i nie wiadomo czy i kiedy wróci do gry. To było widać w poniedziałkowy wieczór, gdy Matt Ryan łatwiej niż przywykli do tego fani w Seattle znajdował reciverów, a RB na środku boiska wymknęli się kilku powaleniom.

Dla tegorocznych Falcons był to dopiero drugi mecz w tym sezonie z ponad trzydziestoma punktami na koncie. Poprzednio 34 wpakowali Green Bay Packers, którzy nie należą do najlepszych defensyw NFL. Jednak nie oznacza to, że wróciła ofensywa, która zachwycała przed rokiem.

Falcons mieli mniej jardów niż rywale (279-360), mniej jardów na próbę (4,8-5,2) i mniej pierwszych prób (22-26) niż Seattle. Jednak to Atlanta skuteczniej wykorzystywała błędy rywali.

Zacznijmy od gry w Red Zone. Atlanta z trzech wycieczek wyniosła 17 pkt. Seahawks dotarli pod pole punktowe rywali aż sześć razy, ale zamienili to tylko na 23 punkty.

Po drugie straty. Seahawks mieli przewagę w special teams, dzięki świetnej grze powrotnej po kickoffach, a także odzyskaniu zgubionego przez Falcons kickoffu. Jednak poza tym Russell Wilson posłał fatalne INT na samym początku spotkania, po którym Atlanta wyszła na dwa posiadania prowadzenia. Potem sack-fumble zakończył się defensywnym przyłożeniem Atlanty. I wreszcie niewytłumaczalna próba zmyłkowego kopnięcia z pola na koniec pierwszej połowy.

Częściowo rozumiem logikę Pete’a Carolla. 4&1 to dobra sytuacja na zmyłkę. Seahawks i Jon Ryan mają duże doświadczenie w egzekucji takich akcji. Ale na 11 sekund przed końcem połowy bez timeoutów próbować power shovel pass z 12 jarda? Przecież nawet pierwsza próba nic by tu Seahawks nie dała, bo upłynąłby czas pierwszej połowy. A wątpliwe, by z tej formacji taka zagrywka dała 12 jardów. Próbę normalnego podania Ryana mógłbym zrozumieć. Power shovel niespecjalnie.

No i wreszcie kary. Seahawks są najczęściej karaną drużyną NFL. W tym meczu podarowali rywalom w ten sposób 106 jardów, ponad połowę tego, co co uzbierała ofensywa Atlanty.

 

W tej sytuacji żadne wysiłki jak zwykle świetnego (poza tym INT miał 258 jardów górą i 86 jardów po ziemi) Wilsona nie zdołały zmienić wyniku meczu. Zwłaszcza, że dla Seahawks kopie Blair Walsh, który w swoim stylu przestrzelił kopnięcie, które mogło dać dogrywkę. 52 jardy to nie jest banalne zagranie, ale wierzenie Walshowi w końcówce to nadmiar optymizmu. Zwłaszcza po votum nieufności na koniec pierwszej połowy.

Seahawks stracili szansę, by wysunąć się na prowadzenie w dywizji. Co więcej przegrali bezpośredni mecz z Falcons, z którymi mogą rywalizować o dziką kartę w playoffach. Bez Shermana i Chancellora mogą nie sprostać Rams, kiedy ci za miesiąc przyjadą do Seattle.

Kozioł ofiarny pokazał rogi

Buffalo Bills zaczęli sezon świetnie. 5-2, prowadzenie w AFC East, Patriots wydawali się najsłabsi od lat. Pierwsze playoffy dla Bills wydawały się być w zasięgu ręki, podobnie jak tytuł trenera roku dla Seana McDermotta. Tyle, że wtedy przyszły dwie porażki z rzędu: wyjazdowa ze słabymi Jets i lanie na własnym stadionie od Saints.

McDermott szybko znalazł winnego: to QB Tyrod Taylor, który został posadzony na ławce na rzecz Nathana Petermana, tegorocznego picku z draftu #171. Bo to oczywiste, że Taylor odpowiadał za Ingrama i Kamarę, którzy przebiegali się jak chcieli po obronie Bills jak chcieli. To przecież Taylor pozwolił atakowi Jets na zdobycie 34 punktów. To Taylor odpowiada za katastrofalną linię ofensywną. No i wreszcie Taylor jest winny problemom Bills w trzecich próbach

Plan wydawał się świetny. Sadzamy Taylora na ławce, wygrywamy z Chargers, którzy potrafią w tym roku przegrać na najdziwniejsze sposoby i wychodzi, że sztab trenerski wie co robi.

Tyle że absolutnie niegotowy Peterman posłał 5 INT w 16 podaniach i Taylor musiał wejść w drugiej połowie. Co prawda nie miał szans na uratowanie meczu, ale dla wszystkich jest oczywiste jak bardzo problemy Bills nie są winą Taylora. Za to jak wiele ich sukcesów jest jego zasługą.

Najbardziej w tym wszystkim szkoda Petermana. Do NFL dostaje się naprawdę elita. Ułamek procenta tych chłopaków, którzy pełni nadziei zaczynają grać w futbol w szkole średniej. Dostają szansę na spełnienie marzeń i zarobienie dużych pieniędzy. Marzenie Petermana skończyło się zanim się jeszcze zaczęło. Ewidentnie niegotowy debiutant został rzucony lwom na pożarcie. Te 5 INT będzie się za nim ciągnęło do końca najprawdopodobniej bardzo krótkiej kariery. Za rok pewnie nie będzie go w Buffalo. Bez winy z jego strony. Stał się ofiarą McDermotta, który chciał być cwany, a kompletnie się skompromitował.

(Warto zwrócić uwagę, że problemy Bills w drugiej części sezonu po mocnym starcie nie są niczym nowym)

Tyrod Taylor to niekonwencjonalny QB. Nigdy nie będzie klasycznym pocket passerem w rodzaju Toma Brady’ego czy Peytona Manninga. Nigdy nie będzie najlepszym rozgrywającym w NFL. Ale z trenerem, który gra na jego silne strony, jest solidnym starterem. W w wielu klubach NFL mógłby być od ręki najlepszym QB, nawet zakładając, że wszyscy (Luck, Tennehill, Rodgers, etc.) są zdrowi. Żeby nie być gołosłownym:

AFC East: Bills, Jets
AFC North: Browns, Ravens
AFC South: Jaguars
AFC West: Broncos
NFC East: –
NFC North: Bears
NFC South: –
NFC West: Rams, 49ers

Mamy tu dziewięć drużyn, a jest sporo, które mają zmierzchających QB (Steelers, Cardinals, Chargers), takich, gdzie Taylor mógłby podjąć walkę o miano startera z aktualnym starterem (Chiefs, Vikings, Buccaneers, Bengals) lub których starter ma przewlekły uraz (Colts). Wychodzi połowa ligi. Tyle że najprawdopodobniej Taylor w przyszłym roku nie będzie starterem.

W NFL nie lubią niekonwencjonalnych rozgrywających. Colin Kaepernick, Michael Vick, Tyrod Taylor. Żaden z nich nie pasował do wizerunku klasycznego QB. Podobnie jak Russell Wilson, czy Cam Newton, ale ci trafili na mądrzejszych szkoleniowców. Mina Kimes z ESPN napisała, że Taylor jest testem Rorschacha dla naszego postrzegania rozgrywających w NFL. Jest spora szansa, że szkoleniowcy, którzy w większości nie wiedzą jak pomóc swojemu rozgrywającemu, nie będą chcieli niekonwencjonalnego Taylora na czele ofensywy.

Tymczasem Taylor ma duży potencjał. Można mu zarzucać, że nie potrafi grać w West Coast Offense, że nie jest klasycznym pocket passerem i wreszcie, że zdarza mu się przegapić otwartego recivera. Tyle że to wszystko można zarzucić wielu inny rozgrywającym w NFL. Taylor zasługuje na miejsce startera i pieniądze startera. Niestety NFL od lat mu tego odmawia, narzekając jednocześnie, że nie ma dobrych, młodych rozgrywających. Takie rzeczy tylko w NFL.

 

Tydzień w skrócie:

1. W NFC walka, emocje i rywalizacja. W AFC obrona Steelers kompletnie zdominowała Titans, Patriots nawet specjalnie się nie spocili rozbijając Raiders, a Jaguars nie potrafili nic zwojować w ofensywie przeciwko słabiutkim Browns i jak zwykle musiała ich ratować obrona. Andy Reid przegrał dopiero trzeci mecz w karierze po bye weeku, a Chiefs nie sprostali Giants (!). Jedyne pytanie po tej stronie NFL brzmi, czy AFC Championship Game odbędzie się w Pittsburghu czy w Foxborough, bo uczestników już znamy. Najgorsze, że w playoffach może zagrać Joe Flacco i kompletnie zflaczczała ofensywa Ravens.

2. Główną siła napędową Saints w tym roku są Mark Ingram i Alvin Kamara. Ale jeśli ktoś myślał, że można skreślać Drew Breesa, to się grubo myli. Przeciwko Redskins NO przegrywali 15 punktami na niespełna 6 minut przed końcem meczu. Odpowiedź Breesa? 11 celnych podań z rzędu i dogrywka, w której Ingram i Kamara przebiegli się po rywalach i zapewnili Saints ósme zwycięstwo z rzędu. Profesorska końcówka genialnego weterana. Można oglądać bez końca. Ekipa z Luizjany jest pierwszą w historii, która wygrała osiem spotkań z rzędu, po przegraniu dwóch pierwszych meczów w sezonie. Playoffy w NFC zapowiadają się palce lizać.

3. Narasta konflikt na szczycie NFL. Właściciel Cowboys Jerry Jones wkroczył na wojenną ścieżkę przeciwko komisarzowi Rogerowi Goodellowi. W tle jest gigantyczny kontrakt Goodella, cześć właścicieli niezadowolona z wpływów Jonesa i negocjacje w sprawie nowego CBA w 2021 r. Polecam tekst ESPN na ten temat.

4. W tym tygodniu (dokładnie 23 listopada) w USA przypada Święto Dziękczynienia. To oznacza indyka, szaleństwo zakupowe Czarnego Piątku i wiele innych rzeczy. Dla nas jednak oznacza trzy mecze NFL z rzędu (startujemy 18.30 polskiego czasu). To także piąta rocznica słynnego Butt Fumble, najsłynniejszego fumble w historii NFL, które ma nawet własną stronę na Wikipedii. Z tej okazji ESPN przygotowało „Oral history of Butt Fumble„. Przezabawna lektura, chyba że jesteś kibicem Jets.

5. Z notatnika statystyka:

  • Bill Belichik zanotował 271 wygraną jako główny trener i wskoczył na trzecie miejsce na liście wszech czasów, przed słynnym szkoleniowcem Cowboys, Tomem Landrym. Do lidera, Dona Shuli, brakuje mu jeszcze 73 wygranych
  • Larry Fitzgerald Watch – wskoczył na piąte miejsce na liście All-Time Rec Yds, przed Tony’ego Gonzaleza. Do czwartego Isaaca Bruce’a brakuje mu 51 jardów, do trzeciego Randy’ego Mossa 135 jardów, a do drugiego Terella Owensa 777 jardów. Biorąc pod uwagę, że właśnie przedłużył kontrakt z Cardinals do końca sezonu 2018, powinien dobić do 16 tys. jakoś w przyszłym roku.
  • Od 1970 r. Green Bay Packers tylko siedem razy nie zdołali zdobyć punktów na Lambeau Field (sezon zasadniczy i playoffy). Siódmy miał miejsce w niedzielę. Wszystkim chcącym zwalić całość winy na Bretta Hundleya przypomnę, że w 2006 r. dwa razy na zero zagrała ofensywa pod wodzą Bretta Farve’a.

6. Po pięciu porażkach z rzędu Buccaneers wygrali drugie spotkanie z rzędu. W obu wygranych meczach rozgrywał Ryan Fiztpatrick. Tak tylko mówię…

7. Chwila dla reciverów:

8. Dre Kirckpatrick zachował się bardzo po koleżeńsku i postanowił oddać swoje TD kolegom z ofensywy

NFL, tydzień 10: Kto rządzi w NFC?

Eagles, Saints, Rams, a może Vikings? A z tyłu Seahawks, zawsze groźni, mimo utraty Richarda Shermana. Tegoroczna rywalizacja w czołówce NFC jest pasjonująca. Czy to możliwe, by cztery najlepsze zespoły NFL w tym sezonie były w jednej konferencji?

W podsumowaniu tygodnia przyjrzymy się kompletnie zwariowanej końcówce meczu Jaguars – Chargers. Wyjaśnię, czemu imponujące wyjazdowe zwycięstwo Patriots nie oznacza powrotu do mistrzowskiej formy. A poza tym jak zwykle tydzień w skrócie. Zaczynamy jednak od rzutu oka na szczyt NFC.

 

7-9, 7-9, 4-12, 8-8. To bilans czterech najlepszych obecnie drużyn NFC w ubiegłym roku. W tym sezonie Eagles, Saints i Rams już poprawili albo wyrównali zeszłoroczną liczbę zwycięstw. Vikings brakuje jednego, a powinni je zanotować jeszcze w listopadzie. Te cztery drużyny razem wzięte mają na koncie tylko 7 porażek w 36 meczach.

Co więcej grają naprawdę dobry futbol. Może nie idealny, ale ogląda się je z przyjemnością, co przed rokiem wcale nie było takie oczywiste.

Zacznijmy od tych z najlepszym bilansem. Eagles mieli w tym tygodniu wolne. Grają najlepiej w lidze, choć nie wszystkie metryki to pokazują. Są bardzo dobrzy w ataku, solidni w obronie i w czołówce special teams. Są jedną z dwóch najbardziej kompletnych drużyn w lidze. Nie mają wyraźnych słabości, przynajmniej jak do tej pory.

Jednak przed Orłami trudne testy. Według Football Outsiders do tej pory mieli trzeci najłatwiejszy kalendarz w lidze. Pierwsze dwa mecze po utracie LT Jasona Petersa zagrali przeciwko słabym San Francisco 49ers i pogrążonym w kryzysie Denver Broncos. Jednak teraz FO oceniają ich pozostały kalendarz jako 10. najtrudniejszy w lidze. Kolejny miesiąc pokaże z jakiej gliny są ulepieni. Wyjazdy do Dallas, Seattle i Los Angeles (Rams) to ciężka perspektywa. Dwie wygrane byłyby świetnym rezultatem, trzy wysłałyby jasny sygnał do reszty ligi.

Eagles na pewno na to stać. Już w zeszłym roku grali znacznie lepiej, niż wskazywałby ich bilans 7-9. Wszystkie modele statystyczne zapowiadały progres i faktycznie tak się stało. W tym roku okrzepli w systemie Douga Pedersena, w drugim sezonie lepiej gra QB Carson Wentz. Sprawdziły się nowe nabytki: LeGarette Blount, Alshon Jeffery, Chris Long. Kolejne cztery tygodnie (po drodze jeszcze mecz z Bears) pokażą, czy w Philly faktycznie mamy kandydatów do mistrzostwa.

O ile dobrego sezonu Eagles można się było spodziewać, to postawa Vikings jest pewnym zaskoczeniem. Przed rokiem świetnie zaczęli, ale gaśli w miarę upływu czasu. Głównie przez serię kontuzji, które osłabiły defensywę oraz fatalną o-line, która niweczyła wysiłki QB Sama Bradforda.

W  tym roku ze zdrowiem jest lepiej, co nie znaczy, że idealnie. Sam Bradford wylądował na liście kontuzjowanych, tak samo jak rookie RB Dalvin Cook, który miał świetny początek sezonu oraz DT Shariff Floyd (ten ostatni nie gra już dwa lata i nie wiadomo czy kiedykolwiek jeszcze zagra). Jednak w NFL nie ma drużyn zdrowych, są tylko bardziej i mniej osłabione, a Vikings mimo wszystko należą do tych zdrowszych. Znacznie lepiej gra o-line, a defensywa, choć nie tak dobra jak na początku sezonu 2016, jest w czołówce. Z kolei Stefon Diggs i Adam Thielen mogą być obecnie najlepszym duetem WR w lidze.

Jeśli coś może ich zatrzymać to problemy na rozegraniu. Bradford już w tym roku nie zagra. Teddy Bridgewater to fantastyczna historia, ale ostatnio grał w sezonie 2015. Case Keenum… to Case Keenum. Na trudnym terenie w D.C. grał całkiem nieźle i Vikings wysoko prowadzili. Jednak potem rzucił dwa fatalne INT. Zwłaszcza pierwsze było wyjątkowej urody. To stało się iskrą dla comebacku Redskins, który na szczęście dla Minnesoty wytrzymała ofensywa, ale zupełnie niepotrzebnie zrobiło się nerwowo.

Wikingowie dostali dar od losu w postaci kontuzji Aarona Rodgersa. Jeśli nie zdarzy się katastrofa, wygrają NFC North. Jednak z czterech czołowych drużyn są moim zdaniem najsłabsi, chyba że Bridgewater jakimś cudem wróci do dyspozycji z 2015 r.

Jeśli postawa Vikings jest zaskoczeniem, to gra Saints i Rams zakrawa wręcz na sensację.

O Rams pisałem już w tym roku kilka razy. Trener Sean McVay zrewolucjonizował postawę tej drużyny, a Todd Gurley i Jared Goff powinni wystawić mu ołtarzyk za uratowanie ich karier. Do tego kąśliwa defensywa pod wodzą DC Wade’a Philipsa, jednego z najlepszych offseasonowych transferów w całej NFL. O ile dobrej gry defensywy i special teams można się było spodziewać, o tyle postawa ataku jest całkowitym zaskoczeniem. Football Outsiders uznają ich za najlepszą drużynę w futbolu. Jedynie Rams i Eagles mają wszystkie trzy formacje (ofensywa, defensywa, ST) w TOP10 NFL.

Jednak przed Rams najtrudniejsza część sezonu zasadniczego. W ciągu miesiąca grają z pozostałymi trzema zespołami z „wielkiej czwórki” NFC (plus wyjazd do Arizony), a zaraz potem jadą do Seattle. Co ważne, Vikings mają na wyjeździe, ale Saints i Eagles u siebie.

Ekipa z Nowego Orleanu już, wydawałoby się, zapomniała o potędze z przełomu dekad. Cztery z pięciu ostatnich sezonów skończyli z bilansem  7-9, niczym drużyna prowadzona przez Jeffa Fishera, nie Seana Paytona.

Historycznie, jeśli Drew Brees dostaje w Nowym Orleanie ponadprzeciętną defensywę, playoffy są pewne. W tym roku dostał absolutnie topową obronę na czele z niedocenianym Cameronem Jordanem i niemal pewnym defensywnym debiutantem sezonu Marshonem Lattimorem. Football Outsiders klasyfikują ich na ósmym miejscu w lidze, tak samo sytuują się pod względem straconych jardów, a jeśli chodzi o oddawane punkty są na piątym miejscu.

Jednak tegoroczny atak Saints to zupełnie inna formacja niż przez ostatnią dekadę. Drew Brees dalej jest groźny. Czwarty w lidze w passer rating, dziewiąty w QBR, czwarty w ANY/A. Jednak Saints to nie ta sama powietrzna nawała, do jakiej przywykliśmy. Brees gra nieco słabiej. Oczywiście w jego wypadku „nieco słabiej” to i tak poziom nieosiągalny dla większości QB w lidze. Jednak zdarza mu się kilka słabych rzutów na mecz, których nie oglądaliśmy wcześniej.

Ofensywa Saints, jak nigdy wcześniej, opiera się na RB. Niekoniecznie na grze biegowej. Po nieudanym eksperymencie z Adrianem Petersonem, backfield opanował duet Mark Ingram – Alvin Kamara. Biegają, blokują, łapią screeny. Full Service.

W niedzielę w Buffalo ci nowi Saints pokazali się w pełnej okazałości. Kamara i Ingram wybiegali 237 jarów i 4 TD. Biegowe TD dołożył nawet Brees. W pewnym momencie NO zagrali ponad 20 kolejnych biegów. Niemal każdy wchodził na ok. 10 jardów. Bills byli bezradni.

Oczywiście Saints nie pobiegaliby, gdyby nie Drew Brees. To zagrożenie z jego strony zapobiegło betonowaniu tackle boxa przez defensywę Buffalo. Zresztą WR Michael Thomas też zgromadził 100 jardów. Jednak tegoroczni Saints to wreszcie formuła odporna na słabszy dzień Breesa. QB Saints to jeden z najlepszych rozgrywających swojego pokolenia. Nigdy nie był na samym szczycie, nigdy nie został MVP. Ale jak mało kto zasłużył na drugi tytuł. W tym roku ma wreszcie szansę.

Kto może zagrozić „wielkiej czwórce”? Seahawks są zawsze niebezpieczni, jak długo mają zdrowego Russella Wilsona. Jednak bez jakiejkolwiek namiastki o-line muszą polegać na obronie, a ta straciła Richarda Shermana, który w czwartek przeciwko Cardinals zerwał ścięgno Achillesa. Pytanie czy z zapaleniem ścięgna powinien w ogóle grać w tym meczu.

Dallas Cowboys stracili na sześć meczów Ezekiela Elliotta. Jednak ważniejszą stratą okazał się LT Tyron Smith. Przeciwko Atlancie z lewej strony o-line Cowboys ziała dziura, w której szalał Adrian Clayborn. Clayborn powinien postawić piwo (albo cała skrzynkę) Smithowi, bo w kontrakcie ma bonus 750 tys. dolarów za osiem sacków w sezonie. W niedzielę zaliczył sześć. Jeśli Smith szybko nie wróci do zdrowia, Cowboys nie będą się liczyli. Prescott to dobry QB, ale nie ma magicznych zdolności Wilsona do gry bez o-line.

Carolina Panthers mają bilans znacznie lepszy niż gra. 7-3 trzyma ich w walce o dziką kartę, ale Cam Newton nie ma komu podawać, jego o-line jest podejrzanej jakości, więc i on gra w kratkę. Zaledwie w czterech meczach zdołał przekroczyć 200 jardów górą. Mogą wywalczyć miejsce w playoffach, ale za wiele tam nie zwojują.

 

Imperium kontratakuje?

Mile High Stadium było kryptonitem dla Supermana Brady’ego. Na tym stadionie zawsze grał słabo, a Pats mieli problemy, niezależnie od realnej siły Broncos. Dlatego manto, jakie w niedzielę na oczach całych Stanów zebrali u siebie Denver, jest dla wielu świadectwem tego, że Patriots wracają na właściwe tory. Nie tak prędko.

Nikt nie wątpi w możliwości ofensywy Patriots. Mimo 40 lat na karku Tom Brady jest w tej chwili najlepszym zdrowym QB w NFL. Mają bardzo szeroki backfield i dodali TE Martellusa Bennetta, co zwiększa głębię składu na skrzydłach. Jednak problemem była i jest defensywa.

W niedzielę obrona Patriots nie spisywała się najlepiej. W pierwszej kwarcie Emmanuel Sanders robił co chciał. Pass rush nie był w stanie wywrzeć presji na rozgrywającym. Gdyby w miejsce Brocka Osweilera Broncos mieli jakiegoś kompetentnego QB, mecz mógłby się skończyć gorzej dla ekipy Billa Belichicka. Broncos notowali 5,6 jarda na snap przy 5,9 jarda Pats. Denver lepiej biegali i byli skuteczniejsi w trzecich próbach.

Tak naprawdę mecz rozstrzygnęły special teams. Obrona NE traci w miarę niewiele punktów, bo dostaje najlepszą pozycję startową w NFL. Przeciwko najsłabszym w tym względzie Broncos ofensywy mają średnio nieco ponad 10 jardów mniej do przejścia Jednak w niedzielę ST Patriots osiągnęły znacznie więcej niż kilka-kilkanaście jardów różnicy na serię ofensywną.

Odzyskana piłka po nieudanym łapaniu puntu, 103-jardowy kickoff return na TD, zablokowany punt Broncos. To były kluczowe momenty, po których Broncos nie byli się w stanie podnieść. 21 punktów różnicy z 25, którymi skończył się mecz. Tak wybitny mecz special teams zdarza się niesłychanie rzadko. Znacznie częściej Malcolm Butler będzie gubił krycie, d-line miała problemy z naciskaniem na rozgrywającego, a po drugiej stronie zapewne pojawi się lepszy rozgrywający niż Osweiler.

Tom Brady i spółka mają bilans 7-2 i jeśli meteoryt nie zrówna z ziemią Gilette Stadium, to ponownie wygrają AFC East. Ale mówienie, że odzyskali mistrzowską formę wciąż jest na wyrost.

 

Wszystkomająca końcówka

Dramaturgią z końcówki meczu Jaguars – Chargers można spokojnie obdzielić całą kolejkę. A jednocześnie obie drużyny zrobiły co w ich mocy… by to spotkanie przegrać.

Jags rozgrywają jeden z najlepszych sezonów od lat. Ich obrona nie ma sobie równych. Obciążają ich głównie konserwatywny trener bez wyobraźni i katastrofalna ofensywa. Blake Bortles i spółka grają tak słabo, że zmuszają sztab szkoleniowy do podejmowania ryzyka:

Na dwie minuty przed końcem spotkania Chargers prowadzili 17:14. I wówczas, w pierwszej akcji po two minute warning, Blake Bortles rzucił INT. Jaguars mieli jeszcze trzy timeouty, więc wiadomo było, że odzyskają piłkę. Na szczęście Chargers postanowili uatrakcyjnić końcówkę i w pierwszej akcji… zgubili piłkę.

Naturalnie ofensywa Jaguars nie mogła skorzystać z prezentu ofensywy. Najpierw Marquise Lee nie złapał długiego podania do pola punktowego. Sędziowie rzucili flagę, w której można się było domyślać DPI. Więc Lee wykonał gesty w stronę rywala, za które zarobił 15-jardową karę. Tymczasem sędziowie po naradzie… oznajmili, że nie ma DPI. Tym sposobem 2&10 z 22 jarda stało się 3&25 z 37 jarda. Bortles, nie chcąc być gorszym od swojego recivera, rzucił kolejne INT.

Pamiętacie jak mówiłem o trzech timoutach? Jags dalej je mieli, więc odzyskali piłkę na 50 sekund przed końcem meczu. Oczywiście wydatnie pomogli im Chargers, którzy wykonali trzy przewidywalne biegi, zamiast próbować zdobyć pierwszą próbę kończącą mecz po jakiejś play action. No cóż, w NFL jeśli grasz, żeby nie przegrać, to zapewne nie wygrasz.

Tym razem spięcie w mózgu miał DE Chargers, Joey Bosa, który zarobił 15-jardową karę za kompletnie bezsensowny nieprzepisowy atak na rozgrywającego. Pozwoliło to Jags wejść w zasięg skutecznego FG, który wyegzekwował Josh Lambo, na początku sezonu zwolniony z… Chargers. Dogrywka.

W dogrywce piłkę dostali Jaguars, którzy w 8 akcjach zdobyli wszystkiego 24 jardy i puntowali z połowy boiska na 10 jard Chargers. W sytuacji 3&9 A.J. Bouye przechwycił podanie Philipa Riversa i prawie wrócił z nim na TD. Tyle że jego kolega z defensywy Aaron Colvin zarobił 15 jardów za prowokację, więc z pewnego FG zrobiło się kopnięcie nieco trudniejsze. Na szczęście dla Jacksonville Lambo dopełnił dzieła zemsty. Już dawno nie widziałem tak szczęśliwego kickera.

Ta końcówka była po prostu idealna: komedia omyłek i czystej głupoty po obu stronach, niesamowite zwroty akcji i kolejna łamiąca serce fanów porażka Chargers w samej końcówce. Nikt tak jak oni nie potrafi przegrywać zaciętych końcówek. Ale może gdyby choć raz spróbowali być agresywni, utrzymaliby przewagę do końca?

 

Tydzień w skrócie:

1. W barwach Patriots po półrocznej przerwie znów zagrał Martellus Bennett. TE został zwolniony z Green Bay Packers za „nieujawnienie problemu medycznego”. To upoważnia GB do odzyskania części wypłaconego mu signing bonusu. Sytuacja jest o tyle wątpliwa, że Bennett nie grał tydzień temu. Podobno po konsultacjach z niezależnymi lekarzami postanowił operować kontuzję ramienia, którą klubowy lekarz Packers ocenił jako „nadającą się do gry”. Operacja zakończyłaby sezon Bennetta. W odpowiedzi Packers go zwolnili. Bennett skarży się wszem i wobec na Packers, ale przeciwko Broncos zagrał, czyli jakby… przyznał rację GB? Wiele wskazuje na to, że Bennett po prostu chciał się wynieść z klubu po kontuzji Arona Rodgersa. Moim zdaniem wina leży tu po stronie zawodnika, co rzadko się zdarza w NFL, gdzie zawodnicy traktowani są jak niewolnicza siła robocza i jeśli ktoś zachowuje się nie w porządku, to raczej jest to klub.

2. Z notatnika statystyka:

  • Eli Manning zaliczył 208 start z rzędu. Wyrównał tym samym osiągnięcie swojego brata Peytona. Z rozgrywających dłuższą serię startów miał tylko Brett Favre
  • Matt Ryan przekroczył 40 tys. jardów podaniowych w karierze. Jest 19. zawodnikiem w historii NFL z tym osiągnięciem. Z tego grona Ryan potrzebował najmniej meczów na dotarcie do tego progu
  • Philip Rivers ma na koncie 4 tys. celnych podań w karierze. To ósmy taki przypadek w historii NFL.
  • Larry Fitzgerald to szósty zawodnik w historii NFL, który zebrał 15 tys. jardów po złapanych podaniach.

3. Para efektownych chwytów:

4. Pierwsze zwycięstwo w tym sezonie odnieśli San Francisco 49ers, którzy pokonali New York Giants. Obie drużyny poważnie zaangażowały się w walkę o #1 w drafcie, ale na tym polu wciąż bezkonkurencyjni są Cleveland Browns. Ci długo trzymali się w meczu przeciwko Detroit Lions, ale jak długo trener Hue Jackson ordynuje QB sneak z odległości 2,5 jarda na 15 sek. przed końcem połowy bez przerw na żądanie, tak długo ich #1 jest bezpieczny.

NFL, tydzień 9: Idzie młodość

Od lat kibice, dziennikarze i wszyscy związani z NFL zachodzą w głowę jak to możliwe, że w kraju, w którym żyje ponad 320 mln ludzi nie sposób znaleźć 32 dobrych quarterbacków. Przecież to tylko jeden na 10 mln! W kraju, który ma fenomenalny system szkolenia sportowego, najlepszy w krajach demokratycznych i jeden z najlepszych na świecie.

Tylko czy to aby na pewno wina młodych quarterbacków?

W ten weekend dwie drużyny zdobyły ponad 50 punktów w meczu. To wcale nie takie częste, przez cały sezon 2016 nie mieliśmy ani jednego takiego przypadku. W tym już cztery, z czego dwa w niedzielę. A z tych czterech za trzy odpowiedzialni są rozgrywający w ciągu swoich dwóch pierwszych lat w lidze: Deshaun Watson, Carson Wentz i Jared Goff. Czy to faktycznie takie samorodne talenty, które nagle zalały NFL?

Obawiam się, że nie. A brak rozgrywających to w dużej mierze wina złego procesu skautingu i pracy trenerów.

Od lat skauci szukają trenerom „prototypowego passera”. Musi mieć 190 cm, ważyć 100 kg (same mięśnie oczywiście) i do tego być typowym quarterbackiem mieszkającym w kieszeni i potrafiącym wykonać „każdy rzut w playbooku” swoim „armatnim” lub „rakietowym ramieniem”. Nie żartuję, to są prawdziwe sformułowania używane przez skautów i szkoleniowców.

Co więcej taki „prototypowy passer” powinien grać w ofensywie jak najbardziej przypominającej to, co grają drużyny NFL. Czyli ustawiać się za centrem, dobra praca nóg, progresja podaniowa, nie biegać. A do tego, nie wiedzieć czemu skoro nie biega, ma być dobrym atletą.

No i w efekcie skauci rozpływają się nad zawodnikami typu Christian Ponder, Blaine Gabbert, Blake Bortles, EJ Manuel, Jake Locker i tym podobni. Z kolei odrzutami stali się „mało atletyczni” Tom Brady i Tony Romo, czy „za niscy” Russell Wilson, Drew Brees i Dak Prescott.

Zwróćcie uwagę co łączy rozgrywających z tej drugiej grupy: trafiali do dobrych organizacji z solidnym wsparciem, gdzie mogli się rozwijać (może z wyjątkiem Breesa, ale on był wybrany zdecydowanie najwyżej z tej grupy). Najbardziej symptomatyczne są dla mnie przypadki Brady’ego i Wilsona. Obaj stanęli na czele drużyn z rewelacyjną obroną, dominującą grą biegową i ich zadaniem było „po pierwsze nie zepsuć”. Dopiero stopniowo zaczęli grać pierwsze skrzypce. Wilson ok. sezonu 2015, Brady w 2007.

Za „czasów” Brady’ego do NFL trafiło dużo obiecujących, młodych QB. Logika draftu jest nieubłagana: ci najbardziej obiecujący trafiali do słabych organizacji, gdzie dostawali się w ręce trenerów nieudaczników bez ochrony o-line, wsparcia gry biegowej, dobrych reciverów i jakiejkolwiek defensywy.

Od 1999 r. Cleveland Browns wybrali w drafcie 10 quarterbacków. Wydawałoby się, że trafią jednego dobrego, choćby przypadkiem. Tim Couch, #1 draftu 1999, podał na 64 TD i 67 INT przy passer ratingu 75,1 i skuteczności poniżej 60%. Tyle że przez większość swojej kariery zbierał koszmarny łomot za dziurawą linią ofensywną i walczył z masą urazów. Brady Quinn, Colt McCoy i Brandon Weeden mieli za sobą świetne kariery uniwersyteckie. Naprawdę żaden nie nadawał się na rozgrywającego w NFL?

David Carr, #1 draftu 2002, stał się symbolem tego, jak można zniszczyć utalentowanego QB. Za dziurawą linią Texans w swoim debiutanckim sezonie został zsackowany 76 razy! Nabawił się takiej masy fatalnych nawyków, że nie miał szans na dobrą karierę. Stał się synonimem zmarnowanego wyboru w drafcie, a jego brat Derek (rozgrywający Raiders) został wybrany niżej niż by wskazywały jego możliwości, bo wszyscy mieli w pamięci Davida.

Ile zależy od rozgrywającego, a ile od jego otoczenia w pierwszych latach kariery? Tego w pełni nigdy nie stwierdzimy. To dyskusja podobna do „ile zależy od genów, a ile od wychowania” w psychologii. Jednak znajdziemy sporo przypadków, które pokazują, że „wychowanie” rozgrywającego jest nie mniej ważne, jeśli nie ważniejsze od „genów”.

Są tacy, którzy będą błyszczeli nawet w najgorszych warunkach. Taki był Peyton Manning, który od początku musiał nieść na barkach cała drużynę Colts i z tego powodu osiągnął mniej, niż mógłby w lepszej organizacji. Taki jest jego następca Andrew Luck, którego zdrowiem Colts szafowali tak swobodnie, że nie gra od roku, nie zagra w tym sezonie, a jest ryzyko, że nie zagra już w ogóle. Taki jest Cam Newton czy Aaron Rodgers.

Ale czy Brady, Prescott, Wilson, Eli Manning, Matt Ryan i Andy Dalton byliby w NFL, gdyby w drafcie wybrali ich Cleveland Browns?

Gdyby Couch i David Carr trafili za lepszą linię ofensywną może mieliby na koncie więcej sezonów i jakieś pierścienie?

W tej dyskusji ostatnio mamy dwa ciekawe przypadki. Pierwszym jest Alex Smith. #1 draftu 2005, którego San Francisco 49ers przedłożyli nad Aarona Rodgersa. W 49ers Smith wyrobił sobie przez lata opinię kompletnego nieudacznika, jednej z najgorszych klap draftowych w historii NFL. W dysfunkcyjnej organizacji ze zmieniającym się jak w kalejdoskopie systemem ofensywnym Smith nie dawał rady.

Aż nastał Jim Harbaugh i nagle Smith okazał się solidnym QB, zdolnym poprowadzić drużynę do NFC Championship Game. Obecnie z sukcesami gra w Kansas City, na tyle dobrze, że co niektórzy poważnie, choć mocno na wyrost, uważają go za kandydata do MVP. Kluczem stało się zrozumienie wad i zalet Smitha i dopasowanie pod nie systemu.

W SF, a jeszcze bardziej w KC Smith dostał uproszczoną ofensywę, opartą na unikaniu ryzyka. To idealne dla rozgrywającego, który słabo działa pod presją w kieszeni, ale za to jak mało kto potrafi unikać strat. Do tego dobrze przemyślane dalekie piłki, wykorzystujące mocne ramię Smitha i opcje, wykorzystujące jego atletyzm. Bez klasycznych dropbacków, skomplikowanych progresji, nawigacji w kieszeni i trafiania ciasnych okienek podaniowych. Smith to nie Brady, a Jim Harbaugh i Andy Reid to rozumieją.

Drugi przypadek to Jared Goff. #1 draftu 2016 w zeszłym roku zaliczył jeden z najgorszych sezonów debiutancki na swojej pozycji po 1970 r. (ponad 200 podań w sezonie). Serio. Pro Football Reference oblicza część statystyk jako „indeks”, czyli w stosunku do średniej z danego roku, gdzie 100 to średni wskaźnik ligowy z danego sezonu. To pozwala na porównania między tak różnymi erami futbolu jak lata 70-te i XXI wiek.

Passer rating: 94 miejsce na 98 notowanych QB (wartość: 65, czyli 65% zeszłorocznej ligowej średniej; dla pociechy: tuż za nim jest Hall of Famer Terry Bradshaw). Przytaczany wcześniej Tim Couch jest 28. a David Carr 78.

ANY/A (trochę inna wersja passer rating): 98 miejsce na 98 QB (54).

Skuteczność podań: 90 miejsce na 98 (69).

W tym roku? Dziewiąte miejsce w lidze w passer rating. Drugie w ANY/A. Siódme w TD%, dziesiąte w INT%. Nagle z najsłabszego w historii staje się rozgrywającym z pierwszej dziesiątki, przynajmniej statystycznie. Co się stało?

Sean McVay. Zaledwie 31-letni szkoleniowiec objął dowództwo w LA Rams i kompletnie odmienił tę drużynę. Podobnie jak Harbaugh i Reid rozumie ograniczenia swojego QB. Rams wzmocnili o-line o Andrew Whitwortha (najlepszy zakup na wolnym rynku w tym roku w NFL), a katastrofalne pomysły sztabu Jeffa Fishera zastąpiły świeże idee McVaya. Rams grają dużo opcji, RPO (read-pass option), play action, sweepów i podobnych zagrywek, gdzie kluczem jest zmylenie przeciwnika co do kierunku, w którym zmierza piłka. Goff ma znacznie prostsze klucze w czytaniu defensywy. Gra zamiast się zastanawiać. Jego reakcje przyspieszyły, więc nie bierze sacków w tak katastrofalnym tempie. Z każdym meczem staje się bardziej pewny siebie, lepiej egzekwuje ofensywę, lepiej czyta grę i można mu powierzać bardziej skomplikowane zadania.

Podobny proces, choć nie do takiego ekstremum, obserwujemy w Philadelphii. Carson Wentz miał obiecujący początek debiutanckiego sezonu, ale potem było słabiej. Pogorszyła się gra o-line, Wentz był pod większą presją, zaczął nabierać złych nawyków, jego praca nóg kompletnie się rozsypała. Był na najlepszej drodze, by dołączyć do Coucha i Davida Carra.

Tyle że Doug Pedersen okazał się dobrym szkoleniowcem. W tym roku zmienił ofensywę, by jak najbardziej pomóc swojemu młodemu QB

To co grają Eagles w dużej mierze przypomina tegoroczną grę Chiefs i Rams.

Trenerzy narzekają, że na uczelniach nie gra się już „pro ofensywy” i dostają rozgrywających zupełnie nieprzygotowanych. A przecież „opcja nie działa w NFL” i „nie da się grać schematów uniwersyteckich u profesjonalistów”. Tyle że na takich schematach swoją ofensywę w dużej mierze opierają zespoły z bilansami nr 1, 6 i 7 w NFL.

Nie chcę przez to mówić, że kluby NFL powinny grać schematami NCAA. W NFL każda przewidywalność jest zła. Wiele wskazuje, że ofensywa Chiefs jest za prosta i została rozgryziona. Obrona Cowboys, która nie należy do najlepszych, w niedzielę momentami dominowała. Ale jeśli trenerzy chcą mieć sukcesy i solidnych rozgrywających, nie mogą rzucać swoich młodych QB pod pociąg. Wymaganie od nich, by prowadzili zupełnie odmienną ofensywę przypomina wymaganie od wirtuoza gitary, by zagrał koncert na pianinie. Niby dwa instrumenty strunowe, ale nie da się tak po prostu przesiąść z jednego na drugie, niezależnie od talentu.

Mówienie, że „młodzi QB się nie nadają” zamiast szukania systemu, który pozwoli im płynnie przejść do NFL, to lenistwo intelektualne konserwatywnych szkoleniowców. Nie wiem jakie losy czekają Wentza i Goffa. Może się okazać, że to gorąca seria, która wkrótce się skończy, niczym 27-2 Nicka Folesa albo playoffy 2012 Joego Flacco. Może, niczym Alex Smith, staną się solidnymi rozgrywającymi klasy średniej. A być może wyrosną z nich zawodnicy na miarę Russella Wilsona (prędzej z Wentza niż z Goffa, ale kto wie).

Odchodzące pokolenia Manninga, Brady’ego i Breesa będzie miało następców. Pytanie tylko ilu potencjalnych gwiazdorów zmarnowało się u trenerów-nieudaczników? Gdyby w 2000 r. Browns z #183 w drafcie wybrali Toma Brady’ego, ten pewnie sprzedawałby dziś ubezpieczenia i na pewno nie fotografowałby takich widoków.

 

Tydzień w skrócie:

1. Jakiś ten środek sezonu niezbyt ciekawy. Na szczęście mamy dzielnych zawodników, którzy postanowili przenieść do NFL pewne zwyczaje z NHL. Zaczął A.J. Green chwytem, którego nie powstydziłaby się Ronda Rousey (czy kto tam teraz w zapasach z MMA najlepszy)

Pozazdrościł mu Mike Evans

Mike Evans został zawieszony na jeden mecz. Pytanie czemu nie został zawieszony Jameis Winston, który sprowokował całe starcie, choć nie powinno go być na boisku (został ściągnięty ze względu na kontuzję).

A.J. Greenowi się upiekło. NFL uznała, że wyrzucenie z meczu przeciwko Jaguars wystarczyło.

2. W poprzedni czwartek na treningu więzadło ACL zerwał Deshaun Watson, rookie QB Texans i trzeci ze wspomnianych na wstępie młodych QB z dorobkiem 50+ punktów w meczu w tym sezonie. Dla elektryzującego Watsona to niestety koniec sezonu. Z dobrych wieści: rezonans nie wykazał innych uszkodzeń niż zerwany ACL, więc jest szansa, że Watson będzie gotowy na wrzesień.

3. Z notatnika statystyka:

  • Oakland Raiders pobili rekord NFL. Serio. Są pierwszą drużyną w historii, która nie zaliczyła ani jednego przechwytu w pierwszych dziewięciu meczach sezonu.
  • Larry Fitzgerald jest już szósty na liście zawodników z największą liczbą rec yds w karierze. Do piątego Tony’ego Gonzaleza brakuje 174 jardów.
  • Eli Manning został siódmym QB w historii, który podał w karierze na ponad 50 tys. jardów w sezonie zasadniczym (pozostali: P. Manning, Favre, Brees, Brady, Marino, Elway). Do przeskoczenia Elwaya na liście wszechczasów Eli potrzebuje 1441 jardów. Z tegoroczną ofensywą NYG może być ciężko.
  • Adam Vinatieri został drugim najlepiej punktującym zawodnikiem w historii NFL. Do pierwszego miejsca brakuje mu 102 punktów. W tym roku raczej tego nie osiągnie, ale jeśli zostanie na sezon 2018 powinien wysunąć się na czoło.

4. Niespodziewanie ciekawie jest w NFC South. Saints mają ponadprzeciętną defensywę, co oznacza playoffy, a może coś więcej. Za ich plecami ważny mecz wygrali Carolina Panthers, którzy pokonali Atlantę. Cam Newton usiłował brać przykład z Michaela Jordana.

5. Minnesota Vikings są na najlepszej drodze do wygrania dywizji. Tyle że wciąż kiepsko wygląda ich sytuacja na rozegraniu. Na liście kontuzjowanych wylądował Sam Bradford. Do aktywnego składu po półtorarocznej przerwie spowodowanej koszmarną kontuzją wraca Teddy Bridgewater. Nie wiadomo było, czy Bridgewater w ogóle zagra jeszcze w futbol, więc to dobre wieści, ale w jakiej będzie formie trudno przewidzieć. Trzymam kciuki, by młody jeszcze pograł.

6. W Miami przydałby się ktoś pokazujący kierunek biegu, jak w „Forreście Gumpie”

7. Ten pan rzucony na ziemię jak szmaciana lalka to Von Miller

8. „Bierz to i niech ciebie zabiją”. W sumie racja. Połamany Cousins na pewno nie podpisze umowy na 30 mln dolarów.

9. LA Rams zdobyli TD w sytuacji 3&33. Ostatnia konwersja 3&30+ miała miejsce w 1999 r. Trzeba jednak powiedzieć, że ta akcja więcej mówi o stanie Giants niż Rams

10. Marshall Newhouse popisał się rzadkim wyczynem. Dopuścił do sacka i zaliczył fumble w tej samej akcji. Nie wiem czy komuś w historii NFL się to udało

 

NFL, tydzień 8: Pojedynek młodych rozgrywających

W lidze, w której największymi gwiazdami są faceci po trzydziestce, naprzeciw siebie stanęli rozgrywający w wieku 28 i 22 lat. Stoczyli fenomenalny pojedynek. Najlepszy w tym roku i jeden z najlepszych w ostatnich latach. I gdyby nie konserwatyzm trenera, to młodszy z tej dwójki wyszedłby z tego zwycięsko.

Jesteśmy niemal na półmetku sezonu, więc w dzisiejszym podsumowaniu tygodnia przyjrzę się przekrojowo całej lidze. Zastanowię się kto jest faworytem poszczególnych dywizji i całej ligi. Omówię zaskakująco ciekawy trade deadline. Ale zaczniemy od rewelacyjnego meczu, który rozegrali Seattle Seahawks i Houston Texans.

 

Od 1970 r. mieliśmy w NFL czternaście meczów, w których obaj rozgrywający podali na ponad 400 jardów.

988 jardów, 79 punktów, 46 pierwszych prób i cztery zmiany prowadzenia w czwartej kwarcie. Po takim widowisku aż szkoda, że ktoś musiał przegrać.

Uwaga mediów skupia się przede wszystkim na Deshaunie Watsonie. #12 tegorocznego draftu raz po raz udowadnia, że NFL to nie są dla niego zbyt wysokie progi. W niedzielę grał absolutnie bez kompleksów przeciwko jednej z najlepszych defensyw ostatnich lat. Były lepsze i gorsze chwile.

Te gorsze to dwa fatalne podania, typowe błędy debiutanta, które wpadły w ręce obrońców Seahawks. Te lepsze to kapitalne, dalekie podania do Willa Fullera i kilka niezłych podań do DeAndre Hopkinsa. Watson to zagrożenie nie tylko górą. Do 402 jardów podaniowych dołożył 67 jardów po ziemi. Texans wkomponowali w swój playbook część zagrywek uczelni Clemson i polegają mocno na zwodach, play action i różnych formach opcji. Samo zagrożenie biegiem ze strony Watsona wystarczy, żeby spowolnić pass rush i dać szansę nierównej o-line.

Watson ma też do dyspozycji kolosalny atut w postaci DeAndre Hopkinsa. W niedzielę Hopkins łapał nieprawdopodobne rzeczy. Kilka chwytów to były rzuty 50/50, a jednak WR Texans wychodził zwycięsko z batalii, nawet z Richardem Shermanem. 224 jardy w 8 złapanych piłkach. W tym 72-jardowe przyłożenie po screenie, w którym Hopkins kompletnie ośmieszył obronę Seattle.

Watson bez wątpienia jest najlepszym rozgrywającym jakim dysponują Texans. To jeszcze nie jest skończony produkt, a jego statystyki napędza niezwykle wysoki procent podań na przyłożenie. W tym sezonie reciverzy Watsona zamieniają na TD aż 9,3% jego podań. We współczesnej NFL (po 1970 r.) to byłby drugi najlepszy wynik po 9,9% Peytona Manninga w 2004 r. Jest to wynik taktyki Texans, którzy grają dużo dalekich piłek po play action, ale czy na dłuższą metę taki współczynnik jest nie do utrzymania. Watson będzie musiał budować dłuższe serie, unikać lekkomyślnych rzutów i zacząć lepiej czytać grę. Ale potencjał ma niezaprzeczalny.

W AFC w tym roku jest ciasno, tymczasem Bill O’Brien kosztował swoją drużynę już przynajmniej dwa zwycięstwa przez wątpliwe, konserwatywne decyzje.

Zacznijmy od pierwszej. Kto przy zdrowych zmysłach uwierzy, że Tom Savage jest lepszy od Watsona? Zwłaszcza jeśli oglądał obu przez cały offseason. Wybór weterana to pierwsza z tych decyzji.

Druga decyzja. W trzeciej kolejce Texans prowadzili na Foxborough dwoma punktami i mieli 4&1 na 18 jardzie Patriots. Pierwsza próba dawałaby Houston zwycięstwo. O’Brien kopał i Tom Brady miał wystarczająco dużo czasu, by poprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa.

W niedzielę O’Brien puntował przy 4&2 na własnym 28 jardzie. Samo w sobie nic złego. Ale tu też pierwsza próba kończyłaby mecz, a Texans, zamiast złożyć mecz w ręce Watsona, zagrali trzy konserwatywne biegi przeciwko ośmioosobowemu frontowi Seattle. Sto sekund to było aż nadto, by Russell Wilson rozstrzygnął rywalizację.

O’Brien ma na koncie sporo wątpliwych decyzji. „Własnoręcznie” wybrał Brocka Osweielera, który sprawił, że nawet Hopkins wyglądał jak zwyczajny reciver. Prowadzi mecze, jakby wciąż miał elitarną obronę z JJ Wattem, a nie dynamiczną ofensywę z młodym rozgrywającym i rozbitą kontuzjami defensywę. W efekcie Texans mają bilans 3-4, a nie 5-2. To różnica między pierwszym i trzecim miejscem w ciasnej AFC South.

Konserwatyzm O’Briena był tym dziwniejszy, że Russell Wilson demolował jego obronę dalekimi piłkami. Tegoroczni Seahawks to frustrująca drużyna. Dobra obrona, choć nie tak dobra jak w latach 2013-14. Ciekawy korpus reciverów. I genialny rozgrywający, który rzeczy niemożliwe robi od ręki, a cuda w czwartej kwarcie.

Seattle mają masę drogich weteranów. Na czymś trzeba oszczędzać i tym czymś jest linia ofensywna. Nie żeby Seahawks w ogóle w nią nie inwestowali. W ostatnich trzech draftach wzięli pięciu liniowych w czterech pierwszych rundach. Ale te wybory w większości nie wypaliły, więc trzeba łatać linię wymianą za niezadowolonego Duane Browna (więcej o tym za chwilę). W tym szaleństwie jest metoda, jeśli ma się jednego z najbardziej mobilnych QB w lidze. Tyle że ten QB już w zeszłym roku zrobił sobie krzywdę, a w tym zbiera solidny łomot i pokazuje, że jest prawdziwym twardzielem.

Wilson nie ma ochrony, nie ma jakiejkolwiek gry po ziemi, a jednak potrafi wyczarować ofensywę. Jak mało kto w lidze potrafi wykonać piękne, 60-jardowe podanie w momencie uderzenia przez szarżującego nosorożca liniowego. Jego dalekie piłki dziurawiły obronę Texans, a ostatnia seria to była maestria. Trzy podania, 80 jardów.

Ostatnie podanie to dowód na ogromną dojrzałość Wilsona. Po dalekiej piłce Seahawks mieli pierwszą próbę na 18 jardzie rywala na trochę ponad 30 s. przed końcem meczu. Większość zespołów rzuciłaby piłką o ziemię, by zatrzymać zegar i spokojnie ustawić akcję. Wilson widział, że obrona rywali jest zmęczona i zagubiona. Błyskawicznie zasygnalizował zagrywkę, snap, podanie, TD. Koniec. Piąta wygrana w sezonie.

Kariera Wilsona przypomina nieco historię Toma Brady’ego. Zaczynał jako game manager ze świetną obroną i dominującą grą biegową, ale kiedy wziął ciężar gry na swoje barki, trudno odmówić mu wyjątkowej klasy.

 

Weekend transferów

Salary cap i niegwarantowane umowy sprawiają, że rzadko dochodzi w NFL do ciekawych wymian. Głównie sprowadza się to do wymian w dniu draftu pick za pick albo transferów typu „czwarty reciver za warunkowy pick w siódmej rundzie”. Jednak tuż przed tegorocznym moratorium na wymiany doczekaliśmy się kilku bardzo ciekawych transakcji.

Do SF: QB Jimmy Garoppolo
Do NE: Wybór w 2. rundzie draftu 2018

Analiza: Patriots muszą być pewni, że Brady pociągnie jeszcze minimum dwa lata. Po sezonie musieliby nałożyć na Garoppolo franchise tag (co byłoby trudne z powodu ograniczeń salary cap) lub pogodzić się z wyborem kompensacyjnym w 3. rundzie 2019. Natomiast na pewno nie widzą go jako potencjalnego następcy Brady’ego. Z kolei 49ers mają jednego z najciekawszych QB na rynku do wyłącznej dyspozycji na pół roku. Jeśli się nie sprawdzi, mogą go bez żalu pożegnać i zacząć rozmawiać z Cousinsem. Jeśli się sprawdzi, to pick z drugiej rundy, nawet #33 czy #34, to niewielka cena. Czy się sprawdzi? Pojęcia nie mam. Trudno oceniać QB, który w karierze wykonał 67 podań. Cieszą się też w Waszyngtonie. Właśnie wolny rynek stał się mniej atrakcyjny dla Kirka Cousinsa.

 

Do JAX: DT Marcell Dareus
Do BUF: Wybór w 6. rundzie draftu 2018

Analiza: Bills chcieli się pozbyć Dareusa, który grał piąte skrzypce w ich mocno poprawionej defensywie. Nie mogli go uciąć, bo miał gwarantowane pieniądze na ten i następny rok. Z ich perspektywy już samo zdjęcie pensji chimeryczngo liniowego z salary cap to plus. A wybór to dodatkowy, na pewno miły bonus. Jaguars mają masę miejsca pod czapką i relatywnie słabą defensywę biegową. Jeśli Dareus zatka dziurę w obronie biegowej, to ta formacja może zanieść Bortlesa do playoffów.

 

Do SEA: OT Duane Brown
Do HOU: CB Jeremy Lane, wybór w 5. rundzie draftu 2018, wybór w 2. rundzie draftu 2019

Analiza: W zaskakująco wyrównanej NFL 2017 Seahawks mogą być faktycznie o nieco lepszą o-line od walki o najwyższe cele. Tylko czy nie przepłacili? Brown był niezadowolony ze swojego kontraktu w Houston, więc Texans i tak chcieli się go pozbyć. W tej sytuacji oddawanie dwóch picków (w tym 2. rundy!) i trzeciego-czwartego cornerbacka to dość wysoka cena. Tę wymianę zdecydowanie wygrali w Houston.

 

Do PHI: RB Jay Ajayi
Do MIA: Wybór w 4. rundzie draftu 2018

Analiza: Dziwny ruch ze strony Eagles. Pozyskują zawodnika z poważnymi znakami zapytania w kwestii zdrowia i charakteru, który stylem gry przypomina LeGarette Blounta. Tyle że Blount w tym roku w barwach Eagles osiąga 4,7 jarda/próbę, Ajayi w Miami miał 3,4. Co prawda cena nie jest zbyt wysoka, więc jeśli nie wypali można się z nim pożegnać bez żalu. A jeśli Ajayi „odpali” w kilku meczach, jak w zeszłym roku, to może być nawet niezły pomysł. Niemniej spore ryzyko. Z kolei Dolphins pozbyli się problemu i dostali coś jeszcze w zamian.

NFL na półmetku sezonu 2017

AFC East

Na wschodzie bez zmian, chciałoby się powiedzieć, bo prowadzą Patriots. Ale to Patriots, których ciągnie fenomenalny Brady, pokonujący przeciwności losu w postaci plagi kontuzji i fatalnej defensywy. Na karku siedzą im Bills – jedna z sensacji tego sezonu. Jedna z najlepszych defensyw w lidze i Tyrod Taylor tworzą mieszankę, która może zakończyć najdłuższą aktywną serię bez playoffów w amerykańskim sporcie. Miami na plusie, ale to nie znaczy, że są dobrzy. W czwartek przegrali 0:40 z Ravens. I na końcu Jets, którzy grają nawet nieźle, ale, jak to Jets, znajdują coraz bardziej absurdalne sposoby na przegraną. W niedzielę był to falstart, który spowodował zdjęcie z zegara ostatnich sekund meczu.

 

AFC North

Czy Pittsburgh Steelers to najlepsza drużyna NFL? Na pewno najbardziej zbilansowana i jedyna, gdzie ofensywa i defensywa należą do ligowej czołówki. Młoda obrona nadrabia tam, gdzie starzejący się Ben Roethlisberger nie daje rady. I jeszcze ten fantastyczny Le’Veon Bell. Baltimore Ravens mają czołową defensywę NFL, ale są związani fatalnym kontraktem z rozgrywającym, który od pięciu lat nie potrafi znaleźć formy. Bengals są tak nierówni jak ich rozgrywający, a Browns przegrali wszystkie mecze i rekordową serię Joe Thomasa.

 

AFC South

Zaskakująco ciekawa i wyrównana. Titans wyglądają słabo, ale na razie więcej wygrywają niż przegrywają. W Jacksonville najlepsza obrona w lidze próbuje utrzymać w grze Blake’a Bortlesa. O sytuacji Texans pisałem wyżej, a Cots bez Andrew Lucka to materiał na najsłabszą drużynę NFL. Ich jedyne zwycięstwa to zacięte potyczki z Browns i 49ers.

 

AFC West

Miało być ciekawie i wyrównanie. Tymczasem dominują Chiefs z sensacyjnym debiutantem Kareemem Huntem i Travisem Kelce na czele. Broncos to solidna obrona i katastrofa w ofensywie. Chargers dysponują fantastycznym pass rushem, ale Philip Rivers przegrywa batalię z Ojczulkiem Czasem. Raiders mieli znów być wielcy, tymczasem zawodzą na każdej linii. Zwłaszcza na linii ofensywnej.

 

NFC East

Czy ktoś będzie w stanie zatrzymać Eagles w drodze do Super Bowl? Dużo jeszcze grania przed nami, ale Orły to jedyna drużyna w NFC, która nie ma wielkich, ziejących słabości. Wręcz przeciwnie, to ekipa solidna w każdym aspekcie gry, która udowodniła, że potrafi wygrywać z trudnymi rywalami. Cowboys grają słabo niż przed rokiem, a nad Ezekielem Elliottem niczym miecz Damoklesa wisi sześciomeczowe zawieszenie, ale wciąż liczą się walce o playoffy. Redskins grają nawet nieźle, ale bilans 0-3 w ramach dywizji sprawia, że playoffy są dość odległe. Linia ofensywna stanowiła zgubę Giants nawet przed plagą kontuzji w ich korpusie reciverów. Teraz mogą myśleć tylko o sezonie 2018.

 

NFC North

Defensywa Vikings zapewniła im prowadzenie w dywizji na półmetku rozgrywek i raczej nikt im nie zagrozi. Solidni reciverzy sprawiają, że nawet Case Keenum wygląda na kompetentnego QB, a w perspektywie jest powrót Teddy’ego Bridgewatera. Tylko katastrofa może im odebrać dywizję. Katastrofa to najlepsze słowo na określenie Packers. Bez Aarona Rodgersa nie stanowią zagrożenia dla nikogo z aspiracjami na postseason. Detroit Lions wyczerpali całą manę na wcześniejsze comebacki i nagle okazują się dość przeciętną drużyną. Bears dysponują solidną obroną i rozgrywającym, któremu trener nie pozwala za często rzucać. Jak pokazał niedzielny mecz przeciwko Saints – nie bez powodu.

 

NFC South

Odkąd Drew Brees gra w Saints wystarczy wyposażyć go w choćby przeciętną obronę, by dostarczył playoffy. W tym roku jest ponadprzeciętna i nadrabia nawet nieco słabszą grę Breesa. Panthers są niebezpieczni, frustrujący i nierówni, zupełnie jak ich quarterback. Falcons cierpią na postsuperbowlowego kaca, choć głównym problemem nie jest brak mistrzostwa, a brak koordynatora ofensywy. Tampa Bay mieli zrobić postęp, a skończyło się na regresie. Klątwa „Hard Knocks” działa.

 

NFC West

Seahawks to tacy Patriots NFC. Jak by źle nie szło, znajdą sposób na wygraną. Póki Earl Thomas i Russell Wilson są w jednym kawałku, mogą wygrać z każdym. Sean McVay to mój kandydat na trenera roku. Z najgorszego debiutanta w historii NFL zrobił solidnego rozgrywającego, a z drużyny „7-9” prawdziwego contendera. Po raz pierwszy od lat Rams grają futbol skuteczny i przyjemny dla oka. Cardinals mają bilans znacznie lepszy niż grę. Bez Carsona Palmera nie mają szans na playoffy i powinni zacząć myśleć o sezonie 2018. Pytanie czy będzie w nim miejsce dla Palmera, Larry’ego Fitzgeralda i trenera Ariansa. 49ers toczą zażarty bój z Browns o #1 w drafcie 2018. Na ich niekorzyść będzie działał łatwiejszy kalendarz.

 

Tydzień w skrócie:

1. Widzieliście kiedyś safety na punt returnerze? Bo ja w niedzielę zobaczyłem je po raz pierwszy. Special teams  dały NE zastrzyk energii w dniu kiedy Gostkowski pudłował z pola, a Gronkowski upuszczał podania. To wystarczyło do wygranej z Chargers.

2. Z notatnika statystyka

3. Kontuzje niestety nie odpuszczają. Tym razem Zach Miller z Chicago odniósł bardzo poważną kontuzję kolana, przy której doszło do uszkodzenia naczyń krwionośnych. Szybka operacja uratowała nogę, pod znakiem zapytania stoi dalsza kariera Millera.

4. W tym tygodniu aż sześć drużyn miało bye week. W efekcie mieliśmy dość nudną kolejkę, którą osłodził pojedynek Watsona z Wilsonem.

5. Mam wrażenie, że 49ers nie do końca grają na maksa. Biedny Garoppolo

The 49ers offensive line play is TOP NOTCH

Opublikowany przez NFL Memes na 30 października 2017