NFL, tydzień 7: Z dużej chmury wielka mgła

Od wielu dni kibice ostrzyli sobie zęby na rewanż za Super Bowl 2017. Fani Falcons liczyli na rewanż za historyczny comeback. Kibice Patriots obawiali się, co przeciwko najgorszej obronie NFL wyczyniał będzie aktualny MVP, Matt Ryan. A reszta sympatyków futbolu amerykańskiego liczyła na widowisko choć odrobinę przypominające szalone spotkanie w Houston. Dostaliśmy niezbyt ciekawy mecz w upiornej mgle, z którego zadowoleni mogą być tylko zwolennicy Pats.

W podsumowaniu tygodnia zajmiemy się drugą z rzędu porażką Chiefs po szalonej końcówce. Przyjrzymy się pierwszemu meczowi Packers bez Aarona Rodgersa. I wreszcie Monday Night Football, po którym Philadelphia Eagles zostali drużyną z najlepszym bilansem w NFL.

Zaczynamy jednak od Sunday Night Football i New England Patriots, którzy po raz pierwszy w tym sezonie wyglądali jak mistrzowie NFL.

 

Kiedy czwarta najlepsza ofensywa NFL (wg DVOA) staje naprzeciwko najgorszej defensywy, można się spodziewać wielu rzeczy. Kiedy aktualny MVP staje naprzeciw defensywy, która pozwoliła rozgrywającym rywali na rzucenie 300 jardów w każdym meczu w tym sezonie, można spodziewać się efektownej ofensywy podaniowej.

To czego trudno się spodziewać, to niemal zerowy dorobek ataku Sokołów. Falcons zdobyli swoje jedyne punkty w tym meczu na sam koniec spotkania, gdy wynik był rozstrzygnięty. Defensywa Patriots po raz pierwszy zagrała na niezłym poziomie.

To oczywiście nie znaczy, że Patriots znów są faworytami do wygranej w Super Bowl. Ich obrona zagrała poprawnie, ale Falcons mieli swoje szanse, których nie wykorzystali. Matt Ryan przestrzelił kilka rzutów do mniej lub bardziej otwartych reciverów. Nie potrafili konwertować 4&goal z 0,5 jarda od pola punktowego. Zmarnowali dwa field goale poniżej 40 jardów. Jeden zablokowały special teams Pats, ale drugi to było po prostu pudło.

Jednak po dramatycznie słabych występach obrony NE w poprzednich meczach nawet poprawny występ to kolosalny krok naprzód. Nie było już tych dramatycznych nieporozumień i masy big playów po żenujących błędach obrony. Stephon Gilmore wygląda na największą klapę w historii free agency w Nowej Angllii, a jego brak wyszedł Patriots raczej na plus.

Udało się również odciążyć Toma Brady’ego, który na początku sezonu w pojedynkę ciągnął drużynę. Tym razem był dobrze chroniony, a gra biegowa dała im 165 jardów w 33 próbach (oficjalne statystyki pokazują tu jeszcze „kolanka” Brady’ego). To oznaczało, że Brady mógł rzucać mniej i nie musiał silić się na tak dużo dalekich piłek. Po ostatnich meczach czuł się zapewne jak przepuszczony przez wyżymarkę. W porównaniu z tym, mecz z Falcons był niczym wizyta w SPA.

Atlanta ma problem. I to duży. A problem nazywa się Sarkisian. Steve Sarkisian. Wiadomo było, że odejście Kyle’a Shanahana z posady OC Falcons oznacza nieco inną filozofię w ofensywę. Jednak nowy koordynator odziedziczył niemal niezmieniony skład, z aktualnym MVP na rozegraniu i jednym z najlepszych reciverów w lidze w osobie Julio Jonesa. Tymczasem ofensywa Atlanty jest bez życia i bez pomysłu. Niewiele brakowało, by mieli bilans 1-5. Potrzebowali dwóch dropów w polu punktowym by wygrać z Bears, a szaleńczemu comebackowi Lions zabrakło jedynie pół jarda.

W Foxborough Falcons próbowali konwertować 4&6 i 4&7 na środku boiska. Wiecie, że jestem fanem agresywnego playcallingu, ale to nie była agresja. To była brawura albo desperacja.

W Super Bowl Falcons zbudowali przewagę dzięki skutecznemu pass rushowi ze środka. To najlepszy sposób na pokonanie Toma Brady’ego. W niedzielę nie było go w ogóle.  Brady ruszał się w kieszeni zupełnie swobodnie. A gdy już popełnił błąd i rzucił INT, Falcons podarowali mu kartę „wychodzisz wolny z więzienia” głupią karą za późne uderzenie.

Patriots zagrali zdecydowanie najlepszy mecz w tym sezonie. Dobrze w ataku, obronie i special teams. Drużyny Billa Belichicka nie można skreślać, póki nie przegrają ostatniego meczu w playoffach. Ale to jeszcze nie są ci Patriots, którzy mieli zdominować NFL w 2017 r. Jednak ich kibice przyjmą swoją drużynę w każdej postaci, byle wygrywała. Do Your Job.

 

Gorączka czwartkowej nocy

Szalony i nadspodziewanie interesujący mecz w ramach Thursday Night Football zakończył się jeszcze bardziej szaloną końcówką.

Dwuminutowa seria na 85 jardów z konwersją 4&11 po drodze. Przyłożenie anulowane po analizie powtórki, trzy flagi w czterech ostatnich snapach i trzy ostatnie snapy, które rozpoczynały się z zegarem meczowym pokazującym 0:00.

A kiedy opadł kurz, Kansas City Chiefs mają na koncie drugą porażkę, a Oakland Raiders niespodziewanie wrócili do walki o playoffy.

To był mecz ofensyw. Obrony nie miały za wiele do gadania. Chiefs, od lat znani ze świetnego pass rushu, nie tylko nie zaliczyli ani jednego sacku, ale nawet jednego QB Hita.

Co prawda raz solidnie przyłożyli rozgrywającemu Raiders, kiedy w drugiej kwarcie Carr zagrał zaplanowany QB draw. Zacznijmy od tego, że granie QB draw przy 3&10 rozgrywającym, który dopiero wrócił po złamaniu kości w plecach nie jest najlepszym pomysłem. Carr dostał mocne uderzenie od Marcusa Petersa, za które Peters został ukarany 15 jardami. Podobno uderzył późno. No cóż, Carr w akcji biegowej nie ma ochrony rozgrywającego. Gdyby takie uderzenie dostał running back to nikt by nie pomyślał, by rzucić flagę.

Obrona Chiefs nie wykorzystała kilku szans. Najpierw w tej samej serii udało im się dopaść Carra i odzyskać piłkę po sack-fumble, ale cały wysiłek zanegowała kara w secondary. Z kolei pod koniec pierwszej połowy upuścili INT, które mogło dać im szansę na jeszcze jakieś punkty przed przerwą.

Obrona Raiders też się nie popisała. 63-jardowe przyłożenie Alberta Wilsona powinno skończyć się przechwytem Oakland. Tymczasem piłka po rykoszecie wpadła w ręce recivera Chiefs, który był tym chyba mocno zdziwiony, ale prezentu nie zmarnował.

Przyjemnie było oglądać w akcji obie ofensywy. W barwach Najeźdźców eksplodował Amari Cooper, który miał kiepski początek sezonu. Przeciwko Chiefs zanotował 210 jardów i 2 TD, a dodatkowo wymusił DPI na 47 jardów w trzeciej kwarcie, które otworzyło Oakland drogę do trzeciego przyłożenia w tym meczu.

Po stronie Chiefs 6 piłek na 125 jardów i 1 TD złapał Tyreek Hill, a kolejny 100-jardowy mecz zanotował Kareem Hunt. KC grają w tym sezonie ciekawą i innowacyjną ofensywę, jednak rywale zaczynają ją powoli rozgryzać. Przeciwko Raiders mniej szkód niż zwykle wywoływał zone read. Głównie dlatego, że Alex Smith nie zatrzymuje piłki, nawet gdy się aż o to prosi, więc defensorzy rywala nie muszą się wahać, tylko idą w ciemno do RB.

Można mieć rózne zastrzeżenia do obu drużyn, ale jeśli jeszcze nie widzieliście tego meczu, to koniecznie nadróbcie. Warto.

 

Czy istnieje życie bez Rodgersa?

Podobno istnieje. Ale co to za życie?

Fani Packers dostali próbkę w niedzielę. Początkowo było nawet nieźle, a spora w tym zasługa New Orleans Saints, a konkretnie Drew Breesa, który rzucił 2 INT w pierwszej kwarcie. Pierwsze to był fatalny błąd i rzut, którego tak doświadczony QB powinien unikać. Drugie to minimalnie niedorzucone podanie, ale i kapitalny chwyt Davona House’a.

Dzięki temu Packers po pierwszej połowie prowadzili 14:7. W ofensywie dobrze funkcjonowała gra biegowa, a kolejne kapitalne spotkanie rozegrał rookie Aaron Jones, który jest już niekwestionowanym #1 na backfieldzie GB, nawet przy zdrowym Ty Montgomerym. Niestety QB Brett Hundley nie dawał rady.

Oczywiście rezerwowy rozgrywający Green Bay miał swoje momenty. Jak wymuszenie offside’u Saints w stylu Aarona Rodgersa. Jak kapitalny bieg po drugie przyłożenie dla Green Bay. Ale jako podający pozostawiał wiele do życzenia.

Hundley zaliczył zaledwie 87 jardów w 25 rzutach. Każda piłka dłuższa niż pięć jardów wyglądała jak proszenie się o INT. Każda piłka dłuższa niż 15 jardów wyglądała na ślepe ciśnięcie kamieniem byle dalej od siebie. Trudno kompletnie odsądzać Hundleya od czci i wiary. Mike McCarthy nie ma pojęcia co robić z Aaronem Rodgersem, więc skąd ma wiedzieć co robić z młodym, niedoświadczonym QB. W niedzielę trzymał go na krótkiej smyczy, a kiedy luzował trochę więzy, okazywało się, że młody rozgrywający nie ma za wiele do pokazania.

Co gorsza nie widać, by Packers byli w stanie przetrwać nieobecność swojej największej gwiazdy. Po względnie niezłej pierwszej połowie, w drugiej defensywa kompletnie się rozsypała. Alvin Kamar, Mark Ingram, a nawet Ted Ginn robili co chcieli. Po nerwowym początku Drew Brees dowodził ofensywą jak profesor.

W ostatnich czterech draftach 9 z 12 graczy wybranych przez GB w pierwszych trzech rundach stanowili gracze defensywy. Jadnak ilość nie przechodzi w jakość. DC Dom Capers nie potrafi rozwinąć tego talentu. Co gorsza nawet weterani nie dają rady. Trzeba powiedzieć głośno, że Clay Matthews nie jest wart ponad 13 mln dolarów rocznie, jeśli nie potrafi wygrywać jeden na jeden w pass rushu. Matthews i Nick Perry mają dwa najwyższe kontrakty w drużynie po Rodgersie, a jednak Drew Brees podawał niemal zupełnie bez presji, nawet gdy Packers wysyłali blitze.

NFC North wygląda fatalnie. Packers bez Rodgersa są w rozsypce. Vikings mają kapitalną obronę, ale wspólnie z Ravens stworzyli dość żenujące ofensywnie widowisko. Lions mają problemy z linią ofensywną, co ogranicza ich możliwości w ataku. Z kolei Bears niespodziewanie pokonali Panthers dzięki dwóm defensywnym TD Eddiego Jacksona, a ich ofensywa wymęczyła jedynie cztery celne podania i pięć pierwszych prób przez cały mecz.

 

Eagles faworytami NFC

W zeszłym sezonie Philadelphia Eagles grali naprawdę solidny futbol, ale ich bilans był znacznie słabszy niż gra. W dużej mierze wynikało to z bilansu 1-6 w meczach zakończonych różnicą jednego posiadania. Pewne zwycięstwa nad Steelrs czy Falcons pokazywały, że ta drużyna ma znacznie większy potencjał niż 7-9.

W tym roku Orły pozostają ostatnią drużyną z zaledwie jedną porażką na koncie. W NFC bez Aarona Rodgersa, z chimerycznymi Panthers, grającymi bez pomysłu Falcons, Seahawks bez linii ofensywnej i Rams, którzy z tego wszystkiego wyglądają najsolidniej, Philly to najbardziej kompletna drużyna, co pokazali w meczu przeciwko Washington Redskins.

Poprawa zaczęła się od Carsona Wentza na rozegraniu. Młody QB dojrzał i wyeliminował część błędów. Wciąż miewa problemy z celnością podań czy grą pod presją, choć akurat w poniedziałek nie było tego widać. Niemniej zrobił spory postęp. Jako rookie był frustrujący, ale obiecujący. Teraz jest pełnoprawnym starterem. Jeszcze nie gwiazdą, ale jeśli dalej będzie się rozwijał, to kto wie? Do poziomu Matta Ryana czy Eli Manninga mu jeszcze trochę brakuje, ale to półka Kirka Cousinsa czy Andy’ego Daltona.

Na pewno jest w dobrej sytuacji. Ma wokół siebie mądrze poukładaną drużynę, trenera który ułatwia mu życie zamiast utrudniać i w tej konfiguracji nic nie stoi na przeszkodzie, by poprowadził swoją drużynę do Super Bowl.

Przeciwko Redskins Wentz zanotował jedno fatalne wprost długie podanie, które padło łupem obrońców rywala, ale potem grał bardzo dobry mecz, może nawet najlepszy w karierze. Podawał celnie, nawet pod presją, a dodatkowo zdobywał jardy biegiem. Nawet w sytuacjach wydawałoby się niemożliwych.

Ogromne brawa należą się frontowi defensywnemu Eagles, który cały mecz nie dawał spokoju Kirkowi Cousinsowi i zdominował bardzo dobrą o-line Redskins. Cousins został zsackowany czterokrotnie, a uderzony ośmiokrotnie, ale te liczby nie oddają jak często musiał rzucać w biegu, z zachwianej pozycji i pod presją.

Od drugiej połowy Eagles całkowicie kontrolowali przebieg meczu i zasłużenie, pewnie wygrali. Tegoroczna NFL jest pełna drużyn z mniejszymi lub większymi problemami. Tak grający Eagles mogą poradzić sobie z każdym. Pytanie czy zdołają utrzymać formę do końca roku. Na razie czarne chmury zbierają się nad o-line. LT Jason Peters został zwieziony z boiska z usztywnioną nogą po kontuzji kolana i nie wrócił do gry. We wtorek rano okazało się, że po zerwaniu więzadeł w kolanie sezon ma z głowy.

 

Tydzień w skrócie:

1. To był czarny weekend ofensyw. Siedem drużyn nie zdobyło ofensywnego przyłożenia, trzy nawet jednego punktu.

2. Fenomenalna seria Joe Thomasa skończyła się na 10 363 snapach z rzędu. Przeciwko Titans zerwał triceps i nie zagra już do końca sezonu. Ogromna szkoda.

3. Minimum osiem tygodni odpocznie Carson Palmer, który złamał rękę. Biorąc pod uwagę, że za osiem tygodni Cardinals zapewne nie będą mieli o co walczyć, trzeba się zastanowić, czy Palmer nie zagrał w niedzielę ostatniego meczu w swojej ciekawej i wyboistej karierze.

Jego miejsce zajmie Supergirl. Serio:

4. Kolejne dwie gwiazdy z urazami. Wydawać by się mogło, że tych kontuzji jest w tym roku wyjątkowo dużo, ale Football Outsiders się nie zgadzają. Liczbowo jest podobnie, po prostu mecze tracą wielkie gwiazdy, a nie trzeci RB i czwarty WR. Warto zwrócić uwagę na plagę kontuzji na początku sezonu NBA. Zawodowy sport to ryzyko. W futbolu jest oczywiście większe niż w innych sportach, ale nie tylko kibice NFL mają problem przez kontuzje ulubieńców.

5. LA Rams i Jacksonville Jaguars mają już więcej zwycięstw na koncie niż w całym sezonie 2016. Są pierwszymi drużynami w tym roku, którym udała się ta sztuka.

6. Le’Veon Bell zaliczył 192 jardy z akcji (run + rec) przeciwko Bengals. Gra fenomenalnie, a jego dyspozycja pozwala  Steelers na odciążenie nierównego Roethlisbergera. Ale jeśli Pittsburgh dalej będzie wręczał piłkę swojemu RB 38 razy w meczu, nawet gdy wynik jest dawno rozstrzygnięty, to Bell znów będzie kontuzjowany na playoffy.

Z drugiej strony przyjemnie oglądać takie akcje:

7. Adrian Peterson zaliczył 21 jardów w 11 biegach w swoim drugim występie w barwach Cardinals. Obstawiam, że to będzie norma. Anomalią było raczej 134 jardy przed tygodniem. AP powinien już zakończyć swoją bogatą karierę, a nie rozmieniać się na drobne.

8. Z notatnika statystyka:

  • Drew Brees został czwartym graczem w historii (P. Manning, Favre, Brady), który zaliczył 500 podań na TD w karierze (sezon regularny plus playoffy)
  • Jacksonville Jaguars zaliczyli drugi mecz w tym sezonie z dwucyfrową liczbą sacków. To pierwszy taki wyczyn od „Nieblokowalnych” Bears z 1985 r. Nawet oficjalne twitterowe konto drużyny zmieniło nazwę na „#Sacksonville”

9. Ciasno się robi:

10. Tackle sezonu?


Komentarze

NFL, tydzień 7: Z dużej chmury wielka mgła — 9 komentarzy

  1. Calais Cambell robi różnicę, wystarczy porównać tegoroczny pass rush Jaguars i Cardinals

    dzięki za poprawę humoru tym tekstem

      • patrząc na terminarz i obecną (Bengals, Chargers, Cardinals, Seahawks, Colts, 49ers – czyli same zespołu ze słabymi lub bez OL) – to może zaliczyć te 23 sacki w sezonie

  2. „Przeciwko Redskins Wentz zanotował jedno fatalne wprost długie podanie”
    Ha ha ha.
    Przeciez to było 2nd and 34, więc zaryzykował i zrobił …punt. Mimo że Jones (nasz punter) jest naprawdę ok, to mógłby tak daleko nie dokopać jak rzucił Carson. ;) Więcej wiary kolego w Carsona!
    >>MVP MVP MVP<<
    :)
    Pozdrowionka!

  3. Aha… Carson nie jest lepszy do Eli Manninga? Popatrz na bilans NYG.
    6:1 > 1:6.
    Eli sucks!

    • Serio nie widzisz różnicy między otoczeniem obu rozgrywających? QB nie ma na boisku przez ok. połowę snapów. Równie dobrze można by powiedzieć, że Tom Savage jest lepszy od Wentza, bo przecież przed rokiem Texans mieli bilans lepszy niż Eagles. Co jest oczywistą bzdurą.

      Były serie meczów, kiedy Dalton czy Joe Flacco wyglądali jak obecnie Wentz. Wentz jest lepszy od Flacco. To na pewno. Czy od Daltona? Nie wiem. Od Manninga? Na razie na pewno nie. Eli nie ma do kogo podawać, nie ma kto go chronić. W takich warunkach Wentz wyglądałby jak Goff przed rokiem.

    • W uzupełnieniu: polecam przyjrzeć się Andy’emu Daltonowi sezon 2015. Statystyki jeszcze lepsze od Wentza i podobna sytuacja: solidny, ale nieelitarny QB z dobrym wsparciem.

  4. Gdzieś na jakimś forum znalzłem informację, że Rodgers może wrócić na wigilię. Poszło takie info ze źródeł zbliżonych go Green Bay czy to zwykła plota?

    • To pierwszy możliwy termin, kiedy może wrócić z IR z formalnego punktu widzenia. Inna sprawa jak będzie wyglądało jego zdrowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *