NFL przed sezonem 2020: NFC West

NFL NFC West

Zachód NFC to jedyna dywizja w NFL, w której wszystkie cztery drużyny mogą realistycznie myśleć o playoffach. Dla niektórych to plan minimum, dla innych byłby to spory sukces, ale nie ma tu ani jednego kompletnego outsidera.

 

San Francisco 49ers

Pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC South

AFC West

NFC East

NFC North

NFC South

Drużyna z Kalifornii była w zeszłym sezonie o krok od mistrzostwa. To drużyna zbudowana mądrze i, w przeciwieństwie do Rams, na lata. Oczywiście w NFL wszystko zmienia się błyskawicznie, ale w SF powstała ekipa, która może pozostać w czołówce w nadchodzących sezonach, o ile GM John Lynch nie zrobi żadnych głupstw.

W ofensywie najpoważniejszym znakiem zapytania jest quarterback. Czy Jimmy Garoppolo jest właściwym QB dla tej drużyny? Prawdopodobnie nie, ale jest wystarczająco dobrym, by nie stanowić ciężaru dla kolegów. Niejednej drużynie to wystarczyło. Jednak po sezonie 2020 kończy się większość gwarancji w jego umowie, więc to może być dla niego ostatnia szansa na pokazanie, że jest wart wielkich pieniędzy, nim klub zacznie szukać oszczędności w obciętym przez COVID-19 przyszłorocznym salary cap.

Nie jest do końca jasne kto będzie łapał piłki od Garoppolo. Sporo pofrunie w stronę George’a Kittle’a, który otrzymał nowy kontrakt i pozostaje jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym, tight endem w lidze. Gorzej wygląda pozycja WR. Deebo Samuel ma za sobą udany debiutancki sezon, ale wciąż nie skończył rehabilitacji po operacji stopy i nie wiadomo czy zdąży przed startem sezonu. Niners cenią Kendricka Bourne’a na tyle, by nałożyć na niego tag drugiej rundy RFA, ale w ciągu trzech lat kariery ani razu nie złapał piłek nawet na 500 jardów w sezonie. Pozyskany z Chargers Travis Benjamin wziął „COVID-ówkę”. W tej sytuacji ogromna presja będzie spoczywała na Brandonie Aiyuku, wybranym z #25 w tegorocznym drafcie. Zwłaszcza, że SF za możliwość wzięcia go z tym numerem oddali dodatkowo wybory w czwartej i piątej rundzie draftu.

Sytuacja w linii ofensywnej wygląda całkiem nieźle. Większość zeszłorocznej grupy pozostała na miejscu, co jest dobrą informacją. Na sportową emeryturę przeszedł Joe Staley, starter na LT od 2008 r. W jego miejsce Niners pozyskali Trenta Williamsa. Williams był jednym z najlepszych LT w NFL, ale cały poprzedni sezon spędził poza boiskiem w związku z konfliktem z poprzednim pracodawcą (Washington Jakkolwiek Się Nazywają), więc jego dyspozycja jest wielką niewiadomą.

W defensywie najważniejszą zmianą było oddanie DL DeForesta Bucknera do Colts. Wątpię, by ktokolwiek w SF był zadowolony z tego rozwiązania, ale klub nie mógł sobie pozwolić na nową umowę dla tego gracza. Zastąpić ma go wybrany z #14 w tegorocznym drafcie Javon Kinlaw.

Poza tym defensywa powinna wyglądać bardzo podobnie do zeszłorocznej. To dobre wieści, jeśli patrzymy na pass rush (Nick Bosa) czy linebackerów (Fred Warner). Nieco gorsze w secondary. Richard Sherman w wieku 32 lat może zacząć zdradzać pewne oznaki regresu formy, ale i tak jest zdecydowanie lepszy niż wszyscy zawodnicy, których Niners mogą wystawić jako cornerbacków na drugim skrzydle.

Niemniej defensywa powinna pozostać atutem drużyny, która na pewno będzie się liczyła w walce o najwyższe cele w NFC.

 

Seattle Seahawks

#LetRussellCook

Nawet Twitter wie, że kiedy ma się jednego z absolutnie najlepszych QB w lidze, należy dać im piłkę do rąk i pozwolić im wygrywać. Tymczasem Seahawks mają denerwujący zwyczaj walenia głową w mur przez trzy kwarty, a następnie panicznego wysyłania Wilsona na czwartą kwartę z misją „zrób coś”. O geniuszu ich rozgrywającego najlepiej świadczy fakt, że z reguły to „coś” mu się udaje.

Niemniej Pete Carroll i jego sztab trenerski podobno pozostają zaangażowani w utrzymanie znaczącej roli gry biegowej. Szkoda, że nikt w takim razie nie angażuje się we wzmocnienie linii ofensywnej, która pozostaje jedną z najgorszych w NFL. Seahawks wyrzucili z drużyny trzech zeszłorocznych starterów (C, RG, RT), ale sprowadzeni na ich miejsce zawodnicy nie dają wielkich szans na poprawę. W pierwszej rundzie draftu sięgnęli po linebackera, choć w osobach Bobby’ego Wagnera i K.J. Wrighta mają jeden z najlepszych duetów na tej pozycji. Liniowego wybrali dopiero w trzeciej rundzie. Brak wzmocnień dodatkowo dziwny, bo Seattle są jedną z nielicznych drużyn, które nie muszą w panice wyprzedawać graczy w oczekiwaniu na spadek salary cap w przyszłym roku.

Przynajmniej Wilson ma do kogo podawać. D.K. Metcalf i Tyler Lockett są jednym z najlepszych duetów na tej pozycji w NFL. Kolejną próbę powrotu do NFL ma podjąć Josh Gordon, który może dać kilka spektakularnych chwytów w sezonie, ale nie ma co liczyć na jego obecność w kluczowych meczach. Do drużyny dołączył TE Greg Olsen. Były gwiazdor Panthers najlepsze lata ma za sobą, ale wciąż może dawać ważne pierwsze próby w środkowej strefie boiska.

W obronie sytuacja wygląda bardzo dobrze w secondary i wśród linebackerów. Do ostatniej linii defensywy dołączył pozyskany z Nowego Jorku S Jamal Adams. Wagner i Wright gwarantują bardzo dobrą grę w środku, zwłaszcza ten pierwszy, który już na tym etapie kariery jest pewniakiem do Hall of Fame. Tylko nie bardzo wiadomo, na kogo można liczyć z przodu.

Seahawks nie przedłużyli umowy z Jadeveonem Clowneyem. Jestem w stanie zrozumieć, że żądania byłego #1 w drafcie są znacznie wyższe niż to, co są gotowi zapłacić Seahawks. Ale bez niego praktycznie nie mają pass rushu. Na stare śmieci wrócił Bruce Irvin, który tułał się po różnych klubach przez ostatnie lata, ale ten zawodnik nigdy nie grał na miarę #15 w drafcie, z którym Seahawks wzięli go w 2012 r., przedkładając go nad Wagnera i Wilsona – dwóch przyszłych członków Hall of Fame.

W Seattle mają drużynę ze sporym potencjałem i drugiego najlepszego QB w NFL. Ale wszystko może zaprzepaścić konserwatywne podejście trenerów do ofensywy i fatalna sytuacja na obu liniach.

 

Los Angeles Rams

W 2016 r. Rams byli jedną z najgorszych drużyn NFL. W 2018 r. grali w Super Bowl. Ten fantastyczny zwrot był możliwy głównie dzięki świadomemu postawieniu na „tu i teraz” kosztem przyszłości. Niestety dla fanów drużyny, przyszłość nadeszła.

Agresywne inwestycje Rams w latach 2017-18 i kilka lekkomyślnych umów dla wydraftowanych graczy sprawiły, że klub nie ma pieniędzy w limicie płac na transakcje na rynku, musi się pozbywać kosztownych weteranów, a wymiany ograniczyły dopływ świeżej krwi z draftu.

Już w zeszłym roku drużyna zaliczyła regres. Powodów było kilka, ale wśród najważniejszych należy wymienić słabszą postawę linii ofensywnej. Niestety w tym offseason klub nie uczynił niemal nic, by wzmocnić tę formację. W drafcie sięgnęli po liniowego dopiero z #250. Najważniejszym krokiem było przekonanie LT Andrew Whitwortha, by po raz kolejny odłożył sportową emeryturę o rok. Tyle że 38-letni liniowy już w zeszłym sezonie grał klasę słabiej niż przez większość swojej bogatej kariery. W efekcie można spodziewać się kolejnego regresu w tej formacji.

Z drużyną pożegnał się RB Todd Gurley, idealny przykład dla wszystkich, którzy uważają wysokie kontrakty dla RB za wyrzucanie pieniędzy w błoto. Offensive Player of the Year z 2017 r. ma zmiany zapalne w obu kolanach i w zeszłym sezonie był cieniem samego siebie. Mimo zwolnienia wciąż stanowi piąte największe obciążenie salary cap Rams w tym roku.

Trzecie to inny zawodnik, który spędzi sezon poza LA. WR Brandin Cooks został oddany w wymianie do Texans, pozostawiająca za sobą niemal 22 mln(!) martwych dolarów. Sportowo nie jest to może jakaś kolosalna strata dla drużyny, ale nie bardzo widać jego następcę. Na szczęście Cooper Kupp i Robert Woods wspierani przez TE Tylera Higbee i tak stanowią sporą grupę kompetentnych receiverów dla Jareda Goffa.

Spore straty poniosła defensywa. Pass rusherzy Dante Fowler i Clay Matthews to bardziej znane nazwiska, ale to LB Cory’ego Littletona będzie najbardziej brakowało. W ostatnich latach awansował ze special teamera na czołowego linebackera NFL. Drużyna dysponuje całkiem solidną secondary, a Aaron Donald na środku linii defensywnej to jeden z największych dominatorów współczesnej NFL. Jednak druga linia defensywy i pass rush będą ciągnęły w dół całą formację.

Jeśli w linii ofensywnej nie nastąpi nagły przełom, regres Rams będzie trwał dalej, choć wciąż pozostaną niebezpieczną drużyną.

 

Arizona Cardinals

Ekipa z pustynnego Phoenix ma szansę być tegorocznym czarnym koniem. Pierwszy sezon współpracy nowego szkoleniowca Kliffa Kingsbury’ego i #1 draftu 2019 Kylera Murraya wypadł całkiem udanie. Murray wygrał nagrodę dla debiutanta roku i „momenty były”. Teraz zadaniem trenera jest zamiana momentów na ustabilizowaną formę swojego quarterbacka.

Może to być o tyle kłopotliwe, że Cardinals, jak większość drużyn w tej dywizji, mają problemy z linią ofensywną. Miał ją wzmocnić powrót Marcusa Gilberta po kontuzji, ale zawodnik postanowił wziąć „COVID-ówkę”. W tej sytuacji największym wzmocnieniem formacji jest Kelvin Beachum. Nie należy on do najbardziej cenionych fachowców, ale zaliczył w karierze 99 startów w trzech różnych drużynach jako LT, więc i tak może okazać się najlepszym czym Cardinals dysponują na tej pozycji.

Murray nie może narzekać na brak celów. Do Larry’ego Fitzgeralda, jednego z najlepszych WR XXI wieku, dołączył DeAndre Hopkins, jeden z nielicznych graczy o porównywalnej klasie. Za sam transfer Hopkinsa z Houston Steve Keim powinien dostać nagrodę dla GM-a roku. Cardinals dysponują też solidną opcją #3 w osobie Christiana Kirka.

Jednak największa zmiana może zajść w defensywie. Przez większość sezonu 2019 obrona Cardinals była tragiczna, a gracze w fantasy football w ciemno wystawiali tight endów grających przeciwko Arizonie. Jednak w ostatnich tygodniach rozgrywek, po zwolnieniu kompletnie niepasującego do systemu Terrelle’a Suggsa, Cardinals niespodziewanie zaczęli funkcjonować sprawnie w defensywie. Dodatkowo wybrany z #8 w tegorocznym drafcie LB Isiah Simmons powinien być odpowiedzią na problemy z tight endami rywali.

W tej defensywie nie brak gwiazd, jak pass rusher Chandler Jones, CB Patrick Peterson czy S Budda Baker. Jednak to odpowiednie dopasowanie graczy do schematu może dać piorunujący efekt, o czym fantastycznie opowiada Brett Kollmann.

 

Mój typ: Dywizja dla Niners. Drugie miejsce i dzika karta dla Seahawks. Trzecia lokata dla Cardinals, a Rams na ostatnim miejscu.

 

Zostań mecenasem bloga:




Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *