Przerwa w blogowaniu

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

Piszę tego bloga nieprzerwanie od ponad pięciu lat, dokładnie od 1 sierpnia 2012 r. Ta notka jest wpisem nr 497 w tym czasie (choć było kilka gościnnych). Przez ten czas poznałem mnóstwo fantastycznych ludzi, część osobiście, część tylko on-line. Jestem Wam bardzo wdzięczny za wszystkie pozytywne komentarze, lajki, a także merytoryczną krytykę. Za każdym razem, gdy nieznane mi osobiście osoby polecały moje wpisy czy całego bloga, robiło mi się ciepło na duszy.

Niemniej nadszedł czas na przerwę. To nie jest decyzja nagła. Podjąłem ją na początku sezonu zasadniczego NFL, gdy zorientowałem się, jak mało frajdy daje mi pisanie. Każdą notkę staram się poprzedzić rzetelnym researchem, dodać coś od siebie, czego nie przeczytacie w każdym anglojęzycznym medium o futbolu i wyprodukować porządny kawałek tekstu, a nie jedynie „JIMMY GAROPPOLO PODPISAŁ NOWY KONTRAKT [ZDJĘCIA]”, co niestety mają w zwyczaju media w 2018 r. Jest to kawał roboty, do której zabierałem się z coraz mniejszą ochotą, a wręcz niechęcią.

Jak zapewne możecie się domyślić, nic na tym blogu nie zarabiam. Reklamy nawet nie pokrywają niewielkich kosztów jego utrzymania. W efekcie moim jedynym wynagrodzeniem była moja radość z pisania i Wasza z czytania. O ile tej drugiej wciąż nie brakuje, to ta pierwsza zupełnie się wypaliła. Mówiąc wprost – potrzebuję zmiany.

Od początku planowałem, że tekst o Super Bowl 2018 będzie moim ostatnim w tym sezonie. Jak może zwróciliście uwagę, konsekwentnie nie poruszałem na blogu najważniejszego tematu w polskim futbolu, czyli rozłamu na linii PLFA-LFA. Nie robiłem tego, bo wiedziałem, że nie będę pisał o polskim sezonie 2018. Szyki nieco pomieszał mi Piotrek Bera i jego tekst o Joshu McDanielsie, ale dziś nadszedł czas powiedzieć „Do widzenia”.

„Do widzenia”, a nie „żegnajcie”, bo mam nadzieję, że półroczny rozbrat z blogowaniem sprawi, że we wrześniu będę znów głodny pisania i wrócę do niego wraz z nowym sezonem NFL. Ale nie mogę Wam tego obiecać.

Nie zniknę zupełnie z internetu. Wciąż będą działały profile NFLBlog.pl na Facebooku i na Twitterze, ale nie oczekujcie jakichś większych analiz. To raczej będą krótkie komentarze do najważniejszych wydarzeń: franchise tagów, free agency, draftu itp. Będę oczywiście z uwagą obserwował, czy projekt LFA, któremu mocno kibicuję, faktycznie stanie się nową jakością w polskim futbolu. Niemniej na tej stronie nic nowego nie pojawi się przynajmniej do końcówki sierpnia 2018.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy czytali, komentowali i polecali. Dziękuję zwłaszcza mojej wspaniałej Żonie, która nie tylko rozumie moją pasję, ale zawsze mnie wspierała, mobilizowała i pomagała jak mogła.

Do zobaczenia (mam nadzieję) w sezonie 2018,

Krzysztof Krzemień
NFLBlog.pl

Opublikowano w inne

Integralność NFL, a Josh McDaniels

Autorem dzisiejszego, gościnnego wpisu jest Piotr Bera, dziennikarz Gazety Wrocławskiej, były redaktor NFL24.pl, a prywatnie kibic Atlanta Falcons. Tekst przedstawia jego opinie, nie ze wszystkimi się zgadzam ;)  Piotrka możecie znaleźć na Twitterze – @P_Bera89
Krzysztof Krzemień, NFLBlog.pl

Josh McDaniels to persona non grata w NFL. Wbijając nóż w plecy Indianapolis Colts naraził się nie tylko kibicom z Indianapolis, ale też właścicielom innych klubów i Rogerowi Goodelowi. Dla komisarza ligi nie ma nic ważniejszego od „integrity of the game”. A ta przez 41-latka została olana.

„Integralność” – to słowo klucz w języku Rogera Goodella. Gdy zawodnik wsiada za kierownicę po pijanemu, bije żonę, bierze sterydy, nagrywa znaki innych drużyn lub nie pompuje piłek – komisarz zawsze wspomina o „integralności”. Są pewne zasady, które powodują, że „NFL to najwspanialsza liga świata należąca nie tylko do właścicieli klubów, ale też fanów i pracowników na wszystkich szczeblach”. Nie ma co ukrywać, że najczęściej to banialuki. Ale nie w tym przypadku. Josh McDaniels przegiął i jego decyzja będzie miała poważne konsekwencje.

Koordynator ofensywy New England Patriots to pierwszy człowiek w NFL, który miał zostać trenerem głównym innego zespołu, zawarł dżentelmeńską umowę i nagle zrezygnował kilkanaście godzin przed podpisaniem kontraktu.

Trenerów w NFL wybiera się zawsze tak samo. Klub tworzy listę kandydatów, prosi o referencje od pracodawców, kupuje bilet na samolot w pierwszej klasie, rezerwuje nocleg w 5-gwiazdkowym hotelu i zaprasza na rozmowy, które prowadzone są w biurze u potencjalnego nowego chlebodawcy. Dzięki temu trener może wejść do szatni czy spojrzeć na murawę z zupełnie innej perspektywy, myśląc jednocześnie „to może być mój nowy dom”. Rozmowy trwają nawet po kilka godzin. Bez przerwy. Pięciu magluje kandydata:

– „Jak zmieniłbyś kulturę naszej organizacji”?

– „W jakim kierunku chciałbyś pójść?”

– „Czy myślisz, że posiadamy w składzie franchise quartberbacka”?

– „Dlaczego myślisz, że uda Ci się osiągnąć sukces w tym klubie/mieście?”

I tak dalej. Kandydat przylatuje z gotowym planem. Kto powinien zostać zwolniony, a jaki asystent zatrudniony. Czy budujemy drużynę na „tu i teraz” czy efekty będą widoczne za trzy lata.

Josh McDaniels jako 5-krotny zdobywca Super Bowl i człowiek, który rozwinął Toma Brady’ego był najbardziej łakomym kąskiem na rynku trenerów do wzięcia. Tak samo jak Indianapolis Colts to wiśnia w czekoladzie wśród zespołów szukających nowego sternika. Andrew Luck w składzie, właścicielem jest doświadczony Jim Irsay, a na korytarzach unosi się duch Peytona Manninga. Małżeństwo doskonałe. Zwłaszcza, że McDaniels okrzepł po nieudanej przygodzie w Denver Broncos, gdzie był trenerem głównym niecałe dwa sezony (2009-2010).

Po pierwszej turze rozmów najlepszy kandydat zapraszany jest po raz drugi. Żeby ustalić warunki kontraktu oraz wydać pierwsze decyzje. McDaniels poprosił o podpisanie umów z Mattem Eberflusem (koordynator defensywy), Dave’em DeGuglielmo (trener linii ofensywnej) i Mike’em Phairem (trener linii defensywnej). I tak też się stało.

Colts zaczęli budować sztab pod życzenia McDanielsa, z którym dogadano się „na gębę”. Przepisy NFL mówią jasno, że dopóki macierzysty klub trenera nadal bierze udział w rozgrywkach, to oficjalna prezentacja musi poczekać. A New England Patriots zagrali w Super Bowl. Dlatego Matt Patricia umowę z Detroit Lions podpisze w środę.

 

To samo miał zrobić McDaniels, ale pokazał Colts środkowy palec biorąc przykład ze swojego mentora. Bill Belichick w 2000 r. został trenerem New York Jets. Zapisał się w historii klubu, bo nie przegrał żadnego meczu. Oczywiście nie było to możliwe – zrezygnował po jednym dniu urzędowania i podpisał kontrakt z Patriots, zapisując swoją rezygnację na wyrwanej skądś kartce papieru. „Rezygnuję z posady trenera głównego New York Jets”. I go nie było. Jets czuli się oszukani i otrzymali w zamian wybór w pierwszej rundzie draftu.

 

Colts żadnego zadośćuczynienia nie dostaną. Bo McDaniels nic nie podpisał. Przez wszystkie lata wystarczył uścisk dłoni i cierpliwe oczekiwanie na koniec sezonu. Młody koordynator wywrócił wszystko do góry nogami.

Naraził się każdemu i jestem pewien, że liga będzie czekała na jego najmniejsze potknięcie. Jeśli Toma Brady’ego ukarano czterema meczami zawieszenia za cyrk, jakim było „Deflategate”, to w przypadku innych uchybień będą szukać haków pozwalających pozbyć się McDanielsa lub innej ważnej postaci w Foxborough na cały sezon. To jest policzek dla „integralności” NFL. Czy trenerzy zaczną podpisywać wstępne umowy z nowymi klubami jeszcze w trakcie trwania sezonu? A może NFL zakaże wcześniejszych rozmów i wywiady będą przeprowadzane po Super Bowl? Tylko wtedy kluby tracą kilka cennych tygodni przygotowań do sezonu. I do zbliżającego się wielkimi krokami draftu.

McDaniels ściągnął do Indianapolis asystentów, którzy przeprowadzili/ą się do nowego miasta razem z rodzinami. Teraz będą pracować dla nowego trenera – prawdopodobnie z zupełnie inną wizją i pomysłami. Do tego Colts stracili cenny czas i innych poważnych kandydatów – Matta Nagy (Chicago Bears), Steve’a Wilksa (Arizona Cardinals), Jamesa Bettchera (New York Giants).

Część kibiców New England Patriots uznaje McDanielsa za „zgniłą rybę”. Inni przyznają, że „ofertę życia dostaje się tylko raz”. Właściciel Patriots Robert Kraft prawdopodobnie obiecał McDanielsowi posadę trenera głównego w 2019 roku i jednocześnie wysoki wybór rozgrywającego w tegorocznym drafcie. To będzie ostatnie rodeo Billa Belichicka, Toma Brady, Roba Gronkowskiego i Dante Scarnecchi – 70-latka będącego żywą legendą w sztabie szkoleniowym Pats. Scharnecchia uważa McDanielsa „za najlepszego trenera, z którym pracował”. Dlatego pewnie na emeryturę odejdzie za rok.

McDaniels spalił za sobą mosty. Związał się z Patriots na dobre i na złe niszcząc swoją reputację. Porażka w Super Bowl z Philadelphia Eagles zabolała bardzo mocno. Tak mocno, że Tom Brady nie podał nawet ręki Nickowi Folesowi. Ale, kto by się tym przejmował w Nowej Anglii. „Jeśli jesteś kibicem Patriots to nie możesz zwracać uwagi na innych. Bo oszalejesz. I tak większość uważa nas za dupków”.

Patriots po raz kolejny pokazali, że nie liczą się z nikim i z niczym w NFL. Poza samymi sobą. To makiawelizm w najczystszej postaci, który wychodzi Patriots na zdrowie. Pięć tytułów mistrzowskich i osiem finałów w XXI wieku. Podstęp uświęca środki.

Tylko, żeby McDaniels się nie przeliczył. Kto wie czy Robert Kraft nie złamie swojej obietnicy.

Super Bowl 2018: Rekordy i pierwsze mistrzostwo Eagles

To był pod wieloma względami dziwny Super Bowl. Super Bowl właściwie bez obrony z obu stron, z rekordową ofensywą. Super Bowl, w którym drużyna, która zrobiła 600 jardów w ofensywie i nie puntowała ani razu przegrała. Pierwsze Super Bowl, w którym Patriots Brady’ego zapunktowali w pierwszej kwarcie, a Eagles po raz pierwszy zdobyli mistrzostwo zjednoczonej NFL.

1151 jardów obu drużyn – najwięcej jardów w jakimkolwiek meczu w historii NFL

874 jardy podaniowe obu drużyn – najwięcej w historii playoffów

505 jardów podaniowych Toma Brady’ego – rekord playoffów

33 punkty Patriots – najwięcej w historii Super Bowl zdobytych przez przegranych

1 punt obu drużyn – najmniej w historii Super Bowl

 

Patriots zdobywali 8,5 jarda na akcję ofensywną, Eagles 7,6. Orły biegały 6,1 jarda/próbę, Patrioci 5,1 jarda/próbę. To są wartości obłędne, godne pojedynku w NCAA, gdzie zawodnicy mają dość mgliste pojęcie o obronie, a nie najważniejszej sceny futbolu amerykańskiego na świecie.

Mecz mógł się podobać laikom: otwarty, ofensywny, z duża liczbą „big plays” i stosunkowo niewielką liczbą przerw. Jednak dla mnie był zupełnie niestrawny, nie tylko ze względu na moje sympatie kibicowskie. Niestety gros ofensywy po obu stronach wynikało z żenujących błędów obu defensyw.

Co najbardziej przyczyniło się do wygranej Orłów?

 

1. Katastrofalna postawa defensywy Patriots

Bill Belichcik może nie przykładać wagi do modeli statystycznych, ale nie da się ukryć, że oceniły siłę jego obrony zdecydowanie lepiej niż prosty wskaźnik traconych punktów. Wszystkie trenerskie frazesy o „uginaniu lecz nie łamaniu”, „obronie sytuacyjnej” i „podstawach” (ang. „fundamentals”) nie wytrzymały zderzenia z rzeczywistością. A rzeczywistość oznaczała brak jakiegokolwiek pass rushu (momentami coś dawał James Harrison), kompletną indolencję w powstrzymywaniu akcji biegowych, masę nieudanych powaleń i gubienie się w kryciu (z wyjątkiem może Stephona Gilmore’a). Football Outsiders sklasyfikowali obronę NE na 2., a Pro Football Reference na 6. od końca miejscu NFL. W niedzielę było jeszcze gorzej.

Eagles konwertowali 10/16 trzecich prób. Z sześciu nieudanych dwie zostały konwertowane w czwartych próbach, trzy zamienione na kopnięcie z pola i tylko jedna jedyna skończyła się puntem.

Nawet tak chwalona defensywa w Red Zone nie spisała się najlepiej. Z czterech wycieczek do Red Zone ofensywa Philly wyciągnęła dwa przyłożenia i dwa kopnięcia z pola. Pierwszy FG to efekt głupiego falstartu Ertza (pierwsza seria meczu), więc raczej wina Orłów, niż zasługa Pats. Drugi to początek czwartej kwarty i kopnięcie po kapitalnie wybronionym podaniu do Nelsona Agholora, które straciło 8 jardów. Jedna z nielicznych dobrych akcji obrony NE w tym meczu. To jednak i tak postęp w stosunku do reszty playoffów, bo w pierwszych dwóch rundach rywale wyciągnęli 4 TD z 4 posiadań w Red Zone.

Czy coś by zmienił Malcolm Butler? Cornerback, który w sezonie zasadniczym grał ponad 97% snapów, tym razem dostał tylko kilka akcji w special teams. Podobno nie był kontuzjowany, on sam i jego koledzy byli zdziwieni taką sytuacją, a sztab Patriots oświadczył lakonicznie, że to „decyzja trenera powodowana matchupami”. Niezależnie od tego jak dużą przewagę fizyczną nad Butlerem mieliby reciverzy Eagles, na pewno spisałby się lepiej niż Eric Rowe czy gloryfikowany special teamer Johnson Bademosi.

Czy prawdziwe powody miały coś wspólnego z kontraktem Butlera? Czy była to małostkowa chęć pokazania mu, gdzie jego miejsce? A może faktycznie po prostu chybiona decyzja? Tylko wówczas w drugiej połowie trzeba się było uderzyć w pierś, przyznać do błędu i wpuścić Butlera. Bill Belichick zasługuje na kredyt zaufania, ale ta decyzja będzie jeszcze długo wywoływała kontrowersje. Zwłaszcza, że jej prawdziwych powodów pewnie nigdy do końca nie poznamy.

 

2. Agresywny playcalling Douga Pedersona

Pederson nie mógł otrzymać nagrody MVP, a szkoda. Bo to zdecydowanie on był w największej mierze ojcem sukcesu Orłów. W konserwatywnej lidze, w której priorytetem większości szkoleniowców jest „nie przegrać”, a dopiero potem „wygrać”, Pederson od początku agresywnie idzie po zwycięstwo.

Nie inaczej było w Super Bowl. Nie bał się podejmować niezmiernie trudnych, ryzykownych decyzji. Było ich sporo, ale ja chciałbym wyróżnić trzy:

a) 0:34 do końca 2 kwarty, 4&goal, NE 1

Patriots zmniejszyli stratę do trzech punktów, a w drugiej połowie mają piłkę jako pierwsi. Eagles dotarli na 2 jardy od pola punktowego. Kolejne dwie próby dały jeden jard. Czwarta próba. Można kopać, ale to wciąż tylko jedno posiadanie różnicy (6 punktów). I wówczas Pederson wyciąga królika z kapelusza.

Foles został pierwszym zawodnikiem w Super Bowl, który złapał i podał na TD w jednym meczu. Smaczku dodaje fakt, że chwilę wcześniej bliźniaczo podobnej akcji próbowali Patriots, jednak Brady upuścił podanie przy 3&5. Taka akcja w takim momencie – trzeba mieć jaja. To była dobra decyzja, ale wyobraźmy sobie, że podanie jest minimalnie niecelne i Foles nie łapie piłki. Jaka byłaby reakcja fanów Philly, znanych przecież z „kultury” i „ogłady”?

Przy okazji – ta formacja Eagles była nielegalna i przyłożenie nie powinno zostać zaliczone. Ale sytuacja była na granicy. Na pewno nielegalna formacja nie ułatwiła akcji Eagles, a gdyby Patriots dobrze tacklowali, to w ogóle by do niej nie doszło. Nie ma co winić sędziów za własne niedociągnięcia.

 

b) 5:39 do końca meczu, 4&1, PHI 45

Patriots prowadzą jednym punktem, Pederson musi podjąć bardzo trudną decyzję. Może puntować, oddając piłkę Tomowi Brady’emu, który w tym meczu jest absolutnie niepowstrzymany i wystarczy kilka pierwszych prób, by spalił czas pozostały na zegarze. Może zaufać ofensywie przeciwko katastrofalnej obronie i zdobyć pierwszą próbę. Zaufał ofensywie i Foles konwertował dwujardowym podaniem do Ertza. Decyzja znów słuszna, ale pamiętajmy, że Belichick został niemal zjedzony za podobną decyzję przeciwko Colts w 2009 r. (wówczas Patriots nie udało się zdobyć pierwszej próby i przegrali).

 

c) 2:30 do końca meczu, 2&7 i 3&7, NE 11

Większość trenerów w NFL w tej sytuacji spaliłoby zegar biegami, zwłaszcza że Patriots został tylko jeden timeout. Tymczasem Pederson agresywnie próbuje zdobyć przyłożenie i dwa razy ordynuje podanie, ryzykując zatrzymanie zegara i/lub przechwyt. Próbuje tym samym utrudnić comeback Brady’emu, który po przyłożeniu musiał odpowiedzieć przyłożeniem, podczas gdy na FG wystarczyłby FG. Jednak, paradoksalnie, zdobycie TD w tej sytuacji nie było najlepszym rozwiązaniem. Gdyby Ertz położył się na 1 jardzie, Eagles mieliby pierwszą próbę, mogliby spalić zegar do ok. 30-35 sekund i kopnąć. Zostawianie Brady’emu ponad 2 minut na zwycięską serię w takim meczu to duży błąd. Do tej pory jestem przekonany, że gdyby nie pierwszy błysk ze strony d-line Eagles i sack-fumble, Brady wygrałby ten mecz. Ale tak to jest na wielkiej scenie: decydują szczegóły.

 

3. Plan gry Douga Pedersona

Agresja to jedno, ale plan ofensywy był znakomicie dopracowany. Po pierwsze Pederson doprowadził do zmarnowania mnóstwa czasu przez Patriots na treningach. Absolutnie wszyscy byli gotowi na masę RPO w wykonaniu Folesa i Pats zapewne poświęcili wiele godzin na studiowanie i zatrzymywanie tych akcji. Tymczasem Eagles praktycznie w ogóle zrezygnowali z RPO, które można było policzyć na palcach jednej ręki.

Zamiast tego oparli się na play action. Foles wykonał aż 21 podań po takim zwodzie, co jest rekordem Super Bowl. Wyciągnął z tego 12 celnych podań, 118 jardów i TD.

Do tego Pederson po mistrzowsku atakował słabe punkty Patriots. Eagles szybko zorientowali się, że nie ma Butlera, więc ciężkie chwile przeżywał Eric Rowe. Słaby pass rush powodował, że Foles nie spieszył się z podaniami, tylko sprawdzał pierwszy cel, drugi, cel awaryjny, machał żonie na trybunach, zerkał czy ktoś się przypadkiem jednak nie uwolnił i jeszcze miał czas na wyrzucenie piłki w aut, jeśli nic nie znalazł. Biegi środkiem siały spustoszenie w szeregach NE. No i pięta achillesowa obrony Pats, czyli obrona podań do RB. Corey Clement zaliczył 100 jardów po złapanych podaniach.

 

4. Do your job

Wygląda na to, że Pederson ukradł motto Billa Belichicka. Jego zawodnicy faktycznie grali po prostu swoje. Zwłaszcza Nick Foles, zasłużony MVP Super Bowl 2018. Świadomy swoich ograniczeń znakomicie korzystał z systemu, w którym się znalazł i rozdawał jedno kapitalne podanie za drugim. Dzięki świetnej ochronie miał czas i miejsce na precyzyjne zagrania i po niektórych podaniach ręce same składały się do oklasków. Jedyny przechwyt w tym meczu absolutnie nie był jego winą. Wiosną będzie ciekawym i wartościowym klockiem w układance transferowej, bo ma jeszcze ważną umowę na sezon 2018.

Ale to nie tylko Foles. Swoje zrobił znakomity w tym meczu korpus RB, dominująca OL, Alshon Jeffery łapiący ekwilibrystycznie piłki i nadspodziewanie produktywny Nelson Agholor.

I wreszcie linia defensywna. Przez cały mecz trzymani w ryzach przez bardzo dobrze grającą OL Patriots oraz ofensywę no-huddle ograniczającą zmiany. Co prawda zaliczyli w sumie 9 powaleń Brady’ego, ale przez 58 minut pozostawali bez sacka, a James White i Dion Lewis dość łatwo zdobywali jardy po ziemi. Ale nie ustawali w wysiłkach i zostali nagrodzeni, gdy Brandon Graham wygrał pojedynek z Shaqiem Masonem i wybił piłkę Brady’emu w decydującej akcji meczu. To było świetne defensywne zagranie. Nie wiem czy jest w NFL rozgrywający, który utrzymałby piłkę w rękach w takiej sytuacji. Może Cam Newton?

 

5. Niewymuszone błędy Patriots

Tutaj chodzi mi przede wszystkim o dwa błędy z drugiej kwarty, które kosztowały Patriots minimum sześć punktów. Najpierw, po 74-jardowej serii ofensywnej, Ryan Allen nie złapał snapu, źle ustawił piłkę i kompletnie wybił z rytmu Stephena Gostkowskiego, który trafił w słupek z zaledwie 26 jardów. Warto też zwrócić uwagę, że Gostkowski przestrzelił jedno podwyższenie, choć z tymi podwyższeniami obie drużyny miały w tym meczu problem.

Druga sytuacja to wspomniany już trick play przy 3&5, kiedy Brady nie złapał dobrego podania od Danny’ego Amendoli, które dałoby Pats pierwszą próbę wewnątrz 30 jarda Eagles. Podanie może było minimalnie za mocne, ale Brady i tak powinien to złapać bez specjalnych trudności. Chwilę później Pats nie udało się konwertować 4&5.

Te dwie sytuacje to dwie serie NE zakończone bez punktu w meczu, kiedy każdy defensywny stop był na wagę złota.

 

6. Kontuzja Brandina Cooksa

Na początku drugiej kwarty potężny cios w kask otrzymał Brandin Cooks. Od razu było wiadomo, że to dla niego koniec meczu. Można się zastanawiać, czy Eagles nie powinni zostać ukarani 15 jardami za atak szczytem kasku. Zdania są podzielone. Na pewno jednak nie było to celowe zagranie, mające na celu wyeliminowanie przeciwnika. Choć technika obrońcy daleka była od podręcznikowej, był to po prostu nieszczęśliwy wypadek. Dużo w tym winy Cooksa, który po złapaniu dalekiego podania powinien przeć do przodu albo się położyć i chronić swoje ciało. Tymczasem biegał w kółko jak kurczak z odciętą głową, co skończyło się dla niego fatalnie.

Wymieniam ten uraz na ostatnim miejscu, bo uważam, że miał minimalny wpływ na porażkę Patriots. Chris Hogan godnie zastąpił Cooksa przy dalekich piłkach. Hogan, Gronkowski i Amendola zaliczyli w sumie 23 chwyty, 396 jardów i 3 TD. Być może Cooks zmieniłby coś w samej końcówce jako większe zagrożenie na dalekich ścieżkach. Na pewno jego uraz wymagał pewnych zmian w planie gry. Ale koniec końców nie widać było szczególnie jego braku.

 

Gratulacje dla Eagles, którzy wygrali absolutnie zasłużenie. W offseason czeka ich trudna decyzja dotycząca Nicka Folesa. Przyszłością drużyny jest oczywiście Carson Wentz, więc jeśli tylko nie ma medycznych przeciwwskazań, to właśnie on powinien być QB #1 za rok. Dla Eagles najlepszym rozwiązaniem byłoby oddanie Folesa za masę wyborów w drafcie, ale, paradoksalnie, w tym roku może być mało kupców. Podobnej klasy wolny agent w osobie Case’a Keenuma, Alex Smith w Redskins, Cousins na wolnym rynku i ciekawa klasa draftu może sprawić, że najlepszą opcją będzie pozostawienie Folesa w Philly jako dość taniego (5 mln pod czapką) ubezpieczenia na kolejny rok.

Patriots żegnają się z oboma koordynatorami (McDaniels będzie HC Colts, Patricia Lions) i, w fatalnym stylu, z Butlerem. Przed Belichickiem i jego nowym koordynatorem defensywy stanie trudne zadanie naprawa kulejącej formacji, zwłaszcza katastrofalnego pass rushu. Brady zapowiada, że wróci na przyszły rok, ale aktualny MVP ligi i tak gra na pożyczonym czasie i koniec jego kariery jest już w zasięgu wzroku. Do tego pogłoski o konflikcie na linii Kraft – Belichick sprawiają, że będzie to jeden z najciekawszych offseason w Nowej Anglii od lat.

 

P.S. Nie wiem jak to możliwe, ale w Super Bowl z udziałem Patriots akcja meczu znów należy do Eli Manninga

Szkic taktyczny na Super Bowl 2018

W składach obu uczestników Super Bowl 2018 znajdziemy gwiazdy i solidnych weteranów. Jednak ogromny wkład sztabów szkoleniowych w tegoroczne sukcesy New England Patriots i Philadelpia Eagles trudno przecenić. Zwłaszcza w przypadku Orłów, które musiały podnieść się po stracie pierwszego rozgrywającego. Dlatego pojedynek taktyczny Billa Belichicka i Douga Pedersona będzie nie mniej ciekawy niż starcie Toma Brady’ego z Fletcherem Coxem.

Jak co roku próbuję przewidzieć w jaki sposób zostaną ustawione obie drużyny. Oczywiście to tylko szkic pewnych założeń taktycznych. Prawdziwe plany gry na ten mecz powstawały przez setki, jak nie tysiące roboczogodzin.

Wszystko o Super Bowl 2018

 

Philadelphia Eagles

Zacznijmy od nominalnych gości. Przede wszystkim Eagles nie mogą sobie pozwolić na utratę dystansu. Orły mogą ten mecz wygrać z Nickiem Folesem na rozegrani, ale nie jeśli Foles będzie musiał wziąć na siebie pełny ciężar gry. Innymi słowy muszą kontrolować wynik i tempo meczu. Jeśli zostaną zmuszeni do gonienia wyniku, a Nick Foles do agresywnej, wertykalnej gry podaniowej, to kibice w Philly będą mieli ciężki wieczór.

Defensywa Patriots jest w tym roku bardzo słaba. Nie pokazują tego stracone punkty. Oczywiście, o to chodzi w futbolu, by tych punktów nie tracić, jednak to nie do końca zasługa obrony Pats (dojdziemy do tego omawiając ich drużynę). Jednak w tym sezonie mają wyjątkowe problemy z bronieniem gry podaniowej na running backów. Było to widać w meczu z Jaguars, gdy Blake Bortles posyłał jedno podanie do flatu za drugim, a defensorzy Patriots nie potrafili powalić łapiących piłki biegaczy. Jednak jeszcze wyraźniej było to widać w najsłabszych meczach sezonu zasadniczego.

Przeciwko Chiefs (27:42) Kareem Hunt złapał 5 piłek na 98 jardów. Przeciwko Houston (36:33) D’Onta Foreman 2/65. Przeciwko Buccaneers (19:14 dzięki fatalnej skuteczności kopacza Bucs) Charles Simms 5/31, ale w kluczowych trzecich próbach. Przeciwko Miami (20:27) Kenyan Drake 5/79. To nie były wyłącznie checkdowny, a często dalekie piłki. Linebackerzy Patriots są beznadziejni, gdy przychodzi do krycia running backów wybiegających na daleką ścieżkę. Jak zresztą na każdą inną.

To każe się zastanowić, czy większej roli w drużynie nie odegra Corey Clement. Debiutant wykorzystywany był do tej pory głownie sytuacyjnie, ale z trójki RB Eagles to on najlepiej łapie. Ajayi zbiera sporo jardów po podaniach, ale w większości to klasyczne screeny, nie do końca to, co jest największym zagrożeniem dla Pats. Z kolei LeGarette Blount to znakomity pass blocker i fizyczny biegacz, ale jako reciver nie stanowi większego zagrożenia.

Pederson na pewno przygotuje coś kreatywnego w ofensywie. Jak do tej pory widzieliśmy trapy w wykonaniu tackli czy counter na przyłożenie rodem z lat 50-tych i ofensywy pojedynczego skrzydła (Single Wing). Jednak rdzeniem ofensywy Eagles pozostaje RPO, czyli Run-Pass Option.

Na czym polega RPO? Foles dostaje snap w shotgunie i wyciąga piłkę w stronę runninga backa. Linia blokuje jak do akcji biegowej. Rozgrywający czyta jednego obrońcę, najczęściej linebackera. W zależności od jego zachowania może zostawić piłkę RB lub wyciągnąć i rzucić slant do WR. Poniżej możecie zobaczyć to na filmie.

Często QB ma też opcję pobiegnięcia z piłką samemu, ale przy swoim atletyzmie Foles może sobie zrobić krzywdę nawet na równej, prostej trawie, więc ta opcja odpada.

RPO, jak i inne formy opcji, przeciwko Patriots mogą być szczególnie skuteczne, bo ich frontowi brakuje szybkości i zwrotności. Takich zagrywek możemy się spodziewać zwłaszcza w pierwszej i drugiej próbie, by nie dopuścić do sytuacji 3&long (gdy w trzeciej próbie do zdobycia pozostaje 8 lub więcej jardów).

Eagles muszą przede wszystkim podtrzymywać serie. Nie szukać na siłę „big plays”. Biorąc pod uwagę znaczną przewagę Patriots w special teams, to obrońcy tytułu będą mieli lepszą pozycję startową, a Orły mogą się spodziewać „długiego boiska” w ataku. Konserwatywna gra na pierwsze próby utrzyma Toma Brady’ego poza boiskiem i pozwoli odwrócić pozycję na boisku, nawet jeśli nie przyniesie punktów. Warto pamiętać, że NE oddają średnio 4,7 jarda/bieg. Biorąc pod uwagę jak dobrze ostatnio spisuje się linia Eagles, mogą zacząć mecz od dużych dawek Ajayiego i Blounta i spróbować rozstrzygnąć mecz po ziemi.

O ile RPO, opcje i bieg mogą odgrywać duża rolę, o tyle Zach Ertz będzie służył głownie jako zmyłka. Jeśli jest jakiś obszar, w którym Patriots dobrze radzą sobie w obronie, to jest to defensywa przeciwko TE. Nawet Travis Kelce nie zwojował za wiele w katastrofalnym dla Patriots meczu pierwszej kolejki. Jednak sama obecność Kelcego dawała sporo miejsca kolegom, więc należy się spodziewać, że Ertz zostanie wykorzystany podobnie.

W obronie kluczowy dla całego meczu będzie pojedynek d-line Eagles z o-line Patriots. Orły mają bardzo głęboką rotację na froncie. Nie należy jednak spodziewać się wielu blitzów. Nie tylko dlatego, że blitze przeciwko Brady’emu to proszenie się o katastrofę, ale i dlatego że DC Jim Schwartz jest jednym z najrzadziej blitzujących szkoleniowców w NFL, niezależnie od klubu, w którym pracuje.

Presja na Brady’ego to być albo nie być dla Philly. Nie wyobrażam sobie, by byli w stanie bronić się bez niej. Po prostu nie mają personelu, który upilnuje masę utalentowanych zawodników Patriots na dłuższą metę. Ważnym dylematem będzie obrona przeciwko Robowi Gronkowskiemu. Opcja pierwsza to krycie linebackerem, co będzie prowokowało Brady’ego do wrzucania piłek za kołnierz. W przypadku krycia DB, Brady z przyjemnością poda wysoką piłkę/zmieni zagrywkę na bieg, by wykorzystać przewagę fizyczną Gronka. Philly mogą tez kryć strefą, ale w to Pats graj, bo wówczas Lewis, Amendola i Gronkowski będą biegali masę krzyżujących ścieżek na środku.

Innym rozwiązaniem jest podwajanie Gronkowskiego – linebacker z przodu, safety z tyłu. Tyle że wówczas Josh McDaniels ustawi po tej samej stronie boiska Amendolę i Cooksa, licząc, że któryś się uwolni jeden na jeden. Tak naprawdę nie ma dobrego, sportowego sposobu na Gronkowskiego. Najlepszym jest mocne krycie, na granicy przepisów i liczenie, że wyleje się z niego frustracja jak przeciwko Buffalo. Sędziowie w Super Bowl są tradycyjnie mniej skorzy do rzucania flag za DPI, a flagi za illegal contact nie mieliśmy na tym poziomie od 2003 r. (!)

Warto zauważyć, że o ile Patriots mają najwyższe DVOA w NFL w pierwszych próbach w ataku, o tyle Eagles mają najwyższe DVOA w pierwszych próbach w obronie. Jeśli zdołają zatrzymać grę biegową, a mają do tego personel i zmuszą Brady’ego do grania głównie górą, jardy w pierwszych próbach będą bezcenne.

 

New England Patriots

Za kadencji Billa Belichicka i Toma Brady’ego Patriots grali w Super Bowl siedem razy (tegoroczne będzie ósme). W siedmiu pierwszych kwartach zdobyli w sumie… zero punktów. Tym razem nie mogą sobie pozwolić na tak wolny start. A właściwie mogą, ale nie powinni. Drużyna, która wyszła ze stanu 28:3 nie musi się martwić odrabianiem strat. Niemniej idealny scenariusz to szybkie objęcie prowadzenia i zmuszenie Eagles na złożenie meczu w rękach Nicka Folesa.

Żeby to osiągnąć, Patriots muszą zacząć skutecznie w ofensywie, a najlepiej od odważnej gry górą, bo z tym obrona Eagles ma w tym roku większe problemy. Co prawda większość drużyn w lidze chciałaby mieć takie „problemy” w obronie, ale faktem jest, że Orły lepiej atakować górą niż po ziemi. Jak pokazał Cian Fahey, utrata Juliana Edelmana i pozyskania Brandina Cooksa znacząco zmieniło dystrybucję podań w Nowej Anglii. Brady operuje częściej na obszarze 6-10 jardów od linii wznowienia akcji (Gronkowski) i +20 jardów (Cooks).

Jednak w playoffach Brady ma jeszcze jeden atut, a jest nim Danny Amendola, który przejął starą rolę Edelmana. W sezonie zasadniczym był mocno oszczędzany, co, biorąc pod uwagę jego podatność na kontuzje, było dobrym pomysłem. W playoffach nie ma już na co oszczędzać i Amendola w dwóch meczach złapał 18 piłek na 196 jardów i 2 TD.

Biorąc pod uwagę to bogactwo, jedynym co może powstrzymać atak Patriots jest zbyt konserwatywny playcalling i pass rush Eagles. To pierwsze może dziwić, bo przecież Josh McDaniels jest słusznie uważany za jednego z najlepszych playcallerów NFL. Jednak w finale AFC zbyt długo trzymał się niedziałającego planu gry (atakowanie obrony Jags Dionem Lewisem) i nim spuścił Brady’ego ze smyczy i odpalił trick plays było już niemal za późno.

Co do pass rushu możemy się spodziewać, że Brady będzie się starał trzymać piłkę w rękach jak najkrócej. To oznacza sporo krótkich ścieżek. Jednak w tym sezonie Patriots z reguły dość szybko próbują dalekiego „strzału” na lewe skrzydło do Cooksa. Możemy się spodziewać, że będzie to miało miejsce po jakiejś play action, którą Patriots stosują rzadko, ale z dewastującym efektem.

Brady jest na pewno świadom, że motorem napędowym pass rushu są częste zmiany i szeroki skład. Wobec tego możemy się spodziewać, że Patriots odkurzą no-huddle offense. Jeśli Brady będzie szybko ustawiał kolegów na linii wznowienia akcji, to Orły nie zdołają zmienić zawodników. A jeśli będą mimo wszystko próbowali, to Brady z przyjemnością weźmie wolną zagrywkę z 12 defensorami na boisku.

Obrona Patriots oddaje stosunkowo mało punktów jak na tak słabą formację. Można mówić o filozofii „bend but don’t break” i wskazywać, że Patriots mają jedną z najlepszych defensyw w red zone. Tyle że liczby wskazują, że obrona (i atak) w red zone to w dużej mierze kwestia przypadku. Innymi słowy drużyna, która gra dobrze na całym boisku zapewne będzie tak grała nadal. Drużyna, która gra dobrze tylko w red zone, zapewne dość szybko się na tym sparzy. W tych playoffach Patriots tracą przyłożenie za każdym razem, gdy wpuszczają rywala do red zone.

Tak naprawdę to kwestia special teams, które dają defensywie najlepszą startową pozycję na boisku oraz ofensywy, która trzyma piłkę tak długo, że obrona Patriots nie za często melduje się na placu boju. Obrona NE broniła w tym roku 167 serii. Średnia NFL to 179, obrona Eagles broniła 182. Można więc śmiało powiedzieć, że defensywa Orłów zagrała w sezonie zasadniczym dodatkowy mecz. A obrona Jaguars (197 serii) niemal trzy dodatkowe mecze.

Także w tym meczu atak będzie najlepszą obroną. Jednak w pewnym momencie na placu boju będzie musiała się zameldować defensywa Matta Patricii. Priorytetem będzie zmuszenie Eagles do grania 3&long. Dlaczego? Pass rush Patriots jest fatalny. Możemy oczywiście cytować obłędne playoffowe ilości sacków (11 w dwóch meczach) ale faktem jest, że wywieranie presji na QB sprawia Pats ogromny problem nawet przy blitzu. Większość sacków pojawiała się w oczywistych sytuacjach podaniowych, gdy pass rush ruszał do przodu nie martwiąc się o zmyłki, opcje czy biegi. To wymaga zatrzymania biegów i RPO.

Obrona przeciwko RPO jest trudna, ale możliwa. Przede wszystkim potrzeba inteligentnych, zdyscyplinowanych zawodników, którzy rozpoznają RPO i będą potrafili odpowiednio przeciwdziałać. Pats kładą duży nacisk na te cechy u swoich graczy, ale widzieliśmy już w tym roku spektakularne błędy mentalne w obronie NE, więc nie należy brać tego za pewnik. Jeśli jednak założymy, że zawodnicy się skoncentrują, podstawą jest, jak przeciwko każdej opcji, atakować, a nie reagować. Innymi słowy czytany zawodnik, z reguły „Will” czyli linebacker strony słabej (tej bez TE albo z mniejszą liczbą reciverów), ma znać w takiej sytuacji swoje zadanie. Nie zastanawia się, tylko działa. Jego miejsce zajmuje jeden z safety.

Jeśli LB atakuje linię wznowienia akcji, safety pomaga przy slancie. Jeśli LB odpada do krycia, safety atakuje tackle box. Tutaj znajdziecie artykuł, który fajnie pokazuje to na przykładzie tegorocznych meczów NCAA. W NE tym safety będzie zapewne Patrick Chung.

Naturalnie nie jest to strategia niezawodna. Zabieranie safety z głębi pola wystawia obronę na daleki „strzał”, co przy reciverach typu Alshona Jeffery’ego czy Nelsona Agholora jest ryzykowną zabawą. Zakładam jednak, że z dwojga złego Patriots będą woleli, by Foles rzucał długie, ryzykowne piłki nad głową wysokiego Stephona Gillmore’a niż wykrwawiał ich ciągłymi 7-10 jardowymi slantami i 5-jardowymi biegami z RPO. Poza tym w moim założeniu Patriots muszą wytrzymać w obronie na tyle długo, by Brady zdobył dwa przyłożenia i zmusił Orły do porzucenia biegania i RPO.

 

Przewidywania na mecz

Oczywiście nic z tego co wyżej napisałem się nie sprawdzi ;) A tak poważnie, kiedy piłka wchodzi do gry, większość planów ląduje w koszu na śmieci. Wystarczy jedna przypadkowa strata, upuszczona piłka czy mentalny błąd po jednej ze stron. Albo że Foles zagra drugi taki mecz jak przeciwko Vikings, ale na to nikt racjonalny nie będzie liczył.

Na pewno jednak dwa kluczowe starcia to DL Eagles kontra OL Patriots i Rob Gronkowski kontra ktokolwiek na niego rzucą rywale. Jeśli jedna z drużyn wygra obie rywalizacje, to wygra cały mecz. Orły muszą liczyć na swoją defensywę i poprawny mecz Folesa. Patriots na Toma Brady’ego i kilka kluczowych zagrań obrony w trzecich próbach.

Jak do tej pory żadne Super Bowl duetu Brady – Belichick nie skończyło się różnicą większą niż 4 punkty. Emocje gwarantowane, a wynik jest sprawą otwartą.

Mój typ: Patriots 27 – 24 Eagles

Super Bowl 2018 pozycja po pozycji

Bukmacherzy stawiają New England Patriots w roli zdecydowanych faworytów nadchodzącego Super Bowl. Football Outsiders dają Philadelphia Eagles zaledwie 41,9% szans na wygraną. 5/6 autorów piszących na ESPN o futbolu stawia na Patriots. Jednak czy analiza składów obu ekip faktycznie uzasadnia tak jednoznaczne opinie?

Wszystko o Super Bowl 2018

 

Ofensywa

Dla mniej zaawansowanych: ABC futbolu amerykańskiego – Pozycje w futbolu amerykańskim: ofensywa

Quarterback

Patriots: Czy Tom Brady jest najlepszym rozgrywającym wszechczasów? Możemy o tym dyskutować, ale na pewno jest jednym z kandydatów do tego miana. Pięć mistrzowskich pierścieni, cztery nagrody MVP Super Bowl, dwa MVP sezonu zasadniczego (a w niedzielę może być już trzy). Najwięcej zwycięstw w playoffach w historii NFL i masa innych postseasonowych rekordów. Niewiarygodne powroty z najtrudniejszych sytuacji, łącznie z imponującym finiszem w tegorocznym finale AFC. Na pytanie „jakiego rozgrywającego chciałbyś mieć w Super Bowl?” tylko najbardziej zagorzali hejterzy odpowiedzieliby inaczej niż „Brady’ego”. Jedyne co może martwić fanów Patriots to zmęczenie. Brady ma już 40 lat i wyraźnie słabszą drugą część sezonu. Czy to jedynie czynniki losowe czy jednak ramię mistrza ma już dość?

Eagles: Nick Foles to bardzo dobry zmiennik. To facet, który w razie kontuzji twojego #1 utrzyma drużynę na powierzchni do jego powrotu, a czy można wymagać więcej od rezerwowego QB? Tyle że tym razem Foles musi zrobić coś więcej. Miał znakomity, niemal bezbłędny finał NFC, ale nikt nie wątpi, że ogromna w tym zasługa genialnego planu gry, który bardzo uprościł jego zadania. Jest tak mało atletyczny, że Brady wygląda przy nim jak rącza gazela. Ma niezłe ramię, ale może popełnić katastrofalny błąd, kosztujący jego drużynę wygraną. Trzy tygodnie temu był o krok. Orły nie potrzebują od Folesa niczego wielkiego. Wystarczy mądre rozgrywanie RPO, dbanie i piłkę i kilka lepszych podań. Nick jest to w stanie dostarczyć, ale czy dostarczy?

Przewaga: Nie ma co się oszukiwać, gdyby w futbolu decydował tylko rozgrywający, to Patriots już mogliby przymierzać nowe pierścienie.

 

Linia ofensywna

Patriots: Pod wodzą legendarnego trenera o-line Dante Scharnecchii, linia Patriots jest znacznie lepsza jako kolektyw, niż jako indywidualności. Żaden z tych graczy nie został wybrany do Pro Bowl czy All Pro, a jednak Football Outsiders klasyfikują ich jako najlepszą linię w blokowaniu akcji biegowych. Największym znakiem zapytania są pozycje obu tackli. Po prawej stronie nominalny #1, Marcus Cannon, jest na liście kontuzjowanych. #2, LaAdrian Waddle, walczy z urazem kolana i jego występ w Super Bowl stoi pod znakiem zapytania. To oznacza, że starterem będzie zapewne Cameron Fleming, wykorzystywany najczęściej jako szósty bloker w akcjach biegowych. Po lewej stronie gra wieloletni starter Nate Solder, ale ma wyraźnie słabszy rok i często przegrywa jeden na jeden z pass rusherami. Postawa obu będzie bardzo ważna w związku ze świetnym pass rushem Eagles, który może wybić Toma Brady’ego z rytmu.

Eagels: Orły dysponują czołową o-line w NFL. Mają dwóch reprezentantów w All-Pro (C Jason Kelce i RT Lane Johnson) i dwóch w składach Pro Bowl (Johnson i OG Brandon Brooks). Gdyby nie kontuzja LT Jasona Petersa, zapewne i on byłby rozważany do tych zaszczytów. Jego miejsce zajmuje Ten, Którego Imienia Nie Sposób Wymówić, czyli Halapoulivaati Vaitai. Jak na wybór z piątej rundy draftu 2016 spisuje się znakomicie i trudno mieć do niego na razie większe pretensje.

Przewaga: Minimalnie Eagles. Indywidualni zawodnicy są znacznie lepsi, ale statystyki tego nie pokazują.

 

Tight end

Patriots: Najważniejsze pytanie: czy w Super Bowl zagra Rob Gronkowski. Najlepszy tight end w NFL leczy wstrząśnienie mózgu. On sam zapewnia, że zagra, pojawia się nawet na treningach Patriots, ale wciąż lekarze nie dali mu zielonego światła. Gronk to drugi najważniejszy gracz ofensywy Patriots po Bradym. Jak wyliczył Bill Barnwell, od 2010 r. z Gronkiem w składzie Brady ma passer rating 106,5 i 77,9 QBR. Z Gronkiem poza boiskiem te wskaźniki spadają do 90,3 i 62,1. To w przybliżeniu różnica między Aaronem Rodgersem i Mattem Staffordem. Gronk to nie tylko absolutny koszmar jako reciver, ale i jeden z najlepszych blokerów w NFL. Daje on ogromne pole manewru ofensywie i dużą swobodę w zmianie zagrywek na linii wznowienia akcji. Jego zmiennikami są zawodzący na całej linii weteran Dwayne Allen i mało grający debiutant Jacob Hollister. Żaden z nich nie złapał nawet jednej piłki w tych playoffach.

Eagles: Zach Ertzt to najbardziej produktywny reciver Eagles w tym roku, wybrany do Pro Bowl. Jako reciver jest bardzo atletyczny, dobry technicznie i ma pewne ręce. W playoffach łapie nawet więcej niż w sezonie zasadniczym – 62,5 jarda/mecz przy 58,9 w sezonie zasadniczym. Nie jest aż tak istotnym graczem dla schematu ofensywnego Eagles jak Gronk dla Patriots, ale jako „zawór bezpieczeństwa” dla Folesa pełni kluczową rolę w sytuacji, gdy zagrywka się rozsypuje. To on często łapie piłki na ważne pierwsze próby. Był mocniej wykorzystywany, gdy rozgrywał Carson Wentz, ale w finale AFC złapał wszystkie osiem kierowanych do niego piłek na 93 jardy. Jego zmiennikami są solidny weteran Brent Celek i nieco młodszy Trey Burton

Przewaga: Jeśli Gronk będzie zdrowy to Patriots. Jeśli nie, to ogromna przewaga po stronie Eagles.

 

Wide reciver

Patriots: Brak Juliana Edelmana, który przed sezonem zarwał więzadła w kolanie, to jedna z największych dziur w składzie Patriots. Jednak pozycja WR jest u nich dość głęboka. W systemie Patriots zewnętrzni WR od lat mają mniejsze znaczenie niż w innych drużynach, ale w tym roku Brandin Cooks złapał piłki na 1082 jardy i jest to pierwszy od odejścia Randy’ego Mossa przypadek, gdy zewnętrzny WR Patriots zaliczył ponad 1000 jardów w sezonie (takie sezony mieli w tym czasie grający w slocie Wes Welker i Edelman). Cooks to niebezpieczny cel przy dalekich piłkach, podobnie jak Chris Hogan, który jednak stracił sporo czasu z powodu urazów. W slocie zobaczymy Danny’ego Amendolę, który był wyraźnie oszczędzany w sezonie zasadniczym, ale w playoffach eksplodował na 196 jardów w dwóch meczach, a jego czwarta kwarta przeciwko Jaguars była najwyższej próby. W odwodzie jest też mało wykorzystywany Philip Dorsett.

Eagles: Alshon Jeffery, Nelson Agholor i Torrey Smith to bardzo wyrównane trio. Nie można odpuścić żadnego z nich, bo każdy ma bardzo duży potencjał. Nie zawsze ten potencjał wykorzystują. Jeffery ma zadatki na recivera z absolutnie najwyższej półki, ale do tej klasy jeszcze mu trochę brakuje i w barwach Eagles nie dominuje tak, jak tego po nim oczekiwano. Także Smith gra poniżej oczekiwań. Wyraźnie nie może się odnaleźć po rozstaniu trzy sezony temu z Baltimore, choć i tak odbudował się nieco po fatalnym roku 2016. Do kompletu jest jeszcze debiutant Mack Hollins, choć w playofach złapał do tej pory jedną piłkę na dziewięć jardów.

Przewaga: Brak. Eagles mają większy potencjał, ale WR Patriots grają w tym roku minimalnie lepiej.

 

Running back

Patriots: Wydawało się, że na tej pozycji Patriots mają kłopoty bogactwa, ale pozyskani przed sezonem Rex Burkhead i Mike Gillislee więcej się leczą niż grają i ich produktywność pozostawia wiele do życzenia. W tej sytuacji na backfieldzie grają głownie Dion Lewis i James White. Lewis to niezwykle wszechstronny RB, dobry we wszystkich fazach gry, szybki i zwrotny. Ze średnią 5 jardów/bieg ustępuje jedynie Alvinowi Kamarze. James White pełni głownie rolę recivera z backfieldu, a w zeszłorocznym Super Bowl złapał 14 piłek na 110 jardów, więc wielka scena nie jest mu obca.

Eagles: Najwszechstronniejszy RB Orłów, Darren Sproles, zagrał w tym sezonie tylko trzy mecze, nim wylądował na liście kontuzjowanych. W tej sytuacji backfield należy do LeGarette Blounta i Jaya Ajayiego. Ten pierwszy spędził cztery ostatnie sezony w Patriots (z krótką przerwą na Steelers), dla których zdobył w tym czasie 34 przyłożenia! To typowy taran, biegający siłowo między liniowymi, choć potrafi się rozpędzić do niezłych prędkości. Ajayi został pozyskany w trakcie sezonu z Dolphins. To zawodnik szybszy i lepiej łapiący piłki od Blounta. Odkąd funkcję pierwszego QB przejął Foles, Ajayi gra znacznie więcej, bo lepiej pasuje do zmyłek i opcji, na których opiera się przebudowany playbook Orłów. Warto też pamiętać o debiutancie Coreyu Clemencie. Używany jest rzadziej, ale zaliczył więcej przyłożeń niż Blount i Ajayi razem wzięci.

Przewaga: Brak. Eagles mocniej opierają się na RB, ale klasa zawodników jest bardzo podobna.

 

Defensywa

Dla mniej zaawansowanych: 

Front seven

Pozycje we współczesnym defensywnym froncie są często płynne. Mogłem podzielić na d-line i linebackerów, ale jak sklasyfikować pass rusherów, zwłaszcza w Patriots? Możemy wziąć DL, pass rush i LB, ale w dobie defensyw nickel i dime klasyczni linebackerzy grają stosunkowo mało. W związku z tym rozpatruję fronty jako całość.

Patriots: Od kontuzji Dont’a Hightowera front Patriots to ich zdecydowanie największa słabość. Są wolni, tak wzdłuż, jak wszerz boiska, co wobec zmyłkowych akcji Eagles będzie miało ogromne znaczenie. Ich pass rush właściwie nie istnieje. Naturalnie można wskazać na 11 sacków w dwóch meczach playoffów, ale większość z nich wynikała ze zbyt długiego trzymania piłki przez rozgrywającego. Nawet z Jamesem Harrisonem NE nie mają zawodników, którzy są w stanie regularnie wygrać z o-line rywala i wywrzeć presję na rozgrywającego. Przeciwko biegowi Pats oddawali w sezonie zasadniczym 4,7 jarda/próbę, co jest drugim najgorszym wynikiem w NFL. Z kolei ich linebackerzy kompletnie nie radzą sobie z kryciem. Wg Football Outsiders Patriots byli na 30. miejscu w bronieniu podań na środek boiska i na 27. miejscu w bronieniu krótkich podań (poniżej 15 jardów w powietrzu). Jaguars eksploatowali to bezlitośnie posyłając podania do flatu jedno za drugim, nim z niezrozumiałych przyczyn zrezygnowali z tej taktyki w końcówce.

Eagles: Dla odmiany front seven Eagles, a zwłaszcza d-line, należą do najlepszych w lidze. Fletcher Cox absolutnie zasłużenie trafił do Pro Bowl i drugiej drużyny All Pro, jednak na nim się nie kończy. Brandon Graham, Vinny Curry i Chris Long stanowią trio bardzo groźnych pass rusherów. Co prawda żaden z nich w pojedynkę nie jest elitą na swojej pozycji, ale zdarza się, że na boisku jest cała trójka na raz, co w połączeniu z szarżującym środkiem Coxem stawia o-line rywali w bardzo ciężkiej sytuacji. Warto dodać, że Long był istotną częścią mistrzowskiego składu Patriots sprzed roku. Nigel Bradham i Mychal Kendricks stanowią duet bardzo szybkich i zwrotnych linebackerów, którzy bardzo solidnie kryją i dają dobre wsparcie przeciwko biegowi. Orły oddają tylko 3,8 jarda/bieg, co jest 6. wynikiem w NFL.

Przewaga: Eagles i to kilka klas. Może Philly nie odrabiają tu wszystkiego co tracą na rozegraniu, ale to właśnie ich d-line będzie kluczem do ewentualnego zwycięstwa.

 

Secondary

Patriots: Postawa secondary Pats we wrześniu do dziś sprowadza koszmary na kibiców tej drużyny. Masa nieporozumień, rutynowo oddawane kilkudziesięciojardowe podania i kompletna niezdolność do pokrycia kogokolwiek. Od tej pory sporo się zmieniło na plus, ale i tak trudno tu oczekiwać fajerwerków. FS Davin McCourty ma za sobą najsłabszy sezon od wielu lat. SS Patrick Chung za często wyglądał na kompletnie zagubionego, a to na jego barkach będzie spoczywał duży ciężar przy obronie opcji. CB Malcolm Butler, który rok temu wyglądał na gwiazdę, dziś jest jedynie solidnym starterem. Na trajektorii wznoszącej jest Stephon Gillmore, który o początku swojej przygody z Pats będzie chciał jak najszybciej zapomnieć, ale od kilku tygodni to najpewniejszy punkt secondary NE. Pytanie kto będzie wchodził jako piąty DB. Patriots lubią grac „big nickel” z trzecim safety, a to oznacza Durona Harmona. Jeśli Eagles będą grali dużo na trzech WR, to zapewne zobaczymy więcej ex-Orła Erica Rowe, co nie byłoby dobrą wiadomością dla Patriots.

Eagles: Secondary Orłów spisuje się w tych playoffach powyżej przeciętnej, ale w przekroju całego sezonu byli znacznie słabszym punktem niż ich koledzy z frontu. Safety Malcolm Jenkins trafił nawet do Pro Bowl, ale to typowy wybór „za nazwisko”, bo ten sezon ma słabszy. Nie znaczy to oczywiście, że secondary Eagles to jakaś zbieranina klaunów. To grupa, która ma za zadanie wytrzymać na tyle długo, by ktoś z imponującego pass rushu nacisnął rozgrywającego i spełnia swoje zadanie. Qurterbackowie rywali zanotowali w tym sezonie zbiorowy passer rating 79,5, czyli na poziomie Joe Flacco i Mitcha Trubisky’ego. Przeciwko Tomowi Brady’emu, który podaje najszybciej w lidze, każdy ułamek sekundy ułatwiający życie pass rushowi będzie kluczowy. O ile Orły bronią znakomicie przeciwko WR, o tyle przeciwko TE idzie im słabiej. Co oznacza że pojedynek Gronka z secondary Philly będzie niezmiernie istotny.

Przewaga: Brak. Kibice obu drużyn oczekują od swoich secondary co najwyżej „nie nawalić”

 

Special teams

Patriots: Jeśli szukacie powodów, dla których Pats oddają dużo jardów, a mało punktów, to powodem są właśnie special teams należące do najlepszych w lidze. Przeciwnicy Patriots zaczynali przeciętną serię ofensywną na własnym 24,63 jardzie, prawie cztery jardy dalej niż przeciwnicy Eagles. To najlepsza pozycja startowa dla obrony w lidze. Cztery jardy mogą się wydawać niewielką różnicą, ale w NFL często decydują cale. Podstawą tej dobrej pozycji na boisku są kickoffy. Patriots rzadko kiedy kopią na touchback. Stephen Gostkowski jest najlepszym specjalistą od kickoffów w lidze i z niespotykaną dokładnością trafia niemal każdym kolejnym w linię pola punktowego, skazując rywala na krótki powrót i start z własnego red zone. Gostkowski jest też niezły jako kopacz, ma skuteczność 92,5% z FG i 95,7 z XP, przy czym trafił 4/4 z ponad 50 jardów w sezonie zasadniczym (i 0/1 w playoffach). Jeśli gdzieś szukać słabości, to w akcjach powrotnych po puntach.

Eagles: Special teams Eagles należą do dość przeciętnych. W niczym się nie wyróżniają, ale w niczym nie są specjalnie słabi. Ich kopaczem jest debiutant Jake Elliott. W sezonie zasadniczym trafił 26/31 FG (z czego tylko 4/7 z dystansu 30-39 jardów) i 39/42 XP. W playoffach ma perfekcyjne 4/4 FG (w tym kluczowe kopnięcia przeciwko Falcons) i 5/6 XP.

Przewaga: Patriots

 

Trenerzy

Patriots: Bill Belichick to najlepszy obecnie trener w NFL. Jak żaden inny szkoleniowiec potrafi rozbroić najgroźniejszą broń przeciwnika, a jego drużyna kompletnie zmienia oblicze z meczu na mecz, utrudniając przygotowanie rywalom. Najważniejszymi asystentami są OC Josh McDaniels i DC Matt Patricia. Dla obu będzie to pożegnanie z Patriots. McDaniels obejmie w przyszłym sezonie stanowisko głównego trenera w Colts, Patricia w Lions.

Eagles: Doug Pederson to dopiero drugoroczny trener, ale już pokazał się z bardzo dobrej strony. Złożył bardzo dobrą drużynę, która przetrwała stratę najlepszego liniowego, rozgrywającego i running backa. Po kontuzji Wentza przebudował ofensywę, by dopasować ją do silnych stron Folesa i zamaskować jego wady. Ustawienie drużyny przeciwko Vikings było absolutnie mistrzowskie. DC Jim Schwartz to ceniony specjalista od defensywy, już 11. sezon na tym stanowisku (choć drugi w Philly). W międzyczasie miał średnio udane pięć sezonów w roli głównego szkoleniowca Detroit Lions i to on jest weteranem w sztabie trenerskim Orłów. Rolę OC pełni Frank Reich, przez 14 lat rozgrywający w NFL, a od 2014 r. OC, najpierw w Chargers, a od zeszłego roku w Eagles.

Więcej o obu głównych szkoleniowcach w artykule Super Bowl 2018: Czy Eagles staną na drodze dynastii?

Przewaga: Patriots.

 

Obrońcy tytułu mają przewagę w ofensywie, głownie dzięki dysproporcji w klasie rozgrywających oraz w special teams. Z kolei Orły mają znacznie lepszą obronę. Nie sposób skazywać ich na pożarcie. Gdyby nie kontuzja Carsona Wentza, to ekipa z Philadelphii byłaby faworytem tego meczu i to zdecydowanym.

Super Bowl 2018: Czy Eagles staną na drodze dynastii?

Super Bowl 2018Historię NFL można obserwować przez pryzmat dynastii. Drużyn, które dominowały w swoich dekadach i seryjnie zdobywały mistrzostwa. Green Bay Packers Vince’a Lombardiego w latach ’60. Pittsburgh Steelers i Stalowa Kurtyna w latach ’70. Bill Walsh, Joe Montana i San Francisco 49ers w latach ’80. „Trojaczki” i Dallas Cowboys w latach ’90.

Jednak takiej dynastii jak New England Patriots w dwóch pierwszych dekadach XXI wieku nie widzieliśmy nigdy wcześniej. Po pierwsze są pierwszą dynastią, której dominacja trwa dwie dekady. Jasne, 49ers byli mocni jeszcze na początku lat 90-tych, ale to nie to samo. Patriots zaczęli XXI wiek od trzech wygranych Super Bowl w cztery lata. Jeśli wygrają w niedzielę w Minneapolis to znów zanotują trzy mistrzostwa w cztery lata. Tak jak przed przeszło dekadą, na drodze po trzecie mistrzostwo stają im Philadelphia Eagles.

Wszystko o Super Bowl 2018

 

Wielkie tradycje kontra niedawne sukcesy

Eagles to jedna z najstarszych drużyn w NFL. Dokładnie siódma najstarsza. Ale jeśli bierzemy pod uwagę tylko drużyny w ich aktualnych siedzibach, to Eagles, będący w Filadelfii od samego początku, tj. 1933 r., to trzecia najstarsza drużyna w NFL. Tylko Chicago Bears, Green Bay Packers i New York Giants są związani ze swoimi aktualnymi miastami dłużej, a Pittsburgh Steelers równie długo co Eagles.

Nic dziwnego, że Orły są wrośnięte w tkankę tego robotniczego miasta na wschodnim wybrzeżu o bogatej historii. Mają jedną z najbardziej fanatycznych grup fanów w NFL. Niestety również jedną z najbardziej szowinistycznych i agresywnych, co nie przysparza ekipie z Philly zbyt wielu sympatyków w innych częściach USA. Biorąc pod uwagę jaka niechęć otacza Billa Belichicka i Patriots, może to się okazać, że poza Nową Anglią i Pensylwanią mało kto będzie miał ulubieńca w nadchodzącym meczu finałowym.

Wróćmy jednak do Eagles. Od samego początku w NFL, zagrali w niej ponad 1100 meczów w sezonie zasadniczym i 44 w playoffach. Jednak ostatni tytuł mistrzowski zdobyli w przedpotopowym roku 1960. Odkąd w 1967 r. zaczęto rozgrywać Super Bowl, Orły ani razu nie wygrały meczu o najwyższą stawkę. Jak do tej pory zagrali w finale tylko dwa razy. W sezonie 1980 przegrali z Oakland Raiders, a w 2004 z kompletującymi mistrzowską trylogię Patriots.

Lata 80-te i 90-te to okres kryzysu Eagles. Przez 19 lat (1981-1999) tylko raz zdołali wygrać dywizję, wygrali tylko dwa mecze w playoffach i ani razu nie awansowali dalej niż Divisional Round. Po sezonie 1998, który Orły skończyły z bilansem 3-13, nowym trenerem drużyny został mało znany trener rozgrywających Green Bay Packers, Andy Reid. Okazało się to strzałem… może nie w dziesiątkę, ale gdzieś blisko.

Pod wodzą Reida Eagles zostali jedną z najlepszych drużyn ligi. Przynajmniej w sezonie zasadniczym. W sezonach 2000-2010 tylko dwa razy opuścili playoffy i zanotowali tylko jeden sezon na minusie. W latach 2001-2004 cztery razy z rzędu meldowali się w finale NFC. Wygrali tylko raz, w 2004, jednak w Super Bowl XXXIX trzymali się przez trzy kwarty, po czym w czwartej Patriots zadali decydujący cios.

Przegrana w Super Bowl skończyła się kacem, który trwał ponad dekadę. Od tego sezonu Orły grały z roku na rok słabiej, ani razu nie wygrały więcej niż 11 meczów w sezonie, ich bilans w playoffach w latach 2005-2016 wynosił 3-5 i jeden finał NFC. Po sezonie 2012 zwolniony został Andy Reid, który obecnie z sukcesami (choć znów raczej w sezonie zasadniczym) prowadzi Kansas City Chiefs.

Eagles zaliczyli krótki romans z „gorącym nazwiskiem”, czyli Chipem Kellym, który miał wprowadzić NFL w nową erę, a opuścił Philly w niesławie po niecałych trzech sezonach i jednym awansie do playoffów. Nadeszła era Douga Pedersona.

W porównaniu do Eagles, Patriots to drużyna relatywnie młoda. W 1960 r. dołączyli do AFL, konkurencji NFL. Przez lata byli drużyną słabą, aż w 1994 r. zakupił ich lokalny potentat medialny i nieruchomościowy Robert Kraft. Jeśli interesujecie się NFL, to na pewno wiecie co było dalej: osiem awansów do Super Bowl (tegoroczny jest dziewiąty), pięć mistrzowskich pierścieni, Bill Belichick, Tom Brady, dynastia.

O historii Patriots pisałem szerzej przed rokiem: 

Choć historia Eagles jest dłuższa i bogatsza, to jednak dzięki ostatnim dekadom to Eagles są traktowani jak nowicjusze przy weteranach z Nowej Anglii.

 

Najlepszy trener wszechczasów kontra drugoroczniak

Bill Belichick pochodzi z rodziny o bogatych futbolowych tradycjach. Jego ojciec Steve, syn chorwackich imigrantów, przez ponad 40 lat pracował dla Akademii Marynarki Wojennej (Navy) jako skaut i trener. Do dziś więzi rodziny Belichicków z akademią w Annapolis są bardzo silne. Dziś wydaje się to absurdalne, ale jeszcze dwadzieścia lat temu wydawało się, że kariera trenerska Billa skończy się tak szybko, jak się zaczęła.

W wieku 27 lat Bill dostał posadę trenera special teams w New York Giants. Błyskawicznie piął się po szczeblach kariery i sześć lat później, w 1985 r., został koordynatorem defensywy. Giants wygrali dwa Super Bowl (1986 i 1990), a Belichick był powszechnie uznawany za jeden z najwybitniejszych umysłów defensywnych w NFL. W wieku niespełna 40 lat stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych kandydatów na głównego trenera. Wybrał Cleveland Browns.

Tamci Browns nie mieli nic wspólnego z dzisiejszą drużyną, poza nazwą. Ich właścicielem był Art Modell, a drużyna miała spory potencjał. W 1993 r. Belichick pokazał to, z czego jest znany do dziś: zero sentymentu. Zwolnił z Cleveland Berniego Kosara, uwielbianego przez kibiców, ale starzejącego się rozgrywającego. Od tej pory Browns nie mieli rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia.

W 1994 r. Browns awansowali do playoffów, pokonali Patriots i wydawało się, że pod wodzą młodego szkoleniowca mają świetlaną przyszłość. Sezon 1995 zaczęli od trzech wygranych i wtedy wybuchła bomba. Okazało się, że Modell chce przenieść drużynę do Baltimore. Rozbita drużyna skończyła sezon z bilansem 5-11, a Belichick stracił pracę, mimo wcześniejszych zapewnień Modella, że cały sztab zabierze do Baltimore. Drużyna stała się Baltimore Ravens, a dzisiejsi Browns, choć formalnie kontynuują tradycje starej drużyny, to zupełnie nowa ekipa.

Belichick wyleciał z Browns z fatalną opinią, którą jeszcze pogarszał Modell. W Browns przez pięć sezonów zanotował tylko jeden rok na plusie. Wyglądało na to, że jego błyskawiczny upadek przyćmi efektowny wzlot. Wówczas rękę wyciągnął do niego Bill Parcells, u którego Belichick pracował w czasach Giants. Zatrudnił go jako szkoleniowca DB w Patriots, a gdy przeniósł się do Jets, zabrał ze sobą Billa, jako koordynatora defensywy. Gdy w 1999 r. Parcells przeszedł na emeryturę, Belichick miał objąć posadę głównego szkoleniowca Jets, do czego zobowiązywała go klauzula w umowie.

Jednak wmieszał się w to wszystko Robert Kraft, który zaproponował Billowi objęcie Patriots. Po kilku tygodniach impasu Patriots oddali Jets wybór w pierwszej rundzie draftu 2000 oraz czwartej i siódmej 2001 za Belichicka, piątą rundę w 2001 r. i siódmą w 2002 r.

Wiele osób krytykowało Krafta, który oddał duży kapitał w drafcie za ponurego, nielojalnego koordynatora bez sukcesów w roli głównego trenera. Jednak Belichick stworzył potwora w Nowej Anglii. W ciągu 18 sezonów tylko trzy razy opuścił playoffy, zaliczył tylko jeden sezon na minusie, awansował 12 razy do finału AFC, 8 razy do Super Bowl i zdobył 5 mistrzowskich pierścieni. Jest najbardziej utytułowanym trenerem w historii NFL. Krytykowany za naginanie i jawne łamanie przepisów, a jego słynna bluza z kapturem sprawiła, że jest porównywany do Imperatora z „Gwiezdnych Wojen”. Jednak nawet najbardziej zagorzali krytycy uznają jego geniusz.

W porównaniu do czarnego charakteru Belichicka, Doug Pederson jawi się jako sympatyczny gość. W latach 1991-2004 był jednym z tych wiecznych zmienników na rozegraniu. Przez te wszystkie lata wykonał zaledwie 522 podania. Dla porównania jego drużyna tylko w sezonie 2017 wykonała 564 podania. Długo był w Green Bay jako zmiennik Bretta Favre’a.

Andrew Brandt, wówczas wysoko postawiony pracownik front office, pisze o nim następujące słowa: „[…] był nie tylko zmiennikiem Bretta Favre’a, ale jego trenerem, najlepszym przyjacielem, partnerem golfowym, powiernikiem i, kiedy była potrzeba, terapeutą. […] kilka razy chciałem pozyskać lepszego potencjalnego zmiennika, ale […] nikt nie chciał być numerem 2 dla Favre’a bez szans na grę. Po tym, jak mnie odrzucali, dzwoniłem oczywiście do Douga i prosiłem, żeby wrócił do Green Bay. […] Każda interakcja z Dougiem była przyjemnością.”

W 2005 r., po zakończeniu kariery jako zawodnik, objął licealną drużynę Calvary Baptist Academy w Luizjanie. Szkolna drużyna futbolowa istniała dopiero od roku, jednak Pederson wygrał przez kolejne cztery lata 33 z 40 meczów w sezonie zasadniczym i 8 z 11 w playoffach.

W 2009 r. zadzwonił do niego Andy Reid, który trenował go w Green Bay. Zaproponował mu posadę „kontrolera jakości” ofensywy, czyli takiego trenerskiego „przynieś, podaj, pozamiataj”. Pederson się zgodził. W 2011 r. został szkoleniowcem rozgrywających, a w 2013 r. podążył za swoim mentorem do Kansas City, gdzie został koordynatorem ofensywy. Kiedy Eagles zwolnili Chipa Kelly’ego, stał się naturalnym kandydatem na stanowisko głównego trenera. Był traktowany jako dziedzic Andy’ego Reida.

Od początku Pederson pokazał, że zna się na swojej robocie. W sezonie 2016 Eagles wygrali 7 meczów, ale zaawansowane statystyki sugerowały, że są znacznie lepsi. Ten sezon zaczęli znakomicie. Drugoroczny rozgrywający, Carson Wentz, znakomicie wkomponował się w zespół, stając się realnym kandydatem do MVP. Jednak to praca w końcówce sezonu pokazała jak znakomitym trenerem jest Pedersen.

Orły straciły najwszechstronniejszego gracza backfieldu (Darren Sproles), podstawowego LT (Jason Peters) i Wentza na rozegraniu, nie wspominając o pozostały ośmiu nazwiskach na liście kontuzjowanych. Dla wielu drużyn byłby to koniec marzeń o sukcesie, jednak nie dla Eagles. Pederson przygotował kapitalne plany gry na Falcons i na Vikings. Zmienił ograniczenia Nicka Folesa w zalety. Jego obrona fruwa po całym boisku niczym Seattle Seahawks 2013.

Teraz Pederson staje przed szansą na dokonanie czegoś, co nigdy nie udało się jego mentorowi. Może wygrać Super Bowl i zatrzymać Billa Belichicka, Toma Brady’ego i Roberta Krafta w drodze po drugą mistrzowską trylogię. Staje naprzeciw najwybitniejszego umysłu trenerskiego w historii, ale nie jest bez szans. Udowodnił, że potrafi się dostosować do każdej sytuacji. Czeka nas pasjonujący pojedynek Dawida z Goliatem. W Biblii wygrał ten pozornie słabszy. Jak będzie w niedzielę?

New England Patriots i Philadelphia Eagles w Super Bowl 2018

Miał być jeden blowout pod wodzą fantastycznego QB i jeden mecz zacięty do samego końca. I tak było. Tyle że nie w tej kolejności, której się wszyscy spodziewali. Tom Brady poprowadził Patriots do kolejnego dramatycznego comebacku, a Nick Foles i jego Eagles zdominowali rywali w każdym elemencie gry. W efekcie staną naprzeciw siebie po trzynastu latach odkąd w Jacksonville Patriots pokonali Eagles i zdobyli swój trzeci pierścień.

 

Jacksonville Jaguars 20 – 24 New England Patriots

Kiedy kopnięcie z pola Jaguars wyprowadziło ekipę z Florydy na dziesięciopunktowe prowadzenie w czwartej kwarcie, model ESPN dawał gościom ponad 93% szans na zwycięstwo. Najwyraźniej jednak trzeba zacząć uwzględniać w modelach obecność Toma Brady’ego, bo Patriots jak nikt inny potrafią wracać do meczów w czwartych kwartach playoffów.

Zaczęło się dobrze dla Patriots, którzy bez większych problemów przesuwali piłkę. Konwertowali nawet 4&2 długim podaniem do Danny’ego Amendoli. Sam fakt, że zagrali tę próbę na granicy zasięgu Stephena Gostkowskiego, a także playcalling w tej sytuacji pokazały, że nie boją się ofensywy Jaguars. Atak Patriots zaciął się na 10 jardzie, a trzy punkty były ostatnim pozytywem w grze gospodarzy na najbliższe półtorej kwarty.

Ofensywa gospodarzy grała dość przewidywalne, przede wszystkim na Diona Lewisa. Żadne zaskoczenie, sam o tym pisałem w zapowiedzi meczu. Bill Belichick tradycyjnie atakował rywala tam, gdzie jest najsłabszy. Tyle że Jaguars świetnie radzili sobie z Lewisem, tak w normalnych akcjach biegowych jak w różnych wariantach podaniowych. Linebackerzy Jacksonville podręcznikowo wręcz tacklowali running backa Patriots, choć dla dobiegającego obrońcy powalenie szybkiego i zwinnego Lewisa to niełatwa sztuka.

Znacznie lepiej wychodziły długie piłki. Tyle że tak Brandin Cooks jak Rob Gronkowski upuścili po podaniu, a Josh McDaniels całą pierwszą połowę konsekwentnie utrzymywał ciężar gry na Lewisie. Obronie Jaguars w to graj. W trzech kolejnych seriach ofensywnych Patriots puntowali, a trwały one kolejno cztery, trzy i pięć snapów i dały w sumie 37 jardów.

Tymczasem ofensywa Jaguars funkcjonowała jak świetnie naoliwiona maszyna. Może nie Ferrari. Bardziej jak pojazd terenowy, który powoli a niestrudzenie prze do przodu, nie zwracając uwagi na przeciwności.

Jacksonville wyrywali kilka jardów w pierwszej i drugiej próbie, a w trzeciej mieli z reguły do przejścia mniej niż 4 jardy, co otwierało playbook. Leonard Fournette nie robił może furory, ale unikał negatywnych zagrań. Z kolei Blake Bortles w pewnym momencie miał 13 udanych podań na 15 prób. Wydatnie pomagali mu w tym defensorzy Patriots, którzy nie potrafili wywrzeć na niego presji nawet przy pięcioosobowym pass rushu. Dodatkowo w pierwszej połowie secondary Patriots zgubiła krycie, pozwalając Bortlesowi na łatwe dalekie podania do szeroko otwartych odbierających.

Nawet w special teams Jaguars nie dawali się zdominować i Patriots nie rozpoczynali z lepszej pozycji na boisku, co w sezonie zasadniczym stanowiło istotną część ich sukcesu.

W pierwszej połowie Jaguars byli zespołem o klasę lepszym. Obie linie dominowały, a obrońcy Jags skutecznie powalali rywali w sytuacjach, w których nie potrafili tego uczynić defensorzy Pats. Tak naprawdę ekipa z Florydy przegrała ten mecz w głowach.

Najpierw błędy mentalne. Kara za opóźnianie gry przy 3&9. Jak to możliwe, że ani Bortles ani Doug Marrone nie zauważyli uciekających sekund na zegarze? Potem dwie flagi przeciwko secondary i nagle Patriots doszli na jedno posiadanie. Gdyby Jaguars zdołali zdobyć punkty przed przerwą, a potem od razu po przerwie (mieli piłkę) to nie byłoby co zbierać.

Z punktu widzenia Patriots najgorszym co się wydarzyło było wstrząśnienie mózgu Gronkowskiego. Oglądałem kilka razy tę akcję i nie wydaje mi się, by Barry Church próbował uszkodzić celowo Gronka. Atakował głównie ramieniem. Niemniej uderzenie szczytem kasku było ewidentne, a faul oczywisty. Uważam, że NFL powinno się zastanowić nad wprowadzeniem jakieś wersji „targetingu” znanego z NCAA. Czyli uderzenie szczytem kasku w głowę to automatyczna dyskwalifikacja (po weryfikacji na wideo, że przewinienie faktycznie miało miejsce). Rozumiem, że stosunkowo lekkim DB trudno inaczej atakować potężnego Gronkowskiego, ale ten cios zapewne skrócił życie Gronkowi o kilka lat.

W drugiej połowie obraz gry nie uległ większej zmianie, choć lepiej zaczęła grać obrona Patriots. Przestali wpuszczać rywali do własnego red zone, lepiej zatrzymywali biegi Fourbette’a. Zresztą ofensywa Jaguars zrobiła się bardzo jednowymiarowa i przewidywalna. Pierwsza próba to niemal zawsze był siłowy bieg Fournette’a środkiem. NE byli na to gotowi i te biegi nie przynosiły więcej niż 2 jardy. A kiedy przychodziło do trzecich prób z większym dystansem do pokonania, lepsza postawa secondary Patriots i nieco lepsza pass rushu sprawiła, że Bortlesowi trudno było o łatwe podania, którymi brylował w pierwszej połowie.

Bez zmian było za to w ofensywie Patriots. Dalej grali głownie na Lewisa i wciąz nie przynosiło to efektów. Na początku czwartej kwarty Jaguars po raz drugi w drugiej połowie trafili z pola i mieli dwa posiadania przewagi (20:10). I wtedy Tom Brady włączył turbodopalanie.

Trzeba Jaguars oddać, że postawili Patriots bardzo ciężkie warunki. Belichick i McDaniels opróżnili playbook niemal do dna. Tego typu akcje Patriots stosują wyłącznie w sytuacjach podbramkowych:

Szczerze mówiąc po tym fumblu po raz pierwszy pojawiło się u mnie zwątpienie. Niepotrzebnie.

Wiele osób pytało, czemu sędziowie gwizdkiem „uśmiercili” akcję, zamiast pozwolić na powrót (zapewne TD i koniec meczu). Football Zebras napisali, że w sytuacji gdy o piłkę po fumblu walczą dwaj gracze leżący na ziemi, to sędziowie uznają tego co skończy z posiadaniem jako „down by contact”, nieważne czy był kontakt czy nie. jeśli faktycznie przepisy tak interpretują podobne sytuacje, to decyzja była prawidłowa. Możemy tylko dyskutować nad sensownością przepisu.

(Na marginesie: sędziowie w obu meczach pozwalali graczom na dużo. Czasem nawet na zbyt dużo. W sezonie zasadniczym zobaczylibyśmy więcej flag w obu meczach)

Wróćmy jednak do czwartej kwarty. Jaguars wciąż grali niezwykle pasywnie, żeby przypadkiem nie popełnić błędu. Stało się to dla nich ważniejsze niż kolejne pierwsze próby. W efekcie dość łatwo oddawali piłkę Brady’emu, a ten robił z niej użytek. Brandin Cooks złapał 6 piłek na 100 jardów (plus dwa długie DPI). Ale bohaterem był Danny „Playoffs” Amendola.

7 chwytów na 84 jardy, większość w czwartej kwarcie. Dwa przyłożenia w ostatniej odsłonie meczu. Kluczowy, 20-jardowy punt return, który ustawił Patriots na idealnej pozycji do zdobycia decydującego przyłożenia. I fantastyczny chwyt pod presją w sytuacji 3&18. Mało kto by to złapał z obrońcą na plecach. A upuszczenie piłki w tej sytuacji to właściwie koniec meczu.

Brady – Amendola w czwartej kwarcie. Tak było w Super Bowl przed rokiem, tak było w finale AFC w tym roku. Aż trudno uwierzyć, że Amendola co roku jest kandydatem do zwolnienia i musi brać obniżki pensji, by zostać w drużynie. Przed tygodniem z Titans miał 112 jardów. Gra, kiedy jest najbardziej potrzebny.

W końcówce błysnęli jeszcze dwaj wolni agenci Patriots. Najpierw James Harrison w kluczowej drugiej próbie upokorzył LT Jaguars, Cama Robinsona, który poza tym grał naprawdę dobry mecz. Sack, fumble, Robinson zdołał odzyskać piłkę, ale strata próby i ośmiu jardów. Dwie akcje później Stephon Gilmore wyciągnął długie ręce i efektownie zbił całkiem niezłe podanie Bortlesa w czwartej próbie. Game over.

Brady dopisał kolejny rozdział do swojej legendy. Nie przeszkodziło mu 12 szwów koło kciuka prawej dłoni, brak Gronka, kiepski plan gry. Zagra po raz ósmy w Super Bowl. Takiej dynastii jeszcze w NFL nie widzieliśmy i już nie zobaczymy.

Jaguars mają za sobą bardzo udany sezon. Gdyby byli trochę bardziej agresywni, pewnie dowieźliby zwycięstwo do końca. Sztab trenerski nie ma zaufania do Bortlesa. Latem do wzięcia będzie kilku solidnych weteranów (Smith, Cousins). Jags nie mają wiele miejsca pod salary cap, ale cały rdzeń drużyny ma aktywne umowy, a zwolnienie Bortlesa da dodatkowe 19 mln. Mają potencjał na kilkuletnie mistrzowskie okienko, jeśli poukładają ofensywę.

A na zakończenie macie widok rzadszy niż śnieg w lipcu

 

Minnesota Vikings 7 – 38 Philadelphia Eagles

Brady był wielki w czwartej kwarcie. Ale był w niedzielę rozgrywający, który zagrał jeszcze lepiej. A był nim Nick Foles. Piszę to bez cienia sarkazmu. Foles był bardzo dobry przez cztery kwarty, a w drugiej połowie wręcz wybitny.

Eagles nie potrzebowali aż takiego występu swojego rozgrywającego. Byli lepsi od Vikings w absolutnie każdym elemencie gry. Zdławili ich ofensywę, skonfundowali defensywę. Poza pierwszą serią w meczu robili co chcieli. Wymusili trzy straty Case’a Keenuma, choć tylko ostatnia (drugie INT) była w pełni winą rozgrywającego Vikings.

Nie da się ukryć, że początkowo Wikingowie bardzo pomagali Folesowi. Naszpikowana Pro Bowlerami obrona Minnesoty gubiła się w kryciu niczym dzieciaki z FCS grające przeciwko Alabamie. Jednak stwarzane przez przeciwnika okazje też trzeba wykorzystywać. A w drugiej połowie Foles wykonał kilka naprawdę świetnych rzutów. Fle-Flicker na przyłożenie. Znakomite podanie w biegu na koniec trzeciej kwarty. Jednak najlepsza była niepozorna akcja z drugiej połowy. Vikings puścili blitz i Foles wiedział, że ma nieblokowanego pass rushera. Wiedział, że dostanie potężny cios. Mecz był już właściwie rozstrzygnięty i mógł wziąć czas i zmienić schemat pass protection. Jednak QB Orłów odebrał snap, błyskawicznie podał na pierwszą próbę i wziął uderzenie na klatę. Klasa.

To był jeden z najlepszych meczów w karierze Folesa. Czy będzie w stanie powtórzyć to w Super Bowl? Dużo zawdzięcza świetnej pracy swojej o-line, ale akurat pass rush Patriots do najlepszych nie należy.

Doug Pederson ułożył idealny plan na to spotkanie. Grali ciekawy, zróżnicowany atak. Znów spustoszenie siały RPO (Run-Pass Option). W miarę upływu czasu spuścił Folesa ze smyczy, a ten dopełnił dzieła zniszczenia. W obronie nieustanna presja na Keenuma zamieniła jednego z czołowych rozgrywających sezonu zasadniczego w zawodnika przypominającego siebie z czasów u Jeffa Fishera.

Zastanawiające czemu Vikings zagrali aż tak słabo. Przecież paskudnie gubione krycie w sytuacji jeden na jednego nie jest kwestią nieprzygotowania taktycznego. Pass rush był niemal niewidoczny. Thielen i Diggs nie mieli zbyt wielu okazji, by uwolnić się od krycia, bo Keenum musiał się bardzo szybko pozbywać piłki.

Eagles zasłużenie awansowali do Super Bowl. Nie będą faworytami w meczu z Patriots, ale w to im graj. Mają bardzo mocną drużynę i na pewno postawią ciężkie warunki.

Vikings czekają ciężkie decyzje w offseason. Kogo z trójki Keenum, Bradford, Bridgewater zatrzymać na rozegraniu? Jeszcze wczoraj rano wydawało się, że Keenum jest oczywistym wyborem, ale finał NFC boleśnie obnażył jego ograniczenia. Pewny, choć niespektakularny Bradford? A może wielka niewiadoma w postaci Bridgewatera? Na pewno nowy/stary QB będzie współpracował z nowym OC, bo Pat Schurmur obejmie posadą głównego szkoleniowca New York Giants.

Przed nami Super Bowl Patriots – Eagles. tak samo jak po sezonie 2004. Wtedy Pats zamknęli serię trzech tytułów w ciągu czterech lat. W tym roku mogą to powtórzyć przeciwko temu samemu przeciwnikowi, choć z obu ekip ten mecz pamiętają tylko Tom Brady, Bill Belichcik, Josh McDaniels (wówczas trener QB), Matt Patriocia (wówczas początkujący asystent) i nieśmiertelny Dante Scarnecchia (trener OL). Dla McDanielsa i Patricii będzie to ostatni mecz w sztabie trenerskim Pats. Ale o smaczkach Super Bowl w kolejnym tekście.

NFL Playoffs: Zapowiedź finałów konferencji

Skład finałów konferencji jest fascynujący. Jeden z najlepszych QB w historii i trzej rozgrywający znacznie niższej klasy. A jednocześnie trzy świetne defensywy, jedynie najlepszy QB dysponuje obroną poniżej przeciętnej.

Jak zwykle godziny spotkań podane są w czasie środkowoeuropejskim (czyli polskim). W tabelach wartości w nawiasie to miejsce drużyny w danej kategorii w lidze po sezonie zasadniczym. DVOA liczone jest w procentach, gdzie 0% oznacza średnią NFL w sezonie. Ujemne DVOA jest dobre dla obrony, złe dla ataku i special teams.

 

Jacksonville Jaguars @ New England Patriots

niedziela, 21:05

Jacksonville Jaguars @ New England PatriotsJaguars dotarli do AFC Championship Game po raz trzeci w swojej krótkiej historii (dołączyli do NFL w 1995 r.). Ostatnie dwa razy miały miejsce jeszcze w XX wieku, a trenerem był wówczas Tom Coughlin, obecnie szef operacji futbolowych. Ten sezon już jest ogromnym sukcesem klubu z Florydy. Pierwsze playoffy od dziesięciu lat, pierwsza AFC Championship Game od osiemnastu. Ale Jags jeszcze nigdy nie byli w Super Bowl. Choć to Patriots są zdecydowanymi faworytami, Jaguars nie są bez szans i to nie tylko ze względu na „Any given Sunday”.

Ta para jest fascynująca, bo pod wieloma względami są to drużyny wręcz stworzone, by pokonać siebie nawzajem. Na pewno przez ostatni tydzień słyszeliście wielokrotnie o pass rushu Jaguars, ale pozwólcie, że zbiorę to wszystko w jednym miejscu.

Teoretycznie sposób na Toma Brady’ego jest prosty. To recepta, którą wykorzystali New York Giants (pod wodzą, a jakże, Toma Coughlina) oraz Baltimore Ravens. Jest nią presja w wykonaniu czteroosobowego pass rushu d-line. Kluczem jest wygranie walki na środku i wypchnięcie centra i guardów do tyłu. Dzięki temu Brady, mistrz nawigacji w kieszeni, nie ma szans na zrobienie kroku w przód, by uniknąć szarżujących DE.

No dobrze, wywieranie presji na QB to elementarz defensywy. Ale dlaczego pass rush ma być czteroosobowy? Jeśli obrona blitzuje (wysyła pięciu lub więcej pass rusherów), to najczęściej przynajmniej jeden reciver jest bez obrońcy. Ideą blitzu jest dotarcie do rozgrywającego tak szybko, by ten nie zdążył odnaleźć tego wolnego odbierającego. Tyle że blitzowany Brady bardzo często identyfikuje schemat obronny rywala i błyskawicznie znajduje tego wolnego partnera. Dlatego kluczowa jest presja „normalnego” czteroosobowego pass rushu. Dzięki temu siedmiu obrońców może być w kryciu, a to utrudnia uwolnienie reciverów i zmusza Brady’ego do nieco dłuższego trzymania piłki.

Skoro to takie proste, czemu więcej drużyn tego nie stosuje? Bo to proste tylko w teorii. Czteroosobowy pass rush oznacza, że każdy z DL musi regularnie wygrywać jeden na jeden i radzić sobie z podwojeniami. A przecież o-line NE to nie gromada przypadkowych ludzi, tylko bardzo solidna grupa. Jeśli o-line zdławi pass rush, to Brady prędzej czy później znajdzie kolegę. Nawet genialna secondary nie wytrzyma w kryciu więcej niż 4-5 sekund.

Jaguars bliztują bardzo mało, a jednak ich pass rush jest na tyle skuteczny, że otrzymali przydomek „Sacksonville”. Calais Campbell został wybrany do All-Pro na dwóch pozycjach (DT i DE) i jest kandydatem do defensywnego MVP. Na niego nawet podwojenie może być mało. Zresztą cała formacja defensywna Jaguars to elita. Kto z obrony Patriots mógłby być starterem na swojej pozycji w Jaguars? Może Devin McCourty.

A jednak Patriots to idealny kryptonit na tegoroczną superdefensywę Jacksonville. Po pierwsze NE jak żadna inna drużyna w NFL potrafi z tygodnia na tydzień zmieniać oblicze. Także w AFCCG zobaczymy inne wcielenie Pats, to które według trenera Billa Belichicka będzie miało największe szanse na pokonanie Jaguars.

Gdzie jest miękkie podbrzusze Jags? Po pierwsze biegi. Sytuacja znacznie się poprawiła odkąd w trakcie sezonu do Jags dołączył DT Marcell Dareus, ale w sezonie tracili średnio 4,3 jarda/bieg, co jest 26. wynikiem w NFL. Atak Patriots biegał na poziomie 4,2 jarda/bieg, co jest mniej więcej ligową średnią. Warto jednak zwrócić uwagę, że Dion Lewis odniósł sukces w 56% akcji wg Football Outsiders (definicja „sukcesu” zależy od numeru próby i jardów do przejścia), co jest czwartym najlepszym wynikiem w NFL i jest najlepiej ocenianym RB w metrykach Football Outsiders, także ze względu na pewne ręce (zero fumbli).

Jednak Lewis nie będzie się ograniczał wyłącznie do biegów. Jego siła tkwi we wszechstronności. Patriots są jednymi z ligowych pionierów w eksploatowaniu RB jako reciverów. O ile obrona Jaguars wygląda bardzo dobrze przeciwko reciverom, o tyle w grze podaniowej przeciwko running backom Football Outsiders klasyfikują ich dopiero na 15. miejscu w NFL. Wiecie przeciwko jakiej pozycji bronią najgorzej? Tight endom (20. miejsce w lidze). A tymczasem Patriots dysponują, z tego co kojarzę, całkiem niezłym TE.

Możemy się więc spodziewać gry biegowej, podań do RB i TE. Gra będzie raczej krótka i do prawej – to na tym obszarze Jags bronią najsłabiej, co nie znaczy że słabo. Pytanie tylko jak z ręką Brady’ego.

Na czwartkowym treningu Brady zderzył się z kolegą i uszkodził prawą dłoń (jest praworęczny). Nie ma uszkodzeń strukturalnych, ale założono mu kilka szwów koło kciuka. Na piątkowej konferencji prasowej miał na dłoni rękawiczkę, a Patriots w swoim stylu unikali odpowiedzi na pytania, przy czym bank rozbił McCourty.

Uraz na pewno wybił Brady’ego z rytmu i wpłynie na jego grę. Pytanie jak bardzo.

Po drugiej stronie piłki zobaczymy… Bóg jeden raczy wiedzieć co, a i On może mieć wątpliwości. Patriots, tak jak Steelers przed tygodniem, zapewne zamurują linię wznowienia akcji i będą chcieli, by to Bortles spróbował ich pokonać górą. Jeśli do Foxborough przyjedzie Bortles z Wild Card Round, to Jags są ugotowani. Ale jeśli zagra jak przeciwko Steelers, to obrona Patriots będzie musiała się dostosować, co oznacza więcej miejsca dla Leonarda Fournette. Tyle że w przypadku Fournette powraca pytanie o kontuzjowaną w ostatnią niedzielę kostkę.

Tak więc o ile po jednej stronie piłki obraz będzie zapewne dość przewidywalny i wszystko będzie sprowadzało się do egzekucji, o tyle szachy ofensywa Jags vs defensywa Pats powinny być fascynujące. Tak czy inaczej mecz zapowiada się znacznie ciekawiej niż można by sądzić, oceniając bilans obu drużyn an przestrzeni ostatniej dekady.

Mój typ: Jaguars 14 – 24 Patriots

 

Minnesota Vikings @ Philadelphia Eagles

poniedziałek, 0:40

Minnesota Vikings @ Philadelphia Eagles

Trochę żałuję, że nie spełni się moja prognoza na Super Bowl Patriots – Saints, ale NFC Championship Game zapowiada się palce lizać. Przede wszystkim dlatego, że nie będzie to pojedynek „star power” (choć znakomitych graczy po obu stronach nie zabraknie), tylko dwóch bardzo zbilansowanych i kompletnych drużyn.

Vikings są w finale konferencji zasłużenie, ale ich wszystkie niewątpliwe osiągnięcia nie mogą przesłaniać faktu, że niemal zaprzepaścili 17-punktowe prowadzenie w Divisional Round. Przeciwko Eagles, drużynie grającej na dużej intensywności, podobne przestoje będą zabójcze.

Orły miały przegrać już przed tygodniem. Byli pierwszym w historii #1, który nie był uznawany za faworyta w swoim meczu playoffów. Jednak bardzo mądry i konsekwentny mecz przeciwko Falcons dał im wejściówkę do NFCCG.

W poprzedniej rundzie Eagles oparli się mocno na kreatywnej grze biegowej i RPO (Run-Pass Option), w celu zniwelowania minusów rezerwowego rozgrywającego Nicka Folesa. W efekcie Foles statystycznie zanotował świetne spotkanie, choć w rzeczywistości uznanie należy się raczej trenerowi Dougowi Pedersonowi i jego sztabowi.

A tutaj możecie zobaczyć jak Teddy Bruschi, kluczowy LB pierwszej mistrzowskiej dynastii Patriots, wyjaśnia podstawy RPO:

Vikings mieli cały tydzień i będą gotowi na RPO, co oznacza zapewne, że Pederson wyciągnie kolejnego asa z rękawa. Pytanie tylko co to będzie. Foles to klasyczny rozgrywający z kieszeni. Mało mobilny, kompletnie niegroźny w rozmaitych formach opcji, wymagających biegającego QB. Z kolei klasyczna gra biegowa przeciwko Vikings i ich 5. w NFL obronie biegowej to spore ryzyko. W tej sytuacji spodziewałbym się różnego rodzaju jet sweepów, akcji „misdirection” (próbujących zmylić obronę co do rzeczywistego kierunku, w którym pójdzie piłka) i kreatywnych schematów blokowania z udziałem TE. I garścią RPO, żeby defensorzy Vikings nie mieli za łatwo.

Najgorszym scenariuszem dla Eagles byłaby konieczność gonienia rywala, kiedy musieliby złożyć mecz w ręce Folesa. Paradoksalnie podobnie wygląda najbardziej niekorzystny scenariusz dla Vikings. Jeśli jednak miałbym obstawiać, która z drużyn jest lepiej przygotowana do odrabiania strat, postawiłbym na Minnesotę.

Nie żebym miał aż tyle wiary w Keenuma. Case ma, jak na swoje możliwości, świetny sezon i zapewne skasuje od kogoś w wakacje kilkanaście, może dwadzieścia milionów dolarów. To dobry game manager, dbający o piłkę, o dość ograniczonych możliwościach. Taki Alex Smith dla ubogich. Tyle że ma wokół siebie zawodników, którym wystarczy rzucić piłkę, by zaczęli wyczyniać cuda. A konkretnie Stephona Diggsa i Adama Thielena. W tej chwili żadna inna drużyna w NFL nie dysponuje taką parą reciverów. Jak nikt inny są w stanie zamienić średnio udane podanie Keenuma w genialne zagranie na kilkadziesiąt jardów.

Orły mają bardzo dobrą obronę. Szybką, agresywną, dobrze tacklującą. Tyle że w ich secondary nie ma nikogo, kto byłby w stanie ustać Thielenowi czy Diggsowi jeden na jeden. Dodatkowo jest to obrona nierówna. Według Football Outsiders tylko Baltimore Ravens grali w obronie bardziej nierówno niż Eagles. Oczywiście lepsza jest dobra obrona, której czasem zdarzy się słabszy mecz, niż słaba obrona, której nie zdarza się dobry. Ale jeśli ten słabszy mecz przytrafi się w finale konferencji… to nie sądzę, by Foles zdołał odrobić straty.

Obrona Vikings to rewelacyjna formacja, w której trudno znaleźć choć jeden słaby punkt. Co więcej z biegiem sezonu grają coraz lepiej. Powiedziałbym wręcz, że pod koniec sezonu grali równie dobrze, o ile nie lepiej, jak Jaguars. Przy czym są znacznie lepsi od Jags w obronie przeciwko biegowi, co w tym spotkaniu będzie miało niebagatelne znaczenie.

Uważam, że ten mecz może okazać się spotkaniem „dla koneserów”, bo obie ekipy skupią się na tym, by nie popełnić błędów w ataku. Ale jeśli jedna z drużyn odksoczy, przeciwnik będzie się musiał odsłonić. A wtedy zobaczymy z jakiej gliny ulepieni są obaj rozgrywający, których w wakacje niemal nikt nie chciał. Teraz Case Keenum ma okazję powtórzyć historię Kurta Warnera (jedyny QB niewybrany w drafcie, który wygrał Super Bowl), a Nick Foles historię Jeffa Hostetlera (zmiennik, który zastąpił kontuzjowanego QB i wygrał Super Bowl, Hostetler w barwach NYG w 1990 r.). Którykolwiek wygra, będzie to fascynująca historia.

Mój typ: Vikings 16 – 13 Eagles

 

P.S. Przypominam, że w czasie meczów komentujemy, dzielimy się spostrzeżeniami, memami, sarkastycznymi żartami i śmieszkujemy z kibiców przegrywającej drużyny. A wszystko na Twitterze pod hashtagiem #NFLpl