NFL Power Ranking na półmetku sezonu

Właściwy półmetek sezonu zasadniczego wypadnie jakoś w trakcie następnej kolejki, ale mimo wszystko nadszedł czas na małe podsumowanie. Dlatego w tym tygodniu zamiast opisu kolejki proponuję Power Ranking. Zespoły NFL ułożone są według moim zdaniem najsilniejszego do najsłabszego.

Zauważycie zapewne, że bilans zwycięstw i porażek, choć istotny, nie jest decydujący. Poza tym oceniam grę w pierwszej części sezonu, a nie potencjał. Każdą drużynę starałem się krótko scharakteryzować, ale gdybym miał pisać dokładnie o każdej, siedziałbym nad tym do niedzielnych meczów, a i tak bym nie skończył. Tak więc wybaczcie, jeśli o waszej ulubionej drużynie czegoś nie napisałem.

 

1. Denver Broncos (6-1)

W zeszłym roku ofensywa Broncos biła wszelkie rekordy, a w tym wcale nie wygląda słabiej. Peyton Manning przewodzi wszelkim statystycznym rankingom rozgrywających, a jego QBR jest najwyższe w historii tego wskaźnika. Broncos zdobywają najwięcej punktów w lidze, mają najlepsze ofensywne DVOA z miażdżącą przewagą nad resztą stawki i zaledwie cztery straty w całym sezonie.

Ale co gorsza dla reszty ligi ich defensywa wygląda równie dobrze. Von Miller i DeMarcus Ware mają w sumie 16 sacków w 6 meczach. Broncos oddają średnio 315 jardów na mecz (4. miejsce w lidze) i 20.3 pkt (6.). Do tego tracą najmniej biegowych jardów na mecz, choć to wynika w dużej mierze z faktu, że rywale muszą ich gonić. W defensywnym DVOA są drugą drużyną w lidze.

Czy ktoś jest ich w stanie zatrzymać? Jeśli w niedzielę nie dokonają tego Patriots na Foxborough, to Broncos grozi już tylko samozniszczenie.

 

2. Arizona Cardinals (6-1)

Cardinals to największe pozytywne zakończenie sezonu. Mimo całej masy urazów w defensywie wciąż są skuteczni w obronie, głównie dzięki blitzowaniu na potęgę. Choć indywidualnie nie są tak dobrzy jak inne drużyny z czołówki, to jednak zbiorowo wywierają bardzo skuteczną presję na quarterbacka, co było widać, kiedy wysłali aż siedmiu pass rusherów w ostatniej akcji meczu z Eagles.

Można im zarzucić, że męczą się nawet z takimi drużynami jak Raiders i Redskins, ale z drugiej strony pokonali Chargers i Eagles, a ich jedyna porażka, mecz z Denver, był na styku, póki w wyniku urazów do gry nie musiał wejść trzeci QB Cardinals.

Jeśli Carson Palmer pozostanie zdrowy, a Larry Fitgerald będzie częściej grał tak jak w 2011 albo w ostatnią niedzielę, to Arizona może zdrowo namieszać w playoffach.

 

3. New England Patriots (6-2)

Kiedy kilka tygodni temu Pats zostali zmiażdżeni przez Chiefs, wielu kibiców uwierzyło, że to koniec ery BB (Brady i Belichick). Jednak ostatnio Patriots wygrywają i to w imponującym stylu. Brady wygląda jak w sezonie 2010, gdy zdobył MVP, Rob Gronkowski pomiata rywalami na prawo i lewo, o-line wreszcie potrafi kogoś zablokować, a Brandon LaFell staje się tym silnym WR-em, którego przez wiele lat brakowało w Nowej Anglii.

Problemem są tylko urazy w defensywie. Brak Jarroda Mayo to ogromny problem w obronie biegowej, a bez Chandlera Jonesa Patriots nie są w stanie wygenerować presji standardowym 4-osobowym pass rushem. Na ile tak naprawdę stać tegorocznych Pats? Zobaczymy w niedzielę przeciwko Broncos, a potem w dalszej zabójczo trudnej serii spotkań.

 

4. Dallas Cowboys (6-2)

Porażka ze słabymi Redskins była bolesna, ale wygląda na to, że Cowboys uniknęli najgorszego, czyli poważnej kontuzji Tony’ego Romo. Romo jest w tym sezonie piąty w lidze pod względem QBR i passer rating. DeMarco Murray lideruje biegaczom. Linia ofensywna Dallas ma naprawdę imponujący sezon, a wciąż jeszcze może grać lepiej, zwłaszcza w pass protection.

Obrona Cowboys wyciągnęła z kapelusza kilku noname’ów i według metryk Football Outsiders są solidnymi średniakami. Nieźle jak na formację, która miała być najgorsza w historii. Są wystarczająco dobrzy, by dać ofensywie szansę, a ta gra mądrze i skutecznie. Ich mecze z Eagles powinny być prawdziwą uczta dla fanów.

 

5. Philadelphia Eagles (5-2)

Naprawdę niewiele dzieli Eagles od ich rywali z dywizji i podejrzewam, że ich walką o prymat w NFC East będziemy się pasjonować do końca sezonu. Stawiam Orły nieco niżej, bo nie wykazują skuteczności i konsekwencji na miarę Cowboys. Nick Foles za często popełnia błędy, a linia ofensywna nie potrafi znaleźć dyspozycji z zeszłego sezonu, pewnie dlatego, że ma problemy z urazami kluczowych graczy.

Sytuację w Philadelphii ratuje punktująca na potęgę defensywa i najlepsze w lidze special teams. W najbliższych pięciu meczach Eagles wyjeżdżają do Houston, Green Bay i Dallas oraz podejmują Panthers i Titans. Trzy zwycięstwa muszą być planem minimum, jeśli chcą namieszać w NFC. Na pewno pomogłoby, gdyby ograniczyli straty (17 w tym sezonie), bo tylko Jaguars mają więcej.

 

6. Detroit Lions (6-2)

Detroit Lions mają najlepszą obronę w lidze. Też wam to dziwnie brzmi? Ale takie są fakty. Linia defensywna pod wodzą Ndamukonga Suha absolutnie dominuje, dzięki czemu rywale nie mają możliwości wykorzystania słabości w secondary. Lions mają przy tym sporo szczęścia. W niedzielę umknęli spod topora w Londynie dzięki własnej wtopie w special teams (tak swoją drogą tylko Miami są gorsi w tym elemencie gry), a tydzień wcześniej uratowało ich nietypowe zaćmienie umysłu Drew Breesa. Oba te mecze wygrali jednym punktem, więc spokojnie można powiedzieć, że są o krok od bilansu 4-4. Ale w NFL trzeba mieć też trochę szczęścia.

Lions mają wolne w tym tygodniu, a potem ma wrócić Calvin Johnson. Jeśli będzie w formie, to stworzą zabójczy duet z Goldenem Tatem. Tate to jeden z najlepszych transferów tego lata. Łapie średnio podania na 100 jardów w meczu, a żaden WR w NFL nie ma na koncie tylu jardów zdobytych już po złapaniu piłki.

 

7. Green Bay Packers (5-3)

Packers – Lions to kolejna para w dywizji, która będzie walczyła o pierwsze miejsce do samego końca. A ten koniec nastąpi w 17 kolejce, kiedy obie te ekipy zmierzą się na Lambeau Field. Miodzio.

Ostatni mecz z Saints jest dla Packers sygnałem alarmowym, ale niezbyt głośnym. Jak na razie defensywa spisuje się powyżej oczekiwań, zwłaszcza podaniowa, a bardzo udanym transferem było pozyskanie Juliusa Peppersa, który ma na koncie 4 sacki, 3 wybronione podania, wymuszone fumble i pickk-six. W ofensywie koncertowo grają Aaron Rodgers, który ma 2. passer rating i 3. QBR w NFL oraz Jordy Nelson i Randall Cobb, którzy na spółkę złapali 15 przyłożeń.

 

8. Indianapolis Colts (5-3)

Słaby mecz przeciwko Steelers nie powinien zacierać całości obrazu. Colts to jeden z czterech najsilniejszych zespołów AFC. W przeciwieństwie do poprzednich sezonów nie muszą się w całości opierać na Andrew Lucku. Luck ma kolejny świetny sezon i notuje kolejne postępy. Wciąż ma jeszcze odrobinę za dużo strat, ale może pochwalić się największą ilością jardów i podań na TD w lidze. Ba, jeśli utrzyma to tempo, może pobić rekord ilości jardów podaniowych w jednym sezonie, który rok temu ustanowił Peyton Manning.

Luck ma przy tym spore wsparcie. Dysponuje parą bardzo dobrych reciverów (T.Y. Hilton i Reggie Wayne), duetem solidnych TE (Dwayne Allen i Coby Fleener), a także niezłą grą biegową. Nawet Trent Richardson stał się przydatnym graczem. Wygląda na to, że Colts będą się liczyli jeszcze przez wiele sezonów.

 

9. San Diego Chargers (5-3)

Gdyby nie ich ostatnia zadyszka, pewnie byliby wyżej. Jednak bolesna porażka z Chiefs nieco pokrzyżowała im szyki.

Chargers do perfekcji dopracowali taktykę, która już rok temu przynosiła im sukcesy: przesuwają się do przodu powoli, ale metodycznie, zjadając zegar. Dzięki temu trzymają poza boiskiem ofensywę rywala, a także własną defensywę, która mimo poprawy wciąż nie należy do ich największych atutów. To sprawia, że są na 4. miejscu w NFL w straconych punktach, choć ich obrona jest dopiero 27. w defensywnym DVOA. Nie wiem skąd tak niski wskaźnik, bo secondary zrobiła spory postęp, głównie dzięki transferowi Brandona Flowersa z Chiefs i znakomitemu debiutantowi Jasonowi Verrettowi.

Philip Rivers na dobre pożegnał kryzys i gra dziś jak jeden z najlepszych rozgrywających w NFL. Filigranowy debiutant Branden Oliver, którego w maju nie chciał żaden klub NFL, wyrósł na solidnego startowego RB. Aż czterech reciverów San Diego ma ponad 300 jardów w tym sezonie, a nieśmiertelny Antonio Gates złapał 9 podań na TD.

 

10. San Francisco 49ers (4-3)

Nie tak wyobrażali sobie ten sezon nad Zatoką, ale i tak mogło być gorzej. Defensywa straciła Aldona Smitha i Patricka Willisa, a NaVarro Bowman wciąż nie doszedł do siebie po paskudnej kontuzji z zeszłorocznych playoffów. Do tego secondary, jeszcze kilka lat temu najlepsza w lidze, dziś pozostawia sporo do życzenia. Choć tylko Lions oddają mniej jardów w meczu, to jednak Niners są dopiero na 18. miejscu w straconych punktach.

W tej sytuacji po raz pierwszy za kadencji Jima Harbaugh 49ers muszą polegać raczej na ataku, a z tym jest różnie. O ile Colin Kaepernick biega całkiem nieźle, to passer rating i QBR stawia go dopiero na 14. miejscu w lidze i to pomimo świetnego tria reciverów w osobach Michaela Crabtree, Anquana Boldina i Steviego Johnsona. W grze po ziemi Frank Gore ledwo przekracza 4 jardy na próbę, podobnie jak w niezbyt udanym ubiegłym roku. Tyle że w zeszłym sezonie częściej dostawał piłkę.

Niners trzy razy z rzędu meldowali się w finale NFC, ale bardzo wątpliwe, by udało im się to czwarty raz bez znaczącej poprawy w obronie.

 

11. Seattle Seahawks (4-3)

Cóż za zawód dla drużyny, która miała po raz pierwszy od dekady obronić mistrzowski tytuł. Jak na razie w Seattle więcej jest pytań niż odpowiedzi. Pozornie to defensywa zawodzi, ale we wszystkich wskaźnikach ta grupa wciąż jest w czołowej dziesiątce ligi. Oczywiście to zdecydowany spadek w porównaniu z genialną mistrzowską obroną sprzed roku. Różnica jednak nie w „ujawnieniu rzeczywistej słabości” Shermana czy Thomasa, jak chcieliby krytycy, ale przede wszystkim w braku pass rushu, bez którego nie wytrzyma żadna defensywa w NFL. Seahawks sackują rywali w 4,3% akcji podaniowych i jest to 6. najgorszy wynik w lidze. Dla porównania rok temu byli w tym samym wskaźniku na siódmym miejscu.

Jednak największym problemem jest ofensywa. Eksperyment Percy Harvin zawiódł. Marshawn Lynch gra nieźle, ale jest mało wykorzystywany. Krążą plotki o jego konflikcie z trenerem Carrollem. Poza tym w ofensywie brakuje playmakerów, więc Russel Wilson musi brać wszystko na swoje barki. Mimo wszystkich problemów wciąż ma passer rating na poziomie 98.1 i zdecydowanie najwyższą średnią jardów na bieg ze wszystkich graczy NFL, którzy biegają przynajmniej sześć razy na mecz. Zdobywa po ziemi 8,2 jarda na próbę, a następny w tej klasyfikacji Mark Ingram z Saints „jedynie” 5,7.

Ale to nie wystarczy. Jeśli Seahawks nie odnajdą pass rushu albo czegoś rewolucyjnego w ofensywie, będą mieli problemy nawet z playoffami.

 

12. Cincinnati Bengals (4-2-1)

No i jak uszeregować drużyny z AFC North? Właściwie co tydzień wydarza się coś, co zmienia tam obraz sytuacji. Ale nie mogłem postawić Bengals poniżej Ravens, skoro Cincinnati właśnie skompletowało drugie zwycięstwo nad rywalem z Baltimore.

Jak wszystkie drużyny z tej dywizji Bengals grają piekielnie nierówno. Zaczęli fenomenalnie, by po bye weeku dostać łomot od Patriots. Długo nie mogli się z niego otrząsnąć, ale wygrana na wyjeździe z rozpędzonymi Ravens budzi szacunek.

Statystycznie Bengals to niemal idealny ligowy średniak, choć oddają bardzo dużo jardów, bo 399 na mecz. To zaskakuje, bo w ostatnich latach to właśnie defensywa była ich największym atutem. W ataku widać problemy A.J. Greena, który właściwie cały sezon zmaga się z kontuzją i nie gra na 100%. Dzielnie zastępuje go Mohammed Sanu. Co ciekawe Sanu jest czasem używany w trick plays jako rozgrywający, bo dysponuje niezłym podaniem jak na recivera. W tym roku rzucił dwa podania, ma jedno przyłożenie i perfekcyjny passer rating 158.3.

 

13. Baltimore Ravens (5-3)

Kiedy wydawało się, że wszystko jest na najlepszej drodze i Ravens wygrają dywizję, przydarzyła im się wpadka z Bengals. Trzeba jednak zauważyć, że w Baltimore udało się odbudować obronę, bo tracą jedynie 16,4 pkt/mecz. Tylko Lions są lepsi pod tym względem. Na środku obrony szaleje rookie C.J. Mosley, który jest mocnym kandydatem do nagrody najlepszego debiutanta roku w obronie.

Po zeszłorocznym kryzysie dobrze spisuje się Joe Flacco, który zalicza jeden z najlepszych statystycznych sezonów w karierze, a spora w tym zasługa Steviego Smitha. Weteran z Caroliny przeżywa drugą młodość w Baltimore. Złapał 41 piłek na 675 jardów i jeśli utrzyma tempo będzie to jego najlepszy sezon od trzech lat. Pomaga w tym skuteczna gra biegowa. Justin Forsett zaliczył już 571 jardów po ziemi na imponującej średniej 5.5 jarda na bieg.

W tym tygodniu Ravens jadą do Pittsburgha i będzie to ogromnie ważny mecz dla obu drużyn.

 

14. Pittsburgh Steelers (5-3)

Imponujące zwycięstwo nad Colts pozwoliło im na nawiązanie kontaktu z czołówką AFC, a Ben Roethlisberger zagrał jeden z najlepszych meczów w historii. Podał na 522 jardy i 6 TD przy skuteczności podań 40/49. Do tej pory nie grał może aż tak dobrze, ale i tak rozgrywa świetny sezon, podobnie jak cała ofensywa Steelers. Grają bardzo zbilansowany atak, a Le’Veon Bell i LeGarette Blount zaliczają prawie 5 jardów w każdym biegu.

Znacznie gorzej wygląda to w obronie, która oddaje prawie 25 punktów na mecz. Steelers mają problemy z powstrzymywaniem biegu i wywieraniem presji na rozgrywającego rywali.

 

15. Kansas City Chiefs (4-3)

W NFL zmalała w tym roku liczba sacków, ale Justin Houston chyba tego nie zauważył. Jak na razie ma ich 10 i w tym tempie może zaatakować rekord Michaela Strahana, który wynosi 22.5. W efekcie przeciwnicy Kansas City zdobywają zaledwie 195,7 jardów podaniowych na mecz, najmniej w NFL, a Chiefs tracą 18.3 pkt/mecz i jest to trzeci najlepszy wynik w lidze.

Jednak poza tym sezon Chiefs jest bardzo nierówny i obejmuje zarówno imponujące zwycięstwa nad Chargers i Patriots jak kompromitującą wpadkę z Titans. Generalnie wygląda tak, jak się można było spodziewać. Nieźle biegają, słabo wygląda gra podaniowa, a drużyna jest solidnym średniakiem. Pozytywną niespodzianką jest Knile Davis, który skutecznością gry po ziemi nie ustępuje Jamaalowi Charlesowi, a w pewnych aspektach nawet go przewyższa.

 

16. Buffalo Bills (5-3)

Jeden z najlepszych startów Bills w tym tysiącleciu to głównie zasługa ultraagresywnej defensywy, która wymusiła 18 strat rywala, najwięcej w NFL. Rozgrywający rywali mają passer rating zaledwie 79,6 i rzucili przeciwko Bills tyle samo INT co TD, choć trzeba przyznać, że te wskaźniki napompował nieco Geno Smith, który w ostatnią niedzielę przeciwko Buffalo miał osiem podań, z czego dwa do zawodników Jets i trzy do zawodników Bills. Nie zmienia to jednak faktu, że Bills to niewygodny rywal, który sackuje quarterbacków najczęściej w NFL.

Ofensywa szału nie robi, ale gra całkiem solidnie, zwłaszcza odkąd na rozegraniu E.J. Manuela zastąpił Kyle Orton. Zadowolony z takiego rozwiązania jest zwłaszcza rookie Sammy Watkins, który z 590 jardami jest kandydatem do miana ofensywnego debiutanta roku.

Bills raczej nie zagrożą dominacji Patriots w AFC East, bo przegrali już z nimi u siebie i ostatni mecz sezonu grają na Foxborough. Jednak jeśli defensywa nie obniży lotów mogą myśleć o bilansie 10-6 i dzikiej karcie.

 

17. Houston Texans (4-4)

Jeśli nie wiecie czemu quarterback jest tak ważny w NFL, obejrzyjcie sobie jakiś mecz Texans. Ta drużyna jest o rozgrywającego od bycia w ścisłej czołówce ligi. Tymczasem marnuje tylko potencjał J.J. Watta, który spędza każdy wieczór podwajany i potrajany, a i tak jakimś cudem dominuje właściwie w każdym meczu i prowadzi defensywę, która wymusiła aż 17 strat rywali (2. wynik w NFL za Bills). Statystycznie obrona Texans nie wygląda tak różowo, ale to głównie dlatego, że ofensywa zmusza ich do przebywania na boisku stosunkowo długo.

Pytanie tylko kiedy wreszcie Ryan Fitzpatrick zostanie posadzony na ławce, a szansę dostanie ściągnięty z Patriots Ryan Mallett? Gorzej już chyba nie będzie? Póki co Texans są jedną z nielicznych drużyn w lidze, która biega częściej niż podaje, a Arian Foster notuje kolejny świetny sezon i jest już blisko tysiąca jardów (w sumie po biegach i złapanych podaniach).

 

18. Cleveland Browns (4-3)

Mimo wszystkich wstrząsów ten sezon i tak jest najbardziej udanym odkąd miasto opuścił Bill Belichick, czyli od połowy lat 90-tych, gdy w Cleveland grała drużyna, która dziś jest znana jako Baltimore Ravens. Gdyby nie sensacyjna porażka z Jaguars, to sezon Browns można by ocenić dużo wyżej. To drużyna, która ma przed sobą ciekawą przyszłość, o ile nie rozwalą ją błędy front office, co do tej pory było dla Browns dość typowe.

Brian Hoyer gra w kratkę, ale i tak jest najlepszym quarterbackiem, jakiego Browns mieli w tym tysiącleciu, a na ławce niecierpliwi się Johnny Manziel. Warto zwrócić uwagę, że dwie z trzech porażek Browns ponieśli różnicą jednego field goala i były to ważne mecze w ramach dywizji. Z drugiej strony zwycięstwa nad Titans i Saints też nie były przekonujące.

Tegoroczne Cleveland to dość przeciętna drużyna, ale to i tak spory postęp w porównaniu do ubiegłych sezonów. W drugiej połowie sezonu mają dość ciężki kalendarz, więc zapewne skończą w okolicy 0.500.

 

19. New Orleans Saints (3-4)

Gdyby Saints grali wszystkie mecze u siebie… W ostatnich dwóch sezonach mają bilans 11-0 u siebie i  3-9 na wyjazdach. Co ciekawe nie jest to stały trend dla tej drużyny, mimo obiegowej opinii, która głosi, że Drew Brees nie umie grać na wyjazdach. Odkąd Drew Brees i Sean Payton przyszli do drużyny w 2006 r. Saints mają bilans u siebie 47-20 (0.701), a na wyjazdach 36-32 (0.545). Oczywiście jest różnica, bo każda drużyna NFL gra lepiej u siebie niż na wyjeździe, ale nie jest to aż tak dramatyczne, jak mogłoby się wydawać po ostatnich dwóch sezonach.

W tym roku problemy Saints wynikają nie tyle z wyjazdów, co przede wszystkim ze słabszej dyspozycji w defensywie i urazów kluczowych graczy ofensywy, na czele z Markiem Ingramem i Jimmim Grahamem. W niedzielę wszyscy byli zdrowi i pokazali przeciwko Packers co potrafią. Brees podał na 311 jardów z zaledwie pięcioma niecelnymi podaniami w całym meczu, a Mark Ingram zaliczył 172 jardy po ziemi. Zresztą w tym sezonie Saints wreszcie znaleźli sposób na wykorzystanie Ingrama, który nadał ich ofensywie nowy wymiar.

Saints są moim zdaniem faworytami słabiutkiej w tym roku NFC South. Kluczowy mecz czeka ich w czwartkową noc, gdy jadą do Caroliny. Jeśli kiedyś mają przełamać wyjazdową słabość, to muszą to zrobić właśnie tam. Jednak do gry musi wrócić ich defensywa. Na razie tracą piłkę prawie dwa razy częściej niż sami przejmują i są pod tym względem w ogonie ligi.

 

20. New York Giants (3-4)

Jak na razie Giants są jedną z najbardziej przewidywalnych drużyn w lidze. Przegrywają z mocnymi drużynami, wygrywają ze średniakami i słabeuszami. Eli Manning po raz pierwszy w 11-letniej karierze zmienił system ofensywny i wygląda na to, że praca z nowym koordynatorem ofensywnym Benem McAdoo mu służy. Ma zdecydowanie najwyższą średnią celnych podań, QBR i passer rating w karierze. Ograniczył też straty, które były jego zmorą i jak na razie wygląda na to, że rzuci najmniej interception od debiutanckiego sezonu, w którym zagrał tylko 9 meczów.

Niestety dla kibiców G-men reszta drużyny nie dostosowuje się do niego poziomem. Linia ofensywna gra w kratkę, podobnie jak defensywa, choć w obronie widać progres w stosunku do zeszłego roku, zwłaszcza w secondary, czego dowodem jest 11 przechwytów (2. wynik w NFL). Pozytywem jest dobra postawa młodych reciverów: Rubena Randle i debiutanta Odella Beckhama. Obaj musieli wziąć na siebie ważniejsze role, bo paskudnego urazu doznał Victor Cruz, który miał być w Nowym Jorku reciverem nr 1.

Giants mają ciężki listopad. Grają kolejno z Colts, Seahawks, 49ers i Cowboys. O playoffach w tym roku raczej mogą zapomnieć.

 

21. Carolina Panthers (3-4-1)

Mimo fatalnego bilansu i jeszcze gorszej gry Pantery wciąż są na czele NFC South. Kiedy w przerwie międzysezonowej na emeryturę odszedł wieloletni LT, a z klubem pożegnali się wszyscy reciverzy z jakimkolwiek doświadczeniem, wiadomo było, że będzie to ciężki rok. Paradoksalnie jednak to ofensywa spisuje się powyżej oczekiwań. Cam Newton udowadnia, że dorósł do bycia liderem i brania odpowiedzialności za drużynę, a WR Kelvin Benjamin to jeden z najlepszych tegorocznych debiutantów. Co prawda 20,9 pkt/mecz to mało imponujący wynik, ale nikt się nie spodziewał cudów po tej ofensywie, zwłaszcza że niemal cały backfield leczy mniej lub bardziej poważne urazy.

Znacznie gorzej wygląda defensywa, gdzie poza Lukiem Kuechlym nie widać żadnych śladów po świetnej formacji, która grała tu w zeszłym roku. Ogromnie brakuje Grega Hardy’ego, który oczekuje na wyrok w sprawie przemocy domowej. Właściwie w każdym indeksie statystycznym Panthers są pod koniec trzeciej dziesiątki ligi, podczas gdy rok temu Football Outsiders sklasyfikowali ich jako trzecią obronę. Panthers wciąż są w stanie wygrać dywizję i awansować do playoffów, ale daleka droga przed nimi.

 

22. Miami Dolphins (4-3)

Czy wam też się wydaje, że ten bilans Dolphins to literówka? Bo ja właśnie trzy razy sprawdziłem. Jakim cudem tak słaba drużyna ma ponad 50% zwycięstw? No cóż, wystarczy mieć w kalendarzu Oakland, Jacksonvile i pojechać do Chicago, skąd ostatnio wszyscy chętni wywożą zwycięstwa.

Dlatego też z lekkim przymrużeniem oka trzeba traktować informację, że Miami jest 11 defensywą w lidze w straconych punktach. Gra biegowa funkcjonuje nawet nieźle, ale Ryan Tennehill wciąż walczy o swoją posadę i nie może być pewny miana quarterbacka przyszłości w Miami. W drugiej połowie sezonu Dolphins mają znacznie trudniejszych rywali i wątpię, żeby zdołali utrzymać się nad kreską.

 

23. Chicago Bears (3-5)

Jak drużyna z takim potencjałem może grać tak słabo? Ta ofensywa powinna rywalizować z najlepszymi w lidze. Brandon Marshall i Alshon Jeffery to jeden z najlepszych duetów WR w NFL, Matt Forte to znakomity, wszechstronny RB, a Martellus Bennett to matchupowy koszmar na miarę Jasona Wittena czy Tony’ego Gonzaleza. Do tego Jay Cutler, który naprawdę potrafi podawać.

Jednak w tym roku ta grupa nie potrafi się zgrać. Jak jeden ma dobry dzień, to drugi gra jak łamaga, a Jay Cutler popełnia głupie błędy w kluczowych momentach z większą częstotliwością niż Tony Romo w najgorszych czasach.  Nic dziwnego, że Brandon Marshall urządził po jednym z meczów awanturę w szatni, a potem nazwał taką postawę ofensywy „nieakceptowalną”.

Co jednak powiedzieć o defensywie? Przez lata znak firmowy ekipy z Chicago, w tym roku oddaje 27,8 pkt/mecz i jest lepsza tylko od takich „tytanów” jak Jets, Rams i Bucs. Do tego i tak ubogą formację przetrzebiły kontuzje kluczowych linebackerów i graczy secondary. Kibice dodatkowo sfrustrowani są słabą postawą ich ulubieńców u siebie, gdzie Bears przegrali wszystkie trzy mecze.

 

24. St. Louis Rams (2-5)

Notowania Baranów podniosło niespodziewane zwycięstwo z Seahawks, ale ogólnie dokonania tej drużyny ciężko oceniać pozytywnie. Dzięki wymianie za #2 w drafcie 2012 (Redskins wzięli Roberta Griffina III) Rams wybierali w latach 2012-2014 aż dziewięciokrotnie w dwóch pierwszych rudnach. jednak według Pro Football Reference tylko czterech z tych graczy można nazwać stałymi starterami. Sporym zawodem jest zwłaszcza Tavon Austin wzięty rok temu z #8, a służący głównie jako as w grze powrotnej.

Niepowodzenia ciężko zwalić na kontuzje, bo Austin Davis zaczynał sezon jako trzeci QB, ale wcale nie gra słabiej od Sama Bradforda, a zarabia kilkadziesiąt razy mniej. Rams nie potrafią wykorzystać jednej z najsilniejszych personalnie linii defensywnych w lidze i przekuć tego na czołową obronę, co świetnie robią Lions. Wręcz przeciwnie, ich defensywa należy do najsłabszych w lidze.

 

25. Minnesota Vikings (3-5)

Zespół o sporym potencjale, który jednak nie potrafi go zrealizować. ich problemy dokładnie omówił w zeszłym tygodniu Michał Gutka, więc odsyłam do jego tekstu.

 

26. Atlanta Falcons (2-6)

Pamiętacie tą buńczuczną ekipę, która w „Hard Knocks” na łamach HBO zapowiadała, że będą twardzi, pokażą na co ich stać i ogólnie będą super? Reszta ligi powiedziała „sprawdzam” i tak jak w zeszłym roku przyłapała Falcons z opuszczonymi gaciami.

Ich defensywa oddaje 408.8 jardów na mecz i to tylko odrobina mniej niż najgorsi w lidze Tampa Bay. Według DVOA są najsłabsi w NFL. Tylko sześć drużyn w lidze traci piłkę częściej. A ich linia ofensywna po kolejnych urazach nie jest w stanie uruchomić gry biegowej, ani kupić kilku cennych sekund Mattowi Ryanowi. Brakuje też wykończenia. Falcons mają szóstą ofensywę ligi mierzoną zdobytymi jardami, ale dopiero 14. w zdobytych punktach. Zdecydowanie słabszy sezon ma WR Roddy White, który tylko raz osiągnął 100 jardów w meczu.

 

27. Washington Redskins (3-5)

Kolejny przykład na to, jak dużo w NFL znaczy szczęście. Wymęczyli zwycięstwo z Titans i wygrali z plecami Tony’ego Romo. Gdyby nie to, ich sezon wyglądałby jeszcze gorzej niż i tak czarna rzeczywistość. Dwa i pół roku po drafcie 2012 Colts wiedzą, że mają rozgrywającego na następne kilkanaście lat. Redskins dalej nie wiedzą, czy ich quarterback jest w stanie spędzić na boisku cały sezon bez poważnego urazu. RG3 wciąż się leczy, jak nie kolano to kostkę. Podobno jest blisko powrotu, ale czy to coś zmieni?

RB Alfred Morris nie potrafi nawiązać do swojego obiecującego debiutanckiego sezonu, a choć DeSean Jackson jest zabójczym zagrożeniem przy dalekich piłkach, to wszystko psują straty, których Redskins popełniają średnio dwie na mecz.

Stosunkowo nieźle wygląda obrona opierająca się na solidnym pass rushu, ale czy będą w stanie utrzymać tempo, skoro do końca sezonu nie zagra Brian Orakpo?

 

28. Tennessee Titans (2-6)

Po ostatnich latach oczekiwania wobec tej drużyny nie były najwyższe, ale ich kibice i tak nie mogą być zadowoleni z początku sezonu, zwłaszcza że grają w jednej ze słabszych dywizji. Titans zaskoczyli w pierwszej kolejce wygrywając zdecydowanie w Kansas City, ale poza tym mają na koncie tylko wymęczone zwycięstwo u siebie z Jaguars. W Nashville poświęcili chyba sezon na przetestowanie wszystkich quarterbacków w okolicy. Po Jake’u Lockerze i Charliem Whitehurście swoją szansę dostał debiutant z szóstej rundy draftu Zach Mettenberger. Wyglądał równie dobrze albo równie źle jak pozostali dwaj, co świadczy w miarę dobrze o nim i fatalnie o pozostałej dwójce. Szkoda o tyle, że Delanie Walker i Kendall Wright to gracze, którzy naprawdę potrafią łapać podania.

 

29. Jacksonville Jaguars (1-7)

Mam do tej drużyny jakąś słabość. Może to taki odruch opiekuńczy jak wobec dziecka, które wchodzi na autostradę między rozpędzone TIR-y?

Z pozytywów warto wymienić zaskakująco solidną linię defensywną i fakt, że zakończą sezon z wysokim numerem w drafcie.

Z negatywów wszystko inne, na czele z młodym rozgrywającym, który jest liderem NFL w stratach, choć obowiązki pierwszego rozgrywającego przejął dopiero w czwartej kolejce.

 

30. Tampa Bay Buccaneers (1-6)

Jeśli nawet Lovie Smith nie potrafi uzdrowić defensywy, to sytuacja jest beznadziejna. Bucs oddają przeciwnikom najwięcej jardów i najwięcej punktów w lidze. Jeśli dla J.J. Watta frustrująca jest gra w Teksans, to pomyślcie jak się czuje Gerald McCoy w Bucs.

Ofensywie nie pomógł nawet transfer OG Logana Mankinsa, Kompletnie chybione okazało się pozyskanie na rozegranie Josha McCowna przed sezonem, a WR Vincent Jackson nie może odnaleźć formy z San Diego. Nie najlepiej spisuje się wybór z pierwszej rundy draftu dwa lata temu, RB Doug Martin. Jedynym pozytywem jest rookie WR Mike Evans, który pokazuje, że to nie Johnny Manziel wykreował go na uczelni, a może nawet było odwrotnie?

 

31. New York Jets (1-7)

Na łamach tego bloga już kilka razy zwalniałem trenera Rexa Ryana, ale teraz musiałby się zdarzyć cud, żeby utrzymał się na stanowisku. Jets grają fatalnie i nie zmieni tego nawet ich solidna linia defensywna.

Katastrofalnie wygląda zwłaszcza ofensywa. Geno Smith ostatnio dokonał rzeczy niespotykanej, posyłając więcej podań do rywala niż do własnych reciverów. Michael Vick nie spisał się dużo lepiej i w efekcie Jets mają najgorszy w lidze stosunek strat własnych do wymuszonych (-13). Są też blisko dawno niespotykanego w NFL wyczynu: więcej jardów biegowych niż podaniowych.

 

32. Oakland Raiders (0-7)

Ekipa Sebastiana Janikowskiego ma w Polsce wielu fanów, chyba właśnie ze względu na urodzonego w Polsce kickera. Jednak już od wielu lat nie mają oni powodów do zadowolenia. W tym sezonie Raiders zdążyli już zwolnić trenera, ale i tak kroczą pewnie ku #1 w przyszłorocznym drafcie. Pytanie jak go spożytkują, bo Derek Carr wydaje się być wartą rozważenia opcją na rozegraniu. Pozytywnie wypada też rookie LB Khalil Mack, który wciąż czeka na swój pierwszy sack w NFL, ale zaliczył już 43 tackle, z czego 10 za linią wznowienia akcji.

Zobacz też

5 komentarzy

  1. Śmieszne jest to, że nawet jeśli Saints dzisiaj przegrają i będą 3-5 to ciągle będą faworytem do wygrania tej słabej dywizji. Stawiałem przed sezonem, że New Orleans przegraja Super Bowl z Patriots. Teraz już to nie wygląda tak dobrze, ale dzisiaj mają mega ważny mecz i mam nadzieję że dadzą radę. Szczególnie, że rywal im pasuje. 4 razy w ostatnich 6 spotkaniach Panthers tracili 37+ punktów. Brees powinien wiedzieć co zrobić z tą secondary. Po za tym to prime time! Saints rzadko przegrywają gdy światła świecą mocniej.

    Kolejny bardzo ważny mecz to Ravens – Steelers. Możliwe, że zadecyduje o dywizji. Pittsburgh to bardzo zagadkowa druzyna, powiem wam, że nie byłem w tym sezonie ani razu tak mocno zszokowany jak po tym blowoucie ktory Stalowi zafundowali Colts. Ogromna sensacja dla mnie.

    Saints – Panthers, Steelers – Ravens, Cardinals – Cowboys, Broncos – Patriots – 4 absolutnie must-see mecze. A to moje typy na week 9: http://www.sportowefakty.pl/kibice/10157/blog/6598/week-9-picks

  2. Jeśli chodzi o Bears dla mnie Cutler jest za słaby po prostu mając taki atak tak na prawdę gra wielkie nic i jest przepłacony strasznie lepsi rozgrywający by potrafili wykorzystać możliwości Marshalla i Alshona

  3. Patrząc na grę i bilans Giants to rzeczywiście szeroki środek, „talent-wise” to jest top 10. W moim odczuciu różnice robi coaching i kontuzje.

    Tom Coughlin. Pewnie w życiu nie będę wiedział 1% tyle o futbolu, ile on zdążył już zapomnieć. Nie mam wątpliwości, że kiedyś zostanie zaproszony do Hall Of Fame nie tylko za 2 SB z Giants ale i za to czego wcześniej dokonał w Jacksonville. Ale jego ego i upór zabija GMen w tym roku.

    Mathias Kiwanuka, DE, jest jednym z trzech ostatnich graczy w rosterze, którzy mogą nosić 2 pierścienie na ręce. Gdy jednak dziś wychodzi na boisko to jest tak jakby GMen wychodzili w dziesięciu. Dużo bardziej produktywni są wyciągnięty z Broncos Robert Ayers i drugoroczniak Damontre Moore. Grają jednak dużo mniej głównie chyba z powodu legendarnego przywiązania head coacha do weteranów (chociaż w tym tygodniu Coughlin obiecał że obaj dostaną więcej snapów przeciwko Colts, choć nie sprecyzował czyim kosztem).

    Idąc dalej. Upór Toma Coughlina by uruchomić grę dołem być może kosztował GMen zwycięstwo w Airlington. Podobnie było zresztą w Philadelphii, ale tam to fatalna postawa OL była głównym powodem porażki. Obie drużyny pakowały przez cały mecz po 8 graczy do boxu a head coach upierał się by karmić piłką rookie RB. Typowe rezultaty: no gain, yardage loss, 3rd & long, three and out. Dziękujemy, defensywa wraca na boisko.

    Właśnie defensywa. Rok temu o tym czasie kibice nowojorczyków domagali się głowy Kevina Gilbride’a, koordynatora ofensywy. W ostatnich latach dorobił się on ksywki Kevin Killdrive, a kibice dostali to, o co prosili, gdy po sezonie został on zwolniony (oficjalnie odszedł na emeryturę). W tym roku GiantsNation domaga się głowy koordynatora defensywy, Perrego Fewella.

    Redskins (przeciwko Cowboys) i Cards (przeciwko Eagles) blitzowały na potęgę pokazując całej nfl jak grać przeciwko tym ofensywom. Co robił Perry Fewell? Można się tego domyślić po jego ksywce – „Radio”. Problem w tym, że jego zone coverage nie działa. Gdyby było inaczej Giants nie byliby najgorsi w lidze pod względem oddanych big plays…

    Teraz czas na część drugą – kontuzje. Pół roku temu secondary Giants na papierze była być może najlepsza w lidze. Na bokach Amukamara i Rodgers-Cromartie, jako safety Rolle i Hill i w końcu Walter Thurmond jako slot CB. Pięciu graczy, każdy z potencjałem na Pro-Bowlera. Z powodów pozaboiskowych Willa Hilla w Nowym Jorku już nie ma a najlepszy przed rokiem nickelback w nfl skończył sezon w drugim meczu. Co więcej jego naturalny następca, Trumaine McBride (gość w każdym innym zespole byłby zapewne starterem), wkrótce dołączył do niego na IR list łamiąc kciuk. No i jeszcze DRC. Od miesiąca narzekający na bóle całej prawej strony ciała – gra, bo może, ale nie gra na tyle, na ile potrafi. W efekcie doszło do sytuacji gdy w meczu przeciwko Cowboys za Deza Bryanta odpowiedzialny był Chandler Fenner, czyli ktoś, kto tydzień przed tym meczem wyciągnięty został ze składu treningowego…

    Przejdźmy do ofensywy.
    * Latem z powodu kontuzji przedwcześnie karierę musiał zakończyć pierwszy wybór Giants z draftu 2012, eksplozywny RB David Wilson.
    * W tym sezonie nie zagrał jeszcze Geoff Schwartz, najlepszy guard dostępny w tegorocznej free agency.
    * Victor Cruz wiadomo – napiszę tylko tyle, że Jerry Rice grając slot receivera w west coast offense zapracował sobie na miano być może najlepszego skrzydłowego w historii nfl. Nie żeby groziło to Cruzowi, ale gdy jest w formie to kto jest lepszy od niego dziś w nfl jako slot? Być może Wes Walker…
    * Od miesiąca nie gra podstawowy RB Rashard Jennings – kolejny gracz idealny do tej ofensywy, jedyny z korpusu biegaczy, który de facto potrafi też łapać piłki i stąd stanowiący spore zagrożenie w grze krótkimi podaniami.
    * No i na koniec Odell Beckham Jr. – najwyżej wybrany przez Giants gracz w drafcie od czasów Ilaja. Bedą mieli pociechę w Nowym Jorku z tego dzieciaka. W tym roku ratował już niektórym tyłki w fantasy 😉 Fakt jest jednak taki, że ze względu na kontuzję mięśnia dwugłowego uda z zespołem zaczął trenować dopiero w połowie września…

    Jestem świadomy tego, że kontuzje to lamerska wymówka bo każdy zespół w jakimś stopniu tego doświadcza. Mimo tego, od kilku lat mam wrażenie, że rzadko której ekipy dotykają one w takim stopniu jak nowojorczyków. Dość powiedzieć, że w powyższej wyllicznace pominąłem kilka mniej znaczących nazwisk takich jak Cooper Taylor (drugoroczniak, FS, świetny w preseason), Jerrel Jernigan (naturalny następca Victora Cruza) czy Jon Beason, LB, którego fanem akurat nigdy specjalnie nie byłem.

    Tyle starczy. Miała być krótka polemika a wyszło mi coś na kształt the NY Giants state of the franchise.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *