Site icon NFL Blog

New York Jets – klub w permanentnej przebudowie

Jamal Adams domaga się transferu. Utalentowany safety ma dość New York Jets. Przede wszystkim chodzi o przeciągające się rozmowy w kwestii nowego kontraktu, ale Jets to również kwintesencja złego zarządzania drużyną. Adams jest pierwszym wydraftowanym przez nich graczem wybranym do Pro Bowl od czasu Darelle Revisa. W zasadzie jedyną wielką gwiazdą, którą klub wychował w ostatniej dekadzie.

 

New York Jets nigdy nie byli topową drużyną NFL. Przynajmniej w sensie sportowym, bo finansowo radzą sobie znakomicie. W 2019 r. Forbes szacował wartość drużyny na 2,85 mld dolarów, co czyni z Jetsów 21. najcenniejszy sportowy klub świata i 7. najcenniejszy w NFL. Nic dziwnego. Nowojorski obszar metropolitalny to ponad 22,5 mln ludzi, którzy wytwarzają PKB porównywalne z Włochami. Każdy klub reprezentujący to miasto będzie opływał w dolary.

Ze wszystkich drużyn, które w 1970 r. połączyły siły, by utworzyć współczesną NFL, Jets mają 3. najgorszy bilans1. Tylko Detroit Lions i Arizona Cardinals spisują się słabiej na przestrzeni ostatniego półwiecza.

W ciągu ostatnich pięćdziesięciu sezonów Jest zaledwie dwa razy zdołali wygrać swoją dywizję, dwanaście razy zagrać w playoffach, ale ani razu nie reprezentowali AFC w Super Bowl. Jeszcze w 1968 r. sensacyjnie, jako pierwsza drużyna AFL w historii, wygrali Super Bowl III. To jeden z nielicznych jasnych punktów w niewesołej historii Jets. Niewesołej dla ich kibiców, bo fani innych drużyn regularnie mają sporą uciechę po kolejnych „babolach” nowojorczyków.

 

W XXI wieku Jets miotają się od trenera do trenera, od przebudowy do przebudowy i od quarterbacka do quarterbacka. Choć może się to wydawać nieprawdopodobne, wygrywają całkiem sporo. Legitymują się 21. bilansem NFL w XXI wieku. Lepszy m.in. od Houston Texans, tylko trzy zwycięstwa mniej niż San Francisco 49ers i tylko siedem wygranych mniej od rywali zza miedzy – Giants. Jednak to głównie zasługa regularnego kończenia rozgrywek z bilansem w okolicy .500.

Tylko pięciu zawodników wybranych w XXI wieku w drafcie przez Jets zastało wybranych choćby do jednej drużyny All-Pro. Przy czym czterech dokonało tego w zielonych barwach (RB Leon Washington, C Nick Mangold, CB Darrelle Revis i S Jamal Adams), a LB Demario Davis już po odejściu z klubu. Oczywiście mogło być gorzej. Cleveland Browns mogą w tym czasie pochwalić się tylko Joe Thomasem, ale nie bez powodu mają najsłabszy bilans w XXI wieku.

W obecne stulecie Jets weszli uwikłani w konflikt z Patriots. Najpierw, w sezonie 1997, podebrali rywalom z Massachusetts trenera Billa Parcellsa. Jednak już trzy lat później to Robert Kraft podkradł Jetsom szkoleniowca, niejakiego Billa Belichicka. Złota epoka Patriots została więc w pewnym sensie ufundowana przez ich rywali z Nowego Jorku.

Odkąd Belichick odszedł do Nowej Anglii, Jets zdążyli zatrudnić sześciu szkoleniowców. W tym czasie trzynastu rozgrywających zanotowało minimum trzy starty w barwach drużyny, a trzech kolejnych rozpoczęło minimum jeden mecz.

W drafcie 2000 Jets uczynili Chada Penningtona najwyżej wybranym rozgrywającym, gdy sięgnęli po niego z #18. Niestety znów okazało się, że sprawili prezent Patriots. Z #199 wybrany został wówczas Tom Brady. Pennington zostanie zapamiętany jako jeden z tych wybranych przed Bradym, ale był naprawdę zdolnym rozgrywającym. Zdolnym, ale ze szkła. Rozegrał tylko jeden pełny sezon w barwach Jets i po kolejnych urazach odszedł na sportową emeryturę w 2010 r.

Mark Sanchez okazał się katastrofą boiskową i finansową. Geno Smith, Bryce Petty i Christian Hackenberg nawet nie zbliżyli się do poziomu średniej klasy startera. Sam Darnold na razie zasłynął głównie zachorowaniem na mononukleozę, nie bez przyczyny znaną w USA jako „kissing disease” („choroba od całowania”).

Klub regularnie próbował wzmocnić linię defensywną, co jest słuszną ideą. Wybierani w kolejnych draftach Muhammad Wilkerson, Quinton Coples, Sheldon Richardson i Leonard Williams mieli „momenty”. Tylko Wilkerson był w stanie utrzymać dobrą formę na dłużej, ale nigdy nie była to forma wybitna.

Wybierani w pierwszych rundach DB Calvin Prior i Dee Milner wylatywali z drużyny po trzech sezonach. LB Darron Lee, ich najwyższy wybór w drafcie 2016 został właśnie mistrzem NFL, ale w barwach Chiefs.

 

Na ile to kwestia złego skautingu, a na ile kiepskiej pracy trenerów? Na początku ostatniej dekady pojawiło się światełko w tunelu. Drużynę przejął trener Rex Ryan. W sezonie 2009 mieli absolutnie najlepszą obronę w NFL. Sezon życia rozegrał LB David Harris, a Darrelle Revis po raz pierwszy w karierze został nominowany do pierwszej drużyny All-Pro. Pierwszorundowy QB Mark Sanchez miał obiecujący debiutancki sezon. W playoffach wygrali wyjazdowe mecze w Cincinnati i San Diego. Zatrzymał ich dopiero Payton Manning i jego Colts. W kolejnym roku defensywa grała nieco słabiej, ale Jets wygrali dwa mecze więcej, a w playoffach sensacyjnie pokonali w Foxborough Patriots i świeżo koronowanego MVP, Toma Brady’ego. Tym razem w  finale konferencji nie sprostali Steelers.

To jednak były miłe złego początki. Rex Ryan był głośny, pyszałkowaty, ale nie potrafił ogarnąć ofensywy. Mark Sanchez okazał się nieporozumieniem, a wysokie kontrakty dla niego i kilku weteranów obciążały budżet płacowy Jets, uniemożliwiając wzmocnienia na rynku. Za prawo wybrania Sancheza w drafcie Jets oddali dwa wybory i trzech zawodników, co dodatkowo przetrzebiło ławkę rezerwowych.

Kwintesencją epoki Ryana/Sancheza była akcja, która na zawsze przeszła do historii NFL – Butt fumble. W Święto Dziękczynienia 2012 całe USA zebrało się prze telewizorami oglądać starcie Jets z Patriots. Nowojorczycy mieli bilans 4-6 i by zachować szanse na playoffy musieli wygrać. Tylko że zdołali stracić trzy przyłożenia w 52 sekundy. W jednej z akcji Mark Sanchez próbował wręczyć piłkę running backowi, ale obrócił się w złą stronę. Spanikowany próbował zdobyć jardy biegiem, ale uderzył twarzą prosto w tyłek swojego liniowego. Zgubił pikę, a defensywa Patriots powróciła z nią na przyłożenie.

Buttfumble królowało na liście „Not Top 10” ESPN przez 40 tygodni, po czym zmęczeni wydawcy postanowili zdjąć je z głosowania.

Ryana zastąpił Todd Bowles, kolejny defensywnie usposobiony szkoleniowiec, a drużyna zwolniła część weteranów i przeszła przebudowę. Niestety guru defensywy Bowles tylko w jednym z czterech swoich sezonów (pierwszym) potrafił stworzyć obronę, która do czegoś się nadawała.

Przed sezonem 2019 zastąpił go guru ofensywy Adam Gase, podebrany z Miami. Tylko że reputacja Gase’a wynikała głównie z pochwał Peytona Manninga. Gase był koordynatorem ofensywy w Broncos za kadencji Manninga. Szybko się okazało, że jako asystent Manninga sprawdza się świetnie, ale na samodzielnej posadzie nie za bardzo. W sezonie 2019 Jets mieli najgorszą ofensywę w lidze. I to mimo, że za ciężkie pieniądze pozyskali RB Le’Veona Bella. Po jednym sezonie chętnie pozbyliby się tego kontraktu, ale nie mogą znaleźć frajera, który weźmie go na siebie. A mówimy o lidze,w  której Browns wzięli na siebie fatalną umowę Brocka Osweilera za wybór w drugiej rundzie draftu. LB C.J. Mosley, drugi wielki zakup na rynku wolnych agentów, z powodu kontuzji zagrał zaledwie dwa mecze.

Jedynym pozytywem w ostatnich sezonach był Jamal Adams. Bezwzględnie najlepszy gracz drużyny przez ostatnie dwa lata, jeden z najlepszych, może nawet najlepszy safety w lidze. To ten typ młodego zawodnika, wokół którego można i należy budować formację defensywną. Więc, oczywiście, Jets musieli go do siebie zrazić.

Z dziurawym składem, niepewnym młodym rozgrywającym i trenerem lepszym w zakulisowych gierkach niż w prowadzeniu drużyny, Jets szykują się na kolejny typowy sezon. Czyli taki, w którym dadzą więcej powodów do radości kibicom rywali niż własnym.

 

Zostań mecenasem bloga:




  1. Mówimy o sumarycznym bilansie w sezonach 1970-2019
Exit mobile version