Prognoza na offseason 2017: AFC East

Jeśli w amerykańskich mediach widzimy 10 artykułów dziennie o tym czy Brady jest czy nie jest kozą, to znaczy, że wchodzimy w offseason. A skoro tak, to czas na przegląd stanu, w jaki w „sezon transferowy” wchodzą 32 kluby NFL. Zaczynamy od AFC East.

Jeśli nie wiesz jakie reguły rządzą kontraktami w NFL, zacznij od lektury artykułu: Salary Cap w NFL, czyli kontrakty i limity płacowe

Wartości w poniższym artykule aktualne na 13 lutego przy założeniu, że bierzemy pod uwagę 51 największych kontraktów, a salary cap wyniesie 168 mln dolarów (oficjalnej wartości jeszcze nie znamy). Dane dotyczące finansów pochodzą ze strony Spotrac.com. Szacunki wyborów kompensacyjnych za Overthecap.com

 

New England Patriots


NFL AFC EastWolne pieniądze:
62,9 mln dolarów

Kluczowi wolni agenci: TE Martellus Bennett, RT Sebastian Vollmer, DE Chris Long, LB Dont’a Hightower, DT Alan Branch, CB Logan Ryan, CB Malcolm Butler (RFA)

Mistrzowie NFL są zawsze w dobrej sytuacji, ale Patriots są mistrzami wyciągania maksimum ze swoich graczy. W ostatniej serii ofensywnej Super Bowl 2017 po stronie NE grał tylko jeden gracz wybrany wśród pierwszych 75 w drafcie (LT Nate Solder). Możecie być pewni, że dla każdego startera Patriots mają już przygotowanego następcę i to zapewne gość o którym słyszeli tylko najbardziej zagorzali fani.

Pats mają mnóstwo wolnych pieniędzy, ale i mnóstwo kluczowych wolnych agentów. Do drużyny na pewno nie wróci często kontuzjowany Vollmer, zwłaszcza że jego zastępca, Marcu Cannon, trafił do drugiej drużyny All-Pro. Wątpliwe, by w przyszłym sezonie pojawił się Martellus Bennett. Zdobył swój pierścień, po czym w swoim stylu oznajmił, że „nas, zdobywców Super Bowl, z reguły się przepłaca”. To dla niego ostatnia szansa na tłusty kontrakt (ma 30 lat), więc raczej nie udzieli Pats rabatu.

Kolejne ruchy zależą od dwóch elementów – Hightowera i Butlera. Hightower prawie na pewno nie dostanie franchise tagu, bo 15 mln to nieco za dużo nawet dla zawodnika tej klasy. Lider środka pola w obronie NE ma już dwa mistrzowskie pierścienie, teraz zapewne chciałby zarobić, o co może być trudno w tradycyjnie skąpiącej wysokich kontraktów drużynie. W podobnej sytuacji jest Logan Ryan, natomiast nieco inaczej wygląda sytuacja Butlera.

Butler jest zastrzeżonym wolnym agentem, co znaczy, że Patriots mogą go „otagować”. Na pewno chcieliby wynegocjować długą umowę, ale jeśli się to nie uda, Butler dostanie zapewne tag drugiego stopnia. To jednoroczny gwarantowany kontrakt na ok. 2,5 mln (dokładne liczby zostaną podane na początku marca). Butler może podpisać wówczas umowę z innym klubem, ale Pats mają prawo ją wyrównać. Jeśli nie wyrównają, to nowy klub będzie musiał oddać za Butlera wybór w drugiej rundzie draftu lub nawet pierwszej, jeśli NE desygnują Butlera do tagu pierwszego stopnia wartego prawie 4 mln dolarów.

Kolejną intrygującą sytuacją jest QB Jimmy Garoppolo. Zmiennik Toma Brady’ego jest wymieniany jako potencjalny cel wymiany. Belichick raczej nie będzie chętnie pozbywał się ubezpieczenia dla 40-letniego (na starcie nowego sezonu) Brady’ego, a inne kluby mogą bać się powtórki sytuacji z Mattem Cassellem i/lub Brockiem Osweilerem. Jednak jeśli ktoś (49ers? Browns?) złoży Patriotom ofertę nie do odrzucenia (picki w 1 i 4 rundzie na przykład) to Belichick może na to pójść.

Z drużyną może się pożegnać Danny Amendola, którego 7,8 mln uderzenia w czapkę to nieco za dużo jak na wkład w grę. Bardziej jednak prawdopodobne, że klub i zawodnik dogadają się co do obniżenia pensji w sezonie 2017.

Po stronie potrzeb należy zapisać przede wszystkim pass rushera, bo w tym roku Matt Patricia musiał liczyć na przebłyski Chrisa Longa lub blitze, w celu wywarcia presji na QB.

W drafcie Patriots mają dziewięć wyborów. W czwartej rundzie będzie to wybór Seattle (własny stracili za tzw. Deflategate), mają też wybór kompensacyjny Browns z trzeciej rundy i powinni dostać własny wybór kompensacyjny w piątej rundzie. Własne wybory mają oczywiście na końcu każdej rundy, choć przed wyborami kompensacyjnymi.

 

Miami Dolphins

Wolne pieniądze: 29,4 mln dolarów

Kluczowi wolni agenci: WR Kenny Stills, TE Jordan Cameron, TE Dion Sims, DE Alan Branch, ILB Kiko Alonso

W sezonie 2016 Dolphins dość niespodziewanie zakwalifikowali się do playoffów. To znak, że trener Adam Gease robi coś dobrze, ale wynik był lepszy niż gra. Jeśli na Florydzie nie wzmocnią drużyny, playoffy pozostaną jednorazowym wyskokiem.

Wobec dynamicznie rosnącego salary cap drużyny niemal pływają w wolnych pieniądzach i 30 mln Miami lokuje ich dopiero na 20. miejscu w lidze. Zapewne zaczną więc od cięć, a tu pierwszym do zwolnienia jest Mario Williams, były #1 draftu. W Dolphins miał zastąpić Olivera Vernona, ale był to dość nieudany eksperyment, a na jego zwolnieniu Miami zaoszczędzi 8,5 mln.

Jeśli chodzi o własnych wolnych agentów, to wątpliwe by został kosztowny i wiecznie kontuzjowany Cameron. Grający za niego Sims też furory nie zrobił. Możliwe, że Miami na pozycji TE spróbuje podebrać Bennetta z Nowej Anglii lub poszuka rozwiązania w drafcie. Alonso na pozycji środkowego linebackera był raczej częścią problemu niż rozwiązania, bo ta formacja stanowiła najsłabszy punkt w obronie Miami w zeszłym sezonie i znajduje się na czele listy potrzeb.

Najbardziej prawdopodobny jest powrót Stillsa, choć ten w barwach Miami łapał mniej niż połowę piłek rzuconych w jego kierunku. Ciekawa jest sytuacja Brancha, który podpisał roczny kontrakt przed rokiem i po najlepszym sezonie w karierze miałby pewnie chrapkę na coś dłuższego. Tyle że nawet jego najlepszy sezon w karierze był, w najlepszym razie, przeciętny. Dolphins nie zechcą przepłacać, a w przypadku pass rusherów łatwo może znaleźć się kupiec z dużymi pieniędzmi.

Wśród potrzeb Miami są wspominani TE i ILB. Na pewno przydałoby się wzmocnienie pass rushu. Linia ofensywna nie była już takim kataklizmem jak przed rokiem, ale jeśli Ryan Tannehill ma przejść z kategorii „błyski czegoś fajnego” do „solidny rozgrywający” to musi mieć lepszą osłonę z przodu.

W drafcie Dolphins nie mają wyborów w trzeciej i czwartej rundzie, które oddali przed rokiem za prawo do wybrania WR Leonte Carro z #86 (3 rec, 29 yds jako rookie). Powinni za to dostać wybór kompensacyjny w trzeciej rundzie (za Olivera Vernona)

 

Buffalo Bills

Wolne pieniądze: 26,0 mln dolarów

Kluczowi wolni agenci: CB Stephon Gilmore, WR Robert Woods, OLB Lorenzo Alexander, WR Marquise Goodwin, RT Jordan Mills

Od sezonu 1999 Bills zaliczyli dwóch właścicieli, 10 trenerów (licząc z p.o. trenera), 14 starterów na rozegraniu i… 0 występów w playoffach przy dwóch sezonach na plusie.

W ten sezon wejdą z 11. trenerem, a niewykluczone, że również z 15. quarterbackiem. Nowym szkoleniowcem został Sean McDermott, przez ostatnie sześć lat koordynator defensywy Panthers. Pierwszą decyzją nowego szkoleniowca i starego GM, Douga Whaleya, będzie los QB Tyroda Taylora.

Taylor to zawodnik o ciekawym zestawie umiejętności, bardzo atletyczny, ale nieco poniżej standardów NFL jako podający. Taki Michael Vick dla ubogich. Bills muszą podjąć decyzję do 13 marca, bo wtedy wchodzi w życie klauzula w kontrakcie Taylora, która gwarantuje mu 15 mln dolarów bonusu i 12 mln dolarów pensji za sezon 2017, czyniąc go w praktyce niezwalnialnym. Jako że Bills nie cierpią na nadmiar miejsca pod salary cap, zwolnienie wydawałoby się oczywiste. Pytanie tylko co dalej. Wątpliwe, by do Buffalo zechciał przyjść Tony Romo, Belichick na pewno nie odda im Garoppolo, a Colin Kaepernick nie będzie ulepszeniem w stosunku do Taylora. Zostaje draft albo Cardale Jones, wybrany w zeszłym roku z #139.

Potencjalnym kandydatem do „odstrzału” jest też 33-letni Kyle Williams, który już przed rokiem musiał się zgodzić na obniżkę wynagrodzenia. Jego ewentualne zwolnienie dałoby Buffalo prawie 7 mln dolarów.

Pieniądze będą potrzebne, bo Bills zapewne chcieliby zatrzymać Gilmore’a, który jest jednym z filarów ich defensywy. Z kolei Mills to jeden z filarów linii, która blokowała dla czołowej ofensywy biegowej w NFL. Pod dużym znakiem zapytania stoi przyszłość Alexandra. Trudno pozbywać się zawodnika, który zaliczył 12,5 sacka w sezonie. Z drugiej strony jeśli zawodnik ten ma 33 lata, a wcześniej przez dziewięć sezonów nazbierał w sumie dziewięć sacków, to można bezpiecznie założyć, że taki sezon już mu się nie zdarzy.

Kogo potrzebują Bills? Jeśli zwolnią Taylora to przede wszystkim rozgrywającego i to pilnie. Poza tym niedomaga defensywa, którą ma naprawić McDermott. Potrzebne będzie wzmocnienie w linii defensywnej oraz na pozycji safety.

W drafcie Bills brakuje wyboru w czwartej rundzie, mają za to dodatkowy wybór w piątej rundzie od Dallas. W pierwszej rundzie wybierają z #10. Ciekawostka: żaden z graczy wziętych przez nich przez cztery ostatnie lata nie został wybrany do Pro Bowl.

 

New York Jets

Wolne pieniądze: -6,7 mln dolarów

Kluczowi wolni agenci: QB Ryan Fitzpatrick, QB Geno Smith, OT Benjamin Ijalana

Przy dynamicznie rosnącej salary cap trudno się pod nią nie zmieścić, ale Jets się ta sztuka udała. Muszą więc zacząć od szukania oszczędności. Jednym z oczywistych kandydatów jest Darelle Revis, który z najlepszego cornerbacka w NFL stał się niższą klasą średnią. Jego zwolnienie dałoby ponad 9 mln dolarów. Kolejnym kandydatem mógłby być wiecznie kontuzjowany LT Ryan Clady, ale zamienił on tegoroczny roster bonus na zwykłą pensję, co wskazywałoby, że dostanie szansę na walkę o miejsce w składzie, choć pożera 10,5 mln.

Wśród mniej spodziewanych kandydatów do zwolnienia można wymienić C Nicka Mangolda (9 mln oszczędności), WR Brandona Marshalla (7,5 mln) i ILB Davida Harrisa (6,5 mln).

Z pozytywów: nowojorczycy nie mają zbyt wielu wolnych agentów. Po zeszłorocznym fiasku jasne jest, że nie wróci Ryan Fitzpatrick. Wątpliwe, by wrócił Geno Smith. Jets to jedna z drużyn, która od kilku lat bez powodzenia szuka rozgrywającego. Czy Christian Hackenberg, #51 draftu 2016 będzie „da men”? Czy raczej Jets zwrócą się w stronę draftu 2017? Bez radykalnych oszczędności raczej nie mają co marzyć o ataku na Tony’ego Romo, a i Romo raczej nie będzie chciał przyjść do Jets.

Trudno byłoby tu wymienić wszystkie potrzeby nowojorczyków. Nie przypadkowo byli najsłabszą drużyną zeszłego roku wg DVOA. W miarę ustabilizowaną sytuację mają na WR i w linii defensywnej, choć jeśli postanowią pożegnać się z Marshallem, to i na skrzydłach będą potrzebowali wsparcia.

Kiepska sytuacja z budżetem płac sugeruje, że będą szukali wzmocnień w drafcie. Mają wybór #6 i dodatkowy wybór kompensacyjny w czwartej rundzie. Własny wybór z czwartej rundy oddali rok temu do Redskins za prawo do wyboru OT Brandona Shella z #158.

 

ZOBACZ TEŻ:

AFC North

AFC South

AFC West

NFC East

NFC North

NFC South

NFC West

Mike Smith, Jon Gordon, „Mecz wygrywa się w szatni” – recenzja

Mecz wygrywa się w szatniTrener futbolu amerykańskiego kojarzy nam się głównie z gościem w klubowym dresie, bluzie z kapturem albo innym sportowym wdzianku, który patroluje linię boczną na meczu czy na treningu. Mało kto z nas myśli, że pozycja głównego trenera to tak naprawdę funkcja kierownicza na bardzo wysokim szczeblu. Może nie CEO, ale na pewno członek zarządu.

Pomyślcie sami: trener zarządza pracą przeszło sześćdziesięciu zawodników i kilkudziesięciu członków sztabu trenerskiego. Wytycza kierunki działań, strategię, cele, rozlicza z wykonywanej pracy, prowadzi spotkania.

Klub NFL to biznes wart miliardy dolarów o przychodach rocznych liczonych w dziewięcio- lub nawet dziesięciocyfrowych liczbach. W tej potężnej korporacji trener jest dyrektorem/managerem działu odpowiedzialnego za to, co bezpośrednio dzieje się na boisku, a więc za produkt. Niezależnie od tego, czy ma nad sobą generalnego managera, czy tylko prezesa/właściciela klubu, potrzebuje wiedzy, doświadczenia i umiejętności interpersonalnych, niezbędnych do skutecznego zarządzania tak wielkim zespołem.

10 lutego na półkach naszych księgarń pojawiła się książka, której współautorem jak Mike Smith, były trener Atlanta Falcons. Po zwolnieniu z funkcji szkoleniowca Smith zrobił sobie rok przerwy, nim przed sezonem 2016 przyjął posadę koordynatora defensywy w Tampa Bay Buccaneers. Teraz możecie zobaczyć część efektów jego pracy przez ten „wolny” rok.

„Mecz wygrywa się w szatni” to książka napisana wspólnie z Jonem Gordonem, szkoleniowcem i mówcą motywacyjnym, który współpracuje z wieloma klubami sportowymi, tak na poziomie zawodowym, jak na uczelniach i to zarówno w futbolu, baseballu, jak i koszykówce. Jej celem jest pokazanie, jak ogromny wpływ na wyniki osiągane w dowolnym zespole ma kultura korporacyjna i jak może i powinien wpływać na nią lider.

NFLBlog.pl jest patronem medialnym książki.

Nie spodziewajcie się tu autobiografii Smitha. Książka skierowana jest głównie dla osób, które mają kierować jakimiś zespołami. Nie chodzi tu tylko o prezesów. Mogą z niej skorzystać dyrektorzy, kierownicy, liderzy drużyn sportowych, organizacji społecznych, charytatywnych i każdy, kto musi zarządzać grupą ludzi dla osiągnięcia wspólnego celu.

Smith i Gordon przekonują, że można mieć najwyższe profesjonalne kompetencje, ale bez kultury korporacyjnej nic się nie osiągnie. Czy też, mówiąc językiem futbolu, na nic taktyka, technika i przygotowanie kondycyjne, jeśli w szatni nie ma właściwej atmosfery i nastawienia. W wysoce konkurencyjnym środowisku, jakim jest większość branż, a jakim na pewno jest NFL, o sukcesie decydują detale, z których „szatnia” jest jednym z kluczowych.

Autorzy podają siedem prostych przykazań, które według nich pozwolą zbudować jedność w zespole. Posługują się konkretnymi przykładami i wskazują błędy, jakie przy ich wdrażaniu popełniali oni lub ich znajomi.

Dla fanów futbolu gratką będą historie z szatni Atlanta Falcons. Mike Smith pracował w Atlancie siedem sezonów, co w NFL stanowi naprawdę długi czas. Na kartach książki opisuje w jaki sposób stworzyli drużynę, która przez pierwszych pięć lat każdorazowo kończyła na plusie. Analizuje również jak to się stało, że przez ostatnie dwa lata jego pracy drużyna odnotowała bilans 10-22, co doprowadziło do jego zwolnienia.

Nie spodziewajcie się tu żadnych „krwistych” wyznań, nie o to chodzi w tej książce. Anegdoty o Falcons, czy wcześniejszej pracy Smitha w Ravens i Jaguars, mają raczej służyć ilustracji tez stawianych w książce. Ciekawie jednak zobaczyć zawodników, których Smith stawia za wzory liderów, takich jak Tony Gonzalez, Matt Ryan, czy Ray Lewis z perspektywy sztabu szkoleniowego, a nie medialnej.

„Mecz zaczyna się w szatni” to ciekawy poradnik biznesowy z futbolowym smaczkiem. Może nie odkrywa Ameryki, ale pokazuje element zarządzania ludźmi, o którym w Polsce niewiele się mówi. A że w naszym kraju wciąż mało wydaje się książek z tłem futbolowym, ta pozycja może być ciekawostką dla fanów NFL.

Poniższa tabelka zawiera tzw. linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli za ich pośrednictwem kupicie książkę, ja otrzymam od tego niewielki procent.

Super Bowl 2017: Największy comeback w historii

To czego w Super Bowl 2017 dokonali New England Patriots zakrawa na cud. Jeszcze żadna drużyna nie zdołała wygrać Super Bowl, w którym przegrywałaby 25 punktami. Od pick-six Alforda w drugiej kwarcie, do nieprawdopodobnego chwytu Edelmana na 2 minuty przed końcem meczu prawdopodobieństwo wygranej Falcons nieprzerwanie wynosiło ponad 90%, momentami nawet 99,7% (za ESPN). A jednak Patriots zdobyli swój piąty mistrzowski pierścień, Brady ma czwarty tytuł MVP i coraz mocniejszą pozycję w odwiecznych medialnych i kibicowskich debatach na temat tego kto jest GOAT (Greatest Of All Time).

 

To się nie mogło udać

Po pick-six Alforda, gdy Falcons wyszli na prowadzenie 21:0, uznałem, że już po meczu. Przy wyniku 28:3 myślałem głównie o tym, że obiecałem Tacie, że obejrzymy razem powtórkę i wyjaśnię mu, o co chodzi w futbolu. Jak się zapewne domyślacie, nie bardzo miałem ochotę oglądać to ponownie.

To się nie mogło udać, bo nawet Patriots w to nie wierzyli. W ich grze nie było widać żadnego pośpiechu. Spokojnie zbierali się na huudle (naradę), kolejne snapy oddzielało 20-30 sekund. Dużo biegali, spalając zegar. Seria zakończona pierwszym przyłożeniem – 13 akcji, 6:25. Seria zakończona kopnięciem z pola – 12 akcji, 5:07.

Przełomowym momentem tego meczu, chwilą, gdy Patriots uwierzyli w możliwość wygranej, był sack-fumble Dont’a Hightowera.

W tej sytuacji fatalnie w pass protection zachował się Davonta Freeman, który powinien przejąć Hightowera. Jednak nawet wtedy sytuacja Patriots była niezwykle trudna. Do końca pozostawało 8,5 min., a oni potrzebowali dwóch przyłożeń z dwiema dwupunktowymi konwersjami i dodatkowo zatrzymać Falcons bez punktów. Udało się.

Ostatnia seria ofensywna to był majstersztyk w najlepszym stylu Toma Brady’ego. Zaczynali z własnego ósmego jarda, mieli nieco ponad dwie minuty. Od 2001 r. mieliśmy w playoffach 286 serii ofensywnych, które zaczynały się na własnym 10 jardzie lub dalej. Tylko 34 z nich zakończyły się przyłożeniem (dane nie uwzględniają Super Bowl 51). Daje nam to niespełna 12%. Uwzględniając, że szansa na dwupunktową konwersję to ok. 50%, Patriots i tak mieli jedynie ok. 6% szans na doprowadzenie do dogrywki. Jeśli przyjmiemy że dogrywka to nowy mecz, a Patriots mieli ok. 56% szans na wygraną (za ESPN), to w sumie ich szanse sytuowały się w okolicy 3%.

 

Zabrakło ostatniego ciosu

Analizując mecz na spokojnie nie mogłem uwierzyć jak wiele okazji mieli Falcons, by rozstrzygnąć to spotkanie na swoją korzyść. Gdyby wykorzystali choć jedną, magiczny powrót Patriots byłby niemożliwy. Policzmy je wspólnie.

1. 6:04 do końca trzeciej kwarty, wynik 28:3 – Falcons pozwalają na konwersję 4&3 na środku boiska. Chwilę wcześniej w ramach nieudanej trick play Edelman podawał do White’a. Tym razem Brady łatwo, zdecydowanie za łatwo, znalazł Danny’ego Amendolę 17-jardowym podaniem.

2. 2:06 do końca trzeciej kwarty, wynik 28:9 – po nieudanym onside kicku Patriots, Atlanta dostaje piłkę na 41 jardzie połowy rywala. Już w pierwszej akcji wchodzą w zasięg skutecznego kopnięcia z pola. Kolejne trzy snapy? 10 jardów kary za trzymanie, nieudane podanie i 9-jardowy sack.

3. 8:31 do końca czwartej kwarty, wynik 28:12 – W sytuacji 3&1 Kyle Shanahan ordynuje podanie. Ja rozumiem, że należy złożyć mecz w ręce MVP, ale w sytuacji 3&1, kiedy bieganie wychodzi w tym meczu znakomicie? Efekt: wspomniane wyżej sack-fumble Hightowera.

4. 4:47 do końca czwartej kwarty, wynik 28:20 – Fenomenalne podanie Ryana i nie mniej fenomenalny chwyt Julio Jonesa.

Gdyby Falcons kopnęli z tego miejsca, byłby to 40-jardowy FG. Mogli nawet wziąć trzy kolanka, żeby spalić zegar. Mogli pobiec trzy razy na zero jardów. Zrobili to czego nie mogli: kary za trzymanie, sack i niecelne podanie. Cofnęli się o 23 jardy poza zasięg celnego kopnięcia z pola, które rozstrzygnęłoby ten mecz.

5. 2:28 do końca czwartej kwarty, wynik 28:20 – miło choć raz być po właściwej stronie mega szczęśliwego chwytu, ale to był zły rzut Brady’ego, który powinien skończyć się drugim INT i game over.

Nie mam pojęcia jakim cudem Edelman to złapał. Podejrzewam, że on też nie. Zwróćcie uwagę na sędziego z numerem 45, który wpada i stanowczo orzeka chwyt. To Line Judge Jeff Seeman. W takiej chwili z taką pewnością siebie podjąć tak mega trudną decyzję… MVP. Zbyt rzadko doceniamy sędziów, ale to była decyzja równie fenomenalna co chwyt Edelmana.

6. Przez całą drugą połowę Falcons uparcie snapowali piłkę, gdy na zegarze akcji pozostawało jeszcze kilkanaście sekund. Zebrane razem dałyby pewnie brakujące dwie minuty.

7. To akurat sytuacja, która nie zapewniłaby zwycięstwa Falcons, ale dałaby szansę. W przedostatnim snapie meczu Brady popełnił drugi poważny błąd i nie dorzucił piłki, która miała wpaść w ręce Martellusa Bennetta w rogu pola punktowego. Vic Beasley był dosłownie centymetry od przechwytu. Zdołał tylko zbić piłkę. W następnej akcji James White rozstrzygnął spotkanie.

 

Jak Patriots to zrobili?

Najlepsze, że nawet oglądając ostatnie półtorej kwarty i dogrywkę po raz drugi, nie byłem w stanie zidentyfikować jakiejś znaczącej różnicy taktycznej w grze NE. Tak naprawdę poprawili jedynie egzekucję tego, co nie wychodziło im w pierwszej połowie. Zacznijmy od Brady’ego.

Brady był genialny w końcówce, co nie znaczy, że bezbłędny. Podanie, które w cudowny sposób złapał Edelman, było fatalne i powinno zostać przechwycone. Istotny był też fakt, że reciverzy zaczęli łapać piłki, zamiast je upuszczać. Do gry włączył się Malcolm Mitchell, który nie miał dobrego spotkania od początku grudnia.

Wreszcie na miarę swoich możliwości zaczęła grać o-line. Wcześniej spisywali się fatalnie. Brady był cały czas pod presją, a LT Nate Solder i RG Shaq Mason jeszcze długo będą mieli koszmary dotyczące, odpowiednio, Dwighta Freeneya i Grady’ego Jarretta. Fenomenalny był zwłaszcza Jarrett, który w pierwszej połowie odrzucał Masona, jakby ten był pachołkiem treningowym. Zaliczył trzy sacki, cztery QB Hity i byłby kandydatem do MVP, gdyby Falcons dociągnęli przewagę do końca. Jednak w ostatniej kwarcie i dogrywce linia trzymała się świetnie. A miało to niebagatelne znaczenie.

No i wreszcie defensywa. Kyle’a Shanahana poniosła niemal polska ułańska fantazja, ale gdyby nie znakomita postawa Trey Flowersa, który ze środka linii wypracował 2,5 sacka i 5 QB Hitów, a także robota Alana Brancha i Jabaala Shearda, którzy nieco mniej widocznie, ale nader skutecznie rozrywali kieszeń, Falcons wymęczyliby w końcu choć jeden FG na zwycięstwo.

 

Tylko Matta żal

Matt Ryan był blisko przełamania klątwy MVP, ale się nie udało. W tym stuleciu jeszcze żaden MVP sezonu zasadniczego nie wygrał Super Bowl w tym samym roku. Ostatnim był Kurt Warner w sezonie 1999. Tak z ręką na sercu, kto z Was odważyłby się postawić, że to statystyki rozgrywającego, który PRZEGRAŁ Super Bowl?

Ryan był bardzo dobry. Zrobił wszystko co było w jego mocy, by wygrać. Kilka podań było fenomenalnych. Można go winić za wzięcie tych sacków w kluczowych momentach comebacku Patriots. Być może powinien pozbyć się piłki szybciej. Ale w większości tych sytuacji po prostu nie miał czasu ani celu, któremu mógłby bezpiecznie rzucić piłkę pod nogi. A intentional grounding nie byłoby lepsze od sacka, nie wspominając o przechwycie.

Ryan dostanie niezasłużoną łatkę chockera. Już wcześniej miano do niego pretensje, że wygrał tylko jeden z sześciu swoich meczów w postseason. W tym roku wygrał 2 z 3, ale wielu to nie wystarczy. Ryan był w tym sezonie znakomity, zasłużenie został MVP i choć nie był perfekcyjny, nie on odpowiada za kompletną katastrofę, jaką dla Atlanty było ostatnie półtorej kwarty meczu.

 

James White MVP

Oczywiście oficjalne MVP dostał Tom Brady. Trudno żeby było inaczej wobec kultu jakim otaczani są w Stanach quarterbackowie i wobec całej masy rekordów, które tego wieczoru ustanowił.

Jednak dla mnie MVP był zdecydowanie James White. 139 jardów, 3 TD, 1 podwyższenie dwupunktowe.

(Tak na marginesie, jakie trzeba mieć jaja, żeby przy kluczowym dwupunktowym podwyższeniu zaordynować trick play z bezpośrednim snapem do RB? Brawura poziom Jack del Rio)

White większość jardów zdobył jako reciver z głębi pola. Przeciwko Falcons pełnił analogiczną rolę jak Shane Vereen przeciwko Seahawks dwa lata temu. Zdobywał kluczowe pierwsze próby, wyrywał jardy po kontakcie, a decydujące przyłożenie to w większości jego zasługa. To nie była dobrze zblokowana akcja.

Ale cóż, MVP został QB wygrywającej drużyny. Po raz 28 z 51 rozegranych Super Bowl. Trochę szkoda White’a, który przez ostatnie trzy lata zarobił tyle, co Matt Ryan za dwa mecze w tym sezonie. Przynajmniej dostałby samochód :)

 

Luźne myśli:

1. To nie było najlepsze Super Bowl w historii. Być może najbardziej emocjonujące. Na pewno z najbardziej niesamowitym zwrotem akcji. Ale mieliśmy dwie i pół kwarty totalnej dominacji jednej drużyny, a potem półtorej kwarty całkowicie odwrotnie. Nienajlepszy mecz po dość słabym sezonie, który uratowała nieprawdopodobna końcówka.

2. Defensywa Falcons bardzo przypominała Seahawks ze schematycznego punktu widzenia. Czteroosobowy pass rush napędzany przez Jarretta (w Seattle Michael Bennett), odcinanie długich piłek, świetne tacklowanie przez szybkich LB i DB. Tylko więcej krycia swego niż w Seattle.

3. Patriots zagrali prawie dwa razy tyle akcji w ataku co Falcons (93:46). Mieli 37 pierwszych prób przy 17 Atlanty.

4. Defensywa Patriots robiła swoją robotę przez cały mecz. Falcons zapunktowali tylko w 3 z 11 serii ofensywnych.

5. Tom Brady wykonał w meczu 63 podania. Najlepsze na sam koniec, mając w ramieniu cały sezon i ponad 50 podań tego wieczoru. W wieku 39 lat. Niewiarygodne.

6. Falcons konwertowali tylko 1 z 8 trzecich prób. Patriots 7/14 i 1/1 w czwartych próbach.

7. Poranny przegląd prasy

8. Robert Kraft nie mógł się powstrzymać przed wbiciem mało subtelnej szpilki Goodellowi

9. Katie Perry Halftime Show > Lady Gaga Halftime Show > Coldplay Halftime Show

Plan gry na Super Bowl 2017

Falcons wchodzą w ten mecz jako underdog. Nie jest to może znacząca różnica, ale jednak. Vegas stawia -3 na Patriots (tzn. że przewidują zwycięstwo NE 3 punktami). Football Outsiders dają Falcons 41,4% szans na zwycięstwo na podstawie rankingów DVOA. Z kolei index FPI opracowany przez ESPN daje Atlancie 44,4% szans.

Jednocześnie Vegas ustawiło linię over/under na 58 punktów, choć została już podbita do 59 w momencie pisania tekstu (czyli większość obstawia, że suma punktów przekroczy 58). Innymi słowy Falcons są lekkimi underdogami, ale należy spodziewać się wielu punktów. Jak w tej sytuacji powinny grać obie drużyny?

Poniższa analiza przedstawia mój tor myślenia, gdybym był trenerem jednej lub drugiej ekipy. Ale pamiętajcie, że pewnie jest jakiś powód, dla którego to nie ja pełnię te role ;)

Zobacz: Wszystko o Super Bowl 2017

 

Atlanta Falcons

Choć Falcons mają najlepszą ofensywę w lidze, nie wygrają tego meczu bez defensywy. Pójście na wymianę ciosów z Tomem Bradym to zawsze ryzykowna zabawa.

Plan na pokonanie Brady’ego w playoffach jest jasny: presja przez środek. Udało się dwa razy w Super Bowl drużynie New York Giants, udało się w playoffach Baltimore Ravens czy zeszłorocznym Denver Broncos.

W tej sytuacji nieco mniejsze znaczenie może mieć Vic Beasley, który wciąż ma nieco za mały repertuar zagrań w pass rushu i jego numerem firmowym jest szybki atak po zewnętrznej. Jest w tym znakomity i zaliczył 15,5 sacka w sezonie zasadniczym, ale Brady jest mistrzem poruszania się w kieszeni. Jeśli będzie miał czysty środek, to po prostu zrobi dwa kroki naprzód i uniknie Beasleya. Ponadto szeroko atakujący Beasley może po prostu nie mieć czasu, by do Brady’ego dotrzeć, bo QB Patriots w tym roku pozbywa się piłki z rąk najszybciej ze wszystkich zawodników w lidze.

Tak więc Falcons nie mogą liczyć na pass rush z boków. Idealnie byłoby, gdyby zdołali wygenerować skuteczny pass rush środkiem w czterech graczy. Słabym punktem wydaje się dziura między C Davidem Andrewsem i rookie LG Joe Thuneyem. Jednak linia Pats ogólnie gra bardzo dobrze i Falcons nie będzie łatwo.

Drugą opcją są blitze, czyli skierowanie dodatkowych zawodników do atakowania Brady’ego. W finale NFC bardzo dobre efekty dawały blitze slot cornerbacka, ale Aaron Rodgers trzyma piłkę w rękach bardzo długo i ten dobrze zamaskowany blitz miał szansę do niego dotrzeć. Przeciwko NE lepszą opcją będę blitze z pozycji środkowego linebackera

Tyle że przeciwko Brady’emu blitz nie jest najlepszym pomysłem. W tym roku Brady ma passer rating 125,7 (11 TD, 0 INT) przeciwko blitzowi. QB Patriots po prostu widzi blitze i wie doskonale w którą stronę musi pójść z piłką. A każdy zawodnik w bliztu to jeden zawodnik mniej w kryciu.

Falcons mogą się też uciec do wariacji na temat fire zone blitz. To zagrywka wymyślona przez legendarnego koordynatora defensywy Dicka LeBeau. W niej kilku graczy symuluje blitz, ale faktycznie część odpada do krycia, a część gra w pass rushu. Celem jest zmylenie linii ofensywnej, która może poświęcić graczy na blokowanie obrońców, którzy w rzeczywistości nie atakują.

Wadą fire zone blitz jest fakt, że, jak sama nazwa wskazuje, krycie odbywa się strefą. Falcons większość sezonu opierali się na defensywie Cover 3, takiej jaką Dan Quinn prowadził jako koordynator defensywy Seahawks. Jednak przeciwko Patriots granie strefą to proszenie się o kłopoty. Playbook Pats pęka w szwach od zagrywek obliczonych na rozbijanie strefy. NE uwielbiają w takich sytuacjach izolować swoich podaniowych RB na LB rywala albo grać różne przecinające się ścieżki biegowe.

Falcons będę musieli mieszać blitz z normalną presją, strefę z obroną każdy swego i starać się zamieszać Brady’emu w głowie, jednak kluczem jest pass rush przez środek i bez tego nie mają co myśleć o zwycięstwie.

W ofensywie trudno wymyślić coś nowego i lepszego dla jednej z najlepszych ofensyw w historii NFL. Właściwie można by to zamknąć stwierdzeniem „Panowie, grajcie swoje”.

Wątpię, by Patriots faktycznie skupili się na wyłączeniu z gry Julio Jonesa, tak jak sugeruje wielu komentatorów. Bill Belichick i Matt Patricia to zbyt sprytni szkoleniowcy, by nie zauważyć, że Jones nie jest już alfą i omegą w ofensywie Atlanty. Jones zapewne będzie mocno kryty, ale Patriots na pewno nie poświęcą trzech obrońców, by odciąć go od piłki.

Kluczem dla ataku Falcons będzie cierpliwość. Patriots to drużyna, która oddaje sporo jardów, ale mało punktów. Z reguły pozwalają rywalom na kilkujardowe zyski i czyhają na błąd. Atlanta może próbować zaskoczyć rywala i grać więcej górą. Pass rush Patriots nie należy do najlepszych, z kolei ich defensywa biegowa znajduje się w ścisłej czołówce.

 

New England Patriots

Obstawiam, że w Super Bowl zobaczymy drużynę bardziej przypominającą pierwszą połowę meczu ze Steelers niż pozostałe 17,5 meczu z tego sezonu. Patriots ujawnili tam zupełnie nowy playbook i ofensywę no-huddle, której w tym roku prawie nie stosowali.

Falcons należą do drużyn, które bardzo mocno rotują swoimi zawodnikami w linii defensywnej w zależności od sytuacji. Nawet Vic Beasley jest na boisku tylko w ok. 70% snapów i z reguły schodzi na „running downs”. Patriots mogą to wykorzystać.

Jeśli w oczywistej sytuacji podaniowej Falcons wystawią 6 DB, a Patriots zdobędą pierwszą próbę, to Tom Brady zapewne pogna na linię wznowienia akcji i spróbuje wykorzystać „lekką” obronę, wręczając kilka razy piłkę RB przy coraz bardziej zmęczonym froncie rywala, który nie będzie miał czasu na zmiany. Umożliwi mu to Martellus Bennett, który w jednej akcji może ustawić się szeroko, niczym klasyczny WR i stanowić w tej pozycji ogromne zagrożenie, a w kolejnej stanąć jako szósty gracz o-line i bardzo skutecznie blokować dla biegacza. To jest właśnie siła wszechstronnego tight enda.

Spodziewam się, że Patriots zagrają przeciwko Falcons podobnie jak przeciwko Seahawks przed dwoma laty: dużo krótkich podań. W przypadku strefy będą szukali „miękkiego podbrzusza” przy kryciu każdy swego spróbują wyizolować Jamesa White’a, Diona Lewisa albo Martellusa Bennetta na linebackerach.

W ochronie Brady’ego Patriots zapewne pozostawią RT Marcusa Cannona jeden na jeden z Beasleyem.  Cannon został w tym roku wybrany do drugiej drużyny All-Pro i jeśli Brady będzie szybko pozbywał się piłki z rąk, to powinno wystarczyć, by Cannon wypchnął rywala nieco bardziej na zewnątrz, kupując kluczowe pół sekundy. To pozwoli reszcie linii skupić się na chronieniu środka i zapobieganiu presji przez dziury między centrem i oboma guardami.

W obronie Patriots skupią się na zabraniu rywalowi najgroźniejszej broni. Ale nie będzie to Julio Jones, ale jardy po złapaniu podania i wynikające z nich big plays. Falcons notują średnio 6,2 jarda po złapaniu podania. Tyle że Patriots pozwalają rywalom tylko na 4,1 jarda po złapaniu podania, co jest najlepszym defensywnym wynikiem w lidze.

Dla Patriots ideałem byłoby zmuszenie Falcons do brania wielu kilkujardowych zysków, zamiast kilkunasto- lub kilkudziesięciojardowych ciosów. To oznacza więcej trzecich prób, a wówczas jedna pomyłka może zniszczyć bardzo dobrą serię. Nawet zmuszenie Falcons do wzięcia trzech punktów z FG zamiast przyłożenia będzie sukcesem obrony NE.

Kluczowe pytanie: czy Patriots będą blitzować. Zabieranie obrońców z krycia przy sile korpusu reciverów Falcons to bardzo ryzykowana zabawa. Ale poza Chrisem Longiem NE nie mają graczy, którzy mogliby wygrać w pass rushu jeden na jeden. Bardzo groźnym blitzerem jest MLB Dont’a Hightower i jeśli udałoby się puścić kilka razy prosto w twarz Matta Ryana, to mogłoby mocno zachwiać świeżo koronowanym MVP.

Patriots mieli dwa tygodnie, by przygotować się do tego meczu. Zapewne zobaczymy trochę nietypowych formacji, jedną czy dwie akcje zmyłkowe i próby maskowania rzeczywistych intencji. Różnych sztuczek można się spodziewać zwłaszcza w ataku. Belichick może liczyć, że niedoświadczona formacja (7 starterów to debiutanci lub drugoroczniacy) pogubi się i umożliwi Brady’emu na łatwe zdobywanie jardów.

Obie ofensywy to bardzo groźne formacje i na pewno zobaczymy dużo punktów. Ale mecz rozstrzygnie ta defensywa, która stanie na wysokości zadania i zatrzyma rywala o jeden raz więcej.

Super Bowl 2017 pozycja po pozycji

W Super Bowl 2017 będzie mogło wystąpić w tym roku 90 zawodników, po 45 z każdej drużyny. Naturalnie nie każdy dostanie tyle samo snapów, ale jak pokazał dwa lata temu Malcolm Butler, nawet zawodnik z głębokich rezerw może przesądzić o mistrzowskim tytule.

Dlatego dokładnie przyjrzymy się składowi New England Patriots i Atlanta Falcons na każdej pozycji.

Zobacz: Wszystko o Super Bowl 2017

 

Quarterback

Tom Brady 2015Patriots: Czy Tom Brady jest najlepszym rozgrywającym wszechczasów? To kwestia dyskusyjna, choć tylko najbardziej zapiekli hejterzy umieściliby go poza TOP5. Na pewno ma najwięcej zwycięstw w playoffach i dzierży większość playoffowych rekordów na swojej pozycji. Jeśli NE wygrają w niedzielę, zostanie pierwszym QB w historii, który zdobył pięć pierścieni mistrzowskich.

Niesamowite, ale w wieku 39 lat rozegrał jeden z najlepszych sezonów w karierze. Zmotywowany wrócił po czterech meczach zawieszenia i zapewne zdobyłby MVP… gdyby nie jeden facet do którego zaraz dojdziemy. Niemniej Brady najwyraźniej odkrył fontannę młodości. Sam Brady będzie bardziej skłonny przyznać zasługi swojemu reżimowi treningowemu, diecie i odnowie biologicznej, które sprzedaje w swojej firmie za niebotyczne pieniądze.

Jakby nie było Brady nie tylko nie gra słabiej. W pewnych aspektach jest wręcz lepszy. W tym sezonie demonstrował niesamowitą mobilność w kieszeni. Nie mobilność Aarona Rodgersa czy Russella Wilsona, ale sprawne nawigowanie po szalejących falach pass rushu. Do tego jego daleka piłka wygląda najlepiej od dekady, choć przez dwa ostatnie lata wydawało się, że siła jego ramienia zniknęła bezpowrotnie.

Jednak Brady najlepszy jest, gdy rzuca krótkie i średnie ścieżki na środek boiska. Jego siłą jest fantastyczny rytm podaniowy, który odnajduje ze swoimi reciverami i zabójcza skuteczność. A także rewelacyjna gra w kluczowych momentach: czy chodzi o rozmontowanie jednej z najlepszych defensyw w historii ligi w Super Bowl 2015 w czwartej kwarcie, czy o zwycięski marsz w swoim pierwszym Super Bowl w karierze, gdy nawet John Madden radził grać na dogrywkę.

Zmiennikiem Brady’ego jest Jimmy Garoppolo, który pokazał się z bardzo dobrej strony, gdy grał w pierwszych meczach sezonu.

Falcons: Brady byłby MVP, gdyby nie Matt Ryan. Najpierw był „młodym obiecującym”, potem „nabijaczem statystyk”, potem „playoff chocker”. Jednak dopiero w tym roku Ryan dostał drużynę na miarę swoich możliwości i pokazał, co potrafi. Jego sezon 2016 należał do najlepszych w historii ligi.

Przed tym sezonem Ryan wygrał tylko jeden mecz w playoffach, ale w tegorocznym postseason jest w nieprawdopodobnej formie. 7 TD, 0 INT, 9.73 jarda/podanie, 132,6 passer rating to statystyki kompletnie z kosmosu. I wcale nie jest to jakiś wyrwany z kontekstu, arbitralny zestaw cyfr. To wcale nie były dwa najlepsze mecze Ryana w tym sezonie, a jego statystyki z sezonu 2016 niewiele ustępują tym z playoffów. I to wykręconym przeciwko teoretycznie najlepszym drużynom, które mogła zaoferować NFC.

Matt Ryan to klasyczny pocket passer, który może wykonać każde podanie w playbooku. W tym sezonie bardzo utrudnia robotę defensywom rywali, bo rozdziela piłki sprawiedliwie między wszystkich swoich kolegów. Nie wystarczy pokryć Julio Jonesa, bo aż ośmiu graczy Falcons złapało w sezonie zasadniczym 20 piłek lub więcej.

Ryan najlepiej czuje się w kieszeni, ale to nie znaczy, że nie jest atletą. Przekonali się o tym Green Bay Packers, gdy QB Falcons zaliczył w finale NFC 14-jardowy bieg na przyłożenie.

Zmiennikiem Ryana jest Matt Schaub, który miał kilka dobrych sezonów w Texans i pozostaje rekordzistą klubu z Houston w większości podaniowych kategorii. Jednak ostatnie lata ma mało udane.

Przewaga: Brak. Ryan jest naprawdę na fali i gra w tym sezonie lepiej, ale Brady ma ogromne doświadczenie na tym etapie rywalizacji.

 

Linia ofensywna

Patriots: W tym sezonie z emerytury wrócił wieloletni trener tej formacji, Dante Scharnecchia. Mimo 68 lat na karku zdołał zmienić linię Pats ze słabości w atut. I to mimo, że stracił na cały sezon podstawowego RT, Sebastiana Vollmera. Poza tym jednak urazy omijają o-line, która gra w niezmienionym zestawieniu niemal każdy snap.

Nie znaczy to, że linia stanowi jakiś mur nie do przebycia. W Divisional Round dość skutecznie atakowali ją Houston Texans, posyłając blitze środkiem, które kompletnie zakręciły w głowie centrowi, Davidowi Andrewsowi.

Football Outsiders klasyfikują linię NE jako dziewiątą w lidze w biegach i szóstą w pass protection.

Falcons: Jednym ze źródeł lepszej gry Atlanty w tym sezonie jest właśnie linia ofensywna, która w poprzednich latach regularnie zawodziła. Strzałem w dziesiątkę okazało się sprowadzenie na centra weterana Alexa Macka, który stał się prawdziwym filarem tej grupy i został wybrany do drugiej drużyny All-Pro. Aż czterech z pięciu starterów w tej formacji trafiło do NFL w pierwszej lub drugiej rundzie draftu (w Pats tylko LT Nate Solder).

Największa poprawa dotyczy LT Jake’a Matthewsa, #6 draftu 2014, który dwa pierwsze sezony w NFL miał bardzo nierówne. W tym roku w jego grze znacznie więcej jest dobrego niż złego, choć ma sporo jeszcze do poprawy. Z kolei słabym punktem jest RG Chris Chester

Football Outsiders klasyfikują tę grupę na dziesiątym miejscu w run blocking i dopiero 23. w pass protection.

Przewaga: Patriots

 

Wide reciverzy

Patriots: Odkąd Bill Belichick trenuje Pats, drużyna nie ma wybitnych skrzydłowych. Owszem, zdarzyły się gwiazdy z odzysku (Randy Moss) albo faceci znikąd, z których Brady robił gwiazdy (Wes Welker, Dion Branch, ostatnio Julian Edelman), ale nigdy w ich składzie nie było topowego, klasycznego recivera X. Tyle że w ich schemacie nie ma takiej potrzeby.

Zawodnikiem, do którego Brady ma największe zaufanie, jest filigranowy (jak na NFL) Julian Edelman. Uczelniany QB zabłysnął, gdy zajął w składzie miejsce Wesa Welkera i już czwarty sezon z rzędu wykręca średnio ponad 6 złapanych piłek i ponad 60 jardów na mecz. To zwrotny zawodnik o pewnych rękach, ale raczej niegroźny na dalekich dystansach.

Długie piłki łapie za to Chris Hogan, ściągnięty przed sezonem z Buffalo Bills. Przekonali się o tym Pittsburgh Steelers, przeciwko którym Hogan zanotował 180 jardów. Trzecim w tej grupie jest Danny Amendola. Zawodnik podobny w typie do Edelmana, ale liczne kontuzje sprawiają, że od trzech lat gra słabiej niż można by się było spodziewać przy jego poziomie talentu. Obecnie walczy ze skręconą kostką. Problemy z kolanem ma za to rookie Malcolm Mitchell. Miał świetny listopad i początek grudnia, ale potem problemy zdrowotne ograniczyły jego rolę w drużynie.

X-factorem może być Michael Floyd, który po przenosinach z Arizony błysnął kilka razy, ale ostatnio był nieaktywny.

Falcons: Julio Jones. Dziękuję, proszę siadać.

Julio JonesPo odejściu na emeryturę Calvina Johnsona Jones, wraz z Antonio Brownem i Odellem Beckhamem tworzą elitę WR w NFL. W tym sezonie Jones zaliczył „zaledwie” 1409 jardów. Przez cały sezon zmagał się z kontuzją palca u stopy. W poprzednim sezonie wykręcił 1871 jardów, a w każdym sezonie, w którym zagrał co najmniej 14 meczów przekraczał tysiąc jardów. To zawodnik o znakomitych warunkach fizycznych. Silny, skoczny, z kapitalnym przyspieszeniem i prędkością. Czasami wygląda jakby grał w „Maddena” na kodach. To WR idealny. jeśli szukamy jakiejś wady to zdarzają mu się czasem upuszczone piłki. Ale to szukanie na siłę.

Jednak Patriots nie mogą skupić się na Jonesie, bo Matt Ryan z przyjemnością to wykorzysta. Do dyspozycji ma jeszcze Mohameda Sanu, który łapie raczej krótsze piłki i Taylora Gabriela, który stanowi większe zagrożenie na dalekich ścieżkach. Po Sanu spodziewano się w Atlancie nieco więcej, ale ostatnio gra nieźle. Z kolei Gabriel jest bardzo miłą niespodzianką, biorąc pod uwagę, że przed sezonem nie załapał się do 53-osobowego składu Browns. Mniej wykorzystywani są Aldrick Robinson i drugoroczniak Justin Hardy, ale obaj złapali w tym sezonie 20 piłek lub więcej.

Przewaga: Falcons

 

Tight endzi

Patriots: Brak Roba Gronkowskiego to największa strata po stronie Patriots. Zdrowy Gronk to bestia nie do powstrzymania, ale Martellus Bennett ściągnięty przed sezonem z Chicago, to najlepszy zmiennik na tej pozycji, jakiego można sobie wymarzyć.

Bennett to prawdziwy TE, co znaczy że jest bardzo groźny w grze podaniowej, ale skuteczny również jako bloker. W sezonie zasadniczym był drugim reciverem Patriots (701 jardów) i to mimo, że większość sezonu zmagał się z różnymi urazami. W Super Bowl tez nie będzie w pełni sił, ale i tak będzie ogromnym zagrożeniem, zwłaszcza w red zone, gdzie będzie ściągał na siebie podwojenia. Poza Bennettem Pats praktycznie nie mają w składzie TE, choć rolę „liniowego uprawnionego do łapania podań” w kilkunastu snapach w meczu regularnie pełni nominalny OT Cameron Fleming.

Falcons: Jacob Tamme to bardzo solidny weteran, tyle że podobnie jak Gronk jest na liście kontuzjowanych. W tej sytuacji większość snapów dzielą między siebie Levine Toilolo i debiutant Austin Hooper. Pozycja TE jest zdecydowanie najsłabiej obsadzoną w ofensywie Falcons.

Przewaga: Patriots

 

Running backowie

Patriots: Od kilku sezonów Bill Belichick jest wierny swojemu założeniu: duży RB do biegania między liniowymi i mniejszy, zwrotniejszy „passing back”, którego zadaniem jest łapanie podań przeciwko linebackerom. Dwa lata temu w Super Bowl ogromną rolę odegrał Shane Vereen izolowany na linebackerach Seahawks. tym razem podobną rolę będą pełnili James White i Dion Lewis. White to lepszy reciver, który często ucieka za plecy obrońców. Lewis dysponuje fenomenalnym przyspieszeniem i zwrotnością. Częściej łapie screeny.

Rolę „tarana” pełni LeGarette Blount, który w tym sezonie aż 18 razy wbijał się do pola punktowego rywali.

NE lubią używać fullbacka, a na tej nieco archaicznej pozycji mają bardzo solidnego Jamesa Devlina, który czasami pełni również funkcję H-backa.

Falcons: Running backowie to bardzo ważny element ofensywnej strategii Falcons. Davonta Freeman i Tevin Coleman wspólnie zdobyli niemal 2,5 tys. jardów w sezonie zasadniczym. Biegają i łapią. Są bardzo skuteczni i wszechstronni, a co gorsza dla obrony rywala wymienni. W przeciwieństwie do RB Patriots nie mają ściśle przydzielonych ról.

Zagrożenie grą obu RB sprawia, że w playbooku Falcons bardzo ważną rolę odgrywa play action, które generuje bardzo dużo jardów.

Przewaga: Falcons

 

Front seven

Patriots: We współczesnej NFL trudno oddzielić d-line od linebackerów, zwłaszcza że gra się głównie w formacji nickel (pięciu DB) lub nawet dime (sześciu DB). Dlatego całość rozpatruję wspólnie.

NE oddali w wymianach dwóch czołowych graczy front seven: Jamesa Collinsa i Chandlera Jonesa. Choć cała obrona nie ucierpiała, to jednak widać wyraźne braki w pass rushu. Rob Ninkovich to solidny wyrobnik, ale rzadko wygrywa jeden na jeden. W tej sytuacji pass rush skazany jest głownie na blitze i okazjonalne błyski geniuszu weterana Chrisa Longa. W końcówce sezonu coraz lepiej jako sytuacyjny pass rusher ze środka gra drugoroczniak Trey Flowers, ale brakuje mu regularności.

W obronie biegowej Patriots może nie należą do czołówki NFL, ale sytuują się jednak nieco powyżej przeciętnej. Oddają 3,9 jarda/bieg, co sytuuje ich na ósmym miejscu w lidze. Na środku d-line dominuje wielki Alan Branch i nieco mniejszy ale szybszy Malcom Brown.

Za ich plecami liderem obrony z zieloną kropką na kasku (co oznacza, że ma w nim radio i odbiera zagrywki od koordynatora defensywy) jest Dont’a Hightower. To znakomity linebacker, groźny przeciwko biegowi i w blitzu, choć ze względu na dużą masę nieco słabszy w kryciu. W próbach biegowych na boisku pojawi się rookie Elandon Roberts, a jeśli trzeba pokryć podanie wchodzi pozyskany z Lions Kyle Van Noy.

Falcons: Najgroźniejszym zawodnikiem tej formacji jest na pewno tegoroczny król sacków Vick Beasley. Nie jest to jeszcze gracz na miarę Vona Millera, ale jeśli Patriots będą musieli przesunąć kogoś w jego stronę do podwojenia, mogą mieć problemy na środku linii, co dla Falcons byłoby ogromnym zyskiem.

Z drugiej strony w pass rushu działa weteran Dwight Freeney, który nie raz i nie dwa grał przeciwko Brady’emu jeszcze w barwach Indianapolis Colts. Drugim najlepiej sackującym graczem w Falcons jest Adrian Clayborn, ale jedyne stałe zagrożenie płynie ze strony Beasleya, który zgromadził niemal połowę sacków drużyny (15,5 z 34).

W sytuacjach biegowych na środku obrony pojawia się najczęściej Grady Jarrett lub weteran Jonathan Babineaux, z kolei w sytuacjach podaniowych pass rush ze środka zapewnia Ra’Shade Hageman. Za linią defensywną ustawia się najczęściej duet debiutantów: De’Vondre Campbell i Deion Jones. Z meczu na mecz grają coraz lepiej.

W obronie biegowej Falcons oddają aż 4,5 jarda/próbę i jest to 26. rezultat w NFL.

Przewaga: Brak. Beasley jest najlepszym graczem z obu tych grup, ale obie drużyny zaliczyły w sezonie po 34 sacki, a NE są zdecydowanie lepsi przeciwko biegowi.

 

Secondary

Patriots: W secondary Patriots dzieli i rządzi safety Devin McCourty. To gracz o którym rzadko się mówi i pisze, ale odpowiada za łatanie wszystkich dziur i należy do absolutnej czołówki na swojej pozycji. Cornerbackiem #1 jest Malcolm Butler. Większość fanów kojarzy go z decydującego przechwytu w Super Bowl przed dwoma laty, ale od tego czasu wyrósł na pełnoprawnego CB1. Nie jest może Darellem Revisem z tamtych mistrzowskich Patriots, ale należy do ligowej czołówki.

Po drugiej stronie zobaczymy najprawdopodobniej Erica Rowe, transfer z Eagles. Dość przeciętny gracz, który nie wyróżnia się niczym szczególnym. W slocie gra Logan Ryan, który ma za sobą zdecydowanie najlepszy sezon w karierze, ale zdarza mu się popełniać błędy.

Ostatnim ze starterów jest strong safety Patrick Chung. To silny defensor, którego główną rolą jest pomaganie przy akcjach biegowych i krycie TE. Przeciwko Falcons może pełnić wręcz rolę quasi-linebackera, zagęszczając tackle box przeciwko biegowi.

To kim będzie szósty, zależy w dużej mierze od ustawienia Falcons. Formacje z fullbackiem lub dwoma TE Patriots lubią kontrować tzw. „big nickel” i wówczas na boisko wchodzi safety Duron Harmon. Jednak tu przez większość meczu możemy spodziewać się trzech lub nawet czterech WR-ów, więc zapewne więcej snapów dostanie drugoroczny CB Justin Coleman.

Falcons: Secondary Sokołów z meczu na mecz spisuje się coraz lepiej i to mimo że w połowie sezonu stracili swojego najlepszego gracza, CB Desmonda Trufanta. Trio cornerbacków tworzą Brian Poole, Robert Alford i Jalen Collins. Dla najbardziej doświadczonego Alforda jest to dopiero czwarty sezon w NFL.

Na safety gra duet Ricardo Allen i Keanu Neal. Ten drugi to debiutant, ale nie powiedzielibyście tego, patrząc na jego grę. Co prawda raczej nie dostanie nagrody debiutanta sezonu, ale jest do tego miana poważnym kandydatem.

Żaden z tych graczy nie jest wyraźnym liderem, ale też żaden nie odstaje poziomem. To zła wiadomość dla Toma Brady’ego, który lubi atakować raz po raz najsłabsze ogniwo.

Patrząc na liczby można dojść do wniosku, że ta secondary mocno nie daje rady. W sezonie zasadniczym oddali 31 TD przy 12 INT i passer ratingu 92,5 (22. wynik w lidze) przy 21 TD, 13 INT i passer ratingu 84,4 (8. w lidze) u Patriots. Jednak na te liczby spory wpływ ma słaby początek sezonu. W playoffach, przeciwko tak klasowym QB jak Aaron Rodgers i Russell Wilson oddali 5 TD przy 3 INT i passer ratingu 85,0.

Przeciwko Packers Atlanta kilka razy skutecznie blitzowała ze slotu (głównie Poole). W meczu, w którym najważniejsze dla defensywy będzie przyciśnięcie Brady’ego, może to być skuteczna taktyka.

Przewaga: Patriots

 

Special teams

Patriots: Chyba żaden trener w lidze nie przykłada tak dużej wagi do special teams jak Bill Belichick. W efekcie jego defensywa miała w tym roku najlepszą średnią pozycję startową w lidze, a special teams Patriots rok do roku lokują się w Top 10 NFL.

O ile na kickoffach i puntach Patriots są znakomici, o tyle kiedy mają wykonywać akcje powrotne jest źle. Rookie Cyrus Jones, który wracał z puntami przez większość sezonu, miał z tym kolosalne problemy. Obecnie tę rolę pełni Danny Amendola, ale raczej z konieczności. Dion Lewis zaliczył powrót po kickoffie na przyłożenie przeciwko Texans, ale ta faza gry nie zalicza się do atutów Patriots.

Stosunkowo słaby sezon jak na niego rozgrywa kicker Stephen Gostkowski, który przestrzelił cztery podwyższenia (trzy w sezonie zasadniczym, jedno w playoffach), podobnie jak dwa z dziewięciu kopnięć z odległości 30-39 jardów.

Falcons: Atlanta bardzo poprawiła w tym roku swoje special teams, a główna w tym zasługa kopacza Matta Bryanta, który w całym sezonie trafił 6/8 z ponad 50 jardów i 15/17 z ponad 40 jardów. Przestrzelił też tylko jedno z 57 podwyższeń (jedyny kicker w NFL, który podwyższał ponad 50 razy).

Podstawowym returnerem, tak na kickoffach jak puntach, jest Eric Weems. Przy puntach idzie mu to nieco lepiej, ale ogólnie tak przy kickoffach jak i puntach Falcons wypadają nieco powyżej średniej.

Przewaga: Brak. Football Outsiders klasyfikują ST Patriots na 7. miejscu w NFL, Falcons na 8. Róznice są nieznaczne.

 

Sztab trenerski

Patriots: Czy Bill Belichick jest najlepszym trenerem w historii NFL? Na pewno jednym z najlepszych i najlepszym obecnie pracującym. Jego podstawowym atutem jest umiejętność precyzyjnego skrawania planów pod konkretnego rywala i odbieranie mu jego największego atutu. Jego koordynatorami są Matt Patricia (obrona) i Josh McDaniels (ofensywa), któezy stanowią niemalże przedłużenie szefa. Obaj byli kandydatami na stanowiska head coachów w innych klubach, ale ostatecznie wrócą za rok do Foxborough.

Falcons: Dan Quinn pracuje jako główny trener dopiero drugi sezon. Wcześniej w Seattle był współtwórcą rewelacyjnej defensywy Seahawks. Kyle Shanahan stworzył bardzo skuteczną ofensywę i jest znakomitym playcallerem. Od nowego roku obejmie posadę głównego trenera San Francisco 49ers. Koordynatorem defensywy jest Richard Smith. Doświadczony szkoleniowiec, w NFL od 1987 r., ale bez większych sukcesów.

Przewaga: Patriots

 

Mój typ na Super Bowl 2017: Patriots 35 – 28 Falcons

 

Zdjęcie Toma Brady’ego: Jeffrey Beall na licencji CC BY 3.0

Zdjęcie Julio Jonesa: Georgia National Guard na licencji CC BY 2.0

Super Bowl 2017: Weterani kontra nowicjusze

W niedzielnym Super Bowl spotkają się dwie drużyny, których historia długo nie rozpieszczała. Na początku XXI w. doszło w nich do wielkich przełomów. O ile dla Patriots oznaczało to kompletną dominację w ostatnich 16 latach, o tyle Falcons wciąż czekają na swój wielki sukces.

Zobacz: Wszystko o Super Bowl 2017

 

Atlanta Falcons: 36 lat bez dwóch sezonów z rzędu na plusie

1987 Atlanta Falcons Pocket ScheduleW grudniu 2001 r. drużynę Atlanty kupował Arthur Blank, jeden z założycieli Home Depot, największej amerykańskiej sieci z materiałami budowlanymi (coś a’la europejskie Castorama czy Obi). Blank pochodzi z Atlanty, od dawna był kibicem Falcons i od początku lat 90-tych był dumnym posiadaczem karnetu na mecze Falcons. Wiedział, że ekipa z jego rodzinnego miasta nie należy, delikatnie mówiąc, do najbardziej utytułowanych w NFL. Jednak nie mógł uwierzyć, gdy ktoś powiedział mu, że jego drużyna nigdy w historii nie miała dwóch sezonów na plusie z rzędu.

Tymczasem to była prawda. Drużyna, za którą Blank zapłacił 545 mln dolarów (ówczesny rekord), kolekcjonowała głównie sezony na minusie, odkąd w 1966 r. dołączyła do NFL. W ciągu 36 lat sześciokrotnie zakwalifikowała się do playoffów i wygrała w nich w sumie 4 mecze. Tylko trzykrotnie zanotowali dwucyfrową liczbę zwycięstw w sezonie zasadniczym. Najlepszy sezon zaliczyli w 1998 r., gdy wygrali 14 meczów w sezonie zasadniczym i awansowali do Super Bowl XXXIII, gdzie ulegli Johnowi Elwayowi i jego Denver Broncos. Jednak potem ponownie nastąpiły trzy sezony z rzędu na minusie bez jednego awansu do playoffów. Drużyna była na sprzedaż.

Na przełomie wieków właścicielem drużyny byli spadkobiercy jej założyciela, Rankina Smitha. Smith, wiceprezes firmy o oryginalnej nazwie Life Insurance Company of Georgia (Firma Ubezpieczeń na Życie z Georgii), zapłacił za prawo do dołączenia do NFL 8,5 mln dolarów, co było ówczesnym rekordem. Oznacza to, że średnioroczna stopa zwrotu przy sprzedaży Falcons Blankowi wyniosła niemal 180% (nie uwzględniając inflacji).

Wróćmy jednak do lat 60-tych. Nazwę „Falcons” zasugerowało kilka osób, ale „matką chrzestną” została nauczycielka Julia Elliott z 20-tysięcznego miasteczka Griffin w Georgii.

Początki Falcons były nieudane. Przez trzy pierwsze sezony istnienia zanotowali w sumie bilans 6-35-1. Przez pierwszych dwanaście lat nie zdołali awansować do playoffów, a szczytem ich możliwości był sezon 1973, gdy zanotowali bilans 9-5, ale „dziką kartę” (była wówczas jedna) zabrali Washington Redskins, którzy wygrali 10 spotkań.

Warto zauważyć, że Falcons, drużyna z Atlanty, miasta ze stanu Georgia, leżącego jakby nie patrzeć na wschodnim wybrzeżu, aż do zmian systemu rozgrywek w 2002 r. grała w dywizji zachodniej NFC z 49ers, Saints i Rams (później doszli równie „zachodni” Panthers).

W XX wieku Falcons tylko dwa razy wygrali swoją dywizję. W 1980 r. weszli do playoffów z bilansem 12-4 po sezonie zasadniczym jako #1 w NFC. Jednak pierwszy w historii mecz playoffów w Atlancie zakończył się wygraną Dallas Cowboys, którzy wrócili z 14-punktowego prowadzenia w czwartej kwarcie i wygrali ostatnią odsłonę meczu 20:3, a cały mecz 30:27. Małym pocieszeniem dla Falcons może być fakt, że mecz znalazł się wśród spotkań wybranych przez NFL Films do „Najlepszych meczów w historii NFL”.

Falcons nie potrafili przełamać pecha, nawet gdy trafiali im się gracze wyjątkowi. W 1989 r. z #5 wybrali w drafcie CB Deiona Sandersa, jednego z najbardziej dynamicznych graczy w historii. Sanders był prototypowym „shutdown corner”, kapitalnym returnerem i niebanalną osobowością. Jednak za jego „kadencji” Atlancie udało się zaliczyć tylko jeden sezon na plusie. W 1994 r. stał się jednym z pierwszych gwiazdorów, którzy skorzystali z praw wolnego agenta i podpisał roczny kontrakt z 49ers, z którymi zdobył mistrzostwo. W sezonie zasadniczym Sanders i jego 49ers dwukrotnie pokonali Falcons, 42:3 i 50:14.

Na drugą wygraną w dywizji Falcons czekali do wspomnianego już roku 1998. Przegrali zaledwie dwa mecze w sezonie, ale i tak zajęli dopiero drugie miejsce w NFC. Pierwsi byli ofensywni giganci Minnesota Vikings z bilansem 15-1 i to między tymi dwoma drużynami rozstrzygnął się finał NFC. Tym razem to Falcons wrócili z 10-punktowej straty w czwartej kwarcie i ostatecznie wygrali po dogrywce, awansując do pierwszego i do tego roku ostatniego Super Bowl. Tam jednak byli wyraźnie słabsi od rozgrywającego ostatni mecz w karierze Johna Elwaya i jego Broncos.

Magia się skończyła. Rozgrywający Chris Chandler, dla którego Falcons byli szóstym klubem w NFL, nie potrafił powtórzyć sezonów 1997-98, gdy dwukrotnie trafił do Pro Bowl. Jednak zanim Blake kupił klub, poprzednie kierownictwo podjęło brzemienną w skutkach decyzję. W drafcie 2001 oddali #5 i returnera/recivera Tima Dwighta. Z „jedynką” wybrali nietypowego, ale elektryzującego rozgrywającego Virginia Tech, Micheala Vicka.

(#5 wzięli San Diego Chargers, którzy wybrali RB LaDaniana Tomlinsona, 6-krotnego All-Pro, MVP 2006 i faceta, który zapewne w tym roku trafi do Hall of Fame. Sami oceńcie kto wygrał tę wymianę)

Kiedy Artur Blank kupił drużynę, ówczesny komisarz Pete Rozelle poradził mu, by o kulisy prowadzenia klubu podpytał innego właściciela, który kilka lat wcześniej kupił drużynę, a teraz zaczął osiągać pierwsze sukcesy. Tym właścicielem był Robert Kraft, a drużyną New England Patriots.

 

New England Patriots: Dwa oblicza drużyny

Do końca lat 90-tych XX w. Patriots spisywali się tylko nieznacznie lepiej niż Falcons. Powstali w 1960 r. jako Boston Patriots, ósma i ostania drużyna AFL, konkurencyjnej do NFL ligi futbolu amerykańskiego. Pierwszym właścicielem został lokalny biznesman Billy Sullivan. Patriots nie należeli do tuzów ligi. W ciągu 10 lat tylko raz zagrali w playoffach. W 1963 r. zostali rozbici w finale AFL przez San Diego Chargers 51:10.

Połączenie NFL i AFL w 1970 r. nie tchnęło nowego życia w Patriots. Zmienili jednak nazwę. Przenieśli się do podbostońskiego Foxborough i zostali ochrzczeni mianem New England Patriots. Do 1984 r. zanotowali tylko trzy awanse do playoffów, ale ani razu nie przeszli pierwszej rundy.

W 1985 r. niespodziewanie wygrali AFC, choć do playoffów przystępowali z najniższym, piątym numerem. W postseason pokonywali na wyjazdach kolejno Jets (26:14), Raiders (27:20) i Dolphins (31:14). Jednak w Super Bowl XX nadziali się na słynnych „nieblokowalnych” Chicago Bears pod wodzą Mike’a Ditki i zostali rozgromieni 46:10.

Jak się okazało był to jednorazowy wyskok. Na kolejną wygraną w playoffach drużyna czekała do 1996 r., jednak wcześniej trzykrotnie zmieniła właściciela. W 1984 r. Sullivan poniósł kolosalne straty na trasie koncertowej zespołu Jackson Five. W efekcie drużyna i stadion w Foxborough trafiły na sprzedaż. Długo nie było chętnych, zwłaszcza że Patriots byli w fatalnej sytuacji finansowej. W 1988 r. potrzebowali 4 mln dolarów zaliczki od NFL na poczet przyszłych dochodów, by wypłacić pensje zawodnikom i trenerom. Ostatecznie drużynę za 83 mln dolarów kupił Victor Kiam, współwłaściciel firmy Remington, produkującej m.in. maszynki do golenia. Stadion jednak został zlicytowany za długi Sullivana, a jego nabywcą okazał się lokalny potentat na rynku medialnym oraz nieruchomości, Robert Kraft.

Kiam nie porządził długo w Patriots. W 1992 r. sprzedał drużynę Jamesowi Orthweinowi, współwłaścicielowi browaru Anheuser-Busch (warzy m.in. amerykańskiego Budweisera), u którego był potężnie zadłużony. Orthwein próbował przenieść drużynę do rodzinnego St. Louis, ale jego wysiłki zakończyły się klapą. W 1994 r. Kraft odmówił przedłużenia wynajmu stadionu w Foxborough, nie chciał go też odsprzedać. Wymusił tym samym sprzedaż drużyny przez Orthweina. Jak sam mówi, planował zapłacić ok. 120 mln dolarów. Ostatecznie zapłacił 175 mln. W wywiadach przyznał, że jako kibicowi Patriots (miał karnet na mecze od 1971 r.) bardzo zależało mu na tym zakupie i uznał, że przepłacił. Według magazynu „Forbes” rynkowa wartość Patriots w 2016 r. wynosiła 3,2 mld dolarów.

W Foxborough Kraft odziedziczył zespół bez zwycięskich tradycji, ale za to z trenerem, który wiedział jak się wygrywa. Bill Parcells zdobył dwa tytuły mistrzowskie jako trener New York Giants (sezony 1986 i 1990). W 1993 r. przerwał emeryturę, by poprowadzić Patriots. Z kolei na rozegraniu brylował #1 draftu 1993, Drew Bledsoe.

Już w pierwszym sezonie po przyjściu Krafta drużyna awansowała do playoffów po raz pierwszy od 1986 r. Jednak dopiero w 1996 r. udało się wygrać mecz w postseason. Patriots zawędrowali do Super Bowl po raz drugi w historii, gdzie ulegli Green Bay Packers pod wodzą Bretta Favre’a 35:21.

Po tym sezonie doszło do konfliktu między Parcellsem i Kraftem. Trener chciał mieć pełną kontrolę nad personelem („Jeśli mam robić zupę, powinni mi pozwolić wybrać składniki”), na co nie chciał się zgodzić właściciel. Parcells odszedł do rywala z dywizji, New York Jets. Zabrał ze sobą m.in. trenera DB, Billa Belichicka. Nowym szkoleniowcem został Pete Carroll (tak, ten sam, który prowadzi dziś Seattle Seahawks).

Kadencja Carrolla nie została dobrze zapamiętana w Nowej Anglii. Co roku wygrywał jedno spotkanie mniej i odpadał jedną rundę wcześniej. W 1999 r. nie zakwalifikował się do playoffów i stracił posadę. I wówczas Robert Kraft podjął szaloną decyzję, która na zawsze odmieniła NFL.

W Jets Parcells ponownie przeszedł na emeryturę, a jego następcą miał zostać jego koordynator defensywy, Bill Belichick. Tyle że Belichicka chciał u siebie Kraft. Belichick chciał być u Krafta. Problem polegał na tym, że Belichick miał w kontrakcie klauzulę, która mówiła, że po odejściu Parcellsa zostanie głównym trenerem Jets. W tej sytuacji liga nie pozwoliła mu na negocjacje z Patriots. Patowa sytuacja trwała miesiąc, inne kluby już dawno szykowały się do sezonu, a Patriots nie mieli trenera. W końcu Jets oddali Belichicka do Nowej Anglii za pięć wyborów w drafcie w tym dwa w pierwszej rundzie.

Dziś wydaje się to prawdziwą okazją dla Pats. Tyle że wówczas Belichick nie był trenerskim geniuszem. Był niezłym asystentem, który przez pięć lat jako HC Cleveland Browns miał jeden zwycięski sezon. Art Modell, który był właścicielem Browns (w 1996 r. przeniósł ich do Baltimore i zmienił nazwę na Ravens), ostrzegał Krafta, że popełnia błąd, sięgając po Belichicka. Jednak ten trafił do Foxborough.

Tego samego lata do Patriots dołączył też chudy, powolny rozgrywający z Uniwersytetu Michigan. Został wybrany z #199 w drafcie 2000. Po kilku tygodniach spotkał w korytarzu Krafta i podszedł się z nim przywitać. Właściciel klubu powiedział mu: „Wiem kim jesteś. Jesteś tym quarterbackiem, którego wybraliśmy w szóstej rundzie”. Na co młokos odpowiedział mu: „Panie Kraft, jestem najlepszą decyzją, jaką podjęła ta organizacja”. Tym młokosem był Tom Brady.

Reszta historii jest świetnie znana. Od 2001 r. Patriots kończyli na plusie każdy sezon. Od sezonu 2003 nieprzerwanie wygrywają dwucyfrową liczbę meczów w sezonie. Tylko dwa razy opuścili playoffy. W 11 z 16 sezonów grali w finale AFC. Zagrali w sześciu Super Bowl i wygrali cztery z nich. Tom Brady stał się jednym z najlepszych rozgrywających w historii i wspólnie z Billem Belichickiem dzierżą większość playoffowych rekordów NFL.

Stali się najlepszą drużyną XXI wieku, nienawidzoną, ale i podziwianą wszędzie poza Nową Anglią. Stali się Goliatem NFL, o którego pokonaniu marzy każda inna drużyna.

 

Atlanta Falcons: Trzy podejścia do odbudowy

michael Vick, Atlanta FalconsTymczasem Artur Blank próbował naśladować model Patriots, ale nie za bardzo mu to wychodziło. Nie da się ukryć, że jego wpływ na Falcons był pozytywny. Mike Vick na rozegraniu porywał tłumy swoim niekonwencjonalnym stylem i efektownymi biegami, a drużyna więcej wygrywała. Nieco więcej. Dwukrotnie awansowali do playoffów, zagrali nawet w finale NFC w sezonie 2004, ale dwa sezony z rzędu na plusie wciąż pozostawały poza ich zasięgiem.

Przed sezonem 2007 wybuchła bomba. Vick przyznał się do organizowania w swojej posiadłości nielegalnych walk psów i został bezterminowo zawieszony przez NFL. 10 grudnia 2007 r. został skazany na 23 miesiące więzienia. Artur Blank lubił swojego rozgrywającego, ale uznał, że co za dużo to niezdrowo i zwolnił Vicka. Przy okazji zmusił go do zwrotu części bonusu za podpisanie nowej umowy.

Sezon 2007 był fatalny. Sokoły po raz trzeci z rzędu nie zakwalifikowały się do playoffów i wygrały zaledwie cztery mecze. Przyszedł czas na zmiany. Blank postanowił sięgnąć po człowieka Krafta i zatrudnił na stanowisku generalnego managera Thomsa Dimitroffa, dyrektora Patriots do spraw scoutingu na uczelniach (director of college football scouting). Na trenera wybrali Mike’a Smitha, koordynatora defensywy Jacksonville Jaguars. Jednocześnie z #3 w drafcie wybrali rozgrywającego. Postawili na Matta Ryana z Boston College.

Efekty były natychmiastowe. W 2008 r. Falcons wygrali 11 spotkań i zakwalifikowali się do playoffów. Mike Smith został trenerem roku, a Matt Ryan debiutantem roku. W latach 2008-2012 Flacons zaliczyli wreszcie upragnione dwa sezony na plusie z rzędu. A nawet pięć z rzędu. Czterokrotnie awansowali do playoffów, jednak tam nie szło im najlepiej. Wreszcie w 2012 r. przyszedł przełom. Wygrali 13 spotkań w sezonie zasadniczym i awansowali do finału NFC. Przeciwko 49ers prowadzili 10 punktami w trzeciej kwarcie, jednak SF zdołali objąć czteropunktowe prowadzenie. Matt Ryan zdołał doprowadzić swój zespół na 13 jardów od pola punktowego 49ers, jednak tam ofensywa straciła parę i po nieudanej czwartej próbie to SF awansowali do Super Bowl.

Tymczasem w Falcons coś się zacięło. Kontuzja recivera Julio Jonesa podcięła skrzydła ofensywie, defensywa niedomagała. Atlanta miała opinię „mięczaków”. W sezonie 2013 wygrali tylko cztery mecze, w sezonie 2014 sześć. Blake postanowił pozbyć się trenera Mike’a Smitha, ale pozostawił Dimitroffa.

W książce „Mecz wygrywa się w szatni” Smith tłumaczy przyczyny niepowodzeń: „Mieliśmy bolesną świadomość tego, że od Super Bowl dzieliła nas tylko jedna skuteczna akcja. I nagle najważniejsze stało się dla nas to, żeby za rok wrócić w to samo miejsce. Cała organizacja popadła w obsesję. Niestety nie pozostało to bez wpływu na sposób, w jaki podeszliśmy do zbliżającego się sezonu. […] Gdyby nie udało się nam zagrać w Super Bowl, sezon zostałby uznany za porażkę przez media, fanów i wielu członków naszej organizacji. Presja była zatem ogromna i odczuwali ją wszyscy bez wyjątku […]. Patrząc wstecz, przyznaję, że pozwoliłem, by ta presja oddaliła nas dokładnie od tych rzeczy, które wcześniej zagwarantowały nam sukces.” (książka ukaże się na naszym rynku nakładem wydawnictwa MT Biznes 10 lutego. Śledźcie fanpage NFL Blog na Facebooku, będziecie mieli okazję wygrać ją w konkursie).

Na miejsce Smitha Blank zatrudnił Dana Quinna, koordynatora defensywy Seattle Seahawks, opromienionej sławą jednej z najlepszych defensyw w historii NFL. Do sztabu Quinna dołączył z Redskins Kyle Shanahan, który przejął stery ofensywy. Quinn dostał nieco większą władzę nad personelem niż jego poprzednik, a właściciel Atlanty ograniczył nieco wpływy Dimitroffa.

Wszystko wskazuje jednak na to, że ruchy te były udane. W zeszłym roku Falcons zanotowali bilans 8-8, najlepszy od trzech lat. W tym sezonie zmontowali jedną z najlepszych ofensyw w historii NFL. Po raz drugi w historii klubu awansowali do Super Bowl, gdzie będą Dawidem, który zmierzy się z Goliatem z Nowej Anglii.

Artur Blank stanie na największej arenie sportowego świata naprzeciwko Roberta Krafta – człowieka, na którym miał się wzorować. Na ile skutecznie, okaże się już 5 lutego.

 

P.S. Nie zapomnijcie dać lajka na Facebooku i podać dalej ten tekst na Twitterze. Za każdą pomoc jestem Wam bardzo wdzięczny!

 

Zdjęcie Michaela Vicka: Keith Allison, na licencji CC BY-SA 2.0

Zdjęcia programu meczowego Falcons oraz Roberta Krafta i Billa Belichicka z prezydentem Georgem W. Bushem pochodzą z domeny publicznej.

Super Bowl 2017 dla początkujących

Jeśli jesteś zupełnie zielony (-a) w temacie futbolu amerykańskiego, ale chciałbyś (chciałabyś) zacząć przygodę z tym pięknym sportem przy okazji Super Bowl 2017, to ten artykuł jest dla Ciebie.

Weteranów i stałych czytelników zapraszam od przyszłego tygodnia, kiedy to pojawi się seria artykułów dla nieco bardziej zaawansowanych kibiców.

Zobacz: Wszystko o Super Bowl 2017

 

1. Co to jest Super Bowl?

Ta nazwa bez wątpienia obiła ci się o uszy w taki czy iny sposób. To chwila, kiedy Ameryka zamiera, a wszyscy mieszkańcy USA zasiadają przed telewizorami na imprezach i w pubach, wraz z przyjaciółmi, sąsiadami i rodzinami. Na liście 20 wydarzeń w historii o największej oglądalności w USA mamy 19 meczów Super Bowl i finał serialu M.A.S.H. Pomyślcie o konkursach w Zakopanem w szczycie Małyszomanii, dodajcie do tego mecze Polaków na Euro, finały siatkarzy i piłkarzy ręcznych i to da wam blade wyobrażenie jak ważnym wydarzeniem jest dla Amerykanów Super Bowl.

No ale przecież my nie jesteśmy Amerykanami!

Racja, ale Super Bowl to przede wszystkim kapitalne widowisko sportowe. To finał najlepszej ligi futbolu amerykańskiego na świecie – NFL. Zmierza się w niej dwie drużyny, które wywalczyły awans do finału po sezonie, który trwa od września. Tegoroczne Super Bowl w Houston w stanie Texas będzie finałem nr 51 w historii.

 

2. Kto gra w Super Bowl 2017?

NFL, jak większość lig w USA, podzielona jest na dwie konferencje, z których każda wystawia jednego reprezentanta do finału.

AFC reprezentują New England Patriots, bezwzględnie najlepsza drużyna tego stulecia. Zagrają w wielkim finale po raz siódmy od 2001 r., wygrali cztery z dotychczasowych sześciu występów. W sezonie zasadniczym Patriots wygrali 14 meczów i przegrali 2, co było najlepszym bilansem w całej NFL. W finale AFC (czyli półfinale NFL) pokonali bez większych problemów Pittsburgh Steelers.

NFC wygrali Atlanta Falcons, dla których jest to dopiero drugi udział w Super Bowl. Po raz pierwszy, bez powodzenia, grali o mistrzostwo w 1999 r., kiedy ich obecny rozgrywający chodził jeszcze do podstawówki, a kilku kluczowych graczy do przedszkola. W sezonie zasadniczym mieli drugi bilans w NFC z 11 zwycięstwami i 5 porażkami. W finale NFC pokonali Green Bay Packers.

 

3. Co zobaczymy na boisku?

New England Patriots to zespół, który w bezprecedensowy sposób zdominował rywalizację w AFC. W 11 z ostatnich 16 lat grali w finale konferencji i tylko dwa razy opuścili playoffy. Prowadzi ich Bill Belichick, powszechnie uznawany za najlepszego trenera w lidze, a na boisku ich generałem jest 39-letni Tom Brady, jeden z najlepszych rozgrywających w historii. Mimo swojego zaawansowanego jak na sportowca wieku, Brady rozegrał jeden z najlepszych sezonów w karierze i jest kandydatem do tegorocznej nagrody MVP. Jeśli nie kojarzycie samego Brady’ego, to zapewne słyszeliście co nieco o jego żonie. Dodatkowo Patriots dysponują obroną, która oddała najmniej punktów w lidze, choć to, czy rzeczywiście byli najlepszą obroną jest dyskusyjne.

Z kolei Atlanta Falcons dysponują w tym roku jednym z najlepszych ataków w historii NFL. Prowadzi go rozgrywający Matt Ryan, który zapewne zgarnie nagrodę MVP (przyznanie nagród za sezon tradycyjnie następuje w wieczór przed Super Bowl). To drużyna bardzo zbilansowane i wszechstronna w ataku, nieco słabsza w defensywie. W obronie ponad połowa graczy z wyjściowego składu to debiutanci lub drugoroczniacy, więc nic dziwnego, że z biegiem sezonu grali coraz lepiej, w miarę jak nabierali doświadczenia.

 

4. Kiedy jest Super Bowl 2017?

Super Bowl tradycyjnie rozgrywany jest w pierwszą niedzielę lutego. W tym roku mecz startuje 5 lutego 2017 o 18.30 czasu nowojorskiego, czyli o 0.30 w nocy czasu polskiego. Uwaga, mecz skończy się zapewne koło 4.00 rano, więc jeśli oglądacie w nocy warto rozważyć urlop na poniedziałek.

 

5. Jak i gdzie oglądać Super Bowl 2017?

W Polsce na żywo mecz transmitować będzie Eleven Sports Network dostępny na niektórych platformach cyfrowych. Mało doświadczonych kibiców zachęcam do skorzystania z oferty tej stacji, bo polscy komentatorzy na pewno będą na bieżąco wyjaśniali niuanse taktyki i przepisów.

Powtórki meczu w Eleven Sports:
poniedziałek, 6 lutego, godz. 08:00
poniedziałek, 6 lutego, godz. 16:30
wtorek, 7 lutego, godz. 16:00
środa, 8 lutego, godz. 23:00

W wielu miastach w Polsce drużyny Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego organizują „Super Bowl Party” czyli wspólne oglądanie Super Bowl w jakimś lokalu. Tutaj znajdziecie pełną listę takich imprez.

Rodacy w Wielkiej Brytanii i Irlandii będą mogli obejrzeć mecz na platformie Sky Sports.

Osobom, które szukają możliwości obejrzenia spotkania przez internet polecam tekst „Jak i gdzie oglądać NFL w Polsce„.

 

6. Co będzie się działo poza futbolem amerykańskim?

Super Bowl to nie tylko sport, ale i ogromne wydarzenie medialne. Jak co roku rekordy biją ceny reklam. Stacja Fox za 30-sekundową reklamę bierze w tym roku ponad 5 mln dolarów. Podczas Super Bowl tradycyjnie odpalane są nowe kampanie znanych marek, a twórcy filmików reklamowych wspinają się na wyżyny kreatywności.

Z kolei w przerwie krótki koncert da Lady Gaga. Artyści grają w przerwie Super Bowl za darmo, ale za to notują ogromny wzrost sprzedaży płyt. Muzyczni koneserzy zapewne się zawiodą, bo w tym występie chodzi bardziej o show, niż o muzykę, zwłaszcza że artyści grają z playbacku. W zeszłym roku pogrążyło to Coldplay, którzy wypadli bardzo blado. Za to dwa lata temu kapitalny występ dała Katie Perry.

Jako że Lady Gaga też potrafi robić show, to możemy się spodziewać kilku ciekawych momentów, choć muzycznie raczej nie moja bajka.

 

7. Gdzie mogę poczytać więcej o futbolu amerykańskim?

Zupełne podstawy futbolu amerykańskiego bardzo dobrze wyjaśnia Polska Liga Futbolu Amerykańskiego na swojej stronie.

Jeśli szukasz czegoś nieco bardziej zaawansowanego, jak kluczowe przepisy lub podstawy taktyki, zapraszam do działu „ABC Futbolu Amerykańskiego”.

W czasie meczu zapraszam na Twittera, gdzie pod hashtagiem #NFLpl udzielają się polscy kibice NFL. Mnie można śledzić pod @NFLBlogpl

NFL Blog MVP za sezon 2016

NFL Honors 2017Zbliżamy się do Super Bowl, czyli wielkiego finału NFL. Ale zanim zacznę serię tekstów przed tym meczem, czas na ostatni akt sezonu zasadniczego, czyli nagrody indywidualne. NFL rozda oficjalne nagrody na gali NFL Honors, która przypada w wieczór przed Super Bowl. Będzie ich tam cała masa, od tych najważniejszych, po „Greatness on the Road Award”. Ja skupię się na tych przyznawanych przez Associated Press, które wiążą się z największym prestiżem.

Poniższe zestawienie to zawodnicy (i trener), na których bym głosował, gdybym miał głos w plebiscycie AP, niekoniecznie ci, którzy moim zdaniem wygrają. Na przykład wątpię, by wybór debiutanta roku w ofensywie czy defensywnego gracza roku pokrył się z moim.

A więc zaczynamy.

 

NFL MVP – Matt Ryan (Atlanta Falcons)

Nikt nie zasłużył w tym roku na nagrodę bardziej, niż rozgrywający najlepszej tegorocznej ofensywy w NFL i jednej z najlepszych w historii. Najpierw krótkie podsumowanie statystyczne. We wszystkich tych kategoriach Ryan był liderem w tegorocznej NFL.

Wskaźnik Mat Ryan 2016 Miejsce w historii Najlepszy wynik po 1970 r.
Passer Rating 117,1 5 122,5 (Aaron Rodgers, 2011)
QBR 83,3 6 88,2 (Tom Brady, 2007)
Yds/Att 9,3 4 9,9 (Kurt Warner, 1999)
AY/A 10,09 4 10,54 (Nick Foles, 2013)
ANY/A 9,04 4 9,78 (Peyton Manning, 2004)

Trzy ostatnie statystyki mogą wymagać pewnych wyjaśnień. Yds/Att to po prostu liczba zdobytych jardów podaniami podzielona przez liczbę podań. AY/A to Yds/Att, tyle że każde przyłożenie liczy się za dodatkowe 20 jardów, a INT za minus 45 jardów. Z kolei ANY/A to AY/A, które za próbę podaniową uznaje również sack, a jardy stracone podczas sacków są odliczane od jardów w tym wskaźniku.

Jakkolwiek by nie patrzeć, sezon Matta Ryana to jeden z pięciu najefektywniejszych w historii, choć warto pamiętać, że co roku poziom quarterbacków w lidze rośnie. Z podanych wyżej wskaźników uwzględnia to tylko QBR, który mierzy grę rozgrywającego w stosunku do innych zawodników w danym roku, pozostałe są liczone na podstawie zwykłych statystyk.

Kontekst biorą pod uwagę również Football Outsiders, którzy mają statystykę DYAR, która (w uproszczeniu) mierzy o ile jardów więcej ma QB w stosunku do przeciętnego rozgrywającego, który zostałby postawiony przeciwko tej samej obronie. Z kolei DVOA mierzy przeciętną efektywność w akcji. Wynik podawany jest w procentach, gdzie 0 oznacza przeciętnego zawodnika w danym sezonie. Tu również Matt Ryan jest liderem. W DYAR osiągnął 1918 (drugi Drew Brees ma 1581), a w DVOA 40,2% (drugi Tom Brady 33,8%). Znowu, nie jest to sezon najlepszy (lepsze mieli Aaron Rodgers 2011, Tom Brady 2007, Peyton Manning 2004), ale w ścisłej czołówce.

Po takim sezonie trudno, żeby Ryan nie zgarnął nagrody MVP. Był najrówniej grającym zawodnikiem ofensywy i trzymał wysoki poziom od pierwszego do ostatniego tygodnia sezonu zasadniczego. W playoffach jeszcze przyspieszył (!), ale to nagrody za sezon zasadniczy.

Konkurencja? W większości podanych wyżej wskaźników drugim był Tom Brady. Przynajmniej w tych przeliczanych na próby czy akcje, bo w sumarycznych, jak DYAR, jest nieco niżej. Powodem są oczywiście cztery pierwsze mecze sezonu, które opuścił ze względu na zawieszenie za Deflategate. Jedne w czym Brady był lepszy to absurdalny, rekordowy stosunek TD/INT na poziomie 14:1 (28/2).

I choć Aaron Rodgers miał piorunującą końcówkę sezonu, to jednak nagroda dla MVP po prostu musi trafić w ręce Ryana po raz pierwszy w jego karierze.

 

Offensive Player of the Year – Tom Brady (New England Patriots)

W roku, kiedy żaden z defensorów nie zrobił na tyle, by walczyć o MVP, nagroda OPY to nagroda dla „tego drugiego”. Czasami głosujący wskazują tu tego samego zawodnika co na MVP i w czterech z ostatnich sześciu sezonów MVP i OPY zgarnął ten sam zawodnik (z jakiegoś powodu Aaron Rodgers jest jedynym MVP z tego grona, który w „swoim” roku nie otrzymał również OPY i to dwa razy: 2011 i 2014).

Ja jednak pójdę w stronę nagrody dla „tego drugiego” i wskażę Brady’ego, który wrócił z żądzą zemsty w oczach i przez większość sezonu minimalnie wyprzedzał Ryana w różnych indeksach skuteczności QB, by spaść na drugie miejsce na finiszu. Gdyby Brady wygrał, byłaby to jego trzecia taka nagroda, bo w 2007 i 2010 ustrzelił „dublet” (MVP i OPY)

 

Defensive Player of the Year – Landon Collins (New York Giants)

Prawdę mówiąc nie ma tu jednego zdecydowanego faworyta i sam jestem bardzo ciekaw kogo wskażą paneliści AP. Vic Beasley (Atlanta Falcons) zdobył koronę króla sacków i wymusił sześć fumbli, ale 15,5 sacka to najsłabszy wynik lidera w tej kategorii od 2010 r. Do tego trudno powiedzieć, by Beasley dominował. To póki co sytuacyjny pass rusher, któy potrafi sackować seryjnie, ale i zupełnie znikać na wiele snapów. To dopiero jego drugi rok, więc jeśli zdrowie pozwoli, na pewno się poprawi, zwłaszcza że pomiędzy pierwszym a drugim rokiem zanotował niebotyczny skok. Już w tym roku był kandydatem to DPY, ale jeszcze nie teraz.

Dominatorami byli na pewno Khalil Mack i Von Miller. Tyle że żaden z nich nie potrafił tak całkowicie przejąć kontroli nad meczem jak robił to w poprzednich latach J.J. Watt czy sam Miller w Super Bowl 50. Mają niezłe statystyki, imponujące montaże najlepszych akcji, ale w najważniejszych chwilach nie potrafili wyciągnąć zespołu z trudnej sytuacji.

Znakomity sezon ma za sobą Aaron Donald (LA Rams), który jest jednym z nielicznych jasnych punktów tej smutnej drużyny. To najlepszy DT w NFL i to o kilka długości, ale na DPY nie zasłużył.

Moim wyborem jest drugoroczny safety Giants, który ogromnie się rozwinął od przeciętnego debiutanckiego sezonu. Landon Collins stał się jednym z liderów przebudowanej obrony Giants i jednym z powodów, dla których ta ekipa powróciła do playoffów po czterech latach posuchy i trzech sezonach na minusie z rzędu.

Collins gra na dość niewdzięcznej pozycji, bo strong safety to raczej człowiek od czarnej roboty, taki DT secondary. Jednak Collins pokazał w tym sezonie ogromną wszechstronność. 100 indywidualnych tackli (czyli bez pomocy jakiegokolwiek kolegi) to drugi wynik w tym sezonie w NFL. Dołożył do tego 4 sacki, 13 wybronionych podań i 5 przechwytów, a jego akcja powrotna przeciwko Rams na Wembley to jena z najefektowniejszych akcji sezonu.

Collins grał znakomicie przeciwko podaniu, przeciwko biegowi i równo przez cały sezon. Dlatego ma mój głos, choć moim zdaniem wygra Von Miller ze względu na magię nazwiska.

 

Coach of the Year – Jason Garett (Dallas Cowboys)

Czasami mam wrażenie, że paneliści AP wybierają nie tyle trenera roku, co trenera którego drużyna najbardziej poprawiła bilans zwycięstw i porażek. W tej kategorii Cowboys zdecydowanie w tym roku prowadzą (+9 zwycięstw w stosunku do sezonu 2015), ale nie dlatego mój wybór pada na Garetta.

Powiedzcie mi uczciwie, kiedy w preseason Tony Romo po raz kolejny padł kontuzjowany, a potem urazu doznał jego zmiennik Kellen Moore, kto z was stawiał, że Dak Prescott poprowadzi piąty atak w lidze do najlepszego bilansu w NFC? Na kilka tygodni przed startem sezonu zasadniczego Garett musiał postawić na młokosa z czwartej rundy draftu, dla którego miał być to „redshirt year”, przebudować pod niego playbook, a gdy Romo wrócił, podjąć trudną decyzję o pozostawieniu weterana na ławce. Decyzję, która moim zdaniem zmniejszyła szanse Dallas w sezonie 2016, ale powinna zaprocentować na dłuższą metę.

Do tego musiał wkomponować w ofensywę debiutanta na pozycji RB, który okazał się nie tylko świetnym biegaczem, ale też znakomicie radził sobie w pass protection. I musiał pilnować atmosfery w szatni, żeby nie zniszczył jej swoim gwiazdorzeniem Dez Bryant.

Garett stanął w obliczu kolosalnego wyzwania, podjął rzuconą rękawicę i wyszedł obronną ręką, a wręcz dokonał czegoś, czego we wrześniu nikt się nie spodziewał. Oczywiście na jego reputację rzutuje porażka z Packers w playoffach, ale jak już wspominałem, nagradzam za sezon zasadniczy.

Kto jest jego konkurencją? Po pierwsze Bill Belichick, który właściwie powinien dostać permanentną nagrodę trenera roku. Tym razem wygrał AFC mimo pozbycia się dwóch podstawowych defensorów, mimo że zdrowego Gronka miał do dyspozycji tylko przez sześć meczów, a w czterech pierwszych spotkaniach bez Toma Brady’ego osiągnął bilans 3-1, a jedyną porażkę zaliczył grając QB #3, który od razu po meczu wylądował na liście kontuzjowanych.

Jeśli chodzi o stosunek talentu do wyniku to na uznanie bezwzględnie zasługuje Adam Gease z Miami Dolphins. Bill O’Brien również, ale jego, częściowo przez niego samego generowane problemy z rozgrywającymi są dużym minusem. Jack del Rio prowadził drużynę, która zrobiła ogromny postęp (+5 zwycięstw), ale kompletna rozsypka drużyny po kontuzji Dereka Carra obciąża również jego konto. Dan Quinn jako trener Falcons zasługuje na uwagę, ale jednak większość roboty zrobił OC Kyle Shanahan, choć brawa dla Quinna za dobór współpracownika i odpowiednie wkomponowanie jego pomysłu w całość.

 

Offensive Rookie of the Year – Dak Prescott (Dallas Cowboys)

Gdyby nie kontuzja Tony’ego Romo, nagrodę na pewno zgarnąłby Ezekiel Elliott. Nowy running back Cowboys ma wszystko, czego można oczekiwać od współczesnego gracza na tej pozycji: znakomicie biega, łapie podania i blokuje pass rush. Zapewne paneliści AP wybiorą właśnie jego.

Jednak Dak Prescott dostaje mój głos ze względu na trudność, jaka wiąże się z grą na rozegraniu. Quarterback to najtrudniejsza pozycja w całym zawodowym sporcie, a Prescott nie tylko świetnie sobie poradził, ale był wręcz jednym z najlepszych w NFL. Trzeci pod względem passer rating (104,9, rekord dla debiutanta, który wykonał minimum 100 podań w sezonie), trzeci w QBR (81,7), czwarty w Yds/Att (8,0), drugi w INT% (0,9%), trzeci w ANY/A (7,86). Właściwie tylko Matt Ryan i Tom Brady mieli lepszy sezon na rozegraniu. Do tego dołożył 282 jardy i 6 TD biegiem.

Żaden inny debiutant nawet nie zbliżył się do tej dwójki.

 

Defensive Rookie of the Year – Joey Bosa (San Diego Chargers)

Najpierw mała uwaga porządkowa: co prawda Chargers przenoszą się do LA, ale sezon 2016 grali jeszcze w San Diego, stąd taka a nie inna nazwa powyżej.

#3 tegorocznego draftu najpierw opuścił obóz przygotowawczy z powodu dysputy odnośnie kontraktu, a potem ze względu na kontuzje pierwsze trzy mecze sezonu. Ale kiedy już się pojawił na boisku, był dominatorem. Jeszcze nie na miarę J.J. Watta czy Vona Millera, ale postawię śmiałą tezę, że miał lepszy debiutancki sezon niż obaj wymienieni wcześniej pass rusherzy. 10,5 sacka w sezonie to nie jest najlepszy debiutancki sezon w historii (rekord, 14,5, należy do Javona Kearse’a), ale styl, w jakim to osiągnął był niewiarygodny. Aż trudno było uwierzyć, że to debiutant. Pomiędzy pierwszym a drugim rokiem zawodnicy z reguły notują największy progres. Jeśli w przypadku Bosy będzie tak samo, to za rok włączy się do walki o DPY.

Rocznik 2016 w defensywie w ogóle obrodził w obiecujących graczy. Chris Jones jest kotwicą, na której wspiera się d-line Chiefs. Leonard Floyd w Chigaco był znakomity jako sytuacyjny pass rusher. Vernon Hargraves (Buccaneers) i Jalen Ramsey (Jaguars) stworzyliby duet cornerbacków, o jakim większość drużyn w NFL może tylko pomarzyć, a gdyby na pozycji safety ustawić z nimi Karla Josepha (Raiders) i Keanu Neala (Falcons) to stworzyliby czołową secondary w NFL.

Jednak żaden z nich nie dominował tak jak Bosa.

Comeback Player of the Year – Jordy Nelson (Green Bay Packers)

Stracił cały sezon 2015 z powodu zerwanego ACL. Wrócił w wieku 31 lat, kiedy większość reciverów zaczyna grać coraz słabiej i został liderem NFL w złapanych TD. 97 złapanych piłek na 1257 jardów i 14 TD to statystyki jakich większość WR w NFL nigdy w karierze nie osiągnie.

Drugim naturalnym kandydatem do tej nagrody jest Cameron Wake (Miami Dolphins). 11,5 sacka w wieku 34 lat i w rok po zerwaniu ścięgna Achillesa? Ktokolwiek z tej dwójki dostanie nagrodę, będzie jej wart.

Natomiast nie zagłosowałbym na Le’Veona Bella. Co prawda jego sezon po kontuzji jest imponujący, ale cztery pierwsze mecze sezonu stracił przez własną głupotę. Testy antynarkotykowe w NFL Andrew Brandt z MMQB nazywa „testami na inteligencję”, bo są przeprowadzane w ściśle określonych terminach i wystarczy powstrzymać się od palenia w tym czasie, żeby je przejść. Bell oblał go po raz drugi. jasne, że zawieszenie za trawkę można nazwać „przeciwnością losu”, ale dla mnie to jednak głupota.