NFL Playoffs: Weekend thrillerów

W drugiej rundzie play-offów mieliśmy ciekawą prawidłowość. Pierwszy mecz w ciągu obu dni obfitował w dramaturgię, drugi był łatwym zwycięstwem faworyta. Warto było czekać cały rok na ten etap rozgrywek, nawet jeśli jego ofiarą padli moi Packers :) A teraz do rzeczy.

 

NFL PlayoffsBaltimore Ravens – Denver Broncos 38:35

Wydawało się, że sobotni mecz będzie dla Manninga i spółki tylko przystankiem przed epickim bojem w finale AFC z Tomem Bradym i jego Patriots. Z przepytywanych przez NFL.com 18 analityków, żaden nie postawił na zwycięstwo Ravens.

Dokładne opisanie przebiegu całego spotkania zajęłoby mi pewnie kilka stron (w końcu mieliśmy dwie dogrywki), więc sobie daruję, zwłaszcza, że można je znaleźć w wielu miejscach w internecie. Skupię się jedynie na kilku nasuwających mi się obserwacjach.

Po pierwsze to nie Ravens mecz wygrali, tylko Broncos przegrali. Oczywiście, należy docenić bomby Joego Flacco, dobrą grę jego reciverów i niesamowity mecz Raya Lewisa (17 tackles!). Ale Ravens nie pokazali nic ponad to, co w sezonie zasadniczym, a co ledwo starczyło na awans do play-offów. Defensywa wcale nie okazała się specjalnie szczelna, pozwalając rywalom na zdobycie 35 punktów. Ofensywa znów opierała się na biegach Raya Rice’a i długich podaniach.

Jedyne co trzeba docenić i pochwalić to konsekwencja. Ravens cierpliwie grali akcje biegowe, usypiali obronę i po chwili posyłali długą bombę podaniową. Przez cały mecz defensywa Broncos nie znalazła odpowiedzi na tą stosunkowo prostą strategię. A 70-jardowe podanie Flacco na TD, które doprowadziło do dogrywki, nie miało prawa dojść celu. Jednak katastrofalny błąd secondary Broncos pozwolił gościom doprowadzić do dogrywki.

Zresztą defensywa w ogóle zawiodła ekipę z Denver. Najczęściej sackujący zespół w lidze (średnio przeszło trzy sacki na mecz) zdołał dopaść Joego Flacco tylko raz. Ray Rice dość łatwo zdobywał kolejne jardy dołem, a  secondary nie potrafiła przeciwstawić się reciverom Baltimore cały mecz, a nie tylko w ostatniej akcji.

Nawalił też Payton Manning, którego sam uznałem za MVP sezonu zasadniczego. Popełnił trzy fatalne straty. Bolesna była zwłaszcza ta ostatnia, która umożliwiła Ravens rozstrzygnięcie na swoją korzyść dogrywki.

Jedynym jasnym punktem Broncos były ich special teams. Tindon Holliday miał dwie akcje powrotne na TD, jedną po puncie, drugą po kick-offie. Co ciekawe była to pierwsza porażka tego gracza w tym sezonie. Zaczął go w Houston, gdzie wygrał pierwszych pięć meczy, potem przeniósł się do Denver, z którymi wygrał kolejnych jedenaście.

Ravens jadą w niedzielę do Nowej Anglii. Pytanie brzmi w jakiej będą dyspozycji po długim i wyczerpującym spotkaniu z Broncos.

 

Green Bay Packers – San Francisco 49ers 31:45

Przyznam się (choć trochę mi wstyd), że nie obejrzałem meczu do końca. Gdy w końcówce czwartej kwarty 49ers wyszli na 21-punktowe prowadzenie sfrustrowany poszedłem spać, zwłaszcza że była to u nas godzina 5:15 rano.

Od początku sezonu pisałem, że Packers nie są zespołem na tytuł mistrzowski i niestety okazało się, że miałem rację. Nawaliła przede wszystkim defensywa. I to na wszystkich frontach. Clay Matthews był zupełnie niewidoczny, zdławiony przez świetną linię ofensywną 49ers, a San Francisco podawali i biegali po całym boisku, jakby egzekwowali schematy ofensywne „na sucho”, bez obrońców.

Packers nie potrafili znaleźć sposobu na Colina Kaepernicka. Nie dość, że rozgrywający gospodarzy podał na 263 jardy (z czego niemal połowa trafiła do niesamowitego Michaela Crabtree), to jeszcze przebiegł 181 jardów. Kolejne 119 jardów dołożył biegiem Frank Gore. Gdzie był B.J. Radji, który powinien zatrzymywać te próby biegu? Gdzie był A.J. Hawk, który jako środkowy linebacker odpowiada za akcje biegowe? Trudno powiedzieć, nie zaobserwowałem, by robili wiele pożytecznych rzeczy.

Ofensywa także nie potrafiła złapać rytmu, zwłaszcza, że 49ers unieszkodliwili grę biegową Packers. Co prawda Aaron Rodgers potrafił zrobić coś z niczego, ale zabrakło mu wsparcia kolegów, zwłaszcza że przy dziurawej linii ofensywnej często pozbywał się piłki szybciej niż by należało.

49ers udowodnili, że są nadzwyczaj groźną ekipą i stali się z miejsca faworytem meczu o mistrzostwo NFC, mimo że będą grali na wyjeździe. Packers mają offseason, by przemyśleć jaką strategię przyjąć na przyszły rok. Dziur do łatania nie brakuje, choć szkielet zespołu wciąż jest silny.

 

Seattle Seahawks – Atlanta Falcons 28:30

Kiedy pod koniec trzeciej kwarty Falcons wyszli na prowadzenie 7:27 zostawiłem grający w tle mecz i zacząłem surfować po internecie. I całe szczęście, że zostawiłem, bo przegapiłbym jeden z najbardziej imponujących comebacków wszechczasów, któremu do pełnego powodzenia zabrakło jedynie kilkanaście sekund.

W ciągu jednej kwarty zespół z Seattle zdołał odrobić 21 punktów straty i wyjść na prowadzenie. Gdyby tytuł najlepszego debiutanta przyznawano nie tylko za sezon zasadniczy, ale i za play-offy, to Russel Wilson zdobyłby ją w cuglach. Gdyby tylko dostał wczoraj jakiekolwiek wsparcie od Marshawna Lyncha, to Seahawks wygraliby ten mecz w cuglach. Niestety dla drużyny z zachodniego wybrzeża, RB Seahawks zagrał najsłabszy mecz w sezonie. Kompletnie nie był w stanie przedrzeć się przez zasieki ustawione przez defensywę Falcons.

Z drugiej strony defensywa Seahawks nie spisała się najlepiej. Całkiem nieźle funkcjonowała secondary (póki nie pozwoliła Mattowi Ryanowi doprowadzić swój zespół do field goala w ciągu 18 sekund), ale obrona biegowa kompletnie pokpiła sprawę, co jest o tyle dziwne, że według Football Outsiders ofensywa biegowa Falcons w sezonie zasadniczym lokowała się na 29 miejscu wśród 32 drużyn w lidze.

Gra biegowa uratowała skórę Mattowi Ryanowi, który znów rozegrał nienajlepszy mecz i był bliski czwartej porażki w swoim czwartym meczu w play-offach. Ryan popełnił dwie straty i gdyby nie świetna gra TE Tony’ego Gonzaleza, to mógłby mieć poważne problemy ze zdobywaniem kolejnych pierwszych prób.

Falcons zdołali wygrać przeciwko trudnemu przeciwnikowi w play-offach. To wystarczy, żebym uznał ich za rzeczywistych pretendentów do mistrzostwa. Ale nie wystarczy, bym uznał ich za fawortów nadchodzącej konfrontacji z San Francisco 49ers.

 

Houston Texans – New England Patriots 28:41

Gdyby nie dwie chwile dekoncentracji w drugiej I czwartej kwarcie oraz słaba obrona przeciwko akcjom powrotnym, należałoby uznać, że Patriots zagrali mecz idealny.

Przede wszystkim ogromne gratulacje należą się linii ofensywnej. Poza jednym sackiem na początku meczu, udało im się powstrzymać J.J. Watta, co wydawało się niemożliwe. Defensywny liniowy z Texasu miał jedynie minimalny wpływ na mecz. Jednocześnie utorowali drogę grze biegowej, w której Pats uzbierali 122 jardy.

Tradycyjnie świetny mecz rozegrał Tom Brady, który ma już na koncie 17 zwycięstw w play-offach w karierze, dzięki temu obejmując samodzielne prowadzenie w kategorii największej ilości zwycięstw w play-off jako podstawowy QB (Joe Montana ma 16). Dzięki znakomitej ochronie swojej linii ofensywnej spokojnie i z chirurgiczną precyzją rozmontował defensywę Texans.

Jednak niespodziewanym bohaterem okazał się Shane Vereen. Przez dwa lata swojej kariery RB uzbierał pięć TD. W niedzielę miał ich trzy. Jedno biegowe i dwa podaniowe. Zwłaszcza drugi TD podaniowy, po którym Houston stracił resztę woli walki, był chwytem najwyższej klasy. Swoją drogą zwróćcie uwagę na minę trenera Belichicka po tym zagraniu :)

Świetnie spisała się też defensywa, nawet podaniowa, która stanowiła pewien problem. Patriots udało się powstrzymać grę biegową Ariana Fostera oraz poważnie ograniczyć poczynania Matta Schauba.

Dzięki porażce Broncos Patriots niespodziewanie zagrają finałowy mecz AFC u siebie. Ravens to przeciwnik znacznie słabszy, ale jak udowodnili w sobotę, nie wolno ich lekceważyć, zwłaszcza, że będą pałali rządzą rewanżu za przegrany finał AFC w zeszłym sezonie.

Texans długo uznawani byli za najbardziej zbilansowany zespół ligi. Teraz jednak muszą się zastanowić co zmienić, by polepszyć drużynę. Inaczej pozostaną czołową ekipą, która nigdy nie sięgnie po ostateczny triumf. Matt Schaub to solidny podstawowy QB, ale czy na tyle dobry, by wygrać Super Bowl? Patrząc po tym, jacy rozgrywający triumfowali w ostatnich latach, na pewno nie. Do Brady’ego, Paytona Manninga, Rodgersa, Breesa, Roethlisbergera czy nawet Eli Manninga sporo mu brakuje.

NFL Playoffs – Zapowiedź Divisional Round

Żarty się skończyły. W grze pozostało już tylko osiem najlepszych w tym sezonie ekip. I o ile w AFC w przypadku Ravens można mówić, że to po prostu najlepsza z najgorszych, o tyle oba mecze w NFC zapowiadają się pasjonująco. Zapraszam na zapowiedź i moje typy. Jak zwykle gospodarz na drugim miejscu. W poprzedniej rundzie miałem bilans 3-1.

 

NFL PlayoffsAFC

#4 Baltimore Ravens – #1 Denver Broncos (sobota, 16:30 ET, 22:30 CET)

To będzie ostatni mecz w karierze Raya Lewisa, bo o prostu nie widzę możliwości, żeby poobijani I znacznie słabsi niż w ostatnich latach Ravens przeciwstawili się Manningowi i spółce. Od porażki z Patriots 7 października, Broncos wygrali 11 meczów z rzędu. Fakt, że rywale nie byli najwyższych lotów, ale osiągnięcie to i tak robi wrażenie. Po drodze, 16 grudnia, zdemolowali z łatwością na wyjeździe Ravens.

Drużyna z Baltimore jest bez wątpienia najsłabszym zespołem, który dotarł do tej rundy. Obrona, która przez ostatnią dekadę była ich znakiem firmowym, mocno ucierpiała w tym sezonie na skutek kontuzji i starzenia się najważniejszych graczy. Ray Lewis i Lardarius Webb stracili większość sezonu z powodu kontuzji, Terell Suggs po operacji ścięgna Achillesa jest tylko cieniem samego siebie, podobnie jak Ed Reed. W tej sytuacji Ravens zaczęli mocniej polegać na swojej ofensywie, tyle tylko że zamiast złożyć jej ciężar na jednego z najlepszych running backów w NFL, Raya Rice’a, uparcie próbują grać podaniami. Joe Flacco jest solidnym starterem, ale w meczach z lepszymi drużynami trzeba czegoś więcej niż „solidny”, by na tym opierać swój plan ofensywny.

Tymczasem Payton Manning wrócił do znakomitej dyspozycji sprzed operacji szyi. Co ważniejsze, w Colts nigdy nie miał tak dobrej gry biegowej i obrony, co bardzo ułatwia mu życie. W defensywie szaleją Von Miller i Eric Dumervil, którzy wspólnie zaliczyli 29.5 sacka. Defensywa Broncos jest w tej kategorii zespołowo na pierwszym miejscu. To oznacza długi dzień dla Joego Flacco, na szczęście już w niedzielę będzie mógł zacząć pakować się na ryby.

Mój typ: Broncos

 

#3 Houston Texans – #2 New England Patriots (niedziela, 16:30ET, 22:30 CET)

Także ten mecz, podobnie jak spotkanie Ravens – Broncos, będzie jedynie prologiem, zapowiadające kolejne epickie starcie Manning vs Brady. Texans przez większość sezonu straszyli świetnym bilansem, ale na koniec powietrze zeszło z nich jak z napompowanego balonika. Co prawda wygrali pierwszy mecz w play-off, ale czym innym jest pokonanie po męczarniach u siebie Bengals, którzy zapomnieli zabrać na mecz swoją ofensywę, a czym innym pojechanie do Massachusetts i pokonanie rozpędzonej ofensywy Patriots na ich terenie. Houston grają najlepiej, gdy hula ich gra biegowa, co daje szansę Mattowi Schaubowi na większą swobodę w akcjach podaniowych. Jednak tegoroczna defensywa Patriots jest znacznie szczelniejsza od zeszłorocznej. Obrona przeciwko biegowi stała się ich specjalnością, co oznacza, że to Schaub będzie musiał wziąć na siebie lwią część ciężaru gry ofensywnej, a już z Bengals pokazał, że nie zawsze można na niego liczyć.

W tej sytuacji jedyną nadzieją Texans jest defensywa, a konkretnie J.J. Watt. Jeśli najlepszy obecnie obrońca w NFL wzbije się na absolutne wyżyny swoich możliwości, może zakłócić rytm gry Brady’ego i spółki na tyle, by znacznie słabsza ofensywa Texans spróbowała dotrzymać kroku.

Patriots, tak jak przez cały sezon, zapewne spróbują na początku otworzyć grę biegową i będą podkręcali tempo, starając się złapać nieprzygotowaną obronę rywala. To otworzy możliwość podań dla Brady’ego, który jak rzadko w tym sezonie będzie dysponował kompletem swoich reciverów. Jeśli linia ofensywna skutecznie podwoi Watta, Patriots nie powinni mieć problemu ze sprawnym przemieszczaniem się do pola punktowego Texans.

Tylko totalna katastrofa albo mecz życia Matta Schauba może zapobiec powtórce z 10 grudnia, kiedy Texans przegrali na Foxborough 42:14.

Mój typ: Patriots

 

NFC

#3 Green Bay Packers – #2 San Francisco 49ers (sobota, 20.00 ET, 02.00 CET)

Absolutnie najciekawszy mecz tej rundy. Naprzeciwko siebie staną dwie niezmiernie wyrównane, a jednocześnie kompletnie się od siebie różniące drużyny. Packers to nieustanna ofensywa powietrzna napędzana przez Aarona Rodgersa i jego najlepszy w lidze korpus wide reciverów. Z kolei 49ers to druga po Seahawks najlepsza defensywa w lidze, słynąca z wywierania ogromnej presji na rozgrywającego rywali.

Ofensywnie zespół z San Francisco przesunął ciężar nieco w stronę gry podaniowej odkąd na rozegraniu Alexa Smitha zastąpił Colin Kaepernick. Na pewno jest to quarterback bardziej dynamiczny, niekonwencjonalny, ale i skłonny do częstszych pomyłek, które będzie musiała wykorzystać defensywa Packers. Defensywa, która po powrocie Claya Matthewsa i Charlesa Woodsona spisuje się znacznie lepiej niż przez większość sezonu, ale którą wciąż nęka nierówna gra poszczególnych graczy. Jest to chyba najsłabsza defensywa spośród wszystkich pozostałych jeszcze w grze.

Packers będą musieli zrealizować dwie rzeczy, by marzyć o wywiezieniu zwycięstwa z Zachodniego Wybrzeża. Po pierwsze dziurawa linia ofensywna musi zagrać najlepszy mecz w sezonie i utrzymać Aldona Smitha (prawie 20 sacków w tym roku) z dala od Aarona Rodgersa, a defensywa musi zdławić świetną grę biegową 49ers i utrzymać Kaepernicka w kieszeni, gdzie jest mniej skuteczny.

Dla 49ers recepta jest jedna: dopaść Rodgersa. Powinien im to ułatwić powrót Justina Smitha po kontuzji. Jeśli zdołają ograniczyć poczynania Rodgersa, gra biegowa Packers nie powinna im zrobić krzywdy.

Mój typ: Packers, ale w tym meczu żaden wynik mnie nie zdziwi

 

#5 Seattle Seahawks – #1 Atlanta Falcons (niedziela, 13.00 ET, 19.00 CET)

Matt Ryan: pięć sezonów, czwarty raz w play-off, jego dotychczasowy bilans w postseason: 0-3.

Russel Wilson: pierwszy sezon, pierwszy awans do play-off, pierwsze zwycięstwo w play-off w pierwszym meczu.

Jak do tej pory Matt Ryan i Falcons, od kilku lat na szczycie ligi, stają się inną drużyną, gdy przychodzi do gry w play-offach. Ryan ma przed sobą trudne zadanie: musi udowodnić całemu światu, ze nie nawala w najważniejszych momentach, do tego zrobić to w niezwykle trudnym meczu.

Naprzeciwko Falcons staną Seattle Seahawks, największa pozytywna niespodzianka tego sezonu. Drużyna ta nabiera rozpędu z każdym meczem, a ich rozgrywający debiutant gra jak weteran. Najlepsza obrona NFL może mocno utrudnić życie Ryanowi i jego reciverom, a gry biegowej Falcons za bardzo nie mają. Trudno też znaleźć kogoś, kto zdołałby zatrzymać RB z Seattle, Marshawna Lyncha.

Falcons mają najlepszy bilans w całej lidze w sezonie zasadniczym, jednak nietrudno zauważyć, że mielinajłatwiejszy terminarz w lidze. Oczywiście nie można ich lekceważyć, niezależnie od układu spotkań wygranie 13 meczy w sezonie zasadniczym to godne uwagi osiągnięcie. Niemniej jednak cały sezon podkreślałem, że nie wierzę w sukces Falcons w play-off i póki nie pokonają kogokolwiek w postseason nie zacznę traktować ich poważnie.

Mój typ: Seahawks

Alabama obroniła mistrzostwo NCAA

Trzeci tytuł mistrzowski w ciągu czterech lat. Drugi z rzędu po raz pierwszy odkąd istnieje BCS (czyli od 1999 r.). Siódmy tytuł z rzędu dla konferencji SEC.

bcs championchip game 2013Tegoroczne osiągniecie Alabamy jest wyjątkowe pod wieloma względami. Poza jednym. Znów byli absolutnie bezkonkurencyjni w najważniejszym meczu sezonu. W zeszłym roku nie pozwolili LSU na zdobycie nawet jednego punktu. W tym Notre Dame po raz pierwszy dotarła do pola punktowego Alabamy, gdy było już po wszystkim.

Do przerwy było 28:0. Skończyło się na 42:14. Eddie Lacy przebiegł 140 jardów, zdobył dwa przyłożenia (jedno biegowe, jedno po złapanym podaniu) i został MVP spotkania. A.J. McCarron podał na 264 jardy i 4 TD. Linebacker Notre Dame i finalista Nagrody Heismana, Manti Te’o mógł tylko bezradnie patrzeć, jak ofensywa Alabamy zmiata z powierzchni ziemi jego defensywę, która pozwoliła rywalom na zdobycie najmniejszej ilości punktów w całej FBS (najwyższej dywizji footballu akademickiego).

Ekipa Notre Dame, do tej pory niepokonana, została zdominowana absolutnie w każdym elemencie gry. Ich akcje biegowe przynosiły niespełna dwa jardy na próbę, w sumie 32  w całym meczu. Defensywa została zmieciona przez potężną linię ofensywną Szkarłatnego Przypływu. W połowie czwartej kwart było już 35:0. To oznaczało, że Alabama w trzech swoich ostatnich meczach o mistrzostwo NCAA zdobyła 69 punktów bez odpowiedzi rywala i nie pozwoliła przeciwnikom na zdobycie jakichkolwiek punktów przez 110 minut. Niemal pełne dwa mecze! W spotkaniach dwóch najlepszych akademickich ekip z kraju!

Ugruntowali też dominację konferencji SEC. Alabama, Floryda z Timem Tebow i Auburn z Camem Newtonem wzięły siedem ostatnich tytułów mistrza kraju. Całą reszta Stanów ma tego dość, ale nie jest w stanie zagrozić konferencji południowo-wschodniej.

Alabama straci cześć swojej mistrzowskiej ekipy. Do NFL na pewno trafi Lacy i kilku czwartoroczniaków z linii ofensywnej. Być może też część obrony. Ale po zeszłorocznym mistrzostwie, Alabama wysłała do NFL aż ośmiu zawodników, z czego czterech wzięto w  pierwszej rundzie draftu. A mimo to powtórzyli swój sukces. W przyszłym roku tez mają na to spore szanse.

Kto może im pokrzyżować plany? Pewnie Johnny Manziel, który raz ich już pokonał. Zdobywca nagrody Heismanna z Texas A&M poprowadził swoją uczelnię do pewnego zwycięstwa w Cotton Bowl nad Oklahomą State. Manziel zanotował statystyki jak z innej planety: 287 jardów i 2 TD podaniami, 229 jardów i 2 TD biegiem. A przypominam, że to był dopiero jego pierwszy rok w akademickim footballu.

Z innych ciekawych Bowls, #3 Foryda niespodziewanie uległa #21 Louisville 33:23 w Sugar Bowl, a #4 Oregon nadspodziewanie łatwo rozprawił się z #5 Kansas State, wygrywając Fiesta Bowl 35:17.

Play-offy NFL: Wild Card Round

NFL PlayoffsDla polskich fanów NFL miniony weekend był pierwszym z serii nieprzespanych. Zaczęły się play-offy, czas w roku, kiedy żal przegapić jakikolwiek mecz, nawet taki, który kończy się o 5.30 rano naszego czasu. Niestety pierwsza runda trochę rozczarowała. Nie mieliśmy żadnej większej niespodzianki, play-offy w AFC stoją jak na razie na bardzo niskim poziomie, a w NFC Vikings poddali się właściwie bez walki. Acha, a ja wytypowałem prawidłowo wyniki trzech z czterech meczy ;)

 

Seattle Seahawks – Washington Redskins 24:14

Od początku wiele oczekiwano po tym spotkaniu i słusznie. Mecz okazał się bardzo emocjonujący, choć niestety nie tylko ze względów czysto sportowych.  Decydującym momentem była końcówka pierwszej kwarty. Kwarty, na którą Redskins wyszli świetnie przygotowani taktycznie i zaskoczyli gości z zachodniego wybrzeża. Presja na Russela Wilsona zatkała ofensywę Seahawks, a Alfred Morris i RG3 z łatwością rozbijali najlepszą w sezonie zasadniczym defensywę Seattle.

W ostatnich minutach pierwszej części gry gospodarze prowadzili 7:0 i byli w Red Zone rywala. Wówczas Griffin źle stanął i naruszył uszkodzone kilka tygodni wcześniej więzadła w kolanie. Co prawda zdołał jeszcze w następnej akcji podać na TD i wyprowadzić swój zespół na prowadzenie 14:0, ale od tej chwili stał się cieniem nawet nie samego siebie, a cieniem Marka Sancheza. Kuśtykający rozgrywający Redskins przez kolejne 2,5 kwarty podał zaledwie na 18 jardów, INT i stracił jedno fumble.

Pytanie brzmi czy Mike Shanahan nie powinien ściągnąć Griffina z boiska. Moim zdaniem powinien pozwolić mu zostać na jedną-dwie serie. Wówczas wszyscy na stadionie poza Shanahanem i RG3 wiedzieli już, że QB Redskins nie tylko nie pomaga, ale wręcz przeszkadza swojemu zespołowi. Należało go zdjąć z boiska, zwłaszcza, że gospodarze dysponowali wartościowym zmiennikiem dla swojego rozgrywającego – Kirkiem Cousinsem.

RG3 ostatecznie zszedł z boiska w połowie trzeciej kwarty, gdy w jednej z akcji noga ugięła się pod nim w naprawdę makabrycznie wyglądający sposób. Wprowadzony w jego miejsce Cousins w desperacji próbował zrobić coś z niczego, ale pod wpływem tego ciosu i presji obrony gości cała drużyna Redskins zawaliła się.

Co ciekawe do początku czwartej kwarty defensywa Washingtonu trzymała zespół w grze, mimo że ofensywa utknęła w miejscu. Nawet na jeden jard od własnego pola punktowego potrafili wymusić stratę Marshawna Lyncha. Jednak ostatecznie Lynch i Wilson przeważyli i to Seahawks zagrają w drugiej rundzie play-offów. Jadą do Atlanty na mecz z mającymi najlepszy bilans w NFC Falcons, ale absolutnie nie można ich skreślać.

 

Minnesota Vikings – Green Bay Packers 10:24

Jeszcze zanim zawodnicy wyszli na boisko w Green Bay, wynik był już właściwie przesądzony. Rozgrywający gości, Christian Ponder, musiał znieść mnóstwo krytyki, najczęściej zasłużonej. Jednak fani Vikings przekonali się, że przy swoim zmienniku, Joe Webbie, Ponder to prawdziwa gwiazda.

Tuż przed meczem okazało się, że Ponder nie zagra. Relacje co do przyczyny urazu łokcia są różne, jedni mówią o ogromnym krwiaku, inni twierdzą, że to zapalenie torebki stawowej. Jednak wszyscy obserwatorzy zgodnie twierdzili, że Ponder nie był w stanie wykonywać najprostszych podań. Niestety dla Vikings, zdrowy Webb też nie.

W tej sytuacji gościom pozostał tylko niezawodny Adrian Peterson, ale Packers nie tylko wiedzieli, że mogą skupić na nim swoje wysiłki, ale dodatkowo odzyskali Charlesa Woodsona, który zawsze znajdował się tam, gdzie był najbardziej potrzebny. Ponadto defensywa odwaliła kawał dobrej roboty, ustawiając szczelną zaporę i nie pozwalając Petersonowi uciekać po skrzydłach. W efekcie running back Minnesoty zdobył tylko 99 jardów (w poprzednich dwóch meczach z Packers ponad 400), z czego około 1/3 w końcówce, gdy wynik był już przesądzony.

W najbliższy weekend Packers jadą do San Francisco na mecz z 49ers. Zapowiada się pasjonująca konfrontacja, której zwycięzca z miejsca stanie się głównym kandydatem do wygrania NFC.

 

Cincinnati Bengals – Houston Texans 13:19

Gdyby Bengals zabrali ze sobą na ten mecz ofensywę, pewnie wywieźliby z Texasu zwycięstwo, tak jakprorokowałem w piątek. Niestety Andy Dalton i A.J. Green zagubili się gdzieś po drodze, a na boisko wyszły ich średnio udane podróbki.

Texans także nie imponowali w ofensywie, ale ich defensywa nie pozwalała rywalom na wiele. J.J. Watt tradycyjnie siał spustoszenie, a gdy linia ofensywna rywali go podwajała, robili to za niego koledzy. Inna sprawa, że Bengals niespecjalnie im to utrudniali.

QB Texans, Matt Schaub, wygrał swój debiut w play-offach, ale niewiele w tym jego zasługi. Ofensywę Teksańczyków ciągnął przez cały mecz znakomity RB Arian Foster i to jemu Texans zawdzięczają bilety do Nowej Anglii na najbliższy weekend. Nie sądzę jednak, by byli w stanie zrobić coś poza zwiedzeniem Bostonu. Na pewno nie w tej formie.

 

Indianapolis Colts – Baltimore Ravens 9:24

W Baltimore skończyła się niesamowita podróż Colts w wersji 2012. Okazało się, że Andrew Luck to za mało, zwłaszcza, że nikt nie potrafił pokryć Antwana Boldena. Rozgrywający Ravens, Joe Flacco, rzucał piłki w okolice swojego recivera, a ten łapał absolutnie wszystko. Do tego doszedł szalejący w akcjach biegowych Ray Rice i defensywa Colts była ugotowana. W ofensywie stać ich było tylko na trzy field goale, głównie za sprawą Raya Lewisa. „Oryginal Raven” zapowiedział zakończenie kariery i rozegrał swój najprawdopodobniej ostatni mecz w Baltimore po tym, jak z powodu kontuzji stracił pół sezonu. W niedzielę był dosłownie wszędzie. Zaliczył 13 tackles i  był najlepszym graczem defensywy w tym spotkaniu.

W weekend Ravens jadą do Denver na spotkanie z trupą Paytona Manninga. Nie widzę możliwości, by mu specjalnie zagrozili.

 

Zapraszam na bloga w piątek na analizę par drugiej rundy play-off.

Kręci się karuzela trenerska w NFL

Dwanaście ekip szykuje się do zaczynających się dziś play-offów, ale pozostałe dwadzieścia myśli już o kolejnym sezonie. „Czarny Poniedziałek” przyniósł zwolnienia trenerów w kilku ekipach NFL, a obecnie z każdym dniem wiemy coraz więcej o potencjalnych następcach.

andy reidNajważniejszą zmianą było wylanie Andy’ego Reida z funkcji trenera Philadelphia Eagles. Reid był najdłużej pracującym w jednym klubie głównym trenerem (czyli nie koordynatorem lub asystentem). Trenował Eagles przez 14 sezonów. Z drużyny permanentnie słabej uczynił jedną z czołowych ekip NFL. Za jego kadencji Eagles wygrali ponad 60% meczy, zagrali dziewięć razy w play-off, zdobyli sześć tytułów mistrzowskich w NFC East, pięć razy zameldowali się w meczu o mistrzostwo NFC i raz w Super Bowl (2005, przegrali z Patriots).  Reid bez wątpienia dał klubowi stabilizację i uczynił z nich liczącą się siłę, ale nigdy nie zdołał wygrać mistrzostwa i wielu komentatorów zarzucało mu, że jego drużyny zawodzą w najważniejszych momentach.

Reid został zwolniony z funkcji trenera po dwóch sezonach bez awansu do play-offów. W zeszłym roku jego ekipa została ochrzczona „Dream Teamem” ze względu na spektakularne zakupy graczy w przerwie międzysezonowej, jednak nie zdołała nawet wejść do play-offów. W tym roku, mimo wielkich oczekiwań, Eagles wygrali jedynie 4 spotkania.

Reid był bezrobotnym niecały tydzień. W piątek Kansas City Chiefs oficjalnie potwierdzili, że podpisali pięcioletni kontrakt z Reidem. Przed korpulentnym szkoleniowcem niezmiernie trudne zadanie, bowiem Chiefs mieli najgorszy bilans w lidze w tym sezonie (2-14). W tegorocznym drafcie Chiefs będą wybierali z numerem 1, ale wśród kandydatów do naboru nie widać jednego gracza, który potrafiłby odmienić losy drużyny w takim stopniu jak w tym roku Andrew Luck czy RG3.

Tymczasem Eagles rozglądają się po rynku. Wśród kandydatów do pracy na wschodnim wybrzeżu wymienia się Bruce’a Ariansa, koordynatora ofensywy Colts i Mike’a McCoya, koordynatora ofensywy z Denver.

Wiadomości z innych ekip w kolejności alfabetycznej:

 

Arizona Cardinals

Cardinals zaczęli od czterech zwycięstw z rzędu, ale potem przegrali kolejnych jedenaście meczy. Trener Ken Wisenhurst został zwolniony głównie dlatego, że nie potrafił rozwiązać sytuacji na pozycji QB. Gdyby Cardinals posiadali cokolwiek podobnego do rozgrywającego, mogliby włączyć się do walki o play-offy.

Wśród kandydatów na nowego szkoleniowca na arizońskiej pustyni wymienia się Todda Haleya (koordynatora ofensywy Steelers), Roya Hortona (dotychczasowego koordynatora defensywy Cardinals) i Mike’a McCoya (koordynatora ofensywy Broncos).

 

Bufflo Bills

Bills zwolnili Chana Gaileya po trzech sezonach, podczas których nie potrafił ani razu wypracować dodatniego bilans. Wśród potencjalnych następców wymieniani są wspomniani wyżej Horton i McCoy oraz Lovie Smith, były trener Chicago Bears.

 

Chicago Bears

Bears zwolnili Smitha po sezonie, w którym zanotowali bilans 10-6, ale nie zdołali zakwalifikować się do play-offów. Przez dziewięć lat Smith tylko trzy razy awansował do play-offów. Stworzył jedną z najlepszych defensyw w lidze, która doprowadziła Chicago do Super Bowl w 2007 r., ale ofensywa była permanentnie słaba.

Bears przymierzają się do koordynatora ofensywy z Indianapolis, Bruce’a Ariansa (który pod nieobecność walczącego z białaczką Chucka Pagano pełnił przez większą część sezonu obowiązki głównego trenera) oraz ofensywnych koordynatorów Saints, Pete’a Carmichaela i Packers, Toma Clementsa.

 

Cleveland Browns

Browns to od swojego powrotu do ligi w 1999 r. ekipa permanentnie słaba, jednak zwolnienie trenera ma niewiele wspólnego z wynikami. Przed sezonem drużynę kupił Jimmy Haslem, jednak wówczas było już za późno na poważne zmiany. Teraz nowy właściciel zaczął instalować na najważniejszych pozycjach w klubie swoich ludzi.

Podobno Browns ustalili już warunki kontraktu z Chipem Kellym, który w kilka lat zmienił uniwersytecką ekipę Oregonu w jeden z najbardziej kreatywnych i skutecznych ofensywnie zespołów w NCAA.

 

San Diego Chargers

Po kilku latach permanentnych rozczarowań Chargers zdecydowali się wreszcie pożegnać z Norvem Turnerem. Na razie Chargers rozmawiają z Loviem Smithem (zwolnionym z Bears) i Brucem Ariansem (koordynator ofensywy Colts).

Przewidywania na pierwszą rundę play-offów w NFL

Play-offy w NFL są unikatowe na skalę amerykańską, ze względu na niezwykle oryginalny system. Do play-offów kwalifikuje się po sześć drużyn z każdej konferencji: czterej zwycięzcy dywizji, którzy są rozstawieni z numerami 1-4 w zależności od ich bilansu zwycięstw i porażek oraz dwa zespoły z dalszych miejsc z najlepszym bilansem zwycięstw i porażek, niezależnie od tego z jakich dywizji pochodzą, które są rozstawiane z numerami 5-6. Może to prowadzić do takich paradoksów jak w tegorocznej NFC, gdzie drudzy w NFC West Seattle Seahawks z bilansem 11-5 rozstawieni są niżej niż zwycięzcy NFC North Washington Redskins, którzy wygrali zaledwie 10 meczów. Zdarza się też, choć rzadko, że oba zespoły z miejsc 5-6 pochodzą z jednej dywizji. Taką sytuację mieliśmy w zeszłym roku, gdy trzech przedstawicieli AFC North wzięło udział w play-offach.

NFL PlayoffsWracając jednak do systemu rozgrywek. W play-offach gra się tylko jeden mecz. Wygrywający awansuje, przegrywający kończy sezon. Gospodarzem zawsze jest drużyna wyżej rozstawiona.

W pierwszej serii meczów play-offowych odpoczywają dwie najwyżej rozstawione drużyny z każdej konferencji. W tym roku są to Broncos i Patiots w AFC oraz Falcons i 49ers w NFC. Pozostałe grają w „Rundzie Dzikich Kart” (Wild Card Round), nazywanej tak od zespołów z miejsc 5 i 6, czyli tych z dziką kartą. Rozgrywane są wg schematu trzeci zespół z szóstym i czwarty z piątym. Zwycięzcy awansują do „Rundy Dywizji” (Divisional Round), gdzie czekają już dwa najwyżej rozstawione zespoły. Drużyna z miejsca pierwszego gra z najniżej rozstawionym zespołem, który zakwalifikował się do tej rundy, ekipa z drugiego miejsca gra z wyżej rozstawionym z dwóch kwalifikantów. Zwycięzcy Divisional Round spotykają się w finałach obu konferencji, a mistrzowie konferencji mierzą się w Super Bowl o miano najlepszej ekipy w footballu amerykańskim.

W ten weekend będziemy mogli obserwować Wild Card Round, co oznacza, że nie zobaczymy najwyżej rozstawionych ekip, co nie znaczy, że zabraknie emocji. Poniżej krótkie opisy wszystkich rywalizacji i moje typy (zgodnie z amerykańskim sposobem zapisu, gospodarz na drugim miejscu).

 

AFC

#6 Cincinnati Bengals – #3 Houston Texans (5 stycznia, 16:30 ET, 22:30 CET)

Będzie to rewanż za zeszłoroczne spotkanie pierwszej rundy, w którym Texans, mimo braku kontuzjowanego Matta Schauba, pokonali Bengals i wygrali pierwszy w swojej historii mecz play-offów. Tym razem Texans przechodzą kryzys. Przegrali trzy ze swoich ostatnich czterech meczy i stracili wydawałoby się pewne pierwsze miejsce w AFC. Tymczasem Bengals są w gazie. Oni z kolei wygrali siedem z ostatnich ośmiu meczy. Obie ekipy mają solidnego, choć mało widowiskowego rozgrywającego i elitarnego recivera. Jednak kluczowym pojedynkiem będzie rywalizacja linii ofensywnej Bengals z J.J. Wattem, najlepszym obecnie defensorem NFL. Jeśli zdołają go ograniczyć (bo powstrzymać nie sposób), to Bengals mogą sensacyjnie wywieźć z Houston pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w play-off od przeszło 40 lat.

Mój typ: Bengals

 

#5 Indianapolis Colts – #4 Baltimore Ravens (6 stycznia, 13:00 ET, 19:00 CET)

Colts to ta najbardziej “amerykańska” z historii w tegorocznym NFL. Trener skutecznie walczący z  białaczką wraca do zespołu na koniec sezonu i podrywa go do walki. Młody rozgrywający bierze bandę nieudaczników i awansuje z nimi do play-offów. Ktoś w Hollywood już na pewno wykupił do niej prawa. Czy Andrew Luck będzie w stanie przedłużyć „amerykański sen” Colts? Naprzeciwko nich staną zawsze groźni Ravens, którzy pogrążeni są ostatnio w kryzysie. Jednak i oni mają potężną motywację. Niedzielny mecz będzie zapewne ostatnim spotkaniem przed własną widownią legendarnego Raya Lewisa. Linebacker, który jest w Baltimore od początku istnienia drużyny, ogłosił, że po sezonie kończy karierę (na pewno poświęcę mu jeszcze osobny wpis). Magia Andrew Lucka pozwoli mu wygrać jeszcze dużo meczy w play-off, ale jeszcze nie w tym roku.

Mój typ: Ravens

 

NFC

#6 Minnesota Vikings – #3 Green Bay Packers (5 stycznia, 20:00 ET, 02:00 CET)

Adrian Peterson jak na razie w dwóch tegorocznych meczach z łatwością rozmontowywał obronę Packers. Jednak tym razem do składu Green Bay powróci Charles Woodson, zapewne zagra też WR Jordi Nelson. Poza tym lepiej nie zakładać się przeciwko Aaronowi Rodgersowi, najlepszemu statystycznie playoffowemu QB w historii. Zwłaszcza, że naprzeciwko niego staje Christian Ponder. Jeśli tylko linia ofensywna Packers zdoła powstrzymać Jareda Allena przed zgnieceniem na miazgę Rodgersa (co wcale nie jest takie pewne), to Green Bay łatwo awansuje do kolejnej rundy. Jeśli jednak Vikings wygenerują skuteczną presję na Rodgersa wszystko będzie zależało od skuteczności defensywy przeciwko Petersonowi.

Mój typ: Packers

 

#5 Seattle Seahawks – #4 Washington Redskins (6 stycznia, 16:30 ET, 22:30 CET)

Obie ekipy mają dynamicznych debiutantów na pozycji rozgrywających i silnych, skutecznych running backów. Jednak Seahawks mają najlepszą obronę ligi, której Redskins nie posiadają. RG3 jest graczem jak na razie lepszym od Russela Wilsona, ale nie wiadomo, czy zdoła wyleczyć do końca kontuzję kolana. Gdyby mecz był grany w  Seattle, nie dawałbym Redskins najmniejszych szans. Jednak nawet przewaga własnego boiska nie zagwarantuje im, że zdołają coś zdziałać przeciwko defensywie Seahawks.

Mój typ: Seahawks

Green Bay Packers – podsumowanie sezonu zasadniczego

Green Bay Packers logoPo zeszłym sezonie, gdy Packers wydawali się ekipą terminatorów nie do zatrzymania, przyszły play-offy, w których zebrali łomot już w pierwszym meczu. W tym sezonie Aaron Rodgers i spółka wyglądali już jak zwykli śmiertelnicy. Czy to wróży lepszy postseason dla ekipy ze stanu Wisconsin?

 

Formacja ofensywna

Najważniejsza różnica tkwi w ofensywie. Aaron Rodgers nie miał tak dobrego sezonu jak w 2011 r., ale nikt go po nim nie oczekiwał. Co prawda i tak miał najlepszy passer rating w lidze i wciąż bez wątpienia zalicza się do wąskiej grupy elitarnych quarterbacków, ale liczba INT w jego wykonaniu zwiększyła się ponad dwukrotnie.

Na pewno spory wpływ na odrobinę słabsze statystyki Rodgersa miała fatalna linia ofensywna. Ściągnięty z Indianapolis center Jeff Saturday spisywał się tak fatalnie, że pod koniec sezonu wylądował na ławce, a jego koledzy nie grali się dużo lepiej. W efekcie Rodgers często musiał pozbywać się piłki zbyt wcześnie, a i tak przypadł mu w udziale tytuł najczęściej sackowanego rozgrywającego ligi.

Nie pomogły mu też problemy w korpusie reciverów. Greg Jennings i Jordi Nelson, formalnie reciverzy numer 1 i 2 w drużynie, stracili dużą część sezonu przez urazy. Co prawda pod ich nieobecność rozbłysła gwiazda Randalla Cobba (który jednak w końcówce sezonu skręcił sobie kostkę), a James Jones stał się wartościową opcją nr 2, zwłaszcza w okolicach pola punktowego rywali, jednak Green Bay nie miało już takiej głębi na tej pozycji jak w zeszłym roku. Nie pomogła też niejasna sytuacja z podstawowym TE Jarmichaelem Finleyem, który publicznie wyrażał niezadowolenie ze swojej roli w zespole.

Niemniej jednak Rodgers, Cobb, Jones i drugi z TE Tom Crabtree zdołali zmontować jeden z najniebezpieczniejszych ataków podaniowych w lidze. Nie mieli innego wyjścia wobec słabej gry biegowej.

Przez cały sezon Packers usiłowali uruchomić grę dołem, by trochę odciążyć Rodgersa. Najpierw głową w mur bił Cedrick Benson,  a po jego kontuzji zadanie to przejęła cała koalicja RB. W kilku meczach ta gra miała ręce i nogi, ale najczęściej linia ofensywna nie była zdolna, by solidnie czyścić przedpole, a biegacze Packers okazali się po prostu za słabi, by zdziałać coś bez pomocy kolegów z przodu.

Mimo wszystkich swoich wad, ofensywa Green Bay zajęła 13. miejsce pod względem zdobywanych jardów i aż 5. miejsce w lidze pod względem zdobytych punktów. Na plus trzeba im też zapisać zaledwie 16 strat, co dało im ex-equo drugie miejsce w lidze.

 

Formacja defensywna

Największym problemem defensywy była nierówna gra. Zdarzały się mecze, gdy biegali jak kurczaki bez głowy, ale zdarzały się i spotkania, gdzie kompletnie dominowali. B.J. Raji to znikał na całe mecze, to dominował na linii wznowienia akcji.  Secondary zanotowała kilka naprawdę fenomenalnych zagrań, ale z drugiej strony pozwoliła Christanowi Ponderowi rozegrać w ostatniej kolejce sezonu najlepszy mecz  w jego karierze.

Packers zajęli drużynowo drugie miejsce w ilości sacków, a Clay Matthews, choć opuścił kilka spotkań, był piąty indywidualnie z 13 sackami w 12 meczach. Z drugiej strony zajęli dopiero 11. miejsce w lidze w obronie, zarówno pod względem jardów, jak i punktów zdobywanych przez przeciwnika.

Problemem jest obrona przeciwko grze biegowej. Adrian Peterson w dwóch meczach przeciwko Packers zdobył w sumie ponad 400 jardów, z czego przeszło 280 już po pierwszym kontakcie z obrońcą. Packers pozwalają przeciwnikom przebiec 4.5 jarda w każdej próbie i pod tym względem są szóstą od końca obroną ligi.

Brakuje też presji na piłkę. 23 wymuszone straty sytuują Packers ex-eqo na 17. miejscu w lidze i to głównie winą defensywy jest mizerny stosunek strat wymuszonych do własnych, wynoszący +7, choć warto zauważyć, że najlepsi w AFC Denver Broncos popełnili więcej strat, niż wymusili.

Obrona będzie musiała wspiąć się na wyżyny, jeśli Packers marzą o powtórzeniu ataku na mistrzowski tytuł sprzed dwóch lat. Będzie to o tyle łatwiejsze, że w ostatnim meczu sezonu zasadniczego do gry wrócił Matthews, a na play-offy powinien być gotowy Charles Woodson, który ma swoje lata, ale wciąż jest ważnym wsparciem obrony podaniowej w niektórych sytuacjach.

 

Special teams

Ogromnym problemem Packers jest kicker Mason Crosby, najsłabszy w tym elemencie zawodnik w NFL, przynajmniej w tym sezonie. Tak jak wcześniej można było na nim polegać, tak w tym sezonie pudłuje seryjnie, zwłaszcza z większych odległości. Może to się zemścić na drużynie w play-offach, gdy o zwycięstwie często decydują field goale w ostatnich sekundach.

Także punty nie są specjalnie imponujące. Tim Masthay i jego koledzy odsuwają przeciwnika średnio o 39.4 jardy na punt, co jest piątym najsłabszym wynikiem w lidze.

Jeśli chodzi o obronę gry powrotnej, to Packers znajdują się w środku stawki w przypadku kickoffów i pod koniec, jeśli chodzi o powroty po puntach. Na szczęście wynika to z wielu średniej długości powrotów, bo ani razu nie pozwolili na spektakularną akcję. Niestety trudno też znaleźć spektakularną akcję ekip przeciwdziałających powrotom.

Jedynym pozytywem jest własna gra powrotna, w której Green Bay sytuuje się w czołowej dziesiątce ligi i która często daje Aaronowi Rodgersowi i kolegom dobrą pozycję startową. Jednak standardowy człowiek od akcji powrotnych, Randall Cobb, stał się tak istotnym reciverem, że być może Mike McCarthy zwolni go z tych obowiązków. W ostatnim meczu nieźle zastąpił go Jeremy Ross, ale wciąż nie wiadomo kto będzie grał na tej pozycji w play-offach.

 

Nowi zawodnicy

Z debiutantów największy wpływ na grę miał bez wątpienia wybrany w drugiej rundzie Casey Hayward, który z powodzeniem zastąpił kontuzjowanego Woodsona i zanotował najwięcej przechwytów i wybronionych podań w drużynie.

Niezły początek sezonu miał Nick Perry, który miał atakować QB rywali z przeciwnej strony niż Clay Matthews. O ile w tym spisywał się nieźle, to kiedy przychodziło do obrony krótkich podań było już znacznie gorzej. Trudno jednak ocenić jego pełny sezon, bo szybko nabawił się kontuzji, która zakończyła jego grę w tym roku.

Pozostali debiutancie nie wyróżnili się niczym szczególnym, choć każdy miewał obiecujące chwile i z orzeczeniem czy były to dobre wybory należy jeszcze się wstrzymać.

Co do innych nowych graczy, Cedrick Benson kompletnie zawiódł. Nie był w stanie wykrzesać nic z gry biegowej i szybko uległ kontuzji. Jeff Saturday również okazał się nieporozumieniem i jedynie cieniem gracza, który wcześniej współpracował z Paytonem Manningiem w czasie największych sukcesów Colts i zapewne po sezonie zakończy karierę.

Trzech graczy z pozycji DE zakontraktowanych przed sezonem zostało błyskawicznie zwolnionych i nie odegrało większej roli.

Ogólnie draft był poniżej przeciętnej, a pozyskiwanie wolnych agentów wypadło wręcz katastrofalnie. Trzonem drużyny pozostali weterani poprzednich sezonów.

 

Perspektywa przed play-offami

Packers z bilansem 11-5 wygrali NFC North i zajęli trzecie miejsce w całej NFC. W pierwszym meczu play-off spotkają się u siebie z Minnesota Vikings, a jeśli wygrają, zagrają z Atlanta Falcons.

Packers to ekipa, która może celować nawet w Super Bowl, jeśli wszyscy zagrają na normalnym poziomie. Spowolnić ich mogą jednak urazy, nierówna gra defensywy (zwłaszcza niezdolność do generowania strat) i fatalna linia ofensywna. W wyrównanych meczach problemem mogą stać się też special teams.

Naprawdę trudno mi przewidywać dalszą drogę Packers. Jako kibic chciałbym wierzyć, że zameldują się w Super Bowl, ale patrząc realistycznie to raczej nie jest ekipa, która mogłaby zasiąść na tronie footballowego świata.

New England Patriots – podsumowanie sezonu zasadniczego

New England Patriots logoDla Patriots sezon 2012 okazał się dość udany. Po nieco słabszym początku pewnie wygrali AFC East i z drugim miejscem w AFC mają wolny los w pierwszej rundzie play-off. Ostatecznie ekipa z Bostonu wygrała 12 meczy, a przegrała 4.

 

Formacja ofensywna

New England Patriots jak zwykle wyglądali fantastycznie w ofensywie. Trudno, by było inaczej, skoro ich quarterbackiem jest Tom Brady. Jednak w tym sezonie ofensywa zależąca tylko od Brady’ego zyskała nowy wymiar, a to dzięki grze biegowej. Steven Ridley pokonał w tym sezonie 1263 jardy, co dało mu siódme miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych RB, a miał wsparcie Danny’ego Woodheada, Brandona Boldena i Shane’a Vereena, którzy zgromadzili po około 300 jardów dołem. W sumie Patriots zgromadzili 2184 jardy biegowe, co, po latach wleczenia się w tej klasyfikacji w ogonie NFL, dało im siódme miejsce w lidze.

Gra podaniowa jak zwykle wyglądała bardzo solidnie. Brady był klasą dla siebie i przez większą część sezonu poważnym kandydatem do nagrody MVP, póki nie pogrzebał swoich szans słabszą końcówką. Do zespołu nieźle wszedł Brandon Lloyd, jednak ofensywa podaniowa jak zwykle opierała się na krótkich, precyzyjnych podaniach w środku boiska, w łapaniu których przodują Wes Welker, Rob Gronkowski i Aaron Hernandez.

Mimo początkowej niepewności co do newralgicznej pozycji LT, na której miał grać mało doświadczony Nate Soldier, linia ofensywna Patriots spisywała się znacznie lepiej niż w poprzednich latach. Świetnie czyściła drogę w akcjach biegowych, a Tom Brady był wśród najrzadziej sackowanych rozgrywających ligi.

Tak naprawdę w ofensywie trudno się do czegokolwiek przyczepić. Brak może groźnego wertykalnego recivera, który łapałby 40-50 jardowe bomby od Brady’ego, ale jak już wspomniałem w schemacie ofensywnym Patriots, będącym klasyczną West Coast Offense, nie bardzo jest miejsce dla kogoś takiego. Tak naprawdę renesans gry biegowej i lepsza linia ofensywna to jedyne zmiany, których Pats potrzebowali i które w tym sezonie dostali.

Ogólnie ofensywa zgromadziła niemal 428 jardów na mecz. Jednak niewiele mniej miały ofensywy Detroit i New Orleans, a przecież te zespoły nie odniosły wielkich sukcesów. Kluczem nie są jardy, a punkty zdobywane przed Brady’ego i spółkę. Patriots jako jedyna ekipa w tym sezonie przekroczyła 500 zdobytych punktów. Zgromadzili ich 557, średnio 34.8 na mecz, o niemal 5 punktów/mecz więcej niż następni w tej kategorii Denver Broncos. Dla porównania, Detroit Lions, choć ich ofensywa zgromadziła drugą największą ilość jardów, są dopiero na 17 miejscu wśród najlepiej punktujących ekip. Patriots popełnili też zaledwie 16 strat, najmniej ze wszystkich ekip w lidze.

 

Formacja defensywna

Nieco więcej problemów sprawia defensywa. Dzięki udanym wyborom w tegorocznym drafcie (o tym za chwilę) Patriots bardzo wzmocnili linię defensywną. Vince Wilfork jak zwykle dominował na linii, a po bokach miał korpus młodych, utalentowanych DE. Także korpus linebackerów należy do najlepszych w lidze (chyba tylko 49ers dysponują lepszą grupą). W obronie biegowej Patriots pozwalali rywalom na przebiegnięcie średnio 3.9 jarda na próbę, co stawia ich na szóstym miejscu w NFL. Wymusili też najwięcej, bo 19 fumbles przy akcjach biegowych, aż o siedem więcej niż następni Chicago Bears. Ogółem wymusili 41 strat, na które złożyło się 20 przechwytów i 21 odzyskanych fumbles, a wskaźnik strat wymuszonych do własnych wyniósł +25 i jest najlepszy w lidze.

20 przechwytów to czwarty wynik w lidze, niemniej jednak obrona podaniowa pozostaje największą słabością Pats. Po prostu secondary ekipy z Nowej Anglii pozwala na zbyt wiele długich, udanych podań. Przeciwnicy zdobywają 7.7 jarda na każde wykonane podanie i jest to piąty najgorszy wynik w lidze. Z drugiej strony brakuje trochę presji na rozgrywających rywala, choć 37 sacków defensywy Patriots sytuuje się w okolicach ligowej średniej.

Mam nadzieję, że w play-offach secondary Patriots będzie w stanie w optymalnym zestawieniu, bo jak dotąd mocno przerzedzały ją kontuzje. Trzeba przyznać, że transfer Aqiba Taliba bardzo wzmocnił tę formację i dał Billowi Belichickowi możliwość przesunięcia Devina McCourthy’ego na pozycję safety, z korzyścią dla tego gracza i całego zespołu.

Ogółem defensywa jest dopiero na 25. miejscu w lidze, oddając rywalom ponad 373 jardy na mecz. Jednak kiedy popatrzymy na punkty zdobyte przez rywali, sytuacja wygląda znacznie lepiej, bo formacja defensywna jest w tej klasyfikacji na 9. miejscu, z zaledwie 20.7 straconych punktów na mecz.

 

Special teams

Mijający sezon był dość przeciętny dla Patriots jeśli chodzi o sytuacje specjalne. Nieco słabiej niż zwykle spisywał się kicker Stephen Gostkowski, który znajduje się w ogonie najskuteczniejszych kickerów ligi, także punty Zoltana Mesko nie osiągają jakichś nadzwyczajnych odległości. Gra powrotna także plasuje się w okolicach ligowej średniej, choć Patriots zaliczyli po jednym powrocie na TD po puncie i kickoffie. Znacznie lepiej wygląda sprawa obrony przeciwko akcjom powrotnym. Pats pozwolili zaledwie na 6.7 jardów akcji powrotnej po puncie (3. miejsce w lidze) i 20.5 po kickoffie (również 3. miejsce w lidze). Przy żadnej z akcji powrotnych nie pozwolili na przyłożenie.

 

Nowi zawodnicy

Strzałem w dziesiątkę okazały się wybory Patriots w pierwszej rundzie draftu. Chandler Jones i Dont’a Hightower od razu stali się podstawowymi zawodnikami w defensywie i gdyby nie spowolniły ich nieco urazy, byliby solidnymi kandydatami do nagrody debiutantów roku w obronie. Niespodziewanie dobrze w drużynę wkomponował się Alfonzo Dennard, który został wybrany dopiero w siódmej rundzie, ze względu na spore problemy z dyscypliną, ale stał się podstawowym cornerbackiem Pats. Ważnym rezerwowym jest Tavon Wilson, choć zużycie na tego gracza wyboru z drugiej rundy było chyba przesadą. Poniżej oczekiwań spisuje się wybrany w trzeciej rundzie Jake Bequette, który najczęściej udziela się w special teams.

Spory wkład w sukcesy Patriots mieli debiutanci, których nikt nie wybrał w drafcie. Brandon Bolden to cenny zmiennik dla Stevena Ridleya, a Justin Francis kluczowy zmiennik w linii defensywnej.

Spośród transferów z innych drużyn dobrze spisuje się safety Steve Gregory. Niezłe chwile miewał też reciver Brandon Lloyd, choć po tym graczu spodziewaliśmy się nieco więcej. Pozyskany w trakcie sezonu Aqib Talib, jak już wspominałem, stał się czołową postacią podaniowej obrony Patriots.

 

Perspektywa na play-off

Patriots mają za sobą dość udany sezon zasadniczy. W AFC East praktycznie nie mają wartościowych rywali, więc sam awans do play-off nikogo nie zadowala. Ta drużyna jedynie zdobycie Super Bowl będzie mogła uznać za prawdziwy sukces. W AFC jedynymi, którzy mogą im w tym przeszkodzić są Denver Broncos i ich QB Payton Manning którzy mogą obnażyć słabości secondary Patriots. Jednak to ekipa z Nowej Anglii jest jednym z najważniejszych kandydatów do mistrzostwa.