Site icon NFL Blog

NFL tydzień 11: Baltimore Ravens w gazie

Baltimore Ravens byli niekwestionowanym faworytem meczu przeciwko Houston Texans. Jednak mało kto spodziewał się aż takiej dominacji ekipy Johna Harbaugha. Musiałaby się zdarzyć katastrofa, by ktoś odebrał Ravens wolne w pierwszej rundzie playoffów, a i pierwsze miejsce po sezonie zasadniczym, dzięki bezpośredniej wygranej z Patriots, wciąż pozostaje w zasięgu ręki.

Miał być mecz kolejki, starcie dwóch młodych kandydatów do miana MVP, zacięty do samego końca pojedynek między dwiema ekipami, które chcą zdetronizować New England Patriots. Nadzieje na dobre widowisko podsycały wspomnienia ostatniego starcia Watsona z Jacksonem w 2016 r., kiedy to Louisville Jacksona przegrało z Clemson Watsona 42:36, a obie ofensywy wygenerowały w sumie 1075 jardów i 57 pierwszych prób.

Ostatecznie tylko jedna z drużyn potwierdziła wysokie ambicje. Ravens byli lepsi od rywali w absolutnie każdym aspekcie gry: ataku, obronie i special teams. I to mimo że w pierwszej kwarcie Justin Tucker zaliczył rzadkie niecelne kopnięcie z pola, a w kolejnej serii Harbaugh zaordynował nieudany zmyłkowy field goal. Jednak pozostałe serie w meczu kończyli punktami, nie licząc „kolanek” na zakończenie obu połów.

Tym razem to nie tylko Lamar Jackson zdecydował o wygranej Ravens. Młody rozgrywający Baltimore znów był świetny. Podał na cztery przyłożenia, wybiegał 86 jardów, a akcją meczu był jego 39-jardowy slalom między obrońcami Texans. Ten występ sprawił, że Mark Ingram na konferencji pomeczowej powiedział, że jego rozgrywający to MVP, a jak ktoś uważa inaczej to on (Ingram) czeka na tę osobę w korytarzu. I nie brzmiało to jak zapowiedź merytorycznej dyskusji na rzeczowe argumenty.

Jednak w niedzielę show Lamarowi skradły obie linie. Przede wszystkim defensywna, na czele z Matthew Judonem. Watson został zsackowany siedmiokrotnie i uderzony dziesięciokrotnie. Wydawało się, że w każdej akcji jest pod presją. Zdyscyplinowany pass rush Ravens nie nabierał się na czary Watsona w kieszeni i poza nią, dzięki czemu wymusili na nim fumble w pierwszej kwarcie. Paradoksalnie sukces pass rushu wynikał z tego, że nie atakowali gwałtownie, tylko cierpliwie, metodycznie zgniatali kieszeń, nie powalając rozgrywającemu rywali na ucieczkę na zewnątrz.

Watson trzymał piłkę zdecydowanie za długo, ale nawet gdy chciał się pozbyć jej szybciej, miał problemy ze znalezieniem celów do podań wobec świetnej postawy secondary Ravens. W pierwszej połowie wyszło kilka slantów do DeAndre Hopkinsa, ale poza tym Watson był bezradny. Co gorsza w jednej z akcji skręcił kostkę. Raczej nie opuści żadnego meczu, ale poważnie ograniczy to jego mobilność tak jak u Patricka Mahomesa na początku sezonu.

Wróćmy jednak do Ravens i ich linii defensywnej. Linia ofensywna Texans jest gdzieś w okolicy ligowej średniej, ale na tle rywali z Baltimore wyglądali jak kompletni amatorzy. Matthew Judon zaliczył dwa sacki, cztery powalenia na stratę jardów, cztery QB hity i wymusił fumble. Był po prostu wszędzie, a jeśli on sam nie wykańczał akcji, to robił to któryś z jego kolegów. Z tak funkcjonującą obroną Ravens stają się najbardziej kompletną drużyną w lidze.

Z drugiej strony linia ofensywna Baltimore dawała Jacksonowi mnóstwo czasu na podania, a po ziemi Ravens zdobywali 7,3 jarda na próbę. Gus Edwards wybiegał 112 jardów w 8 próbach. Większość to 63-jardowy bieg na przyłożenie, ale nawet jeśli to odejmiemy, to zostaje 49 jardów w 7 biegach, co i tak jest wynikiem fenomenalnym.

Tak kompletnie bezradnych Texans jeszcze w tym sezonie nie widzieliśmy. Ba, to pierwszy raz w uniwersyteckiej i profesjonalnej karierze Deshauna Watsona, gdy przegrał mecz różnicą większą niż jedno posiadanie piłki. Przed sezonem niefrasobliwie oddali do Seattle Jadeveona Clowneya, licząc na J.J. Watta i Whitneya Mercilusa. Tylko że kiedy Watt padł ofiarą kontuzji, nie ma komu wywierać presji na rozgrywającym. Watt samą swoją obecnością robił więcej miejsca kolegom. Teraz nagle okazało się, że bez Watta i bez Clowneya ciężko wyprodukować pass rush.

Watson i spółka nie dostali też za dużego wsparcia zza linii bocznej. Jak na gałąź z trenerskiego drzewa Billa Belichicka, Bill O’Brien przywiązuje zaskakująco małą wagę do szczegółów. Bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy Texans nie mogą odpalić akcji w regulaminowych 25 sekundach, są zmuszeni wziąć przerwę na żądanie, a kolejną akcję (po timeoucie!) zaczynają w nielegalnej formacji? Dlaczego O’Brien trzymał na boisku swojego młodego QB ze skręconą kostką, choć było już dawno po meczu, a Watson niemal w każdej akcji zbierał cięgi od defensorów rywali?

Jeśli porównamy to z sytuacją Lamara Jacksona, pod którego Harbaugh i OC Greg Roman zbudowali fantastycznie funkcjonującą ofensywę, to trudno nie współczuć Watsonowi trudnych warunków pracy. No dobra, relatywnie trudnych.

Tak jak pisałem, Ravens w obecnej formie to najbardziej kompletna drużyna w NFL. Najlepsza ofensywa, bardzo dobra defensywa i Justin Tucker, jeden z najlepszych kickerów w historii ligi. Dwa tygodnie temu uporali się z Patriots i są w tej chwili jedyną drużyną, która może powstrzymać ekipę Billa Belichicka przed kolejnym awansem do Super Bowl.

Texans niespodziewanie spadli z pierwszego miejsca w AFC South. W tym kontekście ich mecz z Colts w czwartek nabiera ogromnej wagi dla obu ekip. Co więcej Raiders, będący pierwszą drużyną poza playoffami, mają taki sam bilans jak Houston. Margines błędu robi się niebezpiecznie mały.

 

Czy jest na sali trener?

8 sekund. Tyle zabrakło, by Cleveland Browns mogli się bez przeszkód cieszyć z czwartkowego zwycięstwa nad Steelers. Wygrali przekonująco z rywalem z dywizji. Udało im się uniknąć strat, a sami przechwycili cztery podania Masona Rudolpha. Przedłużyli swoje nadzieje na udział w playoffach. Jednak cieniem na niewątpliwym sukcesie sportowym kładzie się bijatyka, do jakiej doszło w końcówce meczu.

Rozgrywający Steelers najwyraźniej obraził się na uderzenie (legalne) Mylesa Garretta. Obaj panowie zaczęli się szarpać jeszcze na ziemi, a następnie (co widać na powtórkach z innych ujęć) Rudolph próbował kopnąć Garretta w krocze, a ten zerwał mu kask z głowy.

I gdyby na tym się skończyło, mielibyśmy jakieś wykluczenia, może kary finansowe, a sprawa rozeszłaby się po kościach. Niestety Garrett postanowił wymierzyć rywalowi cios kaskiem w głowę. Tylko cudem Rudolph nie doznał poważnego urazu. Kask futbolowy jest minimalnie cięższy od cegły, więc siła takiego ciosu jest znaczna, może nawet zabić.

Tym razem sprawiedliwość ligi okazała się rychła, a karząca pięść wyjątkowo celna. Garrett został zawieszony bezterminowo, z możliwością skrócenia kary dopiero przed kolejnym sezonem. Warto pamiętać, ze w przypadku tego zawodnika to recydywa, we wrześniu został ukarany grzywną za uderzenie rywala pięścią po akcji.

Trzy mecze zawieszenia dostał Maurkice Pouncey, center Steelers, który powalił i zaczął kopać Garretta. Jeden mecz odpocznie Larry Ogunjobi, którego na końcu filmu widzimy jak wpada w bójkę i powala Rudolpha na ziemię. Niestety sam Rudolph, który sprowokował całe zajście, nie zostanie zawieszony. Podobno NFL ma nałożyć na niego grzywnę, ale póki co nie mamy oficjalnego komunikatu na ten temat.

Dla Browns brak najlepszego obrońcy to chyba ostateczny koniec ambicji playoffowych w tym sezonie. Bandyckie zachowanie Garretta to w dużej mierze wina trenera, który kompletnie nie panuje nad drużyną. Pod wodzą Freddiego Kitchensa Browns stali się kompletnie niezdyscyplinowaną bandą. Nie tylko pod względem taktycznym, ale przede wszystkim w kontekście przewinień. Ekip z Cleveland od początku sezonu jest najczęściej karaną i nawet najwięksi fani Browns nie mogą się tu doszukiwać spisku. Po prostu brak dobrej pracy sztabu trenerskiego, co sprawia, że całe to nagromadzenie talentu dryfuje na manowce.

Browns desperacko potrzebują zmiany trenera. Bardziej niż Falcons, Jaguars, Giants, Redskins czy Jets. W przypadku każdej z tych ekip są jakieś okoliczności łagodzące. Na marnowanie takiego potencjału jaki jest w Cleveland okoliczności łagodzących nie ma. Za wybryk Garretta odpowiada przede wszystkim Garrett, ale to Kitchens stworzył kulturę, w której takie zachowanie w ogóle było możliwe. Czwartkowe wydarzenia powinny być gwoździem do jego trumny.

 

Tydzień w skrócie:

1. Z notatnika statystyka:

2. Z notatnika medyka:

3. Szykują nam się spore kontrowersje w Chicago. Podstawowy QB, Mitchell Trubisky, został ściągnięty z boiska w czwartej kwarcie przegranego meczu z LA Rams. Oficjalnie powodem było mocne stłuczenie biodra. Dr David Chao, były klubowy lekarz Chargers, napisał, że taka kontuzja może stawać się coraz bardziej bolesna w miarę upływu meczu, ale że jego zdaniem nie było medycznych powodów do ściągnięcia Trubiskiego. Wygląda na to, że drobny uraz stał się dla trenera Matt Nagy’ego wygodnym pretekstem. Nie ulega wątpliwości, że Trubisky nie nadaje się na podstawowego rozgrywającego. Nagy’ego nie było w klubie, gdy wybierali Trubiskiego z #2 w drafcie. Był natomiast aktualny GM Ryan Pace, który oddał dodatkowy kapitał draftowy, by przesunąć się z #3 na #2 i „zaklepać” swojego zawodnika. Niestety Miśki nie mają planu „B”. Zmiennikiem jest Chase Daniel, znany głownie z tego, że utrzymuje się w NFL 10. sezon, choć przez całą karierę wykonał 218 podań, z czego 140 w ostatnich dwóch sezonach w Chicago.

4. Do przerwy w Minnesocie zanosiło się na sensację. Denver Broncos prowadzili 20:0. Zostali pierwszą drużyną od 99 meczów, która roztrwoniła taką przewagę. W ostatnich 10 sekundach mieli jeszcze trzy akcje na cztery jardy od pola punktowego z czteropunktową stratą, ale nie zdołali zdobyć punktów.

5. Mecz Eagles – Patriots przywołał wspomnienia z Super Bowl. Ale nie tego, w którym drużyny z Philadelphii i Nowej Anglii pobiły masę ofensywnych rekordów, a ostatniego, w którym oglądaliśmy głownie defensywę i punty. Dominacja obrony Patriots, świetna gra linii defensywnej Eagles. Zwycięskie przyłożenie dla Pats w pierwszej serii drugiej połowy zdobył Philip Dorsett po podaniu… Juliana Edelmana. A potem obie drużyny zaliczyły w sumie 11 puntów, stratę w czwartej próbie i koniec meczu – 13 serii bez punktów. W special teams lepiej wypadli Patriots, ale marna to pociecha dla fanów drużyny, którzy z niecierpliwością wyglądają powrotu LT Isiah Wynna po kontuzji.

6. Atlanta Falcons byli największym rozczarowaniem pierwszej części sezonu, ale po bye weeku wygrali w świetnym stylu dwa mecze w ramach dywizji, a ich obrona nagle wróciła z dalekiej podróży i zabrała się do roboty. Jest to niestety dość typowe dla Falcons pod wodzą Dana Quinna, którzy każdy sezon zaczynają słabo w obronie, w końcówce grają lepiej, robiąc kibicom nadzieje na kolejny sezon, a każdy kolejny sezon zaczynają gorzej od poprzedniego, by w końcówce zrobić nadzieje… Chyba łapiecie wzór? Tylko Matt Ryan i Julio Jones grają na niezmiennie wysokim poziomie, ale w tym roku nie wystarczy to nawet na playoffy.

7. Nick Foles wyleczył złamany bark i wrócił do gry. Rozgrywający Jaguars nie zaliczy niedzieli do udanych. Colts wygrali 33:13, główne dzięki 264 wybieganym jardom na śerdniej 7,3 jarda/próbę.

8. Dak Prescott na MVP to lekka przesada (póki co), ale rozrywający Cowboys faktycznie gra znakomicie. To już nie jest ofensywa Ezekiela Elliotta. Prescott ma w tym sezonie 2. najlepszy QBR, 8. passer rating, 3. ANY/A, najwięcej jardów podaniowych, a w liczbie podań na TD ustępuje tylko Russellowi Wilsonowi. W tym roku Prescott zanotował już cztery mecze z przynajmniej 375 jardami podaniowymi i 2 TD. Tylko Peytonowi Manningowi udało się zaliczyć sezon z większą liczbą takich meczów (6).

9. W sobotę poważnej kontuzji biodra doznał Tua Tagovailoa, rozgrywający Uniwersytetu Alabamy. Młody Hawajczyk zwichnął i złamał biodro. Samo w sobie jest to poważnym urazem i grozi martwicą bez natychmiastowej pomocy medycznej. Dodatkowo znacząco zwiększa ryzyko podobnych urazów w przyszłości, co widzieliśmy u byłego TE Ravens, Danisa Pitty, który doznał trzech zwichnięć w ciągu pięciu sezonów i musiał zakończyć karierę. Dlaczego piszę tu o zawodniku NCAA? Bo Tua był jednym z głównych kandydatów do wysokiego wyboru w drafcie 2020, może nawet #1. Jego uraz na pewno spowoduje poważne przesunięcia na ściągawkach przeddraftowych u wszystkich drużyn. Ogromna szkoda, gdyby względy medyczne pozbawiły nas możliwości oglądania tego utalentowanego chłopaka na boiskach NFL.

 

Zostań mecenasem bloga:




Exit mobile version