Site icon NFL Blog

Ray Lewis – symbol Baltimore Ravens

ray_lewisDzisiejszy wpis, wielokrotnie zapowiadany, poświęcę zawodnikowi, dla którego ostatnie Super Bowl było ostatnim meczem w karierze. Zawodnikowi, który stał się symbolem swojego klubu i żywą legendą footballu amerykańskiego. A jednocześnie zawodnikowi, za którym ciągnie się cień jego niejasnej i dramatycznej przeszłości.

 

Wszystko zaczęło się w połowie lat 90-tych ubiegłego stulecia, gdy Art Modell, właściciel ówczesnych Cleveland Browns, zapragnął przenieść zespół do Baltimore. Browns byli jednym z najstarszych i najbardziej zasłużonych klubów ligi, więc władze NFL nie chciały na to przystać. W końcu osiągnięto kompromis. Modell mógł przenieść swój zespół ze wszystkimi graczami i sztabem szkoleniowym, ale formalnie nie byli oni kontynuatorami starych Cleveland Browns, a zupełnie nowym zespołem. Tradycje Browns kontynuuje obecny zespół, stworzony kilka lat później od zera.

Pierwszym wydarzeniem ligowym, w którym zespół Modella wziął udział jako Baltimore Ravens, był draft 1996 r., w którym dysponowali 26. wyborem. Z 27. numerem wybierali Green Bay Packers. Byli zdecydowani wziąć linebackera z Uniwersytetu Miami, Raya Lewisa. Kiedy z 25 numerem Philadelpia Eagles wybrali OT Jermane’a Mayberry’ego, włodarze Packers przygotowali kartkę z nazwiskiem Raya Lewisa, by przekazać ją komisarzowi, gdy nadejdzie ich pora. Jednak ich szyki pokrzyżował Modell i jego Ravens.

Dziś trudno uwierzyć, że wybór Lewisa mógł budzić jakiekolwiek kontrowersje, jednak w 1996 r. skauci nie byli przekonani co do wartości tego gracza. Owszem, nikt nie kwestionował jego inteligencji i woli walki, ale obawiano się, że jest zbyt mały, by poradzić sobie na pozycji środkowego linebackera, którego głównym obowiązkiem jest powstrzymywanie szarżujących running backów. Przy okazji gracze z tej pozycji byli i są nadal uważani za jeden z mniej ważnych komponentów defensywy, co jest o tyle ciekawe, że z reguły to oni mają na kasku zieloną kropkę, oznaczającą gracza (jednego w obronie i jednego w ataku), który ma wbudowany w kask odbiornik radiowy, pozwalający komunikować się ze sztabem trenerskim.

Wróćmy jednak do Raya Lewisa. Już w pierwszym sezonie miał 110 zatrzymań (tackles), dokładając do tego 2.5 sakca i jeden przechwyt. W kolejnym liczba zatrzymań wzrosła do 184, co jest drugim najlepszym pod tym względem wynikiem w historii ligi. Szybko okazało się, że Ray Lewis wszystkie braki w rozmiarze nadrabia z nawiązką niesamowitym sercem do gry i instynktem, który pozwalał mu być zawsze we właściwym miejscu o właściwym czasie. Nowi Ravens stali się postrachem koordynatorów ofensywy w całej lidze, a ich obrona najlepszą od czasów pamiętnej formacji Chicago Bears z lat 80-tych. Jednak ich ofensywa wciąż niedomagała i Ravens nie byli w stanie wygrać Super Bowl.

 

I wówczas zdarzyła się tragedia, która zmieniła na zawsze życie Raya Lewisa. Już wcześniej jego pozaboiskowe życie nie mogło służyć za wzór (ma szóstkę dzieci z czterema różnymi kobietami), ale do tej pory trzymał się z dala od kłopotów. Po Super Bowl w 2000 r. Ray Lewis z grupą znajomych udał się do baru w Atlancie. Doszło tam do bójki, w której dwóch młodych ludzi zginęło zasztyletowanych. W bójce brała udział grupa Lewisa (najprawdopodobniej zostali zaatakowani), która po zdarzeniu uciekła z miejsca zdarzenia, a ich samochód został ostrzelany.

W śledztwie Lewis został oskarżony o zabójstwo. Nikt jednak nie był w stanie udowodnić, że zadał jakiekolwiek ciosy, ani nawet, że brał czynny udział w bójce, choć nie ulega wątpliwości, że był przy niej. W efekcie Lewis poszedł na ugodę z wymiarem sprawiedliwości. Dostał wyrok w zawieszeniu za utrudnianie śledztwa (udowodniono mu, że namawiał towarzyszy do milczenia) w zamian za zeznania przeciwko swoim kolegom. Potem rodziny zamordowanych wytoczyły mu proces cywilny, w którym poszedł na ugodę i zapłacił im nieznaną kwotę.

Lewis mógł więc wrócić na boiska, jednak łatka mordercy ciągnęła się za nim przez wiele następnych lat i do dziś wiele osób wypomina mu to wydarzenie. Jednak nawet padające z trybun obelgi nie potrafiły zatrzymać Raya Lewisa. Wręcz przeciwnie, jeszcze go mobilizowały.

 

Rok po wydarzeniach w Atlancie Ravens sięgnęli po upragniony tytuł mistrzowski, a Ray Lewis został drugim (i jak na razie ostatnim) linebackerem w historii, który został MVP Super Bowl.

W następnych latach Lewis ugruntował swoją pozycję jako być może najlepszego środkowego linebackera w historii tego sportu, a Ravens bezsprzecznie dysponowali najlepszą defensywą ubiegłej dekady. Stali się ekipą grającą ostro, często nawet brutalnie, a ich pojedynki z uwielbiającymi fizyczny football Pittsburgh Steelers stały się najchętniej oglądaną rywalizacją w NFL. W środku tego wszystkiego zawsze był Ray Lewis. Twarzą drużyny z reguły jest quarterback. W Baltimore symbolem niezmiennie pozostawał Lewis, który trwał, w przeciwieństwie do korowodu rozgrywających, który skończył się dopiero po wybraniu w drafcie Joego Flacco w 2008 r.

Przed ostatnim sezonem pojawiły się plotki, że Lewis może przejść na emeryturę. Faktycznie, dopadły go lata, zwolnił, stał się mniej efektywny, nie siał już takiego postrachu. Jednak nadal był mentalnym liderem tej drużyny i marzył o jeszcze jednym tytule mistrzowskim. W sezonie zasadniczym zagrał zaledwie sześć meczy, potem doznał poważnej kontuzji tricepsa. Wrócił na play-off, ale zapowiedział, że po nich kończy karierę. Jego koledzy z drużyny zapewniali, że wygrają dla niego. Ravens zagrali w play-offach cztery mecze, trzy poza własnym stadionem. Właściwie w żadnym, poza pierwszym, nie byli faworytem. W wygraniu z Denver Broncos pomogły im żenujące błędy rywali. Jednak potem byli po prostu lepsi od przeciwników.

Ray Lewis w Super Bowl zagrał słabo. Był zbyt wolny, za słaby i nie potrafił zdominować gry jak za najlepszych lat. Jednak we wcześniejszych meczach miał ogromny wkład w zwycięstwa. Po ostatecznym triumfie cieszył się jak dziecko, a koledzy właśnie jemu zadedykowali ten tytuł.

Lider Ravens był ostatnim graczem, który pamiętał pierwszy sezon drużyny w Baltimore. Ravens pochowali też Arta Modella, który zmarł we wrześniu 2012 r. Jednak życie toczy się dalej. Modell stworzył drużynę, która zdobyła dwa tytuły mistrzowskie w dwanaście lat, a Ray Lewis stał się jej duszą.

Lewis na pewno zamelduje się w Canton, gdzie stoi Galeria Sław NFL i to być może już za pięć lat, gdy tylko będzie można mu ten zaszczyt przyznać. Bez wątpienia to na nim wzorują się wszyscy młodzi gracze na tej pozycji.

W swojej karierze w 228 meczach zaliczył ponad 2000 zatrzymań, przeszło 41.5 sacka i 31 przechwytów. Jest jedynym graczem w historii ligi, który zaliczył w ciągu swojej kariery 40 sacków i 30 przechwytów. Ustanowił praktycznie wszystkie możliwe rekordy statystyczne na pozycji środkowego linebackera. Choć nigdy nie kibicowałem Ravens, to jednak Raya Lewisa będzie mi brakowało. Bez niego rywalizacja Patriots z Ravens nie będzie już miała tego samego smaczku.

Exit mobile version