NFL Playoffs: Zapowiedź finałów konferencji

Skład finałów konferencji jest fascynujący. Jeden z najlepszych QB w historii i trzej rozgrywający znacznie niższej klasy. A jednocześnie trzy świetne defensywy, jedynie najlepszy QB dysponuje obroną poniżej przeciętnej.

Jak zwykle godziny spotkań podane są w czasie środkowoeuropejskim (czyli polskim). W tabelach wartości w nawiasie to miejsce drużyny w danej kategorii w lidze po sezonie zasadniczym. DVOA liczone jest w procentach, gdzie 0% oznacza średnią NFL w sezonie. Ujemne DVOA jest dobre dla obrony, złe dla ataku i special teams.

 

Jacksonville Jaguars @ New England Patriots

niedziela, 21:05

Jacksonville Jaguars @ New England PatriotsJaguars dotarli do AFC Championship Game po raz trzeci w swojej krótkiej historii (dołączyli do NFL w 1995 r.). Ostatnie dwa razy miały miejsce jeszcze w XX wieku, a trenerem był wówczas Tom Coughlin, obecnie szef operacji futbolowych. Ten sezon już jest ogromnym sukcesem klubu z Florydy. Pierwsze playoffy od dziesięciu lat, pierwsza AFC Championship Game od osiemnastu. Ale Jags jeszcze nigdy nie byli w Super Bowl. Choć to Patriots są zdecydowanymi faworytami, Jaguars nie są bez szans i to nie tylko ze względu na „Any given Sunday”.

Ta para jest fascynująca, bo pod wieloma względami są to drużyny wręcz stworzone, by pokonać siebie nawzajem. Na pewno przez ostatni tydzień słyszeliście wielokrotnie o pass rushu Jaguars, ale pozwólcie, że zbiorę to wszystko w jednym miejscu.

Teoretycznie sposób na Toma Brady’ego jest prosty. To recepta, którą wykorzystali New York Giants (pod wodzą, a jakże, Toma Coughlina) oraz Baltimore Ravens. Jest nią presja w wykonaniu czteroosobowego pass rushu d-line. Kluczem jest wygranie walki na środku i wypchnięcie centra i guardów do tyłu. Dzięki temu Brady, mistrz nawigacji w kieszeni, nie ma szans na zrobienie kroku w przód, by uniknąć szarżujących DE.

No dobrze, wywieranie presji na QB to elementarz defensywy. Ale dlaczego pass rush ma być czteroosobowy? Jeśli obrona blitzuje (wysyła pięciu lub więcej pass rusherów), to najczęściej przynajmniej jeden reciver jest bez obrońcy. Ideą blitzu jest dotarcie do rozgrywającego tak szybko, by ten nie zdążył odnaleźć tego wolnego odbierającego. Tyle że blitzowany Brady bardzo często identyfikuje schemat obronny rywala i błyskawicznie znajduje tego wolnego partnera. Dlatego kluczowa jest presja „normalnego” czteroosobowego pass rushu. Dzięki temu siedmiu obrońców może być w kryciu, a to utrudnia uwolnienie reciverów i zmusza Brady’ego do nieco dłuższego trzymania piłki.

Skoro to takie proste, czemu więcej drużyn tego nie stosuje? Bo to proste tylko w teorii. Czteroosobowy pass rush oznacza, że każdy z DL musi regularnie wygrywać jeden na jeden i radzić sobie z podwojeniami. A przecież o-line NE to nie gromada przypadkowych ludzi, tylko bardzo solidna grupa. Jeśli o-line zdławi pass rush, to Brady prędzej czy później znajdzie kolegę. Nawet genialna secondary nie wytrzyma w kryciu więcej niż 4-5 sekund.

Jaguars bliztują bardzo mało, a jednak ich pass rush jest na tyle skuteczny, że otrzymali przydomek „Sacksonville”. Calais Campbell został wybrany do All-Pro na dwóch pozycjach (DT i DE) i jest kandydatem do defensywnego MVP. Na niego nawet podwojenie może być mało. Zresztą cała formacja defensywna Jaguars to elita. Kto z obrony Patriots mógłby być starterem na swojej pozycji w Jaguars? Może Devin McCourty.

A jednak Patriots to idealny kryptonit na tegoroczną superdefensywę Jacksonville. Po pierwsze NE jak żadna inna drużyna w NFL potrafi z tygodnia na tydzień zmieniać oblicze. Także w AFCCG zobaczymy inne wcielenie Pats, to które według trenera Billa Belichicka będzie miało największe szanse na pokonanie Jaguars.

Gdzie jest miękkie podbrzusze Jags? Po pierwsze biegi. Sytuacja znacznie się poprawiła odkąd w trakcie sezonu do Jags dołączył DT Marcell Dareus, ale w sezonie tracili średnio 4,3 jarda/bieg, co jest 26. wynikiem w NFL. Atak Patriots biegał na poziomie 4,2 jarda/bieg, co jest mniej więcej ligową średnią. Warto jednak zwrócić uwagę, że Dion Lewis odniósł sukces w 56% akcji wg Football Outsiders (definicja „sukcesu” zależy od numeru próby i jardów do przejścia), co jest czwartym najlepszym wynikiem w NFL i jest najlepiej ocenianym RB w metrykach Football Outsiders, także ze względu na pewne ręce (zero fumbli).

Jednak Lewis nie będzie się ograniczał wyłącznie do biegów. Jego siła tkwi we wszechstronności. Patriots są jednymi z ligowych pionierów w eksploatowaniu RB jako reciverów. O ile obrona Jaguars wygląda bardzo dobrze przeciwko reciverom, o tyle w grze podaniowej przeciwko running backom Football Outsiders klasyfikują ich dopiero na 15. miejscu w NFL. Wiecie przeciwko jakiej pozycji bronią najgorzej? Tight endom (20. miejsce w lidze). A tymczasem Patriots dysponują, z tego co kojarzę, całkiem niezłym TE.

Możemy się więc spodziewać gry biegowej, podań do RB i TE. Gra będzie raczej krótka i do prawej – to na tym obszarze Jags bronią najsłabiej, co nie znaczy że słabo. Pytanie tylko jak z ręką Brady’ego.

Na czwartkowym treningu Brady zderzył się z kolegą i uszkodził prawą dłoń (jest praworęczny). Nie ma uszkodzeń strukturalnych, ale założono mu kilka szwów koło kciuka. Na piątkowej konferencji prasowej miał na dłoni rękawiczkę, a Patriots w swoim stylu unikali odpowiedzi na pytania, przy czym bank rozbił McCourty.

Uraz na pewno wybił Brady’ego z rytmu i wpłynie na jego grę. Pytanie jak bardzo.

Po drugiej stronie piłki zobaczymy… Bóg jeden raczy wiedzieć co, a i On może mieć wątpliwości. Patriots, tak jak Steelers przed tygodniem, zapewne zamurują linię wznowienia akcji i będą chcieli, by to Bortles spróbował ich pokonać górą. Jeśli do Foxborough przyjedzie Bortles z Wild Card Round, to Jags są ugotowani. Ale jeśli zagra jak przeciwko Steelers, to obrona Patriots będzie musiała się dostosować, co oznacza więcej miejsca dla Leonarda Fournette. Tyle że w przypadku Fournette powraca pytanie o kontuzjowaną w ostatnią niedzielę kostkę.

Tak więc o ile po jednej stronie piłki obraz będzie zapewne dość przewidywalny i wszystko będzie sprowadzało się do egzekucji, o tyle szachy ofensywa Jags vs defensywa Pats powinny być fascynujące. Tak czy inaczej mecz zapowiada się znacznie ciekawiej niż można by sądzić, oceniając bilans obu drużyn an przestrzeni ostatniej dekady.

Mój typ: Jaguars 14 – 24 Patriots

 

Minnesota Vikings @ Philadelphia Eagles

poniedziałek, 0:40

Minnesota Vikings @ Philadelphia Eagles

Trochę żałuję, że nie spełni się moja prognoza na Super Bowl Patriots – Saints, ale NFC Championship Game zapowiada się palce lizać. Przede wszystkim dlatego, że nie będzie to pojedynek „star power” (choć znakomitych graczy po obu stronach nie zabraknie), tylko dwóch bardzo zbilansowanych i kompletnych drużyn.

Vikings są w finale konferencji zasłużenie, ale ich wszystkie niewątpliwe osiągnięcia nie mogą przesłaniać faktu, że niemal zaprzepaścili 17-punktowe prowadzenie w Divisional Round. Przeciwko Eagles, drużynie grającej na dużej intensywności, podobne przestoje będą zabójcze.

Orły miały przegrać już przed tygodniem. Byli pierwszym w historii #1, który nie był uznawany za faworyta w swoim meczu playoffów. Jednak bardzo mądry i konsekwentny mecz przeciwko Falcons dał im wejściówkę do NFCCG.

W poprzedniej rundzie Eagles oparli się mocno na kreatywnej grze biegowej i RPO (Run-Pass Option), w celu zniwelowania minusów rezerwowego rozgrywającego Nicka Folesa. W efekcie Foles statystycznie zanotował świetne spotkanie, choć w rzeczywistości uznanie należy się raczej trenerowi Dougowi Pedersonowi i jego sztabowi.

A tutaj możecie zobaczyć jak Teddy Bruschi, kluczowy LB pierwszej mistrzowskiej dynastii Patriots, wyjaśnia podstawy RPO:

Vikings mieli cały tydzień i będą gotowi na RPO, co oznacza zapewne, że Pederson wyciągnie kolejnego asa z rękawa. Pytanie tylko co to będzie. Foles to klasyczny rozgrywający z kieszeni. Mało mobilny, kompletnie niegroźny w rozmaitych formach opcji, wymagających biegającego QB. Z kolei klasyczna gra biegowa przeciwko Vikings i ich 5. w NFL obronie biegowej to spore ryzyko. W tej sytuacji spodziewałbym się różnego rodzaju jet sweepów, akcji „misdirection” (próbujących zmylić obronę co do rzeczywistego kierunku, w którym pójdzie piłka) i kreatywnych schematów blokowania z udziałem TE. I garścią RPO, żeby defensorzy Vikings nie mieli za łatwo.

Najgorszym scenariuszem dla Eagles byłaby konieczność gonienia rywala, kiedy musieliby złożyć mecz w ręce Folesa. Paradoksalnie podobnie wygląda najbardziej niekorzystny scenariusz dla Vikings. Jeśli jednak miałbym obstawiać, która z drużyn jest lepiej przygotowana do odrabiania strat, postawiłbym na Minnesotę.

Nie żebym miał aż tyle wiary w Keenuma. Case ma, jak na swoje możliwości, świetny sezon i zapewne skasuje od kogoś w wakacje kilkanaście, może dwadzieścia milionów dolarów. To dobry game manager, dbający o piłkę, o dość ograniczonych możliwościach. Taki Alex Smith dla ubogich. Tyle że ma wokół siebie zawodników, którym wystarczy rzucić piłkę, by zaczęli wyczyniać cuda. A konkretnie Stephona Diggsa i Adama Thielena. W tej chwili żadna inna drużyna w NFL nie dysponuje taką parą reciverów. Jak nikt inny są w stanie zamienić średnio udane podanie Keenuma w genialne zagranie na kilkadziesiąt jardów.

Orły mają bardzo dobrą obronę. Szybką, agresywną, dobrze tacklującą. Tyle że w ich secondary nie ma nikogo, kto byłby w stanie ustać Thielenowi czy Diggsowi jeden na jeden. Dodatkowo jest to obrona nierówna. Według Football Outsiders tylko Baltimore Ravens grali w obronie bardziej nierówno niż Eagles. Oczywiście lepsza jest dobra obrona, której czasem zdarzy się słabszy mecz, niż słaba obrona, której nie zdarza się dobry. Ale jeśli ten słabszy mecz przytrafi się w finale konferencji… to nie sądzę, by Foles zdołał odrobić straty.

Obrona Vikings to rewelacyjna formacja, w której trudno znaleźć choć jeden słaby punkt. Co więcej z biegiem sezonu grają coraz lepiej. Powiedziałbym wręcz, że pod koniec sezonu grali równie dobrze, o ile nie lepiej, jak Jaguars. Przy czym są znacznie lepsi od Jags w obronie przeciwko biegowi, co w tym spotkaniu będzie miało niebagatelne znaczenie.

Uważam, że ten mecz może okazać się spotkaniem „dla koneserów”, bo obie ekipy skupią się na tym, by nie popełnić błędów w ataku. Ale jeśli jedna z drużyn odksoczy, przeciwnik będzie się musiał odsłonić. A wtedy zobaczymy z jakiej gliny ulepieni są obaj rozgrywający, których w wakacje niemal nikt nie chciał. Teraz Case Keenum ma okazję powtórzyć historię Kurta Warnera (jedyny QB niewybrany w drafcie, który wygrał Super Bowl), a Nick Foles historię Jeffa Hostetlera (zmiennik, który zastąpił kontuzjowanego QB i wygrał Super Bowl, Hostetler w barwach NYG w 1990 r.). Którykolwiek wygra, będzie to fascynująca historia.

Mój typ: Vikings 16 – 13 Eagles

 

P.S. Przypominam, że w czasie meczów komentujemy, dzielimy się spostrzeżeniami, memami, sarkastycznymi żartami i śmieszkujemy z kibiców przegrywającej drużyny. A wszystko na Twitterze pod hashtagiem #NFLpl

NFL Playoffs: Jacksonville Jaguars i Minnesota Vikings górą w thrillerach

W pierwszym niedzielnym meczu poprzeczka została ustawiona bardzo wysoko. Piękny, ofensywny, dramatyczny mecz, w którym faworyt jednak poległ. A potem nadeszła niesamowita pogoń, kolejny underdog o krok od euforii i jedna z najbardziej niesamowitych akcji w historii NFL. To była najlepsza futbolowa niedziela w tym roku i jedna z najlepszych jakie pamiętam w ogóle.

 

Jacksonville Jaguars 45 – 42 Pittsburgh Steelers

87 punktów. 12 przyłożeń. 22 serie ofensywne (nie licząc „kolanek” na koniec obu połów). 923 ofensywne jardy netto.

Gdyby w sobotę zapytać kibiców co sądzą o szansach na wygraną Jaguars w Pittsburghu zdania byłyby podzielone. Ale gdyby dodać, że Steelers zdobędą ponad 40 punktów, to zapewne nikt nie postawiłby na Jags. Blake Bortles górą w pojedynku rewolwerowców z Benem Roethlisbergerem? Przecież to jawna bzdura. A tymczasem to właśnie ekipa z hrabstwa Duuuuuval była górą i zagra z Patriots w finale AFC po czwartym najbardziej ofensywnym meczu playoffów w historii.

Od początku to Jaguars przeważali, a Steelers próbowali gonić. Stalowi wyszli gotowi na obronę biegu, a tymczasem Bortles zaczął podawać. Tak to gospodarzy zaskoczyło, że nim się ogarnęli, Jacksonville zameldowali się w Red Zone, gdzie obrona stężała. Jednak Jaguars, jako underdog, słusznie postanowili nie brać jeńców i zagrali czwartą próbę, w której Leonard Fournette zdobył TD bliźniaczo podobny do przyłożenia z październikowego meczu na Heinz Field.

Fournette wybiegał w tym meczu 109 jardów i 3 TD. Nie przeszkodził mu nawet uraz kostki, którego nabawił się w trakcie meczu. W sumie ma w tym roku na Heinz Field więcej przyłożeń niż Le’Veon Bell.

Chwilę potem zaskoczyła defensywa Jaguars. Jej dobra postawa to żadna niespodzianka, ale ten przechwyt i to w wykonaniu linebackera palce lizać. I pomyśleć, że po zerwaniu łąkotki w 2015 r. Myles Jack nie wiedział czy jeszcze wróci do futbolu.

Chwile później mieliśmy pierwszą z nieudanych czwartych prób Steelers. Żeby było ciekawiej, Steelers w całym meczu konwertowali cztery z sześciu czwartych prób. W tym 4&11 i 4&6 na kapitalne przyłożenia. Ale z trzech sytuacji 4&inches konwertowali tylko jedną. Ani razu nie próbowali QB sneaka (Big Ben ostatni sneak zagrał w 2015 r.), zamiast tego różnych zastanawiających zagrywek. Najdziwniejszą była ta pierwsza, gdy szerokie odrzucenie do Bella neguje cała przewagę, jaką ma ofensywa potrzebująca tylko kilkunastu centymetrów.

W efekcie Jaguars wyszli na prowadzenie 21 punktami. A kiedy Paul Posłuszny niemal przechwycił kolejne podanie Roethlisbergera, twitterowa społeczność #NFLpl zajęła się rozważaniami na temat szans Jaguars przeciwko Patriots. Za wcześnie. Nadzieję w serca stalowych wlał Antonio Brown. Nie po raz ostatni tego dnia.

Wydawało się, że defensywa Jaguars szybko odzyska kontrolę nad meczem. Zsackowany Ben Roethlisberger zgubił piłkę, a 50-jardową akcję powrotną na przyłożenie wykonał Telvin Smith. Jednak ostatnia seria ofensywna pierwszej połowy należała do gospodarzy. Przy 4&11 na 36 jardzie atakowanej połowy Mike Tomlin postanowił zrezygnować z kopnięcia z pola i pójść na całość.

Na otwarcie drugiej połowy piłkę znowu dostali Steelers, którzy dzięki temu mieli dwa posiadania z rzędu. W pełni z tego skorzystali i zmniejszyli straty do zledwie jednego przyłożenia. Kiedy dwie serie później zablokowali punt Jaguars i zaczęli serię na 45 jardzie atakowanej połowy, remis wydawał się tylko kwestią czasu. Tyle że znów nie udało im się konwertować 4&inches, a w odpowiedzi Blake Bortles posłał takie podanie:

Jaguars znów odskoczyli na dwa posiadania. Ale to jeszcze nie był koniec. Najpierw przyłożenie Steelers po kolejnej czwartej próbie. Przypomnę tylko, że Antonio Brown grał pierwszy mecz po naderwaniu mięśnia łydki.

Ale Jaguars odpowiedzieli fantastycznym playcallingiem.

Na nieco ponad dwie minuty prze końcem Big Ben i Bell znów zmniejszyli stratę do jednego posiadania improwizacją, która wyglądała bardziej na zagrywkę rodem z rugby niż z futbolu.

Steelers mieli przed sobą niełatwą decyzję. Mogli odkopywać piłkę daleko. Mieli dwie przerwy na żądania i 2-minute warning. Gdyby udało się wymusić 3&out, odzyskaliby piłkę z 90-100 sekundami na zegarze. Mogli też wykonać onside kick. Zdecydowali się na to drugie. Można bronić agresywnej decyzji. Udany onside kick dałby Steelers komfortową sytuację na dwuminutową serię z dwiema przerwami na żądanie. Ale wykonanie było fatalne. Jaguars przejęli piłkę na granicy zasięgu kopnięcia z pola. Nie miało znaczenia, że obrona Steelers wymusiła 3&out. Celne kopnięcie ostatecznie rozstrzygnęło mecz i przyłożenie Steelers w ostatniej sekundzie nic już nie zmieniło.

Tym razem zawiodła obrona Steelers. Ofensywa miała więcej pierwszych prób (28 – 22), jardów (545 – 378) i jardów na próbę (7,0 – 6,2) niż rywale. Ben Roethlisberger ma wątpliwy zaszczyt bycia jedynym QB, który rzucił w playoffach pięć przyłożeń w jednym meczu i przegrał.

Jaguars to najbardziej nierówna i chimeryczna drużyna w lidze. Tydzień temu z Bills zagrali słabi Jaguars. Na Bills wystarczyło. W Pittsburghu pojawili się dobrzy Jags, choć i to potrafiło się zmienić z kwarty na kwartę. Jacy przyjadą do Foxborough? Brady i Belichick nie wybaczają słabości.

Steelers mieli zrewanżować się Patriots za zeszłoroczną porażkę w finale AFC. Może za rok. Big Ben obiecał, że wróci na sezon 2018. Pytanie czy wróci Bell, któremu skończył się franchise tag. Nowy kosztowałby ponad 14 mln.

 

New Orleans Saints 24 – 29 Minnesota Vikings

Kiedy po pierwszej połowie faworyzowani gospodarze prowadzili 17:0 poważnie rozważałem udanie się spać. Wielu polskich kibiców tak zrobiło. Jednak warto było zarwać noc i cierpieć w poniedziałek, by zobaczyć jeną z najbardziej dramatycznych końcówek w historii NFL, ochrzczoną już mianem „Cudu w Minnesocie” („Minnesota Miracle”).

Trudno jednak mieć pretensje do tych, co poszli spać. Faktycznie nic po pierwszych dwóch kwartach nie wskazywało, byśmy jeszcze mieli zobaczyć jakieś emocje. Vikings wychodziło niemal wszystko, Saints niemal nic. Gra biegowa Świętych nie istniała. Drew Brees posłał dwa INT. Pierwsze to niedolot, ale i atletyczna akcja Andrew Sendejo.

Ale to drugie zabolało najbardziej, bo Saints byli o krok od przyłożenia. O no-look pass każdy słyszał, ale no-look deflection?

W pierwszej połowie Minnesocie nie wyszły dwie rzeczy. Najpierw zupełnie niepotrzebnie kopali w sytuacji 4&goal z 1 jarda, zamiast atakować i próbować zdobyć przyłożenie. Nawet nieudana akcja oddaje piłkę przeciwnikowi przyciśniętemu do własnego endzone. Udana jest warta więcej niż dwa kopnięcia z pola.

Drugą skazą na pierwszej połowie było niecelne kopnięcie z 49 jardów na sam koniec drugiej kwarty. Ale i tak wszystko wskazywało na to, że Vikings sobie łatwo poradzą, zwłaszcza że dostawali piłkę na początek drugiej połowy.

Wikingowie zaczęli od kolejnej 11-zagraniowej serii, ale skończyli be punktów. Case Keenum wziął 10-jardowy sack, który wypchnął go poza zasięg skutecznego kopnięcia pola. I wtedy Drew Brees włączył piąty bieg.

Do tej pory Brees grał słabo. Dwie straty, niewiele pozytywnych zagrań. Ale drugą połowę miał genialną. Przyłożenie-przechwyt-przyłożenie i nagle Saints mieli już tylko trzy punkty straty.

Zrobiło się bardzo nerwowo i głowę stracił Sean Payton, szkoleniowiec Saints. W jednej serii rzucił dwie czerwone flagi, żądając zweryfikowania decyzji sędziów. Pierwszą łatwo zrozumieć. Chwyt Vikings miał miejsce tuż przed linią Saints, którzy jak jeden mąż pokazali, że podanie było nieudane. Payton pewnie i tak musiałby wziąć czas, by ustawić obronę, a gdyby challenge był udany, zanegowałby 27-jardowe podanie i postawił Vikings w sytuacji 3&10 na własnej połowie.

Ale drugi challenge jest kompletnie niezrozumiały. Payton wystrzeliwał się z challengy do końca meczu, by oddalić kopnięcie z pola Vikings o kilka jardów. Owszem, kilka cennych jardów, ale w powtórce od razu było widać, że kolano Keenuma nie dotknęło murawy nim pozbył się piłki. Osoba odpowiedzialna za doradzanie Paytonowi w takich sytuacjach zapewne straci pracę. Chyba że to szkoleniowiec Saints postanowił „zaufać przeczuciu”.

Tak czy inaczej Vikings dołożyli trzy punkty, ale to wciąż było jedno posiadanie różnicy. W kolejnej serii Saints udało się zablokować punt…

… a następnie Brees kapitalnie dograł do Kamary.

Saints wyszli na prowadzenie. Odrobili 17-punktową stratę. Niczym Titans w meczu z Chiefs tydzień temu. Tyle że to była dopiero pierwsza z czterech zmian prowadzenia w ostatnich trzech minutach meczu.

Case Keenum musiał zrobić coś, czego nie robił w tym roku za często: odrabiać straty. Gdyby sezon mojej drużyny był w rękach 3-minutowej ofensywy pod wodzą Keenuma to pewnie oglądałbym z duszą na ramieniu.

Keenum nie spisał się najlepiej. Ale wykonał tą jedną jedyną koślawą akcję, która pozwoliła wyjść na prowadzenie. Na marginesie: to Thielen, a nie Hopkins powinien być w pierwszej drużynie All-Pro. Ta ścieżka i chwyt to najwyższa klasa na pozycji recivera.

Tyle że Vikings zostawili Breesowi półtorej minuty. Półtorej minuty, by kopnąć z pola na wygraną i uzupełnić fantastyczny powrót. Breesowi wystarczyły 64 sekundy. Kolejna mistrzowska seria.

Vikings mieli 25 sekund i jedną przerwę na żądanie. I wtedy wydarzył się „Minnesota Miracle”.

Gdyby Diggs został zatrzymany w boisku, byłoby po meczu. Nikt nie jest w stanie zrozumieć jak to się stało, nawet sam Diggs. Najbardziej szkoda w tym wszystkim Marcusa Williams (to ten obrońca Saints z #43). Rookie ma za sobą bardzo dobry sezon i bardzo dobry mecz. To jego świetny, atletyczny przechwyt pomógł NO wrócić do tego spotkania. Ale ta akcja będzie się za nim ciągnęła całe życie.

Co właściwie próbował zrobić? Chyba uderzyć Diggsa w taki sposób, by ten wywinął kozła. Może bał się, że otrzyma flagę za DPI albo wypchnie recivera za boisko, co pozwoliłoby Vikings na zwycięskie kopnięcie z pola?

Wygrana Vikings to cud, ale to nie znaczy, że nie zasłużyli. Zagrali kapitalną pierwszą połowę. Są groźną, kompletną drużyną i będą faworytami w finale NFC.

Drew Brees stracił najlepszą okazję na drugi pierścień mistrzowski. Gdyby Saints lepiej zagrali w pierwszej połowie… Rozgrywającemu Saints kończy się umowa. Czy wróci na kolejny rok? Potrzebuje 1,5 tys. jardów, by wyprzedzić Bretta Favre’a i Peytona Manninga na liście najbardziej produktywnych QB wszechczasów. Tylko czy będzie to dla niego wystarczająca motywacja?

NFL Playoffs: New England Patriots i Philadelphia Eagles w finałach konferencji

Pierwsze mecze Divisional Round rozczarowały. Eagles zagrali bardzo mądrze i dzięki znakomitej defensywie awansowali do finału NFC. W finale AFC z kolei zameldowali się Patriots, którzy od drugiej kwarty kompletnie zdominowali Titans w każdym elemencie gry.

 

Atlanta Falcons 10 – 15 Philadelphia Eagles

Od początku było wiadomo, że wobec braku Carsona Wentza zobaczymy zupełnie inną ofensywę Eagles niż w sezonie zasadniczym. Ogromne brawa należą się Dougowi Pedersonowi i jego sztabowi trenerskiemu. Orły zagrały bardzo mądrze i gdyby nie własne błędy pewnie rozstrzygnęliby ten mecz wcześniej.

Od początku widać było, że Nick Foles czuje się nieswojo. Przestrzelił kilka prostych podań, a jego długa piłka była tak niedorzucona, że wracający do niej reciver nadział się na obrońcę i „wymusił” DPI. Choć gwoli uczciwości mogła to być też wina wiatru. Dlatego początkowo gospodarze postawili na grę biegową.

W grze biegowej znacznie trudniej o kreatywność niż w podaniowej. To raczej kwestia egzekucji, bo gro zagrywek nie zmieniło się specjalnie od dekad. Jednak Philly udało się zrobić coś bardzo ciekawego. Ich schematy blokowania nie były może zupełnie niespotykane, ale za to mieli ich całą masę. Bloki TE z pozycji H-backa na NT, właściwie każdy z graczy OL w tej czy innej zagrywce wykonywał pull, różnego rodzaju trapy. To sprawiało, że choć nie widać tego w statystykach, Eagles przesuwali piłkę po boisku.

Jednak pierwszą połowę zdominowały błędy.

Wszystkie cztery fumble to dzieło Eagles. Z czego Atlancie udało się odzyskać dwa. Najcenniejsze było to po puncie, bo dało Falcons wyśmienitą pozycję startową i jedyne przyłożenie w tym meczu. Przyłożenie, w którym nota bene Matt Ryan wykazał się wysoką klasą.

Z kolei na koniec pierwszej połowy fatalny błąd popełnił Foles. Błąd, który powinien skończyć się przechwytem Falcons i szansą na kolejne punkty. Zamiast tego kuriozalne odbicie piłki przełożyło się na najdłuższe podanie Folesa w meczu i udane kopnięcie z pola na koniec pierwszej połowy dla Orłów. Kopnięcie, które w końcówce miało się okazać bezcenne.

O ile to możliwe, druga połowa była jeszcze słabsza ofensywnie niż pierwsza. Obie drużyny zaliczyły dwie serie ponad 40-jardowe i 10-snapowe. Tyle że Eagles zrobili z tego dwa FG, Falcons punt i stratę w czwartej próbie.

W drugiej połowie znów wyszła dobra praca Pedersena. Foles nie czuje się za pewnie? Ułatwmy mu życie. Eagles zbierali masę jadrów na RPO (Run-Pass Option, akcja w której QB czyta jednego z obrońców, najczęściej LB i na tej podstawie zostawia piłkę RB lub podaje do recivera, najczęściej na slant). Do tego proste podania do RB do flatu.

Nic trudnego, nic skomplikowanego. Akcje przynosiły zaledwie kilka jardów, ale w swojej masie wystarczały do skutecznego przesuwania ofensywy po boisku. Foles zakończył mecz z bardzo solidnym 23/30, 246 yds, passer rating 100,1. Nie miał żadnej straty, odzyskał wręcz jeden z fumbli RB. Statystyki nieco lepsze niż gra, ale Eagles mają na tyle dobrą drużynę, że są w stanie wygrywać, kiedy QB nie przeszkadza. Foles zrobił tyle, ile było trzeba. Nie więcej, ale też nie mniej.

O ile sztabowi trenerskiemu Eagles należą się wielkie brawa, o tyle sztab Falcons musi sobie odpowiedzieć w offseason na kilka trudnych pytań. Dlaczego ich linia ofensywna został w drugiej połowie tak zdominowana? Dlaczego tak dużo grali Devonta Freemanem, który był kompletnie nieprzydatny w grze biegowej (10 biegów na 7 jardów), a w grze podaniowej przegapiał bloki w pass protection, przez co pass rush Eagles prawie zabił Matta Ryana (nie pierwszy raz zresztą)? Dlaczego tak mało na boisku był Tevin Coleman, który w 10 biegach zrobił 79 jardów? Dlaczego w ostatniej serii meczu w red zone Steve Sarkisian wywołał cztery podania z rzędu? Nawet nie chodzi o sam fakt podawania, ale po meczu DB Eagles mówili wprost, że świetnie wiedzieli jakie zagrywki szykują Falcons jeszcze nim ci skończyli huddle.

Falcons nie potrafili wykorzystać błędów rywali. Po 1970 r. mieliśmy 252 mecze w playoffach, w których jedna z drużyn popełniła przynajmniej dwie straty więcej niż przeciwnik. Ekipa z większą ilością strat wygrywała 28 razy (ok. 11%). W tym sezonie mieliśmy dwie takie sytuacje: Titans pokonali Chiefs, a Eagles pokonali Falcons.

Orły po raz pierwszy od sezonu 2004 będą gospodarzami NFC Championship Game. Ich rywala wyłoni dzisiejszy pojedynek Saints – Vikings. Falcons mają czas na poprawki w offseason. Trzeba zacząć od wzmocnień w linii ofensywnej, choć pieniędzy na transfery nie będzie zbyt wiele.

 

Tennessee Titans 14 – 35 New England Patriots

Tylko przez jedną kwartę Titans wyglądali na drużynę, która może stawić opór faworyzowanym Patriots. Zaczęło się od kilku niepewnych podań Brady’ego, niezłej postawy obrony Titans i bardzo dobrego podania Marioty, zakończonego jeszcze lepszym chwytem Coreya Davisa.

Davis to tegoroczny #5 draftu, ale większość sezonu walczył z różnymi urazami. Jego postawa na Gilette Stadium to największy pozytyw dla Titans i nadzieja na przyszły rok.

Od drugiej kwarty Patriots zdominowali grę w każdym elemencie. Matt Patricia przygotował na ten mecz nowe schematy pass rushu, które kompletnie zakręciły w głowie o-line Titans, zwłaszcza po tym jak z urazem kolana zszedł RT Jake Concklin. NE zaliczyli osiem sacków, co jest ich playoffowym rekordem i niemal 1/5 tego, co uzbierali przez cały sezon zasadniczy.

W ataku od drugiej kwarty Brady i spółka zaczęli podkręcać tempo. No huddle, szybkie biegi, krótkie podania i w efekcie solidnemu front seven Titans zaczęło brakować sił. Danny Amendola złapał piłki na 112 jardów, Rob Gronkowski na 81 jardów, a Dion Lewis zaliczył 79 jardów górą i 62 po ziemi.

A kiedy Brady robi takie rzeczy, nie mam pojęcia jakich superlatyw użyć. Młodzi QB, nie próbujcie tego na boiskach, to nie ma prawa wyjść, chyba że jest się jednym z najlepszych w historii:

Niestety największymi negatywnymi bohaterami meczu byli sędziowie. I obiektywnie trzeba przyznać, że skrzywdzili Titans. Nie na tyle, by to przez nich Tennessee przegrali, ale na tyle by było to widać. Wątpliwa była zwłaszcza flaga za OPI Ericka Deckera przy stanie 7:7, która zatrzymała obiecującą serię ofensywną Tytanów.

Do tego sędziowie gubili się przy prowadzeniu meczu. W połowie drugiej kwarty przy puncie NE najpierw orzekli falstart Patriots, by po chwili zmienić decyzję na offside Titans, który dał NE nową pierwszą próbę. Po powtórkach dalej nie mam pojęcia kto ruszył się pierwszy, ale takie zmienianie decyzji wyglądało bardzo słabo.

Niestety po raz kolejny mści się mieszanie zgranych załóg sędziowskich na playoffy. Arbitrzy po prostu mają problemy z komunikacją, co spowalnia przebieg meczu i prowadzi do tak kuriozalnych sytuacji jak falstart/offside w Foxborough czy problemy z ustawieniem piłki w odpowiednim miejscu w Wild Card Round.

Co więcej modyfikacji wymaga system powtórek. Wynoszenie tabletu na boisko i łaczność z Nowym Jorkiem miały przyspieszyć orzekanie, ale trwa to zdecydowanie zbyt długo. O ile rozumiem naradę przy sytuacjach granicznych czy wątpliwych, o tyle pięciominutowa przerwa w sytuacjach ewidentnych to za dużo. Powinien być jasny komunikat z Nowego Jorku: „Ron, Lewis dotknął tyłkiem ziemi na 19 jardzie, 1st &goal Pats z prawego hashmarka, zegar ustaw na 14:45, nie podchodź nawet do tabletu”. I gramy dalej. Dla transparentności można nawet (jak w rugby) udostępnić tę komunikację telewizji.

No cóż, mecz bez historii, ale dla Patriots najważniejsze, że bez urazów. Dynastia w Nowej Anglii dopisuje kolejny rozdział do swojej imponującej historii, która wciąż trwa.

Za tydzień Pats będą gospodarzami AFC Championship Game. Rywala poznają dzisiaj. Titans muszą poważnie zastanowić się nad kierunkiem rozwoju. Wild Card Round wygrali bardzo szczęśliwie. Widać, że mają skarb w postaci Marioty, ale czemu ich QB grał tak słabo w sezonie zasadniczym? Czy to kwestia zdrowia, czy może jednak jest źle prowadzony?

 

Wieczorem gramy dwa ostatnie mecze tej rundy. A na blogu możecie przeczytać zapowiedź. Po sześciu meczach playoffów moja skuteczność w typowaniu 3-3. Nie za dobrze :)

NFL Playoffs: Zapowiedź Divisional Round

To jest ten moment, gdy do gry o mistrzostwo włączają się najlepsi po sezonie zasadniczym. Playoffy NFC jak na razie nie rozczarowują poziomem. Także w tym tygodniu możemy liczyć na dwa świetne mecze. W AFC jak do tej pory mizeria i mizerią pozostanie, chyba że Jaguars niespodziewanie odnajdą ofensywę.

Jak zwykle godziny spotkań podane są w czasie środkowoeuropejskim (czyli polskim). W tabelach wartości w nawiasie to miejsce drużyny w danej kategorii w lidze po sezonie zasadniczym. DVOA liczone jest w procentach, gdzie 0% oznacza średnią NFL w sezonie. Ujemne DVOA jest dobre dla obrony, złe dla ataku i special teams.

 

Atlanta Falcons @ Philadelphia Eagles

sobota, 22:35

Atlanta Falcons @ Philadelphia Eagles

W zeszłym tygodniu Falcons dość pewnie pokonali Rams, demonstrując przy tym bardzo dobrą defensywę, która, podobnie jak przed rokiem, nabiera rozpędu w najważniejszej części sezonu. Tymczasem Eagles grają bez podstawowego QB i podstawowego LT. To sprawia, że Falcons są chyba pierwszym w historii zespołem NFL rozstawionym w playoffach z #6, którzy są faworytami przeciwko #1.

Jednak nie spodziewałbym się zdecydowanej wygranej Atlanty. Mecz zostanie rozegrany w Philadelphii, gdzie miejscowi fani, mający opinię jednych z najbardziej agresywnych, aroganckich i ksenofobicznych w NFL, potrafią wywierać presję na przyjezdnych. Po drugie Eagles to nie tylko Carson Wentz.

Podobnie jak przed rokiem Matt Ryan grał życiowy sezon dzięki wsparciu kolegów i trenera, tak w tym roku Carson Wentz. Być może młody QB Eagles ma przed sobą lepsze sezony. Na pewno ma taki potencjał. Ale w tym roku był elementem drużyny. Ważnym elementem, ale nie jednoosobowym napędem jak Russell Wilson w Seattle czy Cam Newton w Carolinie.

Podkreślam to tak mocno, bo Nick Foles sroce spod ogona nie wypadł. Jest przecież aktualnym rekordzistą w liczbie podań na przyłożenie w jednym meczu (7). Na pewno nie da takiego poziomu na rozegraniu jak Wentz, ale Orły to ekipa na tyle mądrze zbudowana i zrównoważona, że wystarczy solidny występ quarterbacka i będą bardzo trudni do pokonania.

Przeciwko Rams Falcons zademonstrowali bardzo szybką, agresywną obronę ze świetnym pass rushem ze środka. W Philly będą mogli wykorzystać brak Jasona Petersa na LT, a także fakt, że C Jason Kelce jest wybitny w blokowaniu w biegach, ale tylko nieco powyżej przeciętnej w pass blocking. Będzie potrzebował pomocy, by poskromić Grady’ego Jaretta.

Kluczowe pytanie dla Eagles: kto pokryje Julio Jonesa? Secondary to najsłabsza formacja tej drużyny, a Jones absolutna elita reciverów. Wydaje mi się, że Eagles będą musieli wyrzucić za okno wszelkie warianty obrony każdy swego (poza sytuacyjnymi, ale wtedy będą podwajali Jonesa) i skupią się na strefie. A to idealna sytuacja dla RB Atlanty, którzy będą mogli łapać krótkie piłki.

Obrona Falcons będzie miała pełne ręce roboty. Jay Ajayi i LeGarette Blount stanowią parę świetnie się uzupełniających RB, a linia Eagles jest znakomita w torowaniu im drogi. Do tego Orły mają przynajmniej czterech bardzo groźnych reciverów: Zach Ertz, Alshon Jeffery, Nelson Agholor i Torrey Smith mogą w każdej chwili urwać się obronie. Secondary Falcons nie będzie miała chwili odpoczynku.

Zapowiada się pasjonujące widowisko, w którym absolutnie każdy wynik jest możliwy. Chyba że Foles pęknie pod presją, wtedy Falcons wywiozą łatwe zwycięstwo.

Mój typ: Falcons 17 – 14 Eagles

 

Tennessee Titans @ New England Patriots

niedziela, 02:15

Tennessee Titans @ New England Patriots

Nowa Anglia tydzień temu kibicowała Titans jak jeden mąż. Dzięki niespodziewanej wygranej Titans, Patriots uniknęli spotkania z bardzo niewygodnymi Chiefs. W Las Vegas otworzyli jako 13-punktowy faworyt, co jest rzadko spotykanym spreadem na tym poziomie rywalizacji.

Prawdę mówiąc jedynym co może pokonać Patriots są sami Patriots. Po pierwsze Tom Brady. Końcówkę sezonu ma bardzo przeciętną, by nie powiedzieć słabą. Oczywiście robi wystarczająco dużo, by Patriots wygrywali, pojawiają się błyski geniuszu, ale więcej jest głupich strat i niedorzuconych piłek. Czy to kwestia kontuzji ścięgna Achillesa? A może Tom w wieku 40 lat po prostu nie ma sił na cały sezon i widzimy efekty zmęczenia? Jaka by to nie była przyczyna, kibice Pats mogą liczyć, że wolne w zeszłym tygodniu trochę pomogło ich rozgrywającemu. Na pewno po raz pierwszy od listopada zniknął z raportu o kontuzjach.

Drugą kwestią jest to, co dzieje się wokół drużyny. ESPN spekuluje o konflikcie między Bradym i właścicielem drużyny Robertem Kraftem z jednej strony, a trenerem Billem Belichickiem z drugiej. Tymczasem dwaj najważniejsi asystenci Belichicka, OC Josh McDaniels i DC Matt Patricia, spędzili wolny tydzień zabiegając o posadę głównego trenera. Dla obu to zapewne ostatni sezon z Patriots. Patricia jest faworytem do pracy w New York Giants, z kolei McDaniels miał rozmowy o pracę m.in. w Indianapolis i również Giants.

Oczywiście Patriots jak żadna inna drużyna w lidze potrafią wyciszyć to, co dzieje się na zewnątrz szatni. Ale Titans muszą liczyć na każdą pomoc.

Tenessee to bez wątpienia najsłabsza drużyna, która pozostała w playoffach. Niespodziewanie wygrali z Chiefs dzięki świetnej drugiej połowie Marcusa Marioty i Derricka Henry’ego. Ci dwaj zawodnicy będą musieli zagrać w Foxborough jeszcze lepiej, żeby dać swojej drużynie szansę.

Titans będą musieli maksymalnie przeciągać serie defensywne, nie dając Brady’emu zbyt wiele szans. Nie będzie to łatwe. Patriots tracą dużo jardów, ale mało punktów. To dzięki special teams i ofensywie, dzięki którym obrona Pats zaczyna w najlepszym miejscu na boisku w całej lidze.

Sposób na pokonanie Toma Brady’ego w playoffach jest prosty i wszystkim znany: presja środkiem. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Jeśli Brady wyleczył Achillesa, to jego kapitalna praca nóg w kieszeni jeszcze utrudni zadanie pass rushowi Titans.

Jakikolwiek inny wynik niż pewne zwycięstwo Patriots byłby ogromną niespodzianką.

Mój typ: Titans 10 – Patriots 31

 

Jacksonville Jagiuars @ Pittsburgh Steelers

niedziela, 19:05

Jacksonville Jagiuars @ Pittsburgh Steelers

8 października Jaguars pokonali u siebie Steelers 30:9. Kluczowe było aż pięć piłek, które przechwycili obrońcy Jacksonville. Mimo to mecz był wyrównany jeszcze w trzeciej kwarcie, bo Blake Bortles zanotował tylko 95 jardów podaniowych i 1 INT. Ben Roethlisberger raczej nie zagra drugiego tak słabego spotkania. Problem Jaguars polega na tym, że dla Bortlesa nie było to słabe spotkanie, tylko norma.

W meczu Wild Card Round przeciwko Bills Bortles bił rekordy ofensywnej nieudolności. A przynajmniej podaniowej nieudolności, bo kilka biegów w drugiej połowie pozwoliło Jaguars zdobyć kluczowe, jedyne w tamtym fatalnym meczu przyłożenie.

Nie ulega wątpliwości, że jeśli Jaguars chcą niespodziewanie zameldować się w finale AFC, to musi ich tam wprowadzić najlepsza lub jedna z najlepszych (zależy jak patrzeć) defensywa NFL. Calais Campbell, Jalen Ramsey, A.J. Bouye i reszta musi zadusić ofensywę Steelers i liczyć, że Bortles i jego koledzy zdołają zdobyć jakieś punkty.

Steelers zapewne zaatakują po ziemi. Obrona biegowa Jaguars jest dużo słabsza niż podaniowa. Jeśli ekipa z Florydy nie znajdzie odpowiedzi na Le’Veona Bella, to będą ugotowani. Do składu Steelers wraca Antonio Brown, który miesiąc temu doznał urazu łydki. Nie wiadomo jednak w jakiej będzie formie, więc wątpliwe, by trener Mike Tomlin chciał od razu otworzyć atak powietrzny.

Zapewne w tym meczu zobaczymy dużo grania po ziemi, bo trenerzy Jaguars wyrazili swoją nieufność względem Blake’a Bortlesa już przeciwko Bills. Wątpię, żeby chcieli złożyć w jego ręce mecz przeciwko młodej i kąśliwej obronie Steelers.

Obrona Jaguars jest świetna. Jeśli atak będzie w stanie zdobywać pierwsze próby po ziemi na tyle długo, by dać jej odetchnąć między kolejnymi seriami, Steelers mogą znaleźć się w tarapatach. Ale jeśli Roethlisberger (14 INT, 3 fumble w sezonie zasadniczym) zdoła uniknąć strat i zostawiania krótkiego pola rywalom, Stalowi powinni sobie poradzić.

Mój typ: Jaguars 9 – 16 Steelers

 

New Orleans Saints @ Minnesota Vikings

niedziela, 22:40

New Orleans Saints @ Minnesota Vikings

Co się stanie, kiedy czołowa ofensywa spotka się z czołową defensywą? Niestety takie rywalizacje często zawodzą oczekiwanie, a najlepszym przykładem Super Bowl 2014. Jednak tutaj spotykają się dwie kompletne drużyny, więc mam nadzieję na lepsze widowisko niż wówczas.

Jestem bardzo ciekaw jak swoją defensywę ustawi trener Mike Zimmer. W Wild Card Round Carolina Panthers skupili się na powstrzymywaniu running backów Alvina Kamary i Marka Ingrama i zostali skarceni meczem godnym Hall of Famera w wykonaniu Drew Breesa. Vikings potrafią powstrzymywać tak bieg, jak podania (rzadkość we współczesnych defensywach). Pytanie czy będą to potrafili zrobić przeciwko Saints.

Drużyna z Nowego Orleanu ma bardzo szerokie możliwości. Mogą grać klasyczną ofensywę biegową, krótkie piłki do Kamary, bogactwo ścieżek do Michaela Thomasa czy wreszcie bomby do Teda Ginna. Vikings wszystkiego nie zatrzymają, ale próbować warto. Zwłaszcza że Saints zagrają bez podstawowego LG Andrusa Peata, który przeciwko Panthers złamał nogę. To powinno otworzyć szansę dla pass rusherów Vikings: Eversona Griffena i Danielle Huntera. A z tyłu All-Pro Harrison Smith będzie tylko czekał na jakiś błąd Breesa.

Z drugiej strony mamy nadspodziewanie skuteczną ofensywę Vikings. Case Keenum ma za sobą kapitalny sezon i ktoś skusi się, by zapłacić mu kilkanaście milionów dolarów. Kwestią otwartą pozostaje czy będą to Vikings czy jakaś inna drużyna. Minnesota nie biega za dobrze. Ich siłą napędową jest duet reciverów Adam Thielen – Stefon Diggs. Ta para nieco przycichła w końcówce sezonu, ale niech was to nie zmyli. To chyba najlepszy obecnie duet WR-ów w NFL. Thielen zasłużenie trafił do drugiej drużyny All Pro (choć czy nie powinien być w pierwszej?), a niektóre jego tegoroczne chwyty były absolutnie elitarne.

Pytanie jak będą bronić Saints. Czy Marshon Lattimore będzie krył jeden na jednego Thielena czy raczej będzie podążał za Diggsem, a Thielen będzie podwajany? Na pewno dużo zależy od presji na Keenumie. Rozgrywający Vikings bardzo się w tym roku poprawił, ale uważnie oglądając mecze Vikings łatwo można zauważyć, jak wiele brakuje mu do poziomu Drew Breesa. W tej sytuacji najważniejszym zadaniem OL Minnesoty będzie zatrzymanie Camerona Jordana, który z 13 sackami i 12 zbitymi podaniami został wybrany do pierwszej drużyny All-Pro. Łatwo napisać, trudniej zrobić.

Obstawiałem Saints w Super Bowl i podtrzymuję mój typ. niemniej spodziewam się znakomitego widowiska.

Mój typ: Saints 28 – 27 Vikings

 

P.S. Przypominam, że mecze na bieżąco będę komentował na Twitterze. Polecam też śledzić tag #NFLpl, zebrała się wokół niego fantastyczna społeczność.

NFL playoffs: Jacksonville Jaguars i New Orleans Saints w drugiej rundzie

W przeciwieństwie do sobotnich spotkań Wild Card Round, w niedzielę wygrywali gospodarze. Ponownie NFC dostarczyła świetne widowisko, a AFC wypadła nawet jeszcze słabiej niż w sobotę.

 

Buffalo Bills 3 – 10 Jacksonville Jaguars

Pierwszy niedzielny mecz przeniósł nas wehikułem czasu do roku 1977, tuż przed wielką reformą przepisów futbolu amerykańskiego, które otworzyły ofensywę. Do czasów, gdy pierwsze próby każdorazowo zdobywano wysiłkiem porównywalnym do plaży Omaha w Normandii w 1944 r. Gdy kluczowymi postaciami w drużynie byli punterzy, a każdy jard pozycji na boisku był na wagę złota.

Dobra, żarty na bok. Bills i Jaguars zafundowali nam rekordowy mecz. Jeszcze w żadnym meczu w historii Wild Card Round nie padło tak mało punktów. (na marginesie – Wild Card Round istnieje od 1978 r.) Obie drużyny próbowały dużo biegać i waliły głową w mur, bo przeciwnicy zabetonowali linię wznowienia akcji. W sumie w tym meczu zobaczyliśmy więcej puntów (18) niż punktów!

Bills można jeszcze częściowo zrozumieć – grali przeciwko najlepszej tegorocznej obronie. Ale daremność ofensywy Jaguars była wprost porażająca.

Niczego nie ujmując bardzo dobrze dysponowanej tego dnia obronie Bills, słabość Blake’a Bortlesa aż biła po oczach. Brak zaufania trenerów do swojego rozgrywającego był wyraźny i niebezpodstawny. Bortles rzucał głównie krótkie piłki, ale nawet gdy cel jego podania znajdował się w odległości kilku metrów, potrafił fatalnie spudłować. W efekcie miał kuriozalne statystyki:

W drugiej połowie rozgrywający Jaguars pokazał, że jest znacznie lepszym atletą niż rozgrywającym. Kilka nieplanowanych biegów oraz zaplanowanych zone read sprawiły, że ofensywa się nieco rozkręciła. Zwycięskie przyłożenie Jacksonville zdobyli po bardzo odważnej decyzji trenera. W czwartej próbie na jeden jard od pola punktowego Bills postanowili nie brać field goala. I kiedy wszyscy spodziewali się biegu:

W przekroju całego meczu różnica między drużynami była mniejsza niż się można było spodziewać. Podbite podanie Tyroda Taylora padło łupem obrony Jags, tymczasem defensorzy Bills upuścili dwa podania Bortlesa. Bills też zameldowali się na 1 jard od pola punktowego Jacksonville, ale Kelvin Benjamin popełnił OPI. Nawet faulując nie potrafił uwolnić się od krycia i złapać piłki, co świetnie pokazuje czemu Panthers postanowili się go pozbyć.

Ale największa „story” tego meczu, a może i tych playoffów przeszła nam koło nosa. Pamiętacie Nathana Petermana? Tego debiutanta, którego Bills wsadzili na minę, a on odwdzięczył im się rzucając 5 INT w dwie kwarty? W niedzielę wszedł na boisko, gdy Taylor doznał wstrząśnienia mózgu. Ostatnia seria ofensywna Bills, ostatnia szansa na uratowanie sezonu, wchodzi ten który był pośmiewiskiem, ten którego wszyscy skreślili. Serca hollywoodzkich scenarzystów biją jak oszalałe.

Pierwszy snap. 4&3. Peterman nie znajduje żadnego niekrytego kolegi. Postanawia pobiec. Zdobywa pierwszą próbę. FUMBLE! Uff, piłka poza boiskiem. Nowa pierwsza próba dla Bills.

Wyobrażacie sobie co by się stało, gdyby Peterman doprowadził do wyrównania? Internet by eksplodował. Niestety życie to nie film i skończyło się tak:

To będzie prawdopodobnie ostatni mecz Taylora w Bills. Bortles zagra przynajmniej jeszcze raz w barwach Jaguars – w najbliższy weekend w Pittsburghu. Ale jego postawa nie może napawać optymizmem włodarzy klubu, którzy muszą zdecydować czy zostawić go na opcji piątego roku wartej ok. 19 mln dolarów.

 

Carolina Panthers 26 – 31 New Orleans Saints

To był taki mecz playoffów jaki chcemy oglądać. Gwiazdy, kapitalne zagrania, wysoki poziom z obu stron i emocje. Ale i to, czego oglądać nie chcemy: klub lekceważący zdrowie zawodnika.

Na dziewięć minut przed końcem meczu potężnie i legalnie uderzony podczas sacku Cam Newton długo się nie podnosił. Nie do końca wiadomo czy od uderzenia w głowę czy raczej dostał korkiem w oko. Zdszedł z boiska tylko na jedną akcję, wszedł na moment do „niebieskiego namiotu” i za chwilę był gotów do gry. Niepokojące, że Panthers opisali to jako „concussion evaluation”, czyli badanie w celu wykluczenia wstrząśnienia mózgu. W takiej sytuacji Newton powinien był zejść do szatni.

Oczywiście w meczu playoffów przy pięciu punktach różnicy nikt nie wyśle do szatni pierwszego rozgrywającego, chyba że ktoś urwałby mu rękę. A i wtedy celem wizyty w szatni byłoby przyszycie kończyny i szybki powrót do gry. Panthers ewidentnie zlekceważyli zaostrzony concussion protocol. Zapewne, podobnie jak Seahawks w przypadku Russella Wilsona, zostaną ukarani jakąś śmieszną grzywną. Dopóki narażanie zdrowia i życia własnych zawodników nie będzie karane zabieraniem wyborów w drafcie, w NFL zostanie po staremu.

Ale wróćmy do meczu. Początek był dość nerwowy z obu stron. Trzy punty i wreszcie dobra seria ofensywna Panthers. Tyle że Caelin Clay nie złapał bardzo dobrego podania Newtona w polu punktowym, a Graham Gano przestrzelił z 25 jardów. W ciągu ostatnich pięciu sezonów kickerzy w NFL mają skuteczność 97,3% w kopnięciach z odległości 30 jardów lub bliższej.

W odpowiedzi wynik otworzył Drew Brees kapitalną bombą do Teda Ginna, nie tak dawno gracza Panthers:

Od tej pory zaznaczyła się przewaga Saints. Panthers dokładali wszelkich starań, by powstrzymać Alvina kamarę i Marka Ingrama i to im się udało. Bardzo często grali klasycznym frontem 4-3 i w efekcie Saints notowali 1,9 jarda/bieg. Ale Drew Brees to klasa, nawet gdy dobiega 40-tki.

Brees wyglądał, jakby cały sezon oszczędzał się właśnie na styczeń. Fantastyczna gra, precyzyjne podania, idealna współpraca z Michaelem Thomasem. Rozgrywający Saints dodał właśnie kolejny mocny argument na rzecz swojej kandydatury do Pro Football Hall of Fame.

Po drugiej stronie Cam Newton jak zwykle musiał niemal w pojedynkę ciągnąć całą ofensywę. Jak pokazał w sobotę Marcus Mariota, rozgrywający może sam wykonywać i łapać podania w jednej akcji, ale Newtonowi ta sztuka się nie udała. Zresztą łapanie wychodziło tylko Gregowi Olsenowi, który po raz kolejny był znakomity i niezastąpiony. Poza tym jednak widać było jak brak klasowych reciverów obciąża Newtona. Wielu wybitnych rozgrywających może liczyć, że ich reciverzy odrobinę im pomogą, zamieniając minimalnie niecelne podania w złapane piłki. Newton mógł liczyć co najwyżej na dropy i problemy w uwalnianiu się od krycia.

Mimo wszystko ofensywa Panthers całkiem nieźle przesuwała się po boisku. Carolina mieli minimalnie więcej jardów i pierwszych prób w przekroju całego spotkania. Jednak w red zone coś się zacinało. Tylko jedna z ich czterech wycieczek do czerwonej strefy zakończyła się przyłożeniem. Saints mieli perfekcyjną skuteczność 3/3.

Goście podjęli próbę powrotu w czwartej kwarcie, gdy zmniejszyli straty do pięciu punktów. Duża w tym zasługa obrony Panthers, która zaczęła wywierać większą presję na Breesa, nie pozwalając jednocześnie na uruchomienie gry biegowej. Zapewne swój udział miała kontuzja LG Andrusa Peata, który złamał kość strzałkową.

Wówczas w sytuacji 4&2 Sean Payton złożył mecz w rękach Breesa, jednak obrona Panthers stanęła na wysokości zadania i odzyskała piłkę. Co prawda gdyby zbili piłkę zamiast łapać INT zyskaliby kilkanaście jardów, ale i tak Newton dostał ostatnią szansę i dwie minuty na przedłużenie sezonu. Na wysokości stanęła jednak obrona Saints, która wymusiła intentional grounding, a potem sackiem zakończyła spotkanie.

Za tydzień Saints jadą do Minnesoty na starcie z Vikings.

 

Rozkład jazdy na Divisional Round NFL Playoffs:

Atlanta Falcons @ Philadelphia Eagles (sobota, 22:35)

Tennessee Titans @ New England Patriots (niedziela, 02:15)

Jacksonville Jaguars @ Pittsburgh Steelers (niedziela, 19:05)

New Orleans Saints @ Minnesota Vikings (niedziela, 22:40)

NFL Playoffs: Tennessee Titans i Atlanta Falcons w drugiej rundzie playoffów

Pierwsze koty za płoty. W pierwszy wieczór playoffów nie mogliśmy narzekać. Pierwszy mecz poziomem ocierał się o slapstikową komedię, ale emocji nie zabrakło. W drugim meczu emocji nieco mniej, ale za to poziom bardzo wysoki. Dla każdego coś miłego.

 

Tennessee Titans 22 – 21 Kansas City Chiefs

Jeśli ktoś jest przesądny: w ostatnim meczu zeszłorocznych playoffów drużyna prowadząca 21:3 do przerwy przegrała. W pierwszym meczu tegorocznych playoffów drużyna prowadząca 21:3 do przerwy również przegrała. I był jeszcze ten omen:

Ale żarty na bok. Chiefs popisowo przepalili wysokie prowadzenie. Po pierwszej połowie Titans wyglądali na kompletnie bezradnych. Podobnie jak w sezonie zasadniczym QB Marcus Mariota czuł się niekomfortowo w kieszeni. Cały rok walczył z urazami i to było widać przy długich piłkach, któym ewidentnie brakowało siły i precyzji.

Tymczasem Chiefs konsekwentnie grali swoje. Co prawda Tyreek Hill zaczął od upuszczenia dwóch prostych podań, ale potem otworzył mecz, łapiąc 45-jardowe zagranie. Linia ofensywna Chiefs całkowicie kontrolowała niebezpieczny front Titans, a Travis Kelce robił co chciał i był kompletnie nie do powstrzymania. Trzy przyłożenia po seriach ofensywnych na odpowiednio: 81, 76 i 79 jardów robiły wrażenie. Zwłaszcza to ostatnie, gdy Alex Smith poprowadził perfekcyjny dwuminutowy drive, niczym na treningu.

No, prawie perfekcyjny. W końcówce Andy Reid w swoim stylu nawalił z zarządzaniem zegarem. Zamiast wziąć ostatni czas na 23 sekundy przed końcem meczu pozwolił, żeby jego drużyna odpaliła snap. Zanim się zorganizowali, zostało już tylko kilka sekund i miejsce na jedną akcję. Gdyby Reid wziął czas, Smith spokojnie mógłby przynajmniej dwa razy spróbować podać do endzone. Tak miał tylko jedną próbę, na szczęście dla KC udaną. A timeout Reid włożył na konto oszczędnościowe i pewnie liczy, że dzięki procentowi składanemu za kilka lat będzie miał dodatkowy z odsetek.

Kluczowe dla losów meczu były dwie kontuzje. Najpierw w ostatniej serii ofensywnej pierwszej połowy, potężne uderzenie w głowę dostał Travis Kelce, który chwiał się na nogach. Na pierwszy rzut oka było widać, że nie pozwolą mu wrócić do gry. Z kolei w pierwszym snapie drugiej połowy urazu doznał DL Chris Jones, który w pierwszej odsłonie dominował na linii wznowienia akcji.

Titans zmienili nieco ustawienie w obronie. Od drugiej kwarty Dick LeBeau, DC Tennessee, coraz częściej uciekał się do fire zone blitzu. Jest to sytuacja, w której jeden z nominalnych pass rusherów symuluje pass rush, a potem odpada do krycia. W sobotę był to najczęściej Eric Walden. Jego miejsce w pass rushu zajmuje jeden z „off the line” linebackerów. W efekcie wciąż mamy czterech w pass rushu, siedmiu w kryciu, ale jest szansa, że zamiesza to w pass protection.

Ta taktyka nie jest niczym nowym, a drużyny LeBeau grają to od lat 90-tych. Jednak z jakiegoś powodu Chiefs kompletnie sobie z tym nie radzili i Smith raz po raz był pod presją. Co gorsza nie mógł zrzucać piłek na swój ulubiony w takich sytuacjach cel, bo Kelce siedział w szatni i zapewne dziś nie za wiele pamięta z sobotniego wieczoru.

Comeback zaczął się w trzeciej kwarcie. Titans zaczęli grać inaczej w ofensywie. Mariota podkręcił tempo, zaczął grać więcej krótkich piłek, wykorzystywać biegi, a po kontuzji Jonesa dużo miejsca na bieganie miał Derrick Henry. Pierwsza seria drugiej połowy trwała 8,5 minuty, 15 akcji, 91 jardów i zakończyła się podaniem na TD Marioty do… Marioty.

To drugi taki przypadek w historii NFL i pierwszy w playoffach. W box score wygląda to co najmniej kuriozalnie, ale Titans nie narzekali.

Jakby tego było mało, w kolejnej serii mieliśmy festiwal kuriozalnych sytuacji. Titans zaliczyli 3&out w obronie. Podczas puntu sfaulowali puntera Chiefs, co dawało KC pierwszą próbę. Tyle że w międzyczasie Chiefs popełnili inne przewinienie, negujące karę dla Titans. Tak więc kopiemy jeszcze raz. Jako że Tennessee postanowili sportowo oddać piłkę rywalom, returner gości zgubił ją na własnym 28 jardzie.

Chiefs zaliczyli kolejne 3&out na -2 jardy, po czym… spudłowali kopnięcie z 44 jardów.

To była oczywiście woda na młyn Titans, którzy od razu zdobyli kolejne przyłożenie. Coraz mocniej eksploatowany Henry wykorzystywał najsłabszą obronę biegową NFL, której brakowało w dodatku najlepszego gracza. Efektem to przyłożenie:

Ale na prowadzeniu wciąż byli Chiefs, którzy musieli jedynie zdobyć punkty i spalić dużo zegara. Tymczasem w kluczowej trzeciej próbie TE Orson Charles upuścił podanie Smitha. Podanie nie idealne, może odrobinę za plecy, ale w tym miejscu powinien być Kelce, który zapewne by to złapał.

A tak punt i kolejna bardzo dobra 80-jardowa seria Titans. Mariota pokazał pełnię swojego potencjału. Biegał i rzucał, po czym… przestrzelił kompletnie niepilnowanego kolegę na TD. Tylko po to, by w kolejnej akcji podać idealnie w sytuacji kilka razy trudniejszej.

Chiefs zaliczyli kolejną stratę, tym razem w nieudanej czwartej próbie. Titans zostało tylko spalić zegar, ale to nie koniec emocji. Derrick Henry zaliczył fumble, z którym Chiefs wrócili na TD. Stadion eksplodował. Nie tak prędko. Powtórki pokazały, że Henry zgubił piłkę już po akcji, gdy zgodnie z przepisami był powalony. Titans wygrali swój pierwszy mecz w playoffach od sezonu 2003.

Błędna decyzja o fumble nie była pierwszym błędem ekipy sędziowskiej w tym meczu. Ten błąd przynajmniej udało się odwrócić. Ale co powiedzieć o ewidentnym fumble Marioty:

Sędziowie orzekli tu „zatrzymanie postępu” („forward progress”), a to decyzja nie podlegająca weryfikacji na wideo. Z kolei przy kontuzji Kelcego TE Chiefs zaliczył fumble. Sędziowie powinni orzec albo nielegalny cios szczytem kasku (wątpliwe) i 15 jardową karę przeciwko Titans albo fumble i piłkę dla Tennessee. Arbitrzy kompletnie nie panowali nad meczem, mieli problemy z uzgadnianiem decyzji a nawet ustawieniem piłki we właściwym miejscu. Teoretycznie powinni sędziować najlepsi, ale rozbijanie stałych składów sędziowskich na playoffy kończy się problemami z komunikacją, chaosem i spowalnianiem meczów.

 

Chiefs przegrali szósty mecz w playofach na własnym stadionie z rzędu. Ostatni raz w Kansas City wygrywali, gdy ich rozgrywającym był Joe Montana. Andy Reid przegrał po raz drugi w playoffach, mając przewagę 18 punktów. To tyle co reszta trenerów w lidze razem wziętych. To zapewne ostatni mecz Alexa Smitha w barwach Chiefs. Nigdy nie był spektakularny, ale zawsze wystarczająco dobry. Także w sobotę. Myślę, że jeszcze za nim zatęsknią.

Titans awansowali do drugiej rundy. Udało im się to, bo w drugiej połowie spuścili Mariotę ze smyczy, na której czuł się niekomfortowo. Kiedy młody QB zaczął grać swoją grę, czyli szybkie snapy, krótkie podania i bieganie z wyczuciem, nawet słabość w długich podaniach nie stanowiła większego problemu. Zobaczymy czy HC Mike Mularky wyciągnie wnioski, czy też w Divisional Round zobaczymy tego samego Mariotę co przez cały rok: słabego w kompletnie niepasującym do niego systemie ofensywnym.

 

Atlanta Falcons 26 – 13 Los Angeles Rams

W drugim wczorajszym meczu zobaczyliśmy znacznie mniej kuriozalnych sytuacji, za to znacznie więcej dobrego futbolu na wysokim poziomie. Atlanta Falcons byli drużyną lepszą i wygrali absolutnie zasłużenie, ale zobaczyliśmy dwie bardzo różne połowy.

W pierwszej odsłonie to Rams prezentowali się minimalnie lepiej. DT Aaron Donald wyglądał jak zawodnik NFL wpuszczony na mecz licealistów. Podwajany, potrajany, a jednak niemal w pojedynkę rozbijał większość akcji Falcons. Gdyby special teams i ofensywa dostosowały się poziomem, to Rams mogli prowadzić.

Chociaż nie należy krytykować special teams Rams. Zawalił jeden człowiek. Pharoh Cooper. Dwa fumble w akcjach powrotnych (i kilka prawie-fumbli) dały ofensywie Atlanty świetne pole startowe i zadziałały jak koło zamachowe, które pozwoliło rozpędzić tę maszynę.

Niemniej gdy pod koniec drugiej połowy Rams wykonali dwie świetne, długie serie w ataku, wyglądało że mecz jest jeszcze otwarty. Nic z tego. Druga połowa to dominacja Falcons.

Atlanta zaczęła grać nieco inną ofensywę. Przyspieszyli, zaczęli więcej biegać z dala od Donalda. Z kolei atak Rams nie był w stanie zostać na boisku dłużej niż kilka minut, więc z obroną Rams stało się to co z defensywą Falcons w zeszłorocznym Super Bowl: zabrakło paliwa.

Ogromne brawa należą się obronie Falcons, która zdusiła jedną z najlepszych tegorocznych ofensyw. Deion Jones dzielił i rządził na środku. Desmond Trufant i reszta secondary genialnie wprost kryli reciverów LA, a Brian Poole zaliczył kilka spektakularnych powaleń w sytuacjach jeden na jeden, dzięki czemu Todd Gurley nie miał okazji się rozpędzić. To dzięki postawie kolegów z obrony Matt Ryan i spółka mogli trzymać nogę na gazie i wykończyć fizycznie defensywę Rams.

I na koniec Matt Ryan. Pisałem w zapowiedziach, że gra ok. 1/4 mniej efektywnie niż przed rokiem, ale że to wina całego zespołu. Wczoraj udowodnił, że nagroda MVP 2016 nie była przypadkiem. Na pierwszy rzut oka nie był spektakularny, ale robił setki drobnych rzeczy, bez których Falcons nie mieli co marzyć o wygranej. W pierwszej połowie kapitalna praca nóg w kieszeni pozwalała mu na umykanie szarżującemu Donaldowi. Nie popełniał błędów, o które nietrudno na murawie w LA Coliseum, która przypominała lodowisko, na którym wszyscy się ślizgali.

I wreszcie rozstrzygające podanie do Julio Jonesa. Ryan się pośliznął, a piłka poszybowała dziwną trajektorią. Moją pierwszą myślą było „pick-six, Rams odwrócą ten mecz”. Ale nie. Stary list Ryan poczuł, że nogi mu się rozjeżdżają i idealnie dostosował rzut. Najwyższa klasa, choć na pierwszy rzut oka tego nie widać.

W Los Angeles wygrało doświadczenie. Rams mają przed sobą ciekawy offseason. Będą musieli wytrzymać oczekiwania, które będą znacząco wyższe niż w tym roku. Czekają ich trudne rozmowy o nowym kontrakcie Aarona Donalda, Trumaine’a Johnsona i Sammy’ego Watkinsa. Do tego OG Roger Saffold ma klauzulę opt-out, z której może skorzystać w świetle szaleństwa cenowego na rynku guardów. Jednak fundamenty są solidne i Rams mają potencjał, by przynajmniej przez kilka lat regularnie meldować się w playoffach.

Tymczasem Falcons pokazali, ze są równie groźni jak przed rokiem. Teraz czas na wyprawę do Philadelphii, w której brak Carsona Wentza. I moim zdaniem to Falcons będą faworytem w tym meczu.

 

P.S. Przypominam o zapowiedziach Wild Card Round. Na razie w typowaniu mam zerową skuteczność, więc możecie uznać, że będzie odwrotnie niż piszę.

P.P.S. Dzięki całej ekipie #NFLpl, zwłaszcza tym, którzy wytrzymali do 5:30 rano. Oglądanie z Wami playoffów to czysta przyjemność. Dzisiaj widzimy się o 19:00!

NFL Playoffs: Zapowiedź Wild Card Round

Doczekaliśmy się! Do końca sezonu już tylko cztery weekendy futbolu i zaledwie jedenaście meczów. Playoffy NFL.

Po stronie NFC zapowiada się wyśmienicie. W każdej potencjalnej parze masa smaczków, pasjonujących pojedynków i potencjał na hit, który zapamiętamy na lata. Po stronie AFC… niekoniecznie. Tam mamy drużyny pełne słabości, a potentaci dołączą dopiero za tydzień.

Niemniej zabieramy się za pary Wild Card Weekend. Jak zwykle godziny spotkań podane są w czasie środkowoeuropejskim (czyli polskim). W tabelach wartości w nawiasie to miejsce drużyny w danej kategorii w lidze po sezonie zasadniczym. DVOA liczone jest w procentach, gdzie 0% oznacza średnią NFL w sezonie. Ujemne DVOA jest dobre dla obrony, złe dla ataku i special teams.

 

Tennessee Titans @ Kansas City Chiefs

Sobota, 22:35Tennessee Titans @ Kansas City Chiefs

Na początek playoffów dostajemy najsłabszą parę tej rundy. Właściwie trudno napisać coś sensownego o Titans. To drużyna ze wszech miar przeciętna, niewyróżniająca się, a jednocześnie mocno nierówna. Dość powiedzieć, że potrafili pokonać Seahawks i dwukrotnie Jaguars, a jednocześnie przegrali z Dolphins, Texans (57:14!) i potrzebowali FG na dwie minuty przed końcem dogrywki, by pokonać Browns.

Po solidnym sezonie 2016 Titans zrobili krok wstecz. To paradoksalne, bo przecież przed rokiem mieli taki sam bilans i nie weszli do playoffów. Jednak drużyna gra zauważalnie słabiej właściwie w każdym elemencie. nie zmiania tego nawet fakt, że safety Kevin Byard został wybrany do pierwszej drużyny All-Pro.

Marcus Mariota był typowany przeze mnie na MVP. Zaliczył najsłabszy sezon swojej krótkiej kariery, tak w podawaniu, jak w bieganiu. W tym roku posłał więcej INT niż TD, co stawia go w „elitarnym” towarzystwie DeShone’a Kizera, Bretta Hundleya i Trevora Siemiana.

Co więcej Titans, którzy mieli być oldschoolową, biegającą siłowo drużyną, nie będą mogli skorzystać z DeMarco Murraya, który już został wykluczony z meczu z powodu kontuzji kolana. W tej sytuacji cały ciężar ofensywy spocznie na Derricku Henrym. To o tyle ważne, że również linia ofensywna gra klasę słabiej niż przed rokiem.

Chiefs fenomenalnie zaczęli sezon, potem przyszedł kryzys. Jednak zdołali „obudzić się” w końcówce sezonu i wygrać AFC West drugi sezon z rzędu. W przeciwieństwie do poprzednich lat napędza ich nie obrona, a ofensywa.

Defensywa już na początku sezonu straciła lidera, FS Erica Berry’ego. Tamba Hali zmaga się z urazami i wiekiem. Justin Houston po raz pierwszy od trzech lat był względnie zdrowy, ale wciąż jest tylko cieniem zawodnika, który w 2014 r. zaliczył 22 sacki w sezonie. Liderem tej obrony miał być CB Marcus Peters, ale dobre mecze przeplata słabymi, a co gorsza łatwo traci głowę. Przeciwko Jets po niekorzystnej decyzji sędziego podniósł flagę z murawy i rzucił nią w trybuny.

W efekcie Chiefs muszą liczyć na ofensywę, jeśli chcą odnieść drugą wygraną w playoffach od 1993 r. W tym roku ofensywa Andy’ego Reida gra sporo konceptów rodem z uczelni: zone read, run-pass option, power shovel pass na TE Travisa Kelce. Alex Smith jak zwykle gra solidnie i unika strat. W tym roku do repertuaru zagrań dołożył bomby do Tyreeka Hilla. W efekcie po sezonie zasadniczym ma najwyższy passer rating w lidze, najniższy współczynnik przechwytów i jako jedyny rozgrywający stosunek TD/INT powyżej 5:1. Nic dziwnego, że fani Chiefs domagali się posadzenia go na ławce, prawda? :) Poza Smithem w ataku Chiefs pierwsze skrzypce grają wspomniani Hill i Kelce oraz wszechstronny rokie RB Kareem Hunt.

Zdecydowanym faworytem meczu są Chiefs. Jeśli upatrywać gdzieś szans Titans, to wyłącznie w tym, że Chiefs najsłabiej w lidze bronią grę biegową. Tennessee będą potrzebowali życiowego meczu Derricka Henry’ego, żeby w ogóle nawiązać walkę.

Mój typ: Chiefs 31 – 10 Titans

 

Atlanta Falcons @ Los Angeles Rams

niedziela, 02:15

 Atlanta Falcons @ Los Angeles Rams

Obrońcy mistrzostwa NFC kontra największa pozytywna niespodzianka tego sezonu. Pierwszy mecz playoffów w Los Angeles od sezonu 1993. Zeszłoroczny MVP Matt Ryan kontra Aaron Donald. Smaczkami w tym spotkaniu można by obdzielić całą rundę.

LA Rams mają za sobą bardzo udany sezon. Cokolwiek się stanie w playoffach, przemiana jednej z najsłabszych drużyn w NFL w jedną z najlepszych w ciągu jednego offseason to historia, którą będziemy wspominać przez lata. Trener Sean McVay uratował kariery Todda Gurleya i Jareda Goffa, a sobie najprawdopodobniej zapewnił tytuł trenera roku.

Tegoroczni Rams to kreatywna ofensywa ze znakomitym playcallingiem McVaya, który z linii bocznej przez radio potrafi zmieniać zagrywki na podstawie ustawienia przeciwnika. Jej najważniejszym elementem jest RB Todd Gurley, którego 2093 jardy oraz 19 TD z gry to najlepsze w tym roku wyniki NFL. Byłyby jeszcze lepsze, ale McVay dał odpocząć starterom w ostatnim meczu sezonu zasadniczego.

Odpoczynek dla starterów to przyczyna, przez którą Rams nie udało się skończyć sezony na 1 miejscu w DVOA i w pierwszej piątce w każdym aspekcie gry. Poza ofensywą Rams dysponują bardzo dobrą obroną prowadzoną przez jednego z najlepszych DC w NFL, Wade’a Philipsa. Jej liderem jest Aaron Donald, podczas nieobecności J.J. Watta najlepszy d-lineman w NFL i tegoroczny 1st Team All-Pro.

Aż trzech przedstawicieli w pierwszej drużynie All-Pro mają special teams Rams. Są to punter Johnny Hekker, kicker Greg Zuerlein i kick returner Pharoh Cooper. Jednak w playoffach LAR nie będą mogli aż tak liczyć na swoje formacje specjalne. Zuerlein jest na liście kontuzjowanych z urazem pleców. W jego miejsce Rams zatrudnili debiutanta Sama Fickena, który zdążył już spudłować jeden XP i kopnięcie z 36 jardów.

Falcons mają za sobą znacznie słabszy sezon niż 2016. Można się było spodziewać, że odejście OC Kyle’a Shanahana spowoduje pewne zmiany w ataku Falcons, który przed rokiem był najlepszy w NFL. Jednak różnica jest potężna. Nowy OC Steve Sarkisian nie potrafi wykrzesać tak dobrej gry z utalentowanej grupy RB jak jego poprzednik. Także Matt Ryan gra o klasę słabiej niż w kampanii 2016, za którą dostał MVP. TD% niższy niemal o połowę, INT% wzrósł z 1,3 do 2,3. ANY/A niższy o 24%, a passer rating i QBR o 22%. Jak nie liczyć, gra ok. 1/4 mniej efektywnie. Oczywiście nie jest to wyłącznie wina Ryana, bo na te liczby składa się gra całej ofensywy.

W obronie Atlanta gra podobnie jak w sezonie zasadniczym przed rokiem, czyli nierówno. Warto zwrócić uwagę, że właśnie transformacja obrony w zeszłorocznych playofach doprowadziła ich o krok od mistrzostwa. Tydzień temu przeciwko Panthers zobaczyliśmy cień tej defensywy, na czele z dominatorem na linii, Gradym Jarettem. W tej defensywie na pewno jest potencjał, pytanie czy będą w stanie dotrzymać kroku Gurleyowi, Kuppowi, Woodsowi i spółce.

Falcons są względnie zdrowi, jedynie OG Andy Levitre znajduje się na liście kontuzjowanych. Ich dużą przewagą w tym meczu będzie doświadczenie. Oni już tu byli i to nie raz, młokosi z LA jeszcze nie. Jednak to drużyna Seana McVaya jest moim faworytem tego meczu, choć żaden wynik mnie tu nie zdziwi.

Mój typ: Rams 31 – 24 Falcons

 

Buffalo Bills @ Jacksonville Jaguars

niedziela, 19:00

Buffalo Bills @ Jacksonville Jaguars

Ech, gdyby tak postawił w sierpniu u bukmahera na taką parę w Wild Card Round… Pewnie teraz pisałbym ten tekst gdzieś na Wyspach Kanaryjskich sącząc drinka na plaży…

Ale starczy marzeń. Buffalo i Jacksonville to najbardziej nieprawdopodobna para tych playoffów. Gdyby Andy Dalton w końcówce spotkania Bengals – Ravens nie konwertował 4&12, a potem 49-jardowego TD, to Bills oglądaliby te playoffy jak co roku od 1999 r. – z domu w telewizji.

Czy Jaguars to najlepsza obrona w lidze? Można dyskutować czy Vikings nie dysponują lepszą. Ale bez wątpienia to najlepsza formacja defensywna w playoffach AFC. Dwa lata inwestycji w tę stronę piłki opłaciły się na Florydzie. Jags mają aż czterech reprezentantów w drużynach All-Pro, przy czym Calais Campbell został wybrany dwa razy – do pierwszej drużyny jako pass rusher i do drugiej jako liniowy. Campbell to jeden z tegorocznych kandydatów do nagrody Defensywnego Gracza Roku. Poza nim w pierwszej drużynie znalazł się CB Jalen Ramsey, a w drugiej LB Telvin Smith i CB A.J. Bouye.

Nie ulega wątpliwości, że obrona to siła napędowa Jacksonville. Potrafią kompletnie zdusić grę podaniową rywali. QB stający naprzeciw obrony Jags mają passer rating 68,5. Innymi słowy zmieniają rozgrywających przeciwnika w C.J. Beatharda.

Kluczowe pytanie brzmi: czy będą potrafili wymusić straty. Obrona Jaguars kończy przejęciem piłki aż 15,6% serii przeciwnika (3. wynik w NFL). Tymczasem Tyrod Taylor to najrzadziej tracący piłkę rozgrywający w NFL, a Bills popełniają straty w zaledwie 8,9% posiadań (7. wynik w NFL). Będzie to pojedynek ofensywy nastawionej na ochronę piłki z defensywą wymuszającą masę strat.

Atak Jaguars nie napawa specjalnym optymizmem, głównie z powodu Blake’a Bortlesa. Rozgrywający Jacksoville miał niezły grudzień. Zaczął go od trzech meczów z passer ratingiem powyżej 100 i TD:INT 7:0. Tyle że w dwóch ostatnich meczach znów był sobą i posłał 5 INT przy zaledwie 2 TD. Obrona Bills całkiem nieźle broni grę podaniową, więc Jaguars powinni grać raczej po ziemi. Tylko kto ma biegać?

T.J. Yieldon jest chory i nie wiadomo czy wykuruje się na mecz. Chris Ivory ma problemy z łokciem i plecami. Zostaje rookie Leonard Fournette, który ma za sobą nierówny sezon. Mecze fenomenalne przetykał słabymi, a do tego problemami dyscyplinarnymi. Wygląda jednak na to, że Jags będą go musieli „karmić”.

Atak Bills nie traci wielu piłek, ale to najlepsze co można o nim powiedzieć. Ich najgroźniejszą bronią są biegi LeSeana McCoya i Tyroda Taylora. Do niedawna biegi były piętą achillesową obrony Jaguars, ale Bills byli tak uprzejmi, że oddali im w wymianie NT Marcela Dareusa, który znacząco poprawił ten element obrony Jacksonville.

Bills muszą zagrać czysty mecz bez strat i liczyć na jeden ze słynnych fatalnych meczów Bortlesa. Jednak na tego przeciwnika sama obrona Jaguars powinna wystarczyć.

Mój typ: Jaguars 24 – 6 Bills

 

Carolina Panthers @ New Orleans Saints

niedziela, 22:40

Carolina Panthers @ New Orleans SaintsCzy Panthers wreszcie znajdą sposób na Saints? W sezonie zasadniczym dwa razy górą była ekipa z Nowego Orleanu i w nagrodę to oni będą gospodarzami tego meczu. Co więcej były to dwa dość pewne zwycięstwa. Imponujący był zwłaszcza wrześniowy triumf Saints na wyjeździe 34:13.

Obie drużyny mają całkiem niezłą obronę. Przewaga Saints tkwi w ofensywie. O ile Cam Newton jak zwykle musi ciągnąć za sobą cała drużynę w stopniu niespotykanym na wschód od Seattle, o tyle Drew Brees jest otoczony wieloma playmakerami.

Najważniejsi są oczywiście „Zoom & Boom”, czyli Alvin Kamara i Mark Ingram. To najbardziej produktywny duet running backów od wielu, wielu lat. (Od ilu dokładnie, to zależy jak definiujemy „produktywność”) Kamara to murowany kandydat do nagrody debiutanta roku. Równie groźny w roli klasycznego RB, co jako reciver. Właściwie ma więcej jardów po złapanych podaniach niż biegowych. Z kolei Ingram to klasyczny taran, przebijający się między tacklami, choć niebezpieczny także w screenach. W sumie odpowiadają za 25 z 46 przyłożeń Saints w tym sezonie.

Święci, przez lata będący kwintesencją radosnej ofensywy podaniowej, w tym roku przesunęli się ku running backom. Nie znaczy to, że nie potrafią grać górą. Drew Brees to wciąż jeden z najbardziej produktywnych rozgrywających w historii NFL. W tym roku był mniej eksploatowany, a to może wróżyć tylko dobrze na playoffy. Jego ulubionym reciverem jest Michael Thomas, który po oddaniu do Patriots Brandina Cooksa stał się pełnowymiarowym reciverem #1. Jest też dzika karta, czyli Ted Ginn. Nie można na nim polegać, ale potrafi pozytywnie zaskoczyć.

W obronie Saints kapitalnie spisują się pass rusher Cameron Jordan i rookie CB Marshon Lattimore. Korpus linebackerów to odrzuty z innych klubów, ale to działa, i to jak. To będzie bardzo ważne, bo kluczem dla Saints będzie ograniczenie Cama Newtona jako biegacza i upilnowanie Grega Olsena.

Panthers mają sporo problemów w ataku. Co prawda odanie Calvona Benjamina pozytywnie wpłynęło na dyspozycję ofensywy, ale wciąż brak tam solidnych playmakerów poza debiutantem Christianem McCaffreyem. Z braku laku pierwszym WR jest Davin Funchess, ale to zawodnik mający problemy z uwalnianiem się od krycia i upuszczaniem piłek. Z kolei TE Greg Olsen więcej czasu spędził na leczeniu urazów niż na boisku i chyba nie jest zadowolony ze swojej roli w zespole. W trakcie rozgrywek bardzo udanie zadebiutował w budce komentatorskiej, więc może taką drogę wybierze po tegorocznych rozgrywkach.

Panthers muszą liczyć, że Luke Kuechly i Thomas Davis zdołają zatrzymać Ingrama i Kamarę. Jednak wygrana w playoffach będzie wymagała wybitnego meczu Newtona, a ten w tym roku gra w kratkę. Moim zdaniem Carolina po prostu nie ma odpowiedzi na zróżnicowany i wszechstronny ofensywny futbol Saints.

Mój typ: Saints 27 – 17 Panthers

 

Przypominam, że playoffy można komentować na bieżąco na Twitterze, gdzie mamy świetną społeczność pod #NFLpl

NFL, tydzień 17: Nowe twarze w playoffach

Po czterech miesiącach rozgrywek dotarliśmy do końca sezonu zasadniczego NFL 2017. Sezonu naznaczonego przez kontuzje, spory sądowe, kontrowersje wokół hymnu USA, ale i zaskakujące rozstrzygnięcia. Zaledwie cztery z dwunastu drużyn, które zakwalifikowały się do playoffów, grały w zeszłym roku w styczniu. A Buffalo Bills przerwali najdłuższą playoffową „suszę” w amerykańskich sportach.

W latach 1988-1999 Bills byli potęgą. Opuścili playoffy tylko dwa razy w ciągu dwunastu lat, a pod wodzą quarterbacka Jima Kelly’ego i RB Thurmana Thomasa (MVP 1991) grali w Super Bowl cztery razy pod rząd, choć nigdy nie wygrali. Mało kto więc przypuszczał, że na swój pierwszy występ w playoffach w XXI wieku będą musieli czekać aż do 2017 r. W Buffalo przydarzały się sezony na plusie (2004 i 2014), ale nie playoffy. Żadna inna drużyna w Stanach nie ma obecnie tak długiej przerwy.

Awans Bills do playoffów zakrawa na cud i to w dodatku niezbyt zasłużony. To w końcu drużyna, która posadziła na ławce pierwszego rozgrywającego, by przypodobać się fanom, podczas gdy jego zmiennik podał na 5 INT w ciągu dwóch kwart.

Losy Bills ważyły się do ostatnich sekund meczu. Nawet nie w ich meczu, tylko w spotkaniu w Cincinnati. Żeby awansować, Buffalo potrzebowali jeszcze porażki Ravens w meczu z grającymi o pietruszkę Bengals. I doczekali się. 49-jardowe podanie Andy’ego Daltona do Tylera Boyda dało Bengals zwycięstwo. Wywołało to zrozumiałą euforię kibiców…

…i zawodników.

Przed ostatnią kolejką ESPN dawało Ravens ponad 96% szans na playoffy. Potrzebowali, by choć jeden z trzech meczów zakończył się korzystnym dla nich wynikiem. Nie doczekali się.

W efekcie aż cztery ekipy w AFC skończyły z bilansem 9-7: Titans, Bills, Ravens i Chargers. Tylko dwie pierwsze zagrają w playoffach.

Bills zagrają w styczniu po raz pierwszy od 1999 r., ale to nie jedyna drużyna z AFC, która wraca do postseason po długiej nieobecności. Dla Titans będą to pierwsze playoffy od 2008 r. Na wygraną czekają od 2003 r. Jaguars po raz ostatni grali w decydującej części sezonu w 2007 r. i wtedy też wygrali ostatni mecz. Na własnym stadionie po raz ostatni grali w playoffach w 1999 r.

W pierwszej rundzie playoffów Kansas City Chiefs podejmują Tennessee Titans (sobota 22:35 polskiego czasu), a Jacksonville Jaguars podejmują Buffalo Bills (niedziela, 19:00). Jeśli ktoś obstawił taki skład Wild Card Round przed rozpoczęciem sezonu, to dziś jest bogatym człowiekiem.

W NFC jedyną drużyną, która zagra w playoffach tak w sezonie 2016 jak w 2017 są Atlanta Falcons. Ubiegłoroczni mistrzowie NFC drżeli o awans do ostatniego tygodnia, ale nie musieli liczyć na niczyją pomoc. Na własnym stadionie pokonali pewnie Carolina Panthers dzięki bardzo dobrej postawie defensywy, a zwłaszcza DL Grady’ego Jaretta. W zeszłym roku Falcons wygrali 11 meczów w sezonie zasadniczym, w tym 10. Czy ich defensywa znów obudzi się na playoffy? Droga do Super Bowl będzie trudniejsza niż przed rokiem.

W NFC zakończeniu uległo kilka innych imponujących „playoffowych” serii. Po raz pierwszy od sezonu 2008 zabraknie w nich Packers. To była najdłuższa aktywna seria awansów do playoffów (ex-equo z Patriots). Los Angeles Rams zagrają w decydującej fazie sezonu po raz pierwszy od 2004 r., a playoffy NFL wracają do Los Angeles po raz pierwszy od 1993 r., tyle że wówczas Miasto Aniołów reprezentowali LA Raiders.

W NFC w rundzie dzikich kart Los Angeles Rams podejmą Atlanta Falcons (niedziela, 2:15), a New Orleans Saints podejmą Carolina Panthers (niedziela, 22:40). Ta strona drabinki zapowiada się kapitalnie.

 

Sześć wakatów na stanowiskach trenerów

Pierwszy poniedziałek po zakończeniu sezonu zasadniczego znany jest w NFL jako „Czarny Poniedziałek”, bo wielu szkoleniowców i członków front office żegna się z posadami po nieudanym sezonie. Najciekawsze są oczywiście zmiany na stanowiskach głównych trenerów. Czterech straciło pracę w niedzielę lub poniedziałek, jeden jeszcze w trakcie sezonu, a jeden odszedł na emeryturę.

Ben McAdoo (New York Giants), dwa sezony, bilans 13-15. Zastąpienie Toma Coughlina to niełatwe zadanie. W zeszłym roku wydawało się, że McAdoo sobie poradzi. Jednak w tym sezonie Giants kompletnie się posypali, a McAdoo stracił kontrolę nad drużyną. W międzyczasie zdążył posadzić na ławce Eli Manninga, co wywołało furię kibiców. McAdoo ma swoje za uszami, ale tak naprawdę został kozłem ofiarnym dysfunkcyjnej organizacji, zwolnionym jeszcze w czasie rozgrywek. Nowym GM-em będzie Dave Gettleman i to on wybierze nowego trenera utytułowanej nowojorskiej drużyny.

Jim Caldwell (Detroit Lions), cztery sezony, bilans 36-28. Zwolnienie Caldwella, choć plotkowano o nim od pewnego czasu, to jednak spora niespodzianka. W ciągu czterech lat jego pracy Lwy zanotowały trzy sezony na plusie i dwa awanse do playoffów, co było ich najlepszym okresem w XXI wieku. Caldwellowi nie udało się jednak dostarczyć pierwszej wygranej w playoffach od 1991 r., a drużyna utknęła w „klasie średniej”. W międzyczasie z drużyną pożegnał się Ndamukong Suh, a Calvin Johnson przedłożył emeryturę nad stałą przeciętność.

John Fox (Chicago Bears), trzy sezony, bilans 14-34. Fox dostał trzy sezony. Nie potrafił znaleźć zwycięskiej formuły, a Bears ciągnęli się w ogonie NFC bez widoków na poprawę. QB Mitch Trubisky, #2 tegorocznego draftu, wyglądał na totalnie zagubionego. Nic dziwnego, że w Chicago szukają trenera znanego z dobrej pracy z rozgrywającymi. Wszyscy liczą, że uda się powtórzyć magiczny związek Seana McVaya z Jaredem Goffem. Trwa klątwa Loviego Smitha. Odkąd Bears zwolnili go, gdy z bilansem 10-6 nie zakwalifikował się do playoffów, w Chicago nie zanotowali ani jednego sezonu na plusie.

Jack Del Rio (Oakland Raiders), trzy sezony, bilans 25-23. Jeszcze przed rokiem Del Rio był wielbiony przez fanów, po tym jak Raiders wygrali 12 meczów w sezonie. W tym roku cała drużyna zanotowała wyraźny regres. Del Rio popełnił błąd przy wyborze nowego koordynatora ofensywy. Raiders grali słabo, a drużyna miała problemy z dyscypliną. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że do Oakland wróci Jon Gruden, który po latach spekulacji opuści wreszcie ESPN i wróci na linię boczną w klubie NFL po dekadzie przerwy.

Chuck Pagano (Indianapolis Colts), sześć sezonów, bilans 53-43. Pagano utrzymał się na stanowisku zdecydowanie dłużej niż powinien, głównie dzięki Andrew Luckowi. Kiedy Colts stracili swojego rozgrywającego, być może na zawsze, Pagano był bezradny. Cztery wygrane w tym roku to i tak dobry wynik na tle tego, co Colts prezentowali. Nowy szkoleniowiec trafi na ciężką sytuację. Gwiazdor na QB z przewlekłym urazem, nieprzewidywalny właściciel i kiepska sytuacja kadrowa.

Bruce Arians (Arizona Cardinals), pięć sezonów, bilans 49-30. 65-letni Arians postanowił przejść na emeryturę. Być może usłyszał, że w dalekiej Polsce uznano to za dobry wiek emerytalny dla mężczyzn? :) Jego Cardinals w latach 2013-2015 stanowili jedną z najlepszych i najbardziej ekscytujących drużyn w lidze, jednak dwa ostatnie lata to coraz słabsza gra coraz starszej drużyny. W Arizonie co roku tracili wartościowych graczy defensywy, a Carson Palmer i Larry Fitzgerald, mimo imponujących karier, również nie robią się młodsi. W Arizonie jest kilku ciekawych młodych graczy na czele z Davidem Johnsonem, ale niewykluczone że nowy sztab trenerski zdecyduje się na kompletną przebudowę drużyny.

 

Równie ciekawa jest kwestia kto nie został zwolniony. A mianowicie nie został zwolniony Hue Jackson, autor drugiego w historii sezonu 0-16 i pierwszego „dwusezonu” 1-31. Browns po raz drugi z rzędu będą wybierać z #1 w drafcie. Już sam fakt, że Jackson zatrudnił Gregga Williamsa jako swojego DC powinien z automatu kwalifikować go do zwolnienia, podobnie jak kretyńskie uwagi, że „nie każdy mógłby wykonać taką robotę”. Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn trener dostanie kolejną szansę. Drużyna jest ciekawa, zwłaszcza w defensywie, więc niewykluczone, że nawet z Jacksonem i Williamsem coś w przyszłym roku wygrają, choćby przypadkiem.

Do sporych przetasowań doszło w Green Bay. Po siedmiu sezonach z rzędu bez defensywy w TOP10 czy to pod względem punktów czy jardów z drużyną pożegnał się koordynator defensywy Dom Capers. Także GM Ted Thompson „zostanie przeniesiony na inną posadę w organizacji”. O ile Capers od dawna nie powinien znajdować się na swoim stanowisku, o tyle przeniesienie Thompsona jest sporym zaskoczeniem.

GM krytykowany był od lat za bierność na rynku wolnych agentów i nieudane drafty. Jednak trzymanie się z dala od wolnej agentury to od około dwudziestu lat filozofia Packers, a słabsze drafty zdarzają się każdemu front office. Zdecydowanie gorsze były decyzje dotyczące własnych graczy. Przy filozofii „draft & develop” kluczowe jest dobre identyfikowanie tych graczy, którzy powinni zostać w drużynie. Tymczasem w ostatnich latach Thompson pozwolił odejść Micah Hyde’owi i Caseyowi Haywardowi, wywołując duże dziury w secondary. Zamiast tego wyrzucił wielkie pieniądze na Nicka Perry’ego, który zanotował jeden sezon z dużą liczbą sacków, mimo że wszystko wskazywało na to, że to jednorazowy wyskok. W tym roku Packers przelali na konto Perry’ego 20,75 mln dolarów. Sporo jak na jego 7 sacków.

Zobaczymy jak zmiana wpłynie na Packers. Thompson jednak na zawsze zapisze się w historii Green Bay jako ten, który zdecydował o wybraniu w drafcie Aarona Rodgersa. Dziś to oczywiste, ale wówczas była to bardzo odważna decyzja.

 

Znamy kolejność w drafcie

Skoro sezon zasadniczy się skończył, to wiemy w jakiej kolejności będzie wybierało 20 drużyn na początku draftu. No, prawie wiemy, bo Raiders i 49ers mają taki sam bilans i siłę kalendarza, więc o kolejności zdecyduje rzut monetą na NFL Combine. Browns w drafcie 2018 będą mieli nie tylko #1, ale i #4, który pozyskali od Texans za Deshauna Watsona. Z #2 wybiorą New Yor Giants, a z #3 Indianapolis Colts.

Pełna kolejność w drafcie 2018.

 

Rozliczam bold predictions

Przed sezonem wygłosiłem osiem odważnych prognoz, po jednej dla każdej z dywizji. Czas na rozliczenia.

New England Patriots przegrają już we wrześniu. Trafiony i to jak. Patriots przegrali już w pierwszym meczu sezonu zasadniczego, kończąc rojenia wielu fanów o niepokonanym sezonie. Co prawda i tak skończyli z 13 wygranymi i pierwszym miejscem w AFC, ale we wrześniu przegrali nawet dwa razy.

Cleveland Browns będą mieli lepszy bilans niż Baltimore Ravens. Hmmm… Nie.

Marcus Mariota będzie MVP sezonu. Nie za bardzo. Rozgrywający Titans co prawda poprowadził swoją drużynę do pierwszych playoffów od 2008 roku, ale indywidualnie był to jego najgorszy sezon w karierze.

LA Chargers wygrają AFC West. Było blisko. Mimo startu 0-4 Chargers byli o krok od wygrania dywizji i awansu do playoffów. Jednak w 15 tygodniu Chiefs rozbili rywali 30:13 i zapewnili sobie triumf w AFC West.

Brandon Marshall skończy sezon z mniej niż 500 rec yds. Skończył ze 154 jardami. Takiej katastrofy Giants się nie spodziewałem, ale Marshall jako pełnowymiarowy reciver przestał mnie przekonywać dwa lata temu. Te 500 jardów i tak było asekuranctwem z mojej strony.

John Fox i Ryan Pace stracą pracę w Chicago jeszcze przed końcem sezonu. Pudło. Fox wyleciał dopiero po sezonie, Pace został i będzie wybierał nowego trenera. Ale mój brak wiary w Bears okazał się uzasadniony.

Drew Brees jako pierwszy w historii poda na więcej niż 5500 jardów w sezonie. Kompletne pudło. Ale kto się spodziewał, że Saints, drużyna polegająca na podaniach jak żadna inna w historii, nagle zaczną biegać na potęgę? Brees zanotował 4334 jardy w sezonie.

LA Rams będą mieli najlepszą obronę w NFL wg DVOA i nie wejdą do playoffów. Pudło. Nie doceniłem Rams. Ich defensywa była „dopiero” szósta w DVOA, ale za to cała drużyna była na drugim miejscu i to tylko przez kompletne zlekceważenie ostatniego meczu sezonu i wysoką porażkę z 49ers. Są w pierwszej szóstce DVOA w trzech fazach gry (ofensywa, defensywa, special teams).

Także w sumie trafiłem dwa z ośmiu. Mogło być lepiej :)

 

W weekend zaczynamy playoffy. Przypominam, że będę na bieżąco na Twitterze, udzielając się w społeczności #NFLpl