NFL, tydzień 11: Niedzielne mecze na szczycie NFC zawiodły

Zapowiadał się kapitalny weekend ze starciami wagi superciężkiej w NFC. Niestety w obu niedzielnych meczach mieliśmy podobny scenariusz – wyrównana, defensywna pierwsza połowa i kompletna dominacja w drugiej. W poniedziałek było znacznie lepiej i byliśmy o krok od dogrywki.

W podsumowaniu 11 kolejki skupimy się NFC, ale przyjrzymy się również bliżej sprawie Taroda Taylora. Poza tym jak zwykle garść statystyk, efektownych akcji i piąta rocznica najsłynniejszego fumble w historii. Zaczynamy jednak od spotkania dwóch drużyn, które zaczęły niedzielę z bilansem 7-2.

 

Ważne zwycięstwo Wikingów

Vikings są mocni. To wiedzieliśmy już wcześniej, ale nie do końca wiedzieliśmy na ile mocni. Do wczoraj mieli na koncie tylko jedno zwycięstwo przeciwko rywalowi z dodatnim bilansem (Saints podczas ich słabego startu) oraz wyraźną porażkę w Pittsburghu i u siebie z Detroit.

W meczu z Rams byli od ekipy z LA lepsi w każdym elemencie gry: defensywie, ofensywie, a nawet special teams, gdzie wyraźnie słabszy dzień miał John Hekker, punter Rams i najlepszy w tym elemencie specjalista w NFL. Vikings zaliczyli szóstą wygraną z rzędu i świetnie rozpoczęli serię czterech trudnych meczów: teraz czekają ich wizyty w Detroit, Atlancie i Charlotte (Carolinie).

Wikingów znów prowadził Adam Thielen, który tym sezonem udowadnia, że zasługuje na postawienie go w jednym szeregu z Antonio Brownem, Julio Jonesem, DeAndre Hopkinsem i A.J. Greenem. Jak na razie Thielen gra na poziomie All-Pro. W dziesięciu meczach ma na koncie 916 jardów i 3 TD. A miałby  więcej, gdyby miał dobrego QB.

Nie zrozumcie mnie źle, Keenum gra nieźle jak na swoje możliwości. To solidny backup, który został postawiony w roli startera. Robi więcej dobrego niż złego, nieźle troszczy się o piłkę (1,7 INT%, 1,6 Sack%), ale szczytem jego możliwości jest „nie zepsuć”. W niedzielę to Thielen kilkukrotnie kreował chwyty w sytuacji, kiedy powinien dostać znacznie lepsze podanie. Symptomatyczna jest sytuacja z połowy trzeciej kwarty, gdy mecz wciąż był na remisie:

Przy dobrym podaniu Thielen zdobyłby dodatkowe 25 jardów i TD, bo przy piłce w tempo jest rozpędzony i ma tylko jeden na jednego z dobiegającym safety, co stawia go w bardzo korzystnej sytuacji. Tymczasem Keenum wyrzuca go niemal na aut i gdyby nie klasa WR Vikings, mogłoby się skończyć na niezłapanym podaniu i puncie.

Poza Thielenem trzeba pochwalić obronę Minnesoty. Rams dopiero pierwszy raz w tym sezonie zdobyli mniej niż 10 punktów. Obrona Vikings, podobnie jak Seahawks w piątym tygodniu rozgrywek, nie czekała na to, co zrobią Rams, tylko atakowała. Dobrze rozpracowali zmyłki McVaya i agresywnie szli do reciverów łapiących screeny i tym podobne zagrywki. W efekcie liniowi Rams nie nadążali z blokami i zamiast długich akcji, kończyło się na tacklach na krótki zysk albo wręcz stratę.

To nie znaczy, że ofensywa Rams została kompletnie zatrzymana. Cooper Kupp najpierw zaliczył fumble na jeden jard od pola punktowego Vikings, a potem upuścił kluczowe podanie w trzeciej próbie na połowie rywala. Obie te sytuacje zdławiły obiecujące serie Rams w sytuacji, gdy daleko było do rozstrzygnięcia meczu.

Ogólnie za grę defensywy, zwłaszcza w drugiej połowie, Vikings należą się najwyższe noty. Zdominowali linię wznowienia akcji, przez co Goff momentami wyglądał jak ten zagubiony debiutant z zeszłego sezonu. Oczywiście przed rokiem w takiej sytuacji wziąłby pięć sacków, dwa fumble i dwa INT, więc i tak widać u niego spory postęp. Z kolei Todd Gurley, który w tym roku zdobywa z gry średnio 129 jardów na mecz, w niedzielę zaliczył tylko 56 jardów przy 15 biegach i 3 złapanych piłkach.

Dla Rams ta porażka to sygnał ostrzegawczy, ale daleko jeszcze do paniki. Gorzej, jeśli za tydzień nie zdołają wygrać u siebie z Saints. Wówczas mogą stracić prowadzenie w dywizji na rzecz Seahawks, które, dzięki Falcons, póki co utrzymali. A nawet jeśli je utrzymają, to porażka z Vikings i ewentualna z Saints mogą być kluczowymi tiebreakerami przy ustawianiu drabinki playoffowej w NFC.

 

Wentz górą w pojedynku młodych QB

Prawdę mówiąc pojedynek reklamowany jako Wentz vs. Prescott został rozstrzygnięty raczej przez różnicę w klasie ich kolegów. Jednak z dwójki drugorocznych quarterbacków lepiej spisał się Wentz.

Statystycznie Wentz (14/27, 168 yds, 2TD) wyglądał dużo lepiej niż Prescot (18/31 145 yds, 3 INT). Jednak w pierwszej połowie obaj wyglądali równie źle, głównie przez kolegów. Upuszczone podania zatrzymywały obie ofensywy. Po obu stronach lepiej szła gra po ziemi. Prescott zaliczył INT po dropie kolegi, z kolei obrońcy Dallas nie zdołali złapać podania Wentza prosto do nich.

Jednak w drugiej połowie Eagles zagrali znacznie lepiej. Kompletnie zdominowali linię wznowienia akcji po obu stronach piłki. Gra biegowa Philly była nie do zatrzymania, a Wentz wykonał kilka dobrych podań więcej niż Prescott i tym razem jego koledzy zdołali je złapać. Zwłaszcza podanie na TD do Jeffery’ego przy 4&5 to wysoka klasa, tak u podającego, jak u odbierającego.

W Cowboys widać brak Ezekiella Elliotta, jednak głownie w zubożeniu playbooka. Alfred Morris nie biega gorzej niż Elliott, ale nie stanowi takiego zagrożenia w rożnego typu akcjach podaniowych, głownie screenach. To ułatwiło życie obronie Eagles, a utrudniło Prescottowi, który cały wieczór musiał umykać d-line Orłów. To nie Elliotta najbardziej brakowało, a LT Tyrona Smitha. Jason Garett dał na lewą stronę wsparcie, ale to wytrąciło z rytmu cała ofensywę, a Prescott i tak zebrał cztery sacki i siedem uderzeń.

Eagles potwierdzili, że są obecnie najlepszą drużyną NFL. Pokazali, że potrafią pojechać na trudny teren i wyjechać z przekonującym zwycięstwem. Nawet kiedy nie szła gra górą, potrafili zmontować dobre serie ofensywne. Tymczasem Cowboys bez Smitha i LB Seana Lee mogą mieć spore problemy z awansem do playoffów.

Na koniec ciekawostka: kicker Eagles doznał kontuzji, więc Orły po przyłożeniach musiały grać za dwa. W dwupunktowych podwyższeniach mieli skuteczność 3/4, a byłoby 4/4 gdyby nie niefrasobliwość Zacha Ertza, który zgubił piłkę tuż przed polem punktowym. Ciekawe czy to skłoni Douga Pedersona do częstrzego grania za dwa? W końcu zdobył sześć punktów z akcji, które normalni przyniosłyby maksymalnie cztery punkty.

 

Falcons wywożą cenne zwycięstwo z Seattle

Odkąd w 2012 r. w Seattle znalazło się czterech kluczowych graczy ich defensywy (Earl Thomas, Richard Sherman, Kam Chancellor, Bobby Wagner), Seahawks tylko cztery raz stracili u siebie 34 punkty lub więcej. Symptomatyczne, że wszystkie miały miejsce w trzech ostatnich latach, a ani razy nie zdarzyło się to w latach 2012-2014. W sezonach 2012-14 tylko pięć razy stracili więcej niż 20 punktów i to licząc razem z playoffami.

Tym bardziej dużym sukcesem Falcons jest zafundowanie rywalom 34 punktów. Oczywiście mieli trochę ułatwione zadanie. Richard Sherman jest wyeliminowany na resztę sezonu z zerwanym ścięgnem Achillesa, a Kam Chancellor ma problemy z karkiem i nie wiadomo czy i kiedy wróci do gry. To było widać w poniedziałkowy wieczór, gdy Matt Ryan łatwiej niż przywykli do tego fani w Seattle znajdował reciverów, a RB na środku boiska wymknęli się kilku powaleniom.

Dla tegorocznych Falcons był to dopiero drugi mecz w tym sezonie z ponad trzydziestoma punktami na koncie. Poprzednio 34 wpakowali Green Bay Packers, którzy nie należą do najlepszych defensyw NFL. Jednak nie oznacza to, że wróciła ofensywa, która zachwycała przed rokiem.

Falcons mieli mniej jardów niż rywale (279-360), mniej jardów na próbę (4,8-5,2) i mniej pierwszych prób (22-26) niż Seattle. Jednak to Atlanta skuteczniej wykorzystywała błędy rywali.

Zacznijmy od gry w Red Zone. Atlanta z trzech wycieczek wyniosła 17 pkt. Seahawks dotarli pod pole punktowe rywali aż sześć razy, ale zamienili to tylko na 23 punkty.

Po drugie straty. Seahawks mieli przewagę w special teams, dzięki świetnej grze powrotnej po kickoffach, a także odzyskaniu zgubionego przez Falcons kickoffu. Jednak poza tym Russell Wilson posłał fatalne INT na samym początku spotkania, po którym Atlanta wyszła na dwa posiadania prowadzenia. Potem sack-fumble zakończył się defensywnym przyłożeniem Atlanty. I wreszcie niewytłumaczalna próba zmyłkowego kopnięcia z pola na koniec pierwszej połowy.

Częściowo rozumiem logikę Pete’a Carolla. 4&1 to dobra sytuacja na zmyłkę. Seahawks i Jon Ryan mają duże doświadczenie w egzekucji takich akcji. Ale na 11 sekund przed końcem połowy bez timeoutów próbować power shovel pass z 12 jarda? Przecież nawet pierwsza próba nic by tu Seahawks nie dała, bo upłynąłby czas pierwszej połowy. A wątpliwe, by z tej formacji taka zagrywka dała 12 jardów. Próbę normalnego podania Ryana mógłbym zrozumieć. Power shovel niespecjalnie.

No i wreszcie kary. Seahawks są najczęściej karaną drużyną NFL. W tym meczu podarowali rywalom w ten sposób 106 jardów, ponad połowę tego, co co uzbierała ofensywa Atlanty.

 

W tej sytuacji żadne wysiłki jak zwykle świetnego (poza tym INT miał 258 jardów górą i 86 jardów po ziemi) Wilsona nie zdołały zmienić wyniku meczu. Zwłaszcza, że dla Seahawks kopie Blair Walsh, który w swoim stylu przestrzelił kopnięcie, które mogło dać dogrywkę. 52 jardy to nie jest banalne zagranie, ale wierzenie Walshowi w końcówce to nadmiar optymizmu. Zwłaszcza po votum nieufności na koniec pierwszej połowy.

Seahawks stracili szansę, by wysunąć się na prowadzenie w dywizji. Co więcej przegrali bezpośredni mecz z Falcons, z którymi mogą rywalizować o dziką kartę w playoffach. Bez Shermana i Chancellora mogą nie sprostać Rams, kiedy ci za miesiąc przyjadą do Seattle.

Kozioł ofiarny pokazał rogi

Buffalo Bills zaczęli sezon świetnie. 5-2, prowadzenie w AFC East, Patriots wydawali się najsłabsi od lat. Pierwsze playoffy dla Bills wydawały się być w zasięgu ręki, podobnie jak tytuł trenera roku dla Seana McDermotta. Tyle, że wtedy przyszły dwie porażki z rzędu: wyjazdowa ze słabymi Jets i lanie na własnym stadionie od Saints.

McDermott szybko znalazł winnego: to QB Tyrod Taylor, który został posadzony na ławce na rzecz Nathana Petermana, tegorocznego picku z draftu #171. Bo to oczywiste, że Taylor odpowiadał za Ingrama i Kamarę, którzy przebiegali się jak chcieli po obronie Bills jak chcieli. To przecież Taylor pozwolił atakowi Jets na zdobycie 34 punktów. To Taylor odpowiada za katastrofalną linię ofensywną. No i wreszcie Taylor jest winny problemom Bills w trzecich próbach

Plan wydawał się świetny. Sadzamy Taylora na ławce, wygrywamy z Chargers, którzy potrafią w tym roku przegrać na najdziwniejsze sposoby i wychodzi, że sztab trenerski wie co robi.

Tyle że absolutnie niegotowy Peterman posłał 5 INT w 16 podaniach i Taylor musiał wejść w drugiej połowie. Co prawda nie miał szans na uratowanie meczu, ale dla wszystkich jest oczywiste jak bardzo problemy Bills nie są winą Taylora. Za to jak wiele ich sukcesów jest jego zasługą.

Najbardziej w tym wszystkim szkoda Petermana. Do NFL dostaje się naprawdę elita. Ułamek procenta tych chłopaków, którzy pełni nadziei zaczynają grać w futbol w szkole średniej. Dostają szansę na spełnienie marzeń i zarobienie dużych pieniędzy. Marzenie Petermana skończyło się zanim się jeszcze zaczęło. Ewidentnie niegotowy debiutant został rzucony lwom na pożarcie. Te 5 INT będzie się za nim ciągnęło do końca najprawdopodobniej bardzo krótkiej kariery. Za rok pewnie nie będzie go w Buffalo. Bez winy z jego strony. Stał się ofiarą McDermotta, który chciał być cwany, a kompletnie się skompromitował.

(Warto zwrócić uwagę, że problemy Bills w drugiej części sezonu po mocnym starcie nie są niczym nowym)

Tyrod Taylor to niekonwencjonalny QB. Nigdy nie będzie klasycznym pocket passerem w rodzaju Toma Brady’ego czy Peytona Manninga. Nigdy nie będzie najlepszym rozgrywającym w NFL. Ale z trenerem, który gra na jego silne strony, jest solidnym starterem. W w wielu klubach NFL mógłby być od ręki najlepszym QB, nawet zakładając, że wszyscy (Luck, Tennehill, Rodgers, etc.) są zdrowi. Żeby nie być gołosłownym:

AFC East: Bills, Jets
AFC North: Browns, Ravens
AFC South: Jaguars
AFC West: Broncos
NFC East: –
NFC North: Bears
NFC South: –
NFC West: Rams, 49ers

Mamy tu dziewięć drużyn, a jest sporo, które mają zmierzchających QB (Steelers, Cardinals, Chargers), takich, gdzie Taylor mógłby podjąć walkę o miano startera z aktualnym starterem (Chiefs, Vikings, Buccaneers, Bengals) lub których starter ma przewlekły uraz (Colts). Wychodzi połowa ligi. Tyle że najprawdopodobniej Taylor w przyszłym roku nie będzie starterem.

W NFL nie lubią niekonwencjonalnych rozgrywających. Colin Kaepernick, Michael Vick, Tyrod Taylor. Żaden z nich nie pasował do wizerunku klasycznego QB. Podobnie jak Russell Wilson, czy Cam Newton, ale ci trafili na mądrzejszych szkoleniowców. Mina Kimes z ESPN napisała, że Taylor jest testem Rorschacha dla naszego postrzegania rozgrywających w NFL. Jest spora szansa, że szkoleniowcy, którzy w większości nie wiedzą jak pomóc swojemu rozgrywającemu, nie będą chcieli niekonwencjonalnego Taylora na czele ofensywy.

Tymczasem Taylor ma duży potencjał. Można mu zarzucać, że nie potrafi grać w West Coast Offense, że nie jest klasycznym pocket passerem i wreszcie, że zdarza mu się przegapić otwartego recivera. Tyle że to wszystko można zarzucić wielu inny rozgrywającym w NFL. Taylor zasługuje na miejsce startera i pieniądze startera. Niestety NFL od lat mu tego odmawia, narzekając jednocześnie, że nie ma dobrych, młodych rozgrywających. Takie rzeczy tylko w NFL.

 

Tydzień w skrócie:

1. W NFC walka, emocje i rywalizacja. W AFC obrona Steelers kompletnie zdominowała Titans, Patriots nawet specjalnie się nie spocili rozbijając Raiders, a Jaguars nie potrafili nic zwojować w ofensywie przeciwko słabiutkim Browns i jak zwykle musiała ich ratować obrona. Andy Reid przegrał dopiero trzeci mecz w karierze po bye weeku, a Chiefs nie sprostali Giants (!). Jedyne pytanie po tej stronie NFL brzmi, czy AFC Championship Game odbędzie się w Pittsburghu czy w Foxborough, bo uczestników już znamy. Najgorsze, że w playoffach może zagrać Joe Flacco i kompletnie zflaczczała ofensywa Ravens.

2. Główną siła napędową Saints w tym roku są Mark Ingram i Alvin Kamara. Ale jeśli ktoś myślał, że można skreślać Drew Breesa, to się grubo myli. Przeciwko Redskins NO przegrywali 15 punktami na niespełna 6 minut przed końcem meczu. Odpowiedź Breesa? 11 celnych podań z rzędu i dogrywka, w której Ingram i Kamara przebiegli się po rywalach i zapewnili Saints ósme zwycięstwo z rzędu. Profesorska końcówka genialnego weterana. Można oglądać bez końca. Ekipa z Luizjany jest pierwszą w historii, która wygrała osiem spotkań z rzędu, po przegraniu dwóch pierwszych meczów w sezonie. Playoffy w NFC zapowiadają się palce lizać.

3. Narasta konflikt na szczycie NFL. Właściciel Cowboys Jerry Jones wkroczył na wojenną ścieżkę przeciwko komisarzowi Rogerowi Goodellowi. W tle jest gigantyczny kontrakt Goodella, cześć właścicieli niezadowolona z wpływów Jonesa i negocjacje w sprawie nowego CBA w 2021 r. Polecam tekst ESPN na ten temat.

4. W tym tygodniu (dokładnie 23 listopada) w USA przypada Święto Dziękczynienia. To oznacza indyka, szaleństwo zakupowe Czarnego Piątku i wiele innych rzeczy. Dla nas jednak oznacza trzy mecze NFL z rzędu (startujemy 18.30 polskiego czasu). To także piąta rocznica słynnego Butt Fumble, najsłynniejszego fumble w historii NFL, które ma nawet własną stronę na Wikipedii. Z tej okazji ESPN przygotowało „Oral history of Butt Fumble„. Przezabawna lektura, chyba że jesteś kibicem Jets.

5. Z notatnika statystyka:

  • Bill Belichik zanotował 271 wygraną jako główny trener i wskoczył na trzecie miejsce na liście wszech czasów, przed słynnym szkoleniowcem Cowboys, Tomem Landrym. Do lidera, Dona Shuli, brakuje mu jeszcze 73 wygranych
  • Larry Fitzgerald Watch – wskoczył na piąte miejsce na liście All-Time Rec Yds, przed Tony’ego Gonzaleza. Do czwartego Isaaca Bruce’a brakuje mu 51 jardów, do trzeciego Randy’ego Mossa 135 jardów, a do drugiego Terella Owensa 777 jardów. Biorąc pod uwagę, że właśnie przedłużył kontrakt z Cardinals do końca sezonu 2018, powinien dobić do 16 tys. jakoś w przyszłym roku.
  • Od 1970 r. Green Bay Packers tylko siedem razy nie zdołali zdobyć punktów na Lambeau Field (sezon zasadniczy i playoffy). Siódmy miał miejsce w niedzielę. Wszystkim chcącym zwalić całość winy na Bretta Hundleya przypomnę, że w 2006 r. dwa razy na zero zagrała ofensywa pod wodzą Bretta Farve’a.

6. Po pięciu porażkach z rzędu Buccaneers wygrali drugie spotkanie z rzędu. W obu wygranych meczach rozgrywał Ryan Fiztpatrick. Tak tylko mówię…

7. Chwila dla reciverów:

8. Dre Kirckpatrick zachował się bardzo po koleżeńsku i postanowił oddać swoje TD kolegom z ofensywy

NFL, tydzień 10: Kto rządzi w NFC?

Eagles, Saints, Rams, a może Vikings? A z tyłu Seahawks, zawsze groźni, mimo utraty Richarda Shermana. Tegoroczna rywalizacja w czołówce NFC jest pasjonująca. Czy to możliwe, by cztery najlepsze zespoły NFL w tym sezonie były w jednej konferencji?

W podsumowaniu tygodnia przyjrzymy się kompletnie zwariowanej końcówce meczu Jaguars – Chargers. Wyjaśnię, czemu imponujące wyjazdowe zwycięstwo Patriots nie oznacza powrotu do mistrzowskiej formy. A poza tym jak zwykle tydzień w skrócie. Zaczynamy jednak od rzutu oka na szczyt NFC.

 

7-9, 7-9, 4-12, 8-8. To bilans czterech najlepszych obecnie drużyn NFC w ubiegłym roku. W tym sezonie Eagles, Saints i Rams już poprawili albo wyrównali zeszłoroczną liczbę zwycięstw. Vikings brakuje jednego, a powinni je zanotować jeszcze w listopadzie. Te cztery drużyny razem wzięte mają na koncie tylko 7 porażek w 36 meczach.

Co więcej grają naprawdę dobry futbol. Może nie idealny, ale ogląda się je z przyjemnością, co przed rokiem wcale nie było takie oczywiste.

Zacznijmy od tych z najlepszym bilansem. Eagles mieli w tym tygodniu wolne. Grają najlepiej w lidze, choć nie wszystkie metryki to pokazują. Są bardzo dobrzy w ataku, solidni w obronie i w czołówce special teams. Są jedną z dwóch najbardziej kompletnych drużyn w lidze. Nie mają wyraźnych słabości, przynajmniej jak do tej pory.

Jednak przed Orłami trudne testy. Według Football Outsiders do tej pory mieli trzeci najłatwiejszy kalendarz w lidze. Pierwsze dwa mecze po utracie LT Jasona Petersa zagrali przeciwko słabym San Francisco 49ers i pogrążonym w kryzysie Denver Broncos. Jednak teraz FO oceniają ich pozostały kalendarz jako 10. najtrudniejszy w lidze. Kolejny miesiąc pokaże z jakiej gliny są ulepieni. Wyjazdy do Dallas, Seattle i Los Angeles (Rams) to ciężka perspektywa. Dwie wygrane byłyby świetnym rezultatem, trzy wysłałyby jasny sygnał do reszty ligi.

Eagles na pewno na to stać. Już w zeszłym roku grali znacznie lepiej, niż wskazywałby ich bilans 7-9. Wszystkie modele statystyczne zapowiadały progres i faktycznie tak się stało. W tym roku okrzepli w systemie Douga Pedersena, w drugim sezonie lepiej gra QB Carson Wentz. Sprawdziły się nowe nabytki: LeGarette Blount, Alshon Jeffery, Chris Long. Kolejne cztery tygodnie (po drodze jeszcze mecz z Bears) pokażą, czy w Philly faktycznie mamy kandydatów do mistrzostwa.

O ile dobrego sezonu Eagles można się było spodziewać, to postawa Vikings jest pewnym zaskoczeniem. Przed rokiem świetnie zaczęli, ale gaśli w miarę upływu czasu. Głównie przez serię kontuzji, które osłabiły defensywę oraz fatalną o-line, która niweczyła wysiłki QB Sama Bradforda.

W  tym roku ze zdrowiem jest lepiej, co nie znaczy, że idealnie. Sam Bradford wylądował na liście kontuzjowanych, tak samo jak rookie RB Dalvin Cook, który miał świetny początek sezonu oraz DT Shariff Floyd (ten ostatni nie gra już dwa lata i nie wiadomo czy kiedykolwiek jeszcze zagra). Jednak w NFL nie ma drużyn zdrowych, są tylko bardziej i mniej osłabione, a Vikings mimo wszystko należą do tych zdrowszych. Znacznie lepiej gra o-line, a defensywa, choć nie tak dobra jak na początku sezonu 2016, jest w czołówce. Z kolei Stefon Diggs i Adam Thielen mogą być obecnie najlepszym duetem WR w lidze.

Jeśli coś może ich zatrzymać to problemy na rozegraniu. Bradford już w tym roku nie zagra. Teddy Bridgewater to fantastyczna historia, ale ostatnio grał w sezonie 2015. Case Keenum… to Case Keenum. Na trudnym terenie w D.C. grał całkiem nieźle i Vikings wysoko prowadzili. Jednak potem rzucił dwa fatalne INT. Zwłaszcza pierwsze było wyjątkowej urody. To stało się iskrą dla comebacku Redskins, który na szczęście dla Minnesoty wytrzymała ofensywa, ale zupełnie niepotrzebnie zrobiło się nerwowo.

Wikingowie dostali dar od losu w postaci kontuzji Aarona Rodgersa. Jeśli nie zdarzy się katastrofa, wygrają NFC North. Jednak z czterech czołowych drużyn są moim zdaniem najsłabsi, chyba że Bridgewater jakimś cudem wróci do dyspozycji z 2015 r.

Jeśli postawa Vikings jest zaskoczeniem, to gra Saints i Rams zakrawa wręcz na sensację.

O Rams pisałem już w tym roku kilka razy. Trener Sean McVay zrewolucjonizował postawę tej drużyny, a Todd Gurley i Jared Goff powinni wystawić mu ołtarzyk za uratowanie ich karier. Do tego kąśliwa defensywa pod wodzą DC Wade’a Philipsa, jednego z najlepszych offseasonowych transferów w całej NFL. O ile dobrej gry defensywy i special teams można się było spodziewać, o tyle postawa ataku jest całkowitym zaskoczeniem. Football Outsiders uznają ich za najlepszą drużynę w futbolu. Jedynie Rams i Eagles mają wszystkie trzy formacje (ofensywa, defensywa, ST) w TOP10 NFL.

Jednak przed Rams najtrudniejsza część sezonu zasadniczego. W ciągu miesiąca grają z pozostałymi trzema zespołami z „wielkiej czwórki” NFC (plus wyjazd do Arizony), a zaraz potem jadą do Seattle. Co ważne, Vikings mają na wyjeździe, ale Saints i Eagles u siebie.

Ekipa z Nowego Orleanu już, wydawałoby się, zapomniała o potędze z przełomu dekad. Cztery z pięciu ostatnich sezonów skończyli z bilansem  7-9, niczym drużyna prowadzona przez Jeffa Fishera, nie Seana Paytona.

Historycznie, jeśli Drew Brees dostaje w Nowym Orleanie ponadprzeciętną defensywę, playoffy są pewne. W tym roku dostał absolutnie topową obronę na czele z niedocenianym Cameronem Jordanem i niemal pewnym defensywnym debiutantem sezonu Marshonem Lattimorem. Football Outsiders klasyfikują ich na ósmym miejscu w lidze, tak samo sytuują się pod względem straconych jardów, a jeśli chodzi o oddawane punkty są na piątym miejscu.

Jednak tegoroczny atak Saints to zupełnie inna formacja niż przez ostatnią dekadę. Drew Brees dalej jest groźny. Czwarty w lidze w passer rating, dziewiąty w QBR, czwarty w ANY/A. Jednak Saints to nie ta sama powietrzna nawała, do jakiej przywykliśmy. Brees gra nieco słabiej. Oczywiście w jego wypadku „nieco słabiej” to i tak poziom nieosiągalny dla większości QB w lidze. Jednak zdarza mu się kilka słabych rzutów na mecz, których nie oglądaliśmy wcześniej.

Ofensywa Saints, jak nigdy wcześniej, opiera się na RB. Niekoniecznie na grze biegowej. Po nieudanym eksperymencie z Adrianem Petersonem, backfield opanował duet Mark Ingram – Alvin Kamara. Biegają, blokują, łapią screeny. Full Service.

W niedzielę w Buffalo ci nowi Saints pokazali się w pełnej okazałości. Kamara i Ingram wybiegali 237 jarów i 4 TD. Biegowe TD dołożył nawet Brees. W pewnym momencie NO zagrali ponad 20 kolejnych biegów. Niemal każdy wchodził na ok. 10 jardów. Bills byli bezradni.

Oczywiście Saints nie pobiegaliby, gdyby nie Drew Brees. To zagrożenie z jego strony zapobiegło betonowaniu tackle boxa przez defensywę Buffalo. Zresztą WR Michael Thomas też zgromadził 100 jardów. Jednak tegoroczni Saints to wreszcie formuła odporna na słabszy dzień Breesa. QB Saints to jeden z najlepszych rozgrywających swojego pokolenia. Nigdy nie był na samym szczycie, nigdy nie został MVP. Ale jak mało kto zasłużył na drugi tytuł. W tym roku ma wreszcie szansę.

Kto może zagrozić „wielkiej czwórce”? Seahawks są zawsze niebezpieczni, jak długo mają zdrowego Russella Wilsona. Jednak bez jakiejkolwiek namiastki o-line muszą polegać na obronie, a ta straciła Richarda Shermana, który w czwartek przeciwko Cardinals zerwał ścięgno Achillesa. Pytanie czy z zapaleniem ścięgna powinien w ogóle grać w tym meczu.

Dallas Cowboys stracili na sześć meczów Ezekiela Elliotta. Jednak ważniejszą stratą okazał się LT Tyron Smith. Przeciwko Atlancie z lewej strony o-line Cowboys ziała dziura, w której szalał Adrian Clayborn. Clayborn powinien postawić piwo (albo cała skrzynkę) Smithowi, bo w kontrakcie ma bonus 750 tys. dolarów za osiem sacków w sezonie. W niedzielę zaliczył sześć. Jeśli Smith szybko nie wróci do zdrowia, Cowboys nie będą się liczyli. Prescott to dobry QB, ale nie ma magicznych zdolności Wilsona do gry bez o-line.

Carolina Panthers mają bilans znacznie lepszy niż gra. 7-3 trzyma ich w walce o dziką kartę, ale Cam Newton nie ma komu podawać, jego o-line jest podejrzanej jakości, więc i on gra w kratkę. Zaledwie w czterech meczach zdołał przekroczyć 200 jardów górą. Mogą wywalczyć miejsce w playoffach, ale za wiele tam nie zwojują.

 

Imperium kontratakuje?

Mile High Stadium było kryptonitem dla Supermana Brady’ego. Na tym stadionie zawsze grał słabo, a Pats mieli problemy, niezależnie od realnej siły Broncos. Dlatego manto, jakie w niedzielę na oczach całych Stanów zebrali u siebie Denver, jest dla wielu świadectwem tego, że Patriots wracają na właściwe tory. Nie tak prędko.

Nikt nie wątpi w możliwości ofensywy Patriots. Mimo 40 lat na karku Tom Brady jest w tej chwili najlepszym zdrowym QB w NFL. Mają bardzo szeroki backfield i dodali TE Martellusa Bennetta, co zwiększa głębię składu na skrzydłach. Jednak problemem była i jest defensywa.

W niedzielę obrona Patriots nie spisywała się najlepiej. W pierwszej kwarcie Emmanuel Sanders robił co chciał. Pass rush nie był w stanie wywrzeć presji na rozgrywającym. Gdyby w miejsce Brocka Osweilera Broncos mieli jakiegoś kompetentnego QB, mecz mógłby się skończyć gorzej dla ekipy Billa Belichicka. Broncos notowali 5,6 jarda na snap przy 5,9 jarda Pats. Denver lepiej biegali i byli skuteczniejsi w trzecich próbach.

Tak naprawdę mecz rozstrzygnęły special teams. Obrona NE traci w miarę niewiele punktów, bo dostaje najlepszą pozycję startową w NFL. Przeciwko najsłabszym w tym względzie Broncos ofensywy mają średnio nieco ponad 10 jardów mniej do przejścia Jednak w niedzielę ST Patriots osiągnęły znacznie więcej niż kilka-kilkanaście jardów różnicy na serię ofensywną.

Odzyskana piłka po nieudanym łapaniu puntu, 103-jardowy kickoff return na TD, zablokowany punt Broncos. To były kluczowe momenty, po których Broncos nie byli się w stanie podnieść. 21 punktów różnicy z 25, którymi skończył się mecz. Tak wybitny mecz special teams zdarza się niesłychanie rzadko. Znacznie częściej Malcolm Butler będzie gubił krycie, d-line miała problemy z naciskaniem na rozgrywającego, a po drugiej stronie zapewne pojawi się lepszy rozgrywający niż Osweiler.

Tom Brady i spółka mają bilans 7-2 i jeśli meteoryt nie zrówna z ziemią Gilette Stadium, to ponownie wygrają AFC East. Ale mówienie, że odzyskali mistrzowską formę wciąż jest na wyrost.

 

Wszystkomająca końcówka

Dramaturgią z końcówki meczu Jaguars – Chargers można spokojnie obdzielić całą kolejkę. A jednocześnie obie drużyny zrobiły co w ich mocy… by to spotkanie przegrać.

Jags rozgrywają jeden z najlepszych sezonów od lat. Ich obrona nie ma sobie równych. Obciążają ich głównie konserwatywny trener bez wyobraźni i katastrofalna ofensywa. Blake Bortles i spółka grają tak słabo, że zmuszają sztab szkoleniowy do podejmowania ryzyka:

Na dwie minuty przed końcem spotkania Chargers prowadzili 17:14. I wówczas, w pierwszej akcji po two minute warning, Blake Bortles rzucił INT. Jaguars mieli jeszcze trzy timeouty, więc wiadomo było, że odzyskają piłkę. Na szczęście Chargers postanowili uatrakcyjnić końcówkę i w pierwszej akcji… zgubili piłkę.

Naturalnie ofensywa Jaguars nie mogła skorzystać z prezentu ofensywy. Najpierw Marquise Lee nie złapał długiego podania do pola punktowego. Sędziowie rzucili flagę, w której można się było domyślać DPI. Więc Lee wykonał gesty w stronę rywala, za które zarobił 15-jardową karę. Tymczasem sędziowie po naradzie… oznajmili, że nie ma DPI. Tym sposobem 2&10 z 22 jarda stało się 3&25 z 37 jarda. Bortles, nie chcąc być gorszym od swojego recivera, rzucił kolejne INT.

Pamiętacie jak mówiłem o trzech timoutach? Jags dalej je mieli, więc odzyskali piłkę na 50 sekund przed końcem meczu. Oczywiście wydatnie pomogli im Chargers, którzy wykonali trzy przewidywalne biegi, zamiast próbować zdobyć pierwszą próbę kończącą mecz po jakiejś play action. No cóż, w NFL jeśli grasz, żeby nie przegrać, to zapewne nie wygrasz.

Tym razem spięcie w mózgu miał DE Chargers, Joey Bosa, który zarobił 15-jardową karę za kompletnie bezsensowny nieprzepisowy atak na rozgrywającego. Pozwoliło to Jags wejść w zasięg skutecznego FG, który wyegzekwował Josh Lambo, na początku sezonu zwolniony z… Chargers. Dogrywka.

W dogrywce piłkę dostali Jaguars, którzy w 8 akcjach zdobyli wszystkiego 24 jardy i puntowali z połowy boiska na 10 jard Chargers. W sytuacji 3&9 A.J. Bouye przechwycił podanie Philipa Riversa i prawie wrócił z nim na TD. Tyle że jego kolega z defensywy Aaron Colvin zarobił 15 jardów za prowokację, więc z pewnego FG zrobiło się kopnięcie nieco trudniejsze. Na szczęście dla Jacksonville Lambo dopełnił dzieła zemsty. Już dawno nie widziałem tak szczęśliwego kickera.

Ta końcówka była po prostu idealna: komedia omyłek i czystej głupoty po obu stronach, niesamowite zwroty akcji i kolejna łamiąca serce fanów porażka Chargers w samej końcówce. Nikt tak jak oni nie potrafi przegrywać zaciętych końcówek. Ale może gdyby choć raz spróbowali być agresywni, utrzymaliby przewagę do końca?

 

Tydzień w skrócie:

1. W barwach Patriots po półrocznej przerwie znów zagrał Martellus Bennett. TE został zwolniony z Green Bay Packers za „nieujawnienie problemu medycznego”. To upoważnia GB do odzyskania części wypłaconego mu signing bonusu. Sytuacja jest o tyle wątpliwa, że Bennett nie grał tydzień temu. Podobno po konsultacjach z niezależnymi lekarzami postanowił operować kontuzję ramienia, którą klubowy lekarz Packers ocenił jako „nadającą się do gry”. Operacja zakończyłaby sezon Bennetta. W odpowiedzi Packers go zwolnili. Bennett skarży się wszem i wobec na Packers, ale przeciwko Broncos zagrał, czyli jakby… przyznał rację GB? Wiele wskazuje na to, że Bennett po prostu chciał się wynieść z klubu po kontuzji Arona Rodgersa. Moim zdaniem wina leży tu po stronie zawodnika, co rzadko się zdarza w NFL, gdzie zawodnicy traktowani są jak niewolnicza siła robocza i jeśli ktoś zachowuje się nie w porządku, to raczej jest to klub.

2. Z notatnika statystyka:

  • Eli Manning zaliczył 208 start z rzędu. Wyrównał tym samym osiągnięcie swojego brata Peytona. Z rozgrywających dłuższą serię startów miał tylko Brett Favre
  • Matt Ryan przekroczył 40 tys. jardów podaniowych w karierze. Jest 19. zawodnikiem w historii NFL z tym osiągnięciem. Z tego grona Ryan potrzebował najmniej meczów na dotarcie do tego progu
  • Philip Rivers ma na koncie 4 tys. celnych podań w karierze. To ósmy taki przypadek w historii NFL.
  • Larry Fitzgerald to szósty zawodnik w historii NFL, który zebrał 15 tys. jardów po złapanych podaniach.

3. Para efektownych chwytów:

4. Pierwsze zwycięstwo w tym sezonie odnieśli San Francisco 49ers, którzy pokonali New York Giants. Obie drużyny poważnie zaangażowały się w walkę o #1 w drafcie, ale na tym polu wciąż bezkonkurencyjni są Cleveland Browns. Ci długo trzymali się w meczu przeciwko Detroit Lions, ale jak długo trener Hue Jackson ordynuje QB sneak z odległości 2,5 jarda na 15 sek. przed końcem połowy bez przerw na żądanie, tak długo ich #1 jest bezpieczny.

NFL, tydzień 9: Idzie młodość

Od lat kibice, dziennikarze i wszyscy związani z NFL zachodzą w głowę jak to możliwe, że w kraju, w którym żyje ponad 320 mln ludzi nie sposób znaleźć 32 dobrych quarterbacków. Przecież to tylko jeden na 10 mln! W kraju, który ma fenomenalny system szkolenia sportowego, najlepszy w krajach demokratycznych i jeden z najlepszych na świecie.

Tylko czy to aby na pewno wina młodych quarterbacków?

W ten weekend dwie drużyny zdobyły ponad 50 punktów w meczu. To wcale nie takie częste, przez cały sezon 2016 nie mieliśmy ani jednego takiego przypadku. W tym już cztery, z czego dwa w niedzielę. A z tych czterech za trzy odpowiedzialni są rozgrywający w ciągu swoich dwóch pierwszych lat w lidze: Deshaun Watson, Carson Wentz i Jared Goff. Czy to faktycznie takie samorodne talenty, które nagle zalały NFL?

Obawiam się, że nie. A brak rozgrywających to w dużej mierze wina złego procesu skautingu i pracy trenerów.

Od lat skauci szukają trenerom „prototypowego passera”. Musi mieć 190 cm, ważyć 100 kg (same mięśnie oczywiście) i do tego być typowym quarterbackiem mieszkającym w kieszeni i potrafiącym wykonać „każdy rzut w playbooku” swoim „armatnim” lub „rakietowym ramieniem”. Nie żartuję, to są prawdziwe sformułowania używane przez skautów i szkoleniowców.

Co więcej taki „prototypowy passer” powinien grać w ofensywie jak najbardziej przypominającej to, co grają drużyny NFL. Czyli ustawiać się za centrem, dobra praca nóg, progresja podaniowa, nie biegać. A do tego, nie wiedzieć czemu skoro nie biega, ma być dobrym atletą.

No i w efekcie skauci rozpływają się nad zawodnikami typu Christian Ponder, Blaine Gabbert, Blake Bortles, EJ Manuel, Jake Locker i tym podobni. Z kolei odrzutami stali się „mało atletyczni” Tom Brady i Tony Romo, czy „za niscy” Russell Wilson, Drew Brees i Dak Prescott.

Zwróćcie uwagę co łączy rozgrywających z tej drugiej grupy: trafiali do dobrych organizacji z solidnym wsparciem, gdzie mogli się rozwijać (może z wyjątkiem Breesa, ale on był wybrany zdecydowanie najwyżej z tej grupy). Najbardziej symptomatyczne są dla mnie przypadki Brady’ego i Wilsona. Obaj stanęli na czele drużyn z rewelacyjną obroną, dominującą grą biegową i ich zadaniem było „po pierwsze nie zepsuć”. Dopiero stopniowo zaczęli grać pierwsze skrzypce. Wilson ok. sezonu 2015, Brady w 2007.

Za „czasów” Brady’ego do NFL trafiło dużo obiecujących, młodych QB. Logika draftu jest nieubłagana: ci najbardziej obiecujący trafiali do słabych organizacji, gdzie dostawali się w ręce trenerów nieudaczników bez ochrony o-line, wsparcia gry biegowej, dobrych reciverów i jakiejkolwiek defensywy.

Od 1999 r. Cleveland Browns wybrali w drafcie 10 quarterbacków. Wydawałoby się, że trafią jednego dobrego, choćby przypadkiem. Tim Couch, #1 draftu 1999, podał na 64 TD i 67 INT przy passer ratingu 75,1 i skuteczności poniżej 60%. Tyle że przez większość swojej kariery zbierał koszmarny łomot za dziurawą linią ofensywną i walczył z masą urazów. Brady Quinn, Colt McCoy i Brandon Weeden mieli za sobą świetne kariery uniwersyteckie. Naprawdę żaden nie nadawał się na rozgrywającego w NFL?

David Carr, #1 draftu 2002, stał się symbolem tego, jak można zniszczyć utalentowanego QB. Za dziurawą linią Texans w swoim debiutanckim sezonie został zsackowany 76 razy! Nabawił się takiej masy fatalnych nawyków, że nie miał szans na dobrą karierę. Stał się synonimem zmarnowanego wyboru w drafcie, a jego brat Derek (rozgrywający Raiders) został wybrany niżej niż by wskazywały jego możliwości, bo wszyscy mieli w pamięci Davida.

Ile zależy od rozgrywającego, a ile od jego otoczenia w pierwszych latach kariery? Tego w pełni nigdy nie stwierdzimy. To dyskusja podobna do „ile zależy od genów, a ile od wychowania” w psychologii. Jednak znajdziemy sporo przypadków, które pokazują, że „wychowanie” rozgrywającego jest nie mniej ważne, jeśli nie ważniejsze od „genów”.

Są tacy, którzy będą błyszczeli nawet w najgorszych warunkach. Taki był Peyton Manning, który od początku musiał nieść na barkach cała drużynę Colts i z tego powodu osiągnął mniej, niż mógłby w lepszej organizacji. Taki jest jego następca Andrew Luck, którego zdrowiem Colts szafowali tak swobodnie, że nie gra od roku, nie zagra w tym sezonie, a jest ryzyko, że nie zagra już w ogóle. Taki jest Cam Newton czy Aaron Rodgers.

Ale czy Brady, Prescott, Wilson, Eli Manning, Matt Ryan i Andy Dalton byliby w NFL, gdyby w drafcie wybrali ich Cleveland Browns?

Gdyby Couch i David Carr trafili za lepszą linię ofensywną może mieliby na koncie więcej sezonów i jakieś pierścienie?

W tej dyskusji ostatnio mamy dwa ciekawe przypadki. Pierwszym jest Alex Smith. #1 draftu 2005, którego San Francisco 49ers przedłożyli nad Aarona Rodgersa. W 49ers Smith wyrobił sobie przez lata opinię kompletnego nieudacznika, jednej z najgorszych klap draftowych w historii NFL. W dysfunkcyjnej organizacji ze zmieniającym się jak w kalejdoskopie systemem ofensywnym Smith nie dawał rady.

Aż nastał Jim Harbaugh i nagle Smith okazał się solidnym QB, zdolnym poprowadzić drużynę do NFC Championship Game. Obecnie z sukcesami gra w Kansas City, na tyle dobrze, że co niektórzy poważnie, choć mocno na wyrost, uważają go za kandydata do MVP. Kluczem stało się zrozumienie wad i zalet Smitha i dopasowanie pod nie systemu.

W SF, a jeszcze bardziej w KC Smith dostał uproszczoną ofensywę, opartą na unikaniu ryzyka. To idealne dla rozgrywającego, który słabo działa pod presją w kieszeni, ale za to jak mało kto potrafi unikać strat. Do tego dobrze przemyślane dalekie piłki, wykorzystujące mocne ramię Smitha i opcje, wykorzystujące jego atletyzm. Bez klasycznych dropbacków, skomplikowanych progresji, nawigacji w kieszeni i trafiania ciasnych okienek podaniowych. Smith to nie Brady, a Jim Harbaugh i Andy Reid to rozumieją.

Drugi przypadek to Jared Goff. #1 draftu 2016 w zeszłym roku zaliczył jeden z najgorszych sezonów debiutancki na swojej pozycji po 1970 r. (ponad 200 podań w sezonie). Serio. Pro Football Reference oblicza część statystyk jako „indeks”, czyli w stosunku do średniej z danego roku, gdzie 100 to średni wskaźnik ligowy z danego sezonu. To pozwala na porównania między tak różnymi erami futbolu jak lata 70-te i XXI wiek.

Passer rating: 94 miejsce na 98 notowanych QB (wartość: 65, czyli 65% zeszłorocznej ligowej średniej; dla pociechy: tuż za nim jest Hall of Famer Terry Bradshaw). Przytaczany wcześniej Tim Couch jest 28. a David Carr 78.

ANY/A (trochę inna wersja passer rating): 98 miejsce na 98 QB (54).

Skuteczność podań: 90 miejsce na 98 (69).

W tym roku? Dziewiąte miejsce w lidze w passer rating. Drugie w ANY/A. Siódme w TD%, dziesiąte w INT%. Nagle z najsłabszego w historii staje się rozgrywającym z pierwszej dziesiątki, przynajmniej statystycznie. Co się stało?

Sean McVay. Zaledwie 31-letni szkoleniowiec objął dowództwo w LA Rams i kompletnie odmienił tę drużynę. Podobnie jak Harbaugh i Reid rozumie ograniczenia swojego QB. Rams wzmocnili o-line o Andrew Whitwortha (najlepszy zakup na wolnym rynku w tym roku w NFL), a katastrofalne pomysły sztabu Jeffa Fishera zastąpiły świeże idee McVaya. Rams grają dużo opcji, RPO (read-pass option), play action, sweepów i podobnych zagrywek, gdzie kluczem jest zmylenie przeciwnika co do kierunku, w którym zmierza piłka. Goff ma znacznie prostsze klucze w czytaniu defensywy. Gra zamiast się zastanawiać. Jego reakcje przyspieszyły, więc nie bierze sacków w tak katastrofalnym tempie. Z każdym meczem staje się bardziej pewny siebie, lepiej egzekwuje ofensywę, lepiej czyta grę i można mu powierzać bardziej skomplikowane zadania.

Podobny proces, choć nie do takiego ekstremum, obserwujemy w Philadelphii. Carson Wentz miał obiecujący początek debiutanckiego sezonu, ale potem było słabiej. Pogorszyła się gra o-line, Wentz był pod większą presją, zaczął nabierać złych nawyków, jego praca nóg kompletnie się rozsypała. Był na najlepszej drodze, by dołączyć do Coucha i Davida Carra.

Tyle że Doug Pedersen okazał się dobrym szkoleniowcem. W tym roku zmienił ofensywę, by jak najbardziej pomóc swojemu młodemu QB

To co grają Eagles w dużej mierze przypomina tegoroczną grę Chiefs i Rams.

Trenerzy narzekają, że na uczelniach nie gra się już „pro ofensywy” i dostają rozgrywających zupełnie nieprzygotowanych. A przecież „opcja nie działa w NFL” i „nie da się grać schematów uniwersyteckich u profesjonalistów”. Tyle że na takich schematach swoją ofensywę w dużej mierze opierają zespoły z bilansami nr 1, 6 i 7 w NFL.

Nie chcę przez to mówić, że kluby NFL powinny grać schematami NCAA. W NFL każda przewidywalność jest zła. Wiele wskazuje, że ofensywa Chiefs jest za prosta i została rozgryziona. Obrona Cowboys, która nie należy do najlepszych, w niedzielę momentami dominowała. Ale jeśli trenerzy chcą mieć sukcesy i solidnych rozgrywających, nie mogą rzucać swoich młodych QB pod pociąg. Wymaganie od nich, by prowadzili zupełnie odmienną ofensywę przypomina wymaganie od wirtuoza gitary, by zagrał koncert na pianinie. Niby dwa instrumenty strunowe, ale nie da się tak po prostu przesiąść z jednego na drugie, niezależnie od talentu.

Mówienie, że „młodzi QB się nie nadają” zamiast szukania systemu, który pozwoli im płynnie przejść do NFL, to lenistwo intelektualne konserwatywnych szkoleniowców. Nie wiem jakie losy czekają Wentza i Goffa. Może się okazać, że to gorąca seria, która wkrótce się skończy, niczym 27-2 Nicka Folesa albo playoffy 2012 Joego Flacco. Może, niczym Alex Smith, staną się solidnymi rozgrywającymi klasy średniej. A być może wyrosną z nich zawodnicy na miarę Russella Wilsona (prędzej z Wentza niż z Goffa, ale kto wie).

Odchodzące pokolenia Manninga, Brady’ego i Breesa będzie miało następców. Pytanie tylko ilu potencjalnych gwiazdorów zmarnowało się u trenerów-nieudaczników? Gdyby w 2000 r. Browns z #183 w drafcie wybrali Toma Brady’ego, ten pewnie sprzedawałby dziś ubezpieczenia i na pewno nie fotografowałby takich widoków.

 

Tydzień w skrócie:

1. Jakiś ten środek sezonu niezbyt ciekawy. Na szczęście mamy dzielnych zawodników, którzy postanowili przenieść do NFL pewne zwyczaje z NHL. Zaczął A.J. Green chwytem, którego nie powstydziłaby się Ronda Rousey (czy kto tam teraz w zapasach z MMA najlepszy)

Pozazdrościł mu Mike Evans

Mike Evans został zawieszony na jeden mecz. Pytanie czemu nie został zawieszony Jameis Winston, który sprowokował całe starcie, choć nie powinno go być na boisku (został ściągnięty ze względu na kontuzję).

A.J. Greenowi się upiekło. NFL uznała, że wyrzucenie z meczu przeciwko Jaguars wystarczyło.

2. W poprzedni czwartek na treningu więzadło ACL zerwał Deshaun Watson, rookie QB Texans i trzeci ze wspomnianych na wstępie młodych QB z dorobkiem 50+ punktów w meczu w tym sezonie. Dla elektryzującego Watsona to niestety koniec sezonu. Z dobrych wieści: rezonans nie wykazał innych uszkodzeń niż zerwany ACL, więc jest szansa, że Watson będzie gotowy na wrzesień.

3. Z notatnika statystyka:

  • Oakland Raiders pobili rekord NFL. Serio. Są pierwszą drużyną w historii, która nie zaliczyła ani jednego przechwytu w pierwszych dziewięciu meczach sezonu.
  • Larry Fitzgerald jest już szósty na liście zawodników z największą liczbą rec yds w karierze. Do piątego Tony’ego Gonzaleza brakuje 174 jardów.
  • Eli Manning został siódmym QB w historii, który podał w karierze na ponad 50 tys. jardów w sezonie zasadniczym (pozostali: P. Manning, Favre, Brees, Brady, Marino, Elway). Do przeskoczenia Elwaya na liście wszechczasów Eli potrzebuje 1441 jardów. Z tegoroczną ofensywą NYG może być ciężko.
  • Adam Vinatieri został drugim najlepiej punktującym zawodnikiem w historii NFL. Do pierwszego miejsca brakuje mu 102 punktów. W tym roku raczej tego nie osiągnie, ale jeśli zostanie na sezon 2018 powinien wysunąć się na czoło.

4. Niespodziewanie ciekawie jest w NFC South. Saints mają ponadprzeciętną defensywę, co oznacza playoffy, a może coś więcej. Za ich plecami ważny mecz wygrali Carolina Panthers, którzy pokonali Atlantę. Cam Newton usiłował brać przykład z Michaela Jordana.

5. Minnesota Vikings są na najlepszej drodze do wygrania dywizji. Tyle że wciąż kiepsko wygląda ich sytuacja na rozegraniu. Na liście kontuzjowanych wylądował Sam Bradford. Do aktywnego składu po półtorarocznej przerwie spowodowanej koszmarną kontuzją wraca Teddy Bridgewater. Nie wiadomo było, czy Bridgewater w ogóle zagra jeszcze w futbol, więc to dobre wieści, ale w jakiej będzie formie trudno przewidzieć. Trzymam kciuki, by młody jeszcze pograł.

6. W Miami przydałby się ktoś pokazujący kierunek biegu, jak w „Forreście Gumpie”

7. Ten pan rzucony na ziemię jak szmaciana lalka to Von Miller

8. „Bierz to i niech ciebie zabiją”. W sumie racja. Połamany Cousins na pewno nie podpisze umowy na 30 mln dolarów.

9. LA Rams zdobyli TD w sytuacji 3&33. Ostatnia konwersja 3&30+ miała miejsce w 1999 r. Trzeba jednak powiedzieć, że ta akcja więcej mówi o stanie Giants niż Rams

10. Marshall Newhouse popisał się rzadkim wyczynem. Dopuścił do sacka i zaliczył fumble w tej samej akcji. Nie wiem czy komuś w historii NFL się to udało

 

NFL, tydzień 8: Pojedynek młodych rozgrywających

W lidze, w której największymi gwiazdami są faceci po trzydziestce, naprzeciw siebie stanęli rozgrywający w wieku 28 i 22 lat. Stoczyli fenomenalny pojedynek. Najlepszy w tym roku i jeden z najlepszych w ostatnich latach. I gdyby nie konserwatyzm trenera, to młodszy z tej dwójki wyszedłby z tego zwycięsko.

Jesteśmy niemal na półmetku sezonu, więc w dzisiejszym podsumowaniu tygodnia przyjrzę się przekrojowo całej lidze. Zastanowię się kto jest faworytem poszczególnych dywizji i całej ligi. Omówię zaskakująco ciekawy trade deadline. Ale zaczniemy od rewelacyjnego meczu, który rozegrali Seattle Seahawks i Houston Texans.

 

Od 1970 r. mieliśmy w NFL czternaście meczów, w których obaj rozgrywający podali na ponad 400 jardów.

988 jardów, 79 punktów, 46 pierwszych prób i cztery zmiany prowadzenia w czwartej kwarcie. Po takim widowisku aż szkoda, że ktoś musiał przegrać.

Uwaga mediów skupia się przede wszystkim na Deshaunie Watsonie. #12 tegorocznego draftu raz po raz udowadnia, że NFL to nie są dla niego zbyt wysokie progi. W niedzielę grał absolutnie bez kompleksów przeciwko jednej z najlepszych defensyw ostatnich lat. Były lepsze i gorsze chwile.

Te gorsze to dwa fatalne podania, typowe błędy debiutanta, które wpadły w ręce obrońców Seahawks. Te lepsze to kapitalne, dalekie podania do Willa Fullera i kilka niezłych podań do DeAndre Hopkinsa. Watson to zagrożenie nie tylko górą. Do 402 jardów podaniowych dołożył 67 jardów po ziemi. Texans wkomponowali w swój playbook część zagrywek uczelni Clemson i polegają mocno na zwodach, play action i różnych formach opcji. Samo zagrożenie biegiem ze strony Watsona wystarczy, żeby spowolnić pass rush i dać szansę nierównej o-line.

Watson ma też do dyspozycji kolosalny atut w postaci DeAndre Hopkinsa. W niedzielę Hopkins łapał nieprawdopodobne rzeczy. Kilka chwytów to były rzuty 50/50, a jednak WR Texans wychodził zwycięsko z batalii, nawet z Richardem Shermanem. 224 jardy w 8 złapanych piłkach. W tym 72-jardowe przyłożenie po screenie, w którym Hopkins kompletnie ośmieszył obronę Seattle.

Watson bez wątpienia jest najlepszym rozgrywającym jakim dysponują Texans. To jeszcze nie jest skończony produkt, a jego statystyki napędza niezwykle wysoki procent podań na przyłożenie. W tym sezonie reciverzy Watsona zamieniają na TD aż 9,3% jego podań. We współczesnej NFL (po 1970 r.) to byłby drugi najlepszy wynik po 9,9% Peytona Manninga w 2004 r. Jest to wynik taktyki Texans, którzy grają dużo dalekich piłek po play action, ale czy na dłuższą metę taki współczynnik jest nie do utrzymania. Watson będzie musiał budować dłuższe serie, unikać lekkomyślnych rzutów i zacząć lepiej czytać grę. Ale potencjał ma niezaprzeczalny.

W AFC w tym roku jest ciasno, tymczasem Bill O’Brien kosztował swoją drużynę już przynajmniej dwa zwycięstwa przez wątpliwe, konserwatywne decyzje.

Zacznijmy od pierwszej. Kto przy zdrowych zmysłach uwierzy, że Tom Savage jest lepszy od Watsona? Zwłaszcza jeśli oglądał obu przez cały offseason. Wybór weterana to pierwsza z tych decyzji.

Druga decyzja. W trzeciej kolejce Texans prowadzili na Foxborough dwoma punktami i mieli 4&1 na 18 jardzie Patriots. Pierwsza próba dawałaby Houston zwycięstwo. O’Brien kopał i Tom Brady miał wystarczająco dużo czasu, by poprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa.

W niedzielę O’Brien puntował przy 4&2 na własnym 28 jardzie. Samo w sobie nic złego. Ale tu też pierwsza próba kończyłaby mecz, a Texans, zamiast złożyć mecz w ręce Watsona, zagrali trzy konserwatywne biegi przeciwko ośmioosobowemu frontowi Seattle. Sto sekund to było aż nadto, by Russell Wilson rozstrzygnął rywalizację.

O’Brien ma na koncie sporo wątpliwych decyzji. „Własnoręcznie” wybrał Brocka Osweielera, który sprawił, że nawet Hopkins wyglądał jak zwyczajny reciver. Prowadzi mecze, jakby wciąż miał elitarną obronę z JJ Wattem, a nie dynamiczną ofensywę z młodym rozgrywającym i rozbitą kontuzjami defensywę. W efekcie Texans mają bilans 3-4, a nie 5-2. To różnica między pierwszym i trzecim miejscem w ciasnej AFC South.

Konserwatyzm O’Briena był tym dziwniejszy, że Russell Wilson demolował jego obronę dalekimi piłkami. Tegoroczni Seahawks to frustrująca drużyna. Dobra obrona, choć nie tak dobra jak w latach 2013-14. Ciekawy korpus reciverów. I genialny rozgrywający, który rzeczy niemożliwe robi od ręki, a cuda w czwartej kwarcie.

Seattle mają masę drogich weteranów. Na czymś trzeba oszczędzać i tym czymś jest linia ofensywna. Nie żeby Seahawks w ogóle w nią nie inwestowali. W ostatnich trzech draftach wzięli pięciu liniowych w czterech pierwszych rundach. Ale te wybory w większości nie wypaliły, więc trzeba łatać linię wymianą za niezadowolonego Duane Browna (więcej o tym za chwilę). W tym szaleństwie jest metoda, jeśli ma się jednego z najbardziej mobilnych QB w lidze. Tyle że ten QB już w zeszłym roku zrobił sobie krzywdę, a w tym zbiera solidny łomot i pokazuje, że jest prawdziwym twardzielem.

Wilson nie ma ochrony, nie ma jakiejkolwiek gry po ziemi, a jednak potrafi wyczarować ofensywę. Jak mało kto w lidze potrafi wykonać piękne, 60-jardowe podanie w momencie uderzenia przez szarżującego nosorożca liniowego. Jego dalekie piłki dziurawiły obronę Texans, a ostatnia seria to była maestria. Trzy podania, 80 jardów.

Ostatnie podanie to dowód na ogromną dojrzałość Wilsona. Po dalekiej piłce Seahawks mieli pierwszą próbę na 18 jardzie rywala na trochę ponad 30 s. przed końcem meczu. Większość zespołów rzuciłaby piłką o ziemię, by zatrzymać zegar i spokojnie ustawić akcję. Wilson widział, że obrona rywali jest zmęczona i zagubiona. Błyskawicznie zasygnalizował zagrywkę, snap, podanie, TD. Koniec. Piąta wygrana w sezonie.

Kariera Wilsona przypomina nieco historię Toma Brady’ego. Zaczynał jako game manager ze świetną obroną i dominującą grą biegową, ale kiedy wziął ciężar gry na swoje barki, trudno odmówić mu wyjątkowej klasy.

 

Weekend transferów

Salary cap i niegwarantowane umowy sprawiają, że rzadko dochodzi w NFL do ciekawych wymian. Głównie sprowadza się to do wymian w dniu draftu pick za pick albo transferów typu „czwarty reciver za warunkowy pick w siódmej rundzie”. Jednak tuż przed tegorocznym moratorium na wymiany doczekaliśmy się kilku bardzo ciekawych transakcji.

Do SF: QB Jimmy Garoppolo
Do NE: Wybór w 2. rundzie draftu 2018

Analiza: Patriots muszą być pewni, że Brady pociągnie jeszcze minimum dwa lata. Po sezonie musieliby nałożyć na Garoppolo franchise tag (co byłoby trudne z powodu ograniczeń salary cap) lub pogodzić się z wyborem kompensacyjnym w 3. rundzie 2019. Natomiast na pewno nie widzą go jako potencjalnego następcy Brady’ego. Z kolei 49ers mają jednego z najciekawszych QB na rynku do wyłącznej dyspozycji na pół roku. Jeśli się nie sprawdzi, mogą go bez żalu pożegnać i zacząć rozmawiać z Cousinsem. Jeśli się sprawdzi, to pick z drugiej rundy, nawet #33 czy #34, to niewielka cena. Czy się sprawdzi? Pojęcia nie mam. Trudno oceniać QB, który w karierze wykonał 67 podań. Cieszą się też w Waszyngtonie. Właśnie wolny rynek stał się mniej atrakcyjny dla Kirka Cousinsa.

 

Do JAX: DT Marcell Dareus
Do BUF: Wybór w 6. rundzie draftu 2018

Analiza: Bills chcieli się pozbyć Dareusa, który grał piąte skrzypce w ich mocno poprawionej defensywie. Nie mogli go uciąć, bo miał gwarantowane pieniądze na ten i następny rok. Z ich perspektywy już samo zdjęcie pensji chimeryczngo liniowego z salary cap to plus. A wybór to dodatkowy, na pewno miły bonus. Jaguars mają masę miejsca pod czapką i relatywnie słabą defensywę biegową. Jeśli Dareus zatka dziurę w obronie biegowej, to ta formacja może zanieść Bortlesa do playoffów.

 

Do SEA: OT Duane Brown
Do HOU: CB Jeremy Lane, wybór w 5. rundzie draftu 2018, wybór w 2. rundzie draftu 2019

Analiza: W zaskakująco wyrównanej NFL 2017 Seahawks mogą być faktycznie o nieco lepszą o-line od walki o najwyższe cele. Tylko czy nie przepłacili? Brown był niezadowolony ze swojego kontraktu w Houston, więc Texans i tak chcieli się go pozbyć. W tej sytuacji oddawanie dwóch picków (w tym 2. rundy!) i trzeciego-czwartego cornerbacka to dość wysoka cena. Tę wymianę zdecydowanie wygrali w Houston.

 

Do PHI: RB Jay Ajayi
Do MIA: Wybór w 4. rundzie draftu 2018

Analiza: Dziwny ruch ze strony Eagles. Pozyskują zawodnika z poważnymi znakami zapytania w kwestii zdrowia i charakteru, który stylem gry przypomina LeGarette Blounta. Tyle że Blount w tym roku w barwach Eagles osiąga 4,7 jarda/próbę, Ajayi w Miami miał 3,4. Co prawda cena nie jest zbyt wysoka, więc jeśli nie wypali można się z nim pożegnać bez żalu. A jeśli Ajayi „odpali” w kilku meczach, jak w zeszłym roku, to może być nawet niezły pomysł. Niemniej spore ryzyko. Z kolei Dolphins pozbyli się problemu i dostali coś jeszcze w zamian.

NFL na półmetku sezonu 2017

AFC East

Na wschodzie bez zmian, chciałoby się powiedzieć, bo prowadzą Patriots. Ale to Patriots, których ciągnie fenomenalny Brady, pokonujący przeciwności losu w postaci plagi kontuzji i fatalnej defensywy. Na karku siedzą im Bills – jedna z sensacji tego sezonu. Jedna z najlepszych defensyw w lidze i Tyrod Taylor tworzą mieszankę, która może zakończyć najdłuższą aktywną serię bez playoffów w amerykańskim sporcie. Miami na plusie, ale to nie znaczy, że są dobrzy. W czwartek przegrali 0:40 z Ravens. I na końcu Jets, którzy grają nawet nieźle, ale, jak to Jets, znajdują coraz bardziej absurdalne sposoby na przegraną. W niedzielę był to falstart, który spowodował zdjęcie z zegara ostatnich sekund meczu.

 

AFC North

Czy Pittsburgh Steelers to najlepsza drużyna NFL? Na pewno najbardziej zbilansowana i jedyna, gdzie ofensywa i defensywa należą do ligowej czołówki. Młoda obrona nadrabia tam, gdzie starzejący się Ben Roethlisberger nie daje rady. I jeszcze ten fantastyczny Le’Veon Bell. Baltimore Ravens mają czołową defensywę NFL, ale są związani fatalnym kontraktem z rozgrywającym, który od pięciu lat nie potrafi znaleźć formy. Bengals są tak nierówni jak ich rozgrywający, a Browns przegrali wszystkie mecze i rekordową serię Joe Thomasa.

 

AFC South

Zaskakująco ciekawa i wyrównana. Titans wyglądają słabo, ale na razie więcej wygrywają niż przegrywają. W Jacksonville najlepsza obrona w lidze próbuje utrzymać w grze Blake’a Bortlesa. O sytuacji Texans pisałem wyżej, a Cots bez Andrew Lucka to materiał na najsłabszą drużynę NFL. Ich jedyne zwycięstwa to zacięte potyczki z Browns i 49ers.

 

AFC West

Miało być ciekawie i wyrównanie. Tymczasem dominują Chiefs z sensacyjnym debiutantem Kareemem Huntem i Travisem Kelce na czele. Broncos to solidna obrona i katastrofa w ofensywie. Chargers dysponują fantastycznym pass rushem, ale Philip Rivers przegrywa batalię z Ojczulkiem Czasem. Raiders mieli znów być wielcy, tymczasem zawodzą na każdej linii. Zwłaszcza na linii ofensywnej.

 

NFC East

Czy ktoś będzie w stanie zatrzymać Eagles w drodze do Super Bowl? Dużo jeszcze grania przed nami, ale Orły to jedyna drużyna w NFC, która nie ma wielkich, ziejących słabości. Wręcz przeciwnie, to ekipa solidna w każdym aspekcie gry, która udowodniła, że potrafi wygrywać z trudnymi rywalami. Cowboys grają słabo niż przed rokiem, a nad Ezekielem Elliottem niczym miecz Damoklesa wisi sześciomeczowe zawieszenie, ale wciąż liczą się walce o playoffy. Redskins grają nawet nieźle, ale bilans 0-3 w ramach dywizji sprawia, że playoffy są dość odległe. Linia ofensywna stanowiła zgubę Giants nawet przed plagą kontuzji w ich korpusie reciverów. Teraz mogą myśleć tylko o sezonie 2018.

 

NFC North

Defensywa Vikings zapewniła im prowadzenie w dywizji na półmetku rozgrywek i raczej nikt im nie zagrozi. Solidni reciverzy sprawiają, że nawet Case Keenum wygląda na kompetentnego QB, a w perspektywie jest powrót Teddy’ego Bridgewatera. Tylko katastrofa może im odebrać dywizję. Katastrofa to najlepsze słowo na określenie Packers. Bez Aarona Rodgersa nie stanowią zagrożenia dla nikogo z aspiracjami na postseason. Detroit Lions wyczerpali całą manę na wcześniejsze comebacki i nagle okazują się dość przeciętną drużyną. Bears dysponują solidną obroną i rozgrywającym, któremu trener nie pozwala za często rzucać. Jak pokazał niedzielny mecz przeciwko Saints – nie bez powodu.

 

NFC South

Odkąd Drew Brees gra w Saints wystarczy wyposażyć go w choćby przeciętną obronę, by dostarczył playoffy. W tym roku jest ponadprzeciętna i nadrabia nawet nieco słabszą grę Breesa. Panthers są niebezpieczni, frustrujący i nierówni, zupełnie jak ich quarterback. Falcons cierpią na postsuperbowlowego kaca, choć głównym problemem nie jest brak mistrzostwa, a brak koordynatora ofensywy. Tampa Bay mieli zrobić postęp, a skończyło się na regresie. Klątwa „Hard Knocks” działa.

 

NFC West

Seahawks to tacy Patriots NFC. Jak by źle nie szło, znajdą sposób na wygraną. Póki Earl Thomas i Russell Wilson są w jednym kawałku, mogą wygrać z każdym. Sean McVay to mój kandydat na trenera roku. Z najgorszego debiutanta w historii NFL zrobił solidnego rozgrywającego, a z drużyny „7-9” prawdziwego contendera. Po raz pierwszy od lat Rams grają futbol skuteczny i przyjemny dla oka. Cardinals mają bilans znacznie lepszy niż grę. Bez Carsona Palmera nie mają szans na playoffy i powinni zacząć myśleć o sezonie 2018. Pytanie czy będzie w nim miejsce dla Palmera, Larry’ego Fitzgeralda i trenera Ariansa. 49ers toczą zażarty bój z Browns o #1 w drafcie 2018. Na ich niekorzyść będzie działał łatwiejszy kalendarz.

 

Tydzień w skrócie:

1. Widzieliście kiedyś safety na punt returnerze? Bo ja w niedzielę zobaczyłem je po raz pierwszy. Special teams  dały NE zastrzyk energii w dniu kiedy Gostkowski pudłował z pola, a Gronkowski upuszczał podania. To wystarczyło do wygranej z Chargers.

2. Z notatnika statystyka

3. Kontuzje niestety nie odpuszczają. Tym razem Zach Miller z Chicago odniósł bardzo poważną kontuzję kolana, przy której doszło do uszkodzenia naczyń krwionośnych. Szybka operacja uratowała nogę, pod znakiem zapytania stoi dalsza kariera Millera.

4. W tym tygodniu aż sześć drużyn miało bye week. W efekcie mieliśmy dość nudną kolejkę, którą osłodził pojedynek Watsona z Wilsonem.

5. Mam wrażenie, że 49ers nie do końca grają na maksa. Biedny Garoppolo

The 49ers offensive line play is TOP NOTCH

Opublikowany przez NFL Memes na 30 października 2017

NFL, tydzień 7: Z dużej chmury wielka mgła

Od wielu dni kibice ostrzyli sobie zęby na rewanż za Super Bowl 2017. Fani Falcons liczyli na rewanż za historyczny comeback. Kibice Patriots obawiali się, co przeciwko najgorszej obronie NFL wyczyniał będzie aktualny MVP, Matt Ryan. A reszta sympatyków futbolu amerykańskiego liczyła na widowisko choć odrobinę przypominające szalone spotkanie w Houston. Dostaliśmy niezbyt ciekawy mecz w upiornej mgle, z którego zadowoleni mogą być tylko zwolennicy Pats.

W podsumowaniu tygodnia zajmiemy się drugą z rzędu porażką Chiefs po szalonej końcówce. Przyjrzymy się pierwszemu meczowi Packers bez Aarona Rodgersa. I wreszcie Monday Night Football, po którym Philadelphia Eagles zostali drużyną z najlepszym bilansem w NFL.

Zaczynamy jednak od Sunday Night Football i New England Patriots, którzy po raz pierwszy w tym sezonie wyglądali jak mistrzowie NFL.

 

Kiedy czwarta najlepsza ofensywa NFL (wg DVOA) staje naprzeciwko najgorszej defensywy, można się spodziewać wielu rzeczy. Kiedy aktualny MVP staje naprzeciw defensywy, która pozwoliła rozgrywającym rywali na rzucenie 300 jardów w każdym meczu w tym sezonie, można spodziewać się efektownej ofensywy podaniowej.

To czego trudno się spodziewać, to niemal zerowy dorobek ataku Sokołów. Falcons zdobyli swoje jedyne punkty w tym meczu na sam koniec spotkania, gdy wynik był rozstrzygnięty. Defensywa Patriots po raz pierwszy zagrała na niezłym poziomie.

To oczywiście nie znaczy, że Patriots znów są faworytami do wygranej w Super Bowl. Ich obrona zagrała poprawnie, ale Falcons mieli swoje szanse, których nie wykorzystali. Matt Ryan przestrzelił kilka rzutów do mniej lub bardziej otwartych reciverów. Nie potrafili konwertować 4&goal z 0,5 jarda od pola punktowego. Zmarnowali dwa field goale poniżej 40 jardów. Jeden zablokowały special teams Pats, ale drugi to było po prostu pudło.

Jednak po dramatycznie słabych występach obrony NE w poprzednich meczach nawet poprawny występ to kolosalny krok naprzód. Nie było już tych dramatycznych nieporozumień i masy big playów po żenujących błędach obrony. Stephon Gilmore wygląda na największą klapę w historii free agency w Nowej Angllii, a jego brak wyszedł Patriots raczej na plus.

Udało się również odciążyć Toma Brady’ego, który na początku sezonu w pojedynkę ciągnął drużynę. Tym razem był dobrze chroniony, a gra biegowa dała im 165 jardów w 33 próbach (oficjalne statystyki pokazują tu jeszcze „kolanka” Brady’ego). To oznaczało, że Brady mógł rzucać mniej i nie musiał silić się na tak dużo dalekich piłek. Po ostatnich meczach czuł się zapewne jak przepuszczony przez wyżymarkę. W porównaniu z tym, mecz z Falcons był niczym wizyta w SPA.

Atlanta ma problem. I to duży. A problem nazywa się Sarkisian. Steve Sarkisian. Wiadomo było, że odejście Kyle’a Shanahana z posady OC Falcons oznacza nieco inną filozofię w ofensywę. Jednak nowy koordynator odziedziczył niemal niezmieniony skład, z aktualnym MVP na rozegraniu i jednym z najlepszych reciverów w lidze w osobie Julio Jonesa. Tymczasem ofensywa Atlanty jest bez życia i bez pomysłu. Niewiele brakowało, by mieli bilans 1-5. Potrzebowali dwóch dropów w polu punktowym by wygrać z Bears, a szaleńczemu comebackowi Lions zabrakło jedynie pół jarda.

W Foxborough Falcons próbowali konwertować 4&6 i 4&7 na środku boiska. Wiecie, że jestem fanem agresywnego playcallingu, ale to nie była agresja. To była brawura albo desperacja.

W Super Bowl Falcons zbudowali przewagę dzięki skutecznemu pass rushowi ze środka. To najlepszy sposób na pokonanie Toma Brady’ego. W niedzielę nie było go w ogóle.  Brady ruszał się w kieszeni zupełnie swobodnie. A gdy już popełnił błąd i rzucił INT, Falcons podarowali mu kartę „wychodzisz wolny z więzienia” głupią karą za późne uderzenie.

Patriots zagrali zdecydowanie najlepszy mecz w tym sezonie. Dobrze w ataku, obronie i special teams. Drużyny Billa Belichicka nie można skreślać, póki nie przegrają ostatniego meczu w playoffach. Ale to jeszcze nie są ci Patriots, którzy mieli zdominować NFL w 2017 r. Jednak ich kibice przyjmą swoją drużynę w każdej postaci, byle wygrywała. Do Your Job.

 

Gorączka czwartkowej nocy

Szalony i nadspodziewanie interesujący mecz w ramach Thursday Night Football zakończył się jeszcze bardziej szaloną końcówką.

Dwuminutowa seria na 85 jardów z konwersją 4&11 po drodze. Przyłożenie anulowane po analizie powtórki, trzy flagi w czterech ostatnich snapach i trzy ostatnie snapy, które rozpoczynały się z zegarem meczowym pokazującym 0:00.

A kiedy opadł kurz, Kansas City Chiefs mają na koncie drugą porażkę, a Oakland Raiders niespodziewanie wrócili do walki o playoffy.

To był mecz ofensyw. Obrony nie miały za wiele do gadania. Chiefs, od lat znani ze świetnego pass rushu, nie tylko nie zaliczyli ani jednego sacku, ale nawet jednego QB Hita.

Co prawda raz solidnie przyłożyli rozgrywającemu Raiders, kiedy w drugiej kwarcie Carr zagrał zaplanowany QB draw. Zacznijmy od tego, że granie QB draw przy 3&10 rozgrywającym, który dopiero wrócił po złamaniu kości w plecach nie jest najlepszym pomysłem. Carr dostał mocne uderzenie od Marcusa Petersa, za które Peters został ukarany 15 jardami. Podobno uderzył późno. No cóż, Carr w akcji biegowej nie ma ochrony rozgrywającego. Gdyby takie uderzenie dostał running back to nikt by nie pomyślał, by rzucić flagę.

Obrona Chiefs nie wykorzystała kilku szans. Najpierw w tej samej serii udało im się dopaść Carra i odzyskać piłkę po sack-fumble, ale cały wysiłek zanegowała kara w secondary. Z kolei pod koniec pierwszej połowy upuścili INT, które mogło dać im szansę na jeszcze jakieś punkty przed przerwą.

Obrona Raiders też się nie popisała. 63-jardowe przyłożenie Alberta Wilsona powinno skończyć się przechwytem Oakland. Tymczasem piłka po rykoszecie wpadła w ręce recivera Chiefs, który był tym chyba mocno zdziwiony, ale prezentu nie zmarnował.

Przyjemnie było oglądać w akcji obie ofensywy. W barwach Najeźdźców eksplodował Amari Cooper, który miał kiepski początek sezonu. Przeciwko Chiefs zanotował 210 jardów i 2 TD, a dodatkowo wymusił DPI na 47 jardów w trzeciej kwarcie, które otworzyło Oakland drogę do trzeciego przyłożenia w tym meczu.

Po stronie Chiefs 6 piłek na 125 jardów i 1 TD złapał Tyreek Hill, a kolejny 100-jardowy mecz zanotował Kareem Hunt. KC grają w tym sezonie ciekawą i innowacyjną ofensywę, jednak rywale zaczynają ją powoli rozgryzać. Przeciwko Raiders mniej szkód niż zwykle wywoływał zone read. Głównie dlatego, że Alex Smith nie zatrzymuje piłki, nawet gdy się aż o to prosi, więc defensorzy rywala nie muszą się wahać, tylko idą w ciemno do RB.

Można mieć rózne zastrzeżenia do obu drużyn, ale jeśli jeszcze nie widzieliście tego meczu, to koniecznie nadróbcie. Warto.

 

Czy istnieje życie bez Rodgersa?

Podobno istnieje. Ale co to za życie?

Fani Packers dostali próbkę w niedzielę. Początkowo było nawet nieźle, a spora w tym zasługa New Orleans Saints, a konkretnie Drew Breesa, który rzucił 2 INT w pierwszej kwarcie. Pierwsze to był fatalny błąd i rzut, którego tak doświadczony QB powinien unikać. Drugie to minimalnie niedorzucone podanie, ale i kapitalny chwyt Davona House’a.

Dzięki temu Packers po pierwszej połowie prowadzili 14:7. W ofensywie dobrze funkcjonowała gra biegowa, a kolejne kapitalne spotkanie rozegrał rookie Aaron Jones, który jest już niekwestionowanym #1 na backfieldzie GB, nawet przy zdrowym Ty Montgomerym. Niestety QB Brett Hundley nie dawał rady.

Oczywiście rezerwowy rozgrywający Green Bay miał swoje momenty. Jak wymuszenie offside’u Saints w stylu Aarona Rodgersa. Jak kapitalny bieg po drugie przyłożenie dla Green Bay. Ale jako podający pozostawiał wiele do życzenia.

Hundley zaliczył zaledwie 87 jardów w 25 rzutach. Każda piłka dłuższa niż pięć jardów wyglądała jak proszenie się o INT. Każda piłka dłuższa niż 15 jardów wyglądała na ślepe ciśnięcie kamieniem byle dalej od siebie. Trudno kompletnie odsądzać Hundleya od czci i wiary. Mike McCarthy nie ma pojęcia co robić z Aaronem Rodgersem, więc skąd ma wiedzieć co robić z młodym, niedoświadczonym QB. W niedzielę trzymał go na krótkiej smyczy, a kiedy luzował trochę więzy, okazywało się, że młody rozgrywający nie ma za wiele do pokazania.

Co gorsza nie widać, by Packers byli w stanie przetrwać nieobecność swojej największej gwiazdy. Po względnie niezłej pierwszej połowie, w drugiej defensywa kompletnie się rozsypała. Alvin Kamar, Mark Ingram, a nawet Ted Ginn robili co chcieli. Po nerwowym początku Drew Brees dowodził ofensywą jak profesor.

W ostatnich czterech draftach 9 z 12 graczy wybranych przez GB w pierwszych trzech rundach stanowili gracze defensywy. Jadnak ilość nie przechodzi w jakość. DC Dom Capers nie potrafi rozwinąć tego talentu. Co gorsza nawet weterani nie dają rady. Trzeba powiedzieć głośno, że Clay Matthews nie jest wart ponad 13 mln dolarów rocznie, jeśli nie potrafi wygrywać jeden na jeden w pass rushu. Matthews i Nick Perry mają dwa najwyższe kontrakty w drużynie po Rodgersie, a jednak Drew Brees podawał niemal zupełnie bez presji, nawet gdy Packers wysyłali blitze.

NFC North wygląda fatalnie. Packers bez Rodgersa są w rozsypce. Vikings mają kapitalną obronę, ale wspólnie z Ravens stworzyli dość żenujące ofensywnie widowisko. Lions mają problemy z linią ofensywną, co ogranicza ich możliwości w ataku. Z kolei Bears niespodziewanie pokonali Panthers dzięki dwóm defensywnym TD Eddiego Jacksona, a ich ofensywa wymęczyła jedynie cztery celne podania i pięć pierwszych prób przez cały mecz.

 

Eagles faworytami NFC

W zeszłym sezonie Philadelphia Eagles grali naprawdę solidny futbol, ale ich bilans był znacznie słabszy niż gra. W dużej mierze wynikało to z bilansu 1-6 w meczach zakończonych różnicą jednego posiadania. Pewne zwycięstwa nad Steelrs czy Falcons pokazywały, że ta drużyna ma znacznie większy potencjał niż 7-9.

W tym roku Orły pozostają ostatnią drużyną z zaledwie jedną porażką na koncie. W NFC bez Aarona Rodgersa, z chimerycznymi Panthers, grającymi bez pomysłu Falcons, Seahawks bez linii ofensywnej i Rams, którzy z tego wszystkiego wyglądają najsolidniej, Philly to najbardziej kompletna drużyna, co pokazali w meczu przeciwko Washington Redskins.

Poprawa zaczęła się od Carsona Wentza na rozegraniu. Młody QB dojrzał i wyeliminował część błędów. Wciąż miewa problemy z celnością podań czy grą pod presją, choć akurat w poniedziałek nie było tego widać. Niemniej zrobił spory postęp. Jako rookie był frustrujący, ale obiecujący. Teraz jest pełnoprawnym starterem. Jeszcze nie gwiazdą, ale jeśli dalej będzie się rozwijał, to kto wie? Do poziomu Matta Ryana czy Eli Manninga mu jeszcze trochę brakuje, ale to półka Kirka Cousinsa czy Andy’ego Daltona.

Na pewno jest w dobrej sytuacji. Ma wokół siebie mądrze poukładaną drużynę, trenera który ułatwia mu życie zamiast utrudniać i w tej konfiguracji nic nie stoi na przeszkodzie, by poprowadził swoją drużynę do Super Bowl.

Przeciwko Redskins Wentz zanotował jedno fatalne wprost długie podanie, które padło łupem obrońców rywala, ale potem grał bardzo dobry mecz, może nawet najlepszy w karierze. Podawał celnie, nawet pod presją, a dodatkowo zdobywał jardy biegiem. Nawet w sytuacjach wydawałoby się niemożliwych.

Ogromne brawa należą się frontowi defensywnemu Eagles, który cały mecz nie dawał spokoju Kirkowi Cousinsowi i zdominował bardzo dobrą o-line Redskins. Cousins został zsackowany czterokrotnie, a uderzony ośmiokrotnie, ale te liczby nie oddają jak często musiał rzucać w biegu, z zachwianej pozycji i pod presją.

Od drugiej połowy Eagles całkowicie kontrolowali przebieg meczu i zasłużenie, pewnie wygrali. Tegoroczna NFL jest pełna drużyn z mniejszymi lub większymi problemami. Tak grający Eagles mogą poradzić sobie z każdym. Pytanie czy zdołają utrzymać formę do końca roku. Na razie czarne chmury zbierają się nad o-line. LT Jason Peters został zwieziony z boiska z usztywnioną nogą po kontuzji kolana i nie wrócił do gry. We wtorek rano okazało się, że po zerwaniu więzadeł w kolanie sezon ma z głowy.

 

Tydzień w skrócie:

1. To był czarny weekend ofensyw. Siedem drużyn nie zdobyło ofensywnego przyłożenia, trzy nawet jednego punktu.

2. Fenomenalna seria Joe Thomasa skończyła się na 10 363 snapach z rzędu. Przeciwko Titans zerwał triceps i nie zagra już do końca sezonu. Ogromna szkoda.

3. Minimum osiem tygodni odpocznie Carson Palmer, który złamał rękę. Biorąc pod uwagę, że za osiem tygodni Cardinals zapewne nie będą mieli o co walczyć, trzeba się zastanowić, czy Palmer nie zagrał w niedzielę ostatniego meczu w swojej ciekawej i wyboistej karierze.

Jego miejsce zajmie Supergirl. Serio:

4. Kolejne dwie gwiazdy z urazami. Wydawać by się mogło, że tych kontuzji jest w tym roku wyjątkowo dużo, ale Football Outsiders się nie zgadzają. Liczbowo jest podobnie, po prostu mecze tracą wielkie gwiazdy, a nie trzeci RB i czwarty WR. Warto zwrócić uwagę na plagę kontuzji na początku sezonu NBA. Zawodowy sport to ryzyko. W futbolu jest oczywiście większe niż w innych sportach, ale nie tylko kibice NFL mają problem przez kontuzje ulubieńców.

5. LA Rams i Jacksonville Jaguars mają już więcej zwycięstw na koncie niż w całym sezonie 2016. Są pierwszymi drużynami w tym roku, którym udała się ta sztuka.

6. Le’Veon Bell zaliczył 192 jardy z akcji (run + rec) przeciwko Bengals. Gra fenomenalnie, a jego dyspozycja pozwala  Steelers na odciążenie nierównego Roethlisbergera. Ale jeśli Pittsburgh dalej będzie wręczał piłkę swojemu RB 38 razy w meczu, nawet gdy wynik jest dawno rozstrzygnięty, to Bell znów będzie kontuzjowany na playoffy.

Z drugiej strony przyjemnie oglądać takie akcje:

7. Adrian Peterson zaliczył 21 jardów w 11 biegach w swoim drugim występie w barwach Cardinals. Obstawiam, że to będzie norma. Anomalią było raczej 134 jardy przed tygodniem. AP powinien już zakończyć swoją bogatą karierę, a nie rozmieniać się na drobne.

8. Z notatnika statystyka:

  • Drew Brees został czwartym graczem w historii (P. Manning, Favre, Brady), który zaliczył 500 podań na TD w karierze (sezon regularny plus playoffy)
  • Jacksonville Jaguars zaliczyli drugi mecz w tym sezonie z dwucyfrową liczbą sacków. To pierwszy taki wyczyn od „Nieblokowalnych” Bears z 1985 r. Nawet oficjalne twitterowe konto drużyny zmieniło nazwę na „#Sacksonville”

9. Ciasno się robi:

10. Tackle sezonu?

NFL, tydzień 6: Chiefs zatrzymani, Packers bez Rodgersa

Jeszcze tydzień temu ofensywa Chiefs wyglądała na niepowstrzymaną. Kareem Hunt na kandydata do MVP. A Pittsburgh Steelers na ekipę w rozsypce. W niedzielę na cztery minuty przed końcem trzeciej kwarty Alex Smith i spółka mieli w sumie 25 jardów w ofensywie, a Stalowi wyglądają na potęgę. NFL to jedyna liga, gdzie naprawdę wszystko może się zdarzyć. Zapytajcie kibiców Broncos i Giants.

W dzisiejszym podsumowaniu przyjrzymy się pojedynkowi na szczycie NFC w czwartkową noc, omówimy dramat Green Bay Packers oraz zastanowimy się ile jeszcze wytrzyma defensywa Jacksonville Jaguars. Jednak zaczynamy od porażki ostatniej niepokonanej drużyny w tym sezonie, dzięki czemu grupka starszych panów z Miami mogła otworzyć szampana.

 

Pierwsza porażka Chiefs

Niezmiernie bawi mnie mówienie o „fantastycznym sezonie Alexa Smitha”. Smith to weteran o bardzo konkretnych umiejętnościach i świetnie znanych ograniczeniach. W tym roku Andy Reid zbudował ofensywę idealnie wykorzystującą jego atuty i maskującą wady. A kluczem są dwaj wyjątkowi gracze: TE Travis Kelce i rookie RB Kareem Hunt. Wiedzieli o tym Steelers i wykorzystali to.

Obrona Steelers to idealne lekarstwo na ofensywę Chiefs. Mega szybcy, nie pozwalający na jardy po złapaniu piłki, które są sednem ataku KC. Pittsburgh zatrzymał Hunta. Kelce był niewidoczny przez trzy i pół kwarty. A Alex Smith kompletnie nie potrafił się w tym odnaleźć. Co gorsza przestrzelił kilka podań, które mogły odwrócić losy tego meczu. Na dwie i pół minuty prze końcem meczu w polu punktowym miał Demarcusa Robinsona, wokół którego były tylko hektary sztucznej trawy. Smith przerzucił go, wyrzucając piłkę w aut. Fakt, był pod presją, ale takie rzuty po prostu musi trafić, jeśli KC chcą wreszcie przełamać niemoc w postseason.

Mike Tomlin znakomicie ustawił drużynę. Byli gotowi właściwie na każdą zagrywkę Chiefs. Powstrzymywali nawet shovel power read, czyli zagrywkę, która w tym sezonie sieje spustoszenie w NFL, a o której pisałem szerzej przed tygodniem. Ponadto po ofensywnej katastrofie przeciwko Jaguars przed tygodniem zupełnie zmienili podejście do ataku.

Przede wszystkim wyjęli piłkę z rąk Bena Roethlisbergera. QB Steelers wykonywał bardzo mało trudnych rzutów, a w sumie podawał zaledwie 25 razy. Ciężar ofensywy spoczął na Le’Veonie Bellu. Najlepiej opłacany RB w NFL wybiegał 179 jardów w 32 próbach na świetnej średniej 5,6 jarda/próbę. Tańczył między obrońcami Chiefs, którzy nie byli go w stanie powalić. Nie wiem ile z tych jardów Bell zdobył po pierwszym kontakcie z obrońcą, ale na oko grubo ponad połowę.

Drugą gwiazdą ataku Steelers był Antonio Brown, który złapał 155 z 252 jardów podaniowych Pittsburgha w tym meczu. W tym bardzo szczęśliwe, zwycięskie podanie na 51-jardowe przyłożenie, które powinno paść łupem Chiefs. Cóż, w NFL czasem potrzeba również szczęścia.

Oczywiście nie można wyciągać za daleko idących wniosków. Ofensywa Steelers opierająca się wyłącznie na Bellu jest na dłuższą metę nie do podtrzymania. Do gry musi się włączyć Roethlisberger, a ten wciąż nie może znaleźć formy w tym roku. Jego długie piłki to tragedia, a w ofensywie z Antonio Brownem i Marteviusem Bryantem to poważny problem.

Z kolei Chiefs nadzieli się na przeciwnika wyjątkowo dobrze przygotowanego do bronienia ich ofensywy. To nie znaczy, że ta ofensywa przestanie działać. Ale perspektywa wpadnięcia na Steelers w playoffach powinna poważnie martwić Andy’ego Reida.

 

Philadelphia Eagles na czele NFC

W najlepszym w tym sezonie czwartkowym meczu Philadelphia Eagles pokonali Carolina Panthers i wobec porażki Packers zostali samodzielnymi liderami NFC.

W mediach amerykańskich oczywiście nasłuchacie się peanów pod adresem Carsona Wentza. Tak to jest, jak ktoś ogląda statystyki zamiast meczów. Nie zrozumcie mnie źle, Wentz to całkiem solidny QB, który we właściwym otoczeniu może zajść bardzo wysoko. Jak Andy Dalton. Ale, podobnie jak Dalton, rozsypuje się kompletnie pod presją i nie jest w stanie pociągnąć za sobą kolegów, gdy drużyna sobie nie radzi. Ot, klasa średnia.

Właściwymi autorami czwartkowego zwycięstwa byli obrońcy Eagles. Ograniczyli atak Panthers do zaledwie 3,9 jarda/próbę. Cały atak, nie tylko biegowy. Roili się jak wściekłe szerszenie, gdy ktoś kopnie ich gniazdo. Gracze Panthers nie mieli za wiele wolnej przestrzeni, a wokół każdego gracza z piłką momentalnie zjawiało się kilku obrońców.

Trzeba jednak przyznać, że Panthers wydatnie im w tym pomogli. Po pierwsze reciverzy w Charlotte cierpią na ciężki przypadek dropozy. Po prostu upuszczają co się da. Cam Newton miał po meczu zapisany przechwyt we własnym red zone. Tyle że trudno mieć do niego pretensje, jeśli Jonathan Stewart przepuszcza idealne podanie, a to wpada prosto w ręce defensorów.

Nie znaczy to, że Newton grał wielkie zawody. W pewnym momencie odniósł chyba jakiś uraz. Nie na tyle poważny, by zejść z boiska, ale wystarczająco, by nagle jego podania zaczęły szybować nad głowami reciverów. Newton ma z tym problem od początku swojej kariery, ale w czwartek było z tym dramatycznie źle.

I wreszcie Christian McCaffrey, który cierpi w ofensywie Panthers. Sztab szkoleniowy Caroliny nie ma pojęcia jak wykorzystać wszechstronnego rookie RB. Puszczanie go między tacklami w power runach, tak uwielbianych przez sztab Rona Rivery, to po prostu zbrodnia. Aż się prosi, by używać go jak Chiefs używają Kareema Hunta. McCaffrey zapewne spogląda z tęsknotą ku Kansas City czy Los Angeles (Rams), gdzie potrafiliby wykorzystać jego talenty. Co prawda Panthers chyba zrozumieli, że jest najgroźniejszy jako reciver z backfieldu, ale RB screen to mniej więcej kres kreatywności ofensywnego playcallingu Panthers.

Na koniec mały diamencik pracy trenera. Przy podwyższeniu Eagles na początku trzeciej kwarty Panthers popełnili spalonego. Trener Doug Pederson zdjął z tablicy trafiony Extra Point i postanowił grać za dwa z 1 jarda. Dlaczego? Od 2001 r. skuteczność drużyn w akcjach zaczynających się jeden jard od pola punktowego to 53,4% (2911/5454). To oznacza, że granie za dwa z jednego jarda jest bardziej opłacalne (0,534*2=1,068 EPA, Estimaited Points Added) niż 100% skuteczny Extra Point (1 EPA). Dodatkowo rzeczywista skuteczność XP z 33 jarda to ok. 95%, a mając w składzie LeGarette Blounta Philly powinni być bardziej skuteczni z 1 jada niż 53,4%.

Co więcej, udane 2 pt. conv. zmusza przeciwnika do tego samego, jeśli chce wyrównać mecz po przyłożeniu. Tyle że 2 pt conv. z drugiego jarda to szansa ok. 40,6% (1372/3377 od 2001 r.). A więc udane 2 pt. conv zmusza rywala do zagrania akcji, której prawdopodobieństwo sukcesu jest o prawie 13 pkt. proc. niższe niż twojej. Agresywny ruch, ale bardzo mądry.

Szkoda tylko, że mecz potoczył się w taki sposób, że nie miało to znaczenia ;)

 

Złamany obojczyk Aarona Rodgersa

W pierwszej kwarcie meczu Green Bay Packers przeciwko Minnesota Vikings stan Wisconsin wstrzymał oddech. Po legalnym powaleniu Anthony’ego Barra Aaron Rodgers najpierw nie podnosił się z murawy, a potem zjechał do szatni na wózku. Diagnoza – złamany obojczyk.

To już drugi taki przypadek w karierze Rodgersa. W sezonie 2013 stracił po takim urazie dwa miesiące (7 meczów). gdyby w tym roku było podobnie, Rodgers wróciłby na trzy ostatnie mecze sezonu, w tym dwa w dywizji (@CAR, MIN, @DET). Tyle że Packers oficjalnie oznajmili, że to „może być koniec sezonu”. Zwłaszcza jeśli potwierdzą się plotki, jakoby nie było to czyste złamanie, tylko z jakimiś odłamkami kości. Na razie Rodgersa czeka operacja, a wtedy się zobaczy.

Packers grali w playoffach w ośmiu ostatnich sezonach. To najdłuższa aktywna seria w NFL (ex-equo z Patriots). Niestety sezon 2017 może być jej kresem.

W mediach społecznościowych pojawiły się różne pomysły na nowego QB Packers. Od Colina Kaepernicka po Tony’ego Romo (sic!). Jednak mało prawdopodobne, by Green Bay sięgnęli po kogoś z zewnątrz. Packers to uosobienie filozofii „Draft and develop”. Zaufają Brettowi Hundleyowi i swojemu systemowi. Rezerwowym będzie Joe Callahan, obecnie w practice squadzie.

Jak przypomniał Andrew Brandt na Twitterze, po emeryturze Bretta Favre’a nikt nie mógł uwierzyć, że powierzą klucze do ofensywy backupowi (Brandt był wtedy we front office Packers). Wszyscy byli przekonani, że Packers sięgnął po jakiegoś weterana. Tym backupem był Aaron Rodgers, a Green Bay wyszli na tym całkiem nie najgorzej.

Nie chcę przez to mówić, że Hundley to nowy Rodgers. Mocno w to wątpię. Ale panicznie sięgnięcie po kogoś z zewnątrz jest kompletnie sprzeczne z całą filozofią Packers.

 

Katastrofa o imieniu Blake

Obrona Jacksonville Jaguars jest dobra. Bardzo dobra. Może nawet najlepsza w lidze. Calais Campbell zgłasza się jako kandydat do Defensive Player of the Year, Jalen Ramsey to kandydat do All-Pro na swojej pozycji, a reszta ich kolegów dostosowuje się poziomem. Tydzień temu wystarczyło to, żeby pokonać Steelers. Na Rams było za mało.

Niestety, w NFL defensywa sama nie wygra na dłuższą metę, chyba że mówimy o formacjach tak historycznie wybitnych jak Denver Broncos 2015. Jaguars aż na takim poziomie nie są, choćby przez słabszą grę w obronie biegowej. Tymczasem ofensywa kompletnie odstaje.

Właściwie jedynym zagrożeniem w ataku Jags jest rookie RB Leonard Fournette. I rywale świetnie o tym wiedzą. Przeciwko Rams Fournette musiał dokonywać cudów, by wyrwać choć kilka jardów. Nie licząc 75-jardowego przyłożenia na początku meczu, Fournette zanotował zaledwie 55 jardów w 20 biegach. Walił głową w mur, bo Rams kompletnie lekceważyli Blake’a Bortlesa. Bo czemu nie.

Bortles jest w tej chwili obciążeniem dla Jaguars, którzy mają skład na playoffy. Z dobrym rozgrywającym mogliby się nawet pokusić o mistrzostwo. Niestety z Bortlesem postseason to maks. Jak na Jaguars to i tak sporo (ostatni raz grali w playoffach w sezonie 2007, tak samo dawno nie mieli sezonu na plusie), ale potencjał drużyny, a zwłaszcza defensywy jest większy.

Oczywiście w niedzielę zawiodła nie tylko ofensywa, ale i special teams. Rams wygrali 10 pkt, z czego 14 zdobyły special teams: najpierw kickoff return TD, a potem przyłożenie po zablokowanym puncie. Do tego kicker Jacksonville przestrzelił dwa FG. W sumie 20 pkt. różnicy.

 

Tydzień w skrócie:

1. Z notatnika statystyka:

  • Patriots okrutnie męczyli się z Jets, przegrywali już 0:14, ale ostatecznie wygrali po kontrowersyjnej decyzji sędziów. A to oznacza, że Tom Brady ma na koncie 187 wygranych jako startowy QB i jest pod tym względem rekordzistą wszechczasów.
  • New Orleans Saints zdobyli pierwszy defensywny TD od 679 dni (13. kolejka sezonu 2015)
  • Chicago Bears zaliczyli siedem podaniowych TD odkąd Mitchell Trubisky przejął obowiązki rozgrywającego. Tylko dwa są autorstwa Trubiskiego.
  • Larry Fitzgerald ma już 14 854 jardów podaniowych w karierze. Wskoczył dzięki temu na siódme miejsce w klasyfikacji wszechczasów. Do trzeciego Randy Mossa brakuje mu niecałych 400 jardów, więc powinien to osiągnąć jeszcze w tym roku. Drugi Terell Owens to różnica prawie 1100 jardów. W tym roku będzie ciężko, ale jeśli będzie grał w przyszłym sezonie, to kto wie. Lider, Jerry Rice, ma na koncie prawie 23 tys. jardów i jest kompletnie poza zasięgiem.

2. New Orleans Saints i Detroit Lions zafundowali nam jeden z najbardziej szalonych meczów od dawna. W trzeciej kwarcie Saints prowadzili już 45:10, ale Lions zdołali zmniejszyć straty do jednego posiadania i mieli piłkę (!). Jednak wówczas pick-six Camerona Jordana (liniowego, jakby kto pytał) rozstrzygnął mecz na korzyść Saints. Obie drużyny zdobyły w sumie 90 punktów. Tylko w dziewięciu meczach w historii NFL padło więcej, ostatnio w 2015 r., kiedy to również Saints pokonali Giants 52:49. Rekordem jest 106 punktów (CLE@CIN 48:58 w 2004 r.), co tylko dowodzi, że najlepszą ligą świata jest PLFA II, której niedzielny finał Panthers Wrocław B – Patrioci Poznań skończył się wynikiem 71:50 dla Panthers.

3. New York Giants po katastrofalnym początku sezonu jadą bez reciverów na Mile High Stadium i wygrywają z Broncos. Bears wygrywają po dogrywce w Baltimore. Dolphins odrabiają 17 pkt. straty i wygrywają w Atlancie. Chargers wygrywają w Oakland. Bo właściwie czemu nie? Any given Sunday.

4. Adrian Peterson w debiucie w barwach Cardinals wybiegał 134 jardy i dwa przyłożenia. To niewiele mniej niż przez wszystkie pozostałe mecze od początku sezonu 2016 (153 jardy, 0 TD). Jeśli Cardinals ułożą pod niego ofensywę, może coś jeszcze zdziałać. Ale jeśli ułożą pod niego ofensywę, to bardzo się ograniczają w doborze zagrywek w grze podaniowej.

5. Colin Kaepernick złożył do sądu pozew, w którym twierdzi, że brak pracy dla niego to wynik zmowy właścicieli klubów. Ma rację, tyle że nie będzie w stanie tego udowodnić przed sądem. Kiepski ruch.

6. San Francisco 49ers przegrali dwoma punktami z Redskins, ale chyba znaleźli nowego QB. W każdym razie póki co rookie C.J. Beathard dostanie szansę na wykazanie się za sterami ofensywy.

7. Za taki numer Mike Mitchell powinien zostać zawieszony do końca sezonu. To była chamska i celowa próba zrobienia krzywdy rywalowi. Ale znając priorytety NFL dostanie dwa mecze, które po apelacji skrócą mu do jednego (vide Danny Trevathan). Gdyby zapalił skręta, ooooo, to wtedy co innego.

8. Kiko Alonso nosi przeciwników na rękach. Dosłownie.

9. Ryan Fitzpatrick Alert!

P.S. Pamiętaj, że po przeczytaniu tekstu zostawić lajka na Facebooku i/lub na Twitterze

NFL, tydzień 5: Sezon nabiera rozpędu

1:13 do końca meczu na stadionie w Dallas. Świetnie wyegzekwowany zone read i Dak Prescott wyprowadza Cowboys na czteropunktowe przyłożenie. Ale Jerry Jones jeszcze się nie cieszy. On wie, że 73 sekundy i jeden timout to dla Aarona Rodgersa wieczność. W zeszłorocznych playoffach na tym samym stadionie wystarczyło mu 35 sekund…

W piątym tygodniu w NFL działo się bardzo wiele. W podsumowaniu przyjrzymy się pladze urazów największych gwiazd, zaskakująco ciekawemu spotkaniu Rams-Seahawks, jednemu z najgorszych meczów w karierze Bena Roethlisbergera, zagrywce z uczelnianych playbooków, która podbija NFL oraz temu na ile statystki Deshauna Watsona znajdują odzwierciedlenie w jego grze.

Zaczynamy jednak od najlepszego jak dotąd spotkania tego sezonu, czyli pojedynku Cowboys – Packers.

 

Kolejne wydanie klasyku

Gdy w ostatnich latach Green Bay Packers przyjeżdżają do Dallas, mamy gwarancję pasjonującego meczu. Tak było w sezonie 2013, gdy Green Bay z Mattem Flynnem na rozegraniu usiłowali uratować sezon po kontuzji Aarona Rodgersa. Tak było w zeszłorocznych playoffach, gdy Aaron Rodgers poprowadził Packers do zwycięstwa w Divisional Round. Tak wreszcie było w niedzielę, gdy obie drużyny stoczyły kolejny zacięty bój, zakończony pasjonującą końcówką.

W styczniu to Cowboys odrabiali straty i wrócili ze stanu 21:3 w drugiej kwarcie. Tym razem to Dallas objęli prowadzenie 21:6 w drugiej kwarcie.

Mecz od początku mógł się podobać, bo obie ofensywy grały bardzo dobry futbol. Jasne, pomagała im relatywna słabość obu defensyw, ale to nie tak, że atak robił co chciał. Wręcz przeciwnie, obie drużyny wyrywały kilkujardowe zyski. W efekcie mieliśmy sporo punktów, ale serie ofensywne trwały dość długo. Dzięki temu było ich mało i każda stracona, czyli niezakończona przyłożeniem seria ofensywy bolała podwójnie.

Defensywa Cowboys wywierała skutecznie presję na Aarona Rodgersa, który znów musiał sobie radzić bez Davida Bakhtiariego, podstawowego LT. W efekcie został czterokrotnie zsackowany, uderzony sześciokrotnie i nie miał takiego komfortu gry w kieszeni jak w zeszłym sezonie. Z kolei obrona Green Bay przez trzy kwarty bardzo skutecznie powstrzymywała grę biegową Dallas zagęszczając tackle box, ale kosztem ułatwienia życie Dakowi Prescottowi i jego reciverom.

Przed rokiem częstym pytaniem było jak poradzi sobie Prescott bez dominującej o-line i gry biegowej. W niedzielę radził sobie bardzo dobrze. Wykorzystywał swój atletyzm, wymykał się pass rushowi Packers i podawał w niesamowitych sytuacjach niczym Russell Wilson. GB nieco ułatwili mu życie, zostawiając często Deza Bryanta jeden na jednego z którymś z DB, ale podanie Prescotta do Bryanta na przyłożenie było najwyższej klasy.

Z kolei Packers niespodziewanie natrafili na ukryty talent w postaci rookie RB Aarona Jonesa. Jones zagrał dopiero swój drugi mecz w sezonie, a na boisko wyszedł , kiedy dwaj koledzy powyżej niego w depth chart odnieśli urazy. Młody RB odwdzięczył się świetnym meczem. 125 jardów w 19 próbach i efektowny chwyt na 9 jardów w czwartej kwarcie. GB nie mieli podobnego running backa od eksplozji Jamesa Starksa w playoffach 2010. Zobaczymy czy Jones będzie potrafił utrzymać taki poziom, ale na pewno zasłużył na więcej snapów.

Czy Cowboys zostawili Rodgersowi za dużo czasu? Dla Rodgersa nawet jedna sekunda to wystarczająco wiele czasu. Jednak zupełnie poważnie, to trudno mieć pretensje do Prescotta, że wbiegł do endzone, zamiast kłaść się na pierwszym jardzie. Nie zawsze udaje się wbić do pola punktowego z jednego jarda w kluczowym momencie. Spytajcie Seahawks. Packers mieli tylko jeden timeout, potrzebowali przyłożenia. Model Pro-Football Reference dawał Dallas w tym momencie ponad 88% szans na zwycięstwo.

Jeśli można mieć o coś pretensje to raczej o poprzednią akcję. W czwartej kwarcie Elliott był właściwie nie do zatrzymania. Zamiast tego Cowboys grają akcję podaniową, która zatrzymuje zegar. To był błąd, nie „za szybkie” punkty Prescotta.

Zresztą Packers i tak zrobili sporo, żeby to zawalić. O ile bieg Jonesa na środku boiska przeciwko idealnemu ustawieniu Dallas (5-0-6) był bardzo dobrym pomysłem, o tyle kolejnego biegu Cowboys już się spodziewali i Packers musieli wziąć jedyny timeout na 29 sekund przed końcem meczu. Wówczas każde powalenie gracza Packers w boisku praktycznie kończyło mecz. I gdyby nie Rodgers, który wymknął się dwóm obrońcom w trakcie 18-jardowego biegu, tego timeoutu bardzo by zabrakło.

I wreszcie finałowe podanie do Davante Adamsa. Zawodnika, który w ogóle nie powinien lecieć do Dallas. Który dziesięć dni wcześniej został znokautowany brutalnym ciosem Trevathana. Lekarze dopuścili go do gry, ale czy mecz półtora tygodnia po ciężkim wstrząśnieniu mózgu to na pewno dobry pomysł? Bokserów po knockoucie obowiązuje trzymiesięczna przerwa. Czy futbolista po wstrząśnieniu mózgu nie powinien odpocząć przymusowo choć jednej kolejki?

Dla nas, kibiców, obecność Adamsa dodała smaku ostatniej serii. Bez niego Packers pewnie by nie wygrali, bo Jordy Nelson spędził ostatnie sekundy za linią boczną z niewyjaśnionym urazem. A tak mamy najlepszy tegoroczny mecz w NFL. Kto nie oglądał, niech szybko nadrabia.

 

Z notatnika medyka

W tym sezonie wbrew pozorom nie mamy jakieś nadzwyczajnej plagi kontuzji. Po prostu poważne urazy przydarzają się znacznie częściej pierwszoplanowym zawodnikom, a wręcz największym gwiazdom. Najgorzej ucierpieli New York Giants i Houston Texans.

W Nowym Jorku największą katastrofą jest start 0-5, który w praktyce przekreśla szanse na playoffy w tym roku. Ale zaraz na drugim miejscu jest poważna kontuzja Odella Beckhama, który już przeszedł operację kontuzjowanej kostki.

Dlaczego to dopiero druga najgorsza rzecz? Bo OBJ powinien wrócić w pełni sił na przyszły sezon, a dodatkowo kontuzja może obniżyć jego wartość w czekających negocjacjach nowej umowy.

Beckham to nie jedyny ubytek w składzie Giants. Sezon (i karierę?) skończył również WR Brandon Mashall (także kostka) i returner Dwayne Harris (złamana stopa). WR Sterling Shepard skręcił kostkę i straci kilka tygodni. W efekcie Roger Lewis jest jedynym WR w składzie Giants dostępnym w przyszłym tygodniu, który złapał już jakiekolwiek podanie.

Z kolei Texans mogą mówić o sporym pechu. Dorobili się wreszcie QB, który bardziej pomaga niż przeszkadza, ale stracili dwa filary obrony. J.J. Watt znów nie dogra sezonu do końca. Tym razem doznał złamania nasady bliższej kości piszczeli, co wyklucza go z gry do końca roku. Z kolei Whitney Mercillus zerwał mięsień piersiowy i w tym roku również nie zagra. W efekcie defensywny front Texans z atutu staje się znakiem zapytania.

 

Doroczny „trap game”

Jednym z najważniejszych meczów dla układu playoffów było spotkanie Seattle Seahawks z LA Rams. Ostatnio mieliśmy okazję obserwować ciekawą prawidłowość: nieważne jak dobrze grali Seahawks i jak słabo grali Rams, w meczach tych drużyn absolutnie wszystko było możliwe. W tym roku po raz pierwszy od dawna to Rams byli w gazie i Seahawks nie byli murowanymi faworytami. Wg ESPN, wygrana zwiększała szanse awansu do playoffów o 28 pkt. proc. (Rams) i 27 pkt. proc. (Seahawks).

Mecz okazał się całkiem ciekawy i ponownie wyrównany. Znacznie ciekawszy niż sugerowałyby wynik 16:10.

Jak za dawnych dobrych czasów Seattle do zwycięstwa poprowadziła defensywa. Nawet playcalling Seana McVaya nie pomógł przeciwko Earlowi Thomasowi i spółce, którzy wymusili pięć strat rywala. Obrona Rams nie ustępowała kroku. Ograniczyli Russella Wilsona do 198 jardów, grę biegową Seahawks do 2,5 jarda/próbę i grali na tyle dobrze, że Rams powinni to wygrać nawet mimo pięciu strat.

Gwoździem do trumny LA okazały się proste błędy techniczne. Najpierw w pierwszej kwarcie Todd Gurley zgubił piłkę na pół jarda od pola punktowego. Zamiast sześciu punktów dla Rams był touchback i piłka dla Seattle. Potem Tavon Austin, najbardziej przepłacany zawodnik NFL, dwukrotnie nie potrafił złapać puntu (jedną z tych piłek stracił). I wreszcie w samej końcówce Cooper Kupp nie zdołał złapać dobrego podania od Jareda Goffa na przyłożenie.

To był naprawdę mecz dla koneserów. Z reguły ironicznie mówimy tak o meczach, które po prostu są nudne. Jednak tu była masa fascynujących trenerskich szachów i ciekawe pokazanie jak można zatrzymać wysokooktanową ofensywę Rams. LA zdobyli swoje jardy (375), ale nie zdołali zamienić ich na punkty.

 

„Może już nie mam tego, co jest potrzebne”

Tak powiedział reporterom Ben Roethlisberger po meczu przeciwko Jaguars. Nie jestem pewien, na ile było to szczere, a na ile ironiczne, ale takie słowa w ustach dwukrotnego mistrza NFL brzmią co najmniej dziwnie. Zwłaszcza że zimą publicznie zastanawiał się, czy nie skończyć kariery.

Za wcześnie jeszcze, by ogłaszać pogrzeb Big Bena. Faktem jest jednak, że w niedzielę zagrał najsłabiej w karierze. 5 INT, 2 pick-six, 0 TD. Co prawda mecze na 0 TD 5 INT przydarzały się innym wielkim (Drew Brees i Matt Ryan w 2012, Eli Manning w 2013), niemniej lista takich „wyczynów” w XXI w. liczy dwanaście nazwisk, a większość nie należy do zawodników, których chcielibyśmy widzieć na czele swojej drużyny. Na marginesie: jedynym, który pojawia się tu dwukrotnie jest Ryan Fitzpatrick

Roethlisberger w tym roku gra co najwyżej przeciętnie. Mecz z Jags był pierwszym, w którym przekroczył 300 jardów górą, a potrzebował do tego 55 podań. Jego statystyki są na poziomie sezonu 2006, zdecydowanie najsłabszego w karierze. Po raz pierwszy w historii wszystkie jego wskaźniki statystyczne są na poziomie słabszym niż ligowa średnia.

To bolesne dla Steelers, bo to miał być ich rok. Młoda, odbudowana obrona, gra naprawdę dobry futbol. Wymusiła 8 strat w 5 meczach. Miewa gorsze chwile (jak przeciwko Bears), ale to wystarczająco dobra formacja, żeby nie obciążać ofensywy, jak miało to miejsce w ubiegłych latach. Tymczasem atak gra fatalnie. Roethlisberger, Le’Veon Bell, Antonio Brown, Martavis Bryant. Ta grupa miała dominować, a z wyjątkiem świetnego Browna ich dotychczasowa gra pozostawia sporo do życzenia.

Steelers wciąż prowadzą w AFC North i mają jeszcze dużo czasu, by odwrócić sezon. Ale jeśli ich QB stracił serce do futbolu, to daleko nie zajdą.

 

„Opcja to sztuczka, która nie przyjmie się w NFL”

W sezonie 2012 NFL podbijał zone read. Też miał się nie przyjąć. Co prawda dziś widzimy tę zagrywkę rzadziej niż pięć lat temu, ale pozostaje istotną bronią w arsenale drużyn z mobilnymi QB. Zobaczcie przyłożenie Prescotta z meczu przeciwko GB.

W zeszłym roku w krajobrazie NFL pojawiło się RPO, czyli Read-Pass Option. W podstawowej wersji to zone read wzbogacony o możliwość podania. QB decyduje na podstawie zachowania obrony. Znów rodem z NCAA.

W tym roku trenerski beton musi przełknąć kolejną bolesną pigułkę, a jest to Power read shovel.

Od początku sezonu tę akcję na Travisa Kelce grają Chiefs. Z mniejszym sukcesem spróbowali tego Bengals, których QB, Andy Dalton, celował w zone read na uczelni TCU.

Na czym polega ta kolejna przeszczepiona z uczelnianego playbooka (i to jeszcze z lat 70-tych XX w.!) akcja? QB symuluje klasyczną opcję (film z Newtonem) lub toss do RB (49ers). Jeśli obrona nie zareaguje, może to pociągnąć do końca. W tym czasie H-back (Chiefs, Panthers) lub drugi RB (49ers) wchodzi pomiędzy tackli. Jeden z OG wykonuje pull (czyli opuszcza swoje miejsce w linii i za plecami kolegów biegnie na zewnątrz torować drogę), H-back łapie „shovel pass” od rozgrywającego i reszta wygląda jak przy klasycznym power runie tylko z kompletnie zdezorientowaną obroną i rozerwanym tackle box.

Problem defensywy polega na tym, że musi honorować zwód. Jeśli tego nie zrobi, to zwód zamieni się w prawdziwą akcję i zostaną skarceni przez biegnącego Newtona. Oczywiście koordynatorzy defensywy już pracują nad zatrzymaniem tej zagrywki i na pewno wymyślą jak to zrobić. Ale spodziewam się, że, podobnie jak zone read, wejdzie do repertuaru drużyn NFL i będziemy ją od czasu do czasu oglądali także po sezonie 2017.

 

Dashaun Watson superstar?

W dwóch ostatnich meczach rookie QB Texans rzucił 9 TD przy zaledwie 1 INT. Po pięciu tygodniach jest liderem ligi w QBR. Stanowi kolosalne zagrożenie biegowe i wymusza tonę DPI na obrońcach rywali. Narodziny gwiazdy? Być może. Ale obejrzenie choćby ostatniego meczu pokazuje pewne rzeczy, których nie zobaczymy w statystykach.

Po pierwsze 30% jego jardów przeciwko Chiefs i dwa przyłożenia to dwa podania. Najpierw 34-jardowe podanie do DeAndre Hopkinsa na przyłożenie w podwójne krycie. Powiedziałbym, że jakieś 75% to zasługa Hopkinsa. A potem 42-jardowa „zdrowaśka”, w której jakieś 95% to zasługa recivera. Przy obu akcjach było już właściwie po meczu.

Wcześniej Watson, jak to debiutant, mieszał dobre zagrania ze słabymi. Kilka piłek mogło spokojnie paść łupem defensywy Chiefs. Z celnością było różnie. To jest materiał na świetnego QB, ale do świetnego QB jeszcze sporo brakuje.

Niemniej Watson jest zdecydowanie najlepszym rozgrywającym Texans odkąd Matt Schaub spadł z klifu w 2013 r. Pytanie czemu Bill O’Brien nie postawił na niego od początku sezonu?

Tak na marginesie – ostatnim rozgrywającym, który rzucił 5 TD, 0 INT i przegrał mecz był… Blake Bortles w 2015 r. Taki sobie prognostyk.

 

Tydzień w skrócie

1. W Indianapolis przed stadionem odsłonięto pomnik Peytona Manninga, a na stadionie zastrzeżono jego numer. Były przemówienia, łzy wzruszenia i feta na cześć jednego z najlepszych zawodników NFL w historii. Zasłużył.

2. Adrian Peterson kończy swoją przygodę z New Orleans Saints na 81 jardach w 27 biegach. Święci oddali go do Arizony. Tym samym Cardinals zostali pierwszym zespołem w historii, w którym są dwaj biegacze z 2000-jardowym sezonem na koncie (Peterson i Chris Johnson). Jak na razie obaj w tym sezonie uzbierali w sumie 195 jardów, co, ekstrapolując na cały sezon, daje 624 jardy. Mam wrażenie, że ściąganie wypalonych gwiazdorów nie pomoże ofensywie Cardinals.

[EDIT: Już po publikacji tego tekstu okazało się, że Cardinals zwolnili Johnsona. Nie żeby to miało coś zmienić w grze Arizony]

3. Wreszcie debiut zaliczyły dwa pierwsze numery tegorocznego draftu. Myles Garett zaczął nieźle. Oto jego pierwszy snap:

Potem dołożył jeszcze drugi sack, ale trenerzy jak na razie jeszcze oszczędzają go po kontuzji.

Mitch Trubisky zadebiutował na rozegraniu Bears z mieszanymi efektami. Przynajmniej nikt go nie nazwie lewakiem

4. Klątwa kickera Buccaneers trwa. Nick Folk przestrzelił trzy FG przeciwko Patriots, a Bucs przegrali z mistrzami NFL 14:19. Folka już w Tampie nie ma, nową ofiarą będzie Patrick Murray, który kopał tu już w 2014. Ostatnio w NFL grał w zeszłym roku w barwach Browns, gdzie w dwóch meczach miał 1/2 z FG i 3/4 z XP.

5. Jakby Dolphins mieli mało problemów, do internetu trafiło nagranie, w którym ich trener o-line wciąga kokainę. Z jego wypowiedzi można wywnioskować, że zaraz idzie na naradę sztabu trenerskiego. Trener podał się do dymisji, choć trochę go rozumiem. Gdybym miał ochraniać Jaya Cutlera też musiałbym się wcześniej jakoś znieczulić, choć może niekoniecznie tak drastycznie.

6. Leonard Fournette raczej latać nie potrafi, ale przez moment można mieć wątpliwości

7. Fani NFL w Europie mogli mieć uzasadnione pretensje do NFL. Nie dość, że wysyłają nam kiepskie drużyny na Wembley, to jeszcze od początku sezonu NFL Game Pass dedykowany dla Europejczyków zalicza klapę za klapą. W niedzielę po 19.00 większość użytkowników nie mogła oglądać meczu (u mnie awaria trwała mniej więcej od 19.00 do 19.45 polskiego czasu). We wtorek NFL poinformowała, że oddaje 20% tegorocznej opłaty swoim europejskim klientom. Dobre i to, choć wolałbym mieć działającego Game Passa.

8. Z notatnika statystyka

9. Na koniec fake flea-flicker run. Takie rzeczy tylko w Browns

NFL, tydzień 4: Co nas zaskoczyło w tym roku

Za nami pierwsze ćwierć sezonu. Wciąż jeszcze nie wiemy wszystkiego o młodym sezonie 2017. Rok temu o tej porze wiedzieliśmy, że atak Falcons jest niezły, ale wydawało nam się, że w finale NFC spotkają się z Vikings. Tak więc póki co wszystko bierzmy z lekkim dystansem. Jeszcze półtora miesiąca i ukształtuje nam się rzeczywisty układ sił.

Tylko Tampa Bay Buccaneers i Miami Dolphins rozegrały trzy spotkania ze względu na huragan nad Florydą. Pozostałe ekipy są już po czwartym meczu. Z tego względu dzisiejszy tekst będzie podsumowaniem największych niespodzianek otwarcia sezonu NFL 2017. Tak na plus, jak na minus.

 

Minus: Obrona New England Patriots

Nad formacją Matta Patricii już nie raz się w tym sezonie znęcałem. Ale to jest absolutnie największe zaskoczenie tego roku. Można było się obawiać, że pass rush będzie niedomagał, ale akurat front, choć nienajlepszy, nie jest tu największym problemem. ESPN podaje, że są na 27. miejscu pod względem liczby sacków i 29. jeśli chodzi o presję na QB. W obronie biegowej Football Outsiders klasyfikują ich na 22. miejscu. Słabo, ale nie tragicznie.

To co jest tragiczne, to secondary. Jedynym kluczowym graczem, który odszedł latem, był slot corner, Logan Ryan. Do drużyny dołączył za to Pro Bowler Stephon Gilmore, który dostał pięcioletni kontrakt na 65 mln. dolarów. Jak na razie Gilmore jest raczej problemem niż atutem. Co gorsza Devin McCourthy, All Pro 2016, najwyraźniej zapomniał jak się gra w futbol. Po meczu przeciwko Panthers przyznał, że wyglądali z Gilmorem „jak para idiotów”. A to i tak eleganckie określenie. Nawet Malcolm Butler, choć wystrzega się katastrofalnych błędów, nie potrafi nikogo upilnować i powala na łatwe podania na średnim dystansie.

Obrona Patriots jest najgorsza w lidze, jaką metryką byśmy jej nie mierzyli. Nie chce mi się wierzyć, by Matt Patricia i Bill Belichick nie zdołali czegoś poprawić, ale ewidentnie popełniono tu jakieś kolosalne błędy. Czy w doborze zawodników, czy na etapie przygotowań do sezonu, czy w doborze schematów obrony. Trudno mi powiedzieć, ale nie sądzę, żeby wszystko dało się naprawić w czasie sezonu. Być może Patriots nie skończą jako ostatnia defensywa NFL, ale nie sposób sobie wyobrazić obronę tytułu bez choćby przeciętnej defensywy. A na to póki co nie ma widoków.

NE w grze trzyma fenomenalny Tom Brady. 40-latek gra niczym w kwiecie wieku i to mimo że jego ochrona pozostawia sporo do życzenia. Po czterech tygodniach jest liderem NFL w jardach podaniowych i podaniach na przyłożenie. Tom Brady to stuprocentowy Hall of Famer. Problem polega na tym, że przy obronie Pats wszyscy QB rywali wyglądają na Hall of Famerów:

Pass. Rtg Comp % TD Y/Att
Brady 116,6 66,50% 10 9
Przeciwnicy 116,5 69,70% 11 9,4

Po czterech tygodniach Brady wykonał 155 podań. Jeśli utrzyma to tempo, to na koniec sezonu zasadniczego będzie miał ich 620. Nie jest to dramat, bo choćby dwa lata temu zanotował 624 próby podaniowe. Tyle że tegoroczni Pats grają dużo więcej długich piłek. W tym tempie ramię Brady’ego nie wytrzyma do grudnia, nie mówiąc o styczniu.

 

Plus: Obrona Buffalo Bills

Po czterech tygodniach Bills są na czele AFC East z bilansem 3-1. Tak jak się spodziewaliśmy, prawda? :)

Defensywa Bills oddaje całkiem sporo jardów (306,5/mecz, 9. miejsce w NFL), ale tracą najmniej punktów w lidze (13,5/mecz). Rozgrywający rywali notują passer rating na poziomie 64,1.

Może Jets, Broncos i Panthers nie stanowią zestawu najbardziej przerażających defensyw w lidze, ale wygrana w Atlancie przeciwko aktualnemu MVP to już coś. Zwłaszcza że Falcons wcale nie zaczęli tego sezonu słabo, a ich ofensywne DVOA wciąż sytuuje ich w TOP10 NFL.

Co więcej Bills dokonują tego w bardzo zespołowym wysiłku, bez większych gwiazd. Ich para defensywnych Pro Bowlerów z sezonu 2016, Stephon Gilmore i Zach Brown, zmieniła latem klub.

Trzeba tu docenić pracę HC Seana McDermotta i jego DC Leslie Fraziera. Odziedziczyli obronę, która skończyła sezon 2016 na 27. miejscu w DVOA i zmienili ją w najlepszą obronę ligi, przynajmniej we wrześniu.

Z drugiej strony wiele to mówi o Rexie Ryanie, który dostał drugą obronę ligi po sezonie 2014, w dwóch latach jego pracy lokowała się w trzeciej dziesiątce, by po jego odejściu znów wskoczyć do ścisłej czołówki.

Czy Bills to utrzymają? Kalendarz mają dość łatwy. Raiders odwiedzą ich bez Dereka Carra. Dopiero w listopadzie grają z Saints i Chiefs, a w grudniu dwa razy z Patriots. Pierwsze playoffy w tym tysiącleciu wydają się w zasięgu.

 

Minus: New York Giants

Mieli wystawić ofensywę, która dorówna bardzo dobrej defensywie. Mieli w cuglach wygrać dywizję, a może powalczyć o Super Bowl. Jak na razie przegrali komplet meczów i według Football Outsiders bliżej im do #1 w przyszłorocznym drafcie (8,4% szans) niż playoffów (1,5%). ESPN daje im minimalnie większe szanse na postseason – 2,3%.

O ile może zaskakiwać skala problemów, o tyle nie ich źródło. A źródłem jest fatalna linia ofensywna. Linia, która nie umie wykreować gry biegowej, ani ochronić Eli Manninga. Do rozgrywającego Giants można mieć różne zastrzeżenia, ale na pewno nie można kwestionować jego charakteru. Ten facet przez lata stał twardo w kieszeni i podawał w obliczu nacierających 150-kilowych potworów. W tym roku widzi duchy w kieszeni. Nie ufa swoim liniowym kompletnie i zamiast szukać kolegów, skupia się na ratowaniu życia. I w sumie trudno mieć o to do niego pretensje.

Co gorsza obrona NYG dopasowała się poziomem do kolegów. Eli Apple miał bardzo obiecujący sezon debiutancki, ale w drugim roku stał się ulubionym celem rozgrywających rywali. Landon Collins rok temu był moim kandydatem do nagrody Defensywnego Gracza Roku, w tym sezonie znacząco obniżył loty.

A przy tym wszystkim trener, który raczej przeszkadza zamiast pomagać

 

Plus: Kareem Hunt i ofensywa Chiefs

Początek sezonu rookie Chiefs ma po prostu fenomenalny. Zaliczył najwięcej jardów dołem w NFL. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko jego drugie połowy, wciąż jest biegowym liderem. Notuje 7,4 jarda/próbę. 7,4 jarda! To wartość właściwie niespotykana u podstawowych RB. Hunt zanotował 68 biegów, co można ekstrapolować na 272 w całym sezonie.

Od 1970 r. tylko trzech RB w NFL przekroczyło 6 jardów/próbę przy min. 250 próbach w sezonie: O.J. Simpson, Barry Sanders i Adrian Peterson. Cała trójka zgarnęła w tych sezonach nagrodę MVP.

Hunt nie jest klasycznym RB, który przebija się między tacklami. To nowoczesny, wszechstronny zawodnik. Jego 157 jardów po złapanych podaniach to szósty wynik wśród RB. W pass protection idzie mu różnie, ale i tak stanowi zabójczą broń.

Hunt nie utrzyma 7 jardów/próbę przez cały sezon. Ale już 6 yds/att jest jak najbardziej w zasięgu. A jeśli KC utrzymają świetną dyspozycję, to będzie murowanym kandydatem do nagrody Debiutanta Sezonu.

Ofensywa Chiefs nie zmieniła się z dnia na dzień. Alex Smith ma najlepszy passer rating w NFL, ale absolutnie nie jest najlepszym rozgrywającym. Wciąż większość jego gry to unikanie strat i krótkie podania na wysokim procencie skuteczności. Długie piłki posyła niemal wyłącznie do Travisa Kelce. Wyjątkiem był mecz z Patriots z powodów wyżej wymienionych.

W takim razie skąd ta ofensywna nawałnica KC? W skrócie: Andy Reid. Znakomity trener, często niedoceniany z powodu niewielkich sukcesów w styczniu. Odkąd przejął drużynę świetnie dopasowuje system do swoich zawodników, maksymalizując ich atuty. W efekcie od sezonu 2013 ma bilans 47-21 (.691).

W tym roku Reid obficie włącza do swojego playbooka koncepty, którymi wielu szkoleniowców w NFL gardzi, jako sztuczkami z NCAA. Zone read, opcje i tym podobne sposoby kreują masę jardów po złapaniu piłki i sporą część sukcesów Hunta. Obrony rywali będą na to coraz lepiej gotowe. Pewnie niektóre nawet zatrzymają młodego RB Chiefs. Ale, pomijając kontuzje, trudno mi sobie wyobrazić, by Reid i spółka skończyli sezon w grudniu.

 

Minus: NFL i polityka

Niestety zamieszanie wokół hymnu, Donalda Trumpa i NFL potrafi zniechęcić do oglądania. Co prawda już wcześniej wyciszałem wykonanie hymnu amerykańskiego, bo ich maniera śpiewania na Edytę Górniak z Korei jest dla mnie estetycznie kompletnie niestrawna, ale teraz dla wielu oprawa okołohymnowa staje się ważniejsza niż mecz.

Sport nigdy nie był wolny od polityki, ale sytuacja, gdy w tak krótkim sezonie polityka przesłania sport to fatalna sytuacja dla kibiców. Zwłaszcza kibiców takich jak my, niezaangażowanych w politykę wewnętrzną USA.

 

Plus: Sean McVey i LA Rams

OK, wiedziałem, że Jeff Fisher to fatalny trener. Wiedziałem, że wielu utalentowanych graczy ginie w NFL z powodu fatalnych szkoleniowców. Ale stopień, w jakim Sean McVey (rocznik ’86!) udowodnił jak szkodliwy dla ligi jest trenerski beton to coś niewiarygodnego.

Jared Goff nagle wygląda na utalentowanego rozgrywającego. Ten sam Goff, który przed rokiem zaliczył najgorszy debiutancki sezon w historii, wyglądał na kompletnie zagubionego w kieszeni i tracił głowę przy jakichkolwiek oznakach presji obrony.

W tym roku Goff jest liderem NFL w ANY/A, czyli nowocześniejszym passer ratingu. Widać, że wie co ma robić na boisku, nie traci głowy. McVey zainstalował przyjazny quarterbackowi system, w którym Goff ma mocno uproszczone decyzje. Nie da się tak grać w nieskończoność, ale przy dobrym playcallingu na jakiś czas wystarczy. A kiedy Goff okrzepnie, będzie można zacząć komplikować system. Zeszłorocznemu #1 w drafcie jeszcze sporo brakuje do bycie franchise QB. Ale jest na dobrej drodze, czego rok temu nie można się było spodziewać.

Robotę ułatwia mu Todd Gurley, który wygląda jak galernik uwolniony z kajdan. Co prawda dalej haruje jak galernik (106 prób biegowych i złapanych podań), ale wygląda na to, ze czuje się w tym dobrze (362 jardy po ziemi i 234 górą). Zawodnik, który rok temu wydawał się wolny i wypalony, był jedną z najdynamiczniejszych i najbardziej wszechstronnych broni we wrześniu.

Naturalnie swój udział w odbudowie ofensywy Rams mają nowe nabytki: WR Sammy Watkins i LT Andrew Whitworth. Poprzedni sezon Rams również zaczęli od trzech wygranych w czterech meczach. Ale gdyby głosowanie na najlepszego trenera roku odbyło się dzisiaj, to McVey byłby faworytem.

 

Tydzień w skrócie:

1. Z notatnika medyka. Nie był to dobry tydzień pod względem zdrowotnym

  • QB Derek Carr (OAK) doznał urazu pleców i będzie pauzował minimum dwa tygodnie, a zapewne miesiąc
  • Rookie RB Dalvin Cook (MIN) był trzecim najlepszym RB w NFL po czterech tygodniach. niestety nie dołoży już niczego do swojego dorobku, bo zerwał więzadło ACL i opuści resztę sezonu.
  • QB Marcus Mariota (TEN) naciągnął podudzie. Jego status to „day-to-day”, czyli może zagra, a może nie
  • WR Odell Beckham Jr (NYG) od początku roku walczy z urazem kostki, a w niedzielę doznał paskudnie wyglądającego urazu palca. Żaden uraz nie spowoduje utraty meczu, ale znacząco utrudnią dominację, do jakiej nas przyzwyczaił.
  • WR Mohamed Sanu (ATL) straci 2-3 tygodnie z powodu urazu podudzia
  • RB Ty Montgomery (GB) połamał żebra w czwartkowym meczu. Mimo to chce grać w najbliższą niedzielę (!)

2. NFL znów pokazała, jak mało zależy jej na bezpieczeństwie zawodników. Danny Trevathan z Bears mało nie urwał w czwartek głowy Davantae Adamsowi z Packers nielegalnym uderzeniem. Adams runął jak długi, Trevathan jakby nigdy nic zaczął z kolegami celebrować udane zagranie. Kara? 15 jardów i dwa mecze zawieszenia zredukowane po apelacji do jednego. Za dwukrotną wpadkę na trawce są cztery mecze, podobnie jak za „bardziej prawdopodobną niż nie” wiedzę o spuszczonym powietrzu z piłek.

3. Obrona Titans do słabych nie należy. A jednak Texans i ich rookie QB Deshaun Watson przejechali się po niej jak chcieli. Drużyna z Houston zdobyła 57 punktów. To rekord klubu i dwudziesty taki wynik w historii ligi po 1970 r. Watson podał na cztery przyłożenia i wybiegał piąte. Żaden debiutant na QB w historii NFL nie zliczył tak dobrego popołudnia.

4. Jay Cutler to jednak gość. Popatrzcie jak ciężko pracuje, by być dobrą zmyłką w akcji Wildcat (to ten najbardziej na dole ekranu)

 

Jay Cutler giving MAXIMUM EFFORT as the decoy on this wildcat play 😂 (bottom of the screen)

Opublikowany przez NFL Memes na 1 października 2017

 

5. Jeśli już przy Miami jesteśmy, to lepszej antyreklamy futbolu na Wembley NFL nie mogło sobie wymarzyć.

6. Ktoś zapomniał powiedzieć Toddowi Bowlesowi i jego zawodnikom, że Jets mieli w tym roku tankować. Wygrali już drugi mecz w sezonie. Dość skutecznie tankują za to Cleveland Browns, którzy są na dobrej drodze do drugiego z rzędu #1 w drafcie.

7. Brandon Marshall i Marshawn Lynch to kolejne przykłady na to, że nawet głośne nazwisko nie pomoże, gdy w baku brak paliwa. NFL już jest młodsza niż kiedykolwiek wcześniej, a takie historie dodatkowo zniechęcają drużyny do zatrudniania graczy po 30-tce.

8. Panie i Panowie, oto AFC South