Site icon NFL Blog

NFL playoffs: Emocje w Cincinnati, pogrom w Houston

Trudno powiedzieć, żeby pierwsze mecze tegorocznych playoffów NFL stały na wysokim poziomie sportowym. Pierwsze spotkanie zrujnował fatalny Brian Hoyer, drugie rzęsisty deszcz. W Cincinnati w końcówce mieliśmy tyle emocji, że można by nimi obdzielić nie jeden mecz, a cała serię, ale niestety dużą ich częścią były nieczyste zagrania.

 

Końcówka pod znakiem flag

W meczu Cincinnati Bengals z Pittsburgh Steelers długo wydawało się, że „Stalowi” mają pełną kontrolę nad meczem. Jednak w czwartej kwarcie Bengals odrobili 15 pkt. straty i wyszli na prowadzenie. Wszystko wskazywało, że zakończą ten comeback pierwszą wygraną w playoffach od ćwierć wieku i pierwszą pod wodzę trenera Marvina Lewisa.

Zwłaszcza, że w barwach Steelers rozgrywał Landry Jones po tym, jak Ben Roetlisberger uszkodził sobie bark przy sacku Vontaze Burficta (całkowicie zgodnym z przepisami). Kiedy na 1:36 przed końcem meczu Burfict przechwycił podanie Jonesa, wydawało się, że już jest po meczu, a linebacker Bengals zostanie bohaterem.

Steelers mieli dwie przerwy na żądanie, więc Bengals wystarczyła jedna pierwsza próba, by całkowicie wyzerować zegar meczowy. Jednak w następnej akcji piłkę zgubił Jeremy Hill, a na boisko niespodziewanie wrócił Roethlisberger. Steelers mieli tylko jeden punkt straty, więc field goal ich urządzał. Po drodze defensywa Bengals nie była w stanie zatrzymać gości w sytuacji 4&3, co skończyłoby ten mecz.

I wówczas nadeszła akcja na 22 sekundy przed końcem meczu. Big Ben podał do Antonio Browna w okolice linii 35 jarda, stanowiącej przybliżoną granicę zasięgu kickera Steelers w tych kiepskich warunkach pogodowych. Podanie było przerzucone i Brown nie miał szans go złapać. Jednak w tej samej chwili reciver został brutalnie uderzony barkiem w głowę przez Burficta i runął na ziemię jak po ciężkim nokaucie.

Było to kretyńskie i bardzo niebezpieczne zachowanie Burficta. Został słusznie ukarany przewinieniem i 15 jardami. Steelers, zamiast 2&10 z własnego 41 jarda na 18 sekund przed końcem, dostali piłkę na granicy skutecznego kopnięcia z pola. Oczywiście do Browna zbiegli się medycy i trenerzy Steelers. Z nieznanych przyczyn znalazł się tam również trener linebackerów Steelers, Joey Porter. Wdał się on w słowne utarczki z graczami Bengals, po których Adam Jones, cornerbeck Cincinnati został ukarany 15 jardami za niesportowe zachowanie. W efekcie Steelers wykonali proste kopnięcie z 35 jardów i wygrali to spotkanie.

Nie mam najmniejszych wątpliwości co do kary dla Burficta. Uważam wręcz, że powinien wylecieć z boiska. Nie wiem jednak, czemu ukarany został Jones (podobno za pchnięcie arbitra, wówczas flaga byłaby słuszna). Powtórki telewizyjne pokazały jedynie kłótnię i trudno powiedzieć jakimi „komplementami” obdarzali się obaj dżentelmeni, ale znając Portera wątpię, by jego słowa nadawały się dla dzieci. Co więcej nie wiem co Porter robił na środku boiska. Sędziowie powinni odesłać go z powrotem na sideline jego drużyny, zwłaszcza że był to mecz podwyższonego ryzyka, a konfrontacyjny charakter Portera nie jest tajemnicą dla nikogo w miarę uważnie śledzącego ligę.

(Trenerzy oczywiście mogą pomóc kontuzjowanemu zawodnikowi, ale Porter nie jest ani głównym szkoleniowcem, ani koordynatorem ofensywy ani trenerem pozycyjnym Browna. Podobno sędziowie pozwolili mu wejść na boisko, ale moim zdaniem był to błąd)

Nie był to niestety pierwszy raz, gdy arbitrzy nie zapanowali nad sytuacją z krzywdą dla Bengals. W drugiej kwarcie safety Benngals Shawn Williams został ukarany za uderzenie „bezbronnego recivera” w głowę. Jak pokazały powtórki, Williams uderzył barkiem w pierś. Uderzenie legalne, ale sędziowie od początku meczu starali się zdławić w zarodku wszelkie konfliktowe sytuacje. Można by tu przyjąć tłumaczenie, że starają się być nadmiernie ostrożni, choć i tak decyzja nie była dobra.

Niestety tej konsekwencji zabrakło później. Pod koniec trzeciej kwarty Giovanni Bernard złapał krótkie podanie od AJ McCarrona i ruszył do przodu, gdzie nadział się na potężny cios linebackera Ryana Shaziera. Otrzymał uderzenie koroną kasku w facemask i runął ze wstrząśnieniem mózgu. Sędziowie nie tylko nie rzucili flagi, ale orzekli fumble przejęte przez Shaziera.

Nie przekonują mnie tłumaczenia, że nie było kary, bo Bernard nie był już „bezbronnym reciverem”, tylko stał się biegaczem. To jest dokładnie takie uderzenie, jakie NFL podobno stara się wyeliminować dla bezpieczeństwa zawodników. Artykuł 8 przepisów NFL mówi (cytuję za biglead.com, tłumaczenie własne): „Faulem jest zainicjowanie mocnego kontaktu („forcible contact”), poprzea zadanie uderzenia szczytem kasku rywalowi, podczas gdy obaj zawodnicy są wyraźnie poza tackle box”. Jeśli to nie jest podręcznikowy przypadek takiego ciosu, to co nim jest?!

Była to bardzo zła decyzja nie tylko ze względu na bezpieczeństwo Bernarda, ale także dlatego, że słusznie wkurzyła zawodników Bengals. Podejrzewam, że gdyby Shazier został ukarany w tej sytuacji flagą, Burfict nie zadałby ciosu Brownowi. Sędziowie mieli w tym meczu piekielnie trudne zadanie, robili dużo dobrego, starali się mieć wydarzenia pod kontrolą, ale brak flagi w tym momencie stał się wstępem do końcówki, gdy mecz wymknął im się spod kontroli.

Bengals przegrali wygrany mecz. Pod wodzą Marvina Lewisa przegrali siódmy kolejny mecz w playoffach. Trener Bengals na pewno będzie musiał się tłumaczyć przed zarządem z masy pomyłek, które popełnił w tym spotkaniu. Niektóre decyzje mogły nie być bezpośrednio jego, ale to on dobiera sobie asystentów i za nich odpowiada:

  1. W samej końcówce głupie i nieodpowiedzialne zachowanie Burficta. Można mówić, że został sprowokowany, że trener nie może odpowiadać za głupotę zawodnika etc., ale jakoś Bill Belichick, Tom Coughlin czy inni najlepsi szkoleniowcy potrafią zdyscyplinować swoich zawodników na tyle, by uniknąć podobnych zagrań. Przy czym to nie pierwszy podobny wyskok Burficta.
  2. Przy 15-punktowym prowadzeniu Steelers Bengals zdobywają przyłożenie i grają podwyższenie za 1. Błąd. Dlaczego? I tak najprawdopodobniej będą musieli grać za dwa (oczywiście mecz ułożył się inaczej, ale o tym Lewis nie mógł wiedzieć, gdy podejmował decyzję). Mogą zagrać za dwa teraz. Wówczas w przypadku niepowodzenia wiedzą, że potrzebują jeszcze dwóch posiadań piłki i dostosują swój plan meczowy do tego. A jeśli dwupunktowe podwyższenie nie udałoby im się na 15 sek. przed końcem meczu? Wówczas nie ma już czasu na dostosowywanie czegokolwiek.
  3. Na 5:17 przed końcem meczu przy 8-punktowym prowadzeniu Steelers w sytuacji 4&3 na 17 jardzie Pittsburgha Lewis (lub OC Hue Jackson) ordynuje kopnięcie z pola. Jaka jest gwarancja, że Bengals jeszcze odzyskają piłkę? Co prawda kalkulator czwartej próby [EDIT: Już niedostępny on-line] podpowiada, że nie była to najgorsza decyzja, ale nie bierze on pod uwagę czynników takich jak ulewa i ogólne problemy Bengals z przesuwaniem się po boisku w tym spotkaniu. Moim zdaniem błąd, ale tu akurat Lewis ma mocne podstawy do obrony.
  4. Dwupunktowe podwyższenie po drugim przyłożeniu Bengals. Decyzja absolutnie dobra, natomiast wykonanie i dobór zagrywki katastrofalne. Mam wrażenie, że gracze Bengals nie bardzo wiedzieli co robić w tej sytuacji. A.J. Green, który zdobył przyłożenie uciekła gdzieś za linię boczną, podczas gdy na powinien być na boisku, choćby po to, żeby absorbować defensywę. Potem Bengals grają podanie do tyłu do Hilla. Gra biegowa w tym meczu szwankuje, leje jak z cebra, a Bengals robią coś takiego? Przy jednopunktowym prowadzeniu? Nietrudno wyobrazić sobie, że Hill nie łapie mokrej piłki, a Steelers wykonują akcję powrotną na TD za 2 punkty i znów obejmują prowadzenie. Dodatkowo to Bengals muszą wykopywać piłkę i zdawać się na onside kick.
  5. Jeremy Hill. Jasne, że Lewis nie trzymał tej piłki, którą jego RB zgubił. Ale w tej sytuacji obowiązkiem trenera jest powtarzanie do znudzenia: cokolwiek robisz, nie zgub piłki. Hill próbował zdobyć dodatkowe jardy, zamiast po prostu przycisnąć piłkę do siebie z całej siły. To był błąd mentalny, a za takie sztab trenerski odpowiada na równi z zawodnikiem.

Steelers jadą za tydzień do Denver na mecz z Broncos. Antonio Brown ma wstrząśnienie mózgu, Big Ben kontuzjowane ramię i perspektywy wyglądają dość mizernie. Na ich szczęście na Mile High Stadium będzie rozgrywał Peyton Manning (najwięcej strat ze wszystkich playoffowych QB) albo niedoświadczony Brock Osweiler. Pytanie czy Ryan Shazier nie zostanie zawieszony za uderzenie Bernarda. Tak czy inaczej to może być kolejny brzydki, defensywny mecz.

P.S. Ogromna szkoda, że w związku z całą dramaturgią końcówki należnej mu uwagi (także ode mnie) nie otrzymuje Martavius Bryant, który złapał absolutnie nieprawdopodobne przyłożenie.

 

Hoyer piątą kolumną

Mówcie sobie co chcecie, ale Hoyer grał w tym sezonie całkiem nieźle (póki był zdrowy). 60,7% skuteczności podań, 7,06 jarda/podanie, 19 TD, 7 INT i passer rating 91,4 to nie są statystki na poziomie Pro Bowl, ale i tak był zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem na rozegraniu, jakie miał do dyspozycji Bill O’Brien. Jednak dla katastrofalnego meczu przeciwko Chiefs nie może być usprawiedliwienia.

15/34, 136 jardów, 0 TD, 4 INT i zgubione fumble. To jeden z najsłabszych meczów w historii playoffów NFL. Hoyer jest dopiero jedenastym w historii i drugim w tym stuleciu rozgrywającym, który w playoffach miał skuteczność poniżej 50%, 4 INT lub więcej (niestety w wyszukiwarce PFR nie można dodać zgubionych piłek) oraz żadnych TD. Pełna lista.

Oczywiście żaden z tych rozgrywających nawet nie zbliżył się do wygranej i Texans też nie mieli szans. Można jeszcze usprawiedliwić fumble Hoyera, bo spowodował je jego własny ofensywny liniowy. Ale wszystkie INT były winą rozgrywającego Houston, a jedno było gorsze od drugiego. Rozumiem, że Bill O’Brien nie miał zaufania do rezerwowego QB Brandona Weedena (bo trudno mieć), ale w tej sytuacji nie miał nic do stracenia i na drugą połowę powinien wyjść Weeden, a nie Hoyer. O’Brien wykonał w tym sezonie kawał dobrej roboty w Houston, biorąc pod uwagę fatalne perspektywy na rozegraniu, ale ta decyzja będzie podawana w wątpliwość cały offseason.

Chiefs wygrali łatwo i wysoko, choć worek z punktami otworzył się dopiero, kiedy z kontuzją pachwiny z boiska zeszedł J.J. Watt. Wcześniej ofensywa KC skupiała się bardziej na unikaniu Watta niż na zdobywaniu jardów i punktów. Długo jedynym przyłożeniem pozostawała akcja powrotna Knile’a Davisa po otwierającym spotkanie kickoffie. Fatalnie zaspały najsłabsze w lidze special teams Texans, ale ostatecznie nie miało to wielkiego wpływu na wynik.

Nie ma co dłużej pochylać się nad tym słabym spotkaniem. Chiefs w ataku również nie pokazali niczego wielkiego. Za tydzień jadą do Nowej Anglii i przeciwko defensywie Matta Patricii będą mieli ciężkie zadanie. Zwłaszcza, że stracili Jeremy’ego Maclina, któy uszkodził więzadła w kolanie. Wciąż nie wiadomo na 100% czy doszło do zerwania, ale Maclin ma bogatą historię urazów kolan i nawet jeśli zdoła dojść do siebie w tydzień, wątpliwe czy będzie na 100% sprawny. W tej sytuacji Patriots będą musieli się skupić jedynie na TE Travisie Kelce, który był celem prawie połowy podań Alexa Smitha i odpowiada za ponad 2/3 reciving jards Chiefs w tym meczu. Jeśli zacznie lepiej blokować, będzie jednym z najlepszych TE w lidze, ale sam niewiele zwojuje.

Tak czy inaczej Chiefs wygrali pierwszy mecz w playoffach od czasów Joe Montany. Ciekawostka: ostatnie zwycięstwo KC w playoffach z rozgrywającym, który nie zaczynał kariery w NFL w San Francisco 49ers miało miejsce w 1969 r. w Super Bowl IV (rozgrywał wówczas Len Dawson).

 

P.S. Co prawda nie przewidziałem katastrofy Hoyera, flag ani ulewy, ale zwycięzców wytypowałem dobrze, więc przed niedzielnymi meczami rzućcie jeszcze okiem na zapowiedź Wild Card Round i nie zapomnijcie polubić wpisu na Facebooku lub Twitterze.

P.S.2. Dziękuję ekipie od #NFLpl za wspólne oglądanie na Twitterze. Byliśmy wśród Top 10 polskich trendów. Wszystkich fanów futbolu amerykańskiego zapraszam do dyskusji z nami.

Exit mobile version