Site icon NFL Blog

Pat i Tom, Tom i Pat

W nadchodzącym Super Bowl spotkają się 43-letni rozgrywający, który grał w 10 z ostatnich 20 Super Bowl (licząc z tegorocznym) oraz 25-latek, który ma ogromne szanse, by zastąpić starszego kolegę na topie. Ten pierwszy na pewno znajdzie się w Hal of Fame tuż po zakończeniu kariery, ten drugi jest na dobrej drodze. A jednak obaj trafili do NFL otoczeni wątpliwościami, a bardzo wiele zawdzięczają temu, że trafili do odpowiedniej drużyny pod skrzydła odpowiedniego trenera.

 

Szóstka Brady’ego

Każdy kto choć trochę interesuje się NFL wie, że Tom Brady trafił do New England Patriots z #199, czyli pod koniec szóstej rundy draftu 2000. Przed nim zostało wybranych sześciu innych rozgrywających, ale żaden z nich nie zrobił choć w przybliżeniu takiej kariery. Jedynie Chad Pennington, #18 i pierwszy rozgrywający tamtego draftu, miał szansę na zostanie gwiazdą. W sezonie 2002 miał najlepszy passer rating w całej NFL. Niestety liczne kontuzje zniszczyły bardzo obiecującą karierę. Marc Bulger miał kilka dobrych sezonów w barwach Rams, ale ostatecznie skończyło się na jednym Pro Bowl. Pozostali okazali się kompletnymi niewypałami.

Dlaczego Brady cieszył się tak małym zainteresowaniem wśród drużyn NFL? Kluczowe znaczeni miał fakt, że jego Alma Mater spędziła dwa sezony usiłując za wszelką cenę posadzić go na ławce rezerwowych.

Brady był bardzo obiecującym baseballistą, został nawet wybrany w drafcie MLB zaraz po ukończeniu liceum. On jednak chciał grać w futbol i trafił do renomowanego Uniwersytetu Michigan. Zaczął od bycia siódmym rozgrywającym w drużynie, jednak na trzecim roku miał zostać starterem. Był tylko jeden problem. Drew Hanson. Megagwiazda stanowych rozgrywek licealnych w futbolu i baseballu. Lokalny bohater, którego wielu fanów, dziennikarzy i ważnych osobistości Uniwersytetu Michigan chciało widzieć na czele drużyny.

Brady spędził dwa sezony walcząc o miejsce w pierwszym składzie z Hansonem. W sezonie 1999 senior Brady i drugoroczniak Hanson wymieniali się na boisku. Brady grał pierwszą kwartę, Hanson drugą, a potem trener decydował, kto zagra w drugiej połowie. Takie podejście trenera odstręczyło wiele osób z NFL. „Co to za facet, skoro własny trener zrobił wszystko, żeby utrzymać go poza boiskiem” zastanawiano się.

Na domiar złego zaliczył fatalne NFL Combine. Tak fatalne, że przeszło do legendy. Chudy chłopak, bez śladu mięśni i cienia atletyzmu. Ówczesne Combine było zupełnie inne niż współczesne, a zawodnicy nie spędzali pół roku, trenując stricte pod atletyczne testy na tym wydarzeniu. Jednak 5,28 s. na 40 jardów i 2,5 m. w skoku w dal to dla młodzieńca mającego zostać profesjonalnym sportowcem kompletna kompromitacja. Nic dziwnego, że długo nikt nie chciał Brady’ego. W końcu zawodnik wyszedł na spacer, by odreagować stres i przegapił ogłoszenie #199. Gdy wrócił do domu z radością dowiedział się, że nie będzie musiał sprzedawać ubezpieczeń. Gdy po kilku tygodniach spotkał na korytarzu Roberta Krafta, który kilka lat wcześniej kupił drużynę oznajmił buńczucznie, że jest „najlepszą decyzją, jaką ta organizacja kiedykolwiek podjęła”. Miał rację, ale w 2000 r. mało kto by mu uwierzył. Czy on sam w to wierzył?

 

Jego gra nie przełoży się na NFL

Brady’ego pogrążyło słabe Combine. Tymczasem u Patricka Mahomesa to właśnie niesamowity atletyzm sprawił, że jego akcje szły mocno w górę przed draftem 2017. Ale nie wszystkich przekonał.

Mahomes był dość typowym produktem swoich czasów – ultraproduktywnym uczelnianym QB grającym w ofensywnym systemie wywodzącym się z Air Raid: rozgrywający ciągle w shotgunie, z prostymi zagrywkami przeciwko relatywnie mało wyrafinowanym defensywom NCAA. NFL widziało już niejednego quarterbacka tego typu: z fatalną techniką, nieumiejącego czytać defensyw i panikujących, gdy ich pierwsza opcja w ataku zostanie pokryta. A koronnym argumentem przeciwko takim graczom był #1 draftu 2016 Jared Goff, który właśnie ukończył jeden z najgorszych debiutanckich sezonów w historii NFL.

Sam Mahomes przyznawał, że w pierwszych latach na uczelni nie przechodził metodycznie przez kolejne opcje w zagrywkach, a po prostu biegał i rzucał. A rzucać umiał, bo od wczesnego dzieciństwa przebywał na boiskach baseballowej MLB, bawiąc się z ojcem, Patem seniorem, profesjonalnym miotaczem. Mógł zrobić wielką karierę w baseballu, ale wybrał futbol. W 2016 r. jego ówczesny trener Kliff Kingsbury (dziś szkoleniowiec Arizona Cardinals) zwrócił mu uwagę, że musi znacznie więcej czasu poświęcić na studiowanie filmu, jeśli chce trafić do NFL. Patrick zrezygnował z baseballu i poświęcił się pracy.

Przed draftem 2017 był jednym z bardziej kontrowersyjnych zawodników. Nikt nie wątpił w jego potencjał, ani to że pójdzie najpóźniej w drugiej rundzie. Jednak wszyscy zgadzali się co do ogromnych braków w jego technice i futbolowej edukacji. Tylko wnioski wyciągano skrajnie odmienne. Chris Burke ze „Sports Illustratded” pisał, że „ma problemy z mechaniką, przez co wykonuje wspaniały rzut w jednej akcji, by kompletnie spudłować w kolejnej”. Charlie Campbell z Walter Football dodawał: „jego uczelniana ofensywa […] nie przekłada się na NFL.” Wątpliwości miał Mel Kiper z ESPN: „Ten wybór może równie dobrze wyglądać świetnie jak i głupio w perspektywie pięciu – sześciu lat”. Kiedy Chiefs już go wybrali Vinny Iyer ze Sporting News lamentował, że ten wybór „nadał zły ton całemu draftowi”.

Powszechnie oceniano, że Mitchell Trubisky i Deshaun Watson to znacznie lepsze wybory.

A jednak Chiefs nie mieli wątpliwości. Oddali do Buffalo swój wybór w trzeciej rundzie oraz w pierwszej rundzie draftu 2018 za prawo do wybrania Mahomesa z #10.

 

Systemowy quarterback

Tom Brady zaczął sezon 2000 jako czwarty rozgrywający Patriots. Bill Belichick w swoim pierwszym sezonie w klubie postanowił poświęcić bezcenne miejsce w składzie na niezbyt imponującego QB zamiast na jakiegoś bardziej wartościowego gracza. I to mimo że na tej pozycji miał Drew Bledsoe, #1 draftu 1993. Dzisiaj Twitter by go zjadł, wtedy jakoś udało się przetrwać sezon. Patriots skończyli sezon z bilansem 5-11. Dla Belichicka był to piąty sezon na minusie z sześciu, w jakich pełnił rolę głównego trenera w klubie NFL.

Na początku sezonu 2001 Bledsoe trafił do szpitala po uderzeniu, które uszkodziło mu płuco. Brady go zastąpił i poprowadził drużynę do trzech tytułów mistrzowskich w cztery lata. Poprowadził? Jasne, miał sporo magicznych momentów zwłaszcza w playoffach, ale nie należał do najlepszych rozgrywających NFL. Choć trzy razy został wybrany do Pro Bowl, to jednak statystycznie był ok. 10% lepszy od ówczesnej średniej NFL. Zauważalnie ponadprzeciętny, ale w żadnym razie nie wybitny.

Tamtejsi Patriots byli konserwatywną ofensywą, która stanowiła wsparcie dla bardzo dobrej defensywy. Sezon 2004 był najlepszy dla ataku Pats zespołowo i Brady’ego indywidualnie, ale nawet wtedy to defensywa była tą formacją, która ciągnęła drużynę.Dyskusja Manning vs. Brady sprowadzała się do pytania „wolisz statystyki czy mistrzostwa?” Oczywiście pytania bardzo głupiego, ale nie wszystkie sportowe debaty są mądre.

Dopiero w 2007 r. Brady eksplodował. Zdobył swoje pierwsze MVP, choć Patriots przegrali Super Bowl. Od tego roku nikt już nie miał wątpliwości co do klasy TB12. Ale czy w innej drużynie dostałby swoją szansę? Czy może zawsze pozostałby skromnym zmiennikiem, wybranym gdzieś pod koniec draftu? Czy bez świetnej gry biegowej i defensywy zdołałby okrzepnąć na tyle, by ujawnić swój nieprzeciętny talent, wsparty niewiarygodną wręcz pracowitością? Czy gdyby Cleveland Browns sięgnęliby po niego z #183 ktoś poza zagorzałymi fanami z Ohio pamiętałby w ogóle o Tomie Bradym?

 

Czas na dojrzewanie

Przez cały sezon 2017 Patrick Mahomes siedział na ławce, przyglądając się jak Chiefs do akcji prowadzi Alex Smith. Niegdyś młodzi rozgrywający rutynowo notowali „odsiadkę” za bardziej doświadczonymi kolegami, ale w ostatnich latach to wyjątkowa sytuacja. Relatywnie tani rozgrywający na debiutanckim kontrakcie to cenny zasób, którego nie warto marnować. Z drugiej strony ogromna presja fanów, mediów i zarządu, by udowodnić, że to właśnie „ten jedyny”. Od 2011 tylko dwóch rozgrywających wybranych w pierwszej rundzie draftu nie dostało szansy w meczu o stawkę w debiutanckim sezonie: Mahomes i Jordan Love w sezonie 2020.

W opinii Andy’ego Reida i innych osób związanych z klubem młody rozgrywający po prostu nie był gotowy na NFL. Zamiast tego uczył się progresji, czytania defensyw, odpowiedniego przygotowania filmowego i wielu innych rzeczy niezbędnych na tym poziomie. Jednak to nie uciszyło krytyków: po co Chiefs wydawali taki kapitał w drafcie, skoro pozwalają grać Smithowi, który nigdy nie będzie wybitnym rozgrywającym? Co jest nie tak z Mahomesem? Czy Chiefs już wiedzą, że wybrali źle? Oczywiście oficjalnie Chiefs mówili, że Mahomes rozwija się wspaniale, ale każdy klub tak mówi o swoim młodym rozgrywającym, niezależnie od rzeczywistej sytuacji.

Jednak w styczniu 2018 r. Chiefs ogłosili, że oddają Smitha do ówczesnych Washington Redskins. Komunikat był jasny: stawiamy wszystko na Mahomesa. Andy Reaid i świeżo awansowany koordynator ofensywy Eric Bieniemy skroili nową ofensywę pod możliwości swojego QB. Zamiast wtłaczać go w sztywne ramy klasycznej pro style offense, stworzyli system na bazie tego co Mahomes znał najlepiej – dużo ruchu, zmylania rywala, shotgunu, prostych decyzji. Kreatywne zagrywki, mądry playcalling i powolne rozszerzanie zakresu obowiązków. To wydaje się oczywiste, ale niewielu trenerów, zwłaszcza starej daty jak Reid, byłoby skłonnych tak się dostosować do smarkacza.

W 2018 r. Mahomes i nowi Chiefs spadli znienacka na niczego nie podejrzewającą NFL. W dwóch pierwszych meczach Patrick zaliczył 10 podań na przyłożenie. Zakończył sezon z 50 i w swoim de facto debiutanckim sezonie zdobył nagrodę MVP. Jednak to nie był koniec dojrzewania. W finale konferencji czekali Bill Belichick i Tom Brady. Brady udowodnił, że w ofensywie jest nie mniej produktywny niż młody gwiazdor. A defensywa Belichicka zmiennym ustawieniem i blitzami zdołała namieszać Mahomesowi w głowie. Magiczny sezon skończył się przedwcześnie, a dwa tygodnie później to Tom Brady wygrał swoje szóste mistrzostwo w karierze.

Co się odwlecze, to nie uciecze. Przed rokiem to Chiefs byli górą. Mahomes nie zdobył kolejnej nagrody MVP, ale Lombardi Trophy powędrowało do Kansas City, a ich QB został uznany MVP Super Bowl. Miał przy tym masę szczęścia, bo w trakcie sezonu doznał zwichnięcia rzepki. Cudem nie doszło do poważniejszego urazu, który zakończyłby jego sezon.

 

Talent czy organizacja?

Trudno o dwóch zawodników, którzy bardziej różniliby się w stylu gry. Atletyczny, nieco szalony Mahomes, dokonujący cudów przy wielce nieortodoksyjnej technice. I powolny, klasyczny Brady, który sukces zawdzięcza głównie fenomenalnej inteligencji boiskowej i nienagannej mechanice. Jednak obaj to dowód, że ciężka praca może dać sukces w NFL i że znaki zapytania na starcie potrafią przemienić się w wykrzykniki.

Nieżyjący już Jerry Krause, generalny menedżer Chicago Bulls w latach 90-tych XX wieku miał niegdyś powiedzieć, że „to nie zawodnicy zdobywają mistrzostwa, tylko organizacje”, czym bardzo wkurzył Michaela Jordana i Scottiego Pippena. Sam Krause twierdził później, że jego słowa zostały wyrwane z kontekstu, ale jest w nich sporo prawdy.

Tak Brady jak Mahomes trafili w idealne dla siebie warunki. Znaleźli się w sprzyjającym systemie, w którym mogli się rozwijać. Otoczeni dobrą drużyną, która potrafiła ich wspomóc. Jak wiele wybitnych talentów przepadło, bo ich kluby nie potrafiły zapewnić im odpowiedniej infrastruktury? Gdyby w 2017 r. Chicago Bears sięgnęli po Mahomesa zamiast Mitchella Trubiskiego i rzucili go od razu w ogień, to czy mówilibyśmy dziś o 25-latku jako niemal pewnym członku Pro Football Hall of Fame? Ile brakowało, by świat nigdy nie usłyszał o Tomie Bradym?

W tegorocznym Super Bowl zmierzy się historia z przyszłością. Ale obaj stanowią żywy dowód na to, że jeśli szukasz rozgrywającego na lata, zapewnienie mu odpowiedniego otoczenia to połowa sukcesu.

 

Zostań mecenasem bloga:




Exit mobile version