NFL przed sezonem 2017: NFC South

Po raz drugi z rzędu mistrz NFC South zagrał w Super Bowl. W sezonie 2015 byli to Panthers, przed rokiem Falcons. Czy Sokoły czeka równie dramatyczny regres? Czy Panthers wrócą do mistrzowskiej dyspozycji? I kto zajął miejsce Jeffa Fishera jako „Mr 7-9”?

Dziś gościnnie Dominik Kędzierawski z polskiej strony fanów New Orleans Saints. Dominika znajdziecie też na Twitterze jako @dominikkdz

 

Atlanta Falcons

NFL NFC SouthFalcons byli o krok od mistrzostwa. A nawet nie o krok, co o ułamek milimetra. W tekście o Super Bowl 2017 naliczyłem przynajmniej pięć sytuacji, kiedy Falcons mogli ostatecznie i jednoznacznie rozstrzygnąć mecz.

Co ważne, Atlanta nie ma jakichś dużych dziur w składzie. Dwa lata temu Panthers dotarli do Super Bowl dzięki nadludzkiemu wysiłkowi Cama Newtona, który niósł na barkach drużynę o znacznie skromniejszym potencjale. Matt Ryan był liderem Falcons, ale miał wokół siebie znakomicie zbudowaną drużynę.

Po dobrym sezonie regres jest zawsze prawdopodobny, ale akurat Atlanta nie pasuje do wizerunku „szczęściarzy”. Zaawansowane metryki pokazują, że w dobrym sezonie Falcons nie było przypadku. Tak naprawdę można mówić o dwóch elementach, w których do drużyny uśmiechnęło się szczęście. Po pierwsze Matt Ryan miał nieproporcjonalnie dużo upuszczonych INT, innymi słowy piłek, które obrońca mógł przechwycić, ale tego nie zrobił. W sezonie 2016 defensorzy rywali złapali zaledwie 13,29% takich piłek, najniższy wynik u regularnych starterów. Średnia ligowa to ok. 40%, a w przypadku Andrew Lucka obrońcy złapali ponad 60% możliwych do przechwycenia podań (za presnapreads.com).

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC South

AFC West

NFC East

NFC North

NFC West – 3 września

Po drugie Falcons byli zdrowi. Czynnik zdrowia to coś, co drużyna kontroluje w bardzo ograniczonym zakresie. W zeszłym sezonie tylko dwie drużyny w NFL miały pięciu starterów w o-line, którzy zagrali ponad 90% snapów. Spotkały się w Super Bowl. Problem z linią Sokołów polega na braku sprawdzonych rezerwowych. Poważny uraz któregoś z tych graczy i życie Ryana staje się znacznie trudniejsze.

[EDIT: 1 września wieczorem Falcons oddali wybór z piątej rundy draftu 2018 za rezerwowego OT Broncos, Ty Sambrailo]

Jednak najpoważniejszym problemem jest odejście koordynatora ofensywy Kyle’a Shanahana, który dostał posadę HC w 49ers. Przed rokiem Shanahan stworzył system idealnie pasujący do silnych i słabych stron drużyny. Efektem była jedna z najlepszych ofensyw w historii NFL i zasłużony tytuł MVP dla Matta Ryana. Jego następca, Steve Sarkassian, ma tylko jeden sezon doświadczenia jako trener w NFL. W 2004 r. trenował rozgrywających w Oakland Raiders, którzy skończyli tamten sezon z bilansem 5-11.

Sarkassian ostatni rok spędził jako koordynator ofensywy Uniwersytetu Alabamy, który grał w oparciu o zone read i inne formy opcji z dużo biegającym rozgrywającym. Oczywiście nie znaczy to, że tak samo będą grali Falcons. Wątpię jednak, by playcalling Sarkassiana był równie idealnie skrojony pod Ryana i spółkę jak u Shanahana.

W offseason Atlanta nie straciła żadnego kluczowego gracza. Młodzi defensorzy nieco okrzepli i powinni być nieco lepsi niż w ostatnim sezonie zasadniczym (26. miejsce w lidze wg DVOA). Na linię trafi NT Dontari Poe, który ma za sobą kilka nierównych sezonów w Kansas City. Potencjał ma niewątpliwy, gorzej ze zdrowiem. W trzeciej linii do zdrowia wrócił CB Desmond Trufant, który podpisał nową umowę (68,75 mln/6 lat).

Falcons wciąż mają potencjał, by być w czołówce NFL. Dwa duże znaki zapytania to zdrowie o-line i spasowanie nowego koordynatora z jego ofensywą. Stawiam na lekki regres.

 

Tampa Bay Buccaneers

Trzy lata temu Bucs wygrali zaledwie dwa mecze i z #1 w drafcie 2015 wybrali Jameisa Winstona. Od tego czasu drużyna jest konsekwentnie wzmacniana i poprawia regularnie swój bilans w sezonie zasadniczym. Czy to już czas na pierwsze playoffy od 2007 r.?

Tegoroczny offseason to kolejne wzmocnienia. Póki Winston nie pożera zbyt wiele salary cap na debiutanckim kontrakcie, na Florydzie mają spore pole manewru. Tym razem skupili się głównie na ofensywie, która nieco niedomagała przed rokiem. Niedomagała głównie przez urazy. Jak na plagę kontuzji drużyna i tak radziła sobie nieźle, ale po dziesięciu sezonach bez playoffów „nieźle” już w Tampie nie wystarcza.

Najciekawszym nabytkiem jest WR DeSean Jackson, jeden z najbardziej niebezpiecznych reciverów przy dalekich piłkach w całej lidze. Wspólnie z Mikiem Evansem stworzy piekielnie silny duet na skrzydłach. Do tego w pierwszej rundzie draftu wybrali TE O.J. Howarda z Alabamy. Co prawda jest to raczej inwestycja na przyszłość, bo TE to jedna z najtrudniejszych pozycji w NFL i debiutanci rzadko odgrywają poważną rolę. W swoim debiutanckim sezonie Rob Gronkowski miał 546 jardów, Antonio Gates 389 jardów, Jimmy Graham 356 jardów, a Jason Witten 347 jardów.

Co ciekawe w drużynie został RB Doug Martin. Kiedy przepłacony RB został zawieszony za nadużywanie narkotyków, wydawało się, że zostanie zwolniony z Tampy. Zawieszenie anulowało wszystkie pozostałe gwarancje, a jednak Martin przygotowuje się do sezonu z drużyną. W 2015 r. miał 1402 jardy po ziemi, przed rokiem tylko 421. Zarobi w tym roku 7 mln dolarów.

Nieco wzmocniona została defensywa, głównie pozycja safety. Z Dallas przyszedł J.J. Wilcox, z kolei w drugiej rundzie draftu Bucs pozyskali Justina Evansa.

Na koniec warto jeszcze zauważyć, że pracę stracił kicker Robert Aguayo. Zaledwie przed dwoma laty Bucs oddali dwa wybory w drafcie za prawo do wzięcia go z #59. Okazał się jednym z najgorszych kickerów w tym stuleciu.

W Tampie konsekwentnie budują drużynę wokół Winstona. Jeśli młody rozgrywający nie zaliczy jakiegoś regresu, to w tym roku czas na playoffy.

 

New Orleans Saints

Autor: Dominik Kędzierawski, SAINTS/PELICANS.PL

7-9. 7-9. 7-9. Przez ostatnie trzy lata w Bayou panowała stabilność. Choć nie taka, na jaką wszyscy fani Świętych mieli nadzieję. Po dotarciu na sam szczyt i wygraniu Super Bowl, Saints popełnili wiele złych decyzji. Gdy tylko kariery zaczęli kończyć tacy zawodnicy jak Jabari Greer czy Jonathan Vilma, wszystko zaczęło się sypać. Kiedy oni zniknęli, na jaw wyszły wszystkie zmarnowane wybory w drafcie. Nie licząc Terrona Armsteada, Saints przez kilka lat nie trafili z wyborem poza pierwszą rundą.  Jeszcze w 2013 roku, Saints mogli się poszczycić jedną z najlepszych defensyw ligi, kiedy debiutujący w Nowym Orleanie Rob Ryan odmienił defensywę zespołu. Rok później? Drugą od końca. Paniczne próby pierw wzmocnienia, a potem połatania tej defensywy nie pomogły, a ruchy takie jak Brandon Browner ściągnęły tę defensywę poniżej jakiegokolwiek dna. Nic dziwnego więc, iż Sean Payton postanowił gruntownie przebudować zespół. Nie miał jednak tego komfortu, który obecnie mają np. 49ers, pozwalającego mu powoli zbudować zespół. Działał więc szybko. Dzisiaj w Big Easy nie ma ani Ryana, ani starych skautów, ani większości personelu i ani jednej pomyłki transferowej. Nie ma też Jimmy’ego Grahama, Kenny’ego Stillsa oraz Brandina Cooksa, czym Payton zagrał kartą Bila Belichika – dla większego dobra był w stanie wymienić niemal każdego. To wszystko w zaledwie trzy lata.

I oto jesteśmy w 2017, a plan Paytona wydaje się działać. Brees wydaje się coraz młodszy z każdym kolejnym sezonem, a wokół niego zaczyna dominować młodzież. Bez zbędnego przedłużania, oto Saints 2017:

Tak długo, jak w Big Easy są Brees oraz Payton, ofensywa Świętych będzie w czołówce. Nie zmieni tego odejście Brandina Cooksa, tak jak nie zmieniło tego odejście Jimmy’ego Grahama. I bez niego Drew wciąż ma wiele broni: rosnącą gwiazdę Michaela Thomasa, jednego z najlepszych slot receiverów ligi w postaci Williego Sneada oraz następcę Cooksa – Teda Ginna. Oczekiwanie, iż Ginn zastąpi produkcję Cooksa nie ma żadnego sensu, ale sam zawodnik wnosi o wiele więcej wszechstronności. Ginn jest o wiele bardziej użyteczny w screen game i wnosi wartość jako returner. Nie można także zapomnieć o Cobym Fleenerze, który ma wiele do udowodnienia. A broni go przetrzebiona przez kontuzje, acz bardzo dobra linia ofensywna. Nawet bez Terrona Armsteada, który jest najlepszym bodyguardem Breesa, rozgrywający Saints ma zazwyczaj dużo czasu w kieszeni. Jedynym problemem mogą się okazać niepewne snapy, jeśli Max Unger nie będzie gotów na Vikings. Jest to jednak bardzo wątpliwe.

Kolejne sezony z Breesem powyżej 4000 jardów to już szara codzienność NFL. To, co budzi małą ekscytację wokół sezonu Saints, to ich gra biegowa. Mark Ingram w końcu przekroczył tysiąc jardów. Dołączył Adrian Peterson. A wisienką na torcie jest szwajcarski scyzoryk z Tennessee – Alvin Kamara, za którego Saints oddali drugorundowy wybór w przyszłym roku. Ileż razy słyszeliście, iż to za duży tłok? Ileż razy, iż Peterson nie pasuje do Saints? Cóż, to błędne założenia. Payton lubi rotować swoimi biegaczami, a każdy wnosi co innego do gry. Operuje on systemem „north-south”, polegającym na otwarciu dziury w defensywie rywali i jak największej możliwej zdobyczy jardowej. Nie jest to system idealny dla biegaczy wymagających dużej ilości prób,  ale sprawdza się idealnie przy biegaczach pokroju Ingrama, dzięki oparciu biegów na zone runach. Peterson, mimo lat na karku wciąż potrafi się urwać obronie, dzięki czemu powinien się odnaleźć bez większego problemu, mimo ograniczonych dotyków. Nie można jednak wykluczyć wymieszania tego systemu wraz z systemem power, bardziej pasującym dla jego gry. Payton również bardzo lubi grać sześcioma liniowymi, więc nie powinno być problemów z dostaniem AP na wolne pole. Saints mają tutaj pomysł, co jest bardzo dobrym znakiem, gdyż 2 z 3 ich najlepszych sezonów ostatniej dekady przyszły wraz ze zbilansowaną ofensywą.

Na koniec zaś najważniejsze – defensywa. Już miniony sezon był sukcesem, gdyż Saints byli już tylko 27 defensywą pod względem oddanych jardów, mimo przetrzebienia przez kontuzje – m.in. tracąc dwóch podstawowych CB w pierwszych dwóch tygodniach. Urazy znowu nie oszczędzają Świętych, którzy już stracili Nicka Fairleya oraz przez błąd sztabu – Delvina Breaux. Mimo to, w Nowym Orleanie nie panuje panika. Rozsądne ruchy w wolnej agenturze i stosunkowo trafione wybory w drafcie zbudowały podstawy solidnego unitu. Dennis Allen zaś udanie nim przewodzi co widać było w tegorocznym preseason. Obrona wyglądała na zgraną oraz dobrze się rozumiejącą. Krycie było świetne, a presja na QB rywali była nieustanna. Zarówno pośród starterów, jak i rezerwowych. Saints już rok temu generowali dużo presji, ale nie potrafili przekuć tego w sacki. Teraz poprawione krycie daje im więcej czasu na dokończenie roboty. W pełni zdrowia są do tego Hau’oli Kikaha oraz Sheldon Rankins. Trudno oczekiwać od tej obrony skoku takiego, jak w pierwszym sezonie Roba Ryana, ale można być pewnym, iż już nie będą pośmiewskiem NFL. To młody i atletyczny unit, wspomagany przez solidnych weteranów. Do tego mający dobrą glębię. To unit na lata.

A więc mając to wszystko na względzie, na co realnie stać Saints? Choć zespół bardzo, a to bardzo przypomina mistrzowski zespół Saints w sposobie jaki jest budowany – weterani na tych samych pozycjach, tak samo debiutanci; tak wątpię, aby raz jeszcze zaczął sezon od trzynastu wygranych z rzędu. Ponadto NFL nie dała Świętym zbyt wielu przysług w terminarzu. Lecz nikt na nich nie stawia, więc mogą naprawdę zaskoczyć. Czy są w stanie wygrać dywizję? Oczywiście, ale defensywa musiałaby osiągnąć poziom czołowej w lidze. Czy wygrają? Niestety jestem sceptyczny. Ten zespół stać na 9/10 wygranych i walkę o dziką kartę. I to jest realny sufit tego zespołu. Jeśli tylko zdrowie dopisze, stać ich na to. Wszystko, byle nie 7-9.

 

Carolina Panthers

Panthers 2015 byli zespołem znacznie słabszym niż 15-1. Prawdopodobnie jednak nie tak słabym jak wskazywałby bilans 6-10 w 2016 r. Podstawową różnicą był Cam Newton, a konkretnie jego zdrowie. W drugiej połowie sezonu było widać, że rozgrywający Panthers ma problemy z barkiem, co potwierdziła offseasonowa operacja. Styl gry Newtona sprawia, że jest on bardziej narażony na uderzenia, a do tego dramatycznie słaba linia ofensywna zwiększa ryzyko.

W Charlotte próbowali poprawić linię ofensywną, ale dawanie potężnego kontraktu Mattowi Kalilowi nie było najlepszym pomysłem. Michael Oher wciąż nie wyszedł z concussion protocol i nie wiadomo czy kiedykolwiek wyjdzie. Michael Remmers przeniósł się do Vikings, co nie było dla Panthers dużą stratą. Ale dawanie Kalilowi większych pieniędzy niż Andrew Whitworth dostał w Los Angeles to grube nieporozumienie.

Być może część obciążenia zdejmie z Newtona #8 tegorocznego draftu, czyli RB Christian McCafffrey. McCaffrey reklamowany był jako wzorcowy nowoczesny RB: biega, łapie i blokuje, może grać też jako slot reciver. Jeśli prognozy się spełnią, Newton dostanie cenną broń, ale z debiutantami różnie bywa. Poza tym ofensywa będzie wyglądała z grubsza podobnie jak przed rokiem, co nie jest specjalnie dobrą rekomendacją.

W obronie do drużyny dołączył Julius Peppers, który chce zagrać ostatni sezon w NFL tam, gdzie grał pierwszy. Nie będzie nikim więcej niż sytuacyjnym pass rusherem, a i w tej roli w wieku 37 lat będzie mu ciężko coś zwojować. Do tego nowe umowy dostali liniowi Mario Addison i Kawann Short. Na safety kwotę zbliżoną do minimum dla weterana dostał Mike Adams, który ostatnie trzy sezony spędził w Indianapolis.

Skład Panthers nie budzi większego zaufania. To drużyna, która zajdzie tak daleko, jak zaprowadzi ją Newton. Co oznacza dość szybki koniec, jeśli będą go chronić równie fatalnie jak przed rokiem.

 

Mój typ: Dywizja dla Bucs, dzika karta dla Falcons. Panthers i Saints w okolicy 6-8 zwycięstw i bez playoffów.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

NFL przed sezonem 2017: NFC North

NFC North to dywizja Aarona Rodgersa i jak co roku to Packers są „team to beat”. Nie jest to niemożliwe, ale pozostałe zespoły z tej dywizji jakoś nie poczyniły w tym kierunku dużych kroków w offseason. Choć w Minnesocie może wystarczyć, że będą zdrowsi.

 

Green Bay Packers

NFL NFC NorthJak długo Aaron Rodgers prowadzi atak Green Bay Packers, tak długo drużyna z Wisconsin pozostaje kandydatem do wygrania NFC. Tyle że Rodgers nie może wszystkiego robić sam, więc co roku czegoś brakuje.

W zeszłym roku była to obrona. Właściwie tylko duet safety, pass rusher Nick Perry oraz DL Mike Daniels spisywali się na miarę oczekiwań. Perry został wynagrodzony absurdalnie wysokim kontraktem, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że był to jego pierwszy udany sezon po trzech niewypałach z rzędu.

Kluczowym problemem była kwestia cornerbacka, gdzie niespodziewanie #1 został Ladarius Gunther, pracowity chłopak, ale z talentem na głębokiego zmiennika i special teamera. Efektem był Julio Jones, który przebiegł się po defensywie GB jak chciał.

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC South

AFC West

NFC East

NFC South

NFC West – 3 września

Do zdrowia powracają Damarious Randall i Quinten Rollins, ale wątpliwe by któryś z nich stanowił duże wzmocnienie. Większe nadzieje fani Packers mogą wiązać z tegorocznym debiutantem Kevinem Kingiem oraz powrotem Davona House’a, który ostatnie dwa lata spędził w Jacksonville. Niby najlepszą szansą na wygraną na loterię jest kupienie jak największej liczby losów, ale jakoś nie jestem pewien czy ta ilość przejdzie w jakość.

Słabo wygląda też pass rush. Clay Matthews nie zagrał pełnych 16 meczy jako pass rusher od debiutanckiego sezonu. Udało mu się to w latach 2014-15, ale wtedy grał głównie na ILB. Gdy wrócił na swoją nominalną pozycję przed rokiem, od razu opuścił cztery mecze po urazach, w preseason też miał problemy ze zdrowiem. Moje wątpliwości co do Nicka Perry’ego przedstawiłem wyżej, a poza tym zdążył już skręcić kostkę w meczu przedsezonowym i „może” będzie gotowy na pierwszy mecz sezonu zasadniczego. Za tą dwójką… długo, długo nic. Tradycyjnym problemem pozostaje pozycja środkowego linebackera.

[EDIT: 30 sierpnia wieczorem Packers podpisali Ahmada Brooksa z 49ers. Jeśli zostały mu jeszcze jakieś siły, to może pełnić podobną rolę w drużynie co wcześniej Julius Peppers]

Przynajmniej w ataku wszystko będzie ok, prawda? Fakt, udało się pozyskać wreszcie TE z prawdziwego zdarzenia. Nierównego Jareda Cooka zastąpi wszechstronny Martellus Bennett, który daje naprawdę sporo możliwości w ofensywie. Pytanie tylko czy Mike McCarthy będzie w stanie go wykorzystać.

Nieco gorzej przedstawia się sytuacja przed Aaronem Rodgersem. Rok temu odszedł T.J. Lang, w tym roku Josh Sitton. Rok temu odszedł Josh Sitton, w tym roku T.J. Lang. Dodatkowo wszechstronny J.C. Tretter zasilił Browns. W efekcie center Corey Linsley będzie miał po obu swoich stronach niesprawdzonych partnerów i fenomenalna w ostatnich latach pass protection, która pozwalała Rodgersowi na improwizację, może w tym roku nie trzymać się tak dobrze.

O ile młodzi CB Packers nagle nie „zaskoczą”, to nie widzę GB w Super Bowl.

 

Detroit Lions

Lwy dość niespodziewanie weszły przed rokiem do playoffów, ale raczej nie ma co liczyć na powtórkę. Zaledwie jedno z dziewięciu spotkań przed rokiem wygrali wyżej niż jednym posiadaniem, mieli ujemny bilans małych punktów, a DVOA sytuowało ich na 27. miejscu w lidze, między Jaguars i 49ers.

Dodatkowo mocno ograniczona salary cap nie pozwoliła na spektakularne wzmocnienia. Udało im się zainwestować w największą słabość – linię ofensywną. Pozyskali RT Ricka Wagnera i RG T.J. Langa. W tym drugim przypadku przy okazji osłabili lokalnego rywala z Green Bay. Musieli jednak zapłacić premium za obu graczy. W przypadku Wagnera wręcz zrewolucjonizowali rynek na RT. Na domiar złego w czerwcu operację przeszedł ich LT Taylor Decker i będzie wyłączony z gry od czterech do sześciu miesięcy. W efekcie lewą stronę Matta Stafforda chronić będzie Cam Robinson, który był tak słaby, że pozbyli się go nawet LA Rams.

Miejsca pod czapką jest niewiele, a Lions wciąż nie podpisali nowej umowy z Ziggym Ansahen, który będzie grał na opcji piątego roku z pensją przeszło 12,7 mln dolarów.

Nową umowę dostał za to Matt Stafford. 135 mln/5 lat daje rekordową średnią 27 mln rocznie, ale to nie sumaryczna kwota stanowi o jakości kontraktu. Dwa kluczowe parametry to pieniądze gwarantowane w momencie podpisania oraz kwota wypłacana przez pierwsze trzy lata umowy. Matt Stafford dostał aż 50 mln dolarów singning bonusu! W pełni gwarantowana kwota to 60,5 mln. W trzy lata dostanie 87 mln.

Porównajmy to z dwoma innymi spektakularnymi umowami: Dereka Carra i Andrew Lucka. Carr dostał 40 mln gwarancji (dwie trzecie tego co Stafford) i 67,7 mln w trzy lata (ok. 78% kontraktu Stafforda). Umowa Carra, choć średnia jest imponująca, tak naprawdę jest najsłabsza z tych trzech. Luck dostał 44 mln gwarancji oraz 75 mln w trzy lata.

Lions nie mieli większego wyboru. Potrzebowali miejsce pod czapką płacową (nowa umowa zwalnia 6 mln na ten sezon), nie mają alternatywy dla Stafforda, który zapewne dostałby na rynku nawet 30 mln/rok od Browns czy 49ers. W odwodzie pozostawałby franchise tag. Dwukrotny tag dla Stafforda wynosiłby 59,5 mln, co w połączeniu z 16,5 mln pensji w tym sezonie dałoby 76 mln. To był bardzo mocny argument po stronie drużyny i jeszcze bardziej pokazuje jak bardzo obóz Stafforda wygrał negocjacje.

Stabilizacja na rozegraniu to cenny atut, o ile Lions będą go w stanie ochronić.

 

Minnesota Vikings

Zaczęli poprzedni sezon od 5-0, a potem kompletnie się posypali. Przyczyny były dwie: jednowymiarowa ofensywa, dla której kulą u nogi była fatalna linia ofensywna oraz plaga kontuzji w świetnej defensywie, która zaczęła na bardzo wysokim poziomie, by z meczu na mecz grać gorzej.

Jak na razie urazy omijają defensywę, w której wracają wszyscy najważniejsi zawodnicy. To oznacza, że Vikings powinni być bardzo mocni po tej stronie piłki. Wątpliwości znów budzi ofensywa.

W Twin Cities pozbyli się Adriana Petersona. Nawet ikona klubu nie jest warta 18 mln dolarów w wieku 32 lat. Tylko czy płacenie Lataviusowi Murrayowi 15 mln/3 lata to na pewno najlepsze rozwiązanie, by go zastąpić? Murray niewiele osiągnął za bardzo dobrą linią w Oakland, wątpliwe by udało mu się to w MInnesocie.

Nie poprawiła się sytuacja w linii ofensywnej. Co prawda Vikings wydali sporo pieniędzy, by upewnić się, że T.J. Clemmings nie wstanie z ławki, ale można mieć wątpliwości czy Riley Reiff i Mike Remmers to faktycznie goście, którym warto płacić w sumie ponad 20 mln dolarów rocznie. Gorzej pewnie być nie może, ale to wcale nie znaczy, że będzie lepiej.

Vikings nie mieli w tym roku wyboru w pierwszej rundzie draftu, bo oddali go do Eagles za Sama Bradforda. Bradford rozegrał najlepszy sezon w karierze. Trochę z konieczności, a trochę ze względu na własne ograniczenia grał głównie krótkie piłki, ale robił to na tyle skutecznie, że trudno mieć do niego pretensje o słabość ofensywy Minnesoty. Podobno do zdrowia wraca Teddy Bridgewater. Zapewne ktoś z tej dwójki odejdzie za rok, ale na razie nie wiadomo czy Bridgewater zdoła wejść na poprzedni poziom sportowy.

Kusi mnie, by napisać, że Vikings zajdą tak daleko, jak zaprowadzi ich obrona, ale to nieprawda. Obrona będzie ich trzymała na powierzchni, a ostateczny wynik zależy od dyspozycji ataku. Na miejscu fanów nie liczyłbym z tej strony na zbyt wiele.

 

Chicgao Bears

Sezon 2017 będzie trzecim rokiem wspólnej pracy duetu HC John Fox – GM Ryan Pace. Jak na razie nie mogą się pochwalić specjalnymi sukcesami. Dwa ostatnie sezony to w sumie bilans 9-23. Stąd dość nerwowe ruchy w offseason, bo nawet najbardziej cierpliwy właściciel zacznie wymagać efektów po trzech latach.

Jak można się było spodziewać, po ośmiu latach era Jaya Cutlera w Chicago dobiegła końca. Cutler awaryjnie trafił do Miami, a w Chicago rozpoczęły się desperackie poszukiwania nowego asa na rozegraniu. Brian Hoyer został wypuszczony do San Francisco, a w jego miejsce ściągnięto Michaela Glennona, dając mu roczną umowę na 18,5 mln z dwoma latami opcji dla drużyny. Wątpię, by o Glennona była aż taka konkurencja, by dawać mu 18 mln, pewnie za połowę tej kwoty też by podpisał.

Ale to nie koniec atrakcji. W maju Bears oddali do San Francisco #67 i #111 w drafcie 2017 oraz wybór w trzeciej rundzie draftu 2018 za prawo do przesunięcia się o jedno miejsce w górę i wybór Mitchella Tubiskiego. Młody rozgrywający to duży znak zapytania, a cena była bardzo wysoka. Jeśli Trubisky okaże się quarterbackiem przyszłości w Chicago to cena nie będzie za wysoka. Ale jeśli oba nabytki na rozegraniu okażą się niewypałem, Fox i Pace zostaną bez pracy w 2018 r.

Cały ten kapitał zainwestowany w wątpliwe rozwiązania na rozegraniu można było wykorzystać inaczej, bo potrzeb jest dużo. Przede wszystkim nie bardzo wiadomo, do kogo miałby podawać nowy QB (ktokolwiek nim będzie). Alshon Jeffery wybrał Eagles. Cam Meredith, najlepszy reciver Bears w zeszłym sezonie, zerwał ACL w preseason. Z Tennessee pozyskali Kendalla Wrighta, a z New York Giants Victora Cruza, ale kariery obu tych obiecujących zawodników przerwały kontuzje i wątpliwe, by odzyskali dawną dyspozycję.

Miśki nieco wzmocniły secondary. Prince Amukamara i Marcus Coper nie są może gwiazdami, ale całkiem solidnymi opcjami na cornerbacku już jak najbardziej.

Czy jest jakaś nadzieja dla Chicago na ten sezon? Jeśli Trubisky i kilku nieznanych graczy nagle okażą się gwiazdami, to są szanse powalczyć o playoffy. Znacznie bardziej prawdopodobna jest jednak walka o #1 w drafcie.

 

Mój typ: Żadna z tych drużyn nie budzi we mnie większego zaufania. Z braku laku dywizja dla Aarona Rodgersa. Drugie miejsce, ale bez playoffów, dla Vikings, trzecie dla Lions, a dywizję zamkną Bears.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

NFL przed sezonem 2017: NFC East

W zeszłym sezonie NFC East współzawodniczyła z AFC West o miano najsilniejszej dywizji w NFL. Jak będzie w tym roku? Wiele wskazuje, że znów będzie tam bardzo ciekawie, choć Redskins znów pokazali, że są jedną z najbardziej dysfunkcyjnych organizacji w lidze.

Dzisiaj gościnnie dołącza do mnie Elimgrey, którego możecie znaleźć na Twitterze. To najlepsze polskie źródło wieści, plotek i spekulacji na temat New York Giants w Polsce, a w poniższym tekście pisze oczywiście o swojej ulubionej drużynie.

 

Dallas Cowboys

NFL NFC EastDziwny ten offseason w wykonaniu Cowboys. Po raz pierwszy od dekady podstawowym QB nie jest Tony Romo, żadnych dziwnych transferów, kontrowersyjnych kontraktów i kolejnych restrukturyzacji, by upchnąć drużynę pod czapką płac. Przynajmniej liczba zawieszonych się zgadza.

Tony Romo przesiadł się do budki komentatora, a jego miejsce zajmie Dak Prescott. Na razie jednak Cowboys nie skorzystają w pełni z ogromnej przewagi konkurencyjnej jaką jest niski kontrakt ich podstawowego QB, bo przez najbliższe dwa sezony będą spłacali prawie 20 mln martwych dolarów z kontraktu Romo.

Prescott w zeszłym sezonie był statystycznie nie tylko najlepszym rookie QB od dawna, ale i jednym z najlepszych rozgrywających w całej lidze. Ten sezon będzie dla niego znacznie trudniejszy. Ubiegłoroczna kampania znacznie podniosła oczekiwania względem niego. Tymczasem przystępuje do niej bez RB Ezekiela Elliotta, zawieszonego na sześć spotkań za przemoc domową. Z przodu będzie miał mniej spokoju, bo z drużyną pożegnali się Ronald Leary (Denver) i Doug Free (emerytura). Cowboys nie wzięli nikogo nowego na linię ofensywną, więc ta formacja, choć wciąż dobra, powinna być nieco słabsza.

Znacznie gorzej będzie wyglądała obrona, a zwłaszcza secondary. Barry Church, J.J. Wilcox, Brandon Carr i Marris Claiborne odeszli do innych drużyn. Co prawda Cowboys wzięli w drafcie aż czterech DB, ale wątpliwe, by ta grupa od razu była w stanie zapewnić secondary na choćby średnim poziomie. DE Randy Gregory znów został zawieszony na cały sezon. Wsparciem pass rushu może za to okazać się #28 tegorocznego draftu Taco Charlton, wiele wskazuje, że w NFL wreszcie zadebiutuje LB Jaylon Smith, który stracił ubiegły sezon po katastrofalnej kontuzji kolana. Niemniej nawet genialny DC jakim jest Rod Marinelli będzie miał problemy, by poskładać coś sensownego.

Cowboys mają sporo wartościowych elementów, ale czeka ich regres, podobny, choć może nie aż tak głęboki, jak w 2015 r.

 

New York Giants

Autor: @Elimgrey

Zarówno wśród fanów jak i w nowojorskich mediach popularna jest opinia, że jest to najbardziej utalentowany zespół Giants licząc od sezonu 2008.

Skąd tyle optymizmu?

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC South

AFC West

NFC North

NFC South

NFC West – 3 września

Po pierwsze – w niemal tym samym składzie wraca defensywa, która w 2016 pociągnęła zespół do 11 wygranych (jedyną istotną zmianą personalną jest brak DT Johnathana Hankinsa).

Po drugie – Eli Manning otoczony jest być może najlepszym w całej swej karierze arsenałem broni. Tezy tej nie negują nawet pesymiści, tyle że zaraz pytają, czy będzie w stanie go wykorzystać wskazując palcem na linię ofensywną. Owszem, na papierze to największa słabość drużyny ale przypomnę, że w 2015 Giants nie mieli problemów ze zdobywaniem i punktów i jardów, mimo że przez większość sezonu w OL grała de facto ta sama piątka, która zagrać ma teraz. W meczach przedsezonowych ochrona quarterbacka wygląda przyzwoicie, gorzej jest z robieniem ścieżek dla biegaczy.

Tak jak nie mam wątpliwości, że linia nie jest atutem drużyny, tak moim zdaniem w 2016 największym problemem Giants był brak talentu wśród playmakerów i przewidywalny play-calling. Rywale ochoczo ustawiali cover-2 (schemat defensywny z dwoma głęboko cofniętymi safeties), czyli mówiąc po polsku rzucali wyzwanie: „My ograniczamy szkody, jakich może nam narobić Beckham, a wy pobijcie nas w inny sposób”. Nowojorczycy nie umieli na to odpowiedzieć. Dodatkowo historycznie rekordową liczbę snapów (92%) grali w tzw: „personnel 11” (1 RB + 1 TE + 3 WRs) i w efekcie wraz z biegiem sezonu ich ofensywa stała się łatwa do odczytania dla rywali.

Wiosną, NYG mocno zainwestowali w ignorowaną przez lata pozycję tight enda, draftując w pierwszej rundzie Evana Engrama (na boisku porównuje się go do Jordana Reeda i Aarona Hernandeza). Wcześniej w „okienku transferowym” ściągnęli z Vikings Rhetta Ellisona, którego kartą przetargową jest blokowanie (ostatnim graczem w składzie Giants grającym na tej pozycji który umiał to robić był Martellus Bennett w 2012 roku).

Nowym graczem w drużynie z najgłośniejszym nazwiskiem jest WR Brandon Marshall – gość który poza swoim debiutanckim sezonem, całe życie w nfl spędził jako go-to-guy. Tymczasem w Giants w najlepszym wypadku będzie numerem 2 a jego najważniejszym zadaniem będzie ściąganie presji z Beckhama oraz pomoc w red zone i przy trzecich próbach – sytuacjach w których NYG mieli sporo problemów przed rokiem. Tylko ten jeden ruch sprawił, że trójka OBJ, Marshall i Shepard pojawia się we wszystkich dyskusjach o najlepszym korpusie receiverów w nfl.

Dzięki tym zmianom cover-2 i 92% snapów granych w „personel 11” ma stać się historią. Jeśli zdrowie dopisze, OL nie zaprzepaści potencjału ofensywy a defensywa utrzyma ubiegłoroczny poziom, realne wydają się ambicje, by przynajmniej poprawić ubiegłoroczny wynik (runda dzikich kart) choć celem ostatecznym, jak co roku, jest postawienie kolejnego Trofeum Lombardiego w klubowej gablocie.

 

Washington Redskins

Drużyna ze stolicy słynie z dziwacznych sytuacji, w czym niemały udział ma kontrowersyjny właściciel Dan Snyder. Tym razem wyrzucili z pracy generalnego managera w dniu rozpoczęcia free agency. Problemy Scota McCloughana z alkoholem były powszechnie znane jeszcze zanim przyszedł do Redskins, ale jeśli faktycznie nałóg był problemem, można się go było spokojnie pozbyć w lutym. Pierwszy dzień podpisywania wolnych agentów to najgorszy dzień na zmiany we front office.

Co więcej nie udało się osiągnąć porozumienia z Kirkiem Cousinsem. QB Redskins zagra drugi sezon z rzędu na franchise tagu, a relacje między nim a klubem wydają się mocno nadwyrężone. Niewykluczone, że za rok Cousins zmieni klub (49ers?), a ekipa z D.C. zostanie z wyborem kompensacyjnym w trzeciej rundzie.

Do tej pory Cousins korzystał z bardzo dobrego korpusu reciverów, jednak z jego ulubionych celów pozostał tylko TE Jordan Reed. DeSean Jackson i Pierre Garcon odeszli odpowiednio do Tampy i San Francisco. W ich miejsce Redskins pozyskali Terelle Pryora i Briana Quicka, ale trudno powiedzieć, by per saldo drużyna wzmocniła się na tej pozycji.

Na plus w stolicy można zapisać wzmocnienia w defensywie. Za półdarmo pozyskali LB Zacha Browna z Bills, który zmienił pozycję i rozegrał sezon życia, a mimo to dostał jedynie roczną umowę na 2,5 mln. Na linię defensywną trafią pozyskany z Raiders Stacy McGee i Terrell McClain z Cowboys.

Ten sezon powinien pokazać, czy Cousins rzeczywiście jest czołowym QB w NFL, czy korzystał ze znakomitego korpusu reciverów maskującego jego wady. Jednak niezależnie od Cousinsa, zamieszanie nie posłuży Redskins, którzy zaliczą spory regres.

 

Philadelphia Eagles

Orły to drużyna, na którą wskaże każdy nerd, zapytany o zespół NFL, który powinien zrobić największy postęp w 2017 r. Przed rokiem Philly zanotowali bilans 7-9, choć małe punkty wskazywały, że powinni wygrać 9 spotkań. Zanotowali bilans 1-8 w meczach rozstrzygniętych różnicą jednego posiadania piłki. Byli piątą najlepszą drużyną ligi według DVOA, a ich słaby bilans można tłumaczyć najtrudniejszym (wg zwycięstw) lub drugim najtrudniejszym (wg DVOA) kalendarzem w 2016 r.

W tym sezonie przeciwnicy powinni być łatwiejsi, drużyna nie powinna mieć takiego pecha, a po zawieszeniu za doping wraca RT Lane Johnson, który powinien poprawić ochronę drugorocznego rozgrywającego Carsona Wentza.

Właśnie od Wentza będzie dużo zależało w tym sezonie. QB Orłów był bardzo chwalony za początek sezonu, ale gdy zaczęło się zawieszenie Johnsona i trudniejsi rywale, zaczął grać znacznie słabiej. Niektórzy porównują go do Blake’a Bortlesa i nie jest to komplement. Bez wątpienia Wentz ma jeszcze sporo do zrobienia, zwłaszcza jeśli chodzi o dalekie piłki.

Szefostwo Eagles postanowiło ściągnąć mu nieco pomocników. Wide reciver był przed rokiem problemem dla Philly, w tym roku powinno być inaczej. Do drużyny dołączyli Torey Smith i Alshon Jeffery. Mimo nieco słabszej gry w ostatnim czasie obaj stanowią potężne wzmocnienie na tej pozycji.

Wzmocnili się również w linii defensywnej. Z Ravens dołączył Tim Jernigan. Na DE nowym nabytkiem jest Chris Long, który w zeszłym roku jako użyteczny sytuacyjny pass rusher zdobył mistrzowski pierścień z Patriots. Będzie mógł dużo nauczyć Dereka Barnetta, czyli wybór z pierwszej rundy draftu 2017.

Największą słabością Eagles jest secondary, a to nie wróży dobrze w dywizji z Odellem Beckhamem i Dezem Bryantem. W połowie sierpnia udało im się tam wzmocnić, gdy pozyskali w wymianie Ronalda Darby’ego w zamian za WR Jordana Matthewsa i wybór w trzeciej rundzie draftu 2018. Wspólnie z Malcolmem Jenkinsem powinni sprawić, że secondary będzie tylko słabością, a nie ziejącą dziurą.

 

Mój typ: Dywizja dla Giants, dzika karta dla Eagles. Defensywa Cowboys utrzyma ich poza playoffami, a Redskins zanotują sezon w okolicy 5-6 wygranych.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

NFL przed sezonem 2017: AFC West

Na koniec tygodnia spędzonego z AFC dochodzimy do najsilniejszej dywizji w konferencji. To jedyna dywizja w AFC, w której wszystkie drużyny mogą realistycznie myśleć o playoffach, choć naturalnie są tu ekipy silniejsze i słabsze.

Dzisiaj dołącza do mnie pierwszy z gości, Kamil Słonka z Raider Nation Polska, który przygotował część o swojej ulubionej drużynie.

 

Kansas City Chiefs

NFL AFC WestW sezonie 2016 Chiefs wygrali 12 spotkań, co było najlepszym wynikiem za kadencji trenera Andy’ego Reida i najlepszym od sezonu 2003. Jednak playoffy zakończyły się porażką już w pierwszym meczu. Odkąd w sezonie 1993 Chiefs zagrali w finale AFC pod wodzą Joe Montany, udało im się wygrać zaledwie jeden mecz w playoffach i to przeciwko Texans w 2015, gdy Brian Hoyer kompletnie rozsypał się na rozegraniu ekipy z Houston. W sumie ich bilans w postseason po 1993 r. to 1-9.

Wydawałoby się, że drużyna, która wygrała w poprzednim sezonie 12 spotkań będzie próbowała się wzmocnić na kluczowych pozycjach i zaatakować Patriots na szczycie AFC. Jednak nikt nie typuje Chiefs jako ewentualnych kandydatów do niespodziewanego sukcesu w playoffach. Oczywiście część z tego to kompletny brak postseasonowych sukcesów KC w ostatnich latach, ale działania front office w tym roku również nie pozostają bez znaczenia.

Jedynym wartym uwagi wzmocnieniem, o ile tak to można określić, są nowe umowy dla FS Erica Berry’ego (78 mln/6 lat) oraz OG Laurenta Duvernay-Tardifa (42,4 mln/5 lat). O ile Berry’emu Chiefs musieli zapłacić solidne pieniądze (aż 20 mln signing bonusu), o tyle kontrakt dla Duvernay-Tardifa to prawdziwa okazja, biorąc pod uwagę że Kevin Zeitler dostał 60 mln/5 lat od Browns.

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC South

NFC East

NFC North

NFC South

NFC West – 3 września

Pod ogromnym znakiem zapytania pozostaje ofensywa podaniowa. Tyreek Hill to obiecujący młody reciver, ale po zwolnieniu Jeremy’ego Maclina będzie reciverem nr 1, czy jest na to gotowy czy nie. Wszyscy pozostali WR w barwach Chiefs mają w sumie jeden sezon powyżej 500 jardów (Chris Conley 530 jardów w zeszłym roku). Oczywiście swoje jardy zdobędzie znakomity TE Travis Kelce, ale jeśli któryś z młodych WR Chiefs nie wejdzie na wyższy poziom, to Kelce może spodziewać się podwajania w każdej akcji.

Największe zamieszanie wywołał draft Chiefs. Głównie dlatego, że KC posłali swój pierwszorundowy wybór w przyszłym drafcie do Bills w zamian za prawo do wybrania QB Patricka Mahomesa. Wybór następcy dla weterana na QB niekoniecznie jest złym pomysłem, o czym przekonali się Green Bay Packers, którzy wzięli Aarona Rodgersa, mimo że w składzie mieli Hall of Famera Bretta Favre’a. Tyle że Packers dostali go na „swoim miejscu” w drafcie, nie musieli oddawać dodatkowego wyboru w pierwszej rundzie.

Mahomes raczej nie zagra w tym roku. Najprawdopodobniej będzie uczył się za plecami Alexa Smitha, chyba że pierwszemu QB Chiefs stanie się jakaś krzywda. Działanie KC jest o tyle dziwne, że zastawili przyszłość za zawodnika, którego w tej chwili nie potrzebują. Taki ruch typowy jest raczej dla drużyn z dobrym składem i mizernym QB. Można by tego oczekiwać np. po Broncos. Tymczasem dla Chiefs ważniejsze powinny być wzmocnienia w linii defensywnej albo na WR.

Trudno oczekiwać, by Chiefs zdołali utrzymać 12 zwycięstw. Niemniej, jeśli ominie ich jakaś katastrofalna seria kontuzji, mogą być niebezpieczni dla każdego.

 

Oakland Raiders

Autor: Kamil Słonka, Raider Nation Polska

Ostatni sezon w wykonaniu Oakland Raiders to największy sukces od 2002 roku, kiedy to ostatni raz drużyna ze słonecznej Kalifornii brała udział w fazie playoffs. W poprzednim sezonie zagościli oni tam pierwszy raz od czternastu sezonów, więc bezsprzecznie można uznać to za przełomowy sezon. Pomimo tego, że zagrali tam tylko jedno spotkanie, to wciąż największy sukces od występu w Super Bowl podczas wspominanego sezonu 2002.

Wielki wpływ na to, jak potoczył się ostatni sezon Raiders, miał oczywiście Derek Carr, który przez lwią część sezonu był genialnym rozgrywającym z najbardziej zimną krwią w lidze. Jednak pod koniec sezonu został on paskudnie skontuzjowany, co spowodowało, że na ostatni mecz sezonu regularnego, oraz pierwszy występ w playoffs od czternastu lat Oakland Raiders wyszli na boisko bez swojej największej ofensywnej gwiazdy. Jak wszyscy pamiętamy, oba te spotkania zakończyły się przegraną i odpadnięciem Raiders z fazy postseason.

Oakland Raiders mieli bardzo ciekawy offseason, a najważniejszym jego aspektem był oczywiście nowy kontrakt dla Dereka Carra. Wszyscy spekulowali, że Derek Carr może dostać olbrzymi kontrakt, jednak nikt nie spodziewał się, że będzie on zarabiał 25 milionów dolarów na sezon, co uczyni go najlepiej zarabiającym futbolistą w historii NFL. Nie można oczywiście pominąć drugiego ważnego wydarzenia, czyli pozyskania Marshawna Lyncha, który chce dać kibicom Oakland to, co najlepsze przed odejściem od Las Vegas.

Podczas offseasonu najważniejsi nowi zawodnicy to: OL Marshall Newhouse, WR Cordarrelle Patterson, TE Jared Cook, LB Jelani Jenkins, QB EJ Manuel, oraz wspomniany RB Marshawn Lynch. Raiders mieli również ciekawy draft, który był bardzo mocno defensywny, co pokazują cztery pierwsze wybory właśnie dla tej formacji. Ogólnie, na dziewięciu zawodników wybranych w drafcie, aż sześciu z nich to reprezentacji wspomnianej formacji.

Bardzo istotne jest też to, że Raiders podpisali trenera głównego – Jacka Del Rio – na kolejne cztery lata, oraz zrobili kilka roszad na pozycjach trenerskich, między innymi wymienili jeden z najbardziej kulejących elementów układanki, koordynatora ofensywy na Todda Downinga, którego efekty pracy widzimy już w pierwszym meczach przedsezonowych.

Oakland Raiders celują wysoko, a właściwie to celują w sam szczyt. Do drużyny dołączyło kilku zawodników, którzy mają kluczowy wpływ na to jak będą wyglądać wyniki drużyny. Również zawodnicy pozyskani z draftu pokazują, że przebudowa secondary, której kibice Raiders domagają się od kilku lat, może w końcu wejść na właściwy tor.

Raiders będą bardzo zagadkową drużyną, która może okazać się jeszcze większym sukcesem niż w sezonie poprzednim. Derek Carr wracający po kontuzji może grać trochę zachowawczo, jednak w drugim meczu przedsezonowym zdobył przyłożenie w niewiele mniej niż dwie minuty zegaru meczowego. Rozbudowany korpus skrzydłowych plus Todd Downing, który chce grać z użyciem tight-endów to również coś, co może pomóc młodej gwieździe z Oakland. Po drugiej stronie boiska mamy kilku nowych zawodników w formacji secondary, oraz Bestię z Oakland – Khalila Macka – który wchodzi w rok, w którym jego wyniki wpłyną na negocjacje kontraktowe.

Poprzedni sezon Oakland Raiders to 12-4 oraz występ w jednym meczu fazy postseason. Moje przewidywania, jako zagorzałego wręcz fana Raiders, nie będą obiektywne, jednak potwierdzają to, co mówią o drużynie spod znaku tarczy media zza wielkiej wody. Oakland Raiders mogą być tą drużyną, która pokona New England Patriots i szczerze, nie mam nic przeciwko temu. Myślę, że gro kibiców NFL również chciałoby kogoś nowego na piedestale konferencji AFC. Przebudowa Oakland Raiders którą zarządza „genialny menedżer” Reggie McKenzie wydaje się być w szczytowej fazie i to właśnie w tym momencie powinna ona dać pierwsze poważne plony. Wydaje mi się, że bardzo realnym osiągnięciem byłby finał AFC, dalej nie będę się zagłębiał bo nie chcę zapeszać.

Lets Go Raiders!

 

Denver Broncos

Jak można się było spodziewać, mistrzowie z 2015 r. zaliczyli regres i opuścili playoffy. I to mimo że Football Outsiders znów sklasyfikowali ich jako defensywę #1 w NFL, a ich defensywa podaniowa była o klasę lepsza niż innych drużyn. Można wygrać mistrzostwo samą obroną i Broncos udowodnili to w 2015 r. Jednak wymaga to naprawdę historycznego sezonu, a te mają to do siebie, że się nie powtarzają. Elitarna obrona, jak Broncos, może w normalnym sezonie utrzymać zespół na powierzchni (9-7 w 2016 r.), ale bez wsparcia ataku nie wepchnie drużyny na szczyt.

Największym problemem Denver jest słabość na rozegraniu. Fani Denver muszą mieć spore problemy z oglądaniem Trevora Siemiana i Paxtona Lyncha po tym, jak w latach 2012-2014 mieli okazję oglądać fenomenalną grę Peytona Manninga. GM John Elway próbował skusić Tony’ego Romo, ale ten wybrał emeryturę i spokojniejszą posadę w loży komentatora. W efekcie za centrem w Broncos zobaczymy Siemiana, a Lynch zapewne będzie zmiennikiem.

Rozgrywający Denver mają do kogo podawać, bo duet Demaryius Thomas – Emmanuel Sanders to jedno z najlepszych, o ile nie najlepsze combo na WR. Nowo pozyskany Jamaal Charles, o ile zdrowie pozwoli, jest jednym z najwszechstronniejszych RB w NFL. Tyle że w zeszłym roku obaj młodzi QB musieli podawać pod presją, bo poniżej oczekiwań grała linia ofensywna.

Broncos zrezygnowali z OT Russella Okunga. Zamiast tego podpisali OG Ronalda Leary’ego, który ostatnie lata spędził w Dallas oraz Menelika Watsona od rywali z dywizji Raiders. W pierwszej rundzie draftu pozyskali OT Garetta Bollesa. Zobaczymy czy te inwestycje się zwrócą.

Defensywa Broncos wciąż powinna być znakomita, bo wszystkie główne postacie tej formacji pozostały w Denver. Jedynie DeMarcus Ware odszedł na emeryturę, ale on już w 2015 r. był jedynie sytuacyjnym pass rusherem (37% snapów), a pół zeszłego sezonu stracił z powodu urazów.

Elway postanowił wzmocnić największą słabość obrony, czyli defensywę przeciwko biegowi. Ma w tym pomóc doświadczony NT Domata Peko pozyskany z Cincinnati za pół darmo. Jego główną zaletą jest fakt, że nie opuścił żadnego meczu od 2009 r. Pytanie tylko czy w wieku 32 lat wytrzyma 500 snapów w sezonie. W zeszłym roku był na boisku przez 593 akcje, czyli ok. 55% snapów defensywy Bengals.

Trudno powiedzieć jak będzie wyglądała gra Broncos w tym roku. Na emeryturę odszedł trener Gary Kubiak, którego zastąpił Vance Joseph. Joseph ma tylko jeden rok doświadczenia jako koordynator, a jego obrona w Miami przed rokiem nie zachwycała (19. miejsce w lidze wg DVOA). W Denver odziedziczy znacznie silniejszą personalnie formację, ale bez koordynatora. Wade Philips przeniósł się do LA Rams i to może być najboleśniejsza starta Broncos tego offseason. Na koordynatora defensywy został awansowany Joe Woods, który trenuje DB na różnych uczelniach i w klubach NFL od 1994 r. (miał wtedy 24 lata), ale koordynatorem został po raz pierwszy.

Niemniej uważam, że nawet z niedoświadczoną kadrą obrona Broncos jest na tyle dobra, by w słabej AFC powalczyć o playoffy. Na więcej potrzeba będzie przynajmniej solidnej ofensywy.

 

Los Angeles Chargers

W wakacje w Chargers zaszły spore zmiany. Po pierwsze z drużyną pożegnał się trener Mike McCoy, którego zastąpi debiutant na HC, Anthony Lynn (wcześniej koordynator ofensywy Bills). Do pomocy będzie miał Kena Whisenhunta (OC) i Gusa Bradleya (DC), dwóch szkoleniowców z doświadczeniem jako HC, więc będzie miał się do kogo zwrócić po pomoc.

Jednak najważniejsza jest przeprowadzka klubu z San Diego 120 mil na północ do Los Angeles. Drugi największy rynek medialny i powstający stadion w Inglewood okazały się potężnym magnesem. Pozostawiają za sobą aktywną i wierną grupę fanów. Przychodzą do miasta, które ich nie znosi, na 22-tysięczny stadion na dwa lata, a od 2019 r. będą gośćmi we własnym domu, bo właścicielem obiektu w Iglewood pozostaje Stan Kroenke, właściciel Rams. Już preseason pokazał, że mogą mieć problemy z zapełnieniem nawet tak małego, jak na standardy NFL, stadionu.

Wróćmy jednak na boisko. Chargers mają jednego z najlepszych rozgrywających w NFL w osobie Philipa Riversa. Tyle że nie potrafią go obudować wystarczająco dobrą drużyną. W tym roku postanowili wzmocnić linię ofensywną. Dali 53 mln/4 lata Russellowi Okungowi, a w drafcie z siedmiu wziętych graczy aż trzej to OL. Pytanie tylko czy to pomoże. Linia ofensywna to kluczowa formacja, zwłaszcza w dywizji z Vonem Millerem, Khalilem Mackiem i Justinem Houstonem

Z #7 w drafcie pozyskali WR Mike’a Williamsa. Tyle że ten od razu pokazał, że pasuje do wiecznie kontuzjowanej grupy reciverów Chargers. Ma za sobą już dwie operacje dysku i nie wiadomo czy zdąży się wykurować na początek sezonu, choć podobno rehabilitacja przebiega lepiej niż klub oczekiwał.

Na papierze korpus reciverów Chargers wygląda świetnie. WR Travis Benjamin, WR Keenan Allen, TE Antonio Gates i TE Hunter Henry stanowią utalentowaną grupę, ale żaden z nich nie może się pochwalić najlepszym zdrowiem. Podobnie zresztą jak RB Melvin Gordon, który miał kapitalny drugi sezon w lidze, ale stracił końcówkę po urazie. Jeśli zdrowie pozwoli, ta ofensywa może być nawet najlepsza w dywizji. Tyle że zdrowie od dawna pozostaje piętą achillesową Chargers.

W defensywie drużyna podpisała nową umowę z Melvinem Ingramem (64 mln/4 lata). Wraz z Joeyem Bosą powinni stworzyć najsilniejszy duet pass rusherów w lidze. Obrona Chargers przed rokiem była 7. w NFL wg DVOA. Jeśli utrzyma formę, a ofensywa zdrowie, to ekipa z Miasta Aniołów może sprawić sporą niespodziankę.

 

Mój typ: Przewiduję niespodziankę i wygraną Chargers w dywizji. Drugie miejsce dla Raiders, którzy zaliczą lekki regres, trzecie dla Broncos, ale oba te zespoły załapią się na dziką kartę. Chiefs w okolicy ośmiu wygranych, ale poza playoffami. Kto nie idzie do przodu ten się cofa.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

NFL przed sezonem 2017 – AFC South

AFC South to najsłabsza dywizja w NFL i trudno im o dużą konkurencję w tym zakresie. W zeszłym roku w playoffach grali Houston Texans, ale tylko dlatego, że ktoś z AFC South w playoffach zagrać musiał. W tym roku dużo zależy od zdrowia Andrew Lucka, ale być może Titans zrobią kolejny krok naprzód i wrócą do playoffów po ośmiu sezonach przerwy.

 

Houston Texans

NFL AFC SouthZeszłoroczni Teksańczycy byli jedną z najsłabszych drużyn w historii w playoffach. Indeks DVOA sytuował ich na 29. miejscu w NFL, zaraz za San Francisco 49ers.

Jedną z głównych przyczyn tak słabego sezonu była dramatyczna sytuacja na rozegraniu. Wybrany osobiście przez trenera Billa O’Briena rozgrywający, Brock Osweiler, po raz kolejny udowodnił, że w NFL nie mają pojęcia o ocenie quarterbacków. Jego masywny kontrakt udało się na szczęście zrzucić na barki Cleveland Browns, ale trzeba było do tego dorzucić wybór w drugiej rundzie draftu 2018.

Wybór w pierwszej rundzie draftu 2018 powędrował do… Cleveland w zamian za prawo do wybrania w drafcie 2017 Deshauna Watsona. W efekcie w Ohio będą z całego serca kibicować wszystkim przeciwnikom Houston w tym sezonie. Niemniej sytuacja Teksańczyków na rozegraniu powinna być nieco lepsza. Głównie dlatego, że gorsza być nie może. Póki co startować będzie zapewne Tom Savage, ale Watson zapewne dostanie swoją szansę po kilku słabszych spotkaniach starszego kolegi.

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC North

AFC West

NFC East

NFC North

NFC South

NFC West – 3 września

Poza tym Texans nie udało się dogadać z WR DeAndre Hopkinsem, który wchodzi w sezon na opcji piątego roku. Jeden z najbardziej utalentowanych młodych WR w lidze cierpi od dawna na brak klasowego rozgrywającego. Czy będzie chciał zostać w Teksasie? Texans mają jeszcze w odwodzie franchise tag na 2018.

Drużyna pożegnała się z koordynatorem ofensywy, Georgem Goodseyem, a obowiązki OC będzie pełnił HC Bill O’Brien, co nie jest najlepszym rozwiązaniem. Specjalnym asystentem HC został Romeo Crennel, który sam ma doświadczenie jako główny trener, a do sztabu dołączył Wes Welker, który grał pod O’Brienem w Patriots. Ta struktura jest dość eksperymentalna i trudno powiedzieć jak zadziała w praktyce.

Największym wzmocnieniem Texans będzie powrót po kontuzji DL J.J. Watta. Po raz pierwszy Watt i Jadeveon Clowney będą jednocześnie w pełni sił, co stanowi dość przerażającą perspektywę dla o-line rywali. Karierę postanowił zakończyć potężny NT Vince Wilfork, ale front Houston i tak może należeć do najlepszych w lidze.

Presja z frontu będzie o tyle ważna, że Texans stracili najlepszego cornerbacka. A.J. Bouye wybrał 67,5 mln/5 lat u rywala z dywizji – Jaguars.

Przyszłość Texans rysuje się w dość ciemnych barwach, chyba że Watson okaże się prawdziwym franchise QB. Jeśli ich defensywa nie wespnie się na absolutne wyżyny, to w tym sezonie nic nie ugrają. Ich salary cap obciążą nowe umowy Hopkinsa i Clowneya, a w drafcie 2018 nie mają co liczyć na większe wzmocnienia bez dwóch najwyższych wyborów.

 

Tennessee Titans

Gdyby nie niespodziewana porażka w grudniu z grającymi o pietruszkę Jaguars, to Titans reprezentowaliby AFC South w playoffach. I zapewne pokazaliby się ze znacznie lepszej strony niż Texans.

W pierwszym sezonie pod wodzą duetu GM Jon Robinson – HC Mike Mularkey, Titans poprawili się aż o sześć zwycięstw. Stawiałoby ich to jako kandydatów do regresji w tym roku, gdyby nie to, że nie było tam przypadku. To zasługa mądrej budowy drużyny poprzez linię ofensywną i młodego, taniego QB.

Oczywiście trafienie w młodego, taniego QB to loteria, więc Marcus Mariota trafił się Tytanom jak ślepej kurze ziarno. W swoim drugim sezonie chłopak z Hawajów wykonał ogromny postęp, a że już debiutancki sezon miał solidny, to w większości wskaźników statystycznych wskoczył do TOP10 rozgrywających w lidze. Niemała w tym zasługa mądrze zbudowanej linii ofensywnej, która była na piątym miejscu w run blocking i 15. w pass protection wg Football Outsiders. Do tego oldschoolowa, ale pasująca do tej ekipy gra biegowa z DeMarco Murrayem w roli głównej i mamy receptę na solidny sezon.

Co więcej żaden zawodnik Titans nie uderza w sezonie 2017 w salary cap kwotą większą niż 10 mln dolarów, co sprawia, że nawet po wszystkich wzmocnieniach ekipa z Nashville ma sporo wolnych dolarów.

W Tennessee wzmocnili dwa najsłabsze punkty drużyny: DB i WR. Jeśli chodzi o skrzydłowych, to na wolnym rynku udało się pozyskać Erica Deckera, a z #5 w drafcie wzięli Coreya Davisa. Swój drugi wybór w pierwszej rundzie (#18) zużyli na CB Adoree’ Jacksona. Do secondary dołączyli też Jonathan Cyprien z Jaguars i Logan Ryan z Patriots. Zwłaszcza ten drugi miał fenomenalną końcówkę sezonu zakończoną mistrzowskim pierścieniem. Jeśli zagra na podobnym poziomie, to jego 30 mln/3 lata będzie nie lada okazją.

Titans nie mają wielu słabych stron. Można się zastanawiać, czy Matt Cassell jako zmiennik dla ryzykownie grającego Marioty to najlepsze rozwiązanie, ale każda drużyna w NFL, która traci pierwszego rozgrywającego ma przerąbane. No, chyba że wezmą Daka Prescotta w czwartej rundzie draftu albo Toma Brady’ego w szóstej, ale to nie zdarza się za często.

Tennessee to mój czarny koń tegorocznych rozgrywek. Biorąc pod uwagę, że w zeszłym roku w tej roli stawiałem Jaguars to nienajlepszy prognostyk ;) Ale może tym razem nie zapeszę.

 

Indianapolis Colts

Niewiele zmieniło się w Indy przez ostatnie dwie dekady. Wybitny rozgrywający (wcześniej Peyton Manning, teraz Andrew Luck), który musi ciągnąć cały klub, bo nie potrafią zbudować wokół niego drużyny. Tyle że Andrew Luck ma nieco mniejszą odporność na ciosy niż Manning i przez dwa ostatnie sezony jego urazy sprawiały, że Colts nie byli w stanie nawiązać walki.

Co gorsza nie wiadomo jak będzie w tym roku. Luck wciąż rehabilituje się po offseasonowej operacji ramienia. Co gorsza prawego ramienia (jest praworęczny). Nie wiadomo czy wróci na początek sezonu zasadniczego, a nawet jeśli wróci, powrót do pełnej dyspozycji chwilę potrwa.

Najlepszym ruchem Colts z całego offseason było zwolnienie generalnego managera Ryana Grigsona i zastąpienie go Chrisem Ballardem (chociaż zastąpienie go tresowanym szympansem też dałoby pozytywny efekt). Najgorszym było pozostawienie na miejscu HC Chucka Pagano, współodpowiedzialnego za obecny bajzel w Indy.

Zobacz: Indianapolis Colts, czyli jak elitarny QB uratuje twoją posadę

Nowy GM wziął się bardzo intensywnie za budowę nowej defensywy. W drafcie wydał na nią niemal cztery razy tyle kapitału (przeliczając wybory na punkty wg systemu Chase’a Stuarta) co na ofensywę. Dodatkowo ściągnął do drużyny kilku wolnych agentów, jednak w przeciwieństwie do Grigsona, nie gwarantował im ogromnych pieniędzy. DT Jonathan Hankins i pass rusherzy Jabaal Sheard i John Simon otrzymali stosunkowo niewielkie kontrakty. Wszystko wskazuje na to, że przynajmniej połowa starterów w obronie Colts będzie wymieniona.

Tyle że wciąż nie wiadomo co z ofensywą. Póki co Luck się leczy, a nawet gdy wróci, szybko może wrócić do lekarza. Fatalna linia ofensywna nie została wzmocniona. Na rynku klasowi liniowi są piekielnie drodzy. Indy zdecydowali się sięgnąć w czwartej rundzie draftu po liniowego, ale tacy gracze rzadko stają się wartościowym wzmocnieniem już w pierwszym roku.

Colts poczynili kroki w dobrą stronę, ale uprzątnięcie bagna po Grigsonie potrwa jeszcze trochę.

 

Jacksonville Jaguars

Kiedy na Florydzie uznają, że Blake Bortles jest klapą? Wiele wskazuje, że już uznali. Nowy trener Doug Marrone zdecydował, że starterem na rozegraniu w trzecim tygodniu preseason będzie Chad Henne. Problem z Bortlesem polega na wykorzystanej opcji piątego roku. W tej chwili jego pensja na sezon 2018 wynosi ok. 19 mln dolarów, które stają się w pełni gwarantowane w wypadku kontuzji. Jags mogą postąpić podobnie jak Redskins z Robertem Griffinem i trzymać go cały sezon na ławce rezerwowych albo wręcz zwolnić przed sezonem. Jednak ani Henne ani Brandon Allen, trzeci QB, nie gwarantują lepszej gry.

Problemy na rozegraniu obciążają cała drużynę, która wygląda naprawdę ciekawie. Trio młodych WR Allen Hurns, Allen Robinson i Marquise Lee jest obiektem zazdrości wielu doświadczonych rozgrywających. Nieco gorzej prezentuje się sytuacja w linii ofensywnej. Brandon Albert, który miał być LT, obraził się na cały świat i skończył karierę. W drugiej rundzie Jags wybrali Cama Robinsona z Alabamy, ale rookie na LT to rzadko dobry pomysł.

W Jacksonville znów postanowili zainwestować w RB, choć w ostatnich latach dużo wrzucili w tę pozycję. Tym razem z #4 wzięli Leonarda Fournette, licząc na powtórkę sukcesu Ezekiela Eliotta z Cowboys. Tyle że Fournette to dość klasyczny biegacz w typie Adriana Petersona, a nie wszechstronny zawodnik przydatny również w akcjach podaniowych, jak Eliott czy David Johnson.

Już w zeszłym roku obrona Jaguars była dobra, momentami bardzo dobra. W tym sezonie może być jeszcze lepsza. Na rynku wolnych agentów pozyskali jednego z najlepszych DL w lidze, Calaisa Campbella. Z kolei na CB podebrali rywalom z dywizji A.J. Bouye, który powinien stworzyć fantastyczny duet z Jalenem Ramseyem. Wzięli też udział w rozbiorze secondary Cowboys. Barry Church powinien być lepszy na safety niż Jonathan Cyprien.

Doug Marrone to trener bardzo konserwatywny, by nie powiedzieć przestarzały. Wątpliwe, by był w stanie rozwiązać problemy na rozegraniu. A bez wsparcia ofensywy obrona Jaguars dużo nie zwojuje.

 

Mój typ: Dywizja dla Titans. Luck wróci zdrowy i ryzykując własne życie powalczy o dziką kartę, ale bez powodzenia. Mimo powrotu Watta Texans zaliczą wyraźny regres i wygrają nawet mniej meczów niż Jaguars, ale żadna z tych drużyn nie zbliży się do playoffów.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

NFL przed sezonem 2017: AFC North

AFC North to jedna z najbardziej fizycznych dywizji w NFL. Tyle że ostatnie lata to jej lekki kryzys. Pittsburgh Steelers to klasa AFC, ale Bengals i Ravens złapali zadyszkę. Browns są w drugim roku wielkiej odbudowy, ale na efekty zapewne przyjdzie poczekać przynajmniej do przyszłego roku.

 

Pittsburgh Steelers

NFL AFC NorthStalowi nie zmienili za wiele od zeszłego sezonu. W końcu należą do najbardziej konserwatywnych drużyn w NFL, od 1969 r. mieli zaledwie trzech trenerów. Poza tym jeśli grasz w finale konferencji to niepotrzebna ci rewolucja.

Najważniejsze jest to, co się nie wydarzyło. A mianowicie QB Ben Roethlisberger nie ogłosił emerytury, z czym nosił się publicznie w styczniu. Postanowił jednak wrócić na swój czternasty sezon w roli pierwszego rozgrywającego Steelers. Po rocznym zawieszeniu do składu powraca szybki WR Martavis Bryant, który powinien jeszcze wzmocnić ofensywę, którą Fiitball Outsiders sklasyfikowali na siódmym miejscu w NFL w ubiegłym roku.

Udało się podpisać nową umowę z WR Antonio Brownem, która wiąże go z klubem do 2021 roku, nie udało się natomiast w przypadku RB Le’Veona Bellla, który będzie grał na franchise tagu. Podobno Bell chce być opłacany jako najlepszy RB plus drugi WR i odrzucił ofertę 60 mln/5 lat. Tyle że nie ma na to szans. Bell jest jednym z najlepszych RB w NFL, ale jeszcze ani razu w ciągu czterech lat nie dograł sezonu do końca bez kontuzji. Co więcej rynek RB jest w permanentnym trendzie spadkowym i raczej nie ma szans na jego odwrócenie w najbliższym czasie.

Ofensywa Steelers może być nieco lepsza, o ile kontuzje ominą najlepszych graczy, natomiast pozostają znaki zapytania po stronie obrony. Na kolejny sezon wrócił nieśmiertelny LB James Harrison. Choć w wieku 39 lat pozostaje produktywnym pass rusherem, to jednak nie jest graczem, który mógłby przebywać na boisku 80-90% snapów. Niemniej pass rush raczje nie będzie atutem Pittsburgha, podobnie jak cała defensywa, chyba że debiutanci wkomponują się w drużynę znacznie szybciej niż to normalne.

AFC nie wygląda w tym roku na specjalnie mocną, więc status quo nie jest najgorszą wiadomością dla Steelers. Z drugiej strony kto się nie rozwija, ten się cofa…

 

Baltimore Ravens

Kruki wciąż pozostają zakładnikami mistrzostwa, które zdobyli w 2012 r. Joe Flacco rozegrał wówczas najlepsze cztery mecze z rzędu w życiu, zgarnął MVP Super Bowl i podpisał kosmiczny kontrakt, który, po renegocjacjach, obciąża koszmarnie salary cap Ravens. Jego przeszło 24,5 mln to największe uderzenie w czapkę ze wszystkich zawodników w NFL. A mówimy o rozgrywającym, który statystycznie spisuje się znacznie poniżej przeciętnej (nie licząc nieco lepszego sezonu 2014).

Cian Fahey: Colin Kaepernick jest lepszy niż Joe Flacco (artykuł po angielsku)

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC East

AFC South

AFC West

NFC East

NFC North

NFC South

NFC West – 3 września

Co więcej Flacco może nie być gotowy na start sezonu. Wciąż nie trenuje z zespołem, a oficjalnym powodem jest „sztywność” („stiffness”) pleców. Cóż, wszelkie naciągnięcia i skurcze już dawno byłyby wyleczone, więc spekuluje się, że w grę mogą wchodzić jakieś problemy z kręgosłupem, może pęknięty dysk. A jeśli twoją drugą najlepszą opcją jest Ryan Mallett, to nawet przepłacony Joe Flacco zaczyna wyglądać dobre.

Długo wydawało się, że Flacco nie będzie miał do kogo podawać. Ravens stracili niemal wszystkich WR, którzy cokolwiek pokazali w NFL, na czele ze Stevem Smithem, który wybrał emeryturę. Jednak w czerwcu trafiła im się nie lada gratka i zdołali pozyskać Jeremy’ego Maclina, niespodziewanie zwolnionego z Kansas City. Do tego za minimalną pensję ściągnęli Danny’ego Woodheada, który, o ile jest zdrowy, stanowi duże zagrożenie jako reciver z głębi pola.

To jednak wcale nie znaczy, że będą bardzo groźni w ataku, nawet z Flacco za centrem. Maclin, Woodhead i Mike Wallace (zakładając, że  będzie zdrowy i produktywny) to nie kombinacja marzeń. Dodatkowo drugi rok z rzędu z Baltimore uciekł najlepszy liniowy. Rok temu był to Kelechi Osemele, w tym roku RT Ricky Wagner. Następców za bardzo nie widać.

Na plus należy zapisać wzmocnienia w secondary. Z Arizony doszedł safety Tony Jefferson, a z Dallas CB Brandon Carr. To daje Ravens naprawdę solidną i głęboką trzecią linię obrony, która będzie im bardzo potrzebna. Od linii defensywnej raczej nie powinni oczekiwać większego wsparcia. Ravens wydali tak dużo na nowy kontrakt potężnego Brandona Williamsa, że musieli oddać za półdarmo Tima Jerrigana do Eagles i nie podeszli nawet do walki o Lawrence’a Guya, który skończył w Nowej Anglii na skromnym kontrakcie w wysokości 13,4 mln/4 lata. W efekcie nie do końca wiadomo kto będzie generował pass rush, a bez pass rushu nawet najlepsza secondary nie wytrzyma wiecznie.

W Baltimore mieli dość ograniczone pole manewru i zrobili ile się dało. Niestety to raczej nie wystarczy, by zakwalifikować się do postseason.

 

Cincinnati Bengals

Sezon Bengals zależy od dwóch rzeczy: linii ofensywnej i zdrowia. Niestety oba stoją pod znakiem zapytania.

W zeszłym roku WR A.J. Green i TE Tyler Eiffert zagrali razem tylko trzy spotkania. Bengals zdobywali w nich średnio 26 punktów na mecz. W pozostałych? 19.

Do tej dwójki dołącza #9 tegorocznego draftu, WR John Ross, który biega 4,22 na 40 jardów i powinien skłonić rywali do cofnięcia secondary, otwierając środek boiska dla Eifferta.

Tyle że Dalton nie poda do żadnego z tej trójki, jeśli sekundę po snapie dostanie potężne uderzenie od defensywy rywali. Tymczasem linia, słaba już przed rokiem, stała się jeszcze słabsza. OT Andrew Whitworth i OG Kevin Zeitler odeszli odpowiednio do Rams i Browns. Ich następcy, Cedric Ogbuechi i Jake Fisher, jak do tej pory nie pokazali, że potrafią grać na choćby zbliżonym poziomie. Do drużyny wrócił Andre Smith, ale jego ostatni sezon w Bengals (dwa lata temu) nie pozostawił po sobie dobrych wspomnień. Jeśli linia nie „zaskoczy”, to żadne wzmocnienia wśród reciverów nie pomogą.

Co po drugiej stronie piłki? Obrona Bengals, niegdyś czołowa w lidze, powoli osunęła się w przeciętność. Udało się zatrzymać CB Dre Kirkpatricka, w drafcie wzięli kilku uzdolnionych defensywnych liniowych, ale trudno opierać nadzieje na debiutantach.

Jeśli w Cincy chcą wrócić do playoffów, musi ich tam wprowadzić ofensywa. A ta zdoła to zrobić tylko, jeśli będą potrafili ochronić Andy’ego Daltona. Powodzenia.

 

Cleveland Browns

O offseasonie Browns szerzej pisałem w tekście Moneyball odbudowuje Cleveland Browns, więc zainteresowanych oodsyłam do niego. Teraz skupię się raczej na prognozie.

Browns są w drugim roku swojej odbudowy i powinny zacząć pojawiać się pierwsze efekty, o ile Hue Jackson poukłada odpowiednio tę gromadę młokosów. Jednak na ich niekorzyść działa brak rozgrywającego.

Pozyskiwanie rozgrywającego to w NFL kompletna loteria i to loteria z bardzo kiepskimi szansami. Mimo prób w Ohio nie udał się pozyskać Jimmiego Garoppolo i wydaje mi się, że Sashi Brown czeka na kolejny offseason, by złożyć Garoppolo ofertę nie do odrzucenia. W międzyczasie mogą sprawdzić czy DeShone Kizer nie jest przypadkiem kolejnym Russelem Wilsonem/Dakiem Prescottem.

Browns w tym sezonie powinni być lepsi, bo trudno być gorszym niż 1-15. Ale to rok 2018 będzie prawdziwym testem dla ekipy budowanej przez Browna i DePodestę.

 

Mój typ: Dywizja dla Steelers, Bengals będą balansowali na krawędzi playoffów, ale do nich nie wejdą. Ravens zaliczą regres i będą mieli podobny bilans jak Browns, czyli w okolicy 4-5 zwycięstw.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

NFL przed sezonem 2017: AFC East

Futbol amerykański w wydaniu NFL wraca po przeszło półrocznej przerwie! Czas zacząć przyglądać się zmianom, które zaszły od Super Bowl 2017. Przez najbliższe dwa tygodnie wspólnie z zaproszonymi gośćmi, będziemy omawiać sytuację poszczególnych ekip NFL.

Na początek AFC East. Czy ktokolwiek będzie tam w stanie zagrozić obrońcom tytułu, New England Patriots? To wątpliwe. Miami Dolphis, po zeszłorocznym niespodziewanym awansie do playoffów, stracili Ryana Tannehilla, który na obozie przygotowawczym uszkodził kolano. Buffalo Bills i New York Jets zaczynają kolejne etapy permanentnej przebudowy.

 

New England Patriots

NFL AFC EastZ reguły w mistrzowskiej ekipie można by oczekiwać pewnego rozprężenia, ale nie tym razem. Po pierwsze to drużyna Billa Belichicka, który rozprężenie dopuszcza dopiero na emeryturze. Po drugie Patriots zbroją się na potęgę, korzystając z dobrej dyspozycji Toma Brady’ego.

Rozgrywający skończył niedawno 40 lat. Choć upiera się, że utrzyma formę fizyczną do 45 roku życia, to wszyscy wiedzą, że QB w tym wieku może nagle spaść z klifu, tak jak zdarzyło się to dwa lata temu Peytonowi Manningowi. Dlatego Pats robią wszystko, by duet Brady-Belichick mógł zaatakować kolejny, szósty już, tytuł mistrzowski.

W związku z tym zaczęli robić coś, co do tej pory kojarzyło się raczej ze słabo zarządzanymi drużynami, których generalny manager musiał wykazać się sukcesem „na wczoraj” – zaczęli wymieniać wybory w drafcie na weteranów.

Zobacz pozostałe dywizje:

AFC North

AFC South

AFC West

NFC East

NFC North

NFC South

NFC West – 3 września

Z New Orleans Saints przyszedł Brandin Cooks, najlepszy reciver w Nowej Anglii od czasów Randy’ego Mossa. Z Indianapolis Pats pozyskali TE Dwayne’a Allena, a z Caroliny pass rushera Kony Ealy’ego.

To jednak nie wszystko, bo Patriots byli również aktywni na rynku wolnych agentów. W drużynie pozostał lider defensywy, LB Dont’a Hightower, który podpisał nową, pięcioletnią umowę. Z Buffalo podebrali CB Stephona Gilmore’a i RB Mike’a Gillisleego (ten ostatni był zastrzeżonym wolnym agentem, Bills nie wyrównali oferty NE), z Cinncinati dołączył RB Rex Burkhead, a z Baltimore DL Lawrence Guy. Poza Gilmorem wszyscy nowo importowani zawodnicy to stosunkowo tani weterani, których będzie się można łatwo pozbyć, jeśli się nie sprawdzą.

W drużynie pozostał też CB Malcolm Butler, który był zastrzeżonym wolnym agentem, ale mimo zainteresowania innych drużyn (Saints), nie otrzymał wiążącej oferty. Może stworzyć naprawdę groźny duet z Gilmorem.

Mimo zainteresowania innych drużyn w Fixborough pozostali obaj najważniejsi asystenci Billa Belichicka, czyli OC Josh McDaniels i DC Matt Patricia. To spora korzyść dla NE, bo obaj już przynajmniej od dwóch sezonów są przymierzani do ról głównych trenerów w innych klubach.

Czy coś w Nowej Anglii może być powodem do niepokoju? Po pierwsze i najważniejsze: pass rush. Tuż przed obozem przedsezonowym emeryturę ogłosił wszechstronny liniowy Rob Ninkovich. Na i tak najsłabiej obsadzonej pozycji zrobiło się jeszcze luźniej, kiedy na jednym z treningów więzadła w kolanie zerwał Derek Rivers, najwyżej wybrany tegoroczny rookie Patriots. Wygląda na to, że Hightower będzie musiał częściej pełnić rolę pass rushera.

Niemniej NE pozostają głównymi kandytdatami do mistrzostwa. Do zdrowia wraca Rob Gronkowski, Tom Brady wygląda maksymalnie na 30 lat i dostał kilka nowych zabawek. Secondary Pats może w tym roku siać postrach na miarę słynnego Legion of Boom. Drużyna jest faworytem nie tylko AFC East, ale i całej NFL. To oni jako ostatni obronili tytuł mistrzowski (sezon 2004). Czy uda im się to znowu?

 

Miami Dolphins

W pierwszym sezonie pod wodzą trenera Adama Gase’a Delfiny wygrały 10 spotkań i niespodziewanie awansowały do playoffów, dopiero po raz trzeci w tym stuleciu (choć wciąż pozostają bez wygranej w postseason od 2000 r.). Jednak w tym roku będzie bardzo trudno powtórzyć ten sukces.

W sezonie 2016 Qb Ryan Tannehill po raz pierwszy w karierze był wyraźnie lepszy niż średnia w NFL w większości kategorii statystycznych. W tym sezonie nie będzie miał okazji na kolejny progres: na jednym z treningów zerwał więzadła w kolanie, co wyklucza go z gry na cały sezon 2017.

W jego miejsce na Florydę ściągnięto z emerytury Jaya Cutlera, znanego z dużych możliwości zaprzepaszczanych przez frustrujące błędy. Cutlera skusiło 10 mln dolarów, o które będzie bogatszy za pół roku (plus dodatkowe 3 mln, które może zarobić z mało prawdopodobnych bonusów). Co skusiło Miami, mających całkiem solidnego zmiennika w osobie Matta Moore’a, trudno powiedzieć. Wygląda na nieco paniczny ruch.

Wcześniej Dolphins skupili się głównie na podpisywaniu nowych umów z własnymi graczami. Kontrakty dostali WR Kenny Stills, S Reshad Jones i LB Kiko Alonso. Wszystko to wartościowi kontrybutorzy, tyle że dostali dość duże pieniądze, jak na ich umiejętności. Tymczasem Miami już w tej chwili mają niemal 180 mln dolarów pod czapką płacową w 2018 r., a na nową umowę czeka ich najlepszy WR, Jarvis Landry, którego wartość Spotrac.com szacuje na ponad 14 mln/rok. GM Chris Grier będzie miał sporo problemów, by to poskładać do kupy.

Wróćmy jednak do sezonu 2017. W Miami słusznie uznali, że więcej problemów mają w defensywie i większość debiutantów jest właśnie po tej stronie. Do drużyny dołączyli też wszechstronny LB Lawrence Timmons z Pittsburgha i pass rusher William Hayes. Gase postanowił też ściągnąć zawodnika, który pod jego wodzą w Denver wykręcał świetne statystyki, by stracić sporo wartości w Jaguars. mowa oczywiście o TE Juliusie Thomasie.

Największym problemem Dolphins będzie linia ofensywna. Cutler nie należy do najbardziej mobilnych QB, tymczasem cały środek o-line to słaby punkt. I to nawet jeśli zdrowy będzie center Mike Pouncey, który od 2012 r. nie był w stanie rozegrać kompletu 16 spotkań. Bez niego linia kompletnie się sypie.

Defensywa została wzmocniona personalnie, ale nie wiadomo czy przełoży się to na jej lepszą grę. Ofensywa będzie potrzebowała wsparcia.

Przed rokiem Dolphins mieli sporo szczęścia. Wygrali 8 z 10 meczów zakończonych różnicą jednego przyłożenia lub mniejszą (w długim terminie drużyny NFL mają bilans ok. 50% w takich meczach). Potrzebowali dramatycznych końcówek, by wygrywać z takimi tuzami jak Browns, 49ers czy Bills. Z ekipami, które skończyły sezon z dodatnim bilansem, zanotowali zaledwie jedno zwycięstwo w pięciu meczach. W 2017 r. typuję ich regres, ale z Cutlerem na rozegraniu przynajmniej będzie zabawnie.

 

Buffalo Bills

Jeśli wydawało wam się, że Browns to najbardziej żałosna drużyna NFL, pomyślcie jeszcze raz. Bills nie udało się zakwalifikować do playoffów od 1999 r. i jest to najdłuższa taka seria we wszystkich zawodowych sportach w USA. W tym roku raczej nie uda im się jej przerwać.

Dodatkowo Bills raz po raz wykonują dziwne ruchy. W tym roku zwolnili GM-a i wszystkich jego skautów dzień po drafcie. Tak więc nowy GM, zaledwie 40-letni Brandon Beane, odziedziczył skład, z którym niewiele już mógł zrobić (ale udało mu się, o tym za chwilę) i nowego trenera, Seana McDermotta, do tej pory koordynatora defensywy Carolina Panthers. Na marginesie: Beane też przyszedł z Panthers, więc panowie znali się wcześniej.

Bills są w trakcie kolejnej przebudowy. Poza nowym duetem HC-GM postanowili pozbyć się swojego najważniejszego gracza, a tę decyzję podjął już nowy GM. WR Sammy Watkins został wybrany z #4 w drafcie 2014 przed takimi graczami jak Odell Beckham Jr, Mike Evans, Brandin Cooks, Allen Robinson czy Jarvis Landry (nie wspominając o gwiazdach z innych pozycji). Bills oddali za niego #9 w drafcie 2014 oraz #19 i #115 w drafcie 2015. Jednak Watkins, głównie w wyniku szeregu problemów zdrowotnych, okazał się klapą.

Brandon Beane oddał go w trójstronnej wymianie, pozbywając się też CB Ronalda Darby’ego. W zamian pozyskał WR Jordana Matthewsa, CB E.J. Gainesa, pick Rams z drugiej rundy draftu 2018 i pick Eagles z trzeciej rundy tego samego draftu. W przyszłym roku będzie miał też do dyspozycji dodatkowy wybór w pierwszej rundzie, pozyskany jeszcze przez starego GM-a.

To wszystko jednak melodia przyszłości, a tymczasem sezon 2017 rysuje się w czarnych barwach. Ofensywę ponownie poprowadzi Tyrod Taylor, jeden z bardziej nieortodoksyjnych QB w NFL. To gwarantuje sporo ciekawych akcji, ale raczej nie zwycięstw.

W Buffalo nie mieli za dużo wolnych pieniędzy, więc graczy raczej tracili niż pozyskiwali. Wspomniałem już o dwóch stratach na rzecz Patriots (Gilmore i Gilleslee), tym boleśniejszych, że w sezonie 2016 w podobnych okolicznościach stracili WR Chrisa Hogana, który wniósł wartościowy wkład w mistrzowską ekipę NE.

Bills starali się pozyskać dużo tanich weteranów. Sporym wzmocnieniem będzie wszechstronny DB Micah Hyde, którego z niezrozumiałych dla mnie względów nie chcieli zatrzymać w Green Bay. FB Patrick DiMarco i K Steven Hauschka mogą być wzmocnieniem, ale nie odmienią znacząco oblicza drużyny.

Sezon 2017 trzeba w Buffalo spisać na straty. Ograć młodych, wyczyścić salary cap i czekać na draft 2018. Zbawienia dla udręczonych kibiców Buffalo wciąż nie widać.

 

New York Jets

„Ta druga” drużyna z Wielkiego Jabłka wciąż nie może się otrząsnąć z kiepskich decyzji personalnych z początku dekady. Sezon 2017 będzie dla nich walką o #1 w drafcie, a nie o playoffy.

Jets nie pozostawiają złudzeń. Zaczęli od „odstrzelenia” drogich weteranów po niewłaściwej stronie trzydziestych urodzin. Z Nowym Jorkiem pożegnali się Nick Mangold, Darelle Revis, Eric Decker i Brandon Marshall (ten ostatni pozostał w mieście, bo zatrudnili go Giants).

„Ciekawie” będzie na rozegraniu, gdzie mamy dwóch młokosów: Christiana Hackenberga i Bryce’a Patty’ego (żaden do tej pory nic nie pokazał) oraz szanowanego weterana Josha McCowna. Tyle że McCown jest szanowany raczej za swoje cechy pozaboiskowe niż formę na murawie.

Co pozytywnego można powiedzieć o Jets? Ściągnęli „po taniości” kilku weteranów, m.in. CB Moriisa Claiborne’a i OT Kelvina Beachuma. Wciąż mają niebezpieczną d-line (jedyna ich formacja, o której można powiedzieć coś pozytywnego). I konsekwentnie handlowali w czasie draftu, by „rozmnożyć” wybory. Ostatecznie wzięli dziewięciu graczy w tym roku, w tym safety Jamala Adamsa z #6, który określany jest jako jeden z najbardziej uzdolnionych graczy na tej pozycji.

 

Mój typ: Dywizja oczywiście dla Patriots. NE nie będą mieli perfect season, to wymaga za dużo szczęścia, ale nie powinni mieć kłopotów z wygraniem AFC. Drugie miejsce dla Dolphins, którzy zanotuję pewnie w okolicy 7-8 zwycięstw. Bills tuż za Dolphins, a Jets będą szorować po dnie ligi.

 

P.S. Pamiętaj, żeby polubić fanpage na Facebooku, gdzie w sezonie będę krótko podsumowywał na gorąco obejrzane mecze. Z kolei na Twitterze znajdziecie opinie na żywo, w trakcie spotkań.

Kurt Warner, czyli „Kopciuszek” a’la NFL

W pierwszy sierpniowy weekend w Pro Football Hall of Fame zasiadło siedmiu nowych członków. Wśród nich Kurt Warner, którego historia to gotowy materiał na film. Film, który wytwórnia zapewne by odrzuciła, mówiąc, że takie cuda się nie dzieją. Życie i kariera sportowa Warnera to przykład, że nie ma dołka, z którego nie da się wygrzebać.

 

Magazynier za pensję minimalną

Pro Football Hall of Fame Class 2017Kurt Warner urodził się 22 czerwca 1971 r. w Burlington w stanie Iowa. Burlington to małe miasteczko (25 tys. mieszkańców) w stanie uważanym za głęboką amerykańską prowincję. Kiedy miał sześć lat jego rodzice się rozwiedli. Warner grał w futbol w pobliskim liceum w „metropolii” Cedar Rapids (126 tys. mieszkańców) i nic nie wskazywało, by w przyszłości miał stać się gwiazdą sportu.

Po małym liceum nie wzbudził większego zainteresowania w NCAA. Ostatecznie trafił do Uniwersytetu Północnej Iowy (UNI), położonego ok. 100 km. od jego ogólniaka. UNI gra w FCS, czyli akademickiej drugiej lidze, a i tam nie należy do potęg (jeden występ w finale FCS w historii). Nawet w tak względnie słabym otoczeniu Warner nie potrafił się przebić. Dopiero w swoim ostatnim roku na uczelni (1993) został starterem.

W międzyczasie na imprezie poznał Brendę Carney Meoni, byłego kaprala US Marines i rozwódkę z dwójką synów. Jeden z synów cierpiał na porażenie mózgowe po tym jak ex-mąż Brendy (ojciec chłopca) przypadkiem upuścił go na głowę. Od razu między nimi zaiskrzyło i Kurt odprowadził starszą od siebie o kilka lat kobietę do domu. Ta postanowiła być z nim szczera i opowiedziała mu o swojej sytuacji. „Myślałam, że więcej go po tym nie zobaczę” wspominała. 22 października 2017 r. Kurt i Brenda Warnerowie będą obchodzili 20. rocznicę ślubu. Mają piątkę dzieci, a Kurt adoptował dwóch chłopców z pierwszego małżeństwa Brendy.

Oczywiście nie było mowy, by Warnera wybrano w drafcie NFL 1994. Udało mu się jednak załapać na camp Green Bay Packers. Podpisał umowę z bonusem w wysokości 5 tys. dolarów.

„Myślałem, że wszystko jasne. Będę w Packers przez cała karierę. Za bonus kupiłem sobie zielony samochód i zacząłem szukać domu w Green Bay” wspominał Kurt w dokumencie „Kurt Warner. A Football Life”. Jednak nie udało mu się dostać posady zmiennika Bretta Favre’a. Pod koniec lata znalazł się bez pracy. Steve Mariucci, ówczesny trener rozgrywających w Green Bay powiedział mu, że ma potencjał, ale nie jest jeszcze gotowy na NFL.

Warner zamieszkał z Brendą w piwnicy u jej rodziców. W dzień pracował za darmo jako asystent trenera na swojej alma mater, w nocy wyładowywał towar na półki w markecie za pensję minimalną. Jednak nie tracił nadziei, że kiedyś wróci do futbolu.

 

Gwiazda Arena Football League i NFL Europe

Ostatecznie Warner postanowił spróbować sił gdzie indziej. Sezony 1996 i 1997 spędził jako rozgrywający Iowa Barnstormers, drużyny z Arena Football League. AFL nie płaciła za dobrze, ale Warner był jedną z największych gwiazd. Jego drużyna dwa razy grała w finale, a Kurt w obu sezonach został wybrany najlepszym rozgrywającym ligi.

Pech go nie opuszczał. W 1997 r. otrzymał zaproszenie na testy do Chicago Bears. Jednak podczas podróży poślubnej został ukąszony przez pająka i łokieć spuchł mu do rozmiarów uniemożliwiających rzucanie.

Dopiero pod koniec tego roku podpisał umowę z St. Louis Rams, która miała zacząć obowiązywać od sezonu 1998. Warner wciąż nie był odpowiednio przygotowany, więc Rams wysłali go do Europy, gdzie istniała NFL Europe, mająca być zapleczem dla NFL. Nasz bohater występował w barwach Amsterdam Admirals i zanotował najlepsze statystyki ze wszystkich ligowych rozgrywających.

 

The Greatest Show on Turf

W 1999 r. Warner odmienił historię NFL. A mógł to zrobić na dwa sposoby. Do NFL dołączali wówczas Cleveland Browns, stworzeni na miejsce drużyny, którą Art Modell przeniósł do Baltimore. Każda drużyna NFL musiała wskazać pięciu graczy, których nowi Browns mogli podebrać z jej składu. Kurt Warner był do wzięcia, ale Browns nim wzgardzili. Do dziś nie dorobili się rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia.

Warner miał zacząć sezon jako zmiennik Trenta Greena. Rams byli pod ścianą. Drużyna nie skończyła sezonu na plusie ani raz od przenosin z Los Angeles w 1995 r. Trener Dick Vermeil zanotował w sezonach 1997-98 bilans 9-23. Tymczasem ich podstawowy QB w meczu przedsezonowym zerwał więzadła w kolanie. Był to koniec jego sezonu. Vermeil i reszta sztabu trenerskiego była załamana, ale robili dobrą minę do złej gry. Na konferencji prasowej trener wygłosił zdanie, które przeszło do historii NFL: „We will rally around Kurt Warner, and we’ll play good football” („Zmobilizujemy się wokół Kurta Warnera i będziemy grali dobry futbol”).

Tego co wydarzyło się później nie zobaczymy już zapewne nigdy. Facet znikąd w drużynie permanentnych słabeuszy zdominowali sezon 1999. W czterech pierwszych meczach Waner zanotował 14 podań na przyłożenie, a Rams zaczęli sezon od bilansu 4-0. W październiku „Sports Illustrated” pytał na okładce „Kim jest ten gość?

Warner zaliczył jeden z najlepszych sezonów w historii. Podał na 4353 jardy (65,1%), 41 TD, 13 INT i passer rating 109,2. W cuglach zdobył MVP sezonu zasadniczego, a po dramatycznej wygranej nad Tennessee Titans został również MVP Super Bowl.

Amerykanie, uwielbiający takie historie, pokochali Kurta Warnera i jego charakterystyczny szeroki uśmiech. Rams nagrodzili go siedmioletnim kontraktem na 47 mln dolarów. Problemy finansowe rodziny Warnerów należały do przeszłości.

Ofensywa Rams z lat 1999-2001 jest powszechnie uważana za jedną z najlepszych w historii NFL. Nazywana „The Greatest Show on Turf” (w wolnym tłumaczeniu „Najwspanialsze przedstawienie na murawie”) jest jedną w historii NFL, która zdobywała ponad 500 punktów w trzech sezonach z rzędu.

W sezonie 2000 Warner miał trochę problemów ze zdrowiem i opuścił kilka meczów. Jednak Rams nie zwalniali w ofensywie. Jako drużyna zaliczyli 5492 jardy podaniowe, co do dziś jest niepobitym rekordem co jest drugim wynikiem w historii za Denver Broncos 2013 (korekta by @AlienDeg). Tempa nie dotrzymała obrona. Warner i spółka pożegnali się z playoffami w pierwszej rundzie, w skutek czego klub zwolnił aż dziewięciu z defensywnych starterów.

Sezon 2001 to powrót Warnera w najwyższej dyspozycji. Rams znów przeszli jak burza przez sezon zasadniczy z bilansem 14-2. Warner po raz drugi został MVP. Mimo 22 INT miał passer rating 101,4.

St. Louis znów zameldowali się w Super Bowl. Tym razem nie byli Kopciuszkiem, a Goliatem, który według wszystkich fachowców miał zgnieść swojego rywala. Tym rywalem byli New England Patriots, prowadzeni przez innego rozgrywającego znikąd, Toma Brady’ego oraz Billa Belichicka, trenera który pięć lat wcześniej został w niesławie zwolniony z Cleveland. Pats wygrali ten finał, fundując kibicom jeną z największych niespodzianek w historii. Dla dynastii Patriots był to początek, dla Rams ostatnia chwila chwały.

 

Upadek MVP

Gdzie zniknął Kurt Warner? Takie pytania zadawali sobie fani i media w 2002 i 2003 r. Rozgrywający, prześladowany złamaniami dłoni, w obu sezonach wylądował na ławce rezerwowych po fatalnej postawie na początku sezonu. Na otwarcie rozgrywek 2003 zgubił sześć fumbli w jednym meczu! 1 czerwca 2004 r. Warner ponownie został bez pracy. Od jego zwolnienia Rams nie zanotowali ani jednego sezonu na plusie.

Jednak już po dwóch dniach Warner znalazł nowego pracodawcę. Byli nim New York Giants, gdzie ex-MVP miał pełnić rolę mentora dla młokosa wybranego z #1 w drafcie 2004, którego Giants uważali za przyszłość klubu. Tym młokosem był Eli Manning.

Warner zaczął sezon jako pierwszy QB Giants. Grał nieźle, ale nie na poziomie „The Greatest Show on Turf”. Nowojorczycy wygrali pięć z siedmiu pierwszych meczów, ale po kolejnych dwóch porażkach Warner wylądował na ławce. Nie wstał z niej do końca sezonu, mimo że młodszy z braci Manningów wygrał tylko jeden swój start w sezonie, a w jednym z meczów zanotował passer rating 0,0 (sic! zero). Warner zachowywał klasę, publicznie mówiąc, że młody Manning powinien teraz przede wszystkim jak najwięcej grać. Po sezonie Kurt rozwiązał swoją umowę z Giants (miał taką opcję w kontrakcie) i podpisał roczną umowę z Arizona Cardinals.

Sezon 2005 to nierówna gra Warnera prześladowanego kontuzjami. Jednak pokazał się z na tyle dobrej strony, że Cardinals podpisali z nim nową, trzyletnią umowę.

Tyle że NFL to wieczna rywalizacja. Waner znów musiał się zmierzyć z młodym, cenionym nabytkiem. Z #10 w drafcie 2006 Arizona wzięła Matta Leinarta. Zawodnik ten był uznawany za jeden z największych talentów w NCAA. Przewodził najsilniejszej ówczesnej drużynie USC, gdzie jako starter zanotował bilans 37-2 (!), a po drodze zgarnął Nagrodę Heismana. Po kilku słabszych meczach na początku rozgrywek Warner znów został zastąpiony przez młokosa. Dla dwukrotnego MVP było to spore upokorzenie, ale nigdy się nie skarżył.

Kolejny rok rozpoczął jako zmiennik, ale słaba gra i kontuzje Leinarta sprawiły, że ostatecznie rozpoczął 11 z 16 meczów Cardinals w tamtym sezonie. Nie grał na miarę MVP, ale zanotował 27 TD przy 11 INT i niezły passer rating 89,8 (minimalnie wyprzedzając w tej kategorii Drew Breesa).

 

Ostatnia szarża Kurta Warnera

Cardinals również nie należeli do potęg NFL, delikatnie mówiąc. W latach 1976-2007 grali w playoffach tylko dwa razy, w tym raz w sezonie 1982, skróconym niemal o połowę przez strajk zawodników.

2008 r. to powrót wielkiego Kurta Warnera. Podał na 30 TD przy 14 INT i passer rating 96,9. Był to trzeci najwyższy passer rating w tamtym sezonie NFL i dał mu czwarte powołanie do Pro Bowl. Jednak MVP zgarnął Peyton Manning, w niemal każdej statystycznej kategorii słabszy od Warnera. Kurtowi nie pomógł bilans Cardinals, którzy skończyli sezon z dziewięcioma zwycięstwami. Wystarczyło to jednak do wygranej w NFC West, dzięki czemu drużyna miała zagrać pierwszy mecz playoffów na własnym stadionie w historii.

W postseason Cardinals kolejno odprawili z kwitkiem Falcons, Panthers i Eagles. W finale czekali Pittsburgh Steelers. Warner znów był wielki. Podał na 377 jardów 3 TD i 1 INT. Jednak to właśnie to INT okazało się kluczowe. W ostatniej akcji pierwszej połowy James Harrison przechwycił podanie Warnera na linii własnego pola punktowego, a następnie wykonał jedną z najbardziej pamiętnych akcji w historii NFL: 100-jardowy powrót na TD. Ta akcja została wybrana przez NFL Films siódmym najlepszym zagraniem w historii Super Bowl.

Ostatecznie to Steelers wygrali 27:23 po drugiej nieprawdopodobnej akcji – idealnym podaniu Bena Roethlisbergera na przyłożenie do Santonio Holmesa w samej końcówce. Pick-six Warnera kosztował 10 punktów (strata siedmiu zamiast łatwego FG). Cardinals do tej pory nie wrócili do Super Bowl.

Sezon 2009 okazał się ostatnim w karierze Warnera. Wciąż grał nieźle (10. w lidze w passer rating, w okolicy Toma Brady’ego). Cardinals znów wygrali NFC West. W pierwszej rundzie playoffów zagrali jeden z najlepszych meczów w historii przeciwko Packers. Stary wyga Kurt Warner kontra smarkacz Aaron Rodgers w drugim sezonie jako starter Green Bay. Obie drużyny zdobyły w sumie 96 punktów, co do dziś pozostaje playoffowym rekordem NFL. Lepszy okazał się Warner, który miał na koncie więcej przyłożeń (5) niż niecelnych podań (4). Do dziś pozostaje najstarszym graczem w historii, który podał na 5 TD w playoffach. Passer rating 154,1 to drugi najlepszy wynik w historii playoffów u graczy, którzy wykonali przynajmniej 20 podań w meczu. Spotkanie rozstrzygnęło fumble Rodgersa w dogrywce, z którym defensywa Arizony wróciła na TD.

W kolejnym meczu Cardinals spotkali się z Saints, którzy maszerowali po mistrzostwo. Święci łatwo wygrali to spotkanie, ale najwięcej uwagi media poświęciły potężnemu uderzeniu, które otrzymał Warner.

Uderzenie było legalne, ale w 2012 r. śledztwo wykazało, że w nielegalnym programie nagród obowiązującym wówczas w Saints za uszkodzenie Warnera w tym meczu była wyznaczona nagroda. Warner nigdy nie otrząsnął się po tym uderzeniu. Wrócił do gry, ale był cieniem samego siebie.

Po tym meczu zakończył karierę. Powiedział, że chce się poświęcić żonie i siódemce dzieci, ale wiadomo, że uderzenie wstrząsnęło nim i Brendą. Wiedzieli, że kolejne może się skończyć tragicznie.

Dziś Kurt Warner jest analitykiem NFL Network. W czasie swojej kariery zarobił ponad 65 mln dolarów. Dzięki temu wraz z żoną mogą poświęcać się różnym akcjom charytatywnym. W zeszłym roku Kurt był koordynatorem ofensywy w licealnej drużynie, w której jeden z jego synów grał jako WR.

Jest bardzo aktywny na Twitterze. Poświęca tam więcej miejsca rodzinie niż futbolowi.

5 sierpnia 2017 r. został oficjalnie wprowadzony do Pro Football Hall of Fame.