Zapowiedź Divisional Round

NFL PlayoffsŻarty się skończyły. W grze zostało już tylko osiem drużyn. Trzy zwycięstwa z rzędu dadzą którejś z tych ekip mistrzostwo NFL, ale tylko jedna z nich zdoła tego dokonać.

 

New Orleans Saints – Seattle Seahawks (sobota, 22:35 polskiego czasu)

Od początku sezonu typuję Seahawks na mistrzów NFL. Nie zmieniłem zdania, ale ostatnimi laty nie jest dobrze być faworytem. Ostatnim numerem 1 po sezonie zasadniczym, który wygrał mistrzostwo, byli… Saints cztery lata temu.

Seahawks mają największą przewagę własnego boiska ze wszystkich klubów NFL. Ogłuszający jazgot, który robią ich kibice, przyczynił się do tego, że w ostatnich dwóch sezonach Seattle mają tam bilans 15-1. Saint ledwo co wygrali pierwszy w historii klubu wyjazdowy mecz w playoffach, ale Seahawks to nie Eagles (choć nazwa może sugerować pewne podobieństwo).

Seahawks to zdecydowanie najlepsza defensywa ligi. I to nie tylko w tym roku. Chase Stewart sugeruje, że tegoroczni Seahawks są drugą najlepszą defensywą podaniową od połączenia AFL i NFL w 1970 r. Jej podstawą jest secondary, nie bez powodu nazywana „Legion of Boom”. A znakiem rozpoznawczym wymuszanie strat. A teraz trzymajcie się krzeseł. Seattle Seahawks wymuszają straty w 20,1% posiadań piłki przez przeciwnika. To znaczy, że co piąte posiadanie przeciwnika kończy się stratą. Niesamowite. Średnia ligi wynosi 12,9%. Z drugiej strony Saints popełniają starty w zaledwie 8,7% własnych posiadań, co jest drugim najlepszym wynikiem w lidze.

W Philadelphii Saints przemogli kolejny nienajlepszy wyjazdowy mecz Drew Breesa dzięki grze biegowej. Sean Payton to świetny trener i wie, że nie może wystawić Breesa na odstrzał, zwłaszcza że Seahawks jako jedni z nielicznych mają graczy, którzy mogą mierzyć się 1 na 1 z Jimmym Grahamem. Dodatkowo, choć temperatura ma być powyżej zera, w sobotę w Seattle spodziewany jest deszcz i silne momentami podmuchy wiatru. Tylko czy przeciwko Seahawks da się skutecznie biegać? Według Football Outsiders Seahawks mają ósmą w lidze obronę biegową. Wydawałoby się, że to znaczący postęp w stosunku do Eagles, ale Philly ma 12. ligową obronę biegową, czyli też nienajgorzej.

W tej sytuacji kluczem będzie linia ofensywna Saints. Trzy tygodnie temu Sean Payton posadził na ławce LT Charlesa Browna i zastąpił go debiutantem Terronem Armsteadem. Armstead miał nierówny mecz przeciwko Eagles. Grał nieźle, ale momentami się gubił. Zapewne Seahawks będą go atakować blitzami, starając się zdezorientować młodego zawodnika. Tymczasem Brees po prostu musi mieć chwilę w kieszeni, żeby dostarczyć piłkę partnerom, zwłaszcza że w hałasie panującym w Seattle zmienianie zagrywek na linii wznowienia akcji będzie piekielnie trudne. Dodatkowo Saints osiągają największe sukcesy w grze biegowej, kiedy puszczają RB między LG i LT (22% więcej jardów niż średnia ze wszystkich biegów), a to będzie wymagało od Armsteada zabezpieczenia skrajnego defensora.

Co po drugiej stronie? Ofensywa Seattle na pewno nie dorównuje historycznie wybitnej defensywie, ale to nie znaczy, że można ich lekceważyć. W barwach Seahawks powinniśmy po raz drugi w tym sezonie zobaczyć permanentnie kontuzjowanego Percy’ego Harvina, jednak nie przeceniałbym jego wpływu na mecz. Po pierwsze dynamiczny reciver na pewno nie będzie w pełni formy po stracie właściwie całego sezonu. Po drugie wykorzystanie jego umiejętności wymaga zainstalowania specyficznych akcji pod niego, na co Seahawks nie mieli zbyt wiele czasu.

Seattle to ofensywa, która opiera się na biegach Marshawna Lyncha i skutecznej grze Russela Wilsona. Młody QB Seahawks nie ma wybitnych celów w grze podaniowej, ale w każdym meczu wykonuje jakąś akcję, od której kibicom opadają szczęki, a przeciwnikom ręce. Najgroźniejszy jest, kiedy ucieka z kieszeni i improwizuje. Dlatego najważniejszym celem Saints będzie utrzymanie go w kieszeni. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, zwłaszcza że Wilson jest niesamowicie mobilny, inteligentny i nie pęka nawet w obliczu ośmioosobowego pass rushu. Z drugiej strony o-line Seahwks pozwala zsackować Wilsona w 9,6% akcji podaniowych (według wartości Adjusted Sack Rate opracowanej przez Football Outsiders) co jest najgorszą wartością w lidze. Saints będą musieli atakować kieszeń, ale w sposób zdyscyplinowany, by nie pozwolić rozgrywającemu uciec na zewnątrz (czyli nie tak jak Packers w zeszłym tygodniu).

Saints stoją przed arcytrudnym zadaniem. Choć nie należy spodziewać się łomotu, jaki Seahawks spuścili chłopakom Seana Paytona w sezonie zasadniczym, to jednak nie liczyłbym specjalnie na zwycięstwo Saints.

Mój typ: Saints 13 -27 Seahawks

 

Indianapolis Colts – New England Patriots (sobota, 02:15 polskiego czasu)

W sobotni wieczór staną naprzeciwko siebie dwaj quarterbackowie, którzy wiodą do boju drużyny złożone z całej masy dziur w składzie, odrzutów i ludzi z ulicy. Jeden stary mistrz, marzący o jeszcze jednym tytule, który potwierdzi jego status jednego z najlepszych jakich widział ten sport i jeden młody pretendent, budujący swoją legendę bohaterską grą w kluczowych momentach.

Prawda że piękny scenariusz? A co ważniejsze prawdziwy. Tom Brady dysponuje dobrą grą biegową, ale wśród reciverów pewnym punktem jest tylko Julian Edelman, którego przed sezonem nikt nie chciał nawet za marny milion „zielonych”. Andrew Luck nie bardzo może liczyć nawet na grę biegową, chyba że biega sam. Ma jednego znakomitego recivera w osobie T.Y. Hiltona i solidny cel w środku pola pod postacią Coby’ego Fleenera.

W obronie jest jeszcze gorzej. W sobotę Patriots wystawią w pierwszej akcji defensywnej tylko pięciu lub sześciu graczy, którzy mieli status starterów po obozie letnim, przy czym Dont’a Hightower będzie grał kompletnie nie na swojej pozycji. Jakby mało było problemów w defensywie Pats, na listę kontuzjowanych trafił Brandon Spikes, co wymusi na silnym, ale mało zwrotnym Hightowerze zajęcie jego miejsca jako „Will” (linebacker po stronie słabej, czyli bez TE), podczas gdy rookie Jamie Collins zajmie jego miejsce jako „Sam” (LB po stronie silnej), a special teamer Dane Fletcher będzie odpowiadał za środek. Na środku d-line zagrają Sealver Siliga, który przed dołączeniem do Patriots w październiku zagrał w swojej karierze w czterech akcjach oraz Chris Jones, tegoroczny wybór w szóstej rundzie draftu, zwolniony przez tak mocne drużyny jak Texans i Buccaneers zanim sezon się zaczął.

Co po drugiej stronie? Robert Mathis został tegorocznym królem sacków z 19.5 sacka i zaliczył kluczowy sack-fumble na Alexie Smithie w pierwszej rundzie playoffów. Do tego jest Vontae Davis, któremu pewnie przypadnie w udziale krycie Edelmana. Drugi z cornerbacków, Darius Butler, będzie miał sporo do udowodnienia po tym, jak przepędzono go w niełasce z Nowej Anglii zaledwie dwa lata po tym, jak Belichick zużył na niego wybór w drugiej rundzie draftu. A potem długo, długo nic.

Mathis może być kluczem w tym meczu. Z lewej strony o-line Patriots należy do najlepszych w lidze, ale po prawej po kontuzji Sebastiana Vollmera gra Marcus Cannon. To zapewne naprzeciw niego Colts ustawią Mathisa i to od Cannona będzie w dużej mierze zależało ile czasu na podanie będzie miał Tom Brady.

Colts będą chcieli uruchomić grę biegową, korzystając ze słabości środka pola Pats. Tylko czy mają graczy, którzy zdołają tego dokonać? I czy T.Y. Hilton zdoła uwolnić się od Aqiba Taliba, co zmusi Patriots na poświęcenie na krycie go jeszcze jednego obrońcy, który nie będzie mógł wesprzeć chwiejącego się korpusu linebackerów?

Obie drużyny mają quarterbacków zdolnych do fenomenalnych wyczynów w czwartych kwartach. Jednak to od maskowania własnych słabości będzie zależało, która z tych ekip wyjdzie z rywalizacji zwycięsko. A w tym Bill Belichick jest mistrzem.

Mój typ: Colts 17 – 23 Patriots

 

San Francisco 49ers – Carolina Panthers (niedziela, 19:05 polskiego czasu)

Szykujcie się na oldschoolowy futbol. Te dwie drużyny są do siebie niezmiernie podobne. Twarda, agresywna defensywa, oparta na fantastycznej front seven i ze znakomitymi środkowymi linebackerami. Ofensywa zbudowana wokół fizycznej gry biegowej. I dwaj młodzi rozgrywający o bardzo nietypowym zestawie umiejętności.

Wcześniej w tym sezonie 49ers przegrali z Panthers u siebie. Był to mecz mało atrakcyjny dla przypadkowego kibica, ale uczta dla konesera i skończył się niskim zwycięstwem Caroliny 10:9. Tym bardziej ciekawe, że w tym tygodniu bukmacherzy upatrują nieznacznego faworyta w grających na wyjeździe 49ers.

Panthers mają najlepszego (moim zdaniem) tegorocznego defensora w osobie Luke’a Kuechly’ego. Przewodzi on znakomitemu front seven, który w znacznej mierze odpowiada za to, że Panthers dysponowali w tym roku trzecią najlepszą defensywą ligi. Tyle tylko, że ta defensywa ma słabość, a jest nią secondary. Oznacza to, że jeśli d-line nie dopadnie quarterbacka rywali w miarę szybko, reciverzy rywala mogą się skutecznie uwolnić od krycia. Co prawda Football Outsiders sytuują o-line Niners dopiero na 22. miejscu w NFL pod względem ochrony quarterbacka, ale to doświadczona grupa weteranów, która potrafi pokazać wszystko co mają najlepszego w ważnym meczu.

Colin Kaepernick będzie miał do dyspozycji swoich trzech najważniejszych reciverów: Michaela Crabtree, Anquana Boldina i Vernona Davisa. Kluczem będzie Crabtree, który wraca po zerwaniu ścięgna Achillesa. W pierwszej rundzie playoffów przeciwko Packers złapał 8 piłek na 125 jardów, ale lwia cześć to pierwsza seria ofensywna, kiedy zaliczył ich ponad 70. We wcześniejszych meczach różnie z tym bywało, Cardinals na przykład kompletnie wyłączyli go z gry.

Jego dyspozycja może być kluczowa. Panthers to szósta w lidze obrona przeciwko biegowi, najlepsza spośród tych, które pozostają jeszcze w grze. Należy się więc spodziewać, że Frank Gore nie będzie miał łatwego życia. Kaepernick nie ma też co liczyć na masę łatwych ścieżek do biegania jak przeciwko Packers, choćby dlatego, że defensywa Panthers regularnie widuje zone read na treningach.

Cam Newton nie będzie najprawdopodobniej mógł liczyć na Steviego Smitha. Jednak doświadczony reciver zaliczył najsłabszy sezon odkąd Newton pojawił sie w Charlotte i zbliża się już chyba do końca swojej bogatej kariery. Panthers zapewne będą dużo grali po ziemi, zwłaszcza że defensywa SF jest w tym sezonie dopiero na 14. miejscu wśród defensyw biegowych w NFL i gra zauważalnie słabiej.

W niedzielę w Charlotte powinno być bezchmurnie i bezwietrznie z temperaturą sporo powyżej zera (jak na zimę oczywiście). To oznacza, że jeśli któraś z ekip zdoła uruchomić grę podaniową, może odskoczyć i wybić przeciwnika z wygodnego rytmu gry. Sądzę jednak, że przewaga własnego boiska wystarczy, żeby Panthers wygrali pierwszy mecz w playoffach od ośmiu lat.

Mój typ: 49ers 10 – 17 Panthers

 

San Diego Chargers – Denver Broncos (niedziela, 22:40 polskiego czasu)

Sam już nie wiem co myśleć o Chargers. SD kompletnie rozbili w pierwszej rundzie Bengals, ale z drugiej strony do rozbicia tych Bengals wystarczyło nie robić błędów i czekać na implozję. Miesiąc temu wygrali w Denver i to dość zdecydowanie (końcowy wynik 27:20 nie oddaje przebiegu meczu, w którym od drugiej kwarty Chargers dominowali). Philip Rivers wreszcie ma do kogo podawać, ma kompetentną linię ofensywną, ba, ma nawet running backów zdolnych udźwignąć ciężar gry, jak tydzień temu przeciwko Bengals.

Z drugiej strony stają naprzeciwko najlepszej ofensywy NFL w tym roku, może nawet w historii. Peyton Manning właśnie zaliczył najlepszy sezon w wykonaniu quarterbacka ever. Ma do dyspozycji czterech znakomitych reciverów i kompetentną grę biegową. Staje naprzeciwko defensywy, która przez pierwszą część sezonu była najsłabszą defensywą w lidze i jedną z najsłabszych w historii. Ale to ta właśnie defensywa pozwoliła mu w pierwszym meczu tych drużyn na zdobycie w drugiej i trzeciej kwarcie zaledwie 13 jardów i jednej pierwszej próby.

Skołowani? To dobrze, bo ja też. Na papierze Broncos to murowani faworyci. Ich porażka byłaby „upsetem” większym chyba niż zwycięstwo Saints z Seattle. Ale czy znając historię playoffów w ostatnich kilku latach naprawdę możemy skreślać Chargers?

Na boisku możemy spodziewać się dwóch scenariuszy. Pierwszy: Peyton Manning, najwybitniejszy QB w historii ligi w sezonie zasadniczym, znów zagra słabiej w playoffach. Chargers wyjdą na prowadzenie i tak jak przeciwko Bengals będą urywać 4-5 jardowe kawałki  boiska i cenne sekundy z zegara dzięki swojemu komitetowi biegaczy, choć naprzeciw mają dziewiątą obronę biegową ligi. Sfrustrowany Peyton spędzi większość meczu za linią boczną, wynik będzie niski, wreszcie Manning wyjdzie na boisko po raz ostatni w czwartej kwarcie z szansą na wygranie meczu i… wszystko może się zdarzyć.

Drugi, bardziej prawdopodobny: defensywa Chargers nie wytrzyma naporu Peytona i spółki, którzy dodatkowo mieli aż dwa tygodnie, żeby się na nich przygotować i zaatakować ich najsłabsze punkty, których nie brakuje. Broncos szybko wyjdą na prowadzenie, co wymusi na Chargers grę górą i sprawi, że będziemy mieli bardzo wysoki wynik, zwłaszcza że w Denver wieczorem zapowiada się lekki mróz, ale bez opadów. Jednak w takiej grze to Broncos mają zdecydowaną przewagę siły ognia, choć Chargers to trzecia ofensywa ligi.

Mój typ: Chargers 31 – 41 Broncos

Zobacz też

Brak komentarzy

  1. Chargers mają spory handicap jakim jest postać Mike’a McCoya, który w jeszcze rok temy był koordynatorem ofensywy w Colorado.

    Dla mnie jednak Niners.
    Bo to pierwszy mecz Newtona w styczniu (w nfl oczywiście).
    I w przeciwieństwie do pierwszego meczu tych drużyn, Kaepernick będzie miał do dyspozycji Crabtreego i Vernona Davisa (który de facto zaczął pierwszy mecz przeciwko Panterom, ale szybko opuścił boisko z wstrząśnieniem mózgu).

    Ofensywa Saints jest kiepściutka w starciach z drużynami z topowymi front seven (porażki z Rams i Jets dla przykładu). Dzisiaj w Seattle może nie będzie takiego lania jak kilka tygodni temu, ale nie spodziewam się raczej żadnego dreszczowca…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *