NFL przed sezonem 2017: NFC South

Po raz drugi z rzędu mistrz NFC South zagrał w Super Bowl. W sezonie 2015 byli to Panthers, przed rokiem Falcons. Czy Sokoły czeka równie dramatyczny regres? Czy Panthers wrócą do mistrzowskiej dyspozycji? I kto zajął miejsce Jeffa Fishera jako „Mr 7-9”?

Dziś gościnnie Dominik Kędzierawski z polskiej strony fanów New Orleans Saints. Dominika znajdziecie też na Twitterze jako @dominikkdz

 

Atlanta Falcons

NFL NFC SouthFalcons byli o krok od mistrzostwa. A nawet nie o krok, co o ułamek milimetra. W tekście o Super Bowl 2017 naliczyłem przynajmniej pięć sytuacji, kiedy Falcons mogli ostatecznie i jednoznacznie rozstrzygnąć mecz.

Co ważne, Atlanta nie ma jakichś dużych dziur w składzie. Dwa lata temu Panthers dotarli do Super Bowl dzięki nadludzkiemu wysiłkowi Cama Newtona, który niósł na barkach drużynę o znacznie skromniejszym potencjale. Matt Ryan był liderem Falcons, ale miał wokół siebie znakomicie zbudowaną drużynę.

Po dobrym sezonie regres jest zawsze prawdopodobny, ale akurat Atlanta nie pasuje do wizerunku „szczęściarzy”. Zaawansowane metryki pokazują, że w dobrym sezonie Falcons nie było przypadku. Tak naprawdę można mówić o dwóch elementach, w których do drużyny uśmiechnęło się szczęście. Po pierwsze Matt Ryan miał nieproporcjonalnie dużo upuszczonych INT, innymi słowy piłek, które obrońca mógł przechwycić, ale tego nie zrobił. W sezonie 2016 defensorzy rywali złapali zaledwie 13,29% takich piłek, najniższy wynik u regularnych starterów. Średnia ligowa to ok. 40%, a w przypadku Andrew Lucka obrońcy złapali ponad 60% możliwych do przechwycenia podań (za presnapreads.com).

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC South

AFC West

NFC East

NFC North

NFC West – 3 września

Po drugie Falcons byli zdrowi. Czynnik zdrowia to coś, co drużyna kontroluje w bardzo ograniczonym zakresie. W zeszłym sezonie tylko dwie drużyny w NFL miały pięciu starterów w o-line, którzy zagrali ponad 90% snapów. Spotkały się w Super Bowl. Problem z linią Sokołów polega na braku sprawdzonych rezerwowych. Poważny uraz któregoś z tych graczy i życie Ryana staje się znacznie trudniejsze.

[EDIT: 1 września wieczorem Falcons oddali wybór z piątej rundy draftu 2018 za rezerwowego OT Broncos, Ty Sambrailo]

Jednak najpoważniejszym problemem jest odejście koordynatora ofensywy Kyle’a Shanahana, który dostał posadę HC w 49ers. Przed rokiem Shanahan stworzył system idealnie pasujący do silnych i słabych stron drużyny. Efektem była jedna z najlepszych ofensyw w historii NFL i zasłużony tytuł MVP dla Matta Ryana. Jego następca, Steve Sarkassian, ma tylko jeden sezon doświadczenia jako trener w NFL. W 2004 r. trenował rozgrywających w Oakland Raiders, którzy skończyli tamten sezon z bilansem 5-11.

Sarkassian ostatni rok spędził jako koordynator ofensywy Uniwersytetu Alabamy, który grał w oparciu o zone read i inne formy opcji z dużo biegającym rozgrywającym. Oczywiście nie znaczy to, że tak samo będą grali Falcons. Wątpię jednak, by playcalling Sarkassiana był równie idealnie skrojony pod Ryana i spółkę jak u Shanahana.

W offseason Atlanta nie straciła żadnego kluczowego gracza. Młodzi defensorzy nieco okrzepli i powinni być nieco lepsi niż w ostatnim sezonie zasadniczym (26. miejsce w lidze wg DVOA). Na linię trafi NT Dontari Poe, który ma za sobą kilka nierównych sezonów w Kansas City. Potencjał ma niewątpliwy, gorzej ze zdrowiem. W trzeciej linii do zdrowia wrócił CB Desmond Trufant, który podpisał nową umowę (68,75 mln/6 lat).

Falcons wciąż mają potencjał, by być w czołówce NFL. Dwa duże znaki zapytania to zdrowie o-line i spasowanie nowego koordynatora z jego ofensywą. Stawiam na lekki regres.

 

Tampa Bay Buccaneers

Trzy lata temu Bucs wygrali zaledwie dwa mecze i z #1 w drafcie 2015 wybrali Jameisa Winstona. Od tego czasu drużyna jest konsekwentnie wzmacniana i poprawia regularnie swój bilans w sezonie zasadniczym. Czy to już czas na pierwsze playoffy od 2007 r.?

Tegoroczny offseason to kolejne wzmocnienia. Póki Winston nie pożera zbyt wiele salary cap na debiutanckim kontrakcie, na Florydzie mają spore pole manewru. Tym razem skupili się głównie na ofensywie, która nieco niedomagała przed rokiem. Niedomagała głównie przez urazy. Jak na plagę kontuzji drużyna i tak radziła sobie nieźle, ale po dziesięciu sezonach bez playoffów „nieźle” już w Tampie nie wystarcza.

Najciekawszym nabytkiem jest WR DeSean Jackson, jeden z najbardziej niebezpiecznych reciverów przy dalekich piłkach w całej lidze. Wspólnie z Mikiem Evansem stworzy piekielnie silny duet na skrzydłach. Do tego w pierwszej rundzie draftu wybrali TE O.J. Howarda z Alabamy. Co prawda jest to raczej inwestycja na przyszłość, bo TE to jedna z najtrudniejszych pozycji w NFL i debiutanci rzadko odgrywają poważną rolę. W swoim debiutanckim sezonie Rob Gronkowski miał 546 jardów, Antonio Gates 389 jardów, Jimmy Graham 356 jardów, a Jason Witten 347 jardów.

Co ciekawe w drużynie został RB Doug Martin. Kiedy przepłacony RB został zawieszony za nadużywanie narkotyków, wydawało się, że zostanie zwolniony z Tampy. Zawieszenie anulowało wszystkie pozostałe gwarancje, a jednak Martin przygotowuje się do sezonu z drużyną. W 2015 r. miał 1402 jardy po ziemi, przed rokiem tylko 421. Zarobi w tym roku 7 mln dolarów.

Nieco wzmocniona została defensywa, głównie pozycja safety. Z Dallas przyszedł J.J. Wilcox, z kolei w drugiej rundzie draftu Bucs pozyskali Justina Evansa.

Na koniec warto jeszcze zauważyć, że pracę stracił kicker Robert Aguayo. Zaledwie przed dwoma laty Bucs oddali dwa wybory w drafcie za prawo do wzięcia go z #59. Okazał się jednym z najgorszych kickerów w tym stuleciu.

W Tampie konsekwentnie budują drużynę wokół Winstona. Jeśli młody rozgrywający nie zaliczy jakiegoś regresu, to w tym roku czas na playoffy.

 

New Orleans Saints

Autor: Dominik Kędzierawski, SAINTS/PELICANS.PL

7-9. 7-9. 7-9. Przez ostatnie trzy lata w Bayou panowała stabilność. Choć nie taka, na jaką wszyscy fani Świętych mieli nadzieję. Po dotarciu na sam szczyt i wygraniu Super Bowl, Saints popełnili wiele złych decyzji. Gdy tylko kariery zaczęli kończyć tacy zawodnicy jak Jabari Greer czy Jonathan Vilma, wszystko zaczęło się sypać. Kiedy oni zniknęli, na jaw wyszły wszystkie zmarnowane wybory w drafcie. Nie licząc Terrona Armsteada, Saints przez kilka lat nie trafili z wyborem poza pierwszą rundą.  Jeszcze w 2013 roku, Saints mogli się poszczycić jedną z najlepszych defensyw ligi, kiedy debiutujący w Nowym Orleanie Rob Ryan odmienił defensywę zespołu. Rok później? Drugą od końca. Paniczne próby pierw wzmocnienia, a potem połatania tej defensywy nie pomogły, a ruchy takie jak Brandon Browner ściągnęły tę defensywę poniżej jakiegokolwiek dna. Nic dziwnego więc, iż Sean Payton postanowił gruntownie przebudować zespół. Nie miał jednak tego komfortu, który obecnie mają np. 49ers, pozwalającego mu powoli zbudować zespół. Działał więc szybko. Dzisiaj w Big Easy nie ma ani Ryana, ani starych skautów, ani większości personelu i ani jednej pomyłki transferowej. Nie ma też Jimmy’ego Grahama, Kenny’ego Stillsa oraz Brandina Cooksa, czym Payton zagrał kartą Bila Belichika – dla większego dobra był w stanie wymienić niemal każdego. To wszystko w zaledwie trzy lata.

I oto jesteśmy w 2017, a plan Paytona wydaje się działać. Brees wydaje się coraz młodszy z każdym kolejnym sezonem, a wokół niego zaczyna dominować młodzież. Bez zbędnego przedłużania, oto Saints 2017:

Tak długo, jak w Big Easy są Brees oraz Payton, ofensywa Świętych będzie w czołówce. Nie zmieni tego odejście Brandina Cooksa, tak jak nie zmieniło tego odejście Jimmy’ego Grahama. I bez niego Drew wciąż ma wiele broni: rosnącą gwiazdę Michaela Thomasa, jednego z najlepszych slot receiverów ligi w postaci Williego Sneada oraz następcę Cooksa – Teda Ginna. Oczekiwanie, iż Ginn zastąpi produkcję Cooksa nie ma żadnego sensu, ale sam zawodnik wnosi o wiele więcej wszechstronności. Ginn jest o wiele bardziej użyteczny w screen game i wnosi wartość jako returner. Nie można także zapomnieć o Cobym Fleenerze, który ma wiele do udowodnienia. A broni go przetrzebiona przez kontuzje, acz bardzo dobra linia ofensywna. Nawet bez Terrona Armsteada, który jest najlepszym bodyguardem Breesa, rozgrywający Saints ma zazwyczaj dużo czasu w kieszeni. Jedynym problemem mogą się okazać niepewne snapy, jeśli Max Unger nie będzie gotów na Vikings. Jest to jednak bardzo wątpliwe.

Kolejne sezony z Breesem powyżej 4000 jardów to już szara codzienność NFL. To, co budzi małą ekscytację wokół sezonu Saints, to ich gra biegowa. Mark Ingram w końcu przekroczył tysiąc jardów. Dołączył Adrian Peterson. A wisienką na torcie jest szwajcarski scyzoryk z Tennessee – Alvin Kamara, za którego Saints oddali drugorundowy wybór w przyszłym roku. Ileż razy słyszeliście, iż to za duży tłok? Ileż razy, iż Peterson nie pasuje do Saints? Cóż, to błędne założenia. Payton lubi rotować swoimi biegaczami, a każdy wnosi co innego do gry. Operuje on systemem „north-south”, polegającym na otwarciu dziury w defensywie rywali i jak największej możliwej zdobyczy jardowej. Nie jest to system idealny dla biegaczy wymagających dużej ilości prób,  ale sprawdza się idealnie przy biegaczach pokroju Ingrama, dzięki oparciu biegów na zone runach. Peterson, mimo lat na karku wciąż potrafi się urwać obronie, dzięki czemu powinien się odnaleźć bez większego problemu, mimo ograniczonych dotyków. Nie można jednak wykluczyć wymieszania tego systemu wraz z systemem power, bardziej pasującym dla jego gry. Payton również bardzo lubi grać sześcioma liniowymi, więc nie powinno być problemów z dostaniem AP na wolne pole. Saints mają tutaj pomysł, co jest bardzo dobrym znakiem, gdyż 2 z 3 ich najlepszych sezonów ostatniej dekady przyszły wraz ze zbilansowaną ofensywą.

Na koniec zaś najważniejsze – defensywa. Już miniony sezon był sukcesem, gdyż Saints byli już tylko 27 defensywą pod względem oddanych jardów, mimo przetrzebienia przez kontuzje – m.in. tracąc dwóch podstawowych CB w pierwszych dwóch tygodniach. Urazy znowu nie oszczędzają Świętych, którzy już stracili Nicka Fairleya oraz przez błąd sztabu – Delvina Breaux. Mimo to, w Nowym Orleanie nie panuje panika. Rozsądne ruchy w wolnej agenturze i stosunkowo trafione wybory w drafcie zbudowały podstawy solidnego unitu. Dennis Allen zaś udanie nim przewodzi co widać było w tegorocznym preseason. Obrona wyglądała na zgraną oraz dobrze się rozumiejącą. Krycie było świetne, a presja na QB rywali była nieustanna. Zarówno pośród starterów, jak i rezerwowych. Saints już rok temu generowali dużo presji, ale nie potrafili przekuć tego w sacki. Teraz poprawione krycie daje im więcej czasu na dokończenie roboty. W pełni zdrowia są do tego Hau’oli Kikaha oraz Sheldon Rankins. Trudno oczekiwać od tej obrony skoku takiego, jak w pierwszym sezonie Roba Ryana, ale można być pewnym, iż już nie będą pośmiewskiem NFL. To młody i atletyczny unit, wspomagany przez solidnych weteranów. Do tego mający dobrą glębię. To unit na lata.

A więc mając to wszystko na względzie, na co realnie stać Saints? Choć zespół bardzo, a to bardzo przypomina mistrzowski zespół Saints w sposobie jaki jest budowany – weterani na tych samych pozycjach, tak samo debiutanci; tak wątpię, aby raz jeszcze zaczął sezon od trzynastu wygranych z rzędu. Ponadto NFL nie dała Świętym zbyt wielu przysług w terminarzu. Lecz nikt na nich nie stawia, więc mogą naprawdę zaskoczyć. Czy są w stanie wygrać dywizję? Oczywiście, ale defensywa musiałaby osiągnąć poziom czołowej w lidze. Czy wygrają? Niestety jestem sceptyczny. Ten zespół stać na 9/10 wygranych i walkę o dziką kartę. I to jest realny sufit tego zespołu. Jeśli tylko zdrowie dopisze, stać ich na to. Wszystko, byle nie 7-9.

 

Carolina Panthers

Panthers 2015 byli zespołem znacznie słabszym niż 15-1. Prawdopodobnie jednak nie tak słabym jak wskazywałby bilans 6-10 w 2016 r. Podstawową różnicą był Cam Newton, a konkretnie jego zdrowie. W drugiej połowie sezonu było widać, że rozgrywający Panthers ma problemy z barkiem, co potwierdziła offseasonowa operacja. Styl gry Newtona sprawia, że jest on bardziej narażony na uderzenia, a do tego dramatycznie słaba linia ofensywna zwiększa ryzyko.

W Charlotte próbowali poprawić linię ofensywną, ale dawanie potężnego kontraktu Mattowi Kalilowi nie było najlepszym pomysłem. Michael Oher wciąż nie wyszedł z concussion protocol i nie wiadomo czy kiedykolwiek wyjdzie. Michael Remmers przeniósł się do Vikings, co nie było dla Panthers dużą stratą. Ale dawanie Kalilowi większych pieniędzy niż Andrew Whitworth dostał w Los Angeles to grube nieporozumienie.

Być może część obciążenia zdejmie z Newtona #8 tegorocznego draftu, czyli RB Christian McCafffrey. McCaffrey reklamowany był jako wzorcowy nowoczesny RB: biega, łapie i blokuje, może grać też jako slot reciver. Jeśli prognozy się spełnią, Newton dostanie cenną broń, ale z debiutantami różnie bywa. Poza tym ofensywa będzie wyglądała z grubsza podobnie jak przed rokiem, co nie jest specjalnie dobrą rekomendacją.

W obronie do drużyny dołączył Julius Peppers, który chce zagrać ostatni sezon w NFL tam, gdzie grał pierwszy. Nie będzie nikim więcej niż sytuacyjnym pass rusherem, a i w tej roli w wieku 37 lat będzie mu ciężko coś zwojować. Do tego nowe umowy dostali liniowi Mario Addison i Kawann Short. Na safety kwotę zbliżoną do minimum dla weterana dostał Mike Adams, który ostatnie trzy sezony spędził w Indianapolis.

Skład Panthers nie budzi większego zaufania. To drużyna, która zajdzie tak daleko, jak zaprowadzi ją Newton. Co oznacza dość szybki koniec, jeśli będą go chronić równie fatalnie jak przed rokiem.

 

Mój typ: Dywizja dla Bucs, dzika karta dla Falcons. Panthers i Saints w okolicy 6-8 zwycięstw i bez playoffów.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

Komentowanie zamknięte.