Zwycięstwa w dywizji

Packers i Patriots odnieśli w niedzielę dwa cenne zwycięstwa z rywalami ze swoich dywizji. Green Bay przetoczyło się po Vikings jak walec. Tymczasem Patriots zagrali dwie zupełnie różne połowy, na szczęście to w drugiej grali lepiej.

 

New England Patriots logoMatt Patricia na MVP!

Mówcie sobie co chcecie, ale dla mnie MVP drużyny jest w tym sezonie Matt Patricia, koordynator defensywy. Nie chodzi tu nawet o to, że wielki gość z brodą jak z gangu motocyklowego straszy rywali za linią boczną. Przede wszystkim jego część drużyny straciła trzech najlepszych graczy, po jednym na każdy poziom obrony (Wilfork, Mayo, Talib). Spadła na nich dużo większa odpowiedzialność wobec wyraźnego kryzysu w grze Toma Brady’ego. A mimo to niemal co tydzień Patricia potrafi ustawić swoją dziurawą grupę tak, że wykonują decydujące akcje meczu, a w najgorszym razie dają szansę ofensywie.

W niedzielę na Foxborough przyjechali Miami Dolphins. W pierwszej połowie Pats po prostu nie istnieli. Dolphins dominowali właściwie w każdym elemencie gry. Ich defensywa naciskała na Patriots, fundując Brady’emu INT w drugiej ofensywnej akcji meczu, a ofensywa robiła co chciała, zarówno w grze podaniowej, jak i biegowej. Właściwie Pats i tak mieli szczęście, że skończyło się tylko na 17 punktach. Tannehill miał cały dzień na rozejrzenie się po boisku i precyzyjne podanie i robił z tego użytek, znakomicie dyrygując ofensywą. Niech się Geno schowa, dla mnie to ten drugoroczniak jest drugim najlepszym QB w AFC East.

Wracając do Patricii, na drugą połowę Pats wyszli zupełnie inaczej ustawieni w defensywie. Przede wszystkim uznali słusznie, że nie mają już nic do stracenia i zaczęli ryzykować. A konkretnie blitzować niemal w każdej akcji. I nagle Dolphins kompletnie się pogubili. Jest to o tyle ciekawe, że z ustawienia 4-3 jakim grają Pats znacznie trudniej niż w 3-4 ukryć kto i skąd blitzuje. Tymczasem Dolphins kompletnie nie potrafili przewidzieć defensywnych zagrywek Patricii. W efekcie raz po raz skutecznie blitzowali Logan Ryan (który wyrasta na jokera w typie Troya Polamalu, oczywiście to wciąż nie ta klasa, ale Patricia korzysta z niego podobnie co Steelers z Hawajczyka), Rob Ninkovich czy Dont’a Hightower. A do tego blitze uwolniły środek linii defensywnej, gdzie zadziwiająco dobrze współpracuje duet debiutantów Vellano-Jones.

W ataku Pats uratowała gra biegowa. Linia ofensywna robiła świetnie miejsce Blountowi i Ridleyowi. Tom Brady wyraźnie nie czuje gry w tym sezonie i naprawdę nie można wszystkiego zwalać na niedoświadczonych reciverów, zwłaszcza, ze najlepszym reciverem Pats w tym meczu był rookie Dobson. Gronkowski świetnie sprawdzał się na blokach, ale jako reciver wciąż nie odgrywa takiej roli jak rok temu. Inna sprawa, ze wobec braku innych zagrożeń jak Welker czy Hernandez, Gronk jest nieustannie podwajany a  nawet potrajany.

Dzięki porażce Jets, Patriots odzyskali przewagę dwóch zwycięstw w AFC East. Za tydzień Patriots goszczą słabych w tym roku Steelers, a potem mają jakże im potrzebny tydzień odpoczynku.

 

Green Bay Packers logoNie ma reciverów? Żaden problem!

To co widzimy w tym roku w wykonaniu Packers to zupełnie nowa jakość. To już nie jest tylko Aaron Rodgers wypalający do swoich reciverów. To już nie są Packers, którzy zdobywają TD w dwie minuty i patrzą jak męczy się obrona. W zeszłym roku linia ofensywna i gra biegowa były największą słabością ekipy z Green Bay.

W niedzielę Packers pojechali do Minnesoty na trudny teren. Vikings w tym sezonie cienko przędą, ale wciąż mają w składzie Adriana Petersona, aktualnego MVP, który w zeszłym roku był nie do zatrzymania dla Packers. Co gorsza do gry wciąż nie wrócili kontuzjowani WR James Jones i Randall Cobb, a co do TE Jarmichaela Finleya to nie wiadomo czy kiedykolwiek wróci po niebezpiecznym urazie kręgosłupa sprzed tygodnia, po którym wylądował na cztery dni w szpitalu.

Jednak wszystkie zmartwienia okazały się płonne. Packers zdobywali punkty za każdym razem, kiedy mieli piłkę w ofensywie, nie licząc „kolanka”, którym Rodgers zakończył mecz. Ofensywa Packers jest w tym sezonie tak zróżnicowana, że Vikings nie byli w stanie jej powstrzymać. Jeśli skupiali się na grze podaniowej, to karali ich Eddie Lacy i wracający po kontuzji James Starks, którzy przebiegli w sumie ponad 150 jardów i dołożyli 2 przyłożenia. Jeśli zacieśniali tackle box, karał ich Rodgers posyłając nieprawdopodobne wprost podania do Jordy’ego Nelsona. Niezły mecz miał też Jarrett Boykin, pod nieobecność Cobba i Jonesa reciver nr 2 oraz zastępujący Finleya Andrew Quarless.

Jednak największe pochwały należą się linii ofensywnej. Owszem, David Bakhtiari za często łapie przewinienia. Ale to przecież debiutant z czwartej rundy, jeden z najsłabiej opłacanych left tackle w lidze. A mimo to trzyma się całkiem nieźle, z meczu na mecz coraz lepiej. Przez większość spotkania z Vikings utrzymywał w pojedynkach jeden na jeden Jarreda Allena z dala od Rodgersa. A kiedy przychodziło do akcji biegowych, to Lacy i Starks mieli nie tyle ścieżki, co całe autostrady do biegu.

Oczywiście to byli tylko Vikings, którzy nie postawili za ciężkich warunków, bo sami są w totalnej rozsypce. Jednak Packers z meczu na mecz wyglądają coraz lepiej. A kiedy wrócą kontuzjowani linebackerzy i reciverzy, może Packers staną się nawet kandydatami do mistrzostwa? Patrząc na ich kalendarz, tylko mecz w Detroit 28 listopada jest naprawdę ciężki. W pozostałych będą faworytami.

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *