NFL, tydzień 5: Sezon nabiera rozpędu

1:13 do końca meczu na stadionie w Dallas. Świetnie wyegzekwowany zone read i Dak Prescott wyprowadza Cowboys na czteropunktowe przyłożenie. Ale Jerry Jones jeszcze się nie cieszy. On wie, że 73 sekundy i jeden timout to dla Aarona Rodgersa wieczność. W zeszłorocznych playoffach na tym samym stadionie wystarczyło mu 35 sekund…

W piątym tygodniu w NFL działo się bardzo wiele. W podsumowaniu przyjrzymy się pladze urazów największych gwiazd, zaskakująco ciekawemu spotkaniu Rams-Seahawks, jednemu z najgorszych meczów w karierze Bena Roethlisbergera, zagrywce z uczelnianych playbooków, która podbija NFL oraz temu na ile statystki Deshauna Watsona znajdują odzwierciedlenie w jego grze.

Zaczynamy jednak od najlepszego jak dotąd spotkania tego sezonu, czyli pojedynku Cowboys – Packers.

 

Kolejne wydanie klasyku

Gdy w ostatnich latach Green Bay Packers przyjeżdżają do Dallas, mamy gwarancję pasjonującego meczu. Tak było w sezonie 2013, gdy Green Bay z Mattem Flynnem na rozegraniu usiłowali uratować sezon po kontuzji Aarona Rodgersa. Tak było w zeszłorocznych playoffach, gdy Aaron Rodgers poprowadził Packers do zwycięstwa w Divisional Round. Tak wreszcie było w niedzielę, gdy obie drużyny stoczyły kolejny zacięty bój, zakończony pasjonującą końcówką.

W styczniu to Cowboys odrabiali straty i wrócili ze stanu 21:3 w drugiej kwarcie. Tym razem to Dallas objęli prowadzenie 21:6 w drugiej kwarcie.

Mecz od początku mógł się podobać, bo obie ofensywy grały bardzo dobry futbol. Jasne, pomagała im relatywna słabość obu defensyw, ale to nie tak, że atak robił co chciał. Wręcz przeciwnie, obie drużyny wyrywały kilkujardowe zyski. W efekcie mieliśmy sporo punktów, ale serie ofensywne trwały dość długo. Dzięki temu było ich mało i każda stracona, czyli niezakończona przyłożeniem seria ofensywy bolała podwójnie.

Defensywa Cowboys wywierała skutecznie presję na Aarona Rodgersa, który znów musiał sobie radzić bez Davida Bakhtiariego, podstawowego LT. W efekcie został czterokrotnie zsackowany, uderzony sześciokrotnie i nie miał takiego komfortu gry w kieszeni jak w zeszłym sezonie. Z kolei obrona Green Bay przez trzy kwarty bardzo skutecznie powstrzymywała grę biegową Dallas zagęszczając tackle box, ale kosztem ułatwienia życie Dakowi Prescottowi i jego reciverom.

Przed rokiem częstym pytaniem było jak poradzi sobie Prescott bez dominującej o-line i gry biegowej. W niedzielę radził sobie bardzo dobrze. Wykorzystywał swój atletyzm, wymykał się pass rushowi Packers i podawał w niesamowitych sytuacjach niczym Russell Wilson. GB nieco ułatwili mu życie, zostawiając często Deza Bryanta jeden na jednego z którymś z DB, ale podanie Prescotta do Bryanta na przyłożenie było najwyższej klasy.

Z kolei Packers niespodziewanie natrafili na ukryty talent w postaci rookie RB Aarona Jonesa. Jones zagrał dopiero swój drugi mecz w sezonie, a na boisko wyszedł , kiedy dwaj koledzy powyżej niego w depth chart odnieśli urazy. Młody RB odwdzięczył się świetnym meczem. 125 jardów w 19 próbach i efektowny chwyt na 9 jardów w czwartej kwarcie. GB nie mieli podobnego running backa od eksplozji Jamesa Starksa w playoffach 2010. Zobaczymy czy Jones będzie potrafił utrzymać taki poziom, ale na pewno zasłużył na więcej snapów.

Czy Cowboys zostawili Rodgersowi za dużo czasu? Dla Rodgersa nawet jedna sekunda to wystarczająco wiele czasu. Jednak zupełnie poważnie, to trudno mieć pretensje do Prescotta, że wbiegł do endzone, zamiast kłaść się na pierwszym jardzie. Nie zawsze udaje się wbić do pola punktowego z jednego jarda w kluczowym momencie. Spytajcie Seahawks. Packers mieli tylko jeden timeout, potrzebowali przyłożenia. Model Pro-Football Reference dawał Dallas w tym momencie ponad 88% szans na zwycięstwo.

Jeśli można mieć o coś pretensje to raczej o poprzednią akcję. W czwartej kwarcie Elliott był właściwie nie do zatrzymania. Zamiast tego Cowboys grają akcję podaniową, która zatrzymuje zegar. To był błąd, nie „za szybkie” punkty Prescotta.

Zresztą Packers i tak zrobili sporo, żeby to zawalić. O ile bieg Jonesa na środku boiska przeciwko idealnemu ustawieniu Dallas (5-0-6) był bardzo dobrym pomysłem, o tyle kolejnego biegu Cowboys już się spodziewali i Packers musieli wziąć jedyny timeout na 29 sekund przed końcem meczu. Wówczas każde powalenie gracza Packers w boisku praktycznie kończyło mecz. I gdyby nie Rodgers, który wymknął się dwóm obrońcom w trakcie 18-jardowego biegu, tego timeoutu bardzo by zabrakło.

I wreszcie finałowe podanie do Davante Adamsa. Zawodnika, który w ogóle nie powinien lecieć do Dallas. Który dziesięć dni wcześniej został znokautowany brutalnym ciosem Trevathana. Lekarze dopuścili go do gry, ale czy mecz półtora tygodnia po ciężkim wstrząśnieniu mózgu to na pewno dobry pomysł? Bokserów po knockoucie obowiązuje trzymiesięczna przerwa. Czy futbolista po wstrząśnieniu mózgu nie powinien odpocząć przymusowo choć jednej kolejki?

Dla nas, kibiców, obecność Adamsa dodała smaku ostatniej serii. Bez niego Packers pewnie by nie wygrali, bo Jordy Nelson spędził ostatnie sekundy za linią boczną z niewyjaśnionym urazem. A tak mamy najlepszy tegoroczny mecz w NFL. Kto nie oglądał, niech szybko nadrabia.

 

Z notatnika medyka

W tym sezonie wbrew pozorom nie mamy jakieś nadzwyczajnej plagi kontuzji. Po prostu poważne urazy przydarzają się znacznie częściej pierwszoplanowym zawodnikom, a wręcz największym gwiazdom. Najgorzej ucierpieli New York Giants i Houston Texans.

W Nowym Jorku największą katastrofą jest start 0-5, który w praktyce przekreśla szanse na playoffy w tym roku. Ale zaraz na drugim miejscu jest poważna kontuzja Odella Beckhama, który już przeszedł operację kontuzjowanej kostki.

Dlaczego to dopiero druga najgorsza rzecz? Bo OBJ powinien wrócić w pełni sił na przyszły sezon, a dodatkowo kontuzja może obniżyć jego wartość w czekających negocjacjach nowej umowy.

Beckham to nie jedyny ubytek w składzie Giants. Sezon (i karierę?) skończył również WR Brandon Mashall (także kostka) i returner Dwayne Harris (złamana stopa). WR Sterling Shepard skręcił kostkę i straci kilka tygodni. W efekcie Roger Lewis jest jedynym WR w składzie Giants dostępnym w przyszłym tygodniu, który złapał już jakiekolwiek podanie.

Z kolei Texans mogą mówić o sporym pechu. Dorobili się wreszcie QB, który bardziej pomaga niż przeszkadza, ale stracili dwa filary obrony. J.J. Watt znów nie dogra sezonu do końca. Tym razem doznał złamania nasady bliższej kości piszczeli, co wyklucza go z gry do końca roku. Z kolei Whitney Mercillus zerwał mięsień piersiowy i w tym roku również nie zagra. W efekcie defensywny front Texans z atutu staje się znakiem zapytania.

 

Doroczny „trap game”

Jednym z najważniejszych meczów dla układu playoffów było spotkanie Seattle Seahawks z LA Rams. Ostatnio mieliśmy okazję obserwować ciekawą prawidłowość: nieważne jak dobrze grali Seahawks i jak słabo grali Rams, w meczach tych drużyn absolutnie wszystko było możliwe. W tym roku po raz pierwszy od dawna to Rams byli w gazie i Seahawks nie byli murowanymi faworytami. Wg ESPN, wygrana zwiększała szanse awansu do playoffów o 28 pkt. proc. (Rams) i 27 pkt. proc. (Seahawks).

Mecz okazał się całkiem ciekawy i ponownie wyrównany. Znacznie ciekawszy niż sugerowałyby wynik 16:10.

Jak za dawnych dobrych czasów Seattle do zwycięstwa poprowadziła defensywa. Nawet playcalling Seana McVaya nie pomógł przeciwko Earlowi Thomasowi i spółce, którzy wymusili pięć strat rywala. Obrona Rams nie ustępowała kroku. Ograniczyli Russella Wilsona do 198 jardów, grę biegową Seahawks do 2,5 jarda/próbę i grali na tyle dobrze, że Rams powinni to wygrać nawet mimo pięciu strat.

Gwoździem do trumny LA okazały się proste błędy techniczne. Najpierw w pierwszej kwarcie Todd Gurley zgubił piłkę na pół jarda od pola punktowego. Zamiast sześciu punktów dla Rams był touchback i piłka dla Seattle. Potem Tavon Austin, najbardziej przepłacany zawodnik NFL, dwukrotnie nie potrafił złapać puntu (jedną z tych piłek stracił). I wreszcie w samej końcówce Cooper Kupp nie zdołał złapać dobrego podania od Jareda Goffa na przyłożenie.

To był naprawdę mecz dla koneserów. Z reguły ironicznie mówimy tak o meczach, które po prostu są nudne. Jednak tu była masa fascynujących trenerskich szachów i ciekawe pokazanie jak można zatrzymać wysokooktanową ofensywę Rams. LA zdobyli swoje jardy (375), ale nie zdołali zamienić ich na punkty.

 

„Może już nie mam tego, co jest potrzebne”

Tak powiedział reporterom Ben Roethlisberger po meczu przeciwko Jaguars. Nie jestem pewien, na ile było to szczere, a na ile ironiczne, ale takie słowa w ustach dwukrotnego mistrza NFL brzmią co najmniej dziwnie. Zwłaszcza że zimą publicznie zastanawiał się, czy nie skończyć kariery.

Za wcześnie jeszcze, by ogłaszać pogrzeb Big Bena. Faktem jest jednak, że w niedzielę zagrał najsłabiej w karierze. 5 INT, 2 pick-six, 0 TD. Co prawda mecze na 0 TD 5 INT przydarzały się innym wielkim (Drew Brees i Matt Ryan w 2012, Eli Manning w 2013), niemniej lista takich „wyczynów” w XXI w. liczy dwanaście nazwisk, a większość nie należy do zawodników, których chcielibyśmy widzieć na czele swojej drużyny. Na marginesie: jedynym, który pojawia się tu dwukrotnie jest Ryan Fitzpatrick

Roethlisberger w tym roku gra co najwyżej przeciętnie. Mecz z Jags był pierwszym, w którym przekroczył 300 jardów górą, a potrzebował do tego 55 podań. Jego statystyki są na poziomie sezonu 2006, zdecydowanie najsłabszego w karierze. Po raz pierwszy w historii wszystkie jego wskaźniki statystyczne są na poziomie słabszym niż ligowa średnia.

To bolesne dla Steelers, bo to miał być ich rok. Młoda, odbudowana obrona, gra naprawdę dobry futbol. Wymusiła 8 strat w 5 meczach. Miewa gorsze chwile (jak przeciwko Bears), ale to wystarczająco dobra formacja, żeby nie obciążać ofensywy, jak miało to miejsce w ubiegłych latach. Tymczasem atak gra fatalnie. Roethlisberger, Le’Veon Bell, Antonio Brown, Martavis Bryant. Ta grupa miała dominować, a z wyjątkiem świetnego Browna ich dotychczasowa gra pozostawia sporo do życzenia.

Steelers wciąż prowadzą w AFC North i mają jeszcze dużo czasu, by odwrócić sezon. Ale jeśli ich QB stracił serce do futbolu, to daleko nie zajdą.

 

„Opcja to sztuczka, która nie przyjmie się w NFL”

W sezonie 2012 NFL podbijał zone read. Też miał się nie przyjąć. Co prawda dziś widzimy tę zagrywkę rzadziej niż pięć lat temu, ale pozostaje istotną bronią w arsenale drużyn z mobilnymi QB. Zobaczcie przyłożenie Prescotta z meczu przeciwko GB.

W zeszłym roku w krajobrazie NFL pojawiło się RPO, czyli Read-Pass Option. W podstawowej wersji to zone read wzbogacony o możliwość podania. QB decyduje na podstawie zachowania obrony. Znów rodem z NCAA.

W tym roku trenerski beton musi przełknąć kolejną bolesną pigułkę, a jest to Power read shovel.

Od początku sezonu tę akcję na Travisa Kelce grają Chiefs. Z mniejszym sukcesem spróbowali tego Bengals, których QB, Andy Dalton, celował w zone read na uczelni TCU.

Na czym polega ta kolejna przeszczepiona z uczelnianego playbooka (i to jeszcze z lat 70-tych XX w.!) akcja? QB symuluje klasyczną opcję (film z Newtonem) lub toss do RB (49ers). Jeśli obrona nie zareaguje, może to pociągnąć do końca. W tym czasie H-back (Chiefs, Panthers) lub drugi RB (49ers) wchodzi pomiędzy tackli. Jeden z OG wykonuje pull (czyli opuszcza swoje miejsce w linii i za plecami kolegów biegnie na zewnątrz torować drogę), H-back łapie „shovel pass” od rozgrywającego i reszta wygląda jak przy klasycznym power runie tylko z kompletnie zdezorientowaną obroną i rozerwanym tackle box.

Problem defensywy polega na tym, że musi honorować zwód. Jeśli tego nie zrobi, to zwód zamieni się w prawdziwą akcję i zostaną skarceni przez biegnącego Newtona. Oczywiście koordynatorzy defensywy już pracują nad zatrzymaniem tej zagrywki i na pewno wymyślą jak to zrobić. Ale spodziewam się, że, podobnie jak zone read, wejdzie do repertuaru drużyn NFL i będziemy ją od czasu do czasu oglądali także po sezonie 2017.

 

Dashaun Watson superstar?

W dwóch ostatnich meczach rookie QB Texans rzucił 9 TD przy zaledwie 1 INT. Po pięciu tygodniach jest liderem ligi w QBR. Stanowi kolosalne zagrożenie biegowe i wymusza tonę DPI na obrońcach rywali. Narodziny gwiazdy? Być może. Ale obejrzenie choćby ostatniego meczu pokazuje pewne rzeczy, których nie zobaczymy w statystykach.

Po pierwsze 30% jego jardów przeciwko Chiefs i dwa przyłożenia to dwa podania. Najpierw 34-jardowe podanie do DeAndre Hopkinsa na przyłożenie w podwójne krycie. Powiedziałbym, że jakieś 75% to zasługa Hopkinsa. A potem 42-jardowa „zdrowaśka”, w której jakieś 95% to zasługa recivera. Przy obu akcjach było już właściwie po meczu.

Wcześniej Watson, jak to debiutant, mieszał dobre zagrania ze słabymi. Kilka piłek mogło spokojnie paść łupem defensywy Chiefs. Z celnością było różnie. To jest materiał na świetnego QB, ale do świetnego QB jeszcze sporo brakuje.

Niemniej Watson jest zdecydowanie najlepszym rozgrywającym Texans odkąd Matt Schaub spadł z klifu w 2013 r. Pytanie czemu Bill O’Brien nie postawił na niego od początku sezonu?

Tak na marginesie – ostatnim rozgrywającym, który rzucił 5 TD, 0 INT i przegrał mecz był… Blake Bortles w 2015 r. Taki sobie prognostyk.

 

Tydzień w skrócie

1. W Indianapolis przed stadionem odsłonięto pomnik Peytona Manninga, a na stadionie zastrzeżono jego numer. Były przemówienia, łzy wzruszenia i feta na cześć jednego z najlepszych zawodników NFL w historii. Zasłużył.

2. Adrian Peterson kończy swoją przygodę z New Orleans Saints na 81 jardach w 27 biegach. Święci oddali go do Arizony. Tym samym Cardinals zostali pierwszym zespołem w historii, w którym są dwaj biegacze z 2000-jardowym sezonem na koncie (Peterson i Chris Johnson). Jak na razie obaj w tym sezonie uzbierali w sumie 195 jardów, co, ekstrapolując na cały sezon, daje 624 jardy. Mam wrażenie, że ściąganie wypalonych gwiazdorów nie pomoże ofensywie Cardinals.

[EDIT: Już po publikacji tego tekstu okazało się, że Cardinals zwolnili Johnsona. Nie żeby to miało coś zmienić w grze Arizony]

3. Wreszcie debiut zaliczyły dwa pierwsze numery tegorocznego draftu. Myles Garett zaczął nieźle. Oto jego pierwszy snap:

Potem dołożył jeszcze drugi sack, ale trenerzy jak na razie jeszcze oszczędzają go po kontuzji.

Mitch Trubisky zadebiutował na rozegraniu Bears z mieszanymi efektami. Przynajmniej nikt go nie nazwie lewakiem

4. Klątwa kickera Buccaneers trwa. Nick Folk przestrzelił trzy FG przeciwko Patriots, a Bucs przegrali z mistrzami NFL 14:19. Folka już w Tampie nie ma, nową ofiarą będzie Patrick Murray, który kopał tu już w 2014. Ostatnio w NFL grał w zeszłym roku w barwach Browns, gdzie w dwóch meczach miał 1/2 z FG i 3/4 z XP.

5. Jakby Dolphins mieli mało problemów, do internetu trafiło nagranie, w którym ich trener o-line wciąga kokainę. Z jego wypowiedzi można wywnioskować, że zaraz idzie na naradę sztabu trenerskiego. Trener podał się do dymisji, choć trochę go rozumiem. Gdybym miał ochraniać Jaya Cutlera też musiałbym się wcześniej jakoś znieczulić, choć może niekoniecznie tak drastycznie.

6. Leonard Fournette raczej latać nie potrafi, ale przez moment można mieć wątpliwości

7. Fani NFL w Europie mogli mieć uzasadnione pretensje do NFL. Nie dość, że wysyłają nam kiepskie drużyny na Wembley, to jeszcze od początku sezonu NFL Game Pass dedykowany dla Europejczyków zalicza klapę za klapą. W niedzielę po 19.00 większość użytkowników nie mogła oglądać meczu (u mnie awaria trwała mniej więcej od 19.00 do 19.45 polskiego czasu). We wtorek NFL poinformowała, że oddaje 20% tegorocznej opłaty swoim europejskim klientom. Dobre i to, choć wolałbym mieć działającego Game Passa.

8. Z notatnika statystyka

9. Na koniec fake flea-flicker run. Takie rzeczy tylko w Browns


Komentarze

NFL, tydzień 5: Sezon nabiera rozpędu — 4 komentarze

  1. To mój pierwszy komentarz na tym blogu, ale muszę to napisać… Kapitalny artykuł. Czytam każdy tekst i z niecierpliwością czekam na następny. Wspaniała robota!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *