Chyba na takie Super Bowl wszyscy czekaliśmy, prawda? Emocje do samego końca, nagłe zwroty akcji, nieprawdopodobne zagrania i brak pozaboiskowych kontrowersji, jeśli nie liczyć tej głupiej bijatyki na koniec. Mam nadzieję, że sporo nowicjuszy skusiło się na oglądanie, bo trudno o lepszą reklamę futbolu amerykańskiego.
Moje podsumowanie zacznę od końca, a konkretnie od decyzji Seattle, żeby podawać w sytuacji 2&goal na 1 jard od pola punktowego Pats i 26 sekund przed końcem meczu. Akcji, która, jak wszyscy wiemy, skończyła się przechwytem Malcolma Butlera i przypieczętowała wygraną NE. Która zwiększyła prawdopodobieństwo wygranej Patriots o 87 pkt procentowych z 12% na 99% (podaję za Advanced Football Analytics).
Nie wiem kto podjął te decyzję. Czy Pete Carroll, który wziął za nią odpowiedzialność, czy OC Seahawks Darrell Bevell, który pełni funkcję playcallera (wybiera i podaje przez radio zagrywki Russellowi Wilsonowi) czy może to sam Wilson zmienił akcję, choć to ostatnie wydaje mi się mało prawdopodobne. Niemniej jednak wszyscy jednogłośnie orzekli, że to fatalna decyzja, skoro ma się w składzie Marshawna Lyncha, 1 timeout i trzy próby, by wbić się do endzone. Zgodziłem się z tą interpretacją bez zastrzeżeń i przed napisaniem artykułu siadłem do bazy Pro Football Reference, żeby sprawdzić jak bardzo zła była ta decyzja. I mocno się zdziwiłem, bo decyzja się broni, przynajmniej częściowo.
Zacznijmy od tego, że w tym sezonie w NFL rozegrano 345 akcji, w których ofensywa była na 1 jard od pola punktowego. Z tego 221 to akcje biegowe (64,1%), 111 podaniowe (32,2%), 11 field goali (3,2%) i 2 „kolanka” w victory formation.
W akcjach biegowych ofensywa zdobywała przyłożenie w 58,4% przypadków (129/221). W akcjach podaniowych? 59,5% (66/111). Tak więc podanie daje średnio w NFL minimalnie większą szansę na przyłożenie! Idźmy dalej. Jednym z koronnych „zdroworozsądkowych” argumentów jest fakt, że podanie generuje większe ryzyko straty. Biegi z 1 jarda w tym sezonie skutkowały 2 straconymi fumble. To niedużo. Ale wiecie ile strat było w akcjach podaniowych? Zero! To było pierwsze INT w takiej sytuacji w sezonie.
Jak to wyglądało w przypadku Seattlle? Oni znaleźli się w takiej sytuacji tylko 9 razy w tym roku. 7 razy biegli. Russel Wilson miał skuteczność 2/2. Marshawn Lynch? 1/5. Tak, w tym sezonie Lynch pięć razy wbijał się do endzone z jednego jarda i udało mu się tylko raz. Akcje podaniowe Seahawks grali dwa razy (przed tym felernym INT) i przyniosły one jedno przyłożenie i jeden sack.
Tak więc widzicie, że decyzja nie była taka najgorsza, zwłaszcza że cały stadion, łącznie z graczami Seahawks, spodziewał się biegu. Ale to były argumenty na obronę decyzji. A co świadczy przeciwko niej?
Po pierwsze statystyki Seattle wyglądają nieco inaczej, jeśli weźmiemy pod uwagę rezultaty od 2010 r., kiedy to Pete Carroll objął drużynę. Sukces biegów wynosi tu 46,5% (20/43) z jedną stratą (fumble), a Lyncha 44,8% (13/29) z jednym fumble. Tymczasem podanie wygląda gorzej, bo dawało przyłożenie w 33,3% akcji (3/9) z trzema sackami, bez straty.
Po drugie w tym meczu Patriots w 24 biegach Lyncha tylko dwukrotnie zatrzymali go na linii wznowienia akcji i ani razu nie powalili go na stratę jardów. W 22 biegach Lynch zdobywał przynajmniej 1 jard (91,7% skuteczności).
Teraz łatwo nam mówić, że to była zła, fatalna decyzja, ale Seahawks na pewno znali te liczby i chcieli zaskoczyć Patriots. Pewnie powinni próbować innego typu podania, takiego „złapie mój gość albo nikt”, ale jak to mówią Amerykanie „hindsight is 100% perfect”, czyli w wolnym tłumaczeniu „po fakcie każdy zna rezultat”. Dalej uważam, że Seahawks powinni wbijać się Marshawnem Lynchem, ale już wiem, że nie była to taka fatalna decyzja. Choć efekty były katastrofalne.
Malcolm Butler stał się niespodziewanym bohaterem meczu. Nie miał grać zbyt często. Pojawił się dopiero w trzeciej kwarcie, gdy zastąpił fatalnie grającego Kyle’a Arringtona. Chłopak z malutkiej uczelni West Alabama, nawet nie z FBS, tylko z II Dywizji NCAA. W drafcie nikt go nie chciał, podpisał kontrakt z Patriots. W swoim debiutanckim sezonie zagrał w 11 meczach, zaliczył 15 tackli (14 solo) i wybronił 3 podania. Ot, typowy głęboki rezerwowy z końcówki składu. I nagle został wezwany na największą scenę.
Przez chwilę wyglądało na to, że Butler stanie się tłem dla kolejnego chwytu łamiącego serca kibiców Pats. O ile „Helmet Catch” czy chwyt Mario Manningahama w Super Bowl XLVI były kapitalnymi podaniami i jeszcze lepszymi chwytami (przy pewnym udziale szczęścia w przypadku chwytu Tyree), o tyle chwyt Jermaine’a Kearse’a, który zwiększył szanse Seahawks na wygraną o 54 pkt. procentowe to 90% szczęścia. Zobaczcie sami.
To właśnie Malcolm Butler krył Kearse’a w tej sytuacji i zrobił to naprawdę świetnie. Utrzymał się przy szybkim reciverze, wyciągnął się jak struna i kapitalnie wybił mu piłkę z rąk. Pech chciał, że spadła ona prosto na Kearse’a, który wykazał na tyle przytomności umysłu, by ją złapać. Wyglądało na to, że jedna z najlepszych akcji Butlera w karierze będzie mu się śniła po nocach. I nie będą to przyjemne sny.
Jednak chwilę później znów błysnął klasą. Zobaczcie jeszcze raz GIFa wyżej. W momencie podania Ricardo Lockette ma 2 jardy wolnego miejsca. Butler zareagował błyskawicznie, przepchnął recivera i przy tej potężnej kolizji utrzymał jeszcze piłkę w rękach. Wielu DB nie byłoby w stanie wybić tej piłki, a co dopiero ją przechwycić!
Zacząłem od końca, bo wciąż mam ciary na myśl o przechwycie Butlera, który na pewno wejdzie do grona najsłynniejszych akcji w historii Patriots. Teraz jednak wróćmy do początku meczu.
Patriots przygotowali na to spotkanie bardzo solidny plan ofensywny. Podstawowym celem było unikanie akcji na zero jardów i na minus. Jeśli biegali to najczęściej z ciężkich formacji (6 OL, Gronk i FB Develin), dużo krótkich podań o wysokim procencie skuteczności. W efekcie Pats zdobywali mało jardów na akcję, ale konsekwentnie i cierpliwie szli do przodu. Warto też zwrócić uwagę, że ewidentnie częścią strategii było unikanie big hitów Seattle. Reciverzy NE uciekali w aut po zdobyciu pierwszej próby albo kładli się przed nacierającym Legion of Boom. To pomogło zachować w dobrym stanie ciała i morale Edelmana, Amendoli, Vereena czy LaFella. Bo Gronk nie zamierzał się kłaść ani uciekać 😉
Trzeba przyznać, że defensywa Seahawks niczego im nie ułatwiała. Pats nie mieli ani jednego biegu dłuższego niż 10 jardów, nawet kiedy wychodzili w najcięższych formacjach.
Ofensywa Seattle kompletnie zamarła, mimo że pass rush znowu niedomagał. Pats tak bardzo bali się ucieczek Wilsona z kieszeni, że Chandler Jones i Rob Ninkovich bardziej pilnowali skraju linii niż atakowali QB Seattle. Wilson miał mnóstwo czasu na podania, ale świetnie spisywała się secondary Pats. W efekcie Wilson wykonał pierwsze udane podanie dopiero w drugiej kwarcie.
Dlaczego w takim razie po pierwszej połowie był remis? Po pierwsze błędy NE. Zaczynając od INT Brady’ego, które po prostu nie powinno się zdarzyć tak doświadczonemu graczowi. Pod presją pass rushu Tom rzucił do nikogo, na sam środek boiska. Powinien wziąć sack i trzy punkty, albo (najlepiej) wywalić piłkę za endzone. Tymczasem przyszły Hall of Famer spanikował i Jeremy Lane łatwo przechwycił podanie. Paradoksalnie jednak przyniosło to Patriots korzyść, bo Lane podczas akcji powrotnej paskudnie złamał rękę (uwaga, zdjęcie w linku drastyczne!). Mam nadzieję, że chłopak wróci do grania i życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia.
Kontuzja Lane’a sprawiła, że do formacji nickel Seattle wszedł Tharold Simon. Jego słabości bezlitośnie wykorzystywał Tom Brady, raz za razem biorąc go na cel swoich podań. Trzeba przyznać, że Simon miał znacznie lepszą drugą połowę, ale jego wejście wymusiło pewne zmiany w ustawieniu defensywy Seattle, o których napiszę za chwilę.
Kolejnym fatalnym błędem było zaspanie w końcówce. Jak można pozwolić na przyłożenie, jeśli rywal dostaje piłkę na 31 sekund przed końcem połowy na własnym 20 jardzie? Ewidentny brak koncentracji, zwłaszcza przy pierwszych dwóch biegach, a następnie katastrofalny w skutkach facemask Arringtona.
No i kolejny bohater znikąd czyli Chris Matthews. Ok, był debiutantem roku w lidze kanadyjskiej i grał w Arena Football League, ale kiedy dostał telefon od Seahawks z propozycją tryoutu, sprzedawał ciuchy w sklepie Foot Lockera. W grudniu przeszedł ze składu treningowego do podstawowego, ale do wczoraj nie miał żadnego chwytu w karierze. Tymczasem w Super Bowl złapał 4 piłki na 109 jardów i TD. Wygrywał swoim zasięgiem, ale nie tylko. Kiedy złapał kluczową piłkę na 44 jardy, która wreszcie otworzyła ofensywę Seahawks i doprowadziła do pierwszych punktów dla Seattle, pokonał swojego obrońcę już w pierwszym kroku. Kto był tym obrońcą? Oczywiście Kyle Arrington.
W przerwie kapitalny show dała Katy Perry. Muzyka kompletnie nie w moim typie, ale trzeba przyznać że wjazd na tygrysie (czy lwie, ciężko powiedzieć), rekiny na plaży i tempo przebierania się Katy robiło wrażenie. Zresztą zobaczcie sami.
W trzeciej kwarcie wyglądało na to, że już po meczu. Najpierw Seattle zdobyło trzy punkty, a Chris Matthews złapał kolejne podanie na ponad 40 jardów (znów przeciwko Arringtonowi, który po tej serii już chyba nie pojawił się na boisku). Jednak to kapitalna akcja Roba Ninkovicha, który przy 3&1 w red zone powalił Marshawna Lyncha na linii wznowienia akcji mogła być kluczowa, bo wymusiła field goal zamiast przyłożenia. Oczywiście mówienie, że to właśnie tych 4 punktów zabrakło Seattle na koniec to pewne nadużycie, ale nie da się ukryć, że to właśnie był margines porażki.
Chwilę później swoje drugie INT rzucił Tom Brady. Tym razem również była to zła decyzja, ale nie tak tragiczna jak przy pierwszej stracie. To raczej kapitalna akcja Bobby’ego Wagnera. Zobaczcie na filmiku jak obraca biodra i zmienia kierunek poruszania się niczym DB. A mówimy o gościu, który waży 110 kg przy wzroście 183 cm. Ilu LB w NFL byłoby w stanie nadążyć za tym podaniem? Dziesięciu? A przechwycić tę piłkę? Wagner, Jamie Collins, D’Qwell Jackson, może Patrick Willis i NaVarro Bowman w pełni sił, może Luke Kuechly. Jedna z najlepszych defensywnych akcji tego Super Bowl, która pewnie zostanie szybko zapomniana.
Na domiar złego dla Pats świetnie grał Michael Bennett. Seahawks przesuwali go po całej linii wznowienia akcji. Dzięki swojej szybkości z łatwością przebijał się przez o-line Pats i wywierał presję na Brady’ego. Znęcał się zwłaszcza nad centrem Brianem Storkiem, który ewidentnie nie był w 100% sprawny po kontuzji i zagrał najsłabszy mecz w ogólnie bardzo udanym debiutanckim sezonie. W tej sytuacji kluczowe stało się wstrząśnienie mózgu, którego w pewnym momencie doznał drugi pass rusher Seattle, Cliff Avril. Dzięki temu Patriots mogli przesunąć się w stronę Bennetta i niemal kompletnie go zneutralizować.
Kiedy na 12:10 przed końcem meczu Pats zaczynali kolejne posiadanie, mieli 10 punktów straty i prawdopodobieństwo wygranej na poziomie 9%. A kiedy w pierwszej akcji Bruce Irvin zsackował Brady’ego, w Seattle zapewne zaczęli już świętować. Jednak potem Tom Brady pokazał, dlaczego jest uznawany za jednego z najlepszych QB wszechczasów. W ostatnich dwóch seriach zakończonych przyłożeniami zaliczył 13/15 (86,7%), 123 jardy i 2 TD i passer rating 140,4. Nie ma lepszego quarterbacka w NFL jeśli chodzi o wykaraskanie się z podobnych sytuacji. Nawet kiedy chybił łatwe podanie na TD do Edelmana, pozbierał się błyskawicznie. W następnej akcji idealnie obsłużył Danny’ego Amendolę, a kiedy ważyły się losy mistrzostwa, Pats wrócili do tej samej akcji z Edelmanem i tym razem Brady się nie pomylił. Seattle nieco ułatwiło mu robotę, bo wobec braku Lane’a grali częściej każdy swego, co QB Patriots bezlitośnie wykorzystywał.
Seahawks mieli jeszcze jedną szansę, ale o tym co się stało w tej serii już czytaliście.
Czas na podsumowanie. Pats wygrali czwarte Super Bowl, a cztery punkty to ich najwyższa przewaga w historii. Pozostałe zwycięstwa odnosili różnicą jednego field goala. Zresztą w erze Brady’ego i Belichicka wszystkie ich występy w Super Bowl kończyły się różnicą czterech punktów lub mniejszą. NE w finale są gwarancją emocjonującego meczu.
Tom Brady zdobył tytuł MVP. Czy powinien to być Edelman? Chyba jednak Brady zasłużył bardziej, choć Julian zagrał kapitalne spotkanie. Dla rozgrywającego Pats to czwarty pierścień w roli podstawowego QB, czym wyrównuje rekord Joe Montany i Terry’ego Bradshawa. Jego sześć startów w Super Bowl to rekord wśród rozgrywających. Tak samo jak jego 13 podań na TD (pobił rekordowe 11 Joego Montany). plus cała masa innych rekordów, których nie będę wymieniał, bo i tak tekst mi się rozrósł.
Czy Brady jest najlepszym quarterbackiem w historii NFL? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Bardzo trudno go porównywać z Joe Namathem, Bartem Starrem, Rogerem Staubachem, Terrym Bradshawem czy nawet Joe Montaną, Danem Marino i Stevem Youngiem. Ci zawodnicy grali w innej epoce. Zmieniły się przepisy, pojawiło się free agency i salary cap.
A może w takim razie jest najlepszym QB naszych czasów? Można by przekonująco obronić te tezę, zwłaszcza gdy na świeżo mamy w pamięci jego czwarty tytuł mistrzowski, kulejącego Aarona Rodgersa przegrywającego w końcówce finał NFC i kolejne klęski Peytona Manninga w playoffach. Ale na rzecz pozostałych dwóch graczy też dałoby się zmontować przekonującą obronę.
Brady to na pewno jeden z najlepszych w historii i absolutna elita naszych czasów. Czwarty pierścień smakuje tym lepiej, że czekał na niego dekadę. Wielu go skreśliło. Sam zwracałem uwagę, że brakuje mu precyzji przy dalekich rzutach, popełnia więcej błędów niż kiedyś, ba, na początku tego sezonu pojawiły się głosy, by posadzić go na ławce na rzecz Jimmiego Garoppolo. Ale Brady to prawdziwy król comebacków i znów powrócił, dając odpór krytykom.
Czy był to jego ostatni mecz w karierze? Nie sądzę. Myślę, że wciąż jest w nim głód gry i potrzeba chłopaka, którego nikt w NFL nie chciał, by pokazać im jak bardzo się mylili.
P.S. Dzięki wszystkim z twitterowego hashtaga #NFLpl, z którymi wspólnie oglądałem te playoffy. Wymiana opinii na gorąco była kapitalnym doświadczeniem. podczas Super Bowl udało nam się sprawić, że tag był na drugim miejscu w polskich trendach, a poza tym pojawiło się tam kilka innych futbolowych haseł. Mam nadzieję, że z roku na rok będzie nas coraz więcej. Zachęcam do śledzenia tego tagu na Twitterze, bo wokół niego zebrała się naprawdę kapitalna społeczność.
P.P.S. Zaglądajcie dalej na bloga. Zaczyna się offseason, ale ja nie zamierzam zwalniać. Napiszę pewnie jeszcze z 1-2 teksty związane z Super Bowl, a potem zajmę się prognozą na offseason dla wszystkich 32 drużyn w NFL. Następnie free agency, draft, a przede wszystkim PLFA. Tak więc będzie się działo!
