NFL Playoffs: Green Bay Packers i Pittsburgh Steelers w finałach konferencji

Wreszcie dzień, na jaki liczyliśmy od początku tych playoffów. Dwa mecze rozstrzygnięte w sumie pięcioma punktami na rzecz gości. Wielkie powroty, dramatyczne zwroty akcji, rozstrzygnięcia w ostatnich sekundach.

 

Green Bay Packers – Dallas Cowboys 34:31

Kiedy w połowie trzeciej kwarty Micah Hyde kapitalnie przechwycił podanie Daka Prescotta, wydawało się, że już po meczu.

Packers zdecydowanie przeważali, a Aaron Rodgers grał wielki futbol. Green Bay pewnie kroczyli po kolejne punkty, które zwiększyłyby ich przewagę do trzech posiadań  i właściwie rozstrzygnęły mecz. Jednak tym razem to Aaron Rodgers popełnił błąd.

W odpowiedzi Dak Prescott poprowadził dwie znakomite serie ofensywne. W pierwszej Cowboys przemaszerowali 59 jardów w 10 akcjach, w drugiej 80 jardów w 11 akcjach, a młody QB Dallas sprawdził się w ogniu i pod gigantyczną presją. Jeśli jeszcze mieliście wątpliwości (jak ja), że Prescott faktycznie jest lepszym wyborem niż Romo, to po tych dwóch seriach przestaniecie je mieć. Jasne, INT było fatalne, ale w ostatnich 15 minutach meczu Dak grał niczym weteran i doprowadził do wyrównania. Tylko że po drugiej stronie był Aaron Rodgers.

Co oznacza ten tweet? Ano że system ofensywny Packers jest do bani, ale mają za sterami magika, który systemu nie potrzebuje. Jeśli QB trzyma piłkę w rękach ponad 3 sek., to w 90% przypadków wynika to z nieznalezienia wolnych reciverów. Wtedy Rodgers zaczyna improwizować i wykonuje rzuty, po których szczęka opada.

Od początku Rodgers był wielki. Łapał Cowboys na spalonym, z 12 zawodnikami na boisku (naprawdę są jeszcze trenerzy, którzy nie rozumieją, że przeciwko Rodgersowi można robić zmiany tylko wtedy, kiedy GB zmieniają?), dzielił i rządził. I to mimo że nie miał Jordiego Nelsona. A jednak wszystko mogło pójść na marne, bo to INT tchnęło nowe życie w Dallas. Nie chodzi nawet o mityczne „momentum”, co o nową szansę dla skazańca, którego już prowadzili na szafot.

Prescott miał swoje dwie wielkie serie, ale ostatnie słowo należało do Rodgersa. Chwilę wcześniej ponownie przekonaliśmy się, jak niewielki margines błędu dzieli w NFL zwycięstwo od porażki. Tuż po Two-Minute Warning Rodgers znów został przechwycony po kolejnym złym podaniu. Tyle że tym razem z opałów wybawili go obrońcy Cowboys, którzy popełnili DPI.

Po DPI Packers znaleźli się w zasięgu kopnięcia z pola i Mike McCarthy, do którego nie mogłem się przez większość meczu przyczepić, znów zaczął być konserwatywny. Dwa biegi na w sumie -3 jardy, rozpaczliwa bomba Rodgersa w trzeciej próbie i Mason Crosby stanął przed 56-jardowym FG na 1:33 przed końcem meczu. W przypadku pudła, Cowboys dostaliby piłkę na środku boiska przy remisie.

Kopacz Packers nie miał wybitnego sezonu. Przestrzelił trzy podwyższenia, trzy razy spudłował z 30-39 jardów. Ale w playoffach nie myli się od 2010 r. i tym razem też się nie pomylił, choć trajektoria lotu przyprawiła o zawał kibiców obu drużyn.

Tyle że Dak Prescott do spółki z secondary Packers zadbał o emocje. Przemaszerował 42 jardy w 58 sekund. Jednak po drodze QB Dallas popełnił jeden kluczowy błąd, który pokazał, że mimo całej jego klasy wciąż jest debiutantem. Po podaniu na pierwszą próbę do Jasona Wittena wykonał spike, by zatrzymać zegar. Okazało się, że Dallas nie zabrakło sekund, tylko właśnie tej jednej próby. Dan Bailey trafił z 52 jardów, a Rodgers miał jeszcze 35 sekund. O 35 za dużo.

Tę akcję można oglądać do znudzenia (chyba że jesteś kibicem Dallas). Ten rzut przeczył wszelkim prawo fizyki, a już na pewno futbolu. Praworęczny rozgrywający, poruszający się w lewo, rzuca do celu odległego o 40 jardów bez ustawienia stóp w kierunku rzutu. Samo dorzucenie piłki wymaga niewiarygodnej siły w ręce. A do tego tak precyzyjne. Moim zdaniem nie ma w NFL drugiego zawodnika, który byłby w stanie wykonać to podanie. A chwyt Jareda Cooka palce lizać. Właśnie dla takich chwil sprowadzono go latem.

Jednak chwilę wcześniej miała miejsce inna nieprawdopodobna akcja. Sack na Rodgersie. W samym sacku nie ma nic nadzwyczajnego, ale Rodgers został uderzony przez kompletnie nieblokowanego, rozpędzonego obrońcę, którego nie widział. Rozgrywający Packers nie miał prawa utrzymać piłki w rękach. A jednak utrzymał.

I wreszcie Mason Crosby z kolejnym kopnięciem, którego trajektoria przeczyła zdrowemu rozsądkowi. Kiedy ta piłka zaczęła lecieć, byłem przekonany, że przestrzeli w lewo i będziemy mieli dogrywkę.

To był dokładnie taki mecz, za jakie kochamy NFL.

Cowboys mogą czuć ogromny niedosyt, ale pamiętajmy, że to drużyna, która zeszły sezon skończyła z bilansem 4-12 i weszła w rozgrywki pod wodzą trzeciego rozgrywającego. Prawdę mówiąc historia Daka Prescotta przypomina nieco historię Kurta Warnera i Rams 1999, choć bez happy endu. W Dallas przyszłość maluje się w jasnych barwach. Mają rozgrywającego na lata, świetną o-line, bardzo dobrze obsadzone „skill position”. Tylko czy przełoży się to na sukcesy w styczniu?

Packers jadą do Atlanty. Znów nie będą faworytami, ale póki Rodgersa, póty nadziei. Finał NFC może się stać niezłą strzelaniną. Linia over/under w Vegas zaczyna się od 60 punktów. Rodgers kontra Ryan i dwie defensywy, które pozostawiają sporo do życzenia. To się będzie oglądało.

 

Pittsburgh Steelers – Kansas City Chiefs 18:16

Lista drużyn, które wygrały w playoffach we współczesnej NFL (po 1970 r.) bez zdobywania przyłożenia jest bardzo krótka. Od wczoraj Steelers są piątą ekipą na tej liście.

Nocne spotkanie obfitowało w dramaturgię, ale już nie w tak spektakularne zwroty akcji jak mecz Green Bay – Dallas. Do tego wymyka się prostym podsumowaniom.

Ta defensywa Kansas City to właściwie była dobra czy nie? Niby Steelers nie zdobyli przyłożenia, niby ich cztery wycieczki do red zone zakończyły się trzema FG i INT. Big Ben miał najniższy QBR ze wszystkich rozgrywających w Divisional Round poza Brockiem Osweilerem. Z drugiej strony Chiefs oddali niemal 380 jardów. Le’Veon Bell robił co chciał. Wybiegał 170 jardów na niemal 6 jardach/próbę. Tylko dwa posiadania Steelers nie zakończyły się punktami (nie liczę serii na koniec pierwszej połowy i „kolanek” na koniec meczu). Aż dwie serie ofensywne Stalowych przyniosły 39 lub więcej jardów. Tylko jeden punt.

Te same pytania, tylko w odwrotną stronę, można by zadać ofensywie Pittsburgha. Ofensywie, która zagrała poniżej swoich możliwości. Le’Veon Bell dominował, ale gra górą niedomagała. Poza Bellem pozytywną notę można wystawić o-line i TE Jesse Jamesowi, który z 83 jardami zagrał mecz życia.

Jednak MVP tego meczu było dwóch. Pierwszym jest kicker Steelers, Chris Boswell, któy nie pomylił się przy żadnych z sześciu kopnięć z pola. A każde pudło oznaczałoby porażkę. Sześć FG w jednym meczu to nowy rekord playoffów. Dla Boswella to drugi taki wyczyn w tym sezonie. Sześć razy z pola trafił również w week 15 w Cincinnati.

Drugi gracz zasługujący na wyróżnienie to James Harrison, nestor odmładzającej się z każdym rokiem defensywy Steelers. 38-letni kicker czy rozgrywający to widok dość normalny. Ale pass rusher? I to jeszcze tak dominujący? Harrison grał przeciwko biegowi, zanotował sack, dwukrotnie obalił Alexa Smitha i zaliczył trzy tackle na stratę jardów. A przede wszystkim uratował prowadzenie Pittsburgha, gdy kapitalnie wymusił holding przy udanym dwupunktowym podwyższeniu Chiefs. Powtórka z 12 jardów okazała się nieskuteczna i Steelers ocalili dwupunktową przewagę.

To właśnie defensywa wygrała ten mecz dla Steelers. Trudno powiedzieć czy Big Ben odczuwał skutki urazu stopy z zeszłego tygodnia. Podobno nie ma po nim śladu, ale Roethlisberger nie wyglądał na zawodnika w pełni sił. W tej sytuacji wsparcie defensywy było nieocenione.

Goście przez większość meczu zdołali utrzymać w ryzach Travisa Kelce, kompletnie wyłączyli z gry Tyreeka Hilla, tak w ataku, jak w special teams i skutecznie zdławili grę biegową. Jednak to wszystko byłoby bez znaczenia, gdyby Harrison nie wymusił holdingu na Ericu Fisherze.

Ostatnia seria Chiefs wyglądała na taką, która odwróci losy meczu. 13 akcji, 7 minut, 75 jardów. Po drodze konwertowane dwie czwarte próby, w tym 4&8. Przyłożenie i udane dwupunktowe podwyższenie na wyrównanie. No, prawie udane podwyższenie.

Steelers jadą do Nowej Anglii na starcie dwóch najlepszych ekip AFC w tym stuleciu. Dla Patriots będzie to jedenasta AFC Championship Game od sezonu 2001, dla Steelers szósta. Żadna inna ekipa w tym czasie nie ma więcej niż czterech występów w finale AFC. Jeśli sięgnąć do całej historii AFC (od 1970) to najwięcej występów mają Steelers (16) na drugim miejscu są Patriots (13). Tak więc przed nami pojedynek z nader bogatą historią.

Chiefs w finale AFC grali tylko raz w swojej historii (przed rokiem 1970 wygrywali AFL, a nawet Super Bowl w 1969 r.). Odkąd Andy Reid został trenerem drużyny mają bilans 34-21 w sezonie zasadniczym i 1-3 w playoffach.

 

P.S. Jeśli Wam się podobało, to jak zwykle proszę o wpłatę lajków na konto facebookowe.

P.S.2 O sobotnich meczach możecie poczytać tutaj: NFL playoffs: New England Patriots i Atlanta Falcons w finałach konferencji

NFL playoffs: New England Patriots i Atlanta Falcons w finałach konferencji

Czy doczekamy się w tych playoffach prawdziwie „playoffowego” meczu? Wyrównanego, z dobrą grą po obu stronach i emocjami do końca? Sobota znów była poniżej oczekiwań, choć nie ma tu winy znakomitych Falcons i paradoksalnie… Texans, którzy zagrali jak na swoje możliwości bardzo dobre spotkanie. Seahawks nawalili na całej linii, a męczących się Patriots ciężko się oglądało, ale przynajmniej dzięki temu mieliśmy coś zbliżonego do walki. Wciąż czekamy na mecz w tych playoffach, który skończy się różnicą mniejszą niż 13 punktów.

Zapraszam na podsumowanie pierwszego dnia Divisional Round w playoffach NFL.

 

Seattle Seahawks – Atlanta Falcons 20:36

Dawno nie widziałem meczu NFL, w którym dwie otwierające serie trwały w sumie 16 minut i 27 snapów. Najpierw Seahawks przemaszerowali 89 jardów w 14 akcjach i 8:34 na zegarze, po drodze konwertując trzy trzecie próby. Falcons odpowiedzieli 75 jardami w 13 akcjach i 7:12 czasu gry. Tyle że oni konwertowali zaledwie jedną trzecią próbę. Poszli na łatwiznę :)

Niestety potem było już tylko gorzej. Przynajmniej dla Seattle, bo Atlanta grała jak z nut. Z jednej strony Matt Ryan. Można go krytykować, można mówić, że w gorszych warunkach nie potrafił dźwignąć drużyny, ale umówmy się: nie każdy jest Aaronem Rodgersem. Ryan to znakomity rozgrywający i kiedy może zajmować się podawaniem zamiast umykaniem przed pass rushem, to ofensywa Falcons jest naprawdę trudna do zatrzymania.

26/37, 338 yds, 3 TD, 0 INT, passer rating 125.7, QBR 86.9. To statystyki Ryana przeciwko jednej z najlepszych defensyw ostatnich lat. Oczywiście tegoroczni Seahawks to nie to samo co Legion of Boom z lat 2013-2014, zwłaszcza odkąd stracili Earla Thomasa. Niemniej w tegorocznej NFL i tak stanowili czołówkę. Ryan rozmontowywał ich jak chciał.

Seahawks wyszli nietypowo, bo każdy swego. Richard Sherman podążał za Julio Jonesem. Ograniczyło to nieco poczynania Jonesa, ale za to Ryan miał otwartą całą resztę boiska. A kiedy przyszło do przyłożenia, to Jones je zdobył, choć w tej sytuacji powinna polecieć flaga za OPI (co zresztą przyznał były szef sędziów NFL, Mike Pereira). Na marginesie: to niemal dokładnie ta zagrywka, w której Malcolm Butler wykonał przechwyt rozstrzygający Super Bowl 49.

Jednak kiedy Seattle wrócili do strefy wyglądało to jeszcze gorzej, bo zostawały gigantyczne dziury na środku boiska między linebackerami i secondary. Normalnie pilnował ich Earl Thomas dzięki nieprawdopodobnemu zasięgowi, ale w sobotę żaden z zastępujących go DB Seahawks nie potrafił zapanować nad sytuacją.

O ile świetnej gry Falcons w ataku można się było spodziewać, o tyle kompletnej dominacji na linii wznowienia akcji już nie do końca. Center Atlanty, Alex Mack, jest najlepszym transferem tego offseason. To klej, który spaja tę linię. Linię, która przez większość meczu zdołała utrzymać w ryzach Michaela Bennetta, choć ten i tak robił co mógł, a nawet więcej.

Z drugiej strony o-line Seattle nie istniała. Nawet run blocking, który tak świetnie szedł im przeciwko Detroit, tu niedomagał. Statystycznie 4,8 jarda/bieg wygląda dobrze, ale napompowało tą statystykę kilka improwizowanych biegów Wilsona pod koniec meczu. Przez większość czasu RB Seattle byli trzymani w ryzach. A pass blocking? No cóż, najlepiej podsumowuje to safety dla Atlanty, kiedy RG nadepnął Wilsonowi na nogę chwilę potem, jak przez jego błąd w pass protection pass rush Atlanty prawie zabił rozgrywającego Seahawks.

To safety było kulminacyjnym momentem meczu, kiedy Falcons przejęli inicjatywę i nie oddali jej aż do końca. Chwilę wcześniej Devin Hester wykonał kapitalny 80-jardowy powrót po puncie, niczym za dawnych dobrych czasów. Tyle że anulowany przez holding. Seattle stracili tym samym pozycję głęboko w red zone rywala, wartą pewnie ok. 5-6 punktów (średnio). Chwilę potem stracili safety (2 punkty) i piłkę, z której Falcons zrobili FG (3 punkty). W sumie ta kara to ok. 10-punktowa zmiana (żeby było jasne – sama flaga była słuszna i oczywista). Od safety dla Falcons prawdopodobieństwo wygranej Atlanty wynosiło ponad 60% i cały czas rosło (za PFR).

Falcons znów zaprezentowali ciekawą, urozmaiconą ofensywę. Ryan podawał do ośmiu różnych reciverów, trzech zaliczyło ponad 60 jardów. Mohamed Sanu złapał trudne przyłożenie, pokazując że nawet jeśli w sezonie zasadniczym grał poniżej oczekiwań, to na playoffy może się przydać. Gra biegowa może nie zachwyciła, ale robiła swoje, a Devonta Freeman zaliczył w sumie 125 jardów (biegi+złapane podania). Wciąż pozostają moim typem na reprezentanta NFC w Super Bowl, niezależnie od tego, kto dziś wygra spotkanie Cowboys-Packers.

Seahawks byli drużyną wyraźnie słabszą. Ich defensywa powinna się w przyszłym roku poprawić, o ile Earl Thomas przestanie wypisywać bzdury na Twitterze i wróci do gry. GM Jon Schneider i trener Pete Carroll muszą poświęcić offseason budowie zupełnie nowej o-line.

 

Houston Texans – New England Patriots 16:34

W teorii gier funkcjonuje coś takiego jak Strategia Dawida i Strategia Goliata, choć są to pojęcia raczej z literatury popularnonaukowej niż stricte naukowej. Odnosi się to do sytuacji w której, tak jak w tym meczu, jedna ze stron stoi na straconej pozycji.

„Goliat”, czyli w naszym przypadku Patriots, powinni grać ostrożnie, nie podejmować ryzyka i brać co dają. Oni i tak są lepsi, mają dużo do stracenia, a ewentualny zysk z ryzyka to po prostu chciwość, a ta nie popłaca.

„Dawid”, czyli Texans, wręcz przeciwnie. Oni nie mają nic do stracenia, bo i tak są skazani na pożarcie. Powinni więc podejmować ryzyko, wyciągać trick plays z samego dna playbooka i czyhać na swoją szansę.

Goliat mniej lub bardziej się do tego stosował. Bill Belichick zaordynował kopanie FG z 1 jarda po raz pierwszy od dwóch lat. Fakt, że było 10 s. do końca 2 kwarty, więc plus polegający na przyszpileniu rywala pod jego własnym endzone w wypadku niepowodzenia nie gra tu roli. Ale i tak jako fana Patriots mnie to zabolało. Ale BB wiedział, że on tu jest Goliatem.

Czy O’Brien wiedział, że jest Dawidem? Chyba nie. Cały czas powtarzał, że nie ważne co myślą inni, ważne co drużyna myśli w szatni. Jego decyzje też tego nie potwierdzają: 1 kwarta, red zone, kopią FG przy 4&4. Druga kwarta, red zone, kopią FG przy 4&3. 2 kwarta, punt przy 4&5 na połowie Patriots. Jako punter jest Shane Lechler, który już kilka celnych podań w swojej karierze wykonał. 3 kwarta, punt przy 4&4 na połowie Patriots. Końcówka trzeciej kwarty, kolejny punt na połowie Patriots. Fakt że przy 4&8, ale przy 11-punktowej stracie pod koniec trzeciej kwarty to nie czas na ostrożność.

Texans mogą tym bardziej żałować, że wiele ułożyło się po ich myśli. Przez większość meczu to Patriots popełniali straty. Brady, który przez cały sezon zaliczył tylko 2 INT, zanotował tyle samo w tym meczu, przy czym drugie było naprawdę paskudne. Dion Lewis (swoją drogą pierwszy gracz NFL od 1950 r., który zdobył rush TD, rec TD i return TD w jednym meczu playoffów) zgubił piłkę pod własnym polem punktowym przy returnie.

Znakomity mecz zagrała defensywa, która bardzo skutecznie atakowała środek o-line Patriots. W „próbach biegowych” środek zatykał Vince Wilfork, niczym w najlepszych swoich latach w barwach Pats. Z kolei w „próbach podaniowych” demolowali go Jadeveon Clowney i Whitney Mercillus. Brady został bezlitośnie obity. Takiego łomotu nie zebrał chyba od zeszłorocznej AFC Championship Game, gdy pass rush Broncos potraktował go jak manekina treningowego. CB A.J. Bouye pokazał po raz kolejny jak gigantyczny skok jakościowy w swojej grze zanotował w tym sezonie.

W efekcie Brady został zmuszony do długiej gry podaniowej, której w wieku 39 lat zwyczajnie nie lubi i nie jest w niej najlepszy, choć wyglądało na to, że parę w łapie ma niczym w 2007 r. Jednak część jego podań była pod presją na zasadzie „walnę 40 jardów w kierunku Hogana albo Edelmana, to może złapią”. W większości łapali.

Patriots są w finale konferencji po raz 11 w 15 sezonach Brady’ego jako startera. Po raz szósty z rzędu (rekord NFL). Weszli w kiepskim stylu, ale to nie skoki narciarskie, styl nie ma znaczenia. Dla Chiefs i Steelers (ktokolwiek wygra dziś w nocy) ważne są dwa wnioski: a) środek o-line to miękkie podbrzusze NE, b) przeciwko Pats trzeba wykorzystywać swoje szanse.

Texans mają podwaliny pod świetną obronę. Jeśli J.J. Watt wróci w pełni sił, a Clowney pozostanie zdrowy, to ten front może stać się koszmarem. Potrzebują tylko linebackera, Benardrick McKinney był bezlitośnie ogrywany przez RB Pats.

Za to w ataku potrzebują QB. Mają Osweilera, którego nie mogą zwolnić (za dużo martwych dolarów), a nikt go nie weźmie w wymianie (choć gdyby dali tonącym w cap space Browns Osweielera i 1st round pick w 2018 za 7th round w 2017 to kto wie…). Na Tony’ego Romo raczej nie będzie ich stać, zwłaszcza że sporo dolarów „zje” nowa umowa Bouye. Będą musieli szukać w drafcie albo zaoferować Belichikowi ofertę nie do odrzucenia za Garoppolo. Tylko czy po nieudanym romansie z Osweilerem mogą sobie pozwolić na kolejne takie ryzyko?

 

Proszę Was o pomoc

Panie i Panowie, możecie o tym nie wiedzieć, ale o tym co widzimy na Facebooku decydują skomplikowane algorytmy. W uproszczeniu: każdy lajk, komentarz i udostępnienie zwiększają zasięg posta w serwisie, który jest drugim największym silnikiem wyszukiwarkowym na świecie (po Google’u). Playoffy (jakie by nie były :) to najlepszy czas na przyciąganie nowych fanów do NFL, futbolu amerykańskiego i tego bloga.

Dlatego będą wdzięczny za każdą Waszą aktywność na fanpage’u na Facebooku! Wasze lajki naprawdę są walutą i to całkiem mocną. Chętnie przyjmę w niej wpłaty :)

NFL Playoffs: Zapowiedź Divisional Round

No to została ósemka. Nie mogę z czystym sumieniem napisać „najlepsza ósemka”, bo obecność Texans w tym gronie to niestety czysty zbieg okoliczności. Niemniej możemy się spodziewać znacznie lepszych spotkań niż w zeszłym tygodniu, bo poza wyjazdem Texans do Nowej Anglii wszystkie mecze zapowiadają się bardzo ekscytująco.

Wszystkie godziny meczów wg polskiego czasu. Liczby w tabelach oznaczają miejsce drużyny w danej klasyfikacji po sezonie zasadniczym. Więcej o DVOA możecie poczytać tutaj.

 

Seattle Seahawks @ Atlanta Falcons

sobota, 22:35

W sezonie zasadniczym: ATL@SEA 24:26

Porównanie statystyczne:

NFL Playoffs Atlanta Falcons Seattle Seahawks

Na początek rundy mamy pojedynek „ptaszków” z NFC. Cztery lata temu obie drużyny spotkały się ze sobą w tej samej rundzie, również w Atlancie. Na 25 sekund przed końcem Marshawn Lynch wyprowadził swój zespół na jednopunktowe prowadzenie, ale dwa kapitalne podania Matta Ryana doprowadziły gospodarzy w zasięg skutecznego kopnięcia z pola. Falcons wygrali, ale w finale NFC przegrali z San Francisco 49ers.

Od tej pory obie drużyny dryfowały w odwrotną stronę. Seahawks już w kolejnym sezonie świętowali wygraną w Super Bowl, a w 2014 r. ponownie wygrali NFC, by w Super Bowl ulec Patriots. Dla Falcons sezon 2012 był kulminacją ery Mike’a Smitha. Piąty sezon z rzędu na plusie i awans do finału konferencji dopiero po raz trzeci w 50-letniej historii klubu. Jednak w sezonach 2013-2015 Atlanta ani razu nie miała dodatniego bilansu, a Mike’a Smitha zastąpił Dan Quinn, który wcześniej pracował jako… koordynator defensywy Seahawks (choć w playoffach 2012 nie brał udziału, pracował wówczas na Uniwersytecie Florydy i do Seahawks dołączył dopiero w kolejnym sezonie).

Jednak widać wyraźnie, że smaczków w tym meczu nie zabraknie. Nie powinno zabraknąć również dobrego futbolu, bo najlepsza obrona ostatnich lat spotka się z jedną z najlepszych ofensyw w historii NFL.

Oczywiście trudno porównywać ofensywy między zupełnie różnymi erami futbolu amerykańskiego. Jednak większość komentatorów i statystyków jest zgodnych, że Falcons dysponują jednym z dziesięciu najlepszych ataków w dziejach NFL.

Jej liderami są QB Matt Ryan i WR Julio Jones, obaj wybrani niedawno do pierwszej drużyny All-Pro (odpowiednik drużyny gwiazd w NBA). Ryan od lat wymieniany jest w gronie czołowych rozgrywających ligi, ale takiego sezonu jak 2016 jeszcze nie miał i chyba mało kto wątpi, że to QB Falcons zgarnie nagrodę MVP (zwłaszcza że głosują ci sami ludzie co na All-Pro).

Ryan osiągnął te wyniki, choć Julio Jones część sezonu walczył z kontuzjami i złapał piłki na „zaledwie” 1409 jardów. Ale jeśli w dwóch ostatnich sezonach przekraczał 1500… Kontuzje Jones oznaczały w poprzednich latach poważne problemy Falcons. Nie w tym roku. Aż ośmiu graczy Atlanty złapało ponad 20 piłek, a aż 10 zaliczyło ponad 200 jardów w odbiorze piłki.

Ofensywa Falcons nie była taka jednowymiarowa. Devonta Freeman drugi sezon z rzędu przekroczył tysiąc jardów po ziemi, ale tym razem potrzebował niemal 40 biegów mniej, co dało imponującą średnią 4,75 jarda/bieg.

Czy Falcons będą próbowali biegać przeciwko Seattle? To chyba nie najlepszy pomysł. W sezonie zasadniczym Seahawks oddawali 3,4 jarda/próbę, najmniej w lidze, a w Wild Card Round Zach Zenner nie za bardzo mógł sobie pobiegać. Znacznie łatwiej powinno im być w grze górą.

Pytanie jak Seahawks będą bronili. Wydaje mi się, że zmienią swoją klasyczną wariację na temat Cover 3 i będą kryli więcej każdy swego. A to dlatego, by częściej ustawiać Richarda Shermana po stronie Julio Jonesa. Jeśli Sherman zostanie przyspawany do lewej strony obrony, to Jones po prostu stanie po prawej i zmasakruje niedoświadczonych cornerbacków Seattle pozbawionych wsparcia Earla Thomasa. W tej sytuacji bardzo ważny będzie pass rush Michaela Bennetta.

Po drugiej stronie piłki Falcons nie są tacy mocni i tu swoich szans muszą upatrywać Seahawks. Możemy się spodziewać częstej gry po ziemi. Atlanta gorzej broni bieg niż podanie. Właściwie jeśli chodzi o obronę biegu są w ogonie NFL. Przeciwko podobnej obronie biegowej Detroit przed tygodniem Thomas Rawls wybiegał 161 jardów w zaledwie 27 próbach.

Bieganie pozwoli też ograniczyć poczynania pass rushera Vica Beasleya, kolejnego All-Pro w barwach Falcons. Zdecydowanie najlepszy w tym roku defensor drużyny będzie miał używane przeciwko fatalnym tacklom Seahawks, jeśli Seattle zostanie zmuszone do grania jakichś „oczywistych sytuacji podaniowych” (2&10+ albo 3&7+). Problemem Falcons będzie natomiast brak najlepszego cornberbacka, bo Desmont Trufant w listopadzie wylądował na liście kontuzjowanych.

Pojedynek obrony Seattle z atakiem Atlanty zapowiada się szalenie interesująco, ale paradoksalnie mecz może rozstrzygnąć to, która z teoretycznie słabszych formacji w obu drużynach będzie się potrafiła przełamać.

Mój typ: Seattle 20 – 24 Atlanta

 

Houston Texans @ New England Patriots

niedziela, 2:15

W sezonie zasadniczym: HOU@NE 0:27

Porównanie statystyczne:

NFL Playoffs Houston Texans New England Patriots

Ależ spotkanie! Defensywa nr 1 w jardach i defensywa nr 1 w oddanych punktach! Super, nie? Eee… NIE!

Prawdę mówiąc zastanawiam się ile osób w Polsce będzie oglądało to spotkanie, które skończy się gdzieś po 5:00 rano naszego czasu. Jako fan Patriots nie odpuszczę, choć jeśli przewaga po trzech kwartach sięgnie 30 punktów pewnie pójdę spać. A to wcale nie jest takie nieprawdopodobne.

Pomyślcie tylko: Patriots po prostu zmietli we wrześniu Texans. A za centrem nie stał wtedy Tom Brady. Nawet nie Jimmy Garoppolo. Ofensywę Patriotów prowadził rookie Jacoby Brisett, zielony jak trawa na wizytę Pierwszego Sekretarza. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby grał Brady? A do tego do składu wrócił Dion Lewis. Kiedy on wychodzi na boisko, Patriots nie przegrali żadnego meczu.

A zupełnie na poważnie. Czy Texans mają jakieś szanse? Po pierwsze Patriots musieliby zagrać naprawdę słabo i popełniać dużo błedów. Po drugie najsłabsze special teams w lidze nie mogą dać się tak zdominować ekipie Billa Belichicka, jak miało to miejsce we wrześniowym spotkaniu. Defensywa Texans musi rozegrać najlepszy mecz w tym roku. I wreszcie ofensywa pod wodzą Brocka Osweilera musi wspiąć się na wyżyny nie widziane od czasów, kiedy brylowali tam Matt Schaub, Arian Foster i Andre Johnson.

Wystąpienie razem wszystkich tych czynników jest bardzo mało prawdopodobne. Należy się więc skupić na szczegółach, by choć trochę rozkoszować się meczem. Choćby tym co wymyśli Bill Belichick, żeby ograniczyć Jadeveona Clowneya albo czy Patriots będą unikać sektorów boiska pilnowanych przez A.J. Bouye’a. A także w jaki sposób Brock Osweiler zdoła zasabotować wysiłki swojej drużyny.

A jeśli już kompletnie nie będziecie mogli tego oglądać pomyślcie, że za dwa miesiące oddacie wiele za mecz Rams-49ers. Patriots-Texans nie brzmi tak źle.

Mój typ: Houston 7 – 45 New England

 

Pittsburgh Steelers @ Kansas City Chiefs

niedziela, 19:05 EDIT: ze względu na zagrożenie zamiecią mecz przeniesiony na poniedziałek, 2:20

W sezonie zasadniczym: KC@PIT 14:43

Porównanie statystyczne:

NFL playoffs Kansas City Chiefs Pittsburgh Steelers

Czy Steelers grają nierówno w tym sezonie? W czwartym tygodniu rozgrywek wprost zmietli Chiefs. Ben Roetlisberger podał na 300 jardów i 5 TD, a Le’Veon Bell potrzebował tylko 18 biegów, by wybiegać 144 jardy. Tymczasem tydzień wcześniej Stalowi zostali kompletnie rozbici przez Eagles, a Big Ben rzucał 44 razy, ale zdobył jedynie 257 jardów. Czy decydującym czynnikiem był powrót z zawieszenia Bella?

Będziemy się mieli okazję przekonać w pierwszym z niedzielnych meczów. Chiefs od kilku lat są drużyną z silną obroną i mega konserwatywnym atakiem, jednak ten sezon naruszył nieco te stereotypy. TE Travis Kelce to jeden z najlepiej biegających ścieżki graczy na tej pozycji. Zaliczył najlepszy sezon w karierze, potwierdzony wyborem do All Pro. Do drużyny gwiazd został również wybrany Tyreek Hill, rookie z piątej rundy draftu. Teoretycznie WR. W praktyce szwajcarski scyzoryk, piekielnie niebezpieczny z piłką w rękach. Biega, łapie podania, wraca z puntami, przyspiesza jak bolid Formuły 1.

Tych dwóch zawodników daje nieco więcej dynamiki ofensywie Chiefs. To widać, gdy popatrzymy na statystyki Alexa Smitha. Zaliczył najwięcej jardów, ale i strat odkąd dołączył do Chiefs. Co ciekawe jeszcze nigdy w karierze nie był tak rzadko sackowany, choć o-line KC nie jest jakaś wybitna. To też pokazuje, że w ataku Chiefs mniej liczy się konserwatywna ochrona piłki, a częściej podejmują ryzyko.

Muszą to robić, bo obrona nie jest aż tak mocna. Pass rusher Justin Houston opuścił dwa ostatnie mecze, gdy jego kolano, chirurgicznie naprawiane wiosną, zaczęło puchnąć. Przeciwko Steelers na pewno go nie zabraknie, ale ile snapów wytrzyma i na ile będzie przypominał siejącego spustoszenie Justina Houstona z sezonu 2014? Z urazem kolana zmaga się też jego kolega z formacji Tamba Hali, a najlepszy linebacker i lider defensywy Derrick Johnson zerwał ścięgno Achillesa. W tej sytuacji wiele zależy od safety Erica Berry’ego, który będzie musiał czyścić błędy kolegów i nie pozwolić na jakieś big play.

W Pittsburghu najważniejsza kwestią jest zdrowie Big Bena, któremu odnowił się stary uraz stopy, gdy zupełnie bez sensu grał w końcówce meczu z Dolphins w zeszłym tygodniu. Jeśli ograniczy to jego zwykłą mobilność i utrudni celne podawanie, Chiefs będą mogli zapakować więcej defensorów do tackle boxu przeciwko Le’Veonowi Bellowi, a o niczym innym nie marzą.

Klucz do sukcesu Pittsburgha jest prosty: uruchomić cała wielką trójkę ofensywy (Roethlisberger, Bell i Antonio Brown) i ograniczyć poczynania Hilla w special teams. Nie zdziwię się, jeśli wszystkie punty Stalowych będą leciały w aut.

Chiefs rok temu wygrali w playoffach pierwszy raz od 1993 r. (ale znów z ex-49ers QB za sterami). Teraz liczą na coś więcej, ale by pojawić się w finale AFC muszą liczyć, że Justin Houston ograniczy Big Bena, a Chris Jones i Dontari Poe zdominują środek gry i zdołają zatrzymać Bella. A wtedy wystarczy błysk Hilla.

Mój typ: Pittsburgh 20 – 17 Kansas City

 

Green Bay Packers @ Dallas Cowboys

niedziela, 22:40

W sezonie zasadniczym: DAL@GB 30:16

Porównanie statystyczne:

NFL Playoffs Green Bay Packers Dallas Cowboys

Cowboys pewnie i zasłużenie zajęli pierwsze miejsce w NFC. W Wild Card Round polegli New York Giants, jedyna drużyna, która zdołała pokonać Cowboys w sezonie zasadniczym (meczu z Eagles granego rezerwami nie licząc). Starterzy mieli trzy tygodnie na wyleczenie urazów, reszta drużyny dwa. A mimo to nie mogą czuć się zbyt pewnie na myśl o spotkaniu z Packers. Powód jest jeden: Aaron Rodgers.

To co rozgrywający Green Bay prezentuje w drugiej połowie sezonu to absolutne mistrzostwo świata i okolic. Zapomniał już o słabszym początku sezonu i w pierwszej rundzie playoffów dosłownie rozstrzelał bardzo dobrą obronę Giants. Jak długo on jest w składzie Packers, ta drużyna może wygrać absolutnie z każdym. Co nie znaczy, że w Teksasie będą faworytami.

GB mają całkiem sporo problemów. Poczynając od Jordiego Nelsona, który doznał złamania żeber przeciwko Giants i nie zagra w niedzielę. Podobnie jak RB James Starks, który leczy wstrząśnienie mózgu. Ten sam uraz leczy CB Quinten Rollins, choć w przypadku tego ostatniego szanse na grę są stosunkowo największe. Pod znakiem zapytania stoją występy linebackerów: Jayrone’a Eliota (opuścił trzy ostatnie mecze) i Blake’a Martineza (kontuzja przeciwko Giants).

Z kolei Cowboys stają się coraz zdrowsi. DE Demarcus Lawrence i LT Tyron Smith odpoczywali w ostatnim meczu sezonu. Wciąż są w raporcie kontuzjowanych, ale muszą być, jeśli drużyna chce ich oszczędzać na treningach. Poza tym nic im nie dolega (o ile można tak powiedzieć o graczach NFL pod koniec sezonu). Podobno zupełnie zdrowy jest CB Morris Claiborne.

Packers nie mogą sobie pozwolić na podobny przestój w pierwszej połowie jak przeciwko Giants. Cowboys polegają na sile swojej ofensywy. GB nieźle bronią bieg, ale czy zdołają coś zdziałać przeciwko o-line Cowboys i Ezekielowi Elliottowi? Trzech z pięciu liniowych Cowboys zostało wybranych do All-Pro. Elliott wybiegał ponad 100 jardów na mecz i ponad 5 jardów na próbę, co w tej dekadzie zdarzyło się tylko raz – Adrianowi Petersonowi w 2012 r, gdy zdobył nagrodę MVP.

Co gorsza dla Packers, Dallas nie opiera się wyłącznie na Elliotcie. QB Dak Prescott potrafi sam pobiec, a GB od lat mają problemy z obroną zone read, więc Cowboys na pewno przetestują rywali w ten sposób. Do tego dysponuje szeroką gamą broni w ofensywie, poczynając od Deza Bryanta, WR-a o nieprawdopodobnych możliwościach i równie nieprawdopodobnej tendencji do upuszczania piłek, przez ultra-pewnych TE Jasona Wittena i slot recivera Cole’a Beasleya.

Czy obrona Packers się temu przeciwstawi? Jak już wspominałem całkiem skutecznie bronią przeciwko biegowi, więc będą musieli zatrzymać Elliotta w pierwszych próbach i zmusić Prescotta do wygrania meczu górą. Tyle że wobec braków w secondary może się to skończyć tragicznie.

Pamiętajmy, że mimo fantastycznego sezonu Prescot i Elliott to wciąż debiutanci i nie wiadomo czy wytrzymają presję playoffów. Jeśli Clay Matthews albo Julius Peppers zaliczą kilka sacków, to czy Prescott nie zacznie widzieć duchów w kieszeni? To jednak gdybanie. Jedyna realna szansa dla Packers to kolejny wielki mecz Aarona Rodgersa, który jest w stanie dotrzymać kroku Elliottowi, Prescottowi i spółce, mimo braku solidnego wsparcia (poza o-line, która w pass protection może być nawet lepsza od linii Dallas). A nawet wtedy strzelanina wcale nie musi się skończyć pomyślnie dla gości.

Mój typ: Green Bay 28 – 38 Dallas

 

P.S. Pamiętajcie o zostawieniu lajka. Playoffy to najlepszy czas na przyciąganie nowych fanów NFL, a każdy Wasz lajk, komentarz i udostępnienie zwiększają zasięg posta.

P.S.2. W dniu meczu widzimy się na Twitterze.

NFL Playoffs: Jednostronna Wild Card Round

Żeby znaleźć rundę playoffów, w której wszystkie mecze zakończyły się dwucyfrowymi zwycięstwami, trzeba sięgnąć aż 15 lat wstecz. Niedziela miała być lepsza od soboty. I była. Mecz Giants-Packers miał być najlepszy w rundzie. I był. Ale głównie dlatego, że od dna można iść tylko w górę.

 

Miami Dolphins – Pittsburgh Steelers 12:30

Mało kto oczekiwał, że Miami Dolphins z rezerwowym rozgrywającym dadzą radę ofensywnej machinie Pittsburgh Steelers. Ale czy można się było spodziewać, że Steelers zdobędą trzy przyłożenia w ciągu niespełna 18 minut? Że zrobią to z taką dziecinną łatwością ośmieszając obronę Dolphins?

Piąty snap meczu. Ben Roethlisberger podaje screen do Antonio Browna. 50-jardowe przyłożenie. Pięć minut później Big Ben podaje prosty slant do Browna. Ten przyspiesza na poziomie absolutnie niedostępnym dla defensorów Miami. 62-jardowe przyłożenie.

Przełom pierwszej i drugiej kwarty. Le’Veon Bell show. Running back Pittsburgha biega jak natchniony za swoją linią ofensywną. Ndamukong Suh, najlepiej opłacany DT w NFL i jego koledzy są bezradni. Bell „swoją” serię wykańcza nieco antyklimatycznie: 1-jardowym wbiciem do pola punktowego. Potrzeba był powtórki, by stwierdzić, że piłka przekroczyła linię o kilkadziesiąt centymetrów.

Steelers od pierwszego snapu ani na moment nie stracili kontroli nad spotkaniem. Bell i Brown wręcz zakpili z defensywy Dolphins. Le’Veon przebiegł 167 jardów na nieprawdopodobnej średniej 5,8 jarda/próbę. To nie były dwa długie biegi i seria krótkich. Bell regularnie urywał się na kilkanaście jardów, tak dzięki pracy kolegów z o-line, jak dzięki swojemu nietypowemu stylowi biegania. Brown dołożył 124 jardy po złapanych podaniach.

Znamienne, że słaby mecz rozegrał ostatni z wielkiej trójki, czyli Ben Roethlisberger. Większość jego jardów to jardy po złapanych podaniach. Z dwóch TD na 112 jardów jego podania zdobyły może 5 jardów, resztę zrobił Brown. Big Ben na spółkę z Brownem odpowiada za pierwsze INT, które dało cień nadziei Miami, drugie to w 100% wina rozgrywającego Steelers. Ale on w tym meczu nie musiał się wysilać.

Także w obronie Stalowi kompletnie dominowali. 38-letni James Harrison grał na poziomie niedostępnym dla większości graczy dekadę młodszych. Matt Moore został zsackowany pięciokrotnie, a obalony dziewięciokrotnie. Jay Ayaji ani na moment nie wymknął się spod kontroli i zdobył jedynie 33 jardy w 16 biegach.

Jedyne co się Steelers nie udało, to ochrona gwiazd. Na pomeczowej konferencji prasowej Roethlisberger pojawił się w bucie usztywniającym skręconą kostkę. Miało to miejsce w końcówce czwartej kwarty rozstrzygniętego meczu, gdy jego, Bella i Browna już dawno nie powinno być na boisku. trener Mike Tomlin niepotrzebnie szafował zdrowiem swoich gwiazd i się doigrał.

Oczywiście nie mam wątpliwości, że Big Ben zagra przeciwko Chiefs. To twardy skubaniec i grał ze znacznie gorszymi kontuzjami. Ale uciekanie przed Justinem Houstonem i spółką byłoby znacznie łatwiejsze na dwóch zdrowych nogach.

Dla Miami kończy się sezon, w którym plan wykonali w 110%. Dla nich sam udział w playoffach był sporym sukcesem, chyba trochę za dużym. Ta drużyna jeszcze nie była na to gotowa, ale przyszłość przed nimi wygląda znacznie bardziej kolorowo niż rok temu.

 

New York Giants – Green Bay Packers 13:38

Jest masa kiepskich filmów bokserskich, w których pojedynki na ringu mają jeden scenariusz: jeden z przeciwników spycha rywala do defensywy, ma go na linach, wiadomo, że jak trafi to zabije, ale ciosy mijają o centymetry szczękę. I wtedy ten drugi wyprowadza dwa piorunujące ciosy, które całkowicie odmieniają losy walki. Dokładnie tak wyglądał ten mecz.

Przez 26 minut Packers zwisali bezwładnie na linach, ale Giants nie potrafili zadać nokautującego ciosu. W pierwszych 11 seriach tego spotkania mieliśmy 9 puntów i dwa kopnięcia z pola. Oba Giants. Jednak nowojorczycy powinni w pierwszej połowie zdobyć kilka przyłożeń.

Na początku reciverzy NYG z łatwością uciekali DB Packers. Tylko że nie łapali piłek. Upuścili minimum dwa przyłożenia. Nie wszystkie te podania były idealnie wymierzone, ale obrońcy zostawali z tyłu i nie były to chwyty specjalnie ekwilibrystyczne czy pod presją. Trudne, ale zdecydowanie w zasięgu odbierających tej klasy, jakimi dysponują Giants.

GB byli kompletnie bezradni. Obrona mogła liczyć tylko na upuszczone podania oraz niezrozumiałą potrzebę trenera Bena McAdoo, żeby grać akcje biegowe, na które Packers byli gotowi. W ataku gospodarze byli kompletnie bezradni wobec prostej taktyki obronnej Giants: czteroosobowy pass rush i głęboka obrona strefowa. Nowojorscy DB po prostu nie angażowali się w streetballowe „zagrywki” Packers, a Aaron Rodgers, choć miał całą wieczność na podanie, nie mógł odnaleźć żadnego z kolegów.

Ten fragment gry całkowicie obnażył mizerię ofensywnego playbooka Green Bay. Co gorsza Packers stracili Jordiego Nelsona, który otrzymał cios kaskiem w żebra i już nie wrócił do gry. Pierwsze prognozy nie są pomyślne.

Jednak potem sprawy w swoje ręce wziął Aaron Rodgers. Tegorocznym MVP zostanie (zasłużenie) Matt Ryan. OPoY powędruje do Toma Brady’ego albo Ezekiella Elliota. Ale to Aaron Rodgers jest w tej chwili najlepszym zawodnikiem w NFL. Końcówkę drugiej kwarty w jego wykonaniu należy zachować i wysłać do Canton, Ohio. Będzie jak znalazł za kilkanaście lat.

Sygnał do ataku dały special teams. Słaby punt Giants i Packers dostali piłkę na 38 jardzie połowy ataku. Rodges wyszedł i puścił kapitalną 30-jardową bombę do Devante Adamsa. Chwilę później podał na pierwsze przyłożenie w tym meczu. Przez długi czas żaden z reciverów Packers nie mógł się uwolnić. I właściwie nie uwolnił się do końca tej akcji. Ale Rodgers nie zamierzał pozwolić, żeby ograniczały go takie drobiazgi.

Packers odzyskali piłkę na 1,5 min przed końcem bez timeoutów. Mike McCarthy uznał, że nie ma co szaleć i zaordynował draw przez środek. I tych kilkunastu zmarnowanych sekund powinno na koniec zabraknąć. Nie zabrakło.

Prawdę mówiąc więcej tu „zasługi” defensywy Giants niż Rodgersa czy Cobba, ale to był drugi cios, po którym właściwie Giants nie mieli się prawa podnieść.

Właściwie, bo mieli agenta w szeregach Packers. Tym agentem był Mike McCarthy. Strasznie mnie irytuje, jak po świetnej końcówce sezonu opierającej się wyłącznie na geniuszu Rodgersa, nagle okazało się, że McCarthy to jednak świetny trener. Nagłówek z dzisiejszego poranka na NFL.com: Mike McCarthy set tone for Packers’ turnaround. Jasne, McCarthy. Dopóki ma Rodgersa może sobie pozwolić na każde głupstwo, na granie zabytkowym playbookiem i podejmowanie dziwacznych decyzji w czasie meczu. Rodgers wyciągnie go za uszy z każdego gówna.

Ot, choćby decyzja, by grać czwartą próbę na własnym 40 jardzie. Trener, który nie potrafi się zdobyć na rozegranie czwartej próby na jard od pola punktowego rywali, nagle robi się agresywny w takiej sytuacji? No dobra, ma Aarona Rodgersa, w jego ręce można złożyć nawet 4&20. Tyle że McCarthy wyjmuje mu piłkę z rąk i wręcza ją Ty Montgomery’emu…

Giants zbliżyli się na jeden punkt (czemu nie grali za dwa?), ale Rodgers nie zamierzał pozwolić, by coś go zatrzymało. 362 jardy, 4 TD, zero strat, passer rating 125,2. Końcowy wynik jest nieco mylący. Aż takiej przewagi GB nie mieli, a Giants nie byli aż tacy słabi. Ale NYG swoich szans nie wykorzystali, Packers swoje aż nadto.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden czynnik: special teams. Packers regularnie notowali dobre powroty, które dawały Rodgersowi świetną pozycję startową. Giants wręcz przeciwnie. Swoistą kulminacją i posumowaniem wykazał się Bobby Rainey. Przy 8-punktowej przewadze Packers pod koniec trzeciej kwarty Rainey ustawił się do złapania kickoffu. Mógł puścić piłkę, która wypadłaby do endzone (touchback na 25 jardzie) albo na aut (piłka dla NYG na 40 jardzie). Zamiast tego złapał ją, upewnił się, że ma obie stopy w boisku i wyszedł na aut. Na własnym 3 jardzie.

Packers jadą do Dallas, gdzie nie będą faworytami mimo świetnej serii w ostatnich miesiącach. Dla Giants porażka w Wild Card Round to mimo wszystko zawód. A my musimy być gotowi na osiem miesięcy gadania o tej cholernej łódce.

 

Rozkład jazdy na Divisional Round

Seattle Seahawks@Atlanta Falcons, sobota 22:35 (polskiego czasu)

Jeśli o-line kupi czas Mattowi Ryanowi, powinien rozstrzelać secondary bez Earla Thomasa.

Houston Texans@New England Patriots, niedziela 2:15

Słyszeliście? Bill Belichick był na łodzi! Może jednak Texans mają jakąś szansę!

Pittsburgh Steelers@Kansas City Chiefs, niedziela 19:05

Bell, Brown i Roethlisberger kontra Houston, Berry i Peters? Palce lizać!

Green Bay Packers@Dallas Cowboys, niedziela 22:40

„Bro, this stuff is on fire!” Która ofensywa będzie bardziej na fali?

 

P.S. Nie wiem czemu mielibyście chcieć czytać o sobotnich meczach, ale jeśli już macie taka nieodpartą potrzebę -> NFL Playoffs: Złe miłego początki?

P.S.2 Dzięki wszystkim spod #NFLpl, dzięki Wam te nudne mecze okazały się znośne, a momentami nawet zabawne :)

P.S.3 Nie zapomnijcie dać lajka i/lub retweeta

NFL Playoffs: Złe miłego początki?

Początek playoffów niestety zgodny z oczekiwaniami: wiało nudą. Najlepiej było to widać na Twitterze, gdzie początkowy playoffowy entuzjazm szybko ustąpił marazmowi. Spadek aktywności dotyczył przede wszystkim #NFLpl, ale to zrozumiałe, bo gdy drugi mecz dobiegał końca, w Polsce mijała godzina piąta rano. Ale nawet Amerykanie, w tym zawodowi komentatorzy, dla których aktywność na Twitterze jest częścią pracy, w miarę upływu czasu coraz rzadziej udzielali się publicznie.

 

Oakland Raiders – Houston Texans 14:27

Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, że budowę drużyny należy zaczynać od linii, powinien obejrzeć to spotkanie (albo po prostu uwierzyć mi na słowo i oszczędzić sobie męczarni). Raiders byli pozbawieni swojego LT Donalda Penna, dodatkowo w miarę upływu czasu wykruszali się kolejni liniowi. W efekcie Jadeveon Clowney i Whitney Mercilus spędzali na backfieldzie Raiders mniej więcej tyle samo czasu co RB Oakland. Momentami aż przykro się patrzyło, jak Menelik Watson jest raz za razem upokarzany przez Clowneya.

Czy Derek Carr byłby w stanie wiele zmienić? Na pewno byłby lepszy niż Connor Cook, który dostał najgorszy możliwy dzień na pierwszy start w NFL. Nie dość, że w playoffach na wyjeździe, nie dość że przeciwko czołowej obronie ligi, to jeszcze praktycznie bez treningowych snapów z pierwszą ofensywą. To zresztą było widać, bo znacznie lepiej rozumiał się z rezerwowymi reciverami Raiders niż z Amari Cooperem czy Michaelem Crabree.

Trudno winić Cooka. Dla debiutanta start w NFL to niełatwe wyzwanie, a QB Raiders przez większość meczu był pod ogromną presją. Do tego Jack del Rio ograniczył playbook, co pozwoliło Texans na lepsze czytanie gry podaniowej. Efektem był m.in. przechwyt Clowneya, w którym połączył świetne czytanie gry z absurdalnym ateltyzmem.

Zresztą to nie jedyna sytuacja, w której Clowney pokazał, że jest kompletnym mutantem. Zobaczcie jak biegnie krok w krok za Cooperem. Clowney to liniowy ważący 121 kg, Cooper reciver o masie 92 kg.

Jeśli J.J. Watt wróci zdrowy za rok, a Clowney nie nabawi się nowych urazów, ta defensywa może być najlepsza w NFL. Zwłaszcza że i secondary mają niczego sobie. Jak już wspomniałem Oakland uprościli playbook, ale mimo to liczba podań, zwłaszcza slantów, przeciętych przez DB Texans była imponująca.

Tak naprawdę Raiders tylko przez moment mogli mieć nadzieję na nawiązanie walki. W drugiej kwarcie zagrali serię no-huddle, w której Latavius Murray biegał w przeciwną stronę niż ta, po której gra Clowney, ale to było jedyne, na co było stać ofensywę. W grze podaniowej Raiders zdobyli 139 jardów netto (wliczając jardy stracone przy sackach) w 48 akcjach. To daje 2,9 jarda na akcję. To już gra biegowa z 3 jardami na bieg dawała nieco więcej. W efekcie Marquette King puntował 10 razy i uzbierał w ten sposób 457 jardów. To czwarty wynik w historii playoffów w NFL, choć 457 jardów nie jest playffowym rekordem Raiders.

Texans dominowali w obronie, ale ich atak nie prezentował się dużo lepiej od ofensywy Raiders. Brock Osweieler wykonał kilka niezłych podań, pobiegł na TD, ustrzegł się większych błędów, ale to nie znaczy, że można na niego liczyć. Naliczyłem mu minimum dwa upuszczone INT, po celnych podaniach przychodziły piłki wyrzucone daleko poza zasięg reciverów, a 6,7 jarda na podanie nie jest specjalnie imponującym wskaźnikiem.

Raiders skutecznie ograniczali grę biegową rywali. Texans biegali niemal dwa razy częściej niż podawali (44:25), ale nie zdobywali nawet 3 jardów na bieg. 73 jardy Lamara Millera było drugim najgorszym wynikiem w historii playoffów gracza z minimum 30 próbami.

Texans wygrali prawo do bycia obitym w Nowej Anglii albo Kansas City. Nawet Clowney i spółka nie nadrobią deficytów tej ofensywy. Tymczasem Raiders mają wyższy wybór w drafcie (#24) i czas na przygotowania do następnego sezonu. Pechowa końcówka roku nie powinna zatrzeć ogólnie bardzo pozytywnego wrażenia, jakie w tym roku sprawili Najeźdźcy. To wciąż młoda ekipa, a tegoroczne doświadczenie powinno zaprocentować za rok.

 

Detroit Lions – Seattle Seahawks 6:26

W drugim meczu liczyliśmy na nieco lepsze widowisko. Czy było lepsze? Pewnie trochę tak, bo w końcu obu QB udało się przekroczyć 200 jardów górą, choć z ledwością.

Od początku meczu dominowali Seahawks i fakt że jeszcze na początku czwartej kwarty prowadzili zaledwie 10:6 był w dużej mierze efektem małej liczby serii ofensywnych i braku skuteczności w okolicy środka boiska. Nie licząc „kolanek”, Seattle miało w tym meczu tylko osiem posiadań piłki. Przypominam, że Raiders samych puntów nazbierali dziesięć. Najbardziej bolesne było pierwsze posiadanie drugiej połowy, gdy gospodarze musieli puntować w okolicy środka boiska po dziesięciu snapach i ponad 5 minutach, które upłynęły na zegarze meczowym.

Nie musieli się jednak specjalnie stresować, bo ofensywa Lions nie wyglądała na gotową do wygrania pierwszego meczu w postseason od lat 50-tych ubiegłego wieku. Seattle regularnie przesuwało pass rush na prawo (patrząc z punktu widzenia ofensywy), gdzie grali nawet nie zmiennicy, a zmiennicy zmienników. To prowadziło do presji na Matcie Staffordzie, a odkąd rozgrywający Lions zerwał sobie ścięgno w jednym z palców rzucającej ręki, ma nieco słabszą precyzję rzutu, zwłaszcza w pośpiechu.

Zdecydowanie lepiej spisała się o-line Seahawks. Co prawda w pass protection byli niemal równie słabi jak ich koledzy z Detroit, ale za to sprawnie torowali drogę Thomasowi Rawlsowi, który wybiegał 161 jardów w zaledwie 27 próbach, co jest playoffowym rekordem Seahawks. Nie żeby była w tym jakaś finezja. Po prostu stary, dobry power football z podwajaniem liniowych w punkcie ataku. Na najsłabszą defensywę ligi było jak znalazł.

Do tego Wilson mógł liczyć na swoich reciverów: Douga Baldwina, który po cichu uzbierał 104 jardy i Paula Richardsona, którego każdy kolejny chwyt był bardziej cyrkowy.

W następnej rundzie Seahawks jadą do Atlanty i ten mecz już zapowiada się lepiej niż cały wczorajszy dzień.

 

P.S. podsumowanie niedzielnych meczów -> NFL Playoffs: Jednostronna Wild Card Round

NFL Playoffs: Zapowiedź Wild Card Round

Po „sezonie bez wielkich drużyn” zapowiada nam się pierwsza runda playoffów bez wielkich emocji. Ale bądźmy dobrej myśli. Skoro już tylko jedna wygrana dzieli drużyny od zakończenia sezonu, to zawodnicy wejdą na najwyższy poziom umiejętności. Miejmy nadzieję.

Wszystkie godziny meczów wg polskiego czasu. Liczby w tabelach oznaczają miejsce drużyny w danej klasyfikacji po sezonie zasadniczym. Więcej o DVOA możecie poczytać tutaj.

 

Oakland Raiders @ Houston Texans

sobota, 22:35

W sezonie zasadniczym: HOU@OAK 20:27 (22 listopada)

Porównanie statystyczne:

NFL Playoffs Houston Texans Oakland Raiders

W jakże odmienionych nastrojach przystępują do tych playoffów kibice Oakland Raiders. Jeszcze kilka tygodni temu Najeźdźcy byli drugą siła AFC i mogli realnie liczyć na wolne w pierwszej rundzie playoffów. Niestety kontuzja rozgrywającego Dereka Carra w spotkaniu przeciwko Colts kompletnie odmieniła oblicze drużyny. Przeciwko Broncos w ostatnim meczu sezonu zobaczyliśmy zespół kompletnie zagubiony na wszystkich etapach meczu.

Na domiar złego urazu doznał drugi QB, Matt McGloin. Oznacza to, że atak Oakland poprowadzi nieopierzony rookie Connor Cook, dla któego będzie to pierwszy start w meczu NFL.

W tej sytuacji Raiders muszą liczyć na swoją grę biegową i obronę. Do tej pory gra biegowa stanowiła raczej drugorzędną opcję w ataku, ale solidna o-line (choć lepsza w pass protection niż w run blocking) sprawia, że w sezonie zasadniczym RB Oakland biegali ze średnią 4,4 jara/próbę (10. miejsce w NFL).

Jeśli chodzi o defensywę to nie wygląda ona zbyt optymistycznie, a sytuację pogarsza fakt, że Raiders mają tendencję do strzelania sobie w stopę głupimi karami. Momentami Raiders wyglądają na dominującą formację obronną. Bruce Irvin i Khalil Mack są świetnymi pass rusherami, a środka obrony strzeże Malcolm Smith, MVP Super Bowl XLVII. Tyle że zdarzają im się niewytłumaczalne przestoje. Zwłaszcza Mackowi, który w jednej chwili wygląda na najbardziej dominującego defensora w NFL po tej stronie J.J. Watta, by w kolejnej kompletnie zniknąć.

Z drugiej strony Texans to jedna z najsłabszych drużyn w historii, które weszły do playoffów. Może nie najsłabsza (pamiętacie Seattle Seahawks 2010 z bilansem 7-9?), ale ich ofensywa to tragedia. Przed sezonem zapłacili Brockowi Osweilerowi 37 mln gwarantowanych dolarów, tylko po to, żeby posadzić go na ławce na rzecz Toma Savage’a. Tyle że Osweiler zagra przeciwko Oakland, bo Savage nie wyleczy na czas wstrząśnienia mózgu, którego doznał w ostatnim meczu sezonu zasadniczego.

W tej sytuacji Texans będą musieli liczyć na swoją obronę, która należy do czołowych w NFL. Nie widać tego na pierwszy rzut oka, bo oddają sporo punktów, ale trudno żeby było inaczej, jeśli fatalna ofensywa i special teams dają im piątą najgorszą pozycję startową w lidze. Jednak Texans pozwalają rywalom rozegrać zaledwie 5,34 akcji w każdej serii (najlepszy wynik w lidze), oddają 26,72 jarda na serię defensywną (drugi wynik w lidze) i wreszcie są defensywą nr 1 jeśli chodzi o oddawane jardy na mecz.

Liderem tej formacji jest Jadeveon Clowney. Niektórzy zdążyli już spisać #1 draftu 2014 na straty, ale w tym roku Clowney wreszcie jest tym dominującym defensorem, którego wymarzyli sobie w Houston. 6 sacków to może niezbyt dużo, ale Clowney sieje spustoszenie w szeregach rywala i kapitalnie gra przeciwko biegowi, co będzie bardzo istotne w tym meczu.

Na linii wtóruje mu Whitney Mercilus (7,5 sacka), a z tyłu czai się A.J. Bouye, który po cichu dołączył do grona najlepszych cornerbacków w NFL i gdyby grał w lepszej drużynie mówilibyśmy o nim dużo więcej.

Obawiam się, że czeka nas nudny mecz i pokaz indolencji ofensywnej. Ale defensywa Texans ostatecznie powinna załatwić sprawę.

Mój typ: Raiders 6 – 13 Texans

 

Detroit Lions @ Seattle Seahawks

niedziela, 2:15

W sezonie zasadniczym: Nie grali

Porównanie statystyczne:

NFL Playoffs Seattle Seahawks Detroit Lions

Na początku grudnia Lions wydawali się pewniakiem do wygranej w NFC North, ale fatalna końcówka i trzy przegrane z rzędu zepchnęły ich na szóste miejsce w konferencji i skazała na wyjazd na trudny teren do Seattle.

Mogłoby się wydawać, że Lions są godnym rywalem dla Seahawks. W końcu mamy w pamięci ich efektowne wygrane, a Matt Stafford pobił rekord NFL w liczbie comebacków w czwartej kwarcie w jednym sezonie. No właśnie. Lions pewnie wygrali tylko jedno spotkanie (28:13 z Saints). Poza tym męczyli się do końca z tak słabymi drużynami jak Bears, Rams czy Jaguars. Przegrali wszystkie swoje spotkania z ekipami, które zagrają w playoffach (DAL, NYG, 2xGB). W ofensywie Matt Stafford, Golden Tate i Zach Zenner są zdolni do rzeczy wielkich, ale i do fatalnych baboli. A Seahawks, nawet bez Earla Thomasa, nie są obroną, przeciwko której można sobie pozwalać na babole.

Żeby wygrać w Seattle, trzeba zdominować Russella Wilsona. W tym roku, wobec słabości o-line Seahawks, jest to łatwe jak nigdy. Tyle że najlepszym sackującym Lions jest Kerry Hyder, wyciągnięty z practice squadu Jets, a żaden inny zawodnik Detroit nie ma na koncie nawet 5 sacków w tym sezonie. 26 sacków zespołowych to drugi najgorszy wynik w NFL (za Raiders).

Patrząc na statystyki Lions można się zacząć zastanawiać skąd taka różnica w ocenie ich obrony przez statystyki tradycyjne (jardy, punkty) i zaawansowane (DVOA). Otóż obrona Lions miała przeciwko sobie w tym roku tylko 155 serii ofensywnych. Średnia ligowa wyniosła 177, a żadna obrona w lidze nie broniła mniej niż 163 serie. Kiedy przeliczymy osiągnięcia obrony na pojedynczą serię, to sytuacja wygląda fatalnie. Lions oddają 36,5 jarda/serię (30. miejsce w lidze), 2,28 pkt/serię (26.), a rywale rozgrywają 6,34 akcji na serię (30.). Lwy wymuszają straty jedynie w 9% serii ofensywnych rywali (28.). W efekcie otrzymujemy jedną z najgorszych, o ile nie najgorszą obronę w NFL.

Tegorocznym Seahawks daleko do dominujących ekip ostatnich lat, ale póki mają Russella Wilsona, ich ofensywę stać na wszystko. Wilson potrafi dokonywać cudów nawet za tak dziurawą o-line, jaką ma w tym roku. Statystycznie miał najgorszy sezon w karierze, ale jeśli weźmiemy pod uwagę stan linii oraz fakt, że pierwszą połowę roku grał z kontuzją, to sytuacja nie wygląda tak źle. Jeśli anemiczny pass rush Lwów go nie przyciśnie, to będzie w stanie rozstrzelać secondary Detroit podaniami do Douga Baldwina i Jimmiego Grahama.

Większym znakiem zapytania jest obrona, która straciła kluczowego gracza w osobie safety Earla Thomasa. Było to wyraźnie widać przeciwko Green Bay, kiedy Aaron Rodgers dosłownie rozniósł obronę Seattle na strzępy. Strata 23 punktów przeciwko San Francosco 49ers też chwały nie przynosi. Z Thomasem w składzie Seahawks pozwalali rywalom na passer rating 77,8. odkąd wylądował na liście kontuzjowanych, ta wartość wzrosła do 99,5.

Największą szansą Detroit będzie uruchomienie szybkiej gry podaniowej, z dala od Richarda Shermana. Nie powinno to być trudne, bo poza ćwiartką krytą przez Shermana secondary Seattle jest niczym otwarta preria. Gorzej jeśli Detroit nie będzie grało szybko, bo wówczas do akcji wkroczy jednoosobowa firma niszczycielsko-remontowa pod nazwą Michael Bennett.

Ukrytym X-factorem mogą być special teams. Z jednej strony Seahawks podpisali kontrakt z Devinem Hesterem, jednym z najlepszych returnerów w historii NFL. Tyle że Hester najlepsze lata ma już dawno za sobą, a w tym roku w Baltimore był raczej słabością niż atutem. Po drugie Seattle zagrają bez swojego long snapeera. Oczywiście mają nowego, ale nowy gracz na tej pozycji to zwiększone ryzyko błędów przy puntach i kopnięciach.

Mój typ: Detroit 17 – 31 Seattle

 

Miami Dolphins – Pittsburgh Steelers

niedziela, 19:05

W sezonie zasadniczym: PIT@MIA 15:30 (17 października)

Porównanie statystyczne:

NFL Playoffs Miami Dolphins Pittsburgh Steelera

Miami Dolphins przystąpią do tego meczu bez podstawowego rozgrywającego, a Steelers są zdecydowanymi faworytami. Czyżby zespół z Florydy był zupełnie bez szans? Nie do końca.

Ekipa z Pittsburgha to doświadczona grupa, a mimo to szalenie nierówna. Według Football Outsiders Stelers to zespół o największej wariancji w NFL. Innymi słowy nigdy nie wiadomo jakich Steelers zobaczymy. W trzeciej kolejce zostali bezlitośnie obici przez Philadelphia Eagles 34:3, a tydzień później rozbili Kansas City Chiefs 43:14. „Big Ben” Roethlisberger potrafi w tym sezonie podać na pięć przyłożeń i 300 jardów w zaledwie 27 podaniach (Chiefs) albo na 3 INT i 220 jardów w 31 próbach (Bills). Le’Veon Bell jest słusznie uważany za jednego z najlepszych RB w lidze, ale i jemu przydarzają się mecze, gdy biega tylko na 2,3 jarda/próbę (Ravens), 3,3 jarda na próbę (Jets) albo 3,4 jarda/próbę (Cowboys). Na jego szczęście Dolphins pozwalają rywalom na bieganie średnio na 4,8 jarda na próbę, co jest najsłabszym wynikiem w lidze.

Dla Miami kluczowe będzie, by tą zabójczą ofensywną machinę Steelers zmusić do błędów. Obrona Dolphins niemal w całości polega na wymuszaniu strat. 13,4% serii ofensywnych rywali kończy się startami, co jest 11. wynikiem w lidze. Jedyną szansą Dolphins będą przechwyty na Big Benie i uruchomienie Jaya Ajayiego.

To ostatnie może być trudniejsze niż się wydaje, bo po fenomenalnej serii na przełomie października i listopada, gdy zdobył 529 jardów w trzech meczach, udało mu się przekroczyć 100 jardów tylko raz (206 jardów w Wigilię przeciwko Bills). W grudniu miał też trzy mecze, w których nie przekroczył 3 jardów/próbę. Ajayi potrafi zdominować mecz, ale to żadna gwarancja. A jeśli Miami będzie musiało polegać na Matcie Moorze to mają problem. Moore należy do najlepszych backupów w NFL. To idealny zawodnik, gdy trzeba na 1-2 mecze zastąpić podstawowego QB. Ale jako starter w playoffach? Niekoniecznie.

Jeśli Dolphins zdołają wymusić kilka szybkich strat i uruchomić grę biegową, może uda im się wygrać pierwszy mecz w playoffach od sezonu 2000. Ale stawiam raczej na Big Bena, Le’Veona i spółkę.

Mój typ: Dolphins 10 – 21 Steelers

 

New York Giants @ Green Bay Packers

niedziela, 22:40

W sezonie zasadniczym: NYG@GB 16:23 (10 października)

Porównanie statystyczne:

NFL Playoffs New York Giants Green Bay Packers

Na koniec NFL zostawia mecz, na który czekają wszyscy (poza kibicami sześciu wyżej wspomnianych drużyn). Tak Packers jak Giants to drużyny „gorące”, rozpędzone, z którymi nikt nie ma ochoty grać w styczniu. Dodatkowo ten pojedynek to cała masa smaczków.

W sezonie 2007, w jednym z najzimniejszym meczów w historii playoffów, Giants wygrali po dogrywce finał NFC na Lambeau Field, dzięki przechwytowi na Bretcie Favrze, który miał się okazać ostatnią akcją #4 w barwach Packers. W Super Bowl sprawili największą niespodziankę w dziejach ligi, pokonując Patriots i psując ich perfect season. Cztery lata później broniący tytułu Packers podejmowali Giants po jednym z najlepszych sezonów zasadniczych w historii (15-1, MVP Rodgersa z rekordowym passer ratingiem 122,5). Jednak po raz kolejny Giants okazali się lepsi, a potem… wygrali w Super Bowl z Patriots.

Kibice Giants liczą, że historia się powtórzy, a fani Packers chcą wreszcie przerwać fatalną serię.

Tyle historii, a co na boisku? Na boisku lekkimi faworytami będą gospodarze, którzy spełnili proroczą zapowiedź Aarona Rodgersa i weszli do playoffów po wygraniu sześciu ostatnich meczów. Rodgers był w nich genialny. Podał na 18 TD i 0 INT. Dzielił i rządził, mimo że jego reciverzy upuszczali podania, mimo nierównej gry biegowej i mimo że schemat ofensywny Packers pozostawia wiele do życzenia. Ale chroniony kapitalnie przez o-line improwizował i to niezwykle skutecznie. Wrażenie robi zwłaszcza ich wysokie zwycięstwo na Seahawks (38:10) i pewna wygrana w „finale NFC North” przed tygodniem.

Znacznie gorzej wygląda sytuacja w defensywie, która oddaje masę jardów. Clay Matthews jest cieniem samego siebie, a Nick Perry gra z jedną ręką, bo drugą spowija gipsowa osłona. Sytuację ratuje jedynie duża ilość wymuszanych strat. Packers przechwytują rywali w co dziesiątej serii ofensywnej i jest to drugi najlepszy wynik w lidze. Tylko kto ma przechwytywać, skoro secondary Packers znów podziurawiły kontuzje. Damarious Randall ma problemy z kolanem, a nawet zdrowy nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Quinten Rollins najprawdopodobniej nie dojdzie do siebie po wstrząśnieniu mózgu sprzed tygodnia.

Giants to negatyw drużyny z Green Bay. Ich największym atutem jest zmontowana latem za ogromne pieniądze defensywa. Olivier Vernon i Jason Pierre-Paul prowadzą niezwykle niebezpieczną d-line. Walka w okopach między nimi i o-line Packers to będzie prawdziwa uczta dla koneserów. Z tyłu kawał dobrej roboty robi rookie Eli Apple, a niespodziewanym kandydatem do nagrody Defensora Roku jest safety Landon Collins.

Z drugiej strony atak Giants to Odell Backham i długo, długo nic. O-line ma ogromne problemy z ochroną Eli Manninga. Młodszy z braci Manningów wciąż potrafi być zabójczy, jeśli linia kupi mu trochę czasu, ale w tym roku dzieje się to zdecydowanie zbyt rzadko. Na plus dla nowojorczyków należy zapisać powoli zmartwychwstającą grę biegową.

Jeśli Manning zdoła dostarczyć piłkę Beckhamowi, to przerzedzona secondary Packers może być w poważnych opałach. W tej sytuacji kluczowy będzie pass rush, tak po jednej, jak po drugiej stronie. Niemniej możemy się spodziewać prawdziwej strzelaniny.

Mój typ: Giants 27 – 34 Packers

 

P.S. Tradycyjnie będę wdzięczny za każdy lajk i udostępnienie tego tekstu na Facebooku lub Twitterze. W prawej kolumnie bloga na górze możecie zapisać się do Newlettera.

P.S.2. W playoffach tradycyjnie widzimy się na Twitterze pod hashtagiem #NFLpl

NFL, tydzień 17: Rekordy, playoffy i Czarna Niedziela

Dawno nie mieliśmy tak nudnego ostatniego weekendu sezonu zasadniczego NFL. Większość drużyn grała „o pietruszkę”, a na prawdziwą atrakcję wieczoru musieliśmy czekać aż do Sunday Night Football. Przez większość niedzieli ciekawsze było zwalnianie kolejnych szkoleniowców, niż to, co działo się na boisku.

 

Green Bay Packers z koroną NFC North

W ostatnim niedzielnym meczu spotkali się Green Bay Packers i Detroil Lions. Dzięki wcześniejszej wygranej New York Giants nad Washington Redskins, obie drużyny były już pewne awansu do playoffów, ale stawką było zwycięstwo w NFC North i mecz w Wild Card Round na własnym stadionie.

Mecz miał zdecydowanie największy ciężar gatunkowy, ale poziom taki sobie. Zaczęło się od czterech puntów z rzędu w pierwszej odsłonie i przestrzelonego kopnięcia z 39 jardów na otwarcie drugiej kwarty. Wtedy zaczęło robić się ciekawie, bo z hibernacji obudziły się obie ofensywy. Lions zmontowali dwa 11-snapowe serie ofensywne zakończone przyłożeniami. Zwłaszcza druga była wyjątkowej urody, klasyczny 2-minute drill. Tyle że zostawili Packers 30 sekund, a to wystarczyło, żeby Aaron Rodgers doprowadził ich w zasięg skutecznego kopnięcia z pola i do przerwy było 14:10 dla Lwów.

Przed przerwą z bardzo dobrej strony pokazał się fullback Packers, Aaron Ripkowski, który zastąpił w Green Bay ulubieńca kibiców Johna Kuhna. Można powiedzieć, że zastąpił skutecznie. Wybiegał 61 jardów, a 15 jardów i 1 TD dołożył górą. Ripkowski przez cztery lata na Uniwersytecie Oklahomy zdobył w sumie 54 jardy i 4 TD, a w drafcie 2015 poszedł z #206. W niedzielę minus przy jego nazwisku można było postawić tylko raz – kiedy pomylił się w pass protection i Aaron Rodgers został zsackowany.

Za to wielki minus można postawić przy całej obronie Packers. Wydawać by się mogło, że w ostatnich tygodniach grają dużo lepiej, ale to głównie zasługa gwałtownego skoku start rywali. Oczywiście wymuszanie strat to też umiejętność, ale gdy rywale strat nie popełniają, to defensywa GB ma problem by zejść z boiska.

Pass rush jest nierówny, Clay Matthews jest cieniem samego siebie (w drugiej kwarcie upuścił INT, które chyba nawet ja bym złapał), a cornerbackowie to jakiś dramat. Sam Shields od września nie gra po wstrząśnieniu mózgu, którego nabawił się w pierwszym meczu sezonu. Damarious Randall gra tak słabo, że lewa strona obrony przypomina otwartą autostradę dla reciverów. Quinton Rollins w niegroźnie wyglądającej sytuacji doznał tak poważnego wstrząśnienia mózgu, że od razu został przewieziony do szpitala. W efekcie mecz na CB kończyli nominalni safety Micah Hyde i Morgan Burnett.

To jednak nie pomogło Lions. W drugiej połowie pozwolili Packers na trzy przyłożenia, odpowiedzieli tylko FG (i jednym TD na sam koniec, gdy było już po meczu). Chociaż czy mogli nie pozwolić? Aaron Rodgers po raz kolejny pokazał, że gra na poziomie nieosiągalnym dla większości innych zawodników NFL. Jego reciverzy upuszczają masę piłek, a schemat ofensywny jest tak czytelny dla rywali, że najlepsze efekty daje „streetball”, gdy Rodgers i jego reciverzy improwizują. I to jak improwizują!

Rodgers podawał w nieprawdopodobnych sytuacjach, sam biegał z piłką (przyprawiając o stan przedzawałowy cały stan Wisconsin), a nawet wyegzekwował skuteczny zone read. 300 jardów, 4 TD, QB rating 126 i dodatkowe 42 jardy po ziemi.

Packers grają w playoffach ósmy raz z rzędu. To najdłuższa aktywna seria w NFL (ex-equo z Patriots). Niestety heroizm Rodgersa maskuje niedociągnięcia trenera Mike’a McCarthy’ego jako playcallera i autora playbooka. McCarthy zasługuje na uznanie za świetne wkomponowywanie w zespół młodych graczy i za dbanie o ich rozwój, ale dla dobra Rodgersa i Packers warto byłoby zmienić trenera. Tom Brady powiedział, że gdyby Rodgers grał w systemie Patriots, podawałby co roku na 7 tys. jardów. Przesada? Pewnie tak, ale nie wątpię, że to Rodgers ciągnie za sobą McCarthy’ego, a nie odwrotnie.

 

Czarna niedziela

Jeszcze do niedawna tradycją w USA był czarny poniedziałek, kiedy to w pierwszy dzień po sezonie zasadniczym z pracy wylatywali trenerzy, którym się nie powiodło w sezonie NFL. W tym roku nikt nie czekał do poniedziałku. Ba, nie wszyscy czekali do końca sezonu zasadniczego. Oto lista zwolnionych:

Jeff Fisher (LA Rams) – jeśli czytacie mojego bloga regularnie to wiecie, że od dwóch lat piszę, że czas zwolnić „Pana 7-9”. W tym roku w końcu wyleciał i to już 12 grudnia. Szkoda tylko, że nie dostał szansy, by zostać #1 na liście trenerów z największą liczbą porażek. W tej chwili jest #1 ex-equo. Posada w LA ma swoje plusy: cierpliwy właściciel, blichtr Hollywood, drugi największy rynek medialny w Stanach i ciepełko Kalifornii. Z drugiej strony wysoki podatek dochodowy i drużyna z kompletnie wybebeszoną ofensywą, jedną gwiazdą (Aaron Donald) i kilkoma solidnym graczami w defensywie.

Gus Bradley (Jacksonville Jaguars) – Bradley przez cztery lata pracy na Florydzie zanotował bilans  14-48, co jest najniższym procentem zwycięstw u trenera z minimum 50 meczami na koncie w historii NFL po 1967 r. (tzw. „era Super Bowl”) i drugim najniższym w ogóle. Pracę stracił na dwa mecze przed końcem sezonu. Floryda kusi przyjaznym klimatem, brakiem stanowego podatku dochodowego i składem znacznie lepszym niż wskazywałby tegoroczny bilans zwycięstw i porażek. Tylko ten Blake Bortles… Za to coroczna wycieczka do Londynu na koszt pracodawcy ;)

Rex Ryan (Buffalo Bills) – konfliktowy i pyskaty Ryan wyleciał z drugiej drużyny w ciągu dwóch lat i to jeszcze przed ostatnią serią spotkań. W Buffalo gwarantował Super Bowl, nie wszedł nawet do playoffów. Na mroźnej północy mają zaczątki ciekawej ofensywy, kilka ciekawych opcji w obronie i jeden cel: playoffy. Bills nie grali w postseason od sezonu 1999, co jest najdłuższą „suszą” we wszystkich amerykańskich sportach zawodowych.

Mike McCoy (San Diego Chargers) – zaczął od awansu do playoffów w 2013 r., potem było tylko gorzej. W ostatnich dwóch sezonach zanotował bilans 9-23, mimo że wielu trenerów w NFL zabiłoby za możliwość prowadzenia drużyny z Philipem Riversem na rozegraniu. McCoy znany był z bardzo konserwatywnych decyzji w czasie meczów. Prowadził drużynę żeby nie przegrać, a nie żeby wygrać, co najczęściej kończyło się przegraną :) Posada w San Diego byłaby mega atrakcyjna, bo mają tam fundamenty pod solidny zespół (Rivers, Bosa, Gordon, Hayward), ale nie bardzo wiadomo czy będzie to posada w San Diego. Chargers mają opcję na dołączenie do Rams w Los Angeles i zamieszanie związane z przenosinami zespołu może zepchnąć w cień kwestie sportowe i utrudnić nowemu HC robotę.

Chip Kelly (San Francisco 49ers) – Kelly zanotował rzadki wyczyn. Został wylany z dwóch drużyn NFL w ciągu 367 dni. O ile w Eagles ewidentnie zraził do siebie cała organizację, o tyle w Kalifornii stał się kozłem ofiarnym ogólnego bajzlu w drużynie. Jasne, 2-14 chwały mu nie przynosi, ale z grubsza czegoś takiego można się było spodziewać z tym składem. A biorąc pod uwagę, że zrobił z Colina Kaepernicka coś na kształt startera, to zasługiwał na jeszcze jeden sezon. Ale właściciel Jed York postanowił kompletnie „wymieść dom”. Taka postawa pewnie nie ułatwi mu poszukiwania nowego HC, który będzie musiał zacząć na kompletnych zgliszczach. A poza tym była to wątpliwa decyzja z biznesowego punktu widzenia.

Tylko błagam, nie wierzcie w te wszystkie medialne wrzutki, jakoby Kelly chciał Prescotta, a zły GM się nie zgodził. Po pierwsze to brzmi jak ci wszyscy mądrale, którzy dzisiaj mówią, że „oni już w 2000 r. wiedzieli, że Brady będzie wielki”. A po drugie Prescott w 49ers z takimi partnerami i taką o-line mógłby dostać łomot, nabawić się złych nawyków i skończyć jak wielu młodych zdolnych QB w słabych drużynach.

Gary Kubiak (Denver Broncos) – oficjalnie Kubiak nie został zwolniony, tylko „przeszedł na emeryturę”. Jednak wobec słabego sezonu i raportów o problemach z szatnią trudno w to uwierzyć. Przypomina to raczej „emeryturę” Bruce’a Ariansa, kiedy rozstawał się z Pittsburgh Steelers i niecały rok później był już OC w Indianapolis. Posada w Denver należy do najbardziej atrakcyjnych. Ta drużyna jest o rozgrywającego (Tony Romo, anyone?) od rywalizowania o Super Bowl.

 

Rozkład jazdy na playoffy

Oakland Raiders @ Houston Texans, sobota, 22:35 (polskiego czasu)

Czyli MattMcGloin/Conor Cook vs. Tom Savage/Brock Osweiler. Rany boskie…

Detroit Lions @ Seattle Seahawks, niedziela, 2:15

Russell Wilson potrafi wyczyniać cuda. A nawet musi je wyczyniać wobec postawy jego o-line. I wobec faktu, że bez Earla Thomasa Stafford może podać na jakieś 500 jardów.

Miami Dolphins @ Pittsburgh Steelers, niedziela 19:00

Pierwsze playoffy Dolphins od sezonu 2008. Na pierwsze zwycięstwo od sezonu 2000 jeszcze poczekają.

New York Giants @ Green Bay Packers, niedziela, 22:40

Oj, mają GB sporo do udowodnienia młodszemu Manningowi i spółce. Najlepszy mecz Wild Card Round.

 

Tydzień w skrócie:

1. Niestety ostatni tydzień sezonu przyniósł kolejne paskudne kontuzje, na czele z dramatycznie wyglądającym urazem Davida Johnsona (Cardinals). Na szczęście pierwsze badania wskazują, że nic poważnego się nie stało. Szczęście w nieszczęściu miał też Zaire Anderson. Linebacker Broncos doznał paskudnego urazu szyi, po którym początkowo nie mógł ruszać kończynami. Na szczęście wszystko z nim w porządku i już jest w domu. Raiders stracili drugiego QB w ciągu dwóch tygodni, tym razem urazu ramienia doznał Matt McGloin. Z kolei w Ravens LB C.J. Mosley skończył mecz za linią boczną z usztywniającym bucie na lewej nodze i ma przejść dalsze badania.

2. Z notatnika statystyka:

  • Tom Brady przeskoczył Dana Marino na liście podaniowych jardów w karierze. Z wynikiem 61 582 jest na czwartym miejscu, za Peytonem Manningiem, Brettem Favrem i Drew Breesem
  • Inne rekordy podaniowe Patriots: tylko 2 INT rzucone przez cały rok (poprzedni najlepszy wynik to 5), a stosunek TD/INT na poziomie 14:1 (28:2) to nowy rekord NFL. Wcześniej należał do Nicka Folesa, który zanotował sezon 27:2.
  • Wracając do Drew Breesa, sezon 2016 jest piątym sezonem, w którym przekroczył 5 tys. jardów podaniowych. Cała reszta ligi ma w sumie cztery takie sezony.
  • Reciverzy złapali 71,6% podań Sama Bradforda w tym sezonie. To rekord NFL. Vikings zdobywali 9,8 jarda na każde złapane podanie. To najgorszy w tym roku wynik w NFL.
  • Frank Gore (Indianapolis Colts) wybiegał 1000 jardów w sezonie po raz 9 w karierze. Jest najstarszym graczem NFL, który tego dokonał od 1984 r.
  • Antonio Gates złapał swoje 111 podanie na TD. Wyrównał tym samym rekord na pozycji TE należący do Tony’ego Gonzaleza. TD nr 112 niestety upuścił. Ma jeszcze ważny kontrakt, więc być może wróci na swój 15. sezon wieku 37 lat.

3. Kolejność w pierwszej rundzie draftu 2017: 1. CLE, 2. SF, 3. CHI, 4. JAX, 5. TEN (od LA), 6. NYJ, 7. SD, 8. CAR, 9. CIN, 10. BUF, 11. NO, 12. CLE (od PHI), 13. ARI, 14. IND/PHI (od MIN), 16. BAL, 17. WAS, 18. TEN, 19. TB, 20. DEN.

Colts i Eagles mają taki sam bilans i taką samą siłę przeciwników, a to oznacza, że kolejność między tymi drużynami rozstrzygnie rzut monetą przed draftem. Zwróćcie uwagę, że Browns i Titans mają po dwa wybory w pierwszej dwudziestce.

4. Zakończył się pierwszy sezon z nowymi zasadami na kickoffach. Odkąd touchback po kickoffie przesunięto na 25 jard, liczba akcji powrotnych spadła o 1,8 pkt. proc., a liczba touchbacków wzrosła o 1,6 pkt. proc. Trudno powiedzieć czy to zasługa nowych przepisów, zwłaszcza że sporo trenerów stara się kopać wysokie piłki w okolice linii pola punktowego. Procent kickoffów lądujących w endzone spadł z 83,5 do 76,9. Źródło

5. W tym meczu można się było spodziewać czegoś podobnego po obu drużynach. Padło na Bills. Buttfumble to może nie jest, ale niemal równie spektakularne.

6. A tu dla odmiany akcja najwyższej próby. Minus, bo przeciwko Rams, plus bo w czwartej próbie.

7. Jeśli szukacie fajnej społeczności, z którą można pogadać o NFL, zapraszam na Twittera pod #NFLpl. Fajne komentarze, trochę śmieszkowania i trash talkingu. Już w niedzielę byliśmy drudzy w polskich trendach, w playoffach z reguły w weekend meldujemy się na czele. Przy okazji polecam obserwowanie profilu @NFLBlogpl, gdzie w czasie meczów wrzucam komentarze na gorąco.

NFL, tydzień 16: Kontuzje przeorały AFC

Zwierzęta mówiące ludzkim głosem? To pikuś przy tym, co w Wigilię i Boże Narodzenie działo się w NFL. Trzy najniżej notowane ekipy wygrały swoje mecze. Znamy już wszystkich uczestników playoffów w AFC, choć jeden z głównych faworytów przystąpi do nich bez rozgrywającego. W AFC North jedna klasyczna rywalizacja rozstrzygnęła losy dywizji w niedzielę, a w NFC North inna klasyczna rywalizacja będzie finałem dywizji. Poza tym przetasowania w NFC i 160-kilogramowy liniowy w roli quarterbacka.

A to jeszcze nie koniec sezonu zasadniczego.

 

Kontuzje, kontuzje, kontuzje…

Oakland Radiers prowadzili z Inndianapolis Colts 33:14. Do końca meczu pozostawało 10 minut. Raiders byli o krok od dwunastego zwycięstwa w sezonie. Takiego wyczynu nie udało im się jeszcze dokonać w tym stuleciu. I wtedy Trent Cole zsackował rozgrywającego Dereka Carra. Uderzenie nie wyglądało na specjalnie ostre, co więcej było to pierwsze uderzenie, do którego o-line Oakland dopuściła w tym spotkaniu. Jednak Carr od razu zaczął przywoływać medyków, a po chwili zaczął zwijać się z bólu. Diagnoza: złamana kość strzałkowa, koniec sezonu dla tego zawodnika.

Oakland mają za sobą bardzo ciekawy sezon. Frustrowali fanów upuszczonymi podaniami, karami i męczyli się do końca ze słabymi ekipami. Ale wygrywali i stanowili największe zagrożenie dla hegemonii New England Patriots w AFC. Tyle że bez Carra tracą bardzo dużo na wartości. Jasne, Carr nie jest dla swojego zespołu aż tak ważny jak Tom Brady dla Patriots czy Aaron Rodgers dla Packers. Kluczem do odrodzenia kalifornijskiej drużyny była wciąż nienaruszona o-line. Ale czy ten czas na podanie będzie potrafił wykorzystać Matt McGloin, który przez trzy lata w barwach Oakland rzucił tyle samo TD co INT? Wątpliwe. Uraz Carra sprawia, że Raiders z faworytów stają się wielkim znakiem zapytania.

Media już kwestionują zasadność trzymania Carra na boisku w czwartej kwarcie przy takiej przewadze. Tyle że Raiders grali przeciwko Andrew Luckowi, mieli trzy posiadania przewagi, a do końca pozostawało większość czwartej kwarty. Nie z takich opałów Luck wychodził obronną ręką. Ponadto, jak już wspomniałem, przez trzy kwarty anemiczny pass rush Colts nie mógł nawet tknąć Carra. Nie, nie można tu winić trenera Jacka del Rio. Jedynie ślepy los.

Wcześniej tego samego dnia swojego rozgrywającego straciła inna drużyna, która dokonała sporego postępu w tym roku, czyli Tennessee Titans. Nie należeli może do tego samego grona faworytów co Raiders, ale wystarczyło, że wygraliby oba pozostałe mecze i graliby w styczniu po raz pierwszy od 2008 r. (ciekawostka: to był ostatni sezon, gdy Jeff Fisher jako HC miał bilans powyżej .500)

Kontuzja Marcusa Marioty nie odwróciła losów meczu z Jacksonville Jaguars. Jaguary pod koniec trzeciej kwarty prowadziły 25:10 i wątpliwe, by pozostanie w grze Marioty, który wcześniej zdołał podać jedynie na 99 jardów w 20 próbach, zdołało odmienić losy spotkania. Młody rozgrywający Titans ma pękniętą kość strzałkową (kontuzja bardzo podobna do urazu Carra) i opuści ostatni mecze Tennessee w tym sezonie, spotkanie „o pietruszkę” z Texans. Najprawdopodobniej wróci w pełni sił na kolejny sezon, a Titans z silną o-line i młodym, skutecznym QB mogą znaleźć się w gronie faworytów słabej AFC South.

Trzecim „medialnym” urazem tego dnia stała się kontuzja WR Tylera Locketta z Seattle Seahawks. Lockett nie jest aż tak ważnym graczem jak obaj rozgrywające z AFC, ale jego kontuzja wyglądała wyjątkowo paskudnie. Lockett złapał długą piłkę od Russella Wilsona i na nogę spadł mu jeden z cornerbacków Cardinals. Na powtórkach widać było, że noga skrzydłowego Seahawks zgina się w miejscu, gdzie absolutnie zginać się nie powinna. Lekarze natychmiast ją usztywnili, a dzień po meczu zawodnik przeszedł udaną operację złamanej nogi. Jednak ten sezon ma już z głowy co mocno ogranicza głęboką grę podaniową Seattle.

 

Sześciu wspaniałych

Znamy już komplet uczestników playoffów w AFC, choć ich rozstawienie może się jeszcze pozmieniać.

New England Patriots roznieśli New York Jets, mimo że dali odpocząć liderowi swojej obrony, Dont’a Hightowerowi. Jets zdołali zdobyć jedynie trzy punkty, Patrioci odpowiedzieli 41. Teoretycznie NE mogą jeszcze stracić pierwsze miejsce w konferencji, jeśli za tydzień przegrają z Miami, a osłabieni brakiem Carra Raiders wygrają na wyjeździe z Broncos. Jednak wolne w pierwszej rundzie playoffów mają już zapewnione.

Póki co na drugim miejscu są Oakland Raiders. Oni nie mogą być jeszcze pewni wygranej w dywizji, bo jeśli przegrają z Broncos, a Chiefs wygrają swoje spotkanie, to wskoczą na fotel lidera dywizji i miejsce nr 2 w AFC.

Zwycięstwo w AFC North i rozstawienie z „trójką” zapewnili sobie Pittsburgh Steelers. Po dramatycznym meczu pokonali rywali z Baltimore. Te mecze mają mnóstwo smaczków. Również tym razem było gorąco do ostatnich chwil, a zwycięskie przyłożenie Stalowi zdobyli na sekundy przed końcem meczu. Tyle że wcześniej sami się postawili w trudnej sytuacji przez niepotrzebne straty. Emocje w AFC North zdecydowanie przewyższały w tym roku poziom sportowy.

Z potknięć Colts i Titans skorzystali Houston Texans, którzy w pierwszej rundzie podejmą wyżej rozstawiony zespół z „dziką kartą”. Paradoksalnie indeks DVOA sytuuje ich na 30. miejscu w lidze, najniżej z całej czwórki ekip z AFC South. Awans do playoffów zawdzięczają głównie takim zwycięstwom jak w sobotę: wymęczonym triumfom nad słabymi ekipami. O ile ich defensywa, nawet bez J.J. Watta, trzyma niezły poziom, o tyle atak, czy pod wodzą Brocka Osweilera czy Toma Savage’a, stanowi żałosny widok. Z kimkolwiek by nie zagrali w playoffach, faworytem nie będą.

Kansas City Chiefs w efektowny sposób ostatecznie wykopali z tegorocznego sezonu wciąż jeszcze aktualnych mistrzów NFL z Denver. Nic tak skutecznie nie pokazuje środkowego palca jak Travis Kelce zdobywający 160 jardów na najlepszej obronie podaniowej ligi czy NT Dontari Poe, który rzuca TD „z wyskoku” a’la Tim Tibow na uniwerku.

KC wciąż jeszcze mogą wygrać dywizję, a ze swoją obroną są chyba jedyną ekipą w AFC, która realnie może myśleć o zrobieniu niespodzianki w Foxborough. Najlepszy sposób na Pattriots to nieustanna presja na Brady’ego, a do tego KC nadaje się jak mało która drużyna w lidze.

No i wreszcie ci najbardziej niespodziewani goście w tegorocznych playoffach, czyli Miami Dolphins. Nie mają Ryana Tannehilla, ale Jay Ajayi przebiegł się po Buffalo Bills na 206 jardów i chyba ostatecznie wyrzucił z posady Rexa Ryana. Jeśli nie zadzieją się jakieś niesłychane cuda w ostatniej kolejce, Dolphins pojadą w pierwszej rundzie do Pittsburgha. Nie są tam bez szans, a po starcie 1-4 sam udział w postseason jest dla nich sporym sukcesem. To dopiero ich drugi awans do playoffs od 2002 r. Ostatni mecz w tej fazie rozgrywek wygrali w sezonie 2000.

W tym sezonie obrony nie były w stanie uciągnąć kulejących ofensyw. Za tydzień na ryby mogą już jechać Baltimore Ravens i Denver Broncos, choć niemal wszystkie wskaźniki statystyczne sytuowały ich w ścisłej czołówce defensyw NFL.

 

Przetasowania w NFC

Dobrze, że Seattle Seahawks już zapewnili sobie wygraną w dywizji. Bo odkąd kończącej sezon kontuzji nabawił się Earl Thomas, ich obrona zaczęła nagle przypominać ser szwajcarski. Przy czym rolę sera pełni tam Richard Sherman, a rolę dziur cała reszta secondary. Właściwie wystarczy rzucać gdziekolwiek, byle z dala od Shermana i można mieć pewność, że odbierający będzie niekryty. W sobotę nawet Carson Palmer przypomniał sobie, że jeszcze w zeszłym roku był kandydatem do MVP.

Nie pomogły cztery podania na TD Russella Wilsona i imponujący comeback, który wyrównał stan meczu na minutę przed końcem (wyrównał, bo Steven Hauschka przestrzelił podwyższenie na, jak się wydawało, zwycięstwo). Minuta wystarczyła Cardinals na zwycięskie kopnięcie z pola. Głównie dlatego, że Kam Chancellor od dwóch lat w kryciu jest raczej słabością niż pomocą. Tym razem tak fatalnie krył Davida Johnsona (nominalnie RB), że ten bez większych problemów wrócił do kluczowego długiego podania Palmera, które rozgrywający Cardinals posłał nieco za krótko.

Po porażce Seahawks na drugie miejsce w konferencji wskoczyli Atlanta Falcons. Mało się o nich mówi, ale to ekipa, która ma jedną z najlepszych ofensyw w historii, jeśli wziąć pod uwagę zdobywane punkty.

Coraz ciekawiej jest w NFC North. Packers z łatwością rozbili Minnesotę Vikings. Odkąd do drużyny wrócili kontuzjowani zawodnicy defensywy, GB gra znacznie lepiej. Nie bez znaczenia jest fakt, że Mike McCarthy dał trochę więcej swobody Aaronowi Rodgersowi, a ten gra na poziomie MVP. Nie można zapominać o słabej pierwszej połowie sezonu, ale Packers to na pewno drużyna w gazie, która będzie niewygodnym przeciwnikiem dla każdego. Za tydzień jadą do Detroit i ten klasyk będzie de facto finałem NFC North. Wygrany wchodzi, a przegrany z niecierpliwością czeka na wyniki innych meczów. Co ciekawe remis daje awans do playoffów obu drużynom, choć to GB wchodzi wtedy jako zwycięzca dywizji.

Na playoffy mogą się już szykować Dallas Cowboys. Po raz pierwszy od dawna przystępują do nich w roli faworytów. Niezagrożoną pozycję mają również New York Giants, którzy wejdą do playoff z piątej lokaty i pojadą do Detroit, Green bay albo Seattle. O ile obrona nowojorczyków jest na playoffy gotowa, o tyle atak niekoniecznie. W przegranym meczu przeciwko Eagles Eli Manning podawał aż 63 razy, najwięcej w karierze (ex-eqo 10. najwyższy wynik w historii NFL). Tyle że większość tych podań była za krótka  i lądowała pod stopami jego skrzydłowych. Atak Giants ostatnio opiera się głównie na błyskach geniuszu Odella Beckhama, a po odrodzeniu Manninga z ostatnich sezonów pozostały głównie wspomnienia.

W NFC szansę na playoffy mają jeszcze Washington Redskins i Tampa Bay Buccaneers. Ci pierwsi nawet dość spore. Wystarczy, że pokonają New York Giants w ostatnim meczu sezonu i przeskoczą przegranego z „finału NFC North”. Bucs muszą nie tylko wygrać z Carolina Panthers (to nie takie trudne w tym roku), ale i liczyć na remis (sic!) Redskins oraz porażkę Packers (jeśli Packers wygrają, to Bucs nie zdołają przeskoczyć Lions niezależnie od innych wyników).

 

Tydzień w skrócie:

1. Pomyślałby kto, że w Cleveland wygrali Super Bowl. Były łzy, ckliwe przemówienia, nadużywanie hiperboli. A tymczasem Browns po prostu udało się uniknąć zakończenia sezonu 0-16 jako druga drużyna w historii ligi. Przy okazji stracili wybór #1 w drafcie 2017, ale tylko na trzy godziny, bo Rams byli tak uprzejmi, że podarowali drugie zwycięstwo w sezonie 49ers. Trzecia najsłabsza drużyna, Jaguars, również wygrała, co daje Chicago Bears #3 w drafcie 2017, z Jaguarami z #4. Pierwszą piątkę przyszłorocznego draftu zamykają Tennessee Titans z wyborem, który Rams oddali im za Jareda Goffa. Tamta wymiana wyglądała wątpliwie już wtedy i z każdym tygodniem wygląda gorzej.

2. Porażka z Browns prawdopodobnie przeleje czarę goryczy i z San Diego Chargers pożegna się trener Mike McCoy, który w ciągu czterech sezonów tylko raz awansował do playoffów i ani razu nie wygrał 10 spotkań w sezonie. Chargers wciąż mają otwartą opcję, żeby dołączyć do Rams w Los Angeles. Czyżby szykowało się kompletne przemeblowanie klubu?

3. Cleveland Browns wyglądają fatalnie, ale mają absurdalnie wielki kapitał draftowy. Jak policzył Bill Barnwell z ESPN, wartość wszystkich wyborów Browns z draftu 2017 przewyższa wybory drugich „najbogatszych” 49ers o wartość przekraczającą wartość wyboru #1! Wiadomo, z wyborami trzeba jeszcze trafić, a Browns nie byli w tym ostatnio najlepsi. Jednak biorąc pod uwagę, że w długim okresie żadna z drużyn NFL nie wybiera znacząco lepiej od innych, najlepszym sposobem na zmaksymalizowanie zwrotu z draftu jest posiadanie jak największego kapitału draftowego. Front office w Cleveland maksymalizuje go po mistrzowsku i może za rok-dwa uda im się odmienić oblicze Browns. Wiem, że to mało prawdopodobne, ale skoro mistrzostwo zdobyli Cleveland Cavaliers i Chicago Cubs to może i Joe Thomas wreszcie zagra w jakiejś porządnej drużynie.

4. Z cyklu udane prezenty świąteczne. Ten dostałem od mojej żony:

Czapka New England Patriots

A Wy dostaliście coś futbolowego?