NFL, tydzień 3: Liderzy i maruderzy

Trzy tygodnie sezonu zasadniczego za nami. Pięć drużyn wciąż jest niepokonanych, a cztery nie zaznały smaku zwycięstwa. Jak podaje facebookowy profil NFL od 1990 r. żadna drużyna, która zaczęła sezon 0-3 nie wygrała Super Bowl, a jej szanse na awans do playoffów to 2,3%. Z drugiej strony aż 3/4 drużyn, które zaczęły sezon od 3-0 zameldowały się w playoffach.

Dziś przyglądam się bliżej tym niepokonanym i tym bez zwycięstwa. Spróbuję ocenić, czy któraś z tych potęg pęknie jak nadmuchiwany balonik. A może ktoś z outsiderów się przebudzi? Pamiętajcie, że jeszcze sporo grania przed nami. Po sześciu meczach sezonu zasadniczego 2015 Falcons mieli bilans 6-0, a Chiefs 1-5. W playoffach zagrali tylko ci drudzy.

Na początek niepokonani, od najsilniejszego do najsłabszego (według mojej subiektywnej oceny).

 

New England Patriots

2-2 bez Brady’ego miało być niezłym wyjściem. 3-1 świetnym rezultatem. Tymczasem Pats mają już bilans 3-0 i ani myślą zwalniać.

W czwartkowym meczu z Texans nie mógł zagrać filar obrony Dont’a Hightower, wciąż zawieszeni są Tom Brady i Rob Ninkovich, a powoli wracający po kontuzji Rob Gronkowski robił raczej za zmyłkę. A przede wszystkim na rozegraniu kontuzjowanego Jimmiego Garoppolo musiał zastąpić Jacoby Brissett, debiutant, dla którego miał to być rok treningów i oglądania wyczynów Toma Brady’ego „po cywilnemu”.

Patriots po prostu roznieśli Texans. Jasne, mieli trochę szczęścia, zwłaszcza w odzyskiwaniu kluczowych fumble w special teams, ale sztab Billa Belichicka po prostu zdeklasował sztab Billa O’Briena jeśli chodzi o układanie planu meczowego. Josh McDaniels w cztery dni ułożył zupełnie nowy, uproszczony playbook pod Brissetta, a jego gracze perfekcyjnie go wyegzekwowali. Z kolei defensywa Patriots przypomniała, czemu John Elway nie był skłonny zapłacić tak wielkich pieniędzy za Brocka Osweilera

Patriots od półtorej dekady są klasą AFC. Jednak w tym roku wygrywają bez dwóch najlepszych graczy ofensywy (Brady i Gronk). Do tego ich obrona wygląda na szybszą i skuteczniejszą niż kiedykolwiek w ostatniej dekadzie. W NFL wystarczy jeden słabszy dzień, by pogrzebać cały sezon, a nikt o tym nie wie równie dobrze jak Pats. Jednak na dziś ekipa z Nowej Anglii, wzmocniona Bradym i Gronkiem, wyrasta na głównych kandydatów do mistrzostwa.

 

Minnesota Vikings

Że sparafrazuję klasyka: „Jak ty mię zaimponowałeś w tej chwili, Zimmer”. Kiedy Vikings stracili najlepszego RB w lidze (Adriana Petersona) i swojego podstawowego QB (Teddy’ego Bridgewatera) wydawało się, że piękny sen o Kopciuszku z Minnesoty skończy się, nim się na dobre zaczął. A jednak Vikings wciąż pozostają w grze i są głównym czarnym koniem tegorocznego sezonu.

A wszystko za sprawą defensywy, która w dwóch ostatnich tygodniach zdominowała dwóch ostatnich MVP: dwa tygodnie temu Aarona Rodgersa, a w ten weekend Cama Newtona. Zwłaszcza ten drugi występ był imponujący. Od grudnia 2014 r. Panthers w każdym meczu sezonu zasadniczego zdobywali 20 punktów lub więcej. Teraz ta seria została przerwana. Newton został zsackowany siedmiokrotnie i posłał trzy piłki w ręce rywala. A sygnał do ataku dały special teams, zdobywając przyłożenie po akcji powrotnej po puncie.

W tej sytuacji atak ma jedno zadanie: nie zepsuć. Sam Bradford jeszcze nie był w tak komfortowej sytuacji w swojej karierze i to widać. Gra znacznie pewniej i spokojniej niż w Rams czy Eagles. Gra mało agresywnie, ale skutecznie, niczym Alex Smith. Ten model przypomina nieco zeszłorocznych Broncos. Na razie Vikings nie są aż tak mocni jak mistrzowska defensywa z zeszłego sezonu, ale idą w górę.

W październiku czekają ich dwa trudne mecze: z Giants i wyjazd do równie rozpędzonych Eagles. Jeśli za miesiąc wciąż będą niepokonani, znajdą się wśród głównych faworytów NFC. A jest to scenariusz znacznie bardziej prawdopodobny niż kilka tygodni temu, gdy Mike Zimmer bezradnie patrzył na wijącego się z bólu Bridgewatera.

 

Philadelphia Eagles

Żarty się skończyły. Na początku można było kpić, że z Browns i Bears nietrudno wygrywać. Ale kiedy Orły po prostu zmiotły Steelers, trzeba zacząć traktować ich poważnie.

Media przede wszystkim zachwycają się QB Carsonem Wentzem. I słusznie. Wentz jest zdecydowanie zbyt wczesnym kandydatem do nagrody ofensywnego debiutanta roku, a jeśli grałby tak przez cały sezon można by nawet dyskutować o nim w kontekście MVP. Oczywiście Wentzowi na pewno przytrafią się gorsze mecze, na pewno nie utrzyma też czystego konta w kategorii przechwytów i raczej nie ma szans na MVP. Ale na OROY jak najbardziej.

Sztab trenerski Eagles ułatwia swojemu młodemu rozgrywającemu pracę. Carson gra dużo krótkich piłek o wysokim procencie skuteczności. Jak na debiutanta jest w tym bardzo równy. Rzuca bardzo precyzyjnie i nie panikuje jeśli obrońcy przedrą się przez jego o-line. Jak na razie wygląda bardzo obiecująco, ale z dalszymi wnioskami jeszcze się chwilę wstrzymajmy.

Dla mnie dużo bardziej imponujące jest to, co Jim Schwartz zrobił z defensywą Eagles. Steelers zdołali zdobyć zaledwie trzy punkty. Trzy! Jedna z najlepszych ofensyw ligi i jedni z głównych faworytów AFC. Stalowych nie możemy jeszcze skreślać, w końcu dwa lata temu Patriots przegrali we wrześniu z Chiefs 41:14, po czym zdobyli Super Bowl. Nie umniejsza to jednak wyczynu Eagles. Orłom pomogły nieco dropy Marcusa Wheatona, ale Ben Roethlisberger cały wieczór był pod nieustanną presją i nie miał szans na nawiązanie równorzędnej walki z Wentzem.

Jak na razie Eagles mają najlepszy bilans małych punktów w NFL, a przed nimi mecze z Lions i Redskins. Wiele wskazuje, że do hitowego starcia z Vikings pod koniec października przystąpią niepokonani.

 

Denver Broncos

Jakoś nie przekonuje mnie Aqib Talib, mówiąc, że tegoroczna defensywa Broncos jest „dziesięć razy lepsza niż zeszłoroczna”. Zeszłoroczna defensywa była historycznie dominująca i ciężko będzie się zbliżyć do niej poziomem.

Niemniej jednak tegoroczna obrona Broncos jest naprawdę dobra. Shane Ray godnie zastąpił kontuzjowanego DeMarcusa Ware i zaliczył trzy sacki. Bengals nie pograli za wiele, ale nie była to aż taka dominacja jak przed rokiem. Jednak defensywa nie musi aż tak dominować, bo w Denver mają coś, czego brakowało im przed rokiem: quarterbacka.

Jak na razie Trevor Siemian daje więcej niż tylko „po pierwsze nie zepsuć”. Potrafi posłać długą piłkę, uciec z kieszeni i sporo innych rzeczy. Oczywiście jego statystyki z meczu z Bengals nie mówią całej historii. W drugiej kwarcie Cincy upuścili dwa przechwyty, a pierwsze TD do Sandersa było tak niedorzucone, że reciver musiał obrócić się o 180 stopni i wykonać ekwilibrystyczny chwyt biegnąc tyłem. Gdyby Adam Jones nie został tak bardzo z tyłu, spokojnie przeciąłby to podanie. Niezależnie od tego Siemian daje drużynie więcej niż obaj zeszłoroczni rozgrywający za ułamek zarabianych przez nich pieniędzy.

Broncos wygrali trzy mecze z trzema drużynami, które wystartowały słabiej, niż się spodziewano. Tegoroczny kalendarz mają stosunkowo łatwy, bo ich dywizja gra z NFC South i AFC South. Nigdy nie lekceważ serca mistrza i tak dalej, ale mimo wszystko nie widzę ich ponownie w Super Bowl.

 

Baltimore Ravens

Zdecydowanie najsłabsza z niepokonanych drużyn. Tylko sześciu podstawowych QB rzuciło w tym roku więcej INT niż TD, a jednym z nich jest Joe Flacco. Jacksonville Jaguars nie należą do tytanów (o nich za chwilę), a jednak Ravens robili wszystko, żeby z nimi nie wygrać. W czwartej kwarcie oba te zespoły miały w sumie pięć strat.

Jak na razie drużyna z Baltimore wygrała trzy spotkania różnicą jednego posiadania piłki. Poza Jags pokonali Browns i Bills. W przyszłym tygodniu jadą do Oakland i to zapewne będzie koniec serii. Ravens nie są prawdziwym contenderem, choć ich defensywa robi wrażenie i playoffy są jak najbardziej w ich zasięgu.

 

A teraz ci, którzy wystartowali najgorzej jak się dało, zaczynając od drużyny, która może coś jeszcze zwojuje.

Jacksonville Jaguars

Zaczęli obiecująco, od minimalnej porażki z Packers. Potem przyszedł łomot od Chargers i wreszcie fatalna porażka przeciwko Ravens. To miał być wreszcie sezon, kiedy ekipa z Florydy przełamie się i zacznie rywalizować o pierwsze miejsce w dywizji, a nie o pierwsze miejsce w drafcie.

Póki co Gus Bradley w swoim czwartym sezonie jako trener Jacksonbville ma bilans 12-38. W dwóch ostatnich sezonach trener drużyny, która po meczu w Londynie miała bilans 0-4 wylatywał z roboty jeszcze przed powrotem do Stanów. Za tydzień Jaguars grają na Wembley z Colts…

Jaguary zainwestowały potężne pieniądze w defensywę, a w ofensywie mają cały arsenał młodych, obiecujących broni. Tylko jakoś nie mogą tego poskładać do kupy. W tej ekipie dalej jest potencjał, tyle że Blake Bortles, zamiast się rozwijać, notuje regres. Zamiast prowadzić drużynę do zwycięstwa, pogrąża ją w kluczowych momentach. Być może zmiana trenera przyniosłaby ożywczy powiew na dusznej i wilgotnej Florydzie.

Jeśli Jaguars nie wygrają za tydzień z Colts, marzenia o playoffach trzeba będzie odłożyć na kolejny sezon. Znowu.

 

New Orleans Saints

Jak na razie defensywa Saints kontynuuje rekordowe tradycje z zeszłego roku, gdy stali się najsłabszą obroną odkąd Football Outsiders sporządzają indeks DVOA (czyli od 2001 r.). Ta obrona po prostu nie potrafi niczego powstrzymać, a i special teams nie zachwycają. Idealnym podsumowaniem problemów ekipy z Luizjany była komiczna sekwencja zdarzeń przy jednym z puntów Atlanty.

Saints wciąż mają niezły atak. Kiedy Drew Brees skończy karierę, może poprawić część należących do Peytona Manninga rekordów. Brandin Cooks, Brandon Coleman, Michael Thomas i Coby Fleenr to solidny, młody korpus reciverów. Z kolei Mark Ingram był niezły w sezonie 2015, a przeciwko Falcons pokazał przebłyski dawnej formy (nie żeby bieganie przeciwko Falcons wymagało specjalnych umiejętności).

Ta ofensywa sama z siebie wygra przynajmniej kilka meczów i nie zdziwię się, jeśli Saints skończą sezon w okolicy 50%. Ale fatalne decyzje personalne z kilku ostatnich lat wciąż się kumulują i jedyne o co może walczyć Drew Bres to kolejne rekordy, bo na kolejne pierścienie nie ma co liczyć.

 

Cleveland Browns

Browns ten sezon spisali na straty jeszcze przed jego rozpoczęciem. „Tankowanie” czyli celowe przegrywanie w celu kumulacji wysokich wyborów w drafcie jest w NFL trudniejsze niż w innych amerykańskich ligach zawodowych, ale w Cleveland uczciwie próbują. Wśród 62 graczy w składzie (53 w aktywnym, plus lista kontuzjowanych i zawieszonych) jest osiemnastu debiutantów i sześciu graczy pierwszorocznych (czyli takich, którzy byli już „w lidze”, ale nie grali, np. spędzili rok w practice squadzie). Zaledwie trzynastu zawodników ma więcej doświadczenia niż 4 sezony, czyli długość debiutanckiego kontraktu.

Nic dziwnego, że Browns mają 48 mln dolarów pod czapką i przegrywają jak leci.

Na domiar złego ich rozgrywający padają jak muchy. Robert Griffin III uszkodził sobie bark, co znaczy, że Browns nie będą w stanie ocenić czy nadaje się na pierwszego QB. Podobnej kontuzji doznał weteran Josh McCown. W efekcie rozgrywa Cody Kessler, debiutant z trzeciej rundy, który paradoksalnie wypadł najlepiej z całej trójki. Tyle że przeciwko Dolphins, więc chyba się nie liczy.

Browns, będąc Browns, znajdują coraz to nowe, upokarzające sposoby na przegrywanie. Tym razem na koniec czwartej kwarty odzyskali fumble na połowie Dolphins, tylko po to, żeby przestrzelić 46-jardowy FG. W dogrywce wygrali losowanie, oddali piłkę Dolphins, a ci zdobyli zwycięskie przyłożenie.

Browns kroczą po #1 w drafcie 2017, ale mają konkurencję.

 

Chicago Bears

O Browns można choć powiedzieć, że mają jakiś plan. Kumulują wybory w drafcie i ogrywają młodzież co (być może) zaprocentuje w kolejnych sezonach. Jaki plan mają Bears? Trudno powiedzieć. Jak na razie są kompletnie bezbarwni, a wszystkie swoje spotkania przegrali zdecydowanie.

Na domiar złego znów kontuzji nabawił się Jay Cutler, co oznacza, że starterem na rozegraniu jest Brian Hoyer, solidny zmiennik, ale jeśli musi zagrać więcej niż dwa mecze, zaczynają się problemy.

W najbliższych tygodniach Bears mają w planach drużyny z własnymi problemami: Lions, Colts i Jaguars.

 

Tydzień w skrócie:

1. Zaczniemy od wieści, która przebiła się nawet do niefutbolowych mediów w Polsce: Sebastian Janikowski został samodzielnym rekordzistą NFL w liczbie kopnięć z pola z odległości dalszej niż 50 jardów (ma w sumie 53 takie kopnięcia). Rekordowe okazało się 52-jardowe kopnięcie przeciwko Titans. Wyprzedził tym samym Jasona Hansona, kickera Lions z lat 1992-2012. Przy okazji można dodać, że Janikowski nie ma najlepszej skuteczności w takich FG (56,4%). Jeśli liczyć kickerów, którzy oddali przynajmniej 20 takich kopnięć, to najlepszą skutecznością (77,3%) może pochwalić się aktualny kopacz Patriots, Stephen Gostkowski. Tyle że on trafił ich zaledwie 17/22, więc rekord Janikowskiego jest bezpieczny. Z wciąż grających kickerów najbliżej jest Phil Dawson z 49ers, który trafił 37 FG z ponad 50 jardów.

2. Jeśli już przy rekordach jesteśmy, to Cam Newton nie będzie dobrze wspominał meczu z Vikings, ale za to został samodzielnym liderem wszech czasów w kategorii najwięcej przyłożeń biegowych w wykonaniu QB. Ma na koncie 45 takich TD. 44 ma Otto Graham, prehistoryczny rozgrywający Browns (lata 1946-1955). To były czasy, kiedy podstawowy QB mistrzowskiej drużyny grał również jako DB :) 43 ma Steve Young (Buccaneers 1985-86, 49ers 1987-1999), a pierwszym po Newtonie wciąż grającym rozgrywającym na tej liście jest Aaron Rodgers (23 przyłożenia biegowe w karierze).

3. Nowy koordynator ofensywny najwyraźniej pomógł Bills, którzy niespodziewanie rozbili Cardinals. Carson Palmer przypomniał sobie formę z Oakland i rzucił 4 INT (co mogło mieć nawet większe znaczenie niż nowy OC w Buffalo). Za tydzień kończą się fory dla Rexa Ryana, bo grają z Patriots, których QB jeszcze nie stracili piłki. Rex Ryan żartował, że nawet gdyby sam Belichick pojawił się na rozegraniu, to jego blitz go dopadnie, ale obawiam się, że Belichick poradziłby sobie i z blitzem.

4. Ofensywa Packers w pierwszej połowie przeciwko Lions przypomniała sobie, że ma za centrem MVP 2014 r. i wyprowadziła swoją drużynę na prowadzenie 31:3. Niestety potem Mike McCarthy przypomniał sobie, że lubi konserwatywny playcalling, a Marvin Jones przypomniał sobie, że Demarius Randall potyka się w tym sezonie o własne nogi i złapał podania na 205 jardów. Packers wygrali i ich kibice przypomnieli sobie, że przez ostatnie 20 lat Lions wygrali na Lambeau Field tylko raz. Za to w zeszłym roku. Ogólnie widać, że wszyscy wzięli swój Bilobil.

5. W pojedynku Odell Beckham – Josh Norman górą był Beckham. W pojedynku Odell Beckham – siatka dla kickerów, WR Giants musiał uznać wyższość rywala.

W pojedynku Redskins – Giants niespodziewanie górą ekipa ze stolicy USA. Dalej nie mogę w to uwierzyć.

6. Do skręconej kostki w prawej nodze Russella Wilsona dołączyły naderwane więzadła w lewym kolanie. Jeśli Seahawks nie znajdą sposobu na ochronę swojego rozgrywającego, to sezon skończy się dla niego przedwcześnie.

7. Los Angeles Rams wygrali pierwszy mecz od 1994 r. Przemilczę styl, w jakim to osiągnęli.

8. Co tydzień wkurzam się, jak Colts marnują talent Andrew Lucka. Jak co roku jest najczęściej uderzanym QB w lidze. Spodziewajcie się dłuższego tekstu na ten temat.

9. Ryan „Sixpickspatrick” pokazał czemu Jets nie chcieli zamrozić ciężkich milionów w długoletnim kontrakcie dla swojego rozgrywającego. 6 INT nie jest rekordem NFL, ale pierwszym takim wyczynem od 2007 r. Pewnym pocieszeniem dla Fitzpatricka może być fakt, że jako ostatni dokonał tego Peyton Manning przeciwko Chargers, a podobny „wyczyn” ma na koncie Joe Namath (i to nawet trzy razy), czyli jedyny QB, który poprowadził Jets do wygranej w Super Bowl. Jeśli jesteście ciekawi, to rekordem NFL jest 7 INT w jednym meczu, a jako ostatni dokonał tego Ty Demeter w barwach Detroit Lions przeciwko Cleveland Browns w sezonie 2001.

10. W niedzielę pierwszy w tym sezonie mecz w Londynie, więc oglądamy NFL już od 15:30 polskiego czasu. Co prawda Colts z Jaguars to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej (jeszcze miesiąc temu zapowiadało się tak pięknie, echhh….), ale zawsze to NFL. Jeśli ktoś z P.T. Czytelników wybiera się do Londynu i chciałby napisać kilka słów o organizacji, otoczce i swoich wrażeniach, wzbogaconych kilkoma zdjęciami, to proszę dać znać na kontakt@nflblog.pl, chętnie coś takiego opublikuję.

 

P.S. Jeśli dobrnąłeś do końca gratuluję (rozbujałem się na prawie 2,5 tys. słów). Jeśli nie zmęczyłem Cię za bardzo, będę wdzięczny za lajka albo retweeta.

NFL, tydzień 2: Kontuzje, zwolnienia i kamienie milowe

Sezon NFL powoli się rozkręca, coraz więcej dzieje się na boiskach, ale i poza nimi. Weekend przyniósł nam kolejną serię ciekawych meczów (parę słabszych również) oraz, niestety, serię urazów.

 

Kontuzje kluczowych graczy

Browns i Patriots zaczęli swoje spotkania bardzo podobnie. To zdanie brzmi dziwnie, prawda? Ale taka jest prawda. Obie drużyny wyszły na szybkie prowadzenie i wydawało się, że mają mecz pod kontrolą. Dopóki urazów barków nie nabawili się rozgrywający.

Jimmy Garoppolo zagrał kolejny świetny mecz. Po pierwszej kwarcie miał już dwa podania na przyłożenie, passer rating 154,0, a ofensywa NE zalliczyła ponad 200 jardów. Niemała w tym zasługa ich przeciwników, Miami Dolphins, którzy grali żenująco słabo po obu stronach piłki. Garoppolo grał bardzo dobre zawody, podawał precyzyjnie, w tempo, dobrze czytał grę. Jednak najbardziej imponujące było jego zachowanie w kieszeni.

Młody QB Patriots poruszał się w niej niczym weteran, unikając anemicznego pass rushu Dolphins. Jednak nawet gdy jasne było, że zaraz otrzyma cios, potrafił wytrwać do ostatniej chwili i na moment przed uderzeniem wykonać celne podanie. I po jednej z takich akcji na jego bark całym ciężarem ciała zwalił się Kiko Alonso.

Garoppolo doznał naderwania więzadła w barku. Niemal na pewno nie zagra w czwartkowym meczu przeciwko Texans, być może będzie gotowy za dwa tygodnie na starcie z Bills. A potem wraca Tom Brady, więc Jimmy i tak powędruje na ławkę. Te sześć kwart na pewno sprawi, że wiosną do Billa Belichicka przyjdzie całe stado interesantów. Bardzo ciekawe co w tej sytuacji zrobi coach/GM Pats. Jeśli za rok Garoppolo dalej będzie zawodnikiem NE, to znaczy że widzą go tam jako następcę Brady’ego. Jednak wydaje mi się, że Belichick wyciągnie za niego pick z pierwszej rundy draftu 2017. Przypomnę tylko, że po sezonie 2008, który Brady spędził kontuzjowany poza boiskiem, jego backup Matt Cassel został oddany do Chiefs za #34 w drafcie. I była to jedna z gorszych decyzji managementu Kansas City w tamtych czasach. Nie przesądzam, czy Garoppolo będzie takim samym bustem jak Cassel, ale potencjalni kupcy powinni być ostrożni.

Wróćmy jednak do Pats. Mają zaledwie cztery dni na przygotowanie nowego startera, debiutanta Jacoby’ego Brissetta. Rookie w meczu z Dolphins zagrał poprawnie, ale widać jak bardzo jego wejście skróciło playbook NE i wprowadziło mnóstwo zamieszania w szeregi drużyny. Ciekawe, czy klub zdecyduje się ściągnąć jakiegoś QB przed czwartkiem. Póki co zmiennikiem Brisssetta jest… WR Julian Edelman, który na uczelni grał jako QB.

Patriots ostatecznie obronili przewagę i wygrali z Dolphins. Ta sztuka nie udała się Browns. O ile Garoppolo to ekscytująca nieznana, o tyle 37-letniego Josha McCowna znamy aż za dobrze. To jeden z tych rozgrywających, którzy są na tyle dobrymi backupami, że cały czas kluby mają nadzieję, że uda się z takiego zrobić funkcjonalnego startera. Przeciwko Ravens grał wyśmienicie aż do urazu barku. Co prawda McCown wrócił na boisko, ale był cieniem samego siebie.

W Cleveland stracili już Roberta Griffina. Utrata McCowna jest mocno problematyczna, także dlatego, że to jedna z najmłodszych drużyn w lidze i weteran, jak McCown, jest tam bardzo potrzebny. W efekcie w przyszłym tygodniu starterem Browns będzie Cody Kessler, piąty starter w ostatnich pięciu meczach sezonu zasadniczego.

browns_meme

Tymczasem w Minneapolis otwarto nowy stadion Vikings i to otwarto z przytupem. udało się pokonać Green Bay Packers. Co prawda głównie dzięki heroizmowi WR Stefona Diggsa, który zaliczył 182 z 284 jardów Vikings w ofensywie, ale zwycięstwo to zwycięstwo. Gorzej, że po stracie na cały sezon Terry’ego Bridgewatera, Minnesota może stracić drugiego kluczowego gracza. Urazu kolana nabawił się bowiem RB Adrian Peterson. Według pierwszych diagnoz ma naderwane więzadła w kolanie i nie wiadomo na jak długo go to wyłączy z gry.

Fakt, że Peterson miał fatalny początek sezonu (50 jardów w 31 biegach), ale wynikało to głównie z faktu, że rywale odpuszczali grę podaniową, skupiając się na MVP ligi z 2012 r. Bez Petersona Diggs może mieć problemy z powtórzeniem imponującego wyniku ze spotkania przeciwko Packers.

Poważnego urazu doznał także DeMarcus Ware z Broncos. Defensywa mistrzów NFL zdominowała Indianapolis Colts, ale Ware złamał sobie jedną z kości przedramienia i nie będzie grał około miesiąca. Co ciekawe kość złamał mu klubowy kolega, Von Miller, gdy obaj zderzyli się przy okazji kolejnego sacku na Andrew Lucku.

Z kolei w poniedziałkowy wieczór do grona kontuzjowanych QB dołączył Jay Cutler, który uszkodził sobie dłoń i to na tyle poważnie, że istnieje obawa, że skończył już swoją przygodę z sezonem 2016. Bears raczej nie mieli wielkich nadziei przed tym sezonem, ale z Cutlerem jest tak, że nikt go nie docenia, póki na boisku nie pojawią się jego zmiennicy.

 

AFC North nie zawodzi

AFC North nie zawsze jest najmocniejszą dywizją w NFL, ale od lat niezawodnie należy do najbardziej wyrównanych i najciekawszych.

Wspominałem już o szalonym meczu w Cleveland. Browns zaczęli od prowadzenia 20:0 i wtedy zaczęły się cuda. Najpierw Ravens zablokowali podwyższenie i wykonali akcję powrotną za dwa punkty (dopiero drugą w historii NFL, a pierwszą odkąd podwyższenia kopiemy z 33 jarda), a potem… dołożyli kolejne 23 punkty. Browns zdobyli pierwsze 20 punktów, a potem Ravens 25 punktów. Szalony mecz i trudno o spotkanie bardziej typowe dla ekipy z Cleveland.

W niedzielę cała AFC North grała między sobą. W Pittsburghu mieliśmy rewanż za dramatyczny mecz w zeszłorocznych playoffach. Ponownie wygrali Steelers po trzech podaniach na TD Big Bena. Tyle że niestety nie obyło się bez sędziowskich kontrowersji. Na szczęście tym razem nie chodziło o kwestie mające wpływ na bezpieczeństwo zawodników.

Na dwie minuty przed końcem meczu Bengals przegrywali ośmioma punktami i mieli piłkę na połowie Steelers. Tyler Boyd złapał podanie od Andy Daltona. Zgubił piłkę i sędziowie orzekli fumble, które odzyskali gracze Pittsburgha. Powtórki nie pokazały jednoznacznie, ale, jak to mówią w NFL, „bardziej prawdopodobne niż nie”, że Boyd był „down by contact” i Bengals powinni utrzymać piłkę.

AFC North na pewno nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Na czele Ravens i Steelers z kompletem zwycięstw.

 

Czy to już czas na panikę?

Nie. Cokolwiek by się nie działo, drugi tydzień rozgrywek to jeszcze nie czas na panikę. Niemniej kilka drużyn powinno wziąć się w garść.

Zacznijmy od Seahawks, którzy tydzień temu męczyli się z Dolphins, a teraz w pierwszym meczu w LA od 1994 r. ulegli tamtejszym Rams 9:3. Pomijam jakość samego meczu, ale ofensywa Rybołowów  ma spore problemy. Głównie ze względu na skręconą kostkę Russella Wilsona, która ogranicza mobilność QB Seahawks. To zawsze byłby problem, bo zagrożenie biegiem ze strony Wilsona i jego karkołomne wyczyny za linią wznowienia akcji to nieodzowna część ofensywy Seattle. Jednak w tym roku o-line tej drużyny gra wyjątkowo słabo. Jeśli Wilson nie będzie mógł uciekać przed pass rushem, to skuteczność ataku Seahawks będzie równie marna jak w niedzielę, a co gorsza ich rozgrywającemu może stać się jeszcze większa krzywda.

Problemy mają też Colts, niezmienne od lat. Mają świetnego rozgrywającego, którego nie potrafią obudować odpowiednim talentem. Trzeba przyznać, że przeciwko Broncos Luck nie zagrał najlepiej i przestrzelił kilka rzutów. Ale jego błędy bladły w porównaniu z dropami jego reciverów. Dodatkowo prawa strona linii ofensywnej uprzejmie przepuszczała pass rusherów Denver, z czego skrzętnie korzystał Von Miller (trzy sacki). Jeszcze gorzej (o ile to możliwe) wyglądała obrona. W pewnym momencie Colts z powodu kontuzji nie mogli skorzystać z pięciu najwyżej notowanych cornerbacków! Gdyby Trevor Siemian zdobywał przyłożenia, zamiast zadowalać się FG, mecz rozstrzygnąłby się znacznie wcześniej niż w czwartej kwarcie.

Receptę na problemy znaleźli w Buffalo. A przynajmniej kozła ofiarnego. Rex Ryan wyrzucił koordynatora ofensywy Grega Romana. A może nie on, tylko właściciel po spotkaniu z zawodnikami, na które Ryana nie zaproszona? Jakkolwiek by nie było fakt, że Ryan rezygnuje z koordynatora po zaledwie dwóch meczach, fatalnie świadczy o doborze współpracowników. Warto przy tym zauważyć, że ofensywa podaniowa Bills jest na 9. miejscu w lidze (7,9 jarda/podanie), a biegowa na 22. (3,5 jarda/próbę). W obronie są na miejscach odpowiednio 29. (9,4 jarda/podanie) i 4. (3,2 jarda/próbę). Czy aby na pewno Roman jest tu winny? przekonamy się za tydzień, gdy do Buffalo przyjadą Cardinals, którzy zaaplikowali 40 punktów Tampie.

 

W skrócie:

1. W meczu Giants i Saints zanotowaliśmy dwa imponujące kamienie milowe. Drew Brees przeskoczył Dana Marino i jest na trzecim miejscu klasyfikacji wszech czasów w ilości jardów podaniowych w karierze (61 589 po niedzielnym meczu). Do Peytona Manninga brakuje mu niespełna 10,5 tys. jardów, więc jeśli zdrowie pozwoli, może go przeskoczyć w sezonie 2018. Drugim bohaterem był „ten młodszy”, czyli Eli Manning, który w tej samej klasyfikacji wskoczył do pierwszej dziesiątki, wyprzedzając Drew Bledsoe (znanego również jako „ten gość, którego Tom Brady zastąpił w Patriots”). Eli ma już na koncie 44 762 jardy i do końca sezonu powinien wskoczyć na ósmą lokatę (Fran Tarkenton ma na koncie 47 003 jardy).

2. W innej kategorii błysnął Steve Smith. Nieśmiertelny WR zameldował się w pierwszej dziesiątce wszech czasów pod względem jardów w złapanych podaniach. Ma ich na koncie 14 015, a do siódmej lokaty brakuje mu niespełna 600 jardów, czyli ma spore szanse na wykręcenie tego wyniku jeszcze w tym sezonie.

3. „I believe I can fly…”

4. Greg Olsen i Kelvin Benjamin zaliczyli po 100 jardów w odbiorze. Cam Newton 350 jardów i 4 TD. Fakt, że przeciwko defensywie 49ers, ale myślę, że to trio jest w stanie wykręcić taki wynik przeciwko niemal każdej obronie w lidze.

5. Trwa piękny sen Daka Prescotta. Tym razem zanotował pierwsze zwycięstwo jako starter w Dallas. Nie, Prescott nie wyśle na ławkę zdrowego Tony’ego Romo, ale przynajmniej fani Cowboys nie muszą się obawiać, że za kruchymi plecami ich rozgrywającego czai się Brandon Weeden.

6. Tydzień temu Jameis Winston miał 4 TD i 1 INT. W tym tygodniu 1 TD i 4 INT. Witamy w NFL, młody człowieku.

7. Blake Bortles nie ma więcej wymówek. Dostał do dyspozycji ofensywę pełną playmakerów, jest starterem już trzeci sezon, a nie debiutantem. Tyle że wciąż jest skutecznym rozgrywającym jedynie w fantasy football. Popełnia za dużo błędów, które przetrącają kręgosłup jego ofensywie.

8. Początek sezonu Darrelle Revisa wygląda fatalnie. Za wcześnie, żeby mówić, że się skończył, ale przypomina to Troya Polamalu w ostatnich latach gry.

9. Poczekajmy jeszcze z koronacją Carsona Wentza na nowego króla Filadelfii. Początek ma faktycznie obiecujący, ale poczekajmy aż zagra przeciwko solidnej defensywie. Przeciwko Bears notował zaledwie 5 jardów na akcję podaniową (5,6 jarda na podanie).

 

P.S. Pomóż proszę w promowaniu NFL Bloga – daj lajka albo retweeta

NFL, tydzień 1: Błysnęli młodzi QB

W NFL są 32 posady dla startowego quarterbacka, ale nie ma 32 startowych quarterbacków. To jedna z podstawowych prawd, których uczą się młodzi kandydaci na GM-ów. Najważniejszym zadaniem przy budowaniu drużyny w NFL jest znalezienie rozgrywającego, a kiedy już się go znajdzie, utrzymanie go za wszelką cenę. To sprawia, że nawet średniacy na tej pozycji zarabiają ciężkie pieniądze.

Matt Stafford zarobił już prawie 100 mln dolarów (setka pęknie w siódmym tygodniu obecnego sezonu), podobnie Jay Cutler (on do setki dobije już za miesiąc), Sam Bradford na koniec tego sezonu przekroczy 96 mln, a Ryan Fitzpatrick zbliża się do 50 mln. Nawet backup jak Josh McCown może się nieźle obłowić (32 mln w ciągu 14 sezonów).

GM-owie utrzymują posady dzięki znalezieniu właściwego QB (patrz Ryan Griggson, choć wydraftowanie Andrew Lucka nie wymagało żadnych umiejętności), a jeśli właściwego QB nie znajdą, tracą pracę (patrz Cleveland Browns po 1999 r.).

W efekcie każdy dobry występ młodego QB budzi zrozumiałą ekscytację, że może oto właśnie do elitarnego bractwa starterów dołączył kolejny adept. Dużo w ten weekend słyszeliśmy o zachwycającej postawie kilku młodych rozgrywających. To dopiero pierwszy tydzień. Wielu tych gości nigdy nie grało w sezonie zasadniczym NFL i defensywy rywali nie wiedziały czego się spodziewać. Gdy będzie więcej materiału dla skautów, młodzi QB nagle zaczną mieć większe problemy.

Ale week 1 jest po to, żeby się nieracjonalnie podpalać. W zeszłym roku po pierwszej serii meczów triumfowali fani Titans (zwycięstwo 42:14 na wyjeździe z Bucs) i 49ers (pewna wygrana 20:3 z Vikings). Tak więc pozwólcie, że założę różowe okulary i pozachwycam się kilkoma młodymi QB.

 

Jimmy Garoppolo (Patriots)

Statystyki: 24/33, 264 yd, 1 TD, 0 INT, 12 rush yds, 3 rec (!) yds

Tylko niepoprawni optymiści mogli oczekiwać zwycięstwa Patriots w Phoenix bez obu podstawowych tackli, Roba Gronkowskiego i przede wszystkim Toma Brady’ego. Bukmacherzy uważali Pats za 9-punktowych underdogów. Tak złych notowań ekipa z Foxborough nie miała od Super Bowl 2002, gdy młody, nikomu nieznany Tom Brady stanął naprzeciwko MVP Kurta Warnera i jego „Greatest Show on Turf”.

Garoppolo wyglądał właśnie jak Brady z tamtych lat. Opanowany, mało spektakularny, ale solidny game manager i pewny w kluczowych momentach meczu. W czwartej kwarcie poprowadził serię ofensywną, która wyprowadziła Pats na prowadzenie i konwertował 3&15 do Danny’ego Amendoli. Zdołał nawet dokonać rzadkiej sztuki: podał sam do siebie na plus trzy jardy.

Zupełnie poważnie, to Garoppolo zrobił wszystko, czego wymagał od niego Josh McDaniels. Nie jest Tomem Bradym i mówienie, że Brady może obawiać się o swoją pracę to oczywista bzdura, ale jeśli zagra na zbliżonym poziomie w trzech najbliższych spotkaniach (a rywale nieco łatwiejsi), to ktoś w wakacje wyda na niego absurdalnie wysoki pick w drafcie i równie absurdalną górę pieniędzy (por. Osweiler, Brock)

 

Trevor Siemian (Broncos)

Statystyki: 18/26, 178 yd, 1 TD, 2 INT, 20 rush yds

Jeśli zastępujesz Peytona Manninga i ofensywa nie wygląda gorzej, a może nawet wygląda lepiej, to robisz coś dobrze. OK, trochę oszukuję: zeszłoroczna wersja Peytona to nieporozumienie, ale faktem jest, że Siemian zarobi ułamek tego, co Osweiler w Texans, a gra mistrzów NFL w rewanżu za ostatnie Super Bowl wyglądała całkiem solidnie. Część z tego to niewątpliwie ofensywny system Gary’ego Kubiaka, ale Siemian zaprezentował zimną krew pod ostrzałem, niezły atletyzm i sporo dobrych zagrań.

Zdarzyło mu się kilka błędów, ale ogólnie pozytywy przewyższały negatywy. No i zanotował zwycięstwo w sytuacji, gdy u przeciwnika rozgrywał aktualny MVP NFL.

(Fakt, obaj ci rozgrywający do zwycięstwa potrzebowali przestrzelonego FG przeciwnika w końcówce, ale jak hypować, to na całego)

 

Jameis Winston (Buccaneers)

Statystyki: 23/33, 281 yd, 4 TD, 1 INT, 3 rush yd

Może trochę oszukuję, bo przecież Winston nie jest nowicjuszem na wielkiej scenie. Wręcz przeciwnie, zeszłoroczny sezon miał na tyle imponujący, by zostać debiutantem roku. Niemniej imponujący sezon debiutancki to trochę za mało, żeby uznać, że rozgrywający dołączył do elitarnego grona starterów (por. Bradford, Sam; Griffin III, Robert). Wygląda na to, że Winston nie zwalnia tempa. Zaczął od 2/6 i INT, ale potem 21/27 i 4TD. Każde przyłożenie zdobył inny zawodnik, a w sumie podania łapało ośmiu Piratów.

Przy tych statystykach warto dołożyć małą gwiazdkę, bo defensywa Atlanty do najlepszych nie należy, ale są i tacy, co mają problemy nawet z Falcons.

 

Dak Prescott (Cowboys)

Statystyki: 25/45, 227 yd, 12 rush yd

Początek meczu przeciwko Giants miał naprawdę imponujący. Kapitalna w pass protection linia Cowboys sporo mu ułatwiła, ale Prescott rozdzielał piłki na wysokiej skuteczności, pokazywał rzadkie u młodych rozgrywających opanowanie w kieszeni i fenomenalny atletyzm.

W drugiej połowie było gorzej. Okazało się, że podaje niemal tylko do Jasona Wittena i Cole’a Beasleya, a kilka zmian w systemie obrony Giants przyprawiło młodego QB o spory ból głowy. Niemniej wygląda na to, że będzie w stanie utrzymać statek na powierzchni do powrotu Tony’ego Romo.

 

Carson Wentz (Eagles)

Statystyki: 22/37, 278 yd, 2 TD, 0 INT, 1 rush yd

Jako że statystyki Jareda Goffa po week 1 sprowadzają się do liczby podanych bidonów, ręczników i minut spędzonych na dogrzewaniu ławki rezerwowych, to #2 tegorocznego draftu był najwyżej wybranym rookie na boisku w ten weekend. Wentz miał być melodią przyszłości, nieoszlifowanym diamentem. Okazał się całkiem poprawnym rozgrywającym. Nowy sztab szkoleniowy Orłów nie wymagał od niego za dużo, ale to co zrobił Wentz wystarczyło, żeby spokojnie pokonać Browns (nie żeby było to aż tak trudne, ale dla debiutanta nawet Browns są wyzwaniem).

Wentz zaliczył kilka niecelnych piłek, ale pokazał, że silne ramię, którym zachwycali się skauci przed draftem, to coś więcej niż ligowe urban legend. Znając fanów Eagles Wentz zostanie bezlitośnie wybuczany po pierwszym INT przed własną widownią (najbliższa okazja za 2 tygodnie przeciwko Steelers), ale wygląda na to, że jego psychika to zniesie.

 

W NFL nieuchronnie nadchodzi zmiana warty na rozegraniu. Karierę skończył Peyton Manning, „Młody” Manning w styczniu skończy 36 lat, Tom Brady właśnie skończył 39, Tony Romo 36, Drew Breesowi w styczniu stuknie 38, a Aaron Rodgers z jego 33 latami w grudniu wygląda na młokosa, podobnie jak 34-letni Ben Roethlisberger i Philip Rivers.

W młodym pokoleniu poza Camem Newtonem, Russellem Wilsonem i Andrew Luckiem nie widać ustabilizowanych starterów. Andy Dalton może dołączyć do tego grona, jeśli powtórzy dobry ostatni sezon. Blisko są też Derek Carr i Blake Bortles. Dodając do tej wyliczanki Joe Flacco i Matta Ryana osiągamy granicę kilkunastu zawodników. To dlatego każdego potencjalnego startera na QB otacza taki hype. I to mimo, że z wymienionej piątki kilku zaliczy twarde spotkanie z rzeczywistością już w najbliższych tygodniach.

 

Tydzień w skrócie:

1. All hail Larry! Fitzgerald zaliczył w ten weekend złapane przyłożenie na TD nr 100 w karierze. Cieszmy się póki możemy, bo znakomity WR podobno nosi się z zamiarem zakończenia kariery po tym sezonie. Reciver Cardinals był kapitalny w ostatniej serii meczu, złapał kilka kosmicznie trudnych piłek i byłby bohaterem, gdyby kicker Cards trafił z 41 jardów. A tutaj jeszcze raz TD #100:

2. Ryzyko w NFL popłaca. Oczywiście kalkulowane ryzyko. Mike McCarthy, trener Packers, nie chciał grać 4&goal z 2 jarda i kopnął field goala. Dzięki temu z przewagi jednego posiadania, która wymuszała przyłożenie rywala (4 pkt) zrobiła się… przewaga jednego posiadania, która wymuszała przyłożenie rywala (7 pkt). Najwyraźniej alternatywa wyjścia na dwa posiadania przewagi albo przyciśnięcia rywali pod ich endzone nie była atrakcyjna. Po drugiej stronie boiska Gus Bradley pozwolił swojej będącej w gazie ofensywie na skuteczne konwertowanie 4&5, 4&4 i 4&3, wszystko w okolicy środka boiska. Jags nie wystarczyło to do wygranej, ale kierunek dobry.

3. Jeśli jesteśmy przy ryzyku zahaczającym o brawurę, to trener Raiders, Jack del Rio, zagrał za 2 po zmniejszeniu przyłożeniem straty do Saints do 1 punktu na sekundy przed końcem meczu. Modele statystyczne mówią, że to nie była dobra decyzja, co trenerowi wypomniało po meczu ESPN. Co na to del Rio? „Dobrze, że to nie ESPN prowadziło dzisiaj Raiders”. Trzeba facetowi przyznać, że ma jaj ze stali, a oglądanie Oakland zaczyna być dobrą zabawą po raz pierwszy od niepamiętnych czasów.

4. Kansas City Chiefs przegrywali z San Diego Chargers już 24:3 w trzeciej kwarcie. Zdołali wyrównać i wygrać po dogrywce, co jest najokazalszym comebackiem w historii klubu. Blisko podobnego comebacku (21:3) był Andrew Luck przeciwko Lions, ale w jego przypadku to dzień jak co dzień. Tyle że kicker Lwów nie poddał się trendowi pudłowania FG w ostatnich sekundach i wygrał mecz swojej drużynie. Na marginesie wspomniałem wcześniej Ryana Grigsona, GM-a Colts, jako jednego z tych, którzy utrzymali pracę wyłącznie dzięki quarterbackowi. Niestety już piąty sezon nie potrafi zapewnić mu wsparcia. Z pozytywów: o-line Colts wyjątkowo nie wyglądała, jakby brała udział w spisku na życie swojego rozgrywającego, choć do dobrej gry jeszcze trochę im brakuje.

5. Osoby, które oglądały spotkanie Dolphins – Seahawks proszone są o pilny kontakt z psychologiem, bo podobne mecze mogą pozostawić trwały uraz do futbolu. Tak samo jak Bills-Ravens, ale na to chyba nikt z Czytelników NFL Bloga się nie skusił? Wracając do Seahawks, to co prawda wymęczyli zwycięstwo, ale kostkę podkręcił Russell Wilson. Każdy kto choćby przelotnie oglądał NFL w ostatnich latach wie, jak ważna dla Wilsona jest mobilność. Jeśli kostka go ograniczy, to Rybołowy mogą mieć poważne problemy.

6. Andy Dalton posłał w stronę A.J. Greena 13 piłek. Ten złapał 12. Na 180 jardów. Przeciwko Darelle Revisowi. Aż strach pomyśleć co będzie wyczyniał za tydzień przeciwko wątpliwej jakości secondary Steelers. Z innej beczki: ciekawe czy Revis Island zostanie wystawiona na sprzedaż po wyprowadzce właściciela, czy to tylko kwestia spóźnionego powrotu z wakacji.

7. Jeśli Giants ogarną obronę, mogą być mega niebezpieczni w tym roku. Victor Cruz wygląda na zdrowego, rookie Sterling Shepard złapał podanie na TD, OBJ to OBJ i nawet gra biegowa jakoś funkcjonowała. Eli Manning w ofensywie Bena McAdoo czuje się jak ryba w wodzie.

8. Los Angeles Rams zdobyli ostatnie punkty w grudniu 1994 r. Kibiców 49ers uprasza się o spokój. Wspominałem już, jak zaczęli sezon 2015.

9. Z cyklu „Przygody w krainie fantasy football”: w końcowych rundach draftu wziąłem Melvina Gordona z Chargers (2 TD, 57 jardów) i Muhammada Sanu z Falcons (1 TD, 1 2-pt conv, 80 jardów). Byli drugim i trzecim najlepiej punktującym zawodnikiem drużyny. Tyle, że zostawiłem ich na ławce… Na szczęście Andrew Luck natrzaskał tyle punktów, że pokonałem Dawida Białego i zaczynam sezon od bilansu 1-0 :)

NFL przed sezonem 2016: NFC West

W przedsezonowej wyliczance docieramy do końca ligi. Czas na NFC West, najmocniejszą dywizję NFL w przekroju ostatnich sezonów. Także w tym roku może poszczycić się dwiema ekipami ze ścisłej ligowej czołówki.

Dziś dołącza do mnie Artur Ostański z blogu AzCardinals Polska, który pisze, oczywiście, o swojej ulubionej ekipie z Phoenix.

 

Arizona Cardinals

NFL NFC WestAutor: Artur Ostański, AzCardinals Polska

Ubiegłoroczni finaliści NFC Championship także i w tym sezonie mają zaliczać się do ścisłej ligowej czołówki.

Trzon składu praktycznie się nie zmienił. Jeśli czegoś się bać to formy (czy jest w stanie zagrać kolejny tak dobry sezon) i zdrowia (patrz rok 2014) Carsona Palmera  oraz dyspozycji ofensywnej linii. To właśnie ta formacja została najbardziej przebudowana w trakcie off-season. Za zawodnikami, którzy odeszli wprawdzie nikt nie płacze, ale z ich następców tylko Evan Mathis budzi szacunek. Pozostali dwaj nowi starterzy to center  A.Q. Shipley, który mimo 30 lat rozpocznie dopiero piąty sezon w lidze i do tego nigdy nie był regularnym starterem, i right tackle DJ Humprhries zeszłoroczny wybór z pierwszej rundy, który w sezonie regularnym nie był nawet na ławce.

Reszta ofensywy bez zmian, świetny korpus WR z Fitzgeraldem, Floydem i dwoma Brownami, solidni TE, oraz zestaw dobrych running backów z Davidem Johnsonem na czele. Jest kim straszyć.

W defensywie największym problemem w zeszłym sezonie był pass-rush i załatanie tej luki, było głównym celem włodarzy drużyny z Phoenix. W związku z tym z Patriots ściągnięto świetnego pass-rushera Chandlera Jonesa, a w drafcie wybrano kontrowersyjnego, aczkolwiek bardzo utalentowanego Roberta Nkemdiche. W tym układzie front 7 Cardinals z Cambellem, wszędobylskim Bucannonem i powracającym do zdrowia Corey Petersem będzie należał do czołówki ligowej.

Secondary również prezentuje się dobrze, jednak tu są dwa znaki zapytania. Pierwszy to postawa Tyranna Mathieu po kontuzji (zerwane więzadło krzyżowe przednie w kolanie), przypominam, że takiej samej kontuzji doznał w swoim debiutanckim sezonie 2013 i w 2014 nie błyszczał. Niemniej działacze Cardinals w niego wierzą i podpisali z nim nowy pięcioletni kontrakt. Drugi znak zapytania to pozycja drugiego cornerbacka. Z drużyny odszedł Jerraud Powers i o miejsce w wyjściowym składzie walczą Justin Bethel – Pro Bowler w special teams, który dopiero w zeszłym sezonie (swoim czwartym w lidze) zaczął grać jako CB oraz pierwszoroczniak z trzeciej rundy Brandon Williams (chociaż Cardinals mają nosa w trzecich rundach – „Smoke” i D.Johnson), który dopiero w ostatnim roku gry na uczelni pojawił się na pozycji cornerbacka. Kandydatem do gry był weteran Mike Jenkins, ale zerwał więzadła krzyżowe w kolanie i w 2016 roku nie zagra.

Jak to się skończy? Na pewno przynajmniej jednym meczem w styczniu 2017 roku po wygraniu dywizji.

 

Seattle Seahawks

Mistrzowie z 2013 r. i finaliści z 2014 r. wciąż należą do ścisłej ligowej czołówki, choć nieco brakuje im do dwóch wcześniej wymienionych roczników.

Ofensywnie będą zupełnie inną drużyną. Karierę zakończył Marshawn Lynch, więc mniejszy nacisk będzie kładziony na grę biegową. Zwłaszcza, że i tak wątpliwej jakości o-line Seahawks jeszcze się osłabiła w wakacje, bo z drużyny odeszli OT Russell Okung i OG J.R. Sweezy. Sweezya ma zastąpić #31 tegorocznego draftu, Germain Ifedi, ale zobaczymy jak obiecujący absolwent Texas A&M wypadnie w piaskownicy ze starszakami.

Na szczęście dla Seaahwks QB Russell Wilson to mistrz ucieczek przed pass rushem. Zapewne ofensywa będzie przypominała tą z końcówki zeszłego sezonu, gdy Wilson i WR Doug Baldwin zaliczyli jedną z najlepszych statystycznie 8-meczowych serii w dziejach ligi. Aż tak rewelacyjnej gry nie należy się spodziewać, ale Wilson to czołowy QB w NFL, a do dyspozycji ma jeszcze solidnego Jermaine’a Kearse’a, młodego pędziwiatra Tylera Locketta i Jimmiego Grahama. O tym ostatnim nieco zapomnieliśmy w Seattle, ale jeśli po kontuzjach wróci do dyspozycji z Nowego Orleanu, to defensywy rywali będą miały z ta grupą duży problem.

Obrona nie jest aż tak zabójcza, jak ta z 2013 r., ale spodziewam się, że wciąż będą w ligowej czołówce. Osłabi ich odejście pass rushera Bruce’a Irvina i specjalisty od obrony akcji biegowych, DT Brandona Mebane. Niemniej w d-line wciąż gra fenomenalny Michael Bennett, a partneruje mu Cliff Avril. W drugiej rundzie draftu Seahawks wzięli DT Jarrana Reeda, który ma zastąpić Mebanego. Z debiutantami różnie bywa, ale ten wyszedł z Alabamy spod ręki Nicka Sabana, więc pewnie będzie gotowy do gry szybciej niż jego koledzy z rocznika 2016. Za nimi czai się Bobby Wagner, jeden z najlepszych LB w NFL.

Secondary to wciąż trzech oryginalnych członków „Legion of Boom”. Safety Earl Thomas i CB Richard Sherman należą do najlepszych specjalistów na swoich pozycjach. Kam Chancellor ma za sobą słabszy sezon, zwłaszcza w kryciu reciverów, ale przepracował okres przygotowawczy, więc powinno być lepiej. Pod znakiem zapytania stoi obsada pozostałych miejsc w secondary. Przez pewien czas wydawało się, że wróci czwarty członek oryginalnego „Legion of Boom” czyli Brandon Browner, ale ku rozpaczy rywali Seahwks jednak go zwolnili.

W tej sytuacji CB2 będzie pewnie Jeremy Lane, znany głównie z paskudnego złamania ręki podczas Super Bowl 49. Poza tym jest tam słabiutki Tharold Simon i grupa nieopierzonych małolatów. Jeśli ktoś nie zaskoczy pozytywnie, to slot corner może okazać się największą słabością Seattle.

Seahawks są drużyną naładowaną talentem w wyjściowym składzie, ale z krótką ławką. Jeśli zdrowie pozwoli, mogą powalczyć nawet o najwyższą stawkę.

 

Los Angeles Rams

Miałem nadzieję, że przeprowadzka do nowego miasta to szansa na nowy start. Włodarze ewidentnie się ze mną nie zgadzają i zadowoleni z permanentnych bilansów 8-8 i 7-9 pozostawili na stanowisku HC Jeffa Fishera. Co kto lubi…

Patrząc na skład tegorocznych bohaterów „Hard Knocks” 8-8 można będzie uznać za sukces.

Oczywiście wszystkie oczy będą zwrócone na #1 tegorocznego draftu, QB Jareda Goffa, za którego Rams dali królewski okup. Tyle że póki co Goff jest rozgrywającym #3, w preseason nie zachwycił, a w Hard Knocks wyglądał na średnio rozgarniętego i mocno zagubionego. Oczywiście trudno wyciągać daleko idące wnioski z reality show, ale wszystkie te czynniki dają mocno niepokojący obraz.

Znacznie więcej (przynajmniej w tym sezonie) Rams wyciągną z zeszłorocznego picku z pierwszej rundy, czyli RB Todda Gurleya. Jeśli uniknie urazów, ma szansę stać się jednym z czołowych biegaczy NFL, zwłaszcza że na pewno będzie ważną opcją w ataku Rams.

Tym bardziej szkoda, że tak słabo wygląda o-line. W draftach 2014 i 2015 wzięli aż czterech liniowych w pierwszych czterech rundach draftu (i kolejnych trzech w dalszych). Niemniej zainwestowany kapitał draftowy jak na razie nie przynosi spodziewanych zysków. Młodzi liniowi nazbierali już trochę doświadczeń, więc ten sezon powinien przynieść przełom. Ale czy przyniesie?

Od kilku ładnych lat to w defensywie można upatrywać siły Rams. Aaron Donald to najlepszy DT w NFL (sorry, Ndamukong). Tyle że wokół siebie ma coraz mniej wsparcia. Chris Long przeniósł się do Bostonu, a Nick Fairley do Saints. William Hayes (ten co wierzy w syrenki, a nie wierzy w dinozaury) to niezły pass rusher. W LA liczą też, że do formy wróci Robert Quinn, który po trzech z rzędu sezonach z dwucyfrową liczbą sacków (w tym 19 w 2013 r.) w ubiegłym roku tylko pięć razy powalił rozgrywających rywala z piłką. Czarnym koniem może być DT Dominique Easley, który ma tyle talentu, że Patriots wzięli go w pierwszej rundzie draftu 2014, ale jego etyka pracy tak wkurzyła Billa Belichicka, że wyrzucił go, nie czekając do końca debiutanckiej umowy.

Za ich plecami trio linebackerów Alec Ogletree, Mark Barron i Akeem Ayers raczej nie budzi postrachu u rywali, ale to solidna grupa. Secondary będzie miała spore wsparcie z przodu, ale sama z siebie nie za wiele prezentuje. Rodney McLeod i Janoris Jenkins przenieśli się do NFC East (odpowiednio Eagles i Giants). Zostali Trumaine Johnson z dość zaskakującym franchise tagiem (kto niby tak bardzo go chciał?), T.J. McDonald i Maurice Alexander. To w najlepszym wypadku bardzo niepewna grupa.

Tak, 8-8 będzie sporym sukcesem.

 

San Francisco 49ers

Ostatnie sezony to gwałtowny rozkład jednej z najlepszych drużyn początku dekady.

Rozegranie wygląda po prostu komicznie, bo sytuacja, w której o miano QB1 walczą Blaine Gabbert, Christian Ponder i Colin Kaepernick jeszcze w zeszłym roku zostałaby uznana za początek dowcipu. A to, że wygrał Gabbert, za mało śmieszną puentę. Kibicom w SF przypomną się koszmary sprzed dekady i karuzela na QB za czasów Mike’a Singletary’ego.

Ofensywa Chipa Kelly’ego, który objął stery w Niners, z reguły jest dość przyjazna dla rozgrywających. Gorzej, że w Eagles okazało się, że nie jest najlepsza dla zespołu. Kelly w Kalifornii ma fatalną grupę i każda pozytywna rzecz, którą z nich wyciągnie będzie mu poczytana za plus, ale ja obstawiam, że za dwa lata uniwersytecki wizjoner pożegna się w kiepskim stylu z NFL.

Co z resztą ofensywy? OT Joe Staley to jeden z nielicznych właściwych ludzi na właściwym miejscu, choć od szczytu swojej kariery nieco już stracił. Torrey Smith to solidny WR2, ale czy będzie w stanie podołać obciążeniu jako opcja #1? W tej sytuacji główną bronią w ataku może być RB Carlos Hyde, tylko czy przy słabej o-line będzie miał miejsce do biegania?

Jeśli doszukiwać się jakichś pozytywów w składzie Niners to duża liczba młodych zawodników. W dwóch ostatnich draftach SF wybierali aż 21 razy. Tylko czy ilość przerodzi się w jakość?

We front seven liderem będzie doświadczony NaVorro Bowman, kiedyś jeden z najlepszych na swojej pozycji, ale po kontuzji jedynie solidny starter. W d-line kluczowa będzie postawa dwóch młokosów: DT Arika Armsteada (#17 draftu 2015) i DE DeForesta Bucknera (#7 draftu 2016).

Secondary powinna być najmocniejszą grupą w drużynie, co nie znaczy, że mocną. Antoine Bethea wraca po kontuzji, tylko czy w wieku 32 lat jest w stanie wrócić do dawnej, wysokiej formy? S Eric Reid miewał „momenty”, ale od picku z pierwszej rundy spodziewa się znacznie więcej. W dwóch ostatnich draftach Niners wzięli czterech DB, więc być może coś się z tego urodzi.

Sezon 2016 Niners spiszą na straty, ale jeśli Chip Kelly kompletnie nie rozbije drużyny, to może nowa generacja zawodników poczyni pierwszy krok ku odbudowie.

 

Mój typ: Po zaciętej walce dywizja dla Cardinals, dzika karta dla Seahawks. Niners wybiorą w pierwszej piątce draftu, a Rams skończą z bilansem 7-9.

 

P.S. Dziś rano profil bloga na Facebooku przekroczył 1000 lajków. Dzięki wielkie! Polecam polubienie go, czasem wrzucam tam wpisy za krótkie na osobną notkę na blogu. W czasie sezonu na pewno będą się tam pojawiały kilkuakapitowe podsumowania meczów „na gorąco”. Z kolei na Twitterze komentuję na bieżąco w czasie meczów, więc jeśli chcecie podyskutować „póki piłka w grze”, dodajcie mnie do obserwowanych.

 

ZOBACZ TEŻ:

NFL przed sezonem 2016: NFC South

Przed rokiem Carolina Panthers stali się pierwszą drużyną w historii, która zdołała dwa lata z rzędu wygrać NFC South (trzeba dodać, że dywizję utworzono dopiero w 2002 r.). Wszystko wskazuje na to, że zostaną pierwszą, która wygra ją trzy razy z rzędu, bo rywale nie zrobili w offseason wystarczająco wiele, by rozwiązać trapiące ich przypadłości.

 

Carolina Panthers

NFL NFC SouthW sezonie 2015 Panthers przegrali tylko dwa mecze. Niestety dla nich, jednym z nich było Super Bowl. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że obecność tej drużyny w najważniejszym meczu sezonu i tak była sporą niespodzianką, bo mało kto stawiał na nich przed sezonem.

W tym roku raczej nie powtórzą wyczynów z ubiegłego roku, choćby dlatego, że nikomu nie udało się zaliczyć dwóch sezonów 15-1 z rzędu. Nie znaczy to jednak, że będą mniej groźni.

Ofensywa pozostaje bez większych zmian. Aktualny MVP, Cam Newton, będzie miał jednak do dyspozycji Kelvina Benjamina. WR, po obiecującym debiutanckim sezonie, stracił przez kontuzję kolana cały ubiegły rok. Co prawda Newton zdołał zamienić w funkcjonalnych skrzydłowych Teda Ginna i debiutanata Davina Funchessa, ale w kluczowych momentach i tak szukał TE Grega Olsena. Teraz będzie miał do dyspozycji cała tę trójkę i dodatkowo Benjamina. Niebagatelne znaczenie ma fakt, że Benjamin mierzy sobie 195 cm., co pomaga, gdy twój QB ma tendencję do rzucania nieco za wysoko.

Bez zmian pozostaje również o-line i to nie jest najlepsza wiadomość. Środek linii nie budzi wątpliwości, raczej jej skraj. Co prawda Michael Oher na LT poradził sobie lepiej niż się spodziewałem, ale Mike Remmers na RT stanowił spory problem w pass protection. W Super Bowl obaj tackle zagrali bardzo słabo, a Remmers został po prostu skompromitowany przez Vona Millera. Specyficzny system gry Panthers, w którym dużo jest zone read, biegów rozgrywającego i play action, zdejmuje nieco obciążenia z o-line, ale i tak zewnętrzni liniowi to największa słabość Panter w ataku.

Po drugiej stronie piłki imponujące front seven i fatalna secondary. Trzeba przyznać, że GM David Gettleman i HC Ron Rivera potrafią zmontować funkcjonalną secondary z odrzutów, ale są jakieś granice. Josh Norman odszedł do Waszyngtonu (miasta, nie stanu), a wiekowy Charles Tillman po bogatej karierze postanowił wreszcie przejść na emeryturę. W tej sytuacji Panthers z pięciu swoich picków w drafcie trzy poświęcili na secondary. Ale sytuacja, w której pierwszoplanowe role odgrywać będę Bene Benwikere i Robert McClain powinna budzić głęboki niepokój w sercach fanów ekipy z Charlotte.

W tej sytuacji jeszcze więcej zależeć będzie od front seven. Star Lotulelei, Kawan Short i Kony Ealy to trójka świetnych defensorów wciąż na debiutanckich kontraktach. Przy nich 30-letni Chales Johnson wygląda na Matuzalema. Ale wspólnie mogą stworzyć najmocniejszą d-line w NFC, równie mocną jak w Rams. Za ich plecami Luke Kuechly. Mówię to z pełną odpowiedzialnością: najlepszy obecnie linebacker w NFL i to ze sporą przewagą nad konkurencją. Kuechly to archetyp nowoczesnego linebackera: szybki, zwrotny, niesamowicie inteligentny. W akcjach biegowych wali mocno, skutecznie kryje TE i slot reciverów, a w blitzach środkiem sieje spustoszenie. A obok siebie ma Thomasa Daviesa, który w większości klubów NFL byłby najlepszym linebackerem w drużynie. Tu jest tylko „tym drugim”.

Panthers nie powinni mieć problemu z wygraniem NFC South. Co dalej? Dużo zależy od zdrowia, bo rezerwy nie napawają optymizmem. Ale jeśli uda się zmontować w miarę sensowną secondary, to kolejna walka o Super Bowl niewykluczona.

 

Atlanta Falcons

Zeszły sezon Falcons zaczęli od bilansu 6-1, by skończyć na 8-8. Nic nie wskazuje by nauczyli się czegoś z kilku ostatnich sezonów.

Oczywiście w ataku połączenie Matt Ryan – Julio Jones to jeden z najbardziej zabójczych duetów w NFL. Ta dwójka sama z siebie wygra kilka spotkań. Z tym że po raz pierwszy od czasu zdrowego i produktywnego Roddy’ego White’a (czyli jakoś od sezonu 2012) w tej ofensywie może pojawić się reciver #2. Z Bengals dołączył Mohamed Sanu, który powinien skorzystać ze skupienia defensyw rywali na Jonesie. Tyle że jak na razie najbardziej spektakularne akcje w jego karierze to podania nie tyle złapane, co wykonane. Bengals zapewne więcej się po nim spodziewali, zobaczymy jak będzie w Atlancie.

Ryan ma szansę na recivera #2, ale ma też szansę na lepszą o-line. To formacja, w którą w Atlancie ostatnio sporo inwestują i z niezłym skutkiem. W tym offseason wzmocnili jej najsłabszy punkt, czyli centra, pozyskując z Cleveland Alexa Macka. Mack nie jest już najlepszy na swojej pozycji, jak to było przed kontuzją, ale wciąż należy do najlepszych 5-10 centrów w lidze.

Wzmocnienie o-line to również szansa na poprawę gry biegowej. Devonta Freeman w zeszłym roku zaliczył ponad 1000 jardów po ziemi, ale i kilka fatalnych błędów (3 fumble, 2 stracone).

Ofensywa Falcons wygra kilka meczów, to pewne. Tak samo jak fakt, że defensywa kilka kolejnych przegra. Front seven to kolejny obszar, w który Falcons inwestują sporo kapitału draftowego, ale bez większego efektu. Zwłaszcza na obszarze pass rushu. Większość przewidywanych starterów to gracze drugoroczni lub debiutanci, więc sporo dobrego może się tu zadziać w trakcie sezonu, ale póki co pozostaję nieprzekonany.

W secondary jest jeden mocny punkt, czyli CB Desmond Trufant. Poza tym mniejsze i większe znaki zapytania, a drugi ze starterów na CB, Jalen Colins, został zawieszony za doping na cztery mecze.

 

New Orleans Saints

Mniej więcej od trzech lat mam cichą nadzieję, że zobaczę transfer Drew Breesa do klubu, w którym znów będzie mógł powalczyć o mistrzowski pierścień (np. Texans). Jednak on wciąż siedzi w Nowym Orleanie i w sumie trudno mu się dziwić. Płacą nieźle, ciepły klimat, ciekawa kuchnia, a odpowiedzialność żadna.

Oczywiście ironizuję, ale faktem jest, że Saints od kilku sezonów nie potrafią wystawić dobrej drużyny, mimo posiadania jednego z najbardziej produktywnych rozgrywających w historii NFL. A rzeczony rozgrywający jest jedną z głównych przyczyn takiego stanu rzeczy. W tym roku uderza w czapkę płacową kwotą 30 mln dolarów, co jest zdecydowanie najwyższym wynikiem w NFL (następny, Eli Manning, 24,2 mln). Saints mają problem z tą i kilkoma innymi umowami, w efekcie permanentnie obijają się o limit płacowy, mimo jego szybkiego wzrostu w ostatnich latach (w tym sezonie mają prawie 33 mln martwych dolarów (!) a na przyszły rok już ponad 5 mln)

Wydawałoby się, że najlepszym sposobem działania byłby reset, czyli oddanie Breesa za kilka wysokich picków (Vikings na pewno oddaliby królewski okup), wyczyszczenie budżetu z kosztownych, wiekowych weteranów (Jarius Byrd) i odbudowa składu, a zwłaszcza obrony.

Póki co Saints się nie przejmują. Brees wciąż jest w drużynie. Co więcej dokupiono mu nową zabawkę pod postacią Coby’ego Fleenera, czyli recivera dla niepoznaki nazywanego tight endem. Taki Jimmy Graham dla ubogich. Po oddaniu właściwie wszystkich sensownych reciverów Fleener zapowiada się na jedną z głównych postaci ofensywy, razem z trzeciorocznym WR Brandinem Cooksem i RB Markiem Ingramem.

Sytuację nieco ratuje niezła o-line, na czele z LT Terronem Armsteadem, którego klasa pozostaje niedoceniona wobec ogólnej mizerii reszty drużyny. Ważnym ogniwem jest też C Max Unger, pozyskany kilka lat temu za Grahama.

Znacznie gorzej wygląda defensywa. W 2014 r. w indeksie DVOA Football Outsiders skończyli na 31. miejscu. Przed rokiem byli najgorsi. I to nie po prostu najgorsi. Byli 26% słabsi niż przeciętna w NFL. Dla porównania: zeszłoroczni Broncos byli 26% lepsi od średniej. Innymi słowy: była to tak historycznie słaba defensywa, jak historycznie dobrzy byli Broncos. Różnica między 32. defensywą Saints, a 31. defensywą Bears była większa, niż między Bears i 12. Patriots.

O ile defensywa biegowa była w granicach przyzwoitości, o tyle obrona podaniowa była totalną kpiną. W DVOA mieli wskaźnik 48,1%, czyli o tyle byli poniżej ligowej średniej. 31. w tym wskaźniku Giants byli bliżej 2. Panthers niż ostatnich Saints.

Czemu tak się znęcam nad tą obroną? Bo fakt, że Saints wygrali przed rokiem 7 meczów powinien wam uzmysłowić klasę Breesa i kompletny bezsens trzymania takiego gracza w takiej drużynie. Oczywiście, w tym roku aż tak źle nie będzie. Choćby dlatego, że pozbyto się DC Roba Ryana i CB Brandona Brownera. Browner to gracz takiej klasy, że lepiej grać w 10 w obronie niż z Brownerem w składzie, bo robi więcej złego niż dobrego. W pierwszej rundzie Święci wydraftowali DT Sheldona Rankinsa, pozyskali też CB Cortlanda Finnegana.

Ale w sumie 2016 rok zapowiada się na kolejny stracony sezon w stolicy jazzu.

 

Tampa Bay Buccaneers

Wiecie, że można poprawić bilans drużyny o 4 zwycięstwa i stracić pracę? To przydarzyło się Lovie Smithowi w Tampie. Fakt, poprawa z 2 zwycięstw na 6 nie jest specjalnie imponująca. Podobno szefostwu nie spodobał się zbyt mały postęp w defensywie, a przecież Smith słynie z dobrej pracy po tej stronie piłki. Nowym HC został dotychczasowy koordynator ataku, Dirk Koetter.

To dobra wiadomość dla Jameisa Winstona, zeszłorocznego #1 draftu. Młody rozgrywający Bucs zaliczył poprawny debiutancki sezon, można nawet, nieco na wyrost, powiedzieć, że sezon dobry. Dlatego kluczem dla Tampy będzie dalszy rozwój ich QB.

Każdy młody QB potrzebuje przede wszystkim solidnej o-line. Z tym w Tampie nie było najlepiej. Ma to zmienić transfer OG J.R. Sweezya, który grał w mistrzowskiej o-line Seahawks. Tyle że Sweezy był tam jednym ze słabszych punktów.

Lepiej prezentują się pozostałe pozycje. Doug Martin na RB zaliczył w zeszłym sezonie ponad 1400 jardów z kosmiczną średnią 4,9 jarda/bieg. Wśród skrzydłowych Mike Evans ma wzloty i upadki, ale to jeden z przedstawicieli utalentowanego rocznika 2014. Vincent Jackson był jednym z najlepszych skrzydłowych w historii San Diego Chargers, ale odkąd przeniósł się w 2012 r. na Florydę, jego produkcja rokrocznie spada.

Defensywa nie jest aż taka słaba, jak prezentują to krytycy Smitha, ale na pewno nie sposób nazwać ją dobrą. Po tej stronie piłki Bucs zużyli trzy z czterech pierwszych wyborów tegorocznego draftu. W d-line Gerald McCoy należy do najlepszych w NFL na pozycji DT, ale ostatnie dwa sezony walczył z kontuzjami. Robert Ayers, pozyskany z Giants, powinien poprawić pass rush. Przez ostatnie dwa sezony zaliczył w sumie 14,5 sacka. W drugiej linii Lavontae David to maszyna do tacklowania, a wesprze go pozyskany z Ravens Daryl Smith, choć w wieku 34 lat zapewne będzie przebywał na boisku tylko przez część meczu. Personel wygląda nieźle, ale z jakichś względów do tej pory nie działało to za dobrze, zobaczymy jak będzie w tym sezonie.

W secondary mamy parę znanych nazwisk: Brent Grimes i Alterraun Verner mają za sobą świetne sezony, szkoda że kilka lat temu. Do tego dochodzi #11 tegorocznego draftu, Vernon Hargreaves. Liczenie, że weterani u schyłku kariery i debiutanci pociągną secondary to nadmiar optymizmu.

 

Mój typ: Dywizja dla Panthers. Trzy pozostałe drużyny, podobnie jak przed rokiem, powinny mieć zbliżony bilans. Ale zbliżony do siebie, nie do playoffów.

 

ZOBACZ TEŻ:

NFL przed sezonem 2016: NFC North

Do niedawna wydawało się, że w NFC North mamy dwóch wyraźnych faworytów i dwie słabsze drużyny. Niestety od wtorku faworyt jest już tylko jeden.

 

Minnesota Vikings

NFL NFC NorthKiedy twój podstawowy rozgrywający ma zerwane więzadła ACL i przemieszczenia w stawie kolanowym, nie powinieneś reagować westchnieniem ulgi, prawda? Kiedy Teddy Bridgewater padł na treningu we wtorek, pierwsze, pesymistyczne prognozy mówiły wręcz o końcu kariery obiecującego QB Wikingów. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że Bridgewater straci „tylko” sezon 2017.

Bridwater nie jest jeszcze w ścisłej czołówce rozgrywających NFL, ale robi stałe postępy. W tym preseason pokazywał naprawdę solidną grę (na ile można coś powiedzieć po preseason). Stanowił zagrożenie jako podający, potrafił pobiec w razie potrzeby, a także zaimprowizować, kiedy zagrywka się rozpadała. Sam nie dałby rady zaprowadzić Minnesoty do Super Bowl, ale przecież nie był sam.

Adrian Peterson pozostaje najlepszym biegaczem NFL. Biegaczem, ale nie running backiem. Peterson za słabo łapie podania i blokuje, by być kompletnym zawodnikiem. Jego umiejętności jako biegacza i tak sprawiają, że należy do ścisłej czołówki na swojej pozycji, ale jeśli RB nie dostarcza wartości dodanej w grze podaniowej, mocno ogranicza ofensywny playbook, gdy jest na boisku.

Bez wątpienia zobaczymy to w tym sezonie. Bez Bridgewatera rywale będą stawiali na 7-8 osobowe fronty, gdy tylko za quarterbackiem zobaczą Petersona. Nawet dla ostatniego RB, który zdobył nagrodę MVP, takie zasieki mogą być nie do przejścia.

Kto zastąpi Bridgewatera? Na „giełdzie nazwisk” można usłyszeć najdziksze koncepcje, łącznie z Brandonem Weedenem i transferem Colina Kaepernika. Najprawdopodobniej jednak będzie to dotychczasowy backup, 36-letni Shaun Hill. Po prostu on zna playbook, co w sytuacji, gdy do rozpoczęcia sezonu pozostał niewiele ponad tydzień, ma niebagatelne znaczenie. Hill to solidny backup, ale będzie musiał przekonać DC rywali, że jego podania stanowią realne zagrożenie. W przeciwnym wypadku Peterson zostanie kompletnie zdławiony na backfieldzie.

Brak Bridgewatera będzie tym boleśniejszy, że Wikingowie bardzo wzmocnili ofensywę. Do o-line dołączyli weterani Alex Boone i Andre Smith, a ich pierwszym wyborem w tegorocznym drafcie był WR Laquon Treadwell, który miał wesprzeć nieco osamotnionego przed rokiem Stefona Diggsa.

Solidnie wygląda defensywa, ale to norma u Mike’a Zimmera. Linval Joseph i Shariff Floyd to najlepszy środek d-line na wschód od Los Angeles, a Everson Griffen dokłada do tego solidny pass rush. W drugiej linii bryluje Anthony Barr. W secondary dzieli i rządzi safety Harrison Smith, a Terrance Newman, Captain Munnerlyn i Xavier Rhodes tworzą grupę cornerbacków może niezbyt spektakularną, ale bez widocznych słabych punktów.

Jeszcze w poniedziałek ta drużyna wyglądała na czarnego konia NFC. Dziś szczytem ich możliwości jest walka o playoffy.

 

Green Bay Packers

Jeśli ma się w składzie Aarona Rodgersa, każdy sezon bez Super Bowl to porażka. Jednak zeszły rok był wyjątkowo nieudany. Packers co prawda weszli do playoffów i wygrali w nich jeden mecz, ale zwycięstwa nad Redskins nikt do sukcesów nie zaliczy, a w drugiej rundzie potrzebowali „zdrowaśki”, by doprowadzić do dogrywki, którą przegrali.

Zawiodło przede wszystkim zdrowie, więc GM Ted Thompson nie robił rewolucji i pozostał wierny swojemu modus operandi: draft, szkolenie i baaaardzo rzadkie wycieczki na rynek wolnych agentów.

Najważniejszym kontuzjowanym był WR Jordy Nelson, jeden z najlepszych w lidze na swojej pozycji. W 2015 r. zerwał więzadła w kolanie jeszcze w preseason. Teraz podobno jest zdrowy, bierze udział w treningach, ale wszystkie mecze przedsezonowe oglądał „w cywilu” zza linii bocznej. Jeśli jest zdrowy, da Rodgersowi cel na dalekich ścieżkach, którego tak bardzo brakowało przed rokiem i uwolni Randalla Cobba w slocie.

Zdrowie było też kluczowym czynnikiem, przez który problemy miała o-line. Teraz zdrowi są wszyscy poza centrem Corym Linsleyem, ale ma on dobrego backupa w postaci J.C. Trettera. Jeśli linia przypomni sobie dobre czasy sprzed dwóch lat, a Nelson zapomni o urazie, to ta ofensywa znów będzie zabójcza. Zwłaszcza, że Eddy Lacy zaczął przypominać sportowca, a nie fanatycznego miłośnika McDonald’s, co powinno wzmocnić grę biegową ekipy z Wisconsin.

Jedynym zakupem Teda Thompsona na wolnym rynku był TE Jarde Cook. Jeśli okaże się on takim dobrym celem dla Rodgersa jak reklamują Packers, to secondary rywali mogą już drżeć ze strachu na samą myśl o meczu z Green Bay.

Zauważyliście, ile razy użyłem w trzech ostatnich akapitach słowa „jeśli”?

Defensywa Packers to młoda, mega obiecująca secondary, bardzo solidna d-line i słaba, niesprawdzona grupa linebackerów. Clay Matthews ma wrócić do pass rushu na pełny etat i wesprzeć nieśmiertelnego Juliusa Peppersa. Tyle że w drugiej linii są niespektakularni Jake Ryan i Sam Barrington oraz rookie z czwartej rundy draftu Blake Martinez. Wygląda na to, że starterem będzie Martinez, co obrazuje mizerię tej formacji.

Packers są murowanym kandydatem do wygrania dywizji, ale prawdziwy sezon zacznie się dla nich w styczniu.

 

Detroit Lions

W NFL z reguły to kluby zwalniają zdruzgotanych zawodników i wyjaśniają z uśmiechem na ustach „sorry, taki to biznes”. Muszę przyznać, że z pewną dozą satysfakcji obserwuję, jak działa to w drugą stronę.

Dwa lata temu Lions nie mogli sobie pozwolić na zatrzymanie całej trójki swoich największych gwiazd. Zdecydowali się pozbyć DT Ndamukonga Suha, zakładając (słusznie), że najłatwiej go zastąpić. QB Matt Stafford i WR Calvin Johnson zostali. Tyle że Johnson niespodziewanie zakończył karierę i w Detroit zostali bez Suha, bez Johnsona, a jedynie z najsłabszym z całej trójki Staffordem. A do tego Johnson i tak liczy się na 12,9 mln dolarów przeciwko tegorocznej czapce płacowej Lwów.

O karierze Johnsona i jej zakończeniu więcej przeczytasz w tekście Hall of Fame, class 2021?

Trudno wskazać jakiś mocny punkt w ofensywie Lions. Paradoksalnie mogą to być wide reciverzy, gdzie Golden Tate i świeżo pozyskany Marvin Johnson tworzą solidny tandem. Problem polega na tym, że obaj to raczej reciverzy #2. Czy dwa i dwa da w tym równaniu #1? Zobaczymy.

Dwa z trzech pierwszych picków w tegorocznym drafcie to wsparcie dla niedomagającej o-line, ale w ostatnich latach liniowi ze uniwersyteckich ofensyw spread potrzebują więcej czasu niż kilka lat temu na przystosowanie się do realiów NFL, więc poprawa raczej nie będzie natychmiastowa.

Najmocniejszym punktem całej drużyny jest front seven, choć daleko mu do formacji prowadzonej przez Suha. Niemniej Haloi Ngata tez sroce spod ogona nie wypadł, choć nie jest już tą niszczycielską siła co jeszcze kilka lat temu. Ziggy Ansah wyrasta na czołowego pass rushera w NFL, a DeAndre Levy to bardzo solidny, nowoczesny linebacker, skuteczny w kryciu i obronie przeciwko biegowi.

Znacznie gorzej wygląda secondary. Darius Slay nie jest złym graczem, ale jeśli to właśnie on jest najmocniejszym punktem formacji, to coś jest tu mocno nie tak.

Prawdę mówiąc powtórzenie ubiegłorocznego bilansu 7-9 będzie dla Lwów szczytem marzeń, a trzeci sezon Jima Caldwella w roli szkoleniowca może być jego ostatnim.

 

Chicago Bears

Jeśli miałbym wybrać jedną drużynę, której potencjał najtrudniej mi określić, to postawiłbym właśnie na Miśki. Playoffów nie oczekuję, ale czy będą spektakularnie słabi, po prostu słabi, przeciętni czy może raczej nierówni? Czas pokaże.

Przed rokiem jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, sezon w karierze zaliczył Jay Cutler. Miał najlepszy passer rating (92,3 – co dziś nie jest specjalnym powodem do chwały, ale nigdy wcześniej nie przekroczył 90), po raz pierwszy w życiu rzucił dwa razy tyle TD co INT i miał więcej momentów, gdy wyglądał jak czołowy QB w NFL niż jak Ryan Leaf. Tyle że człowiek odpowiedzialny za ten renesans, OC Adam Gase, jest teraz głównym trenerem Miami Dolphins. Jak to wpłynie na grę Cutlera?

Jak zwykle wszystko zaczyna się na o-line. Najlepszy liniowy w Chicago, Kyle Long, walczy z kontuzją ramienia. Bears próbowali się wzmocnić na tej pozycji w drafcie i we free agency, ale póki co linia stanowi wielki znak zapytania.

Na szczęście dla Cutlera zdrowy pozostaje najlepszy gracz Bears, czyli WR Alshon Jeffery. W zeszłym sezonie zagrał tylko dziewięć spotkań, a Kevin White nie zagrał ani jednego meczu jako rookie. Jeśli zdrowie pozwoli, mogą sformować naprawdę solidny duet. Niestety nie zobaczymy już TE Martellusa Bennetta, który został oddany do Patriots za #127 w drafcie (safety Deiondre Hall).

Obszarem, na którym Bears szczególnie skupili się w offseason, był front seven. Z #9 w drafcie wzięli Leonarda Floyda, który ma stanowić o sile ich pass rushu. LB Jerrell Freeman i DT Akiem Hicks mają za sobą bardzo solidny sezon w Nowej Anglii, a LB Danny Trevathan był jednym z filarów mistrzowskiej defensywy Broncos. Dołączą do Pernella McPhee, tworząc bardzo ciekawy i niebezpieczny front.

Pass rush będzie kluczowy, bo secondary nie napawa optymizmem. Kluczowe role mają w niej odgrywać debiutanci, co nigdy nie wróży dobrze.

Stawiam, że Bears zakończą sezon w okolicy 50%, ale będzie to sezon niczym gra Jaya Cutlera – pełen wzlotów i upadków.

 

Mój typ: Dywizja dla Packers, o drugie miejsce powalczą Vikings i Bears, a Lions będą szorowali po dnie, nie tylko dywizji, ale i konferencji.

 

P.S. Panda lajka :) Pani też ;)

 

ZOBACZ TEŻ:

NFL przed sezonem 2016: NFC East

Przechodzimy do NFC, a na początek najsłabsza dywizja w konferencji. Nic nie wskazuje, by wiele w tej kwestii miało się zmienić, choć warto śledzić Nowy Jork, gdzie po raz pierwszy od 13 lat trenerem będzie kto inny niż Tom Coughlin.

Dziś dołącza do mnie największy polski fan New York Giants, @elimgrey, którego polecam śledzić na Twitterze.

 

Washington Redskins

NFL NFC EastCzy Kirk Cousins to faktycznie materiał na startowego quarterbacka, czy też jego sezon 2015 był jednorazowym wyskokiem? Obie te tezy dałoby się całkiem nieźle obronić, więc Redskins stwierdzili „pożyjemy, zobaczymy”. Na razie Cousins gra na rocznym franchise tagu, choć nie ma go co żałować, bo za ten sezon dostanie niecałe 20 mln dolarów (minus podatki).

Niezależnie jednak od dyspozycji Cousinsa, Czerwonoskórym ciężko będzie powtórzyć ubiegłoroczny sezon, gdy niespodziewanie wygrali dywizję.

Cousins będzie miał wsparcie całkiem sensownej linii ofensywnej, na czele z Trentem Williamsem, jednym z czołowych tackli ligi. Największą słabością tej formacji jest center. Redskins chcieli pozyskać Briana Storka, byłego startera Patriots, ale ten nie przeszedł badań lekarskich. (Nie wiadomo co było powodem, ale Stork miał liczne problemy ze wstrząśnieniami mózgu)

Największą siłą drużyny jest korpus reciverów. DeSean Jackson to największe zagrożenie na dalekich ścieżkach, a doświadczony Pierre Garcon na krótszych. Do tego Jamison Crowder, który nie jest znanym nazwiskiem, ale miał bardzo solidny debiutancki sezon i #22 tegorocznego draftu, Josh Doctson z TCU. Na pozycji TE gra Jordan Reed, którego 952 jardy przed rokiem były piątym wynikiem wśród tight endów, a 87 złapanych podań drugim wynikiem na tej pozycji.

Wśród odbierających Redskins mają spokój, za to nie bardzo wiadomo, kto ma biegać. Alfred Morris przeniósł się do rywala z dywizji z Dallas. W tej sytuacji na szczycie depth chart są Matt Jones, który zaliczał 3,4 jarda/bieg w debiutanckim sezonie oraz Chris Thompson, który przez dwa sezony w lidze przebiegł w sumie 228 jardów w 38 próbach.

Niewiele lepiej wygląda sytuacja we front seven. Przeglądając skład Redkskins nie mam pojęcia kto ma tam generować pass rush. Na dziś podstawowymi DE są Chris Baker (8 sacków w 7 sezonów, choć trzeba przyznać, że aż 6 w zeszłym roku) oraz Matt Jones (6 sacków w 2 lata).

W secondary niekwestionowaną gwiazdą będzie Josh Norman, który eksplodował talentem w zeszłym roku w barwach Panthers. Pytanie tylko na ile to systemowy gracz, dobrze wpasowany w system defensywny Panter, a na ile rzeczywisty CB #1. Jak na razie wieści z obozu Redskins nie są dla niego zbyt pomyślne, ale trudno oceniać jego grę, póki nie rozegra kilku meczów sezonu zasadniczego. Biorąc pod uwagę, że w stolicy płacą mu 15 mln dolarów rocznie, oczekiwania na pewno są duże.

Niewątpliwym upgradem na pozycji safety jest David Bruton, do tej pory rezerwowy w Broncos, choćby dlatego, że po Dashonie Goldsonie upgradem byłby nawet ściągnięty z emerytury Ed Reed.

Redkins pewnie znów będą plątać się w okolicy 50%, ale na więcej raczej ich nie stać. Chyba że „Kapitan Kirk” zrobi kolejny krok naprzód, czego nie można wykluczyć.

 

Philadelphia Eagles

W Philly trwa wielkie sprzątanie po Chipie Kellym. Jak na razie udało się Orłom pozbyć katastrofalnych kontraktów DeMarco Murraya i Brandona Maxwella i jeszcze coś na tym zarobić. Nowy trener Doug Pedrsen nie będzie miał łatwego zadania, bo dziedziczy zespół, w którym poza linią ofensywną niewiele jest mocnych punktów.

Na rozegraniu na razie opcją #1 jest Sam Bradford, który od lat regularnie zawodzi, najpierw w Rams, potem w Eagles. Offseason spędził ciężko obrażony, bo Orły ośmieliły się z #2 w tegorocznym drafcie wziąć Carsona Wentza. Zapewne zobaczymy go jako pierwszego QB Eagles jeszcze w tym roku, ale na razie nie jest na to gotowy.

Jak już wspomniałem, o-line to najlepsza formacja drużyny. Jason Peters i Lane Johnson to jeden z najlepszych duetów tackli, a choć Kelly dość skutecznie rozwalił środek, to teraz nowy GM Howie Rosman pozyskał C Stefana Wiśniewskiego z Jaguars i OG Brandona Brooksa z Texans, co powinno przywrócić formacji choć część dawnej świetności.

Poza tym niewiele dobrego da się powiedzieć o ofensywie Eagles. Trzech najlepszych reciverów to trzy niespełnione talenty: Nelson Agholor, Jordan Matthews i pozyskany z Giants Rueben Randle [EDIT: Eagles zwolnili już Randle’a]. Lepiej wygląda pozycja TE, gdzie Brent Celek i Zach Ertzt należą do solidnych ligowych starterów.

Nowym koordynatorem defensywy został Jim Schwartz, co powinno nieco podnieść wartość tej formacji. Tyle że właściwie jedyną gwiazdą w tej grupie jest Fletcher Cox, jeden z tych świetnych graczy, których reputacja cierpi przez kiepskich kolegów. Niezłe przebłyski jako pass rusher miewa Connor Baldwin, a dość solidnym safety jest Malcolm Jenkins. Jednak poza tym obrona Orłów to mniejsze lub większe znaki zapytania. Rodney McLeod i Leodis McKelvin przychodzą, by zastąpić znacznie bardziej znanych Waltera Thurmonda i Byrona Maxwella i zamiana powinna wyjść raczej na plus. Zobaczymy co złoży z tego Schwartz.

 

New York Giants

Autor: @elimgrey

Po 12 latach, 2 wygranych Super Bowl i 4 kolejnych sezonach bez playoffów w niebieskiej części Nowego Jorku zakończyła się era Toma Coughlina i nastał czas Bena McAdoo. Przejął on zespół z jednej strony z przyzwoitą – zbudowaną przez siebie – ofensywą, a z drugiej – z fatalną defensywą.

Obrona powinna być w tym roku lepsza – trudno by była jeszcze gorsza. W przerwie między sezonami Giants sporo zainwestowali  w poprawę jakości tej formacji – zarówno w drafcie (3 z 4 pierwszych wyborów to obrońcy) jak i – a może przede wszystkim – free agency. Nowojorczycy w bezprecedensowy dla siebie sposób otworzyli wiosną sakiewki i ściągnęli 3 wysoko cenionych (dosłownie) wolnych agentów: DE Oliviera Vernona, DT Damona „Snacksa” Harrisona i CB Janorisa Jenkinsa.

Gdy (lub jeśli) to wszystko się dobrze poskleja to Giants mają szansę mieć całkiem przyzwoitą defensywę gdzie moc jest z przodu (DL może być jedną z topowych w lidze) i tyłu (secondary to mieszanina doświadczenia i młodości i oprócz skrzydłowych, jedyna chyba pozycja, gdzie jest spora głębia składu). Piętą achillesową będzie pewnie korpus linebackerów, który Jerry Reese, menadżer nowojorczyków, jak to ma w zwyczaju niemal zupełnie zignorował (wydraftował co prawda w 4. rundzie BJ Goodsona, ILB na przyszłe lata).

Dużo mniej zamieszania było w tym offseason po drugiej stronie piłki. Poprzedni rok atak NYG zakończył na 6. miejscu w nfl w zdobytych punktach i 8. w jardach. W tym oczekiwania są jeszcze większe (studzone nieco przez występy w preseason) ale by je spełnić, Eli Manning i Odell Beckham Jr. potrzebować będą pomocy. Dużo szumu jest wokół wybranego w drugiej rundzie WR Sterlinga Sheparda. Jest jeden z najlepszych receiving backów w nfl Shane Vereen. Wrócić ma Victor Cruz. Wierzy się, że Eli nie miał wkoło siebie tyle talentu na pozycjach skill-players przynajmniej od roku 2011.

Może to jednak nie mieć znaczenia jeśli linia ofensywna sabotować będzie poczynania kolegów. Szczególnie niepokoi pozycja obydwu tackli, którzy w 2015 należeli do najgorszych w lidze. NYG są zdeterminowani by po lewej stronie zostawić Erecka Flowersa (ubiegłoroczny rookie), przez cały offseason próbowali jednak – nieskutecznie – wysłać na ławkę grającego po prawej stronie Marshalla Newhouse’a.

 

Dallas Cowboys

Chciałem ich typować jako drużynę, która powalczy z Giants o pierwsze miejsce w dywizji, ale kolejne złamane kości pleców Tony’ego Romo diametralnie zmieniają sytuację. Nie wiem czy Romo wróci w tym sezonie, ale prawdę mówiąc z troski o własne zdrowie powinien w ogóle odpuścić futbol. Wygląda na to, że drugi z rzędu sezon w Dallas zepsują kontuzje.

Miejsce Romo zajmie zapewne rookie Dak Prescott, który zrobił furorę w preseason. Wszystkich, którzy chcą go koronować na nowego Russella Wilsona ostrzegam, że preseason to zupełnie inne granie. Teraz Prescott będzie musiał sobie radzić z bardziej rozbudowanym playbookiem i bardziej skomplikowanymi, skrojonymi pod niego, ustawieniami defensyw. A do tego cały czas przeciwko starterom rywala.

Niemniej jednak ma do dyspozycji ciekawą ekipę wokół siebie, zaczynając od najlepszej o-line w lidze, która wraca w niezmienionym składzie po sezonie 2015. Rok temu dzięki tej linii Darren McFaden wyglądał jak gwiazda (a w 2014 r. DeMarco Muray został ofensywnym graczem roku). Pytanie jak będzie teraz, gdy na RB zagra #4 tegorocznego draftu, Ezekiel Elliott. Jak na razie z obozu przygotowawczego dochodzą wieści o problemach Elliotta z prawem i niedojrzałości młodego zawodnika, zobaczymy co będzie na boisku.

Prescotta wesprze też solidny korpus reciverów, zaczynając oczywiście od chimerycznego, ale momentami genialnego Deza Bryanta. Do tego niedoceniani Terrance Williams i Cole Beasley oraz niezawodny Jason Witten na TE.

W defensywie problemem jest brak głębi składu, który będzie szczególnie widać na początku sezonu. Rolando McClain został zawieszony na 10 meczów po drugiej wpadce na zabronionych substancjach, po cztery mecze zawieszenia dostali Randy Gregory i DeMarcus Lawrence za takie samo przewinienie. Do tego Sean Lee, kapitalny zawodnik, ale wykonany ze szkła. Front seven Cowboys w pełni składu to ponadprzeciętna grupa, ale gdy trzeba sięgać po rezerwy sytuacja wygląda znacznie gorzej.

Ci starterzy w secondary, którzy wracają, pozwolili przed rokiem na 14 przyłożeń przeciwnika i nie zaliczyli ani jednego INT. W Dallas pokładają nadzieję w Orlando Scandricku, ale jak pokazał przykład Tyranna Mathieau, nawet najlepsi DB potrzebują trochę czasu na powrót do formy po poważnym urazie kolana.

Kontuzje i problemy dyscyplinarne to kwestie, które od lat ciągną się za Cowboys. Nie wygląda na to, by Jerry Jones miał wyciągnąć wnioski.

 

Mój typ: Dywizja dla Giants, Redskins i Eagles powalczą o drugie miejsce z bilansem ok. 50%, a Cowboys znów z tyłu.

 

P.S. Na Facebooku już tylko kilku lajków brakuje do przekroczenia magicznej granicy tysiąca. Jeśli chcesz wesprzeć rozwój bloga, kopsnij lajka albo retweeta. Dzięki!

 

ZOBACZ TEŻ:

NFL przed sezonem 2016: AFC West

W przedsezonowym przeglądzie NFL dotarliśmy do końca AFC. Zachód to dywizja, która powinna być najciekawszą w tej konferencji. Obrońcy tytułu, nieprzewidywalni Chargers, zawsze niebezpieczni Cheifes i Raiders – czarny koń rozgrywek.

Dziś dołącza do mnie Kamil Słonka (polecam obserwować na Twitterze: @kamilslonka), redaktor serwisu Raider Nation Polska, który gościnnie napisał o swojej ulubionej drużynie.

 

Denver Broncos

NFL AFC WestUbiegłorocznym mistrzom będzie bardzo ciężko powtórzyć ten sukces. Ta drużyna od początku była budowana do wielkiej przebudowy w 2016 r. John Elway postanowił powstrzymać się od wielkiego czyszczenia weteranów i jeszcze raz powalczyć o najwyższe cele, ale wątpię, czy uda im się włączyć w walkę o mistrzostwo.

Trzon defensywy pozostał bez zmian. Tyle że nie sądzę, by obrona Broncos zagrała na podobnym poziomie co przed rokiem. Bez wątpienia będą w czołówce ligi, jednak historyczne sezony mają to do siebie, że się nie powtarzają. Wątpię też, czy uda im się kolejny sezon przejść bez poważniejszych kontuzji, a głębią składu nie zachwycają.

(Więcej na ten temat: Dynastia Denver Broncos?)

Z ekipy obrońców, która startowała w Super Bowl 2016 zabraknie tylko DT Malika Jacksona i LB Dany’ego Trevathana. Żaden z nich nie jest graczem nie do zastąpienia, choć obaj to solidni starterzy na swoich pozycjach. Nie do zastąpienia są za to Von Miller i DeMarcus Ware. Pytanie tylko, czy ten drugi, mający na karku już 34 lata i 11 lat w lidze, będzie w stanie grać na tak wysokim poziomie jak do tej pory.

Nietknięta pozostaje również kapitalna secondary, na czele z Aquibem Talibem i Chrisem Harrisem. To wszystko sprawia, że obrona Broncos powinna być w czołówce ligi.

Znacznie gorzej wygląda sytuacja po drugiej stronie piłki. Sytuacja na rozegraniu jest fatalna, choć nie gorsza niż w zeszłym roku. O miano pierwszego QB rywalizują Mark „Buttfumble” Sanchez, rookie Paxton Lynch i drugoroczniak Trevor Siemian (#250 draftu przed rokiem). Quarterbackiem przyszłości ma być Lynch, ale jeszcze nie nadaje się na startera. W tej sytuacji ten sezon będzie znów problematyczny.

Ktokolwiek będzie nowym QB, zastanie cięższą sytuację niż Manning i Osweiler przed rokiem. Końcówka zeszłego sezonu to nie tylko świetna postawa defensywy, ale i o-line (nie licząc meczu z Raiders, w którym Khalil Mack rozebrał ich na czynniki pierwsze). W tym roku jedynym powracającym starterem będzie center Matt Paradis. Na LT zapewne zobaczymy ex-startera Seahawks Russella Okunga. Tyle że Okung ma podobne problemy ze zdrowiem jak zwolniony z Denver Ryan Clady. Pozostałe trzy pozycje to otwarta rywalizacja na campie, co nie wróży dobrze ich zgraniu.

Demaryius Thomas i Emmmanuel Sanders mogą być najsilniejszym duetem reciverów w lidze, ale oprócz nich nie bardzo ma kto łapać piłki. Także pozycja TE wygląda bardzo źle, chyba że nagle przełomu dokona Jeff Heuerman, którego Broncos wzięli w drugiej rundzie draftu 2015. Póki co Heuerman ani razu nie wyszedł w NFL na boisko, ale w Denver zdarzały się i takie cuda (Julius Thomas).

Wszystko wskazuje na to, że w meczach Broncos będziemy obserwowali mało punktów i dużo sacków. I to po obu stronach.

 

Kansas City Chiefs

Poprzedni sezon Chiefs to niesamowita historia. Zaczęli od bilansu 1-5, by wygrać pozostałe 10 meczów sezonu zasadniczego, zakwalifikować się do playoffów i wygrać pierwszy mecz w styczniu od 1994 r. Od kilku lat polegają na solidnym Alexie Smithie w ataku oraz znakomitym pass rushu swojej defensywy.

Tyle że w tym roku w defensywie pojawiło się sporo znaków zapytania. W lutym najlepszy pass rusher Justin Houston przeszedł operację więzadła ACL i na dobrą sprawę nie wiadomo czy i kiedy wróci do gry. Drugi OLB, Tamba Hali, ma chroniczne problemy z kolanami. Safety Eric Berry długo odmawiał podpisania franchise tagu i dopiero w ten poniedziałek (29 sierpnia) pojawi się po raz pierwszy w tym sezonie na treningu.

Co gorsza, drużynę opuścił ich najlepszy CB Sean Smith. Drugoroczniack Marcus Peters ma za sobą imponujący sezon debiutancki. Zanotował najwięcej przechwytów w NFL, ale jednocześnie kryci przez niego reciverzy zaliczyli 1057 jarów i 8 przyłożeń (podaję za Pro Fotball Focus). Wszystko to składa się na mało optymistyczny obraz defensywy.

W ataku do gry powraca Jamaal Charles. Tyle że jestem sceptyczny co do jego rzeczywistej wartości dla drużyny. Imponująca zeszłoroczna seria Cheifes zaczęła się, gdy stracili Charlesa z powodu kontuzji. Poza tym dobiegający 30-tki RB po poważnym urazie to raczej nie jest charakterystyka dająca powody do optymizmu.

Nieciekawie wygląda sytuacja z o-line. Chiefs stracili obu starterów na OG i nie bardzo mają ich kim zastąpić. Z pozytywów udało im się pozyskać OT Mitchella Schwartza z Cleveland, ale drugim tacklem pozostaje permanentnie zawodzący Eric Fisher, #1 draftu 2013.

W tej sytuacji Alex Smith może mieć problemy ze swoją tradycyjnie wysoką skutecznością i małą liczbą strat. Co prawda ściągnięty przed poprzednim sezonem Jeremy Maclin poprawił sytuację na WR, a Travis Kelce pozostaje jednym z czołowych odbierających TE w lidze, ale ogólnie korpus reciverów należy do najsłabszych w NFL.

Chiefs pozostaną niebezpieczną drużyną, ale ich awans do playoffów będzie niespodzianką.

 

Oakland Raiders

Autor: Kamil Słonka

Ostatni sezon Oakland Raiders można uznać za sezon przejściowy, zapowiadający dużo zmian. Włodarze drużyny z Kalifornii poświęcili 4 picki z 7 rund draftu 2016 na łatanie dziur w formacji defensywnej.  W pierwszej rundzie został wybrany safety z Zachodniej Wirginii, Karl Joseph, który już łapie dobre noty na kampach. W świetnej dyspozycji podczas preseasonu jest runningback George Atkinson III, który ma za zadanie uzupełnić korpus biegaczy.

Poprzedni sezon skupił się głównie na rozwoju Dereka Carra, Amariego Coopera oraz bestii z Oakland, Khalila Macka. Ten ostatni jest pierwszym zawodnikiem w historii NFL, który został wybrany do Pro-Bowl na dwie pozycje, linebackera oraz defensive enda. Nie lada wyczyn, patrząc na to, że obie pozycje opiewały w legendarnych graczy. Derek Carr spełnił oczekiwania i pomimo decyzji, podejmowanych bardzo często, pod presją można uznać, że ten sezon był dla niego udany. Amari Cooper natomiast nie spełnił oczekiwań, jednak nie można uznać go za bust ostatniego draftu.

Reggie McKenzie, GM Raiders, pozwolił sobie na wydanie dość sporej kupki pieniędzy podczas offseasonu. Sprowadził między innymi Seana Smitha, CB Chiefs, który jest ewidentnym wzmocnieniem korpusu ostatniej linii. Dodatkowo, udało się ściągnąć FS Reggiego Nelsona z Cincinatti Bengals. To wszystko razem z Karlem Josephem oraz przebłyskami Davida Amersona z poprzedniego sezonu daje nam dużo lepszą sytuację w secondary, pomimo straty przyszłego członka Hall of Fame – Charlesa Woodsona.

Na szczęście, McKenzie nie myśli jednoliniowo i nie skupił się całkowicie na upgradzie formacji defensywnej. Ważnym elementem jest uzbrojenie linii ofensywnej, która została wzmocniona przez Austina Howarda oraz Kelechiego Osemele. Nowi zawodnicy powodują, że znany portal profootballfocus.com ocenia o-line drużyny z pod znaku Tarczy jako drugą najlepszą w lidze. To świetna wiadomość. Derek Carr powinien mieć więcej czasu na szukanie receiverów, a korpus biegaczy, główne za sprawą umiejętności otwierania pola Kelechiego Osemele, powinien mieć dużo więcej okazji do zdobyczy jardowej niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Drużyna Oakland Raiders za sprawą kolejnego świetnego offseasonu wymieniana jest jako czarny koń rozgrywek NFL i chyba nikt trzeźwo myślący nie może temu zaprzeczyć. Rozwój młodych zawodników pod okiem weteranów, coraz lepiej spisujący się rozgrywający i w końcu trener, któremu nie można odmówić umiejętności powodują to, że Raiders pierwszy raz od 2002 roku mogą wskoczyć do play-offs.

 

San Diego Chargers

Zaledwie cztery zwycięstwa przed rokiem to fatalny wynik. Można się spodziewać, że San Diego zaliczą lepszy bilans w tym roku, choćby dlatego, że trudno o gorszy. Jednak władze Chargers podejmują jedną fatalną decyzję za drugą.

Najpierw nieudana próba przeprowadzki do Los Angeles. W LA zagrają ostatecznie Rams, a cała sytuacja mocno pogorszyła i tak już nadwątlone relacje z lokalnymi władzami i społecznością.

Potem pojawił się problem Joeya Bosy. Bosa, #3 tegorocznego draftu, wciąż nie ma podpisanego kontraktu. Sprawa rozchodzi się o kwestie gwarantowanej pensji w czwartym roku kontraktu (w uproszczeniu) oraz terminy wypłat signing bonus. Chrgers posuwają się do oświadczeń prasowych, dyskredytujących Bosę i jego obóz, a tymczasem coraz bliżej sytuacja, w której Bosa odmawia gry w tym roku i przystępuje do draftu 2017, a Chargers tracą tegoroczny #3.

Pass rusher Bosa na pewno przydałby się w San Diego, bo defensywa to ta słabsza formacja Chargers. W d-line Cory Liuget jest już zdrowy, a z Seattle przyszedł specjalista od obrony biegowej, Brandon Mebane. Secondary powinna być nieco mocniejsza, choćby dlatego, że mało prawdopodobna jest tak dramatyczna seria kontuzji drugi rok z rzędu. Dodatkowo z Packers dołączył świetny nickel corner, Casey Hayward.

W ataku do zdrowia wrócił Keenan Allen, który miał bardzo obiecujący początek sezonu 2015. Do San Diego, jako koordynator ofensywy, wraca Ken Wisenhunt. To dobra wiadomość dla Philipa Riversa, bo to pod jego wodzą w 2013 r. quarterback Chargers rozegrał swój najlepszy sezon w tej dekadzie.

Do grona reciverów dołączył Travis Benjamin z Browns. Na miejscu pozostaje TE Antonio Gates. Pytanie tylko, kiedy wiek zacznie dawać o sobie znać, bo Gates ma już na liczniku 36 lat.

To jednak nie pomoże, jeśli nie poprawi się gra o-line. Linia SD została przed rokiem oceniona jako najsłabsza w pass protection (wg Pro Football Focus) i druga najsłabsza w run blocking (wg Football Outsiders). We free agency Kalifornijczycy pozyskali Mata Slausona, byłego centra Bears, co powinno nieco poprawić grę tej formacji.

Chargers są nieprzewidywalni, zwłaszcza że dysponują najlepszym rozgrywającym w dywizji (Carrowi jeszcze trochę brakuje). Przy dobrym schemacie ofensywnym i reciverach, Rivers może odżyć jak w sezonie 2013.

 

Mój typ: Muszę przewidzieć jakieś niespodzianki, więc dywizja dla Raiders. Drugie miejsce i dzika karta dla Broncos. Trzecia lokata dla Chiefs, a Chargers znów na ostatnim miejscu w dywizji.

 

ZOBACZ TEŻ: