Patriots mistrzami AFC East

Patriots wręcz zmietli wciąż aktualnych mistrzów NFL i w wielkim stylu zapewnili sobie dziesiąte zwycięstwo w AFC East w ciągu ostatnich jedenastu lat. Tymczasem Packers zagrali bardzo niezdyscyplinowanie i tylko dobrej dyspozycji Eagles zawdzięczają, że wciąż mają szansę na playoffy.

 

Bij mistrza

Baltimore Ravens to wciąż aktualni mistrzowie NFL, a jak mawiał Rudy Tomjanvich „Do never, ever, underestimate the heart of the champion”. Wygrali cztery mecze z rzędu i wydawało się, że droga do postseason stoi przed nimi otworem. Patriots po stracie Roba Gronkowskiego przegrali w kiepskim stylu mecz z Dolphins. Nic więc dziwnego, że wcale nie jechali do Baltimore w roli faworytów. Jednak w niedzielnym meczu zagrali najlepszy i najbardziej kompletny mecz tego sezonu, w którym dominowali od początku do końca.

Wszystko zaczęło się od defensywy. Defensywy, która została mocno osłabiona i zebrała słusznie wiele słów krytyki, także na łamach tego bloga. Przeciwko Ravens grali znakomicie. Wreszcie skutecznie zatrzymywali rywala, potrafili wybronić kluczowe trzecie i czwarte próby oraz wymuszali straty. Faktem jest, że pomogła im w tym bardzo słaba dyspozycja Joego Flacco, który ma uszkodzone kolano oraz słabość gry biegowej Ravens. Jednak podstawową różnicą między niedzielnym meczem a wcześniejszymi starciami było wykorzystywanie szans przez defensywę. Bohaterem był debiutant Logan Ryan, który przechwycił dwie piłki i przerwał podanie przy czwartej próbie Ravens, zapobiegając ewentualnej pogoni.

Ofensywa nawet nie musiała się specjalnie wysilać. Paradoksalnie Patriots zagrali mniej akcji w ataku i zdobyli mniej jardów niż Ravens. Ale tych jardów nie było im aż tak potrzeba, bo raz po raz ich defensywa stawiała ich w naprawdę dobrej pozycji wyjściowej. Warto zauważyć, że Patriots jak rzadko kiedy byli zdeterminowani, żeby rozstrzygnąć mecz akcjami biegowymi. Aż 34 akcje były akcjami biegowymi, tylko 28 podaniowymi (26 podań, 2 sacki). LeGarette Blount zaliczył 76 jardów i 2 TD, Stevan Ridley dołożył 54 jardy. Z kolei w grze podaniowej kolejny dobry mecz rozegrał Julian Edelman, który zaliczył 77 jardów i kilka kluczowych pierwszych prób. Bardzo dobrze spisała się też linia ofensywna Pats, mimo że na LT zagrał nominalny guard Logan Mankins, którego miejsce z kolei zajął niewybrany w drafcie debiutant Josh Kline, dla którego był to pierwszy start w lidze. Także po prawej stronie wciąż brakuje Sebastiana Vollmera.

Wynik może jest trochę za wysoki, napompowany przez dwa defensywne przyłożenia w ostatnich dwóch minutach meczu, jednak w sumie dobrze oddaje rozmiary dominacji Pats w każdym elemencie gry. NE są już pewni wygranej w AFC East. Wygrana za tydzień z Bills da im drugie miejsce w AFC i wolne w pierwszej rundzie playoffów.

Ravens mocno skomplikowali sobie sytuację. Żeby awansować do playoffów muszą wygrać za tydzień na trudnym terenie w Cincinnati i liczyć na porażkę Miami Dolphins w meczu z Jets.

 

Niechlujstwo się mści

Packers strzelili sobie w stopę z grację Jets albo Lions. Podstarzali Steelers dali z siebie wszystko i zagrali naprawdę niezły mecz, ale dużo winy za porażkę spoczywa po stronie Packers, którzy popełnili cała masę prostych, niewymuszonych błędów.

Począwszy od dużej liczby kar w najmniej odpowiednich momentach. Nick Perry dał pierwszą próbę Steelers w sytuacji, kiedy ci musieli puntować, a w końcówce falstart pozbawił Packers szans na wykonanie jeszcze jednej próby. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Fumble Mata Flynna w najmniej odpowiednim momencie, Andrew Quarless, który wbiega w swojego podającego QB, co prowadzi do pick-six czy brak koncentracji w special teams, prowadzący do 158 jardów Steelers w akcjach powrotnych i zmyłkowego puntu to kolejne przykłady.

Steelers fake punt

Były jednak i lepsze chwile. Bardzo dobrze grał Eddie Lacy, a kiedy zszedł z kontuzją kostki, skutecznie zastąpił go James Starks. Nieźle spisywali się również Jarett Boykin i James Jones. Całościowo jednak Packers robili wrażenie dość niezdyscyplinowanych.

Steelers zagrali naprawdę niezłe spotkanie, zwłaszcza w porównaniu z fatalnym początkiem sezonu. Bohaterem był Le’Veon Bell, który został pierwszym RB Steelers od prawie dwóch lat, który przekroczył 100 jardów. Dokładnie zaliczył ich 124 i TD. Niemały udział w zwycięstwie Pittsburgha miał też ciągły nacisk wywierany na Matta Flynna przez defensorów. Flynn to solidny zmiennik, ale gdy odetnie się jego pierwszego recivera i wywrze presję zaczyna panikować, co zemściło się przy fumble w końcówce meczu (a podobno Polomalu już się skończył).

Matt Flynn fumble

Nie sposób nie wspomnieć o słabej dyspozycji sędziów. Najpierw niesłusznie odebrali Packers przyłożenie po fumble Bella, orzekając, że RB Steelers został powalony z piłką. Po challengu Mike’a McCarthy’ego Packers słusznie odzyskali piłkę, ale nie TD. W efekcie musieli wykonywać FG, po którym doszło do kuriozalnej serii zdarzeń. Najpierw kopnięcie zostało zablokowane. Piłkę na chwilę przejął jeden z graczy Steelers, Ryan Clark, a kiedy był w posiadaniu piłki jego kolano dotknęło ziemi. W tej chwili sędziowie powinni gwizdnąć i zarządzić pierwszą próbę Steelers. Jednak akcja toczyła się dalej. Steelers zgubili piłkę, a toczącą się po ziemi futbolówkę umyślnie pchnął do przodu Ziggy Hood, co jest przewinieniem. Sędziowie uznali, że Steelers nie byli w posiadaniu piłki (!), więc piłka pozostanie przy GB, a dodatkowo w efekcie przewinienie Packers będą mieli nową pierwszą próbę. Jednak to nie koniec kuriozów. Oczywiście Mike Tomlin rzucił czerwoną flagę. Co się okazało? Przepisy nie pozwalają zweryfikować na wideo czy Steelers weszli w posiadanie piłki. I niech mi ktoś wyjaśni jaki jest sens dzielenia decyzji sędziowskich na weryfikowalne i nieweryfikowalne?

Packers mają problemy i to nie tylko z brakiem dyscypliny i brakiem zwycięstw. Jakby mało było urazów, w niedzielnym meczu odnowiły się kontuzje dwóch kluczowych graczy. Lacy nadwyrężył skręconą kostkę. Skręconą nota bene przy kompletnie bezsensownym biegu na koniec pierwszej połowy któregoś z wcześniejszych meczów. Z kolei Clay Matthews ponownie naruszył połamany dwa i pół miesiąca temu kciuk.

Na szczęście Bears zostali rozbici przez Eagles, więc za tydzień Packers będą mieli szansę nawet na wygranie dywizji w meczu w Chicago. Sytuacja będzie prosta: kto wygra, wygrywa NFC North. Steelers przedłużyli swoje nadzieje na awans do playoffów. Wystarczy, że wygrają w Cleveland i, bagatela, doczekają się porażek Ravens, Chargers i Dolphins.

 

Mam nadzieję, że uda mi się jutro w tym całym zamieszaniu napisać o całej kolejce, jeśli nie, spodziewajcie się tego tekstu jakoś w święta.

Zobacz też

6 komentarzy

  1. Co do 6. miejsca w AFC możliwy jest chyba też taki scenariusz, w którym Ravens i Dolphins wygrywają swoje mecze, a Chargers przegrywają. Wtedy awansuje ekipa z Baltimore, która wygrała bezpośrednie starcie z Miami.

    A z zupełnie innej beczki. Von Miller sezon ma już z głowy, co moim zdaniem otwiera jeszcze bardziej wyścig po zwycięstwo w NFC.

    1. Racja co do scenariusza playoffowego.
      Co do Millera to może to mocno namieszać w playoffach, zwłaszcza jeśli Manning będzie miał jeden słabszy dzień. Przypadek Packers 2011 się kłania.

  2. „szanse na play offy dla Green Bay są, ale co dalej ? .. ”
    miałem na myśli co z tego jeśli awansują skoro z obecnymi kontuzjami, daleko nie zajdą, a myśle, że odpadną w 1 rundzie.

    1. Jeśli wróci Rodgers to mogą spokojnie powalczyć. Szanse nie są duże, ale Ravens w zeszłym roku też nikt szans nie dawał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *