NFL, tydzień 7: Z dużej chmury wielka mgła

Od wielu dni kibice ostrzyli sobie zęby na rewanż za Super Bowl 2017. Fani Falcons liczyli na rewanż za historyczny comeback. Kibice Patriots obawiali się, co przeciwko najgorszej obronie NFL wyczyniał będzie aktualny MVP, Matt Ryan. A reszta sympatyków futbolu amerykańskiego liczyła na widowisko choć odrobinę przypominające szalone spotkanie w Houston. Dostaliśmy niezbyt ciekawy mecz w upiornej mgle, z którego zadowoleni mogą być tylko zwolennicy Pats.

W podsumowaniu tygodnia zajmiemy się drugą z rzędu porażką Chiefs po szalonej końcówce. Przyjrzymy się pierwszemu meczowi Packers bez Aarona Rodgersa. I wreszcie Monday Night Football, po którym Philadelphia Eagles zostali drużyną z najlepszym bilansem w NFL.

Zaczynamy jednak od Sunday Night Football i New England Patriots, którzy po raz pierwszy w tym sezonie wyglądali jak mistrzowie NFL.

 

Kiedy czwarta najlepsza ofensywa NFL (wg DVOA) staje naprzeciwko najgorszej defensywy, można się spodziewać wielu rzeczy. Kiedy aktualny MVP staje naprzeciw defensywy, która pozwoliła rozgrywającym rywali na rzucenie 300 jardów w każdym meczu w tym sezonie, można spodziewać się efektownej ofensywy podaniowej.

To czego trudno się spodziewać, to niemal zerowy dorobek ataku Sokołów. Falcons zdobyli swoje jedyne punkty w tym meczu na sam koniec spotkania, gdy wynik był rozstrzygnięty. Defensywa Patriots po raz pierwszy zagrała na niezłym poziomie.

To oczywiście nie znaczy, że Patriots znów są faworytami do wygranej w Super Bowl. Ich obrona zagrała poprawnie, ale Falcons mieli swoje szanse, których nie wykorzystali. Matt Ryan przestrzelił kilka rzutów do mniej lub bardziej otwartych reciverów. Nie potrafili konwertować 4&goal z 0,5 jarda od pola punktowego. Zmarnowali dwa field goale poniżej 40 jardów. Jeden zablokowały special teams Pats, ale drugi to było po prostu pudło.

Jednak po dramatycznie słabych występach obrony NE w poprzednich meczach nawet poprawny występ to kolosalny krok naprzód. Nie było już tych dramatycznych nieporozumień i masy big playów po żenujących błędach obrony. Stephon Gilmore wygląda na największą klapę w historii free agency w Nowej Angllii, a jego brak wyszedł Patriots raczej na plus.

Udało się również odciążyć Toma Brady’ego, który na początku sezonu w pojedynkę ciągnął drużynę. Tym razem był dobrze chroniony, a gra biegowa dała im 165 jardów w 33 próbach (oficjalne statystyki pokazują tu jeszcze „kolanka” Brady’ego). To oznaczało, że Brady mógł rzucać mniej i nie musiał silić się na tak dużo dalekich piłek. Po ostatnich meczach czuł się zapewne jak przepuszczony przez wyżymarkę. W porównaniu z tym, mecz z Falcons był niczym wizyta w SPA.

Atlanta ma problem. I to duży. A problem nazywa się Sarkisian. Steve Sarkisian. Wiadomo było, że odejście Kyle’a Shanahana z posady OC Falcons oznacza nieco inną filozofię w ofensywę. Jednak nowy koordynator odziedziczył niemal niezmieniony skład, z aktualnym MVP na rozegraniu i jednym z najlepszych reciverów w lidze w osobie Julio Jonesa. Tymczasem ofensywa Atlanty jest bez życia i bez pomysłu. Niewiele brakowało, by mieli bilans 1-5. Potrzebowali dwóch dropów w polu punktowym by wygrać z Bears, a szaleńczemu comebackowi Lions zabrakło jedynie pół jarda.

W Foxborough Falcons próbowali konwertować 4&6 i 4&7 na środku boiska. Wiecie, że jestem fanem agresywnego playcallingu, ale to nie była agresja. To była brawura albo desperacja.

W Super Bowl Falcons zbudowali przewagę dzięki skutecznemu pass rushowi ze środka. To najlepszy sposób na pokonanie Toma Brady’ego. W niedzielę nie było go w ogóle.  Brady ruszał się w kieszeni zupełnie swobodnie. A gdy już popełnił błąd i rzucił INT, Falcons podarowali mu kartę „wychodzisz wolny z więzienia” głupią karą za późne uderzenie.

Patriots zagrali zdecydowanie najlepszy mecz w tym sezonie. Dobrze w ataku, obronie i special teams. Drużyny Billa Belichicka nie można skreślać, póki nie przegrają ostatniego meczu w playoffach. Ale to jeszcze nie są ci Patriots, którzy mieli zdominować NFL w 2017 r. Jednak ich kibice przyjmą swoją drużynę w każdej postaci, byle wygrywała. Do Your Job.

 

Gorączka czwartkowej nocy

Szalony i nadspodziewanie interesujący mecz w ramach Thursday Night Football zakończył się jeszcze bardziej szaloną końcówką.

Dwuminutowa seria na 85 jardów z konwersją 4&11 po drodze. Przyłożenie anulowane po analizie powtórki, trzy flagi w czterech ostatnich snapach i trzy ostatnie snapy, które rozpoczynały się z zegarem meczowym pokazującym 0:00.

A kiedy opadł kurz, Kansas City Chiefs mają na koncie drugą porażkę, a Oakland Raiders niespodziewanie wrócili do walki o playoffy.

To był mecz ofensyw. Obrony nie miały za wiele do gadania. Chiefs, od lat znani ze świetnego pass rushu, nie tylko nie zaliczyli ani jednego sacku, ale nawet jednego QB Hita.

Co prawda raz solidnie przyłożyli rozgrywającemu Raiders, kiedy w drugiej kwarcie Carr zagrał zaplanowany QB draw. Zacznijmy od tego, że granie QB draw przy 3&10 rozgrywającym, który dopiero wrócił po złamaniu kości w plecach nie jest najlepszym pomysłem. Carr dostał mocne uderzenie od Marcusa Petersa, za które Peters został ukarany 15 jardami. Podobno uderzył późno. No cóż, Carr w akcji biegowej nie ma ochrony rozgrywającego. Gdyby takie uderzenie dostał running back to nikt by nie pomyślał, by rzucić flagę.

Obrona Chiefs nie wykorzystała kilku szans. Najpierw w tej samej serii udało im się dopaść Carra i odzyskać piłkę po sack-fumble, ale cały wysiłek zanegowała kara w secondary. Z kolei pod koniec pierwszej połowy upuścili INT, które mogło dać im szansę na jeszcze jakieś punkty przed przerwą.

Obrona Raiders też się nie popisała. 63-jardowe przyłożenie Alberta Wilsona powinno skończyć się przechwytem Oakland. Tymczasem piłka po rykoszecie wpadła w ręce recivera Chiefs, który był tym chyba mocno zdziwiony, ale prezentu nie zmarnował.

Przyjemnie było oglądać w akcji obie ofensywy. W barwach Najeźdźców eksplodował Amari Cooper, który miał kiepski początek sezonu. Przeciwko Chiefs zanotował 210 jardów i 2 TD, a dodatkowo wymusił DPI na 47 jardów w trzeciej kwarcie, które otworzyło Oakland drogę do trzeciego przyłożenia w tym meczu.

Po stronie Chiefs 6 piłek na 125 jardów i 1 TD złapał Tyreek Hill, a kolejny 100-jardowy mecz zanotował Kareem Hunt. KC grają w tym sezonie ciekawą i innowacyjną ofensywę, jednak rywale zaczynają ją powoli rozgryzać. Przeciwko Raiders mniej szkód niż zwykle wywoływał zone read. Głównie dlatego, że Alex Smith nie zatrzymuje piłki, nawet gdy się aż o to prosi, więc defensorzy rywala nie muszą się wahać, tylko idą w ciemno do RB.

Można mieć rózne zastrzeżenia do obu drużyn, ale jeśli jeszcze nie widzieliście tego meczu, to koniecznie nadróbcie. Warto.

 

Czy istnieje życie bez Rodgersa?

Podobno istnieje. Ale co to za życie?

Fani Packers dostali próbkę w niedzielę. Początkowo było nawet nieźle, a spora w tym zasługa New Orleans Saints, a konkretnie Drew Breesa, który rzucił 2 INT w pierwszej kwarcie. Pierwsze to był fatalny błąd i rzut, którego tak doświadczony QB powinien unikać. Drugie to minimalnie niedorzucone podanie, ale i kapitalny chwyt Davona House’a.

Dzięki temu Packers po pierwszej połowie prowadzili 14:7. W ofensywie dobrze funkcjonowała gra biegowa, a kolejne kapitalne spotkanie rozegrał rookie Aaron Jones, który jest już niekwestionowanym #1 na backfieldzie GB, nawet przy zdrowym Ty Montgomerym. Niestety QB Brett Hundley nie dawał rady.

Oczywiście rezerwowy rozgrywający Green Bay miał swoje momenty. Jak wymuszenie offside’u Saints w stylu Aarona Rodgersa. Jak kapitalny bieg po drugie przyłożenie dla Green Bay. Ale jako podający pozostawiał wiele do życzenia.

Hundley zaliczył zaledwie 87 jardów w 25 rzutach. Każda piłka dłuższa niż pięć jardów wyglądała jak proszenie się o INT. Każda piłka dłuższa niż 15 jardów wyglądała na ślepe ciśnięcie kamieniem byle dalej od siebie. Trudno kompletnie odsądzać Hundleya od czci i wiary. Mike McCarthy nie ma pojęcia co robić z Aaronem Rodgersem, więc skąd ma wiedzieć co robić z młodym, niedoświadczonym QB. W niedzielę trzymał go na krótkiej smyczy, a kiedy luzował trochę więzy, okazywało się, że młody rozgrywający nie ma za wiele do pokazania.

Co gorsza nie widać, by Packers byli w stanie przetrwać nieobecność swojej największej gwiazdy. Po względnie niezłej pierwszej połowie, w drugiej defensywa kompletnie się rozsypała. Alvin Kamar, Mark Ingram, a nawet Ted Ginn robili co chcieli. Po nerwowym początku Drew Brees dowodził ofensywą jak profesor.

W ostatnich czterech draftach 9 z 12 graczy wybranych przez GB w pierwszych trzech rundach stanowili gracze defensywy. Jadnak ilość nie przechodzi w jakość. DC Dom Capers nie potrafi rozwinąć tego talentu. Co gorsza nawet weterani nie dają rady. Trzeba powiedzieć głośno, że Clay Matthews nie jest wart ponad 13 mln dolarów rocznie, jeśli nie potrafi wygrywać jeden na jeden w pass rushu. Matthews i Nick Perry mają dwa najwyższe kontrakty w drużynie po Rodgersie, a jednak Drew Brees podawał niemal zupełnie bez presji, nawet gdy Packers wysyłali blitze.

NFC North wygląda fatalnie. Packers bez Rodgersa są w rozsypce. Vikings mają kapitalną obronę, ale wspólnie z Ravens stworzyli dość żenujące ofensywnie widowisko. Lions mają problemy z linią ofensywną, co ogranicza ich możliwości w ataku. Z kolei Bears niespodziewanie pokonali Panthers dzięki dwóm defensywnym TD Eddiego Jacksona, a ich ofensywa wymęczyła jedynie cztery celne podania i pięć pierwszych prób przez cały mecz.

 

Eagles faworytami NFC

W zeszłym sezonie Philadelphia Eagles grali naprawdę solidny futbol, ale ich bilans był znacznie słabszy niż gra. W dużej mierze wynikało to z bilansu 1-6 w meczach zakończonych różnicą jednego posiadania. Pewne zwycięstwa nad Steelrs czy Falcons pokazywały, że ta drużyna ma znacznie większy potencjał niż 7-9.

W tym roku Orły pozostają ostatnią drużyną z zaledwie jedną porażką na koncie. W NFC bez Aarona Rodgersa, z chimerycznymi Panthers, grającymi bez pomysłu Falcons, Seahawks bez linii ofensywnej i Rams, którzy z tego wszystkiego wyglądają najsolidniej, Philly to najbardziej kompletna drużyna, co pokazali w meczu przeciwko Washington Redskins.

Poprawa zaczęła się od Carsona Wentza na rozegraniu. Młody QB dojrzał i wyeliminował część błędów. Wciąż miewa problemy z celnością podań czy grą pod presją, choć akurat w poniedziałek nie było tego widać. Niemniej zrobił spory postęp. Jako rookie był frustrujący, ale obiecujący. Teraz jest pełnoprawnym starterem. Jeszcze nie gwiazdą, ale jeśli dalej będzie się rozwijał, to kto wie? Do poziomu Matta Ryana czy Eli Manninga mu jeszcze trochę brakuje, ale to półka Kirka Cousinsa czy Andy’ego Daltona.

Na pewno jest w dobrej sytuacji. Ma wokół siebie mądrze poukładaną drużynę, trenera który ułatwia mu życie zamiast utrudniać i w tej konfiguracji nic nie stoi na przeszkodzie, by poprowadził swoją drużynę do Super Bowl.

Przeciwko Redskins Wentz zanotował jedno fatalne wprost długie podanie, które padło łupem obrońców rywala, ale potem grał bardzo dobry mecz, może nawet najlepszy w karierze. Podawał celnie, nawet pod presją, a dodatkowo zdobywał jardy biegiem. Nawet w sytuacjach wydawałoby się niemożliwych.

Ogromne brawa należą się frontowi defensywnemu Eagles, który cały mecz nie dawał spokoju Kirkowi Cousinsowi i zdominował bardzo dobrą o-line Redskins. Cousins został zsackowany czterokrotnie, a uderzony ośmiokrotnie, ale te liczby nie oddają jak często musiał rzucać w biegu, z zachwianej pozycji i pod presją.

Od drugiej połowy Eagles całkowicie kontrolowali przebieg meczu i zasłużenie, pewnie wygrali. Tegoroczna NFL jest pełna drużyn z mniejszymi lub większymi problemami. Tak grający Eagles mogą poradzić sobie z każdym. Pytanie czy zdołają utrzymać formę do końca roku. Na razie czarne chmury zbierają się nad o-line. LT Jason Peters został zwieziony z boiska z usztywnioną nogą po kontuzji kolana i nie wrócił do gry. We wtorek rano okazało się, że po zerwaniu więzadeł w kolanie sezon ma z głowy.

 

Tydzień w skrócie:

1. To był czarny weekend ofensyw. Siedem drużyn nie zdobyło ofensywnego przyłożenia, trzy nawet jednego punktu.

2. Fenomenalna seria Joe Thomasa skończyła się na 10 363 snapach z rzędu. Przeciwko Titans zerwał triceps i nie zagra już do końca sezonu. Ogromna szkoda.

3. Minimum osiem tygodni odpocznie Carson Palmer, który złamał rękę. Biorąc pod uwagę, że za osiem tygodni Cardinals zapewne nie będą mieli o co walczyć, trzeba się zastanowić, czy Palmer nie zagrał w niedzielę ostatniego meczu w swojej ciekawej i wyboistej karierze.

Jego miejsce zajmie Supergirl. Serio:

4. Kolejne dwie gwiazdy z urazami. Wydawać by się mogło, że tych kontuzji jest w tym roku wyjątkowo dużo, ale Football Outsiders się nie zgadzają. Liczbowo jest podobnie, po prostu mecze tracą wielkie gwiazdy, a nie trzeci RB i czwarty WR. Warto zwrócić uwagę na plagę kontuzji na początku sezonu NBA. Zawodowy sport to ryzyko. W futbolu jest oczywiście większe niż w innych sportach, ale nie tylko kibice NFL mają problem przez kontuzje ulubieńców.

5. LA Rams i Jacksonville Jaguars mają już więcej zwycięstw na koncie niż w całym sezonie 2016. Są pierwszymi drużynami w tym roku, którym udała się ta sztuka.

6. Le’Veon Bell zaliczył 192 jardy z akcji (run + rec) przeciwko Bengals. Gra fenomenalnie, a jego dyspozycja pozwala  Steelers na odciążenie nierównego Roethlisbergera. Ale jeśli Pittsburgh dalej będzie wręczał piłkę swojemu RB 38 razy w meczu, nawet gdy wynik jest dawno rozstrzygnięty, to Bell znów będzie kontuzjowany na playoffy.

Z drugiej strony przyjemnie oglądać takie akcje:

7. Adrian Peterson zaliczył 21 jardów w 11 biegach w swoim drugim występie w barwach Cardinals. Obstawiam, że to będzie norma. Anomalią było raczej 134 jardy przed tygodniem. AP powinien już zakończyć swoją bogatą karierę, a nie rozmieniać się na drobne.

8. Z notatnika statystyka:

  • Drew Brees został czwartym graczem w historii (P. Manning, Favre, Brady), który zaliczył 500 podań na TD w karierze (sezon regularny plus playoffy)
  • Jacksonville Jaguars zaliczyli drugi mecz w tym sezonie z dwucyfrową liczbą sacków. To pierwszy taki wyczyn od „Nieblokowalnych” Bears z 1985 r. Nawet oficjalne twitterowe konto drużyny zmieniło nazwę na „#Sacksonville”

9. Ciasno się robi:

10. Tackle sezonu?

NFL, tydzień 6: Chiefs zatrzymani, Packers bez Rodgersa

Jeszcze tydzień temu ofensywa Chiefs wyglądała na niepowstrzymaną. Kareem Hunt na kandydata do MVP. A Pittsburgh Steelers na ekipę w rozsypce. W niedzielę na cztery minuty przed końcem trzeciej kwarty Alex Smith i spółka mieli w sumie 25 jardów w ofensywie, a Stalowi wyglądają na potęgę. NFL to jedyna liga, gdzie naprawdę wszystko może się zdarzyć. Zapytajcie kibiców Broncos i Giants.

W dzisiejszym podsumowaniu przyjrzymy się pojedynkowi na szczycie NFC w czwartkową noc, omówimy dramat Green Bay Packers oraz zastanowimy się ile jeszcze wytrzyma defensywa Jacksonville Jaguars. Jednak zaczynamy od porażki ostatniej niepokonanej drużyny w tym sezonie, dzięki czemu grupka starszych panów z Miami mogła otworzyć szampana.

 

Pierwsza porażka Chiefs

Niezmiernie bawi mnie mówienie o „fantastycznym sezonie Alexa Smitha”. Smith to weteran o bardzo konkretnych umiejętnościach i świetnie znanych ograniczeniach. W tym roku Andy Reid zbudował ofensywę idealnie wykorzystującą jego atuty i maskującą wady. A kluczem są dwaj wyjątkowi gracze: TE Travis Kelce i rookie RB Kareem Hunt. Wiedzieli o tym Steelers i wykorzystali to.

Obrona Steelers to idealne lekarstwo na ofensywę Chiefs. Mega szybcy, nie pozwalający na jardy po złapaniu piłki, które są sednem ataku KC. Pittsburgh zatrzymał Hunta. Kelce był niewidoczny przez trzy i pół kwarty. A Alex Smith kompletnie nie potrafił się w tym odnaleźć. Co gorsza przestrzelił kilka podań, które mogły odwrócić losy tego meczu. Na dwie i pół minuty prze końcem meczu w polu punktowym miał Demarcusa Robinsona, wokół którego były tylko hektary sztucznej trawy. Smith przerzucił go, wyrzucając piłkę w aut. Fakt, był pod presją, ale takie rzuty po prostu musi trafić, jeśli KC chcą wreszcie przełamać niemoc w postseason.

Mike Tomlin znakomicie ustawił drużynę. Byli gotowi właściwie na każdą zagrywkę Chiefs. Powstrzymywali nawet shovel power read, czyli zagrywkę, która w tym sezonie sieje spustoszenie w NFL, a o której pisałem szerzej przed tygodniem. Ponadto po ofensywnej katastrofie przeciwko Jaguars przed tygodniem zupełnie zmienili podejście do ataku.

Przede wszystkim wyjęli piłkę z rąk Bena Roethlisbergera. QB Steelers wykonywał bardzo mało trudnych rzutów, a w sumie podawał zaledwie 25 razy. Ciężar ofensywy spoczął na Le’Veonie Bellu. Najlepiej opłacany RB w NFL wybiegał 179 jardów w 32 próbach na świetnej średniej 5,6 jarda/próbę. Tańczył między obrońcami Chiefs, którzy nie byli go w stanie powalić. Nie wiem ile z tych jardów Bell zdobył po pierwszym kontakcie z obrońcą, ale na oko grubo ponad połowę.

Drugą gwiazdą ataku Steelers był Antonio Brown, który złapał 155 z 252 jardów podaniowych Pittsburgha w tym meczu. W tym bardzo szczęśliwe, zwycięskie podanie na 51-jardowe przyłożenie, które powinno paść łupem Chiefs. Cóż, w NFL czasem potrzeba również szczęścia.

Oczywiście nie można wyciągać za daleko idących wniosków. Ofensywa Steelers opierająca się wyłącznie na Bellu jest na dłuższą metę nie do podtrzymania. Do gry musi się włączyć Roethlisberger, a ten wciąż nie może znaleźć formy w tym roku. Jego długie piłki to tragedia, a w ofensywie z Antonio Brownem i Marteviusem Bryantem to poważny problem.

Z kolei Chiefs nadzieli się na przeciwnika wyjątkowo dobrze przygotowanego do bronienia ich ofensywy. To nie znaczy, że ta ofensywa przestanie działać. Ale perspektywa wpadnięcia na Steelers w playoffach powinna poważnie martwić Andy’ego Reida.

 

Philadelphia Eagles na czele NFC

W najlepszym w tym sezonie czwartkowym meczu Philadelphia Eagles pokonali Carolina Panthers i wobec porażki Packers zostali samodzielnymi liderami NFC.

W mediach amerykańskich oczywiście nasłuchacie się peanów pod adresem Carsona Wentza. Tak to jest, jak ktoś ogląda statystyki zamiast meczów. Nie zrozumcie mnie źle, Wentz to całkiem solidny QB, który we właściwym otoczeniu może zajść bardzo wysoko. Jak Andy Dalton. Ale, podobnie jak Dalton, rozsypuje się kompletnie pod presją i nie jest w stanie pociągnąć za sobą kolegów, gdy drużyna sobie nie radzi. Ot, klasa średnia.

Właściwymi autorami czwartkowego zwycięstwa byli obrońcy Eagles. Ograniczyli atak Panthers do zaledwie 3,9 jarda/próbę. Cały atak, nie tylko biegowy. Roili się jak wściekłe szerszenie, gdy ktoś kopnie ich gniazdo. Gracze Panthers nie mieli za wiele wolnej przestrzeni, a wokół każdego gracza z piłką momentalnie zjawiało się kilku obrońców.

Trzeba jednak przyznać, że Panthers wydatnie im w tym pomogli. Po pierwsze reciverzy w Charlotte cierpią na ciężki przypadek dropozy. Po prostu upuszczają co się da. Cam Newton miał po meczu zapisany przechwyt we własnym red zone. Tyle że trudno mieć do niego pretensje, jeśli Jonathan Stewart przepuszcza idealne podanie, a to wpada prosto w ręce defensorów.

Nie znaczy to, że Newton grał wielkie zawody. W pewnym momencie odniósł chyba jakiś uraz. Nie na tyle poważny, by zejść z boiska, ale wystarczająco, by nagle jego podania zaczęły szybować nad głowami reciverów. Newton ma z tym problem od początku swojej kariery, ale w czwartek było z tym dramatycznie źle.

I wreszcie Christian McCaffrey, który cierpi w ofensywie Panthers. Sztab szkoleniowy Caroliny nie ma pojęcia jak wykorzystać wszechstronnego rookie RB. Puszczanie go między tacklami w power runach, tak uwielbianych przez sztab Rona Rivery, to po prostu zbrodnia. Aż się prosi, by używać go jak Chiefs używają Kareema Hunta. McCaffrey zapewne spogląda z tęsknotą ku Kansas City czy Los Angeles (Rams), gdzie potrafiliby wykorzystać jego talenty. Co prawda Panthers chyba zrozumieli, że jest najgroźniejszy jako reciver z backfieldu, ale RB screen to mniej więcej kres kreatywności ofensywnego playcallingu Panthers.

Na koniec mały diamencik pracy trenera. Przy podwyższeniu Eagles na początku trzeciej kwarty Panthers popełnili spalonego. Trener Doug Pederson zdjął z tablicy trafiony Extra Point i postanowił grać za dwa z 1 jarda. Dlaczego? Od 2001 r. skuteczność drużyn w akcjach zaczynających się jeden jard od pola punktowego to 53,4% (2911/5454). To oznacza, że granie za dwa z jednego jarda jest bardziej opłacalne (0,534*2=1,068 EPA, Estimaited Points Added) niż 100% skuteczny Extra Point (1 EPA). Dodatkowo rzeczywista skuteczność XP z 33 jarda to ok. 95%, a mając w składzie LeGarette Blounta Philly powinni być bardziej skuteczni z 1 jada niż 53,4%.

Co więcej, udane 2 pt. conv. zmusza przeciwnika do tego samego, jeśli chce wyrównać mecz po przyłożeniu. Tyle że 2 pt conv. z drugiego jarda to szansa ok. 40,6% (1372/3377 od 2001 r.). A więc udane 2 pt. conv zmusza rywala do zagrania akcji, której prawdopodobieństwo sukcesu jest o prawie 13 pkt. proc. niższe niż twojej. Agresywny ruch, ale bardzo mądry.

Szkoda tylko, że mecz potoczył się w taki sposób, że nie miało to znaczenia ;)

 

Złamany obojczyk Aarona Rodgersa

W pierwszej kwarcie meczu Green Bay Packers przeciwko Minnesota Vikings stan Wisconsin wstrzymał oddech. Po legalnym powaleniu Anthony’ego Barra Aaron Rodgers najpierw nie podnosił się z murawy, a potem zjechał do szatni na wózku. Diagnoza – złamany obojczyk.

To już drugi taki przypadek w karierze Rodgersa. W sezonie 2013 stracił po takim urazie dwa miesiące (7 meczów). gdyby w tym roku było podobnie, Rodgers wróciłby na trzy ostatnie mecze sezonu, w tym dwa w dywizji (@CAR, MIN, @DET). Tyle że Packers oficjalnie oznajmili, że to „może być koniec sezonu”. Zwłaszcza jeśli potwierdzą się plotki, jakoby nie było to czyste złamanie, tylko z jakimiś odłamkami kości. Na razie Rodgersa czeka operacja, a wtedy się zobaczy.

Packers grali w playoffach w ośmiu ostatnich sezonach. To najdłuższa aktywna seria w NFL (ex-equo z Patriots). Niestety sezon 2017 może być jej kresem.

W mediach społecznościowych pojawiły się różne pomysły na nowego QB Packers. Od Colina Kaepernicka po Tony’ego Romo (sic!). Jednak mało prawdopodobne, by Green Bay sięgnęli po kogoś z zewnątrz. Packers to uosobienie filozofii „Draft and develop”. Zaufają Brettowi Hundleyowi i swojemu systemowi. Rezerwowym będzie Joe Callahan, obecnie w practice squadzie.

Jak przypomniał Andrew Brandt na Twitterze, po emeryturze Bretta Favre’a nikt nie mógł uwierzyć, że powierzą klucze do ofensywy backupowi (Brandt był wtedy we front office Packers). Wszyscy byli przekonani, że Packers sięgnął po jakiegoś weterana. Tym backupem był Aaron Rodgers, a Green Bay wyszli na tym całkiem nie najgorzej.

Nie chcę przez to mówić, że Hundley to nowy Rodgers. Mocno w to wątpię. Ale panicznie sięgnięcie po kogoś z zewnątrz jest kompletnie sprzeczne z całą filozofią Packers.

 

Katastrofa o imieniu Blake

Obrona Jacksonville Jaguars jest dobra. Bardzo dobra. Może nawet najlepsza w lidze. Calais Campbell zgłasza się jako kandydat do Defensive Player of the Year, Jalen Ramsey to kandydat do All-Pro na swojej pozycji, a reszta ich kolegów dostosowuje się poziomem. Tydzień temu wystarczyło to, żeby pokonać Steelers. Na Rams było za mało.

Niestety, w NFL defensywa sama nie wygra na dłuższą metę, chyba że mówimy o formacjach tak historycznie wybitnych jak Denver Broncos 2015. Jaguars aż na takim poziomie nie są, choćby przez słabszą grę w obronie biegowej. Tymczasem ofensywa kompletnie odstaje.

Właściwie jedynym zagrożeniem w ataku Jags jest rookie RB Leonard Fournette. I rywale świetnie o tym wiedzą. Przeciwko Rams Fournette musiał dokonywać cudów, by wyrwać choć kilka jardów. Nie licząc 75-jardowego przyłożenia na początku meczu, Fournette zanotował zaledwie 55 jardów w 20 biegach. Walił głową w mur, bo Rams kompletnie lekceważyli Blake’a Bortlesa. Bo czemu nie.

Bortles jest w tej chwili obciążeniem dla Jaguars, którzy mają skład na playoffy. Z dobrym rozgrywającym mogliby się nawet pokusić o mistrzostwo. Niestety z Bortlesem postseason to maks. Jak na Jaguars to i tak sporo (ostatni raz grali w playoffach w sezonie 2007, tak samo dawno nie mieli sezonu na plusie), ale potencjał drużyny, a zwłaszcza defensywy jest większy.

Oczywiście w niedzielę zawiodła nie tylko ofensywa, ale i special teams. Rams wygrali 10 pkt, z czego 14 zdobyły special teams: najpierw kickoff return TD, a potem przyłożenie po zablokowanym puncie. Do tego kicker Jacksonville przestrzelił dwa FG. W sumie 20 pkt. różnicy.

 

Tydzień w skrócie:

1. Z notatnika statystyka:

  • Patriots okrutnie męczyli się z Jets, przegrywali już 0:14, ale ostatecznie wygrali po kontrowersyjnej decyzji sędziów. A to oznacza, że Tom Brady ma na koncie 187 wygranych jako startowy QB i jest pod tym względem rekordzistą wszechczasów.
  • New Orleans Saints zdobyli pierwszy defensywny TD od 679 dni (13. kolejka sezonu 2015)
  • Chicago Bears zaliczyli siedem podaniowych TD odkąd Mitchell Trubisky przejął obowiązki rozgrywającego. Tylko dwa są autorstwa Trubiskiego.
  • Larry Fitzgerald ma już 14 854 jardów podaniowych w karierze. Wskoczył dzięki temu na siódme miejsce w klasyfikacji wszechczasów. Do trzeciego Randy Mossa brakuje mu niecałych 400 jardów, więc powinien to osiągnąć jeszcze w tym roku. Drugi Terell Owens to różnica prawie 1100 jardów. W tym roku będzie ciężko, ale jeśli będzie grał w przyszłym sezonie, to kto wie. Lider, Jerry Rice, ma na koncie prawie 23 tys. jardów i jest kompletnie poza zasięgiem.

2. New Orleans Saints i Detroit Lions zafundowali nam jeden z najbardziej szalonych meczów od dawna. W trzeciej kwarcie Saints prowadzili już 45:10, ale Lions zdołali zmniejszyć straty do jednego posiadania i mieli piłkę (!). Jednak wówczas pick-six Camerona Jordana (liniowego, jakby kto pytał) rozstrzygnął mecz na korzyść Saints. Obie drużyny zdobyły w sumie 90 punktów. Tylko w dziewięciu meczach w historii NFL padło więcej, ostatnio w 2015 r., kiedy to również Saints pokonali Giants 52:49. Rekordem jest 106 punktów (CLE@CIN 48:58 w 2004 r.), co tylko dowodzi, że najlepszą ligą świata jest PLFA II, której niedzielny finał Panthers Wrocław B – Patrioci Poznań skończył się wynikiem 71:50 dla Panthers.

3. New York Giants po katastrofalnym początku sezonu jadą bez reciverów na Mile High Stadium i wygrywają z Broncos. Bears wygrywają po dogrywce w Baltimore. Dolphins odrabiają 17 pkt. straty i wygrywają w Atlancie. Chargers wygrywają w Oakland. Bo właściwie czemu nie? Any given Sunday.

4. Adrian Peterson w debiucie w barwach Cardinals wybiegał 134 jardy i dwa przyłożenia. To niewiele mniej niż przez wszystkie pozostałe mecze od początku sezonu 2016 (153 jardy, 0 TD). Jeśli Cardinals ułożą pod niego ofensywę, może coś jeszcze zdziałać. Ale jeśli ułożą pod niego ofensywę, to bardzo się ograniczają w doborze zagrywek w grze podaniowej.

5. Colin Kaepernick złożył do sądu pozew, w którym twierdzi, że brak pracy dla niego to wynik zmowy właścicieli klubów. Ma rację, tyle że nie będzie w stanie tego udowodnić przed sądem. Kiepski ruch.

6. San Francisco 49ers przegrali dwoma punktami z Redskins, ale chyba znaleźli nowego QB. W każdym razie póki co rookie C.J. Beathard dostanie szansę na wykazanie się za sterami ofensywy.

7. Za taki numer Mike Mitchell powinien zostać zawieszony do końca sezonu. To była chamska i celowa próba zrobienia krzywdy rywalowi. Ale znając priorytety NFL dostanie dwa mecze, które po apelacji skrócą mu do jednego (vide Danny Trevathan). Gdyby zapalił skręta, ooooo, to wtedy co innego.

8. Kiko Alonso nosi przeciwników na rękach. Dosłownie.

9. Ryan Fitzpatrick Alert!

P.S. Pamiętaj, że po przeczytaniu tekstu zostawić lajka na Facebooku i/lub na Twitterze

NFL, tydzień 5: Sezon nabiera rozpędu

1:13 do końca meczu na stadionie w Dallas. Świetnie wyegzekwowany zone read i Dak Prescott wyprowadza Cowboys na czteropunktowe przyłożenie. Ale Jerry Jones jeszcze się nie cieszy. On wie, że 73 sekundy i jeden timout to dla Aarona Rodgersa wieczność. W zeszłorocznych playoffach na tym samym stadionie wystarczyło mu 35 sekund…

W piątym tygodniu w NFL działo się bardzo wiele. W podsumowaniu przyjrzymy się pladze urazów największych gwiazd, zaskakująco ciekawemu spotkaniu Rams-Seahawks, jednemu z najgorszych meczów w karierze Bena Roethlisbergera, zagrywce z uczelnianych playbooków, która podbija NFL oraz temu na ile statystki Deshauna Watsona znajdują odzwierciedlenie w jego grze.

Zaczynamy jednak od najlepszego jak dotąd spotkania tego sezonu, czyli pojedynku Cowboys – Packers.

 

Kolejne wydanie klasyku

Gdy w ostatnich latach Green Bay Packers przyjeżdżają do Dallas, mamy gwarancję pasjonującego meczu. Tak było w sezonie 2013, gdy Green Bay z Mattem Flynnem na rozegraniu usiłowali uratować sezon po kontuzji Aarona Rodgersa. Tak było w zeszłorocznych playoffach, gdy Aaron Rodgers poprowadził Packers do zwycięstwa w Divisional Round. Tak wreszcie było w niedzielę, gdy obie drużyny stoczyły kolejny zacięty bój, zakończony pasjonującą końcówką.

W styczniu to Cowboys odrabiali straty i wrócili ze stanu 21:3 w drugiej kwarcie. Tym razem to Dallas objęli prowadzenie 21:6 w drugiej kwarcie.

Mecz od początku mógł się podobać, bo obie ofensywy grały bardzo dobry futbol. Jasne, pomagała im relatywna słabość obu defensyw, ale to nie tak, że atak robił co chciał. Wręcz przeciwnie, obie drużyny wyrywały kilkujardowe zyski. W efekcie mieliśmy sporo punktów, ale serie ofensywne trwały dość długo. Dzięki temu było ich mało i każda stracona, czyli niezakończona przyłożeniem seria ofensywy bolała podwójnie.

Defensywa Cowboys wywierała skutecznie presję na Aarona Rodgersa, który znów musiał sobie radzić bez Davida Bakhtiariego, podstawowego LT. W efekcie został czterokrotnie zsackowany, uderzony sześciokrotnie i nie miał takiego komfortu gry w kieszeni jak w zeszłym sezonie. Z kolei obrona Green Bay przez trzy kwarty bardzo skutecznie powstrzymywała grę biegową Dallas zagęszczając tackle box, ale kosztem ułatwienia życie Dakowi Prescottowi i jego reciverom.

Przed rokiem częstym pytaniem było jak poradzi sobie Prescott bez dominującej o-line i gry biegowej. W niedzielę radził sobie bardzo dobrze. Wykorzystywał swój atletyzm, wymykał się pass rushowi Packers i podawał w niesamowitych sytuacjach niczym Russell Wilson. GB nieco ułatwili mu życie, zostawiając często Deza Bryanta jeden na jednego z którymś z DB, ale podanie Prescotta do Bryanta na przyłożenie było najwyższej klasy.

Z kolei Packers niespodziewanie natrafili na ukryty talent w postaci rookie RB Aarona Jonesa. Jones zagrał dopiero swój drugi mecz w sezonie, a na boisko wyszedł , kiedy dwaj koledzy powyżej niego w depth chart odnieśli urazy. Młody RB odwdzięczył się świetnym meczem. 125 jardów w 19 próbach i efektowny chwyt na 9 jardów w czwartej kwarcie. GB nie mieli podobnego running backa od eksplozji Jamesa Starksa w playoffach 2010. Zobaczymy czy Jones będzie potrafił utrzymać taki poziom, ale na pewno zasłużył na więcej snapów.

Czy Cowboys zostawili Rodgersowi za dużo czasu? Dla Rodgersa nawet jedna sekunda to wystarczająco wiele czasu. Jednak zupełnie poważnie, to trudno mieć pretensje do Prescotta, że wbiegł do endzone, zamiast kłaść się na pierwszym jardzie. Nie zawsze udaje się wbić do pola punktowego z jednego jarda w kluczowym momencie. Spytajcie Seahawks. Packers mieli tylko jeden timeout, potrzebowali przyłożenia. Model Pro-Football Reference dawał Dallas w tym momencie ponad 88% szans na zwycięstwo.

Jeśli można mieć o coś pretensje to raczej o poprzednią akcję. W czwartej kwarcie Elliott był właściwie nie do zatrzymania. Zamiast tego Cowboys grają akcję podaniową, która zatrzymuje zegar. To był błąd, nie „za szybkie” punkty Prescotta.

Zresztą Packers i tak zrobili sporo, żeby to zawalić. O ile bieg Jonesa na środku boiska przeciwko idealnemu ustawieniu Dallas (5-0-6) był bardzo dobrym pomysłem, o tyle kolejnego biegu Cowboys już się spodziewali i Packers musieli wziąć jedyny timeout na 29 sekund przed końcem meczu. Wówczas każde powalenie gracza Packers w boisku praktycznie kończyło mecz. I gdyby nie Rodgers, który wymknął się dwóm obrońcom w trakcie 18-jardowego biegu, tego timeoutu bardzo by zabrakło.

I wreszcie finałowe podanie do Davante Adamsa. Zawodnika, który w ogóle nie powinien lecieć do Dallas. Który dziesięć dni wcześniej został znokautowany brutalnym ciosem Trevathana. Lekarze dopuścili go do gry, ale czy mecz półtora tygodnia po ciężkim wstrząśnieniu mózgu to na pewno dobry pomysł? Bokserów po knockoucie obowiązuje trzymiesięczna przerwa. Czy futbolista po wstrząśnieniu mózgu nie powinien odpocząć przymusowo choć jednej kolejki?

Dla nas, kibiców, obecność Adamsa dodała smaku ostatniej serii. Bez niego Packers pewnie by nie wygrali, bo Jordy Nelson spędził ostatnie sekundy za linią boczną z niewyjaśnionym urazem. A tak mamy najlepszy tegoroczny mecz w NFL. Kto nie oglądał, niech szybko nadrabia.

 

Z notatnika medyka

W tym sezonie wbrew pozorom nie mamy jakieś nadzwyczajnej plagi kontuzji. Po prostu poważne urazy przydarzają się znacznie częściej pierwszoplanowym zawodnikom, a wręcz największym gwiazdom. Najgorzej ucierpieli New York Giants i Houston Texans.

W Nowym Jorku największą katastrofą jest start 0-5, który w praktyce przekreśla szanse na playoffy w tym roku. Ale zaraz na drugim miejscu jest poważna kontuzja Odella Beckhama, który już przeszedł operację kontuzjowanej kostki.

Dlaczego to dopiero druga najgorsza rzecz? Bo OBJ powinien wrócić w pełni sił na przyszły sezon, a dodatkowo kontuzja może obniżyć jego wartość w czekających negocjacjach nowej umowy.

Beckham to nie jedyny ubytek w składzie Giants. Sezon (i karierę?) skończył również WR Brandon Mashall (także kostka) i returner Dwayne Harris (złamana stopa). WR Sterling Shepard skręcił kostkę i straci kilka tygodni. W efekcie Roger Lewis jest jedynym WR w składzie Giants dostępnym w przyszłym tygodniu, który złapał już jakiekolwiek podanie.

Z kolei Texans mogą mówić o sporym pechu. Dorobili się wreszcie QB, który bardziej pomaga niż przeszkadza, ale stracili dwa filary obrony. J.J. Watt znów nie dogra sezonu do końca. Tym razem doznał złamania nasady bliższej kości piszczeli, co wyklucza go z gry do końca roku. Z kolei Whitney Mercillus zerwał mięsień piersiowy i w tym roku również nie zagra. W efekcie defensywny front Texans z atutu staje się znakiem zapytania.

 

Doroczny „trap game”

Jednym z najważniejszych meczów dla układu playoffów było spotkanie Seattle Seahawks z LA Rams. Ostatnio mieliśmy okazję obserwować ciekawą prawidłowość: nieważne jak dobrze grali Seahawks i jak słabo grali Rams, w meczach tych drużyn absolutnie wszystko było możliwe. W tym roku po raz pierwszy od dawna to Rams byli w gazie i Seahawks nie byli murowanymi faworytami. Wg ESPN, wygrana zwiększała szanse awansu do playoffów o 28 pkt. proc. (Rams) i 27 pkt. proc. (Seahawks).

Mecz okazał się całkiem ciekawy i ponownie wyrównany. Znacznie ciekawszy niż sugerowałyby wynik 16:10.

Jak za dawnych dobrych czasów Seattle do zwycięstwa poprowadziła defensywa. Nawet playcalling Seana McVaya nie pomógł przeciwko Earlowi Thomasowi i spółce, którzy wymusili pięć strat rywala. Obrona Rams nie ustępowała kroku. Ograniczyli Russella Wilsona do 198 jardów, grę biegową Seahawks do 2,5 jarda/próbę i grali na tyle dobrze, że Rams powinni to wygrać nawet mimo pięciu strat.

Gwoździem do trumny LA okazały się proste błędy techniczne. Najpierw w pierwszej kwarcie Todd Gurley zgubił piłkę na pół jarda od pola punktowego. Zamiast sześciu punktów dla Rams był touchback i piłka dla Seattle. Potem Tavon Austin, najbardziej przepłacany zawodnik NFL, dwukrotnie nie potrafił złapać puntu (jedną z tych piłek stracił). I wreszcie w samej końcówce Cooper Kupp nie zdołał złapać dobrego podania od Jareda Goffa na przyłożenie.

To był naprawdę mecz dla koneserów. Z reguły ironicznie mówimy tak o meczach, które po prostu są nudne. Jednak tu była masa fascynujących trenerskich szachów i ciekawe pokazanie jak można zatrzymać wysokooktanową ofensywę Rams. LA zdobyli swoje jardy (375), ale nie zdołali zamienić ich na punkty.

 

„Może już nie mam tego, co jest potrzebne”

Tak powiedział reporterom Ben Roethlisberger po meczu przeciwko Jaguars. Nie jestem pewien, na ile było to szczere, a na ile ironiczne, ale takie słowa w ustach dwukrotnego mistrza NFL brzmią co najmniej dziwnie. Zwłaszcza że zimą publicznie zastanawiał się, czy nie skończyć kariery.

Za wcześnie jeszcze, by ogłaszać pogrzeb Big Bena. Faktem jest jednak, że w niedzielę zagrał najsłabiej w karierze. 5 INT, 2 pick-six, 0 TD. Co prawda mecze na 0 TD 5 INT przydarzały się innym wielkim (Drew Brees i Matt Ryan w 2012, Eli Manning w 2013), niemniej lista takich „wyczynów” w XXI w. liczy dwanaście nazwisk, a większość nie należy do zawodników, których chcielibyśmy widzieć na czele swojej drużyny. Na marginesie: jedynym, który pojawia się tu dwukrotnie jest Ryan Fitzpatrick

Roethlisberger w tym roku gra co najwyżej przeciętnie. Mecz z Jags był pierwszym, w którym przekroczył 300 jardów górą, a potrzebował do tego 55 podań. Jego statystyki są na poziomie sezonu 2006, zdecydowanie najsłabszego w karierze. Po raz pierwszy w historii wszystkie jego wskaźniki statystyczne są na poziomie słabszym niż ligowa średnia.

To bolesne dla Steelers, bo to miał być ich rok. Młoda, odbudowana obrona, gra naprawdę dobry futbol. Wymusiła 8 strat w 5 meczach. Miewa gorsze chwile (jak przeciwko Bears), ale to wystarczająco dobra formacja, żeby nie obciążać ofensywy, jak miało to miejsce w ubiegłych latach. Tymczasem atak gra fatalnie. Roethlisberger, Le’Veon Bell, Antonio Brown, Martavis Bryant. Ta grupa miała dominować, a z wyjątkiem świetnego Browna ich dotychczasowa gra pozostawia sporo do życzenia.

Steelers wciąż prowadzą w AFC North i mają jeszcze dużo czasu, by odwrócić sezon. Ale jeśli ich QB stracił serce do futbolu, to daleko nie zajdą.

 

„Opcja to sztuczka, która nie przyjmie się w NFL”

W sezonie 2012 NFL podbijał zone read. Też miał się nie przyjąć. Co prawda dziś widzimy tę zagrywkę rzadziej niż pięć lat temu, ale pozostaje istotną bronią w arsenale drużyn z mobilnymi QB. Zobaczcie przyłożenie Prescotta z meczu przeciwko GB.

W zeszłym roku w krajobrazie NFL pojawiło się RPO, czyli Read-Pass Option. W podstawowej wersji to zone read wzbogacony o możliwość podania. QB decyduje na podstawie zachowania obrony. Znów rodem z NCAA.

W tym roku trenerski beton musi przełknąć kolejną bolesną pigułkę, a jest to Power read shovel.

Od początku sezonu tę akcję na Travisa Kelce grają Chiefs. Z mniejszym sukcesem spróbowali tego Bengals, których QB, Andy Dalton, celował w zone read na uczelni TCU.

Na czym polega ta kolejna przeszczepiona z uczelnianego playbooka (i to jeszcze z lat 70-tych XX w.!) akcja? QB symuluje klasyczną opcję (film z Newtonem) lub toss do RB (49ers). Jeśli obrona nie zareaguje, może to pociągnąć do końca. W tym czasie H-back (Chiefs, Panthers) lub drugi RB (49ers) wchodzi pomiędzy tackli. Jeden z OG wykonuje pull (czyli opuszcza swoje miejsce w linii i za plecami kolegów biegnie na zewnątrz torować drogę), H-back łapie „shovel pass” od rozgrywającego i reszta wygląda jak przy klasycznym power runie tylko z kompletnie zdezorientowaną obroną i rozerwanym tackle box.

Problem defensywy polega na tym, że musi honorować zwód. Jeśli tego nie zrobi, to zwód zamieni się w prawdziwą akcję i zostaną skarceni przez biegnącego Newtona. Oczywiście koordynatorzy defensywy już pracują nad zatrzymaniem tej zagrywki i na pewno wymyślą jak to zrobić. Ale spodziewam się, że, podobnie jak zone read, wejdzie do repertuaru drużyn NFL i będziemy ją od czasu do czasu oglądali także po sezonie 2017.

 

Dashaun Watson superstar?

W dwóch ostatnich meczach rookie QB Texans rzucił 9 TD przy zaledwie 1 INT. Po pięciu tygodniach jest liderem ligi w QBR. Stanowi kolosalne zagrożenie biegowe i wymusza tonę DPI na obrońcach rywali. Narodziny gwiazdy? Być może. Ale obejrzenie choćby ostatniego meczu pokazuje pewne rzeczy, których nie zobaczymy w statystykach.

Po pierwsze 30% jego jardów przeciwko Chiefs i dwa przyłożenia to dwa podania. Najpierw 34-jardowe podanie do DeAndre Hopkinsa na przyłożenie w podwójne krycie. Powiedziałbym, że jakieś 75% to zasługa Hopkinsa. A potem 42-jardowa „zdrowaśka”, w której jakieś 95% to zasługa recivera. Przy obu akcjach było już właściwie po meczu.

Wcześniej Watson, jak to debiutant, mieszał dobre zagrania ze słabymi. Kilka piłek mogło spokojnie paść łupem defensywy Chiefs. Z celnością było różnie. To jest materiał na świetnego QB, ale do świetnego QB jeszcze sporo brakuje.

Niemniej Watson jest zdecydowanie najlepszym rozgrywającym Texans odkąd Matt Schaub spadł z klifu w 2013 r. Pytanie czemu Bill O’Brien nie postawił na niego od początku sezonu?

Tak na marginesie – ostatnim rozgrywającym, który rzucił 5 TD, 0 INT i przegrał mecz był… Blake Bortles w 2015 r. Taki sobie prognostyk.

 

Tydzień w skrócie

1. W Indianapolis przed stadionem odsłonięto pomnik Peytona Manninga, a na stadionie zastrzeżono jego numer. Były przemówienia, łzy wzruszenia i feta na cześć jednego z najlepszych zawodników NFL w historii. Zasłużył.

2. Adrian Peterson kończy swoją przygodę z New Orleans Saints na 81 jardach w 27 biegach. Święci oddali go do Arizony. Tym samym Cardinals zostali pierwszym zespołem w historii, w którym są dwaj biegacze z 2000-jardowym sezonem na koncie (Peterson i Chris Johnson). Jak na razie obaj w tym sezonie uzbierali w sumie 195 jardów, co, ekstrapolując na cały sezon, daje 624 jardy. Mam wrażenie, że ściąganie wypalonych gwiazdorów nie pomoże ofensywie Cardinals.

[EDIT: Już po publikacji tego tekstu okazało się, że Cardinals zwolnili Johnsona. Nie żeby to miało coś zmienić w grze Arizony]

3. Wreszcie debiut zaliczyły dwa pierwsze numery tegorocznego draftu. Myles Garett zaczął nieźle. Oto jego pierwszy snap:

Potem dołożył jeszcze drugi sack, ale trenerzy jak na razie jeszcze oszczędzają go po kontuzji.

Mitch Trubisky zadebiutował na rozegraniu Bears z mieszanymi efektami. Przynajmniej nikt go nie nazwie lewakiem

4. Klątwa kickera Buccaneers trwa. Nick Folk przestrzelił trzy FG przeciwko Patriots, a Bucs przegrali z mistrzami NFL 14:19. Folka już w Tampie nie ma, nową ofiarą będzie Patrick Murray, który kopał tu już w 2014. Ostatnio w NFL grał w zeszłym roku w barwach Browns, gdzie w dwóch meczach miał 1/2 z FG i 3/4 z XP.

5. Jakby Dolphins mieli mało problemów, do internetu trafiło nagranie, w którym ich trener o-line wciąga kokainę. Z jego wypowiedzi można wywnioskować, że zaraz idzie na naradę sztabu trenerskiego. Trener podał się do dymisji, choć trochę go rozumiem. Gdybym miał ochraniać Jaya Cutlera też musiałbym się wcześniej jakoś znieczulić, choć może niekoniecznie tak drastycznie.

6. Leonard Fournette raczej latać nie potrafi, ale przez moment można mieć wątpliwości

7. Fani NFL w Europie mogli mieć uzasadnione pretensje do NFL. Nie dość, że wysyłają nam kiepskie drużyny na Wembley, to jeszcze od początku sezonu NFL Game Pass dedykowany dla Europejczyków zalicza klapę za klapą. W niedzielę po 19.00 większość użytkowników nie mogła oglądać meczu (u mnie awaria trwała mniej więcej od 19.00 do 19.45 polskiego czasu). We wtorek NFL poinformowała, że oddaje 20% tegorocznej opłaty swoim europejskim klientom. Dobre i to, choć wolałbym mieć działającego Game Passa.

8. Z notatnika statystyka

9. Na koniec fake flea-flicker run. Takie rzeczy tylko w Browns

NFL, tydzień 4: Co nas zaskoczyło w tym roku

Za nami pierwsze ćwierć sezonu. Wciąż jeszcze nie wiemy wszystkiego o młodym sezonie 2017. Rok temu o tej porze wiedzieliśmy, że atak Falcons jest niezły, ale wydawało nam się, że w finale NFC spotkają się z Vikings. Tak więc póki co wszystko bierzmy z lekkim dystansem. Jeszcze półtora miesiąca i ukształtuje nam się rzeczywisty układ sił.

Tylko Tampa Bay Buccaneers i Miami Dolphins rozegrały trzy spotkania ze względu na huragan nad Florydą. Pozostałe ekipy są już po czwartym meczu. Z tego względu dzisiejszy tekst będzie podsumowaniem największych niespodzianek otwarcia sezonu NFL 2017. Tak na plus, jak na minus.

 

Minus: Obrona New England Patriots

Nad formacją Matta Patricii już nie raz się w tym sezonie znęcałem. Ale to jest absolutnie największe zaskoczenie tego roku. Można było się obawiać, że pass rush będzie niedomagał, ale akurat front, choć nienajlepszy, nie jest tu największym problemem. ESPN podaje, że są na 27. miejscu pod względem liczby sacków i 29. jeśli chodzi o presję na QB. W obronie biegowej Football Outsiders klasyfikują ich na 22. miejscu. Słabo, ale nie tragicznie.

To co jest tragiczne, to secondary. Jedynym kluczowym graczem, który odszedł latem, był slot corner, Logan Ryan. Do drużyny dołączył za to Pro Bowler Stephon Gilmore, który dostał pięcioletni kontrakt na 65 mln. dolarów. Jak na razie Gilmore jest raczej problemem niż atutem. Co gorsza Devin McCourthy, All Pro 2016, najwyraźniej zapomniał jak się gra w futbol. Po meczu przeciwko Panthers przyznał, że wyglądali z Gilmorem „jak para idiotów”. A to i tak eleganckie określenie. Nawet Malcolm Butler, choć wystrzega się katastrofalnych błędów, nie potrafi nikogo upilnować i powala na łatwe podania na średnim dystansie.

Obrona Patriots jest najgorsza w lidze, jaką metryką byśmy jej nie mierzyli. Nie chce mi się wierzyć, by Matt Patricia i Bill Belichick nie zdołali czegoś poprawić, ale ewidentnie popełniono tu jakieś kolosalne błędy. Czy w doborze zawodników, czy na etapie przygotowań do sezonu, czy w doborze schematów obrony. Trudno mi powiedzieć, ale nie sądzę, żeby wszystko dało się naprawić w czasie sezonu. Być może Patriots nie skończą jako ostatnia defensywa NFL, ale nie sposób sobie wyobrazić obronę tytułu bez choćby przeciętnej defensywy. A na to póki co nie ma widoków.

NE w grze trzyma fenomenalny Tom Brady. 40-latek gra niczym w kwiecie wieku i to mimo że jego ochrona pozostawia sporo do życzenia. Po czterech tygodniach jest liderem NFL w jardach podaniowych i podaniach na przyłożenie. Tom Brady to stuprocentowy Hall of Famer. Problem polega na tym, że przy obronie Pats wszyscy QB rywali wyglądają na Hall of Famerów:

Pass. Rtg Comp % TD Y/Att
Brady 116,6 66,50% 10 9
Przeciwnicy 116,5 69,70% 11 9,4

Po czterech tygodniach Brady wykonał 155 podań. Jeśli utrzyma to tempo, to na koniec sezonu zasadniczego będzie miał ich 620. Nie jest to dramat, bo choćby dwa lata temu zanotował 624 próby podaniowe. Tyle że tegoroczni Pats grają dużo więcej długich piłek. W tym tempie ramię Brady’ego nie wytrzyma do grudnia, nie mówiąc o styczniu.

 

Plus: Obrona Buffalo Bills

Po czterech tygodniach Bills są na czele AFC East z bilansem 3-1. Tak jak się spodziewaliśmy, prawda? :)

Defensywa Bills oddaje całkiem sporo jardów (306,5/mecz, 9. miejsce w NFL), ale tracą najmniej punktów w lidze (13,5/mecz). Rozgrywający rywali notują passer rating na poziomie 64,1.

Może Jets, Broncos i Panthers nie stanowią zestawu najbardziej przerażających defensyw w lidze, ale wygrana w Atlancie przeciwko aktualnemu MVP to już coś. Zwłaszcza że Falcons wcale nie zaczęli tego sezonu słabo, a ich ofensywne DVOA wciąż sytuuje ich w TOP10 NFL.

Co więcej Bills dokonują tego w bardzo zespołowym wysiłku, bez większych gwiazd. Ich para defensywnych Pro Bowlerów z sezonu 2016, Stephon Gilmore i Zach Brown, zmieniła latem klub.

Trzeba tu docenić pracę HC Seana McDermotta i jego DC Leslie Fraziera. Odziedziczyli obronę, która skończyła sezon 2016 na 27. miejscu w DVOA i zmienili ją w najlepszą obronę ligi, przynajmniej we wrześniu.

Z drugiej strony wiele to mówi o Rexie Ryanie, który dostał drugą obronę ligi po sezonie 2014, w dwóch latach jego pracy lokowała się w trzeciej dziesiątce, by po jego odejściu znów wskoczyć do ścisłej czołówki.

Czy Bills to utrzymają? Kalendarz mają dość łatwy. Raiders odwiedzą ich bez Dereka Carra. Dopiero w listopadzie grają z Saints i Chiefs, a w grudniu dwa razy z Patriots. Pierwsze playoffy w tym tysiącleciu wydają się w zasięgu.

 

Minus: New York Giants

Mieli wystawić ofensywę, która dorówna bardzo dobrej defensywie. Mieli w cuglach wygrać dywizję, a może powalczyć o Super Bowl. Jak na razie przegrali komplet meczów i według Football Outsiders bliżej im do #1 w przyszłorocznym drafcie (8,4% szans) niż playoffów (1,5%). ESPN daje im minimalnie większe szanse na postseason – 2,3%.

O ile może zaskakiwać skala problemów, o tyle nie ich źródło. A źródłem jest fatalna linia ofensywna. Linia, która nie umie wykreować gry biegowej, ani ochronić Eli Manninga. Do rozgrywającego Giants można mieć różne zastrzeżenia, ale na pewno nie można kwestionować jego charakteru. Ten facet przez lata stał twardo w kieszeni i podawał w obliczu nacierających 150-kilowych potworów. W tym roku widzi duchy w kieszeni. Nie ufa swoim liniowym kompletnie i zamiast szukać kolegów, skupia się na ratowaniu życia. I w sumie trudno mieć o to do niego pretensje.

Co gorsza obrona NYG dopasowała się poziomem do kolegów. Eli Apple miał bardzo obiecujący sezon debiutancki, ale w drugim roku stał się ulubionym celem rozgrywających rywali. Landon Collins rok temu był moim kandydatem do nagrody Defensywnego Gracza Roku, w tym sezonie znacząco obniżył loty.

A przy tym wszystkim trener, który raczej przeszkadza zamiast pomagać

 

Plus: Kareem Hunt i ofensywa Chiefs

Początek sezonu rookie Chiefs ma po prostu fenomenalny. Zaliczył najwięcej jardów dołem w NFL. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko jego drugie połowy, wciąż jest biegowym liderem. Notuje 7,4 jarda/próbę. 7,4 jarda! To wartość właściwie niespotykana u podstawowych RB. Hunt zanotował 68 biegów, co można ekstrapolować na 272 w całym sezonie.

Od 1970 r. tylko trzech RB w NFL przekroczyło 6 jardów/próbę przy min. 250 próbach w sezonie: O.J. Simpson, Barry Sanders i Adrian Peterson. Cała trójka zgarnęła w tych sezonach nagrodę MVP.

Hunt nie jest klasycznym RB, który przebija się między tacklami. To nowoczesny, wszechstronny zawodnik. Jego 157 jardów po złapanych podaniach to szósty wynik wśród RB. W pass protection idzie mu różnie, ale i tak stanowi zabójczą broń.

Hunt nie utrzyma 7 jardów/próbę przez cały sezon. Ale już 6 yds/att jest jak najbardziej w zasięgu. A jeśli KC utrzymają świetną dyspozycję, to będzie murowanym kandydatem do nagrody Debiutanta Sezonu.

Ofensywa Chiefs nie zmieniła się z dnia na dzień. Alex Smith ma najlepszy passer rating w NFL, ale absolutnie nie jest najlepszym rozgrywającym. Wciąż większość jego gry to unikanie strat i krótkie podania na wysokim procencie skuteczności. Długie piłki posyła niemal wyłącznie do Travisa Kelce. Wyjątkiem był mecz z Patriots z powodów wyżej wymienionych.

W takim razie skąd ta ofensywna nawałnica KC? W skrócie: Andy Reid. Znakomity trener, często niedoceniany z powodu niewielkich sukcesów w styczniu. Odkąd przejął drużynę świetnie dopasowuje system do swoich zawodników, maksymalizując ich atuty. W efekcie od sezonu 2013 ma bilans 47-21 (.691).

W tym roku Reid obficie włącza do swojego playbooka koncepty, którymi wielu szkoleniowców w NFL gardzi, jako sztuczkami z NCAA. Zone read, opcje i tym podobne sposoby kreują masę jardów po złapaniu piłki i sporą część sukcesów Hunta. Obrony rywali będą na to coraz lepiej gotowe. Pewnie niektóre nawet zatrzymają młodego RB Chiefs. Ale, pomijając kontuzje, trudno mi sobie wyobrazić, by Reid i spółka skończyli sezon w grudniu.

 

Minus: NFL i polityka

Niestety zamieszanie wokół hymnu, Donalda Trumpa i NFL potrafi zniechęcić do oglądania. Co prawda już wcześniej wyciszałem wykonanie hymnu amerykańskiego, bo ich maniera śpiewania na Edytę Górniak z Korei jest dla mnie estetycznie kompletnie niestrawna, ale teraz dla wielu oprawa okołohymnowa staje się ważniejsza niż mecz.

Sport nigdy nie był wolny od polityki, ale sytuacja, gdy w tak krótkim sezonie polityka przesłania sport to fatalna sytuacja dla kibiców. Zwłaszcza kibiców takich jak my, niezaangażowanych w politykę wewnętrzną USA.

 

Plus: Sean McVey i LA Rams

OK, wiedziałem, że Jeff Fisher to fatalny trener. Wiedziałem, że wielu utalentowanych graczy ginie w NFL z powodu fatalnych szkoleniowców. Ale stopień, w jakim Sean McVey (rocznik ’86!) udowodnił jak szkodliwy dla ligi jest trenerski beton to coś niewiarygodnego.

Jared Goff nagle wygląda na utalentowanego rozgrywającego. Ten sam Goff, który przed rokiem zaliczył najgorszy debiutancki sezon w historii, wyglądał na kompletnie zagubionego w kieszeni i tracił głowę przy jakichkolwiek oznakach presji obrony.

W tym roku Goff jest liderem NFL w ANY/A, czyli nowocześniejszym passer ratingu. Widać, że wie co ma robić na boisku, nie traci głowy. McVey zainstalował przyjazny quarterbackowi system, w którym Goff ma mocno uproszczone decyzje. Nie da się tak grać w nieskończoność, ale przy dobrym playcallingu na jakiś czas wystarczy. A kiedy Goff okrzepnie, będzie można zacząć komplikować system. Zeszłorocznemu #1 w drafcie jeszcze sporo brakuje do bycie franchise QB. Ale jest na dobrej drodze, czego rok temu nie można się było spodziewać.

Robotę ułatwia mu Todd Gurley, który wygląda jak galernik uwolniony z kajdan. Co prawda dalej haruje jak galernik (106 prób biegowych i złapanych podań), ale wygląda na to, ze czuje się w tym dobrze (362 jardy po ziemi i 234 górą). Zawodnik, który rok temu wydawał się wolny i wypalony, był jedną z najdynamiczniejszych i najbardziej wszechstronnych broni we wrześniu.

Naturalnie swój udział w odbudowie ofensywy Rams mają nowe nabytki: WR Sammy Watkins i LT Andrew Whitworth. Poprzedni sezon Rams również zaczęli od trzech wygranych w czterech meczach. Ale gdyby głosowanie na najlepszego trenera roku odbyło się dzisiaj, to McVey byłby faworytem.

 

Tydzień w skrócie:

1. Z notatnika medyka. Nie był to dobry tydzień pod względem zdrowotnym

  • QB Derek Carr (OAK) doznał urazu pleców i będzie pauzował minimum dwa tygodnie, a zapewne miesiąc
  • Rookie RB Dalvin Cook (MIN) był trzecim najlepszym RB w NFL po czterech tygodniach. niestety nie dołoży już niczego do swojego dorobku, bo zerwał więzadło ACL i opuści resztę sezonu.
  • QB Marcus Mariota (TEN) naciągnął podudzie. Jego status to „day-to-day”, czyli może zagra, a może nie
  • WR Odell Beckham Jr (NYG) od początku roku walczy z urazem kostki, a w niedzielę doznał paskudnie wyglądającego urazu palca. Żaden uraz nie spowoduje utraty meczu, ale znacząco utrudnią dominację, do jakiej nas przyzwyczaił.
  • WR Mohamed Sanu (ATL) straci 2-3 tygodnie z powodu urazu podudzia
  • RB Ty Montgomery (GB) połamał żebra w czwartkowym meczu. Mimo to chce grać w najbliższą niedzielę (!)

2. NFL znów pokazała, jak mało zależy jej na bezpieczeństwie zawodników. Danny Trevathan z Bears mało nie urwał w czwartek głowy Davantae Adamsowi z Packers nielegalnym uderzeniem. Adams runął jak długi, Trevathan jakby nigdy nic zaczął z kolegami celebrować udane zagranie. Kara? 15 jardów i dwa mecze zawieszenia zredukowane po apelacji do jednego. Za dwukrotną wpadkę na trawce są cztery mecze, podobnie jak za „bardziej prawdopodobną niż nie” wiedzę o spuszczonym powietrzu z piłek.

3. Obrona Titans do słabych nie należy. A jednak Texans i ich rookie QB Deshaun Watson przejechali się po niej jak chcieli. Drużyna z Houston zdobyła 57 punktów. To rekord klubu i dwudziesty taki wynik w historii ligi po 1970 r. Watson podał na cztery przyłożenia i wybiegał piąte. Żaden debiutant na QB w historii NFL nie zliczył tak dobrego popołudnia.

4. Jay Cutler to jednak gość. Popatrzcie jak ciężko pracuje, by być dobrą zmyłką w akcji Wildcat (to ten najbardziej na dole ekranu)

 

Jay Cutler giving MAXIMUM EFFORT as the decoy on this wildcat play 😂 (bottom of the screen)

Opublikowany przez NFL Memes na 1 października 2017

 

5. Jeśli już przy Miami jesteśmy, to lepszej antyreklamy futbolu na Wembley NFL nie mogło sobie wymarzyć.

6. Ktoś zapomniał powiedzieć Toddowi Bowlesowi i jego zawodnikom, że Jets mieli w tym roku tankować. Wygrali już drugi mecz w sezonie. Dość skutecznie tankują za to Cleveland Browns, którzy są na dobrej drodze do drugiego z rzędu #1 w drafcie.

7. Brandon Marshall i Marshawn Lynch to kolejne przykłady na to, że nawet głośne nazwisko nie pomoże, gdy w baku brak paliwa. NFL już jest młodsza niż kiedykolwiek wcześniej, a takie historie dodatkowo zniechęcają drużyny do zatrudniania graczy po 30-tce.

8. Panie i Panowie, oto AFC South

NFL, tydzień 3: Futbol w cieniu Trumpa

Ostre słowa Donalda Trumpa o zwalnianiu „sukinsynów”, „którzy nie okazują szacunku fladze” wywołały prawdziwą burzę w Stanach Zjednoczonych. Krytyka posypała się nie tylko ze strony tradycyjnie liberalnych mediów, ale i protrumpowskiego establishmentu.

W dzisiejszym podsumowaniu zajmiemy się londyńskimi eskapadami NFL i dalszymi perspektywami na rozbudowę europejskiej oferty ligi, dramatycznymi końcówkami, które dały nam najciekawszą niedzielę od dawna oraz drużynami bez porażki i bez zwycięstwa. Ale zaczynamy od polityki.

 

NFL kontra Donald Trump

Tak, ta część będzie o polityce. Staram się unikać politykowania na blogu, choć oczywiście mam swoje poglądy, jak każdy. Z wykształcenia jestem politologiem, więc mam większe kwalifikacje, by pisać o polityce, niż o futbolu :) Jeśli jednak masz dość całego zamieszania wokół Trumpa, przejdź do kolejnej, wolnej od polityki sekcji. Nie będę miał tego za złe :)

W piątek podczas wiecu politycznego w Alabamie Donald Trump powiedział: „Wouldn’t you love to see one of these NFL owners, when somebody disrespects our flag, to say, ‚Get that son of a bitch off the field right now. He is fired. He’s fired!‚” („Czy nie chcielibyście, żeby jeden z tych właścicieli [klubu] NFL, kiedy ktoś okazuje brak szacunku naszej fladze, powiedział: ‚Zabierać natychmiast tego sukinsyna z boiska. Jest zwolniony! Jest zwolniony!” cytat za CNN, tłumaczenie własne).

Przemówienia Trumpa mają swój specyficzny styl. Z reguły mówi dużo, bez ładu i składu, używając potocznego, wręcz potoczystego języka. Nie waha się wplatać wulgaryzmów i bezpardonowo atakować rzeczywistych i wymyślonych przeciwników. Nie on jeden zresztą, znak czasów. Przemówienia prezydenta USA są skrojone pod jego grupę docelową. Także słowa o NFL, krótki fragment z 80-minutowej przemowy, były skierowane do tej grupy.

Od zeszłego roku w NFL tli się konflikt na tle politycznym i rasowym. Zaczęło się od Colina Kaepernicka, który najpierw usiadł, a potem zaczął klękać podczas odgrywania hymnu USA przed meczami. Protestował w ten sposób przeciwko nadmiernej, jego zdaniem, brutalności policji amerykańskiej wobec kolorowych. Dołączyli do niego inni zawodnicy. Jedni kibice i dziennikarze poparli protest, inni byli przeciwko, jeszcze inni rozumieli problem, ale forma protestu była dla nich nie do przyjęcia.

Cała sprawa zaczęła rozchodzić się po kościach, a dziennikarze zaczęli przechodzić do innych kwestii. Dopóki nie wtrącił się Trump, który nie tylko rozdmuchał kontrowersje, ale wręcz polał je benzyną.

Słowa Trumpa wywołały powszechne oburzenie w NFL. Jest to o tyle ciekawe, że w przeciwieństwie do antytrumpowskich mediów i niechętnej Trumpowi NBA, liga NFL była postrzegana jako bastion konserwatystów. Wielu zawodników i trenerów nie kryło sympatii do Trumpa (np. Tom Brady i Bill Belichick). Wielu właścicieli klubów wpłaciło niemałe pieniądze na kampanię wyborczą Trumpa.

Komisarz Rodger Goodell był dość ostrożny, nie chcą zapewne rozjuszyć protrumpowskich szefów.

Pierwszy niedzielny mecz – starcie na Wembley między Jaguars i Ravens. Więcej graczy niż zwykle klęka podczas hymnu. Na murawie Shahid Khan, właściciel Jaguars, stoi pod ramię ze swoimi zawodnikami w pokazie solidarności.

Kahn to jeden z biznesmanów, którzy wpłacili 1 mln dolarów na kampanię Trumpa. Podobnie jak Robert Kraft

Może się wydawać, że to niewiele. Nie są to mocne słowa, zwłaszcza w porównaniu z tym co powiedział Trump. Ale, przekładając na polskie realia, to tak jakby zagorzali PiS-owcy powiedzieli, że popierają Czarny Marsz.

Reakcje były różne. Na pewno klęknęło więcej zawodników niż wcześniej. Było to też znacznie uważniej śledzone. Pittsburgh Steelers, Tennessee Titans i Seattle Seahawks podczas hymnów zostali w szatni (chociaż akurat Steelers próbowali się odciąć od całej sprawy, co im się nie udało). Podczas Monday Night Football Dallas Cowboys wspólnie z właścicielem Jerrym Jonesem przyklęknęli wszyscy na murawie, ale na hymn wszyscy wstali.

Nie znaczy to, że wszystkie postacie z NFL protestują przeciwko Trumpowi. Z zawodników Steelers z szatni wyszedł Alejandro Villanueva, absolwent West Point i kapitan US Army, który odsłużył trzy tury w Afganistanie. Nie stał na sidelinie, ale przy wejściu do tunelu. Sceptycznie do protestu podszedł również Ben Roethlisberger, który w oświadczeniu napisał m.in. „Nie uważam, by hymn był momentem na jakiekolwiek protesty”.

Trump gra na swój twardy elektorat. Hymn i flaga to dla konserwatywnych Amerykanów symbole znacznie mocniejsze niż dla Europejczyków. Trump wcale nie jest odosobniony w swoich poglądach, a narracja o niewdzięcznikach, którzy dzięki Najwspanialszemu Krajowi Na Świecie zarabiają miliony, a nie potrafią tego uszanować, trafia na podatny grunt. Spora część kibiców na Foxborough wybuczała swoich klęczących zawodników, skandując „Stand Up”.

Można się z nim zgadzać z Trumpem lub nie. Można mieć zastrzeżenia do formy czy treści protestu zawodników. Jednak skala reakcji na słowa prezydenta była zaskakująca. Właściciele klubów NFL należą do najbogatszych ludzi w kraju. Jeśli Trump straci poparcie wielkiego biznesu, to nawet najlepsze notowania wśród konserwatystów z amerykańskiej prowincji nie pomogą mu wygrać kolejnych wyborów. Trump gra ryzykowną grę. Pytanie na ile świadomie, a na ile to po prostu brak wyczucia.

Szkoda, że polityka położyła się cieniem na jednej z najciekawszych kolejek ligowych od dawna.

Uwaga, w związku z kontrowersyjnym tematem jakim jest polityka, komentarze pod tekstem będą dokładnie moderowane. Wszelkie sprzeczne z prawem i wulgarne treści, jak również obelgi pod adresem innych użytkowników bloga, będą usuwane bez ostrzeżenia.

 

London Calling

Spotkaniem Baltimore Ravens – Jacksonville Jaguars rozpoczęliśmy tegoroczną serię meczów na Wembley. Serię, która jest sporym krokiem naprzód w rozwoju produktu pod nazwą NFL na naszym kontynencie.

W tym roku po raz pierwszy w stolicy Wielkiej Brytanii rozegrane zostaną cztery mecze, czyli pół „normalnego” domowego sezonu. Według danych NFL na każdym meczu pojawia się ok. 5 tys. kibiców z USA i ok. 5 tys. z kontynentalnej Europy. Reszta, czyli ok. 75 tys., to Brytyjczycy. Sprzedało się aż 40 tys. karnetów na wszystkie cztery mecze. Dla NFL sygnał jest jasny: mamy potencjał na pełnowymiarową franczyzę.

Po raz pierwszy mecze w Londynie rozgrywane będą tydzień po tygodniu. Za tydzień na Wembley gramy drugi mecz, w tygodniach 7 i 8 gramy na Twickenham Stadium, angielskim narodowym stadionie rugby.

Opcje na dalszy rozwój są dwie. Po pierwsze można tam przenieść jeden z istniejących klubów. Raczej nie nowy, bo przy 32 klubach świetnie funkcjonuje układ dywizji i kalendarz sezonowy, brakuje też wartościowych graczy. Kandydatem do przenosin są Jacksonville Jaguars. Klub z małego rynku w Stanach chętnie przeniósłby się do Londynu, gdzie ich przychody z dnia meczowego (którymi nie muszą się dzielić z resztą klubów) są znacznie większe niż w Jacksonville. Ponadto Shahid Khan, właściciel Jags, jest również właścicielem piłkarskiego klubu Fulham F.C. z północnego Londynu.

Jak na razie Jaguars od 2013 do 2020 r. co roku mają grać jeden mecz na Wembley. Czy to budowa stałej bazy fanów? Jak na razie idzie im średnio, ale nie pomagają wyniki. Choć po pogromie, jaki zafundowali w niedzielne popołudnie Ravens część fanów może zmienić zdanie.

Drugą opcją jest granie pełnego „domowego” kalendarza, czyli ośmiu meczów w sezonie. Każda drużyna miałaby przyjeżdżać do Londynu co dwa lata.

Osoby odpowiedzialne za ekspansję NFL wyznaczają datę 2022 r. na jedną albo drugą opcję. Druga jest bardziej prawdopodobna, choćby dlatego, że nie wymaga rozwiązywania masy problemów prawnych (w tym podatkowych, antytrustowych, prawa pracy etc.) i znacznie mniejsze kłopoty logistyczne.

Jak na razie w Anglii nie grali jeszcze Arizona Cardinals, Carolina Panthers, Cleveland Browns, Green Bay Packers, Philadelphia Eagles, Seattle Seahawks, Houston Texans i Tennessee Titans. Przy czym Browns i Cardinals zagrają w tym roku na Twickenham (choć nie przeciwko sobie).

 

Dopóki piłka w grze

Tu może piłka nie jest okrągła, ale bramki są dwie. Zobaczyliśmy masę pasjonujących końcówek, większość w meczach o 19.00 polskiego czasu.

New England Patriots uniknęli drugiej z rzędu porażki na własnym boisku. Byłby to pierwszy taki przypadek od 2008 r., gdy kontuzjowanego Toma Brady’ego zastępował Matt Cassel. Skazani na pożarcie Texans postawili rywalom trudne warunki. Pass rush nieustannie wywierał presję na Brady’ego. Deshaun Watson raz po raz dokonywał cudów, podając na nieprawdopodobne pierwsze próby. Młody QB Texans popełnił kilka błędów debiutanta, ale pozytywów było znacznie więcej.

Prawdę mówiąc Houston zasłużyli na wygraną. Wystarczyłoby, żeby Corey Moore utrzymał piłkę przy długim podaniu Brady’ego do Amendoli w ostatniej minucie meczu i jego przechwyt rozstrzygnąłby sytuację. Wystarczyłoby, żeby przy 4&1 z 18 jarda Patriots na 2:28 przed końcem meczu Bill O’Brien zaordynował akcję biegową zamiast FG. Pats mieli tylko jeden timeout i wątpliwe, by się podnieśli. Jakie były szanse na nową pierwszą próbę? W drugiej połowie tylko 1 z 18 biegów Texans nie zdobył choćby jednego jarda.

Tymczasem to Tom Brady dopisał kolejny rozdział do swojej futbolowej legendy. 92-jardowa seria ofensywna, zwycięskie podanie na TD. W wieku 40 lat po trzech kolejkach jest liderem pod względem liczby jardów podaniowych, podań na przyłożenie i QBR. Drugi w passer rating i ANY/A. I to wszystko po presją – jest 11. najczęściej sackowanym QB w NFL. Z zawodników o zbliżonych statystykach tylko Alex Smith jest sackowany częściej. Oczywiście dużo jeszcze grania przed nami, ale długowieczność Brady’ego jest niewiarygodna.

Wydawało się, że Brady’ego przebije król comebacków Matt Stafford. Jednak Goldenowi Tate’owi zabrakło dosłownie centymetrów do decydującego przyłożenia. W efekcie Atlanta Falcons pokonali Detroit Lions.

W Philadelphii trzecią porażkę z rzędu zaliczyli New York Giants. Odell Beckham Jr to jeden z tych graczy, których najpierw masz ochotę zamordować, a potem uściskać (patrz: Kelce, Travis). Zaliczył dwa przyłożenia, poprowadził comeback i… zarobił 15-jardową karę, bo udawał w endzone, że sika jak pies…

Giants może udałoby się wygrać, ale najpierw Brad Wing zaliczył słabiutki punt, potem defensywa pozwoliła Alshonowi Jeffery’emu wyjść na aut po 19-jardowym podaniu, a wreszcie 61-jardowe kopnięcie trafił Jake Elliott, rookie ściągnięty awaryjnie po kontuzji etatowego kopacza Orłów. Tak dla kontekstu, skuteczność kopaczy w NFL z odległości 60-65 jardów od 1994 r. wynosi 21,1%.

W Green Bay miejscowi Packers uciekli spod topora. Przez większość meczu Bengals prowadzili. Nowy koordynator ofensywny wymyślił prosty, ale skuteczny system: rzucać do A.J. Greena. Nie wiedzieć czemu odszedł od niego w drugiej połowie i GB zmontowali comeback.

Sporo było tam nietypowych sytuacji. Aaron Rodgers rzucił drugi pick-six w karierze, pierwszy na Lambeau Field i wygrał pierwszą dogrywkę w NFL, po przegraniu poprzednich siedmiu. Packers zanotowali cenną wygraną w mocno osłabionym składzie. Teraz krótki tydzień i w czwartek mecz przeciwko Bears.

Bears podbudowanym wygraną nad Steelers. Wygraną po dogrywce, w której nie przeszkodziły takie gafy:

No i wreszcie zadziwiająco przyjemny dla oka mecz Rams – 49ers w czwartkową noc. Jared Goff pod wodzą Jeffa Fishera wyglądał na największą draftową klapę od czasów JaMarcusa Russella Pod wodzą Seana McVaya wygląda… może jeszcze nie na franchise QB, ale jest na dobrej drodze. Po trzech meczach sezonu jest w statystycznej czołówce, choć nie ulega wątpliwości, że ogromna w tym zasługa uproszczonego playbooka i świetnego playcallingu.

Porównanie gry Goffa w tym i ubiegłym roku pokazuje jak bardzo na rozwoju młodego QB może zaważyć niewłaściwy trener. Ile talentów na miarę Toma Brady’ego zostało zniszczonych przez nieodpowiedzialnych szkoleniowców?

 

3-0 i 0-3

Niepokonani: Atlanta Falcons. Uciekli spod topora w Chicago, uciekli spod topora w Detroit. W międzyczasie zrównali z ziemią Packers. Ich bilans nie jest przypadkiem. Tym razem udało im się przetrzymać trzy INT Matta Ryana. Na początku sezonu wyrastają na faworytów NFC, ale rok temu o tej porze mówiliśmy to o Vikings.

Niepokonani: Kansas City Chiefs. Skąd wziął się Kareem Hunt, który notuje 8,5 jarda na bieg i ma 538 jardów górą i dołem w trzech meczach? Jakim cudem Alex Smith jest liderem NFL w passer rating, choć jest najczęściej sackowanym QB w lidze? Kiedy Andy Reid wsadzi swojej drużynie kij w szprychy „umiejętnie” zarządzając zegarem? I czy Chiefs jak zwykle padną w playoffach? Tego nie wiemy, wiemy natomiast, że wygrali 13 z 15 ostatnich meczów sezonu zasadniczego i to nie przypadek.

Bez wygranej: Cleveland Browns. Jeśli w Ohio nie zacznie się szybko dziać coś pozytywnego, Moneyball może potrwać tylko dwa sezony.

Bez wygranej: New York Giants. Brak linii ofensywnej przy tak mało mobilnym QB jak Eli Manning to jednak samobójstwo.

Bez wygranej: Cincinnati Bengals. Z nowym koordynatorem ofensywnym wyglądają lepiej, ale czy zdołają uratować sezon?

Bez wygranej: LA Chargers. Mój typ na zwycięzcę AFC West chyba poszedł… na ryby. Czyżby Philip Rivers już się skończył? To jeden z tych QB z „Hall of Very Good”, który nigdy nie miał wokół siebie wystarczająco dobrej drużyny (patrz: Romo, Tony)

Bez wygranej: San Francisco 49ers. Walka o #1 w drafcie 2018 przebiega zgodnie z planem. W przeciwieństwie do Bears i Jets, którzy chyba zapomnieli, że mieli tankować.

Na pocieszenie dla wszystkich, których kluby zostały w blokach startowych:

P.S. Nie zapomnij kliknąć „Lajka” na Facebooku i/lub na Twitterze

NFL, tydzień 2: Człowiek z żelaza

Dziesięć tysięcy snapów z rzędu. Dziesięć tysięcy. Dziesięć tysięcy akcji przez ponad dziesięć sezonów. Non stop. Bez schodzenia nawet na moment. Historia Joe Thomasa to opowieść o jednym z najlepszych zawodników naszych czasów, który ma pecha grać w najgorszym klubie naszych czasów.

W dzisiejszym podsumowaniu tygodnia przyjrzymy się rewanżowi za zeszłoroczny finał NFC, laniu, które Kowboje dostali w Denver, meczu o ogromnym znaczeniu dla układu playoffów, a także garści rekordów i kontuzji. Zastanowimy się również, czy już czas na panikę w Nowym Jorku. Zaczynamy jednak od prawdziwego NFL-owego Człowieka z Żelaza.

 

Najlepszy liniowy swojej generacji

Pięć lat po zakończeniu kariery Joe Thomas zasiądzie w Galerii Sław NFL. Nawet gdyby karierę miał zakończyć jutro, to zapracował na to solidnie.

Trudno ogarnąć umysłem jak trudno było dotrzeć do 10 tys. snapów z rzędu. Nikomu innemu w historii NFL się to nie udało. Nawet quarterbackom, z którymi wszyscy obchodzą się jak z jajkiem. A tym bardziej liniowemu, który co akcję zderza się z atletycznymi, 150-kilowymi rywalami.

Przecież wystarczyłby drobiazg. Pęknięty but. Rozcięcie skóry na łokciu. Trener, który chce oszczędzić ikonę klubu podczas blowoutu. Grał mimo naderwań ścięgien i skręconych kostek. Gdy w październiku 2014 r. trener postanowił go oszczędzać w końcówce meczu, wyrzucił zmiennika z boiska. Już wtedy wiedział, że jego seria jest czymś niezwykłym.

Nie opuścił snapu od pierwszego meczu w NFL w 2007 r. Trafił do ligi z #3 w drafcie. Jak potoczyłyby się jego losy, gdyby Radiers z #1 sięgnęli właśnie po niego, a nie po jeden z największych bustów w historii draftów NFL? Utknął w Cleveland, gdzie od początku kariery ochraniał już 19 różnych starterów na rozegraniu. A każdy z nich ma unikalny styl, swój sposób poruszania się, który determinuje grę liniowych.

Mimo skrajnie niekorzystnych warunków Thomas co roku powoływany był do Pro Bowl. Siedmiokrotnie nominowany do pierwszej drużyny All Pro, dwukrotnie do drugiej. Tylko w swoim debiutanckim sezonie nie załapał się do grona czterech najlepszych tackli NFL.

Nigdy nie grał w playoffach. W grudniu skończy 33 lata. Kontrakt z Browns wiąże go do końca sezonu 2018. Na futbolu zarobił ponad 110 mln dolarów, wakacje co roku zaczyna w styczniu. Gdyby grał w lepszym klubie (Steelers, Patriots, Packers) zapewne miałby w nogach dodatkowy sezon składający się z meczów styczniowych. Czy wówczas uzbierałby te 10 tys. snapów? Trudno powiedzieć.

Najlepszy liniowy swojego pokolenia może nigdy nie zagrać w decydującej fazie sezonu. Sport bywa przewrotny. Ale na zawsze zapisze się w annałach.

 

Atlanta dalej na topie NFC

Zasadne były pytania o dyspozycję ofensywy Atlanty po odejściu Kyle’a Shanahana. Zwłaszcza w obliczu nie najlepszej gry przeciwko słabym Bears na otwarcie sezonu. Jednak na otwarcie nowego stadionu pokazali, że nadal to oni są drużyną do pobicie w NFC.

Co prawda oficjalne otwarcie Mercedes-Benz stadium miało miejsce podczas preseason, jednak to w niedzielę Falcons po raz pierwszy zagrali na nim „poważny” mecz. Arena zbudowana kosztem 1,6 mld dolarów (to mniej więcej dwuletni budżet Gdańska) zobaczyła efektowną powtórkę z zeszłorocznego finału NFC.

Atlanta uruchomiła pełen potencjał w ofensywie. W pierwszej połowie rozbierali na części pierwsze obronę Green Bay Packers dzięki precyzyjnym podaniom do Julio Jonesa i Mohamada Sanu. W drugiej odsłonie zbijali zegar skutecznymi biegami Devonta Freemana.

Swoje zrobiła też obrona, chociaż warto przypomnieć, że Packers przystąpili do meczu w dość eksperymentalnym zestawieniu. Aaron Rodgers nie miał do dyspozycji obu swoich tackli, już w pierwszej kwarcie odpadł Jordy Nelson, a Randal Cobb przez większość meczu miał problemy z żebrami. Także obrona GB mocno ucierpiała, gdy z boiska musiał zejść najlepszy obrońca Packers, Mike Daniels.

Niemniej Falcons bezlitośnie wykorzystali nadarzającą się okazję. Przejęli kontrolę nad meczem w drugiej kwarcie i nie wypuścili jej z rąk nawet na moment. W lidze, w której niemal każda drużyna ma poważną słabość, Falcons wyglądają na zaskakująco kompletną ekipę. Czy to wystarczy, żeby zatrzeć gorzkie wspomnienia po Super Bowl 2017?

 

Kowboje wysadzeni z siodła

To tylko jeden mecz i Dallas wciąż mogą skończyć ten sezon z bilansem 15-1 i triumfalnym pochodem po Super Bowl. Ale pogrom, jakiego doznali w Denver, a zwłaszcza styl zwycięstwa Broncos, to poważne ostrzeżenie dla jednych i źródło nadziei dla drugich.

Czy defensywny plan Denver będzie do skopiowania przez inne drużyny? Wątpię. Broncos ustawiali ośmioosobowy front, by zdławić grę biegową. Udało im się to w niesamowitym stylu. Ezekiel Elliott przebiegł zaledwie 8 jardów w 9 próbach i na koniec meczu wyglądał jak obrażony dzieciak.

Mogli sobie na to pozwolić, bo mają najlepszą secondary w lidze, która potrafiła ustać jeden na jeden z Dezem Bryantem, Jasonem Wittenem czy Colem Beasleyem.

Linia ofensywna Dallas, w ostatnich trzech sezonach w absolutnej ligowej czołówce, została wprost wdeptana w ziemię przez d-line Denver. Dak Prescott po raz pierwszy wyglądał na nieco zagubionego na boisku.

Dobra defensywa na Mile High Stadium to żadne zaskoczenie. Ale Broncos z funkcjonującą ofensywą powinni wywołać dzwonki alarmowe w całej AFC. Może defensywa Cowboys nie sieje postrachu w sercach rywali, ale tydzień temu zatrzymali New York Giants na trzech punktach. Przeciwko Broncos byli bezradni.

C.J. Anderson wybiegał 118 jardów w 25 próbach, a Jamaal Charles dołożył 46 jardów w 9 próbach. Trevor Siemian zanotował cztery podania na przyłożenie! Trevor Siemian, Panie i Panowie. Może nie zagrał porywającego meczu, zostawił na murawie sporo jardów, ale jeśli będzie solidnym starterem to w zupełności wystarczy, by Denver nagle z solidnej drużyny stali się pretendentem do Super Bowl.

 

Mecz o wszystko w week 2?

Rzadko się zdarza, by można było określić jakiś mecz na tak wczesnym etapie sezonu jako kluczowy dla układu playoffów. Jednak według matematycznych modeli ESPN zwycięzca spotkania Tennessee Titans – Jacksonville Jaguars zwiększał swoje szanse na udział w playoffach o ponad 20 pkt. procentowych. Wynika to oczywiście z ogólnej słabości AFC South i faktu, że losy dywizji rozstrzygną między sobą te dwie drużyny. Wybaczcie, fani Texans i Colts, ale żeby wasze drużyny wstały z martwych potrzeba nekromanty klasy Nocnego Króla.

Sam mecz dobitnie pokazał, że Jaguars nie mają czego szukać w playoffach. A właściwie ich ofensywa. Przez całą pierwszą połowę obrona ekipy z Florydy dzielnie odpierała ataki Titans. Jednak nie była w stanie trzymać się w nieskończoność wobec słabości ataku.

Plan, by grać głównie po ziemi jest o tyle słaby, że rywale o tym wiedzą i rzucają się na Leonarda Fournette. A wtedy trzeba złożyć losy meczu w ręce Blake’a Bortlesa. Wszyscy chyba się zgodzimy, że to nie jest optymalne rozwiązanie. Jaguars z dobrym rozgrywającym mogą zajść naprawdę daleko. Z Bortlesem? Mogą wygrać wystarczająco dużo meczów, żeby nie załapać się na czołowego rozgrywającego w drafcie 2018.

Titans może nie zagrali wielkiego meczu, ale odnieśli cenne wyjazdowe zwycięstwo. Paradoksalnie lepiej zagrali na otwarcie sezonu w Oakland. Zwłaszcza Marcus Mariota zagrał zauważalnie słabiej. Warto jednak zwrócić uwagę na backfield, gdzie Derrick Henry przejmuje snapy DeMarco Murraya, trzeciego najlepiej opłacanego RB w NFL. Jak tak dalej pójdzie, to będzie ostatni sezon Murraya w Nashville.

 

Żółta kartka dla New York Giants

O ile wyciąganie daleko idących wniosków po pierwszym tygodniu rozgrywek to zdecydowane „overreaction”, o tyle po drugim tygodniu mogą się rozdzwonić dzwonki alarmowe. W ostatnich latach szansa na wejście do playoffów po starcie 0-2 wynosi ok. 12%. Przegranie dwóch meczów z rzędu na początku sezonu niczym nie różni się od dwóch porażek w innym punkcie sezonu, a to przydarzyło się w zeszłym roku m.in. Atlancie (6-7 tydzień). Niemniej styl Giants powinien budzić niepokój fanów.

Defensywa nowojorczyków spisuje się całkiem przyzwoicie. Na inaugurację oddali tylko jeden TD Cowboys. W poniedziałkowy wieczór ograniczyli Matta Stafforda do 122 jardów i większość meczu trzymali swoją drużynę w grze. Można mieć nieco zastrzeżeń do obrony przeciwko biegowi, ale swoje robią. Tyle że nie miało to większego znaczenia, bo ofensywa kompletnie zawala swoją część roboty.

W tym roku mieli być lepsi, skuteczniejsi. Evan Engram i Brandon Marshall mieli sprawić, że ofensywa Giants będzie nie do zatrzymania. Jak na razie wszystko wzięło w łeb przez niewzmocnioną linię ofensywną. Eli Manning dokonuje cudów, ale nie ma czasu na dłuższe podania, bo zostanie zabity. Nie należy do mobilnych QB, którzy dobrze czują się poza kieszenią. A na krótkich ścieżkach siedzą obrońcy.

Do tego Brandon Marshall na razie wygląda na klapę. Przeciwko Cowboys był w ogóle niewidoczny, przeciwko Lions upuścił podanie na TD, które mogło utrzymać jego drużynę w grze w czwartej kwarcie. Przynajmniej Engram spisał się w miarę dobrze (4 rec, 49 yds, 1 TD).

To jeszcze nie czas na panikę. Ta ofensywa zacznie wyglądać lepiej, gdy do pełni zdrowia wróci Odell Beckham. Ale nawet gdy w poniedziałek OBJ absorbował najlepszego cornerbacka Detroit, pozostali reciverzy nie potrafili tego wykorzystać. Za wcześnie na panikę, ale na niepokój czas najwyższy.

 

Z notatnika statystyka

Tom Brady skończył 40 lat, a wciąż gra na wysokim poziomie. To niemal dziewicze tereny w zawodowym sporcie, więc w tym sezonie TB12 będzie miał okazję poprawić sporo rekordów. Przeciwko Saints stał się drugim czterdziestolatkiem z meczem na 400 jardów i 3 TD (po Warrenie Moonie). Jego 447 jardów poprawiło rekord 40-latków należący do Bretta Favre’a. I wreszcie spotkanie z Saints było 52. meczem z minimum 3 TD i bez INT, co również jest samodzielnym redkordem NFL. Podsumowanie spotkania NE-NO znajdziecie na Facebooku.

Jednak nie tylko Tom Brady bił rekordy w niedzielę. Antonio Gates zdobył swoje pierwsze przyłożenie po przeprowadzce Chargers do Los Angeles. Jednocześnie było to jego 112 przyłożenie w karierze, co jest rekordem wśród tight endów. Gates poprawił rekord Tony’ego Gonzaleza. Tylko pięciu wide reciverów uzbierało więcej przyłożeń w karierze, żaden już nie gra w NFL.

Z kolei Kareem Hunt z Chiefs zanotował pięć przyłożeń w dwóch pierwszych meczach w karierze. To rekord we współczesnej NFL, czyli tej po 1970 r. Żeby znaleźć bardziej imponujący początek kariery trzeba się cofnąć o niemal 100 lat, do 1920 r.

Mimo porażki Aaron Rodgers zdobył TD #300 w karierze. Jest jedenastym zawodnikiem w historii NFL, który dotarł do tego kamienia milowego. Potrzebował do tego 4742 podań, najmniej z tego zacnego grona.

 

Z notatnika medyka

Kontuzje są częścią NFL, ale drugi tydzień przyniósł sporo urazów kluczowych graczy. Wyżej pisałem o pladze kontuzji w Green Bay, ale ich rywale również nie umknęli bez szwanku. Vic Beasley, zeszłoroczny król sacków, doznał kontuzji podudzia i opuści około miesiąca.

Znacznie poważniej wygląda kontuzja OG Ravens Marshala Yandy. Z powodu złamanej stopy najlepszy ofensywny gracz Baltimore najpeniej opuści resztę sezonu.

Złamania stopy doznał również TE Greg Olsen (Panthers). Opuści pierwszy mecz od 2007 r., ale być może wróci jeszcze w tym roku.

Patriots kończyli mecz z Saints bez Rexa Burkharda i Philipa Dorsetta, a Chris Hogan wyraźnie utykał. Kontuzji pachwiny, choć podobno mało poważnej, doznał Rob Gronkowski. Jak tak dalej pójdzie to nie będzie miał kto łapać podań Toma Brady’ego.

QB Sam Bradford (Vikings) opuścił mecz ze Steelers z powodu kontuzji kolana. Nie wiadomo czy wróci za tydzień.

 

Tydzień w skrócie:

1. Tony Romo wciąż zachwyca w roli komentatora. W meczu Patriots – Saints szachy boiskowe były palce lizać nawet bez komentarza, ale dzięki Tony’emu można było zwrócić uwagę na fascynujące szczegóły. Swoją drogą pokazuje to kompletną mizerię wśród futbolowych komentatorów. Nawet inni byli zawodnicy nie są w stanie przybliżać gry w taki sposób jak Romo, który wciąż czyta zagrywki jakby był na boisku. Myślę, że będę oglądał każdy mecz komentowany przez Tony’ego, niezależnie od tego kto gra.

2. Seattle Seahawks wiedzą, że mają rozgrywającego, który potrafi zdziałać cuda w ruchu. W związku z tym nie potrzebują tradycyjnej, drogiej linii ofensywnej. Oszczędności mogą przeznaczyć na defensywę. Tyle że zapomnieli, że potrzebują w o-line kogoś, kto da Wilsonowi choć ułamki sekund. Przeciwko 49ers rozgrywający Seattle spędził większość meczu ratując własne zdrowie i życie. Seahawks udało się wygrać ze słabiutkimi SF, ale tym razem GM John Schneider chyba przekombinował.

3. Chiefs nie zwalniają. Na inaugurację obili aktualnych mistrzów, w drugiej kolejce wygrali z Eagles. Travis Kelce jak zwykle załapał 15-jardową karę za niesportowe zachowanie, ale wiele rzeczy można wybaczyć zawodnikowi, który potem robi coś takiego:

4. LA Chargers znów mogli zapewnić sobie zwycięstwo kopnięciem z pola i znów ich kicker zawiódł. Koo Younghoe i tak nie ma w USA łatwego życia, bo jego imię po angielsku oznacza „młodą dziwkę”. Do tego teraz musi się martwić o pracę.

5. Myślicie, że Marshawn Lynch cieszy się z powrotu do Oakland?

6. Cleveland Browns nie mogą zaliczyć startu sezonu do udanych, jak zwykle zresztą. Ale ten chwyt. Wow. Na marginesie – Duke Johnson to nominalny running back.

7. #SmiesznyPiesek, czyli do czego można wykorzystać psa na boisku

 

Jeśli podobał Wam się tekst, zostawcie proszę lajka na Facebooku lub na Twitterze.

NFL, tydzień 1: Pierwsze koty za płoty

Jak co roku pierwszy tydzień NFL dostarczył nam kilka niespodzianek, kilka pasjonujących spotkań i masę tematów do rozmów na następny tydzień. Większość drużyn w NFL nie grała w „poważny” futbol przez dziewięć miesięcy. A to sprawia, że media i kibice są skłonni widzieć nienaruszalne proroctwa w drobiazgach.

Pierwsze tygodnie rozgrywek to często dobry prognostyk na nadchodzący sezon. W poprzednim roku dość szybko okazało się, że Falcons mają znakomitą ofensywę, a Panthers postsuperbowlowego kaca. Z drugiej strony po pierwszym miesiącu wyglądało na to, że Eagles i Vikings to potęgi NFC.

W języku angielskim jest piękne słowo „overreaction”. Dosłownie oznacza „przesadzoną reakcję”, ale najlepiej przełożyć je na polski jako „robić z igły widły”. Oto co może, ale wcale nie musi, być największymi „overreaction” z pierwszego tygodnia rozgrywek.

 

Koniec dynastii New England Patriots

Sądząc po niektórych komentarzach Pats do tej pory byli nienaruszalnymi bóstwami, którzy nagle stali się śmiertelni.

Oczywiście, mistrzowie NFL doznali dość bolesnej porażki na własnym stadionie. NE u siebie przegrywają rzadko, a zwłaszcza w tak kiepskim stylu. Chiefs to jednak nie przypadkowa zbieranina. W ostatnich czterech sezonach, czyli za kadencji Andy’ego Reida, wygrali 43 mecze. W tym samym czasie tylko dwie drużyny NFL miały lepszy bilans. Seattle Seahawks wygrali 45 spotkań, New England Patriots 50. Tak więc na Gilette Stadium spotkały się dwie czołowe drużyny ostatnich lat.

Patriots stali się ofiarami dużych zmian w drużynie. Widać było, że ofensywa gra zupełnie inaczej niż przed rokiem. Więcej było dalekich piłek, mniej krótkiego grania w szybkim tempie. Więcej uwagi otrzymał backfield NE, a gra biegowa była znacznie ciekawsza niż w ostatnich latach. Z drugiej strony nie w pełni sił jest Gronkowski, a kontuzje Edelmana i Mitchella zaburzyły rytm wypracowany w offseason.

Także defensywa musi nauczyć się nowych schematów, zwłaszcza wobec dużych zmian w linii defensywnej. Kiedy z urazem zeszedł Dont’a Hightower, „quarterback defensywy”, widać było, że obrona mistrzów NFL miała spory problem, by ustawić się właściwie przed snapem. Właśnie takie nieporozumienie pozwoliło Chiefs na zdobycie 75-jardowego przyłożenia Tyreeka Hilla.

Patriots padli też ofiarą tego, co nazywam „syndromem pierwszego tygodnia”. Innymi słowy: nie mamy aktualnych taśm rywala, więc przygotowujemy się tak ogólnie. To sprawiło, że rookie Kareem Hunt kompletnie ich zaskoczył. W najbliższą niedzielę Eagles będą na niego znacznie lepiej gotowi.

Nie chcę tu niczego odbierać Chiefs. Zagrali świetne spotkanie, prawdopodobnie znów będą mocni i trzeba się z nimi liczyć. Zwłaszcza jeśli świetny mecz Hunta (prawie 250 jardów górą i dołem) nie był przypadkiem i KC faktycznie znaleźli playmakera na miarę Jamaala Charlesa.

Jednak kibiców Pats proszę o cierpliwość. Ta drużyna jeszcze chwilę będzie się zgrywać. Dla Patriots sezon i tak zaczyna się w styczniu. W 2014 r. przegrali na inaugurację z Miami. W czwartej kolejce upokorzyli ich… Chiefs, wygrywając 41:13. Po tym meczu Bill Belichick został zapytany „czy pozycja quarterbacka zostanie poddana ewaluacji”, czyli czy zamierza posadzić na ławce Toma Brady’ego. Zaśmiał się tylko pogardliwie, a po czterech miesiącach wznosił kolejne Lombardi Trophy.

 

Nowy The Greatest Show on Turf

LA Rams zmiażdżyli, upokorzyli, rozjechali (tu wstawcie sobie dowolny podobny czasownik) Indianapolis Colts. Ten styl przypominał Panthers Wrocław rozjeżdżających krajowych przeciwników, ale na boiskach NFL jest praktycznie nieznany. W zeszłym roku tylko dwa mecze zakończyły się taką różnicą punktów.

Rams kompletnie dominowali w obronie i to bez Aarona Donalda. Defensywa zdobyła tyle punktów (2 TD i safety), że nawet gdyby atak skończył na zero, LA i tak wygraliby ten mecz. W moich bold predictions typowałem ich na defensywę #1 w DVOA i czuję, że może się to spełnić. Wade Philips robi świetną robotę.

W ataku prowadził ich kompletnie odmieniony Jared Goff, który po najsłabszym debiutanckim sezonie w historii, zaczął sezon 2017 od swojej pierwszej w życiu pierwszej wygranej jako starter w NFL i wyglądał na kompetentnego rozgrywającego. Todd Gurley zdobył ponad 100 jardów, co przez cały ubiegły sezon udało mu się tylko raz. Czyżby trener Sean McVay był faktycznie cudotwórcą? No dobra, nie udało mu się naprawić Tavona Austina, ale do tego trzeba być kimś więcej niż cudotwórcą.

Jednak bliższa analiza nakazuje powściągnąć entuzjazm. Po pierwsze rywalem byli Indianapolis Colts, drużyna która bez Andrew Lucka traci 90% wartości. Scott Tolzien był żenująco słaby na rozegrani, rzucił dwa pick-six i w drugiej połowie został zastąpiony Jacobym Brisettem, który jest z drużyną dopiero tydzień. Obrona Indy miotała się jak dzieci we mgle.

Goff zagrał dobry mecz, ale daleko mu jeszcze do wyjścia na prostą. McVay osadził go w bardzo przyjaznym systemie. Proste decyzje, łatwe podania. Goff w każdej chwili wiedział gdzie i na co ma patrzeć. nie musiał myśleć, wystarczyło rzucać. A że ramię ma silne, to chyba nikt nie ma wątpliwości. Za tydzień będzie trudniej. Znów: będzie nowa taśma i koordynator defensywy Redskins będzie mógł ustawić odpowiednio drużynę.

W zeszłym sezonie w week 1 mieliśmy podobną drużynę: słabą, z nowym trenerem uważanym za cudotwórcę, która efektownie i przekonująco wygrała swoje spotkanie, prezentując świetną defensywę. Tą drużyną byli San Francisco 49ers Chipa Kelly’ego, którzy pokonali 28:0 LA Rams. Skończyli sezon z #2 w drafcie.

Kibice chyba też nie są do końca przekonani do Rams

 

Ofensywa New York Giants jest do niczego

To miał być ten rok, kiedy ofensywa i defensywa Giants wreszcie będę jednocześnie na wysokim poziomie. Tymczasem w Sunday Night Football tylko obrona dotrzymała umowy. Dzięki staraniom Landona Collinsa i spółki porażka w Dallas 19:3 wygląda znacznie lepiej w tabeli wyników niż w rzeczywistości.

Obrona Cowboys, która raczej nie będzie w czołówce ligi, kompletnie zdominowała Gigantów. O-line nie potrafiła ochronić Eli Manninga. Brandon Marshall złapał jedyną piłkę na 10 jardów w „czasie śmieciowym”. Jedynie Sterling Shepard może zaliczyć ten mecz do w miarę udanych.

Tylko że Giants na pewno nie powiedzieli ostatniego słowa. Linia ofensywna raczej nie będzie dramatycznie lepsza, ale nie ma drugiego ataku w lidze tak zależnego od nie-quarterbacka. Gdy po kontuzji wróci Odell Beckham, zobaczymy zupełnie inną drużynę z Nowego Jorku. Nie wiem czy na tyle lepszą, by zrekompensować niedostatki „w okopach”, ale pogłoski o końcu sezonu NYG są mocno przesadzone.

Jeśli już jesteśmy przy NYG@DAL, to zobaczcie pierwszego kandydata na chwyt roku:

 

T.J. Watt będzie lepszy od brata

Tak, J.J. miał tylko jeden mecz w karierze z dwoma sackami i INT. Tak, J.J. nie był gwiazdą od samego początku. Ale litości, to dopiero jeden mecz. Dajcie się chłopakowi wykazać. Trzykrotny Defensive Player of the Year to wysoko postawiona poprzeczka. Zajebiście wysoko.

 

Tony Romo jest najlepszym komentatorem w historii

Eee, no tak. Tu jakby sam jestem winny.

Ale fakt faktem, że Tony Romo w swoim debiucie jako komentator wypadł rewelacyjnie. Celne, ciekawe analizy w tempo. W ostatniej serii pierwszej połowy rozrysowywał na ekranie blitze Titans jeszcze przed snapem i miał rację za każdym razem!

Kiedy w spotkaniu SEA@GB przyszło mi słuchać Troya Aikmana poczułem się jakbym się przesiadł z Mercedesa do Malucha. Banały typu „Richardson się obrócił, zobaczył piłkę i ją złapał” albo „To dobry zawodnik. Szybki. Waleczny.” Niby obaj byli QB i powinni dużo widzieć, ale Romo wyniósł sztukę komentowania NFL na nowe wyżyny. Oby to nie było overreaction, bo mam nadzieję, że będę mógł słuchać takiego komentarza jeszcze przez wiele lat.

 

Tydzień w skrócie:

1. Cała kolejka odbywała się w cieniu huraganów pustoszących południowo-wschodnie Stany. Tydzień temu Harvey spustoszył Texas, w niedzielę Irma wylądowała na Florydzie. J.J. Watt zebrał ponad 30 mln dolarów na pomoc ofiarom huraganów i w Houston przywitano go jak bohatera. Zasłużył.

2. Mecz Seattle – Green Bay zapowiadał się smakowicie, ale wyszła klapa. Obie ofensywy zaprezentowały formę przedsezonową, podobnie jak ekipa sędziowska. Nadspodziewanie dobrze zagrała za to obrona Packers, ale zobaczymy co będzie, jeśli naprzeciwko nich staną jacyś nieprzypadkowi liniowi. Warto monitorować zdrowie Aarona Rodgersa – wygląda na to, że doznał drobnego urazu prawej nogi.

3. Nie przyłączę się do zachwytów nad Carsonem Wentzem, bo nie wierzę, by na dłuższą metę osiągną sukces. Ale ta akcja palce lizać

4. W Nashville naprzeciw siebie stanęli dwaj rozgrywający młodego pokolenia. W bezpośrednim pojedynku lepszy okazał się Derek Carr, ale Marcus Mariota również zagrał znakomite spotkanie. Jeśli zdrowie pozwoli, będziemy oglądać ich rywalizację przez najbliższą dekadę. Nie mogę się doczekać.

5. Dziwnie było oglądać w barwach Raiders innego kopacza niż Sebastian Janikowski.

Wszystko wskazuje na to, że po 17 sezonach Janikowski pożegna się z Oakland. Ale co zarobił 51 mln dolarów to jego.

6. Scott Tolzien nie był jedynym QB, który już w pierwszym meczu wylądował na ławce. Podobnie było w Houston, gdzie Tom Savage już w przerwie został zastąpiony przez debiutanta DeShauna Watsona. Bill O’Brien drugi rok z rzędu zmienia rozgrywającego w week 1. Kompletny bajzel na tej pozycji zaciemnia jego ogólnie pozytywną kadencję w Houston.

7. Problemy na rozegraniu Texans mogą wynikać też ze słabej postawy linii ofensywnej. Jaguars zaliczyli przeciwko nim 10 sacków (rekord klubu), a Calais Campbell w debiucie w barwach Jacksonville zanotował 3,5 sacka (również rekord klubu). Także tego:

Nie żeby Blake Bortles nagle stał się wybitnym liderem ofensywy:

8. W swoim pierwszym meczu w historii Los Angeles Chargers byli o zablokowany FG od dogrywki w Denver. W tym tygodniu pierwszy mecz „domowy”.

9. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o puntowaniu, to polecam poniższy filmik (koniecznie z dźwiękiem):

10. Kosztowny żart, ale poczucia humoru nie można mu odmówić

11. W niedzielny wieczór #NFLpl przejęło Twittera. mam nadzieję, że będziemy to robić co tydzień :)

12. Tuż przed startem sezonu swoją premierę miało tegoroczne „America’s Game” o mistrzowskim sezonie Patriots. Nawet jeśli nie jesteście fanami drużyny z NE warto obejrzeć dla samego Juliana Edelmana. Wiecie, że jest autorem książeczki dla dzieci?

Książeczka opowiada o małej wiewiórce o imieniu Julius, która chciała grać w futbol, ale inne zwierzaki, takie jak Bizon (Buffalo) czy Orzeł (Eagle) nie chciały z nim grać. Na szczęście spotkał na swojej drodze kozła (GOAT) o imieniu Tom, który pomógł mu zrealizować swoje marzenia pod wodzą mądrej sowy, któa dziwnym trafem przypomina pewnego trenera lubującego się w bluzach z kapturem :)

Za jedyne 20 dolarów możecie nawet kupić tę książkę :)

 

P.S. Jeśli zechcesz poświęcić chwilę, by zostawić lajka na Facebooku albo na Twitterze, być może kolejna mała wiewiórka dostanie swoją szansę wśród wielkich zwierząt ;)

Odważne prognozy na nadchodzący sezon NFL

Jedną z ulubionych „około NFL-owych” zabaw Amerykanów są „bold predictions”. Chodzi o to, żeby wygłosić jakąś prognozę, która na pierwszy rzut oka brzmi mało prawdopodobnie, ale ma szanse się spełnić. Tym razem ja wygłoszę osiem takich odważnych prognoz – po jednej na każdą dywizję. Zobaczymy czy choć jedna spełni się w sezonie 2017.

Nie są to rzeczy, na które postawiłbym pieniądze, ale mam nadzieję, że wystarczająco „bold”, by były ciekawe i może skłoniły was do spojrzenia na pewne drużyny pod innym kątem.

 

New England Patriots przegrają już we wrześniu

I najprawdopodobniej będzie to w Nowym Orleanie.

Wiele osób przepowiada, że Patriots powalczą o perfect season. Nie, nie powalczą. I nie żebym nie wierzył w Billa Belichicka i spółkę. Po prostu żeby w NFL uzyskać bilans 16-0 (a 19-0 to już w ogóle) cała masa rzeczy musi się idealnie ułożyć. Wystarczy jeden słabszy dzień, głupia strata, kontuzja w nieodpowiednim momencie.

Zobacz: W pogoni za idealnym sezonem

Tegoroczni Patriots mają ogromną siłę rażenia, ale wrzesień to czas, kiedy będą się zgrywali. Ofensywa musi odnaleźć nową tożsamość bez Juliana Edelmana, za to z Brandinem Cooksem. Rob Gronkowski będzie potrzebował kilku spotkań, żeby wejść we właściwy rytm. Backfield będzie wyglądał kompletnie inaczej niż w zeszłorocznych playoffach.

Co więcej Pats właściwie nie mają dobrych pass rusherów. Oczywiście DC Matt Patricia coś wykombinuje, pomoże dobra secondary i Dont’a Hightower zapewne więcej czasu niż w ubiegłych latach spędzi na DE. Niemniej drużyna będzie podatna na rywali z elitarnym QB. Takim jak Drew Brees.

 

Cleveland Browns będą mieli lepszy bilans niż Baltimore Ravens

Odkąd Joe Flacco dostał wielkie pieniądze po playoffach 2012, myśli raczej o swoim zdrowiu niż o maksymalizowaniu korzyści dla drużyny z każdej akcji. Tak po ludzku potrafię to zrozumieć, ale to niekorzystna sytuacja dla Ravens, których gwarantowane pieniądze przykuły do Flacco niczym galernika do wiosła.

Ofensywa Ravens nie ma tożsamości, nie potrafi generować wielkich zysków jardowych. Poza Marshalem Yandą nie ma tam żadnego zawodnika, który pretendowałby do Pro Bowl (może Maclin, ale to naciągane), a sam Yanda w wieku 33 lat lada moment wpadnie na ścianę.

W defensywie nieco się wzmocnili, ale to nie jest formacja, która straszyłaby jak za czasów Raya Lewisa.

Tymczasem Browns mają młody, ciekawy zespół. Radykalnie wzmocnili o-line, która powinna dać drużynie stabilizację i dobre warunki do rozwoju dla QB DeShone’a Kizera. W obronie też jest cała masa młodego talentu. Jeśli trener Hue Jackson poskłada tę ekipę, to Browns mogą mieć całkiem ciekawy sezon.

Ale w sumie to bardziej powątpiewam w Ravens niż wierzę w Browns :)

 

Marcus Mariota będzie MVP sezonu

Młody QB z Oregonu, który miał być zepsuty dla profesjonalnego futbolu po pełnej tricków ofensywie Chipa Kelly’ego, dojrzewa na naszych oczach. Wierzę w tegorocznych Titans. Nie do końca podobała mi się ich oldschoolowa ofensywa z sezonu 2016, ale do tego personelu pasowała.

Teraz ekipa z Nashville wzmocniła korpus reciverów i defensywę. Mariota, który już przed rokiem zbierał świetne recenzje, otrzyma zapewne większą swobodę i większą odpowiedzialność. Jeśli Titans nie zawiodą i będą w czołówce AFC, Mariota otrzyma szansę, żeby powalczyć o miano MVP.

 

LA Chargers wygrają AFC West

Tę prognozę już wygłosiłem podczas przedsezonowej zapowiedzi AFC West, więc wypadałoby ją podtrzymać.

Chargers mają najlepszego QB w tej dywizji. Niech mi wybaczą kibice Raiders i Dereka Carra, ale zeszły sezon spędził w cieplarnianych warunkach – czołowa linia ofensywna w NFL, dwóch świetnych reciverów. Tymczasem Rivers tydzień w tydzień obrywał za połataną linią ofensywną, a jego reciverzy łamali się w takim tempie, że pewnie nie wszystkich kojarzył z imienia.

Rivers to zawodnik bardzo niedoceniany, ale to gracz tej klasy co Eli Manning i Matt Ryan, tzn. że we właściwym otoczeniu może poprowadzić drużynę do mistrzostwa. Wystarczy, żeby nowy trener potrafił ustawić pod niego ofensywę, a koledzy pozostali względnie zdrowi. Wiem, że Chargers przydarzyły się już pierwsze urazy, ale każda drużyna NFL ma mniejsze lub większe problemy ze zdrowiem. W tym wypadku wystarczy, by nie były katastrofalne.

Warto też zwrócić uwagę na niedocenianą defensywę. Już przed rokiem byli 7. obroną wg DVOA. Joey Bosa i Melvin Ingram stanowią jeden z najlepszych duetów pass rusherów w NFL. Jeśli atak zagra na miarę możliwości, to Chargers mogą zaskoczyć.

 

Brandon Marshall skończy sezon z mniej niż 500 rec yds

O ile jestem w stanie zrozumieć optymizm kibiców Giants co do całej drużyny, o tyle Brandon Marshall nie jest graczem, który mnie przekonuje.

Zeszły sezon miał zauważalnie słabszy. Złapał zaledwie 46,1% kierowanych do niego podań. Najsłabszy wskaźnik miał w swoim debiutanckim sezonie – 54,1%. Można oczywiście wskazać na fatalnych QB w Jets przed rokiem, ale Marshall nigdy nie miał szczęścia do rozgrywających, a do tej pory nie przeszkodziło mu to w produkowaniu jednego 1000-jardowego sezonu za drugim.

Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że 33-letni Marshall po prostu dotarł do kresu kariery. W preseason zmagał się z drobnymi urazami kostki i ramienia. Nie wykluczy go to z gry, ale widać, że organizm odmawia posłuszeństwa. Sezon 2017 nie będzie odrodzeniem, a łabędzim śpiewem Marshalla.

 

John Fox i Ryan Pace stracą pracę w Chicago jeszcze przed końcem sezonu

Nie kupuję zmian w Chicago. Być może Trubisky jest przyszłą gwiazdą NFL, ale nie dowiemy się tego, jeśli nie będzie miał do kogo podawać. A na razie nie ma. Drużyna jest kompletnie wybebeszona, bez talentu, a nerwowe ruchy kierownictwa w tym offseason nie wróżą niczego dobrego.

W ciągu dwóch sezonów trener Fox wygrał 9 z 32 meczów. W wigilię Bożego Narodzenia przegra u siebie z Browns i to będzie kropla, która przepełni czarę goryczy. Ostatni mecz sezonu Fox i Pace obejrzą w telewizji, a Bears będą wybierali w drafcie 2018 z #1.

 

Drew Brees jako pierwszy w historii poda na więcej niż 5500 jardów w sezonie

Na liście 10. najproduktywniejszych sezonów mierzonych liczbą jardów podaniowych Drew Brees pojawia się pięciokrotnie (i szósty raz na miejscu 11.). Ma na koncie cztery sezony powyżej 5 tys. jardów. Nikt inny nie ma nawet dwóch. A jednak rekordzistą jest Peyton Manning, który w sezonie 2013 pobił dotychczasowy rekord Breesa o dokładnie jeden jard (5477 do 5476). W tym roku Brees odzyska prowadzenie.

Oczywiście do tego potrzeba spełnienia pewnych warunków. Może się wydawać dziwne, że Saints, którzy ściągnęli Adriana Petersona, będą grali dużo górą. A jednak Peterson nie pasuje do tej drużyny (bonusowy bold prediction – przebiegnie mniej niż 500 jardów w sezonie). Poza tym słaba obrona Saints spowoduje, że Brees będzie musiał grać dużo górą, żeby gonić wynik. Z niezłą ofensywę i w kreatywnym systemie Seana Paytona ma szansę na naprawdę historyczny sezon. Ale czy to wystarczy do playoffów?

 

LA Rams będą mieli najlepszą obronę w NFL wg DVOA i nie wejdą do playoffów

Jeśli Aaron Donald faktycznie opuści kilka meczów, to ta prognoza się nie sprawdzi. Ale najlepszy DT w NFL nie ma za wielu mocnych atutów w sporze z klubem, który kontroluje jego losy jeszcze przez co najmniej trzy lata, więc szybko wróci do składu.

Defensywa Rams wygląda naprawdę ciekawie. Ale przede wszystkim wierzę w Wade’a Philipsa. Przez ostatnie dwa sezony nowy DC Rams prowadził defensywę nr 1 wg DVOA (Broncos) i to się nie zmieni.

Obrona Rams nie będzie #1 w oddanych punktach. Fatalna ofensywa raz po raz będzie ich stawiała w kłopotliwej sytuacji. Jednak wskaźnik DVOA bierze pod uwagę sytuację startową i nie będzie karał obrony za niedociągnięcia ich ofensywy. Dlatego to właśnie on oceni Rams najwyżej.

Brak playoffów będzie oczywiście „zasługą” niefunkcjonalnej ofensywy. Bez rozgrywającego i ze słabym wsparciem nowy trener Seth McVay nie zdziała za wiele, nawet jeśli miałby okazać się cudotwórcą.

 

A jakie są Wasze bold predictions? podzielcie się nimi w komentarzach pod tekstem, na Facebooku lub na Twitterze. Nie zapomnijcie zostawić lajka :)