NFL, tydzień 10: Klasyki międzykonferencyjne

Coraz mniej słyszymy o flagach, cieszynkach, przemocy domowej i tym podobnych, a coraz więcej o futbolu. To znak, że powoli zbliżają się playoffy, a ostatnia kolejka przyniosła kilka spotkań z intensywnością na poziomie postseason. A w dwóch szlagierach górą NFC.

 

Zakurzony klasyk

Dallas Cowboys i Pittsburgh Steelers trzykrotnie mierzyli się w Super Bowl. To jedyny taki przypadek w historii. Co prawda to dość zamierzchła historia. W latach 70-tych dwukrotnie wygrali Stalowi, a w 1996 r. (sezon 1995) zwyciężyli Kowboje (ciekawostka: MVP tamtego meczu został DB Larry Brown, który w trzech kolejnych sezonach zagrał tylko 16 spotkań i skończył karierę). Niemniej oba kluby to utytułowane firmy. Sześć wygranych Super Bowl Steelers stawia ich na pierwszym miejscu w historii, pięć triumfów Cowboys to drugi wynik (ex-equo z 49ers). W XXI w. to raczej Steelers walczyli o najwyższe cele, Cowboys nie mogli nawiązać do wspaniałej tradycji lat 90-tych. Jednak spotkania tych drużyn wciąż były zacięte. Trzeba sięgnąć aż do 1997 r., by znaleźć starcie tych drużyn rozstrzygnięte równicą wyższą niż jedno posiadanie piłki. Ezekiel Elliott miał wtedy dwa lata.

W niedzielę dostaliśmy mecz na miarę największych klasyków. Choć Cowboys są w gazie, a Steelers mieli problemy, to miał być ten mecz, który przetestuje, z czego zrobieni są gracze z Dallas. Zwłaszcza, że Pittsburgh miał wreszcie zagrać w pełnym składzie, z Benem Roethlisbergerem i Le’Veonem Bellem w pełni sił.

Siedem zmian prowadzenia, z czego cztery w czwartej kwarcie. Trzy przyłożenia w ostatnich dwóch minutach meczu. Efektowne akcje dołem i górą. Może miłośnicy obrony nieco się rozczarowali, bo zdecydowanie dominowały ofensywy, ale to był mecz, który należy pokazywać wszystkim, którzy nie rozumieją jak można jarać się „rugby w zbrojach”. W drugiej połowie w 10 posiadaniach 7 zakończyło się punktami, a 5 przyłożeniami.

Zaczęło się od mocnego uderzenia gospodarzy. Sack-fumble na Prescotcie i przyłożenie Le’Veona Bella. Fumble było typowym błędem debiutanta. Prescott zdecydowanie za długo trzymał piłkę w rękach, mimo że znajdujący się dwa jardy od niego TE Jason Witten czekał niekryty na podanie z miną mówiącą wyraźnie „Młody, oddaj mi tę piłkę i nie rób nic głupiego”. Cowboys odpowiedzieli FG, Steelers kolejnym przyłożeniem (po obu zagrali nieudane podwyższenia za 2 pkt.) i wydawało się, że gospodarze kontrolują ten mecz.

I wtedy:

Ezekiel Elliott nietknięty do pola punktowego. To temat, który będzie powracał. Ale zwróćcie uwagę, jak kapitalnie została rozegrana ta akcja. Zmyłkowy jet sweep, który zasysa na prawo połowę obrony Steelers, wzorcowo zblokowany screen (ten obrońca wyrzucony za linię boczną poczuł się pewnie jak wykopany po pijaku z klubu) i fenomenalne przyspieszenie Elliotta.

Obrona Steelers nie miała odpowiedzi na o-line Cowboys i nie miała odpowiedzi na Elliotta. Linia Dallas robiła kolosalne dziury, ale Elliott świetnie je wykorzystywał. Kiedy na boisku pojawiali się Alfred Morris i Lance Dunbarr ofensywa nie wyglądała tak dobrze. Ale najbardziej imponuje mi w Elliotcie jego gra w ochronie rozgrywającego. Rzadko zdarza się debiutant na pozycji RB, który rozumie jak należy blokować pass rush i potrafi to zrobić. To powoduje, że Elliott stanowi niezwykle wszechstronną broń, znacznie bardziej niż niedomagający w tym względzie Adrian Peterson.

To nie znaczy, że Steelers złożyli broń. Na 209 jardów Elliotta (114 run, 95 pass) 134 jardami odpowiedział Bell (57 run, 77 pass). 408 jardów górą wykręcił Big Ben. Antonio Brown złapał podania na 154 jardy (choć ok. 1/3 z tego przy rozpaczliwej próbie powrotu w ostatnich 10 sekundach, gdy Cowboys bronili jedynie pola punktowego).

Jednak tego dnia byli po prostu bezradni wobec o-line Cowboys. W ostatnich dwóch minutach Elliott zdobył dwa przyłożenia biegowe, w obu obrona Pittsburgha nawet go nie dotknęła. O ile w pierwszym przypadku można się zastanawiać, czy Steelers przypadkiem nie pozwolili mu na zdobycie punktów, by zachować jak najwięcej czasu, o tyle drugie przyłożenie na 9 sekund przed końcem należy pokazywać na wszystkich klinikach trenerskich w części poświęconej grze biegowej. RT i RG kompletnie zawalili prawą stronę obrony, C po prostu zmiótł linebackera, a LT zrobił naleśnik z Ryana Shaziera, który do ułomków nie należy. TE #89 (Gavin Escobar) zabezpieczał lewe skrzydło, a Elliott miał przed sobą tylko trawę.

Na nic kapitalna 75-jardowa seria Steelers, która zajęła 1:13. Cowboys odpowiedzieli 75-jardową serią w 0:33.

Z całym szacunkiem dla Elliotta i Prescotta, którzy grają na miarę ogromnych oczekiwań (Elliott) i zdecydowanie powyżej oczekiwań (Prescott). Ale bez tych kapitalnych liniowych obaj debiutanci mieliby znacznie trudniejsze życie. Wyobrażacie sobie Elliotta z 1000 jardów w dziewięciu meczach za o-line Vikings?

 

Karma is bitch?

I znów mecz Seattle Seahawks – New England Patriots kończy się na jard od pola punktowego. I znowu przegrywają ci, którzy nie potrafili się wbić z tak niewielkiej odległości. Trzeba było biegiem…. eee, zaraz?

Jeśli nie widzieliście przechwytu Malcolma Butlera na linii pola punktowego, który dwa lata temu rozstrzygnął Super Bowl między tymi drużynami, to najwyraźniej wasz pierwszy kontakt z futbolem amerykańskim. (Nowicjuszy odsyłam do wpisu: Super Bowl 2015: Czwarty pierścień Brady’ego). Do dzisiaj wielu fanów wypomina Seahawks, że grali wówczas podanie, a nie bieg. Patriots zrobili odwrotnie. Na cztery próby z dwóch jardów lub bliżej zagrali trzy akcje biegowe. Nic z tego.

Najpierw QB sneak Toma Brady’ego zdobył tylko 1 jard. Pół jarda dołożył LeGarette Blount, którego dosłownie centymetry dzieliły od czwartego przyłożenia w meczu. Przy kolejnym QB sneaku Brady zgubił piłkę. I wreszcie nieudane podanie do Gronka w pole punktowe. Czy TE Pats był przytrzymywany przez Kama Chancellora? Można dyskutować, ale jeśli potrzebujesz czwartej próby, żeby wbić się do pola punktowego z  dwóch jardów w takiej sytuacji, to nie masz co narzekać na sędziów.

Wygrana Seahawks jest tym bardziej imponująca, że Pats wydawali się nie do zatrzymania. Widać jednak wyraźnie, że ekipa z Nowej Anglii będzie potrzebowała nieco czasu, by poukładać defensywę po oddaniu Jamiego Collinsa do Browns. Jak na zdyscyplinowaną zwykle grupę, podopieczni Matta Patricii popełnili za dużo prostych błędów. Zbyt często gubili się w kryciu, co pozwalało Russellowi Wilsonowi na dalekie podania. Ponadto nie potrafili wygenerować stałej presji na rozgrywającego i to mimo, że o-line Seattle nie należy do najlepszych w NFL.

Nietypowo niezgrabnie spisywała się też ofensywa Patriots. Co prawda Brady znów zaliczył sporo kapitalnych podań, a obaj TE dominowali. Bennett zaliczył 102 jardy, a Gronk złapał podania „tylko” na 56 jardów, ale wymusił kilka kluczowych przewinień, a jego ostatni chwyt w czwartej kwarcie należał do najlepszych w sezonie. Tyle że to nie wystarczyło, bo uparcie forsowana gra dołem nie dawała najlepszych efektów. Dziwnie to brzmi w sytuacji, gdy Blount zaliczył trzy przyłożenia, ale poza tym nie za wiele mu wychodziło. Do tego swój pierwszy INT w sezonie rzucił Brady (kompletnie nieudany rzut do nikogo), a Edelman zgubił kluczowe fumble w czwartej kwarcie. O ostatnich akcjach pisałem już wcześniej.

Seahawks zagrali bardzo solidny mecz. Widać, że jak zwykle nabierają rozpędu w miarę postępów sezonu. Wilson chyba jeszcze nie jest w pełni zdrowy, ale urazy nie dokuczały mu aż tak bardzo jak w poprzednich meczach i powoli wraca do wielkiej formy. Defensywa może nie zatrzymała zupełnie ataku Pats, ale Brady do tej pory grał jak w Maddena na kodach. W niedzielę był tylko człowiekiem.

 

Tydzień w skrócie:

1. Cóż to był za mecz! W Superdome Drew Brees i jego Saints do końca walczyli z faworyzowanymi mistrzami NFL z Denver. W końcówce udało im się wyrównać po kapitalnej serii ofensywnej i brakowało im tylko podwyższenia do objęcia prowadzenia na niespełna półtorej minuty przed końcem meczu. I wtedy wydarzyło się coś, czego nie sposób opisać. To trzeba zobaczyć.

Czy gracz Broncos wyszedł za linię boczną? Gdyby nie jego białe buty, wiedzielibyśmy na pewno. Kibice Saints twierdzą, że wyszedł, kibice Broncos że nie. Oceńcie sami. Tylko jak to możliwe, że nie ma kamery patrzącej wzdłuż linii?

2. Drew Brees co prawda nie zdołał wygrać, ale dołączył do elitarnego grona rozgrywających, którzy wykonali w karierze 450 podań na TD. Przed nim ten próg osiągnęli Brett Favre i Peyton Manning.

3. Nieco skromniejszy kamień milowy przekroczył Philip Rivers (Chargers), który podał na TD nr 300 w karierze. Jest dziewiątym QB w historii ligi, który tego dokonał (Peyton Manning, Brett Favre, Drew Brees, Tom Brady, Dan Marino, Fran Tarkenton, Eli Manning i John Elway to reszta tego elitarnego klubu). Niestety meczu przeciwko Dolphins nie będzie najlepiej wspominał. Z ostatnich 14 podań aż 4 wylądowały w rękach defensorów, walnie przyczyniając się do porażki San Diego. To chyba koniec ich marzeń o playoffach w silnie obsadzonej AFC West.

4. Do pierwszej dziesiątki w klasyfikacji wszechczasów wskoczył Ben Roethlisberger, który ma już 292 podaniowych TD w karierze. Wyprzedził tym samym Warrena Moona i Johnny’ego Unitasa.

5. Najbardziej niedoceniana drużyna w NFL? Kansas City Chiefs. Wygrali 17 z 19 ostatnich spotkań sezonu zasadniczego. Przeciwko Panthers odrobili 17 punktów straty już po raz drugi w tym sezonie i mają taki sam bilans jak Patriots (7-2), choć są za NE ze względu na gorszy bilans spotkań w ramach konferencji. Chiefs nie grają pięknie, ale wygrywają. Ciężko im będzie dociągnąć z takim bilansem do końca sezonu. Ich kalendarz: TB, @DEN, @ATL, OAK, TEN, DEN, @SD. Nawet Bucs i Titans nie wyglądają na łatwe starcia.

6. Kolejny dramatyczny finisz miał miejsce w Nowym Jorku, gdzie Giants jednym punktem pokonali Bengals. Jajami wykazał się Ben McAdoo, który zarządził konwersję 4&goal z trzeciego jarda na początku czwartej kwarty, mimo że nowojorczycy tracili tylko sześć punktów. Podanie Manninga na przyłożenie zamienił rookie Sterling Shepard i, jak się okazało, były to ostatnie punkty w meczu. Bengals z bilansem 3-5-1 są coraz dalej od szóstego z rzędu awansu do playoffs. Nadzieję daje im tylko fakt, że AFC North niespodziewanie rzuciło wyzwanie AFC South w kategorii najsłabszej dywizji w NFL. Tymczasem NFC East z Giants rywalizuje z AFC West o miano najlepszej dywizji ligi.

7. Titans po prostu roznieśli Packers. GB w pierwszej kwarcie byli bezradni w każdej fazie gry, w pozostałych trzech tylko w obronie. Marcus Mariota w pierwszej połowie miał maksymalny passer rating, a Titans zdobywali średnio 12,5 jarda na akcję. W Tennessee powoli idą w górę, a Mariota rozwija się całkiem nieźle. Spory w tym udział bardzo dobrej o-line. Tymczasem w Wisconsin czas na poważne zmiany. Packers wygrali tylko 9 z ostatnich 21 spotkań, a co gorsza grają bez wiary i bez pomysłu. Ich strategia nie może polegać na „Niech Aaron coś wymyśli”.

8. Houston Texans mają bilans 6-3, mimo że ich QB nie potrafił podać nawet na 100 jardów przeciwko Jaguars. Przeciwko Jaguars! I ta drużyna ma tylko jedno zwycięstwo mniej niż Patriots i Chiefs, a o dwa więcej niż Steelers.

9. W Birds Bowl Eagles lepsi od Falcons. Nie był to piękny mecz, ale Orły potrafiły zatrzymać Matta Ryana i jego ofensywę. Mało się o tym mówi, ale to najlepsza w tym roku obrona NFL.

10. Na uczelni Mike Evans łapał takie podania od Johnny’ego Manziela. Teraz podaje mu Jameis Winston.

11. Jeśli twoim najlepszym graczem w wygranym meczu jest punter, to żyjesz w latach 70-tych albo nazywasz się Jeff Fisher. Niezależnie jednak od oceny LA Rams i ich trenera, trzeba docenić armatę w nodze Johna Hekkera.

P.S. Możecie też docenić ten tekst lajkami i retweetami.

Zobacz też

3 komentarze

  1. W Philadelphii jest Jim Schwartz. To on poukładał defensywę w Buffalo zanim przyszedł tam Rex Ryan. To za jego czasów Lions tracili mało punktów. Jim Caldwell na tej obronie wszedł do play-off w swoim pierwszym roku. Widać, że gość zna sie na swojej robocie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *