Indianapolis Colts na progu katastrofy

Przed sezonem typowałem Indianapolis Colts na mistrzów NFL w tym sezonie. Początek rozgrywek pokazał jednak, że w tym zespole jest cała masa problemów. Czy Colts są w stanie się podnieść? A może rozsadzające ich problemy sportowe i pozaboiskowe pchną ich ku fatalnemu sezonowi i przebudowie?

 

Sezon w liczbach

Logo Indianapolis Colts, NFLColts zaczęli sezon od dwóch porażek. Odkąd w 2002 r. NFL przyjęła obecny format dywizji i kalendarz rozgrywek, tylko 10 ze 107 drużyn, które zaczęły sezon 0-2, awansowało do playoffów. W zeszłym roku udało się to tylko jednej z tych drużyn. Pamiętacie jakiej? Indianapolis Colts. Tak więc niezależnie od wszystkiego, jeśli kibicujesz Źrebakom, nie czas na panikę.

(Na marginesie, czas na panikę będzie, jeśli przegrają w niedzielę na wyjeździe z Titans. W historii NFL tylko jednej drużynie udało się wejść do playoffów po starcie 0-3 i byli to Buffalo Bills w 1998 r.)

Nie ulega wątpliwości, że Colts zaczęli sezon fatalnie. Zdobywają najmniej punktów w lidze i są na czwartym miejscu od końca jeśli chodzi o ilość jardów na próbę (choć w doborowym towarzystwie, bo Peytona Manninga i Cama Newtona). Nie zachwyca również ich gra biegowa, która zdobywa 3,8 jarda/próbę, ale to 18 wynik w NFL.

Jeśli weźmiemy wartość DVOA, które mierzy wartość w rozbiciu na akcje i z uwzględnieniem siły przeciwnika i innych zmiennych, to ofensywa Colts jest na 27. miejscu w lidze, 17,4% poniżej przeciętnej.

Nieco lepiej spisuje się defensywa, ale to „nieco” również nie zachwyca. Oddają 8,3 jarda/podanie (27. miejsce w lidze), 3,9 jarda/bieg (17.), a quarterbackowie rywali mają przeciwko nim passer rating 104.2 (24.). Ta ostatnia statystyka nabiera nowych barw, jeśli weźmiemy pod uwagę, kim są rozgrywający, którzy dotąd grali przeciwko Colts: Tyrod Taylor i Ryan Fitzpatrick. Auć.

Football Outsiders i ich indeks DVOA sytuują drużynę z Indianapolis na 20. miejscu w NFL, 3% poniżej przeciętnej, choć ich defensywa podaniowa jest już na pozycji 29., 48,1% gorzej niż średnia. Powtórzę, przeciwko Taylorowi i Fitzpatrickowi.

Wiele osób wini za porażki rozgrywającego, Andrew Lucka. Faktycznie, Luck ma fatalne otwarcie sezonu, zdecydowanie najgorsze w karierze. Po dwóch meczach ma statystyki 47/86, 493 jardy (5,7 na podanie), 3 TD, 5 INT. Jego passer rating 58,9 sytuuje go na ostatnim miejscu w NFL, a QBR 28,5 dwa miejsca od końca.

Warto jednak zwrócić uwagę, że Luck nie ma łatwego życia. Każdy rozgrywający gra znacznie gorzej pod presją. Tymczasem QB Colts odkąd dołączył do ligi w 2012 r. do końca sezonu 2014 został powalony zgodnie z przepisami 328 razy. Drugi w tym czasie Matt Ryan leżał na trawie tylko 260 razy, a 68 razy przeciętny QB w NFL obrywa przez cały sezon zasadniczy plus playoffy. Oto jak fatalnie grała linia Colts ostatnie trzy sezony, a choć w tym roku Luck został zsackowany tylko dwa razy, to ich gra nie poprawiła się znacząco.

Tymczasem dwa pierwsze mecze Cots zagrali przeciwko dwóm trenerom, którzy uwielbiają blitzować. Rex Ryan i Todd Bowles zrobili karierę na swoich blitzach, a przeciwko fatalnej linii Indy, blitze siały wyjątkowe spustoszenie. Patriots pokazali, że świetnym sposobem na Bills są szybkie, krótkie podania, ale to nie jest gra Colts pod wodzą Pagano i Lucka.

 

Konflikt personalny

Po meczu z Jets trener Chuck Pagano powiedział, że Luck powinien radzić sobie z presją, bo przecież od początku swojej kariery się pod nią znajduje (parafrazuję). Oczywiście była to złośliwość wymierzona w Lucka, co mnie mocno dziwi. Takie rzeczy można owszem mówić, ale za zamkniętymi drzwiami wśród samych swoich. A antagonizowanie quarterbacka w lidze, w której los trenera zależy od jego rozgrywającego jak od mało kogo, słowa Pagano są zwykła głupotą. Tyle że Pagano nie mówił jedynie o Lucku. Między wierszami ta uwaga była skierowana do GM-a Colts, Ryana Grigsona.

Media od tygodnia donoszą o konflikcie między Pagano i Grigsonem. Nie jest to nic nowego. Trener i GM często rywalizują między sobą o władze wewnątrz organizacji. Parafrazując słynnego trenera Billa Parcellsa, GM kupuje składniki, z których potem trener ma przyrządzić danie. Według niepotwierdzonych doniesień medialnych, Grigson miał się wtrącać Pagano do kuchni, ale nawet jeśli to tylko kaczka dziennikarska, to trener ma sporo powodów do zastrzeżeń wobec pracy GM-a.

Grigson i Pagano przyszli do klubu w tym samym roku, 2012. Było to po katastrofalnym sezonie, gdy Indy przegrali 14 spotkań bez Peytona Manninga, który dochodził do siebie po kolejnej operacji nerwów w odcinku kręgowym. Jednak „w nagrodę” dostali pierwszy pick w drafcie 2012. I tu od razu trzeba powiedzieć, że zasługa Grigsona w pozyskaniu Lucka jest kompletnie żadna. 99,9% GM-ów, skautów i trenerów w NFL wzięłoby w tym drafcie z jedynką Lucka. To po prostu ziarno, które trafiło się ślepej kurze na początek jej dziobania w draftowych plewach. Dalej jednak było gorzej.

Grigson nie wybrał nawet jednego gracza, który trafiłby do All-Pro (łacznie z Luckiem), a do Pro Bowl, poza Luckiem, wybrano tylko T.Y. Hiltona.

W miarę niezły był draft 2012, gdzie poza Luckiem regularnymi starterami są również TE Coby Fleener i Dwayne Allen oraz WR T.Y. Hilton. Ale kolejne drafty wyprodukowały tylko dwóch starterów w o-line, którzy grają poniżej przeciętnej oraz Bjoerna Wernera, który nie spisuje się jako pass rusher, ale gra bo nie ma alternatywy. Z 22 wyborów w drafcie z lat 2012-2014 połowy już nie ma w drużynie. Dla porównania w Green Bay Packers, drużynie ze znacznie szwerszym składem, wskaźnik ten wynosi 10/28.

Niewiele lepiej wyglądały wzmocnienia Grigsona na wolnym rynku. Wystarczy wspomnieć katastrofalną próbę wzmocnienia gry biegowej przez pozyskanie Trenta Richardsona. Grigson oddał za niego wybór w pierwszej rundzie draftu 2014, gdy cała liga już postawiła na nim krzyżyk. W tym roku pozyskał WR Andre Johnsona i Franka Gore’a. Ruchy od początku obliczone jako krótkoterminowe. Mogły wypalić i sam uważałem, że to rozsądne ryzyko, ale obaj najwyraźniej nie mają już za wiele paliwa w baku.

To wszystko w sytuacji, kiedy salary cap ratowała mu śmiesznie mała kwota, jaką zajmował tam Luck. Od przyszłego sezonu jednak promocja się skończy i będzie tylko trudniej.

W efekcie Pagano gotuje swój posiłek z dziurawą linią ofensywną i lukami w defensywie. A ci, którzy mieli dodać smaku w ataku raz po raz okazują się niewypałami. Pagano miał prawo stracić cierpliwość.

 

Co dalej z Colts?

Z drużyn, które zaczęły 0-2, najłatwiej będzie się podnieść Seattle Seahawks i właśnie Colts. Przede wszystkim zaczynają nieco łatwiejszą serię meczów. Teraz jadą do Tennesse, a potem podejmują Jaguars, by piątą kolejkę rozegrać w Houston. Na pewno nie są to drużyny tak mocno blitzujące jak Jets czy Bills, chociaż myśl o czekającym J.J. Watcie musi u Lucka budzić niepokój.

(Jak na razie Watt zsackował Lucka osiem razy w sześciu meczach, z czego cztery razy przed rokiem)

Colts to wciąż drużyna z dużym potencjałem, a przede wszystkim ze świetnym QB, za którego grubo ponad połowa drużyn w lidze oddałaby każdego zawodnika ze swojego składu. W terminarzu mają NFC South i własną słabą dywizję. Jeśli uporządkują sprawy wewnątrz organizacji i znajdą sposób na chronienie Lucka, powinni awansować do playoffów, a tam wszystko jest możliwe.

Jest jednak i czarny scenariusz. Poobijany Luck w końcu doznaje kontuzji, drużyna rozsypuje się w ogniu konfliktu na linii trener – GM i Colts kończą sezon w okolicy 50%, po czym Pagano i/lub Griegson żegnają się z pracą. Dla dobra Colts lepiej, żeby to był Griegson.

Komentarze

Indianapolis Colts na progu katastrofy — 3 komentarze

  1. „Odważna prognoza”: za rok head coachem Lucka będzie ponownie Jim Harbaugh.

    I druga myśl – zawsze powtarzam, że QB Colts to młodsza (i bardziej mobilna) wersja Ilaja.

    • Ciekawa teoria. Z tym, że Luck nie ma ani chwili spokoju z piłką, ciągle musi uciekać – taką ma dobrą linię ofensywną przed sobą. Co do kołcza, więcej słyszy się, że Shawn Peyton za rok będzie w Indianie.

  2. Wygraja dywizje ale w playoffach znowu nic nie ugraja, czyli nie wejda do SB.