NFL, tydzień 7: Nie ma niepokonanych

W tym roku staruszkowie w Dolphins ’72 mogą otwierać szampany już w październiku. Dla tych mniej obeznanych z futbolowymi urban legends wyjaśniam: drużyna Miami Dolphins z sezonu 1972 to jedyna ekipa w historii NFL, która zdobyła Super Bowl nie przegrywając ani jednego meczu przez cały sezon. Legenda głosi, że co roku po porażce ostatniej niepokonanej drużyny, emeryci z tamtej drużyny zbierają się gdzieś i otwierają szampana, świętując fakt, że pozostaną jedyną niepokonaną drużyną w historii NFL.

O niepokonanych Delfinach i tych, którzy byli najbliżej, by im dorównać pisałem w tekście W pogoni za idealnym sezonem

Tym razem ostatnimi niepokonanymi byli Minnesota Vikings z Samem Bradfordem na rozegrani, którzy pojechali do Filadelfii na mecz z Eagles pod wodzą Carsona Wentza, którzy po świetnym początku sezonu złapali zadyszkę i przegrali dwa mecze z rzędu. Gdybym napisał to zdanie w lipcu, pomyślelibyście, że jestem zdrowo pijany, co? 🙂

Wróćmy jednak do października. Na boisku od początku dominowały defensywy. O ile w przypadku Vikings nie stanowiło to zaskoczenia, o tyle aż tak dobra postawa obrony Orłów stanowiła dla ich fanów miłą niespodziankę. Już w pierwszej kwarcie zobaczyliśmy pięć serii z rzędu, które zakończyły się stratami. Dwa INT rzucił Wentz, jedno dołożył Bradford (na marginesie – dzięki temu jedyną drużyną bez rzuconego INT w tym sezonie pozostają Patriots), obie drużyny straciły też po jednym fumble. Na pierwsze punkty trzeba było czekać do dziesiątego posiadania i początku drugiej kwarty, gdy Blair Wlash kopnął celnie z pola dla Vikings.

Przełomem okazała się następna akcja, kiedy Josh Huff wykonał 98-jardowy powrót na TD po kickoffie. To było dopiero drugie takie przyłożenie w sezonie w całej lidze i najdłuższa akcja powrotna w tym roku. Od tej pory Eagles kompletnie dominowali.

Warto też zwrócić uwagę na decyzję Douga Pedersona po tym przyłożeniu. Podczas kopania podwyższenia kicker Eagles został sfaulowany. Pederson postanowił przyjąć karę i zagrać za 2 pkt. z jednego jarda (normalnie gra się z drugiego, po karze odmierza się połowę dystansu). Jeśli czytaliście mnie wcześniej to wiecie, że uwielbiam agresywny playcalling i ta decyzja to miód na moje kibicowskie serce. Komentatorzy amerykańscy co prawda marudzili, że jeden jard w takiej sytuacji nie powinien robić różnicy w podejmowaniu decyzji. Jednak od 2010 r. akcje (bez kopnięć z pola) zaczynające się 2 jardy od pola punktowego zakończyły się przyłożeniem w 40,6% przypadków (538/1325). Kiedy przeniesiemy punkt startowy jeden jard bliżej, skuteczność rośnie do 53,3% (1224/2298). Innymi słowy granie za dwa z 1 jarda statystycznie zawsze jest dobrą decyzją (100 podwyższeń za dwa ze skutecznością 53,3% da 106,6 pkt, czyli więcej niż stuprocentowe kopnięcia za 1).

Nie wiem czy to powrót po kickoffie czy agresywna decyzje Pedersona i udane podwyższenie natchnęły Eagles. Ale od tej pory to Orły dominowały, choć nie można powiedzieć, by ich ofensywa jakoś świetnie działała. Niemniej to oni zdobywali punkty, a Vikings nie.

Kluczowa była różnica w o-line. Carson Wentz nie zaliczy tego meczu do najbardziej udanych, ale nie został zasackowany ani razu i otrzymał tylko dwa legalne uderzenia. Tymczasem Sam Bradford był właściwie non stop pod presją. Eagles zaliczyli sześć sacków i aż 16 QB Hits. Brandon Graham powalił Bradforda na ziemię aż sześciokrotnie. W efekcie Bradford zagrał jak za najgorszych dni w St. Louis. Jego QBR wyniosło zaledwie 7,6, a passer rating 71,6.

Od kopnięcia z pola w drugiej kwarcie do połowy czwartej kwarty, gdy było już po meczu, Vikings mieli zaledwie dwie serie ofensywne, w których zaliczyli 20 jardów lub więcej. Pierwsza skończyła się sack-fumble na Bradfordzie, co umożliwiło Eagles na zdobycie punktów przed przerwą, a druga nieudaną konwersją 4&1 na 6 jardów od pola punktowego Philly.

Ten mecz nie oznacza, że Vikngs nagle się rozsypią albo że ich wcześniejsze wygrane były dziełem przypadku. Wikingowie to drużyna, która zapracowała na swój bilans, która wciąż dysponuje świetną obroną, ale która ma spore problemy, które musi rozwiązać. Kluczowym jest ochrona Sama Bradforda, który po prostu rozpadł się pod presją.

Może to być problematyczne. O-line, już wcześniej wskazywana jako potencjalna słabość drużyny, musi sobie radzić w mocno eksperymentalnym zestawieniu, bo obaj tackle trafili na listę kontuzjowanych. Minnesota ma ograniczone pole manewru ze względu na mało miejsca pod czapką płac. Co prawda można tam zrobić nieco miejsca, ale kosztem problemów w kolejnych latach. W akcie desperacji Vikings ściągnęli Jake’a Longa, który w 2008 r. był #1 w drafcie. Long zagrał przeciwko Eagles, ale po licznych kontuzjach jest już tylko cieniem atlety, który kiedyś poszedł z „jedynką”. Na poniższym filmiki Long jest na LT i ta akcja dość dobrze podsumowuje jego występ w tym spotkaniu.

Na szczęście dla fanów z Minneapolis Wikingowie mają trochę czasu, żeby dojść do siebie. W przyszłym tygodniu mają w kalendarzu Bears, co w tym roku jest niemal równoznaczne z bye weekiem. Powinni tez popracować nieco nad Laquonem Treadwellem, którego wzięli w tegorocznym drafcie z #23. Jak na razie młody WR pojawił się na boisku w 34 snapach w całym sezonie i nie złapał ani jednej piłki.

Tym czasem obrona Eagles stanie przed znacznie trudniejszym testem. W ramach Sunday Night Football jadą do wypoczętych po bye weeku Dallas Cowboys.

 

Najlepszy słaby mecz w historii

„Best bad game”, „So bad it was even funny”. Spotkanie Seattle Seahawks z Arizona Cardinals było komedią omyłek, słabej gry i meczem, który nie powinien się przydarzyć dwóm czołowym ekipom w lidze. A do tego mecz skończył się remisem, bo przez 75 minut gry obie drużyny nie były w stanie zdobyć nawet jednego przyłożenia.

Remis to dość rzadki wynik w NFL, ale wcale nie taki niespotykany. Odkąd w 1974 r. w NFL wprowadzono dogrywki, remisami skończyło się 21 spotkań, z czego w tej dekadzie już cztery. Tylko raz zdarzyło się, by drużyny nie zdołały osiągnąć 10 punktów. Po raz pierwszy zdarzył mecz z dogrywką bez choćby jednego przyłożenia.

Do tego zablokowane kopnięcie z pola, zablokowany punt i ta nieprawdopodobna końcówka dogrywki. Najpierw Chandler Catanzaro, kicker Cardinals trafił w słupek z 24 jardów. W tej dekadzie przy kopnięciach z pola z odległości poniżej 25 jardów kickerzy mają skuteczność 97,5% i to z uwzględnieniem kopnięć zablokowanych. Dla Catanzaro było to pierwsze w karierze pudło z odległości mniejszej niż 30 jardów. Gdyby trafił, byłoby po meczu.

A tak szansę dostali Seahawks, którzy przemaszerowali 70 jardów tylko po to, żeby Steven Hauschka przestrzelił z… 28 jardów. Warto wspomnieć, że tydzień wcześniej przeciwko Falcons Hauschka spudłował z 29 jardów, więc coś tu jest na rzeczy.

Paradoksalnie dla Seahawks to „zwycięski remis”. Cardinals to jedyny zespół w dywizji, który stanowi dla Seattle realne zagrożenie (Rams skończą tradycyjnym 8-8, a 49ers już myślą o przyszłym sezonie). Seahawks zdołali utrzymać po wyjazdowym meczu przewagę dwóch wygranych. Bruce Arians może mieć spore pretensje do swojej ofensywy, która dominowała, ale nie potrafiła zamienić tego na punkty. Cardinals zaliczyli 23 pierwsze próby przy 11 Seahawks. W jardach prowadzili 443-257. Byli przy piłce ponad 46 minut przy niespełna 29 Seahawks. David Johnson był kilkanaście centymetrów od zdobycia decydującego przyłożenia.

Jednak Seahawks wytrzymali i Cardinals muszą liczyć na ich potknięcia.

 

Tydzień w skrócie:

1. Z notatnika statystyka:

  • Adam Vinatieri pobił rekord NFL, wykonując 43 celne kopnięcie z pola z rzędu. Seria trwa, więc pewnie wyśrubuje jeszcze ten rekord. Za dwa miesiące kończy 44 lata. Biorąc pod uwagę jego fenomenalną karierę, należy się spodziewać, że będzie pierwszym kopaczem w Pro Football Hall of Fame. Tak jakoś za 27 lat, bo wiek emerytalny w Stanach wynosi 66 lat.
  • Jay Ajayi, RB Miami Dolphins, znów wybiegał ponad 200 jardów. To czwarty RB w historii ligi, który przekroczył 200 jardów w dwóch meczach z rzędu. Jeśli uda mu się to ponownie za dwa tygodnie przeciwko Jets (Dolphins mają teraz bye week) będzie pierwszym, który dokona tego trzy razy z rzędu.
  • Widoki Drew Breesa na kolejny mistrzowski pierścień są mizerne, więc zajmuje się głównie kolekcjonowaniem kolejnych rekordów. W niedzielę został pierwszym graczem w historii ligi, który zaliczył 100 meczów z 300 jardami podaniowymi lub więcej.
  • Drew Brees ma też aktywną serię 41 meczów z rzędu z 200 jardami górą lub więcej, ale tu nie prowadzi. Rekordzistą NFL w tej kategorii został Matt Ryan, dla którego mecz przeciwko Chargers był 46. takim meczem z rzędu. Wyprzedził tym samym Dana Foutsa, który w latach 1980-83 zanotował 45 takich spotkań z rzędu. Co ciekawe Drew Brees osiągnął taki wynik w 84 z ostatnich 85 spotkań. Ten jeden mecz, który przerwał mu serię miał miejsce w grudniu 2013 r., a „winowajcą” była zmierzająca po mistrzostwo defensywa Seahawks
  • New England Patriots mają już siedem meczów z rzędu bez rzuconego INT. Najdłuższa taka seria (wliczając playoffy) należy do zeszłorocznych Kansas City Chiefs. Alex Smith nie rzucił INT w dziewięciu meczach z rzędu. Co ciekawe Tom Brady miał już dłuższą serię. Na koniec sezonu 2010 zaliczył osiem spotkań z rzędu bez podania w ręce rywali (przy okazji podał na 23 przyłożenia).

2. Wszystkich, którym wydaje się, że Packers przemogli się w ofensywie, polecam oderwanie się od statystyk i obejrzenie meczu. Fakt, Aaron Rodgers wreszcie podał na ponad 300 jardów, ale trudno oczekiwać, żeby tego nie zrobił, skoro wykonał aż 59 podań. W tej dekadzie mieliśmy 33 przypadki, że QB wykonał 59 podań lub więcej i tylko dwóch nie przekroczyło przy tym 300 jardów. Rodgers momentami łapał właściwy rytm, pomogło granie Ty Montgomerym jako hybrydą WR/RB. Jednak WR dalej nie potrafili uwolnić się od krycia, schemat ofensywny Packers im w tym nie pomaga i jedynym sposobem na skuteczną ofensywę jest błyskawiczne podanie do tego recivera, któremu DB zostawili kilka jardów wolnego. Na Bears wystarczyło. Dalej będzie gorzej.

3. Już czas zacząć poważnie rozważać Landona Collinsa z Giants jako kandydata do nagrody defensywnego gracza roku. Jego dwa przechwyty i efektowny 44-jardowy powrót na TD były ozdobą nudnej jak flaki z olejem drugiej części tryptyku londyńskiego. Collins ma jak na razie 57 tackli, 2 INT i 2 sacki z pozycji SS. Jest najlepiej sackującym zawodnikiem drużyny, co swoją drogą nie świadczy najlepiej o pass rushu nowojorczyków.

4. Powrót Brocka Osweilera do Denver wypadł tak, jak można się było spodziewać. Najpierw kibice wygwizdali rozgrywającego Texans, a potem dziękowali wszystkim wyznawanym bóstwom, że to nie oni płacą mu gwarantowane 37 mln w dwa lata. Texans udała się rzadka sztuka: akcje po ziemi przynosiły średnio prawie dwa razy tyle jardów co podaniowe. DeAndre Hopkins przed rokiem złapał piłki na 1500 jardów. Po tegorocznym „ulepszeniu” na rozegraniu może nie przekroczyć 900.

5. Miarą tragedii AFC South jest fakt, że Texans wciąż prowadzą w tej dywizji. Na drugie miejsce awansowali Indianapolis Colts, którzy wymęczyli zwycięstwo nad Tennessee Titans niemal wbrew własnemu trenerowi. Andrew Luck prowadził comeback, doprowadził swoją drużynę na trzeci jard przeciwnika, a tam kolejne trzy snapy to: bieg na 1 jard, bieg na 0 jardów i falstart. Na szczęście dla Pagano potem sprawy w swoje ręce wziął Luck, który podał na trzecie tego dnia przyłożenie, ale tylko Luck i special teams (Vinatieri!) trzymają tę drużynę na powierzchni.

6. Mecz na szczycie AFC zawiódł. Zastępujący Big Bena Landry Jones zagrał poprawnie, czego nie można powiedzieć o defensywie Steelers. Patriots mieli trochę problemów w drugiej i trzeciej kwarcie, ale ostatecznie dość pewnie wywieźli zwycięstwo z Pittsburgha. Le’Veon Bell próbował robić coś z niczego i momentami zdobywał jardy z fatalnie zblokowanych akcji, ale po drugiej stronie LeGarette Blount za dobrze dysponowaną o-line wyrywał średnio 5,3 jarda/bieg. Skończył ze 127 jardami i 2 TD.

7. Po cichu na kandydata do MVP wyrasta Matt Stafford. Rozgrywający Lions rozgrywa statystycznie najlepszy sezon w karierze i to mimo że pierwszy raz musi sobie radzić bez Calvina Johnsona. Ma trzeci najlepszy passer rating (za Tomem Bradym i Mattem Ryanem), jest szósty w QBR, czwarty w skuteczności podań i liczbie TD (tak w liczbie bezwzględnej jak procentowo). Co więcej to nie tylko obecny sezon, ale ostatnie kilkanaście spotkań, odkąd koordynatorem ofensywy Lions został Jim Bob Cooter. Szczegółowo analizuje to Bill Barnwell z ESPN. Co ciekawe Stafford może przejść do historii jako jeden z najbardziej produktywnych QB w dziejach ligi. Ma dopiero 28 lat. Jest starterem tylko rok krócej niż 33-letni Aaron Rodgers. Jest z tego samego rocznika co Russell Wilson i tylko rok starszy niż Cam Newton. Jeśli założymy, że będzie grał do 38 roku życia, nie przydarzą mu się kontuzje (nie opuścił meczu od 2010 r.) i utrzyma obecną średnią jardów na mecz, to poda w karierze na więcej jardów niż Peyton Manning. Już w tej chwili jest liderem wszech czasów, jeśli chodzi o średnią liczbę wykonywanych podań w meczu.

8. Karierę postanowił zakończyć RB Arian Foster. Kontuzje i „zużycie materiału” sprawiły, że już ostatnie lata w Houston miał niezbyt udane. Mimo to pozostaje jednym z najlepszych graczy NFL, których pominięto w drafcie.

9. To nie jedyne przykre pożegnanie w tym tygodniu. Oficjalnie działalność zakończył portal Halftime.pl, który nie dawał znaków życia już od września. Ogromna szkoda, bo to kolejny, po Extra Poincie i quarterback.pl ambitny projekt medium futbolowego, który zapadł się pod własnym ciężarem. W szczytowym momencie byli najlepszym medium o krajowym futbolu. Popełniłem dla nich parę artykułów, rozmawialiśmy o mocniejszej współpracy. Wiem jak ciężko w Polsce pisać o futbolu amerykańskim pro publico bono, tym większy szacun dla NFL24.pl, którzy robią to od dekady.

P.S. Jeśli chcecie wesprzeć jakieś medium futbolowe, możecie dać lajka albo retweeta.

Zobacz też

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *