Site icon NFL Blog

Czy będą emocje w X Superfinale?

X Superfinał PLFASuperfinał to kulminacja każdego sezonu Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego, wielkie święto, w którym mamy wreszcie okazję oglądać najlepszych zawodników jakich może nam zaprezentować rodzimy futbol amerykański na wielkich stadionach, w kapitalnej oprawie i z transmisją telewizyjną. W tym roku areną ich zmagań będzie Stadion Miejski we Wrocławiu. O ile o stronę organizacyjną się nie martwię, o tyle sportowe emocje dość szybko mogą się skończyć. A to najgorsze co mogłoby się przydarzyć naszemu futbolowi, bo na trybunach na pewno zasiądzie kilka-kilkanaście tysięcy osób, dla których będzie to pierwszy kontakt z tą dyscypliną w życiu.

Faworyt jest jeden – Panthers Wrocław. Wiele osób pewnie wypomni mi, i słusznie, że przed rokiem także Pantery były faworytem. I to w starciu z tymi samymi Seahawks Gdynia. A jednak wrocławianie polegli w IX Superfinale. Jednak w zeszłym roku Panthers byli po prostu faworytem. W tym roku każdy inny wynik niż ich wyraźne zwycięstwo będzie niespodzianką, a wygrana Seahawks jedną z największych sensacji w historii PLFA.

Na niekorzyść Seahawks przemawia wiele czynników. Zacznijmy od tych najmniej istotnych: przewagi własnego boiska i faktu, że nikomu nie udało się obronić mistrzowskiego tytułu w historii najwyższej klasy rozgrywkowej PLFA (PLFA, później PLFA I, od 2012 r. Topligi). Oczywiście kwestia obrony mistrzostwa to jedynie ciekawostka. Sportowcy i kibice często są przesądni, wierzą w „klątwy” i tym podobne zjawiska, ale myślę, że większość z Was zgodzi się ze mną, że kwestia ta nie ma znaczenia. Nieco większe zapewne będzie miała gra przed własną publicznością.

Na Stadionie Miejskim przewagę na pewno będą mieli fani Panter, choćby dlatego, że większość przypadkowych kibiców będzie z Wrocławia i okolic. Także dojazd z Trójmiasta do Wrocławia nie jest najłatwiejszy (rok temu pokonywałem tę trasę w drugą stronę). Pytanie tylko, czy uskrzydli to Panthers, czy raczej sprawi, że murowani faworyci zepną się, czując jeszcze większą presję? W zeszłym roku wrocławianie nie udźwignęli miana faworytów. Jednak najważniejsze będą aspekty sportowe.

 

Dominacja Panthers

Panthers Wrocław kompletnie zdominowali w tym roku rozgrywki w Toplidze. Ośmielę się stwierdzić, że dysponują najlepszą drużyną w historii Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego, a ich przewaga nad rywalami również jest bezprecedensowa.

To drużyna, która powstała rok temu z połączenia Devils Wrocław i Giants Wrocław – dwóch półfinalistów z sezonu 2013. Niby wszyscy to wiedzą, ale pomyślcie, że dzięki temu Panthers dysponują dwoma starterami na każdą pozycję i to na poziomie półfinału! Jasne, w obu wrocławskich drużynach były słabe punkty, ale w Panthers już ich nie mają, a dzięki głębi składu niestraszne im urazy, nawet kluczowych graczy.

Ofensywa Panter gra w tym roku po prostu koncertowo. Prezentują piękny, zrównoważony futbol pod wodzą rozgrywającego Kyle’a Israela. Dawno już nie widziałem w Polsce takiej skuteczności dalekiej gry podaniowej. Trio reciverów Grzegorz Mazur, Tomasz Dziedzic i Patryk Matkowski jest szybsze od większości cornerbacków w Polsce, a z reguły na boisku przebywają wszyscy trzej. W formacjach z czterema reciverami uzupełnia ich Dawid Tarczyński, któremu może nieco brakuje szybkości, ale na pewno nie dobrych rąk, doświadczenia i boiskowego sprytu, co sprawia że stanowi spore zagrożenie w krótkiej grze podaniowej. A na ławce są jeszcze głodni gry Karol Pełechaty i Miłosz Cynk. W efekcie Panthers, jako jedna z dwóch drużyn z Topligi, mieli więcej przyłożeń podaniowych niż biegowych.

Nie oznacza to jednak, że biegi nie pełnią u nich ważnej roli. Nie po to ściągali przed sezonem Marcusa Simsa, żeby z niego nie korzystać. W zeszłym roku Sims wybiegał w Niemczech 2,5 tys. jardów, w tym nie jest tak eksploatowany, ale i tak w sezonie zasadniczym uzbierał 21 przyłożeń (18 biegowych, 2 podaniowe i jeden kickoff return), do których w półfinale dołożył kolejne cztery przyłożenia biegowe. Simsa trudno powalić, ale i Herkules dupa, kiedy luda kupa, więc nie można zapominać o linii ofensywnej, która świetnie toruje mu drogę, a także o Januszu Góralskim, który zastąpił Pawła Świątka na pozycji fullbacka i jest bardzo ważnym, choć niedocenianym komponentem tej ofensywy [więcej o Góralskim w przedfinałowym odcinku Goalline TV].

Kapitalna jest również defensywa. Jak to zwykle w futbolu bywa, wszystko zaczyna się na linii, a tam co nazwisko to gwiazda. O ile wśród reciverów Panthers nestorem jest 28-letni Tarczyński, o tyle linia defensywa to najbardziej doświadczona formacja drużyny. Szymon Adamczyk, Bartosz Świątek, Przemysław Cudak, Jakub Grabas i Bartosz Zalejski to wszystko zawodnicy 30-letni lub trzydziestki dobiegający. Wyjątkiem jest nieco młodszy Robert Rosołek, ale jemu też doświadczenia nie brakuje. Ta linia nieustannie znęca się nad rozgrywającymi i ofensywnymi liniowymi rywali, a kiedy sami nie powalają przeciwników, umożliwiają to linebackerom, pod wodzą Josha Hartigana i Kamila Ruty. Z tyłu czai się korpus defensive backów pod wodzą Deante Battle’a i Karola Mogielnickiego.

Co może przeszkodzić Panthers w osiągnięciu pełnego potencjału? Tylko nadmierna pewność siebie, poddanie się presji lub kontuzje. W ostatnich kilku meczach nie grał Grzegorz Mazur, a w półfinale groźnie wyglądający upadek zaliczył Kamil Ruta. Obaj na pewno pojawią się na murawie Stadionu Miejskiego, pytanie w jakiej dyspozycji.

 

Co mogą przeciwstawić Seahawks?

Nie zrozumcie mnie źle, Seahawks to jak na warunki polskie bardzo dobra, stabilna drużyna, ale brakuje jej tej siły ognia. Poniżej oczekiwań spisuje się zwłaszcza doświadczona linia ofensywna, która w tym roku już dwa razy została zdominowana przez d-line Panter, a reszcie drużyny wcale nie szło lepiej.

W Jastrzębiach rozgrywa Micah Brown, ale nie jest on do końca udanym nabytkiem. Miał być drugim Kylem McMahonem, polskim Russellem Wilsonem, czyli bardzo szybkim, mobilnym quarterbackiem, który przy okazji umie dobrze podać. Z tą mobilnością u niego różnie, ale na pewno nie biega tak skutecznie jak McMahon. Z kolei podania za często mu uciekają, brakuje mu precyzji, choć stać go na to, by wykonał każdy rzut w playbooku. Problemem jest raczej ich powtarzalność.

Gra Browna będzie o tyle ważna, że nie wyobrażam sobie, by Seahawks mogli nawiązać walkę bez skutecznej gry podaniowej, choć zeszłoroczny Superfinał zwyciężyli bez jednego celnego podania (sic!). Moim zdaniem czarnym koniem tego meczu może być Paweł Fabich. Tight end gdynian jest ostatnio w dobrej formie i ma wystarczające warunki fizyczne, by nawiązać walkę z silnymi defensorami wrocławian. Pytanie czy Brown zdoła go skutecznie obsłużyć. Są jeszcze Marcin Bluma, Maciej Siemaszko [edit: Maciej Siemaszko ostatnio gra w obronie] czy Jakub Mazan. Reciverzy Seahawks mieli nieco problemów w półfinale przeciwko Lowlanders, gdy upuścili kilka dobrych podań. W Superfinale nie będą sobie mogli na to pozwolić.

Seahawks zapewne będą chcieli być dużo przy piłce, by utrzymać za linią boczną wysokooktanową ofensywę Israela i spółki, a to mogą osiągnąć tylko skutecznymi biegami. Podobno zdrowy jest już Angelo Pease, który drugą połowę sezonu zmagał się z kłopotami zdrowotnymi. Mimo to zdążył zdobyć aż 24 przyłożenia w sezonie zasadniczym (18 biegowych, 3 podaniowe, 2 kickoff return, 1 punt return) i zaliczył dobry występ w półfinale. Pease przed sezonem 2014 był na obozie przygotowawczym Green Bay Packers i sporo tam się nauczył, ale jeśli linia ofensywna nie utoruje mu ścieżek, to może mieć ciężki dzień.

Pytanie jaki game plan przygotuje na to spotkanie trener Cetnerowski. Z Lowlanders grali bardzo fajną i zróżnicowaną ofensywę z formacji pro set, czyli ustawienia z dwoma running backami po dwóch stronach rozgrywającego (więcej o pro set mówię w Goalline TV). Tutaj mieli okazję wręczyć piłkę Sebastianowi Krzysztofkowi, który stanowi większe zagrożenie jako running back niż slot reciver, Pease miał okazję pobawić się w fullbacka, a i gra podaniowa wyglądała całkiem solidnie. Jeśli Seahawks chcą coś zwojować w ofensywie, muszą utrzymywać Pantery w niepewności, grać zróżnicowany futbol i zmusić rywali do obrony całego boiska, a nie skoncentrowania całej swojej siły na linii wznowienia akcji. Nie zdziwię się, jeśli w pierwszej serii ofensywnej po kilku akcjach biegowych Micah Brown przetestuje dalekim podaniem czujność DB Panter.

Wszystko jednak będzie na nic, jeśli defensywa nie wytrzyma naporu. W obu tegorocznych starciach tych ekip po pierwszej połowie Panthers prowadzili różnicą trzech przyłożeń. W dwóch pierwszych kwartach w sezonie zasadniczym zdobywali średnio 31,9 pkt., pozwalając rywalom tylko na 3,1. Obrona gdynian nie może pozwolić rywalom na tak dobre wejście w mecz. Przepis na to pokazali w półfinale Eagles – mocna presja na Israela, ostre krycie reciverów, nawet na granicy faulu i zatykanie ścieżek biegowych. Problem polega na tym, że Orłom takie wyczyny udawały się w pojedynczych akcjach i nie dawali rady zatrzymywać serii. Seahawks będą musieli zmusić Panthers do puntów lub nawet strat.

Kluczem będzie Timothy McGee. Gigantyczny nose tackle spisuje się nieco poniżej oczekiwań, ale z drugiej strony rola gracza z tej pozycji jest mało efektowna. McGee musi w pojedynkę zatrzymać biegi środkiem, radząc sobie nawet z podwojeniami. To niełatwe zadanie, ale właśnie po to został sprowadzony do Trójmiasta. Jeśli Seahawks marzą o nawiązaniu walki, to McGee musi być na środku niczym niewzruszona skała. To da jego kolegom dodatkowe ułamki sekund na dobre powalenie Simsa czy wywarcie presji na Israelu.

Jednak najważniejszą batalią będzie ta w secondary. Seahawks zdecydowali się w tym roku na stuprocentowo polską grupę na tej pozycji, wzmocnioną Hubertem Chudym z Kozłów Poznań i Wiktorem Hudyką, który wrócił do Polski po niezbyt udanym epizodzie w NCAA. Zobaczymy czy Maciej Cetnerowski zdecyduje się tu na wariant z dwoma safety kosztem osłabienia obrony biegowej, czy jednak zaufa swoim DB i skieruje dodatkowego gracza do tackle box. Każde z tych rozwiązań ma swoje wady, jednak podstawą będzie pytanie, czy obrońcy Seahawks są w stanie dorównać Matkowskiemu, Dzidzicowi i Mazurowi szybkością i zwrotnością. Jeśli pozwolą im uciec na otwartą przestrzeń, to Israel spokojnie dostarczy im piłkę. Amerykański rozgrywający Panthers ma do swoich reciverów tak duże zaufanie, że czasem podaje nawet przy dobrym kryciu obrony, a to daje szanse na przechwyt.

Dla dobra futbolu w Polsce mam nadzieję na wyrównaną walkę i świetne widowisko. Typuję jednak pewne zwycięstwo Panthers, a jako MVP Patryka Matkowskiego, który przerwie kilkuletnią dominację Amerykanów w tej roli.

 

Informacje organizacyjne

Oficjalne otwarcie meczu o godz. 19.00, kickoff o 19.30. Transmisja w TVP Sport.

Przed Superfinałem od 15.00 na esplanadzie okalającej stadion będzie można bawić się na pikniku zorganizowanym pod hasłem World Games 2017. To igrzyska sportów nieolimpijskich, których Wrocław będzie gospodarzem, a futbol amerykański jedną z dyscyplin. Będzie można przymierzyć pady, rzucić parę razy piłką do futbolu, spotkać wiele osób związanych z tą dyscypliną sportu (w tym i moją skromną osobę) i pogadać z fanami z całej Polski.

Stadion położony jest tuż przy zjeździe z Autostradowej Obwodnicy Wrocławia (A8), ale polecam dotarcie na miejsce transportem publicznym, zwłaszcza że Koleje Dolnośląskie i wrocławskie MPK pozwalają jechać w sobotę na podstawie biletu na Superfinał. Tuż przy stadionie znajduje się stacja kolejowa Wrocław Stadion, na którą wjeżdżają pociągi od Brzegu Dolnego i Zielonej Góry (niestety większość dalekobieżnych ją omija). Znacznie łatwiej dojechać komunikacją miejską, która uruchomi specjalne tramwaje (zobacz szczegóły). Można też jechać normalnymi liniami: tramwajami 3, 10, 20, 33 i autobusem 128 (przystanek Pilczyce), a także tramwajem 31 i autobusami 102, 103 i 104 (przystanek Stadion Wrocław). Tramwaje 31 i 33 są wyposażone w klimatyzację 😉

Do zobaczenia!

Exit mobile version