Site icon NFL Blog

Brady górą, Packers na remis

Po dramatycznym meczu Brady wygrał dziesiąty bezpośredni pojedynek z Peytonem Manningiem. Po nie mniej dramatycznym meczu Matt Flynn stał się nieoczekiwanym bohaterem ratując remis w meczu z Packers.

 

Magiczny comeback Patriots

Jak wyliczyli statystycy ESPN, do soboty w historii NFL (od połączenia z AFL w 1970 r.) miało miejsce 490 meczów, w których jeden z zespołów przegrywał do przerwy różnicą 24 punktów lub wyżej. Tylko pięciokrotnie drużyna przegrywająca zdołała odrobić straty i wygrać (1%). Ostatnio byli to… Denver Broncos z Peytonem Manningiem, którzy przegrywali 24:0 w zeszłym roku z San Diego Chargers, a zdołali wygrać.

Do tego elitarnego grona dołączyli Patriots, którzy dokładnie taką stratę odrobili i zafundowali Broncos ich drugą porażkę w sezonie.

W zeszłym tygodniu media do przesytu eksploatowały temat pojedynków Toma Brady’ego i Peytona Manninga. Począwszy od tego, że w trzynastu dotychczasowych meczach dziewięć razy lepszy okazywał się Brady, przez historie kariery obu graczy, po różne bardziej egzotyczne porównania, jak występy obu zawodników w popularnych talk showach. Ale nie ma co się dziwić. Bez cienia wątpliwości to właśnie ci dwaj qarterbackowie tworzyli historię NFL w XXI wieku. To oni byli najlepsi, to ich rywalizacja nadawała ton lidze. Od wielu lat nie ustaje spór, który z nich jest lepszy. Moje odczucia świetnie podsumował Bill Barnwell, który napisał w sobotę: „Odpowiedź na pytanie 'Manning czy Brady?’ nie brzmi 'Manning’ ani 'Brady’. Moja odpowiedź brzmi 'tak, poproszę'”.

Niemniej jednak z dużą dozą satysfakcji muszę odnotować, że Brady wygrał dziesiąty pojedynek z czternastu dotychczasowych. Broncos i Patriots zagrali niesamowity mecz, z dwiema kompletnie różnymi połowami.

W pierwszej połowie całkowicie i w każdym aspekcie dominowali Broncos, którzy do przerwy prowadzili 24:0. W drugiej połowie Patriots zdobyli 31 punktów z rzędu, Manning i spółka doprowadzili do dogrywki, a tam niewiele brakowało, żebyśmy obejrzeli drugi tego dnia remis.

Kluczowym czynnikiem była pogoda. Na Foxborough panowało lodowate zimno, do tego bardzo silny wiatr, który miał ogromny wpływ na grę special teams (kickoffy i punty), choć, co ciekawe, nie wydawał się specjalnie przeszkadzać Brady’emu w podaniach. Mróz sprawił, że piłka była bardzo twarda, co przełożyło się na aż 11 zgubionych piłek po obu stronach.

W pierwszej połowie,  a właściwie w pierwszej kwarcie, piłki gubili głównie Pats. Najpierw wypuścił ją z rąk Stevan Ridley, potem LeGarette Blount, a wreszcie zsackowany Tom Brady. Obaj running backowie już do końca meczu grzali ławkę rezerwowych.

Powracającym tematem, nie tylko pierwszej połowy, ale i całego meczu, była kapitalna postawa linii ofensywnej Denver. W mroźnej pogodzie Broncos postanowili postawić na grę biegową. Knowshon Moreno biegł więcej razy, niż Peyton Manning podawał! W sumie akcje biegowe przyniosły Broncos 280 jardów, ponad dwa razy tyle co podania Peytona, przy imponującej średniej 5.8 jarda na próbę. Przetrzebiona kontuzjami linia defensywna Pats spisywała się do tej pory dość poprawnie, ale w niedzielny wieczór o-line Broncos po prostu ich zmiotła. Zwłaszcza center Ramirez i prawy guard Vasquez otwierali ziejące dziury, przez które swobodnie przebiegał Moreno albo któryś z jego zmienników. Jedynym, który potrafił coś na to poradzić był LB Brandon Spikes, który miał być oszczędzany ze względu na problemy zdrowotne.

Z kolei o-line Patriots w pierwszej połowie spisywała się bardzo słabo. Zwłaszcza LT Nate Soldier miał ogromne problemy z powstrzymaniem Vona Millera, który zaliczył dwa sacki, wymuszone fumble i 60-jardową akcję powrotną na TD po fumble.

W drugiej połowie obraz gry uległ kompletnej zmianie. Patriots wciąż mieli ogromne problemy z grą biegową Broncos, ale udawało im się zatrzymać rywali w kluczowych momentach, a poza tym to oni zaczęli wymuszać straty. No i do roboty wziął się Tom Brady, który po katastrofalnym początku od trzech meczów gra jak nowo narodzony. W niedzielę był zdecydowanie lepszym z dwójki quarterbacków na boisku. Zaliczył 344 jardy i 3 TD. Jednak bohaterem meczu był Julian Edelman, który złapał podania na 110 jardów i 2 TD, dokładając do tego 39 jardów w akcjach powrotnych po puntach.

W ostatecznym rozrachunku Denver zgubiły błędy w special teams. Najpierw po puncie Trindon Holliday nie złapał piłki, którą przejęli Pats w okolicy środka boiska. Do końca pierwszej połowy pozostawało pięć sekund i „zdrowaśka” Brady’ego prawie została przechwycona, ale w tej akcji urazu doznał CB gości Rodgers-Cromartie, którego brak bezlitośnie wykorzystywał w drugiej połowie Brady. Z kolei w dogrywce na trzy minuty przed końcem Patriots znów zostali zmuszeni do puntu, a Wes Welker za długo zastanawiał się co zrobić z lecącą w jego stronę piłką. W efekcie trafiła ona jego kolegę (co liczy się jako fumble), przejęli ją Patriots i po chwili kopnęli zwycięskiego field goala.

W ekipie z Nowej Anglii na wyróżnienie zasługują jeszcze Aquib Talib, który przez większość meczu wyłączył z gry Demariusa Thomasa oraz Dane Fletcher, rezerwowy LB, do tej pory rzadko pojawiający się na boisku, który dał defensywie niezbędny impuls w drugiej połowie i wymusił kluczowe fumble.

Broncos wciąż pozostają faworytami AFC West i całej AFC, zwłaszcza, że kontuzje przetrzebiły Kansas City Chiefs (więcej o tym jutro). W tegorocznym finale AFC wielce prawdopodobny jest mecz Manning vs. Brady vol. 15. Za tydzień Denver jadą do Kansas City i zwycięstwo w praktyce zapewni im pierwsze miejsce w ich dywizji.

Patriots mają trzy zwycięstwa przewagi nad resztą AFC East i teraz walczą o miejsce w pierwszej dwójce AFC i wolne w pierwszej rundzie playoffów. Jak na razie je zajmują i mają jedno zwycięstwo przewagi nad Colts i Bengals.

 

Flynn na ratunek

Biję się w piersi. Nie wierzyłem, że Matt Flynn, którego przegoniono w niesławie z trzech klubów NFL w ciągu niespełna roku, może dać coś pozytywnego Packers. Ale myliłem się. Kiedy Scott Tolzien nie wnosił do gry ofensywnej nic poza efektownym biegiem na TD (patrz niżej), trener Mike McCarthy wpuścił na boisko Matta Flynna.

Packers przegrywali już 23:7  w czwartej kwarcie, ale dzięki Flynnowi, który w półtorej kwarty i przez dogrywkę podał na 218 jardów oraz Eddiemu Lacy’emu, który zaliczył w sumie 158 jardów (110 biegiem, 48 po złapanych podaniach) zdołali doprowadzić do dogrywki. W niej wyszli na prowadzenie po field goalu, ale Vikings odpowiedzieli tym samym i już do końca meczu żadnej z drużyn nie udało się zdobyć punktów.

Packers przez dwie i pół kwarty nie potrafili nic wygenerować w ofensywie, ale zawiodła przede wszystkim defensywa. Running backowie Minnesoty biegali jak chcieli. Nie tylko Peterson, który zawsze sieje spustoszenie w szeregach Packers, ale i jego zmiennik Toby Gerhart, który w ośmiu biegach zaliczył 91 jardów co daje mu szaloną średnią przeszło 11 jardów na próbę. Co jednak ciekawe Packers niespecjalnie ustępowali w tym względzie. Ba, jako drużyna mieli wręcz minimalnie lepszą średnią jardów na bieg. Chociaż zobaczyłem to dopiero w statystykach, na boisku tak dobrze to nie wyglądało 🙂

Na domiar złego przez całą pierwszą połowę Christian Ponder wyglądał jak kompetentny quarterback. Grając większość akcji z play action rozbierał secondary Packers na czynniki pierwsze. Jedynym graczem defensywy Green Bay, który zagrał dobre zawody był Clay Matthews, który zaliczył dwa sacki i wygląda na to, że doszedł już do siebie po kontuzji dłoni.

Packers stracili ogromną szansę, bo swoje mecze przegrali niespodziewanie Lions i Bears. Zabrakło niewiele, bo pod koniec czwartej kwarty i w dogrywce Packers dwa razy byli pod polem punktowym rywali i dwa razy musieli się obejść ze smakiem, poprzestając na field goalu.

Zwycięstwo ze słabymi w gruncie rzeczy Vikings pozwoliłoby dogonić dwójkę prowadzącą w NFC North przed arcyważnym czwartkowym meczem w Detroit. Jest szansa, że zagra już w nim Aaron Rodgers, ale wątpię czy tak faktycznie się stanie. Flynn spisał się nieźle, ale zobaczymy co będzie przeciwko drużynie, która będzie się mogła przeciwko niemu przygotować. Jedno jest pewne, jeśli Packers chcą wygrać to muszą zagrać trzy klasy lepiej w obronie. Matt Stafford i Calvin Johnson to znacznie lepszy duet niż Christian Ponder i Greg Jennings, nawet jeśli tych drugich wspiera Peterson.

Vikings wciąż pętają się w ogonie ligi. W tej chwili pewnie bardziej zależy im na ogrywaniu młodych zawodników. Bardzo korzystne wrażenie zrobił na mnie rookie CB Xavier Rhodes, który zanotował kilka świetnie wybronionych podań, choć pod koniec meczu odniósł uraz, nie wiadomo na ile poważny. Cordarrelle Patterson tym razem nie zaliczył spektakularnych akcji powrotnych, ale za to był najskuteczniejszym reciverem gości z ośmioma złapanymi piłkami na 54 jardy. Vikings to ekipa, w której jest duży potencjał i jeśli mądrze wybiorą rozgrywającego w przyszłorocznym drafcie, mogą wrócić na szczyt.

 

Jutro zapraszam na omówienie reszty kolejki, w tym niespodziewanej porażki Chiefs.

Exit mobile version