Running back – dobro szybkozbywalne

Marshawn Lynch (z piłką). Fot. Kelly Bailey na licjencji CC BY 2.0W XX wieku running backowie stanowili elitę NFL. To oni zdobywali jardy, przyłożenia i uwielbienie fanów. Jim Brown, O.J. Simpson, Walter Peyton i podobni im zawodnicy dostawali najlepsze kontrakty, reklamy i role w filmach po zakończeniu kariery. Jednak ostatnie lata to drastyczny spadek ich wartości. Stali się niczym FMCG – produkt szybkozbywalny. Sprzedawani często, tani, szybko się zużywają i często się ich wymienia. Jak proszek do prania czy wycieraczki samochodowe.

 

Adrian Peterson, najlepszy running back ostatnich lat, długo szukał klubu. Marshawn Lynch wrócił na własne życzenie, ale zarobi ułamek tego co w Seattle. Jamaal Charles dostał kontrakt nieznacznie przekraczający minimum weterana. Ubiegłoroczny lider przyłożeń biegowych, LeGarette Blount, dostał ofertę opiewającą na 1,1 mln dolarów.

Według Spotrac.com przeciętny running back w NFL zarabia 1,2 mln rocznie. Jeszcze gorzej mają fullbackowie, zarabiający 0,82 mln. Są opłacani gorzej niż kickerzy (1,46 mln) i puterzy (1,53 mln). Jedynie long snapperzy (0,76 mln) są wyceniani niżej niż biegacze. Dla porównania OL zarabia średnio 1,92 mln, DL 1,91 mln, LB 1,89 mln, a rozgrywający dostają średnio aż 4,59 mln. dolarów rocznie.

 

Trzy niechciane gwiazdy

Adrian Peterson to ostatni nie-QB, który zdobył MVP NFL. Dokonał tego w sezonie 2012, gdy przebiegł 2097 jardów na kosmicznej średniej 6 jardów/bieg. Dokonał tego zaledwie rok po rekonstrukcji więzadeł w kolanie. Jednak od tej pory zagrał tylko w 34 meczach na 64 możliwe. Przez cztery sezony przebiegł w sumie 2898 jardów na średniej 4,36 jarda/bieg. Wciąż niezłej, ale znacznie poniżej średniej z kariery. W wieku 32 lat w wyniku kontuzji i zawieszeń stracił dwa z trzech ostatnich sezonów. Nikt nie miał wątpliwości, że Minnesota Vikings nie zechcą zapłacić swojej największej gwieździe i najbardziej produktywnemu biegaczowi w historii klubu niemal 18 mln dolarów, które byli mu winni w ostatnim roku kontraktu.

Marshawn Lynch był kluczowym komponentem ofensywnym Seattle Seahawks, którzy wygrali Super Bowl w sezonie 2013, a w roku 2014 dopiero w ostatnim meczu sezonu ulegli New England Patriots. Przed sezonem 2016 odszedł na emeryturę, bo jasne było, że Seahawks nie będą skłonni mu płacić 7 mln dolarów po 2015 r., gdy miał problemy ze zdobywaniem jardów za słabą o-line Seattle.

Jamaal Charles w Kansas City Chiefs stał się najlepszym graczem ofensywy i prototypowym nowoczesnym running backiem. Łapał, biegał, grał w pass protection. Dla przykładu w sezonie 2013 wybiegał 1287 jardów i 12 TD, dokładając do tego 693 jardy i 7 TD po złapanych podaniach. Momentami niemal w pojedynkę ciągnął mało dynamiczną ofensywę Chiefs. Ale nie miało to znaczenia, gdy w dwóch ostatnich sezonach urazy ograniczyły go da ośmiu meczów i 83 przebiegniętych jardów. 6 mln dolarów okazało się dla KC stawką nie do przełknięcia.

Peterson szukał klubu. Nie znalazł przed draftem. Po drafcie podpisał umowę na dwa lata z New Orleans Saints. Biorąc pod uwagę, że nie lubi grać z formacji shotgun, nie ma pojęcia o pass protection i stanowi znikome zagrożenie jako reciver, nie mógł trafić gorzej. Ponadto Saints mają już biegowy taran w postaci Marka Ingrama. Kontrakt niby dwuletni na 7 mln, ale tak naprawdę roczny na 3,5 mln z opcją dla klubu. A do tego w sezonie 2018 aż 1,65 mln będzie wypłacane tylko jeśli Peterson będzie zdolny do gry (103 tys. za każdy mecz w aktywnym składzie).

Lynch wrócił z emerytury, by pograć w rodzinnym Oakland, póki jest tam klub NFL. Raiders długo wybrzydzali, w końcu dali mu dwuletnią umowę. Niby na maksymalną wartość 16,5 mln, ale zdecydowana większość to bonusy i płatności uzależnione od dostępności w meczu. Gwarancji jest na niecałe 2,5 mln.

Charles podpisał roczną umowę w Denver. Teoretycznie z bonusami 3,75 mln, w praktyce Broncos mogą go zwolnic nawet jutro bez konsekwencji. Smaczku dodaje fakt, że chcieli go tylko rywale z dywizji, co oczywiście wywołało wściekłość kibiców Chiefs. Tylko czemu kierują tę wściekłość w stronę Charlesa?

 

Wierzchołek góry lodowej

Ta trójka to tylko najbardziej rozpoznawalna grupa. Ale problemy z lukratywnymi umowami na rynku ma znacznie więcej wolnych agentów. Eddie Lacy został najlepszym debiutantem sezonu 2013. Jednak Packers pozbyli go się bez żalu, choć RB to jedna z ich najsłabiej obsadzonych pozycji. Przyczyniły się do tego kłopoty ze zdrowiem i z utrzymaniem właściwej wagi. Lacy dostał umowę od Seahawks. Ale tylko roczną, a prawie 2/3 z możliwych do zarobienia 6 mln to różne bonusy.

LeGarette Blount w ostatnim sezonie był liderem NFL z 18 biegowymi przyłożeniami. Do tej pory jest bez umowy, a Patriots nałożyli na niego rzadko stosowany tag (prawdę mówiąc do dziś nie wiedziałem, że w ogóle istnieje), który daje mu roczną pensję w wysokości 1,1 mln dolarów, a jeśli podpisze kontrakt z inną drużyną wciąż liczy się w formule wyborów kompensacyjnych, co stanowi spory cios w wartość Blounta. Bardzo brutalna zagrywka ze strony Pats.

Le’Veon Bell to jeden z najlepszych RB młodego pokolenia. Wszechstronny, o pełnej gamie umiejętności. Jednak Pittsburgh Steelers nie zdecydowali mu się dać długiej umowy. Na franchise tagu zarobi ponad 12 mln, więc nie ma co go żałować. Ale nawet z tak unikatowym zawodnikiem Steelers nie chcą się wiązać na dłużej. Kontuzje i oblane testy na obecność narkotyków to poważne argumenty przeciwko długoletniej umowie.

Skąd tak gwałtowna dewaluacja wartości running backów w NFL? Składa się na to kilka czynników.

Po pierwsze to szybkie „zużywanie się” zawodników na tej pozycji. Najczęściej zawodnicy ścierają się z przeciwnikiem o podobnej posturze. D-line z O-line, WR z DB itd. Ale running backowie zderzają się z liniowymi cięższymi o kilkadziesiąt kilogramów, pędzącymi niczym pociąg pancerny. W efekcie w wieku 30 lat zużycie materiału jest potężne. Biegacze swoje najlepsze lata mają kiedy są nieopłacani (na uczelni) albo słabo opłacani (na umowie debiutanckiej).

Dla wielu debiutancki kontrakt, jakkolwiek ograniczony, jest najlepszą umową w ich karierze. Stąd Leonard Fournette i Christian McCaffery odmówili udziału w bowlach swoich uczelni oraz indywidualnych treningów z drużynami. Ewentualne urazy kosztowałyby ich miliony dolarów. A tak McCaffery poszedł z #8 i dostał w pełni gwarantowane 17,2 mln, a Fournette poszedł z #4 i dostanie w pełni gwarantowany kontrakt w okolicach 27 mln. Nawet gdyby osunęli się tylko jedną rundę w dół, kosztowałoby ich to od kilkunastu (McCaffery) do nawet 20 mln dolarów (Fournette). A tych strat już nigdy nie odrobią. Gdy dobiegną końca ich kontrakty (4 lata plus opcja dla drużyny) Fournette będzie miał 27, a McCaffery 25 lat. To jeden, góra trzyletni kontrakt, zapewne za mniejsze pieniądze.

Wróćmy do dewaluiacji running backów. Drugim powodem jest ogólny spadek wartości gry biegowej. Od 1970 r. średni zysk z akcji biegowej w NFL waha się w przedziale 3,8-4,3 jarda na akcję bez wyraźnego trendu wzrostowego lub spadkowego. Tymczasem zysk z akcji podaniowej rośnie nieprzerwanie od 1978 r. Rekord, 6,41 jarda na akcję, padł w sezonie 2015, ale w 2016 było to 6,37 jarda w porównaniu do 5,18 jarda na akcję w 1977 r. W 1980 r. liczba akcji podaniowych w NFL zrównała się z liczbą akcji biegowych i ciągle rośnie. W sezonie 2016 59,31% akcji było akcjami podaniowymi. W tym tempie za 2-3 sezony będziemy oglądali poniżej 40% biegów.

(Ciekawostka: rekord padł w 2000 r. i było to 59,41%, ale była to jednorazowa anomalia w długoterminowym trendzie wzrostowym)

Running backowie są mniej potrzebni, upowszechniają się formacje spread, w których jest miejsce tylko dla jednego gracza z tej pozycji. Ponadto bardo mocno zmienia się ich rola. Nie wystarczy biegać z piłką. Współczesny RB musi wytrzymać choć chwilę w pass protection przeciwko potworom w typie J.J. Watta oraz łapać piłki niczym slot reciver.

McCaffery i Fournette poszli w pierwszej rundzie, bo świetnie biegają, ale dodatkowo oferują dużą wartość dodaną w grze podaniowej. Po prostu można ich przesunąć do slotu i nagle z formacji 11 (1 RB, 1 TE, 3 WR) robi nam się formacja 01 (1 TE, 4 WR), a nieprzygotowany na to personel defensywny ma pełną pieluchę. Wbrew pozorom piekielnie trudno znaleźć takiego zawodnika. Klasyczni biegacze w stylu Petersona to dinozaury. Z kolei slot reciverzy przebrani za reciverów a’la James White z Patriots nie dają za wiele jako klasyczni biegacze. Jeśli nie umiesz podawać, łapać i blokować, jesteś tylko jedną z części zamiennych w mechanizmie.

Spadek wartości weteranów na RB najłatwiej dostrzec w statystykach. Od czterech sezonów w pierwszej trójce z największą liczbą jardów biegowych mieści się tylko jeden weteran i dwóch graczy na debiutanckich kontraktach. Zeszły sezon stanowił apogeum, bo tylko trzech z pierwszych dziesięciu najlepszych biegaczy w NFL grało na drugiej lub kolejnej umowie.

Co więcej jeśli zależy nam na jardach biegowych, nie trzeba nawet sięgać po RB w pierwszej rundzie draftu. Co prawda liderem w zeszłym roku był Ezekiel Elliott, który poszedł z czwórką w drafcie 2016, ale już drugi Jordan Howard to produkt piątej rundy, czwarty Jay Ajayi również, a siódmy David Johnson poszedł w trzeciej rundzie. Skoro mogę mieć Howarda (1313 jardów po ziemi, 298 górą) za 2,6 mln lata na cztery lata, to czy ma sens płacenie weteranowi nawet 1,5 mln rocznie?

To nie znaczy, że nie ma running backów, którzy zarabiają duże pieniądze. LeSean McCoy (Bills) ma kontrakt na 8 mln/rok, Doug Martin (Bucs) na 7,15 mln, Lamar Miller (Texans) na 6,5 mln, a Chris Ivory (Jaguars) na 6,4 mln. Widzicie wzorzec? Żadna z tych drużyn nie grała w playoffach. Poza Texans, ale oni i tak tam byli z braku lepszej drużyny w dywizji.

Dla porównania mistrzowie NFL New England Patriots na siedmiu RB przeznaczają w sumie 12,66 mln dolarów pod salary cap. Wicemistrzowie, Atlanta Falcons wydają 3,4 mln na czterech RB. Green Bay Packers 2,72 mln na sześciu. Seattle Seahawks 8,13 mln na dziesięciu. Oakland Raiders 5,2 mln na pięciu. Wyjątkiem w zeszłorocznej czołówce są Dallas Cowboys, którzy mają pod czapką tłusty debiutancki kontrakt Elliotta oraz Pittsburgh Steelers i franchise tag dla Bella.

W dzisiejszej NFL elitarny running back to dla większości drużyn zbędny luksus. To szybkozbywalne dobro, które można kupić za półdarmo, a potem wymienić na nowszy model bez szkody dla drużyny. Drodzy rodzice, nie pozwólcie waszym dzieciom na bycie running backami.

 

P.S. Będzie mi bardzo miło jeśli zechcesz zostawić lajka na Facebooku lub na Twitterze

 

Zdjęcie: Kelly Bailey na licencji CC BY 2.0

Komentarze

Running back – dobro szybkozbywalne — 1 komentarz

  1. Falcons teraz zapłacą za Freemana sporo $. Patrząc na poziom gry i cenę RB to wychodzi na to, że oni najpierw grają dobrze za małe pieniądze a następnie grają średnio lub słabo za duże pieniądze. Drugi kontrakt jest tak dobry jak dobrze grali na pierwszym kontrakcie.