Super Bowl 2017 pozycja po pozycji

W Super Bowl 2017 będzie mogło wystąpić w tym roku 90 zawodników, po 45 z każdej drużyny. Naturalnie nie każdy dostanie tyle samo snapów, ale jak pokazał dwa lata temu Malcolm Butler, nawet zawodnik z głębokich rezerw może przesądzić o mistrzowskim tytule.

Dlatego dokładnie przyjrzymy się składowi New England Patriots i Atlanta Falcons na każdej pozycji.

Zobacz: Wszystko o Super Bowl 2017

 

Quarterback

Tom Brady 2015Patriots: Czy Tom Brady jest najlepszym rozgrywającym wszechczasów? To kwestia dyskusyjna, choć tylko najbardziej zapiekli hejterzy umieściliby go poza TOP5. Na pewno ma najwięcej zwycięstw w playoffach i dzierży większość playoffowych rekordów na swojej pozycji. Jeśli NE wygrają w niedzielę, zostanie pierwszym QB w historii, który zdobył pięć pierścieni mistrzowskich.

Niesamowite, ale w wieku 39 lat rozegrał jeden z najlepszych sezonów w karierze. Zmotywowany wrócił po czterech meczach zawieszenia i zapewne zdobyłby MVP… gdyby nie jeden facet do którego zaraz dojdziemy. Niemniej Brady najwyraźniej odkrył fontannę młodości. Sam Brady będzie bardziej skłonny przyznać zasługi swojemu reżimowi treningowemu, diecie i odnowie biologicznej, które sprzedaje w swojej firmie za niebotyczne pieniądze.

Jakby nie było Brady nie tylko nie gra słabiej. W pewnych aspektach jest wręcz lepszy. W tym sezonie demonstrował niesamowitą mobilność w kieszeni. Nie mobilność Aarona Rodgersa czy Russella Wilsona, ale sprawne nawigowanie po szalejących falach pass rushu. Do tego jego daleka piłka wygląda najlepiej od dekady, choć przez dwa ostatnie lata wydawało się, że siła jego ramienia zniknęła bezpowrotnie.

Jednak Brady najlepszy jest, gdy rzuca krótkie i średnie ścieżki na środek boiska. Jego siłą jest fantastyczny rytm podaniowy, który odnajduje ze swoimi reciverami i zabójcza skuteczność. A także rewelacyjna gra w kluczowych momentach: czy chodzi o rozmontowanie jednej z najlepszych defensyw w historii ligi w Super Bowl 2015 w czwartej kwarcie, czy o zwycięski marsz w swoim pierwszym Super Bowl w karierze, gdy nawet John Madden radził grać na dogrywkę.

Zmiennikiem Brady’ego jest Jimmy Garoppolo, który pokazał się z bardzo dobrej strony, gdy grał w pierwszych meczach sezonu.

Falcons: Brady byłby MVP, gdyby nie Matt Ryan. Najpierw był „młodym obiecującym”, potem „nabijaczem statystyk”, potem „playoff chocker”. Jednak dopiero w tym roku Ryan dostał drużynę na miarę swoich możliwości i pokazał, co potrafi. Jego sezon 2016 należał do najlepszych w historii ligi.

Przed tym sezonem Ryan wygrał tylko jeden mecz w playoffach, ale w tegorocznym postseason jest w nieprawdopodobnej formie. 7 TD, 0 INT, 9.73 jarda/podanie, 132,6 passer rating to statystyki kompletnie z kosmosu. I wcale nie jest to jakiś wyrwany z kontekstu, arbitralny zestaw cyfr. To wcale nie były dwa najlepsze mecze Ryana w tym sezonie, a jego statystyki z sezonu 2016 niewiele ustępują tym z playoffów. I to wykręconym przeciwko teoretycznie najlepszym drużynom, które mogła zaoferować NFC.

Matt Ryan to klasyczny pocket passer, który może wykonać każde podanie w playbooku. W tym sezonie bardzo utrudnia robotę defensywom rywali, bo rozdziela piłki sprawiedliwie między wszystkich swoich kolegów. Nie wystarczy pokryć Julio Jonesa, bo aż ośmiu graczy Falcons złapało w sezonie zasadniczym 20 piłek lub więcej.

Ryan najlepiej czuje się w kieszeni, ale to nie znaczy, że nie jest atletą. Przekonali się o tym Green Bay Packers, gdy QB Falcons zaliczył w finale NFC 14-jardowy bieg na przyłożenie.

Zmiennikiem Ryana jest Matt Schaub, który miał kilka dobrych sezonów w Texans i pozostaje rekordzistą klubu z Houston w większości podaniowych kategorii. Jednak ostatnie lata ma mało udane.

Przewaga: Brak. Ryan jest naprawdę na fali i gra w tym sezonie lepiej, ale Brady ma ogromne doświadczenie na tym etapie rywalizacji.

 

Linia ofensywna

Patriots: W tym sezonie z emerytury wrócił wieloletni trener tej formacji, Dante Scharnecchia. Mimo 68 lat na karku zdołał zmienić linię Pats ze słabości w atut. I to mimo, że stracił na cały sezon podstawowego RT, Sebastiana Vollmera. Poza tym jednak urazy omijają o-line, która gra w niezmienionym zestawieniu niemal każdy snap.

Nie znaczy to, że linia stanowi jakiś mur nie do przebycia. W Divisional Round dość skutecznie atakowali ją Houston Texans, posyłając blitze środkiem, które kompletnie zakręciły w głowie centrowi, Davidowi Andrewsowi.

Football Outsiders klasyfikują linię NE jako dziewiątą w lidze w biegach i szóstą w pass protection.

Falcons: Jednym ze źródeł lepszej gry Atlanty w tym sezonie jest właśnie linia ofensywna, która w poprzednich latach regularnie zawodziła. Strzałem w dziesiątkę okazało się sprowadzenie na centra weterana Alexa Macka, który stał się prawdziwym filarem tej grupy i został wybrany do drugiej drużyny All-Pro. Aż czterech z pięciu starterów w tej formacji trafiło do NFL w pierwszej lub drugiej rundzie draftu (w Pats tylko LT Nate Solder).

Największa poprawa dotyczy LT Jake’a Matthewsa, #6 draftu 2014, który dwa pierwsze sezony w NFL miał bardzo nierówne. W tym roku w jego grze znacznie więcej jest dobrego niż złego, choć ma sporo jeszcze do poprawy. Z kolei słabym punktem jest RG Chris Chester

Football Outsiders klasyfikują tę grupę na dziesiątym miejscu w run blocking i dopiero 23. w pass protection.

Przewaga: Patriots

 

Wide reciverzy

Patriots: Odkąd Bill Belichick trenuje Pats, drużyna nie ma wybitnych skrzydłowych. Owszem, zdarzyły się gwiazdy z odzysku (Randy Moss) albo faceci znikąd, z których Brady robił gwiazdy (Wes Welker, Dion Branch, ostatnio Julian Edelman), ale nigdy w ich składzie nie było topowego, klasycznego recivera X. Tyle że w ich schemacie nie ma takiej potrzeby.

Zawodnikiem, do którego Brady ma największe zaufanie, jest filigranowy (jak na NFL) Julian Edelman. Uczelniany QB zabłysnął, gdy zajął w składzie miejsce Wesa Welkera i już czwarty sezon z rzędu wykręca średnio ponad 6 złapanych piłek i ponad 60 jardów na mecz. To zwrotny zawodnik o pewnych rękach, ale raczej niegroźny na dalekich dystansach.

Długie piłki łapie za to Chris Hogan, ściągnięty przed sezonem z Buffalo Bills. Przekonali się o tym Pittsburgh Steelers, przeciwko którym Hogan zanotował 180 jardów. Trzecim w tej grupie jest Danny Amendola. Zawodnik podobny w typie do Edelmana, ale liczne kontuzje sprawiają, że od trzech lat gra słabiej niż można by się było spodziewać przy jego poziomie talentu. Obecnie walczy ze skręconą kostką. Problemy z kolanem ma za to rookie Malcolm Mitchell. Miał świetny listopad i początek grudnia, ale potem problemy zdrowotne ograniczyły jego rolę w drużynie.

X-factorem może być Michael Floyd, który po przenosinach z Arizony błysnął kilka razy, ale ostatnio był nieaktywny.

Falcons: Julio Jones. Dziękuję, proszę siadać.

Julio JonesPo odejściu na emeryturę Calvina Johnsona Jones, wraz z Antonio Brownem i Odellem Beckhamem tworzą elitę WR w NFL. W tym sezonie Jones zaliczył „zaledwie” 1409 jardów. Przez cały sezon zmagał się z kontuzją palca u stopy. W poprzednim sezonie wykręcił 1871 jardów, a w każdym sezonie, w którym zagrał co najmniej 14 meczów przekraczał tysiąc jardów. To zawodnik o znakomitych warunkach fizycznych. Silny, skoczny, z kapitalnym przyspieszeniem i prędkością. Czasami wygląda jakby grał w „Maddena” na kodach. To WR idealny. jeśli szukamy jakiejś wady to zdarzają mu się czasem upuszczone piłki. Ale to szukanie na siłę.

Jednak Patriots nie mogą skupić się na Jonesie, bo Matt Ryan z przyjemnością to wykorzysta. Do dyspozycji ma jeszcze Mohameda Sanu, który łapie raczej krótsze piłki i Taylora Gabriela, który stanowi większe zagrożenie na dalekich ścieżkach. Po Sanu spodziewano się w Atlancie nieco więcej, ale ostatnio gra nieźle. Z kolei Gabriel jest bardzo miłą niespodzianką, biorąc pod uwagę, że przed sezonem nie załapał się do 53-osobowego składu Browns. Mniej wykorzystywani są Aldrick Robinson i drugoroczniak Justin Hardy, ale obaj złapali w tym sezonie 20 piłek lub więcej.

Przewaga: Falcons

 

Tight endzi

Patriots: Brak Roba Gronkowskiego to największa strata po stronie Patriots. Zdrowy Gronk to bestia nie do powstrzymania, ale Martellus Bennett ściągnięty przed sezonem z Chicago, to najlepszy zmiennik na tej pozycji, jakiego można sobie wymarzyć.

Bennett to prawdziwy TE, co znaczy że jest bardzo groźny w grze podaniowej, ale skuteczny również jako bloker. W sezonie zasadniczym był drugim reciverem Patriots (701 jardów) i to mimo, że większość sezonu zmagał się z różnymi urazami. W Super Bowl tez nie będzie w pełni sił, ale i tak będzie ogromnym zagrożeniem, zwłaszcza w red zone, gdzie będzie ściągał na siebie podwojenia. Poza Bennettem Pats praktycznie nie mają w składzie TE, choć rolę „liniowego uprawnionego do łapania podań” w kilkunastu snapach w meczu regularnie pełni nominalny OT Cameron Fleming.

Falcons: Jacob Tamme to bardzo solidny weteran, tyle że podobnie jak Gronk jest na liście kontuzjowanych. W tej sytuacji większość snapów dzielą między siebie Levine Toilolo i debiutant Austin Hooper. Pozycja TE jest zdecydowanie najsłabiej obsadzoną w ofensywie Falcons.

Przewaga: Patriots

 

Running backowie

Patriots: Od kilku sezonów Bill Belichick jest wierny swojemu założeniu: duży RB do biegania między liniowymi i mniejszy, zwrotniejszy „passing back”, którego zadaniem jest łapanie podań przeciwko linebackerom. Dwa lata temu w Super Bowl ogromną rolę odegrał Shane Vereen izolowany na linebackerach Seahawks. tym razem podobną rolę będą pełnili James White i Dion Lewis. White to lepszy reciver, który często ucieka za plecy obrońców. Lewis dysponuje fenomenalnym przyspieszeniem i zwrotnością. Częściej łapie screeny.

Rolę „tarana” pełni LeGarette Blount, który w tym sezonie aż 18 razy wbijał się do pola punktowego rywali.

NE lubią używać fullbacka, a na tej nieco archaicznej pozycji mają bardzo solidnego Jamesa Devlina, który czasami pełni również funkcję H-backa.

Falcons: Running backowie to bardzo ważny element ofensywnej strategii Falcons. Davonta Freeman i Tevin Coleman wspólnie zdobyli niemal 2,5 tys. jardów w sezonie zasadniczym. Biegają i łapią. Są bardzo skuteczni i wszechstronni, a co gorsza dla obrony rywala wymienni. W przeciwieństwie do RB Patriots nie mają ściśle przydzielonych ról.

Zagrożenie grą obu RB sprawia, że w playbooku Falcons bardzo ważną rolę odgrywa play action, które generuje bardzo dużo jardów.

Przewaga: Falcons

 

Front seven

Patriots: We współczesnej NFL trudno oddzielić d-line od linebackerów, zwłaszcza że gra się głównie w formacji nickel (pięciu DB) lub nawet dime (sześciu DB). Dlatego całość rozpatruję wspólnie.

NE oddali w wymianach dwóch czołowych graczy front seven: Jamesa Collinsa i Chandlera Jonesa. Choć cała obrona nie ucierpiała, to jednak widać wyraźne braki w pass rushu. Rob Ninkovich to solidny wyrobnik, ale rzadko wygrywa jeden na jeden. W tej sytuacji pass rush skazany jest głownie na blitze i okazjonalne błyski geniuszu weterana Chrisa Longa. W końcówce sezonu coraz lepiej jako sytuacyjny pass rusher ze środka gra drugoroczniak Trey Flowers, ale brakuje mu regularności.

W obronie biegowej Patriots może nie należą do czołówki NFL, ale sytuują się jednak nieco powyżej przeciętnej. Oddają 3,9 jarda/bieg, co sytuuje ich na ósmym miejscu w lidze. Na środku d-line dominuje wielki Alan Branch i nieco mniejszy ale szybszy Malcom Brown.

Za ich plecami liderem obrony z zieloną kropką na kasku (co oznacza, że ma w nim radio i odbiera zagrywki od koordynatora defensywy) jest Dont’a Hightower. To znakomity linebacker, groźny przeciwko biegowi i w blitzu, choć ze względu na dużą masę nieco słabszy w kryciu. W próbach biegowych na boisku pojawi się rookie Elandon Roberts, a jeśli trzeba pokryć podanie wchodzi pozyskany z Lions Kyle Van Noy.

Falcons: Najgroźniejszym zawodnikiem tej formacji jest na pewno tegoroczny król sacków Vick Beasley. Nie jest to jeszcze gracz na miarę Vona Millera, ale jeśli Patriots będą musieli przesunąć kogoś w jego stronę do podwojenia, mogą mieć problemy na środku linii, co dla Falcons byłoby ogromnym zyskiem.

Z drugiej strony w pass rushu działa weteran Dwight Freeney, który nie raz i nie dwa grał przeciwko Brady’emu jeszcze w barwach Indianapolis Colts. Drugim najlepiej sackującym graczem w Falcons jest Adrian Clayborn, ale jedyne stałe zagrożenie płynie ze strony Beasleya, który zgromadził niemal połowę sacków drużyny (15,5 z 34).

W sytuacjach biegowych na środku obrony pojawia się najczęściej Grady Jarrett lub weteran Jonathan Babineaux, z kolei w sytuacjach podaniowych pass rush ze środka zapewnia Ra’Shade Hageman. Za linią defensywną ustawia się najczęściej duet debiutantów: De’Vondre Campbell i Deion Jones. Z meczu na mecz grają coraz lepiej.

W obronie biegowej Falcons oddają aż 4,5 jarda/próbę i jest to 26. rezultat w NFL.

Przewaga: Brak. Beasley jest najlepszym graczem z obu tych grup, ale obie drużyny zaliczyły w sezonie po 34 sacki, a NE są zdecydowanie lepsi przeciwko biegowi.

 

Secondary

Patriots: W secondary Patriots dzieli i rządzi safety Devin McCourty. To gracz o którym rzadko się mówi i pisze, ale odpowiada za łatanie wszystkich dziur i należy do absolutnej czołówki na swojej pozycji. Cornerbackiem #1 jest Malcolm Butler. Większość fanów kojarzy go z decydującego przechwytu w Super Bowl przed dwoma laty, ale od tego czasu wyrósł na pełnoprawnego CB1. Nie jest może Darellem Revisem z tamtych mistrzowskich Patriots, ale należy do ligowej czołówki.

Po drugiej stronie zobaczymy najprawdopodobniej Erica Rowe, transfer z Eagles. Dość przeciętny gracz, który nie wyróżnia się niczym szczególnym. W slocie gra Logan Ryan, który ma za sobą zdecydowanie najlepszy sezon w karierze, ale zdarza mu się popełniać błędy.

Ostatnim ze starterów jest strong safety Patrick Chung. To silny defensor, którego główną rolą jest pomaganie przy akcjach biegowych i krycie TE. Przeciwko Falcons może pełnić wręcz rolę quasi-linebackera, zagęszczając tackle box przeciwko biegowi.

To kim będzie szósty, zależy w dużej mierze od ustawienia Falcons. Formacje z fullbackiem lub dwoma TE Patriots lubią kontrować tzw. „big nickel” i wówczas na boisko wchodzi safety Duron Harmon. Jednak tu przez większość meczu możemy spodziewać się trzech lub nawet czterech WR-ów, więc zapewne więcej snapów dostanie drugoroczny CB Justin Coleman.

Falcons: Secondary Sokołów z meczu na mecz spisuje się coraz lepiej i to mimo że w połowie sezonu stracili swojego najlepszego gracza, CB Desmonda Trufanta. Trio cornerbacków tworzą Brian Poole, Robert Alford i Jalen Collins. Dla najbardziej doświadczonego Alforda jest to dopiero czwarty sezon w NFL.

Na safety gra duet Ricardo Allen i Keanu Neal. Ten drugi to debiutant, ale nie powiedzielibyście tego, patrząc na jego grę. Co prawda raczej nie dostanie nagrody debiutanta sezonu, ale jest do tego miana poważnym kandydatem.

Żaden z tych graczy nie jest wyraźnym liderem, ale też żaden nie odstaje poziomem. To zła wiadomość dla Toma Brady’ego, który lubi atakować raz po raz najsłabsze ogniwo.

Patrząc na liczby można dojść do wniosku, że ta secondary mocno nie daje rady. W sezonie zasadniczym oddali 31 TD przy 12 INT i passer ratingu 92,5 (22. wynik w lidze) przy 21 TD, 13 INT i passer ratingu 84,4 (8. w lidze) u Patriots. Jednak na te liczby spory wpływ ma słaby początek sezonu. W playoffach, przeciwko tak klasowym QB jak Aaron Rodgers i Russell Wilson oddali 5 TD przy 3 INT i passer ratingu 85,0.

Przeciwko Packers Atlanta kilka razy skutecznie blitzowała ze slotu (głównie Poole). W meczu, w którym najważniejsze dla defensywy będzie przyciśnięcie Brady’ego, może to być skuteczna taktyka.

Przewaga: Patriots

 

Special teams

Patriots: Chyba żaden trener w lidze nie przykłada tak dużej wagi do special teams jak Bill Belichick. W efekcie jego defensywa miała w tym roku najlepszą średnią pozycję startową w lidze, a special teams Patriots rok do roku lokują się w Top 10 NFL.

O ile na kickoffach i puntach Patriots są znakomici, o tyle kiedy mają wykonywać akcje powrotne jest źle. Rookie Cyrus Jones, który wracał z puntami przez większość sezonu, miał z tym kolosalne problemy. Obecnie tę rolę pełni Danny Amendola, ale raczej z konieczności. Dion Lewis zaliczył powrót po kickoffie na przyłożenie przeciwko Texans, ale ta faza gry nie zalicza się do atutów Patriots.

Stosunkowo słaby sezon jak na niego rozgrywa kicker Stephen Gostkowski, który przestrzelił cztery podwyższenia (trzy w sezonie zasadniczym, jedno w playoffach), podobnie jak dwa z dziewięciu kopnięć z odległości 30-39 jardów.

Falcons: Atlanta bardzo poprawiła w tym roku swoje special teams, a główna w tym zasługa kopacza Matta Bryanta, który w całym sezonie trafił 6/8 z ponad 50 jardów i 15/17 z ponad 40 jardów. Przestrzelił też tylko jedno z 57 podwyższeń (jedyny kicker w NFL, który podwyższał ponad 50 razy).

Podstawowym returnerem, tak na kickoffach jak puntach, jest Eric Weems. Przy puntach idzie mu to nieco lepiej, ale ogólnie tak przy kickoffach jak i puntach Falcons wypadają nieco powyżej średniej.

Przewaga: Brak. Football Outsiders klasyfikują ST Patriots na 7. miejscu w NFL, Falcons na 8. Róznice są nieznaczne.

 

Sztab trenerski

Patriots: Czy Bill Belichick jest najlepszym trenerem w historii NFL? Na pewno jednym z najlepszych i najlepszym obecnie pracującym. Jego podstawowym atutem jest umiejętność precyzyjnego skrawania planów pod konkretnego rywala i odbieranie mu jego największego atutu. Jego koordynatorami są Matt Patricia (obrona) i Josh McDaniels (ofensywa), któezy stanowią niemalże przedłużenie szefa. Obaj byli kandydatami na stanowiska head coachów w innych klubach, ale ostatecznie wrócą za rok do Foxborough.

Falcons: Dan Quinn pracuje jako główny trener dopiero drugi sezon. Wcześniej w Seattle był współtwórcą rewelacyjnej defensywy Seahawks. Kyle Shanahan stworzył bardzo skuteczną ofensywę i jest znakomitym playcallerem. Od nowego roku obejmie posadę głównego trenera San Francisco 49ers. Koordynatorem defensywy jest Richard Smith. Doświadczony szkoleniowiec, w NFL od 1987 r., ale bez większych sukcesów.

Przewaga: Patriots

 

Mój typ na Super Bowl 2017: Patriots 35 – 28 Falcons

 

Zdjęcie Toma Brady’ego: Jeffrey Beall na licencji CC BY 3.0

Zdjęcie Julio Jonesa: Georgia National Guard na licencji CC BY 2.0

Super Bowl 2017: Weterani kontra nowicjusze

W niedzielnym Super Bowl spotkają się dwie drużyny, których historia długo nie rozpieszczała. Na początku XXI w. doszło w nich do wielkich przełomów. O ile dla Patriots oznaczało to kompletną dominację w ostatnich 16 latach, o tyle Falcons wciąż czekają na swój wielki sukces.

Zobacz: Wszystko o Super Bowl 2017

 

Atlanta Falcons: 36 lat bez dwóch sezonów z rzędu na plusie

1987 Atlanta Falcons Pocket ScheduleW grudniu 2001 r. drużynę Atlanty kupował Arthur Blank, jeden z założycieli Home Depot, największej amerykańskiej sieci z materiałami budowlanymi (coś a’la europejskie Castorama czy Obi). Blank pochodzi z Atlanty, od dawna był kibicem Falcons i od początku lat 90-tych był dumnym posiadaczem karnetu na mecze Falcons. Wiedział, że ekipa z jego rodzinnego miasta nie należy, delikatnie mówiąc, do najbardziej utytułowanych w NFL. Jednak nie mógł uwierzyć, gdy ktoś powiedział mu, że jego drużyna nigdy w historii nie miała dwóch sezonów na plusie z rzędu.

Tymczasem to była prawda. Drużyna, za którą Blank zapłacił 545 mln dolarów (ówczesny rekord), kolekcjonowała głównie sezony na minusie, odkąd w 1966 r. dołączyła do NFL. W ciągu 36 lat sześciokrotnie zakwalifikowała się do playoffów i wygrała w nich w sumie 4 mecze. Tylko trzykrotnie zanotowali dwucyfrową liczbę zwycięstw w sezonie zasadniczym. Najlepszy sezon zaliczyli w 1998 r., gdy wygrali 14 meczów w sezonie zasadniczym i awansowali do Super Bowl XXXIII, gdzie ulegli Johnowi Elwayowi i jego Denver Broncos. Jednak potem ponownie nastąpiły trzy sezony z rzędu na minusie bez jednego awansu do playoffów. Drużyna była na sprzedaż.

Na przełomie wieków właścicielem drużyny byli spadkobiercy jej założyciela, Rankina Smitha. Smith, wiceprezes firmy o oryginalnej nazwie Life Insurance Company of Georgia (Firma Ubezpieczeń na Życie z Georgii), zapłacił za prawo do dołączenia do NFL 8,5 mln dolarów, co było ówczesnym rekordem. Oznacza to, że średnioroczna stopa zwrotu przy sprzedaży Falcons Blankowi wyniosła niemal 180% (nie uwzględniając inflacji).

Wróćmy jednak do lat 60-tych. Nazwę „Falcons” zasugerowało kilka osób, ale „matką chrzestną” została nauczycielka Julia Elliott z 20-tysięcznego miasteczka Griffin w Georgii.

Początki Falcons były nieudane. Przez trzy pierwsze sezony istnienia zanotowali w sumie bilans 6-35-1. Przez pierwszych dwanaście lat nie zdołali awansować do playoffów, a szczytem ich możliwości był sezon 1973, gdy zanotowali bilans 9-5, ale „dziką kartę” (była wówczas jedna) zabrali Washington Redskins, którzy wygrali 10 spotkań.

Warto zauważyć, że Falcons, drużyna z Atlanty, miasta ze stanu Georgia, leżącego jakby nie patrzeć na wschodnim wybrzeżu, aż do zmian systemu rozgrywek w 2002 r. grała w dywizji zachodniej NFC z 49ers, Saints i Rams (później doszli równie „zachodni” Panthers).

W XX wieku Falcons tylko dwa razy wygrali swoją dywizję. W 1980 r. weszli do playoffów z bilansem 12-4 po sezonie zasadniczym jako #1 w NFC. Jednak pierwszy w historii mecz playoffów w Atlancie zakończył się wygraną Dallas Cowboys, którzy wrócili z 14-punktowego prowadzenia w czwartej kwarcie i wygrali ostatnią odsłonę meczu 20:3, a cały mecz 30:27. Małym pocieszeniem dla Falcons może być fakt, że mecz znalazł się wśród spotkań wybranych przez NFL Films do „Najlepszych meczów w historii NFL”.

Falcons nie potrafili przełamać pecha, nawet gdy trafiali im się gracze wyjątkowi. W 1989 r. z #5 wybrali w drafcie CB Deiona Sandersa, jednego z najbardziej dynamicznych graczy w historii. Sanders był prototypowym „shutdown corner”, kapitalnym returnerem i niebanalną osobowością. Jednak za jego „kadencji” Atlancie udało się zaliczyć tylko jeden sezon na plusie. W 1994 r. stał się jednym z pierwszych gwiazdorów, którzy skorzystali z praw wolnego agenta i podpisał roczny kontrakt z 49ers, z którymi zdobył mistrzostwo. W sezonie zasadniczym Sanders i jego 49ers dwukrotnie pokonali Falcons, 42:3 i 50:14.

Na drugą wygraną w dywizji Falcons czekali do wspomnianego już roku 1998. Przegrali zaledwie dwa mecze w sezonie, ale i tak zajęli dopiero drugie miejsce w NFC. Pierwsi byli ofensywni giganci Minnesota Vikings z bilansem 15-1 i to między tymi dwoma drużynami rozstrzygnął się finał NFC. Tym razem to Falcons wrócili z 10-punktowej straty w czwartej kwarcie i ostatecznie wygrali po dogrywce, awansując do pierwszego i do tego roku ostatniego Super Bowl. Tam jednak byli wyraźnie słabsi od rozgrywającego ostatni mecz w karierze Johna Elwaya i jego Broncos.

Magia się skończyła. Rozgrywający Chris Chandler, dla którego Falcons byli szóstym klubem w NFL, nie potrafił powtórzyć sezonów 1997-98, gdy dwukrotnie trafił do Pro Bowl. Jednak zanim Blake kupił klub, poprzednie kierownictwo podjęło brzemienną w skutkach decyzję. W drafcie 2001 oddali #5 i returnera/recivera Tima Dwighta. Z „jedynką” wybrali nietypowego, ale elektryzującego rozgrywającego Virginia Tech, Micheala Vicka.

(#5 wzięli San Diego Chargers, którzy wybrali RB LaDaniana Tomlinsona, 6-krotnego All-Pro, MVP 2006 i faceta, który zapewne w tym roku trafi do Hall of Fame. Sami oceńcie kto wygrał tę wymianę)

Kiedy Artur Blank kupił drużynę, ówczesny komisarz Pete Rozelle poradził mu, by o kulisy prowadzenia klubu podpytał innego właściciela, który kilka lat wcześniej kupił drużynę, a teraz zaczął osiągać pierwsze sukcesy. Tym właścicielem był Robert Kraft, a drużyną New England Patriots.

 

New England Patriots: Dwa oblicza drużyny

Do końca lat 90-tych XX w. Patriots spisywali się tylko nieznacznie lepiej niż Falcons. Powstali w 1960 r. jako Boston Patriots, ósma i ostania drużyna AFL, konkurencyjnej do NFL ligi futbolu amerykańskiego. Pierwszym właścicielem został lokalny biznesman Billy Sullivan. Patriots nie należeli do tuzów ligi. W ciągu 10 lat tylko raz zagrali w playoffach. W 1963 r. zostali rozbici w finale AFL przez San Diego Chargers 51:10.

Połączenie NFL i AFL w 1970 r. nie tchnęło nowego życia w Patriots. Zmienili jednak nazwę. Przenieśli się do podbostońskiego Foxborough i zostali ochrzczeni mianem New England Patriots. Do 1984 r. zanotowali tylko trzy awanse do playoffów, ale ani razu nie przeszli pierwszej rundy.

W 1985 r. niespodziewanie wygrali AFC, choć do playoffów przystępowali z najniższym, piątym numerem. W postseason pokonywali na wyjazdach kolejno Jets (26:14), Raiders (27:20) i Dolphins (31:14). Jednak w Super Bowl XX nadziali się na słynnych „nieblokowalnych” Chicago Bears pod wodzą Mike’a Ditki i zostali rozgromieni 46:10.

Jak się okazało był to jednorazowy wyskok. Na kolejną wygraną w playoffach drużyna czekała do 1996 r., jednak wcześniej trzykrotnie zmieniła właściciela. W 1984 r. Sullivan poniósł kolosalne straty na trasie koncertowej zespołu Jackson Five. W efekcie drużyna i stadion w Foxborough trafiły na sprzedaż. Długo nie było chętnych, zwłaszcza że Patriots byli w fatalnej sytuacji finansowej. W 1988 r. potrzebowali 4 mln dolarów zaliczki od NFL na poczet przyszłych dochodów, by wypłacić pensje zawodnikom i trenerom. Ostatecznie drużynę za 83 mln dolarów kupił Victor Kiam, współwłaściciel firmy Remington, produkującej m.in. maszynki do golenia. Stadion jednak został zlicytowany za długi Sullivana, a jego nabywcą okazał się lokalny potentat na rynku medialnym oraz nieruchomości, Robert Kraft.

Kiam nie porządził długo w Patriots. W 1992 r. sprzedał drużynę Jamesowi Orthweinowi, współwłaścicielowi browaru Anheuser-Busch (warzy m.in. amerykańskiego Budweisera), u którego był potężnie zadłużony. Orthwein próbował przenieść drużynę do rodzinnego St. Louis, ale jego wysiłki zakończyły się klapą. W 1994 r. Kraft odmówił przedłużenia wynajmu stadionu w Foxborough, nie chciał go też odsprzedać. Wymusił tym samym sprzedaż drużyny przez Orthweina. Jak sam mówi, planował zapłacić ok. 120 mln dolarów. Ostatecznie zapłacił 175 mln. W wywiadach przyznał, że jako kibicowi Patriots (miał karnet na mecze od 1971 r.) bardzo zależało mu na tym zakupie i uznał, że przepłacił. Według magazynu „Forbes” rynkowa wartość Patriots w 2016 r. wynosiła 3,2 mld dolarów.

W Foxborough Kraft odziedziczył zespół bez zwycięskich tradycji, ale za to z trenerem, który wiedział jak się wygrywa. Bill Parcells zdobył dwa tytuły mistrzowskie jako trener New York Giants (sezony 1986 i 1990). W 1993 r. przerwał emeryturę, by poprowadzić Patriots. Z kolei na rozegraniu brylował #1 draftu 1993, Drew Bledsoe.

Już w pierwszym sezonie po przyjściu Krafta drużyna awansowała do playoffów po raz pierwszy od 1986 r. Jednak dopiero w 1996 r. udało się wygrać mecz w postseason. Patriots zawędrowali do Super Bowl po raz drugi w historii, gdzie ulegli Green Bay Packers pod wodzą Bretta Favre’a 35:21.

Po tym sezonie doszło do konfliktu między Parcellsem i Kraftem. Trener chciał mieć pełną kontrolę nad personelem („Jeśli mam robić zupę, powinni mi pozwolić wybrać składniki”), na co nie chciał się zgodzić właściciel. Parcells odszedł do rywala z dywizji, New York Jets. Zabrał ze sobą m.in. trenera DB, Billa Belichicka. Nowym szkoleniowcem został Pete Carroll (tak, ten sam, który prowadzi dziś Seattle Seahawks).

Kadencja Carrolla nie została dobrze zapamiętana w Nowej Anglii. Co roku wygrywał jedno spotkanie mniej i odpadał jedną rundę wcześniej. W 1999 r. nie zakwalifikował się do playoffów i stracił posadę. I wówczas Robert Kraft podjął szaloną decyzję, która na zawsze odmieniła NFL.

W Jets Parcells ponownie przeszedł na emeryturę, a jego następcą miał zostać jego koordynator defensywy, Bill Belichick. Tyle że Belichicka chciał u siebie Kraft. Belichick chciał być u Krafta. Problem polegał na tym, że Belichick miał w kontrakcie klauzulę, która mówiła, że po odejściu Parcellsa zostanie głównym trenerem Jets. W tej sytuacji liga nie pozwoliła mu na negocjacje z Patriots. Patowa sytuacja trwała miesiąc, inne kluby już dawno szykowały się do sezonu, a Patriots nie mieli trenera. W końcu Jets oddali Belichicka do Nowej Anglii za pięć wyborów w drafcie w tym dwa w pierwszej rundzie.

Dziś wydaje się to prawdziwą okazją dla Pats. Tyle że wówczas Belichick nie był trenerskim geniuszem. Był niezłym asystentem, który przez pięć lat jako HC Cleveland Browns miał jeden zwycięski sezon. Art Modell, który był właścicielem Browns (w 1996 r. przeniósł ich do Baltimore i zmienił nazwę na Ravens), ostrzegał Krafta, że popełnia błąd, sięgając po Belichicka. Jednak ten trafił do Foxborough.

Tego samego lata do Patriots dołączył też chudy, powolny rozgrywający z Uniwersytetu Michigan. Został wybrany z #199 w drafcie 2000. Po kilku tygodniach spotkał w korytarzu Krafta i podszedł się z nim przywitać. Właściciel klubu powiedział mu: „Wiem kim jesteś. Jesteś tym quarterbackiem, którego wybraliśmy w szóstej rundzie”. Na co młokos odpowiedział mu: „Panie Kraft, jestem najlepszą decyzją, jaką podjęła ta organizacja”. Tym młokosem był Tom Brady.

Reszta historii jest świetnie znana. Od 2001 r. Patriots kończyli na plusie każdy sezon. Od sezonu 2003 nieprzerwanie wygrywają dwucyfrową liczbę meczów w sezonie. Tylko dwa razy opuścili playoffy. W 11 z 16 sezonów grali w finale AFC. Zagrali w sześciu Super Bowl i wygrali cztery z nich. Tom Brady stał się jednym z najlepszych rozgrywających w historii i wspólnie z Billem Belichickiem dzierżą większość playoffowych rekordów NFL.

Stali się najlepszą drużyną XXI wieku, nienawidzoną, ale i podziwianą wszędzie poza Nową Anglią. Stali się Goliatem NFL, o którego pokonaniu marzy każda inna drużyna.

 

Atlanta Falcons: Trzy podejścia do odbudowy

michael Vick, Atlanta FalconsTymczasem Artur Blank próbował naśladować model Patriots, ale nie za bardzo mu to wychodziło. Nie da się ukryć, że jego wpływ na Falcons był pozytywny. Mike Vick na rozegraniu porywał tłumy swoim niekonwencjonalnym stylem i efektownymi biegami, a drużyna więcej wygrywała. Nieco więcej. Dwukrotnie awansowali do playoffów, zagrali nawet w finale NFC w sezonie 2004, ale dwa sezony z rzędu na plusie wciąż pozostawały poza ich zasięgiem.

Przed sezonem 2007 wybuchła bomba. Vick przyznał się do organizowania w swojej posiadłości nielegalnych walk psów i został bezterminowo zawieszony przez NFL. 10 grudnia 2007 r. został skazany na 23 miesiące więzienia. Artur Blank lubił swojego rozgrywającego, ale uznał, że co za dużo to niezdrowo i zwolnił Vicka. Przy okazji zmusił go do zwrotu części bonusu za podpisanie nowej umowy.

Sezon 2007 był fatalny. Sokoły po raz trzeci z rzędu nie zakwalifikowały się do playoffów i wygrały zaledwie cztery mecze. Przyszedł czas na zmiany. Blank postanowił sięgnąć po człowieka Krafta i zatrudnił na stanowisku generalnego managera Thomsa Dimitroffa, dyrektora Patriots do spraw scoutingu na uczelniach (director of college football scouting). Na trenera wybrali Mike’a Smitha, koordynatora defensywy Jacksonville Jaguars. Jednocześnie z #3 w drafcie wybrali rozgrywającego. Postawili na Matta Ryana z Boston College.

Efekty były natychmiastowe. W 2008 r. Falcons wygrali 11 spotkań i zakwalifikowali się do playoffów. Mike Smith został trenerem roku, a Matt Ryan debiutantem roku. W latach 2008-2012 Flacons zaliczyli wreszcie upragnione dwa sezony na plusie z rzędu. A nawet pięć z rzędu. Czterokrotnie awansowali do playoffów, jednak tam nie szło im najlepiej. Wreszcie w 2012 r. przyszedł przełom. Wygrali 13 spotkań w sezonie zasadniczym i awansowali do finału NFC. Przeciwko 49ers prowadzili 10 punktami w trzeciej kwarcie, jednak SF zdołali objąć czteropunktowe prowadzenie. Matt Ryan zdołał doprowadzić swój zespół na 13 jardów od pola punktowego 49ers, jednak tam ofensywa straciła parę i po nieudanej czwartej próbie to SF awansowali do Super Bowl.

Tymczasem w Falcons coś się zacięło. Kontuzja recivera Julio Jonesa podcięła skrzydła ofensywie, defensywa niedomagała. Atlanta miała opinię „mięczaków”. W sezonie 2013 wygrali tylko cztery mecze, w sezonie 2014 sześć. Blake postanowił pozbyć się trenera Mike’a Smitha, ale pozostawił Dimitroffa.

W książce „Mecz wygrywa się w szatni” Smith tłumaczy przyczyny niepowodzeń: „Mieliśmy bolesną świadomość tego, że od Super Bowl dzieliła nas tylko jedna skuteczna akcja. I nagle najważniejsze stało się dla nas to, żeby za rok wrócić w to samo miejsce. Cała organizacja popadła w obsesję. Niestety nie pozostało to bez wpływu na sposób, w jaki podeszliśmy do zbliżającego się sezonu. […] Gdyby nie udało się nam zagrać w Super Bowl, sezon zostałby uznany za porażkę przez media, fanów i wielu członków naszej organizacji. Presja była zatem ogromna i odczuwali ją wszyscy bez wyjątku […]. Patrząc wstecz, przyznaję, że pozwoliłem, by ta presja oddaliła nas dokładnie od tych rzeczy, które wcześniej zagwarantowały nam sukces.” (książka ukaże się na naszym rynku nakładem wydawnictwa MT Biznes 10 lutego. Śledźcie fanpage NFL Blog na Facebooku, będziecie mieli okazję wygrać ją w konkursie).

Na miejsce Smitha Blank zatrudnił Dana Quinna, koordynatora defensywy Seattle Seahawks, opromienionej sławą jednej z najlepszych defensyw w historii NFL. Do sztabu Quinna dołączył z Redskins Kyle Shanahan, który przejął stery ofensywy. Quinn dostał nieco większą władzę nad personelem niż jego poprzednik, a właściciel Atlanty ograniczył nieco wpływy Dimitroffa.

Wszystko wskazuje jednak na to, że ruchy te były udane. W zeszłym roku Falcons zanotowali bilans 8-8, najlepszy od trzech lat. W tym sezonie zmontowali jedną z najlepszych ofensyw w historii NFL. Po raz drugi w historii klubu awansowali do Super Bowl, gdzie będą Dawidem, który zmierzy się z Goliatem z Nowej Anglii.

Artur Blank stanie na największej arenie sportowego świata naprzeciwko Roberta Krafta – człowieka, na którym miał się wzorować. Na ile skutecznie, okaże się już 5 lutego.

 

P.S. Nie zapomnijcie dać lajka na Facebooku i podać dalej ten tekst na Twitterze. Za każdą pomoc jestem Wam bardzo wdzięczny!

 

Zdjęcie Michaela Vicka: Keith Allison, na licencji CC BY-SA 2.0

Zdjęcia programu meczowego Falcons oraz Roberta Krafta i Billa Belichicka z prezydentem Georgem W. Bushem pochodzą z domeny publicznej.

Super Bowl 2017 dla początkujących

Jeśli jesteś zupełnie zielony (-a) w temacie futbolu amerykańskiego, ale chciałbyś (chciałabyś) zacząć przygodę z tym pięknym sportem przy okazji Super Bowl 2017, to ten artykuł jest dla Ciebie.

Weteranów i stałych czytelników zapraszam od przyszłego tygodnia, kiedy to pojawi się seria artykułów dla nieco bardziej zaawansowanych kibiców.

Zobacz: Wszystko o Super Bowl 2017

 

1. Co to jest Super Bowl?

Ta nazwa bez wątpienia obiła ci się o uszy w taki czy iny sposób. To chwila, kiedy Ameryka zamiera, a wszyscy mieszkańcy USA zasiadają przed telewizorami na imprezach i w pubach, wraz z przyjaciółmi, sąsiadami i rodzinami. Na liście 20 wydarzeń w historii o największej oglądalności w USA mamy 19 meczów Super Bowl i finał serialu M.A.S.H. Pomyślcie o konkursach w Zakopanem w szczycie Małyszomanii, dodajcie do tego mecze Polaków na Euro, finały siatkarzy i piłkarzy ręcznych i to da wam blade wyobrażenie jak ważnym wydarzeniem jest dla Amerykanów Super Bowl.

No ale przecież my nie jesteśmy Amerykanami!

Racja, ale Super Bowl to przede wszystkim kapitalne widowisko sportowe. To finał najlepszej ligi futbolu amerykańskiego na świecie – NFL. Zmierza się w niej dwie drużyny, które wywalczyły awans do finału po sezonie, który trwa od września. Tegoroczne Super Bowl w Houston w stanie Texas będzie finałem nr 51 w historii.

 

2. Kto gra w Super Bowl 2017?

NFL, jak większość lig w USA, podzielona jest na dwie konferencje, z których każda wystawia jednego reprezentanta do finału.

AFC reprezentują New England Patriots, bezwzględnie najlepsza drużyna tego stulecia. Zagrają w wielkim finale po raz siódmy od 2001 r., wygrali cztery z dotychczasowych sześciu występów. W sezonie zasadniczym Patriots wygrali 14 meczów i przegrali 2, co było najlepszym bilansem w całej NFL. W finale AFC (czyli półfinale NFL) pokonali bez większych problemów Pittsburgh Steelers.

NFC wygrali Atlanta Falcons, dla których jest to dopiero drugi udział w Super Bowl. Po raz pierwszy, bez powodzenia, grali o mistrzostwo w 1999 r., kiedy ich obecny rozgrywający chodził jeszcze do podstawówki, a kilku kluczowych graczy do przedszkola. W sezonie zasadniczym mieli drugi bilans w NFC z 11 zwycięstwami i 5 porażkami. W finale NFC pokonali Green Bay Packers.

 

3. Co zobaczymy na boisku?

New England Patriots to zespół, który w bezprecedensowy sposób zdominował rywalizację w AFC. W 11 z ostatnich 16 lat grali w finale konferencji i tylko dwa razy opuścili playoffy. Prowadzi ich Bill Belichick, powszechnie uznawany za najlepszego trenera w lidze, a na boisku ich generałem jest 39-letni Tom Brady, jeden z najlepszych rozgrywających w historii. Mimo swojego zaawansowanego jak na sportowca wieku, Brady rozegrał jeden z najlepszych sezonów w karierze i jest kandydatem do tegorocznej nagrody MVP. Jeśli nie kojarzycie samego Brady’ego, to zapewne słyszeliście co nieco o jego żonie. Dodatkowo Patriots dysponują obroną, która oddała najmniej punktów w lidze, choć to, czy rzeczywiście byli najlepszą obroną jest dyskusyjne.

Z kolei Atlanta Falcons dysponują w tym roku jednym z najlepszych ataków w historii NFL. Prowadzi go rozgrywający Matt Ryan, który zapewne zgarnie nagrodę MVP (przyznanie nagród za sezon tradycyjnie następuje w wieczór przed Super Bowl). To drużyna bardzo zbilansowane i wszechstronna w ataku, nieco słabsza w defensywie. W obronie ponad połowa graczy z wyjściowego składu to debiutanci lub drugoroczniacy, więc nic dziwnego, że z biegiem sezonu grali coraz lepiej, w miarę jak nabierali doświadczenia.

 

4. Kiedy jest Super Bowl 2017?

Super Bowl tradycyjnie rozgrywany jest w pierwszą niedzielę lutego. W tym roku mecz startuje 5 lutego 2017 o 18.30 czasu nowojorskiego, czyli o 0.30 w nocy czasu polskiego. Uwaga, mecz skończy się zapewne koło 4.00 rano, więc jeśli oglądacie w nocy warto rozważyć urlop na poniedziałek.

 

5. Jak i gdzie oglądać Super Bowl 2017?

W Polsce na żywo mecz transmitować będzie Eleven Sports Network dostępny na niektórych platformach cyfrowych. Mało doświadczonych kibiców zachęcam do skorzystania z oferty tej stacji, bo polscy komentatorzy na pewno będą na bieżąco wyjaśniali niuanse taktyki i przepisów.

Powtórki meczu w Eleven Sports:
poniedziałek, 6 lutego, godz. 08:00
poniedziałek, 6 lutego, godz. 16:30
wtorek, 7 lutego, godz. 16:00
środa, 8 lutego, godz. 23:00

W wielu miastach w Polsce drużyny Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego organizują „Super Bowl Party” czyli wspólne oglądanie Super Bowl w jakimś lokalu. Tutaj znajdziecie pełną listę takich imprez.

Rodacy w Wielkiej Brytanii i Irlandii będą mogli obejrzeć mecz na platformie Sky Sports.

Osobom, które szukają możliwości obejrzenia spotkania przez internet polecam tekst „Jak i gdzie oglądać NFL w Polsce„.

 

6. Co będzie się działo poza futbolem amerykańskim?

Super Bowl to nie tylko sport, ale i ogromne wydarzenie medialne. Jak co roku rekordy biją ceny reklam. Stacja Fox za 30-sekundową reklamę bierze w tym roku ponad 5 mln dolarów. Podczas Super Bowl tradycyjnie odpalane są nowe kampanie znanych marek, a twórcy filmików reklamowych wspinają się na wyżyny kreatywności.

Z kolei w przerwie krótki koncert da Lady Gaga. Artyści grają w przerwie Super Bowl za darmo, ale za to notują ogromny wzrost sprzedaży płyt. Muzyczni koneserzy zapewne się zawiodą, bo w tym występie chodzi bardziej o show, niż o muzykę, zwłaszcza że artyści grają z playbacku. W zeszłym roku pogrążyło to Coldplay, którzy wypadli bardzo blado. Za to dwa lata temu kapitalny występ dała Katie Perry.

Jako że Lady Gaga też potrafi robić show, to możemy się spodziewać kilku ciekawych momentów, choć muzycznie raczej nie moja bajka.

 

7. Gdzie mogę poczytać więcej o futbolu amerykańskim?

Zupełne podstawy futbolu amerykańskiego bardzo dobrze wyjaśnia Polska Liga Futbolu Amerykańskiego na swojej stronie.

Jeśli szukasz czegoś nieco bardziej zaawansowanego, jak kluczowe przepisy lub podstawy taktyki, zapraszam do działu „ABC Futbolu Amerykańskiego”.

W czasie meczu zapraszam na Twittera, gdzie pod hashtagiem #NFLpl udzielają się polscy kibice NFL. Mnie można śledzić pod @NFLBlogpl

NFL Blog MVP za sezon 2016

NFL Honors 2017Zbliżamy się do Super Bowl, czyli wielkiego finału NFL. Ale zanim zacznę serię tekstów przed tym meczem, czas na ostatni akt sezonu zasadniczego, czyli nagrody indywidualne. NFL rozda oficjalne nagrody na gali NFL Honors, która przypada w wieczór przed Super Bowl. Będzie ich tam cała masa, od tych najważniejszych, po „Greatness on the Road Award”. Ja skupię się na tych przyznawanych przez Associated Press, które wiążą się z największym prestiżem.

Poniższe zestawienie to zawodnicy (i trener), na których bym głosował, gdybym miał głos w plebiscycie AP, niekoniecznie ci, którzy moim zdaniem wygrają. Na przykład wątpię, by wybór debiutanta roku w ofensywie czy defensywnego gracza roku pokrył się z moim.

A więc zaczynamy.

 

NFL MVP – Matt Ryan (Atlanta Falcons)

Nikt nie zasłużył w tym roku na nagrodę bardziej, niż rozgrywający najlepszej tegorocznej ofensywy w NFL i jednej z najlepszych w historii. Najpierw krótkie podsumowanie statystyczne. We wszystkich tych kategoriach Ryan był liderem w tegorocznej NFL.

Wskaźnik Mat Ryan 2016 Miejsce w historii Najlepszy wynik po 1970 r.
Passer Rating 117,1 5 122,5 (Aaron Rodgers, 2011)
QBR 83,3 6 88,2 (Tom Brady, 2007)
Yds/Att 9,3 4 9,9 (Kurt Warner, 1999)
AY/A 10,09 4 10,54 (Nick Foles, 2013)
ANY/A 9,04 4 9,78 (Peyton Manning, 2004)

Trzy ostatnie statystyki mogą wymagać pewnych wyjaśnień. Yds/Att to po prostu liczba zdobytych jardów podaniami podzielona przez liczbę podań. AY/A to Yds/Att, tyle że każde przyłożenie liczy się za dodatkowe 20 jardów, a INT za minus 45 jardów. Z kolei ANY/A to AY/A, które za próbę podaniową uznaje również sack, a jardy stracone podczas sacków są odliczane od jardów w tym wskaźniku.

Jakkolwiek by nie patrzeć, sezon Matta Ryana to jeden z pięciu najefektywniejszych w historii, choć warto pamiętać, że co roku poziom quarterbacków w lidze rośnie. Z podanych wyżej wskaźników uwzględnia to tylko QBR, który mierzy grę rozgrywającego w stosunku do innych zawodników w danym roku, pozostałe są liczone na podstawie zwykłych statystyk.

Kontekst biorą pod uwagę również Football Outsiders, którzy mają statystykę DYAR, która (w uproszczeniu) mierzy o ile jardów więcej ma QB w stosunku do przeciętnego rozgrywającego, który zostałby postawiony przeciwko tej samej obronie. Z kolei DVOA mierzy przeciętną efektywność w akcji. Wynik podawany jest w procentach, gdzie 0 oznacza przeciętnego zawodnika w danym sezonie. Tu również Matt Ryan jest liderem. W DYAR osiągnął 1918 (drugi Drew Brees ma 1581), a w DVOA 40,2% (drugi Tom Brady 33,8%). Znowu, nie jest to sezon najlepszy (lepsze mieli Aaron Rodgers 2011, Tom Brady 2007, Peyton Manning 2004), ale w ścisłej czołówce.

Po takim sezonie trudno, żeby Ryan nie zgarnął nagrody MVP. Był najrówniej grającym zawodnikiem ofensywy i trzymał wysoki poziom od pierwszego do ostatniego tygodnia sezonu zasadniczego. W playoffach jeszcze przyspieszył (!), ale to nagrody za sezon zasadniczy.

Konkurencja? W większości podanych wyżej wskaźników drugim był Tom Brady. Przynajmniej w tych przeliczanych na próby czy akcje, bo w sumarycznych, jak DYAR, jest nieco niżej. Powodem są oczywiście cztery pierwsze mecze sezonu, które opuścił ze względu na zawieszenie za Deflategate. Jedne w czym Brady był lepszy to absurdalny, rekordowy stosunek TD/INT na poziomie 14:1 (28/2).

I choć Aaron Rodgers miał piorunującą końcówkę sezonu, to jednak nagroda dla MVP po prostu musi trafić w ręce Ryana po raz pierwszy w jego karierze.

 

Offensive Player of the Year – Tom Brady (New England Patriots)

W roku, kiedy żaden z defensorów nie zrobił na tyle, by walczyć o MVP, nagroda OPY to nagroda dla „tego drugiego”. Czasami głosujący wskazują tu tego samego zawodnika co na MVP i w czterech z ostatnich sześciu sezonów MVP i OPY zgarnął ten sam zawodnik (z jakiegoś powodu Aaron Rodgers jest jedynym MVP z tego grona, który w „swoim” roku nie otrzymał również OPY i to dwa razy: 2011 i 2014).

Ja jednak pójdę w stronę nagrody dla „tego drugiego” i wskażę Brady’ego, który wrócił z żądzą zemsty w oczach i przez większość sezonu minimalnie wyprzedzał Ryana w różnych indeksach skuteczności QB, by spaść na drugie miejsce na finiszu. Gdyby Brady wygrał, byłaby to jego trzecia taka nagroda, bo w 2007 i 2010 ustrzelił „dublet” (MVP i OPY)

 

Defensive Player of the Year – Landon Collins (New York Giants)

Prawdę mówiąc nie ma tu jednego zdecydowanego faworyta i sam jestem bardzo ciekaw kogo wskażą paneliści AP. Vic Beasley (Atlanta Falcons) zdobył koronę króla sacków i wymusił sześć fumbli, ale 15,5 sacka to najsłabszy wynik lidera w tej kategorii od 2010 r. Do tego trudno powiedzieć, by Beasley dominował. To póki co sytuacyjny pass rusher, któy potrafi sackować seryjnie, ale i zupełnie znikać na wiele snapów. To dopiero jego drugi rok, więc jeśli zdrowie pozwoli, na pewno się poprawi, zwłaszcza że pomiędzy pierwszym a drugim rokiem zanotował niebotyczny skok. Już w tym roku był kandydatem to DPY, ale jeszcze nie teraz.

Dominatorami byli na pewno Khalil Mack i Von Miller. Tyle że żaden z nich nie potrafił tak całkowicie przejąć kontroli nad meczem jak robił to w poprzednich latach J.J. Watt czy sam Miller w Super Bowl 50. Mają niezłe statystyki, imponujące montaże najlepszych akcji, ale w najważniejszych chwilach nie potrafili wyciągnąć zespołu z trudnej sytuacji.

Znakomity sezon ma za sobą Aaron Donald (LA Rams), który jest jednym z nielicznych jasnych punktów tej smutnej drużyny. To najlepszy DT w NFL i to o kilka długości, ale na DPY nie zasłużył.

Moim wyborem jest drugoroczny safety Giants, który ogromnie się rozwinął od przeciętnego debiutanckiego sezonu. Landon Collins stał się jednym z liderów przebudowanej obrony Giants i jednym z powodów, dla których ta ekipa powróciła do playoffów po czterech latach posuchy i trzech sezonach na minusie z rzędu.

Collins gra na dość niewdzięcznej pozycji, bo strong safety to raczej człowiek od czarnej roboty, taki DT secondary. Jednak Collins pokazał w tym sezonie ogromną wszechstronność. 100 indywidualnych tackli (czyli bez pomocy jakiegokolwiek kolegi) to drugi wynik w tym sezonie w NFL. Dołożył do tego 4 sacki, 13 wybronionych podań i 5 przechwytów, a jego akcja powrotna przeciwko Rams na Wembley to jena z najefektowniejszych akcji sezonu.

Collins grał znakomicie przeciwko podaniu, przeciwko biegowi i równo przez cały sezon. Dlatego ma mój głos, choć moim zdaniem wygra Von Miller ze względu na magię nazwiska.

 

Coach of the Year – Jason Garett (Dallas Cowboys)

Czasami mam wrażenie, że paneliści AP wybierają nie tyle trenera roku, co trenera którego drużyna najbardziej poprawiła bilans zwycięstw i porażek. W tej kategorii Cowboys zdecydowanie w tym roku prowadzą (+9 zwycięstw w stosunku do sezonu 2015), ale nie dlatego mój wybór pada na Garetta.

Powiedzcie mi uczciwie, kiedy w preseason Tony Romo po raz kolejny padł kontuzjowany, a potem urazu doznał jego zmiennik Kellen Moore, kto z was stawiał, że Dak Prescott poprowadzi piąty atak w lidze do najlepszego bilansu w NFC? Na kilka tygodni przed startem sezonu zasadniczego Garett musiał postawić na młokosa z czwartej rundy draftu, dla którego miał być to „redshirt year”, przebudować pod niego playbook, a gdy Romo wrócił, podjąć trudną decyzję o pozostawieniu weterana na ławce. Decyzję, która moim zdaniem zmniejszyła szanse Dallas w sezonie 2016, ale powinna zaprocentować na dłuższą metę.

Do tego musiał wkomponować w ofensywę debiutanta na pozycji RB, który okazał się nie tylko świetnym biegaczem, ale też znakomicie radził sobie w pass protection. I musiał pilnować atmosfery w szatni, żeby nie zniszczył jej swoim gwiazdorzeniem Dez Bryant.

Garett stanął w obliczu kolosalnego wyzwania, podjął rzuconą rękawicę i wyszedł obronną ręką, a wręcz dokonał czegoś, czego we wrześniu nikt się nie spodziewał. Oczywiście na jego reputację rzutuje porażka z Packers w playoffach, ale jak już wspominałem, nagradzam za sezon zasadniczy.

Kto jest jego konkurencją? Po pierwsze Bill Belichick, który właściwie powinien dostać permanentną nagrodę trenera roku. Tym razem wygrał AFC mimo pozbycia się dwóch podstawowych defensorów, mimo że zdrowego Gronka miał do dyspozycji tylko przez sześć meczów, a w czterech pierwszych spotkaniach bez Toma Brady’ego osiągnął bilans 3-1, a jedyną porażkę zaliczył grając QB #3, który od razu po meczu wylądował na liście kontuzjowanych.

Jeśli chodzi o stosunek talentu do wyniku to na uznanie bezwzględnie zasługuje Adam Gease z Miami Dolphins. Bill O’Brien również, ale jego, częściowo przez niego samego generowane problemy z rozgrywającymi są dużym minusem. Jack del Rio prowadził drużynę, która zrobiła ogromny postęp (+5 zwycięstw), ale kompletna rozsypka drużyny po kontuzji Dereka Carra obciąża również jego konto. Dan Quinn jako trener Falcons zasługuje na uwagę, ale jednak większość roboty zrobił OC Kyle Shanahan, choć brawa dla Quinna za dobór współpracownika i odpowiednie wkomponowanie jego pomysłu w całość.

 

Offensive Rookie of the Year – Dak Prescott (Dallas Cowboys)

Gdyby nie kontuzja Tony’ego Romo, nagrodę na pewno zgarnąłby Ezekiel Elliott. Nowy running back Cowboys ma wszystko, czego można oczekiwać od współczesnego gracza na tej pozycji: znakomicie biega, łapie podania i blokuje pass rush. Zapewne paneliści AP wybiorą właśnie jego.

Jednak Dak Prescott dostaje mój głos ze względu na trudność, jaka wiąże się z grą na rozegraniu. Quarterback to najtrudniejsza pozycja w całym zawodowym sporcie, a Prescott nie tylko świetnie sobie poradził, ale był wręcz jednym z najlepszych w NFL. Trzeci pod względem passer rating (104,9, rekord dla debiutanta, który wykonał minimum 100 podań w sezonie), trzeci w QBR (81,7), czwarty w Yds/Att (8,0), drugi w INT% (0,9%), trzeci w ANY/A (7,86). Właściwie tylko Matt Ryan i Tom Brady mieli lepszy sezon na rozegraniu. Do tego dołożył 282 jardy i 6 TD biegiem.

Żaden inny debiutant nawet nie zbliżył się do tej dwójki.

 

Defensive Rookie of the Year – Joey Bosa (San Diego Chargers)

Najpierw mała uwaga porządkowa: co prawda Chargers przenoszą się do LA, ale sezon 2016 grali jeszcze w San Diego, stąd taka a nie inna nazwa powyżej.

#3 tegorocznego draftu najpierw opuścił obóz przygotowawczy z powodu dysputy odnośnie kontraktu, a potem ze względu na kontuzje pierwsze trzy mecze sezonu. Ale kiedy już się pojawił na boisku, był dominatorem. Jeszcze nie na miarę J.J. Watta czy Vona Millera, ale postawię śmiałą tezę, że miał lepszy debiutancki sezon niż obaj wymienieni wcześniej pass rusherzy. 10,5 sacka w sezonie to nie jest najlepszy debiutancki sezon w historii (rekord, 14,5, należy do Javona Kearse’a), ale styl, w jakim to osiągnął był niewiarygodny. Aż trudno było uwierzyć, że to debiutant. Pomiędzy pierwszym a drugim rokiem zawodnicy z reguły notują największy progres. Jeśli w przypadku Bosy będzie tak samo, to za rok włączy się do walki o DPY.

Rocznik 2016 w defensywie w ogóle obrodził w obiecujących graczy. Chris Jones jest kotwicą, na której wspiera się d-line Chiefs. Leonard Floyd w Chigaco był znakomity jako sytuacyjny pass rusher. Vernon Hargraves (Buccaneers) i Jalen Ramsey (Jaguars) stworzyliby duet cornerbacków, o jakim większość drużyn w NFL może tylko pomarzyć, a gdyby na pozycji safety ustawić z nimi Karla Josepha (Raiders) i Keanu Neala (Falcons) to stworzyliby czołową secondary w NFL.

Jednak żaden z nich nie dominował tak jak Bosa.

Comeback Player of the Year – Jordy Nelson (Green Bay Packers)

Stracił cały sezon 2015 z powodu zerwanego ACL. Wrócił w wieku 31 lat, kiedy większość reciverów zaczyna grać coraz słabiej i został liderem NFL w złapanych TD. 97 złapanych piłek na 1257 jardów i 14 TD to statystyki jakich większość WR w NFL nigdy w karierze nie osiągnie.

Drugim naturalnym kandydatem do tej nagrody jest Cameron Wake (Miami Dolphins). 11,5 sacka w wieku 34 lat i w rok po zerwaniu ścięgna Achillesa? Ktokolwiek z tej dwójki dostanie nagrodę, będzie jej wart.

Natomiast nie zagłosowałbym na Le’Veona Bella. Co prawda jego sezon po kontuzji jest imponujący, ale cztery pierwsze mecze sezonu stracił przez własną głupotę. Testy antynarkotykowe w NFL Andrew Brandt z MMQB nazywa „testami na inteligencję”, bo są przeprowadzane w ściśle określonych terminach i wystarczy powstrzymać się od palenia w tym czasie, żeby je przejść. Bell oblał go po raz drugi. jasne, że zawieszenie za trawkę można nazwać „przeciwnością losu”, ale dla mnie to jednak głupota.

Atlanta Falcons i New England Patriots zagrają w Super Bowl 2017

Atlanta Falcons zagrają w Super Bowl po raz drugi w historii. New England Patriots po raz dziewiąty w ogóle i po raz siódmy w tym stuleciu. Kiedy zacznie się mecz, Tom Brady będzie starterem w niemal 14% wszystkich Super Bowl. Dla Matta Ryana będzie to dopiero ósmy mecz playoffów w karierze. Na papierze wygląda to na starcie Dawida z Goliatem, ale finały konferencji pokazały, że naprzeciwko staną dwaj godni siebie rywale.

Zobacz: Wszystko o Super Bowl 2017

Niestety półfinały NFL nie stanęły na wysokości zadania. Po nudnym sezonie mamy nudny postseason i tylko spotkanie Packers – Cowboys przypominało futbol amerykański godny NFL Playoffs. Co możemy robić w tej sytuacji? Cieszyć się tym, co mamy. Za dwa miesiące będziemy marzyli nawet o meczu Rams – Browns.

A póki co możemy oglądać kapitalnie naoliwioną maszynę Falcons rozjeżdżającą kolejnych rywali. Toma Brady’ego, dla którego w wieku 39 lat każdy sezon może być ostatnim. I mistrza matchupów Billa Belichicka, który znów potrafił użyć zasobów swojej drużyny efektywniej, niż ktokolwiek inny. Za trzy tygodnie nie będziemy mieli nawet tego.

Co oczywiście nie znaczy, że nie możemy sobie ponarzekać na fatalny poziom tegorocznych playoffów. Takie nasze prawo jako kibiców :)

 

Green Bay Packers @ Atlanta Falcons 21:44

Czy ten mecz mógł się potoczyć inaczej? Gdyby Mason Crosby trafił FG z 41 jardów (przestrzelił w playoffach po raz pierwszy od sezonu 2010). Gdyby Aaron Ripkowski nie zgubił piłki tuż przed polem punktowym Falcons. Gdyby Packers nie upuścili dwóch INT. Gdyby zaczęło się od 10:10… I tak Green Bay nie mieliby szans.

GB byli drużyną ewidentnie słabszą. Defensywa Packers poza Mikiem Danielsem po prostu nie istniała. Matt Ryan z dziecinną łatwością znajdował kolejnych reciverów. Aż siedmiu zawodników Atlanty złapało piłki na ponad 20 jardów. W Green Bay było ich czterech, w tym fullback Ripkowski, który zawdzięcza to 20-jardowemu screenowi w „śmieciowym czasie”. Momentami wydawało się, że Falcons grają w ataku w trzynastu. Nawet kiedy Packers próbowali dwuosobowego pass rushu, Ryan znajdował odbierającego, który wokół siebie miał wyłącznie 5 jardów sztucznej murawy bez śladu rywala.

Julio Jones robił co chciał. Przy 73-jardowym przyłożeniu odrzucał na boki DB Packers, jakby byli przedszkolakami, próbującymi złapać licealistę.

Poszatkowana kontuzjami obrona Packers była zupełnie bezradna, przy nich Matt Ryan wyglądał niczym Michael Vick.

Jasne, Packers mieli koszmarne problemy z kontuzjami. Na początku meczy stracili Micah Hyde’a, najlepszego z pozostających im DB. Mecz na RT musiał z konieczności kończyć TE Richard Rodgers, bo skończyli się zdrowi liniowi. Jordy Nelson ze złamanymi żebrami grał niczym iron man i złapał 7 piłek na 78 jardów, ale przez długie fragmenty meczu tylko on potrafił cokolwiek złapać. Jego koledzy mieli kompletnie dziurawe ręce.

Słabej postawy obrony Packers można się było spodziewać. Ale wydawało się, że ofensywa z Aaronem Rodgersem na czele zdoła iść z grubsza cios za cios z Falcons. Nic bardziej mylnego. Na Falcons skończyła się skuteczność zagrywki: „Dajmy piłkę Aaronowi i niech on coś wyczaruje”. Aaron może coś wyczarować, kiedy ma czas. W niedzielę tego czasu o-line nie potrafiła mu kupić.

Linia Green Bay należała w tym roku do najlepszych w pass protection w NFL i to ona pozwalała Rodgersowi trzymać piłkę w rękach najdłużej w NFL. Nie pękli przeciwko bardzo dobrym pass rushom Giants, Vikings, Texans czy Seahawks. Złamali ich Falcons.

Zobaczcie w jaki sposób w tej akcji Ra’Shede Hageman położył na łopatki Lane’a Taylora i zsackował Aarona Rodgersa. To dominacja rzadko spotykana na tym poziomie rywalizacji.

Packers nie można tłumaczyć kontuzjami. To po prostu przeciętna drużyna, ciągnięta przez genialnego rozgrywającego. GB nie powinni nawet zakwalifikować się do playoffów, nie mówiąc już o wygraniu przeciwko Dallas. Brak jakiegokolwiek wsparcia z ławki dla Rodgersa był rażąco widoczny, zwłaszcza gdy porównać go z komfortowym schematem, w którym gra Ryan. Nie mam cienia wątpliwości, że z nich dwóch to Rodgers jest lepszym zawodnikiem. Ale nie na tyle lepszym, żeby w starym rozpadającym się rzęchu pokonać Ryana mknącego nowiutkim Ferrari.

Nie chcę tu sugerować, że to drużyna ciągnie Ryana. Wręcz przeciwnie, cała konstrukcja i schemat Falcons działają tak, by wykorzystać zdolności jednego z czołowych QB w NFL. Bez niego ta drużyna nie byłaby nawet w połowie tak efektywna. Ale Rodgers może tylko pomarzyć, by trenerzy w czasie meczu pomagali mu tak jak Ryanowi czy Brady’emu. I właśnie dlatego po raz kolejny Super Bowl obejrzy w telewizji.

Gratulacje dla Falcons, którzy mają kapitalne playoffy. Nie znoszę powiedzonka „defensywa wygrywa mistrzostwa”, bo to niepotrzebne uproszczenie. W Atlancie mistrzostwo może wygrać ofensywa. Na razie wygrała mistrzostwo NFC, po raz pierwszy od niemal 20 lat.

 

Pittsburgh Steelers @ New England Patriots 17:36

W tym meczu Bill Belichick i jego sztab popisowo pokazali, jak należy szykować plan meczowy na playoffy.

Zacznijmy od tego, że ofensywa Patriots kompletnie nie przypominała tej z sezonu zasadniczego. Oczywiście, pewne ogólne założenia były podobne, w końcu nie można w nieskończoność wymyślać nowych ścieżek dla reciverów. Ale formacje, ruchy przed snapem i niektóre inne elementy zostały całkowicie zmienione. NE zapewne pracowali nad tym przez dwa tygodnie przed pierwszym meczem playoffów, ale uznali, i słusznie, że na Texans nie ma co się odsłaniać. Przeciwko Steelers uruchomili pełną gamę, a założę się, że mają w rękawie jeszcze kilka asów.

Pamiętacie jak w 2013 r. Peyton Manning i Tom Brady kierowali ekstremalnie szybką ofensywą no-huddle? Defensywy gubiły się tak bardzo, że NFL położyła większy nacisk na kontrolowanie tempa gry przez sędziów i no-huddle straciło sporo uroku. Jednak w finale AFC Patriots odkurzyli ten koncept. Po nowej pierwszej próbie błyskawicznie meldowali się na linii wznowienia akcji, a Tom Brady rzucał jedno słowo i zmieniał zagrywkę. Imponująca dyscyplina.

Warto też zwrócić uwagę, że grali to głównie w pierwszej połowie. Kiedy Steelers zaczęli tracić dystans, wrócili do bardziej klasycznego playobooka.

Tom Brady po mistrzowsku dyrygował ofensywą. Bill Belichick po raz kolejny pokazał, że potrafi wykorzystać zawodników, których nikt inny nie chce. 180 jardów i 2 TD to dorobek Chrisa Hogana. Latem był ograniczonym wolnym agentem, co znaczy, że Bills mieli prawo wyrównania każdej złożonej mu oferty. nie chcieli wyrównać 12 mln/4 lata. W niedzielę miał takie same statystyki jak Julio Jones. Co oczywiście nie oznacza, że grał równie dobrze jak Julio Jones.

Eric Rowe został pozyskany z Philadelphii za pick w czwartej rundzie draftu 2018. W niedzielę zaliczył przechwyt. Martellus Benett jest podstawowym TE pod nieobecność Roba Gronkowskiego. Bears latem pozbyli się go za pick z czwartej rundy draftu i dorzucili jeszcze własny z szóstej rundy. Innymi słowy Patriots przesunęli się w dół o kilkadziesiąt wyborów. Diona Lewisa nie chcieli nawet w Browns. Malcolm Butler trzy sezony temu nie poszedł w drafcie. Historię Toma Brady’ego wszyscy znamy.

Patriots nie mają w tym roku rewelacyjnej defensywy. Tracą najmniej punktów, ale dużo w tym zasługi ofensywy i special teams, które dają obronie najlepszą pozycję startową w lidze. Jednak Bill Belichcik i Matt Patricia świetnie wiedzą jak wykorzystać swoje zasoby. Ich plan na mecz ze Steelers był prosty: ograniczamy Le’Veona Bella, podwajamy Antonio Browna i niech Ben Roethlisberger spróbuje nas pokonać bez najlepszego recivera. Podziałało i jeszcze jak.

Le’Veon Bell jeszcze w pierwszej połowie zakończył swój udział w meczu po urazie, ale nawet wcześniej nie szło mu za dobrze. Początkowo Pats próbowali agresywnie atakować dziury, ale kiedy to nie dawało efektów odpowiadali cierpliwością na cierpliwość. Gdzie Bell próbował uderzyć, tam na niego czekali. Paradoksalnie agresywny, siłowy styl DeAngelo Williamsa przynosił momentami lepsze efekty.

Z kolei Brown przez większość meczu był kryty przez Malcolma Butlera, który dostawał pomoc safety. Patriots grali głównie z dwoma cofniętymi safety. Ten od strony Browna nawet nie próbował czytać Big Bena, tylko na ślepo szedł do pomocy przy #84. W efekcie większość jardów Brown zdobył, gdy było już po meczu. Steelers próbowali go otworzyć przez formacje „stack” (kilku reciverów startuje bardzo blisko siebie i rozbiegają się po snapie), ale nie dawało to spodziewanych dużych zysków.

Patriots nie mają personelu, by bronić wszystko, więc pewne rzeczy odpuścili. Najlepiej było to widać po pass rushu. Bardzo mało blitzów, a defensorzy raczej martwili się utrzymaniem Roethlisbergera w kieszeni niż sackami. W efekcie Big Ben nie został zsackowany ani razu, a obalony tylko raz. Wykonał cała masę krótkich podań do Jessiego Jamesa, Sammiego Coatesa, Cobiego Hamiltona i Eli Rodgersa. Wyglądało to podobnie jak tegoroczna gra Sama Bradforda i dało podobne efekty.

Dominacja Patriots, Brady’ego i Belichicka na początku tego wieku jest bezprecedensowa. W ciągu szesnastu sezonów Patriots zagrają w siódmym Super Bowl. To rekord trenera, rekord quarterbacka (Tom Brady był samodzielnym rekordzistą już z sześcioma startami) i ileś jeszcze różnych rekordów. Dla fanów Pats liczy się jedno: pokazać w Houston Rogerowi Goodellowi gdzie może wsadzić sobie kary za Deflategate i zobaczyć jego minę, gdy będzie wręczał Lombardi Trophy Robertowi Kraftowi.

Ale łatwo nie będzie.

 

P.S. Pamiętajcie, żeby zostawić lajka. Dzięki!

NFL Playoffs: Zapowiedź finałów konferencji

W NFL czas na Final Four i to jedno z najlepszych w ostatnim czasie. Spotykają się w nim cztery znakomite ofensywy i czterech absolutnie czołowych quarterbacków, z których przynajmniej trzech zasiądzie kiedyś w Pro Football Hall of Fame. A jeśli Matt Ryan wygra dwa najbliższe mecze, to może stać się czwartym do brydża. Jednak póki co zapowiada się najlepsza niedziela w tym sezonie.

Wszystkie godziny meczów wg polskiego czasu. Liczby w tabelach oznaczają miejsce drużyny w danej klasyfikacji po sezonie zasadniczym. Więcej o DVOA możecie poczytać tutaj.

 

Green Bay Packers @ Atlanta Falcons

niedziela, 21:05

W sezonie zasadniczym: GB@ATL 32:33

Porównanie statystyczne:

NFL Playoffs Green Bay Packers Atlanta Falcons

Mecz z ósmego tygodnia sezonu zasadniczego był szalonym, ofensywnym spotkaniem. W sumie 65 punktów, sześć zmian prowadzenia i wygrana Falcons, choć przez większość meczu delikatnie przeważali Packers. Decydujące przyłożenie Mohamed Sanu zdobył na 31 sekund przed końcem meczu. Atlanta przerwał wówczas serię dwóch porażek, dla Green Bay była to pierwsza z czterech przegranych z rzędu, które zepchnęły ich niemal poza playoffy.

Dziś to Packers są tą „gorętszą” drużyną. Wygrali osiem meczów z rzędu, a Aaron Rodgers przeciwko Cowboys ponownie udowodnił, że gra na innym poziomie niż reszta ligi. Kibice w Wisconsin przypominają, jak to drużyna stała się „gorąca” we właściwym momencie w sezonie 2010 i skończyło się na wygranej w Super Bowl.

Tyle że Falcons to nie chłopcy do bicia. Dysponują jedną z najlepszych ofensyw w historii ligi, a w Divisional Round z łatwością rozbili Seattle Seahawks.

Zauważyliście, że w ogóle nie wspominam o defensywie? Obie te ekipy mają spore problemy ze skuteczną obroną. Tu jednak w nieco lepszej sytuacji są Falcons. Ich słaba obrona biegowa nie będzie taką wadą, bo Packers z kolei niespecjalnie mają ofensywę biegową. Ich główną opcją na RB jest konwertowany skrzydłowy, który jako RB gra pół roku. Z drugiej strony Falcons mają chociaż pass rush. Nierówny bo nierówny, ale mają.

Vegas ustawiło over/under dla punktów w tym meczu na 60,5. To najwyższa wartość dla meczu playoffów w historii, a to oznacza, że bukmaherzy spodziewają się naprawdę niezłej strzelaniny. Jak na razie rekordem jest 96 punktów w meczu Arizona Cardinals – Green Bay Packers w 2009 r. (pierwsze playoffy Aarona Rodgersa), a w meczu bez dogrywki palmę pierwszeństwa dzierży spotkanie Detroit Lions – Philadelphia Eagles z sezonu 1995, w którym padło w sumie 95 punktów.

Ciężko będzie pobić te wyniki, ale w NFL nie ma nic niemożliwego. Zwłaszcza przy tej sile ognia, jaką dysponują obie ofensywy. Dlatego tak ważne w tym meczu będzie agresywny playcalling. Wobec przeciwnika, który z taką łatwością nabija jardy i punkty nie można sobie pozwolić na punty czy nawet field goale w sytuacji 4&1 czy 4&2 na połowie rywala. Kilkanaście jardów więcej czy mniej nie stanowią dla Matta Ryana czy Aarona Rodgersa żadnej przeszkody, a mecz może rozstrzygnąć właśnie to, kto zdoła ograniczyć rywala do kilku kopnięc z pola zamiast przyłożeń.

Falcons grają u siebie i są względnie zdrowi, a przynajmniej wszyscy zawodnicy, którzy grali przed tygodniem, powinni zagrać w niedzielę. Z urazami zmagają się m.in. Julio Jones i Keanu Neal, ale według doniesień ze sztabu Atlanty obaj powinni grać na pełnych obrotach.

Gorzej wygląda sytuacja w Packers. Tam prawie na pewno nie zagra Jordy Nelson, który wciąż leczy żebra połamane w pierwszej rundzie playoffów. Pod znakiem zapytania stoją też występy dwóch innych WR: Davante Adams tydzień temu skręcił kostkę, a rookie Geronimo Allison ma problemu z mięśniem dwugłowym uda. Mike McCarthy określa cała trójkę jako „game time decision”. W obronie zapewne znów zabraknie CB Quintena Rollinsa, a gra S Morgana Burnetta stoi pod znakiem zapytania, co jest złym znakiem dla zdziesiątkowanej secondary. W akcie desperacji GB zatrudnili do practice squadu Bene Benwikere, byłego CB Panthers, bo inaczej reciverzy nie mieliby przeciwko komu grać na treningach.

Czego możemy się spodziewać po obu defensywach? Czegoś nowego. Packers nie mogą sobie pozwolić na tak szczelne podwajanie najlepszego recivera rywali jak robili to z Dezem Bryantem i, do ekstremum, z Odellem Beckhamem. Oczywiście Julio Jones to zawodnik takiej samej, jak nie wyższej klasy, ale Atlanta ma dużo więcej innych opcji ofensywnych niż Giants czy nawet Cowboys. Jeśli Jones będzie permanentnie podwajany, Ryan powie „dziękuję” i natrzaska 500 jardów na pozostałych reciverach. Trudno mi powiedzieć, co może wymyślić DC Dom Capers. Może więcej blitzów, żeby zmusić Ryana do szybszego pozbywania się piłki?

Z kolei dla Falcons kluczem będzie wywarcie presji na Rodgersa. Nie żeby go to miało zatrzymać, ale może choć spowolni. Problem polega na tym, że to nie łatwe zadanie. Rodgers bardzo długo trzyma piłkę w rękach. Nie tylko dlatego, że chce, ale i dlatego, że może. Linia Packers to najlepsza formacja w pass protection w lidze, a w tych playoffach przypomina Linię Mannerheima. Niby można ją przełamać, ale siły do tego potrzebne są nieproporcjonalnie duże.

W ostatnim meczu Falcons – Packers Vic Bealsey, najlepszy pass rusher Falcons, często nie brał udziału w pass rushu, tylko pełnił rolę „szpiega” na Rodgersie. „Szpieg” to obrońca, którego celem jest poruszanie się równolegle z rozgrywającym i uniemożliwienie mu wykonania akcji biegowej, gdyby otworzyła się luka w defensywie broniącej podanie. To pokazuje jak bardzo Atlanta bała się mobilności Rodgersa. Jednak w finale NFC nie będą sobie mogli pozwolić na takie kunktatorstwo. Jeśli chcą powstrzymać Rodgersa, Beasley musi próbować go zsackować.

Mój typ: Packers 41 – 45 Falcons

 

Pittsburgh Steelers @ New England Patriots

poniedziałek, 0:40

W sezonie zasadniczym: NE@PIT 27:16

Porównanie statystyczne:

NFL Playoffs Pittsburgh Steelers New England Patriots

Czy to będzie pierwszy poważny test dla Patriots w tym sezonie? Według większości metryk NE mieli najłatwiejszy kalendarz w sezonie zasadniczym. Zagrali tylko pięć spotkań z drużynami, które weszły do playoffów. Dwa z Miami (to się liczy?), jedno z Houston (to się nie może liczyć?), jedno ze Steelers pozbawionych podstawowego rozgrywającego i jedno z Seahawks. To ostatnie przegrali. Także ich pierwszego meczu w tegorocznych playoffach przeciwko Texans nie można uznać za bardzo wymagający, choć Jadeveon Clowney i Whitney Mercillus sprawili o-line i Tomowi Brady’emu sporo kłopotów. Z czołowych rozgrywających ligi mierzyli się tylko z Russellem Wilsonem.

Spotkanie tych dwóch ekip w sezonie zasadniczym nie da nam za dobrego obrazu tego co się będzie działo w nocy z niedzieli na poniedziałek. O braku Big Bena w Pittsburghu już wspominałem. Z kolei Pats nie mieli Diona Lewisa, za to piłki na 93 jardy i TD złapał Rob Gronkowski. NE usiłowali zmusić Landry’ego Jonesa, by pokonał ich górą, podchodzili pod linię wznowienia akcji i dzięki temu utrzymali Le’Veona Bella na 81 jardach w 21 biegach.

Finał AFC nie będzie tak jednoznacznie ofensywny jak spotkanie Green Bay – Atlanta. Obie defensywy mają sporo do powiedzenia, choć defensywa #1 w punktach, czyli Patriots, równie dużo zawdzięcza dobremu startowi zapewnianemu przez Toma Brady’ego i special teams, co własnej grze.

Dla Steelers kluczem będzie wywarcie presji na Toma Brady’ego. To jedyny, sprawdzony sposób na wygranie z duetem Brady-Belichick w playoffach, o czym mogą zaświadczyć Baltimore Ravens, Denver Broncos, New York Jets czy New York Giants. Jeśli tego nie zrobisz przegrywasz, o czym mogą zaświadczyć 23 drużyny, które z tym duetem w postseason przegrały.

Co ciekawe, choć Steelers i Patriots to najczęstsi uczestnicy AFC Championship Game (dla Steelers będzie to występ nr 16, dla Pats nr 13) to Ben Roethlisberger i Tom Brady na tym etapie rywalizacji i w ogóle w playoffach spotkali się tylko raz. Miało to miejsce w sezonie 2004, debiutanckim Big Bena. W Pittsburghu Patriots pewnie wygrali w drodze po swoje trzecie mistrzostwo, mimo że to Steelers mieli najlepszy bilans sezonu zasadniczego (15-1).

Wróćmy jednak do sezonu 2016. Jak wspomniałem kluczem dla Steelers będzie presja na Brady’ego. To oznacza, że najważniejszymi pojedynkami będą starcia weterana Jamesa Harrisona i młokosa Buda Dupree z o-line Patriots. Ta cały sezon trzymała się nieźle, ale przeciwko Texans miała problemy z pass rushem przez środek. Center David Andrews zagrał chyba najsłabszy mecz w karierze. Czy Pittsburgh będzie potrafił powtórzyć ten wyczyn?

Reciverzy NE powinni mieć trochę więcej miejsca niż przeciwko Houston. Zwłaszcza że Pittsburgh niechętnie gra formacją dime (sześciu DB), co oznacza, że można gdzieś znaleźć recivera (lub RB) krytego przez linebackera. Lawrence Timmons i Ryan Shazier to bardzo solidni gracze, ale Juliana Edelmana, Jamesa White’a czy Diona Lewisa nie upilnują.

Z drugiej strony dla Steelers kluczem powinno być uruchomienie Big Bena. Przeciwko Chiefs ich ofensywa nie zdobyła ani jednego przyłożenia. Na Alexa Smitha sześć FG wystarczyło. Na Toma Brady’ego nie wystarczy. Roethlisberger w tych playoffach podał na 2 TD i 3 INT i ma passer rating zaledwie 82,1. Fakt, że w playoffach to i tak jego drugi najlepszy od 2008 r., ale na pewno zdecydowanie poniżej jego możliwości. Na ile to efekt kontuzji stopy przeciwko Miami? Steelers zapewniają, że śladu po niej nie ma, ale przeciwko Chiefs Roethlisberger był wyraźnie mniej mobilny.

W tej sytuacji Pittsburgh będzie chciał się oprzeć na Le’Veonie Bellu, który dla odmiany ma fantastyczny postseason i biega z kosmiczną średnią 5,7 jarda/próbę. Jego niekonwencjonalny styl biegowy świetnie współgra ze znakomicie blokującą linią Steelers.

Co mogą przeciwko niemu zrobić Patriots? Paradoksalnie to może być jedna z tych drużyn, które są najlepiej przygotowane do powstrzymania Bella. Defensywa biegowa Pats to staromodne, agresywne wbijanie się w odpowiednie „gapy”, czyli przerwy między liniowymi. Na Bella nie można czekać, bo to proszenie się o kłopoty. Trzeba atakować. Oczywiście problem z taką defensywą jest zasadniczy: jeden zawodnik złapany na niewłaściwej pozycji otwiera potężną lukę dla RB. Na ile ryzyko opłaci się Patriots, a na ile się sparzą? Dużo zależy tu od formy LB Dont’a Hightowera, który wciąż walczy z kontuzją kolana.

Nie mniej ciekawa będzie taktyka, jaką NE przyjmą w kryciu. Pats to nie jest już ta sama drużyna co w mistrzowskim sezonie 2014, gdy dominowało krycie każdy swego. Teraz częściej bronią strefą. Czy jednak przeciwko Antonio Brownowi Belichick nie powróci do wypróbowanej metody? W playoffach 2014 zostawiał drugiego najlepszego recivera rywali na wyspie z Darelle Revisem, a najlepszego podwajał CB/FS. Czy teraz rolę Revisa będzie pełnił Malcolm Butler? Wątpliwe, bo drugim najlepszym reciverem Steelers jest… Le’Veon Bell i nie ma opcji, żeby Butler został oddelegowany do jego krycia. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że Belichick ustawi Butlera na Brownie z pomocą od safety i będzie chciał sprowokować Big Bena do podawania gdzie indziej.

Oglądanie jak Bill Belichick neutralizuje najgroźniejszą broń rywala jest fascynujące, ale Mike Tomlin nie jest nowicjuszem w te gierki. Finał AFC może nie być równie widowiskowy jak finał NFC, ale z taktycznego punktu widzenia powinien być nawet ciekawszy.

Mój typ: Steelers 17 – 24 Patriots

 

P.S. Nie zapomnijcie zostawić „lajka” na Facebooku.Dla Was to tylko chwila, a dla mnie ogromna dawka motywacji do dalszej pracy.

P.S.2. Jeśli jesteście zapisani na Newsletter, to niestety przez pewien czas nie będziecie go otrzymywali. Padła wordpressowa wtyczka do jego wysyłki, ale mam nadzieję, że wkrótce wypuszczą aktualizację.

NFL Playoffs: Green Bay Packers i Pittsburgh Steelers w finałach konferencji

Wreszcie dzień, na jaki liczyliśmy od początku tych playoffów. Dwa mecze rozstrzygnięte w sumie pięcioma punktami na rzecz gości. Wielkie powroty, dramatyczne zwroty akcji, rozstrzygnięcia w ostatnich sekundach.

 

Green Bay Packers – Dallas Cowboys 34:31

Kiedy w połowie trzeciej kwarty Micah Hyde kapitalnie przechwycił podanie Daka Prescotta, wydawało się, że już po meczu.

Packers zdecydowanie przeważali, a Aaron Rodgers grał wielki futbol. Green Bay pewnie kroczyli po kolejne punkty, które zwiększyłyby ich przewagę do trzech posiadań  i właściwie rozstrzygnęły mecz. Jednak tym razem to Aaron Rodgers popełnił błąd.

W odpowiedzi Dak Prescott poprowadził dwie znakomite serie ofensywne. W pierwszej Cowboys przemaszerowali 59 jardów w 10 akcjach, w drugiej 80 jardów w 11 akcjach, a młody QB Dallas sprawdził się w ogniu i pod gigantyczną presją. Jeśli jeszcze mieliście wątpliwości (jak ja), że Prescott faktycznie jest lepszym wyborem niż Romo, to po tych dwóch seriach przestaniecie je mieć. Jasne, INT było fatalne, ale w ostatnich 15 minutach meczu Dak grał niczym weteran i doprowadził do wyrównania. Tylko że po drugiej stronie był Aaron Rodgers.

Co oznacza ten tweet? Ano że system ofensywny Packers jest do bani, ale mają za sterami magika, który systemu nie potrzebuje. Jeśli QB trzyma piłkę w rękach ponad 3 sek., to w 90% przypadków wynika to z nieznalezienia wolnych reciverów. Wtedy Rodgers zaczyna improwizować i wykonuje rzuty, po których szczęka opada.

Od początku Rodgers był wielki. Łapał Cowboys na spalonym, z 12 zawodnikami na boisku (naprawdę są jeszcze trenerzy, którzy nie rozumieją, że przeciwko Rodgersowi można robić zmiany tylko wtedy, kiedy GB zmieniają?), dzielił i rządził. I to mimo że nie miał Jordiego Nelsona. A jednak wszystko mogło pójść na marne, bo to INT tchnęło nowe życie w Dallas. Nie chodzi nawet o mityczne „momentum”, co o nową szansę dla skazańca, którego już prowadzili na szafot.

Prescott miał swoje dwie wielkie serie, ale ostatnie słowo należało do Rodgersa. Chwilę wcześniej ponownie przekonaliśmy się, jak niewielki margines błędu dzieli w NFL zwycięstwo od porażki. Tuż po Two-Minute Warning Rodgers znów został przechwycony po kolejnym złym podaniu. Tyle że tym razem z opałów wybawili go obrońcy Cowboys, którzy popełnili DPI.

Po DPI Packers znaleźli się w zasięgu kopnięcia z pola i Mike McCarthy, do którego nie mogłem się przez większość meczu przyczepić, znów zaczął być konserwatywny. Dwa biegi na w sumie -3 jardy, rozpaczliwa bomba Rodgersa w trzeciej próbie i Mason Crosby stanął przed 56-jardowym FG na 1:33 przed końcem meczu. W przypadku pudła, Cowboys dostaliby piłkę na środku boiska przy remisie.

Kopacz Packers nie miał wybitnego sezonu. Przestrzelił trzy podwyższenia, trzy razy spudłował z 30-39 jardów. Ale w playoffach nie myli się od 2010 r. i tym razem też się nie pomylił, choć trajektoria lotu przyprawiła o zawał kibiców obu drużyn.

Tyle że Dak Prescott do spółki z secondary Packers zadbał o emocje. Przemaszerował 42 jardy w 58 sekund. Jednak po drodze QB Dallas popełnił jeden kluczowy błąd, który pokazał, że mimo całej jego klasy wciąż jest debiutantem. Po podaniu na pierwszą próbę do Jasona Wittena wykonał spike, by zatrzymać zegar. Okazało się, że Dallas nie zabrakło sekund, tylko właśnie tej jednej próby. Dan Bailey trafił z 52 jardów, a Rodgers miał jeszcze 35 sekund. O 35 za dużo.

Tę akcję można oglądać do znudzenia (chyba że jesteś kibicem Dallas). Ten rzut przeczył wszelkim prawo fizyki, a już na pewno futbolu. Praworęczny rozgrywający, poruszający się w lewo, rzuca do celu odległego o 40 jardów bez ustawienia stóp w kierunku rzutu. Samo dorzucenie piłki wymaga niewiarygodnej siły w ręce. A do tego tak precyzyjne. Moim zdaniem nie ma w NFL drugiego zawodnika, który byłby w stanie wykonać to podanie. A chwyt Jareda Cooka palce lizać. Właśnie dla takich chwil sprowadzono go latem.

Jednak chwilę wcześniej miała miejsce inna nieprawdopodobna akcja. Sack na Rodgersie. W samym sacku nie ma nic nadzwyczajnego, ale Rodgers został uderzony przez kompletnie nieblokowanego, rozpędzonego obrońcę, którego nie widział. Rozgrywający Packers nie miał prawa utrzymać piłki w rękach. A jednak utrzymał.

I wreszcie Mason Crosby z kolejnym kopnięciem, którego trajektoria przeczyła zdrowemu rozsądkowi. Kiedy ta piłka zaczęła lecieć, byłem przekonany, że przestrzeli w lewo i będziemy mieli dogrywkę.

To był dokładnie taki mecz, za jakie kochamy NFL.

Cowboys mogą czuć ogromny niedosyt, ale pamiętajmy, że to drużyna, która zeszły sezon skończyła z bilansem 4-12 i weszła w rozgrywki pod wodzą trzeciego rozgrywającego. Prawdę mówiąc historia Daka Prescotta przypomina nieco historię Kurta Warnera i Rams 1999, choć bez happy endu. W Dallas przyszłość maluje się w jasnych barwach. Mają rozgrywającego na lata, świetną o-line, bardzo dobrze obsadzone „skill position”. Tylko czy przełoży się to na sukcesy w styczniu?

Packers jadą do Atlanty. Znów nie będą faworytami, ale póki Rodgersa, póty nadziei. Finał NFC może się stać niezłą strzelaniną. Linia over/under w Vegas zaczyna się od 60 punktów. Rodgers kontra Ryan i dwie defensywy, które pozostawiają sporo do życzenia. To się będzie oglądało.

 

Pittsburgh Steelers – Kansas City Chiefs 18:16

Lista drużyn, które wygrały w playoffach we współczesnej NFL (po 1970 r.) bez zdobywania przyłożenia jest bardzo krótka. Od wczoraj Steelers są piątą ekipą na tej liście.

Nocne spotkanie obfitowało w dramaturgię, ale już nie w tak spektakularne zwroty akcji jak mecz Green Bay – Dallas. Do tego wymyka się prostym podsumowaniom.

Ta defensywa Kansas City to właściwie była dobra czy nie? Niby Steelers nie zdobyli przyłożenia, niby ich cztery wycieczki do red zone zakończyły się trzema FG i INT. Big Ben miał najniższy QBR ze wszystkich rozgrywających w Divisional Round poza Brockiem Osweilerem. Z drugiej strony Chiefs oddali niemal 380 jardów. Le’Veon Bell robił co chciał. Wybiegał 170 jardów na niemal 6 jardach/próbę. Tylko dwa posiadania Steelers nie zakończyły się punktami (nie liczę serii na koniec pierwszej połowy i „kolanek” na koniec meczu). Aż dwie serie ofensywne Stalowych przyniosły 39 lub więcej jardów. Tylko jeden punt.

Te same pytania, tylko w odwrotną stronę, można by zadać ofensywie Pittsburgha. Ofensywie, która zagrała poniżej swoich możliwości. Le’Veon Bell dominował, ale gra górą niedomagała. Poza Bellem pozytywną notę można wystawić o-line i TE Jesse Jamesowi, który z 83 jardami zagrał mecz życia.

Jednak MVP tego meczu było dwóch. Pierwszym jest kicker Steelers, Chris Boswell, któy nie pomylił się przy żadnych z sześciu kopnięć z pola. A każde pudło oznaczałoby porażkę. Sześć FG w jednym meczu to nowy rekord playoffów. Dla Boswella to drugi taki wyczyn w tym sezonie. Sześć razy z pola trafił również w week 15 w Cincinnati.

Drugi gracz zasługujący na wyróżnienie to James Harrison, nestor odmładzającej się z każdym rokiem defensywy Steelers. 38-letni kicker czy rozgrywający to widok dość normalny. Ale pass rusher? I to jeszcze tak dominujący? Harrison grał przeciwko biegowi, zanotował sack, dwukrotnie obalił Alexa Smitha i zaliczył trzy tackle na stratę jardów. A przede wszystkim uratował prowadzenie Pittsburgha, gdy kapitalnie wymusił holding przy udanym dwupunktowym podwyższeniu Chiefs. Powtórka z 12 jardów okazała się nieskuteczna i Steelers ocalili dwupunktową przewagę.

To właśnie defensywa wygrała ten mecz dla Steelers. Trudno powiedzieć czy Big Ben odczuwał skutki urazu stopy z zeszłego tygodnia. Podobno nie ma po nim śladu, ale Roethlisberger nie wyglądał na zawodnika w pełni sił. W tej sytuacji wsparcie defensywy było nieocenione.

Goście przez większość meczu zdołali utrzymać w ryzach Travisa Kelce, kompletnie wyłączyli z gry Tyreeka Hilla, tak w ataku, jak w special teams i skutecznie zdławili grę biegową. Jednak to wszystko byłoby bez znaczenia, gdyby Harrison nie wymusił holdingu na Ericu Fisherze.

Ostatnia seria Chiefs wyglądała na taką, która odwróci losy meczu. 13 akcji, 7 minut, 75 jardów. Po drodze konwertowane dwie czwarte próby, w tym 4&8. Przyłożenie i udane dwupunktowe podwyższenie na wyrównanie. No, prawie udane podwyższenie.

Steelers jadą do Nowej Anglii na starcie dwóch najlepszych ekip AFC w tym stuleciu. Dla Patriots będzie to jedenasta AFC Championship Game od sezonu 2001, dla Steelers szósta. Żadna inna ekipa w tym czasie nie ma więcej niż czterech występów w finale AFC. Jeśli sięgnąć do całej historii AFC (od 1970) to najwięcej występów mają Steelers (16) na drugim miejscu są Patriots (13). Tak więc przed nami pojedynek z nader bogatą historią.

Chiefs w finale AFC grali tylko raz w swojej historii (przed rokiem 1970 wygrywali AFL, a nawet Super Bowl w 1969 r.). Odkąd Andy Reid został trenerem drużyny mają bilans 34-21 w sezonie zasadniczym i 1-3 w playoffach.

 

P.S. Jeśli Wam się podobało, to jak zwykle proszę o wpłatę lajków na konto facebookowe.

P.S.2 O sobotnich meczach możecie poczytać tutaj: NFL playoffs: New England Patriots i Atlanta Falcons w finałach konferencji

NFL playoffs: New England Patriots i Atlanta Falcons w finałach konferencji

Czy doczekamy się w tych playoffach prawdziwie „playoffowego” meczu? Wyrównanego, z dobrą grą po obu stronach i emocjami do końca? Sobota znów była poniżej oczekiwań, choć nie ma tu winy znakomitych Falcons i paradoksalnie… Texans, którzy zagrali jak na swoje możliwości bardzo dobre spotkanie. Seahawks nawalili na całej linii, a męczących się Patriots ciężko się oglądało, ale przynajmniej dzięki temu mieliśmy coś zbliżonego do walki. Wciąż czekamy na mecz w tych playoffach, który skończy się różnicą mniejszą niż 13 punktów.

Zapraszam na podsumowanie pierwszego dnia Divisional Round w playoffach NFL.

 

Seattle Seahawks – Atlanta Falcons 20:36

Dawno nie widziałem meczu NFL, w którym dwie otwierające serie trwały w sumie 16 minut i 27 snapów. Najpierw Seahawks przemaszerowali 89 jardów w 14 akcjach i 8:34 na zegarze, po drodze konwertując trzy trzecie próby. Falcons odpowiedzieli 75 jardami w 13 akcjach i 7:12 czasu gry. Tyle że oni konwertowali zaledwie jedną trzecią próbę. Poszli na łatwiznę :)

Niestety potem było już tylko gorzej. Przynajmniej dla Seattle, bo Atlanta grała jak z nut. Z jednej strony Matt Ryan. Można go krytykować, można mówić, że w gorszych warunkach nie potrafił dźwignąć drużyny, ale umówmy się: nie każdy jest Aaronem Rodgersem. Ryan to znakomity rozgrywający i kiedy może zajmować się podawaniem zamiast umykaniem przed pass rushem, to ofensywa Falcons jest naprawdę trudna do zatrzymania.

26/37, 338 yds, 3 TD, 0 INT, passer rating 125.7, QBR 86.9. To statystyki Ryana przeciwko jednej z najlepszych defensyw ostatnich lat. Oczywiście tegoroczni Seahawks to nie to samo co Legion of Boom z lat 2013-2014, zwłaszcza odkąd stracili Earla Thomasa. Niemniej w tegorocznej NFL i tak stanowili czołówkę. Ryan rozmontowywał ich jak chciał.

Seahawks wyszli nietypowo, bo każdy swego. Richard Sherman podążał za Julio Jonesem. Ograniczyło to nieco poczynania Jonesa, ale za to Ryan miał otwartą całą resztę boiska. A kiedy przyszło do przyłożenia, to Jones je zdobył, choć w tej sytuacji powinna polecieć flaga za OPI (co zresztą przyznał były szef sędziów NFL, Mike Pereira). Na marginesie: to niemal dokładnie ta zagrywka, w której Malcolm Butler wykonał przechwyt rozstrzygający Super Bowl 49.

Jednak kiedy Seattle wrócili do strefy wyglądało to jeszcze gorzej, bo zostawały gigantyczne dziury na środku boiska między linebackerami i secondary. Normalnie pilnował ich Earl Thomas dzięki nieprawdopodobnemu zasięgowi, ale w sobotę żaden z zastępujących go DB Seahawks nie potrafił zapanować nad sytuacją.

O ile świetnej gry Falcons w ataku można się było spodziewać, o tyle kompletnej dominacji na linii wznowienia akcji już nie do końca. Center Atlanty, Alex Mack, jest najlepszym transferem tego offseason. To klej, który spaja tę linię. Linię, która przez większość meczu zdołała utrzymać w ryzach Michaela Bennetta, choć ten i tak robił co mógł, a nawet więcej.

Z drugiej strony o-line Seattle nie istniała. Nawet run blocking, który tak świetnie szedł im przeciwko Detroit, tu niedomagał. Statystycznie 4,8 jarda/bieg wygląda dobrze, ale napompowało tą statystykę kilka improwizowanych biegów Wilsona pod koniec meczu. Przez większość czasu RB Seattle byli trzymani w ryzach. A pass blocking? No cóż, najlepiej podsumowuje to safety dla Atlanty, kiedy RG nadepnął Wilsonowi na nogę chwilę potem, jak przez jego błąd w pass protection pass rush Atlanty prawie zabił rozgrywającego Seahawks.

To safety było kulminacyjnym momentem meczu, kiedy Falcons przejęli inicjatywę i nie oddali jej aż do końca. Chwilę wcześniej Devin Hester wykonał kapitalny 80-jardowy powrót po puncie, niczym za dawnych dobrych czasów. Tyle że anulowany przez holding. Seattle stracili tym samym pozycję głęboko w red zone rywala, wartą pewnie ok. 5-6 punktów (średnio). Chwilę potem stracili safety (2 punkty) i piłkę, z której Falcons zrobili FG (3 punkty). W sumie ta kara to ok. 10-punktowa zmiana (żeby było jasne – sama flaga była słuszna i oczywista). Od safety dla Falcons prawdopodobieństwo wygranej Atlanty wynosiło ponad 60% i cały czas rosło (za PFR).

Falcons znów zaprezentowali ciekawą, urozmaiconą ofensywę. Ryan podawał do ośmiu różnych reciverów, trzech zaliczyło ponad 60 jardów. Mohamed Sanu złapał trudne przyłożenie, pokazując że nawet jeśli w sezonie zasadniczym grał poniżej oczekiwań, to na playoffy może się przydać. Gra biegowa może nie zachwyciła, ale robiła swoje, a Devonta Freeman zaliczył w sumie 125 jardów (biegi+złapane podania). Wciąż pozostają moim typem na reprezentanta NFC w Super Bowl, niezależnie od tego, kto dziś wygra spotkanie Cowboys-Packers.

Seahawks byli drużyną wyraźnie słabszą. Ich defensywa powinna się w przyszłym roku poprawić, o ile Earl Thomas przestanie wypisywać bzdury na Twitterze i wróci do gry. GM Jon Schneider i trener Pete Carroll muszą poświęcić offseason budowie zupełnie nowej o-line.

 

Houston Texans – New England Patriots 16:34

W teorii gier funkcjonuje coś takiego jak Strategia Dawida i Strategia Goliata, choć są to pojęcia raczej z literatury popularnonaukowej niż stricte naukowej. Odnosi się to do sytuacji w której, tak jak w tym meczu, jedna ze stron stoi na straconej pozycji.

„Goliat”, czyli w naszym przypadku Patriots, powinni grać ostrożnie, nie podejmować ryzyka i brać co dają. Oni i tak są lepsi, mają dużo do stracenia, a ewentualny zysk z ryzyka to po prostu chciwość, a ta nie popłaca.

„Dawid”, czyli Texans, wręcz przeciwnie. Oni nie mają nic do stracenia, bo i tak są skazani na pożarcie. Powinni więc podejmować ryzyko, wyciągać trick plays z samego dna playbooka i czyhać na swoją szansę.

Goliat mniej lub bardziej się do tego stosował. Bill Belichick zaordynował kopanie FG z 1 jarda po raz pierwszy od dwóch lat. Fakt, że było 10 s. do końca 2 kwarty, więc plus polegający na przyszpileniu rywala pod jego własnym endzone w wypadku niepowodzenia nie gra tu roli. Ale i tak jako fana Patriots mnie to zabolało. Ale BB wiedział, że on tu jest Goliatem.

Czy O’Brien wiedział, że jest Dawidem? Chyba nie. Cały czas powtarzał, że nie ważne co myślą inni, ważne co drużyna myśli w szatni. Jego decyzje też tego nie potwierdzają: 1 kwarta, red zone, kopią FG przy 4&4. Druga kwarta, red zone, kopią FG przy 4&3. 2 kwarta, punt przy 4&5 na połowie Patriots. Jako punter jest Shane Lechler, który już kilka celnych podań w swojej karierze wykonał. 3 kwarta, punt przy 4&4 na połowie Patriots. Końcówka trzeciej kwarty, kolejny punt na połowie Patriots. Fakt że przy 4&8, ale przy 11-punktowej stracie pod koniec trzeciej kwarty to nie czas na ostrożność.

Texans mogą tym bardziej żałować, że wiele ułożyło się po ich myśli. Przez większość meczu to Patriots popełniali straty. Brady, który przez cały sezon zaliczył tylko 2 INT, zanotował tyle samo w tym meczu, przy czym drugie było naprawdę paskudne. Dion Lewis (swoją drogą pierwszy gracz NFL od 1950 r., który zdobył rush TD, rec TD i return TD w jednym meczu playoffów) zgubił piłkę pod własnym polem punktowym przy returnie.

Znakomity mecz zagrała defensywa, która bardzo skutecznie atakowała środek o-line Patriots. W „próbach biegowych” środek zatykał Vince Wilfork, niczym w najlepszych swoich latach w barwach Pats. Z kolei w „próbach podaniowych” demolowali go Jadeveon Clowney i Whitney Mercillus. Brady został bezlitośnie obity. Takiego łomotu nie zebrał chyba od zeszłorocznej AFC Championship Game, gdy pass rush Broncos potraktował go jak manekina treningowego. CB A.J. Bouye pokazał po raz kolejny jak gigantyczny skok jakościowy w swojej grze zanotował w tym sezonie.

W efekcie Brady został zmuszony do długiej gry podaniowej, której w wieku 39 lat zwyczajnie nie lubi i nie jest w niej najlepszy, choć wyglądało na to, że parę w łapie ma niczym w 2007 r. Jednak część jego podań była pod presją na zasadzie „walnę 40 jardów w kierunku Hogana albo Edelmana, to może złapią”. W większości łapali.

Patriots są w finale konferencji po raz 11 w 15 sezonach Brady’ego jako startera. Po raz szósty z rzędu (rekord NFL). Weszli w kiepskim stylu, ale to nie skoki narciarskie, styl nie ma znaczenia. Dla Chiefs i Steelers (ktokolwiek wygra dziś w nocy) ważne są dwa wnioski: a) środek o-line to miękkie podbrzusze NE, b) przeciwko Pats trzeba wykorzystywać swoje szanse.

Texans mają podwaliny pod świetną obronę. Jeśli J.J. Watt wróci w pełni sił, a Clowney pozostanie zdrowy, to ten front może stać się koszmarem. Potrzebują tylko linebackera, Benardrick McKinney był bezlitośnie ogrywany przez RB Pats.

Za to w ataku potrzebują QB. Mają Osweilera, którego nie mogą zwolnić (za dużo martwych dolarów), a nikt go nie weźmie w wymianie (choć gdyby dali tonącym w cap space Browns Osweielera i 1st round pick w 2018 za 7th round w 2017 to kto wie…). Na Tony’ego Romo raczej nie będzie ich stać, zwłaszcza że sporo dolarów „zje” nowa umowa Bouye. Będą musieli szukać w drafcie albo zaoferować Belichikowi ofertę nie do odrzucenia za Garoppolo. Tylko czy po nieudanym romansie z Osweilerem mogą sobie pozwolić na kolejne takie ryzyko?

 

Proszę Was o pomoc

Panie i Panowie, możecie o tym nie wiedzieć, ale o tym co widzimy na Facebooku decydują skomplikowane algorytmy. W uproszczeniu: każdy lajk, komentarz i udostępnienie zwiększają zasięg posta w serwisie, który jest drugim największym silnikiem wyszukiwarkowym na świecie (po Google’u). Playoffy (jakie by nie były :) to najlepszy czas na przyciąganie nowych fanów do NFL, futbolu amerykańskiego i tego bloga.

Dlatego będą wdzięczny za każdą Waszą aktywność na fanpage’u na Facebooku! Wasze lajki naprawdę są walutą i to całkiem mocną. Chętnie przyjmę w niej wpłaty :)