Indianapolis Colts, czyli jak elitarny QB uratuje twoją posadę

8 listopada 2015 r. Ostatni pełny występ Peytona Manninga w sezonie zasadniczym. W kolejnym meczu zostanie posadzony na ławkę na rzecz Brocka Osweilera. Ostatni występ Peytona Manninga przed publicznością w Indianapolis.

Andrew Luck gra znacznie lepiej niż jego poprzednik. Podaje na 252 jardy i 2 przyłożenia, dokłada 34 jardy biegiem, nie popełnia żadnych strat. Wygląda na to, że wreszcie znalazł rytm po pladze kontuzji, która nękała go od startu rozgrywek. Colts wygrywają 27:24, a dla Broncos to dopiero pierwsza porażka w mistrzowskim, jak się miało okazać, sezonie. W jednej z akcji potężnie uderzony Andrew Luck doznaje pęknięcia nerki. To koniec jego sezonu. Colts, po raz pierwszy odkąd dołączył do drużyny, mogą jechać w styczniu na wakacje.

Ten mecz jest mikrokosmosem Colts po 2011 r. Pozwolę sobie ponownie zacytować wpis z Twittera, który przytoczyłem w podsumowaniu week 4:

Zmiana warty

Andrew LuckIndianapolis Colts to „dom, który zbudował Peyton”. Kiedy w 1998 r. drużyna miała #1 w drafcie, mało kto pamiętał złote czasy Baltimore Cots, którzy zdobywali Super Bowl pod wodzą Johnny’ego Unitasa i trenera Dona Shuli. Odkąd przed sezonem 1984 drużynę przeniesiono do Indianapolis, Colts mieli tylko pięć sezonów na plusie i tylko trzy razy weszli do playoffów. W stanie Indiana popularniejsza od nich była drużyna NBA Indiana Pacers ze słynnym Reggiem Millerem i to mimo, że Pacers nie zdobyli ani razu mistrzostwa (mieli pecha nadziać się na złote lata Michaela Jordana).

Jednak w 1998 r. Colts wybrali w drafcie Peytona Manninga i wszystko się zmieniło. W latach 1999-2010 drużyna tylko raz (w 2001 r.) opuściła playoffy. Manning zdobył cztery tytuły MVP sezonu zasadniczego, a w 2006 r. zespół wywalczył upragniony pierścień mistrzowski.

Przed sezonem 2011 Manning przeszedł operację nerwów w karku. Okazało się, że potrzebnych było kilka zabiegów i Peyton opuścił cały sezon zasadniczy. Drużyna, która jeszcze dwa lata wcześniej grała w Super Bowl, a poprzedni sezon zakończyła z bilansem 10-6, z trudem wygrała dwa spotkania i „zdobyła” #1 w drafcie 2012. Drafcie, w którym pewniakiem do #1 był Andrew Luck z Uniwersytetu Stanforda, uznawany za najpewniejszego kandydata do gry w NFL od czasu samego Peytona Manninga.

Colts czekała trudna decyzja. Nie wiedzieli, czy Manning jeszcze wróci do gry, a jeśli wróci, to w jakiej dyspozycji. Mogli postawić na Peytona i sprzedać #1 za obłędną cenę. Mogli wydraftować Lucka i dać mu odczekać kilka sezonów za plecami starego mistrza, jak Packers zrobili to z Aaronem Rodgersem. Postanowili jednak pójść trzecią drogą. W kontrakcie Maninga zapisany był bonus 28 mln dolarów. Colts postanowili go nie płacić i 7 marca 2012 r. stało się niemożliwe – zwolnili Peytona Manninga. 26 kwietnia 2012 r. komisarz Rodger Goodell ogłosił w Radio City Music Hall w Nowym Jorku początek ery Andrew Lucka.

Na tym jednak nie koniec. Jim Irsay, właściciel Colts, zwolnił GM Billa Poliana (który wybrał w drafcie Manninga) oraz trenera Jima Caldwella (HC w latach 2009-2011, ale z drużyną od 2002 r.). Nowym trenerem został Chock Pagano, dotychczasowy koordynator defensywy Ravens, GM-em Ryan Grigson, wcześniej dyrektor ds. graczy (ang. Director of player personnel) Eagles. Zaczęła się zupełnie nowa epoka w dziejach klubu.

Wydawało się, że nowa formuła doprowadzi do szybkiego odrodzenia Colts. Luck szybko wyrobił sobie opinię elitarnego QB. Colts przez trzy sezony z rzędu wygrywali 11 spotkań, z każdym rokiem dochodząc coraz dalej w playoffach, aż po przegrany finał AFC w sezonie 2014. Pagano został trenerem roku 2012, a całe Stany kibicowały jego wygranej walce z białaczką. Jednak te sukcesy maskowały poważne problemy.

Sypać zaczęło się w sezonie 2015, gdy permanentnie kontuzjowany Luck był cieniem samego siebie, a Colts wygrali zaledwie osiem spotkań i po raz trzeci w XXI w. opuścili playoffy. Ten sezon zaczęli od 1-3, a wczesną kulminacją była fatalna porażka na Wembley z Jaguars. Po czterech kolejkach Football Outsiders dają im zaledwie 20,7% szans na awans do playoffów i 15,1% szans na wybór w pierwszej trójce przyszłorocznego draftu.

Dlaczego Colts nie potrafią zbudować prawdziwego contendera wokół Lucka?

 

Luck i długo nic

Tak naprawdę ten problem nie jest nowy dla Colts. Zmiana front office nie przyniosła dużej zmiany w budowie drużyny. Przez lata Peyton Manning osiągał wyniki poniżej swoich możliwości, bo musiał nieść na barkach znacznie słabszych partnerów, zwłaszcza niedostateczną defensywę. Jak bardzo maskował te braki widać było w sezonie 2011, gdy drużyna nagle spadła z klifu. Pozyskanie Andrew Lucka przywróciło drużynę na poprzedni poziom, ale nie załatało dziur na innych pozycjach.

Powiedzmy sobie szczerze, wzięcie Lucka nie było żadną zasługą Grigsona. Luck poszedłby z #1 ktokolwiek dokonywałby wyboru. Podobnie byłoby w drafcie 2011, gdyby zdecydował się do niego przystąpić. Jednak mając „franchise QB” Grigson mógł się skupić na łataniu dziur, których było wiele. Trzeba uczciwie przyznać, że w 2012 r. miał całkiem solidny draft. Skupił się głównie na dostawie broni dla Lucka. Z #34 poszedł jego kumpel ze Stanforda, TE Coby Fleener, a w trzeciej rundzie kolejny TE Dwayne Allen i WR T.Y. Hilton. I to właściwie byłoby na tyle, jeśli chodzi o sukcesy w drafcie.

W latach 2013-2015 Colts wybierali w drafcie 20 razy. Tylko OT Jack Mewhort (2 runda 2014) i OG Hugh Thorton (3 runda 2013) stali się stałymi starterami. Mewhort przeniósł się na OG, a Thorton straci cały ten sezon z powodu kontuzji. Tyle że o-line i tak należy do najsłabszych punktów Colts (zaraz do tego wrócę).

Żaden z debiutantów z epoki Grigsona nie został wybrany do All Pro. Do Pro Bowl trafili tylko Luck i Hilton, a w dzisiejszych czasach do meczu gwiazd NFL biorą niemalże z łapanki. Pro Football Focus podaje wskaźnik Career Approximate Value, którym usiłuje zmierzyć wartość danego gracza dla jego drużyny w przekroju kariery. Luck ma wskaźnik 45, Hilton 36. Żaden inny debiutant ery Pagano-Grigsona nie uzbierał więcej niż 16. Poza wspomnianymi dwoma starterami z o-line nikt nie ma więcej niż 10. Dla porównania, Von Miller za sam poprzedni sezon zanotował 17, a Julian Edelman w dziewięciu meczach uzbierał 7. Innymi słowy większość narybku z tych lat nie odgrywa ważnej roli, nawet jeśli z braku laku rozgrywają dużo meczów. Jeśli nie liczyć Lucka, to wybory Colts z draftów 2012-2015 wypadają podobnie jak wybory Dolphins (a nawet trochę słabiej, bo tam trafili się m.in. Oliver Vernon, Ryan Tannehill, Lamar Miller, Jarvis Landry).

Nie pomaga fakt, że w czasach, kiedy gracze na debiutanckich kontraktach stanowią istotne źródło względnie taniej siły roboczej, Colts stosunkowo łatwo oddają wybory w draftach. W 2013 r. Colts oddali swój #54 do Miami za Vontae Davisa. Fakt, Davis zaliczył dwa ponadprzeciętne lata w Colts, ale dwa ostatnie sezony do najlepszych nie należą. Ale powiedzmy, że ten ruch się obronił. Pamiętajcie tylko, że siedem wyborów później poszedł Eddie Lacy do Packers.

Dlaczego Lacy jest taki ważny? Bo kilka miesięcy później Grigson uznał, że brakującym ogniwem w jego drużynie jest RB. I oddał za niego wybór w pierwszej rundzie draftu 2014 (#26). Tylko dlaczego uznał, że wart tego wyboru jest Trent Richardson już wówczas uważany za kolosalną klapę? Richardson dziś jest poza NFL, a np. z #28 poszedł Calvin Benjamin. Dodatkowo Grigson nie miał w 2014 r. wyboru w czwartej rundzie, bo oddał go rok wcześniej Browns za wybór z piątej rundy 2013. Wziął wówczas DT Montori Hughesa, który przez dwa lata w barwach Colts zaliczył w sumie 21 tackli i wyleciał z drużyny.

Co gorsza Indianapolis nie mogli liczyć na cenne wybory kompensacyjne, bo Grigson nie oszczędzał na rynku wolnych agentów. Przed sezonem 2013 pięcioro najważniejszych wolnych agentów dostało w sumie ponad 45 mln gwarantowanych dolarów. Tylko pass rusher Erik Walden był w miarę udanym zakupem. Najdroższy, OT Gosder Cherilus (15,5 mln gwarantowane), wyleciał z drużyny po dwóch sezonach. S LaRon Landry (11 mln gwarantowane) kolekcjonował głównie kary i zawieszenia, w tej chwili jest bezterminowo zawieszony za doping.

W 2014 r. najdroższy był DT Arthur Jones (10 mln gwarantowane). W pierwszym sezonie zagrał 9 meczów, zaliczył półtora sacka i 34 tackle. Drugi spędził na liście kontuzjowanych, obecny zaczął zawieszony za doping. Do tego Grigson wymyślił, że w Colts odrodzi się WR Hakeem Nicks. Nie odrodził się.

Myślicie, że Colts wyciągnęli wnioski? Nic bardziej mylnego. Przed sezonem 2015 10 mln gwarantowanych dostał 34-letni Andre Johnson, najskuteczniejszy reciver w historii Houston Texans. Nie ma go już w drużynie. 6,5 mln gwarancji dostał 32-letni RB Frank Gore. Ten wciąż gra i to w miarę przyzwoicie, ale nic ponadto. 32-letni pass rusher Trent Cole (7 mln gwarantowanych)? 3 sacki przez cały zeszły sezon, lista kontuzjowanych w tym roku.

W efekcie Colts mają czwartą najstarszą drużynę w NFL (fakt, trochę średnią zawyża 43-letni Adam Vinatieri, ale nawet bez niego Colts są w tej starszej połowie ligi – 21. miejsce, licząc od najmłodszej). Co gorsza poza Luckiem i Hiltonem właściwie nie mają kim grać. Trzeci najbardziej udany wybór ery Grigsona – Coby Fleener, odszedł latem do New Orleans Saints. Dwayne Allen miał niezły sezon 2014 (8 TD), ale na tym koniec. Defensywa to kompletna ruina, ale najgorsza jest linia ofensywna.

Jeśli największym kapitałem Colts jest młody QB, to trzeba go chronić. Colts nie radzą sobie z tym najlepiej.

W tym sezonie wcale nie wygląda to lepiej. Luck jest najczęściej sackowanym rozgrywającym NFL (15 sacków). W sumie otrzymał w kieszeni 33 legalne uderzenia. To tyle co Eli Manning, Derek Carr i Aaron Rodgers razem wzięci. Tylko patrzeć, aż jego organizm powie „dość”. Nawet J.J. Watt nie jest nieśmiertelny.

Co na to jego trener? „Andrew Luck nie może grać jak linebacker

 

Gdzie jest trener?

Na ile brak świeżego talentu jest winą Grigsona, a na ile to Chuck Pagano nie potrafi wyszkolić młodych ludzi? Już w zeszłym roku pojawiły się pogłoski o konflikcie tej dwójki na tle doboru graczy. Bez dokładnego zajrzenia za kulisy nie sposób rozstrzygnąć, który z tych panów bardziej odpowiada za brak świeżej krwi, ale są kwestie, za które na pewno odpowiada szkoleniowiec.

Od początku Luck gra w systemie skrajnie mu niesprzyjającym. W tym sezonie obserwujemy bezprecedensowy sukces młodych rozgrywających. W dużej mierze wynika to z uproszczonych playbooków, uproszczenia procesu decyzyjnego przed snapem i po snapie oraz oparcia na krótkiej grze podaniowej. System jest mało skuteczny gdy trzeba gonić i rywale w końcu go rozgryzą, ale jego celem jest ułatwienie młodemu QB wejścia w NFL. Luck od początku otrzymał ogromną odpowiedzialność przed i po snapie. Można, bez żadnej przesady, powiedzieć, że cała ofensywa spoczywa na jego barkach.

Pagano preferuje głębokie dropbacki. Innymi słowy Luck po snapie, często spod centra, cofa się pięć lub siedem kroków. Jest to bardzo klasyczna ofensywa podaniowa. Jeśli oprzeć ją na dobrej o-line, skutecznym play-action i dalekich podaniach, może siać spustoszenie.

Co to oznacza w warunkach Colts? Po pierwsze play action niespecjalnie działa. Trudno żeby było inaczej, jeśli od 2012 r. tylko raz (w 2013) Colts zdołali przekroczyć magiczną granicę 4 jardów/bieg, a spory w tym udział samego Lucka, który w 2013 r. zanotował prawie 20% biegowych jardów całej drużyny.

Po drugie przy dziurawej o-line dropback na 5-7 kroków trwa zbyt długo i pass rush z łatwością dociera do Lucka, który po prostu zbyt długo trzyma piłkę w rękach. Trochę tu też winy samego Lucka, który często próbuje umykać pass rusherom i zdziałać cuda, zamiast odrzucić piłkę w aut. Czasem mu się te cuda nawet udają. Ale równie często dostaje łomot.

I tu dochodzimy do trzeciej kwestii. Luck podaje bardzo często pod presją, ze świadomością, że zaraz wpadnie na niego szarżujące 120 kg. Ma jednego solidnego recivera (Hilton). Tylko w meczu z Jaguars naliczyłem jego reciverom sześć upuszczonych piłek. Luck próbuje zrobić za dużo ze zbyt małymi środkami. Powoduje to niewspółmiernie wysoki współczynnik strat do jego klasy.

Wytchnienia nie daje mu również defensywa. W tym roku Football Outsiders klasyfikują ją na 30. miejscu w NFL (poniżej Saints!). Poprzednie lata? W okolicach ligowej średniej i nawet 31. miejsce w 2012 r. Metryki Pro Football Reference dają jeszcze gorszy obraz (poniżej średniej). Tak FO, jak PFR zgadzają się, że jedyną w miarę przyzwoitą obroną Colts była ta z 2014 r., kiedy dzięki bardzo dobrej defensywie podaniowej awansowali do finału AFC, gdzie Patriots po prostu po nich przebiegli.

Co gorsza Pagano nie uczy się na błędach. Niemal każdy mecz wygląda tak samo: Colts próbują biegać, niezbyt im to idzie, defensywa nie może utrzymać wyniku i Luck musi gonić. Często mu się to udaje (monumentalny comeback przeciwko Chiefs w playoffach 2014), ale często podejmuje zbyt duże ryzyko i popełnia straty. Co gorsza utrwala złe nawyki.

 

Nie jestem fanem Colts, ale aż żal ściska, gdy widzę jak marnuje się potencjał Lucka. W nieco podobnej sytuacji jest Drew Brees, ale on już swoje zdobył, a poza tym przynajmniej ma do kogo podawać i jest nieźle chroniony. Jaka recepta dla Lucka i Colts? podobna jak dla Eli Manninga i Giants z ostatnich lat. Lepsze drafty, wzmocnienie korpusu reciverów i o-line, a przede wszystkim zmiana systemu ofensywnego. Giants też przez lata grali głębokie dropbacki i długie piłki. Po przyjściu Bena McAdoo z Packers przeszli na szybszą, krótszą grę podaniową. Eli trzyma piłkę w rękach krócej, a przez to gra skuteczniej. Jego statystyki są najlepsze w karierze, bierze mniej sacków i uderzeń, a przede wszystkim popełnia mniej strat.

Jednak program naprawczy Colts powinni zacząć od zwolnienia Grigsona i Pagano. Klasa Lucka maskowała niepowodzenia obu tych dżentelmenów i sprawiła, że są na swoich posadach znacznie dłużej niż powinni. Jim Irsay, właściciel Colts, raczej nie jest znany z gwałtownych ruchów, ale jeśli chce widzieć Lucka za centrem w swojej drużynie przez najbliższą dekadę, powinien zdecydować o fundamentalnej zmianie.

Zdjęcie Andrew Lucka: Erik Daniel DrostFlickr, na licencji CC BY 2.0

Komentarze

Indianapolis Colts, czyli jak elitarny QB uratuje twoją posadę — 4 komentarze

  1. Luck niedawno podpisał nową umowę. Nie widział co się dzieje dookoła czy po prostu nie opłacało mu się to?

    • Nie miał za bardzo wyboru. Colts kontrolowali jego prawa przez trzy najbliższe lata:

      2016 – opcja piątego roku, ok. 16 mln
      2017 – fanchise tag, ok. 21 mln
      2018 – franchise tag, ok. 25 mln.

      Trzeba przy tym pamiętać, że za tą linią każdy rok grozi poważnym urazem. Zamiast trzech lat niepewności, wolał kontrakt z solidną gwarantowaną sumką. Wbrew pozorom Colts mieli dość silną pozycję w tych negocjacjach, o czym świadczy choćby fakt, że Luck nie dostał w pełni gwarantowanej umowy, choć wcześniej krążyły takie pogłoski. Często zapominamy, że dla tych gości futbol to przede wszystkim praca i podejmują decyzje biznesowe. Dla Lucka granie trzy lata na tak niepewnych warunkach były po prostu zbyt ryzykowne.

      • Domyślałem się, że chodzi o kasę wobec potencjalnej kontuzji. Zapomniałem o franchise tagach. To właściwie każdy wybitny gracz jest praktycznie ubezwłasnowolniony. Klub trafia mu się z loterii draftowej i do końca kariery musi się męczyc.

        • M.in. dlatego powszechnie uważa się, że przy ostatnich negocjacjach odnośnie CBA właściciele wydymali NFLPA bez mydła. Następny lockout w 2021 r. :)