NFL – tydzień pierwszy

NFL LogoPierwszy tydzień to z reguły czas wielu niespodzianek. Przebudowane drużyny, nowi trenerzy, nie wiadomo czego do końca spodziewać się po przeciwniku i jak skroić pod niego plan meczowy. Dlatego nie potrafiłem wybrać kilku najważniejszych wydarzeń, zamiast tego skomentuję (krócej lub dłużej) każdy z czwartkowo-niedzielno-poniedziałkowych meczy w kolejności ich rozgrywania. Oczywiście bez meczy Packers i Patriots, o których pisałem już wczoraj. Jak to mają w zwyczaju Amerykanie, gospodarz na wymieniony jako drugi.

 

Baltimore Ravens – Denver Broncos 27:49

Mistrzowie zostali wprost zmieceni przez Paytona Manninga i jego ekipę. Manning podał na 7 TD. Do czterech różnych reciverów. Defensywa Ravens, mocno przebudowana przez wakacje, została po prostu rozniesiona. Nieźle spisał się Joe Flacco, który sprawnie dystrybuował piłkę między słabszych niż przed rokiem reciverów, ale nie mógł się mierzyć z rozpędzonym Manningiem. Do tego w kuriozalnej sytuacji kontuzji nabawił się Jacoby Jones, ważny reciver i kluczowy gracz special teams Ravens.

 

Seattle Seahawks – Carolina Panthers 12:7

Seahawks mieli za sobą długi lot i grali o 13.00 ET (czyli 10.00 ich czasu). Mimo to wyrwali zwycięstwo w meczu z niewygodnym rywalem. Defensywa Panthers wygląda obiecująco. Zdołali kompletnie odciąć gości od gry biegowej, ale w najważniejszym momencie nie mieli odpowiedzi na Russela Wilsona.

 

Cincinnati Bengals – Chicago Bears 21:24

Świetny mecz A.J. Greena nie wystarczył. Bears wygrali, dzięki poprawnej grze quarterbacka i tradycyjnie znakomitej secondary. Tim Jennings wymusił dwa fumble, a Charles Tillman miał dwa przechwyty.

 

Miami Dolphins – Cleveland Browns 23:10

QB Browns, Brandon Weeden, zaczął sezon lepiej niż przed rokiem. Biorąc pod uwagę, że w niedzielę posłał trzy podania w ręce rywali, można się domyślić jak koszmarny był dla niego pierwszy tydzień sezonu rok temu. Linia defensywna Miami zsackowała Weedena siedem razy, a Ryan Tannehill skutecznie dowodził ofensywą Dolphins. Jedynym niezadowolonym był nowy reciver Miami, Mike Wallace, który miał być gwiazdą, a złapał tyko jedno podanie.

 

Minnesota Vikings – Detroit Lions 24:34

Adrian Peterson zaczął swoją walkę o zdobycie 2,5 tys. jardów biegowych w sezonie od 78-jardowego przyłożenia w pierwszej akcji meczu. Tyle tylko, że potem przebiegł 15 jardów w 17 próbach. Christian Ponder grał jak Christian Ponder, czyli katastrofalnie. Reggie Bush pasuje wprost idealnie do ofensywy Lions w roli hybrydowego RB/recivera. Gdyby ekipa z Detroit tradycyjnie nie podcinała sobie skrzydeł bezmyślnymi karami i głupimi błędami, to byłby pogrom.

 

Oakland Raiders – Indianapolis Colts 17:21

Terelle Pryor został podstawowym QB Raiders. Co prawda do mistrzostwa ich nie doprowadzi, ale jest tak dynamiczny i niekonwencjonalny, że może nawet da się oglądać tę drużynę. Colts potrzebowali naprawdę świetnego dnia Andrew Lucka, żeby wygrać to spotkanie. Pytanie czy to Pryor jest taki dobry czy Colts tacy słabi.

 

Kansas City Chiefs – Jacksonville Jaguars 28:2

Jeżeli twoja defensywa uniemożliwia zdobycie punktów przeciwnikowi przez cały mecz, nawet jeśli to są słabiutcy Jags, to bardzo dobry znak. Alex Smith efektywnie kierował ofensywą Chiefs. Spotkanie dwóch najsłabszych ekip poprzedniego sezonu dobitnie pokazało kto jest dalej w procesie odbudowy klubu.

 

Atlanta Falcons – New Orleans Saints 17:23

Trudno powiedzieć czy Rob Ryan faktycznie odbudował defensywę Saints po najgorszym sezonie w historii ligi czy to raczej brak Roddy’ego Whita kompletnie pozbawił Falcons siły ognia. Tak czy inaczej Saints wygrali bardzo istotne dla układu sił w NFC South spotkanie, a Falcons mają wiele znaków zapytania, zwłaszcza w defensywie.

 

Tampa Bay Buccaneers – New York Jets 17:18

Na profile facebookowym Dawida Białego napisałem przed tym meczem, że pokaże on na co stać defensywę Bucs, bo jeśli nie zatrzymają Jets, to nie zatrzymają nikogo. Defensywa spisywała się nawet nieźle, zwłaszcza na tle katastrofalnej ofensywy (stawiam, że jeszcze przed bye weekiem zobaczymy w pierwszym składzie TB Mike’a Glennona zamiast Josha Freemana na rozegraniu). Do czasu. W przedostatniej akcji Geno Smith wybiegał za boisko, żeby zatrzymać zegar na 3 sek. przed końcem i spróbować field goala rozpaczy z 62 jardów (2/19 w całej historii NFL z tej odległości). Już za linią boczną uderzył go LB gości Lavonte David, co oznaczało 15-jardową karę i field goal z 47 jardów (tu skuteczność NFL-owych kickerów rośnie do przeszło 60%). W kontekście zmniejszenia własnych szans na zwycięstwo była to najgorsza akcja tygodnia. Aha, Jets oczywiście wykorzystali szansę.

 

Tennessee Titans – Pittsburgh Steelers 16:9

Titans niespecjalnie imponowali w ofensywie, ale defensywa zatrzymała Pittsburgh. Big Ben i spółka zdobyli pierwsze punkty dopiero na 1,5 min. przed końcem meczu. Do tego Steelers stracili najlepszego ofensywnego liniowego. Kolano centra Maurkice’a Pounceya rozwalił jego partner z linii ofensywnej David DaCstro. I tak uzupełniony został koszmarny weekend AFC North, której reprezentanci w komplecie przegrali.

 

Arizona Cardinals – Saint Louis Rams 24:27

Bardzo dobry mecz, obfitujący w dramatyczne momenty. Trudno było w NFL o bardziej szczęśliwego człowieka niż Larry Fitzgerald, który po raz pierwszy od czasów Kurta Warnera dorobił się rozgrywającego, który potrafi podać mu piłkę. Jednak ani wysiłki Fitzgeralda ani efektowne akcje Tyranna Mathieu w defensywie nie uratowały Cardinals przed porażką, a gwiazdą gospodarzy był TE Jared Cook. Oba te zespoły mogą sporo w tym roku namieszać.

 

New York Giants – Dallas Cowboys 31:36

Giants wyglądali w tym meczu jak Cowboys, a Eli Manning jak Tony Romo. Goście popełnili sześć strat i nie mógł im pomóc fantastyczny dzień Victora Cruza (5 rec, 118 y, 3 TD). Cowboys odnieśli cenne zwycięstwo, ale jeśli przeciwnik popełnia pięć strat więcej, a mimo to do końca walczy o zwycięstwo, nie świadczy to dobrze o ekipie z Dallas.

 

Philadelphia Eagles – Washington Redskins 33:27

RG3 wrócił do gry po kontuzji więzadeł, ale był kompletnie w cieniu Michaela Vicka. Nowy trener Eagles, Chip Kelly, przywiózł ze sobą z Uniwersytetu Oregon ofensywę, która narzuca szaleńcze tempo. Przez trzy kwarty Eagles niepodzielnie dominowali, a Griffin posłał w ręce rywali dwa podania (dla porównania w całym poprzednim sezonie tylko pięć). W czwartej kwarcie RG3 i spółka zaczęli szaleńczą pogoń, a ofensywa gości zmęczyła się własnym tempem i zaczęła popełniać błędy. Jednak przewaga wypracowana przez trzy kwarty wystarczyła do utrzymania zwycięstwa.

 

Houston Texans – San Diego Chargers 31:28

Obejrzałem czwartą kwartę tego meczu (skończył się 7:45 rano polskiego czasu) i nie mogę wyjść z podziwu jakim cudem Chargers zdołali zaprzepaścić prowadzenie 28:7 (28:14 przed czwartą kwartą). Philip Rivers, który wcześniej grał jak nowo narodzony, znów zaczął popełniać błąd za błędem, a  swoje dołożył trener San Diego. Zamiast w końcówce wziąć czas i dać szansę swojej ofensywie na jeszcze jeden 30-sekundowy drive, on wolał go zostawić, żeby „zamrozić” kickera. Przy field goalu z 41 jardów. Zamiast dać szansę swojej ofensywie, wykorzystał czas na egzekucję trenerskiego czary-mary przesądu, który nie działa. Dobrze, że nie jestem kibicem Chargers, bo miałbym ochotę zamordować własnego trenera.

 

Zapraszam do polubienia profilu bloga na Facebooku, gdzie także w przyszłym tygodniu możecie się spodziewać komentarzy na gorąco podczas weekendowych meczy.

Komentowanie zamknięte.