Site icon NFL Blog

NFL przed sezonem 2023 – AFC North

NFL AFC North

W Cincinnati wszystko w rękach Joe Burrowa. W Baltimore nowy koordynator ofensywy musi wymyślić jak lepiej wykorzystać Lamara Jacksona. W Pittsburghu mocna obrona będzie ciągnęła wątpliwy atak. W Cleveland modlą się, by Deshaun Watson przypomniał sobie jak grac w futbol, bo nic innego zrobić nie mogą.

W tym sezonie AFC North gra przeciwko NFC West i AFC South, co jest bardzo korzystnym układem.

 

Cincinnati Bengals

Zobacz inne dywizje:

AFC East

AFC South

AFC West

NFC East

NFC North

NFC South

NFC West

Sezon Bengals mógł się skończyć, nim jeszcze się zaczął. Na jednym z pierwszych treningów obozu przygotowawczego QB Joe Burrow doznał kontuzji nogi. Pierwsze diagnozy, mówiące o ryzyku zerwanego ścięgna Achillesa, na szczęście się nie potwierdziły. Jednak rozgrywający na pewno będzie musiał odpocząć kilka tygodni. Nie wiadomo czy będzie gotowy na start sezonu zasadniczego oraz jaką formę zaprezentuje we wrześniu i październiku – takie urazy potrafią ograniczać zawodnika nawet po dopuszczeniu przez lekarzy do gry.

Jest to coś, na co należy zwrócić uwagę, ale na pewno nie powód do paniki. W dwóch ostatnich sezonach Bengals notowali relatywnie słabą pierwszą połowę sezonu, by nabrać wiatru w żagle od listopada. W tym roku może być podobnie.

Najważniejszym tematem tego offseason w Cinncinati była nowe umowa Joe Burrowa. Koledzy z jego draftowego rocznika: Justin Herbert i Jalen Hurts już podpisali nowe kontrakty i nie ma cienia wątpliwości, że Burrow dostanie jeszcze więcej niż oni, zarówno w kontekście całościowej kwoty, jak praktycznych gwarancji. Póki co Bengals się nie spieszą, ale też nie mają takiej potrzeby. Burrow ma ważną umowę jeszcze dwa lata, a potem klub dysponuje franchise tagiem. To oznacza trzy lata pełnej kontroli za umiarkowaną cenę. To Burrowowi powinno zależeć na czasie, a najwyraźniej żądania jego obozu są dla tradycyjnie skąpego właściciela Mike’a Browna za wysokie.

Niemniej siła drużyny wciąż będzie opierała się na ofensywie. Atak nie stracił żadnego znaczącego gracza, za to wzmocnił jeszcze linię ofensywną, pozyskując z Chiefs LT Orlando Browna. Dotychczasowy LT Jonah Williams nie był z tego zadowolony i zażądał wymiany, ale sprawa ucichła, więc prawdopodobnie gracz zaakceptował przenosiny na prawą stronę linii. Burrow podający zza dobrej linii ofensywnej do Ja’Marra Chase’a, Tee Higginsa i Tylera Boyda to dość przerażająca perspektywa dla reszty AFC. Jedynym znakiem zapytania jest pozycja tight enda, gdzie kombinacja Irva Smitha i Devina Asiasiego nie napawa zbytnim optymizmem.

Mniej optymistycznie wygląda obrona, a szczególnie secondary, która straciła trzech zeszłorocznych starterów, a CB Chidobwe Awuzie wraca po zerwaniu więzadła ACL. Bengals pozyskali po taniości S Nicka Scotta i mają kilku młodych utalentowanych graczy wybranych w dwóch ostatnich draftach, ale trudno to określić jako pewny przepis na sukces.

W tej sytuacji jeszcze więcej będzie zależało od frontu i pas rushu, a ten wygląda solidnie. Trey Hendrickson i Sam Hubbard spisywali się zadowalająco przed rokiem, a do towarzystwa dokooptowano im Mylesa Murphy’ego wybranego w pierwszej rundzie tegorocznego draftu. Na środku jest D.J. Reader, który chwilami potrafi kompletnie zdominować rywali, choć może nie jest to gracz klasy Chrisa Jonesa.

Bengals to kolejna drużyna, która celuje w Super Bowl w wyjątkowo mocnej AFC. I mają na to realne szanse, o ile DC Lou Anarumo zdoła sklecić sensowne secondary z materiału który ma do dyspozycji.

 

Baltimore Ravens

Ravens w ostatnich sezonach byli antytezą Bengals. Zaczynali fantastycznie, wierząc, że to ich rok, po czym blakli w miarę zbliżania się końca sezonu. Niemały wpływ na to miały kontuzje, przede wszystkim QB Lamara Jacksona i LT Ronniego Stanleya (ten ostatni rozegrał zaledwie 18 spotkań przez ostatnie trzy sezony). Jednak w Baltimore uznali, że czas na głębsze zmiany w ataku. Koordynatora ofensywy, Grega Romana, zastąpił Todd Monken, który pełnił już tę rolę w Tampie, Cleveland, a ostatnio na Uniwersytecie Georgii.

Bez wątpienia gra Ravens w ataku będzie wyglądała diametralnie inaczej, nie tylko ze względu na zmianę koordynatora, ale także personelu. Przed rokiem praktycznie jedynym receiverem, na którym Jackson mógł w 100% polegać był TE Mark Andrews. Andrews pozostaje w drużynie, a korpus skrzydłowych otrzymał solidne wzmocnienia. Odell Beckham to zawodnik bez wątpienia utalentowany, ale po serii kontuzji musiał się zgodzić na niższą umowę. Nelson Agholor to gracz frustrująco nierówny z częstszymi upadkami niż wzlotami, a wybrany w pierwszej rundzie draftu Zay Flowers to jeden z najwyżej ocenianych WR w tegorocznym naborze. Żaden z nich nie jest gwarantowanym receiverem #1, ale jest szansa że wspólnie znacząco podniosą poziom tej formacji.

Na szczęście skończyła się też offseasonowa drama związana z nową umową Jacksona. Po momentami brzydkich i publicznych przepychankach ostatecznie Jackson podpisał nową pięcioletnią umowę, jednak teraz Ravens muszą jeszcze bardziej uważać na jego zdrowie. Tutaj wracamy do Stanleya – jeśli będzie zdrowy, Ravens mają solidną linię, jeśli znów przedwcześnie skończy sezon, zaczną się problemy, zwłaszcza że do Denver przeniósł się OG Ben Powers, jedyny zawodnik, który przed rokiem grał w każdym snapie ofensywnym.

Nico gorzej wygląda sytuacja w defensywie. Ta grupa była siłą Baltimore przed rokiem, ale straciła kilku kluczowych graczy. Przede wszystkim CB Marcusa Petersa i DL Calaisa Campbella. I choć obaj mają za sobą najlepsze lata, to jednak wciąż odgrywali istotną rolę w drużynie. W tym roku zabraknie też kilku innych rotacyjnych zawodników na froncie: Jasona Pierre-Paula, Brenta Urbana i Justina Houstona. Żaden z nich nie stanowił o sile formacji, ale zastąpienie wszystkich na raz może być trudnym zadaniem. Oczywiście wymiana starzejących się weteranów na młodych graczy pozyskanych w ostatnich draftach nie musi być krokiem wstecz, ale lepiej gdy odbywa się to stopniowo, a nie jednocześnie.

Atutem powinna być za to secondary, choć na pozycji cornerbacka brakuje głębi i każdy uraz w tej grupie będzie jeszcze większym zmartwieniem niż normalnie. Z kolei środek defensywy stabilizuje LB Roquan Smith i choć można się zastanawiać czy warto płacić 20 mln rocznie graczowi z tej pozycji, nie ulega wątpliwości że to jeden z czołowych graczy w tym gronie.

Nowa ofensywa Ravens to wielka niewiadoma. Na papierze jest tam sporo talentu, ale czy nowy koordynator zdoła odpowiednio ułożyć wszystkie trybiki?

 

Pittsburgh Steelers

Stalowi zakończyli sezon sześcioma zwycięstwami w ośmiu ostatnich meczach. O włos opuścili playoffy i przedłużyli serię trenera Mike’a Tomlina, dla którego to 16. z rzędu sezon z bilansem minimum .500. X-factorem okazał się T.J. Watt. Z pass rusherem w składzie Steelers zanotowali bilans 8-2, pod jego nieobecność 2-6. Watt nie był tu jedynym czynnikiem, ale ewidentnie od jego zdrowia w nadchodzącym sezonie wiele będzie zależało. Na szczęście do zeszłego sezonu nie miał większych problemów z urazami, więc istnieje szansa, że wszystko wróci w tym roku do normy. Obrona jest tą silniejszą stroną drużyny przynajmniej od czterech lat i w tym roku nie powinno być inaczej.

Cameron Hayward i Alex Highsmoth uzupełniają Watta w jednym z najgroźniejszych defensywnych frontów w lidze. Wesprzeć może ich też Marcus Golden, utalentowany pass rusher, który jednak miał słaby poprzedni sezon w Arizonie.

W drugiej linii pozyskano Cole’a Holcomba i Elandona Robertsa, którzy powinni stworzyć solidny, choć niezbyt spektakularny duet. Z kolei do grona DB dołączył wybrany na początku drugiej rundy Joey Porter Jr, który jest synem Joeya Portera Sr, jednej z najlepszych linebackerów w historii klubu. S Terrell Edmunds odszedł do Filadelfii, ale w drużynie wciąż jest świetny Minkah Fitzpatrick, który jest najważniejszym graczem tej formacji. Wzmocnieniem może się też okazać CB Patrick Peterson, który wyglądał już na zupełnie zgranego, ale zaliczył solidny sezon w Minnesocie przed rokiem.

Obrona powinna zapewnić klubowi kolejny sezon w okolicy 9 wygranych, ale jeśli chcą zrobić krok dalej, to musi do nich dołączyć atak. Tutaj najważniejszy będzie rozwój QB Kenny’ego Picketta, jedynego rozgrywającego wybranego przed rokiem w pierwszej rundzie draftu. Jego sezon debiutancki daleki był od ideału, ale to nie znaczy, że się nie poprawi w tym roku.

Stalowi dali mu wiele wsparcia. Do linii ofensywnej dołączył Isaac Seumalo, który ma za sobą udany sezon w barwach Eagles, a z #14 w drafcie klub wybrał OL Brodericka Jonesa. W tej sytuacji Pickett powinien mieć więcej czasu, by znaleźć Diontae Johnsona i George’a Pickensa, który ma za sobą bardzo udany debiutancki sezon. Na pozycji TE świetnie rozwija się Pat Freiermuth, który spokojnie może myśleć o swoim pierwszym Pro Bowl w tym roku.

Raczej wątpliwe, by zespół z Pensylwanii walczył w tym roku o najwyższe cele, ale jeśli zdołają wykreować Picketta na solidnego startera, to mogą popsuć sezon licznym rywalom.

 

Cleveland Browns

Czy się to nam podoba czy nie, w krótkim terminie losy Browns zależą od jednego człowieka – Deshauna Watsona. Kiedy przed rokiem Browns podpisywali z nim najwyższy w pełni gwarantowany kontrakt w historii NFL, wiele osób krytykowało to z moralnego punktu widzenia – rozgrywający miał otwartą serię procesów o molestowanie seksualne masażystek. Jak to w Stanach bywa Watson po cichu spłacił oskarżające go panie, odsłużył 11-meczowe zawieszenie i wrócił do gry. Pamiętaliśmy go jako jednego z najbardziej utalentowanych zawodników w lidze, który potrafił wykrzesać coś z fatalnie zarządzanej drużyny w Houston. Jednak Watson, który pojawił się na boisku przed rokiem był cieniem tamtego gracza. Spisywał się znacznie słabiej niż Jacoby Brissett. Władze klubu mogą jedynie mieć nadzieję, że po przepracowanym w pełni offseason odzyska dawną formę, bo aż do końca sezonu 2026 Watson jest praktycznie niezwalnialny. Co gorsza jeśli klub będzie chciał ulżyć swojemu limitowi płacowemu, Watson może wymusić kolejne lata, bo to on rozdaje karty.

Ale zostawmy przyszłość i wróćmy do nadchodzących rozgrywek. Browns zbudowali wokół Watsona bardzo solidną grupę zawodników, więc trudno mu będzie o wymówki w przypadku słabej gry (choć wiadomo, złej baletnicy…). Ma do dyspozycji dobrą linię ofensywną, do której klub dołożył kilku solidnych rezerwowych. Jego podania będą łapać Amari Cooper i Donovan People-Jones, a z New Jersey dołączył Elijah Moore. Cała trójka to dobrzy gracze, z przebłyskami geniuszu w przypadku Coopera, choć nieco nierówni. Z kolei David Njoku to solidny, choć nieco przepłacony TE.

Mogłoby się wydawać, że Browns, płacący premium za niezwalnialnego rozgrywającego, będą oszczędzać na grze biegowej, jednak jakiś cudem udało im się w tym roku znaleźć ponad 10 mln dla RB Nicka Chubba. Prognozy mówią, że może przekroczyć w tym roku 2 tys. jardów, chociaż jeśli faktycznie będzie tak ostro eksploatowany, będzie to oznaczało słabą grę Watsona i kolosalne problemy dla klubu.

Niewiele więcej można było zrobić z ofensywą bez wymieniania rozgrywającego, więc Browns skupili się na wzmocnieniach obrony, która wyraźnie niedomagała w poprzednim sezonie. Nową kotwicą na środku linii ma być Dalvin Tomlinson, a w pass rushu Mylesa Garretta wspomoże Za’Darius Smith. Spore wzmocnienia także na tyłach, gdzie nową parę safety stworzą Juan Thornhill i Rodney McLeod, co powinno przynieść natychmiastową poprawę. Zwłaszcza jeśli CB Denzel Ward wróci do formy z 2021 r.

Jeśli Deshaun Watson przypomni sobie jak grał przed 2020 r., Browns włączą się do rywalizacji o playoffy. Jeśli jednak zademonstruje dyspozycję z ubiegłego sezonu, drużyna może się kompletnie rozlecieć na skutek napięć wewnętrznych.

 

Mój typ: Dywizja dla Bengals, dzika karta dla Ravens. Steelers na trzecim miejscu, ale poza playoffami, a Browns zamkną to grono.

 

Zostań mecenasem bloga:




Exit mobile version