Site icon NFL Blog

NFL, tydzień 11: Przyszłość futbolu

105 punktów, 1001 jardów, 13 przyłożeń. Fajerwerki ofensywne w Los Angeles były wszystkim czego mogliśmy się spodziewać. A jednak nie tylko ofensywa nadawała ton wydarzeniom poniedziałkowej nocy.

W podsumowaniu tygodnia przyjrzymy się batalii o NFC North. Zastanowimy się czy jest ktoś chętny do wygrania NFC East i czemu właściwie Panthers grali za dwa w ostatniej akcji. Zaczynamy jednak od „instant classic”, czyli pojedynku Los Angeles Rams – Kansas City Chiefs.

 

Okno w przyszłość

Dwie drużyny należące do bezsprzecznie najlepszych w NFL w tym roku. Dwaj młodzi rozgrywający, którzy będą w czołówce przez najbliższe kilkanaście lat. I dwaj trenerzy, którzy, choć należą do różnych pokoleń, prezentują podobne, nowoczesne podejście do gry swoich drużyn.

To co zobaczyliśmy podczas Monday Night Football w LA Coliseum to obraz kierunku, w którym nieuchronnie zmierza NFL, a za nią cały futbol amerykański. Możemy się oczywiście oburzać, że gra robi się miękka, że obrony nie wiedzą co robić i że właściwie to wszystko wygląda jak flagówka. Ale te same narzekania można było usłyszeć w latach 80-tych XX w., gdy Joe Montana i jego 49ers stanowili radykalną odmianę od dominujących defensyw lat 70-tych. Oni też korzystali ze zmiany przepisów.

Paradoksalnie te poniedziałkowe ofensywy nie były aż tak niezwykle skuteczne. Niby 105 punktów to drugi najwyższy wynik we współczesnej NFL (po 1970 r.), ale aż 1/5 tych punktów (trzy przyłożenia + podwyższenia) zapewniły defensywy. 1001 jardów obu drużyn to dopiero piąty najlepszy wynik ofensywny w tym sezonie (trzeci, jeśli nie liczyć meczów zakończonych dogrywką).

To co było niezwykłe, to tempo w jakim toczył się ten mecz. 28 posiadań piłki (nie licząc „kolanek” na koniec obu połów) to aż o sześć więcej niż w przeciętnym meczu NFL w tym roku. Jakby dodatkowa kwarta. Tylko jedno posiadanie „zjadło” z zegara meczowego więcej niż 5 minut, tylko trzy posiadania więcej niż 4 minuty. Ostatnie 14 minut meczu (od pick-six) to 12 posiadań, tylko 2 przekroczyły 2 minuty czasu meczowego, a 5 nie przekroczyło minuty.

Nie znaczy to, że mieliśmy masę 3&out. Przez cały mecz tylko 7 posiadań zakończyło się puntami, czyli równo 25%, a średnia NFL w tym sezonie to 38,4% (za Football Outsiders, nie uwzględnia meczów z 11. kolejki).

Niestety tak duża liczba serii ofensywnych wpłynęła na duża liczbę przerw, co z kolei sprawiło, że mecz, od kickoffu do ostatniej sekundy, trwał 3 godziny 43 minuty. To znacznie dłużej od celu NFL, który zakłada kończenie spotkań w czasie poniżej trzech godzin, choć w tym wypadku chyba nikt nie narzekał.

Czy był to mecz bez defensyw? Wręcz przeciwnie. Mieliśmy aż siedem strat, czyli 0,25 na serię ofensywną. Średnia wg FO to 0,12. Do tego 8 sacków z obu stron (ligowa średnia 2,5 na mecz na drużynę, czyli 5 na mecz). Musimy się przyzwyczaić, że defensywy będę miały inne zadania.

Coraz częściej słyszymy opinie, że rolą obrony nie jest już zduszenie przeciwnika i oddanie jak najmniejszej liczby jardów. Ofensywa i tak swoje jardy zdobędzie. Chodzi raczej o to, by wydobyć piłkę, wymusić stratę, zatrzymać kluczową trzecią próbę, dać swojej ofensywie to jedno kluczowe posiadanie piłki więcej. Podczas meczu zauważył to m.in. Tedy Bruschi, niegdyś wybitny linebacker, a dziś analityk telewizyjny.

Zmiany przepisów nie przebiegają bezboleśnie, zwłaszcza początek tego sezonu dostarczył nielichego zamieszania, bo sędziowie dostali zbyt restrykcyjne wytyczne. Jednak w ostatnich tygodniach jest lepiej. Możemy zauważyć inny styl gdy obrońców, którzy w mniejszym stopniu próbują zrównać rywala z ziemią, a w większym starają się wyłuskać piłkę. Widać to zwłaszcza po pass rusherach przy sackach i DB atakujących recivera w momencie chwytu.

Jeśli już przy sędziach jesteśmy, to warto zauważyć, że mecz Rams-Chiefs sędziowała ekipa „playoffowa”. To znaczy do sędziowania zostali desygnowani sędziowie, którzy najlepiej się w danym sezonie spisywali, a nie stała drużyna sędziowska, jak ma to normalnie miejsce w sezonie zasadniczym. Zebry miały pracowity dzień – 21 przyjętych kar na 205 jardów. Jednak do tegorocznego rekordu – 24 kary na 292 jardy ze spotkania Buffalo – Chicago, jeszcze sporo zabrakło.

Ostatecznie wygrali Rams. Byli mniej skuteczni w ataku (6,1 vs 7,9 jarda na próbę), ale popełnili mniej błędów. Patrick Mahomes rzucił 6 TD, ale jednocześnie 3 INT (choć trzeba przyznać, że ostatnie było czymś w rodzaju „zdrowaśki”) i zgubił dwa fumble. Aaron Donald (2 sack-fumble) i Samson Ebukacm (pick six i fumble rec TD) przechylili szalę zwycięstwa na korzyść Rams właśnie w defensywie. Nie pomogło 215 jardów i 2 TD Tyreeka Hilla. Jared Goff również zgubił dwa fumble, ale poza tym nie popełniał prawie błędów – 0 INT, 4 TD podaniowe i 1 TD biegowy.

Czy w Super Bowl zobaczymy powtórkę? Prawdę mówiąc trudno mi sobie wyobrazić drużynę w AFC, która w tym roku zdołałaby wygrać na Arrowhead Stadium. Droga Rams do finału może być znacznie trudniejsza, zwłaszcza że póki co wirtualnymi gospodarzami finału NFC są New Orleans Saints.

 

Defensywna batalia o NFC North

Jeśli ktoś znudzony jest tegoroczną dominacją ofensyw w NFL, powinien jak najszybciej nadrobić ostatnie Sunday Night Football. W Chicago spotkały się dwie najwyżej notowane drużyny NFC North. Na boisku kości trzeszczały, a defensywy robiły kawał dobrej roboty. Ostatecznie nieco lepiej w ataku zaprezentowali się Chicago Bears, którzy wygrali z Minnesota Vikings 25:20.

Kiedy Bears pozyskiwali z Oakland Khalila Macka, sporo zaryzykowali. Normalnie gracza tej klasy można pozyskać wykładając na stół wór gotówki albo zużywając wysoki wybór w drafcie. Bears wyłożyli na stół wór gotówki oraz zużyli wysoki wybór w drafcie. Dalej nie wiadomo, czy w ostatecznym rozrachunku im się to opłaci, ale jak na razie zwrot z inwestycji wygląda zadowalająco.

Po kontuzji kostki Macka nie ma już śladu i pass rusher Bears wrócił do terroryzowania rywali. W niedzielę zaliczył sack, dwa powalenia na stratę jardów, wymuszone i odzyskane fumble. Jednak jego wpływ na mecz był dużo, dużo większy. Jeśli Vikings popełniali błąd i zostawiali go jeden na jeden z którymś z tackli, Mack rozbijał akcje biegowe. Kirk Cousins był nerwowy jak krwawiący nurek w basenie z żarłaczem białym.

Ofensywa Vikings ma niezłą siłę ognia, a Adam Thielen i Stephon Diggs to najlepszy duet reciverów w obecnej NFL. Ale na nic ich starania, jeśli o-line Vikings nie jest w stanie zapewnić czystej kieszeni Cousinsowi. Liniowych Minnesoty dręczył nie tylko Mack, ale i Akeem Hicks. Atakujący ze środka linii 150-kilowy DT raz po raz rozrywał kieszeń i zduszał w zarodku akcje biegowe. Zaliczył aż pięć powaleń na straty jardów i uniemożliwiał Cousinsowi skuteczne przesunięcie się do przodu w kieszeni w celu uniknięcia szarżującego z boku Macka.

Cousins często był pod presją, ale nawet gdy miał czystą kieszeń, nie spisywał się najlepiej. Przestrzelił kilka ewidentnie otwartych rzutów, w tym TD do Diggsa na samym początku meczu. O ile przy pierwszym przechwycie był pod presją, o tyle przy pick-six Eddiego Jacksona może mieć pretensje tylko do siebie. Na pewno nie był to mecz, którego można się spodziewać po zawodniku zarabiającym 28 mln rocznie.

Nie pomagała mu gra biegowa. Linia i running backowie nie byli w stanie nic wygenerować. 13 biegów przyniosło w sumie 17 jardów i zgubione fumble.

Miśki też nie grały imponująco w ataku. Również zaliczyli trzy straty. Jednak ich atak był znacznie kreatywniejszy. Matt Nagy skutecznie wciela w życie nowoczesne koncepcje ofensywne. Jego backfield jest w ciągłym ruchu (w granicach przepisów, naturalnie). Część zawodników w akcji szła w lewo, część w prawo, a zdezorientowani linebackerzy Vikings albo poruszali się równolegle do linii wznowienia akcji albo tracili cenne sekundy na próby zorientowania się w sytuacji. Do tego Mitch Trubisky może jeszcze nie należy do najlepiej podających rozgrywających w NFL, ale nikt nie może wątpić w jego atletyzm.

Bears zdobyli po ziemi 148 jardów. Nie przekroczyli 4 jardów na próbę, ale zaliczali kolejne cenne pierwsze próby, a Trubisky świetnie wiedział kiedy pobiec i kiedy się położyć, by zdobyć pierwszą próbę i jednocześnie ochronić się przed uderzeniem.

Warto podkreślić, że Bears w tym meczu po obu przyłożeniach grali dwupunktowe przyłożenie. Zmusili tym samym Vikings do grania za dwa po swoich przyłożeniach. To może być cenna przewaga, jeśli spędziło się trochę czasu na szykowaniu różnych wariantów zagrywek z drugiego jarda, a przeciwnik nie.

Bears nie zdominowali rywala. Ale umiejętnie wykorzystali swoje atuty i przeważali cały mecz. Pięciopunktowa przewaga na koniec nie oddaje do końca przebiegu gry. Co najważniejsze, mają 1,5 meczu przewagi nad Vikings w dywizji i nawet jeśli przegrają w Minnesocie, wciąż będę wyżej (dzięki remisowi Wikingów z Green Bay). Ekipa z Wietrznego Miasta jest na dobrej drodze do playoffów. Przeciwko Rams albo Saints nie postawiłbym na nich złamanego grosza, ale dla obu wyżej notowanych ekip Mack i spółka mogą być wyjątkowo niewygodnymi rywalami.

 

Kiedy agresywnie jest za agresywnie

Jak mogliście nie raz przeczytać na tej stronie, jestem zwolennikiem agresywnego playcallingu. Nie lubię kopania z pola na jeden jard od pola punktowego, niemal w każdej sytuacji grałbym za dwa, a punty na połowie rywala w ogóle wyrzuciłbym z playbooka. Jednak agresja ma na celu zwiększenie szans na wygraną, a nie agresję samą w sobie.

W tej sytuacji nie mogę zgodzić się z decyzją Rona Rivery, by Panthers w meczu przeciwko Lions grali za dwa przy stanie 19:20 dla Lwów. Na zegarze zostawało 1:07, co w praktyce znaczyło, ze gramy o wszystko albo nic.

Już słyszę Wasze „Weź się chłopie zdecyduj! To grać za dwa czy nie?” W tej sytuacji… nie. Ale przecież miesiąc temu tłumaczyłem tu, że w takiej sytuacji należy grać za dwa? Wszystko się zgadza, ale to jednak nie ta sama sytuacja. Warto próbować rozstrzygnąć mecz, jeśli przeciwnik dysponuje lepszą drużyną. Że zacytują sam siebie: „grasz jeden na jednego w koszykówkę z LeBronem Jamesem. Masz pierwszy piłkę. Wolisz grać do 1 punktu, gdzie masz szansę na jakiś szczęśliwy rzut czy do 11, gdzie James na pewno cię zmiażdży (oczywiście zakładamy, że chcesz wygrać, a nie po prostu mieć frajdę z gry przeciwko Jamesowi)?”

Będąc trenerem Panthers przeciwko Mattowi Staffordowi, Mattowi Patricii i Lions? Biorę dogrywkę.

Trzeba przy tym pamiętać o jeszcze jednym aspekcie decyzji. Panthers, z Camem Newtonem na rozegraniu, są lepsi od przeciętnej drużyny NFL w tzw. „power situation” (w sytuacji gdy do zdobycia pozostały 2 jardy lub mniej). Można mieć pretensje do playcallu, ale przecież Newton miał otwartego recivera, którego przestrzelił. Najlepsza decyzja trenera nie pomoże, jeśli zawiedzie egzekucja.

 

NFC East do wzięcia

18 listopada 1985 r. w Waszyngtonie rozgrywający Redskins Joe Theisman został zsackowany i paskudnie złamał nogę. Już nigdy nie zgrał w NFL.

18 listopada 2018 r. w Waszyngtonie rozgrywający Redskins Alex Smith został zsackowany i paskudnie złamał nogę. Natychmiast został przewieziony do szpitala, gdzie przeszedł operację złamanych kości strzałkowej i piszczelowej.

Medycyna poszła do przodu, więc są szanse, że Smith wróci do gry, ale na pewno nie w tym sezonie. W meczu przeciwko Texans zastąpił go Colt McCoy. Rzucił nawet swój pierwszy TD w NFL od sezonu 2015 i zapewne będzie rozgrywał do końca sezonu, a jego zmiennikiem będzie świeżo pozyskany Mark Sanchez. To nie jest dobra wiadomość dla ekipy ze stolicy, która do tej pory zmierzała po wygraną w NFC East.

Smith może nie grał w tym sezonie wybitnie, w niedzielę zagrał wręcz porażająco słabo, ale i tak jest zawodnikiem dwie klasy lepszym od McCoya. Tymczasem z wygodnej przewagi Redskins nad resztą dywizji już prawie nic nie zostało. Jeśli w czwartek przegrają w Dallas, spadną z pierwszego miejsca w dywizji (Cowboys będą mieli lepszy bilans meczów w ramach dywizji).

Cowboys są poważnym zagrożeniem, bo w ostatnich tygodniach złapali rytm w ofensywie. Po cennych wyjazdowych zwycięstwach nad Eagles i Falcons mogą włączyć się do walki o pierwsze miejsce w NFC East.

Niemal na pewno nie zrobią tego Philadelphia Eagles. Mistrzowie NFL nie zdołali odwrócić swojego sezonu w Nowym Orleanie. Saints wręcz wdeptali rywali w ziemię, wygrywając różnicą 41 punktów. Święci robili co chcieli w ataku i kompletnie sponiewierali ofensywę Orłów. Carson Wentz rzucił trzy INT, a Sean Payton z upodobaniem upokarzał rywali. Trudno inaczej nazwać sytuację, w której w sytuacji 4&6 w czwartej kwarcie przy 31-punktowym prowadzeniu Saints grają dalekie podanie (udane) do Kamary.

Orły nie mają żadnego zdrowego cornerbacka, który byłby w ich składzie trzy tygodnie temu. Grają z tygodnia na tydzień słabiej. Mają tylko dwa mecze straty do Redskins i jeden do Cowboys, ale trudno oczekiwać na jakieś cudowne przebudzenie. W tej sytuacji czwartkowy mecz może zdecydować o losach dywizji.

 

Tydzień w skrócie:

1. Z notatnika statystyka

– Adrian Peterson (Redskins) znalazł fontannę młodości, wpadł do kociołka z magicznym wywarem albo po prostu odpoczął przez rok. W każdym razie w niedzielę zaliczył dwa przyłożenia biegowe i ma już ich na koncie 105 w karierze. To szósty wynik w historii NFL.

– Andrew Luck (Colts) zaliczył trzy przyłożenia podaniowe przeciwko Titans. To już jego siódmy mecz z rzędu z minimum trzema przyłożeniami. To trzeci wynik w historii NFL. Dłuższymi seriami mogą pochwalić się tylko Peyton Manning w 2004 r. (8) i Tom Brady w 2007 r. (10). Obaj zostali w tamtych latach MVP ligi.

2. Długo wydawało się, że Pittsburgh Steelers zaliczą fatalną wpadkę w Jacksonville. W pewnym momencie Ben Roethlisberger miał na koncie trzy INT, a Steelers przegrywali 16:0. Jednak w drugiej połowie Big Ben poprowadził imponujący comeback, który wykończył własnym przyłożeniem biegowym.

3. Denver Broncos niespodziewanie wygrali na wyjeździe z LA Chargers, odrabiając po drodze 12-punktową stratę. Bohaterem był Von Miller, który zaliczył kluczowy przechwyt na Philipie Riversie. Sezon Broncos jest… dziwny. Mają bilans 4-6, ale zaledwie -7 w małych punktach. W wielu meczach z mocnymi drużynami trzymali się do końca. Dwukrotnie przegrali różnicą jednego posiadania z Chiefs, dwoma punktami z Texans i trzema punktami z Rams. Z drugiej strony polegli 18 punktami z Jets. Trudno nazwać ich mocną drużyna, ale na pewno są niewygodnym rywalem.

4. Texans wygrali siódmy mecz z rzędu i to mimo słabszej dyspozycji Deshauna Watsona (2 INT). W AFC wciąż są na czwartym miejscu z takim samym bilansem jak New England Patriots, ale z Patriotami przegrali bezpośredni mecz. Do końca sezonu nie mają w kalendarzu ani jednej drużyny z dodatnim bilansem, a najgroźniejszymi rywalami są Titans i Colts.

5. Lamar Jackson zadebiutował w wyjściowym składzie Baltimore Ravens w meczu przeciwko Cincinnati Bengals. To ostatni z pięciu wybranych w pierwszej rundzie tegorocznego draftu rozgrywających, który wyszedł w podstawowej jedenastce. Ravens pokazali zupełnie nowe oblicze, mocno nastawione na grę dołem i zone read. W pierwszej serii zdobyli TD po 11 z rzędu akcjach biegowych. Jako trzecia drużyna po 1999 r. zdobyli przyłożenie po serii składającej się z minimum 10 akcji i samych biegów. Jackson podał na 150 jardów (1 INT) i wybiegał 117 jardów w aż 27 próbach. Jednak, co najważniejsze, Ravens wygrali.

6. Jeśli komuś wydaje się, że jest coś, czego Julio Jones nie potrafi robić, to niech zobaczy perfekcyjną technikę w tym powaleniu.

7. W Draft Bowl Arizona Cardinals zdołali przegrać z Oakland Raiders. Raiders spadli na 3. miejsce w drafcie 2019, Cardinals są drudzy. Nowym liderem zostali San Francisco 49ers, mimo że w tym tygodniu mieli wolne.

8. W czwartek Święto Dziękczynienia. Z naszego punktu widzenia najważniejsze jest to, że tradycyjnie w ten dzień gramy trzy mecze w NFL. W tym roku grają Chicago Bears – Detroit Lions (18:30 polskiego czasu), Washington Redskins – Dallas Cowboys (22:30) i Atlanta Falcons – New Orleans Saints (2:20 w nocy). Lions i Cowboys to drużyny, które od lat tradycyjnie grają w Święto Dziękczyniania, mecz Falcons – Saints to „normalne” Thursday Night Football.

 

Zostań mecenasem bloga:

Exit mobile version