NFL, tydzień 2: Człowiek z żelaza

Dziesięć tysięcy snapów z rzędu. Dziesięć tysięcy. Dziesięć tysięcy akcji przez ponad dziesięć sezonów. Non stop. Bez schodzenia nawet na moment. Historia Joe Thomasa to opowieść o jednym z najlepszych zawodników naszych czasów, który ma pecha grać w najgorszym klubie naszych czasów.

W dzisiejszym podsumowaniu tygodnia przyjrzymy się rewanżowi za zeszłoroczny finał NFC, laniu, które Kowboje dostali w Denver, meczu o ogromnym znaczeniu dla układu playoffów, a także garści rekordów i kontuzji. Zastanowimy się również, czy już czas na panikę w Nowym Jorku. Zaczynamy jednak od prawdziwego NFL-owego Człowieka z Żelaza.

 

Najlepszy liniowy swojej generacji

Pięć lat po zakończeniu kariery Joe Thomas zasiądzie w Galerii Sław NFL. Nawet gdyby karierę miał zakończyć jutro, to zapracował na to solidnie.

Trudno ogarnąć umysłem jak trudno było dotrzeć do 10 tys. snapów z rzędu. Nikomu innemu w historii NFL się to nie udało. Nawet quarterbackom, z którymi wszyscy obchodzą się jak z jajkiem. A tym bardziej liniowemu, który co akcję zderza się z atletycznymi, 150-kilowymi rywalami.

Przecież wystarczyłby drobiazg. Pęknięty but. Rozcięcie skóry na łokciu. Trener, który chce oszczędzić ikonę klubu podczas blowoutu. Grał mimo naderwań ścięgien i skręconych kostek. Gdy w październiku 2014 r. trener postanowił go oszczędzać w końcówce meczu, wyrzucił zmiennika z boiska. Już wtedy wiedział, że jego seria jest czymś niezwykłym.

Nie opuścił snapu od pierwszego meczu w NFL w 2007 r. Trafił do ligi z #3 w drafcie. Jak potoczyłyby się jego losy, gdyby Radiers z #1 sięgnęli właśnie po niego, a nie po jeden z największych bustów w historii draftów NFL? Utknął w Cleveland, gdzie od początku kariery ochraniał już 19 różnych starterów na rozegraniu. A każdy z nich ma unikalny styl, swój sposób poruszania się, który determinuje grę liniowych.

Mimo skrajnie niekorzystnych warunków Thomas co roku powoływany był do Pro Bowl. Siedmiokrotnie nominowany do pierwszej drużyny All Pro, dwukrotnie do drugiej. Tylko w swoim debiutanckim sezonie nie załapał się do grona czterech najlepszych tackli NFL.

Nigdy nie grał w playoffach. W grudniu skończy 33 lata. Kontrakt z Browns wiąże go do końca sezonu 2018. Na futbolu zarobił ponad 110 mln dolarów, wakacje co roku zaczyna w styczniu. Gdyby grał w lepszym klubie (Steelers, Patriots, Packers) zapewne miałby w nogach dodatkowy sezon składający się z meczów styczniowych. Czy wówczas uzbierałby te 10 tys. snapów? Trudno powiedzieć.

Najlepszy liniowy swojego pokolenia może nigdy nie zagrać w decydującej fazie sezonu. Sport bywa przewrotny. Ale na zawsze zapisze się w annałach.

 

Atlanta dalej na topie NFC

Zasadne były pytania o dyspozycję ofensywy Atlanty po odejściu Kyle’a Shanahana. Zwłaszcza w obliczu nie najlepszej gry przeciwko słabym Bears na otwarcie sezonu. Jednak na otwarcie nowego stadionu pokazali, że nadal to oni są drużyną do pobicie w NFC.

Co prawda oficjalne otwarcie Mercedes-Benz stadium miało miejsce podczas preseason, jednak to w niedzielę Falcons po raz pierwszy zagrali na nim „poważny” mecz. Arena zbudowana kosztem 1,6 mld dolarów (to mniej więcej dwuletni budżet Gdańska) zobaczyła efektowną powtórkę z zeszłorocznego finału NFC.

Atlanta uruchomiła pełen potencjał w ofensywie. W pierwszej połowie rozbierali na części pierwsze obronę Green Bay Packers dzięki precyzyjnym podaniom do Julio Jonesa i Mohamada Sanu. W drugiej odsłonie zbijali zegar skutecznymi biegami Devonta Freemana.

Swoje zrobiła też obrona, chociaż warto przypomnieć, że Packers przystąpili do meczu w dość eksperymentalnym zestawieniu. Aaron Rodgers nie miał do dyspozycji obu swoich tackli, już w pierwszej kwarcie odpadł Jordy Nelson, a Randal Cobb przez większość meczu miał problemy z żebrami. Także obrona GB mocno ucierpiała, gdy z boiska musiał zejść najlepszy obrońca Packers, Mike Daniels.

Niemniej Falcons bezlitośnie wykorzystali nadarzającą się okazję. Przejęli kontrolę nad meczem w drugiej kwarcie i nie wypuścili jej z rąk nawet na moment. W lidze, w której niemal każda drużyna ma poważną słabość, Falcons wyglądają na zaskakująco kompletną ekipę. Czy to wystarczy, żeby zatrzeć gorzkie wspomnienia po Super Bowl 2017?

 

Kowboje wysadzeni z siodła

To tylko jeden mecz i Dallas wciąż mogą skończyć ten sezon z bilansem 15-1 i triumfalnym pochodem po Super Bowl. Ale pogrom, jakiego doznali w Denver, a zwłaszcza styl zwycięstwa Broncos, to poważne ostrzeżenie dla jednych i źródło nadziei dla drugich.

Czy defensywny plan Denver będzie do skopiowania przez inne drużyny? Wątpię. Broncos ustawiali ośmioosobowy front, by zdławić grę biegową. Udało im się to w niesamowitym stylu. Ezekiel Elliott przebiegł zaledwie 8 jardów w 9 próbach i na koniec meczu wyglądał jak obrażony dzieciak.

Mogli sobie na to pozwolić, bo mają najlepszą secondary w lidze, która potrafiła ustać jeden na jeden z Dezem Bryantem, Jasonem Wittenem czy Colem Beasleyem.

Linia ofensywna Dallas, w ostatnich trzech sezonach w absolutnej ligowej czołówce, została wprost wdeptana w ziemię przez d-line Denver. Dak Prescott po raz pierwszy wyglądał na nieco zagubionego na boisku.

Dobra defensywa na Mile High Stadium to żadne zaskoczenie. Ale Broncos z funkcjonującą ofensywą powinni wywołać dzwonki alarmowe w całej AFC. Może defensywa Cowboys nie sieje postrachu w sercach rywali, ale tydzień temu zatrzymali New York Giants na trzech punktach. Przeciwko Broncos byli bezradni.

C.J. Anderson wybiegał 118 jardów w 25 próbach, a Jamaal Charles dołożył 46 jardów w 9 próbach. Trevor Siemian zanotował cztery podania na przyłożenie! Trevor Siemian, Panie i Panowie. Może nie zagrał porywającego meczu, zostawił na murawie sporo jardów, ale jeśli będzie solidnym starterem to w zupełności wystarczy, by Denver nagle z solidnej drużyny stali się pretendentem do Super Bowl.

 

Mecz o wszystko w week 2?

Rzadko się zdarza, by można było określić jakiś mecz na tak wczesnym etapie sezonu jako kluczowy dla układu playoffów. Jednak według matematycznych modeli ESPN zwycięzca spotkania Tennessee Titans – Jacksonville Jaguars zwiększał swoje szanse na udział w playoffach o ponad 20 pkt. procentowych. Wynika to oczywiście z ogólnej słabości AFC South i faktu, że losy dywizji rozstrzygną między sobą te dwie drużyny. Wybaczcie, fani Texans i Colts, ale żeby wasze drużyny wstały z martwych potrzeba nekromanty klasy Nocnego Króla.

Sam mecz dobitnie pokazał, że Jaguars nie mają czego szukać w playoffach. A właściwie ich ofensywa. Przez całą pierwszą połowę obrona ekipy z Florydy dzielnie odpierała ataki Titans. Jednak nie była w stanie trzymać się w nieskończoność wobec słabości ataku.

Plan, by grać głównie po ziemi jest o tyle słaby, że rywale o tym wiedzą i rzucają się na Leonarda Fournette. A wtedy trzeba złożyć losy meczu w ręce Blake’a Bortlesa. Wszyscy chyba się zgodzimy, że to nie jest optymalne rozwiązanie. Jaguars z dobrym rozgrywającym mogą zajść naprawdę daleko. Z Bortlesem? Mogą wygrać wystarczająco dużo meczów, żeby nie załapać się na czołowego rozgrywającego w drafcie 2018.

Titans może nie zagrali wielkiego meczu, ale odnieśli cenne wyjazdowe zwycięstwo. Paradoksalnie lepiej zagrali na otwarcie sezonu w Oakland. Zwłaszcza Marcus Mariota zagrał zauważalnie słabiej. Warto jednak zwrócić uwagę na backfield, gdzie Derrick Henry przejmuje snapy DeMarco Murraya, trzeciego najlepiej opłacanego RB w NFL. Jak tak dalej pójdzie, to będzie ostatni sezon Murraya w Nashville.

 

Żółta kartka dla New York Giants

O ile wyciąganie daleko idących wniosków po pierwszym tygodniu rozgrywek to zdecydowane „overreaction”, o tyle po drugim tygodniu mogą się rozdzwonić dzwonki alarmowe. W ostatnich latach szansa na wejście do playoffów po starcie 0-2 wynosi ok. 12%. Przegranie dwóch meczów z rzędu na początku sezonu niczym nie różni się od dwóch porażek w innym punkcie sezonu, a to przydarzyło się w zeszłym roku m.in. Atlancie (6-7 tydzień). Niemniej styl Giants powinien budzić niepokój fanów.

Defensywa nowojorczyków spisuje się całkiem przyzwoicie. Na inaugurację oddali tylko jeden TD Cowboys. W poniedziałkowy wieczór ograniczyli Matta Stafforda do 122 jardów i większość meczu trzymali swoją drużynę w grze. Można mieć nieco zastrzeżeń do obrony przeciwko biegowi, ale swoje robią. Tyle że nie miało to większego znaczenia, bo ofensywa kompletnie zawala swoją część roboty.

W tym roku mieli być lepsi, skuteczniejsi. Evan Engram i Brandon Marshall mieli sprawić, że ofensywa Giants będzie nie do zatrzymania. Jak na razie wszystko wzięło w łeb przez niewzmocnioną linię ofensywną. Eli Manning dokonuje cudów, ale nie ma czasu na dłuższe podania, bo zostanie zabity. Nie należy do mobilnych QB, którzy dobrze czują się poza kieszenią. A na krótkich ścieżkach siedzą obrońcy.

Do tego Brandon Marshall na razie wygląda na klapę. Przeciwko Cowboys był w ogóle niewidoczny, przeciwko Lions upuścił podanie na TD, które mogło utrzymać jego drużynę w grze w czwartej kwarcie. Przynajmniej Engram spisał się w miarę dobrze (4 rec, 49 yds, 1 TD).

To jeszcze nie czas na panikę. Ta ofensywa zacznie wyglądać lepiej, gdy do pełni zdrowia wróci Odell Beckham. Ale nawet gdy w poniedziałek OBJ absorbował najlepszego cornerbacka Detroit, pozostali reciverzy nie potrafili tego wykorzystać. Za wcześnie na panikę, ale na niepokój czas najwyższy.

 

Z notatnika statystyka

Tom Brady skończył 40 lat, a wciąż gra na wysokim poziomie. To niemal dziewicze tereny w zawodowym sporcie, więc w tym sezonie TB12 będzie miał okazję poprawić sporo rekordów. Przeciwko Saints stał się drugim czterdziestolatkiem z meczem na 400 jardów i 3 TD (po Warrenie Moonie). Jego 447 jardów poprawiło rekord 40-latków należący do Bretta Favre’a. I wreszcie spotkanie z Saints było 52. meczem z minimum 3 TD i bez INT, co również jest samodzielnym redkordem NFL. Podsumowanie spotkania NE-NO znajdziecie na Facebooku.

Jednak nie tylko Tom Brady bił rekordy w niedzielę. Antonio Gates zdobył swoje pierwsze przyłożenie po przeprowadzce Chargers do Los Angeles. Jednocześnie było to jego 112 przyłożenie w karierze, co jest rekordem wśród tight endów. Gates poprawił rekord Tony’ego Gonzaleza. Tylko pięciu wide reciverów uzbierało więcej przyłożeń w karierze, żaden już nie gra w NFL.

Z kolei Kareem Hunt z Chiefs zanotował pięć przyłożeń w dwóch pierwszych meczach w karierze. To rekord we współczesnej NFL, czyli tej po 1970 r. Żeby znaleźć bardziej imponujący początek kariery trzeba się cofnąć o niemal 100 lat, do 1920 r.

Mimo porażki Aaron Rodgers zdobył TD #300 w karierze. Jest jedenastym zawodnikiem w historii NFL, który dotarł do tego kamienia milowego. Potrzebował do tego 4742 podań, najmniej z tego zacnego grona.

 

Z notatnika medyka

Kontuzje są częścią NFL, ale drugi tydzień przyniósł sporo urazów kluczowych graczy. Wyżej pisałem o pladze kontuzji w Green Bay, ale ich rywale również nie umknęli bez szwanku. Vic Beasley, zeszłoroczny król sacków, doznał kontuzji podudzia i opuści około miesiąca.

Znacznie poważniej wygląda kontuzja OG Ravens Marshala Yandy. Z powodu złamanej stopy najlepszy ofensywny gracz Baltimore najpeniej opuści resztę sezonu.

Złamania stopy doznał również TE Greg Olsen (Panthers). Opuści pierwszy mecz od 2007 r., ale być może wróci jeszcze w tym roku.

Patriots kończyli mecz z Saints bez Rexa Burkharda i Philipa Dorsetta, a Chris Hogan wyraźnie utykał. Kontuzji pachwiny, choć podobno mało poważnej, doznał Rob Gronkowski. Jak tak dalej pójdzie to nie będzie miał kto łapać podań Toma Brady’ego.

QB Sam Bradford (Vikings) opuścił mecz ze Steelers z powodu kontuzji kolana. Nie wiadomo czy wróci za tydzień.

 

Tydzień w skrócie:

1. Tony Romo wciąż zachwyca w roli komentatora. W meczu Patriots – Saints szachy boiskowe były palce lizać nawet bez komentarza, ale dzięki Tony’emu można było zwrócić uwagę na fascynujące szczegóły. Swoją drogą pokazuje to kompletną mizerię wśród futbolowych komentatorów. Nawet inni byli zawodnicy nie są w stanie przybliżać gry w taki sposób jak Romo, który wciąż czyta zagrywki jakby był na boisku. Myślę, że będę oglądał każdy mecz komentowany przez Tony’ego, niezależnie od tego kto gra.

2. Seattle Seahawks wiedzą, że mają rozgrywającego, który potrafi zdziałać cuda w ruchu. W związku z tym nie potrzebują tradycyjnej, drogiej linii ofensywnej. Oszczędności mogą przeznaczyć na defensywę. Tyle że zapomnieli, że potrzebują w o-line kogoś, kto da Wilsonowi choć ułamki sekund. Przeciwko 49ers rozgrywający Seattle spędził większość meczu ratując własne zdrowie i życie. Seahawks udało się wygrać ze słabiutkimi SF, ale tym razem GM John Schneider chyba przekombinował.

3. Chiefs nie zwalniają. Na inaugurację obili aktualnych mistrzów, w drugiej kolejce wygrali z Eagles. Travis Kelce jak zwykle załapał 15-jardową karę za niesportowe zachowanie, ale wiele rzeczy można wybaczyć zawodnikowi, który potem robi coś takiego:

4. LA Chargers znów mogli zapewnić sobie zwycięstwo kopnięciem z pola i znów ich kicker zawiódł. Koo Younghoe i tak nie ma w USA łatwego życia, bo jego imię po angielsku oznacza „młodą dziwkę”. Do tego teraz musi się martwić o pracę.

5. Myślicie, że Marshawn Lynch cieszy się z powrotu do Oakland?

6. Cleveland Browns nie mogą zaliczyć startu sezonu do udanych, jak zwykle zresztą. Ale ten chwyt. Wow. Na marginesie – Duke Johnson to nominalny running back.

7. #SmiesznyPiesek, czyli do czego można wykorzystać psa na boisku

 

Jeśli podobał Wam się tekst, zostawcie proszę lajka na Facebooku lub na Twitterze.

Komentowanie zamknięte.