Wymiany w dniu draftu

NFL Draft 2014Setki ekspertów, dziennikarzy i kibiców sporządza mock drafty, próbując przewidzieć co drużyny NFL zrobią od czwartku do soboty. Jednak gdy tylko zacznie się draft wszystkie te przewidywania będzie można wyrzucić do kosza. Wiele drużyn wybierać będzie z innym numerem niż obecnie im przydzielony. Powód jest prosty – wymiany.

Jak pisze John Clayton z ESPN, od 2004 r. w dniu draftu ma miejsce średnio 26,8 wymian między zespołami. Rekord padł w 2010 r. – 33, najmniej, 20, było w 2005. W zeszłym roku w samej pierwszej rundzie mieliśmy dziewięć wymian dnia draftu, a tylko połowa z 32 klubów wybierała w pierwszej rundzie na „swoim” miejscu. Wielu ekspertów wskazuje, że bogactwo w tegorocznym drafcie porównywalne jest z 2011, najlepszym draftem ostatnich lat, więc kluby mogą być mniej skłonne do oddawania swoich wyborów w pierwszej rundzie. Wówczas mieliśmy tylko cztery transakcje.

Większość wymian w dniu draftu dotyczy samych wyborów, choć zdarza się, że częścią pakietu są również gracze. W skład pakietu mogą wchodzić nie tylko wybory z obecnego draftu, ale i z kolejnych. W jednej z najsłynniejszych transakcji ostatnich lat Washington Redskins pozyskali #2 w 2012 r., żeby wybrać QB Roberta Griffina III. W zamian oddali do St. Louis swój wybór z pierwszej rundy 2012 (#6), drugiej rundy 2012 (#39) oraz pierwszych rundach draftów 2013 (okazało się, że był to #22) i 2014 (#2). Trzeba jednak zaznaczyć, że była to transakcja dokonana jeszcze przed draftem.

 

Jak wyglądają transakcje w dniu draftu? Przede wszystkim są to chwile koszmarnie nerwowe. Generalni Managerowie, trenerzy i ich sztab wiedzą, że stały dopływ talentów to być albo nie być dla szans drużyn, a więc i dla ich posad. Sytuacja rozwija się bardzo dynamicznie. Gracze znikają z puli po kolejnych wyborach, inni niespodziewanie ześlizgują się w dół. Klub może handlować wyborem do ostatniej chwili nim go „zużyje”. W pierwszej rundzie na decyzję jest 10 min., w drugiej 7, od trzeciej 5 min. Wyjątkiem są wybory kompensacyjne (compensatory selection) przyznawane za graczy straconych na rynku wolnych agentów, które nie podlegają wymianie.

Jak wygląda typowa wymiana? Dużo roboty odbywa się jeszcze przed draftem. Kluby sondują się wzajemnie. Duża część wymian, choć finalizowana w dniu draftu, uzgadniana jest wcześniej. Na przykład „jeśli będzie wasza kolej, a nasz gość nie będzie jeszcze wybrany, zamienimy się z wami na takich a takich warunkach”. Po czym w dniu draftu, kiedy nadejdzie odpowiednia chwila, GM dzwoni do kolegi, z którym dogadywał się wcześniej i mówi: „Nasz gość jest do wzięcia, umowa stoi?”. Oczywiście nie wyklucza to improwizowanych transakcji, zwłaszcza w dalszych rundach.

Typowa wymiana polega na tym, że jeden klub odstępuje swój wybór w drafcie w zamian za określoną ilość niższych wyborów przyporządkowanych drugiemu klubowi. Kupujący wyższy wybór „wymieniają się w górę” (ang. trading up), sprzedający „wymieniają się w dół” (ang. trading down). Idea jest prosta. Jedna drużyna otrzymuje wyższy wybór niż im należny i może wcześniej wybrać gościa, na którym im zależy, z większej puli graczy i ogólnie teoretycznie lepszego. Z kolei druga drużyna wybiera później, ale za to ma więcej wyborów do dyspozycji.

Nie ukrywam, że jestem fanem tego drugiego podejścia. W NBA jeden wybitny zawodnik wystarczy, żeby zbudować silną ekipę, dwóch, żeby zbudować contendera, a trzech żeby stworzyć dynastię. W NFL nawet pięciu-sześciu to za mało. Drużyna „zużywa” około 50-60 graczy w sezonie w zależności od liczby urazów. Draft to najtańsza metoda na pozyskanie nowych, często niezwykle wartościowych członków drużyny. Poza tym to często loteria. Wybieramy chłopaków, z których większość nie skończyła 24 lat. Zostają wyrwani z dotychczasowego gwiazdorskiego życia, muszą walczyć o swoje za wielkie pieniądze i najczęściej w zupełnie innym systemie gry. W tej sytuacji wolałbym mieć więcej szans, bo „busty” zdarzają się nawet z #1.

Jednym z mistrzów handlowania w dniu draftu jest Bill Belichick, trener i GM Patriots. W ciągu swojej kadencji tylko raz, w 2004 r. nie wymienił żadnego wyboru. Poza tym handluje na potęgę, w każdą stronę, w górę i w dół. Znany jest głównie ze swoich transakcji w dół, ale to głównie dlatego, że Patriots z reguły wybierają nisko w pierwszej rundzie i Belichick często woli cofnąć się o kilka miejsc do drugiej rundy za kilka dodatkowych wyborów. Warto jednak zauważyć, że w drafcie 2012 Pats dwa razy wymienili w górę w pierwszej rundzie. Wybrani wówczas Dont’a Hightower i Chandler Jones dobrze im służą, więc chyba nie żałują.

Jak sprawdzić, czy nasz klub zyskał czy stracił na tej wymianie? Najlepiej poczekać 3-4 lata. Półtora roku temu wspomniana na początku artykułu wymiana Redskins za Griffina wyglądała genialnie. Jednak z każdym dniem jej ocena jest coraz gorsza. Można oczywiście od razu porównać wybranych graczy, ale jak już wspominałem to loteria. Najpowszechniejszą metodą jest tabela Jimmiego Johnsona.

Johnson, trener i twórca mistrzowskiej dynastii Cowboys z lat 90-tych, stworzył tę ściągawkę podczas swojej pracy w Teksasie. Ma już swoje lata i wiele się przez ten czas w NFL zmieniło, ale wciąż jest w użyciu, choć wiele klubów korzysta z własnych metod. W tej tabeli każdemu wyborowi przyporządkowywana jest jakaś wartość punktowa. Wymiana jest sprawiedliwa, kiedy obie strony „wydadzą” tyle samo punktów. Dla przykładu, gdyby Falcons chcieliby w tym roku kupić od Texans #1 (jak głoszą pogłoski) wart 3000 pkt. musieliby zapewne oddać swoje wybory w pierwszej i drugiej rundzie (w sumie 2130 pkt.) i dorzucić przyszłoroczny z pierwszej rundy (590-3000 pkt., najprawdopodobniej w okolicy 800-1000 pkt.).

 

Jakie czynniki mogą wpłynąć na postawę klubów wobec wymian w dniu draftu?

1. Posiadane zasoby
Mam tu na myśli zarówno aktualny skład, jak i posiadane wybory w drafcie. Drużyna taka jak Seattle Seahawks, z niewieloma palącymi potrzebami, będzie raczej skłonna handlować w górę, żeby pozyskać kogoś wyjątkowego. Ekipy takie jak Raiders czy Jaguars, gdzie luk w składzie więcej niż wartościowych zawodników, powinny raczej handlować w dół, bo trzech solidnych zawodników da im więcej niż jedna gwiazda. Zespoły mające niewiele wyborów będą bardziej skłonne iść w dół i kumulować picki, z kolei te, które posiadają liczne wybory łatwiej się z nimi rozstaną.

2. Siła draftu
W każdym drafcie znajdzie się kilka niewypałów i w każdym można wyłowić gwiazdę. Jednak w latach uznawanych za dobre mniej zespołów będzie chciało oddawać wysokie wybory. W słabych latach odwrotnie, chętnych do przesunięcia się w dół będzie więcej. Zdarza się też, że draft postrzegany jest jako głęboki, ale bez wielkich gwiazd (tak mówiono o zeszłorocznym). Wtedy wysokie wybory tracą na wartości, a GM-owie chętnie kumulują te w środkowych rundach.

3. Przebieg draftu
To jest tak naprawdę kluczowy element. Z jednej strony klub handlujący w górę robi to w celu pozyskania konkretnego gracza, który jeszcze nie został wybrany. Jeśli ktoś wybrał go wcześniej, z wymiany nici. Z drugiej strony drużyna idąca w dół robi to, bo nie pozostał nikt, kto, według nich, zasługuje na wybór z tak wysokim numerem. Na przykład Packers w 2005 r. poważnie myśleli o wymianie w dół, ale kiedy okazało się, że mogą wziąć Aarona Rodgersa z #24 nie mogli się oprzeć i na pewno nie żałują. Z łatwością mogę sobie wyobrazić scenariusz, w którym któryś z najwyżej cenionych QB spada na dalsze pozycje (Bridgewater, Manziel, Bortles, Carr). Jedna ze słabszych drużyn może w takiej sytuacji chcieć pozyskać wybór pod koniec pierwszej rundy, a tam, na #29 Bill Belichick tylko czeka na okazję, by wziąć podobny okup jak rok temu od Vikings za to samo miejsce (#52, #83, #102, #229, wg tabeli Johnsona wziął 649 pkt za 640 pkt).

4. Zasłony dymne
Tym mianem określa się manewry wykonywane przez GM-ów i ich ludzi przed draftem. Usiłują nie pokazywać na kim im zależy, żeby nie budzić zainteresowań innych klubów, z drugiej strony dużo mówią o zawodnikach, których nie planują wybrać. Czasami, jeśli klub jest przekonany, że ktoś przed nimi chce wziąć zawodnika, na którym im zależy, będzie chciał za wszelką cenę przesunąć się w górę, a inni mogą to wykorzystać. Kliniczny przypadek to draft 2012, gdy mający #4 Browns byli przekonani, że wybierający z #3 Vikings chcą wziąć RB Trenta Richardsona, na którym im zależało. Zamienili się więc wyborami. Browns wzięli Richardsona i pożałowali, a Vikins z #4 pozyskali OT Matta Kalila, na którym zależało im od początku oraz dodatkowo wybory #118, #139 i #211. Mistrzowska zasłona dymna Vikings, a Browns dali się nabrać.

 

Niezależnie od tego jak potoczy się tegoroczny draft jednego możemy być pewni – już od pierwszej rundy będziemy świadkami dramatycznych wymian na ostatnią chwilę.

 

ZOBACZ TEŻ:

Droga do NFL. Część pierwsza: szkoła i uniwersytet

Droga do NFL. Część druga: Przed draftem

Droga do NFL. Część trzecia: Draft i walka o miejsce w składzie

Na ile kluby korzystają z pierwszej rundy draftu NFL?

Komentowanie zamknięte.