Nowe CBA – o co toczy się walka?

Pod koniec maja 2019 DeMaurice Smith, dyrektor Związku Zawodowego Graczy NFL (NFLPA), zaapelował do zawodników, by oszczędzali pieniądze w związku z „potencjalnym zatrzymaniem pracy trwającym nawet cały rok”. Chodzi oczywiście o Zbiorowy Układ Pracy (CBA), który wygasa po sezonie 2020. Do tego czasu pozostały jeszcze dwa lata grania, a NFL i NFLPA zasiadły już do pierwszych rozmów, ale wiele wskazuje, że lockout jest nieunikniony.

Czym właściwie jest lockout i o co chodzi w sporze pomiędzy „miliarderami i milionerami”, czyli właścicielami klubów NFL i zawodnikami?

 

Czym jest lockout?

Lockout1 to praktyka związana ze sporami płacowymi głównie w krajach anglosaskich. To niejako odwrotność strajku, bo „strajkującymi” są właściciele biznesu (fabryki, ligi, etc.). Właściciel firmy zamyka zakład pracy (stąd termin lockout, oznaczający w pewnym sensie „zamknięcie”), często fizycznie, przez zmianę zamków lub wynajęcie ochrony i nie dopuszcza pracowników do pracy. Celem jest wymuszenie pewnych ustępstw lub niedopuszczenie do strajku.

W Stanach w czasie lockoutu właściciele firm nie mogą zatrudnić stałych pracowników w miejsce tych nie wpuszczonych do pracy, a jedynie tymczasowych („na zastępstwo”). Z drugiej strony pracownicy nie dostają wówczas wynagrodzenia, choć przysługuje im zasiłek dla bezrobotnych, czyli traktowani są jak zwolnieni z pracy.

W zawodowych sportach amerykańskich (futbol, koszykówka, baseball, hokej) lockout następuje, gdy wygasa CBA, a nowego nie udało się wynegocjować. W obowiązującym CBA zawsze jest punkt, który zakazuje tak strajków, jak lockoutów.

Po co w ogóle CBA? Jest to wymóg prawa federalnego, pozwalającego obejść przepisy antymonopolowe (w dużym uproszczeniu). Wszyscy zawodnicy należą do związku zawodowego, który negocjuje w ich imieniu CBA. Dzięki temu zasady funkcjonowania są „ustalane” z pracownikami i teoretycznie wszyscy są szczęśliwi.

Lockouty w dużych amerykańskich ligach sportowych są czymś normalnym. NFL nie straciła ani jednego meczu z powodu dysput związkowych od strajku zawodników w 1987 r. To rekord, bo pozostałe duże ligi traciły mecze, a nawet całe sezony. Koszykarska NBA straciła 32 mecze sezonu 1998-99 i 16 meczów sezonu 2011-12. Baseballowa MLB musiała odwołać wszystkie mecze przedsezonowe i wydłużyć sezon 1990, by zmieścić wszystkie 162 spotkania. Hokejowa NHL jest jedyną ligą, w której anulowano cały sezon, a miało to miejsce w latach 2004-2005. Z kolei w NFL w 2012 r. mieliśmy wątpliwą przyjemność oglądania zastępczych sędziów, gdy liga zastosowała lockout wobec stałych arbitrów.

 

O co grają NFL i NFLPA?

CBA to dokument, który liczy sobie 70 rozdziałów i 15 załączników na 316 stronach. Określa podział zysków, zasady salary cap, kontrakty zawodników, reguły dotyczące offseason, politykę dyscyplinarną, antydopingową, ale też benefity i zasady opieki medycznej dla weteranów i emerytowanych zawodników.

Właściwie stanowisko negocjacyjne właścicieli jest proste – przedłużamy aktualnie obowiązujące CBA o 10 lat i gramy dalej. Tyle że zawodnikom nie bardzo się to podoba.

W negocjacjach w 2011 r. właściciele ugrali dla siebie wszystko co chcieli. Uzyskali lepszy podział zysków (53% przychodów trafia do klubów, 47% na salary cap), co więcej część przychodów klubów jest wyłączonych z kalkulacji salary cap, co de facto oznacza, że do graczy trafia mniej niż 47%. Wprowadzony nowy system debiutanckich kontraktów okazał się manną z nieba dla właścicieli, którzy mają dostęp do taniej siły roboczej, która nie może negocjować nowych kontraktów przez pierwsze trzy lata. Wybory w pierwszej rundzie są pod kontrolą klubu przez siedem lat (cztery lata kontraktu, opcja piątego roku, dwa franchise tagi), co stanowi skuteczny motywator dla zawodników, by podpisywać kontrakty wcześniej za cenę niższych zarobków. W efekcie w NFL ginie klasa średnia.

Co dostali w zamian zawodnicy? Lepsze benefity dla emerytów i opiekę zdrowotną po zakończeniu kariery co jest owszem, ważne, ale kosztowało właścicieli relatywnie niewiele. Ponadto krótszy offseason, uregulowanie treningów na obozach przedsezonowych i zmniejszenie obciążenia, zwłaszcza liczby uderzeń, na treningach w czasie sezonu. Wszystko to na pewno przekłada się na zdrowie i „zużycie” weteranów, ale… nie było koncesją właścicieli. Paradoksalnie właścicielom bardzo łatwo było odpuścić na tym polu, by ugrać koncesje finansowe. Restrykcje treningów dotykają głównie trenerów, a oni nie są stroną przy negocjacji CBA.

W sumie właściciele odpuścili na polach, na których im nie zależało, by ugrać koncesje w obszarach najważniejszych.

Skąd taka deklasacja w negocjacjach? Tak NFLPA, jak właściciele zdają sobie sprawę, jak bardzo ligowe „doły” boją się lockoutu. O ile Aaron Donald, Russell Wilson czy Odell Beckham nie będą mieli problemu, by cały rok grać w golfa zamiast w futbol, o tyle zawodnicy, którzy bujają się pomiędzy practice squadem i główną drużyną nie mogą sobie pozwolić, by tracić rok z krótkiej kariery na pozostawanie bezrobotnym.

W koszykówce, baseballu, a zwłaszcza w hokeju, zawodnicy podczas lockoutu mogą grać profesjonalnie w innych krajach. Co zrobią futboliści? Przyjadą do Europy, by grać za wikt, opierunek i 500 euro stypendium? Już bardziej opłaca im się iść pracować do McDonalda w ojczyźnie.

To dlatego tak prawdopodobny jest lockout w NFL w 2021 r. Właścicielom nie zależy na zmianach i mają czas. Zawodnikom będzie zależało na jak najszybszym porozumieniu, ale jeśli chcą coś ugrać, muszą pokazać, że lockout im nie straszny.

Dla NFLPA ideałem byłoby zlikwidowanie franchise tagu, ale na to właściciele klubów nie pójdą, podobnie jak na inny podział zysków. Co gorsza zawodnicy właściwie nie mają czego oddać w zamian za koncesje ze strony właścicieli. Oto jednak główne kwestie, o które mogą i powinni walczyć:

1. Skrócenie debiutanckich kontraktów. Przynajmniej o rok, a może nawet o dwa dla wyborów w kolejnych rundach. Dzięki temu na rynku będzie mniej taniej siły roboczej, bo debiutanci szybciej będą podpisywali nowe umowy już na warunkach rynkowych.

2. Zmiana sposobu rozliczania minimalnych wydatków. W tej chwili każdy klub musi wydać wciągu czteroletniego okresu rozliczeniowego minimum 89% salary cap w gotówce. To znaczy, że podstawą do określania wydatków jest salary cap, ale liczy się faktycznie wydana gotówka. Na przykład jeśli drużyna podpisze umowę z signing bonusem na 30 mln, z czego 20 mln przypada poza okresem rozliczeniowym, to i tak zostanie im zaliczone pełne 30 mln, bo zostało już wypłacone. Signing bonusy i restrukturyzacje pozwalają wypychać obciążenie w salary cap w przyszłość niemal w nieskończoność (przynajmniej dopóki salary cap nie przestanie rosnąć), więc są drużyny, które rok w rok wydają więcej niż wynosi salary cap (np. Saints czy Eagles). Podniesienie progu 89% lub skrócenie okresu rozliczeniowego zmusiłoby kluby do wydawania pieniędzy na zawodników na bieżąco.

3. Zlikwidowanie lub ograniczenie rolloverów. Rollover to przeniesienie niewykorzystanego miejsca w limicie płacowym na kolejny rok. Można to robić bez ograniczeń. W efekcie słabsze drużyny mogą bez konsekwencji zwolnić drogich weteranów i kompletnie zresetować skład, opierając go o tanich debiutantów i weteranów na pensji minimalnej. Gdyby niewykorzystane miejsce w salary cap przepadało (lub przepadało częściowo), drużyny miałyby mniejszą motywację do takich działań.

4. Zwiększenie pensji minimalnej i powiązanie jej z salary cap. W obecnym CBA minimalna pensja zależy od doświadczenia w lidze, ale na każdym poziomie rośnie tylko o 15 tys. dolarów rocznie. W efekcie salary cap wzrosło od 2011 r. o 56,3%, ale pensje minimalne tylko od 13,2% dla najbardziej doświadczonych do 32% dla debiutantów. Tymczasem tag dla zastrzeżonych wolnych agentów (RFA), powiązany z wysokością salary cap, wzrósł o 69%. Pensja minimalna może wydawać się trywialnym problemem, ale jak podaje overthecap.com na koniec sezonu 2019 ok. 60% zawodników z ważnym kontraktem w NFL grało na pensji minimalnej z ewentualnymi bonusami.

Na ile pozwolą właściciele? Zapewne pójdą na jakieś kosmetyczne ustępstwa, by dobrze to wyglądało PR-owo, ale dopóki zawodnicy nie będą skłonni stracić kilku wypłat, właściciele klubów nie mają powodów, by ustępować choćby na milimetr. A co gorsza świetnie o tym wiedzą.

Zostań mecenasem bloga:




  1. Istnieje też polski termin „lokaut”, ale pozostanę przy pisowni amerykańskiej, jako że „lokaut” w naszych warunkach jest właściwie niespotykany

Zobacz też

1 komentarz

  1. Przy poprzednich negocjacjach CBA i groźbie lockautu Tom Brady wraz z kilkoma innymi graczmi poszedł do sądu z pozwem w stylu, że łamane są prawa antymonopolowe, bo w związku z zawieszeniem rozgrywek on nie może wykonować pracy. Także zawodnicy nie są tak do końca bezbronni. O co w tym chodzi?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *