Ofensywa Patriots wreszcie zadziałała

New England Patriots logoOd 2007 r. Patriots wyznaczali standardy ofensywne w NFL. W tym roku często musiała ratować ich zaskakująco dobrze grająca defensywa. Dopiero w niedzielnym meczu ze Steelers okazało się, że i w ataku jest potencjał.

610 jardów, 55 punktów. Te dwie liczby to najgorsze wyniki w historii klubu z Pittsburgha od lat 30-tych, kiedy jeszcze nazywali się Pirates, a futbol, zwłaszcza ten zawodowy, był zupełnie innym sportem niż ten, który dziś znamy. Steelers mają w tym sezonie wiele problemów, ale zaczynali mecz jako druga defensywa podaniowa w NFL (pod względem oddawanych jardów na mecz). Jednak od samego początku Tom Brady robił co chciał.

W pierwszej połowie miałem wrażenie, że cofnąłem się w czasie i oglądam Pats z zeszłego roku. Brady z ogromną swobodą podawał do Roba Gronkowskiego, który w trzecim meczu po powrocie wreszcie przypominał tego dominatora, którym był przed kontuzją. Łapał wszystko co leciało w jego stronę w najbardziej nieprawdopodobnych sytuacjach. W drugiej połowie na Gronku spoczęła cała uwaga defensywy Steelers, więc Brady podawał do Aarona Dobsona i Danny’ego Amendoli.

Co ważne nie były to, jak w poprzednich meczach, podania na kilka jardów. Brady posyłał długie, zabójczo precyzyjne piłki, które wpadały prosto w nadstawione ręce reciverów. W efekcie cała trójka reciverów (Gronk, Dobson, Amendola) zgromadziła ponad 100 jardów w odbiorze. Brady miał 23/33, 432 jardy, 4 TD, zero strat i passer rating ponad 150, o krok od idealnego 153.8.

Nie znaczy to, że Pats odpuścili grę biegową. Wręcz przeciwnie. Stevan Ridley zaliczył pierwszy w tym sezonie 100-jardowy mecz i 2 TD, a niemal 50 jardów i TD dołożył LeGarette Blount. Wiele z długich podań Brady’ego było efektem play action. A zwód biegiem działa tylko wtedy, kiedy bieg jest realnym zagrożeniem (patrz różnica między Packers 2012 i 2013).

Linia ofensywna poradziła sobie bardzo dobrze, mimo braku kontuzjowanego RT Sebastiana Vollmera. Niemiec nie zagra już do końca sezonu, ale występujący w jego miejsce Marcus Cannon po niepewnym początku zaliczył całkiem niezłe spotkanie.

Defensywa oddała całkiem sporo punktów, ale wynikało to m.in. z dużej ilości posiadań po stronie Steelers, a te z kolei z dużej ilości punktów Patriots. Defensywa trzymała się w miarę nieźle. Pogubiła się tylko na przełomie trzeciej i czwartej kwarty, kiedy znakomity dobór zagrywek Steelers pozwolił im na doprowadzenie do remisu. Przez kilkanaście minut obrona Pats poruszała się jak dzieci we mgle, odczytując podanie, gdy Steelers grali bieg i odwrotnie. Mogło być to związane z kontuzją Stevena Gregory’ego, który pod nieobecność Jarroda Mayo pełni funkcję quarterbacka defensywy, czyli ma łączność radiową ze sztabem trenerskim i ustawia cała obronę.

Patriots kończyli mecz bez sześciu starterów w defensywie. Do kontuzjowanych już wcześniej Wilforka, Kelly’ego, Mayo i Taliba dołączyli w niedzielę Rob Ninkovich (stopa, nie wygląda zbyt poważnie) i Gregory (wybił albo złamał kciuk, prześwietlenie wykaże na ile to poważne i kiedy będzie mógł wrócić do gry). Oznacza to, że ponad połowa graczy defensywy obecnych na boisku w końcówce, zaczynała sezon jako zmiennicy. Ofensywa nie mogła wybrać lepszego momentu, żeby wreszcie nabrać wiatru w żagle.

Po stronie Pittsburgha kompletnie zawiodła defensywa. Troy Polamalu po swojemu szalał po całym boisku, fenomenalnie wymusił fumble Stevena Ridleya, ale kilka razy kompletnie się pogubił w obronie podaniowej. Pozostali obrońcy niczym się nie wykazali poza masą błędów.

W ofensywie dobry mecz rozegrał weteran Jerricho Cotchery, który złapał trzy podania na TD. Ostatni taki mecz rozegrał jeszcze w barwach Jets, a podawał mu Brett Favre. Nieźle spisywał się młody RB Le’Veon Bell, który może być receptą na kulejącą w tym sezonie grę biegową Pittsburgha. Stosunkowo dobrze zagrał też Big Ben, zwłaszcza biorąc pod uwagę jak fatalnie chroniła go linia ofensywna.

Patriots mają teraz tydzień wolnego. Dzięki temu jest szansa, że przynajmniej Talib i Ninkovich wrócą do gry. Po bye weeku dwa ciężkie mecze: najpierw wyjazd do Charlotte na mecz z Panthers, a potem na Foxborough przyjeżdżają Broncos.

Steelers mają zaledwie dwa zwycięstwa w ośmiu meczach i już tylko matematyczne szanse na playoffy. Resztę sezonu powinni poświęcić na ocenę perspektywiczności graczy, których mają aktualnie w składzie i dobre przygotowanie do draftu 2014.

 

Zapraszam na podsumowanie kolejki, a w nim dwa efektowne comebacki, czarne chmury nad Green Bay, siedem podań na TD i niespodziewanie dobra postawa AFC East.

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *