NFL, tydzień 13: Kontuzje i podwyższenia

NFL to zawsze bardzo wyrównana liga, ale w tym sezonie właściwie nie ma dominujących drużyn. Trafiają się dominujące formacje (o-line Cowboys) czy dominujący gracze (Tom Brady, Von Miller), ale każdy z contenderów ma jakieś poważne problemy. Dla dwóch z nich te problemy przybrały postać kluczowych graczy.

W AFC New England Patriots pozostają właściwie pewnymi kandydatami do wolnego w pierwszej rundzie playoffów. A biorąc pod uwagę ciężki kalendarz Raiders, to również do pierwszego miejsca w konferencji. Tyle że stracili Roba Gronkowskiego, który będzie musiał się poddać kolejnej operacji kręgosłupa i wróci dopiero w przyszłym sezonie.

Znacznie Gronka dla ofensywy Pats dalece wykracza poza złapane przez niego piłki. Przede wszystkim jest szwajcarskim scyzorykiem. Josh McDaniels może go swobodnie ustawić w każdym miejscu w formacji. Jako tradycyjnego TE, kończącego linię. Jako H-backa/fullbacka. Jako slot recivera. Nawet jako WR wyizolowanego pod linią boczną.

Do tego nigdy nie wiadomo co zrobi Gronk. Czy pobiegnie krótką ścieżkę i złapie piłkę osłaniając ją potężnym ciałem. Czy może popędzi przed siebie z prędkością zaskakującą u takiego wielkiego faceta i wykona ekwilibrystyczny chwyt w tłoku? A może będzie blokował dla RB, zmiatając LB rywala niczym Marshall Yanda? Nawet kiedy zagrywka skupiała się na innym reciverze, to Gronk ściągał podwojenia, ułatwiając kolegiom życie.

Patriots mają w składzie Martellusa Bennetta, który również potrafi to wszystko, tyle że klasę niżej. Co gorsza w meczu przeciwko Rams widać było wyraźnie, że Bennett, zmagający się z kilkoma urazami, jest tylko cieniem samego siebie z początku sezonu.

Wiadomo, że Patriots nie staną nagle w ofensywie. Tom Brady ma w tym sezonie passer rating 113,1 (najlepszy w lidze), a jego stosunek TD/INT na poziomie 19:1 to jakiś kosmos. McDaniels i Bill Belichick mają sporo schematycznych asów w rękawie, co pokazało zupełnie odmienne podejście do ataku przeciwko Rams. Jednak Gronkowski to gracz, który samą swoją obecnością otwierał playbook w sposób nieosiągalny dla jakiegokolwiek innego gracza ofensywy nie będącego quarterbackiem. Jego brak to ogromne ułatwienie dla koordynatorów defensywy rywali.

Jeszcze bardziej swoją stratę mogą odczuć Seattle Seahawks. Earl Thomas złamał nogę przeciwko Carolina Panthers. Za tydzień opuści pierwszy mecz w swojej karierze, ale na tym się nie skończy. Optymistyczne prognozy mówią o sześciu tygodniach, ale nie bardzo w to wierzę. Raczej sezon wybitnego safety już się skończył. Zresztą sam Thomas na gorąco sugerował na Twitterze, że może przejdzie na emeryturę, jednak to raczej nieprzemyślana do końca reakcja sfrustrowanego i rozżalonego zawodnika.

Choć bardziej medialnym i widocznym graczem secondary Seahawks jest Richard Sherman, a nawet Kam Chancellr, to właśnie Thomas jest kręgosłupem, na którym opiera się specyficzna wariacja na temat Cover 3, będąca znakiem firmowym Seahawks pod wodzą Pete’a Carolla. Ma fenomenalny zasięg i świetnie czyta grę, co pozwala cornerbackom na większą agresję na linii wznowienia akcji, a Chancellorowi na przenikanie do tackle boxu jako quasi-linebacker.

Będziemy musieli poczekać tydzień, by zobaczyć czy i jak Packers i Aaron Rodgers wykorzystają brak Thomasa. Nie ulega jednak wątpliwości, że Seattle będzie musiało nieco stonować agresję w obronie, a to przecież ona dawała im tyle defensywnych sukcesów. Zapewne zobaczymy więcej snapów z dwoma cofniętymi safety, a Richard Sherman będzie częściej bronił w „off-coverage”, czyli cofnięty kilka jardów, by nie dopuścić do potencjalnego wrzucenia piłki „za kołnierz”.

Paradoksalnie korzystny dla Seattle jest fakt, że ich najwięksi rywale w NFC, Dallas Cowboys, są jedyną drużyną w NFL, która częściej biega niż podaje. Earl Thomas największą rolę odgrywał w defensywie podaniowej, więc jeśli Seahawks uda się dojść do finału konferencji i spotkać się tam z Cowboys, znacznie ważniejszy będzie pojedynek Chancellor-Elliott, niż Bryant-secondary Seattle.

 

Defensywne safety

Po raz drugi w decydującym momencie meczu drużyna z AFC West zdobywa kluczowe punkty dzięki defensywnemu safety. Brzmi dziwnie, prawda? Chodzi o akcję powrotną po przejęciu piłki przez defensywę przy podwyższeniu, czy to kopanym czy rozgrywanym za dwa.

Trzy tygodnie temu w Superdome New Orleans Saints szykowali się do objęcia prowadzenia, gdy Denver Broncos zablokowali ich kopnięcie i zdobyli zwycięskie punkty w akcji powrotnej. Tym razem ofiarą znów stał się zespół z NFC South, a konkretnie Atlanta Falcons. Sokoły odrobiły w czwartej kwarcie spotkania przeciwko Kansas City Chiefs 11-punktową stratę i wyszły na 1-punktowe prowadzenia na 4 minuty przed końcem meczu. Całkiem słusznie postanowili podwyższać za dwa. Tyle że Matt Ryan popełnił fatalny błąd, a Eric Berry popędził w drugą stronę z Pick-Two. Stał się tym samym pierwszym graczem w historii NFL z Pick-Six i Pick-Two w tym samym meczu.

(Dla Berry’ego to był wyjątkowy mecz. Pochodzi ze stanu Georgia, a ostatnim razem był w rodzinnych stronach, gdy walczył z nowotworem. Na meczu z Falcons pojawił się wielu jego krewnych i przyjaciół, a on był najlepszym graczem na boisku)

Wróćmy jednak do podwyższenia. Falcons mieli absolutną rację, że grali za dwa. Boję się jednak, że te efektowne akcje powrotne zniechęcą trenerów w NFL do stosowania podobnych zagrywek. Tak naprawdę Falcons byliby w lepszej sytuacji, gdyby Berry przy tym samym wyniku wykonał Pick-Six. Wówczas dostaliby piłkę z powrotem i mogliby odrobić starty. Tymczasem tutaj Berry wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a dodatkowo to Falcons wykonywali kickoff.

Prawdę mówiąc nie rozumiem tu decyzji trenera Dana Quinna. Wiadomo, że w tej sytuacji KC będą przede wszystkim chcieli spalić zegar, więc pozycja na boisku jest mało istotna. Spodziewany onside kick ma skuteczność ok. 10%. Czy naprawdę 25-30 jardów jest w tej sytuacji warte więcej niż 10% szans na odzyskanie piłki? Zwłaszcza, że w przypadku Falcons zdecydowanie lepiej złożyć mecz w ręce Matta Ryana niż defensywy.

Trenerzy w NFL mają wysoką awersję do ryzyka, choć powoli się to zmienia. Dla niektórych ryzykowanie grania za dwa przy możliwości starty dwóch punktów to za dużo. I zapewne nie zmieni tego fakt, że z czterech defensywnych safety zdobytych w NFL od wprowadzenia rok temu nowych przepisów aż trzy były wynikiem zablokowanych kopnięć.

 

Nowe szaty Fishera

Plotki o nowym kontrakcie Jeffa Fishera, szkoleniowca LA Rams, krążyły od dawna. W weekend wreszcie oficjalnie potwierdzili je tak klub, jak trener. Dodatkowe dwa lata miały zostać dodane do umowy HC jeszcze latem.

Mamy tu do czynienia z bardzo ciekawą sytuacją. Wszyscy wiedzą, że trener jest nagi, a Rams są fundamentalnie popsuci. A mimo to Fisher został wynagrodzony nową umową.

Jasne, fajnie że Fisher zostanie, bo zawsze można się z niego pośmiać. A to upiera się, że katastrofalnie grający Case Keenum nie jest problemem, a to oznajmia, że Tavon Austin jest elitarnym reciverem. Co więcej przed meczem z Patriots szykuje się na „running backa Danny’ego” (Danny Woodhead nie gra w Pats od czterech lat), a w samym meczu ma problem z challengem, bo nie może znaleźć flagi (tylko popatrzcie na minę faceta z chain crew).

Brakuje mu tylko dwóch porażek, by zostać samodzielnym liderem na liście najczęściej przegrywających szkoleniowców wszechczasów. Z 22 sezonów jako HC tylko 6 miał na plusie, ostatnio w 2008 r. (Dla porównania, obecny sezon będzie 17. sezonem na plusie, w tym 16. z rzędu, w 22-letniej karierze Billa Belichicka jako HC). Ostatni mecz w playoffach wygrał w sezonie 2003. Według ESPN od tej pory w playoffach wygrało 35 innych trenerów. Rams pod jego wodzą nigdy nie wygrali więcej niż 7 meczów w sezonie. W tym roku 7-9 wygląda na nieosiągalne wyżyny.

W sezonach 2013-2015 Rams mieli w sumie 12 wyborów w trzech pierwszych rundach draftu, w tym aż pięć w pierwszej rundzie. W tej dekadzie żadna drużyna nie miała tak solidnego kapitał draftowego w tak krótkim czasie. Tylko że z tych zdolnych chłopaków tylko Aaron Donald miał na tyle talentu, by nie zepsuła go fatalna praca Fishera.

Jeśli ta drużyna i ten trener mają odzyskać Los Angeles dla NFL, to gorszym pomysłem byli tylko Browns i Jaguars.

 

Tydzień w skrócie:

1. Tom Brady wygrał swój 201 mecz w karierze jako starter (wliczając playoffy) i jest samodzielnym liderem tej klasyfikacji. W wieku 39 lat rozgrywa jeden ze swoich najlepszych sezonów w życiu.

2. Larry Fitzgerald ma już na koncie 1106 złapanych piłek w karierze, co jest trzecim wynikiem w historii NFL. Przed nim są jeszcze Tony Gonzalez (1325) i Jerry Rice (1549). Ten drugi już jest w Hall of Fame, ten pierwszy będzie mógł się tam znaleźć dopiero za dwa lata. Mówcie sobie co chcecie, ale Larry też tam kiedyś wyląduje.

3. Porażka Falcons i sześć wygranych w ośmiu meczach Buccaneers sprawiły, że NFC South nagle zaczyna się robić ciekawa. Obie te drużyny mają bilans 7-5 i, co ciekawe, już ze sobą w tym sezonie nie zagrają. W bezpośrednich spotkaniach było 1-1. Na razie Falcons są wyżej, bo mają lepszy bilans w dywizji, ale dzięki porażce Redskins Bucs wskoczyli na miejsce w Wild Card Round.

4. Wygrana Detroit Lions nad New Orleans Saints była naprawdę imponująca. Nie żeby pokonanie nierównych w tym roku Saints było aż takim wyzwaniem. Ale utrzymanie Drew Breesa w domu na 13 punktach to ogromny sukces dla defensywy, która w niektórych kategoriach notowana jest niżej niż obrona Browns. Przy okazji był to pierwszy mecz Detroit w tym roku, który skończył się wyższą różnicą niż 7 punktów.

5. Co by o Raiders nie mówić, fajnie się ich ogląda. Frustrująco, ale fajnie. To drużyna, która potrafi stracić 51-jardowe podanie, bo RT mimo ostrzeżeń sędziów nie umie ustawić się na linii wznowienia akcji. To drużyna, która kompletnie nie potrafi powstrzymać gry po ziemi i przegrywa 24:9, tylko po to, by zdobyć kolejnych 29 punktów i kompletnie zdominować rywala. I wreszcie to drużyna, która ma puntera, który skasowany przez rywala tak świętuje wymuszone przez siebie przewinienie:

6. Pat McAfee też prezentuje nieco #PunterSWAG

7. Dallas Cowboys są pierwszą w tym roku drużyną, która zapewniła sobie udział w playoffach. Gratulacje!

8. New York Giants mają dobrą d-line, solidną obronę jako całość, ale jakim cudem ta drużyna ma bilans 8-4 z taką o-line to nie mam pojęcia. Za tydzień do Nowego Jorku przyjeżdżają liderzy NFC East i zobaczymy czy Oliver Vernon i spółka zdołają postawić się o-line Cowboys.

9. W AFC South trzy drużyny mają bilans 6-6. Jeśli Colts za tydzień wygrają u siebie z Texans będą główny faworytem do wygrania dywizji, bo zwyciężyli w obu spotkaniach z Titans. Z kolei mecz Titans-Texans zaplanowany jest na ostatni tydzień sezonu. Jedna z tych trzech drużyn w pierwszej rundzie playoffów podejmie u siebie którąś z ekip AFC West. Jakiekolwiek drużyny by to nie były, to ta z AFC South nie będzie faworytem.

9. Cam Newton został posadzony na ławce na jedną serię przez trenera Rona Riverę. Powód? Naruszenie obowiązującego w drużynie dress code’u. Biorąc pod uwagę co ciekawsze stylizacje Newtona w tym roku, brak krawata to nie najpoważniejsze naruszenie dobrego smaku, jakiego się dopuścił.

10. W pierwszej kwarcie meczu Bears-49ers żaden z rozgrywających nie zdołał wykonać celnego podania. Colin Kaepernick ogłosił przed meczem, że po sezonie rozwiązuje kontrakt z 49ers i rusza testować wody free agency. Po czym wykonał jedno celne podanie na pięć prób, zaliczył cztery jardy i został pięciokrotnie zsackowany. A następnie posadzony na ławce na rzecz Blaine’a Gabberta. Już widzę te tłumy chętnych na jego usługi.

Jak odbudowano Oakland Raiders

Cztery lata temu Oakland Raiders byli na dnie. Nie mieli sezonu na plusie od dekady, zatrudniali właśnie siódmego trenera w ciągu dziesięciu lat. Po wprowadzeniu nowego CBA salary cap spadło i drużyny takie jak Raiders – z małą ilością młodego talentu za to z licznymi przepłaconymi weteranami, znalazły się w poważnych opałach. Jak to się stało, że dziś są na pierwszym miejscu AFC? O tym w obszernym tekście gościnnie opowie Wam Kamil Słonka, redaktor naczelny serwisu Raider Nation Polska. Zapraszam serdecznie do lektury – Krzysztof Krzemień, NFLBlog.pl


Oakland Raiders LogoDla wielu z nas zarządzanie drużyną sportową wydaje się być tak banalne, jak przedstawiają nam to symulacyjne gry komputerowe, oparte na wirtualnych realiach. W rzeczywistości jest to złożony proces sztabu ludzi, zarządzanych przez tęgie głowy znające się na danym sporcie, które mają pojęcie o rozwoju zawodników, strategii ich doboru do systemu gry – oraz, co chyba najważniejsze – grupę ludzi, którzy są biznesmenami światowego formatu. Już na początku tego felietonu trzeba rozgraniczyć właściciela drużyny od generalnego menedżera (dalej nazywanego GM). Ten pierwszy jest tzw. chairmanem, niektórzy nazywają ich figurantami, biznesmenami, którzy nie mając już na co wydawać pieniędzy, kupują drużyny sportowe. Dla wielu przykładem takiego człowieka jest Jay-Z, który miał swój romans z drużyną koszykarską Brooklyn Nets wraz z rosyjskim magnatem  – Michaiłem Prochorowem.

Z tegoż właśnie powodu dla wielu z nas, kibiców, najważniejszym z dowodzących jest wspomniany wcześniej generalny menedżer. To on zarządza budżetem, negocjuje kontrakty zawodników czy stara się pozyskiwać nowych, potrzebnych do dalszego rozwoju drużyny. Wszystko powinno odbywać się w porozumieniu z trenerem, który to przecież jest głównym dyrygentem drużyny sportowej.

Jak się domyślacie, felieton ten będzie dotyczył człowieka, który w kilka lat całkowicie odmienił oblicze jednej z drużyn National Football League. O kim mowa? O jednym z największych architektów drużyn NFL, byłym zawodniku oraz trenerze futbolu amerykańskiego – Reggim McKenzim, który od kilku lat stara się aby drużyna Oakland Raiders powróciła do panteonu najlepszych zespołów NFL.

Początki w Oakland Raiders

Reggie McKenzie został ściągnięty do drużyny z Kalifornii przez Marka Davisa, syna największej legendy Raiders, jednego z najbardziej zasłużonych ludzi dla NFL – Ala Davisa, po sezonie 2011. W tamtym roku Oakland Raiders zakończyli rozgrywki z bilansem 8-8, na trzecim miejscu w konferencji AFC West. Na tamten moment trenerem głównym zespołu był Hue Jackson (obecnie trener Cleveland Browns), koordynatorem ofensywnym był Al Sauders, natomiast defensywą dowodził Chuck Bresnahan.

Gwiazdami drużyny byli rozgrywający Carson Palmer, biegacze Darren McFadden oraz Michael Bush. Na skrzydłach pomagali im Darrius Heyward-Bey, Denarius Moore i Jacoby Ford. W defensywie brylowały takie nazwiska jak: Matt Giordano, Stanford Routt, Tommy Kelly czy Richard Seymour. Początki swoich karier mieli Tyvon Branch czy Lamar Houston.

Jak wiadomo w budowie drużyny NFL liczy się kilka kwestii. W każdym sporcie najważniejsze wydają się być pieniądze, ale amerykańskie ligi charakteryzują się również draftami. Tak więc jak zabrać się za budowę drużyny? Czyszcząc salary-cap, czyli pozbywać się największych niepotrzebnych kontraktów, oraz zdobywać jak najlepsze wybory w drafcie. Ta druga sprawa, dla wielu z nas, jest zaprzeczeniem idei sportu, ponieważ, kolokwialnie rzecz ujmując, trzeba przegrywać jak największą ilość spotkań, aby mieć szansę na jak najwyższe wybory.

Reggie McKenzie wymienił aż jedenastu starterów w porównaniu do sezonu 2011, postawił na nowych zawodników, którzy mieli wnieść świeżość w szeregi drużyny z Kalifornii. McKenzie nie spodziewał się wielkich efektów, ponieważ jest on znany z tego, że planuje swoje działania długofalowo. Najważniejsze jest to, aby przygotować grunt pod dalszy rozwój drużyny. Za zmianą kilku zawodników przyszła też zmiana trenera. Head coachem był teraz Dennis Allen, ofensywnym koordynatorem Greg Knapp, a defensywnym Jason Tarver. W wyniku działań transferowych Raiders zostali pozbawieni picków z dwóch pierwszych rund draftu. Czy to nie jest idealny grunt do tankowania – czyli umyślnego „spisania sezonu na straty”, aby w następnym sezonie mieć jak najlepsze wybory? Oczywiście, że tak.

Reggie McKenzie w jeden sezon sprawił, że Oakland Raiders dysponowali największą dostępną gotówką, którą mogli przeznaczyć na kontrakty. Awans z 29. na pozycję nr 1. to oczywisty wynik geniuszu nowego GM-a Raiders.

Sezon Total Cap Salary Cap Pozycja
2011 $126 153 967 $2 778 967 29
2012 $112 745 479 $7 854 521 1
2013 $121 534 233 $6 252 808 14
2014 $124 444 456 $6 465 447 11
2015 $137 071 838 $14 800 918 5
2016 $164 324 461 $4 008 292 28
2017 $124 640 836 $34 637 456 15
2018 $91 117 524 $64 152 476 10
2019 $65 929 681 $89 340 319 16
2020 $22 980 000 $132 290 000 9

 

Sezon 2012 zakończył się bilansem 4-12. Raiders kolejny raz byli trzecią drużyną dywizji AFC West i nie zagrali spotkania w playoffs. Mieli jednak coś, co wydaje się być ważniejsze niż wynik poprzedniego sezonu, szczególnie, kiedy za cel mamy odbudowę potęgi, a nie tworzenie zespołu na jeden sezon. Mieli komfort posiadania ponadwymiarowej ilości wyborów w drafcie, co bardzo pomaga w przypadku długotrwałego budowania siły zespołu.

Runda Zawodnik Pick Pozycja
1 D.J. Hayden 12 DB
2 Menelik Watson 42 T
3 Sio Moore 66 LB
4 Tyler Wilson 112 QB
6 Nick Kasa 172 TE
6 Latavius Murray 181 RB
6 Mychal Rivera 184 TE
6 Stacy McGee 205 DT
7 Brice Butler 209 WR
7 David Bass 233 DE

Jak widzicie, kilku z wymienionych zawodników nadal jest aktywnymi zawodnikami Raiders. DJ Hayden, Menelik Watson, Latavious Murray, Mychal Rivera oraz Stacy McGee. Najgorsze jest to, że Reggie McKenzie zdecydował się na wybór DJ Haydena, który – delikatnie rzecz ujmując – jest po prostu niewypałem, tzw. bustem.

Przed sezonem 2013 Reggie McKenzie kolejny raz zrobił roszady w wyjściowych formacjach. Tym razem jednak generalny menedżer Raiders przeszedł samego siebie, zmieniając aż szesnastu wyjściowych zawodników. W drużynie pokazały się takie nazwiska jak Charles Woodson, Rashad Jennings, Terrelle Pryor, Nick Roach, Kevin Burnett, Sio Moore czy Pat Sims.

Oakland Raiders kolejny sezon z rzędu notują bilans 4-12, tym razem zostając najgorszą drużyną dywizji AFC West. Jest to kolejna nadzieja na świetne picki i zejścia z wysokich kontraktów, których w drużynie nie zostało tak wiele.

Plan Reggiego McKenziego zaczyna działać

Sezon 2014 to pierwszy w pełni niezależny sezon, w którym Reggie McKenzie nie może bronić się decyzjami swoich poprzedników. Salary-cap zostało przygotowane pod rozwój drużyny, a Raiders znowu awansowali jeżeli chodzi o największe środki możliwe do wydania – tym razem o trzy pozycje, z miejsca 14 na 11.

Sezon Total Cap Salary Cap Pozycja
2014 $124 444 456 $6 465 447 11
2015 $137 071 838 $14 800 918 5
2016 $164 324 461 $4 008 292 28
2017 $124 640 836 $34 637 456 15
2018 $91 117 524 $64 152 476 10
2019 $65 929 681 $89 340 319 16
2020 $22 980 000 $132 290 000 9

Był to też kolejny dobry draft w wykonaniu naszego GM-a. Właściwie, patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego, możemy powiedzieć, że był to jeden z najlepszych draftów w historii jeżeli chodzi o rozwój oraz wpływ wybranych zawodników na rozwój drużyny.

Runda Zawodnik Pick Pozycja
1 Khalil Mack 5 LB
2 Derek Carr 36 QB
3 Gabe Jackson 81 G
4 Justin Ellis 107 DT
4 Keith McGill 116 DB
7 TJ Carrie 219 DB
7 Shelby Harris 235 DE
7 Jonathan Dowling 247 DB

Jak widzicie sześciu zawodników z tego draftu to nadal aktywni gracze drużyny z Oakland, a co najmniej dwóch świadczy o sukcesie tego, co zapoczątkował Reggie McKenzie w sezonie 2012. GM Raiders wymienił aż dziewiętnastu starterów względem sezonu 2013, dodał genialnego linebackera oraz cichego rozgrywającego, który w trzecim sezonie gry wymieniany jest jako kandydat do nagrody MVP. Do drużyny trafiło też dwóch liniowych oraz dwóch zawodników broniących podania – którzy również dokładają cegiełki do tego, jak w tym momencie wyglądają Oakland Raiders.

Był to sezon, który dał kibicom Raiders wielkie nadzieje i rozpalił ich apetyty. Większość z nich to właśnie ten wybitny draft datuje jako przełom w drużynie. Wybór Khalila Macka i Dereka Carra to na pewno najlepsze decyzje z Draftu 2014 – patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego, a wszystko wygląda tak, jakby miało być tylko lepiej.

Podczas tego sezonu nastąpiło kilka istotnych roszad kadrowych. Oakland Raiders w sezonie zwolnili Dennisa Allena, zatrudniając trenera pośredniego – Tonego Sparano. Zmienił się również koordynator ofensywy, którym został Greg Olson. Istotne dla rozwoju naszego rozgrywającego było ściągnięcie z Green Bay Packers Jamesa Jonesa, który zatęsknił za grą pod skrzydłami Reggiego McKenziego, podobnie jak zrobił to kilka lat wcześniej Charles Woodson, który powrócił do Raiders po przygodzie w drużynie Serowych.

Sezon ten zakończyliśmy najgorszym bilansem za czasów McKenziego. Wygraliśmy tylko trzy z szesnastu spotkań i ponownie okazaliśmy się najgorszą drużyną AFC West. Ponownie również mieliśmy coś, czego zazdrościło nam dwadzieścia siedem drużyn NFL. Czwarty pick w Drafcie 2015.

Runda Zawodnik Pick Pozycja
1 Amari Cooper 4 WR
2 Mario Edwards 35 DT
3 Clive Walford 68 TE
4 Jon Feliciano 128 G
5 Ben Heeney 140 ILB
5 Neiron Ball 161 OLB
6 Max Valles 179 OLB
7 Anthony Morris 218 OL
7 Andre Debose 221 WR
7 Dexter McDonald 242 CB

Właściwie, możemy pominąć wszystkie wybory poza trzema pierwszymi rundami. Rewelacja draftu 2015 – Amari Cooper, to ciągle zawodnik, który jeszcze nie odpalił – na co liczą wszyscy kibice Oakland Raiders. Mario Edwards Jr pomimo problemów z kontuzjami ciągle jest zawodnikiem, którego powrotu wyczekują kibice z Black Hole. Clive Walford natomiast jest na ten moment podstawowym tight-endem, który godnie zastępuje Lee Smitha.

Patrząc na starterów z sezonu 2012, kiedy to McKenzie zasiadał po raz pierwszy w fotelu generalnego menedżera Oakland Raiders, tylko jeden zawodnik utrzymał się w pierwszym składzie, a był nim nie kto inny jak Marcel Reece. Drużyna jest w głównym stadium przebudowy. McKenzie dysponuje nowym trenerem Jackiem Del Rio, oraz koordynatorami formacji – Billem Musgravem (ofensywa) oraz Kenem Nortonem Jr (defensywa). Raiders są piątą drużyną w lidze jeżeli chodzi o pieniądze, które mogą wydać, co wykonali wręcz w książkowy sposób.

Sezon Total Cap Salary Cap Pozycja
2015 $137 071 838 $14 800 918 5
2016 $164 324 461 $4 008 292 28
2017 $124 640 836 $34 637 456 15
2018 $91 117 524 $64 152 476 10
2019 $65 929 681 $89 340 319 16
2020 $22 980 000 $132 290 000 9

W tym sezonie do Raiders trafili tacy zawodnicy jak Michael Crabtree, Rodney Hudson czy Lee Smith. Formację defensywną zasilili między innymi Curtis Lofton oraz Malcolm Smith.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Crabtree i Hudson to wielkie wzmocnienia ofensywy, natomiast Lofton i Smith to dobra pomoc dla osamotnionego Khalila Macka. Kibice Raiders mieli nadzieje na to, że ruchy kadrowe Reggiego McKenziego poprowadzą ich do pierwszego od 2002 roku sezonu, który zakończy się dodatnim bilansem. To jednak się nie stało. Oakland Raiders wygrali siedem z szesnastu spotkań i kolejny raz zajęli trzecie miejsce w dywizji AFC West.

Oakland Raiders dzisiaj

Sezon 2016 to prawdziwa petarda entuzjazmu kibiców Oakland Raiders. Wielkie ruchy kadrowe, które diametralnie odmieniły tą drużynę względem sezonu 2015. Szczególnie jeżeli chodzi o linię ofensywną. Nowe nazwiska w drużynie to między innymi: Sean Smith, Bruce Irvin, Reggie Nelson, Donald Penn czy Kelechi Osemele. Są to nazwiska z ugruntowaną pozycją w NFL i ściągnięcie ich za niezłe pieniądze to kolejny wyraz genialnych umiejętności negocjacyjnych Reggiego McKenziego. Dodatkowo generalny menedżer drużyny z Oak-Town zadziwił draftem.

Runda Zawodnik Pick Pozycja
1 Karl Joseph 14 S
2 Jihad Ward 44 DE
3 Shilique Calhoun 75 DE
4 Connor Cook 100 QB
5 DeAndre Washington 143 RB
6 Cory James 194 OLB
7 Vadal Alexander 234 G

Wiele z tych wyborów było dla kibiców zaskoczeniem. Właściwie, to ze świecą można było szukać kibica Raiders, który tydzień po drafcie był zadowolony z tych zawodników, na których zdecydował się Reggie McKenzie wraz z Jackiem Del Rio. Wszystko wskazuje na to, że te ciche wybory powoli rozwijają się w drużynie i po dziesięciu spotkaniach sezonu można powiedzieć, że picki te przyniosą kibicom Raiders wiele radości. Na pewno nie tak dużo jak zawodnicy z draftu 2014, ale nie można co dwa lata trafiać w dziesiątkę z draftem, tak jak zrobił to Reggie McKenzie trzy drafty wcześniej.

Dalsze losy Reggiego McKenziego

Ciężko przewidzieć kiedy generalny menedżer Oakland Raiders stwierdzi, że zakończył swoją misję w Oakland. Czy będzie to awans do play-offs? A może wejście do Super-Bowl? Tego nie wie nikt. Na ten moment Reggie McKenzie ma przed sobą ważne decyzje dotyczące przedłużenia kontraktów. W 2018 roku kończą się kontrakty między innymi Dereka Carra oraz Khalila Macka. Ważnymi zawodnikami będą również Gabe Jackson, Justin Ellis czy Reggie Nelson. Rok wcześniej kontrakty Malcolma Smitha, Lataviousa Murraya oraz Denico Autryego czy Menelika Watsona również powinny być priorytetowe.

Sezon Total Cap Salary Cap Pozycja
2017 $124 640 836 $34 637 456 15
2018 $91 117 524 $64 152 476 10
2019 $65 929 681 $89 340 319 16
2020 $22 980 000 $132 290 000 9

 

Możemy więc spodziewać się, że Raiders w najbliższym czasie opierać się będą głównie o wzmocnienia z draftu, ze względu na utrzymanie bardzo ważnych kontraktów. To jednak wcale nie oznacza, że to koniec planu Reggiego McKenziego. Oakland Raiders pną się do góry co powoduje, że coraz więcej zawodników ma ochotę zagrać w barwach Silver and Blacks. Jak wiadomo pieniądze grają główną rolę, jednak jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia byłoby, aby Raiders walczyli o topowych wolnych agentów. Teraz, kiedy drużyna zarządzana jest w niemalże doskonały sposób, atmosfera w szatni jest coraz lepsza – Raiders już nie odstraszają.

Na ten moment nie możemy powiedzieć na jakim etapie jest Reggie McKenzie, ma przecież dopiero 53 lata, więc może pozostać w NFL jeszcze przez długi czas. Mam wrażenie jednak, że McKenzie nie powie ostatniego słowa dotąd, aż nie przyniesie drużynie z Oakland zwycięstwa w Super Bowl, które właściciel Raiders – Mark Davis, w 100% zadedykuje swojemu ojcu – Alowi Davisowi.

 

O autorze: Kamil Słonka pisze o sobie: „Destyluję rap z Kaliforni. Autor portalu o Oakland Raiders. Redaktor na stronie NFL24.pl. Kibic Boston Celtics. Psychofan Cama Newtona i Allena Iversona.” Na Twitterze wypowiada się jako @kamilslonka.

NFL, tydzień 11 – Seahawks nabierają rozpędu

Im bliżej playoffów tym więcej się dzieje w NFL. Seattle Seahawks jak zwykle nabierają rozpędu w trakcie sezonu i po wygranej w „DVOA Bowl” mają tylko jedną porażkę w ostatnich ośmiu spotkaniach. Eagles po świetnym początku spadli na dno NFC East. New York Giants wygrali piąty mecz z rzędu, podobnie jak Miami Dolphins, którzy popsuli debiut #1 tegorocznego draftu. To jednak nic przy Cowboys, którzy zanotowali dziewiątą wygraną pod rząd. Chiefs przegrali dopiero trzecie spotkanie w ostatnich 20 meczach sezonu zasadniczego, a Packers dali sobie nawrzucać 40 punktów drugi mecz z rzędu. A żebyśmy się nie nudzili, to kickerzy w NFL spudłowali w sumie 12 podwyższeń, a Adam Vinatieri zakończył swoją rekordową serię.

Zapraszam na podsumowanie 11 tygodnia w NFL.

 

DVOA Bowl

Indeks DVOA został opracowany przez Football Outsiders i ma na celu pokazanie siły drużyny, formacji lub zawodnika. Jest podawany w procentach i modyfikowany, by uwzględnić siłę rywala. Dla przykładu +% oznacza, że atak jest 10% lepszy niż byłby przeciętny atak NFL przeciwko takim samym przeciwnikom. Po szczegóły odsyłam na stronę Football Outsiders.

Każda taka metryka ma wady, szczególnie w lidze o tak dużej wariancji i małej próbie jak NFL. Niemniej po 10 tygodniach drużyną o najlepszym DVOA (30,2%) byli Philadelphia Eagles, którzy zawitali na boisko drugich w tym indeksie Seattle Seahawks (24,2%). Orły wysoką pozycję zawdzięczały głównie najlepszym wskaźnikom w obronie i special teams. I o ile special temas z grubsza stanęły na wysokości zadania przeciwko Seahawks, o tyle po meczu w stanie Waszyngton nikt nie uznałby defensywy Eagles za #1 w lidze.

Już w piątej ofensywnej akcji Seahawks w meczu C.J. Prosise pokazał, czemu GM John Schneider uznał, że ma nadmiar bogactwa na RB i zwolnił Christine’a Michale’a. Debiutant urwał się obronie Eagles na 72-jardowy bieg na przyłożenie. Co prawda Eagles zdołali odpowiedzieć przyłożeniem duetu Carson Wentz – Zach Ertz, ale to właściwie wszystko, na co było tego dnia stać atak Philly.

Carson Wentz po świetnym początku gra coraz bardziej jak debiutant. Nie ma w tym nic złego, wiadomo było, że popełni swoją porcję błędów debiutanta. Jeszcze w sierpniu był uznawany za niegotowego, a dziś kibice Rams z zazdrością porównują go z pierwszym występem Jareda Goffa. Niemniej jak na drużynę walczącą o playoffy, Wentz robił za mało. Miał problemy z precyzją rzutów i gubił się pod presją Seahawks, którzy co jak co, ale umieją utrudniać życie rozgrywającym.

Symptomatyczna była końcówka pierwszej połowy. Na koniec Wentz dostał klasyczny 2-min drive z jedną przerwą na żądanie. Najpierw zmarnował większośc tego czasu rzucając krótkie piłki na środek boiska, czym ani nie zdobywał jardów, ani nie zatrzymywał zegara, a potem posłał fatalne INT prosto w ręce Kama Chancellora.

Oczywiście nie można wszystkiego zwalać na Wentza. Linia ofensywna nie potrafiła utrzymać pass rushu z dala od niego, co powtarza się odkąd urazu doznał RT Jason Peters. Nelson Agholor urwał się jeden na jeden Richardowi Shermanowi tylko po to, żeby upuścić idealne podanie, które mógł zamienić na trzydzieści-czterdzieści jardów zysku.

Seahawks byli drużyną wyraźnie lepszą. Zdobywali 7 jardów na akcję ofensywną, podczas gdy Eagles zaledwie 4,2. A i ten wynik goście napompowali udaną serią ofensywną, gdy wynik był już rozstrzygnięty. Po kontuzji Russella Wilsona nie ma już śladu. Mały ciałem ale wielki umiejętnościami rozgrywający Seattle po staremu umiejętnie nawigował w kieszeni, kiedy trzeba umykał, powodując, że pass rush Eagles został w dużej mierze zneutralizowany. Do tego kreatywne zagrywki i playcalling sprawiały, że obrona Philadelphii musiała reagować zamiast atakować. W pewnym momencie Wilson miał więcej jardów po złapanych podaniach niż wszyscy WR Eagles razem wzięci. Jak to możliwe? Możliwe, jeśli ma się wystarczająco kreatywną ofensywę:

Dla Seahawks Wilsona i Pete’a Carrolla powolny start i piorunujący finisz sezonu zasadniczego to norma. W 2012 r, debiutanckim sezonie Wilsona, na półmetku sezonu zasadniczego mieli bilans 4-4, po czym wygrali 7 z ostatnich 8 meczów. W 2014 r. po sześciu meczach mieli na koncie trzy porażki. Potem przegrali tylko jedno z dziesięciu spotkań. Z kolei rok temu zaczęli nawet od 2-4, by skończyć z bilansem 10-6. Wyjątkiem był mistrzowski sezon 2013, gdy wygrali 11 z 12 pierwszych meczów.

Tegoroczni Seahawks zagrali kilka naprawdę paskudnych spotkań (remis z Cardinals i porażka z Rams), ale na pewno będą się liczyli w walce o zwycięstwo w NFC. Co prawda z nieznanych wciąż przyczyn nie potrafią wygrywać z Rams, ale raczej nie zanosi się, żeby ekipa Jeffa Fishera zerwała z tradycyjnym 7-9, więc w playoffach ich nie spotkają. Sen z powiek Pete’a Carrolla mogą spędzać tylko urazy. C.J. Prosise uszkodził bark i zapewne opuści przynajmniej kilka spotkań. Jednak znacznie poważniejszym problemem jest uraz podudzia Earla Thomasa. Jeśli jego zabraknie, to marzenia o kolejnym mistrzostwie ciężko będzie zrealizować.

Tymczasem dla Eagles perspektywa playoffów mocno się oddala po piątej porażce w ostatnich siedmiu meczach. Co prawda mecze z rywalami z dywizji mają u siebie, gdzie jeszcze nie przegrali, ale do trzecich Redskins tracą już 1,5 wygranej.

 

Jak zatrzymać o-line Dallas?

Brady? Elliott? Ryan? Przykro mi, ale moim MVP jest o-line Cowboys. (Podobno można głosować na cała linię) Elliott i Prescott to wyjątkowa dwójka dzieciaków i trafili się Cowboys jak ślepej kurze ziarno (zwłaszcza ten drugi), ale bez komfortu który daje im gra za tą grupą, na pewno nie rozmawialibyśmy o Elliotcie jako o potencjalnym MVP ligi.

Mogłoby się wydawać, że w Baltimore zdołają nieco spowolnić tę ofensywę. Najlepsza defensywa biegowa w lidze, świetne front seven, wsparte doświadczonym sztabem trenerskim. I faktycznie, na początku wszystko wskazywało, że Cowboys będę mieli problemy. Blitze Ravens mieszały w głowie Prescottowi, a Elliott szarpał się, wyrywając skromne, kilkujardowe zyski z największym trudem. W efekcie Dallas puntowało w czterech pierwszych posiadaniach.

Tyle że ofensywa Ravens nie była w stanie tego wykorzystać. Kruki prowadzą w AFC North wyłącznie dzięki swojej defensywie, a Joe Flacco zapewne codziennie dziękuje Opatrzności, że złapał życiową formę, gdy decydowały się losy jego kontraktu, bo dziś na pewno nie wynegocjowałby 20 mln/rok. Na pewno życia nie ułatwiają mu roszady w o-line wymuszone urazami, ale sam QB Ravens daleki jest od formy MVP Super Bowl 47.

W drugiej kwarcie Cowboys skutecznie dostosowali się do gry Ravens, a w drugiej połowie wręcz zdominowali rywali. Prescott miał nieco więcej miejsca i czasu, więc zaczął rozdzielać piłki z zabójczą skutecznością. Z ostatnich 20 jego podań w meczu do celu dotarło 19! Baltimore odnieśli mały sukces, bo zatrzymali Elliotta poniżej 100 jardów i poniżej 4 jardów/bieg. Tyle że murowany kandydat do nagrody OROY wspierał swój zespół także w grze podaniowej. Złapał 4 piłki na 30 jardów, a w jednej z akcji ustał jeden na jeden w pass protection przeciwko Terrellowi Suggsowi, cięższemu od niego o prawie 20 kg.

W Dallas mają 1,5 zwycięstwa więcej od drugich w NFC Seahawks. Football Outsiders dają im 63,1% szans na zakończenie sezonu zasadniczego na najwyższej lokacie w konferencji.

 

Tydzień w skrócie:

1. Z notatnika statystyka:

  • Steve Smith złapał podanie nr 1000 w karierze. Jest czternastym graczem w historii ligi, który tego dokonał. Z wciąż grających zawodników ten próg przekroczyli jeszcze Larry Fitzgerald (1092), Jason Witten (1069) i Anquan Boldin (1050)
  • Adam Vinatieri spudłował FG z 42 jardów. To oznacza, że jego rekord celnych kopnięć z pola z rzędu wynosi ostatecznie 44. Jest jakaś poetycka sprawiedliwość w tym, że seria została przerwana w dniu, kiedy kopacze w NFL spudłowali rekordowe 12 podwyższeń. Dla uczciwości trzeba dodać, że trzy zostały zablokowane, więc nie można wszystkiego zwalać na kopaczy. W efekcie skuteczność z podwyższeń w niedzielę wyniosła 78% (43/55), a w całej kolejce 81% (52/64). Przypomnę, że kopacze trafiają „nowe” podwyższenia ze skutecznością ok. 95%.
  • Żeby nie było, że ci kopacze tacy źli i do niczego się nie nadają: Phil Dawson (49ers) został dziesiątym graczem w historii z 400 trafionymi FG w karierze.
  • Ezekiel Elliott poprawił klubowy rekord jardów biegowych w sezonie w wykonaniu debiutanta. Na razie ma średnią 110 jardów/mecz (1102 w 10 meczach) i musi ją poprawić, jeśli chce pobić rekord debiutantów NFL Erica Dickersona (1808)

2. Packers stracili ponad 40 punktów po raz drugi z rzędu. Ostatnim razem przydarzyło im się to w 1952 r. W drugiej połowie Redskins robili w ataku co chcieli. GB mają poważne problemy z niedoborem zdrowych DB. Co gorsza Demetri Goodson dołącza do grona kontuzjowanych, po tym, jak jego kolano zgięło się w płaszczyźnie, w której absolutnie się zginać nie powinno. Nie pomógł powrót Claya Matthewsa.

3. New York Giants męczyli się długo z Chicago Bears. W pierwszej połowie nie potrafili znaleźć sposobu na Jaya Cutlera. Ale w drugiej Eli Manning podał na TD do Sterlinga Sheparda, a zwycięstwo przypieczętował Landon Collins kolejnym kluczowym INT. Jeśli jeszcze nie braliście go pod uwagę jako DPOY, to lepiej zacznijcie. Giants wygrali piąty mecz z rzędu. Finisz NFC East zapowiada się pasjonująco.

4. Piąty mecz z rzędu wygrała również ta drużyna:

Udało im się zepsuć debiut #1 tegorocznego draftu, czyli Jareda Goffa. Goff zagrał jak należałoby się spodziewać po debiutancie. Kilka błysków, ale ogólnie zagubiony jak dziecko we mgle. Słabiej od Case’a Keenuma nie będzie. Jeff Fisher również zapisał się w historii:

Jeśli skończy sezon swoim firmowym 7-9 to niestety zabraknie mu jednej porażki, by objąć samodzielne prowadzenie w tej klasyfikacji. Na marginesie Landry potrzebował 412 spotkań, by osiągnąć swój wynik, Fisherowi starczyło 335, czyli prawie pięć sezonów mniej.

5. Siódmą wygraną w ośmiu ostatnich meczach odnieśli Oakland Raiders, którzy w Mexico City pokonali Houston Texans. Raiders mają w tym sezonie bilans 6-1 w meczach rozstrzygniętych różnicą jednego przyłożenia lub mniejszą. To oznacza, że w rzeczywistości mogą być nieco słabsi, niż wskazywałby ich świetny bilans 8-2, ale i tak trzeba ich traktować jako kandydatów do wygrania słabej w tym roku AFC. O drodze, którą przebyli z dna na szczyt w zaledwie kilka lat gościnnie w piątek napisze Kamil Słonka z serwisu Raider Nation Polska. Już teraz serdecznie zapraszam na ten tekst.

6. Cleveland Browns są coraz bliżej, by stać się drugą drużyną od wprowadzenia 16-meczowego sezonu zasadniczego, która zakończy go bez zwycięstwa. Tym razem przegrali ze Steelers, a ich młody rozgrywający Cody Kessler nabawił się drugiego wstrząśnienia mózgu w tym sezonie i niewykluczone, że będzie to jego ostatni mecz w tym roku. Browns mają również wątpliwy zaszczyt bycia pierwszą drużyną w tym roku, która straciła jakiekolwiek matematyczne szanse na playoffy. Kibice Steelers powinni zacząć się poważnie niepokoić o swoją ofensywę. Atak prowadzony przez Big Bena, który zdobywa zaledwie 167 jardów górą przeciwko takiemu rywalowi?

7. Kansas City Chiefs przegrali trzeci raz w ostatnich 20 meczach sezonu zasadniczego. Porażka u siebie z Tampa Bay na pewno boli, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło: to spotkanie nie ma znaczenia w większości tiebreakerów. Tyle że najpierw trzeba wygrać na tyle spotkań, by tiebreakery w ogóle weszły do gry.

8. Vikings się przełamali i wygrali z Cardinals. Lions wymęczyli wygraną z Jaguars. W efekcie w Święto Dziękczynienia te dwie drużyny spotkają się w walce o prymat w NFC North z bilansem 6-4. Packers, mający dwie wygrane mniej, już się w tym wyścigu nie liczą.

9. Nieważne jak układa się sezon Titans i Colts. Andrew Luck zawsze ma patent na drużynę z Nashville. nie inaczej było również tym razem, choć ekipa z Indianapolis musiała sięgnąć głębiej do playbooka:

10. Auć

11. Po przegranej z Bills Bengals nie uratują już swojego sezonu i najprawdopodobniej po raz pierwszy od sześciu lat zabraknie ich w playoffach. Co gorsza RB Giovanni Bernard doznał zerwania więzadła ACL, a AJ Green naderwał mięsień dwugłowy uda. Odkąd Bengals wydraftowali Greena, przegrali wszystkie mecze, które ten reciver opuścił, choć podobno Green ma jeszcze wrócić w tym sezonie.

NFL, tydzień 10: Klasyki międzykonferencyjne

Coraz mniej słyszymy o flagach, cieszynkach, przemocy domowej i tym podobnych, a coraz więcej o futbolu. To znak, że powoli zbliżają się playoffy, a ostatnia kolejka przyniosła kilka spotkań z intensywnością na poziomie postseason. A w dwóch szlagierach górą NFC.

 

Zakurzony klasyk

Dallas Cowboys i Pittsburgh Steelers trzykrotnie mierzyli się w Super Bowl. To jedyny taki przypadek w historii. Co prawda to dość zamierzchła historia. W latach 70-tych dwukrotnie wygrali Stalowi, a w 1996 r. (sezon 1995) zwyciężyli Kowboje (ciekawostka: MVP tamtego meczu został DB Larry Brown, który w trzech kolejnych sezonach zagrał tylko 16 spotkań i skończył karierę). Niemniej oba kluby to utytułowane firmy. Sześć wygranych Super Bowl Steelers stawia ich na pierwszym miejscu w historii, pięć triumfów Cowboys to drugi wynik (ex-equo z 49ers). W XXI w. to raczej Steelers walczyli o najwyższe cele, Cowboys nie mogli nawiązać do wspaniałej tradycji lat 90-tych. Jednak spotkania tych drużyn wciąż były zacięte. Trzeba sięgnąć aż do 1997 r., by znaleźć starcie tych drużyn rozstrzygnięte równicą wyższą niż jedno posiadanie piłki. Ezekiel Elliott miał wtedy dwa lata.

W niedzielę dostaliśmy mecz na miarę największych klasyków. Choć Cowboys są w gazie, a Steelers mieli problemy, to miał być ten mecz, który przetestuje, z czego zrobieni są gracze z Dallas. Zwłaszcza, że Pittsburgh miał wreszcie zagrać w pełnym składzie, z Benem Roethlisbergerem i Le’Veonem Bellem w pełni sił.

Siedem zmian prowadzenia, z czego cztery w czwartej kwarcie. Trzy przyłożenia w ostatnich dwóch minutach meczu. Efektowne akcje dołem i górą. Może miłośnicy obrony nieco się rozczarowali, bo zdecydowanie dominowały ofensywy, ale to był mecz, który należy pokazywać wszystkim, którzy nie rozumieją jak można jarać się „rugby w zbrojach”. W drugiej połowie w 10 posiadaniach 7 zakończyło się punktami, a 5 przyłożeniami.

Zaczęło się od mocnego uderzenia gospodarzy. Sack-fumble na Prescotcie i przyłożenie Le’Veona Bella. Fumble było typowym błędem debiutanta. Prescott zdecydowanie za długo trzymał piłkę w rękach, mimo że znajdujący się dwa jardy od niego TE Jason Witten czekał niekryty na podanie z miną mówiącą wyraźnie „Młody, oddaj mi tę piłkę i nie rób nic głupiego”. Cowboys odpowiedzieli FG, Steelers kolejnym przyłożeniem (po obu zagrali nieudane podwyższenia za 2 pkt.) i wydawało się, że gospodarze kontrolują ten mecz.

I wtedy:

Ezekiel Elliott nietknięty do pola punktowego. To temat, który będzie powracał. Ale zwróćcie uwagę, jak kapitalnie została rozegrana ta akcja. Zmyłkowy jet sweep, który zasysa na prawo połowę obrony Steelers, wzorcowo zblokowany screen (ten obrońca wyrzucony za linię boczną poczuł się pewnie jak wykopany po pijaku z klubu) i fenomenalne przyspieszenie Elliotta.

Obrona Steelers nie miała odpowiedzi na o-line Cowboys i nie miała odpowiedzi na Elliotta. Linia Dallas robiła kolosalne dziury, ale Elliott świetnie je wykorzystywał. Kiedy na boisku pojawiali się Alfred Morris i Lance Dunbarr ofensywa nie wyglądała tak dobrze. Ale najbardziej imponuje mi w Elliotcie jego gra w ochronie rozgrywającego. Rzadko zdarza się debiutant na pozycji RB, który rozumie jak należy blokować pass rush i potrafi to zrobić. To powoduje, że Elliott stanowi niezwykle wszechstronną broń, znacznie bardziej niż niedomagający w tym względzie Adrian Peterson.

To nie znaczy, że Steelers złożyli broń. Na 209 jardów Elliotta (114 run, 95 pass) 134 jardami odpowiedział Bell (57 run, 77 pass). 408 jardów górą wykręcił Big Ben. Antonio Brown złapał podania na 154 jardy (choć ok. 1/3 z tego przy rozpaczliwej próbie powrotu w ostatnich 10 sekundach, gdy Cowboys bronili jedynie pola punktowego).

Jednak tego dnia byli po prostu bezradni wobec o-line Cowboys. W ostatnich dwóch minutach Elliott zdobył dwa przyłożenia biegowe, w obu obrona Pittsburgha nawet go nie dotknęła. O ile w pierwszym przypadku można się zastanawiać, czy Steelers przypadkiem nie pozwolili mu na zdobycie punktów, by zachować jak najwięcej czasu, o tyle drugie przyłożenie na 9 sekund przed końcem należy pokazywać na wszystkich klinikach trenerskich w części poświęconej grze biegowej. RT i RG kompletnie zawalili prawą stronę obrony, C po prostu zmiótł linebackera, a LT zrobił naleśnik z Ryana Shaziera, który do ułomków nie należy. TE #89 (Gavin Escobar) zabezpieczał lewe skrzydło, a Elliott miał przed sobą tylko trawę.

Na nic kapitalna 75-jardowa seria Steelers, która zajęła 1:13. Cowboys odpowiedzieli 75-jardową serią w 0:33.

Z całym szacunkiem dla Elliotta i Prescotta, którzy grają na miarę ogromnych oczekiwań (Elliott) i zdecydowanie powyżej oczekiwań (Prescott). Ale bez tych kapitalnych liniowych obaj debiutanci mieliby znacznie trudniejsze życie. Wyobrażacie sobie Elliotta z 1000 jardów w dziewięciu meczach za o-line Vikings?

 

Karma is bitch?

I znów mecz Seattle Seahawks – New England Patriots kończy się na jard od pola punktowego. I znowu przegrywają ci, którzy nie potrafili się wbić z tak niewielkiej odległości. Trzeba było biegiem…. eee, zaraz?

Jeśli nie widzieliście przechwytu Malcolma Butlera na linii pola punktowego, który dwa lata temu rozstrzygnął Super Bowl między tymi drużynami, to najwyraźniej wasz pierwszy kontakt z futbolem amerykańskim. (Nowicjuszy odsyłam do wpisu: Super Bowl 2015: Czwarty pierścień Brady’ego). Do dzisiaj wielu fanów wypomina Seahawks, że grali wówczas podanie, a nie bieg. Patriots zrobili odwrotnie. Na cztery próby z dwóch jardów lub bliżej zagrali trzy akcje biegowe. Nic z tego.

Najpierw QB sneak Toma Brady’ego zdobył tylko 1 jard. Pół jarda dołożył LeGarette Blount, którego dosłownie centymetry dzieliły od czwartego przyłożenia w meczu. Przy kolejnym QB sneaku Brady zgubił piłkę. I wreszcie nieudane podanie do Gronka w pole punktowe. Czy TE Pats był przytrzymywany przez Kama Chancellora? Można dyskutować, ale jeśli potrzebujesz czwartej próby, żeby wbić się do pola punktowego z  dwóch jardów w takiej sytuacji, to nie masz co narzekać na sędziów.

Wygrana Seahawks jest tym bardziej imponująca, że Pats wydawali się nie do zatrzymania. Widać jednak wyraźnie, że ekipa z Nowej Anglii będzie potrzebowała nieco czasu, by poukładać defensywę po oddaniu Jamiego Collinsa do Browns. Jak na zdyscyplinowaną zwykle grupę, podopieczni Matta Patricii popełnili za dużo prostych błędów. Zbyt często gubili się w kryciu, co pozwalało Russellowi Wilsonowi na dalekie podania. Ponadto nie potrafili wygenerować stałej presji na rozgrywającego i to mimo, że o-line Seattle nie należy do najlepszych w NFL.

Nietypowo niezgrabnie spisywała się też ofensywa Patriots. Co prawda Brady znów zaliczył sporo kapitalnych podań, a obaj TE dominowali. Bennett zaliczył 102 jardy, a Gronk złapał podania „tylko” na 56 jardów, ale wymusił kilka kluczowych przewinień, a jego ostatni chwyt w czwartej kwarcie należał do najlepszych w sezonie. Tyle że to nie wystarczyło, bo uparcie forsowana gra dołem nie dawała najlepszych efektów. Dziwnie to brzmi w sytuacji, gdy Blount zaliczył trzy przyłożenia, ale poza tym nie za wiele mu wychodziło. Do tego swój pierwszy INT w sezonie rzucił Brady (kompletnie nieudany rzut do nikogo), a Edelman zgubił kluczowe fumble w czwartej kwarcie. O ostatnich akcjach pisałem już wcześniej.

Seahawks zagrali bardzo solidny mecz. Widać, że jak zwykle nabierają rozpędu w miarę postępów sezonu. Wilson chyba jeszcze nie jest w pełni zdrowy, ale urazy nie dokuczały mu aż tak bardzo jak w poprzednich meczach i powoli wraca do wielkiej formy. Defensywa może nie zatrzymała zupełnie ataku Pats, ale Brady do tej pory grał jak w Maddena na kodach. W niedzielę był tylko człowiekiem.

 

Tydzień w skrócie:

1. Cóż to był za mecz! W Superdome Drew Brees i jego Saints do końca walczyli z faworyzowanymi mistrzami NFL z Denver. W końcówce udało im się wyrównać po kapitalnej serii ofensywnej i brakowało im tylko podwyższenia do objęcia prowadzenia na niespełna półtorej minuty przed końcem meczu. I wtedy wydarzyło się coś, czego nie sposób opisać. To trzeba zobaczyć.

Czy gracz Broncos wyszedł za linię boczną? Gdyby nie jego białe buty, wiedzielibyśmy na pewno. Kibice Saints twierdzą, że wyszedł, kibice Broncos że nie. Oceńcie sami. Tylko jak to możliwe, że nie ma kamery patrzącej wzdłuż linii?

2. Drew Brees co prawda nie zdołał wygrać, ale dołączył do elitarnego grona rozgrywających, którzy wykonali w karierze 450 podań na TD. Przed nim ten próg osiągnęli Brett Favre i Peyton Manning.

3. Nieco skromniejszy kamień milowy przekroczył Philip Rivers (Chargers), który podał na TD nr 300 w karierze. Jest dziewiątym QB w historii ligi, który tego dokonał (Peyton Manning, Brett Favre, Drew Brees, Tom Brady, Dan Marino, Fran Tarkenton, Eli Manning i John Elway to reszta tego elitarnego klubu). Niestety meczu przeciwko Dolphins nie będzie najlepiej wspominał. Z ostatnich 14 podań aż 4 wylądowały w rękach defensorów, walnie przyczyniając się do porażki San Diego. To chyba koniec ich marzeń o playoffach w silnie obsadzonej AFC West.

4. Do pierwszej dziesiątki w klasyfikacji wszechczasów wskoczył Ben Roethlisberger, który ma już 292 podaniowych TD w karierze. Wyprzedził tym samym Warrena Moona i Johnny’ego Unitasa.

5. Najbardziej niedoceniana drużyna w NFL? Kansas City Chiefs. Wygrali 17 z 19 ostatnich spotkań sezonu zasadniczego. Przeciwko Panthers odrobili 17 punktów straty już po raz drugi w tym sezonie i mają taki sam bilans jak Patriots (7-2), choć są za NE ze względu na gorszy bilans spotkań w ramach konferencji. Chiefs nie grają pięknie, ale wygrywają. Ciężko im będzie dociągnąć z takim bilansem do końca sezonu. Ich kalendarz: TB, @DEN, @ATL, OAK, TEN, DEN, @SD. Nawet Bucs i Titans nie wyglądają na łatwe starcia.

6. Kolejny dramatyczny finisz miał miejsce w Nowym Jorku, gdzie Giants jednym punktem pokonali Bengals. Jajami wykazał się Ben McAdoo, który zarządził konwersję 4&goal z trzeciego jarda na początku czwartej kwarty, mimo że nowojorczycy tracili tylko sześć punktów. Podanie Manninga na przyłożenie zamienił rookie Sterling Shepard i, jak się okazało, były to ostatnie punkty w meczu. Bengals z bilansem 3-5-1 są coraz dalej od szóstego z rzędu awansu do playoffs. Nadzieję daje im tylko fakt, że AFC North niespodziewanie rzuciło wyzwanie AFC South w kategorii najsłabszej dywizji w NFL. Tymczasem NFC East z Giants rywalizuje z AFC West o miano najlepszej dywizji ligi.

7. Titans po prostu roznieśli Packers. GB w pierwszej kwarcie byli bezradni w każdej fazie gry, w pozostałych trzech tylko w obronie. Marcus Mariota w pierwszej połowie miał maksymalny passer rating, a Titans zdobywali średnio 12,5 jarda na akcję. W Tennessee powoli idą w górę, a Mariota rozwija się całkiem nieźle. Spory w tym udział bardzo dobrej o-line. Tymczasem w Wisconsin czas na poważne zmiany. Packers wygrali tylko 9 z ostatnich 21 spotkań, a co gorsza grają bez wiary i bez pomysłu. Ich strategia nie może polegać na „Niech Aaron coś wymyśli”.

8. Houston Texans mają bilans 6-3, mimo że ich QB nie potrafił podać nawet na 100 jardów przeciwko Jaguars. Przeciwko Jaguars! I ta drużyna ma tylko jedno zwycięstwo mniej niż Patriots i Chiefs, a o dwa więcej niż Steelers.

9. W Birds Bowl Eagles lepsi od Falcons. Nie był to piękny mecz, ale Orły potrafiły zatrzymać Matta Ryana i jego ofensywę. Mało się o tym mówi, ale to najlepsza w tym roku obrona NFL.

10. Na uczelni Mike Evans łapał takie podania od Johnny’ego Manziela. Teraz podaje mu Jameis Winston.

11. Jeśli twoim najlepszym graczem w wygranym meczu jest punter, to żyjesz w latach 70-tych albo nazywasz się Jeff Fisher. Niezależnie jednak od oceny LA Rams i ich trenera, trzeba docenić armatę w nodze Johna Hekkera.

P.S. Możecie też docenić ten tekst lajkami i retweetami.

NFL, tydzień 9: Starcia w dywizjach

Im dalej w sezon, tym lepiej. Drużyny, ograniczone w offseason przez zapisy CBA, zaczynają się zgrywać. W efekcie wychodzi więcej ciekawych meczów, a w tej kolejce do najciekawszych należały starcia rywali z dywizji, co dodawało im dodatkowych smaczków. Czy te mecze będziemy wspominać jako kluczowe w kontekście rozstawienia przed playoffami? Całkiem możliwe.

 

Just win, baby

Zacznijmy od meczu, którego nie mogłem się doczekać. Oakland Raiders w sobotę mieli bilans 6-2. Ostatni sezon, w którym wygraliby 12 spotkań miał miejsce w 2000 r., potem było Tuck Rule Game, przegrane Super Bowl z Bucs i 12 sezonów z rzędu nie tylko bez playoffów, ale i bez dodatniego bilansu. Co prawda teoretycznie Raiders wciąż nie mogą być pewni jednego ani drugiego w sezonie 2016, ale po meczu z Broncos widać, że musiałby się zdarzyć kataklizm niespodziewanych rozmiarów, by Najeźdźcy opuścili playoffy w słabiutkiej w tym roku AFC.

Przed meczem można się było zastanawiać, czy Raiders są „for real”. Wygrywali z drużynami z ujemnym bilansem, często po dramatycznych końcówkach (jedynie z Jags zwyciężyli równicą większą niż jedno posiadanie). Dwa spotkania z zespołami z dodatnim bilansem (ATL, KC) przegrali. Ich obrona budziła spore wątpliwości (31. miejsce w rankingu Football Outsiders po 8. serii meczów), a Khalil Mack zaczął sezon dość słabo, jak na niego oczywiście. Do tego rekordowe 23 przewinienia popełnione przed tygodniem z Tampą.

Jednak po spotkaniu z Broncos nikt nie może mieć już wątpliwości, że Raiders są solidną drużyną. Może nie faworytem AFC, nawet AFC West nie leży jeszcze podbita u ich stóp. Mogą jednak zupełnie realnie myśleć o wygraniu dywizji i wolnym w pierwszej rundzie playoffów, co przez ostatnią dekadę stanowiło nawet nie science-fiction, ale fantasy w najgorszym gatunku.

Przed meczem z Raiders, Broncos dysponowali drugą obroną ligi (wszystkie dane w tym segmencie za Football Outsiders, chyba że zaznaczam inaczej). Jednak była to głównie zasługa obrony podaniowej, napędzanej przez pass rush Vona Millera i kapitalną secondary pod wodzą Aquiba Taliba. QB ich rywali mieli najsłabszy w lidze passer rating 63,5. W obronie biegowej sytuowali się na 14. lokacie, choć i tak grali 11,7% lepiej od przeciętnej ligowej obrony przeciwko grze dołem.

Co zrobili Raiders? Po prostu przebiegli się po rywalach. Szalejący w poprzednich meczach Derek Carr tym razem podawał krótko, ale skutecznie (20/31). Zaliczył zaledwie 184 jardy, ale to wystarczało. Kluczem była gra dołem. Trzej RB Oakland potrzebowali zaledwie 38 biegów, żeby przebiec 211 jardów (ponad 5,5 jarda/bieg). O-line Najeźdźców dominowała nad cenioną d-line Broncos, a Latavius Murray zanotował 114 jardów i 3 przyłożenia.

W tym sezonie drużyny NFL grają w ataku podanie i bieg niemal idealnie w proporcjach 60/40. Przed tym meczem Raiders grali górą ponad 62% ofensywnych snapów (i to bez uwzględniania sacków). Przeciwko Broncos biegali w 58% akcji.

W efekcie pass rush Broncos nie miał czasu, by rozwinąć skrzydła, bo albo musieli bronić przeciwko biegowi albo Carr szybko pozbywał się piłki z rąk. Rozgrywający Oakland został uderzony tylko dwa razy.

Jednak najważniejszą różnicą w stosunku do poprzednich meczów była obrona Raiders. Oczywiście nikt nie pomyli ich z Broncos 2015, ale w Oakland nie potrzebują aż takiej zapory. Gra biegowa Denver zupełnie nie istniała (33 jardy w 12 próbach), a Trevor Siemian wyraźnie się gubił i nie potrafił posłać do celu nawet połowy podań. Po słabszym początku sezonu przebudził się Khalil Mack. W niedzielę zaliczył dwa sacki, wymusił fumble i zbił podanie, a nie wszystkie jego dokonania da się pokazać w statystykach. W ostatnich dwóch spotkaniach Mack zanotował cztery sacki, w pierwszych siedmiu meczach sezonu zaledwie trzy.

Jeśli coś może martwić fanów z Czarnej Dziury, to postawa ich kopacza. Od 2012 r. Sebastian Janikowski nie może odnaleźć formy. Tym razem spudłował z 48 jardów, a ze skutecznością z pola na poziomie 72,2% znajduje się w ogonie ligi i ponad 11 pkt. proc. pod ligową średnią.

Raiders nie mogą czuć się jeszcze zwycięzcami dywizji. Znajdują się w najtrudniejszej dywizji w AFC, a kluczowe mecze (z Chiefs i Broncos) grają na wyjazdach. W tej sytuacji pół zwycięstwa przewagi nad Chiefs i jedno nad Broncos może zniknąć błyskawicznie. Ale po raz pierwszy od dawna to reszta dywizji musi gonić Raiders, a przyszłość maluje się w jasnych barwach.

 

Moment przełomowy dla Giants?

Niebieska część Nowego Jorku nie mogła być zadowolona z dotychczasowego przebiegu sezonu. Niby Giants byli nad kreską, ale w dywizji, w której nad kreską są wszyscy, to nie cieszy aż tak mocno. Defensywa, na którą latem Giganci wyłożyli ciężkie miliony, wciąż nie grała na miarę oczekiwań, a fatalna postawa o-line sprawiła, że Eli Manning więcej czasu spędzał umykając przed pass rusherami niż szukając reciverów. Nawet fakt, że jako jedyni w tym roku pokonali Cowboys, stanowił marną pociechę. Ale w niedzielę poczynili spory krok ku playoffom, gdy pokonali u siebie Philadelphię Eagles.

Orły przystępowały do tego meczu jako obrona nr 1 NFL w rankingu Football Outsiders. Wg DVOA ich obrona podaniowa grała aż 34,4% lepiej niż przeciętna defensywa w NFL. Ale teraz ich rankingi na pewno spadną. Lepiej chroniony Eli Manning podał na cztery przyłożenia. Dystrybuował piłkę bardzo szeroko. Aż ośmiu reciverów Giants zaliczyło przynajmniej jedno złapane podania, a sześciu złapało przynajmniej trzy piłki. W statystykach zostaną mu zapisane dwa INT, ale żadne nie było jego winą. Przy pierwszym Odell Beckham dał sobie wyszarpnąć piłkę z rąk, przy drugim Eagles złapali podbite przez Connora Barwina podanie.

Manning zagrał nieźle, ale game ball należy się obronie. Od samego początku dobrze działał pass rush, który siedmiokrotnie uderzył Carsona Wentza. Już w pierwszej kwarcie rozgrywający Eagles pod presją d-line Giants dwukrotnie podał w ręce obrońców, co pozwoliło nowojorczykom wyjść na prowadzenie, którego nie oddali do końca meczu.

Nie można powiedzieć, by obrona gospodarzy stanowiła zaporę nie do przejścia, bo Orły dość skutecznie zdobywały kolejne jardy w ataku. Problemem był zwłaszcza TE Zach Ertz. Ale kiedy trzeba było, defensywa stawała na wysokości zadania. W pierwszej połowie dwa razy zdołali zatrzymać Philly we własnym red zone w sytuacjach 4&short, a kiedy w samej końcówce Eagles przechwycili piłkę na połowie nowojorczyków i dostali jeszcze jedną szansę na zwycięstwo, obrona Giants nie pozwoliła na zdobycie przyłożenia.

Sytuacja w dywizji daleka jest od rozstrzygnięcia, choć Cowboys wydają się na dobrej drodze do pierwszego miejsca nie tylko w dywizji, ale i w całej konferencji. Giants mają ciekawy kalendarz, bo w czterech ostatnich kolejkach aż trzykrotnie grają w ramach NFC East. Pozostaje pytanie o realną siłę Eagles, którzy zaczęli bardzo dobrze, ale przegrali cztery z pięciu ostatnich meczów. Wygrywają dość wysoko, przegrywają różnicą najwyżej siedmiu punktów, ale bilans wynosi .500. Oni również kończą trzema meczami w dywizji w czterech ostatnich kolejkach, ale wszystkie trzy grają u siebie.

 

Stracone szanse Vikings

Jak szybko zmienia się sytuacja w NFL. Miesiąc temu wydawało się, że Vikings w cuglach wygrają NFC North. Po trzech porażkach z rzędu już niczego nie można być pewnym, zwłaszcza że Vikings sami strzelają sobie w stopę.

Do rangi symbolu urasta sytuacja z początku drugiej kwarty, gdy Chad Greenway przechwycił podanie Matta Stafforda. Vikings dostali piłkę w red zone Lwów. Następnie w trzech akcjach… stracili 22 jardy. Jak to możliwe? Dwie kary, bieg na -4 jardy i 9-jardowy sack na Samie Bradfordzie. Skończyło się puntem.

To drugi przypadek od 1998 r. gdy drużyna dostała piłkę w red zone przeciwnika i kończy serię ofensywną puntem. Poprzednia miała miejsce w 2011 r., a tego „wyczynu” dokonali St. Louis Rams pod wodzą… Sama Bradforda, a jakże.

Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że Bradford nie był taki zły w tym meczu. Uniknął strat, podawał ze skutecznością 77,5%, a na koniec czwartej kwarty poprowadził piękną, 79-jardową serię ofensywną, która zakończyła się przyłożeniem. Wyprowadził drużynę na 3-punktowe prowadzenie i zostawił Mattowi Staffordowi tylko 23 sekundy bez przerw na żądanie. To wystarczy tylko na „Zdrowaśkę”, prawda?

Nieprawda. Jakimś cudem Stafford, mistrz wychodzenia z sytuacji bez wyjścia, zdołał w 23 sekundy wykonać dwa celne podania na w sumie 35 jardów, a następnie zatrzymać zegar „spikiem” i dał szansę na wyrównanie swojemu kickerowi Mattowi Praterowi, który trafił na dogrywkę z 58 jardów. A w dogrywce Stafford dostał piłkę i było po wszystkim. 5/6, 73 jardy, DPI na 13 jardów i podanie na TD do Goldena Tate’a. Game over.

„Nie płacą mi za wykonywanie kopnięć, tylko za trafianie kopnięć” podsumował trafnie po meczu Prater. Nie może tego o sobie powiedzieć jego vis a vis. Blair Walsh najpierw trafił w słupek przy extra poincie, a potem jego kopnięcie z pola zostało zablokowane przez Lions. W dniu, kiedy przez całe cztery kwarty obie drużyny toczyły wyrównany bój, to właśnie błędy Vikings sprawiły, że przegrali wydawałoby się wygrany mecz.

 

Tydzień w skrócie:

1. Mecz na szczycie miał też miejsce w AFC North, ale to akurat dywizja, gdzie nikt nie wygrał więcej niż połowy meczów. Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że Ravens pokonali Steelers i objęli prowadzenie w dywizji. W ataku Pittsburgha coś się zacięło. Szkoda, bo jeszcze dwa tygodnie temu wydawali się faworytami co najmniej do finału AFC. Za całe podsumowanie meczu może również wystarczyć ten onside kick Steelers:

Żeby zachować uczciwość muszę dodać, że Chris Boswell zrobił coś podobnego na uczelni i wówczas efekt był zgoła odmienny.

2. W tym tygodniu Monday Night Football okazała się wreszcie ciekawa, Seahawks po zaciętym meczu pokonali Bills, ale niestety nie obyło się bez kontrowersji. Pod koniec drugiej kwarty miała miejsce zadziwiająca sekwencja. Przy kopnięciu z pola Bills Richard Sherman wystartował zdecydowanie za wcześnie i „skosił” kopacza rywali. Z nieznanych przyczyn sędziowie nie uznali tego za „niepotrzebną brutalność” i ukarali Shermana jedynie flagą za spalony. Ponieważ wijącemu się z bólu kopaczowi trzeba było udzielić pomocy medycznej, musiał zejść z boiska na jedną akcję i nie mógł kopać. Bills wykonali „spike”. Tyle że potem dostali 5-jardową karę za opóźnianie gry, która wniknęła z tego, że sędziowie… nie pozwolili im wykonać snapu. Po odmierzeniu kary kicker Bills spudłował. Dan Blandino, szef sędziów NFL, przyznał, że „zebry” się pomyliły. Najpierw Sherman powinien dostać 15 jardów, a przed drugim kopnięciem zegar odmierzający czas do rozpoczęcia akcji powinien być wyzerowany. Bills stracili trzy punkty i prawie stracili kickera. Całą sekwencję możecie obejrzeć tutaj.

3. Akcja idealnie opisująca cały sezon Jaguars:

4. Melvin Gordon został wybrany w zeszłorocznym drafcie z #15 przez San Diego Chargers. Po nie najlepszym sezonie debiutanckim dostał etykietę „niewypału”. Ale ten sezon pokazuje, że z oceną zawodników trzeba poczekać trochę dłużej. Przeciwko Tennessee Titans zaliczył w sumie 261 jardów. To drugi tegoroczny wynik po 300 jardach Julio Jonesa, a składają się na niego 196 jardy dołem i 65 po złapanych podaniach. W zeszłym roku Gordon nie zaliczył ani jednego TD. W tym roku ma ich już 11 i prowadzi w NFL w tej kategorii. Tyle że Chargers grają w AFC West, więc w playoffach raczej nie zadebiutuje.

5. Problemy ofensywne Green Bay Packers w pigułce. Druga kwarta, 11:59 do końca. Aaron Rodgers posyła długą piłkę na środek boiska, Jordy Nelson ma kilka kroków przewagi nad obrońcą, ale nie może dojść do piłki. Dlaczego? Bo zamiast sprintem, biegł swoją ścieżkę truchtem, najwyraźniej przekonany, że do niego piłka w tej akcji nie trafi. Następny snap. Rodgers posyła perfekcyjną, przeszło 50-jardową bombę na lewe skrzydło do Jeffa Janisa, który ma przed sobą tylko trawę i pole punktowe. Piłka wpada mu idealnie w ręce. Tyle że wypadła równie szybko jak wpadła. A Indianapolis Colts wywieźli z Lambeau Field zasłużone zwycięstwo.

6. Co prawda Chip Kelly nie zwojował wiele jako trener w NFL, ale w niedzielę przypomniał nam, że potrafi myśleć nieszablonowo.

Co tu się wydarzyło? Saints mieli piłkę i 8 sekund do końca pierwszej połowy, a więc czas na jeszcze jedno podanie i potem ewentualne kopnięcie z pola. Na miejscu Kelly’ego też nie dowierzałbym swojej defensywie. Co zrobili 49ers? Powalili wszystkich reciverów na linii wznowienia akcji. Oczywiście posypały się flagi, ale Saints stracili bezcenne cztery sekundy i musieli kopać.

7. Jay Ayai z Dolphins nie został pierwszym RB w historii ligi z trzema meczami z rzędu na ponad 200 jardów. Przeciwko Jets zaliczył „tylko” 111 jardów. Szkoda.

8. Fani w LA domagają się Jareda Goffa. Jeff Fisher pozostaje nieugięty. Jest w tym jakaś metoda. Kiedy wreszcie zechcą go wywalić, zawsze może powiedzieć: „Naprawdę chcecie zaburzyć rozwój przyszłego filaru swojej drużyny?”. Gdyby już teraz okazało się, że #1 tegorocznego draftu jest beznadziejny, straciłby świetną wymówkę. Na marginesie – Rams mają już bilans 3-5 i wymarzone 7-9 oddala się coraz bardziej,

9. Tych Saints naprawdę fajnie się ogląda. Mark Ingram wybiegał 158 jardów w 15 próbach, a Drew Brees ma odbudowaną stajnię solidnych młodych reciverów. Szkoda, że nie zobaczymy ich w playoffach, ale jeśli twoja obrona pozwala Colinowi Kaepernickowi na podanie na 398 jardów, to po prostu nie zasługujesz na granie w styczniu.

10. Zaczyna się ten czas w sezonie, gdy trzeba zarwać całą noc, albo przegapić mecz kolejki. Za tydzień w ostatnim niedzielnym meczu Seahawks wizytują Patriots w pierwszym spotkaniu obu drużyn od Super Bowl 2015.

NFL, tydzień 8: Wielka draka w NFC

NFL ma swoje problemy: spadająca oglądalność, problemy z bezpieczeństwem graczy na boisku, głośne sprawy przemocy domowej. Ale za takie weekendy jak ostatni kochamy tę ligę. Jedna niespodzianka goniła drugą, a wiele z tego co, jak nam się wydawało, wiemy już o tegorocznej NFC, możemy wrzucić do kosza.

 

NFC East

Jeszcze niedawno była to najsłabsza dywizja w NFL. Teraz całkiem prawdopodobne, że stali się najmocniejszą. A na pewno jedyną, w której wszystkie cztery drużyny są na plusie.

Zaczęło się od drugiego remisu w tym roku. Tym razem w Londynie, który po raz pierwszy był świadkiem dogrywki w NFL, a także remisu w futbolu amerykańskim. Złośliwi oczywiście od razu zaczęli żartować, że londyńczycy pewnie do tej pory nie rozumieją, czemu nie było karnych.

Dwa remisy w jednym sezonie NFL przydarzyły się po raz pierwszy od 1997 r. Co ciekawe wówczas również w tym drugim meczu grali Washington Redkins. Ale żarty na bok. Redskins i Cincinnati Bengals stworzyli naprawdę ciekawe widowisko. Był to zdecydowanie najlepszy z tegorocznych spotkań NFL na brytyjskiej ziemi. I znów nawalili kickerzy. Tym razem kopacz Redskins spudłował w dogrywce z 34 jardów (czyli właściwie przestrzelił podwyższenie).

Obiegowa opinia głosi, że kickerzy w tym roku spisują się wyjątkowo słabo. Jaka jest prawda? Jak na razie w tym sezonie kopią ze skutecznością 83,7%, z czego trzech (Adam Vinatieri z Colts, Greg Zuerlein z Rams i Justin Tucker z Ravens) ma stuprocentową skuteczność tak z pola, jak z podwyższeń. Poprzednie lata?

2016 – 83,7%
2015 – 84,5%
2014 – 84%
2013 – 86,5%
2012 – 83,9%
2011 – 82,9%

Trudno tu mówić o jakiejś widocznej regresji. Rok może nieco słabszy, ale percepcja wynika głównie z dużej liczby pudeł w kluczowych momentach. Tak jak w niedzielę w Londynie czy nieco później w meczu Raiders – Buccaneers.

Warto jednak nadmienić, że i Bengals nie wydawali się specjalnie zainteresowani wygraną w dogrywce. Andy Dalton zaliczył rzadko spotykane fumble przy QB sneaku w okolicy środka boiska. Po czym Redskins przejęli piłkę i od razu zaliczyli OPI, żeby przypadkiem nie musieć się znowu stresować postawą własnego kickera.

W meczu na szczycie w dywizji spotkali się Philadelphia Eagles i Dallas Cowboys. Wydawało się, że Eagles zrobili wszystko, żeby zatrzymać rozpędzony atak Kowbojów. Utrzymali Ezekiela Elliotta poniżej 100 jardów biegowych i poniżej 4,5 jarda/próbę po raz pierwszy od pięciu spotkań. Dak Prescott wreszcie wyglądał jak debiutant, a nie doświadczony weteran. Rzucił fatalny INT w red zone, a byłby rzucił drugi, gdyby nie bardzo przytomne OPI Terrance’a Williamsa, który powalił na ziemię szykującego się do przechwytu obrońcę.

Tyle że, jak mawiał były premier Rzeczpospolitej, mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy. A Eagles skończyli fatalnie. Na siedem minut przed końcem mieli piłkę w zasięgu FG z siedmiopunktowym prowadzeniu. Wystarczyło kopnąć (a w tym meczu obaj kickerzy mieli 100%) i zwiększyć przewagę do dwóch posiadań. Tyle że Wentz zgubił snap, a kiedy go podniósł, podał do flatu Darrena Sprolesa na -6 jardów. Zamiast kopać z 54 jardów, Doug Pedersen postanowił puntować. Od 1994 r. kickerzy w NFL trafiają z 54 jardów ze skutecznością 53,4%. Pedersen postanowił zagrać na pozycję na boisku i złożyć mecz w ręce defensywy. Zrozumiałe, gdyby stawiał niedoświadczonego QB Dallas przed 2 min. drill bez timeoutów. Ale Cowboys mieli siedem minut. Wystarczyło im 3,5 minuty, a w dogrywce w pierwszym posiadaniu rozstrzygnęli mecz.

Czwartymi do brydża są New York Giants, którzy w ten weekend odpoczywali. W tej chwili faworytami dywizji są Cowboys, którzy mają dwa zwycięstwa przewagi nad Giants i Eagles oraz 2,5 nad Redskins.

Ale każda z tych drużyn ma poważne słabości. W przypadku Cowboys to krótka ławka i potencjalne zamieszanie, gdy wyzdrowieje Tony Romo (choć ostatnie komentarze Jerry’ego Jonesa sugerują, że Cowboys oficjalnie nie dadzą mu medycznego zielonego światła, by uniknąć kontrowersji). Giants mają problemy z o-line i nieskuteczny pass rush. Eagles grają nierówno i za mocno zależą od special teams. Z kolei Redskins mają stosunkowo wąski skład i Kirka Cousinsa, po któym nigdy nie wiadomo czego się spodziewać.

Zapowiada się pasjonująco.

 

NFC North

Kiedy wydawało się, że Vikings są faworytami nie tylko dywizji, ale wręcz konferencji, oni w tak fatalnym stylu przegrywają z dołującymi Bears. Porażka z Eagles tydzień temu nie stanowiła wielkiego powodu do niepokoju, co najwyżej sygnał ostrzegawczy. Ale klęska w Chicago obnaża wszystkie słabości Minnesoty, na czele z o-line. Sam Bradford nie należy do najbardziej odpornych na ciosy zawodników, a przez ostatnie dwa tygodnie zebrał koszmarny łomot. Ofensywa nie daje rady górą i nie daje rady dołem.

W mediach słychać narzekania na obronę. Ale tak naprawdę defensywa Vikings zagrała całkiem poprawnie. Jasne, było słabiej niż w poprzednich meczach, ale to dlatego, że Wikingowie przyzwyczaili nas do kosmicznego standardu. Stawiana w trudnej sytuacji przez słabą ofensywę, obrona kilka razy faktycznie pękła, ale nie było aż takiego dramatu. Jak ja bym chciał, żeby defensywa Packers grała takie „słabe” mecze co tydzień. Najbardziej może niepokoić dość anemiczny pass rush, mimo że Bears grali bez obu podstawowych OG.

Vikings mają przed sobą ciężki listopad (dwa razy Lions, Redskins i Cardinals). Jeśli nie wymyślą, jak naprawić o-line (czy to personelem czy schematem) mogą skończyć miesiąc w okolicy 50%.

Na to tylko czyhają Packers, którzy mieli wielką szansę odrobić część strat. Nadzieli się jednak na Matta Ryana, który w kluczowym momencie zmontował 3,5 min., 11-zagarniowy, 75-jardowy drive na 1-punktową wygraną. Dla kibiców Packers to oczywiście frustrujące, jak zawsze gdy przegrywa się jednym punktem. Jednak w sytuacji, gdy Serowym brakowało w tym meczu dwóch podstawowych WR, dwóch najlepszych RB, trzech najlepszych CB i Claya Matthewsa, większość fanów taki wynik przed meczem brałaby w ciemno.

Najbardziej pozytywny jest fakt, że przebudziła się ofensywa. Może obrona Falcons nie należy do najgroźniejszych w lidze, ale GB zostali zmuszeni do przebudowy konserwatywnego, skostniałego playbooka wobec problemów z personelem i wyszło im to na dobre. Aaron Rodgers zagrał prawie jak za dawnych dobrych czasów. Dzięki jego podaniom kluczowe role odgrywali zawodnicy, o których nawet w Green Bay mało kto słyszał, czyli Geronimo Allison oraz Trevor Davis (obaj złapali po TD). Co prawda 6,5 jarda/podanie to dalej nie powód do dumy, ale Rodgers podawał skutecznie, precyzyjnie i w trudnych sytuacjach umieszczał piłkę tam, gdzie tylko jego reciver mógł to złapać.

Packers mają przed sobą dwa potencjalnie lżejsze mecze (Colts i Titans), gdzie ofensywa powinna mieć trochę swobody. Ale kończą listopad spotkaniami z Redskins i Eagles, a tam będą już potrzebowali defensywy.

W podsumowaniu 7 tygodnia w NFL chwaliłem Matta Stafforda. Tymczasem jego Lions przegrali z Texans pod wodzą Brock Osweilera. Stafford zagrał najsłabszy mecz od dawna, ale trudno winę zwalać całkowicie na niego. Jak na razie każde zwycięstwo Lions to heroizm Stafforda w ostatnich minutach i game winning drive w czwartej kwarcie. Cztery wygrane w sumie 11 punktami i porażki z Titans, Texans i Bears wskazują, że może to być słabsza drużyna niż ich bilans.

No i wreszcie Bears, których niespodziewanie pobudził powrót Jaya Cutlera. Ale nie róbcie sobie zbytecznych nadziei, fani Chicago. Cutler powróci do swoich baboli, a każde zwycięstwo oddala Was od wysokiego wyboru w przyszłorocznym drafcie.

 

NFC South

Po zwycięskim podaniu Matta Ryana do Mohameda Sanu, fani Falcons odetchnęli z ulgą. Sezon Atlanty niepokojąco zaczynał przypominac zeszłoroczny: dobry start, cztery wygrane z rzędu, a potem upadek. Czy drużyna podniosłaby się mentalnie, gdyby osłabieni Packers zafundowali im trzecią porażkę z rzędu?

Najważniejsze dla drużyny ze stanu Georgia jest zdrowie Julio Jonesa, który podkręcił sobie kostkę i przez drugą połowę meczu z GB wyraźnie utykał i nie złapał ani jednej piłki. Falcons potrafią wygrywać, gdy Julio łapie mało piłek, ale nawet wtedy działa jak magnes na DB rywali, dając więcej miejsca kolegom. Jeśli będę musieli sobie radzić bez niego, będzie ciężko.

Na ile stać Buccaneers? Wygrali z Falcons, przegrali z Rams. Jameis Winston potrafi błysnąć nieprawdopodobnym podaniem, a potem ma problemy z precyzją rzutów. Właściwie wszystkie wskaźniki sytuują ich gdzieś w okolicy ligowej średniej.

Tymczasem zaskoczyli New Orleans Saints, którzy pokonali Seattle Seahawks. Co prawda drużyna, która ma w składzie Drew Breesa, jest zawsze niebezpieczna, ale mimo to mało kto stawiałby na nich przeciwko Rybołowom. Czy Saints mogą się jeszcze włączyć do walki o playoffy? Wątpię. Ich fatalna obrona przegra zbyt wiele meczów, w których Brees nie będzie idealny. Ale za to będzie się ich fajnie oglądało :)

No i zostają Panthers. Zeszłoroczni mistrzowie NFC, którzy dopiero co wygrali drugi mecz w sezonie. Co prawda przed dwoma laty też długo nie potrafili się rozpędzić, by wreszcie awansować do playoffów, ale tym razem bilans 7-9 może nie wystarczyć. Defensywa Panter nie może opierać się wyłącznie na dwójce środkowych linebackerów, zwłaszcza że secondary ulepiona jest z patyczków i śliny z przewagą tego drugiego.

A poza tym nie mogę znieść myśli, że będę musiał oglądać paskudne stylizacje Cama Newtona jeszcze w playoffach.

 

NFC West

Gdzie te czasy, kiedy NFC West była najlepszą dywizją w NFL? 49ers przykuwają uwagę jedynie dzięki swojemu rozgrywającemu, który zajmuje się swoją misją społeczna, a nie futbolem. Na LA Rams prowadzonych przez Jeffa „7-9” Fishera szkoda nawet strzępić język (klawiaturę?).

Pozostają dwie drużyny. Drużyny, które są w potężnym kryzysie, co najlepiej pokazał ich remis 6:6 tydzień temu, który stał się jednym z najdziwniejszych pokazów obustronnej ofensywnej impotencji w ostatnich latach w NFL.

W przypadku Seahawks nietrudno znaleźć przyczynę. Jest nią zdrowie Russela Wilsona, a właściwie jego brak. Rozgrywający Seattle ma kilka różnych urazów, które poważnie ograniczają jego mobilność. W połączeniu z fatalną grą o-line sprawia to, że po prostu nie ma w swojej dyspozycji tej magicznej improwizacji, która tyle razy wyciągała jego drużynę z kłopotów. No ale jeśli starterem na LT jest gość, który nie był starterem od podstawówki… Nie, nie starterem na LT. George Fant, bo o nim mowa, to ex-koszykarz, który postanowił spróbować futbolu na ostatnim roku studiów i zagrał kilka snapów jako… tight end i w special teams. Przed tym sezonem nigdy nie grał w o-line!

W  tej sytuacji trudno się dziwić, że ofensywa Seahawks zdołała sprawić, że obrona Saints wyglądała na agresywną i niebezpieczną formację. Fakt, że w zwycięstwie nieco pomogli Świętym sędziowie, którzy przegapili ewidentne OPI Williego Sneada (#83)…

…i nie tylko to jedno. Ale akurat Seahawks mają najmniej powodów, żeby narzekać na sędziowanie.

Nieco bardziej złożony jest problem Cardinals. Przede wszystkim Carson Palmer gra zdecydowanie słabiej niż w ostatnich dwóch sezonach, a w ofensywie Bruce’a Ariansa bardzo dużo zależy od dyspozycji rozgrywającego, nawet biorąc poprawkę na wagę QB w futbolu amerykańskim jako takim. Jednak to nie tylko Palmer. Cała ofensywa ma problemy. Łącznie z tym, że Larry’emu Fitzgeraldowi zdarza się upuszczać podania.

Cardinals na powierzchni trzyma ich defensywa, czwarta w rankingu Football Outsiders (choć po uwzględnieniu niedzielnego meczu z Panthers pewnie osuną się w zestawieniu), ale to też nie jest tak agresywna, nieprzyjemna obrona z ostatnich lat. Na domiar złego znów urazu doznał Tyrann Mathieau.

W tej sytuacji NFC West stała się „brzydkim kaczątkiem” NFC. Ale pamiętajmy, co z brzydkiego kaczątka wyrosło. Wystarczy, żeby Wilson doszedł do siebie i Seahawks znów będą piekielnie niebezpieczni.

 

The Patriot Way

W 2003 r. po magicznym sezonie 2001 w Nowej Anglii pozostały już tylko wspomnienia. W 2002 r. Patriots nie wygrali nawet 10 spotkań i nie zagrali w playoffach. Na pięć dni przed startem sezonu 2003 Bill Belichick niespodziewanie zwolnił Lawyera Milloy, jednego z liderów defensywy. Na inaugurację sezonu Pats przegrali 31:0 z Buffalo Bills (do dziś najgorsza porażka w trenerskiej karierze Belichicka). Co gorsza w Buffalo grał Milloy, a ofensywę prowadził Drew Bledsoe, którego przed dwoma laty ze składu wygryzł wybrany w szóstej rundzie draftu chłopak nazwiskiem Brady. Po meczu media zgodnie orzekły, że drużyna zbuntowała się przeciwko trenerowi i przypomniano mu poprzedni nieudany epizod w roli trenera Browns. Co było dalej? Dwa tytuły mistrzowskie z rzędu, seria 21 meczów w sezonie zasadniczym bez porażki i masa innych sukcesów.

Dziś już nikt nie kwestionuje „The Patriot Way”, która mówi, że żaden zawodnik nie jest ważniejszy niż drużyna. Poza Milloyem na własnej skórze poczuli to tak zasłużeni gracze jak Willie McGinnest, Wes Welker, Richard Seymour, Randy Moss czy Vince Wilfork. Jednak poniedziałkowa wymiana, w której Pats oddali do Browns LB Jammiego Collinsa za wybór kompensacyjny z trzeciej rundy, wzbudziła niemałe zdumienie i niedowierzanie.

Collins to znakomity linebacker nowego typu: atletyczny, potrafiący kryć reciverów, ale też grać przeciwko biegowi i blitzować. Jeden z najlepszych na swojej pozycji w NFL. Dlaczego więc Pats go oddali?

Jak zwykle w przypadku Belichicka korzyści długoterminowe przeważają nad krótkoterminowymi. Collins był jedną z czterech młodych gwiazd defensywy, którym po sezonie kończą się kontrakty. Chandler Jones został wymieniony już przed sezonem. Zostali jeszcze Dont’a Hightower i Malcolm Butler i oni zapewne dostaną nowe umowy. Ale przecież oddanie Collinsa osłabia Pats, którzy są głównymi faworytami do Super Bowl. Czy nie lepiej byłoby poczekać, pozwolić mu odejść za darmo i tak czy inaczej wziąć kompensacyjny wybór z trzeciej rundy?

No cóż. Po pierwsze nie możemy zakładać, że byłby to wybór z trzeciej rundy. Według Overthecap.com na 2017 r. trzecia runda zostanie przyznana drużynom, które straciły wolnych agentów, którzy podpisali nowe umowy na co najmniej 9 mln/rok. W przypadku linebackerów, którzy nie są pass rusherami, są to absolutnie topowe pieniądze. Bobby Wagner, Luke Kuechly, Thomas Davis. Być może Collins wynegocjowałby pieniądze na tym poziomie. A być może Pats musieliby się zadowlić pickiem z czwartej rundy.

Po drugie, od Browns dostali pick z draftu 2017, a nie 2018, jak byłoby w przypadku wyboru kompensacyjnego za Collinsa.

Na decyzję NE na pewno wpływ miał też Elandon Roberts. Nie znacie? To poznacie. Tegoroczny pick Pats z czwartej rundy. Zawodnik o bardzo podobnym stylu gry i parametrach fizycznych co Collins. Wybrany zapewne jako jego potencjalny następca, dał się już w tym sezonie poznać z bardzo dobrej strony. Wydawało mi się, że Pats zrezygnują z Hightowera i Collins będzie grał w duecie z Robertsem. Okazuje się, że Roberts będzie zamiennikiem, a nie partnerem Collinsa.

Znacznie bardziej wątpliwa jest ta wymiana z punktu widzenia Browns. Dostają Collinsa na osiem meczów i tak straconego sezonu. Być może będą chcieli podpisać z nim długi kontrakt i uczynić filarem defensywy. Ale powiedzmy sobie szczerze, będą musieli przepłacić, bo z Cleveland futboliści raczej uciekają. Do tego GM Sashi Brown znany jest raczej z kumulowania wyborów, a nie oddawania w wymianach. Oczywiście, teraz mają prawo ekskluzywnych negocjacji z Collinsem, którego nie mieliby w marcu. Ale czy to naprawdę było warte picku z końcówki trzeciej rundy?

Niewątpliwie najgorzej wyszedł na tym Collins. Trafił z najlepszego zespołu NFL do najgorszego. Nawet jeśli trafi wiosną na rynek, to fakt, że Belichick tak bezceremonialnie się go pozbył, będzie odstraszał potencjalnych kupców. Trener Patriots pokazał już nie raz, że nawet gdy wszyscy uznają go za wariata, on wie co robi.

Ale co by nie mówić, Collinsa będzie mi w Pats brakowało.

Tydzień w skrócie:

1. Josh Norman, którego A.J. Green kilka razy ośmieszył, po meczu stwierdził, że sędzia był do bani. <sarkazm> A poza tym to mu się paznokieć złamał i on w ogóle nie wie czemu Green jest taki niedobry i na niego nie zaczekał. </sarkazm> Jak patrzę na gościa na boisku i słucham poza boiskiem, to rozumiem czemu Panthers woleli grzebać w odrzutach, niż dać mu 100 mln.

2. Problem z oglądalnością? Zaplanować mecz Raiders w prime time zamiast cyrku Titans-Jaguars. Tym razem Raiders potrzebowali dogrywki, żeby uporać się z Bucs. Ale czego tam nie było! 513 jardów Dereka Carra (rekord klubu). 23 kary przeciwko Raiders (rekord NFL). Niecelne FG, które mogłyby rozstrzygnąć mecz (z obu stron). I wreszcie Jack del Rio po raz kolejny pokazał jaja i wygrał mecz udaną konwersją 4&4.

W cztery lata Raiders przebyli drogę od drużyny z bagnem w składzie i salary cap po drużynę, która za tydzień gra mecz na szczycie AFC West przeciwko Broncos. Będzie się działo!

3. Rob Gronkowski złapał swoje podanie na TD numer 69 i został samodzielnym liderem drużyny w tej klasyfikacji. Przeciwko Bills zaliczył taż kilka innych kamieni milowych

4. Pozostając w temacie Patriots: ktoś ma wątpliwości jak bardzo wkurzony wrócił Tom Brady? Jeśli utrzyma obecne statystki, zanotuje najlepszy sezon w historii ligi właściwie w każdej kategorii: passer rating, QBR, ANY/A (adjusted net yards per attempt) i jeszcze paru innych. Tylko 9% wskaźnik TD byłby na drugim miejscu. Dobra, czas zejść na ziemię. Aż tak dobrego sezonu nie będzie miał. Już przeciwko Bills tylko przytomność umysłu Juliana Edelmana i Chrisa Hogana uratowała go przed dwoma INT. Ale jeśli utrzyma formę, to mimo opuszczenia czterech pierwszym meczów będzie poważnym kandydatem do MVP.

5. Andre Johnson postanowił przejść na emeryturę. Ten sezon w Titans i poprzedni w Colts miał mało udane, ale przez pierwszych 12 w barwach Texans należał do najlepszych WR w NFL. Jest posiadaczem wszystkich rekordów klubu na tej pozycji. I to z dużą przewagą nad konkurencją. Jest 10. w historii NFL w liczbie jardów po złapanych podaniach, 9. w liczbie złapanych podań, 15. w liczbie jardów na mecz. Za pięć lat będzie kandydatem do Hall of Fame, ale brak sukcesów w playoffach może go utrzymać poza tym elitarnym bractwem.

6. No Fun League

Ale na poważnie to flaga za naruszenie nietykalności sędziego jak najbardziej się należała, niezależnie od polityki NFL na temat „cieszynek”. I to mimo że wszyscy, łącznie z sędzią, mieli ubaw z tej sytuacji.

P.S. Ja tak ściskam laptopa po każdym Waszym lajku i retweecie, więc do dzieła!

NFL, tydzień 7: Nie ma niepokonanych

W tym roku staruszkowie w Dolphins ’72 mogą otwierać szampany już w październiku. Dla tych mniej obeznanych z futbolowymi urban legends wyjaśniam: drużyna Miami Dolphins z sezonu 1972 to jedyna ekipa w historii NFL, która zdobyła Super Bowl nie przegrywając ani jednego meczu przez cały sezon. Legenda głosi, że co roku po porażce ostatniej niepokonanej drużyny, emeryci z tamtej drużyny zbierają się gdzieś i otwierają szampana, świętując fakt, że pozostaną jedyną niepokonaną drużyną w historii NFL.

O niepokonanych Delfinach i tych, którzy byli najbliżej, by im dorównać pisałem w tekście W pogoni za idealnym sezonem

Tym razem ostatnimi niepokonanymi byli Minnesota Vikings z Samem Bradfordem na rozegrani, którzy pojechali do Filadelfii na mecz z Eagles pod wodzą Carsona Wentza, którzy po świetnym początku sezonu złapali zadyszkę i przegrali dwa mecze z rzędu. Gdybym napisał to zdanie w lipcu, pomyślelibyście, że jestem zdrowo pijany, co? :)

Wróćmy jednak do października. Na boisku od początku dominowały defensywy. O ile w przypadku Vikings nie stanowiło to zaskoczenia, o tyle aż tak dobra postawa obrony Orłów stanowiła dla ich fanów miłą niespodziankę. Już w pierwszej kwarcie zobaczyliśmy pięć serii z rzędu, które zakończyły się stratami. Dwa INT rzucił Wentz, jedno dołożył Bradford (na marginesie – dzięki temu jedyną drużyną bez rzuconego INT w tym sezonie pozostają Patriots), obie drużyny straciły też po jednym fumble. Na pierwsze punkty trzeba było czekać do dziesiątego posiadania i początku drugiej kwarty, gdy Blair Wlash kopnął celnie z pola dla Vikings.

Przełomem okazała się następna akcja, kiedy Josh Huff wykonał 98-jardowy powrót na TD po kickoffie. To było dopiero drugie takie przyłożenie w sezonie w całej lidze i najdłuższa akcja powrotna w tym roku. Od tej pory Eagles kompletnie dominowali.

Warto też zwrócić uwagę na decyzję Douga Pedersona po tym przyłożeniu. Podczas kopania podwyższenia kicker Eagles został sfaulowany. Pederson postanowił przyjąć karę i zagrać za 2 pkt. z jednego jarda (normalnie gra się z drugiego, po karze odmierza się połowę dystansu). Jeśli czytaliście mnie wcześniej to wiecie, że uwielbiam agresywny playcalling i ta decyzja to miód na moje kibicowskie serce. Komentatorzy amerykańscy co prawda marudzili, że jeden jard w takiej sytuacji nie powinien robić różnicy w podejmowaniu decyzji. Jednak od 2010 r. akcje (bez kopnięć z pola) zaczynające się 2 jardy od pola punktowego zakończyły się przyłożeniem w 40,6% przypadków (538/1325). Kiedy przeniesiemy punkt startowy jeden jard bliżej, skuteczność rośnie do 53,3% (1224/2298). Innymi słowy granie za dwa z 1 jarda statystycznie zawsze jest dobrą decyzją (100 podwyższeń za dwa ze skutecznością 53,3% da 106,6 pkt, czyli więcej niż stuprocentowe kopnięcia za 1).

Nie wiem czy to powrót po kickoffie czy agresywna decyzje Pedersona i udane podwyższenie natchnęły Eagles. Ale od tej pory to Orły dominowały, choć nie można powiedzieć, by ich ofensywa jakoś świetnie działała. Niemniej to oni zdobywali punkty, a Vikings nie.

Kluczowa była różnica w o-line. Carson Wentz nie zaliczy tego meczu do najbardziej udanych, ale nie został zasackowany ani razu i otrzymał tylko dwa legalne uderzenia. Tymczasem Sam Bradford był właściwie non stop pod presją. Eagles zaliczyli sześć sacków i aż 16 QB Hits. Brandon Graham powalił Bradforda na ziemię aż sześciokrotnie. W efekcie Bradford zagrał jak za najgorszych dni w St. Louis. Jego QBR wyniosło zaledwie 7,6, a passer rating 71,6.

Od kopnięcia z pola w drugiej kwarcie do połowy czwartej kwarty, gdy było już po meczu, Vikings mieli zaledwie dwie serie ofensywne, w których zaliczyli 20 jardów lub więcej. Pierwsza skończyła się sack-fumble na Bradfordzie, co umożliwiło Eagles na zdobycie punktów przed przerwą, a druga nieudaną konwersją 4&1 na 6 jardów od pola punktowego Philly.

Ten mecz nie oznacza, że Vikngs nagle się rozsypią albo że ich wcześniejsze wygrane były dziełem przypadku. Wikingowie to drużyna, która zapracowała na swój bilans, która wciąż dysponuje świetną obroną, ale która ma spore problemy, które musi rozwiązać. Kluczowym jest ochrona Sama Bradforda, który po prostu rozpadł się pod presją.

Może to być problematyczne. O-line, już wcześniej wskazywana jako potencjalna słabość drużyny, musi sobie radzić w mocno eksperymentalnym zestawieniu, bo obaj tackle trafili na listę kontuzjowanych. Minnesota ma ograniczone pole manewru ze względu na mało miejsca pod czapką płac. Co prawda można tam zrobić nieco miejsca, ale kosztem problemów w kolejnych latach. W akcie desperacji Vikings ściągnęli Jake’a Longa, który w 2008 r. był #1 w drafcie. Long zagrał przeciwko Eagles, ale po licznych kontuzjach jest już tylko cieniem atlety, który kiedyś poszedł z „jedynką”. Na poniższym filmiki Long jest na LT i ta akcja dość dobrze podsumowuje jego występ w tym spotkaniu.

Na szczęście dla fanów z Minneapolis Wikingowie mają trochę czasu, żeby dojść do siebie. W przyszłym tygodniu mają w kalendarzu Bears, co w tym roku jest niemal równoznaczne z bye weekiem. Powinni tez popracować nieco nad Laquonem Treadwellem, którego wzięli w tegorocznym drafcie z #23. Jak na razie młody WR pojawił się na boisku w 34 snapach w całym sezonie i nie złapał ani jednej piłki.

Tym czasem obrona Eagles stanie przed znacznie trudniejszym testem. W ramach Sunday Night Football jadą do wypoczętych po bye weeku Dallas Cowboys.

 

Najlepszy słaby mecz w historii

„Best bad game”, „So bad it was even funny”. Spotkanie Seattle Seahawks z Arizona Cardinals było komedią omyłek, słabej gry i meczem, który nie powinien się przydarzyć dwóm czołowym ekipom w lidze. A do tego mecz skończył się remisem, bo przez 75 minut gry obie drużyny nie były w stanie zdobyć nawet jednego przyłożenia.

Remis to dość rzadki wynik w NFL, ale wcale nie taki niespotykany. Odkąd w 1974 r. w NFL wprowadzono dogrywki, remisami skończyło się 21 spotkań, z czego w tej dekadzie już cztery. Tylko raz zdarzyło się, by drużyny nie zdołały osiągnąć 10 punktów. Po raz pierwszy zdarzył mecz z dogrywką bez choćby jednego przyłożenia.

Do tego zablokowane kopnięcie z pola, zablokowany punt i ta nieprawdopodobna końcówka dogrywki. Najpierw Chandler Catanzaro, kicker Cardinals trafił w słupek z 24 jardów. W tej dekadzie przy kopnięciach z pola z odległości poniżej 25 jardów kickerzy mają skuteczność 97,5% i to z uwzględnieniem kopnięć zablokowanych. Dla Catanzaro było to pierwsze w karierze pudło z odległości mniejszej niż 30 jardów. Gdyby trafił, byłoby po meczu.

A tak szansę dostali Seahawks, którzy przemaszerowali 70 jardów tylko po to, żeby Steven Hauschka przestrzelił z… 28 jardów. Warto wspomnieć, że tydzień wcześniej przeciwko Falcons Hauschka spudłował z 29 jardów, więc coś tu jest na rzeczy.

Paradoksalnie dla Seahawks to „zwycięski remis”. Cardinals to jedyny zespół w dywizji, który stanowi dla Seattle realne zagrożenie (Rams skończą tradycyjnym 8-8, a 49ers już myślą o przyszłym sezonie). Seahawks zdołali utrzymać po wyjazdowym meczu przewagę dwóch wygranych. Bruce Arians może mieć spore pretensje do swojej ofensywy, która dominowała, ale nie potrafiła zamienić tego na punkty. Cardinals zaliczyli 23 pierwsze próby przy 11 Seahawks. W jardach prowadzili 443-257. Byli przy piłce ponad 46 minut przy niespełna 29 Seahawks. David Johnson był kilkanaście centymetrów od zdobycia decydującego przyłożenia.

Jednak Seahawks wytrzymali i Cardinals muszą liczyć na ich potknięcia.

 

Tydzień w skrócie:

1. Z notatnika statystyka:

  • Adam Vinatieri pobił rekord NFL, wykonując 43 celne kopnięcie z pola z rzędu. Seria trwa, więc pewnie wyśrubuje jeszcze ten rekord. Za dwa miesiące kończy 44 lata. Biorąc pod uwagę jego fenomenalną karierę, należy się spodziewać, że będzie pierwszym kopaczem w Pro Football Hall of Fame. Tak jakoś za 27 lat, bo wiek emerytalny w Stanach wynosi 66 lat.
  • Jay Ajayi, RB Miami Dolphins, znów wybiegał ponad 200 jardów. To czwarty RB w historii ligi, który przekroczył 200 jardów w dwóch meczach z rzędu. Jeśli uda mu się to ponownie za dwa tygodnie przeciwko Jets (Dolphins mają teraz bye week) będzie pierwszym, który dokona tego trzy razy z rzędu.
  • Widoki Drew Breesa na kolejny mistrzowski pierścień są mizerne, więc zajmuje się głównie kolekcjonowaniem kolejnych rekordów. W niedzielę został pierwszym graczem w historii ligi, który zaliczył 100 meczów z 300 jardami podaniowymi lub więcej.
  • Drew Brees ma też aktywną serię 41 meczów z rzędu z 200 jardami górą lub więcej, ale tu nie prowadzi. Rekordzistą NFL w tej kategorii został Matt Ryan, dla którego mecz przeciwko Chargers był 46. takim meczem z rzędu. Wyprzedził tym samym Dana Foutsa, który w latach 1980-83 zanotował 45 takich spotkań z rzędu. Co ciekawe Drew Brees osiągnął taki wynik w 84 z ostatnich 85 spotkań. Ten jeden mecz, który przerwał mu serię miał miejsce w grudniu 2013 r., a „winowajcą” była zmierzająca po mistrzostwo defensywa Seahawks
  • New England Patriots mają już siedem meczów z rzędu bez rzuconego INT. Najdłuższa taka seria (wliczając playoffy) należy do zeszłorocznych Kansas City Chiefs. Alex Smith nie rzucił INT w dziewięciu meczach z rzędu. Co ciekawe Tom Brady miał już dłuższą serię. Na koniec sezonu 2010 zaliczył osiem spotkań z rzędu bez podania w ręce rywali (przy okazji podał na 23 przyłożenia).

2. Wszystkich, którym wydaje się, że Packers przemogli się w ofensywie, polecam oderwanie się od statystyk i obejrzenie meczu. Fakt, Aaron Rodgers wreszcie podał na ponad 300 jardów, ale trudno oczekiwać, żeby tego nie zrobił, skoro wykonał aż 59 podań. W tej dekadzie mieliśmy 33 przypadki, że QB wykonał 59 podań lub więcej i tylko dwóch nie przekroczyło przy tym 300 jardów. Rodgers momentami łapał właściwy rytm, pomogło granie Ty Montgomerym jako hybrydą WR/RB. Jednak WR dalej nie potrafili uwolnić się od krycia, schemat ofensywny Packers im w tym nie pomaga i jedynym sposobem na skuteczną ofensywę jest błyskawiczne podanie do tego recivera, któremu DB zostawili kilka jardów wolnego. Na Bears wystarczyło. Dalej będzie gorzej.

3. Już czas zacząć poważnie rozważać Landona Collinsa z Giants jako kandydata do nagrody defensywnego gracza roku. Jego dwa przechwyty i efektowny 44-jardowy powrót na TD były ozdobą nudnej jak flaki z olejem drugiej części tryptyku londyńskiego. Collins ma jak na razie 57 tackli, 2 INT i 2 sacki z pozycji SS. Jest najlepiej sackującym zawodnikiem drużyny, co swoją drogą nie świadczy najlepiej o pass rushu nowojorczyków.

4. Powrót Brocka Osweilera do Denver wypadł tak, jak można się było spodziewać. Najpierw kibice wygwizdali rozgrywającego Texans, a potem dziękowali wszystkim wyznawanym bóstwom, że to nie oni płacą mu gwarantowane 37 mln w dwa lata. Texans udała się rzadka sztuka: akcje po ziemi przynosiły średnio prawie dwa razy tyle jardów co podaniowe. DeAndre Hopkins przed rokiem złapał piłki na 1500 jardów. Po tegorocznym „ulepszeniu” na rozegraniu może nie przekroczyć 900.

5. Miarą tragedii AFC South jest fakt, że Texans wciąż prowadzą w tej dywizji. Na drugie miejsce awansowali Indianapolis Colts, którzy wymęczyli zwycięstwo nad Tennessee Titans niemal wbrew własnemu trenerowi. Andrew Luck prowadził comeback, doprowadził swoją drużynę na trzeci jard przeciwnika, a tam kolejne trzy snapy to: bieg na 1 jard, bieg na 0 jardów i falstart. Na szczęście dla Pagano potem sprawy w swoje ręce wziął Luck, który podał na trzecie tego dnia przyłożenie, ale tylko Luck i special teams (Vinatieri!) trzymają tę drużynę na powierzchni.

6. Mecz na szczycie AFC zawiódł. Zastępujący Big Bena Landry Jones zagrał poprawnie, czego nie można powiedzieć o defensywie Steelers. Patriots mieli trochę problemów w drugiej i trzeciej kwarcie, ale ostatecznie dość pewnie wywieźli zwycięstwo z Pittsburgha. Le’Veon Bell próbował robić coś z niczego i momentami zdobywał jardy z fatalnie zblokowanych akcji, ale po drugiej stronie LeGarette Blount za dobrze dysponowaną o-line wyrywał średnio 5,3 jarda/bieg. Skończył ze 127 jardami i 2 TD.

7. Po cichu na kandydata do MVP wyrasta Matt Stafford. Rozgrywający Lions rozgrywa statystycznie najlepszy sezon w karierze i to mimo że pierwszy raz musi sobie radzić bez Calvina Johnsona. Ma trzeci najlepszy passer rating (za Tomem Bradym i Mattem Ryanem), jest szósty w QBR, czwarty w skuteczności podań i liczbie TD (tak w liczbie bezwzględnej jak procentowo). Co więcej to nie tylko obecny sezon, ale ostatnie kilkanaście spotkań, odkąd koordynatorem ofensywy Lions został Jim Bob Cooter. Szczegółowo analizuje to Bill Barnwell z ESPN. Co ciekawe Stafford może przejść do historii jako jeden z najbardziej produktywnych QB w dziejach ligi. Ma dopiero 28 lat. Jest starterem tylko rok krócej niż 33-letni Aaron Rodgers. Jest z tego samego rocznika co Russell Wilson i tylko rok starszy niż Cam Newton. Jeśli założymy, że będzie grał do 38 roku życia, nie przydarzą mu się kontuzje (nie opuścił meczu od 2010 r.) i utrzyma obecną średnią jardów na mecz, to poda w karierze na więcej jardów niż Peyton Manning. Już w tej chwili jest liderem wszech czasów, jeśli chodzi o średnią liczbę wykonywanych podań w meczu.

8. Karierę postanowił zakończyć RB Arian Foster. Kontuzje i „zużycie materiału” sprawiły, że już ostatnie lata w Houston miał niezbyt udane. Mimo to pozostaje jednym z najlepszych graczy NFL, których pominięto w drafcie.

9. To nie jedyne przykre pożegnanie w tym tygodniu. Oficjalnie działalność zakończył portal Halftime.pl, który nie dawał znaków życia już od września. Ogromna szkoda, bo to kolejny, po Extra Poincie i quarterback.pl ambitny projekt medium futbolowego, który zapadł się pod własnym ciężarem. W szczytowym momencie byli najlepszym medium o krajowym futbolu. Popełniłem dla nich parę artykułów, rozmawialiśmy o mocniejszej współpracy. Wiem jak ciężko w Polsce pisać o futbolu amerykańskim pro publico bono, tym większy szacun dla NFL24.pl, którzy robią to od dekady.

P.S. Jeśli chcecie wesprzeć jakieś medium futbolowe, możecie dać lajka albo retweeta.

NFL, tydzień 6: Ofensywa Packers wciąż w kryzysie

Przed rokiem wyglądało na to, że nic w ofensywie Packers nie idzie jak należy. Kontuzjowany Jordy Nelson stracił cały sezon. Eddie Lacy z nadwagą biegał znacznie słabiej niż w swoich dwóch pierwszych sezonach w NFL. Seria kontuzji poszatkowała o-line, która nie potrafiła chronić Aarona Rodgersa, ani torować drogi running backom.

Tylko cuda, których dokonywał będący pod presją Aaron Rodgers utrzymywały ten statek na powierzchni. Statystycznie był to jego najsłabszy sezon w karierze, ale żaden inny QB w lidze nie miał w zeszłym roku tylu dropów, a jego reciverzy po prostu nie potrafili uwolnić się od krycia.

Wydawało się, że sezon 2016 będzie odwróceniem tego trendu. Zdrowa linia miała nawiązać do świetnego sezonu 2014. Lacy wrócił odchudzony i w lepszej formie niż kiedykolwiek wcześniej. Jordy Nelson był gotowy od pierwszego spotkania sezonu zasadniczego. To w Packers wielu upatrywało faworyta do mistrzostwa. Tyle że ofensywa jak nie funkcjonowała, tak nie funkcjonuje. Dlaczego?

Zacznijmy od tego co w tej ofensywie dobre. Przede wszystkim faktycznie świetnie działa o-line i to mimo, że przed sezonem w Green Bay sensacyjnie zwolnili długoletniego OG Josha Sittona. Według Football Outsiders są na dziesiątym miejscu w run blocking i czternastym w pass protection (wskaźniki nie uwzględniają jeszcze ostatniej kolejki). Ich lokata w pass protection jest mocno myląca, bo FO opracowują swój wskaźnik na podstawie liczby sacków. Rodgers faktycznie często ląduje na ziemi, ale nie jest to wina o-line. Ta kupuje mu mnóstwo czasu, wręcz absurdalnie dużo. QB Packers może sobie czasem pozwolić nawet na 5-6 sekund w kieszeni bez presji. Biorąc pod uwagę, że Tom Brady czy Andy Dalton często pozbywają się piłki z rąk w czasie poniżej 2 sekund, to prawdziwa wieczność.

Do formy wrócił również Eddie Lacy. Zdobywa średnio ponad 5 jardów na bieg i pięciu spotkaniach ma już na koncie 360 jardów. Jedyny mankament – brak TD. Tyle że Lacy jest kontuzjowany. Przeciwko Cowboys ewidentnie utykał, krzywił się z bólu, ale gdy piłka trafiała w jego ręce przeskakiwał (dosłownie) nad kolejnymi defensorami Dallas i wyrywał trudne jardy. Ale nie może tak w nieskończoność.

 

O-line spisuje się znakomicie, jest skuteczna gra biegowa. W takim razie problemem musi być gra podaniowa, co wydawałoby się niemożliwe w drużynie dowodzonej przez Aarona Rodgersa. Oto trzy czynniki, które moim zdaniem najbardziej rujnują grę GB w ofensywie.

1. Playcalling.

Mike McCarthy ma ogromne zasługi w Green Bay. Fakt, że nowi, wybierani w drafcie zawodnicy są w stanie regularnie zastępować weteranów to nie tylko zasługa skautów Teda Thompsona, ale i sztabu trenerskiego McCarthy’ego, który z tych dzieciaków potrafi wydobyć potencjał. Pod tym względem sztab Packers może się równać nawet z ekipą Billa Belichicka.

Jednak kiedy przychodzi do planowania meczu i zarządzania drużyną, a zwłaszcza ofensywą, McCarthy nie daje rady. Jest to o tyle bolesne, że przecież ten sam szkoleniowiec zdobył na początku dekady sławę elitarnego playcallera, który zawsze potrafił Rodgersowi dobrać odpowiednią zagrywkę. Co prawda ja od dawna miałem zastrzeżenia do jego konserwatyzmu, ale póki miało to miejsce w ramach działającego systemu, można było na to przymknąć oko.

Teraz wygląda na to, że McCarthy kompletnie nie ma pomysłu na konstruowanie kolejnych serii ofensywnych Packers. W ich grze brakuje rytmu, nie ma big playów ani żadnych schematycznych pomysłów, które ułatwiałyby życie zawodnikom. Trudno wytłumaczyć skąd biorą się pomysły na bieganie, gdy aż prosi się o grę górą i odwrotnie. Jasne, można uznać, że chodzi o zaskoczenie rywala, ale równie często na zaskoczonych wyglądają podopieczni McCarthy’ego.

Weźmy przykład z zeszłego tygodnia. Packers są w red zone. Mają piłkę na jard od pola punktowego Cowboys i pierwszą próbę. Aż się prosi, żeby ten brakujący jard zdobył Lacy. Albo o twardą play action na Lacy’ego z przemyceniem TE gdzieś do narożnika. Albo wyizolowanie któregoś WR w corner route. Jaką zagrywkę ordynuje McCarthy? Zaplanowany bieg Rodgersa. Ja rozumiem, że Rodgers potrafi biegać. Ale to nie Cam Newton, żeby wbijać się do pola punktowego w goal line situation. Nie można wystawiać na takie ryzyko najważniejszego zawodnika w klubie wartego 20 mln rocznie. Nie wspominając nawet o fakcie, że zagrywka raczej nie wyglądała na dobrze zaplanowaną, bo kompletnie zagubiony Rodgers zgubił piłkę.

Do tego dwa razy w sytuacji 4&1 McCarthy zaordynował Field Goale. Co zrobił mając później sytuację 4&5? Zagrał czwartą próbę, co oczywiście się nie udało.

 

2. Reciverzy.

Jordy Nelson nie jest do końca sobą. Wciąż potrafi złapać trudną piłkę, a podanie Rodgersa do Nelsona w połowie czwartej kwarty wyglądało jak wyciągnięte żywcem z 2014 r. Ale poza tym reciverów Packers prześladuje plaga dropów, W niedzielę mieli trzy fumble (jeden Nelson, dwa Mongomery), z czego dwa padły łupem rywali.

Jednak co gorsza kompletnie nie mogą się uwolnić od krycia. Wiele razy w meczu z Dallas Rodgers stał w kieszeni 5-6 sekund kapitalnie kryty przez o-line i bezradnie patrzył z prawej na lewą w poszukiwaniu wolnego recivera. Tymczasem jego partnerzy sprawiali, że secondary Cowboys wyglądała, jakby grali w niej Richard Sherman, Deion Sanders, Darelle Revis i Troy Polamalu w swoich najlepszych latach.

Bez kamery All-22 trudno powiedzieć na pewno czemu reciverzy Packers nie potrafią się uwolnić, ale to problem, który było widać już w zeszłym roku. Miał to zmienić powrót Nelsona. Nie zmienił.

 

3. Aaron Rodgers.

W zeszłym roku jego słabe statystyki były pochodną słabej gry drużyny. W tym roku dokłada pełnoprawną cegiełką do problemów Packers. Oczywiście trudno podawać do reciverów, którzy nie potrafią się uwolnić od krycia, ale nie można zwolnić Rodgersa od odpowiedzialności za jego błędy. Wiele jego podań jest po prostu niecelnych.

W niedzielę miał trzy bardzo kosztowne błędy, co ciekawe wszystkie przy podaniach do Randalla Cobba. Zacznijmy od początku czwartej kwarty. Morgan Burnett przechwycił podanie Daka Prescotta jako pierwszy w NFL i Packers dostali piłkę w red zone z szansą na zmniejszenie strat do jednego kopnięcia z pola. W drugiej próbie Aaron Rodgers ma w endzone zupełnie otwartego Cobba i pudłuje o prawie pół metra.

Na tym filmiku nie widać jak bardzo otwarty był Cobb, ale miał kilka ładnych metrów wolnego miejsca. Widać natomiast świetnie, czemu Rodgers przerzucił. Zwróćcie uwagę na pass rush z prawej, który widać w ostatniej chwili. Rodgers, zamiast przenieść ciężar ciała do przodu, rzuca odchylony, żeby uniknąć pass rushera. To sprawia, że piłka szybuje poza zasięgiem Cobba. Prosty błąd techniczny.

Z kolei we wspomnianej sytuacji 4&5 na 2,5 min. przed końcem pierwszej połowy Cobb pokonał swojego obrońcę i wystarczyło wrzucić DB piłkę „za kołnierz”, by Cobb zdobył pierwszą próbę, a może nawet TD. Rodgers niedorzucił i obrońca zdołał zbić piłkę.

Trzecia sytuacja to INT Dallas. Przechwyty się zdarzają, to normalne. Ale Rodgersowi, który zawsze bardzo dbał o piłkę, nie zdarzają się takie babole. Ten przechwyt to szkolny przykład kompletnie mylnego odczytania obrony strefowej. Rodgers po prostu nie wziął pod uwagę, że ten obrońca zajmie taką, a nie inną pozycję. To błąd, którego można się spodziewać po debiutancie, a nie po dwukrotnym MVP NFL.

 

Trzeba jasno powiedzieć, że problemy Packers nie są przejściowe. Tu już nie wystarczy R-E-L-A-X. Oczywiście nic tu się nie zepsuło bezpowrotnie, to raczej kwestia kalibracji. Tyle że nie wygląda, by Mike McCarthy miał pomysł jak się za to zabrać.

 

Kto zatrzyma Cowboys?

Skupiłem się całkowicie na ofensywie Packers, ale na wielkie brawa zasługuje ofensywa Dallas. W czterech pierwszych meczach Packers nie pozwolili żadnemu rywalowi nawet na 50 jardów po ziemi. Zatrzymywali rywali średnio po dwóch jardach/próbę. Ezekiel Elliott zaliczył 157 jardów ze średnią 5,6 jarda/próbę.

Mnóstwo w tym zasługi o-line Cowboys, która otwierała mu dziury, ale kiedy już Elliott mija pierwszą linię, musi radzić sobie sam. Radzi sobie i to jeszcze jak. To już jego czwarty z rzędu mecz, w którym przebiegł ponad 130 jardów. Trzeci z rzędu ze średnią ponad 5 jardów na próbę. Jeśli utrzyma to tempo, zaliczy ponad 1800 jardów w całym sezonie. Jeśli utrzyma tempo z czterech ostatnich meczów, zaliczy ponad 2100 jardów w sezonie.

To oczywiście mało prawdopodobne, przydarzą mu się na pewno słabsze mecze, pytanie jak wytrzyma trudy dłuższego niż w NCAA sezonu, zwłaszcza że Cowboys go nie oszczędzają i dają mu średnio prawie 23 biegi na mecz. Żaden inny RB w NFL nie jest eksploatowany tak intensywnie.

Cowboys zdobyli 30 punktów na wyjeździe, na trudnym Lambeau Field, a Packers wcale nie postawili łatwych warunków. Dak Prescott zanotował dwie straty, posłał swoje pierwsze INT w NFL i defensywa Packers zrobiła swoje. Nie był to może wielki występ, ale trudno powiedzieć, by pozwolili Cowboys bezkarnie szaleć. To raczej ofensywa Dallas była tak dobra i to bez kontuzjowanego Deza Bryanta.

Jednym z cichych bohaterów był Cole Beasley, jeden z tych, o których się mówi zdecydowanie za mało. To klasowy slot reciver, gracz w typie Wesa Welkera czy Juliana Edelmana. Jego przyłożenie przeciwko LaDariusowi Gunterowi było niemal kopią przyłożenia Edelmana z SB49. Beasley nigdy nie będzie łapał efektownych piłek na „trzecim piętrze” po 40-jardowym rzucie, co potrafi Bryant. Ale jeśli potrzeba szybkiego podania o wysokiej skuteczności na pierwszą próbę, to Beasley i Jason Witten są najpewniejszymi punktami Cowboys.

Do tej pory traktowałem pytanie „czy zdrowy Romo wyląduje na ławce?” jako typowy temat dla dziennikarzy, którzy muszą czymś wypełnić czas antenowy. Teraz już nie jestem taki pewien. Dobrą analizę problemu przedstawił Bill Barnwell z ESPN, warto tylko pamiętać, że napisał to przed meczem z Packers.

Cowboys wyglądają na równie trudnych do zatrzymania jak Patriots w AFC. Ich pojedynek z Vikings na początku grudnia zapowiada się palce lizać. Pamiętajmy tylko, żeby ich przedwcześnie nie koronować. Wielu mistrzów października dopadał kryzys w grudniu.

 

Tydzień w skrócie:

1. Z notatnika statystyka:

  • Eli Manning (Giants) miał dzień jubileuszy. Przeciwko Ravens zaliczył start nr 200 w karierze (licząc w sumie sezon zasadniczy i playoffy). Podał na TD nr 300 w karierze (tu liczymy tylko sezon zasadniczy). Nie był to pierwszy jubileusz młodszego Manninga w tym sezonie – miesiąc temu na inaugurację rzucił swoje INT nr 200. Warto też zauważyć, że ma na swoim koncie 3846 celnych podań w karierze, a w niedzielę wskoczył na ósme miejsce na liście wszechczasów w tej kategorii, wyprzedzając Drew Bledsoe.
  • Jego kolega z drużyny, Odell Beckham Jr złapał podania na 222 jardy. To drugi najlepszy wynik w historii Giants i najlepszy od 1962 r. To trzeci w tym sezonie przypadek, że reciver przekracza 200 jardów w meczu.
  • Wracamy na listę celnych podań. Tu na czwartej lokacie znajduje się Tom Brady (Patriots), który przeciwko Bengals zaliczył celne podanie nr 5000 w karierze. To czwarty zawodnik w historii ligi, który tego dokonał, wcześniej udało się to Brettowi Farve’owi, Peytonowi Manningowi i Drew Breesowi. Z wciąż grających QB najbliżej tego progu jest… Eli Manning.
  • Jeśli już przy Drew Bresie (Saints) jesteśmy, to przeciwko Panthers zaliczył swój piętnasty 400-jardowy mecz w karierze i został samodzielnym liderem w tej kategorii. 14 takich spotkań ma na koncie Peyton Manning.
  • Jay Ajayi z Dolphins zaliczył 204 jardy biegowe przeciwko Steelers. To najlepszy wynik w tym sezonie, ale na liście wszechczasów nie mieści się nawet w pierwszej setce.
  • Rob Gronkowski (Patriots) przeciwko Bengals złapał podania na 162 jardy. To jego rekord życiowy. Od 1999 r. zaledwie dwunastu TE zanotowało 160 jardów w meczu lub więcej. Tylko Gronk dokonał tego dwukrotnie. Rekordzistą na tej pozycji jest Shannon Sharpe, który złapał 12 piłek na 214 jardów w barwach Broncos przeciwko Chiefs w sezonie 2002.
  • Po raz pierwszy od 2012 r. zawodnik Indianapolis Colts wybiegał 100 jardów w meczu. Po czym pobiegł na minus i stracił ten wynik. Po czym znów go odzyskał w dogrywce. Pełna historia

2. Kibice Steelers mogą być wściekli na postawę defensywy, która pozwoliła na 200 jardów Ajayiemu i na swoją drużynę, która niespodziewanie uległa słabym w tym roku Dolphins. Ale przede wszystkim na Big Bena, który znów się połamał. Rozgrywający Steelers przeszedł w poniedziałek artroskopowy zabieg kolana i nie zagra za tydzień w szlagierze przeciwko Patriots. Potem Stalowi mają bye week. O tym czy Roethlisberger wróci za trzy tygodnie dowiemy się w tym tygodniu. To już trzynasty sezon Big Bena jako startera w Pittsburghu. Tylko w trzech zagrał wszystkie 16 spotkań.

3. W barwach Broncos do gry wrócił Trevor Siemian, ale nie wyglądał lepiej, niż Paxton Lynch przed tygodniem. Mistrzowie NFL przegrali z Chargers. To dobitnie pokazuje, że tegoroczna defensywa Brocnos nie zdoła udźwignąć całej drużyny bez pomocy ofensywy.

4. LeSean McCoy może mieć sporo żalu do Chipa Kelly’ego, jeszcze z czasów wspólnej pracy obu panów w Filadelfii. Tym razem McCoy stanął w barwach Buffalo naprzeciwko prowadzonych przez Kelly’ego 49ers. Zaliczył 140 jardów po ziemi i 3 TD, a jego drużyna wygrała 45:16. 49ers grają najbardziej żałosny futbol w NFC. Po raz pierwszy w tym sezonie w ich barwach zobaczyliśmy Colina Kaepernicka. Złośliwi mówili, że Bills powinni grać hymn USA, Kaepernick na pewno weźmie wtedy „kolanko”. A na poważnie to Kaepernick był minimalnie lepszy od Gabberta. Rzucił nawet 53-jardowe TD, chociaż więcej tu zasług Torreya Smitha, który wrócił po fatalnie niedorzuconą piłkę, a potem przedarł się do endzone.

5. Carolina Panthers wygrali tylko jeden z sześciu pierwszych meczów. Po porażce z Saints w dogrywce Cam Newton wytrzymał na konferencji prasowej tylko półtorej minuty, po czym wyszedł obrażony. Tegoroczni Panthers wyglądają jak drużyna z 2014 r., tyle że tym razem mają w dywizji drużynę, która zapewne będzie miała bilans powyżej 50%.

6. Tą drużyną są Falcons, którzy po zaciekłej walce przegrali w Seatlle, co wstydu nie przynosi. Szkoda tylko, że gospodarzom pomogli sędziowie, którzy przegapili w końcówce ewidentne DPI Richarda Shermana na Julio Jonesie.

7. Jednak najbardziej żenująca decyzja wieczoru (a nawet sezonu) należała bezwzględnie do ekipy sędziującej spotkanie Giants – Ravens, którzy dopatrzyli się w tej sytuacji DPI. Dla jasności, gość w niebieskim jest tu w obronie i to rzekomo on fauluje.


8. Jacksonville Jaguars przegrywali już 0:16 w czwartej kwarcie, a jednak zdołali wrócić i wygrać przeciwko Bears. To sporo nam mówi o ekipie z Chicago. Powszechnie krytykowane Jaguary mają bilans 2-3 i jest to ich najlepszy start od 2010 roku. To z kolei sporo nam mówi o ekipie z Jacksonville.

9. Case Keenum miał statystyki 27/31, 321 yds, 3 TD, 0 INT. Grał jak natchniony, najlepszy mecz w karierze, na miarę tego jak przedstawiano go w tegorocznych „Hard Knocks”. A potem rzucił INT i Lions jednak wygrali. Dzięki temu drużyna Jeffa Fishera znalazła się na znajomej pozycji z 50% wygranych. Obronę Lions, która pozwoliła na te wyczyny Keenuma, pominę milczeniem.

10. Koniec miesiąca miodowego Carsona Wentza i NFL? Bezlitośnie blitzowany debiutant bez swojego RT nie mógł rozwinąć skrzydeł. Przeciwko Redskins posłał do celu tylko 11/22 podania na 179 jardów, a Eagles przegrali ważny mecz w ramach NFC East.

11. Vontaze Burfict to bardzo dobry linebacker, ale ze względu na wątpliwości co do jego charakteru nie został w ogóle wybrany w drafcie. W NFL zebrał już w sumie ok. 200 tys. dolarów różnych kar. Ten sezon zaczął od trzech meczów zawieszenia po brutalnym ataku na Antonio Browna z zeszłorocznych playoffów. Wygląda na to, że nic mu to nie dało do myślenia. Przeciwko Patriots najpierw niebezpiecznie zaatakował bez piłki Martellusa Bennetta („potknąłem się”, tłumaczył po spotkaniu):

a potem wygląda na to, że nadepnął na leżącego na ziemi LeGarette Blounta:

Burfict nie został ukarany za żadne z tych zagrań. Nadepnięty Blount zareagował ostro i został ukarany za niesportowe zachowanie.

12. NFLPudelek.pl: Burzliwy romans Odella Beckhama z siatką dla kickerów trwa. Najpierw wykorzystał ją publicznie za linią boczną, ale potem się oświadczył. Czyżby ciąża? Sądząc po reakcji, powiedziała „tak”.

A już na poważnie: mógłby już sobie darować, trochę się to zaczyna robić męczące.

 

P.S. Jeśli dotarliście do tego miejsca, to mam nadzieję, że zechcecie wesprzeć mnie lajkiem albo retweetem. Dzięki!