O krok od sensacji

W tym tygodniu w NFL działo się tak dużo, że nie byłem w stanie wybrać jedynego wydarzenia kolejki. W kilku meczach było o krok od sensacji, mieliśmy kolejną odsłonę najostrzejszej rywalizacji współczesnego footballu, a Chicago Bears udowodnili po raz kolejny, że zaczynają się i kończą na Jayu Cutlerze. Zapraszam na przegląd wydarzeń z weekendu:

 

NFL Logo1. Houston Texans mają obronę uważaną za najlepszą w lidze. Jednak w niedzielę ta obrona kompletnie zawiodła i gdyby nie fenomenalny dzień Matta Schauba (527 jardów górą, 5 TD), Texans zanotowaliby drugą porażkę w sezonie. Jest to o tyle dziwne, że po drugiej stronie stali słabi Jacsonville Jaguars i to bez swojej największej gwiazdy, kontuzjowanego RB Maurice’a Jonesa-Drew. Na początku meczu kontuzję odniósł QB Jaguars Blaine Gabbert. Jego zmiennik Chad Henne podał na 354 jardy i 4 TD, najlepszy mecz w karierze miał krytykowany wcześniej Justin Blackmoon. Piąty numer tegorocznego draftu złapał podania na 236 jardów i TD. Ten mecz na pewno da sporo do myślenia włodarzon i trenerom Jaguars. Nie zdziwię się, jeśli Henne dostanie szansę na grę w pierwszym składzie, nawet jeśli Gabbert wyzdrowieje.

2. Blisko drugiej porażki byli również Atlanta Falcons. Sokoły w meczu przed własną widownią zagrały katastrofalnie. Matt Ryan posłał w ręce rywali aż pięć podań i gdyby Arizona Cardinals mieli cokolwiek przypominającego quarterbacka, to wywieźliby z Atlanty zwycięstwo.

3. Dallas Cowboys specjalizują się ostatnio w przyprawianiu fanów o zawał. Tym razem potrzebowali dogrywki, by wygrać ze słabymi Cleveland Browns.

4. New Orleans Saints nie zwalniają tempa. Wygrali pięć z sześciu ostatnich meczy i mają już bilans 5-5. Po katastrofalnym początku wrócili do walki o miejsce w play-offach, a duża w tym zasługa odnalezionej gry biegowej.

5. RG3 znów wysuwa się na czoło wyścigu po tytuł najlepszego debiutanta sezonu. Rozgrywający Washington Redskins zaliczył niewiarygodne statystyki w meczu z Philadelphią Eagles (14/15, 200 jardów, 4 TD, perfect passer rating, 84 jardy biegowe). Eagles są w stanie kompletnego rozkładu. Wygląda na to, że w przypadku tej ekipy jedynym wyjściem jest zaoranie i zaczęcie od nowa.

6. W meczu dwóch drużyn, których podstawowi rozgrywający odnieśli tydzień temu kontuzje, San Francisco 49ers z łatwością rozbili Chicago Bears. Colin Kaepernick zagrał niczym weteran: 243 jardy i 2 TD. Z kolei w ekipie Bears odżywają stare demony. Ta ekipa miała walczyć o tytuł przez ostatnie dwa lata i dwa razy kontuzje ich podstawowego QB Jaya Cutlera skazywały ich na klęskę. Czy w tym roku będzie podobnie?

7. Gdyby Pittsburgh Steelers mieli w składzie Bena Roethlisbergera zapewne wygraliby z Baltimore Ravens. Ale pozbawieni swojego podstawowego QB Steelers ulegli rywalom 10:13.

Sobota pełna niespodzianek

Dziennikarze zajmujący się footballem uniwersyteckim zawsze powtarzają, że najważniejsze rozstrzygnięcia na tym poziomie zapadają w listopadzie. To właśnie wtedy zaczyna odzywać się zmęczenie, kontuzje i inne problemy, które odsiewają tych najlepszych.

 

ncaa football logoLedwie tydzień temu Alabama sensacyjnie przegrała swój pierwszy mecz w tym sezonie i wypadła, wydawałoby się na stałe, z wyścigu o udział w drugim z rzędu meczu o mistrzostwo NCAA. Jednak w sobotę dwie ekipy, które w rankingu BCS były na dwóch pierwszych meczach, zanotowały sensacyjne porażki.

#1 Kansas State przegrało ze słabiutkim w tym roku Baylor. Niedźwiedzie straciły Roberta Griffina III, który od tego sezonu zachwyca kibiców NFL w Waszyngtonie. W tym roku mieli bilans 4-5, w tym 1-5 w meczach przeciwko rywalom z własnej konferencji. Tymczasem Baylor nie dość że grało w ofensywie niczym za czasów RG3, zdobywając 52 punkty, to jeszcze zdołali ograniczyć poczynania QB Kansas State, Colina Kleina, który przed meczem uznawany był za głównego kandydata do Nagrody Heismana. Klein zdołał co prawda podać na 286 jardów, ale skuteczność jego podań wyniosła zaledwie 54%, do tego dołożył aż trzy straty.

#2 Oregon i jego niesamowita ofensywa zostały zupełnie zdławione przez #13 Stanford. Ekipa z Kalifornii zagrała chyba najlepszy defensywny mecz w tym sezonie, zatrzymując Oregon na poziomie 14 punktów. Do wyłonienia zwycięzcy był potrzebna dogrywka, w której najpierw Oregon przestrzelił field goala, a potem nie potrafił odzyskać fumble, które zgubili goście z Uniwersytetu Stanforda.

Kansas State i Oregon najprawdopodobniej spadną na miejsca 3 i 4 w rankingu BCS (opublikowany zostanie w niedzielę wieczorem amerykańskiego czasu), choć niewykluczone, że zagrożą im następujące im na pięty ekipa z dalszych pozycji – Floryda, Georgia i LSU. Na pierwsze miejsce na pewno wskoczy wciąż niepokonana ekipa Notre Dame. Będzie to jej pierwsze w historii prowadzenie odkąd istnieje BCS i pierwsze od roku 1993, kiedy to najlepszą ekipę wyłaniano w głosowaniu Associated Press. Na drugie miejsce zapewne wskoczy Alabama, która pewnie wygrała z outsiderem z West Carolina.

 

Przed nami ostatnia kolejka sezonu zasadniczego, a potem finały tych konferencji, w których są mecze finałowe. Za dwa tygodnie będziemy już wiedzieli, które ekipy zagrają o tytuł mistrzowski, a które będą się musiały zadowolić udziałem w mniej prestiżowych Bowls. na razie wszystko wskazuje na to, że będą to Notre Dame i Alabama, ale ta pierwsza ekipa ma przed sobą jeszcze trudny wyjazd do USC, a Alabama mecz o mistrzostwo konferencji SEC, w którym najprawdopodobniej zmierzą się z niezwykle groźną Georgią.

Patriots wygrywają, ale z problemami

Jakim cudem problemy może mieć ekipa, której ofensywa maszeruje sobie po boisku jak jej się podoba i zdobywa 37 punktów? Ano takim, że obrona kompletnie nie stanęła na wysokości zadania i pozwoliła Bufflo Bills na zdobycie aż 31 punktów.

Patriots at BillsPatriots przystąpili do tego meczu osłabieni brakiem Aarona Hernandeza i Patricka Chunga, którzy leczą urazy, a także Brandon Boldena, który został zawieszony na cztery mecze po wykryciu w jego organizmie niedozwolonych substancji. Nie mógł zagrać również nowy nabytek Aqib Talib, który odsiadywał ostatni mecz zawieszenia z tego samego powodu co Bolden.

 

Niemal całe cztery kwarty spotkanie wyglądało tak samo. Patriots zdobywali przyłożenie, uciekali na odległość dwóch posiadań piłki, a w odpowiedzi Bills spokojnie maszerowali do pola punktowego Patriots i cała zabawa zaczynała się od nowa. Na szczęście ekipa z Bostonu zdołała wymusić kilka kluczowych fumble, a na 20 sekund przed końcem meczu Devin McCourty przechwycił podanie Ryana Fitzpatricka w polu punktowym, zapewniając gospodarzom zwycięstwo, ale i tak kibice nie mogą być zadowoleni z postawy defensywy Pats.

Przede wszystkim zawiodło to, co do tej pory było mocną stroną tej ekipy, czyli obrona przeciwko akcjom biegowym. Przyzwyczailiśmy się w tym sezonie, że rozgrywający przeciwnika rozgrywają przeciwko Patriots najlepszy mecz w sezonie, a running backowie najsłabszy. Tymczasem Fred Jackson i C.J. Spiller przebiegli w sumie 150 jardów w 25 próbach (średnio 6 jardów na próbę!).

 

Na pochwałę w ekipie Patriots zasłużyli głównie gracze ofensywy. Brady nie podawał może często (237 jardów), ale za to mądrze kierował atakiem. Steven Ridley zaliczył 98 jardów dołem i TD. Jednak bohaterem był drobny Danny Woodhead. W ofensywie Brady’ego staje się on niezwykle groźnym i wszechstronnym zawodnikiem. W niedzielę miał jedną akcję biegową, ale było nią imponujące 15 jardów zakończone przyłożeniem, a także złapał cztery podania na 46 jardów i TD. Nieco słabiej poczynał sobie Wes Welker. Co prawda był najlepszym reciverem Pats pod względem ilości jardów, ale dwukrotnie paskudnie upuścił dobre podania Brady’ego, przywołując znów demony ostatniego Super Bowl.

W przyszłym tygodniu ekipę z Nowej Anglii czeka trudny mecz na własnym stadionie z największą sensacją tegorocznych rozgrywek Indianapolis Colts i ich młodym rozgrywającym Andrew Luckiem. Jeśli obrona będzie spisywała się równie słabo jak z Bufflo będzie ciężko o wygraną, zwłaszcza że urazów nabawili się obaj podstawowi guards (czyli ofensywni liniowi grający po obu stronach centra), co mocno utrudnia grę biegową.

 

Green Bay Packers w tym tygodniu mieli wolne. Może dzięki temu trochę podleczą swój poobijany skład. Do najważniejszych urazów należą WR Greg Jennings i Jordy Nelson, LB Clay Matthews, OG Brian Bulaga i DB Charles Woodson. Woodsona, który leczy złamany obojczyk, na pewno jeszcze przez pewien czas nie zobaczymy. Występ pozostałych graczy w niedzielnym meczu przeciwko Detroit Lions stoi pod znakiem zapytania.

Ciężki weekend dla niepokonanych

W NFL nie mamy już niepokonanych drużyn. Atlanta Falcons przegrali na wyjeździe z New Orleans Saints, a w lidze uniwersyteckiej sensacyjna porażka Alabamy z Texas A&M przekreśliła w praktyce szanse tej pierwszej ekipy na obronę krajowego mistrzostwa. Ponadto w NFL mieliśmy pierwszy remis od czterech lat, a w starciu tytanów zmierzyły się Houston Texans i Chocago Bears. To był ciekawy weekend.

 

texans bearsSokoły z pierwszą porażką

Tego można się było spodziewać. Mimo łatwego kalendarza Falcons nie zdołali dograć sezonu do końca bez porażki. Może to i dla nich lepiej. Dwa ostatnie idealne, albo niemal idealne w sezonie zasadniczym zespoły (Patriots 2007 i Packers 2011) nie zdobyły tytułu.

Saints po katastrofalnym początku i czterech porażkach z rzędu wrócili do niezłej dyspozycji. Teoretycznie mają jeszcze szansę na play-offy, ale musieliby grać tak, jak w ostatnich pięciu kolejkach, gdy wygrali cztery z pięciu meczy.

O zwycięstwie przesądziło uruchomienie wreszcie przez Saints gry biegowej, co kompletnie rozstroiło ekipę Falcons, nastawioną głównie na powstrzymywanie gry podaniowej Drew Breesa i spółki. Wobec zagrożenia ze strony Chrisa Ivory’ego i Marka Ingrama obrona Falcons musiała błyskawicznie dostosować się do bronienia gry biegowej, co wykorzystali… Drew Brees i Jimmy Graham. Ten pierwszy podał na 3 TD, a ten drugi złapał siedem podań na 146 jardów i 2 TD.

Jednak Falcons tanio skóry nie sprzedali. Ich bohaterem był TE Tony Gonzalez, który złapał dwa podania na TD i przeszedł do historii jako ósmy zawodnik w historii NFL, który złapał sto takich podań. Matt Ryan zagrał niezły mecz (411 jardów podaniowych, trzy podania na TD), ale w końcówce nie był w stanie doprowadzić swojej ekipy do pola punktowego rywali.

 

Starcie tytanów

W Chicago spotkały się najlepsze defensywy AFC (Houston Texans) i NFC (Chicago Bears). Obie te ekipy miały przed spotkaniem zaledwie po jednej porażce (co ciekawe, obie ekipy przegrały tylko z Green Bay Packers) i według niektórych spotkanie to może powtórzyć się w tegorocznym Super Bowl (ja się z tą opinią nie zgadzam).

Mecz zdominowała ulewa, utrudniająca poczynania zawodnikom i defensywa ekipy z Texasu, która wybiła football rywalom z głowy. Momentami dosłownie. Jay Cutler, QB Bears nie wyszedł na drugą połowę, bo w pierwszej doznał wstrząśnienia mózgu.

Obrona „Miśków” też spisywała się niezgorzej, ale nie miała odpowiedzi na Ariena Fostera, który przebiegł 102 jardy, a w fatalnych warunkach pogodowych wystarczyło to do skromnej wygranej Texans 13:6.

 

Na remis

– To w NFL może być remis? – dziwili się po meczu niektórzy zawodnicy St. Louis Rams i San Francisco 49ers.

Ano może i mieliśmy pierwszy taki przypadek od 2008 r. Oba zespoły zaprezentowały nam football pełen błędów. Rozgrywający 49ers, Alex Smith musiał zejść z boiska z wstrząśnieniem mózgu. W dogrywce przez 15 minut żaden z zespołów nie potrafił zdobyć punktów. Rams trafili co prawda field goala z 53 jardów, ale okazało się, że zrobili to po czasie przeznaczonym na akcję, co skutkowało cofnięciem ich o pięć jardów. Z 58 już nie trafili. Chwilę potem 49ers spudłowali z 41 jardów i skończyło się remisem.

 

Koniec marzeń Alabamy

Kiedy po opisywanym przeze mnie tydzień temu dramatycznym spotkaniu Albama pokonała LSU, wydawało się, że już nikt nie stanie mistrzom na przeszkodzie w drodze do obrony tytułu. Jednak w sobotę do Alabamy przyjechała ekipa Texasu A&M na czele z „Johnnym Football” czyli Johnnym Manzielem, sensacją tegorocznych rozgrywek. Pierwszoroczniak podaje, biega, punktuje, myli całe formacje defensywne rywala. Na Florydę i LSU nie starczyło, na Alabamę tak.

Tym razem pękła fenomenalna defensywa Alabamy, RB T.J. Yeldon stracił kluczowe fumble, a QB ‘Bamy A.J. McCarron rzucił pierwsze w tym sezonie INT, i to od razu dwa. O ile pierwsze było raczej winą recivera, o tyle drugie stracone w polu punktowym rywala w samej końcówce, gdy TD dałby Alabamie zwycięstwo, jest nie do wybaczenia.

Manziel podał na 253 jardy i 2 TD, dołożył do tego 92 jardy biegowe, a jego TA&M pokonał Alabamę 29:24.

Alabama spadła na czwarte miejsce w rankingu BCS. Prowadzą trzy niepokonane ekipy: Kansas State, Oregon i Notre Dame. Albama wciąż ma szanse na tytuł w dywizji SEC, ale by zagrać w meczu o mistrzostwo akademickie USA musi liczyć na porażki dwóch z trzech drużyn nad nią. Porażki mało prawdopodobne, ale klęski ‘Bamy też się nikt nie spodziewał.

 

NFL w skrócie:

1. New York Jets doznali kolejnej upokarzającej porażki, tym razem w Seattle. Seahawks nie zagrali porywającego meczu, ale nie musieli, ofensywa nowojorczyków sama się niszczy. Wystarczy nadmienić, że jedyne punkty w meczu Jets zdobyli w defensywie po akcji powrotnej, gdy pierwszoroczny QB Seahawks, Russel Wilson, w dość beztroski sposób zgubił piłkę.

Mark Sanchez to jakiś żart, a Rex Ryan uparcie odmawia oddania kluczy do swojej ofensywy Timowi Tebow. Co ma do stracenia? Trudno powiedzieć, posady chyba i tak nie utrzyma. Nie znoszę gościa, więc ani trochę mnie to nie martwi.

2. Końca dobiega chyba również kadencja trenera Andy’ego Reida w Philadelphii. Reid to najdłużej pracujący z klubem aktywny trener w NFL. Jednak po ostatnich wyczynach Eagles wcale nie może czuć się bezpieczny. QB Michael Vick generuje stratę za stratą, ale praktycznie na żadnej pozycji Eagles nie grają na miarę oczekiwań.

3. Mistrzowie NFL, New York Giants, przegrali drugi mecz z rzędu. Tym razem rozbili ich Cincinnati Bengals, a kolejny fatalny mecz zanotował MVP ostatniego Super Bowl Eli Manning. Młodszy z braci Manningów nie zaliczył podaniowego TD od trzech spotkań, co jest jego najgorszym wynikiem w karierze. Teraz nowojorczycy mają tydzień przerwy, ale udają się na niego z bilansem 6-4. Ich słaba dyspozycja niespodziewanie otworzyła na nowo kwestię pierwszego miejsca w NFC East, na które chrapkę mają odrodzeni ostatnio Dallas Cowboys.

4. Andrew Luck nie zwalnia. Jego Indianapolis Colts pokonali w czwartek najsłabszą ekipę ligi Jacksonville Jaguars. Fenomenalny debiutant zaliczył w tym meczu 227 jardów podaniowych i 2 biegowe przyłożenia. Colts pewnie kroczą do play-offów, co jeszcze przed sezonem było nie do pomyślenia.

5. Pittsburgh Steelers wymęczyli zwycięstwo nad słabymi Kansas City Chiefs, ale stracili rozgrywającego Bena Roethlisbergera. Na razie nie wiadomo na ile poważna jest jego kontuzja prawego (rzucającego) barku, jednak jego brak może bardzo utrudnić Steelers walkę o pierwsze miejsce w dywizji, zwłaszcza że w ciągu najbliższego miesiąca mają w perspektywie dwa mecze z Baltimore Ravens.

Sezon NFL na półmetku

Za nami dziewięć z siedemnastu kolejek NFL. Jednak z uwagi na bye week, czyli tygodniową przerwę, którą raz w sezonie ma każda ekipa, większość drużyn rozegrało osiem z szesnastu meczy. Poniżej garść wniosków i obserwacji z pierwszej połowy sezonu.

 

Colts Dolphins1. W AFC mamy już dość jasny obraz czołówki. Texans, Ravens, Steelers, Patriots i Broncos powinni się zakwalifikować do play-offów, głównie dlatego, że nie bardzo mają konkurencję, która mogłaby im te miejsca odebrać. Szóstym zespołem sensacyjnie mogą zostać Colts, ale o tym za moment.

2. NFC jest w tym roku nieco mocniejsza i bardziej wyrównana. Co prawda musiałaby się zdarzyć katastrofa, żeby Falcons, Bears, Giants i 49ers nie weszli do play-offów, ale dalej jest już znacznie ciekawiej. Piątym zespołem będą zapewne Green Bay Packers, o ile opanują plagę kontuzji (o nich więcej jutro). O szóste miejsce będzie z pewnością walczyło kilka zespołów, wśród których największe szanse daję Seattle Seahawks.

3. Drugi rok jest ciężki dla rozgrywających. Przekonał się o tym niejeden zawodnik, gdy nagle okazało się, że wszyscy w lidze znają już jego sposób gry i skończyła się taryfa ulgowa dla debiutanta. W tym roku spotkało to Cama Newtona i Andy Daltona. Po świetnych sezonach debiutanckich, w tym roku spadła na nich fala krytyki. Żaden z nich nie ma znacząco słabszych statystyk, nawet minimalnie się poprawili w niektórych elementach gry. Skąd więc ta krytyka? Brak zwycięstw. Pierwszy sezon mieli na oswojenie się z ligą, teraz czas wygrywać. Tymczasem zarówno Panthers jak i Bengals mają kiepską passę. Newtona uratował trochę wygrany mecz z RG3 i jego Redskins, ale wciąż do jego postawy jest wiele zastrzeżeń.

4. Debiutantem sezonu zostanie zapewne RG3, który wykręca fenomenalne statystyki w Waszyngtonie. Jednak dla mnie jest nim Andrew Luck, który ma znacznie słabszy zespół niż Griffin, a jest w stanie wygrywać. W zeszłym roku na półmetku sezonu Colts mieli bilans 0-8. W tym mają bilans 5-3 i mogą realnie myśleć o play-offach.

5. Nie bardzo widać kandydata na MVP. Świetny sezon ma defensywny liniowy z Houston, J.J. Watt, ale gracz formacji obronnej nie zdobył tej nagrody od 1986 r., gdy MVP został legendarny linebacker Lawrence Taylor. Zresztą tylko trzykrotnie w historii ligi zdarzyło się, by nagrodę tą zdobył kto inny niż QB albo RB (raz LB, raz DE i raz, o dziwo, kicker). Z braku laku na razie najpoważniejszym kandydatem jest Matt Ryan, rozgrywający Falcons, ale nie ma on tak dominującego sezonu jakie wcześniej notowali Rodgers, Brady czy Payton Manning. Zresztą cała trójka wymienionych też jest uważana za kandydatów do tej nagrody, a końcowy wynik tego wyścigu zapewne w dużej mierze będzie zależał od tego, czy Falcons zdołają utrzymać obecną formę.

6. Po operacji nerwów szyi Paytona Manninga nie ma już śladu. Czterokrotny MVP ligi gra na dawnym, niebotycznym poziomie. Przyznam szczerze, że nie wierzyłem w to przed sezonem.

7. Największa niespodzianka in plus: Indianapolis Colts. Absolutnie nikt nie spodziewał się, że włączą się w walkę o play-offy. Nawet jeśli ostatecznie im się nie uda, i tak będzie to sezon powyżej oczekiwań.

8. Największa niespodzianka in minus: Dallas Cowboys. Ekipa ta miała wreszcie zagrać na miarę potencjału, tymczasem z bilansem 3-5 jest na przedostatnim miejscu w NFC East. Czy właściciel Jerry Jones zdecyduje się na wielką przebudowę klubu, który od lat nie potrafi nawiązać do wielkiej tradycji lat 90-tych?

 

Dziewiąta kolejka w skrócie:

1. W meczu dwóch elektryzujących debiutantów na pozycji QB lepszy okazał się Andrew Luck, którego Colts pokonali Miami Dolphins prowadzonych przez Ryana Tannehilla. Tannehill zagrał dobre zawody, ale Luck spisał się fenomenalnie. Jego 433 jardy podaniowe to nowy rekord debiutantów. Poprawił zeszłoroczne osiągnięcie Cama Newtona. Przed meczem obie ekipy liczyły się w walce o play-offy, teraz Dolphins są nieco dalej od wymarzonego celu, ale i tak mogą uznać sezon za udany.

2. W innym starciu dwóch młodych QB Cam Newton pokazał Robertowi Griffinowi III, że jest już w tej lidze od roku. Krytykowany rozgrywający Panthers poprowadził swoją ekipę do zwycięstwa nad Redskins. Dla Caroliny było to dopiero drugie zwycięstwo w tym roku.

3. Tampa Bay Buccaneers pokonali Oakland Riders, chyba kończąc już marzenia Sebastiana Janikowskiego i spółki o tegorocznych play-offach. Bohaterem był debiutant Doug Martin, który zdobył dla Tampy 251 jardów biegowych i 4 przyłożenia.

4. Steelers coraz mocniej prężą muskuły. Po zdemolowaniu RG3 i jego Redskins, tym razem pokonali na wyjeździe obrońców mistrzowskiego tytułu. Eli Manning zaliczył najsłabszy statystycznie występ od sześciu lat. A trzeba pamiętać, że Steelers mieli ogromne problemy z dotarciem do Nowego Jorku ze względu na huragan Sandy i na stadion przyjechali prawie prosto z lotniska!

5. Jaguars i Chiefs mają bilans 1-7. W obu ekipach nadchodzi chyba czas zmian na najważniejszych stanowiskach. Zagrożony może także czuć się Andy Reid, trener i generalny manager Eagles, który ma do dyspozycji niezłych graczy, ale nie potrafi z nich zmontować wygrywającej ekipy.

6. Chicago Bears po prostu zmiażdżyli na wyjeździe Tennessee Titans. Nie sposób inaczej określić tego co się tam stało. To pokazało, jak straszna potrafi być ta ekipa, gdy ofensywa wreszcie zagra na poziomie jaki od początku roku prezentuje obrona.

7. Falcons wciąż niepokonani. Może Saints w przyszłym tygodniu dadzą im radę na własnym boisku?

Football uniwersytecki może być pasjonujący

Alabama Crimson TideW Luizjanie ponad 93 tys. kibiców na stadionie LSU (Louisiana State University) zamarło w niedowierzaniu. Rozgrywający gości z Uniwersytetu Alabama, A.J. McCarron, usiadł na ławce i zakrył twarz. Nie mógł patrzeć na to, co dzieje się na boisku. Jeszcze chwilę temu wydawało się, że LSU zafunduje Alabamie pierwszą w tym sezonie porażkę i zakończy marzenia gości o drugim z rzędu mistrzostwie kraju. Ale McCarron, który tego dnia był w katastrofalnej formie, w ostatniej minucie dokonał niemożliwego: zmontował serię ofensywną, dzięki której Alabama przemaszerowała 72 jardy do pola punktowego LSU w minutę, obejmując 4-punktowe prowadzenie. Ale do końca pozostawało jeszcze 45 sekund, a na murawę wchodziła ofensywa LSU, na czele z rozgrywającym najlepszy mecz w życiu QB Zachem Mettenbergerem…

 

Spotkania footballowe Alabamy i LSU mają długą tradycję. Obie ekipy footballowe tradycyjnie należą do czołówki konferencji SEC,  do tego grają razem w dywizji SEC West, co oznacza, że spotykają się co roku. I tak zażarta rywalizacja nabrała jeszcze większych rumieńców po zeszłorocznym meczu o krajowe mistrzostwo, w którym Alabama upokorzyła LSU, wygrywając 21:0 i pozwalając ofensywie Tygrysów z Luizjany na przejście zaledwie 92 jardów w całym meczu.

W tym roku Alabama pędziła od zwycięstwa do zwycięstwa, wygrywając wszystkie mecze różnicą co najmniej 19 punktów i przegrywając w ośmiu meczach w sumie przez… 15 sekund. LSU miało już na koncie jedną porażkę z Florydą, ale to wciąż była mocna ekipa. Właściwie ich jedynym słabym punktem był rozgrywający, bo Zach Mettenberger nie stawał na wysokości zadania.  Co innego A.J. McCarron, który w ośmiu meczach zaliczył 18 TD i 0 (słownie: zero) INT i stał się kandydatem do Nagrody Heismana. W tej sytuacji Alabama była zdecydowanym faworytem, ale mecz miał się odbyć na gorącym terenie w Luizjanie, więc wielu fachowców upatrywało w tym meczu ostatniej szansy Alabamy na porażkę przed ewentualnym finałem SEC.

Mecz transmitowany w prime timie (20.00 ET) w ogólnodostępnej CBS mogła śledzić cała Ameryka. A autor bloga postanowił zarwać noc i zamiast w ciepłym łóżku spędzić ją w towarzystwie obu uniwersyteckich ekip…

 

Muszę powiedzieć, że mecz był najbardziej emocjonującym spotkaniem footballowym, jakie oglądałem w życiu. Na pewno nie najlepszym, za dużo prostych błędów popełniły obie strony, by zasłużyć na to miano. Niemniej jednak spotkanie miało wszystko: kapitalny występ zawodzącego wcześniej gracza, kontrowersyjne (ale poprawne) decyzje sędziów, bohatera, który zawodził, by w ostatniej chwili wzbić się na wyżyny, efektowne akcje w ataku i obronie, błędy formacji specjalnych, pomyłki trenerów.

Od początku to LSU było stroną przeważającą, bez wysiłku docierali mniej więcej na 35 jard od pola punktowego Alabamy, ale tam się coś zacinało. W pierwszej połowie gospodarze zdobyli tylko trzy punkty. Goście męczyli się strasznie, McCarron miał chyba najgorszy dzień w swoim życiu, pudłował nawet proste, otwarte podania. Jednak gra biegowa dała gościom dwa przyłożenia i prowadzenie do przerwy 14:3.

W drugiej połowie ofensywa Alabamy została kompletnie zdławiona. Przez 28 minut McCarron zdołał podać udanie tylko raz na siedem prób, a jego jedyne celne podanie dotarło tylko do linii wznowienia akcji. Tymczasem Mettenberger grał, jakby nie był słabym, mocno krytykowanym rozgrywającym, tylko kandydatem do Heismana. Wychodziło mu absolutnie wszystko i w czwartej kwarcie wyprowadził drużynę na prowadzenie 17:14.

Jednak na dwie minuty przed końcem McCarron z kolegami jeszcze raz wyszedł na murawę i zmontował serię ofensywną, której nie powstydziłby się Tom Brady. Trzy szybkie podania i w niecałą minutę zawędrowali z własnego 35 jarda na 28 jard rywali. Wówczas LSU postanowiło zaatakować McCarona dodatkowym obrońcą (tzw. blitz). Ten przejrzał to perfekcyjnie i rzucił krótkie podanie do RB T.J. Yeldona (screen pass). Ten uniknął dwóch obrońców i wbiegł do pola punktowego. Nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Kibice LSU chyba też, bo na stadionie słychać było tylko garstkę fanów Alabamy. Ostatnie rozpaczliwe próby Mettenbergera skończyły się sackiem i McCarron ze łzami w oczach rzucił się w ramiona ojca, który oglądał mecz w pierwszym rzędzie trybun.

Ogromny wkład w sukces Alabamy miał… trener LSU Les Miles. W pierwszej połowie zaordynował dwa field goale. Przy pierwszym jego ekipa próbowała zwieść rywali i zdobyć pierwszą próbę biegiem – nie udało się. Drugi, z ponad 50 jardów był nieudany i pozwolił Alabami na zdobycie drugiego przyłożenia w pierwszej połowie. W drugiej połowie wymyślił nieudany onside kick oraz postanowił nie wykonywać field goala przy czwartej próbie na połowie Alabamy, jednak próbę zdobycia pierwszej próby zatrzymała obrona gości.

 

Zwycięstwo Alabamy chyba rozstrzygnęło kwestię zwycięzcy SEC West. „Szkarłatny Przypływ” za tydzień gra z Texasem A&M i to jedyne spotkanie, w którym mogą mieć jakikolwiek kłopot. W finale SEC spotkają się zapewne z Florydą albo Georgią. Zwycięzca tego meczu zagra zapewne o mistrzostwo kraju.

Dla LSU to już koniec sezonu, przynajmniej jeśli chodzi o walkę o najwyższe cele. Zapewne zagrają w którymś z kończących sezon meczów o jakiś puchar, których w Stanach jest ponad dwadzieścia, ale będzie to któryś z mniej prestiżowych.

Patriots kupili Aqiba Taliba

New England Patriots logoTuż przed trade deadline, czyli ostatnim momentem, gdy kluby mogły wymieniać zawodników, New England Patriots dogadali się z Tampa Bay Buccaneers. Do Tampy powędrował wybór w czwartej rundzie najbliższego draftu, w zamian za to Patriots dostali wybór w siódmej rundzie i cornerbacka Aqiba Taliba.

Talib to niezmiernie utalentowanny zawodnik, ale od początku kariery w NFL popadał w konflikty z prawem, choć warto zauważyć, że żadne z oskarżeń nie skończyło się karą poważniejsza niż grzywna. Talib nie wystąpi też w najbliższym meczu Patriots, bo zostało mu jeszcze jedno spotkanie z czteromeczowej dyskwalifikacji za naruszenie antydopingowej polityki lligi. Oznacza to, że może zagrać najwcześniej 18 listopada przeciwko Colts. Jak na razie w czterech meczach sezonu zaliczył 21 tackles, jeden przechwyt i wybronił siedem podań.

 

Transfer ten jest odważnym ruchem Billa Belichicka, ocierającym się wręcz  o desperację. Patriots to w tym roku naprawdę kompletna drużyna, brakuje jej jedynie dobrej secondary. Jeśli Talib zdoła poprawić obronę podaniową drużyny, to ekipa z Bostonu będzie naprawdę trudna do zatrzymania. Z drugiej strony jest to zawodnik, który często miewa problemy pozaboiskowe. Belichick chętnie sięga po takich graczy. Czasem okazuje się to spektakularnym sukcesem (Randy Moss, Aaron Hernandez) czasem spektakularną porażką (Albert Heynsword, Chad Ochochinco).

Ryzyko tego ruchu zmniejsza fakt, że Talibowi kończy się w tym sezonie kontrakt, co powoduje, że Pats w razie potrzeby mogą się go w miarę bezboleśnie pozbyć. Wybór w czwartej rudndzie draftu to nie jest wysoka cena za możliwość naprawienia właściwie jedynej słabości tej ekipy.

Londyn pokochał Patriots

New England Patriots przyjechali do Londynu i podbili serca brytyjskiej widowni. Rob Gronkowski najpierw dał show przed meczem, a potem był kluczową postacią w pogromie, jaki ekipa Billa Belichicka zafundowała St. Louis Rams.

Tymczasem Green Bay Packers koszmarnie męczyli się u siebie ze słabiutkimi Jacksonville Jaguars. Na szczęście już niedługo tydzień przerwy, bo lista kontuzjowanych w Green Bay niebezpiecznie się wydłuża.

 

Gronkowski i dziadek do orzechów

International Series, czyli doroczny mecz w Londynie to wielkie show dla europejskich fanów. Drużyny spotykają się z kibicami, biorą udział w różnych eventach, a w końcu grają mecz na Wembley. W przeciwieństwie do NBA, które w Europie grywa, ale tylko towarzysko, NFL rozgrywa w Londynie normalny mecz sezonu zasadniczego.

Tym razem Patriots zmierzyli się z St. Louis Rams. Barany były tylko tłem dla Patriotów, zarówno na boisku, jak i poza nim. Zaczęło się od spotkania z kibicami na Trafalgar Square pod Kolumną Nelsona. Tom Brady, Bill Belichick czy Wes Welker to osoby, które w lidze osiągnęły znacznie więcej, ale uwagę kibiców najbardziej przykuł młody TE Rob Gronkowski. Rob, poza tym że jest świetnym zawodnikiem, zarówno jako bloker jak i reciver, ma też duszę prawdziwego showmana, co udowodnił już w przerwie letniej. Tym razem na spotkaniu z kibicami usłuchał skandowanego wezwania („Spike the mic”) i roztrzaskał sprzęt o scenę, naśladując swoją słynną celebrację po każdym przyłożeniu (akcja zaczyna się w 1:13).

 

Oczywiście nie mogło też zabraknąć ciekawej celebracji po przyłożeniu już w czasie meczu. Według samego Gronkowskiego naśladował on „Tego małego dziadka do orzechów, który pilnuje Domu” („This little nutckracker dude, that’s guarding the House”). Większość komentatorów skłania się ku uznaniu, że chodziło o straż przed Buckingham Pallace.

 

Rams podjęli walkę jedynie na samym początku, kiedy to Sam Bradford puścił 50 metrową bombę na TD. Jednak od tego momentu istnieli już tylko Patriots. Pierwszych pięć ofensywnych serii Patriots zakończyło się przyłożeniami. Dopiero siódma nie przyniosła punktów, ale wtedy było już dawno po meczu. W końcówce na boisko weszły głębokie rezerwy, łącznie z rezerwowym rozgrywającym.

Tym razem trudno znaleźć jakiekolwiek słabe strony w grze Patriots. Brady dzielił i rządził (23/35, 304 jardy, 4 TD, żadnych strat), Gronkowski miał ponad 160 jardów złapanych podań i 2 TD, a Ridley dołożył 127 jardów dołem i TD. Obrona wybiła kolejnemu elitarnemu running backowi grę z głowy. Tym razem Steven Jackson zaliczył tylko 23 jardy w 7 próbach. Większość jardów dołem Rams zdobyli w samej końcówce, gdy na murawie walczyły ze sobą głębokie rezerwy. O dziwo nie można mieć też zastrzeżeń do obrony Patriots przeciwko podaniom, ale to chyba kwestia słabości rywala w tym elemencie gry.

W tym tygodniu Patriots mają wolne, które przyda się zwłaszcza kontuzjowanemu TE Aaronowi Hernandezowi i RB Brandonowi Bouldenowi oraz mocno poobijanej secondary (obaj podstawowi safety nie grali w meczu z Rams).

 

Męki poobijanych Packers

Green Bay Packers wolne mają dopiero za dwa tygodnie, ale nie mogą się go już doczekać. Kontuzjowani są obaj podstawowi WR – Greg Jennings i Jordy Nelson, podstawowy RB Cedrick Benson, najważniejszy gracz secondary Charles Woodson, fullback John Kuhn i LB Nick Perry.

W tak osłabionym składzie sporo problemów sprawili im nawet słabi w tym roku Jackosonville Jaguars.  Gdyby ktoś powiedział mi, że w tym meczu jeden z rozgrywających poda na 186 jardów, a drugi na 303, nigdy bym się nie domyślił, że tym pierwszym będzie Aaron Rodgers. Był to pierwszy mecz od pierwszej rundy play off przed dwoma laty, w którym Rodgers podał na mniej niż 200 jardów. Co ciekawe oba mecze Packers wygrali.

W Green Bay wciąż brakuje porządnej gry biegowej. Bez wątpienia skauci już jeżdżą po amerykańskich uczelniach i szukają perspektywicznych running backów oraz dobrze blokujących liniowych, by poprawić ten element w przyszłym roku.

Zwycięstwo Green Bay zawdzięczają głównie słabości Jaguars oraz swojej formacji specjalnej, która po raz pierwszy od 22 lat zdobyła przyłożenie po zablokowanym puncie rywali. Oczywiście swoje dołożył Rodgers, który w ciężkiej końcówce podał na TD do Donalda Drivera, najskuteczniejszego recivera w historii Packers, który spokojnie dogrywa swój chyba już ostatni w lidze sezon.

W niedzielę Packers grają u siebie z Arizoną Cardinals, którzy przegrali cztery ostatnie mecze i praktycznie nie mają ofensywy. Jednak ich obrona jest całkiem niezła, więc na pewno nie będzie to łatwiejsze spotkanie od tego przeciwko Jacksonville.