NFL, tydzień 17: Peyton kontratakuje

Zakończył się sezon zasadniczy NFL. Fani dwudziestu ekip zobaczą swoich ulubieńców w meczu o stawkę dopiero we wrześniu. Wszystkim kibicom do końca sezonu pozostało już tylko jedenaście meczów i Pro Bowl. Jednak nie ma co narzekać, przed nami najbardziej ekscytująca część rozgrywek.

 

Powrót Peytona

W niedzielę rano nikt nie wierzył, że zobaczymy jeszcze Peytona Manninga na boisku w istotnym momencie meczu. Zaczął spotkanie przeciwko San Diego Chargers jako zmiennik. Denver Broncos już wiedzieli, że dzięki potknięciu New England Patriots mają szansę na pierwsze miejsce w AFC, a porażka może zepchnąć ich nawet na piątą lokatę.

Początek meczu mieli fatalny. Z łatwością zdobywali jardy przeciwko słabiutkim Chargers, ale wszystko niweczyły straty. Broncos popełnili ich pięć: trzy fumble i dwa INT. Za trzy z tych strat w statystykach odpowiadał QB Brock Osweiler, choć pierwsze INT obciąża również recivera, a dwie pozostałe straty to w dużej mierze wina słabej ochrony w kieszeni. Niemniej jednak w trzeciej kwarcie Chargers wyszli na prowadzenie i wówczas Gary Kubiak, niczym tonący chwytający się brzytwy, postawił na Peytona Manninga.

Był to pomysł mocno wątpliwy, bo w swoim ostatnim występie Peyton posłał cztery INT w pierwszej połowie i został wybuczany przez kibiców na Mile High Stadium. Tym razem witali go owacyjnie. Jak krótka jest pamięć fanów…

Ponadto zespół od kilku tygodni przestawiał się na grę z Osweilerem – bardziej mobilnym, chętniej grającym w preferowanym przez Kubiaka ustawieniu za centrem z mocnym wykorzystaniem play action. Peyton z konieczności grał mnóstwo akcji z formacji pistol i shotgun.

Wejście Manninga okazało się strzałem w dziesiątkę. Statystyk może nie miał imponujących, bo nie sposób za takowe uznać 69 jardów w dziewięciu podaniach, ale jego wpływ był widoczny. Przede wszystkim Peyton nie zatracił zdolności mentalnych. Dyrygował ofensywą przed snapem, zmieniał zagrywki i bawił się w kotka i myszkę z obrońcami Chargers. Choć Osweiler zdobywał 10,5 jarda na podanie, a Manning 7,7, to jednak zmiana rozgrywającego zdynamizowała ofensywę. Zafunkcjonowała gra biegowa, choć tu więcej zasług od Manninga ma jednak poprawa gry o-line.

Trudno sobie wyobrazić, by za dwa tygodnie na Mile High Stadium mecz w pomarańczowych barwach rozpoczął inny rozgrywający niż #18. Pytanie tylko czy Manning jest już faktycznie zdrowy. W niedzielę wyglądał na zdecydowanie bardziej mobilnego niż na początku obecnego czy pod koniec zeszłego sezonu, ale mogło to wynikać z głodu gry i małego obciążenia. Pytanie jak będzie wyglądał w razie konieczności rozegrania całego spotkania. Widać też było, że dalekie piłki, czyli jego pięta achillesowa ostatnich lat, nie poprawiły się. Przynajmniej trzykrotnie przestrzelił otwartych reciverów na dalekich ścieżkach.

Broncos mają dwa tygodnie, by znów przestawić się na pracę z Manningiem. Tylko co się stanie, jeśli w Divisional Round okaże się, że Manning jednak nie ma już paliwa w baku?

Ta sytuacja na pewno nie wpłynęła dobrze na poczucie własnej wartości Osweilera. Jeśli Broncos chcą go zatrzymać jako rozgrywającego przyszłości, mogą mieć poważny problem z przekonaniem go, że będzie na Mile High traktowany poważnie. Jasne, zmienił go przyszły członek Hall of Fame i najlepszy gracz sezonu zasadniczego w historii NFL. Ale Packers w pewnym momencie twardo postawili na Aarona Rodgersa i nie zawiedli się. Jak będzie w przypadku Broncos?

 

Vikings mistrzami NFC North

Stało się. Po pięciu latach przerwy znów inna drużyna niż Green Bay Packers znalazła się na szczycie NFC North. Dla Minnesota Vikings to tym słodsze, że tytuł wyrwali na terenie rywala w bezpośrednim meczu w ostatniej kolejce.

Dla Packers była to druga porażka z rzędu i szósta w ostatnich dziesięciu spotkaniach. Ofensywa Green Bay, z której ta drużyna słynie od lat, jest kompletnie bezradna. Mityczne zdolności playcallera Mike’a McCarthy’ego, moim zdaniem mocno przereklamowane, nie pomagają. Atak jest tak samo nieskuteczny jak wówczas, gdy głosem w uchu Aarona Rodgersa był Tom Clements.

Pozornie łatwo wskazać „winowajcę”, a jest nim Jordy Nelson, który stracił cały sezon z powodu zerwania więzadeł. James Jones i Randall Cobb, świetni jako uzupełnienia, nie sprawdzają się jako pierwsze opcje. Vikings cały mecz wywierali presję, ewidentnie świadomi, że reciverzy Packers nie stanowią zagrożenia na głębokich ścieżkach.

Narracja przekonująca, ale nie do końca trzyma się kupy. Przecież Packers wygrali sześć pierwszych meczów sezonu, w tym przeciwko Seahawks i Chiefs, drużynom które obecnie są w mocnym gazie. Moim zdaniem prawdziwym problemem jest o-line. W niedzielę zabrakło LT Davida Bakhtiariego. Jego miejsce zajął nominalny LG Josh Sitton. Sitton to świetny gracz, ale NFL to nie jest liga, w której w ciągu weekendu można z guarda zrobić tackla. W efekcie Sitton cały mecz był ogrywany przez kapitalnego Eversona Griffena.

Sitton to tylko przykład. Cały sezon Packers muszą łatać linię ofensywną. Non stop któryś z graczy wypada, a pozostali grają z mniejszymi i większymi urazami. Efekty było widać w niedzielę. Na palcach jednej ręki można było policzyć akcje, w których Aaron Rodgers mógł spokojnie wykonać podanie z kieszeni. A jeśli piłka ma pójść daleko, to rozgrywający musi mieć przynajmniej te 2-3 sekundy. Rodgers nie miał tyle właściwie ani razu. Większość rzutów wykonywał w biegu i z zachwianych pozycji. Nawet jeśli jego reciverzy się uwalniali, to on starał się raczej zachować głowę w jednym kawałku. Choć jest jednym z najlepszych w podawaniu z biegu, to jednak nie jest to najbardziej komfortowa sytuacja.

Rodgers jest wyraźnie sfrustrowany i zaledwie rok po nagrodzie MVP rozgrywa najsłabszy sezon w karierze. 60,7% celnych podań, 6,7 jarda/podanie, passer rating 92,7, 238,8 jarda/mecz to wszystko jego najsłabsze wyniki, gorsze nawet od sezonu 2008, gdy przejął funkcję pierwszego QB Packers.

W tej sytuacji nie pomogła niezła postawa defensywy. Adrian Peterson wybiegał tylko 67 jardów, przy średniej 3,5 jarda na próbę i zeszedł do szatni z urazem lędźwi. Teddy Bridgewater podał tylko na 99 jardów. Packers mieli 19 pierwszych prób przy 14 Vikings oraz wygrali rywalizację na jardy 350-242. W special teams Mason Crosby wybił piłkę Cordarelle’owi Pattersonowi w akcji powrotnej, Micah Hyde zaliczył absolutnie nieprawdopodobny przechwyt.

Jednak tego dnia to defensywa Vikings okazała się najlepszą formacją na boisku. Aaron Rodgers został zsackowany pięciokrotnie, a uderzony dodatkowe jedenaście razy (Bridgewater odpowiednio trzy i trzy). Everson Griffen miał monstrualny wieczór, wliczając sack-fumble, po którym Captain Munnerlyn wykonał powrót, który rozstrzygnął mecz. Secondary Vikings kompletnie nie dała pograć Packers, przechwytując w kluczowym momencie podanie Aarona Rodgersa. Eric Kendricks był najlepszym środkowym linebackerem na boisku, a to spory komplement, biorąc pod uwagę, że po drugiej stronie na tej pozycji grał Clay Matthews.

Wikingowie wygrali w pełni zasłużenie i w nagrodę będą gospodarzami meczu playoffów przeciwko Seahawks. Pytanie tylko czy to faktycznie nagroda. Pewnie Adrian Peterson i spółka woleliby jeszcze raz przyjechać na Lambeau Field niż grać z rozpędzonymi wicemistrzami NFL. Tymczasem Packers mają relatywnie łatwiejsze zadanie, bo jadą do Waszyngtonu na mecz z Redskins. Tyle że Kirk Cousins powoli staje się rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia, a ofensywa Mike’a McCarthy’ego w tej dyspozycji nikomu nie zagrozi.

 

AFC do wzięcia

Wystarczyłoby, by Patriots wygrali jeden z dwóch ostatnich meczów w sezonie, by zajęli pierwsze miejsce w AFC przed playoffami. Przegrali oba, jeden w gorszym stylu od drugiego. Tym razem polegli z kretesem w Miami, prezentując katastrofalny futbol.

Od początku meczu miałem wrażenie, że Pats nie chcą tego meczu wygrać. W pierwszej połowie Tom Brady posłał tylko pięć podań, niemal wszystkie jako screeny. Josh McDaniels ordynował bieg za biegiem, mimo że mistrzowie NFL zdobywali w tym meczu tylko 2,6 jarda na bieg. Z drugiej strony pozwolili Ryanowi Tannehillowi na podanie na 350 jardów w meczu kompletnie o pietruszkę.

Trudno nawet powiedzieć, by Patriots chcieli w ten sposób chronić najważniejszych graczy, bo Tom Brady i tak zebrał niezły łomot za tym tworem, który podobno był linią ofensywną Patriots. W Nowej Anglii modlą się o powrót Sebastiana Vollmera i Juliana Edelmana. Mają na to dwa tygodnie, ale nawet z tymi graczami Pats nie będą murowanymi faworytami Divisional Round. W tym roku przegrali cztery z sześciu ostatnich meczu sezonu. Odkąd Tom Brady został starterem, NE w ostatnich sześciu meczach sezonu zasadniczego mają bilans 79-16, nie licząc obecnego roku. To odpowiednik bilansu 13-3 w całym sezonie. W tym roku ta maszynka do skutecznych finiszów zacięła się. Czy Bill Belichick zdoła na czas przesmarować tryby?

Awans do playoffów zapewnili sobie Houston Texans. D-line teksańczyków prowadzona przez J.J. Watta po prostu zjadła Jaguars. W pierwszej rundzie playoffów podejmą Kansas City Chiefs i może to być zaskakująco emocjonujące i wyrównane spotkanie. Zdecydowanie coś dla miłośników walki na liniach.

Grono playoffowych ekip w AFC uzupełnili Pittsburgh Steelers, którzy pokonali Cleveland Browns. Do awansu potrzebowali jeszcze porażki New York Jets i udało się. Nowojorczyków pokonali Buffalo Bills pod wodzą Rexa Ryana, byłego trenera Jets, co oczywiście dało sygnał do całej masy żartów o Ryanie, który wciąż utrzymuje Jets z daleka od playoffów. Jednak nowojorczycy jak zwykle strzelili sobie w stopę brakiem zdyscyplinowania. Ryan Fitzpatrick zaliczył najlepszy sezon w karierze, ale jak zwykle w jego przypadku Fitzmagia wyczerpała się w najmniej odpowiedniej chwili. Tym razem w czwartej kwarcie, w której posłał trzy piłki w ręce rywali.

Big Ben i jego Steelers pojadą do Cincinnati. Wciąż nie wiadomo czy Andy Dalton się wykuruje na to spotkanie. Na razie jego zdrowie, a więc i wynik, są sprawą otwartą.

 

W skrócie:

1. Rozkład jazdy na Wild Card Round (godziny polskiego czasu):

Sobota: 22:35 KC@HOU, 2:15 PIT@CIN
Niedziela: 19:05 SEA@MIN, 22:40 GB@WAS

2. Seahawks egzorcyzmowali demony ostatniego Super Bowl. Na stadionie w Phoenix, gdzie przegrali w lutym, kompletnie rozbili Arizona Cardinals. Spotkanie nic nie znaczyło w kontekście rozstawienia przed playoffami, ale na pewno da spory zastrzyk psychicznej energii Seattle. Wygrali 8 z 10 ostatnich spotkań i są drużyną, z którą nikt nie chce się mierzyć w postseason.

3. Najlepszy bilans sezonu zasadniczego zanotowali Carolina Panthers, którzy wygrali piętnasty mecz w sezonie przeciwko Tampa Bay Buccaneers. Cam Newton najprawdopodobniej zgarnie MVP, ale to drużyna z tak krótką ławką, że nie będą murowanymi faworytami w playoffach.

4. Czarny poniedziałek w tym roku zaczął się jeszcze w czwartek, gdy Eagles wylali Chipa Kelly’ego. W niedzielę z pracą pożegnali się Mike Pettine (Browns) i Jim Tomsula (49ers). Do wzięcia jest też posada w Miami, gdzie Joe Philbin został zwolniony jeszcze w październiku oraz w Tennessee, którzy w listopadzie zwolnili Kena Wisenhunta. A to zapewne nie koniec.

5. #1 w drafcie 2016 dostaną Tennessee Titans (w zeszłym roku mieli #2). Z dwójką będą wybierać Cleveland Browns. „Podium” zamykają San Diego Chargers. San Francisco 49ers wygrali mecz o pietruszkę z St. Louis Rams i dzięki temu będą wybierali z #7, a nie #5. Rams dzięki porażce „awansowali” z #19 na #15.

6. Kilka ciekawostek statystycznych:

  • W latach 2011-2013 aż sześciokrotnie rozgrywający przekraczali granicę 5 tys. jardów w sezonie (w tym Drew Brees trzy razy z rzędu). Rok 2015 jest drugim z rzędu, gdy nikomu się to nie udało. Co ciekawe ogólna liczba jardów podaniowych, jardów podaniowych na próbę i passer rating wciąż rosną.
  • 1871 jardów w odbiorze podań Julio Jonesa to drugi najlepszy rezultat w historii NFL, ustępujący tylko 1964 jardom Calvina Johnsona w 2012 r. 1834 jardy Antonio Browna, drugi tegoroczny rezultat, to #4 na liście wszechczasów.
  • Kirk Cousins został rekordzistą Washington Redskins pod względem jardów podaniowych w sezonie (4166) i podań na TD w sezonie (34). W tym sezonie był najlepszy w lidze pod względem skuteczności podań (69,8%). Wygląda na to, ze Redskins jednak znaleźli rozgrywającego przyszłości w drafcie 2012.
  • Russell Wilson został drugim zawodnikiem w historii, który podał na ponad 4 tys. jardów i wybiegał ponad 500 jardów. Pierwszym był Cam Newton w swoim debiutanckim sezonie 2011. Tyle że Cam miał passer rating 84,5, podczas gdy Russell… 110,1.
  • Adrian Peterson został 11. w historii RB, który przekroczył 1400 jardów w sezonie po ukończeniu 30 lat. Przy obecnym kształcie gry biegowej w NFL może się okazać ostatnim na długie lata.

Zobacz też

2 komentarze

  1. Green Bay jest świetnym przykładem pokazującym, że sam QB nie wystarczy. Ba, sam Rodgers z defensywą sprzed dwóch czy trzech lat skończyłby sezon z wynikiem 4-12.

    Kiedyś pisałeś, że obecną obroną Broncos Manning sprzed dwóch lat jechałby po Super Bowl jak po autostradzie. Podobnie, myślę, byłoby w tym roku gdyby ofensywa Packers była w formie z czasów Kaeppernicka z SF. Rok temu Rodgers na jednej nodze był nie do ruszenia.

    Teraz połączenie kontuzji w linii ofensywnej i receiverów powoduje, że Rodgers ma mniej czasu na rzut, a potrzebuje go więcej. Oczywiście, linia przed Aaronem stanowi problem. Ale problemy z łapaniem rzutów pojawiły się gdy wyleciał ze składu Montgomery, a potem Adams. Packers zostali bez WR nr 1, 3 i 4. Gdzie jest Brady obecnie w podobnej sytuacji? A ma do dyspozycji Gronkowskiego.

    Moim zdaniem Cobb nie sprostał wyzwaniu. Będąc w cieniu Nelsona miał więcej luzu i problemu nie było. Teraz przy większej presji nie jest tak dobrze jakby tego oczekiwano. Jestem ciekaw czy przy drugim słabszym roku nie zaczną się plotki o pozbyciu się balastu (czyt.: zbyt wysokiego kontraktu).

    Redskins z pewnością są łatwiejszym rywalem niż Seahawks. Cousins co prawda ostatnio gra jak nigdy wcześniej. Ale rywali zbyt wymagających nie miał. Mimo wszystko sądzę, że to drużyna ze stolicy jest faworytem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *