Kilka luźnych uwag po weekendzie

1. Tak, wiem, że skończyła się czwarta kolejka preseason w NFL, ale nikt nawet nie udawał, że te mecze mają jakiekolwiek znaczenie. W kilku drużynach na moment pojawili się podstawowi gracze, ale w większości szansę na wykazanie się dostali zawodnicy walczący o ostatnie miejsca w składzie przed obowiązkowym odchudzeniem ich do 53 graczy. W związku z tym nie będę o niej pisał, bo i tak nic ciekawego się nie działo.

2. W sobotę na Stadionie Narodowym w Warszawie reprezentacja Ameryki pokonała Europę 34:7. Ja sam meczu nie oglądałem, bo nie cierpię pokazowych spotkań w stylu różnych meczy gwiazd. Na stadion przyszło 25 tys. ludzi, więc mecz na pewno zrobił dużo dobrego dla promocji footballu w Polsce, niemniej jednak ja poczekam, aż na wiosnę ruszy PLFA nim wybiorę się na krajowe boiska.

Alabama Crimson Tide3. NFL rusza dopiero w tym tygodniu, ale w ostatni weekend wystartowała NCAA. Mistrzowie z Albamy wysłali do NFL całą masę graczy, ale nie wyglądali na ekipę, która straciła połowę podstawowej obrony i najlepszego running backa. Znakomita obrona i konsekwentna ofensywa sprawiły, że w meczu z Michigan szybko zrobiło się 31:0. Potem „Szkarłatny Przypływ” nieco zwolnił tempo, ale i tak ostatecznie rozbili „Rosomaki” 41:14. Odkryciem był T.J. Yeldon. Pierwszoroczniak był najlepszym RB tego spotkania. Przebiegł 111 jardów w 11 próbach i dołożył 1 przyłożenie. Kilka razy po jego akcjach komentatorzy ESPN i autor tego bloga kręcili z niedowierzaniem głowami. To naprawdę rzadki talent na miarę Marka Ingrama i Trenta Richardsona, którzy w ostatnich latach prowadzili Alabamę do mistrzostw NCAA.
Tymczasem USC, główny faworyt do tegorocznego mistrzostwa, rozbił Uniwersytet Hawajów 49:10. Kalifornijczyków prowadził QB Matt Barkley, który podał na 377 jardów i 4 TD. Barkley mógł zgłosić się do draftu i na pewno trafiłby do NFL, ale postanowił wrócić do USC na ostatni sezon i zawalczyć o mistrzostwo. Jest głównym kandydatem do Nagrody Heismana i pierwszego miejsca w przyszłorocznym drafcie.

4. Cardinals wreszcie wybrali pierwszego QB. Wygląda na to, że póki co będzie nim John Skelton. Kibice Arizony najchętniej przepędziliby obu swoich rozgrywających, ale nie ma skąd ściągnąć ich następcy. Wygląda na to, że świetna defensywa Arizony będzie musiała ciągnąć całą drużynę bez wsparcia ofensywy.

5. Maurice Jones-Drew postanowił wrócić do drużyny. Running back Jacksonville Jaguars, najlepszy gracz na tej pozycji w zeszłym roku, domagał się nowego kontraktu, mimo że ze starego zostały mu jeszcze dwa lata. Klub się nie ugiął, a Jones-Drew może zapłacić nawet 1,2 mln $ kar za opuszczenie obozu przygotowawczego. Teraz wrócił, bo w ciągu sezonu każdy tydzień poza drużyną oznaczałby stratę ok. 250 tys. $. Jednak brak okresu przygotowawczego może mu mocno zaszkodzić. Nie zdziwię się, jeśli ten rok okaże się przełomowym w jego karierze, ale w tym negatywnym znaczeniu.

6. Nie zanosi się na szybkie zakończenie lockoutu sędziów w NFL. Wygląda na to, że sezon zaczniemy z ich zastępcami, którzy nie pozostawili najlepszych wrażeń po preseason.

NFL Preseason – tydzień trzeci

Trzecia kolejka preseason traktowana jest przez większość trenerów jako próba generalna przed sezonem zasadniczym. Co prawda rezerwowi dostają swoje szanse, ale to tydzień, w którym podstawowi gracze spędzają na boisku najwięcej czasu. Dla nas kibiców oznacza to, że coraz bliżej sezon zasadniczy, który, przypomnę, startuje w środę 5 września meczem Dallas Cowboys @ New York Giants o godzinie 20.30 ET (2.30 w nocy naszego czasu).

Julio JonesTeraz garść obserwacji z trzeciej serii meczów przedsezonowych:

1. Trwa lockout sędziów.
Liga wciąż nie może dogadać się z sędziami w sprawie nowej zbiorowej umowy pracy. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach obie strony obwiniają się o obstrukcję i deklarują chęć znalezienia wyjścia, ale w tej sytuacji to chyba jednak liga bierze sędziów na przeczekanie. Tak czy inaczej wszyscy mają nadzieję, że szybko dojdzie do porozumienia, bo sędziowie zastępczy popełniają stanowczo za dużo błędów.

2. Julio Jones szaleje
Wygląda na to, że drugoroczny WR Atlanty, Julio Jones, ma ochotę dołączyć do grona elitarnych reciverów. Już sezon debiutancki miał znakomity, a wydaje się, że jest w jeszcze lepszej formie. Atak podaniowy Atlany może jeszcze nie dorównuje Patriots, Saints czy Packers, ale zbliża się do tego poziomu. Tyle tylko że Falcons już od kilku lat po świetnym sezonie zasadniczym dają plamę w play-off i nic nie wskazuje, by ten rok miał coś zmienić.

3. Brady w opałach
Patriots liczyli, że po załataniu dziur w obronie zdołają zdobyć upragniony czwarty tytuł mistrzowski. Tymczasem ku ich zaskoczeniu problemy ma O-line. W meczu z Tampa Bay, którzy nie mają jakiejś genialnej defensywy, Tom Brady niemal bez przerwy znajdował się pod presją. Mam nadzieję, że powrót Sebastiana Vollmera po kontuzji sprawi, że formacja odzyska dawny blask. Tackle Nate Solder, którego Pats wybrali w pierwszej rundzie draftu 2011, chyba nie nadaje się do gry w NFL.
Problem O-line jest tym poważniejszy, że Tom Brady nie należy do szybkich rozgrywających, którzy potrafią umknąć pościgowi rywala. On potrzebuje raczej kilku sekund spokoju w kieszeni, by posłać swoje zabójczo skuteczne podania do reciverów. Jeśli nie będzie miał tego czasu, ucierpi cała ofensywa Pats. Na szczęście wygląda na to, że Steven Ridley będzie w stanie przejąć obowiązki pierwszego RB Patriots, co trochę ułatwi życie Brady’emu.

4. Nowa siła w Seattle?
Czy Seattle Seahawks mogą być czarnym koniem ligi? Chyba jeszcze nie w tym roku, ale po cichu zbudowali świetną obronę. Z kolei w ataku mają jednego z najlepszych RB ligi Marshawna Lyncha, a niespodziewany talent objawił wzięty w trzeciej rundzie QB Russel Wilson, który tym samym staje się dziesiątym debiutantem lub drugoroczniakiem, który poprowadzi atak zespołu NFL od pierwszej kolejki. Matt Flynn, któremu Seahawks zapłacili sporo pieniędzy, będzie się musiał pogodzić z rolą rozgrywającego. Seattle grają w dość słabej dywizji, więc może zawalczą o dziką kartę, bo 49ers wydają się jednak być poza zasięgiem.

5. Nick Foles sensacją w Philly
A jeśli o debiutantach na rozegraniu mowa, to w Philadelphii niemałą sensację wywołał Nick Foles, wzięty w trzeciej rundzie przez Eagles. Jak na razie spisuje się lepiej nawet od podstawowego rozgrywającego Michaela Vicka. Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie wyśle lidera tej drużyny na ławkę, poza tym to dopiero preseason. Jednak przy podatności na kontuzje Vicka dobry rezerwowy QB jest dla Eagles na wagę złota.

6. Luck vs RG3
W trzeciej kolejce preseason po raz pierwszy w NFL stanęli naprzeciw siebie dwaj rozgrywający wybrani z dwoma pierwszymi numerami tegorocznego draftu. Górą był RG3, którego Redskins wygrali 30:17. Jednocześnie mecz pokazał to, co wszyscy przypuszczali: Griffinowi będzie łatwiej, bo ma większe wsparcie reszty drużyny.

7. Bills zaczynają się i kończą na D-line
Pierwsza linia obrony Bills, tak jak przypuszczano, sieje spustoszenie wśród rywali. Tylko co z tego, skoro ostatnia linia obrony spisuje się znacznie słabiej, a  atak w ogóle nie istnieje? W akcie desperacji Bills ściągnęli z Seattle Tavarisa Jacksona, który będzie konkurował z Ryanem Fitzpatrickiem o miano pierwszego QB, ale dla obu tych graczy przeciętność to szczyt możliwości.

8. Co z O-line Steelers?
Pittsburgh wzmocnił ochronę dla Bena Rothlisbergera w drafcie, ale i tak O-line pozostawia wiele do życzenia. Dodatkowo poważnej kontuzji doznał wybrany w pierwszej rundzie tegorocznego draftu David DaCastro, który miał być jej nowym filarem. Co prawda obrona Steelers potrafi wygrywać mecze nawet pod nieobecność Big Bena, którego styl gry naraża na kontuzje, ale jednak bez swojego podstawowego QB Pittsburgh ma poważne problemy.

9. Kontuzja Janikowskiego
Niepokojące wieści doszły nas z Oakland, gdzie gra nasz rodzynek w NFL, Sebastian Janikowski. Polski kopacz doznał kontuzji uda, gdy próbował złapać przeciwnika wykonującego akcję powrotną po jego odkopnięciu.  Na szczęście Raiders donoszą, że Janikowski powinien być gotowy na start sezonu zasadniczego.

 

Przed nami ostatnia kolejka preseason, tym razem wyjątkowo rozgrywana środa-czwartek. A potem pogrążamy się w pięciu miesiącach footballowego szaleństwa!

Jeszcze przed startem sezonu zasadniczego przedstawię dokładniej sytuację moich Patriots i Packers, a także opiszę jak można w Polsce oglądać NFL. Zapraszam do odwiedzania bloga!

Idzie młodość

Zasygnalizowałem już w obserwacjach z drugiej kolejki preseason, że coraz więcej drużyn w lidze powierza stery swojej ofensywy młokosom. W tym sezonie aż dziewięć drużyn będzie prowadzonych przez rozgrywających, którzy zostali wybrani w drafcie 2011 lub 2012. Dodatkowo jeden QB z draftu 2010 będzie pierwszym rozgrywającym swojego zespołu (Sam Bradford w Rams), a dwóch jego kolegów z tego samego draftu walczy o miejsce w podstawowym składzie (Tim Tebow z Jets, który w zeszłym sezonie był pierwszym QB w Broncos i John Skelton z Cardinals).

Cam NewtonOd pięciu lat QB wybrany jako pierwszy w danym drafcie gra w pierwszym składzie swojej drużyny od początku sezonu. Z 20 rozgrywających wybranych w pierwszej rundzie siedmiu ostatnich draftów aż 18 zagrało w pierwszym składzie przynajmniej raz w ciągu swojego debiutanckiego sezonu. Dwóch pozostałych zadebiutowało jako pierwszy QB w drugim sezonie.

A jeszcze niedawno uważano, że nawet największy talent na tej pozycji powinien spędzić kilka lat na ławce pod opieką bardziej doświadczonego QB. Aaron Rodgers przez trzy lata grzał ławkę w Green Bay Packers, ucząc się od Brett Farve’a. Tom Brady zadebiutował w lidze 2001 r. po kontuzji Drew Bledsoe, ale Bill Belichick przyznał w jednym z wywiadów, że gdyby nie jego krótki staż dostałby tę pozycję jeszcze przed sezonem.

Co więc się zmieniło? Przede wszystkim sam football. QB jest znacznie bardziej chroniony, mniej narażony na ostre zagrania obrońców, co ułatwia młodym zawodnikom wejście w ligę. Także football akademicki zbliżył się do NFL. Wielu koordynatorów z ligi zostało skuszonych przez drużyny akademickie wielkimi pieniędzmi i swobodą na pozycji głównego trenera. Ci w zamian zaczęli stosować skomplikowane profesjonalne schematy znane im z NFL. To sprawia, że do ligi coraz rzadziej trafiają utalentowani rozgrywający, którzy nigdy w życiu nie widzieli obrony Tampa 2 (mieszanina strefy z każdy swego) ani nie grali niczego bardziej skomplikowanego niż atak opcją (QB biegnie z piłką i patrzy co się przed nim dzieje, może biec sam dalej lub odrzucić, przypomina trochę akcję z rugby). Większość tych wybieranych wysoko w drafcie ma za sobą grę w systemie zbliżonym do profesjonalnego.

 

Przyjrzyjmy się dokładniej tym dziewięciu młokosom, którzy poprowadzą ofensywy NFL w tym roku. Kolejność określa moje przewidywania co do ich sukcesów w tym roku. Kursywą tegoroczni debiutanci.

 

1. Cam Newton (Carolina Panthers)

W zeszłym sezonie: 310/517, 4051 jardów, 21 TD, 17 INT, 14 TD biegowych, Ofensywny Debiutant Roku

Newton, pierwszy numer ubiegłorocznego draftu, ma okazję redefiniować pozycję QB w footballu. Potężny facet, niezwykle szybki i sprawny, trudny do zatrzymania w akcjach biegowych, a jednocześnie dysponujący niezłym podaniem. W swoim debiutanckim sezonie pobił większość rekordów Paytona Manninga, a jego 14 TD biegowych jest rekordem NFL dla rozgrywającego. Co prawda popełnił swoją porcję błędów, kilka głupich strat, ale przez to musi przejść każdy debiutant. Oglądałem w zeszłym roku kilka jego meczów i muszę powiedzieć, że kilka razy obserwowałem jego poczynania z szeroko otwartymi ze zdumienia ustami. Do tej pory brakowało mu wsparcia poza Stevem Smithem, ale w tym roku powinno być lepiej, zwłaszcza w obronie.

Jeśli nie spowolnią go kontuzje, może stać się jednym z najwybitniejszych QB w historii. I pomyśleć, że przed draftem wielu uważało, że nie ma niezbędnych umiejętności, by odnieść sukces na poziomie NFL.

W tym roku Newton powinien zrobić kolejny krok naprzód, ale drużyna wciąż jest za słaba, by w trudnej NFC South awansować do play-off. Ale wszystko przed nimi, bo mają rozgrywającego, który wkrótce dorówna Brady’emu, Rodgersowi czy Breesowi.

 

2. Andy Dalton (Cincinnati Bengals)

W zeszłym sezonie: 300/518, 3398 jardów, 20 TD, 13 INT

Po Newtonie zdecydowanie najlepszy QB z draftu 2011. Nie spodziewano się po nim wiele, ale uciszył krytyków. Dalton nie jest aż tak silny i dynamiczny jak Newton, ma też mniej siły w ramieniu, co utrudnia mu dalekie podania (choć w tegorocznym preseason pokazał, że nad tym pracował). Nie demonstruje tylu zachwycających zagrań, jest jednak od Newtona spokojniejszy i popełnia mniej błędów. Na boisku rzadko robi rzeczy wielkie, ale często dokładnie to, czego potrzebuje drużyna. W nowym sezonie będzie musiał wziąć na siebie większą odpowiedzialność, choć ma o tyle łatwo, że pomaga mu znakomity WR A. J. Green (jedyny konkurent Newtona do zeszłorocznej nagrody Ofensywnego Debiutanta Roku), a obrona należy do ligowej czołówki.

Dalton zapewne zawsze pozostanie nieco w cieniu Newtona, ale ma potencjał, by stać się graczem klasy Eli Manninga. Przewidywałem, że Bengals wygrają w tym roku dywizję i zdania nie zmieniam.

 

3. Andrew Luck (Indianapolis Colts)

W zeszłym sezonie: 288/404, 3517 jardów, 37 TD, 10 INT, przegrana w Fiesta Bowl, drugie miejsce w głosowaniu na nagrodę Heismana (Uniwersytet Stanforda)

Andrew Luck uważany jest za największy talent na tej pozycji od kilkunastu lat. Tyle tylko, że musi zastąpić w Colts samego Paytona Manninga. To ogromna presja, która spoczywa na tym młodym graczu, tym bardziej że wokół siebie ma głównie młodych graczy i w praktyce od początku będzie liderem tej drużyny.

Będzie mu tym trudniej, że na uczelni miał rewelacyjną O-line oraz znakomitą grę biegową, która ułatwiała mu grę górą. Jednak już pierwsze jego podanie w NFL zakończyło się 63-jardowym przyłożeniem. Jeśli ktoś ma zastąpić Paytona Manninga to właśnie on, ale pierwszy sezon będzie miał ciężki, ze względu na słabość drużyny.

 

4. Jake Locker (Tennessee Titans)

W zeszłym sezonie: 34/66, 542 jardy, 4 TD, 0 INT, 5 meczów, wszystkie z ławki

Jak do tej pory Locker pokazywał się z dobrej strony, gdy musiał zastępować weterana Matta Hasselbecka. Teraz od pierwszej kolejki drugoroczniak będzie musiał poradzić sobie z presją spoczywającą na podstawowym rozgrywającym. Na pewno ma potencjał, potrafi dobrze podać i zrobić coś z niczego, ale brakuje mu regularności co odbija się w słabym procencie udanych podań. Mimo to uważam, że ma przed sobą niezły sezon, bo gra w relatywnie słabej dywizji i ma wokół siebie niezłych partnerów, którzy pomogą mu zamaskować niedostatki własnej gry. Uważam jednak, że powyżej poziomu Matta Ryana się nie wzbije.

 

5. Robert Griffin III (Washington Redskins)

W zeszłym sezonie: 291/402, 4293 jardy, 37 TD, 6 INT, zdobywca Nagrody Heismana, zwycięzca Alamo Bowl (Uniwersytet Baylor)

Czy będzie nowym Michaelem Vickiem czy nowym Camem Newtonem? Jest porównywany do obu tych graczy, ale z tego co widziałem w jego kilku meczach na Uniwersytecie Baylor bliżej mu do Newtona. Numery jakie wykręcał w zeszłym sezonie przypominają trochę zeszłoroczne statystyki Aarona Rodgersa, ale czy będzie potrafił przejść na wyższy poziom? W Waszyngtonie ściągnięto mu kilka potencjalnych celów, ma niezłą obronę, ale Redskins jako całość raczej mnie nie przekonują. Griffin ma szansę pokazać się z dobrej strony, ale wydaje mi się, że jego sezon może być długi i ciężki.

 

6. Brandon Weeden (Cleveland Browns)

W zeszłym sezonie: 379/522, 4328 jardów, 37 TD, 13 INT, wygrana w Fiesta Bowl (Oklahoma State)

Jak do znudzenia powtarzają wszyscy (w tym ja) facet ma już 28 lat, bo zamiast iść do college’u grał zawodowo w baseball. Dlatego musi od razu odnieść sukces. Jednak pierwszy sezon będzie dla niego ciężki. Nie żeby on sam był słaby. Co prawda to typowy rozgrywający podaniowy, niepewnie czujący się poza kieszenią, ale jego wiek pozwala mu być spokojniejszym na boisku. Gorzej, że wokół siebie ma słaby zespół. Cała nadzieja w Trencie Richardsonie. Jeśli rookie RB dojdzie do siebie po artroskopii kolana, to mocno odciąży Weedena. QB Browns ma szansę stać się pierwszym rozgrywającym tego klubu od wielu lat, który zagrzeje tam miejsca na dłużej, ale nie sądzę, by awansował do grona największych gwiazd ligi.

 

7. Blaine Gabbert (Jacksonville Jaguars)

W zeszłym sezonie: 210/413, 2214 jardów, 12 TD, 11 INT

Gabbert po fatalnym zeszłym sezonie ma ostatnią okazję, by pokazać, że może grać dobrze na poziomie NFL. Wydaje mi się, że ją wykorzysta. Wszyscy w klubie twierdzą, że Gabbert opanował nerwy na boisku, które powodowały wiele jego nietrafionych decyzji i wręcz głupich zagrań. Jeśli to faktycznie prawda, to QB Jags ma szansę na porządny sezon, jednak pod dwoma warunkami. Justin Blackmoon musi okazać się równie dobrym WR jak w Oklahomie, a Maurice Jones-Drew musi skończyć wygłupy z renegocjacją kontraktu, do końca którego zostały mu jeszcze dwa lata i wreszcie wrócić do drużyny. Bez gry biegowej Gabbert może zostać zmasakrowany przez obronę rywali.

 

8. Ryan Tanehill (Miami Dolphins)

W zeszłym sezonie: 327/531, 3744 jardy, 29 TD, 15 INT (Texas A&M)

W Tannehilla w Miami wierzą jak w Dana Marino. Ale Tannehill to chyba nie jest gracz tego formatu. Nawet niezły preseason niczego nie dowodzi. Zobaczymy jak zniesie pojedynki z D-line Bills, obroną Jets czy widok Toma Brady’ego po drugiej stronie boiska. Na uczelni dwa lata był WR, dopiero od dwóch lat gra jako QB i chyba brak mu jednak doświadczenia. Z reguły przynajmniej jeden rozgrywający wybrany w pierwszej rundzie draftu okazuje się klapą. Ja stawiam na Tanehilla.

 

9. Christian Ponder (Minnesota Vikings)

W zeszłym sezonie: 158/291, 1853 jardy, 13 TD, 13 INT

Ponder łączony jest z Gabbertem, podobnie jak Newton z Daltonem. Jednak to połączenie nie jest pozytywne. Obaj zostali wybrani w pierwszej rundzie draftu 2011 i obaj zawalili swój debiutancki sezon. Obaj mają w swoich drużynach elitarnych RB, którzy mogliby ich odciążyć, ale w przeciwieństwie do zawodnika Jags, który walczy o nowy kontrakt, RB Vikings, Adrian Peterson, leczy bardzo poważną kontuję więzadeł. Lekarze twierdzą, że Peterson wróci na sezon zasadniczy, ale nie wiadomo w jakiej formie. Ponder nie dostał w drafcie nowej zabawki w korpusie reciverów, a dodatkowo do Patriots odszedł doświadczony TE Visanthe Shiancoe. Na pocieszenie Vikings wzięli w drafcie LT Matta Kalila, który powinien wreszcie sprawić, że Ponder nie będzie musiał się nerwowo oglądać przez lewe ramię, by sprawdzić, czy nie szarżuje na niego stamtąd obrońca rywala. Nie wróżę jednak rozgrywającemu Vikings sukcesu. Raczej skończy jak Colt McCoy albo Vince Young.

NFL Preseason – tydzień drugi

Za nami druga kolejka meczów przedsezonowych w NFL. Jesteśmy już na półmetku (a nawet dalej, jeśli liczyć Hall of Fame Game) i coraz bliżej tego wspaniałego dnia, kiedy na boisko wybiegną gracze w pierwszym meczu, który będzie miał znaczenie (a przypomnę, że sezon 2012 rusza w NFL 5 września, gdy w Nowym Jorku spotkają się miejscowi Giants i Dallas Cowboys).

Druga kolejka meczów przedsezonowych nieco bardziej przypomina normalny football. Z reguły podstawowi gracze rozgrywają minimum jedną kwartę, a kibice są w stanie wstępnie określić na kogo można liczyć w nadchodzącym sezonie. Ale uwaga, nie należy uważać tych wniosków za ostateczne, w meczach przedsezonowych drużyny nie korzystają z najsilniejszych wariantów obronnych i ofensywnych, by nie ujawniać za dużo rywalom.

 

Ryan Tannehill1. Idzie młodość

Aż 9 z 32 klubów NFL będzie w tym sezonie miało na pozycji podstawowego QB debiutanta lub drugoroczniaka. Jeszcze dziesięć lat temu dominowała opinia, że rozgrywający akademicki potrzebuje przynajmniej dwóch lat na ławce rezerwowych, by dojrzeć do gry w NFL. Do tej pory wiedzieliśmy o siedmiu zespołach, które powierzyły kierowanie ofensywą młokosom. Były to: Indianapolis Colts (debiutant Andrew Luck), Washington Redskins (debiutant Robert Griffin III), Cleveland Browns (debiutant Brandon Weeden), Carolina Panthers (drugoroczniak Cam Newton), Jacksonville Jaguars (drugoroczniak Blaine Gabbert), Minnesota Vikings (drugoroczniak Christian Ponder) i Cincinnati Bengals (drugoroczniak Andy Dalton). W tym tygodniu dołączyli do nich tegoroczny debiutant Ryan Tannehill (Miami Dolphins) oraz drugoroczniak Jake Locker (Tennessee Titans), którzy zostali ogłoszeni przez swoich trenerów podstawowymi QB. O tej grupie napiszę jeszcze w tym tygodniu.

 

2. Bill Belichick i Mike McCarthy nie pokazują kart

Najważniejsi zawodnicy Patriots znów nie pojawili się na boisku. Belichick nigdy nie lubił odsłaniać swoich tajemnic, a teraz jeszcze czekają ich trzy mecze przedsezonowe w dziesięć dni. Jednak już widać, że defensywa powinna się poprawić. Więcej o Patriots napiszę przed startem sezonu zasadniczego.

Także McCarthy trzyma na ławce Aarona Rodgersa, któremu dał pograć tylko przez chwilę oraz większość podstawowych graczy. Packers również poświęcę osobny wpis jeszcze przed 9 września.

 

3. Kolb czy Skelton?

W Arizonie trwa walka o pozycję pierwszego QB przypominająca wyścig ślimaków. Zarówno Kevin Kolb jak John Skelton robią wszystko, by zrazić do siebie trenerów i kibiców fatalną grą. Jak na razie więcej w tym kierunku robi Kolb, więc to chyba Skelton zostanie pierwszym rozgrywającym Cardinals.

 

4. Quo vadis Jets?

New York Jets jak na razie zdobyli  w preseason dziewięć punktów i ani jednego przyłożenia. Obaj rozgrywający spisują się fatalnie, a gra biegowa jest równie słaba jak u Patriots. Tyle tylko, że w Bostonie mają Brady’ego, a Jets podobno mieli opierać się na fizycznej grze biegowej. Obrona nowojorczyków również chyba wzięła wolne w preseson. Wygląda na to, że trener Rex Ryan powinien zacząć poważnie obawiać się o swoją pracę. Co mnie osobiście bardzo cieszy, bo nie znoszę faceta.

 

5. Payton Manning Show?

Payton Manning jak na razie wygląda dość solidnie, ale do dawnego Paytona Manninga sporo mu jeszcze brakuje. Ewidentnie nie doszedł jeszcze do siebie po operacji szyi. Pytanie czy kiedykolwiek dojdzie. Na plus można mu zapisać fakt, że obrona Seahawks dopadła go kilka razy i nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Czy jednak będzie tak samo, gdy 9 września zaszarżują na niego obrońcy Steelers?

 

6. Czy Michael Vick jest odpowiedzią?

Szalenie efektowny QB Philadelphii Eagles doznał drugiego urazu w drugim meczu przedsezonowym. Tym razem obrońcy Patriots stłukli mu żebra. Na szczęście dla niego okazało się, że kości są całe, ale powróciły pytania o odporność Vicka, który tylko raz w ciągu dziewięciu lat swojej kariery zdołał rozegrać pełny sezon bez kontuzji. Jak na gracza na tej pozycji jest dość drobny, a jego styl, obejmujący częste akcje biegowe i długie przetrzymywanie piłki sprawia, że jest podatny na urazy. To już chyba ostatnia szansa, by Vick udowodnił, że jest w stanie poprowadzić swoją drużynę do sukcesów nie w pojedynczych meczach, ale w całym sezonie.

 

Lista kontuzjowanych:

– Austin Collie, podstawowy WR Indianapolis Colts, zszedł z boiska z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu. Jeśli byłaby to prawda, to Collie doznałby już czwartego wstrząśnienia w ciągu ostatniego półtora roku. To dopiero jego czwarty sezon w lidze, ale może być zmuszony przedwcześnie skończyć karierę

– Dre Kirkpatrick wraca do zdrowia – znakomity CB z Alabamy, wybrany w pierwszej rundzie draftu przez Cincinnati Bengals, może wracać do treningów. Na pewno wzmocni to obronę Bengals, która i tak jest uważana za bardzo dobrą

– Gerald McRath, LB Tennessee Titans, będzie musiał przejść operację kolana i nie zobaczymy go w tym sezonie na boiskach. Przez trzy lata w Titans był ważnym graczem w sytuacjach specjalnych (Punty, Kick-offy czy Field goale) oraz istotnym rezerwowym

Preseason NFL – pierwsza kolejka

Pierwsze mecze przedsezonowe traktowane są w NFL jako trochę poważniejsze treningi. Największe gwiazdy z reguły pojawiają się na boisku tylko na kilka akcji. To jest czas dla zmienników i debiutantów. Wróżenie z meczów przedsezonowych, zwłaszcza pierwszych, to trochę wróżenie z fusów, ale mimo to kilka obserwacji można było poczynić.

 

1. Andrew Luck może być nowym Paytonem Manningiem

Pierwsze podanie Lucka w barwach Colts zakończyło się 63-jardowym TD. Wow! Fakt, że samo podanie przeleciało dwa jardy na prostej zasłonie do RB, który zrobił resztę roboty, ale efekt i tak jest zabójczy. A poza tym Luck podał w tym meczu na przeszło 160 jardów i 2 TD i miał sporo niezłych akcji co dobrze wróży przyszłości Colts.

 

RG32. Robert Griffin III i powiew optymizmu w Waszyngtonie

Rozgrywający wybrany w tegorocznym drafcie zaraz po Andrew Lucku także zaliczył udany debiut. Kilka dobrych podań, udany bieg i spokojnie obserwował poczynania kolegów z ławki. Jak na razie nieźle.

 

3. Ryan Tannehill zaskoczył fanów Miami

Ósmy numer draftu zagrał bardzo solidny mecz. Wobec operacji kolana Davida Garrarda może się okazać, że to Tannehill, uznawany za „projekt”, czyli talent, który wymaga jeszcze pracy, będzie pierwszym QB Dolphins w tym roku.

 

4. Czy odżyje dyskusja o pozycji pierwszego QB w Cleveland?

Brandon Weeden zanotował słaby występ. Colt McCoy zagrał całkiem nieźle. Jednak o niczym to nie świadczy. Po zeszłorocznym preseason wszyscy uznali, że McCoy ma przed sobą przełomowy sezon, a jak było wszyscy wiedzą. A jak nie wiedzą niech nie sprawdzają. Nie warto.

 

5. Steelers mają kłopoty

Big Ben Roethlisberger ledwo wyleczył kostkę, już ma problemy z barkiem. Co prawda poziom odporności na ból ma wyższy niż wszystkie Terminatory razem wzięte, ale i tak przydałaby u się dobra O-line. Tymczasem zagra w niej dwóch debiutantów, w tym na kluczowej pozycji Left Tackle. Grający na tej pozycji w pierwszym meczu przedsezonowym Mike Adams doznał kontuzji kolana, a wcześniej spisywał się katastrofalnie. Nieco lepiej, choć wciąż słabo grał drugi debiutant OG David DeCasto. Na domiar złego doświadczony LB James Harrison będzie miał operację kolana. Mike Tomlin ma powody do zmartwień.

 

6.  QB. z Arizony poszukiwany

Jak na razie obaj rozgrywający Cardinals spisują się tak, jakby za wszelką cenę chcieli uniknąć nominacji do pierwszego składu. Kolb i Skelton w obecnej formie nie nadawaliby się nawet na rezerwowych QB w większości drużyn.

 

7. 3:0

Takim wynikiem zakończył się mecz Dallas Cowboys i Oakland Raiders. Carson Palmer, za którego Raiders oddali wybór w pierwszej rundzie tegorocznego draftu i warunkowy drugiej rundy w przyszłorocznym, znów udowodnił jak fatalna to była decyzja. Tony Romo spędził na boisku chyba najwięcej czasu z podstawowych QB w całej lidze, ale i tak niczym się nie wykazał, zdobywając jedynie jedną pierwszą próbę w jedenastu akcjach. Przez cały mecz obie ekipy dotarły do Red Zone (ostatnie dwadzieścia jardów przed polem punktowym rywali) tylko po razie, a w sumie nie zgromadziły nawet 500 jardów w ofensywie. Przypomnę tylko, że w zeszłym roku kilku QB było w stanie zgromadzić 500 jardów w jednym meczu samymi akcjami podaniowymi.

 

Lista kontuzjowanych

– Ryan Mathews, podstawowy RB San Diego Chargers, złamał obojczyk przeciwko Packers i czeka go 4-6 tygodni przerwy

– jeśli o Packers mowa, to WR Greg Jennings doznał wstrząśnienia mózgu, filar obrony LB Desmond Bishop zerwał więzadła i nie wiadomo czy w ogóle pojawi się w tym sezonie na boisku, a wszyscy trzej RB Packers mają mniej lub bardziej poważne urazy; w Green Bay w akcie desperacji podpisali kontrakt z weteranem Cedriciem Bensonem, ale ten już chyba nie ma za wiele pary; jedynym pocieszeniem dla nas, kibiców Packers, jest to, że ostatni raz taki szpital w drużynie był dwa lata temu, gdy Green Bay wygrało Super Bowl

– Pat Angerer, LB Indianapolis Colts i najlepszy tackler drużyny w zeszłym roku uszkodził stopę i ma z głowy 4-6 tygodni

– Travelle Wharton, podpora OL Cincinnati Bengals uszkodził sobie kolano i ma sezon z głowy; w meczu z New York Jets jeszcze trzech innych podstawowych zawodników Bengals doznało mniej lub bardziej poważnych urazów

– Brian Urlacher, LB Chicago Bears i niekwestionowany lider ich defensywy będzie miał artroskopię kolana, które nie leczy się tak szybko jak powinno; jego powrót zapowiadany jest na start sezonu zasadniczego, ale jeszcze niedawno zapewniano, że Urlacher przepracuje cały okres przygotowawczy

Źle się dzieje w Cleveland

Po wielu chudych latach w Cleveland wreszcie zapanował nastrój optymizmu. Nie na długo. Browns nie zagrali jeszcze ani jednego meczu w tym sezonie, ale z dobrych humorów kibiców nie pozostało zbyt wiele. Ale zacznijmy od początku.

Cleveland Browns logoW kwietniu Cleveland wybierało w pierwszej rundzie draftu aż dwa razy. Z trójką wzięli RB Trenta Richardsona, uznawanego za jednego z najbardziej utalentowanych graczy na tej pozycji w ostatnich latach. Z kolei z numerem 22 wybrali rozgrywającego z Oklahoma State, Brandona Weedena. Na początku sierpnia zespół kupił miliarder Jimmy Haslam III, który przejął ekipę po Randym Lernerze, który z kolei odziedziczył zespół po ojcu, ale nie za bardzo angażował się w działalność klubu. Wydawało się, że Browns zaczynają nową erę z nowym właścicielem u steru i dwoma nowymi filarami ofensywy.

Wszystko zaczęło się sypać jeszcze na wiosnę. Najpierw filar obrony, doświadczony LB Scott Fujita, został zawieszony na trzy pierwsze kolejki sezonu zasadniczego za swój udział w aferze z płaceniem za uszkadzanie rywali w czasach, gdy był jeszcze graczem Saints. Potem drugi filar defensywy, NT Phil Taylor zerwał mięsień piersiowy, przeszedł operację i nie wiadomo czy w ogóle pojawi się na boisku w tym sezonie. Z kolei na początku okresu przygotowawczego atmosferę w drużynie popsuł QB Colt McCoy, niezadowolony z namaszczenia Weedena na pierwszego rozgrywającego. McCoy oburzał się w mediach, że nie dostał szansy na uczciwą rywalizację, jakby zapomniał już, że gdyby przez dwa ostatnie lata, gdy prowadził ofensywę Browns, miał jakiekolwiek przebłyski wysokiej formy, klub w ogóle nie sięgnąłby po Weedena.

Teraz spadły na nich dwa kolejne ciosy. Najpierw najlepszy gracz ostatniej linii obrony, Joe Haden, zawalił test antydopingowy i najprawdopodobniej odpocznie cztery pierwsze mecze sezonu. Teraz okazuje się, że Richardson musi przejść artroskopię kolana, podczas której zostaną usunięte odpryski chrząstki. Klub zapewnia, że uraz Richardsona nie jest poważny i wystarczy kilka tygodni przerwy, ale wszyscy, którzy uprawiają sport świetnie wiedzą, że kilka straconych w okresie przygotowawczym tygodni potrafi odbijać się negatywnie na całym sezonie. Ponadto Richardson już kilkakrotnie miał poważne urazy tego samego kolana, co napawa kibiców jeszcze większym niepokojem.

Niepokój jest tym bardziej uzasadniony, że to na Richardsonie miała opierać się gra ofensywna Browns. Rozgrywający, nawet tak dojrzały jak Weeden, potrzebuje czasu, by dostosować się do poziomu NFL, zwłaszcza że w drużynie nie ma dobrych WR. Tymczasem RB przechodzi z jednego systemu do drugiego bardzo płynnie, dlatego to właśnie Richardson miał w tym roku ponosić większą odpowiedzialność.

 

W tej sytuacji dobry start Cleveland w jednej z najsilniejszych dywizji NFL, i tak mocno wątpliwy, stał się niemal niemożliwy. Jednak nie ma tego złego. Jeśli Browns będą wybierać wysoko w drafcie również w przyszłym roku to może wreszcie zdołają wywalczyć upragniony awans do play-off po raz drugi od powrotu do NFL w 1999 r. Jednak ten sezon dla Browns zapowiada się tak jak zwykle – fatalnie.

Pierwszy mecz preseason Browns grają w nocy z piątku na sobotę (naszego czasu) z Detroit Lions. Sezon zasadniczy zaczną 9 września, gdy do Cleveland przyjeżdżają Philadelphia Eagles.

Football is back!

New Orleans Saints v Arizona CardinalsKibice NFL wreszcie się doczekali. Po długim offseason zawodnicy wreszcie wrócili na boiska. Na razie rozpoczął się preseason. To ciekawy czas. Podstawowi zawodnicy wychodzą na jedną-dwie serie, nie wysilają się specjalnie i szybko schodzą z boiska. Po co więc w ogóle te mecze? Przyczyn jest kilka:

– trenerzy mają czas na sprawdzenie nowych zagrywek oraz wprowadzenie w nich ostatnich zmian przed sezonem

– debiutanci mają okazję udowodnić, że nie znaleźli się w tej lidze przypadkiem

– rezerwowi dostają czas, by pokazać trenerom, że zasługują na miejsce w podstawowym składzie

– po preseason drużyny muszą ograniczyć składy do 53 graczy; w tej chwili wszystkie mają więcej, więc spora część zawodników dosłownie walczy o swoją pracę

 

Tradycyjnie każdy zespół w NFL gra cztery mecze przedsezonowe. Wyjątkiem są dwie ekipy, które grają w Pro Football Hall of Fame Game, czyli meczu z okazji wprowadzenia do Galerii Sław nowych członków. Ten mecz odbywa się tydzień przed pierwszą pełną kolejką meczów przedsezonowych.

Tegoroczny miał miejsce w niedzielę wieczorem (amerykańskiego czasu), a zmierzyli się w nim New Orleans Saints i Arizona Cardinals.

Saints mają w tym sezonie wiele do udowodnienia, ale nie wysilali się specjalnie. Pierwszy skład ofensywny znalazł się na boisku tylko na jedną serię. Drew Brees szybko przeprowadził kolegów przez całą długość boiska, a całość 1-jardowym biegiem wykończył Mark Ingram, po czym chłopaki obserwowali z boku poczynania kolegów walczących o miejsce w składzie.

Znacznie ciekawiej było po drugiej stronie, gdzie o miano podstawowego QB Cardinals rywalizują Kevin Kolb i John Skelton. Pierwsza runda dla młokosa Skeltona. Kolb właściwie oddał ją walkowerem. Jego pierwsze podanie poszybowało w ręce defensywy Saints, a chwilę później zszedł z boiska z poobijanymi żebrami i bilansem podań 1/4 na 4 jardy. Skelton nie błyszczał, ale robił swoje.

Mecz prowadzili sędziowie z NCAA, bowiem sędziowie NFL i liga negocjują właśnie nowy zbiorowy układ pracy bez którego sędziowie nie mogą pracować. Wszyscy mają nadzieję, że szybko się dogadają, bo forma ich zastępców nie była najlepsza.

A, z kronikarskiego obowiązku: Saints wygrali 17:10.

Już w najbliższy weekend pierwsza pełna kolejka meczów przedsezonowych.

NFL przed sezonem – NFC South i NFC West

Czy 49ers znowu zdominują NFC West? Czy Falcons zdołają osiągnąć coś poza sezonem zasadniczym? Czy Cam Newton wejdzie na następny poziom? Jak na zawieszenia kluczowych osób w drużynie zareagują Saints?

 

NFC SOUTH

Jimmy GrahamNew Orleans Saints mieli bardzo ciężki offseason. Będą musieli radzić sobie cały sezon bez głównego trenera Seana Paytona i kapitana defensywy Jonathana Vilmy. Za pięć tygodni karę zawieszenia rozpoczyna Joe Vitt, pełniący tymczasowo funkcję głównego trenera i wciąż nie wiadomo kto go zastąpi. W tej sytuacji nie wiadomo na co tak naprawdę stać Saints. Z jednej strony ekipa ta otrzymała naprawdę mocne ciosy, a ze względu na kary nałożone przez NFL i zeszłoroczny transfer, który pozwolił im wziąć w drafcie Marka Ingrama, ich tegoroczny zestaw debiutantów nie jest specjalnie imponujący (wybierali dopiero w trzeciej rundzie). Jednak to wciąż znakomita drużyna, prowadzona przez ofensywnego MVP zeszłego sezonu Drew Breesa. Znakomity QB ma do dyspozycji niezły korpus WR, a przede wszystkim niezwykle atletycznego TE Jimmy’ego Grahama. Do tego wspiera ich Darren Sproles, który w zeszłym roku pobił rekord zdobytych jardów „w każdy sposób” czyli w sumie w akcjach podaniowych, biegowych i powrotnych. W Nowym Orleanie mają też nadzieję, że wreszcie na miarę potencjału, który prezentował w Alabamie zagra Ingram. Nie można również zapominać o najlepszej w lidze O-Line, która pozwoliła Breesowi zostać w zeszłym roku rekordzistą pod względem ilości jardów podaniowych w jednym sezonie. Nieco gorzej wygląda sytuacja w defensywie, zwłaszcza bez Vilmy. Co prawda Saints sprowadzili kilku free agents, spośród których największą renomą cieszy się LB Curtis Lofton, szykowany na miejsce Vilmy, ale trudno wyrokować jak to wszystko zafunkcjonuje. Ofensywa Saints może ich zanieść naprawdę daleko. Tym bardziej, że w klubie wszyscy uważają, że zostali niesłusznie skrzywdzeni i pałają żądzą zemsty na całym świecie.

Ich głównymi rywalami będą Atlanta Falcons. Ta ekipa to jeden z ciekawszych przypadków w całej lidze. Od kilku lat spisują się świetnie w sezonie zasadniczym, ale w play-offach drużyna gra fatalnie. W tym roku wracają wszyscy najważniejsi zawodnicy, na czele z Mattem Ryanam, Julio Jonesem i Tonym Gonzalezem. Dodatkowo z Philadelphii pozyskano doświadczonego CB Asant Samuela. Czy to wystarczy, by przełamać niemoc w play-offach? Ja w to poważnie wątpię. Matt Ryan ma niezłą technikę, ale brakuje mu jakiegoś instynktu zabójcy, który mają najwybitniejsi QB. Jeśli nie zrobi dużego kroku naprzód, Falcons znów zawiodą swoich kibiców.

Przed obozem przygotowawczym center Carolina Panthers, Ryan Kalil, wynajął całą stronę w lokalnym dzienniku, by ogłosić, że jego drużyna zdobędzie w tym roku Super Bowl. Hmmm, raczej nie. Owszem, mają w swoich szeregach Cama Newtona, który pobił wszystkie debiutanckie rekordy Peytona Manninga i jeszcze kilka innych. I ta drużyna na pewno w Super Bowl się zamelduje. Ale jeszcze nie w tym roku. W składzie wciąż za dużo jest dziur, wciąż zbyt wielu graczy jest niedoświadczonych. Co prawda Panthers zadbali w drafcie o swoją największą dziurę, czyli defensywę, ale debiutanci potrzebują czasu, żeby oswoić się z NFL. Jeśli Cam Newton będzie się dalej rozwijał w tak oszołamiającym tempie, to wróżę tej drużynie play-offy w przyszłym roku, a Super Bowl za dwa-trzy lata.

Stawkę tej dywizji uzupełniają Tampa Bay Buccaniers. Ta ekipa po dobrym sezonie 2010 zanotowała fatalny 2011. W offseason wzmocnili się dwoma kluczowymi graczami. W drafcie wybrali z siódemką Marka Barrona, safety z Alabamy, a z San Diego podkupili WR Vincenta Jacksona. Czy to pomoże się przełamać ekipie z Tampy? Dużo zależy od QB Josha Freemana, który powoli przestaje być „młodym zdolnym” i kończy mu się czas na udowodnienie, że gra równo i prowadzi zespół do zwycięstw. Niestety, nie w tym roku.

Mój typ: Falcons wygrają dywizję, tylko co z tego? Osłabieni Saints zdołają zdobyć dziką kartę, wyprzedzając o włos Carolinę. Tampa Bay na czwartej pozycji.

 

NFC WEST

Przez wiele lat była to najsłabsza dywizja w NFL. Jednak już w zeszłym roku sytuacja nieco się zmieniła, głównie za sprawą eksplozji San Fransisco 49ers, którzy zanotowali najlepszy sezon od lat 90-tych, gdy Steve Young podawał do Jerry’ego Rice’a. A wszystko zasługa Jima Harbaugha, który w swoim pierwszym roku pracy jako główny trener na poziomie NFL wziął kulejącą ekipę i był o krok od Super Bowl. To dzięki niemu 49ers mają jedną z najlepszych defensyw w NFL, porównywalną z Ravens czy Steelers. To dzięki niemu wreszcie dobry sezon zanotował Alex Smith, pierwszy wybór w drafcie 2005, którego już wszyscy spisali na straty („A, to ta ofiara co go wybrali przed Aaronem Rodgersem”). W zeszłym roku Smith nie świecił jak gwiazda pierwszej wielkości, ale bardzo efektywnie kierował ofensywą 49ers i przede wszystkim praktycznie nie popełniał błędów. W San Fransisco zatrzymano rewelacyjną obronę, a dodatkowo niezwykle wzmocniono korpus WR (Randy Moss, Mario Manningham, A. J. Jankins w pierwszej rundzie draftu). W Kalifornii wszyscy wierzą, że nadszedł czas na powrót do Super Bowl. Jeśli unikną poważniejszych urazów to faktycznie może być ich rok. Jednak najpierw muszą uporać się z sezonem zasadniczym, a terminarz w tym roku znacznie cięższy.

Jedną z najbaczniej obserwowanych drużyn w preseason będą Arizona Cardinals. Głównie ze względu na walkę o pozycję pierwszego QB. Kevin Kolb pokazał się z dobrej strony jako rezerwowy  w Philadelphii i skuszony dużymi pieniędzmi podpisał kontrakt z Cardinals. Jednak jego pierwszy sezon w Arizonie okazał się bardzo słaby, a gdy uległ kontuzji jego zastępca, John Skelton, poprowadził Cardinals do fantastycznego finiszu, wygrywając pięć z siedmiu meczy, które zaczął w podstawowym składzie. Jednak dużo w tym zasługi defensywy, która obudziła się w końcówce sezonu oraz bardzo prostej taktyki, którą przyjął Skelton: rzuć w pobliże Larry’ego Fitzgeralda, on już coś z tym zrobi. Skelton miał gorsze statystyki od Kolba, ale potrafił poprowadzić zespół do wygranej. Szczerze mówiąc żaden z nich nie wygląda na gracza zdolnego przejąć odpowiedzialność jako QB #1. Oj tęsknią w Arizonie za Kurtem Warnerem.

Drugim, poza Cardinals, zespołem, który może się włączyć w walkę o dziką kartę są Seattle Seahawks. Jeśli Matt Flynn faktycznie ma tyle potencjału jak pokazał jako rezerwowy QB w Green Bay, to ekipa ta może być groźna. Zwłaszcza ze względu na dynamicznego RB Marshawna Lyncha. Do tego Seahawks dysponują niezłą defensywą, więc jeśli ofensywa wejdzie na wyższy poziom i znajdzie grę podaniową mogą sprawić kilka niespodzianek, ale na play-offy raczej nie ma co liczyć.

Outsiderem, nie tylko w tej dywizji, ale i w całej lidze, będą zapewne St. Louis Rams. Pisałem już o ich kontrowersyjnych transferach przy okazji draftu. Jasne, mieli dziury właściwie na każdej pozycji i potrzebują wiele młodych talentów, żeby ich zapełnić, ale ci młodzi gracze będą potrzebowali czasu, żeby się rozwinąć. Jeśli Rams mieliby być groźni w tym roku, to formę z debiutanckiego sezonu musi odnaleźć QB Sam Bradford. Jednak nawet jeśli odnajdzie formę to nie widać za wielu kandydatów do łapania jego podań. W tej sytuacji jedynym pewnym punktem drużyny jest RB Steven Jackson, ale w zdominowanej przez grę podaniową NFL jeden RB to za mało, by osiągnąć sukces, zwłaszcza że nie ma dobrej O-line, która mogłaby mu wyczyścić przedpole.

Mój typ: 49ers łatwo wygrają dywizję, Cardinals i Seahawks powalczą, choć bez powodzenia, o play-offy, a St. Louis Rams są jednymi z najpoważniejszych kandydatów do pierwszego wyboru w przyszłorocznym drafcie.