NFL, tydzień 14: Let it snow…

NFL LogoZaczął się grudzień, a w miastach położonych na północy USA i w górach (Denver) coraz częściej śnieg i przymrozki. Zawodnicy robili co w ich mocy, ale piłka często wypadała ze zgrabiałych rąk, a w Filadelfii gracze utykali w śniegu po kostki. Przyzwyczajajmy się. Tegoroczne Super Bowl będzie w zimnym Nowym Jorku na znanym z silnych wiatrów stadionie Meadowlands, a „Almanah Rolnika” zapowiada obfite opady śniegu…

 

Bitwa o NFC South, akt pierwszy

O ile zażartej rywalizacji o NFC South można się było spodziewać przed sezonem, o tyle mało kto spodziewał się, że głównymi jej aktorami będą Saints i Panthers. Więcej osób stawiałoby pewnie na Falcons. A chyba nikt nie oczekiwał, że tak istotną rolę w obu drużynach odgrywać będzie defensywa.

Sean Payton i Drew Brees nie przegrali meczu w nowoorleańskim Superdome od 2010 r. Także i tym razem stosunkowo łatwo rozprawili się z gośćmi z Charlotte. Jednak ważniejsza od świetnej postawy Drew Breesa była gra defensywy. Rob Ryan w ciągu 10 lat kariery koordynatora ofensywy ani razu nie prowadził formacji defensywnej w zespole z dodatnim bilansem zwycięstw. Tym razem ma taką okazję, a jego grupa wykonała kawał dobrej roboty.

Trzeba przyznać, że ofensywa Panthers nie nadaje się do odrabiania strat. Oni wolą kontrolować czas i piłkę. Tym razem Saints wydatnie ograniczyli ofensywę podaniową. Cam Newton został zsackowany pięć razy i osiągnął żałosną średnią 2.8 jarda na akcję podaniową. A że Drew Brees i spółka w drugiej kwarcie po prostu zmietli rywali, Panthers musieli podawać, żeby liczyć na odrobienie strat.

Po drugiej stronie ogromne brawa należą się ochronie Drew Breesa. Oczywiście mam tu na myśli głównie o-line, ale także running backowie blokowali kapitalnie, ograniczając poczynania świetnego front seven Panthers, pozwalając Breesowi spokojnie rozebrać na czynniki pierwsze znacznie słabszą secondary. QB Saints podał na 313 jardów i cztery TD. Świetny mecz (125 jardów, 2 TD) zagrał WR Marqes Colston, kolejne dwa przyłożenie dołożył niezawodny Jimmy Graham.

Za dwa tygodnie to Saints jadą w gości do Panthers. Jednak Carolinie nie wystarczy wygrana u siebie. Mają gorszy bilans meczy w ramach NFC, co powoduje, że muszą mieć od Saints jedno zwycięstwo więcej na koniec sezonu, żeby załapać się na zwycięstwo w NFC South. Na razie mają jedno mniej.

 

Retro defensywa

W miarę rozwoju spread offense i ofensyw takich uczelni jak Baylor czy Oregon, coraz mniej uwagi przykłada się na poziomie akademickim do defensywy. W efekcie do NFL trafiają gracze ze słabymi podstawami, których nie ma kiedy skorygować, bo ostatnie CBA (umowa między związkiem zawodowym futbolistów i ligą) ograniczyło treningi w padach do minimum. Dlatego prawdziwą przyjemnością było dla mnie obejrzenie meczu, w którym zawodnicy obu drużyn nie tylko wiedzieli jak wykonać tackle, ale i potrafili to zrobić.

Seattle Seahawks i San Francissco 49ers są jednymi z najlepszych zespołów w całej lidze. Są jednak na siebie skazani, bo grają w jednej dywizji. W pierwszym meczu w Seattle 49ers zostali dosłownie zmiecieni. Tym razem minimalnie wygrali SF. Jest to dla nich zła wiadomość, bo jeśli nie potrafią zdominować Seahawks u siebie, to ich szanse w playoffach, gdy będą musieli to zrobić na arcytrudnym terenie na wyjeździe, będą minimalne.

Russel Wilson zagrał kolejne dobre spotkanie, ale bohaterem meczu był Frank Gore. RB 49ers w decydującym momencie urwał się obronie Seahawks i przebiegł 51 jardów, co umożliwiło decydujący field goal Phila Dawsona. Na Facebooku jeden z czytelników zwrócił uwagę, że Kaepernick gra chyba z jakąś kontuzją, bo stracił dużo dynamiki. Nie ma go jednak w raporcie kontuzji, a ja odniosłem wrażenie, że słabsze efekty jego biegów to raczej efekt dobrego schematu defensywnego i szybkości linebackerów Seahawks. A Wy jak uważacie?

49ers uciekli goniącym ich Cardinals i przybliżyli się do playoffów. Wyżej jednak niż piąte miejsce raczej nie zajdą. Seahawks wciąż  mają najlepszy bilans w NFC i małe szanse na przegranie jakiegokolwiek meczu do końca sezonu zasadniczego.

 

Tydzień w skrócie:

1. Żywioły szalały na wielu stadionach, ale nigdzie bardziej niż w Filadelfii, gdzie w czasie meczu spadło 15 cm śniegu. Gracze grzęźli w puchu po kostki, a sędziowie musieli zarządzić dodatkowe przerwy na odśnieżanie, bo nie widzieli linii. W tych warunkach lepiej grało się gospodarzom. Lions mieli aż siedem fumble (trzy stracili) i przegrali, dając szanse na walkę o NFC North Packers i Bears. Jednak i gospodarzom przeszkadzały trudne warunki. Nick Foles wreszcie rzucił pierwsze INT w sezonie. A teraz zobaczcie jak Megatron został bałwanem:

2. Baltimore było kolejnym miastem zaatakowanym przez zamieć śnieżną. Tą samą zresztą, bo oba miasta dzieli ledwie 170 km. Śnieg ustał w drugiej połowie meczu Ravens z Vikings, a ostatnia kwarta wynagrodziła kibicom nudne 45 minut. Oba zespoły zdobyły w niej w sumie 42 punkty, z czego 36 (pięć przyłożeń) w ciągu ostatnich 125 sekund. Ostatecznie to gospodarze cieszyli się z trzypunktowego zwycięstwa i wciąż walczą o awans do playoffów.

3. Śnieg i mróz także w Pittsburghu, ale o dziwo nie przeszkodził on ciepłolubnym Dolphins w pokonaniu miejscowych Steelers. Gospodarze mogli wygrać ostatnią nieprawdopodobną akcją, ale Antonio Brown nastąpił na linię boczną tuż przed polem punktowym. Karma po zeszłotygodniowych wyczynach Mike’a Tomlina?

4. Do grona drużyn, które zapewniły sobie udział w playoffach dołączyli Denver Broncos. W mroźnym, górskim Denver Peyton Manning powiedział, że ci, którzy uważają, że nie umie grać na zimnie mogą sobie „wsadzić te sugestie, gdzie słońce nie dochodzi”, po czym podał na 397 jardów i 4 TD. Fakt, przeciwnikami byli nienajlepsi Titans, ale jednak. Niestety dla Denver wstrząśnienia mózgu doznał Wes Welker.

5. Zwycięstwo Manninga zapewniło Colts wygraną w AFC South. Jak za dawnych czasów, co? Colts są już pewni playoffów, ale nie mogą być pewni siebie. Defensywa pozwoliła Bengals na zdobycie 42 punktów. Andy Dalton po świetnym październiku miał katastrofalny listopad, teraz znowu gra dobrze. Czyżby potrzebował parzystych miesięcy? To kiepski prognostyk na styczniowe playoffy.

6. Chief mieli już dość przegrywania. Po dziewięciu zwycięstwach z rzędu przyszły trzy porażki z rzędu i starczy. Ich złość odczuli Redskins, którzy zostali po prostu zmiecieni na własnym boisku. RG3 został zsackowany pięciokrotnie i posłał jedno INT. W akcie litości został w końcówce meczu zdjęty z boiska. Trener Mike Shanahan może stracić posadę, a jego następca nie będzie miał łatwego zadania. W Chiefs bohater był Jamaal Charles. Osiągnął 151 jardów w 19 próbach co daje mu niewiarygodną średnią prawie ośmiu jardów na bieg.

7. Jest jednak ktoś słabszy od Redskins. Texans przegrali po raz jedenasty z rzędu. Po raz drugi z Jaguars. I po raz ostatni pod wodzą Gary’ego Kubiaka. Trener, który prowadził Texans od ośmiu lat, został zwolniony dzień po porażce. Trochę szkoda, że szefostwu klubu zabrakło klasy. Zmiana trenera w tej chwili nie uratuje sezonu, a trener, który po raz pierwszy w historii klubu zagrał w playoffach i tegoroczny słaby sezon przepłacił zawałem serca, mógł zostać zwolniony po sezonie w nieco lepszym stylu. Znacznie większą klasą wykazał się Kubiak, który wykupił całostronicowe ogłoszenie w „Houston Chronicle”, żeby pożegnać się z miastem i fanami.

8. Chicago Bears włączyli się z powrotem do walki o NFC North, wygrywając z Cowboys. Można by zwalić wszystko na Tony’ego Romo i jego grudniową słabość, gdyby nie to, że Romo zagrał przyzwoicie, a nawaliła defensywa. W Bears pod nieobecność kontuzjowanego Jaya Cutlera świetnie gra Luke McCown. Trener Marc Trestman będzie miał trudny orzech do zgryzienia. Cutler jest na pewno lepszym graczem od McCowna, który przez 10 lat nigdy nie potrafił wywalczyć pozycji startera w NFL, ale z drugiej strony trudno sadzać na ławce gracza, który w MNF posyła 4 TD i 0 INT, a w całym sezonie ma wskaźnik TD/INT na poziomie 13/1.

9. Do grona zespołów, które straciły nawet teoretyczne szanse na playoffy dołączyli Texans, Giants, Rams i Redskins.

 

Zapraszam do tekstu o wczorajszym meczach Packers i Patriots oraz podsumowania sezonu zasadniczego w lidze akademickiej.

Zobacz też

Brak komentarzy

  1. Moim zdaniem takie mecze, jak te na śniegu z ostatniego tygodnia w ogóle nie powinny się odbywać. Rozumiem jeszcze drobną warstewkę śniegu, ale nie TO co miało miejsce w niedzielę.
    Zawodnikom gra się fatalnie, a kibicom fatalnie takie śnieżne zapasy ogląda…

    1. Nie przesadzaj. Mecz w Philadelphi był genialny. Raz na jakiś czas można coś takiego obejrzeć. I to było właściwie jedyne spotkanie w anormalnych warunkach. To co działo się na pozostałych stadionach to normalka. Zimą jest zimno, czasem poprószy śnieg i zrobi się lekkie błoto. Tak się kiedyś grało i z tym też trzeba sobie umieć poradzić. Jakoś Brady czy Rodgers nie narzekają tylko robią swoje. A Manning ma 0-3 w play-off na mrozie i 4-7 ogólnie albo w sezonie regularnym. Szału nie robi. Jedynym pocieszeniem jest to, że w Denver może być strasznie zimno ale raczej wiatrów takich jak w Bostonie nie uświadczy się.

      Wracając do meczu Eagles-Lions. Niby pełna losowość ale wyszło tutaj kto jest lepszym trenerem. Kelly lepiej wydedukował co należy robić i spokojnie ograł cołcza Detroit. A wynik mógłby być jeszcze wyższy gdyby nie fantazja gracza Eagles. Mając puste pole przed sobą i jakieś 15 jardów do końca wolał się poślizgać na śniegu i zakończyć mecz niż biec i zdobyć nic nie dające punkty.

  2. Cześć, może uruchomisz gdzieś z boku live czat byśmy mogli w wolnych chwilach rozmawiać. W Polsce nie ma gdzie o aktualnościach NFL, NCAAF rozmawiać. Ciekaw jestem waszych przewidywań na czwartkowy mecz Denver vs San Diego? Może nawet nie o zwycięstwo Denver ale o to, jaką ilością punktów wygrają 🙂

  3. RG3 na ławie do końca sezonu. Rodgers prawdopodobnie też, bo ciągle go boli i lekarze nie dopuszczają go do gry.

    Za to w Chicago może być ciekawie. Cutler wraca. Ciekawe jak to się skończy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *