NFL, tydzień 2: Człowiek z żelaza

Dziesięć tysięcy snapów z rzędu. Dziesięć tysięcy. Dziesięć tysięcy akcji przez ponad dziesięć sezonów. Non stop. Bez schodzenia nawet na moment. Historia Joe Thomasa to opowieść o jednym z najlepszych zawodników naszych czasów, który ma pecha grać w najgorszym klubie naszych czasów.

W dzisiejszym podsumowaniu tygodnia przyjrzymy się rewanżowi za zeszłoroczny finał NFC, laniu, które Kowboje dostali w Denver, meczu o ogromnym znaczeniu dla układu playoffów, a także garści rekordów i kontuzji. Zastanowimy się również, czy już czas na panikę w Nowym Jorku. Zaczynamy jednak od prawdziwego NFL-owego Człowieka z Żelaza.

 

Najlepszy liniowy swojej generacji

Pięć lat po zakończeniu kariery Joe Thomas zasiądzie w Galerii Sław NFL. Nawet gdyby karierę miał zakończyć jutro, to zapracował na to solidnie.

Trudno ogarnąć umysłem jak trudno było dotrzeć do 10 tys. snapów z rzędu. Nikomu innemu w historii NFL się to nie udało. Nawet quarterbackom, z którymi wszyscy obchodzą się jak z jajkiem. A tym bardziej liniowemu, który co akcję zderza się z atletycznymi, 150-kilowymi rywalami.

Przecież wystarczyłby drobiazg. Pęknięty but. Rozcięcie skóry na łokciu. Trener, który chce oszczędzić ikonę klubu podczas blowoutu. Grał mimo naderwań ścięgien i skręconych kostek. Gdy w październiku 2014 r. trener postanowił go oszczędzać w końcówce meczu, wyrzucił zmiennika z boiska. Już wtedy wiedział, że jego seria jest czymś niezwykłym.

Nie opuścił snapu od pierwszego meczu w NFL w 2007 r. Trafił do ligi z #3 w drafcie. Jak potoczyłyby się jego losy, gdyby Radiers z #1 sięgnęli właśnie po niego, a nie po jeden z największych bustów w historii draftów NFL? Utknął w Cleveland, gdzie od początku kariery ochraniał już 19 różnych starterów na rozegraniu. A każdy z nich ma unikalny styl, swój sposób poruszania się, który determinuje grę liniowych.

Mimo skrajnie niekorzystnych warunków Thomas co roku powoływany był do Pro Bowl. Siedmiokrotnie nominowany do pierwszej drużyny All Pro, dwukrotnie do drugiej. Tylko w swoim debiutanckim sezonie nie załapał się do grona czterech najlepszych tackli NFL.

Nigdy nie grał w playoffach. W grudniu skończy 33 lata. Kontrakt z Browns wiąże go do końca sezonu 2018. Na futbolu zarobił ponad 110 mln dolarów, wakacje co roku zaczyna w styczniu. Gdyby grał w lepszym klubie (Steelers, Patriots, Packers) zapewne miałby w nogach dodatkowy sezon składający się z meczów styczniowych. Czy wówczas uzbierałby te 10 tys. snapów? Trudno powiedzieć.

Najlepszy liniowy swojego pokolenia może nigdy nie zagrać w decydującej fazie sezonu. Sport bywa przewrotny. Ale na zawsze zapisze się w annałach.

 

Atlanta dalej na topie NFC

Zasadne były pytania o dyspozycję ofensywy Atlanty po odejściu Kyle’a Shanahana. Zwłaszcza w obliczu nie najlepszej gry przeciwko słabym Bears na otwarcie sezonu. Jednak na otwarcie nowego stadionu pokazali, że nadal to oni są drużyną do pobicie w NFC.

Co prawda oficjalne otwarcie Mercedes-Benz stadium miało miejsce podczas preseason, jednak to w niedzielę Falcons po raz pierwszy zagrali na nim „poważny” mecz. Arena zbudowana kosztem 1,6 mld dolarów (to mniej więcej dwuletni budżet Gdańska) zobaczyła efektowną powtórkę z zeszłorocznego finału NFC.

Atlanta uruchomiła pełen potencjał w ofensywie. W pierwszej połowie rozbierali na części pierwsze obronę Green Bay Packers dzięki precyzyjnym podaniom do Julio Jonesa i Mohamada Sanu. W drugiej odsłonie zbijali zegar skutecznymi biegami Devonta Freemana.

Swoje zrobiła też obrona, chociaż warto przypomnieć, że Packers przystąpili do meczu w dość eksperymentalnym zestawieniu. Aaron Rodgers nie miał do dyspozycji obu swoich tackli, już w pierwszej kwarcie odpadł Jordy Nelson, a Randal Cobb przez większość meczu miał problemy z żebrami. Także obrona GB mocno ucierpiała, gdy z boiska musiał zejść najlepszy obrońca Packers, Mike Daniels.

Niemniej Falcons bezlitośnie wykorzystali nadarzającą się okazję. Przejęli kontrolę nad meczem w drugiej kwarcie i nie wypuścili jej z rąk nawet na moment. W lidze, w której niemal każda drużyna ma poważną słabość, Falcons wyglądają na zaskakująco kompletną ekipę. Czy to wystarczy, żeby zatrzeć gorzkie wspomnienia po Super Bowl 2017?

 

Kowboje wysadzeni z siodła

To tylko jeden mecz i Dallas wciąż mogą skończyć ten sezon z bilansem 15-1 i triumfalnym pochodem po Super Bowl. Ale pogrom, jakiego doznali w Denver, a zwłaszcza styl zwycięstwa Broncos, to poważne ostrzeżenie dla jednych i źródło nadziei dla drugich.

Czy defensywny plan Denver będzie do skopiowania przez inne drużyny? Wątpię. Broncos ustawiali ośmioosobowy front, by zdławić grę biegową. Udało im się to w niesamowitym stylu. Ezekiel Elliott przebiegł zaledwie 8 jardów w 9 próbach i na koniec meczu wyglądał jak obrażony dzieciak.

Mogli sobie na to pozwolić, bo mają najlepszą secondary w lidze, która potrafiła ustać jeden na jeden z Dezem Bryantem, Jasonem Wittenem czy Colem Beasleyem.

Linia ofensywna Dallas, w ostatnich trzech sezonach w absolutnej ligowej czołówce, została wprost wdeptana w ziemię przez d-line Denver. Dak Prescott po raz pierwszy wyglądał na nieco zagubionego na boisku.

Dobra defensywa na Mile High Stadium to żadne zaskoczenie. Ale Broncos z funkcjonującą ofensywą powinni wywołać dzwonki alarmowe w całej AFC. Może defensywa Cowboys nie sieje postrachu w sercach rywali, ale tydzień temu zatrzymali New York Giants na trzech punktach. Przeciwko Broncos byli bezradni.

C.J. Anderson wybiegał 118 jardów w 25 próbach, a Jamaal Charles dołożył 46 jardów w 9 próbach. Trevor Siemian zanotował cztery podania na przyłożenie! Trevor Siemian, Panie i Panowie. Może nie zagrał porywającego meczu, zostawił na murawie sporo jardów, ale jeśli będzie solidnym starterem to w zupełności wystarczy, by Denver nagle z solidnej drużyny stali się pretendentem do Super Bowl.

 

Mecz o wszystko w week 2?

Rzadko się zdarza, by można było określić jakiś mecz na tak wczesnym etapie sezonu jako kluczowy dla układu playoffów. Jednak według matematycznych modeli ESPN zwycięzca spotkania Tennessee Titans – Jacksonville Jaguars zwiększał swoje szanse na udział w playoffach o ponad 20 pkt. procentowych. Wynika to oczywiście z ogólnej słabości AFC South i faktu, że losy dywizji rozstrzygną między sobą te dwie drużyny. Wybaczcie, fani Texans i Colts, ale żeby wasze drużyny wstały z martwych potrzeba nekromanty klasy Nocnego Króla.

Sam mecz dobitnie pokazał, że Jaguars nie mają czego szukać w playoffach. A właściwie ich ofensywa. Przez całą pierwszą połowę obrona ekipy z Florydy dzielnie odpierała ataki Titans. Jednak nie była w stanie trzymać się w nieskończoność wobec słabości ataku.

Plan, by grać głównie po ziemi jest o tyle słaby, że rywale o tym wiedzą i rzucają się na Leonarda Fournette. A wtedy trzeba złożyć losy meczu w ręce Blake’a Bortlesa. Wszyscy chyba się zgodzimy, że to nie jest optymalne rozwiązanie. Jaguars z dobrym rozgrywającym mogą zajść naprawdę daleko. Z Bortlesem? Mogą wygrać wystarczająco dużo meczów, żeby nie załapać się na czołowego rozgrywającego w drafcie 2018.

Titans może nie zagrali wielkiego meczu, ale odnieśli cenne wyjazdowe zwycięstwo. Paradoksalnie lepiej zagrali na otwarcie sezonu w Oakland. Zwłaszcza Marcus Mariota zagrał zauważalnie słabiej. Warto jednak zwrócić uwagę na backfield, gdzie Derrick Henry przejmuje snapy DeMarco Murraya, trzeciego najlepiej opłacanego RB w NFL. Jak tak dalej pójdzie, to będzie ostatni sezon Murraya w Nashville.

 

Żółta kartka dla New York Giants

O ile wyciąganie daleko idących wniosków po pierwszym tygodniu rozgrywek to zdecydowane „overreaction”, o tyle po drugim tygodniu mogą się rozdzwonić dzwonki alarmowe. W ostatnich latach szansa na wejście do playoffów po starcie 0-2 wynosi ok. 12%. Przegranie dwóch meczów z rzędu na początku sezonu niczym nie różni się od dwóch porażek w innym punkcie sezonu, a to przydarzyło się w zeszłym roku m.in. Atlancie (6-7 tydzień). Niemniej styl Giants powinien budzić niepokój fanów.

Defensywa nowojorczyków spisuje się całkiem przyzwoicie. Na inaugurację oddali tylko jeden TD Cowboys. W poniedziałkowy wieczór ograniczyli Matta Stafforda do 122 jardów i większość meczu trzymali swoją drużynę w grze. Można mieć nieco zastrzeżeń do obrony przeciwko biegowi, ale swoje robią. Tyle że nie miało to większego znaczenia, bo ofensywa kompletnie zawala swoją część roboty.

W tym roku mieli być lepsi, skuteczniejsi. Evan Engram i Brandon Marshall mieli sprawić, że ofensywa Giants będzie nie do zatrzymania. Jak na razie wszystko wzięło w łeb przez niewzmocnioną linię ofensywną. Eli Manning dokonuje cudów, ale nie ma czasu na dłuższe podania, bo zostanie zabity. Nie należy do mobilnych QB, którzy dobrze czują się poza kieszenią. A na krótkich ścieżkach siedzą obrońcy.

Do tego Brandon Marshall na razie wygląda na klapę. Przeciwko Cowboys był w ogóle niewidoczny, przeciwko Lions upuścił podanie na TD, które mogło utrzymać jego drużynę w grze w czwartej kwarcie. Przynajmniej Engram spisał się w miarę dobrze (4 rec, 49 yds, 1 TD).

To jeszcze nie czas na panikę. Ta ofensywa zacznie wyglądać lepiej, gdy do pełni zdrowia wróci Odell Beckham. Ale nawet gdy w poniedziałek OBJ absorbował najlepszego cornerbacka Detroit, pozostali reciverzy nie potrafili tego wykorzystać. Za wcześnie na panikę, ale na niepokój czas najwyższy.

 

Z notatnika statystyka

Tom Brady skończył 40 lat, a wciąż gra na wysokim poziomie. To niemal dziewicze tereny w zawodowym sporcie, więc w tym sezonie TB12 będzie miał okazję poprawić sporo rekordów. Przeciwko Saints stał się drugim czterdziestolatkiem z meczem na 400 jardów i 3 TD (po Warrenie Moonie). Jego 447 jardów poprawiło rekord 40-latków należący do Bretta Favre’a. I wreszcie spotkanie z Saints było 52. meczem z minimum 3 TD i bez INT, co również jest samodzielnym redkordem NFL. Podsumowanie spotkania NE-NO znajdziecie na Facebooku.

Jednak nie tylko Tom Brady bił rekordy w niedzielę. Antonio Gates zdobył swoje pierwsze przyłożenie po przeprowadzce Chargers do Los Angeles. Jednocześnie było to jego 112 przyłożenie w karierze, co jest rekordem wśród tight endów. Gates poprawił rekord Tony’ego Gonzaleza. Tylko pięciu wide reciverów uzbierało więcej przyłożeń w karierze, żaden już nie gra w NFL.

Z kolei Kareem Hunt z Chiefs zanotował pięć przyłożeń w dwóch pierwszych meczach w karierze. To rekord we współczesnej NFL, czyli tej po 1970 r. Żeby znaleźć bardziej imponujący początek kariery trzeba się cofnąć o niemal 100 lat, do 1920 r.

Mimo porażki Aaron Rodgers zdobył TD #300 w karierze. Jest jedenastym zawodnikiem w historii NFL, który dotarł do tego kamienia milowego. Potrzebował do tego 4742 podań, najmniej z tego zacnego grona.

 

Z notatnika medyka

Kontuzje są częścią NFL, ale drugi tydzień przyniósł sporo urazów kluczowych graczy. Wyżej pisałem o pladze kontuzji w Green Bay, ale ich rywale również nie umknęli bez szwanku. Vic Beasley, zeszłoroczny król sacków, doznał kontuzji podudzia i opuści około miesiąca.

Znacznie poważniej wygląda kontuzja OG Ravens Marshala Yandy. Z powodu złamanej stopy najlepszy ofensywny gracz Baltimore najpeniej opuści resztę sezonu.

Złamania stopy doznał również TE Greg Olsen (Panthers). Opuści pierwszy mecz od 2007 r., ale być może wróci jeszcze w tym roku.

Patriots kończyli mecz z Saints bez Rexa Burkharda i Philipa Dorsetta, a Chris Hogan wyraźnie utykał. Kontuzji pachwiny, choć podobno mało poważnej, doznał Rob Gronkowski. Jak tak dalej pójdzie to nie będzie miał kto łapać podań Toma Brady’ego.

QB Sam Bradford (Vikings) opuścił mecz ze Steelers z powodu kontuzji kolana. Nie wiadomo czy wróci za tydzień.

 

Tydzień w skrócie:

1. Tony Romo wciąż zachwyca w roli komentatora. W meczu Patriots – Saints szachy boiskowe były palce lizać nawet bez komentarza, ale dzięki Tony’emu można było zwrócić uwagę na fascynujące szczegóły. Swoją drogą pokazuje to kompletną mizerię wśród futbolowych komentatorów. Nawet inni byli zawodnicy nie są w stanie przybliżać gry w taki sposób jak Romo, który wciąż czyta zagrywki jakby był na boisku. Myślę, że będę oglądał każdy mecz komentowany przez Tony’ego, niezależnie od tego kto gra.

2. Seattle Seahawks wiedzą, że mają rozgrywającego, który potrafi zdziałać cuda w ruchu. W związku z tym nie potrzebują tradycyjnej, drogiej linii ofensywnej. Oszczędności mogą przeznaczyć na defensywę. Tyle że zapomnieli, że potrzebują w o-line kogoś, kto da Wilsonowi choć ułamki sekund. Przeciwko 49ers rozgrywający Seattle spędził większość meczu ratując własne zdrowie i życie. Seahawks udało się wygrać ze słabiutkimi SF, ale tym razem GM John Schneider chyba przekombinował.

3. Chiefs nie zwalniają. Na inaugurację obili aktualnych mistrzów, w drugiej kolejce wygrali z Eagles. Travis Kelce jak zwykle załapał 15-jardową karę za niesportowe zachowanie, ale wiele rzeczy można wybaczyć zawodnikowi, który potem robi coś takiego:

4. LA Chargers znów mogli zapewnić sobie zwycięstwo kopnięciem z pola i znów ich kicker zawiódł. Koo Younghoe i tak nie ma w USA łatwego życia, bo jego imię po angielsku oznacza „młodą dziwkę”. Do tego teraz musi się martwić o pracę.

5. Myślicie, że Marshawn Lynch cieszy się z powrotu do Oakland?

6. Cleveland Browns nie mogą zaliczyć startu sezonu do udanych, jak zwykle zresztą. Ale ten chwyt. Wow. Na marginesie – Duke Johnson to nominalny running back.

7. #SmiesznyPiesek, czyli do czego można wykorzystać psa na boisku

 

Jeśli podobał Wam się tekst, zostawcie proszę lajka na Facebooku lub na Twitterze.

NFL, tydzień 1: Pierwsze koty za płoty

Jak co roku pierwszy tydzień NFL dostarczył nam kilka niespodzianek, kilka pasjonujących spotkań i masę tematów do rozmów na następny tydzień. Większość drużyn w NFL nie grała w „poważny” futbol przez dziewięć miesięcy. A to sprawia, że media i kibice są skłonni widzieć nienaruszalne proroctwa w drobiazgach.

Pierwsze tygodnie rozgrywek to często dobry prognostyk na nadchodzący sezon. W poprzednim roku dość szybko okazało się, że Falcons mają znakomitą ofensywę, a Panthers postsuperbowlowego kaca. Z drugiej strony po pierwszym miesiącu wyglądało na to, że Eagles i Vikings to potęgi NFC.

W języku angielskim jest piękne słowo „overreaction”. Dosłownie oznacza „przesadzoną reakcję”, ale najlepiej przełożyć je na polski jako „robić z igły widły”. Oto co może, ale wcale nie musi, być największymi „overreaction” z pierwszego tygodnia rozgrywek.

 

Koniec dynastii New England Patriots

Sądząc po niektórych komentarzach Pats do tej pory byli nienaruszalnymi bóstwami, którzy nagle stali się śmiertelni.

Oczywiście, mistrzowie NFL doznali dość bolesnej porażki na własnym stadionie. NE u siebie przegrywają rzadko, a zwłaszcza w tak kiepskim stylu. Chiefs to jednak nie przypadkowa zbieranina. W ostatnich czterech sezonach, czyli za kadencji Andy’ego Reida, wygrali 43 mecze. W tym samym czasie tylko dwie drużyny NFL miały lepszy bilans. Seattle Seahawks wygrali 45 spotkań, New England Patriots 50. Tak więc na Gilette Stadium spotkały się dwie czołowe drużyny ostatnich lat.

Patriots stali się ofiarami dużych zmian w drużynie. Widać było, że ofensywa gra zupełnie inaczej niż przed rokiem. Więcej było dalekich piłek, mniej krótkiego grania w szybkim tempie. Więcej uwagi otrzymał backfield NE, a gra biegowa była znacznie ciekawsza niż w ostatnich latach. Z drugiej strony nie w pełni sił jest Gronkowski, a kontuzje Edelmana i Mitchella zaburzyły rytm wypracowany w offseason.

Także defensywa musi nauczyć się nowych schematów, zwłaszcza wobec dużych zmian w linii defensywnej. Kiedy z urazem zeszedł Dont’a Hightower, „quarterback defensywy”, widać było, że obrona mistrzów NFL miała spory problem, by ustawić się właściwie przed snapem. Właśnie takie nieporozumienie pozwoliło Chiefs na zdobycie 75-jardowego przyłożenia Tyreeka Hilla.

Patriots padli też ofiarą tego, co nazywam „syndromem pierwszego tygodnia”. Innymi słowy: nie mamy aktualnych taśm rywala, więc przygotowujemy się tak ogólnie. To sprawiło, że rookie Kareem Hunt kompletnie ich zaskoczył. W najbliższą niedzielę Eagles będą na niego znacznie lepiej gotowi.

Nie chcę tu niczego odbierać Chiefs. Zagrali świetne spotkanie, prawdopodobnie znów będą mocni i trzeba się z nimi liczyć. Zwłaszcza jeśli świetny mecz Hunta (prawie 250 jardów górą i dołem) nie był przypadkiem i KC faktycznie znaleźli playmakera na miarę Jamaala Charlesa.

Jednak kibiców Pats proszę o cierpliwość. Ta drużyna jeszcze chwilę będzie się zgrywać. Dla Patriots sezon i tak zaczyna się w styczniu. W 2014 r. przegrali na inaugurację z Miami. W czwartej kolejce upokorzyli ich… Chiefs, wygrywając 41:13. Po tym meczu Bill Belichick został zapytany „czy pozycja quarterbacka zostanie poddana ewaluacji”, czyli czy zamierza posadzić na ławce Toma Brady’ego. Zaśmiał się tylko pogardliwie, a po czterech miesiącach wznosił kolejne Lombardi Trophy.

 

Nowy The Greatest Show on Turf

LA Rams zmiażdżyli, upokorzyli, rozjechali (tu wstawcie sobie dowolny podobny czasownik) Indianapolis Colts. Ten styl przypominał Panthers Wrocław rozjeżdżających krajowych przeciwników, ale na boiskach NFL jest praktycznie nieznany. W zeszłym roku tylko dwa mecze zakończyły się taką różnicą punktów.

Rams kompletnie dominowali w obronie i to bez Aarona Donalda. Defensywa zdobyła tyle punktów (2 TD i safety), że nawet gdyby atak skończył na zero, LA i tak wygraliby ten mecz. W moich bold predictions typowałem ich na defensywę #1 w DVOA i czuję, że może się to spełnić. Wade Philips robi świetną robotę.

W ataku prowadził ich kompletnie odmieniony Jared Goff, który po najsłabszym debiutanckim sezonie w historii, zaczął sezon 2017 od swojej pierwszej w życiu pierwszej wygranej jako starter w NFL i wyglądał na kompetentnego rozgrywającego. Todd Gurley zdobył ponad 100 jardów, co przez cały ubiegły sezon udało mu się tylko raz. Czyżby trener Sean McVay był faktycznie cudotwórcą? No dobra, nie udało mu się naprawić Tavona Austina, ale do tego trzeba być kimś więcej niż cudotwórcą.

Jednak bliższa analiza nakazuje powściągnąć entuzjazm. Po pierwsze rywalem byli Indianapolis Colts, drużyna która bez Andrew Lucka traci 90% wartości. Scott Tolzien był żenująco słaby na rozegrani, rzucił dwa pick-six i w drugiej połowie został zastąpiony Jacobym Brisettem, który jest z drużyną dopiero tydzień. Obrona Indy miotała się jak dzieci we mgle.

Goff zagrał dobry mecz, ale daleko mu jeszcze do wyjścia na prostą. McVay osadził go w bardzo przyjaznym systemie. Proste decyzje, łatwe podania. Goff w każdej chwili wiedział gdzie i na co ma patrzeć. nie musiał myśleć, wystarczyło rzucać. A że ramię ma silne, to chyba nikt nie ma wątpliwości. Za tydzień będzie trudniej. Znów: będzie nowa taśma i koordynator defensywy Redskins będzie mógł ustawić odpowiednio drużynę.

W zeszłym sezonie w week 1 mieliśmy podobną drużynę: słabą, z nowym trenerem uważanym za cudotwórcę, która efektownie i przekonująco wygrała swoje spotkanie, prezentując świetną defensywę. Tą drużyną byli San Francisco 49ers Chipa Kelly’ego, którzy pokonali 28:0 LA Rams. Skończyli sezon z #2 w drafcie.

Kibice chyba też nie są do końca przekonani do Rams

 

Ofensywa New York Giants jest do niczego

To miał być ten rok, kiedy ofensywa i defensywa Giants wreszcie będę jednocześnie na wysokim poziomie. Tymczasem w Sunday Night Football tylko obrona dotrzymała umowy. Dzięki staraniom Landona Collinsa i spółki porażka w Dallas 19:3 wygląda znacznie lepiej w tabeli wyników niż w rzeczywistości.

Obrona Cowboys, która raczej nie będzie w czołówce ligi, kompletnie zdominowała Gigantów. O-line nie potrafiła ochronić Eli Manninga. Brandon Marshall złapał jedyną piłkę na 10 jardów w „czasie śmieciowym”. Jedynie Sterling Shepard może zaliczyć ten mecz do w miarę udanych.

Tylko że Giants na pewno nie powiedzieli ostatniego słowa. Linia ofensywna raczej nie będzie dramatycznie lepsza, ale nie ma drugiego ataku w lidze tak zależnego od nie-quarterbacka. Gdy po kontuzji wróci Odell Beckham, zobaczymy zupełnie inną drużynę z Nowego Jorku. Nie wiem czy na tyle lepszą, by zrekompensować niedostatki „w okopach”, ale pogłoski o końcu sezonu NYG są mocno przesadzone.

Jeśli już jesteśmy przy NYG@DAL, to zobaczcie pierwszego kandydata na chwyt roku:

 

T.J. Watt będzie lepszy od brata

Tak, J.J. miał tylko jeden mecz w karierze z dwoma sackami i INT. Tak, J.J. nie był gwiazdą od samego początku. Ale litości, to dopiero jeden mecz. Dajcie się chłopakowi wykazać. Trzykrotny Defensive Player of the Year to wysoko postawiona poprzeczka. Zajebiście wysoko.

 

Tony Romo jest najlepszym komentatorem w historii

Eee, no tak. Tu jakby sam jestem winny.

Ale fakt faktem, że Tony Romo w swoim debiucie jako komentator wypadł rewelacyjnie. Celne, ciekawe analizy w tempo. W ostatniej serii pierwszej połowy rozrysowywał na ekranie blitze Titans jeszcze przed snapem i miał rację za każdym razem!

Kiedy w spotkaniu SEA@GB przyszło mi słuchać Troya Aikmana poczułem się jakbym się przesiadł z Mercedesa do Malucha. Banały typu „Richardson się obrócił, zobaczył piłkę i ją złapał” albo „To dobry zawodnik. Szybki. Waleczny.” Niby obaj byli QB i powinni dużo widzieć, ale Romo wyniósł sztukę komentowania NFL na nowe wyżyny. Oby to nie było overreaction, bo mam nadzieję, że będę mógł słuchać takiego komentarza jeszcze przez wiele lat.

 

Tydzień w skrócie:

1. Cała kolejka odbywała się w cieniu huraganów pustoszących południowo-wschodnie Stany. Tydzień temu Harvey spustoszył Texas, w niedzielę Irma wylądowała na Florydzie. J.J. Watt zebrał ponad 30 mln dolarów na pomoc ofiarom huraganów i w Houston przywitano go jak bohatera. Zasłużył.

2. Mecz Seattle – Green Bay zapowiadał się smakowicie, ale wyszła klapa. Obie ofensywy zaprezentowały formę przedsezonową, podobnie jak ekipa sędziowska. Nadspodziewanie dobrze zagrała za to obrona Packers, ale zobaczymy co będzie, jeśli naprzeciwko nich staną jacyś nieprzypadkowi liniowi. Warto monitorować zdrowie Aarona Rodgersa – wygląda na to, że doznał drobnego urazu prawej nogi.

3. Nie przyłączę się do zachwytów nad Carsonem Wentzem, bo nie wierzę, by na dłuższą metę osiągną sukces. Ale ta akcja palce lizać

4. W Nashville naprzeciw siebie stanęli dwaj rozgrywający młodego pokolenia. W bezpośrednim pojedynku lepszy okazał się Derek Carr, ale Marcus Mariota również zagrał znakomite spotkanie. Jeśli zdrowie pozwoli, będziemy oglądać ich rywalizację przez najbliższą dekadę. Nie mogę się doczekać.

5. Dziwnie było oglądać w barwach Raiders innego kopacza niż Sebastian Janikowski.

Wszystko wskazuje na to, że po 17 sezonach Janikowski pożegna się z Oakland. Ale co zarobił 51 mln dolarów to jego.

6. Scott Tolzien nie był jedynym QB, który już w pierwszym meczu wylądował na ławce. Podobnie było w Houston, gdzie Tom Savage już w przerwie został zastąpiony przez debiutanta DeShauna Watsona. Bill O’Brien drugi rok z rzędu zmienia rozgrywającego w week 1. Kompletny bajzel na tej pozycji zaciemnia jego ogólnie pozytywną kadencję w Houston.

7. Problemy na rozegraniu Texans mogą wynikać też ze słabej postawy linii ofensywnej. Jaguars zaliczyli przeciwko nim 10 sacków (rekord klubu), a Calais Campbell w debiucie w barwach Jacksonville zanotował 3,5 sacka (również rekord klubu). Także tego:

Nie żeby Blake Bortles nagle stał się wybitnym liderem ofensywy:

8. W swoim pierwszym meczu w historii Los Angeles Chargers byli o zablokowany FG od dogrywki w Denver. W tym tygodniu pierwszy mecz „domowy”.

9. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o puntowaniu, to polecam poniższy filmik (koniecznie z dźwiękiem):

10. Kosztowny żart, ale poczucia humoru nie można mu odmówić

11. W niedzielny wieczór #NFLpl przejęło Twittera. mam nadzieję, że będziemy to robić co tydzień :)

12. Tuż przed startem sezonu swoją premierę miało tegoroczne „America’s Game” o mistrzowskim sezonie Patriots. Nawet jeśli nie jesteście fanami drużyny z NE warto obejrzeć dla samego Juliana Edelmana. Wiecie, że jest autorem książeczki dla dzieci?

Książeczka opowiada o małej wiewiórce o imieniu Julius, która chciała grać w futbol, ale inne zwierzaki, takie jak Bizon (Buffalo) czy Orzeł (Eagle) nie chciały z nim grać. Na szczęście spotkał na swojej drodze kozła (GOAT) o imieniu Tom, który pomógł mu zrealizować swoje marzenia pod wodzą mądrej sowy, któa dziwnym trafem przypomina pewnego trenera lubującego się w bluzach z kapturem :)

Za jedyne 20 dolarów możecie nawet kupić tę książkę :)

 

P.S. Jeśli zechcesz poświęcić chwilę, by zostawić lajka na Facebooku albo na Twitterze, być może kolejna mała wiewiórka dostanie swoją szansę wśród wielkich zwierząt ;)

Odważne prognozy na nadchodzący sezon NFL

Jedną z ulubionych „około NFL-owych” zabaw Amerykanów są „bold predictions”. Chodzi o to, żeby wygłosić jakąś prognozę, która na pierwszy rzut oka brzmi mało prawdopodobnie, ale ma szanse się spełnić. Tym razem ja wygłoszę osiem takich odważnych prognoz – po jednej na każdą dywizję. Zobaczymy czy choć jedna spełni się w sezonie 2017.

Nie są to rzeczy, na które postawiłbym pieniądze, ale mam nadzieję, że wystarczająco „bold”, by były ciekawe i może skłoniły was do spojrzenia na pewne drużyny pod innym kątem.

 

New England Patriots przegrają już we wrześniu

I najprawdopodobniej będzie to w Nowym Orleanie.

Wiele osób przepowiada, że Patriots powalczą o perfect season. Nie, nie powalczą. I nie żebym nie wierzył w Billa Belichicka i spółkę. Po prostu żeby w NFL uzyskać bilans 16-0 (a 19-0 to już w ogóle) cała masa rzeczy musi się idealnie ułożyć. Wystarczy jeden słabszy dzień, głupia strata, kontuzja w nieodpowiednim momencie.

Zobacz: W pogoni za idealnym sezonem

Tegoroczni Patriots mają ogromną siłę rażenia, ale wrzesień to czas, kiedy będą się zgrywali. Ofensywa musi odnaleźć nową tożsamość bez Juliana Edelmana, za to z Brandinem Cooksem. Rob Gronkowski będzie potrzebował kilku spotkań, żeby wejść we właściwy rytm. Backfield będzie wyglądał kompletnie inaczej niż w zeszłorocznych playoffach.

Co więcej Pats właściwie nie mają dobrych pass rusherów. Oczywiście DC Matt Patricia coś wykombinuje, pomoże dobra secondary i Dont’a Hightower zapewne więcej czasu niż w ubiegłych latach spędzi na DE. Niemniej drużyna będzie podatna na rywali z elitarnym QB. Takim jak Drew Brees.

 

Cleveland Browns będą mieli lepszy bilans niż Baltimore Ravens

Odkąd Joe Flacco dostał wielkie pieniądze po playoffach 2012, myśli raczej o swoim zdrowiu niż o maksymalizowaniu korzyści dla drużyny z każdej akcji. Tak po ludzku potrafię to zrozumieć, ale to niekorzystna sytuacja dla Ravens, których gwarantowane pieniądze przykuły do Flacco niczym galernika do wiosła.

Ofensywa Ravens nie ma tożsamości, nie potrafi generować wielkich zysków jardowych. Poza Marshalem Yandą nie ma tam żadnego zawodnika, który pretendowałby do Pro Bowl (może Maclin, ale to naciągane), a sam Yanda w wieku 33 lat lada moment wpadnie na ścianę.

W defensywie nieco się wzmocnili, ale to nie jest formacja, która straszyłaby jak za czasów Raya Lewisa.

Tymczasem Browns mają młody, ciekawy zespół. Radykalnie wzmocnili o-line, która powinna dać drużynie stabilizację i dobre warunki do rozwoju dla QB DeShone’a Kizera. W obronie też jest cała masa młodego talentu. Jeśli trener Hue Jackson poskłada tę ekipę, to Browns mogą mieć całkiem ciekawy sezon.

Ale w sumie to bardziej powątpiewam w Ravens niż wierzę w Browns :)

 

Marcus Mariota będzie MVP sezonu

Młody QB z Oregonu, który miał być zepsuty dla profesjonalnego futbolu po pełnej tricków ofensywie Chipa Kelly’ego, dojrzewa na naszych oczach. Wierzę w tegorocznych Titans. Nie do końca podobała mi się ich oldschoolowa ofensywa z sezonu 2016, ale do tego personelu pasowała.

Teraz ekipa z Nashville wzmocniła korpus reciverów i defensywę. Mariota, który już przed rokiem zbierał świetne recenzje, otrzyma zapewne większą swobodę i większą odpowiedzialność. Jeśli Titans nie zawiodą i będą w czołówce AFC, Mariota otrzyma szansę, żeby powalczyć o miano MVP.

 

LA Chargers wygrają AFC West

Tę prognozę już wygłosiłem podczas przedsezonowej zapowiedzi AFC West, więc wypadałoby ją podtrzymać.

Chargers mają najlepszego QB w tej dywizji. Niech mi wybaczą kibice Raiders i Dereka Carra, ale zeszły sezon spędził w cieplarnianych warunkach – czołowa linia ofensywna w NFL, dwóch świetnych reciverów. Tymczasem Rivers tydzień w tydzień obrywał za połataną linią ofensywną, a jego reciverzy łamali się w takim tempie, że pewnie nie wszystkich kojarzył z imienia.

Rivers to zawodnik bardzo niedoceniany, ale to gracz tej klasy co Eli Manning i Matt Ryan, tzn. że we właściwym otoczeniu może poprowadzić drużynę do mistrzostwa. Wystarczy, żeby nowy trener potrafił ustawić pod niego ofensywę, a koledzy pozostali względnie zdrowi. Wiem, że Chargers przydarzyły się już pierwsze urazy, ale każda drużyna NFL ma mniejsze lub większe problemy ze zdrowiem. W tym wypadku wystarczy, by nie były katastrofalne.

Warto też zwrócić uwagę na niedocenianą defensywę. Już przed rokiem byli 7. obroną wg DVOA. Joey Bosa i Melvin Ingram stanowią jeden z najlepszych duetów pass rusherów w NFL. Jeśli atak zagra na miarę możliwości, to Chargers mogą zaskoczyć.

 

Brandon Marshall skończy sezon z mniej niż 500 rec yds

O ile jestem w stanie zrozumieć optymizm kibiców Giants co do całej drużyny, o tyle Brandon Marshall nie jest graczem, który mnie przekonuje.

Zeszły sezon miał zauważalnie słabszy. Złapał zaledwie 46,1% kierowanych do niego podań. Najsłabszy wskaźnik miał w swoim debiutanckim sezonie – 54,1%. Można oczywiście wskazać na fatalnych QB w Jets przed rokiem, ale Marshall nigdy nie miał szczęścia do rozgrywających, a do tej pory nie przeszkodziło mu to w produkowaniu jednego 1000-jardowego sezonu za drugim.

Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że 33-letni Marshall po prostu dotarł do kresu kariery. W preseason zmagał się z drobnymi urazami kostki i ramienia. Nie wykluczy go to z gry, ale widać, że organizm odmawia posłuszeństwa. Sezon 2017 nie będzie odrodzeniem, a łabędzim śpiewem Marshalla.

 

John Fox i Ryan Pace stracą pracę w Chicago jeszcze przed końcem sezonu

Nie kupuję zmian w Chicago. Być może Trubisky jest przyszłą gwiazdą NFL, ale nie dowiemy się tego, jeśli nie będzie miał do kogo podawać. A na razie nie ma. Drużyna jest kompletnie wybebeszona, bez talentu, a nerwowe ruchy kierownictwa w tym offseason nie wróżą niczego dobrego.

W ciągu dwóch sezonów trener Fox wygrał 9 z 32 meczów. W wigilię Bożego Narodzenia przegra u siebie z Browns i to będzie kropla, która przepełni czarę goryczy. Ostatni mecz sezonu Fox i Pace obejrzą w telewizji, a Bears będą wybierali w drafcie 2018 z #1.

 

Drew Brees jako pierwszy w historii poda na więcej niż 5500 jardów w sezonie

Na liście 10. najproduktywniejszych sezonów mierzonych liczbą jardów podaniowych Drew Brees pojawia się pięciokrotnie (i szósty raz na miejscu 11.). Ma na koncie cztery sezony powyżej 5 tys. jardów. Nikt inny nie ma nawet dwóch. A jednak rekordzistą jest Peyton Manning, który w sezonie 2013 pobił dotychczasowy rekord Breesa o dokładnie jeden jard (5477 do 5476). W tym roku Brees odzyska prowadzenie.

Oczywiście do tego potrzeba spełnienia pewnych warunków. Może się wydawać dziwne, że Saints, którzy ściągnęli Adriana Petersona, będą grali dużo górą. A jednak Peterson nie pasuje do tej drużyny (bonusowy bold prediction – przebiegnie mniej niż 500 jardów w sezonie). Poza tym słaba obrona Saints spowoduje, że Brees będzie musiał grać dużo górą, żeby gonić wynik. Z niezłą ofensywę i w kreatywnym systemie Seana Paytona ma szansę na naprawdę historyczny sezon. Ale czy to wystarczy do playoffów?

 

LA Rams będą mieli najlepszą obronę w NFL wg DVOA i nie wejdą do playoffów

Jeśli Aaron Donald faktycznie opuści kilka meczów, to ta prognoza się nie sprawdzi. Ale najlepszy DT w NFL nie ma za wielu mocnych atutów w sporze z klubem, który kontroluje jego losy jeszcze przez co najmniej trzy lata, więc szybko wróci do składu.

Defensywa Rams wygląda naprawdę ciekawie. Ale przede wszystkim wierzę w Wade’a Philipsa. Przez ostatnie dwa sezony nowy DC Rams prowadził defensywę nr 1 wg DVOA (Broncos) i to się nie zmieni.

Obrona Rams nie będzie #1 w oddanych punktach. Fatalna ofensywa raz po raz będzie ich stawiała w kłopotliwej sytuacji. Jednak wskaźnik DVOA bierze pod uwagę sytuację startową i nie będzie karał obrony za niedociągnięcia ich ofensywy. Dlatego to właśnie on oceni Rams najwyżej.

Brak playoffów będzie oczywiście „zasługą” niefunkcjonalnej ofensywy. Bez rozgrywającego i ze słabym wsparciem nowy trener Seth McVay nie zdziała za wiele, nawet jeśli miałby okazać się cudotwórcą.

 

A jakie są Wasze bold predictions? podzielcie się nimi w komentarzach pod tekstem, na Facebooku lub na Twitterze. Nie zapomnijcie zostawić lajka :)

NFL przed sezonem 2017: NFC West

Na koniec naszego przedsezonowego przeglądu NFL została NFC West. Mamy tu jednego zdecydowanego faworyta, jednego „aspirującego” i dwie ekipy, które będą próbowały zbudować coś na zgliszczach zostawionych po starej ekipie trenerskiej.

Dzisiaj aż dwóch gości. Oskar Kosznicki z Dwunastego Zawodnika pisze o Seahawks, a Artur Ostański z AzCardinals Polska oczywiście o Cardinals.

 

Seattle Seahawks

Autor: Oskar Kosznicki, Dwunasty Zawodnik

NFL NFC WestDrużyna Seahawks to od lat wielka zagadka. Patrząc z jednej strony to jedna z najlepszych (jeśli nie najlepsza) formacji defensywnych w lidze, której zadaniem jest bronić punktów zdobytych przez takie gwiazdy jak Russell Wilson, Doug Baldwin czy Jimmy Graham. Obrona też jest naszpikowana gwiazdami – słynne Legion of Boom to najlepszy zbiór „secondaries” w lidze. Przed nimi operuje Bobby Wagner – co roku w ścisłej czołówce ilość powaleń w lidze, a na samym przedzie mają Michaela Bennetta wspieranego przez Avrila i Clark.

[Już po napisaniu tego tekstu Seahawks przeprowadzili wymianę z Jets. Do Seattle powędrował DE Sheldon Richardson i wybór w siódmej rundzie draftu 2018, do Nowego Jorku WR Jermaine Kearse razem z pickami w drugiej i siódmej rundzie draftu 2018 – przyp. NFLBlog.pl]

Mając takie armaty w ataku i taką obronę za swoimi plecami wydawałoby się, że są skazani na sukces. A jednak ciężko mówić o sukcesach gdy od czasu porażki z Patriots w SuperBowl, Seahawks nie zostawiło po sobie żadnego pozytywnego wspomnienia z fazy play-off, dwukrotnie odpadając w dość słabym stylu w rundzie dywizji.

Główny powód problemów Seattle leży w linii ofensywnej, która w zeszłym roku była nie tylko najtańsza ale i najgorsza w całej lidze. Mając pod swoim salary cap takie kontrakty jak Wilson, Sherman, Bennett, Thomas czy Graham rzeczywiście ciężko znaleźć pieniądze na solidną linię.

W tym roku ma być lepiej. Zakontraktowano za niemałe pieniądze Luke Joeckela, dodano kilku rookies i innych dostępnych (i jednocześnie niedrogich) wolnych agentów. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy w trakcie sezonu.

Mając za dobrą linią ofensywną zdrowego Thomasa Rawlsa, Eddie’go Lacy i CJ Prosise’a Seattle znów mogło by rozwinąć skrzydła i zrobić więcej miejsca na magię Russella Wilsona, któremu nawet w pojedynkę zdarzało się wygrywać mecze.

Ale jeśli postęp OL będzie znikomy, ani Russell, ani defense nie będzie w stanie zaprowadzić drużyny do SuperBowl na własnych barkach.

 

Arizona Cardinals

Autor: Artur Ostański, AzCardinals Polska

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC South

AFC West

NFC East

NFC North

NFC South

Arizona Cardinals mają za sobą trudny off-season. Z powodu niewielkich możliwości finansowych nie byli w stanie zatrzymać połowy swoich starterów z defensywy (Calais Cambell, Kevin Minter, Marcus Cooper, Tony Jefferson, DJ. Swearinger). Celem Cardinals pozostaje zdobycie Super Bowl z Fitzgem w składzie, jednak nie za wszelką cenę (a przynajmniej nie za cenę kolejnych sezonów, poprzez przeładowanie salary cap), dlatego ubytki załatano stosunkowo tanimi, ale wciąż solidnymi weteranami jak Anthoine Bethea i Karlos Dansby oraz draftem. Jednak jak powszechnie wiadomo debiutanci Cardinals przede wszystkim podają ręczniki, będą więc raczej zabezpieczeniem przyszłości. Na szczęście do zdrowia wrócił Tyrann Mathieu i znów jest Honey Badgerem (https://www.youtube.com/watch?v=NvlalDNxccw   https://www.youtube.com/watch?v=4r7wHMg5Yjg ), a zdrowy Honey Badger to serce defensywy Cardinals.

Jaki to będzie sezon dla drużyny z Phoenix? Nawet dla mnie stanowią sporą zagadkę. O ile należy się spodziewać, że nie zawiodą David Johnson, Larry Fitzgerald i Patrick Peterson o tyle jest sporo pytań które czekają na jasną odpowiedź: 1) Czy Carson Palmer jest w stanie zagrać na poziomie z 2015 roku? 2) Czy OL zapewni mu wystarczający komfort? 3) Czy będzie mógł liczyć na dobrą dyspozycję WR not-named Larry Fitzgerald? 4) Czy Cardinals będą w stanie załatać dziurę po Cambellu? 5) Czy będą tacklować lepiej niż w poprzednim sezonie? 6) Czy uda się poskładać secondary? 7) Jak długo zdrowy będzie Honey Badger?

W praktyce: 1) Wygląda na to, że Palmer jest w stanie jeszcze grać na wysokim poziomie (co zresztą pokazał w końcówce roku 2016). 2) Obaj tackle to dobrzy pass blokerzy natomiast środek linii to raczej run blokerzy, a w NFC West dużo presji idzie przez środek. Humphries i Veldheer powinni sobie poradzić i dzięki temu środek powinien mieć łatwiej. 3) Wygląda na to, że do zdrowia i formy wrócił John Brown, od jakiego czasu pewnymi targetami są Jermaine Gresham i J.J. Nelson, sporo obiecuje się po Jaronie Brown i Troy’u Niklasie (u tego ostatniego istotne będzie zdrowie). 4) Tej dziury nie da się załatać, można ją ukryć, rotując zawodnikami. Cardinals mają zamiar skorzystać z tej opcji, a że mają grupę solidnych zawodników (Robert Nkemdiche robi postępy, do tego zdrowy Frostee Rucker , Rodney Gunter i Josh Mauro na którego radzę zwrócić szczególną uwagę) powinno się udać. 5) Na Campie sporo czasu poświęcono temu elementowi. Jak będzie czas pokaże. 6) Zdrowy Tyvon Branch gra dużo lepiej, Justin Bethel miewa przebłyski i potrzebuje tylko większej stabilizacji, a Ty Mathieu jest zdrowy. W odwodzie weteran Tramon Williams i rookie Budda Baker – to może zadziałać. 7) Bóg jeden wie.

Cardinals powinni powalczyć o post-season. W drużynie jest sporo talentu i dobry sztab szkoleniowy. Ponadto drużyna podobnie jak w 2014 i 2015 roku  atakuje z pozycji underdoga., co paradoksalnie może pomóc. Na niekorzyść przemawia fakt iż 5 spotkań zagrają o 13 czasu wschodniego, a takie mecze wygrywają tylko gdy są w gazie (w poprzednim sezonie było 0-5 , ale w 2015  3-1). Drużyna wygra coś około 10 spotkań i będzie walczyć o play-offy. Serce chciałoby tytułu rozum podpowiada walkę o playoffy.

 

Los Angeles Rams

Powrót Rams do Miasta Aniołów wypadł mało okazale, by nie powiedzieć fatalnie. Tylko cztery drużyny w NFL miały gorszy bilans niż 4-12 Rams. Jeff Fisher obiecywał, że nie będzie to kolejny sezon 7-9 i słowa dotrzymał. W efekcie Fishera i jego sztabu nie ma już w LA, choć moim zdaniem to decyzja o przynajmniej dwa lata spóźniona.

Co gorsza Rams nawet nie mogli skorzystać z #5 w drafcie, bo swój wybór oddali w 2016 do Tennessee za prawo wyboru QB Jareda Goffa. Tego samego Goffa, który zaliczył najgorszy debiutancki sezon od 1970 r. spośród 87 rozgrywających, którzy w swoim debiutanckim sezonie wykonali minimum 200 podań.

Zadanie naprawienia Goffa dostał Seth McVay. 31-letni McVay to cudowne dziecko NFL. Warto zauważyć, że to pod jego ręką Kirk Cousins zmienił się z maszyny generującej straty w wartościowego startera. Jednak stawianie tak młodych ludzi na czele wielkiej organizacji to ryzyko. Wystarczy przypomnieć katastrofalną kadencję 32-letniego wówczas Jeffa McDanielsa jako HC Broncos. McDaniels to dobry trener, co zresztą udowadnia jako OC Patriots, ale, jak sam przyznaje, zabrakło mu wówczas dojrzałości i doświadczenia.

McVay będzie miał wsparcie doświadczenia, bo jego DC będzie 70-letni Wade Philips, kolejny genialny koordynator, który nigdy nie sprawdził się jako HC. Przez ostatnie dwa lata Philips kierował defensywą #1 w lidze w Denver. W LA dostaje utalentowaną grupę na czele z Aaronem Donaldem, który jest jednym z najlepszych defensywnych liniowych w NFL. Wzmocnili się też solidnym pass rusherem Connorem Barwinem z Eagles. Przed rokiem byli 15. defensywą wg DVOA, myślę że Philips jest w stanie wprowadzić ich do TOP10.

O ile fani Rams niekoniecznie muszą się martwić defensywą, o tyle atak pozostaje sporym zmartwieniem. Nowym OC został kolejny młokos, 37-letni Matt LaFleur. Jest to jego pierwsza posada koordynatora w NFL, dwa ostatnie lata spędził jako trener QB w Atlancie. Wspólnie z McVayem będą musieli coś zrobić z Goffem.

Jedną z przyczyn fatalnego sezonu Goffa były sacki. Młody QB Rams był powalany w 11,3% akcji. Chciałoby się zwalić winę na o-line, ale Case Keenum, nie należący przecież do gwiazd, był sackowany zaledwie w 6,7% akcji za tą samą linią ofensywną. Wielkich zmian na linii nie będzie. Rams udało się pozyskać RT Andrew Whitwortha z Bengals. To ceniony specjalista na swojej pozycji, ale w wieku 35 lat (w grudniu skończy 36) jego dyspozycja stoi pod znakiem zapytania.

Tzw. skill positions (RB, TE, WR) pozostają ogromnym problemem. Tavon Austin pozostaje bezużytecznym, przepłaconym zawodnikiem i wątpię by McVay coś z niego wyciągnął. Robert Woods to idealny WR #3, ale nie #2. W wymianie Rams pozyskali Sammy’ego Watkinsa z Bills. Nikt nie ma wątpliwości co do jego talentu, ale permanentne problemy ze zdrowiem sprawiły, że Bills pozbyli się go bez większego żalu. RB Todd Gurley po świetnym debiutanckim sezonie 2015 znacząco obniżył loty przed rokiem. Trzy z czterech najwyższych wyborów Rams w drafcie to nowe cele podań dla Goffa. Jest szansa, że któryś „zaskoczy”.

Rams powinni się poprawić, bo trudno byłoby grać gorzej niż przed rokiem. Jednak bez wzmocnień w ataku nie mają większych szans na walkę o playoffy.

 

San Francisco 49ers

Jak szybko sytuacja potrafi się zmienić w NFL. W 2013 r. wydawało się, że Niners są u progu dynastii. Czołowa obrona w lidze, młody dynamiczny QB w osobie Colina Kaepernicka, świetny sztab trenerski pod wodzą Johna Harbaugh i trzy finały NFC z rzędu. Zaledwie trzy sezony później Harbaugh jest w Michigan, Kaepernick bezrobotny, klub miał do dyspozycji #2 w drafcie i zatrudnił czwartego trenera w cztery lata.

Wygląda na to, że w SF postanowili postawić na stabilność. Wyczyścili sztab trenerski i front office. Nowi GM John Lynch i HC Kyle Shanahan dostali pięcioletnie umowy. Wszystko wskazuje na to, że sezon 2017 będzie dla tego duetu rozbiegówką przed prawdziwym testem za rok.

Można się zastanawiać czy John Lynch, który nigdy nie pracował we front office, jest najlepszym rozwiązaniem. John Elway radzi sobie nieźle w Denver, ale on przez pewien czas „terminował” na innych posadach w klubie. Jednak w pierwszym drafcie Lynch zachował się jak stary weteran. Najpierw skłonił Chicago Bears, by oddali mu trzy wybory za przesunięcie się o jedno miejsce w górę. W pierwszej rundzie draftu wybrał dwóch defensorów, którzy mogą stać się fundamentem obrony Niners na lata: DL Solomona Thomasa i LB Reubena Fostera. Potem oddał Saints tegoroczny wybór w trzeciej rundzie za przyszłoroczną drugą rundę.

Pewne wątpliwości mogą budzić jego działania na rynku wolnych agentów. Słabe drużyny muszą płacić premium, by skusić zawodników. Ale czy na pewno FB Kyle Juszczyk jest wart 21 mln/4 lata? Podobnie wątpliwa jest umowa z LB Malcolmem Smithem (26,5 mln/5 lat). Smith ma w życiorysie tytuł MVP Super Bowl, ale poza tym nie wykazał się niczym szczególnym, tak w Seattle, jak ostatnio w Oakland. Marquise Goodwien, który nie mógł się przebić przy znikomej konkurencji w Buffalo dostał 6 mln za roczną umowę. Najlepszym zakupem był Pierre Garcon z Redskins. 47,5 mln/5 lat to sporo jak dla 31-letniego WR, ale to zawodnik z bezsprzeczną klasą.

Niners mają sporo wolnych dolarów. W tym roku zapewne poogrywają młodzież, a Shanahan okrzepnie jako HC. Za rok do wzięcia będą Kirk Cousins i Jimmy Garoppolo. Jeśli któryś trafi do Kalifornii, w San Francisco mogą przyjść lepsze czasy. Jeszcze trochę cierpliwości.

 

Mój typ: Dywizja dla Seaahwks, Cardinals 8-9 zwycięstw, ale poza playoffami. Niners i Rams to wielkie niewiadome, ale wątpię by jednym czy drugim udało się dojść nawet do 7 wygranych.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

NFL przed sezonem 2017: NFC South

Po raz drugi z rzędu mistrz NFC South zagrał w Super Bowl. W sezonie 2015 byli to Panthers, przed rokiem Falcons. Czy Sokoły czeka równie dramatyczny regres? Czy Panthers wrócą do mistrzowskiej dyspozycji? I kto zajął miejsce Jeffa Fishera jako „Mr 7-9”?

Dziś gościnnie Dominik Kędzierawski z polskiej strony fanów New Orleans Saints. Dominika znajdziecie też na Twitterze jako @dominikkdz

 

Atlanta Falcons

NFL NFC SouthFalcons byli o krok od mistrzostwa. A nawet nie o krok, co o ułamek milimetra. W tekście o Super Bowl 2017 naliczyłem przynajmniej pięć sytuacji, kiedy Falcons mogli ostatecznie i jednoznacznie rozstrzygnąć mecz.

Co ważne, Atlanta nie ma jakichś dużych dziur w składzie. Dwa lata temu Panthers dotarli do Super Bowl dzięki nadludzkiemu wysiłkowi Cama Newtona, który niósł na barkach drużynę o znacznie skromniejszym potencjale. Matt Ryan był liderem Falcons, ale miał wokół siebie znakomicie zbudowaną drużynę.

Po dobrym sezonie regres jest zawsze prawdopodobny, ale akurat Atlanta nie pasuje do wizerunku „szczęściarzy”. Zaawansowane metryki pokazują, że w dobrym sezonie Falcons nie było przypadku. Tak naprawdę można mówić o dwóch elementach, w których do drużyny uśmiechnęło się szczęście. Po pierwsze Matt Ryan miał nieproporcjonalnie dużo upuszczonych INT, innymi słowy piłek, które obrońca mógł przechwycić, ale tego nie zrobił. W sezonie 2016 defensorzy rywali złapali zaledwie 13,29% takich piłek, najniższy wynik u regularnych starterów. Średnia ligowa to ok. 40%, a w przypadku Andrew Lucka obrońcy złapali ponad 60% możliwych do przechwycenia podań (za presnapreads.com).

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC South

AFC West

NFC East

NFC North

NFC West – 3 września

Po drugie Falcons byli zdrowi. Czynnik zdrowia to coś, co drużyna kontroluje w bardzo ograniczonym zakresie. W zeszłym sezonie tylko dwie drużyny w NFL miały pięciu starterów w o-line, którzy zagrali ponad 90% snapów. Spotkały się w Super Bowl. Problem z linią Sokołów polega na braku sprawdzonych rezerwowych. Poważny uraz któregoś z tych graczy i życie Ryana staje się znacznie trudniejsze.

[EDIT: 1 września wieczorem Falcons oddali wybór z piątej rundy draftu 2018 za rezerwowego OT Broncos, Ty Sambrailo]

Jednak najpoważniejszym problemem jest odejście koordynatora ofensywy Kyle’a Shanahana, który dostał posadę HC w 49ers. Przed rokiem Shanahan stworzył system idealnie pasujący do silnych i słabych stron drużyny. Efektem była jedna z najlepszych ofensyw w historii NFL i zasłużony tytuł MVP dla Matta Ryana. Jego następca, Steve Sarkassian, ma tylko jeden sezon doświadczenia jako trener w NFL. W 2004 r. trenował rozgrywających w Oakland Raiders, którzy skończyli tamten sezon z bilansem 5-11.

Sarkassian ostatni rok spędził jako koordynator ofensywy Uniwersytetu Alabamy, który grał w oparciu o zone read i inne formy opcji z dużo biegającym rozgrywającym. Oczywiście nie znaczy to, że tak samo będą grali Falcons. Wątpię jednak, by playcalling Sarkassiana był równie idealnie skrojony pod Ryana i spółkę jak u Shanahana.

W offseason Atlanta nie straciła żadnego kluczowego gracza. Młodzi defensorzy nieco okrzepli i powinni być nieco lepsi niż w ostatnim sezonie zasadniczym (26. miejsce w lidze wg DVOA). Na linię trafi NT Dontari Poe, który ma za sobą kilka nierównych sezonów w Kansas City. Potencjał ma niewątpliwy, gorzej ze zdrowiem. W trzeciej linii do zdrowia wrócił CB Desmond Trufant, który podpisał nową umowę (68,75 mln/6 lat).

Falcons wciąż mają potencjał, by być w czołówce NFL. Dwa duże znaki zapytania to zdrowie o-line i spasowanie nowego koordynatora z jego ofensywą. Stawiam na lekki regres.

 

Tampa Bay Buccaneers

Trzy lata temu Bucs wygrali zaledwie dwa mecze i z #1 w drafcie 2015 wybrali Jameisa Winstona. Od tego czasu drużyna jest konsekwentnie wzmacniana i poprawia regularnie swój bilans w sezonie zasadniczym. Czy to już czas na pierwsze playoffy od 2007 r.?

Tegoroczny offseason to kolejne wzmocnienia. Póki Winston nie pożera zbyt wiele salary cap na debiutanckim kontrakcie, na Florydzie mają spore pole manewru. Tym razem skupili się głównie na ofensywie, która nieco niedomagała przed rokiem. Niedomagała głównie przez urazy. Jak na plagę kontuzji drużyna i tak radziła sobie nieźle, ale po dziesięciu sezonach bez playoffów „nieźle” już w Tampie nie wystarcza.

Najciekawszym nabytkiem jest WR DeSean Jackson, jeden z najbardziej niebezpiecznych reciverów przy dalekich piłkach w całej lidze. Wspólnie z Mikiem Evansem stworzy piekielnie silny duet na skrzydłach. Do tego w pierwszej rundzie draftu wybrali TE O.J. Howarda z Alabamy. Co prawda jest to raczej inwestycja na przyszłość, bo TE to jedna z najtrudniejszych pozycji w NFL i debiutanci rzadko odgrywają poważną rolę. W swoim debiutanckim sezonie Rob Gronkowski miał 546 jardów, Antonio Gates 389 jardów, Jimmy Graham 356 jardów, a Jason Witten 347 jardów.

Co ciekawe w drużynie został RB Doug Martin. Kiedy przepłacony RB został zawieszony za nadużywanie narkotyków, wydawało się, że zostanie zwolniony z Tampy. Zawieszenie anulowało wszystkie pozostałe gwarancje, a jednak Martin przygotowuje się do sezonu z drużyną. W 2015 r. miał 1402 jardy po ziemi, przed rokiem tylko 421. Zarobi w tym roku 7 mln dolarów.

Nieco wzmocniona została defensywa, głównie pozycja safety. Z Dallas przyszedł J.J. Wilcox, z kolei w drugiej rundzie draftu Bucs pozyskali Justina Evansa.

Na koniec warto jeszcze zauważyć, że pracę stracił kicker Robert Aguayo. Zaledwie przed dwoma laty Bucs oddali dwa wybory w drafcie za prawo do wzięcia go z #59. Okazał się jednym z najgorszych kickerów w tym stuleciu.

W Tampie konsekwentnie budują drużynę wokół Winstona. Jeśli młody rozgrywający nie zaliczy jakiegoś regresu, to w tym roku czas na playoffy.

 

New Orleans Saints

Autor: Dominik Kędzierawski, SAINTS/PELICANS.PL

7-9. 7-9. 7-9. Przez ostatnie trzy lata w Bayou panowała stabilność. Choć nie taka, na jaką wszyscy fani Świętych mieli nadzieję. Po dotarciu na sam szczyt i wygraniu Super Bowl, Saints popełnili wiele złych decyzji. Gdy tylko kariery zaczęli kończyć tacy zawodnicy jak Jabari Greer czy Jonathan Vilma, wszystko zaczęło się sypać. Kiedy oni zniknęli, na jaw wyszły wszystkie zmarnowane wybory w drafcie. Nie licząc Terrona Armsteada, Saints przez kilka lat nie trafili z wyborem poza pierwszą rundą.  Jeszcze w 2013 roku, Saints mogli się poszczycić jedną z najlepszych defensyw ligi, kiedy debiutujący w Nowym Orleanie Rob Ryan odmienił defensywę zespołu. Rok później? Drugą od końca. Paniczne próby pierw wzmocnienia, a potem połatania tej defensywy nie pomogły, a ruchy takie jak Brandon Browner ściągnęły tę defensywę poniżej jakiegokolwiek dna. Nic dziwnego więc, iż Sean Payton postanowił gruntownie przebudować zespół. Nie miał jednak tego komfortu, który obecnie mają np. 49ers, pozwalającego mu powoli zbudować zespół. Działał więc szybko. Dzisiaj w Big Easy nie ma ani Ryana, ani starych skautów, ani większości personelu i ani jednej pomyłki transferowej. Nie ma też Jimmy’ego Grahama, Kenny’ego Stillsa oraz Brandina Cooksa, czym Payton zagrał kartą Bila Belichika – dla większego dobra był w stanie wymienić niemal każdego. To wszystko w zaledwie trzy lata.

I oto jesteśmy w 2017, a plan Paytona wydaje się działać. Brees wydaje się coraz młodszy z każdym kolejnym sezonem, a wokół niego zaczyna dominować młodzież. Bez zbędnego przedłużania, oto Saints 2017:

Tak długo, jak w Big Easy są Brees oraz Payton, ofensywa Świętych będzie w czołówce. Nie zmieni tego odejście Brandina Cooksa, tak jak nie zmieniło tego odejście Jimmy’ego Grahama. I bez niego Drew wciąż ma wiele broni: rosnącą gwiazdę Michaela Thomasa, jednego z najlepszych slot receiverów ligi w postaci Williego Sneada oraz następcę Cooksa – Teda Ginna. Oczekiwanie, iż Ginn zastąpi produkcję Cooksa nie ma żadnego sensu, ale sam zawodnik wnosi o wiele więcej wszechstronności. Ginn jest o wiele bardziej użyteczny w screen game i wnosi wartość jako returner. Nie można także zapomnieć o Cobym Fleenerze, który ma wiele do udowodnienia. A broni go przetrzebiona przez kontuzje, acz bardzo dobra linia ofensywna. Nawet bez Terrona Armsteada, który jest najlepszym bodyguardem Breesa, rozgrywający Saints ma zazwyczaj dużo czasu w kieszeni. Jedynym problemem mogą się okazać niepewne snapy, jeśli Max Unger nie będzie gotów na Vikings. Jest to jednak bardzo wątpliwe.

Kolejne sezony z Breesem powyżej 4000 jardów to już szara codzienność NFL. To, co budzi małą ekscytację wokół sezonu Saints, to ich gra biegowa. Mark Ingram w końcu przekroczył tysiąc jardów. Dołączył Adrian Peterson. A wisienką na torcie jest szwajcarski scyzoryk z Tennessee – Alvin Kamara, za którego Saints oddali drugorundowy wybór w przyszłym roku. Ileż razy słyszeliście, iż to za duży tłok? Ileż razy, iż Peterson nie pasuje do Saints? Cóż, to błędne założenia. Payton lubi rotować swoimi biegaczami, a każdy wnosi co innego do gry. Operuje on systemem „north-south”, polegającym na otwarciu dziury w defensywie rywali i jak największej możliwej zdobyczy jardowej. Nie jest to system idealny dla biegaczy wymagających dużej ilości prób,  ale sprawdza się idealnie przy biegaczach pokroju Ingrama, dzięki oparciu biegów na zone runach. Peterson, mimo lat na karku wciąż potrafi się urwać obronie, dzięki czemu powinien się odnaleźć bez większego problemu, mimo ograniczonych dotyków. Nie można jednak wykluczyć wymieszania tego systemu wraz z systemem power, bardziej pasującym dla jego gry. Payton również bardzo lubi grać sześcioma liniowymi, więc nie powinno być problemów z dostaniem AP na wolne pole. Saints mają tutaj pomysł, co jest bardzo dobrym znakiem, gdyż 2 z 3 ich najlepszych sezonów ostatniej dekady przyszły wraz ze zbilansowaną ofensywą.

Na koniec zaś najważniejsze – defensywa. Już miniony sezon był sukcesem, gdyż Saints byli już tylko 27 defensywą pod względem oddanych jardów, mimo przetrzebienia przez kontuzje – m.in. tracąc dwóch podstawowych CB w pierwszych dwóch tygodniach. Urazy znowu nie oszczędzają Świętych, którzy już stracili Nicka Fairleya oraz przez błąd sztabu – Delvina Breaux. Mimo to, w Nowym Orleanie nie panuje panika. Rozsądne ruchy w wolnej agenturze i stosunkowo trafione wybory w drafcie zbudowały podstawy solidnego unitu. Dennis Allen zaś udanie nim przewodzi co widać było w tegorocznym preseason. Obrona wyglądała na zgraną oraz dobrze się rozumiejącą. Krycie było świetne, a presja na QB rywali była nieustanna. Zarówno pośród starterów, jak i rezerwowych. Saints już rok temu generowali dużo presji, ale nie potrafili przekuć tego w sacki. Teraz poprawione krycie daje im więcej czasu na dokończenie roboty. W pełni zdrowia są do tego Hau’oli Kikaha oraz Sheldon Rankins. Trudno oczekiwać od tej obrony skoku takiego, jak w pierwszym sezonie Roba Ryana, ale można być pewnym, iż już nie będą pośmiewskiem NFL. To młody i atletyczny unit, wspomagany przez solidnych weteranów. Do tego mający dobrą glębię. To unit na lata.

A więc mając to wszystko na względzie, na co realnie stać Saints? Choć zespół bardzo, a to bardzo przypomina mistrzowski zespół Saints w sposobie jaki jest budowany – weterani na tych samych pozycjach, tak samo debiutanci; tak wątpię, aby raz jeszcze zaczął sezon od trzynastu wygranych z rzędu. Ponadto NFL nie dała Świętym zbyt wielu przysług w terminarzu. Lecz nikt na nich nie stawia, więc mogą naprawdę zaskoczyć. Czy są w stanie wygrać dywizję? Oczywiście, ale defensywa musiałaby osiągnąć poziom czołowej w lidze. Czy wygrają? Niestety jestem sceptyczny. Ten zespół stać na 9/10 wygranych i walkę o dziką kartę. I to jest realny sufit tego zespołu. Jeśli tylko zdrowie dopisze, stać ich na to. Wszystko, byle nie 7-9.

 

Carolina Panthers

Panthers 2015 byli zespołem znacznie słabszym niż 15-1. Prawdopodobnie jednak nie tak słabym jak wskazywałby bilans 6-10 w 2016 r. Podstawową różnicą był Cam Newton, a konkretnie jego zdrowie. W drugiej połowie sezonu było widać, że rozgrywający Panthers ma problemy z barkiem, co potwierdziła offseasonowa operacja. Styl gry Newtona sprawia, że jest on bardziej narażony na uderzenia, a do tego dramatycznie słaba linia ofensywna zwiększa ryzyko.

W Charlotte próbowali poprawić linię ofensywną, ale dawanie potężnego kontraktu Mattowi Kalilowi nie było najlepszym pomysłem. Michael Oher wciąż nie wyszedł z concussion protocol i nie wiadomo czy kiedykolwiek wyjdzie. Michael Remmers przeniósł się do Vikings, co nie było dla Panthers dużą stratą. Ale dawanie Kalilowi większych pieniędzy niż Andrew Whitworth dostał w Los Angeles to grube nieporozumienie.

Być może część obciążenia zdejmie z Newtona #8 tegorocznego draftu, czyli RB Christian McCafffrey. McCaffrey reklamowany był jako wzorcowy nowoczesny RB: biega, łapie i blokuje, może grać też jako slot reciver. Jeśli prognozy się spełnią, Newton dostanie cenną broń, ale z debiutantami różnie bywa. Poza tym ofensywa będzie wyglądała z grubsza podobnie jak przed rokiem, co nie jest specjalnie dobrą rekomendacją.

W obronie do drużyny dołączył Julius Peppers, który chce zagrać ostatni sezon w NFL tam, gdzie grał pierwszy. Nie będzie nikim więcej niż sytuacyjnym pass rusherem, a i w tej roli w wieku 37 lat będzie mu ciężko coś zwojować. Do tego nowe umowy dostali liniowi Mario Addison i Kawann Short. Na safety kwotę zbliżoną do minimum dla weterana dostał Mike Adams, który ostatnie trzy sezony spędził w Indianapolis.

Skład Panthers nie budzi większego zaufania. To drużyna, która zajdzie tak daleko, jak zaprowadzi ją Newton. Co oznacza dość szybki koniec, jeśli będą go chronić równie fatalnie jak przed rokiem.

 

Mój typ: Dywizja dla Bucs, dzika karta dla Falcons. Panthers i Saints w okolicy 6-8 zwycięstw i bez playoffów.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

NFL przed sezonem 2017: NFC North

NFC North to dywizja Aarona Rodgersa i jak co roku to Packers są „team to beat”. Nie jest to niemożliwe, ale pozostałe zespoły z tej dywizji jakoś nie poczyniły w tym kierunku dużych kroków w offseason. Choć w Minnesocie może wystarczyć, że będą zdrowsi.

 

Green Bay Packers

NFL NFC NorthJak długo Aaron Rodgers prowadzi atak Green Bay Packers, tak długo drużyna z Wisconsin pozostaje kandydatem do wygrania NFC. Tyle że Rodgers nie może wszystkiego robić sam, więc co roku czegoś brakuje.

W zeszłym roku była to obrona. Właściwie tylko duet safety, pass rusher Nick Perry oraz DL Mike Daniels spisywali się na miarę oczekiwań. Perry został wynagrodzony absurdalnie wysokim kontraktem, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że był to jego pierwszy udany sezon po trzech niewypałach z rzędu.

Kluczowym problemem była kwestia cornerbacka, gdzie niespodziewanie #1 został Ladarius Gunther, pracowity chłopak, ale z talentem na głębokiego zmiennika i special teamera. Efektem był Julio Jones, który przebiegł się po defensywie GB jak chciał.

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC South

AFC West

NFC East

NFC South

NFC West – 3 września

Do zdrowia powracają Damarious Randall i Quinten Rollins, ale wątpliwe by któryś z nich stanowił duże wzmocnienie. Większe nadzieje fani Packers mogą wiązać z tegorocznym debiutantem Kevinem Kingiem oraz powrotem Davona House’a, który ostatnie dwa lata spędził w Jacksonville. Niby najlepszą szansą na wygraną na loterię jest kupienie jak największej liczby losów, ale jakoś nie jestem pewien czy ta ilość przejdzie w jakość.

Słabo wygląda też pass rush. Clay Matthews nie zagrał pełnych 16 meczy jako pass rusher od debiutanckiego sezonu. Udało mu się to w latach 2014-15, ale wtedy grał głównie na ILB. Gdy wrócił na swoją nominalną pozycję przed rokiem, od razu opuścił cztery mecze po urazach, w preseason też miał problemy ze zdrowiem. Moje wątpliwości co do Nicka Perry’ego przedstawiłem wyżej, a poza tym zdążył już skręcić kostkę w meczu przedsezonowym i „może” będzie gotowy na pierwszy mecz sezonu zasadniczego. Za tą dwójką… długo, długo nic. Tradycyjnym problemem pozostaje pozycja środkowego linebackera.

[EDIT: 30 sierpnia wieczorem Packers podpisali Ahmada Brooksa z 49ers. Jeśli zostały mu jeszcze jakieś siły, to może pełnić podobną rolę w drużynie co wcześniej Julius Peppers]

Przynajmniej w ataku wszystko będzie ok, prawda? Fakt, udało się pozyskać wreszcie TE z prawdziwego zdarzenia. Nierównego Jareda Cooka zastąpi wszechstronny Martellus Bennett, który daje naprawdę sporo możliwości w ofensywie. Pytanie tylko czy Mike McCarthy będzie w stanie go wykorzystać.

Nieco gorzej przedstawia się sytuacja przed Aaronem Rodgersem. Rok temu odszedł T.J. Lang, w tym roku Josh Sitton. Rok temu odszedł Josh Sitton, w tym roku T.J. Lang. Dodatkowo wszechstronny J.C. Tretter zasilił Browns. W efekcie center Corey Linsley będzie miał po obu swoich stronach niesprawdzonych partnerów i fenomenalna w ostatnich latach pass protection, która pozwalała Rodgersowi na improwizację, może w tym roku nie trzymać się tak dobrze.

O ile młodzi CB Packers nagle nie „zaskoczą”, to nie widzę GB w Super Bowl.

 

Detroit Lions

Lwy dość niespodziewanie weszły przed rokiem do playoffów, ale raczej nie ma co liczyć na powtórkę. Zaledwie jedno z dziewięciu spotkań przed rokiem wygrali wyżej niż jednym posiadaniem, mieli ujemny bilans małych punktów, a DVOA sytuowało ich na 27. miejscu w lidze, między Jaguars i 49ers.

Dodatkowo mocno ograniczona salary cap nie pozwoliła na spektakularne wzmocnienia. Udało im się zainwestować w największą słabość – linię ofensywną. Pozyskali RT Ricka Wagnera i RG T.J. Langa. W tym drugim przypadku przy okazji osłabili lokalnego rywala z Green Bay. Musieli jednak zapłacić premium za obu graczy. W przypadku Wagnera wręcz zrewolucjonizowali rynek na RT. Na domiar złego w czerwcu operację przeszedł ich LT Taylor Decker i będzie wyłączony z gry od czterech do sześciu miesięcy. W efekcie lewą stronę Matta Stafforda chronić będzie Cam Robinson, który był tak słaby, że pozbyli się go nawet LA Rams.

Miejsca pod czapką jest niewiele, a Lions wciąż nie podpisali nowej umowy z Ziggym Ansahen, który będzie grał na opcji piątego roku z pensją przeszło 12,7 mln dolarów.

Nową umowę dostał za to Matt Stafford. 135 mln/5 lat daje rekordową średnią 27 mln rocznie, ale to nie sumaryczna kwota stanowi o jakości kontraktu. Dwa kluczowe parametry to pieniądze gwarantowane w momencie podpisania oraz kwota wypłacana przez pierwsze trzy lata umowy. Matt Stafford dostał aż 50 mln dolarów singning bonusu! W pełni gwarantowana kwota to 60,5 mln. W trzy lata dostanie 87 mln.

Porównajmy to z dwoma innymi spektakularnymi umowami: Dereka Carra i Andrew Lucka. Carr dostał 40 mln gwarancji (dwie trzecie tego co Stafford) i 67,7 mln w trzy lata (ok. 78% kontraktu Stafforda). Umowa Carra, choć średnia jest imponująca, tak naprawdę jest najsłabsza z tych trzech. Luck dostał 44 mln gwarancji oraz 75 mln w trzy lata.

Lions nie mieli większego wyboru. Potrzebowali miejsce pod czapką płacową (nowa umowa zwalnia 6 mln na ten sezon), nie mają alternatywy dla Stafforda, który zapewne dostałby na rynku nawet 30 mln/rok od Browns czy 49ers. W odwodzie pozostawałby franchise tag. Dwukrotny tag dla Stafforda wynosiłby 59,5 mln, co w połączeniu z 16,5 mln pensji w tym sezonie dałoby 76 mln. To był bardzo mocny argument po stronie drużyny i jeszcze bardziej pokazuje jak bardzo obóz Stafforda wygrał negocjacje.

Stabilizacja na rozegraniu to cenny atut, o ile Lions będą go w stanie ochronić.

 

Minnesota Vikings

Zaczęli poprzedni sezon od 5-0, a potem kompletnie się posypali. Przyczyny były dwie: jednowymiarowa ofensywa, dla której kulą u nogi była fatalna linia ofensywna oraz plaga kontuzji w świetnej defensywie, która zaczęła na bardzo wysokim poziomie, by z meczu na mecz grać gorzej.

Jak na razie urazy omijają defensywę, w której wracają wszyscy najważniejsi zawodnicy. To oznacza, że Vikings powinni być bardzo mocni po tej stronie piłki. Wątpliwości znów budzi ofensywa.

W Twin Cities pozbyli się Adriana Petersona. Nawet ikona klubu nie jest warta 18 mln dolarów w wieku 32 lat. Tylko czy płacenie Lataviusowi Murrayowi 15 mln/3 lata to na pewno najlepsze rozwiązanie, by go zastąpić? Murray niewiele osiągnął za bardzo dobrą linią w Oakland, wątpliwe by udało mu się to w MInnesocie.

Nie poprawiła się sytuacja w linii ofensywnej. Co prawda Vikings wydali sporo pieniędzy, by upewnić się, że T.J. Clemmings nie wstanie z ławki, ale można mieć wątpliwości czy Riley Reiff i Mike Remmers to faktycznie goście, którym warto płacić w sumie ponad 20 mln dolarów rocznie. Gorzej pewnie być nie może, ale to wcale nie znaczy, że będzie lepiej.

Vikings nie mieli w tym roku wyboru w pierwszej rundzie draftu, bo oddali go do Eagles za Sama Bradforda. Bradford rozegrał najlepszy sezon w karierze. Trochę z konieczności, a trochę ze względu na własne ograniczenia grał głównie krótkie piłki, ale robił to na tyle skutecznie, że trudno mieć do niego pretensje o słabość ofensywy Minnesoty. Podobno do zdrowia wraca Teddy Bridgewater. Zapewne ktoś z tej dwójki odejdzie za rok, ale na razie nie wiadomo czy Bridgewater zdoła wejść na poprzedni poziom sportowy.

Kusi mnie, by napisać, że Vikings zajdą tak daleko, jak zaprowadzi ich obrona, ale to nieprawda. Obrona będzie ich trzymała na powierzchni, a ostateczny wynik zależy od dyspozycji ataku. Na miejscu fanów nie liczyłbym z tej strony na zbyt wiele.

 

Chicgao Bears

Sezon 2017 będzie trzecim rokiem wspólnej pracy duetu HC John Fox – GM Ryan Pace. Jak na razie nie mogą się pochwalić specjalnymi sukcesami. Dwa ostatnie sezony to w sumie bilans 9-23. Stąd dość nerwowe ruchy w offseason, bo nawet najbardziej cierpliwy właściciel zacznie wymagać efektów po trzech latach.

Jak można się było spodziewać, po ośmiu latach era Jaya Cutlera w Chicago dobiegła końca. Cutler awaryjnie trafił do Miami, a w Chicago rozpoczęły się desperackie poszukiwania nowego asa na rozegraniu. Brian Hoyer został wypuszczony do San Francisco, a w jego miejsce ściągnięto Michaela Glennona, dając mu roczną umowę na 18,5 mln z dwoma latami opcji dla drużyny. Wątpię, by o Glennona była aż taka konkurencja, by dawać mu 18 mln, pewnie za połowę tej kwoty też by podpisał.

Ale to nie koniec atrakcji. W maju Bears oddali do San Francisco #67 i #111 w drafcie 2017 oraz wybór w trzeciej rundzie draftu 2018 za prawo do przesunięcia się o jedno miejsce w górę i wybór Mitchella Tubiskiego. Młody rozgrywający to duży znak zapytania, a cena była bardzo wysoka. Jeśli Trubisky okaże się quarterbackiem przyszłości w Chicago to cena nie będzie za wysoka. Ale jeśli oba nabytki na rozegraniu okażą się niewypałem, Fox i Pace zostaną bez pracy w 2018 r.

Cały ten kapitał zainwestowany w wątpliwe rozwiązania na rozegraniu można było wykorzystać inaczej, bo potrzeb jest dużo. Przede wszystkim nie bardzo wiadomo, do kogo miałby podawać nowy QB (ktokolwiek nim będzie). Alshon Jeffery wybrał Eagles. Cam Meredith, najlepszy reciver Bears w zeszłym sezonie, zerwał ACL w preseason. Z Tennessee pozyskali Kendalla Wrighta, a z New York Giants Victora Cruza, ale kariery obu tych obiecujących zawodników przerwały kontuzje i wątpliwe, by odzyskali dawną dyspozycję.

Miśki nieco wzmocniły secondary. Prince Amukamara i Marcus Coper nie są może gwiazdami, ale całkiem solidnymi opcjami na cornerbacku już jak najbardziej.

Czy jest jakaś nadzieja dla Chicago na ten sezon? Jeśli Trubisky i kilku nieznanych graczy nagle okażą się gwiazdami, to są szanse powalczyć o playoffy. Znacznie bardziej prawdopodobna jest jednak walka o #1 w drafcie.

 

Mój typ: Żadna z tych drużyn nie budzi we mnie większego zaufania. Z braku laku dywizja dla Aarona Rodgersa. Drugie miejsce, ale bez playoffów, dla Vikings, trzecie dla Lions, a dywizję zamkną Bears.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

NFL przed sezonem 2017: NFC East

W zeszłym sezonie NFC East współzawodniczyła z AFC West o miano najsilniejszej dywizji w NFL. Jak będzie w tym roku? Wiele wskazuje, że znów będzie tam bardzo ciekawie, choć Redskins znów pokazali, że są jedną z najbardziej dysfunkcyjnych organizacji w lidze.

Dzisiaj gościnnie dołącza do mnie Elimgrey, którego możecie znaleźć na Twitterze. To najlepsze polskie źródło wieści, plotek i spekulacji na temat New York Giants w Polsce, a w poniższym tekście pisze oczywiście o swojej ulubionej drużynie.

 

Dallas Cowboys

NFL NFC EastDziwny ten offseason w wykonaniu Cowboys. Po raz pierwszy od dekady podstawowym QB nie jest Tony Romo, żadnych dziwnych transferów, kontrowersyjnych kontraktów i kolejnych restrukturyzacji, by upchnąć drużynę pod czapką płac. Przynajmniej liczba zawieszonych się zgadza.

Tony Romo przesiadł się do budki komentatora, a jego miejsce zajmie Dak Prescott. Na razie jednak Cowboys nie skorzystają w pełni z ogromnej przewagi konkurencyjnej jaką jest niski kontrakt ich podstawowego QB, bo przez najbliższe dwa sezony będą spłacali prawie 20 mln martwych dolarów z kontraktu Romo.

Prescott w zeszłym sezonie był statystycznie nie tylko najlepszym rookie QB od dawna, ale i jednym z najlepszych rozgrywających w całej lidze. Ten sezon będzie dla niego znacznie trudniejszy. Ubiegłoroczna kampania znacznie podniosła oczekiwania względem niego. Tymczasem przystępuje do niej bez RB Ezekiela Elliotta, zawieszonego na sześć spotkań za przemoc domową. Z przodu będzie miał mniej spokoju, bo z drużyną pożegnali się Ronald Leary (Denver) i Doug Free (emerytura). Cowboys nie wzięli nikogo nowego na linię ofensywną, więc ta formacja, choć wciąż dobra, powinna być nieco słabsza.

Znacznie gorzej będzie wyglądała obrona, a zwłaszcza secondary. Barry Church, J.J. Wilcox, Brandon Carr i Marris Claiborne odeszli do innych drużyn. Co prawda Cowboys wzięli w drafcie aż czterech DB, ale wątpliwe, by ta grupa od razu była w stanie zapewnić secondary na choćby średnim poziomie. DE Randy Gregory znów został zawieszony na cały sezon. Wsparciem pass rushu może za to okazać się #28 tegorocznego draftu Taco Charlton, wiele wskazuje, że w NFL wreszcie zadebiutuje LB Jaylon Smith, który stracił ubiegły sezon po katastrofalnej kontuzji kolana. Niemniej nawet genialny DC jakim jest Rod Marinelli będzie miał problemy, by poskładać coś sensownego.

Cowboys mają sporo wartościowych elementów, ale czeka ich regres, podobny, choć może nie aż tak głęboki, jak w 2015 r.

 

New York Giants

Autor: @Elimgrey

Zarówno wśród fanów jak i w nowojorskich mediach popularna jest opinia, że jest to najbardziej utalentowany zespół Giants licząc od sezonu 2008.

Skąd tyle optymizmu?

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC South

AFC West

NFC North

NFC South

NFC West – 3 września

Po pierwsze – w niemal tym samym składzie wraca defensywa, która w 2016 pociągnęła zespół do 11 wygranych (jedyną istotną zmianą personalną jest brak DT Johnathana Hankinsa).

Po drugie – Eli Manning otoczony jest być może najlepszym w całej swej karierze arsenałem broni. Tezy tej nie negują nawet pesymiści, tyle że zaraz pytają, czy będzie w stanie go wykorzystać wskazując palcem na linię ofensywną. Owszem, na papierze to największa słabość drużyny ale przypomnę, że w 2015 Giants nie mieli problemów ze zdobywaniem i punktów i jardów, mimo że przez większość sezonu w OL grała de facto ta sama piątka, która zagrać ma teraz. W meczach przedsezonowych ochrona quarterbacka wygląda przyzwoicie, gorzej jest z robieniem ścieżek dla biegaczy.

Tak jak nie mam wątpliwości, że linia nie jest atutem drużyny, tak moim zdaniem w 2016 największym problemem Giants był brak talentu wśród playmakerów i przewidywalny play-calling. Rywale ochoczo ustawiali cover-2 (schemat defensywny z dwoma głęboko cofniętymi safeties), czyli mówiąc po polsku rzucali wyzwanie: „My ograniczamy szkody, jakich może nam narobić Beckham, a wy pobijcie nas w inny sposób”. Nowojorczycy nie umieli na to odpowiedzieć. Dodatkowo historycznie rekordową liczbę snapów (92%) grali w tzw: „personnel 11” (1 RB + 1 TE + 3 WRs) i w efekcie wraz z biegiem sezonu ich ofensywa stała się łatwa do odczytania dla rywali.

Wiosną, NYG mocno zainwestowali w ignorowaną przez lata pozycję tight enda, draftując w pierwszej rundzie Evana Engrama (na boisku porównuje się go do Jordana Reeda i Aarona Hernandeza). Wcześniej w „okienku transferowym” ściągnęli z Vikings Rhetta Ellisona, którego kartą przetargową jest blokowanie (ostatnim graczem w składzie Giants grającym na tej pozycji który umiał to robić był Martellus Bennett w 2012 roku).

Nowym graczem w drużynie z najgłośniejszym nazwiskiem jest WR Brandon Marshall – gość który poza swoim debiutanckim sezonem, całe życie w nfl spędził jako go-to-guy. Tymczasem w Giants w najlepszym wypadku będzie numerem 2 a jego najważniejszym zadaniem będzie ściąganie presji z Beckhama oraz pomoc w red zone i przy trzecich próbach – sytuacjach w których NYG mieli sporo problemów przed rokiem. Tylko ten jeden ruch sprawił, że trójka OBJ, Marshall i Shepard pojawia się we wszystkich dyskusjach o najlepszym korpusie receiverów w nfl.

Dzięki tym zmianom cover-2 i 92% snapów granych w „personel 11” ma stać się historią. Jeśli zdrowie dopisze, OL nie zaprzepaści potencjału ofensywy a defensywa utrzyma ubiegłoroczny poziom, realne wydają się ambicje, by przynajmniej poprawić ubiegłoroczny wynik (runda dzikich kart) choć celem ostatecznym, jak co roku, jest postawienie kolejnego Trofeum Lombardiego w klubowej gablocie.

 

Washington Redskins

Drużyna ze stolicy słynie z dziwacznych sytuacji, w czym niemały udział ma kontrowersyjny właściciel Dan Snyder. Tym razem wyrzucili z pracy generalnego managera w dniu rozpoczęcia free agency. Problemy Scota McCloughana z alkoholem były powszechnie znane jeszcze zanim przyszedł do Redskins, ale jeśli faktycznie nałóg był problemem, można się go było spokojnie pozbyć w lutym. Pierwszy dzień podpisywania wolnych agentów to najgorszy dzień na zmiany we front office.

Co więcej nie udało się osiągnąć porozumienia z Kirkiem Cousinsem. QB Redskins zagra drugi sezon z rzędu na franchise tagu, a relacje między nim a klubem wydają się mocno nadwyrężone. Niewykluczone, że za rok Cousins zmieni klub (49ers?), a ekipa z D.C. zostanie z wyborem kompensacyjnym w trzeciej rundzie.

Do tej pory Cousins korzystał z bardzo dobrego korpusu reciverów, jednak z jego ulubionych celów pozostał tylko TE Jordan Reed. DeSean Jackson i Pierre Garcon odeszli odpowiednio do Tampy i San Francisco. W ich miejsce Redskins pozyskali Terelle Pryora i Briana Quicka, ale trudno powiedzieć, by per saldo drużyna wzmocniła się na tej pozycji.

Na plus w stolicy można zapisać wzmocnienia w defensywie. Za półdarmo pozyskali LB Zacha Browna z Bills, który zmienił pozycję i rozegrał sezon życia, a mimo to dostał jedynie roczną umowę na 2,5 mln. Na linię defensywną trafią pozyskany z Raiders Stacy McGee i Terrell McClain z Cowboys.

Ten sezon powinien pokazać, czy Cousins rzeczywiście jest czołowym QB w NFL, czy korzystał ze znakomitego korpusu reciverów maskującego jego wady. Jednak niezależnie od Cousinsa, zamieszanie nie posłuży Redskins, którzy zaliczą spory regres.

 

Philadelphia Eagles

Orły to drużyna, na którą wskaże każdy nerd, zapytany o zespół NFL, który powinien zrobić największy postęp w 2017 r. Przed rokiem Philly zanotowali bilans 7-9, choć małe punkty wskazywały, że powinni wygrać 9 spotkań. Zanotowali bilans 1-8 w meczach rozstrzygniętych różnicą jednego posiadania piłki. Byli piątą najlepszą drużyną ligi według DVOA, a ich słaby bilans można tłumaczyć najtrudniejszym (wg zwycięstw) lub drugim najtrudniejszym (wg DVOA) kalendarzem w 2016 r.

W tym sezonie przeciwnicy powinni być łatwiejsi, drużyna nie powinna mieć takiego pecha, a po zawieszeniu za doping wraca RT Lane Johnson, który powinien poprawić ochronę drugorocznego rozgrywającego Carsona Wentza.

Właśnie od Wentza będzie dużo zależało w tym sezonie. QB Orłów był bardzo chwalony za początek sezonu, ale gdy zaczęło się zawieszenie Johnsona i trudniejsi rywale, zaczął grać znacznie słabiej. Niektórzy porównują go do Blake’a Bortlesa i nie jest to komplement. Bez wątpienia Wentz ma jeszcze sporo do zrobienia, zwłaszcza jeśli chodzi o dalekie piłki.

Szefostwo Eagles postanowiło ściągnąć mu nieco pomocników. Wide reciver był przed rokiem problemem dla Philly, w tym roku powinno być inaczej. Do drużyny dołączyli Torey Smith i Alshon Jeffery. Mimo nieco słabszej gry w ostatnim czasie obaj stanowią potężne wzmocnienie na tej pozycji.

Wzmocnili się również w linii defensywnej. Z Ravens dołączył Tim Jernigan. Na DE nowym nabytkiem jest Chris Long, który w zeszłym roku jako użyteczny sytuacyjny pass rusher zdobył mistrzowski pierścień z Patriots. Będzie mógł dużo nauczyć Dereka Barnetta, czyli wybór z pierwszej rundy draftu 2017.

Największą słabością Eagles jest secondary, a to nie wróży dobrze w dywizji z Odellem Beckhamem i Dezem Bryantem. W połowie sierpnia udało im się tam wzmocnić, gdy pozyskali w wymianie Ronalda Darby’ego w zamian za WR Jordana Matthewsa i wybór w trzeciej rundzie draftu 2018. Wspólnie z Malcolmem Jenkinsem powinni sprawić, że secondary będzie tylko słabością, a nie ziejącą dziurą.

 

Mój typ: Dywizja dla Giants, dzika karta dla Eagles. Defensywa Cowboys utrzyma ich poza playoffami, a Redskins zanotują sezon w okolicy 5-6 wygranych.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

NFL przed sezonem 2017: AFC West

Na koniec tygodnia spędzonego z AFC dochodzimy do najsilniejszej dywizji w konferencji. To jedyna dywizja w AFC, w której wszystkie drużyny mogą realistycznie myśleć o playoffach, choć naturalnie są tu ekipy silniejsze i słabsze.

Dzisiaj dołącza do mnie pierwszy z gości, Kamil Słonka z Raider Nation Polska, który przygotował część o swojej ulubionej drużynie.

 

Kansas City Chiefs

NFL AFC WestW sezonie 2016 Chiefs wygrali 12 spotkań, co było najlepszym wynikiem za kadencji trenera Andy’ego Reida i najlepszym od sezonu 2003. Jednak playoffy zakończyły się porażką już w pierwszym meczu. Odkąd w sezonie 1993 Chiefs zagrali w finale AFC pod wodzą Joe Montany, udało im się wygrać zaledwie jeden mecz w playoffach i to przeciwko Texans w 2015, gdy Brian Hoyer kompletnie rozsypał się na rozegraniu ekipy z Houston. W sumie ich bilans w postseason po 1993 r. to 1-9.

Wydawałoby się, że drużyna, która wygrała w poprzednim sezonie 12 spotkań będzie próbowała się wzmocnić na kluczowych pozycjach i zaatakować Patriots na szczycie AFC. Jednak nikt nie typuje Chiefs jako ewentualnych kandydatów do niespodziewanego sukcesu w playoffach. Oczywiście część z tego to kompletny brak postseasonowych sukcesów KC w ostatnich latach, ale działania front office w tym roku również nie pozostają bez znaczenia.

Jedynym wartym uwagi wzmocnieniem, o ile tak to można określić, są nowe umowy dla FS Erica Berry’ego (78 mln/6 lat) oraz OG Laurenta Duvernay-Tardifa (42,4 mln/5 lat). O ile Berry’emu Chiefs musieli zapłacić solidne pieniądze (aż 20 mln signing bonusu), o tyle kontrakt dla Duvernay-Tardifa to prawdziwa okazja, biorąc pod uwagę że Kevin Zeitler dostał 60 mln/5 lat od Browns.

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC South

NFC East

NFC North

NFC South

NFC West – 3 września

Pod ogromnym znakiem zapytania pozostaje ofensywa podaniowa. Tyreek Hill to obiecujący młody reciver, ale po zwolnieniu Jeremy’ego Maclina będzie reciverem nr 1, czy jest na to gotowy czy nie. Wszyscy pozostali WR w barwach Chiefs mają w sumie jeden sezon powyżej 500 jardów (Chris Conley 530 jardów w zeszłym roku). Oczywiście swoje jardy zdobędzie znakomity TE Travis Kelce, ale jeśli któryś z młodych WR Chiefs nie wejdzie na wyższy poziom, to Kelce może spodziewać się podwajania w każdej akcji.

Największe zamieszanie wywołał draft Chiefs. Głównie dlatego, że KC posłali swój pierwszorundowy wybór w przyszłym drafcie do Bills w zamian za prawo do wybrania QB Patricka Mahomesa. Wybór następcy dla weterana na QB niekoniecznie jest złym pomysłem, o czym przekonali się Green Bay Packers, którzy wzięli Aarona Rodgersa, mimo że w składzie mieli Hall of Famera Bretta Favre’a. Tyle że Packers dostali go na „swoim miejscu” w drafcie, nie musieli oddawać dodatkowego wyboru w pierwszej rundzie.

Mahomes raczej nie zagra w tym roku. Najprawdopodobniej będzie uczył się za plecami Alexa Smitha, chyba że pierwszemu QB Chiefs stanie się jakaś krzywda. Działanie KC jest o tyle dziwne, że zastawili przyszłość za zawodnika, którego w tej chwili nie potrzebują. Taki ruch typowy jest raczej dla drużyn z dobrym składem i mizernym QB. Można by tego oczekiwać np. po Broncos. Tymczasem dla Chiefs ważniejsze powinny być wzmocnienia w linii defensywnej albo na WR.

Trudno oczekiwać, by Chiefs zdołali utrzymać 12 zwycięstw. Niemniej, jeśli ominie ich jakaś katastrofalna seria kontuzji, mogą być niebezpieczni dla każdego.

 

Oakland Raiders

Autor: Kamil Słonka, Raider Nation Polska

Ostatni sezon w wykonaniu Oakland Raiders to największy sukces od 2002 roku, kiedy to ostatni raz drużyna ze słonecznej Kalifornii brała udział w fazie playoffs. W poprzednim sezonie zagościli oni tam pierwszy raz od czternastu sezonów, więc bezsprzecznie można uznać to za przełomowy sezon. Pomimo tego, że zagrali tam tylko jedno spotkanie, to wciąż największy sukces od występu w Super Bowl podczas wspominanego sezonu 2002.

Wielki wpływ na to, jak potoczył się ostatni sezon Raiders, miał oczywiście Derek Carr, który przez lwią część sezonu był genialnym rozgrywającym z najbardziej zimną krwią w lidze. Jednak pod koniec sezonu został on paskudnie skontuzjowany, co spowodowało, że na ostatni mecz sezonu regularnego, oraz pierwszy występ w playoffs od czternastu lat Oakland Raiders wyszli na boisko bez swojej największej ofensywnej gwiazdy. Jak wszyscy pamiętamy, oba te spotkania zakończyły się przegraną i odpadnięciem Raiders z fazy postseason.

Oakland Raiders mieli bardzo ciekawy offseason, a najważniejszym jego aspektem był oczywiście nowy kontrakt dla Dereka Carra. Wszyscy spekulowali, że Derek Carr może dostać olbrzymi kontrakt, jednak nikt nie spodziewał się, że będzie on zarabiał 25 milionów dolarów na sezon, co uczyni go najlepiej zarabiającym futbolistą w historii NFL. Nie można oczywiście pominąć drugiego ważnego wydarzenia, czyli pozyskania Marshawna Lyncha, który chce dać kibicom Oakland to, co najlepsze przed odejściem od Las Vegas.

Podczas offseasonu najważniejsi nowi zawodnicy to: OL Marshall Newhouse, WR Cordarrelle Patterson, TE Jared Cook, LB Jelani Jenkins, QB EJ Manuel, oraz wspomniany RB Marshawn Lynch. Raiders mieli również ciekawy draft, który był bardzo mocno defensywny, co pokazują cztery pierwsze wybory właśnie dla tej formacji. Ogólnie, na dziewięciu zawodników wybranych w drafcie, aż sześciu z nich to reprezentacji wspomnianej formacji.

Bardzo istotne jest też to, że Raiders podpisali trenera głównego – Jacka Del Rio – na kolejne cztery lata, oraz zrobili kilka roszad na pozycjach trenerskich, między innymi wymienili jeden z najbardziej kulejących elementów układanki, koordynatora ofensywy na Todda Downinga, którego efekty pracy widzimy już w pierwszym meczach przedsezonowych.

Oakland Raiders celują wysoko, a właściwie to celują w sam szczyt. Do drużyny dołączyło kilku zawodników, którzy mają kluczowy wpływ na to jak będą wyglądać wyniki drużyny. Również zawodnicy pozyskani z draftu pokazują, że przebudowa secondary, której kibice Raiders domagają się od kilku lat, może w końcu wejść na właściwy tor.

Raiders będą bardzo zagadkową drużyną, która może okazać się jeszcze większym sukcesem niż w sezonie poprzednim. Derek Carr wracający po kontuzji może grać trochę zachowawczo, jednak w drugim meczu przedsezonowym zdobył przyłożenie w niewiele mniej niż dwie minuty zegaru meczowego. Rozbudowany korpus skrzydłowych plus Todd Downing, który chce grać z użyciem tight-endów to również coś, co może pomóc młodej gwieździe z Oakland. Po drugiej stronie boiska mamy kilku nowych zawodników w formacji secondary, oraz Bestię z Oakland – Khalila Macka – który wchodzi w rok, w którym jego wyniki wpłyną na negocjacje kontraktowe.

Poprzedni sezon Oakland Raiders to 12-4 oraz występ w jednym meczu fazy postseason. Moje przewidywania, jako zagorzałego wręcz fana Raiders, nie będą obiektywne, jednak potwierdzają to, co mówią o drużynie spod znaku tarczy media zza wielkiej wody. Oakland Raiders mogą być tą drużyną, która pokona New England Patriots i szczerze, nie mam nic przeciwko temu. Myślę, że gro kibiców NFL również chciałoby kogoś nowego na piedestale konferencji AFC. Przebudowa Oakland Raiders którą zarządza „genialny menedżer” Reggie McKenzie wydaje się być w szczytowej fazie i to właśnie w tym momencie powinna ona dać pierwsze poważne plony. Wydaje mi się, że bardzo realnym osiągnięciem byłby finał AFC, dalej nie będę się zagłębiał bo nie chcę zapeszać.

Lets Go Raiders!

 

Denver Broncos

Jak można się było spodziewać, mistrzowie z 2015 r. zaliczyli regres i opuścili playoffy. I to mimo że Football Outsiders znów sklasyfikowali ich jako defensywę #1 w NFL, a ich defensywa podaniowa była o klasę lepsza niż innych drużyn. Można wygrać mistrzostwo samą obroną i Broncos udowodnili to w 2015 r. Jednak wymaga to naprawdę historycznego sezonu, a te mają to do siebie, że się nie powtarzają. Elitarna obrona, jak Broncos, może w normalnym sezonie utrzymać zespół na powierzchni (9-7 w 2016 r.), ale bez wsparcia ataku nie wepchnie drużyny na szczyt.

Największym problemem Denver jest słabość na rozegraniu. Fani Denver muszą mieć spore problemy z oglądaniem Trevora Siemiana i Paxtona Lyncha po tym, jak w latach 2012-2014 mieli okazję oglądać fenomenalną grę Peytona Manninga. GM John Elway próbował skusić Tony’ego Romo, ale ten wybrał emeryturę i spokojniejszą posadę w loży komentatora. W efekcie za centrem w Broncos zobaczymy Siemiana, a Lynch zapewne będzie zmiennikiem.

Rozgrywający Denver mają do kogo podawać, bo duet Demaryius Thomas – Emmanuel Sanders to jedno z najlepszych, o ile nie najlepsze combo na WR. Nowo pozyskany Jamaal Charles, o ile zdrowie pozwoli, jest jednym z najwszechstronniejszych RB w NFL. Tyle że w zeszłym roku obaj młodzi QB musieli podawać pod presją, bo poniżej oczekiwań grała linia ofensywna.

Broncos zrezygnowali z OT Russella Okunga. Zamiast tego podpisali OG Ronalda Leary’ego, który ostatnie lata spędził w Dallas oraz Menelika Watsona od rywali z dywizji Raiders. W pierwszej rundzie draftu pozyskali OT Garetta Bollesa. Zobaczymy czy te inwestycje się zwrócą.

Defensywa Broncos wciąż powinna być znakomita, bo wszystkie główne postacie tej formacji pozostały w Denver. Jedynie DeMarcus Ware odszedł na emeryturę, ale on już w 2015 r. był jedynie sytuacyjnym pass rusherem (37% snapów), a pół zeszłego sezonu stracił z powodu urazów.

Elway postanowił wzmocnić największą słabość obrony, czyli defensywę przeciwko biegowi. Ma w tym pomóc doświadczony NT Domata Peko pozyskany z Cincinnati za pół darmo. Jego główną zaletą jest fakt, że nie opuścił żadnego meczu od 2009 r. Pytanie tylko czy w wieku 32 lat wytrzyma 500 snapów w sezonie. W zeszłym roku był na boisku przez 593 akcje, czyli ok. 55% snapów defensywy Bengals.

Trudno powiedzieć jak będzie wyglądała gra Broncos w tym roku. Na emeryturę odszedł trener Gary Kubiak, którego zastąpił Vance Joseph. Joseph ma tylko jeden rok doświadczenia jako koordynator, a jego obrona w Miami przed rokiem nie zachwycała (19. miejsce w lidze wg DVOA). W Denver odziedziczy znacznie silniejszą personalnie formację, ale bez koordynatora. Wade Philips przeniósł się do LA Rams i to może być najboleśniejsza starta Broncos tego offseason. Na koordynatora defensywy został awansowany Joe Woods, który trenuje DB na różnych uczelniach i w klubach NFL od 1994 r. (miał wtedy 24 lata), ale koordynatorem został po raz pierwszy.

Niemniej uważam, że nawet z niedoświadczoną kadrą obrona Broncos jest na tyle dobra, by w słabej AFC powalczyć o playoffy. Na więcej potrzeba będzie przynajmniej solidnej ofensywy.

 

Los Angeles Chargers

W wakacje w Chargers zaszły spore zmiany. Po pierwsze z drużyną pożegnał się trener Mike McCoy, którego zastąpi debiutant na HC, Anthony Lynn (wcześniej koordynator ofensywy Bills). Do pomocy będzie miał Kena Whisenhunta (OC) i Gusa Bradleya (DC), dwóch szkoleniowców z doświadczeniem jako HC, więc będzie miał się do kogo zwrócić po pomoc.

Jednak najważniejsza jest przeprowadzka klubu z San Diego 120 mil na północ do Los Angeles. Drugi największy rynek medialny i powstający stadion w Inglewood okazały się potężnym magnesem. Pozostawiają za sobą aktywną i wierną grupę fanów. Przychodzą do miasta, które ich nie znosi, na 22-tysięczny stadion na dwa lata, a od 2019 r. będą gośćmi we własnym domu, bo właścicielem obiektu w Iglewood pozostaje Stan Kroenke, właściciel Rams. Już preseason pokazał, że mogą mieć problemy z zapełnieniem nawet tak małego, jak na standardy NFL, stadionu.

Wróćmy jednak na boisko. Chargers mają jednego z najlepszych rozgrywających w NFL w osobie Philipa Riversa. Tyle że nie potrafią go obudować wystarczająco dobrą drużyną. W tym roku postanowili wzmocnić linię ofensywną. Dali 53 mln/4 lata Russellowi Okungowi, a w drafcie z siedmiu wziętych graczy aż trzej to OL. Pytanie tylko czy to pomoże. Linia ofensywna to kluczowa formacja, zwłaszcza w dywizji z Vonem Millerem, Khalilem Mackiem i Justinem Houstonem

Z #7 w drafcie pozyskali WR Mike’a Williamsa. Tyle że ten od razu pokazał, że pasuje do wiecznie kontuzjowanej grupy reciverów Chargers. Ma za sobą już dwie operacje dysku i nie wiadomo czy zdąży się wykurować na początek sezonu, choć podobno rehabilitacja przebiega lepiej niż klub oczekiwał.

Na papierze korpus reciverów Chargers wygląda świetnie. WR Travis Benjamin, WR Keenan Allen, TE Antonio Gates i TE Hunter Henry stanowią utalentowaną grupę, ale żaden z nich nie może się pochwalić najlepszym zdrowiem. Podobnie zresztą jak RB Melvin Gordon, który miał kapitalny drugi sezon w lidze, ale stracił końcówkę po urazie. Jeśli zdrowie pozwoli, ta ofensywa może być nawet najlepsza w dywizji. Tyle że zdrowie od dawna pozostaje piętą achillesową Chargers.

W defensywie drużyna podpisała nową umowę z Melvinem Ingramem (64 mln/4 lata). Wraz z Joeyem Bosą powinni stworzyć najsilniejszy duet pass rusherów w lidze. Obrona Chargers przed rokiem była 7. w NFL wg DVOA. Jeśli utrzyma formę, a ofensywa zdrowie, to ekipa z Miasta Aniołów może sprawić sporą niespodziankę.

 

Mój typ: Przewiduję niespodziankę i wygraną Chargers w dywizji. Drugie miejsce dla Raiders, którzy zaliczą lekki regres, trzecie dla Broncos, ale oba te zespoły załapią się na dziką kartę. Chiefs w okolicy ośmiu wygranych, ale poza playoffami. Kto nie idzie do przodu ten się cofa.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.