Sezon NCAA za nami

Dziś w nocy polskiego czasu wręczono Nagrodę Heismana dla najlepszego gracza NCAA, najbardziej prestiżową nagrodę w akademickim footballu. Wcześniej poznaliśmy rozstrzygnięcia w najważniejszych konferencjach, wiemy też już kto zagra o mistrzostwo kraju i w najbardziej prestiżowych Bowls. Zapraszam na krótkie podsumowanie tegorocznego sezonu akademickiego.

 

ncaa football logo1. Notre Dame (prawie) na szczycie

Notre Dame po raz pierwszy od 1993 r. znalazło się na szczycie. Ekipa ta była jedyną w rankingu BCS, która zakończyła sezon niepokonana (12-0) i bez cienia wątpliwości zajęła w nim pierwsze miejsce. Drugą niepokonaną ekipą było Ohio State, ale drużyna ta nie jest uwzględniana w rankingu BCS i nie otrzyma zaproszenia do żadnego z Bowls ze względu na odbywaną karę za nieprawidłowości w rekrutacji graczy.

Notre Dame była ekipą bez błysku w ofensywie, ale ich defensywa, prowadzona przez Mantiego Te’o, była klasą sama dla siebie i niejednokrotnie w dramatycznych momentach to formacja defensywna zapewniała „Walczącym Irlandczykom” zwycięstwa.

Pierwsze miejsce Notre Dame to historia z gatunku tych, które amerykanie uwielbiają. Szkoła z ogromnymi tradycjami, od wielu lat pogrążona w kryzysie. Wielu seniorów (czyli zawodników grających czwarty rok) zapisało się do Notre Dame, kiedy ta przeżywała swój najgorszy sezon w historii. A teraz są prawie na szczycie.

Został im tylko jeden mecz.

 

2. Trzeci finał w ciągu czterech lat

Alabama dokonała czegoś niesamowitego. Po raz trzeci w ciągu czterech lat awansowała do krajowego finału. Jest to o tyle niezwykłe, że przecież w footballu akademickim gracz może rozegrać maksymalnie cztery sezony. Co roku każda drużyna musi zrezygnować z grupy najbardziej doświadczonych i często najlepszych graczy. A jednak stałość Alabamy pod wodzą Nicka Sabana dowodzi, że mądrze prowadzony program ma szansę stać się dynastią mistrzowską.

Jednak nie obyło się bez wpadek. W tym roku była nią przegrana u siebie z ekipą Texasu A&M. Gdyby nie to, „Szkarłatny Przypływ” zapewne skończyłby sezon na pierwszym miejscu, przed Notre Dame. Mało brakowało, a Alabama nie zakwalifikowałaby się do meczu o mistrzostwo kraju. Na szczęście dla nich niespodziewane porażki w końcówce rozgrywek poniosły Kansas State i Oregon, co pozwoliło Alabamie na zajęcie 2. miejsca w rankingu BCS.

Oczywiście były też momenty niezwykłe. Jak nieprawdopodobna wygrana w końcówce z LSU. Jak zwycięstwo po pasjonującym meczu z Georgią w spotkaniu o mistrzostwo konferencji SEC, gdy było wiadomo, że zwycięzca zapewni sobie miejsce w krajowym finale.

Ekipa Nicka Sabana ma szansę przejść do historii. Ale by to zrobić muszą pokonać 7 stycznia Notre Dame (2.30 polskiego czasu). Będzie to spotkanie dwóch najlepszych defensyw w całym footballu akademickim. Minimalnie lepsza jest obrona Notre Dame, ale dla mnie faworytem jest Alabama, ze względu na bardziej zrównoważoną i konsekwentną ofensywę.

 

3.  Johnny Manziel z Heismanem

Pierwszoroczniak z Texasu A&M zachwycił wszystkich – kibiców, ekspertów, innych zawodników. W sezonie zdobył 3419 jardów podaniowych (68,3% udanych podań, 24 TD, 8 INT) oraz 1181 jardów biegiem (19 TD), poprawiając rekordy konferencji SEC należące do Cama Newtona. Co więcej był to pierwszy sezon Texasu A&M w SEC i ich bilans 10-2 jest znacznie lepszy niż ktokolwiek się spodziewał.

Jednak Manziel długo uznawany był za efektownego gracza, który nie potrafi wygrywać wielkich meczów. To wszystko zmieniło się, gdy jego ekipa pojechała do Alabamy i sensacyjnie pokonała niezwyciężonych do tej pory obrońców mistrzowskiego tytułu. Od tej pory Manziel zwany „Johnny Football” został głównym kandydatem do Nagrody Heismana, którą w sobotę wieczorem (amerykańskiego czasu) wręczono mu, jako pierwszemu w historii pierwszoroczniakowi. Strach pomyśleć, że ma przed sobą jeszcze trzy lata uniwersyteckiej kariery.

 

4. Upadek USC

Przed sezonem w rankingu AP USC zostało uznane za najlepszy zespół w kraju. Na swój czwarty rok zdecydował się powrócić Matt Barkley, rozgrywający tej ekipy. Wszyscy wróżyli mu wybór w pierwszej rundzie draftu NFL, ale on zdawał sobie sprawę, że jest słabszy od Andrew Lucka i RG3. Wymarzył sobie więc inny koniec. Wraca na ostatni sezon na uczelnię, jego ekipa zdobywa mistrzostwo kraju, on Nagrodę Heismana i zostaje numerem 1 dość słabo zapowiadającego się draftu 2013. Nic z tego się nie udało i zapewne nie uda. Barkley zawodził, jego ekipa zanotowała bilans zaledwie 7-5 i na koniec sezonu zagra w podrzędnym Sun Bowl. Do tego z pierwszego miejsca przed sezonem wypadła w ogóle poza ranking BCS (obejmujący 25 najlepszych drużyn w kraju).

Draft 2013 wciąż zapowiada się słabo, zwłaszcza pod względem QB, więc  w spragnionej dobrych rozgrywających NFL pewnie ktoś zaryzykuje i weźmie Barkley w pierwszej rundzie draftu. Ale z marzeniami o numerze 1 może się zapewne pożegnać.

 

5.  Mistrzowie czterech najmocniejszych konferencji

O SEC już pisałem.

W meczu finałowym Pac-12 Stanford po zaciekłym meczu pokonał UCLA. Występ UCLA w tym meczu był pewną niespodzianką, bo przed sezonem wszyscy stawiali na USC. Jednak jak to się skończyło można przeczytać wyżej.

Big 12 wygrało Kansas State, wyprzedzając o włos Oklahomę. W tej konferencji nie ma meczu finałowego.

W meczu finałowym Big 10 Winsconsin wystąpiło tylko z powodu kar nałożonych na Ohio State i Penn State. Jednak tej dość przeciętnej ekipie niespodziewanie udało się pokonać Nebraskę aż 70:31 i zdobyć tytuł mistrzowski.

 

6. Bowls

To seria meczy na koniec sezonu, w których mierzą się te spośród drużyn FBS, które mają przynajmniej 50% zwycięstw. Meczy jest w sumie 35. Zasady kwalifikacje do poszczególnych są dość skomplikowane. W niektórych tradycyjnie występują ekipy z jakiejś konferencji, w innych zależy to od rankingu BCS, a  w mniej prestiżowych dochodzi kwestia dostępnych ekip (część wybiera te bardziej prestiżowe).

Najważniejszymi są te skupione w Bowl Championship Series, na czele z meczem o mistrzostwo kraju. W tym roku zagrają w nich:

BCS National Championship Game: #1 Notre Dame – #2 Alabama

Fiesta Bowl: #4 Oregon – #5 Kansas State

Orange Bowl: #12 Florida State – #15 Northern Illinois

Sugar Bowl: #3 Florida – #21 Louisville

Rose Bowl: #6 Stanford – Wisconsin

 

Z pozostałych Bowls bardzo ciekawe mogą okazać się dwa. W Cotton Bowl zmierzą się #9 Texas A&M z #11 Oklahomą. Z kolei w Capital One Bowl zagrają #7 Georgia i #16 Nebraska.

Pierwsze Bowls już 15 grudnia, zwieńczeniem będzie mecz o mistrzostwo kraju 7 stycznia.Pełen rozkład można znaleźć po kliknięciu w link.

Znamy pierwszych uczestników play-off

Do końca sezonu jeszcze sporo czasu, ale cztery ekipy zapewniły sobie już awans do play-offów, a trzy zwycięstwo w swoich dywizjach. Walka o pozostałe miejsca robi się coraz ciekawsza.

NFL LogoPierwsze miejsce w AFC East i awans do play-offów zapewnili sobie New England Patriots. To cieszy, nieco mniej styl w jakim to zrobili. Męczyli się strasznie długo z Miami Dolphins, którzy skutecznie uprzykrzali życie Tomowi Brady’emu i blokowali grę biegową. Jednak w końcówce, gdy trzeba było bronić skromnego prowadzenia, Brady i spółka popisali się świetną serią ofensywną, zużywając niemal cały pozostały w meczu czas i zdobywając punkty. To właśnie takie serie decydują często o zwycięstwach w najważniejszych meczach.

Mający tylko jedną porażkę Houston Texans zapewnili sobie jak na razie tylko miejsce w play-offach. Wciąż nie mogą być pewni zwycięstwa w AFC South (mimo najlepszego bilansu w lidze), a to ze względu na świetną grę prowadzonych przez Andrew Lucka Colts, którzy z bilansem 8-4 mają wciąż matematyczne szanse na przegonienie Texans.

Trzecią ekipą w AFC, która zapewniła sobie udział w play-off są Denver Broncos. Prowadzeni przez Paytona Manninga, który gra jak za najlepszych lat, są już pewni pierwszego miejsca w AFC West po sezonie.

Najciekawiej jest w AFC North, gdzie na prowadzeniu są Baltimore Ravens. Mają co prawda bilans 9-3, czyli taki sam jak Broncos i Patriots, ale naciskają na nich Pittsburgh Steelers i Cincinnati Bengals z bilansem 7-5. Ekipa z Baltimore jest krytykowana za nadmierne poleganie na wątpliwych talentach podaniowych Joego Flacco i słabe wykorzystanie Raya Rice’a, jednego z najlepszych RB ligi. Niepokojąca była zwłaszcza ich niedzielna porażka ze Steelers pozbawionych Bena Roethlisbergera. W tej sytuacji ich podstawowym QB był najstarszy gracz w  NFL (nie licząc kickerów) 37-letni Charlie Batch. Weteran zagrał niezłe spotkanie, a Ravens stracili szansę na zapewnienie udziału w play-off. Mimo to będzie naprawdę zaskakujące jeśli do nich nie awansują.

O dwa pozostałe miejsca walczą właściwie trzy ekipy. Jeśli nagle nie zdarzy się kryzys, to pierwszy numer tegorocznego draftu, Andrew Luck, powinien tam wprowadzić swoich Colts. Ostatnie miejsce zajmie zapewne ktoś z pary Steelers-Bengals, bo trudno oczekiwać, żeby do walki włączyli się żałośni Bills czy Jets, którzy są następni w kolejce.

Wracając do ekip z AFC North to w lepszej sytuacji są Steelers i to mimo braku Big Bena. Mają łatwiejszy kalendarz, a kluczowy mecz z Bengals grają na własnym stadionie.

W NFC jak na razie awans zapewnili sobie tylko Atlanta Falcons, którym nikt już nie odbierze zwycięstwa w NFC South. Wciąż jednak nie uwierzę w Matta Ryana i spółkę, póki nie wygrają przynajmniej jednego meczu w play-off.

Najciekawiej jest w NFC East, gdzie jeszcze niedawno wydawało się, że New York Giants nie mają konkurencji. Tymczasem przegrali trzy z ostatnich pięciu spotkań, w poniedziałek ulegli Washington Redskins z własnej dywizji i zaczęło robić się gorąco. Giants mają tylko jedno zwycięstwo przewagi nad Redskins i Dallas Cowboys, z drugiej strony ta ekipa najlepiej gra w sytuacji, gdy jest przyparta do muru.

W NFC North na pierwsze miejsce powrócili Packers, jednak w tym roku nie ma tam ekipy na tytuł. Green Bay niemal na pewno zawita do play-off, ale fatalna gra biegowa, dziurawa linia ofensywna i kontuzje najważniejszych graczy to za dużo, by nawet Aaron Rodgers zdołał zawalczyć o Super Bowl. Ten sam bilans mają Chicago Bears i spotkanie tych dwóch ekip za dwa tygodnie będzie miało ogromną wagę.

W NFC West San Francisco 49ers nie zdołali zapewnić sobie zwycięstwa w dywizji. Stoczyli kolejny bój z dogrywką przeciwko St. Louis Rams i mało brakowało, a mielibyśmy kolejny remis. Jednak w końcówce Rams zdołali wyrwać zwycięstwo. 49ers na pięty następują sensacyjni Seattle Seahawks, którzy są niepokonani na własnych stadionie, a w niedzielę sensacyjnie pokonali na wyjeździe Chicago Bears.

Trudno wyrokować w jakim składzie NFC przystąpi do play-off, ale ja bym obstawiał Falcons, Packers, 49ers, Bears, Seahawks i jako sensację Redskins.

 

W skrócie:

1.  54 – na tylu kolejnych meczach z minimum jedynym podaniem na TD skończyła się niesamowita seria Drew Breesa. Pobił on rekord należący od kilkudziesięciu lat do Johnny’ego Unitasa, wynoszący 47 meczy. Wyczyn tym samym niesamowity, że ani Brett Farve, ani Joe Montana, ani Dan Marino czy Payton Manning nie zbliżyli się nawet do tego wyniku, a kilka lat temu NFL Films uznało go za numer 1 wśród rekordów, które nigdy nie zostaną pobite (Brees zaczął już wtedy swoją serię). Po piętach depcze mu Tom Brady, który zgromadził już 44 takie mecze i jeśli tak dalej pójdzie wyprzedzi Breesa w przyszłym sezonie. Warto zauważyć, że chodzi tu o mecze rozegrane przez danego gracza z rzędu, a nie jego drużynę. Brees odpoczywał w jednym z meczy sezonu 2009 w trakcie swojej serii, a Unitas odniósł w trakcie kontuzję. Jeśli chodzi o nieprzerwaną serię, to Brady już jest rekordzistą.
Serii Breesa kres położyli Atlanta Falcons. W jednym z najsłabszych meczy w swoim życiu Brees nie miał ani jednego TD i posłał aż pięć piłek w ręce rywali.

2. Kto zostanie MVP? Wygląda na to, że NFL cofnęła się o jakieś sześć-siedem lat, bo najpoważniejszymi kandydatami do tej nagrody są Tom Brady i Payton Manning. Znów. Od 2003 roku były tylko trzy sezony, kiedy jeden z tych dwóch rozgrywających nie zostawał najbardziej wartościowym graczem.

3. Debata na temat debiutanta sezonu jest niezmiernie ostra. RG3 ma lepsze statystyki, ale Andrew Luck więcej zwycięstw przy potencjalnie słabszym składzie. Jeśli Luck awansuje do play-off, a RG3 nie, debata jeszcze przybierze na sile, choć faworytem cały czas jest Griffin.

4. W meczu Jets i Cardinals doczekaliśmy się najbardziej żałosnego pojedynku rozgrywających w historii ligi. Mark Sanchez posłał trzy podania w ręce rywali i został posadzony na ławkę. Jego zmiennik, Greg McElroy, nigdy nie będzie wielkim graczem, ale zdołał poprowadzić swój zespół do jedynego przyłożenia w meczu. Po drugiej stronie Ryan Lindley zanotował 4 INT. Wynik? 7:6. Choć kibice Jets wiwatowali, gdy Sanchez lądował na ławce, będą musieli się uzbroić w cierpliwość. W tym tygodniu to znów on będzie pierwszym QB ich ekipy.

Koniec ery w Nowym Jorku?

Jeśli czwartkowy mecz przeciwko Patriots nie zakończył ery trenera Rexa Ryana w New York Jets, oznacza to, że nic nie jest w stanie tego zrobić. Jets od kilku sezonów zsuwają się po równi pochyłej. W tym dotarli do nowych nizin. Jedyni dwaj wartościowi gracze w tej ekipie, Derelle Revis i Santonio Holmes, nie dograją sezonu do końca z powodu urazów. Trudno wskazać jedną pozycję, na której Jets mieliby gracza zaliczanego do czołówki ligi (poza wspomnianym Revisem, który stracił ponad połowę sezonu).

Oczywiście nie jest to winą trenera, tylko generalnego managera, który odpowiada za skład. Ale trudno mi wierzyć, by Ryan nie miał żadnego wpływu na to, kto przychodzi do jego ekipy. Ale przyjmijmy ryzykowne założenie, że tak jest. Że to nie on wymyślił Marka Sancheza i przez lata niezłomnie go bronił. Że był przeciwko podpisywaniu przez rozgrywającego Jets kosmicznego kontraktu przed poprzednim sezonem, mimo potężnych wątpliwości to do jego umiejętności.

Jim Harbaugh po przyjściu do San Francisco potrafił zmienić Alexa Smitha z pośmiewiska ligi w solidnego rozgrywającego, umiejętnie maskując jego słabości i wykorzystując nieliczne zalety. Ryan nie potrafi tego zrobić, a Sanchez jest jednym z najsłabszych podstawowych rozgrywających ligi. Szansę na grę w podstawowym składzie miałby chyba tylko w żałosnych ofensywach w Kansas City i Arizonie. W czwartkowym meczu w wieczór Święta Dziękczynienia skompromitował się na oczach całych Stanów i zapewnił sobie po wsze czasy miejsce w każdym zestawieniu najzabawniejszych zagrań w NFL:

Zresztą Jets nie byli dużo lepsi jako drużyna. Podobno Ryan to wybitny trener od defensywy. W takim razie jakim cudem Shane Vereen był w stanie złapać podanie od Toma Brady’ego i nie niepokojony przez nikogo przebiec prawie 80 jardów na TD? Jakim cudem drużyna prowadzona przez takiego „speca” od szczegółów traci 21 punktów w 60 sekund?

Listę grzechów Ryana można wyliczać długo. Dostał do ręki Tima Tebow, rozgrywającego kontrowersyjnego, katastrofalnego technicznie, który jednak pokazał, że jakimś cudem umie wygrywać mecze. Skoro wszystko się waliło i paliło, czemu nie dać mu spróbować? No tak, ma złamane żebra. Ale to dopiero od dwóch tygodni. I to najprawdopodobniej dlatego, że Ryan nie wiedząc co z nim zrobić korzystał z niego jako blokującego przy puntach.

Oczywiście jako kibic Patriots jestem przeszczęśliwy widząc kłopoty Jets. Nie posiadam się z radości widząc zakłopotaną minę Ryana, który jest wyjątkowym bufonem i arogantem. Niemniej jednak rywalizacja Jets i Patriots już dawno nie była tak jednostronna.

Co mogą zrobić Jets? Niewiele. Kontrakt Marka Sancheza jest tak skonstruowany, że nawet zwolniony obciąży budżet Jest (a co gorsza także ich limit płacowy) dziewięcioma milionami dolarów. Może czas wypróbować Grega McElroya? Na pewno nie jest to materiał na gwiazdę, ale czy może być gorzej niż z Sanchezem? Hmmm… patrząc na Arizonę i Kansas City chyba może…

Ponadto trzeba uczciwie powiedzieć, to nie Sanchez jest największym problemem. Największym jest fatalny trener i idiotyczny dobór graczy. Jets muszą sobie jasno powiedzieć, że kolejny rok trzeba spisać na straty, ograć młodych graczy, wywalić Sancheza i spróbować za dwa lata. Jeśli nic nie zmienią, mogą znaleźć się tam, gdzie początek tego stulecia spędzili Detroit Lions: w permanentnym dole.

 

NFL w skrócie:

1. Pittsburgh Steelers chyba odpadli już z walki o play-offy. Co prawda ich bilans zwycięstw na to nie wskazuje, ale bez kontuzjowanego Big Bena Roethlisbergera popełnili w ostatnim meczu osiem strat i przegrali. Co gorsza z Cleveland…

2. Chad Henne chyba zwolnił z Jacsonville Jaguars Blaine’a Gabberta. Zeszłoroczny wybór z pierwszej rundy draftu został wpisany na listę kontuzjowanych i zapewne już do końca sezonu nie pojawi się na boisku. Czy jego uraz naprawdę był tak poważny? Wątpliwe. Raczej chodzi o to, że pod wodzą Hennego (który przecież do gwiazd nie należy i w lecie uciekał w niesławie z Miami) Jaguars zdobywają jardy w ofensywie, punkty, a nawet zwycięstwa. Najbardziej wdzięczny jest chyba Justin Blackmon. W dwóch meczach z nowym quarterbackiem krytykowany piąty wybór tegorocznego draftu złapał podania na 298 jardów i 2 TD, czyli więcej niż w sumie w dziewięciu wcześniejszych spotkaniach (odpowiednio 250 jardów i 1 TD).

3. Indianapolis Colts wygrali kolejny ważny mecz, tym razem z Bufflo Bills. Andrew Luck jest coraz bliżej awansu do play-off. Oczywiście byli już inni rozgrywający-debiutanci, którzy wprowadzali swoje ekipy do play-off, ale z reguły byli otoczeni naprawdę świetnymi graczami. Luck ma dziurawy skład, który niemal w całości dźwiga na swoich plecach. Całe szczęście, że odciąża go nieco doświadczony WR Reggie Wayne, przeżywający drugą młodość.

4. Atlanta znów była o krok od porażki. Tym razem Falcons wyrwali z trudem zwycięstwo w Tampa Bay. Wciąż nie jestem przekonany.

5. Choć Andrew Luck sprawdza się lepiej jako lider, to jednak najbardziej imponującym debiutantem pozostaje RG3. Rozgrywający Washington Redskins był fenomenalny w meczu przeciwko Cowboys (311 jardów, 4 TD, 1 INT) i niespodziewanie ekipa ze stolicy znów walczy o play-offy. Raczej im się to nie uda, ale Griffin musiałby naprawdę zawalić finisz sezonu, żeby nie zdobyć tytułu debiutanta sezonu.

6. W Święto Dziękczynienia Lions polegli po dogrywce z Houston Texans. Nie byłoby w tym nic bardzo dziwnego, gdyby nie jedna sytuacja. Justin Forsett przebiegł 81 jardów i zaliczył przyłożenie. Powtórki wykazały, że po drodze jego kolano dotknęło ziemi, co oznaczało, że jego bieg wyniósł tylko 8 jardów. Wszystkie akcje punktowe podlegają w tym roku automatycznej ocenie przez sędziego zajmującego się powtórkami wideo, więc akcja na pewno zostałaby cofnięta. Tymczasem trener Lions Jim Schwartz rzucił na boisko czerwoną flagę, oznaczającą, że żąda sprawdzenia akcji na powtórce. Jednak w sytuacji, gdy powtórka jest automatyczna oznacza to przewinienie niesportowego zachowania. Nie dość, że akcja nie może być już sprawdzona na wideo (przypominam, na boisku orzeczono 81-jardowy bieg na TD), a dodatkowo jego ekipa zostaje cofnięta o 15 jardów przy kickoffie. Schwarz przyznał się do błędu, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że był to przełomowy moment meczu.

7. Patriots wygrywają w imponującym stylu i to bez trzech kluczowych graczy: Roba Gronkowskiego, Chandlera Jonesa i Logana Mankinsa. Aż strach pomyśleć co będzie, gdy wrócą do gry. Gorzej, że Patriots stracili Jermaine’a Cunninghama. DE Patriots został zawieszony na cztery mecze za doping, podobnie jak Brandon Bolden. Ciekawe, że dopiero w tym roku Cunningham zaczął spełniać pokładane w nim od dwóch lat nadzieje…

8. O najgorszej klęsce Packers od pięciu lat nie zamierzam pisać, wybaczcie ;)

Patriots gromią, Packers na czele NFC North

Green Bay Packers zagrali zaskakujące słabe spotkanie z Detroit, ale obrona i dobra końcówka zapewniły im cenne zwycięstwo.

New England Patriots roznieśli na własnym stadionie Indianapolis Colts, a Tom Brady pokazał Andrew Luckowi ile ma jeszcze przed sobą pracy.

 

edelman coltsMęczarnie w Detroit

Detroit Lions to ekipa grająca znacznie poniżej swojego potencjału, ale zawsze groźna. Dla Packers spotkanie to było o tyle ważne, że Lions to ich rywal w dywizji, a w przypadku zwycięstwa i porażki Chicago Bears w poniedziałek wieczorem w San Francisco mogli przesunąć się na pierwsze miejsce w dywizji, gwarantujące udział w play-off.

Był to jeden z najsłabszych meczów w wykonaniu Packers jaki kiedykolwiek oglądałem. Zadziwiające jest, że w spotkaniu zapowiadanym jako starcie dwóch efektownych ofensyw, to formacje obronne nadawały ton wydarzeniom na boisku.

Do przerwy Lions prowadzili 10:7. Mogło być dużo gorzej. Zaraz po stracie Lions w końcówce drugiej kwarty Aaron Rodgers postanowił zagrać fair i oddać piłkę rywalom w swoim pierwszym podaniu. Na szczęście obrona Packers stanęła na wysokości zadania i odzyskała piłkę w ciągu minuty. Packers mieli nawet szansę na wyrównanie, ale Mason Crosby spudłował field goala.

Jeśli już przy Crosbym jesteśmy, to kopacz Packers ma ostatnio fatalną serię. Przestrzelił 7 z 12 field goali. W play-offach może się to zemścić na ekipie z Green Bay. Cała nadzieja w tym, że Crosby, który przecież umie kopać precyzyjnie, otrząśnie się ze swojej niemocy.

W drugiej połowie miała miejsce akcja, która odwróciła losy meczu. M.D. Jennings przechwycił podanie Matta Stafforda i popędził z nim do strefy punktowej przeciwnika 72 jardy, zdobywając dla Packers siedem punktów (technicznie rzecz biorąc sześć plus podwyższenie za jeden).

Co prawda w następnej serii ofensywnej Stafford podał na TD do niezawodnego Calvina Johnsona, a potem nastąpił impas w ofensywie, jednak ostatecznie to Aaron Rodgers poprowadził najważniejszą serię meczu, zakończoną znakomitym podaniem i jeszcze lepszym chwytem na TD Randalla Cobba. Nawet oglądając powtórki nie byłem w stanie pojąć jakim cudem Rodgers zmieścił tą piłkę w tak wąskim oknie, a Cobb złapał ją w tak niewygodnej sytuacji.

Mecz oglądało się niezwykle ciężko, ale można z niego wysnuć pokrzepiający wniosek. Packers zdołali wygrać mecz, w którym nie szło im w ataku. W zeszłym roku mieli takie dwa, oba przegrali, odpadając przedwcześnie z play-off. Tym razem ich defensywa stanęła na wysokości zadania i to mimo braku kontuzjowanych Charlesa Woodsona i Claya Matthewsa.

W niedzielę Packers mają przed sobą szalenie ciężki mecz. Jadą do Nowego Jorku na mecz z Giants, którzy wyeliminowali ich z zeszłorocznych play-offów. Do zwycięstwa będą potrzebowali dobrego występu po obu stronach piłki. I to pomimo problemów, z jakimi ostatnio zmaga się ofensywa Ginants.

 

Brady zmiażdżył Lucka

Do Bostonu zawitali Indianapolis Colts. Nie jest to może tak zażarta rywalizacja jak dawne spotkania Brady – Manning, ale kibice na pewno byli bardzo ciekawi jak spisze się numer jeden tegorocznego draftu, Anrew Luck. Mecz zapowiadał się na ciężki, tym bardziej, że kontuzje przetrzebiły ostatnią linię obrony Patriots, ze względu na urazy pauzowali także obaj podstawowi OG (ofensywni liniowi grający po obu stronach centra), Aaron Hernandez i Danny Woodhead..

Luck miał cokolwiek do powiedzenia tylko w pierwszej kwarcie. Zwłaszcza drugie podanie na TD było najwyższej klasy. Jednak później presja Patriots okazała się za mocna.

Decydująca była minuta drugiej kwarty, gdy Patriots zdobyli dwa przyłożenia, choć ich ofensywa nie pojawiła się na boisku ani na moment. Najpierw Julian Edelman wykonał 68-jardową akcję powrotną na TD po puncie Colts, a chwilę później Aqiub Talib zaliczył przechwyt i 59-jardową akcję powrotną do pola punktowego rywali.

Warto zatrzymać się przy tych dwóch zawodnikach. Edelman, obok Brady’ego i Gronkowskiego był najlepszym zawodnikiem ofensywy Pats. Miał dwie akcje powrotne po puntach, w sumie na 117 jardów i TD, złapał 5 podań na 58 jardów i TD oraz miał fenomenalną, 48-jardową akcję biegową.

Z kolei Talib zadebiutował w barwach Patriots. Od razu zagrał jako podstawowy cornerback. Choć jego akcja powrotna była imponująca i stanowiła moment zwrotny w meczu, to jednak ja oceniam jego występ negatywnie. To on zawinił przy obu podaniowych przyłożeniach Colts, wyraźnie było mu brak kondycji i zrozumienia z zespołem. Oczywiście zrozumienie jest kwestią czasu, niemniej jednak Talib nie będzie zbawcą obrony podaniowej Patriots, co najwyżej wzmocnieniem.

Ostatecznie Patriots wygrali 59:24, przechwytując podania Lucka trzykrotnie. Jest to najlepszy ofensywny mecz w historii klubu. Brady zaliczył skromne 331 jardów i 3 TD. Trudno mieć do niego jakiekolwiek zastrzeżenia.

Cieniem na tym meczu kładzie się niestety kontuzja Roba Gronkowskiego. Kluczowy reciver i bloker Patriots złamał rękę w jednej z ostatnich akcji meczu i straci cztery do sześciu tygodni. Na szczęście na najbliższy mecz powinien być już gotowy Aaron Hernandez, choć nikt nie wie w jakiej dyspozycji.

Patriots grają już w czwartek. W Święto Dziękczynienia NFL tradycyjnie gra trzy mecze. W trzecim, wieczornym (2.30 naszego czasu) Pats zmierzą się z odwiecznym rywalem, pogrążonymi w kryzysie New York Jets. Jakikolwiek inny wynik niż zwycięstwo Pats będzie niespodzianką, ale w tych meczach zdarzało się wiele nieprawdopodobnych rzeczy.

O krok od sensacji

W tym tygodniu w NFL działo się tak dużo, że nie byłem w stanie wybrać jedynego wydarzenia kolejki. W kilku meczach było o krok od sensacji, mieliśmy kolejną odsłonę najostrzejszej rywalizacji współczesnego footballu, a Chicago Bears udowodnili po raz kolejny, że zaczynają się i kończą na Jayu Cutlerze. Zapraszam na przegląd wydarzeń z weekendu:

 

NFL Logo1. Houston Texans mają obronę uważaną za najlepszą w lidze. Jednak w niedzielę ta obrona kompletnie zawiodła i gdyby nie fenomenalny dzień Matta Schauba (527 jardów górą, 5 TD), Texans zanotowaliby drugą porażkę w sezonie. Jest to o tyle dziwne, że po drugiej stronie stali słabi Jacsonville Jaguars i to bez swojej największej gwiazdy, kontuzjowanego RB Maurice’a Jonesa-Drew. Na początku meczu kontuzję odniósł QB Jaguars Blaine Gabbert. Jego zmiennik Chad Henne podał na 354 jardy i 4 TD, najlepszy mecz w karierze miał krytykowany wcześniej Justin Blackmoon. Piąty numer tegorocznego draftu złapał podania na 236 jardów i TD. Ten mecz na pewno da sporo do myślenia włodarzon i trenerom Jaguars. Nie zdziwię się, jeśli Henne dostanie szansę na grę w pierwszym składzie, nawet jeśli Gabbert wyzdrowieje.

2. Blisko drugiej porażki byli również Atlanta Falcons. Sokoły w meczu przed własną widownią zagrały katastrofalnie. Matt Ryan posłał w ręce rywali aż pięć podań i gdyby Arizona Cardinals mieli cokolwiek przypominającego quarterbacka, to wywieźliby z Atlanty zwycięstwo.

3. Dallas Cowboys specjalizują się ostatnio w przyprawianiu fanów o zawał. Tym razem potrzebowali dogrywki, by wygrać ze słabymi Cleveland Browns.

4. New Orleans Saints nie zwalniają tempa. Wygrali pięć z sześciu ostatnich meczy i mają już bilans 5-5. Po katastrofalnym początku wrócili do walki o miejsce w play-offach, a duża w tym zasługa odnalezionej gry biegowej.

5. RG3 znów wysuwa się na czoło wyścigu po tytuł najlepszego debiutanta sezonu. Rozgrywający Washington Redskins zaliczył niewiarygodne statystyki w meczu z Philadelphią Eagles (14/15, 200 jardów, 4 TD, perfect passer rating, 84 jardy biegowe). Eagles są w stanie kompletnego rozkładu. Wygląda na to, że w przypadku tej ekipy jedynym wyjściem jest zaoranie i zaczęcie od nowa.

6. W meczu dwóch drużyn, których podstawowi rozgrywający odnieśli tydzień temu kontuzje, San Francisco 49ers z łatwością rozbili Chicago Bears. Colin Kaepernick zagrał niczym weteran: 243 jardy i 2 TD. Z kolei w ekipie Bears odżywają stare demony. Ta ekipa miała walczyć o tytuł przez ostatnie dwa lata i dwa razy kontuzje ich podstawowego QB Jaya Cutlera skazywały ich na klęskę. Czy w tym roku będzie podobnie?

7. Gdyby Pittsburgh Steelers mieli w składzie Bena Roethlisbergera zapewne wygraliby z Baltimore Ravens. Ale pozbawieni swojego podstawowego QB Steelers ulegli rywalom 10:13.

Sobota pełna niespodzianek

Dziennikarze zajmujący się footballem uniwersyteckim zawsze powtarzają, że najważniejsze rozstrzygnięcia na tym poziomie zapadają w listopadzie. To właśnie wtedy zaczyna odzywać się zmęczenie, kontuzje i inne problemy, które odsiewają tych najlepszych.

 

ncaa football logoLedwie tydzień temu Alabama sensacyjnie przegrała swój pierwszy mecz w tym sezonie i wypadła, wydawałoby się na stałe, z wyścigu o udział w drugim z rzędu meczu o mistrzostwo NCAA. Jednak w sobotę dwie ekipy, które w rankingu BCS były na dwóch pierwszych meczach, zanotowały sensacyjne porażki.

#1 Kansas State przegrało ze słabiutkim w tym roku Baylor. Niedźwiedzie straciły Roberta Griffina III, który od tego sezonu zachwyca kibiców NFL w Waszyngtonie. W tym roku mieli bilans 4-5, w tym 1-5 w meczach przeciwko rywalom z własnej konferencji. Tymczasem Baylor nie dość że grało w ofensywie niczym za czasów RG3, zdobywając 52 punkty, to jeszcze zdołali ograniczyć poczynania QB Kansas State, Colina Kleina, który przed meczem uznawany był za głównego kandydata do Nagrody Heismana. Klein zdołał co prawda podać na 286 jardów, ale skuteczność jego podań wyniosła zaledwie 54%, do tego dołożył aż trzy straty.

#2 Oregon i jego niesamowita ofensywa zostały zupełnie zdławione przez #13 Stanford. Ekipa z Kalifornii zagrała chyba najlepszy defensywny mecz w tym sezonie, zatrzymując Oregon na poziomie 14 punktów. Do wyłonienia zwycięzcy był potrzebna dogrywka, w której najpierw Oregon przestrzelił field goala, a potem nie potrafił odzyskać fumble, które zgubili goście z Uniwersytetu Stanforda.

Kansas State i Oregon najprawdopodobniej spadną na miejsca 3 i 4 w rankingu BCS (opublikowany zostanie w niedzielę wieczorem amerykańskiego czasu), choć niewykluczone, że zagrożą im następujące im na pięty ekipa z dalszych pozycji – Floryda, Georgia i LSU. Na pierwsze miejsce na pewno wskoczy wciąż niepokonana ekipa Notre Dame. Będzie to jej pierwsze w historii prowadzenie odkąd istnieje BCS i pierwsze od roku 1993, kiedy to najlepszą ekipę wyłaniano w głosowaniu Associated Press. Na drugie miejsce zapewne wskoczy Alabama, która pewnie wygrała z outsiderem z West Carolina.

 

Przed nami ostatnia kolejka sezonu zasadniczego, a potem finały tych konferencji, w których są mecze finałowe. Za dwa tygodnie będziemy już wiedzieli, które ekipy zagrają o tytuł mistrzowski, a które będą się musiały zadowolić udziałem w mniej prestiżowych Bowls. na razie wszystko wskazuje na to, że będą to Notre Dame i Alabama, ale ta pierwsza ekipa ma przed sobą jeszcze trudny wyjazd do USC, a Alabama mecz o mistrzostwo konferencji SEC, w którym najprawdopodobniej zmierzą się z niezwykle groźną Georgią.

Patriots wygrywają, ale z problemami

Jakim cudem problemy może mieć ekipa, której ofensywa maszeruje sobie po boisku jak jej się podoba i zdobywa 37 punktów? Ano takim, że obrona kompletnie nie stanęła na wysokości zadania i pozwoliła Bufflo Bills na zdobycie aż 31 punktów.

Patriots at BillsPatriots przystąpili do tego meczu osłabieni brakiem Aarona Hernandeza i Patricka Chunga, którzy leczą urazy, a także Brandon Boldena, który został zawieszony na cztery mecze po wykryciu w jego organizmie niedozwolonych substancji. Nie mógł zagrać również nowy nabytek Aqib Talib, który odsiadywał ostatni mecz zawieszenia z tego samego powodu co Bolden.

 

Niemal całe cztery kwarty spotkanie wyglądało tak samo. Patriots zdobywali przyłożenie, uciekali na odległość dwóch posiadań piłki, a w odpowiedzi Bills spokojnie maszerowali do pola punktowego Patriots i cała zabawa zaczynała się od nowa. Na szczęście ekipa z Bostonu zdołała wymusić kilka kluczowych fumble, a na 20 sekund przed końcem meczu Devin McCourty przechwycił podanie Ryana Fitzpatricka w polu punktowym, zapewniając gospodarzom zwycięstwo, ale i tak kibice nie mogą być zadowoleni z postawy defensywy Pats.

Przede wszystkim zawiodło to, co do tej pory było mocną stroną tej ekipy, czyli obrona przeciwko akcjom biegowym. Przyzwyczailiśmy się w tym sezonie, że rozgrywający przeciwnika rozgrywają przeciwko Patriots najlepszy mecz w sezonie, a running backowie najsłabszy. Tymczasem Fred Jackson i C.J. Spiller przebiegli w sumie 150 jardów w 25 próbach (średnio 6 jardów na próbę!).

 

Na pochwałę w ekipie Patriots zasłużyli głównie gracze ofensywy. Brady nie podawał może często (237 jardów), ale za to mądrze kierował atakiem. Steven Ridley zaliczył 98 jardów dołem i TD. Jednak bohaterem był drobny Danny Woodhead. W ofensywie Brady’ego staje się on niezwykle groźnym i wszechstronnym zawodnikiem. W niedzielę miał jedną akcję biegową, ale było nią imponujące 15 jardów zakończone przyłożeniem, a także złapał cztery podania na 46 jardów i TD. Nieco słabiej poczynał sobie Wes Welker. Co prawda był najlepszym reciverem Pats pod względem ilości jardów, ale dwukrotnie paskudnie upuścił dobre podania Brady’ego, przywołując znów demony ostatniego Super Bowl.

W przyszłym tygodniu ekipę z Nowej Anglii czeka trudny mecz na własnym stadionie z największą sensacją tegorocznych rozgrywek Indianapolis Colts i ich młodym rozgrywającym Andrew Luckiem. Jeśli obrona będzie spisywała się równie słabo jak z Bufflo będzie ciężko o wygraną, zwłaszcza że urazów nabawili się obaj podstawowi guards (czyli ofensywni liniowi grający po obu stronach centra), co mocno utrudnia grę biegową.

 

Green Bay Packers w tym tygodniu mieli wolne. Może dzięki temu trochę podleczą swój poobijany skład. Do najważniejszych urazów należą WR Greg Jennings i Jordy Nelson, LB Clay Matthews, OG Brian Bulaga i DB Charles Woodson. Woodsona, który leczy złamany obojczyk, na pewno jeszcze przez pewien czas nie zobaczymy. Występ pozostałych graczy w niedzielnym meczu przeciwko Detroit Lions stoi pod znakiem zapytania.

Ciężki weekend dla niepokonanych

W NFL nie mamy już niepokonanych drużyn. Atlanta Falcons przegrali na wyjeździe z New Orleans Saints, a w lidze uniwersyteckiej sensacyjna porażka Alabamy z Texas A&M przekreśliła w praktyce szanse tej pierwszej ekipy na obronę krajowego mistrzostwa. Ponadto w NFL mieliśmy pierwszy remis od czterech lat, a w starciu tytanów zmierzyły się Houston Texans i Chocago Bears. To był ciekawy weekend.

 

texans bearsSokoły z pierwszą porażką

Tego można się było spodziewać. Mimo łatwego kalendarza Falcons nie zdołali dograć sezonu do końca bez porażki. Może to i dla nich lepiej. Dwa ostatnie idealne, albo niemal idealne w sezonie zasadniczym zespoły (Patriots 2007 i Packers 2011) nie zdobyły tytułu.

Saints po katastrofalnym początku i czterech porażkach z rzędu wrócili do niezłej dyspozycji. Teoretycznie mają jeszcze szansę na play-offy, ale musieliby grać tak, jak w ostatnich pięciu kolejkach, gdy wygrali cztery z pięciu meczy.

O zwycięstwie przesądziło uruchomienie wreszcie przez Saints gry biegowej, co kompletnie rozstroiło ekipę Falcons, nastawioną głównie na powstrzymywanie gry podaniowej Drew Breesa i spółki. Wobec zagrożenia ze strony Chrisa Ivory’ego i Marka Ingrama obrona Falcons musiała błyskawicznie dostosować się do bronienia gry biegowej, co wykorzystali… Drew Brees i Jimmy Graham. Ten pierwszy podał na 3 TD, a ten drugi złapał siedem podań na 146 jardów i 2 TD.

Jednak Falcons tanio skóry nie sprzedali. Ich bohaterem był TE Tony Gonzalez, który złapał dwa podania na TD i przeszedł do historii jako ósmy zawodnik w historii NFL, który złapał sto takich podań. Matt Ryan zagrał niezły mecz (411 jardów podaniowych, trzy podania na TD), ale w końcówce nie był w stanie doprowadzić swojej ekipy do pola punktowego rywali.

 

Starcie tytanów

W Chicago spotkały się najlepsze defensywy AFC (Houston Texans) i NFC (Chicago Bears). Obie te ekipy miały przed spotkaniem zaledwie po jednej porażce (co ciekawe, obie ekipy przegrały tylko z Green Bay Packers) i według niektórych spotkanie to może powtórzyć się w tegorocznym Super Bowl (ja się z tą opinią nie zgadzam).

Mecz zdominowała ulewa, utrudniająca poczynania zawodnikom i defensywa ekipy z Texasu, która wybiła football rywalom z głowy. Momentami dosłownie. Jay Cutler, QB Bears nie wyszedł na drugą połowę, bo w pierwszej doznał wstrząśnienia mózgu.

Obrona „Miśków” też spisywała się niezgorzej, ale nie miała odpowiedzi na Ariena Fostera, który przebiegł 102 jardy, a w fatalnych warunkach pogodowych wystarczyło to do skromnej wygranej Texans 13:6.

 

Na remis

– To w NFL może być remis? – dziwili się po meczu niektórzy zawodnicy St. Louis Rams i San Francisco 49ers.

Ano może i mieliśmy pierwszy taki przypadek od 2008 r. Oba zespoły zaprezentowały nam football pełen błędów. Rozgrywający 49ers, Alex Smith musiał zejść z boiska z wstrząśnieniem mózgu. W dogrywce przez 15 minut żaden z zespołów nie potrafił zdobyć punktów. Rams trafili co prawda field goala z 53 jardów, ale okazało się, że zrobili to po czasie przeznaczonym na akcję, co skutkowało cofnięciem ich o pięć jardów. Z 58 już nie trafili. Chwilę potem 49ers spudłowali z 41 jardów i skończyło się remisem.

 

Koniec marzeń Alabamy

Kiedy po opisywanym przeze mnie tydzień temu dramatycznym spotkaniu Albama pokonała LSU, wydawało się, że już nikt nie stanie mistrzom na przeszkodzie w drodze do obrony tytułu. Jednak w sobotę do Alabamy przyjechała ekipa Texasu A&M na czele z „Johnnym Football” czyli Johnnym Manzielem, sensacją tegorocznych rozgrywek. Pierwszoroczniak podaje, biega, punktuje, myli całe formacje defensywne rywala. Na Florydę i LSU nie starczyło, na Alabamę tak.

Tym razem pękła fenomenalna defensywa Alabamy, RB T.J. Yeldon stracił kluczowe fumble, a QB ‘Bamy A.J. McCarron rzucił pierwsze w tym sezonie INT, i to od razu dwa. O ile pierwsze było raczej winą recivera, o tyle drugie stracone w polu punktowym rywala w samej końcówce, gdy TD dałby Alabamie zwycięstwo, jest nie do wybaczenia.

Manziel podał na 253 jardy i 2 TD, dołożył do tego 92 jardy biegowe, a jego TA&M pokonał Alabamę 29:24.

Alabama spadła na czwarte miejsce w rankingu BCS. Prowadzą trzy niepokonane ekipy: Kansas State, Oregon i Notre Dame. Albama wciąż ma szanse na tytuł w dywizji SEC, ale by zagrać w meczu o mistrzostwo akademickie USA musi liczyć na porażki dwóch z trzech drużyn nad nią. Porażki mało prawdopodobne, ale klęski ‘Bamy też się nikt nie spodziewał.

 

NFL w skrócie:

1. New York Jets doznali kolejnej upokarzającej porażki, tym razem w Seattle. Seahawks nie zagrali porywającego meczu, ale nie musieli, ofensywa nowojorczyków sama się niszczy. Wystarczy nadmienić, że jedyne punkty w meczu Jets zdobyli w defensywie po akcji powrotnej, gdy pierwszoroczny QB Seahawks, Russel Wilson, w dość beztroski sposób zgubił piłkę.

Mark Sanchez to jakiś żart, a Rex Ryan uparcie odmawia oddania kluczy do swojej ofensywy Timowi Tebow. Co ma do stracenia? Trudno powiedzieć, posady chyba i tak nie utrzyma. Nie znoszę gościa, więc ani trochę mnie to nie martwi.

2. Końca dobiega chyba również kadencja trenera Andy’ego Reida w Philadelphii. Reid to najdłużej pracujący z klubem aktywny trener w NFL. Jednak po ostatnich wyczynach Eagles wcale nie może czuć się bezpieczny. QB Michael Vick generuje stratę za stratą, ale praktycznie na żadnej pozycji Eagles nie grają na miarę oczekiwań.

3. Mistrzowie NFL, New York Giants, przegrali drugi mecz z rzędu. Tym razem rozbili ich Cincinnati Bengals, a kolejny fatalny mecz zanotował MVP ostatniego Super Bowl Eli Manning. Młodszy z braci Manningów nie zaliczył podaniowego TD od trzech spotkań, co jest jego najgorszym wynikiem w karierze. Teraz nowojorczycy mają tydzień przerwy, ale udają się na niego z bilansem 6-4. Ich słaba dyspozycja niespodziewanie otworzyła na nowo kwestię pierwszego miejsca w NFC East, na które chrapkę mają odrodzeni ostatnio Dallas Cowboys.

4. Andrew Luck nie zwalnia. Jego Indianapolis Colts pokonali w czwartek najsłabszą ekipę ligi Jacksonville Jaguars. Fenomenalny debiutant zaliczył w tym meczu 227 jardów podaniowych i 2 biegowe przyłożenia. Colts pewnie kroczą do play-offów, co jeszcze przed sezonem było nie do pomyślenia.

5. Pittsburgh Steelers wymęczyli zwycięstwo nad słabymi Kansas City Chiefs, ale stracili rozgrywającego Bena Roethlisbergera. Na razie nie wiadomo na ile poważna jest jego kontuzja prawego (rzucającego) barku, jednak jego brak może bardzo utrudnić Steelers walkę o pierwsze miejsce w dywizji, zwłaszcza że w ciągu najbliższego miesiąca mają w perspektywie dwa mecze z Baltimore Ravens.